Gość: Cóż począć...
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
22.03.13, 00:17
Córeczka ma 3 lata. Kiedy byłam w ciąży intensywnie się ruszała w brzuchu, naprawdę bardzo intensywnie i do końca ciąży natężenie ruchów dziecka nie zmniejszyło się, a wiem, że często można zaobserwować słabsze (bądź rzadsze) ruchy dziecka w końcówce ciąży z powodu małej ilości miejsca w brzuchu. Po urodzeniu dziecko było zawsze bardzo ruchliwe, podczas karmienia piersią bujało nóżkami itp. Do dziś córka jest bardzo ruchliwa. Podczas posiłków również buja nóżkami, wierci się bez przerwy, łatwo traci koncentrację, rozlewa herbatkę (średnio co dzień kilka razy), wtyka swoje rączki do mojego talerza (nie wiem skąd takie zachowanie, ja nie grzebię jej w talerzu), podsuwa mi moją herbatę, wiecznie musi coś poprawiać, przesuwać. Od zawsze staram się wpajać jej zasady odpowiedniego zachowania (jeśli chodzi o jedzenie, to tłumaczę, że nie rozmawia się podczas posiłków, że każdy ma swój talerz, swoją herbatkę, więc nie można ruszać jedzenia innych osób, a po jedzeniu mówi się "dziękuję" itp.), naprawdę bardzo dużo jej tłumaczę na różne tematy i wieczorem każdego dnia boli mnie od tego gadania już nieźle gardło, ale na drugi dzień okazuje się, że ona niestety mało z tego wyniosła. To co mówię do niej, to nie są dwugodzinne kazania, staram się krótko jej wszystko wyjaśniać, bo wiem, że dziecko w tym wieku nic nie wyniesie z takiego monologu. Ona zna teorię, bo często mi powtarza moje własne słowa, ale nie stosuje tych zasad. Idziemy do sklepu, więc korzystam z okazji i pytam wesoło: "Jak należy się zachowywać w sklepie?", a ona odpowiada: "Nie można uciekać i nic ruszać", a kiedy wejdziemy do sklepu, to córka robi coś zupełnie innego, niż powiedziała... :-( Nawet nie mogę porozmawiać z ekspedientką odnośnie tego, co chcę kupić, bo muszę ganiać za małą albo gorzej - ona głośno cały czas gada, ma milion pytań, nie daje nam dojść do słowa, a ja czasem zapominam co chciałam kupić! Z innej beczki: Moja mama opowiadała mi, że mój brat kiedy był mały dotknął raz pieca i poparzył rączkę (nic tragicznego, po prostu poczuł gorące i jedynie zabolało). Od tamtej pory nie dotykał, bo zapamiętał, że piec był gorący. Moja córka nie uczy się na błędach. Wie, że prostownica jest gorąca, ale musiała dotknąć paluszkiem i się przekonać. Paluszek zabolał. Jednak córka następnego dnia zrobiła dokładnie to samo!! Od dawna obgryza paznokcie. Oglądając bajki dobrane do wieku (nie co dzień ogląda bajki) wierci się, wstaje z kanapy, siada z powrotem, obgryza paznokcie itd. Moja córeczka nie pobawi się nawet 10 minut niczym. Lepi plastelinę, a za 5 minut chce malować farbami (przez niecałe 10 minut). Kiedy jej czytam, to co chwilę mi przerywa. Kiedyś miałam więcej cierpliwości... Nie krzyczę na nią, nie biję jej. Myślę sobie, że mogłaby się zabawić spokojnie przez 15 minut SAMA. Pomalować malowankę, pomalować farbami. Ale ona zawsze mnie woła, żebym ja z nią się bawiła. Ja staram się zawsze kilka minut z nią na początku się pobawić, pomalować, a potem mówię: "Teraz mamusia zrobi obiadek, a Ty maluj pięknie". Ale ona mnie za minutę woła. Kiedy ogląda bajkę, też co minutę woła: "Mamo zobacz!". Kiedy jesteśmy na placu zabaw, to idę usiąść na ławkę 4 metry od piaskownicy, a ona mnie woła, żebym się z nią przyszła bawić. Poza tym na placu zabaw szybko się jej nudzi, pohuśta się 3 minuty, potem biegnie zjechać jeden raz na zjeżdżalni. zaraz na karuzelę itd., następnie wyszukuje sobie jakieś inne "atrakcje", np. schody (plac zabaw jest przy przedszkolu), biegnie i szarpie za drzwi toi toia zamiast się z innymi dziećmi bawić, zjeżdżać, bujać itp. Jest to bardzo mądre dziecko, od dawna mówi całymi zdaniami, wszystko rozumie, tylko nie respektuje tego. Jest też pewien problem z siusianiem. Córka najczęściej woła siusiu, ale i tak popuszcza w majtki. Czasem kroplę, czasem więcej. Nie karcę jej, wręcz przeciwnie - dostaje nagrody za suche majteczki - robimy stempelki w tabelce i się bardzo cieszy :-). A kiedy posiusia majtki to przebieram ją i nic nie mówię, bo ona sama mówi: "Mamusiu następnym razem się uda", więc ja przytakuję i się uśmiecham do niej. Naukę siusiania zaczęłyśmy przed drugimi urodzinami, a nie było nigdy całego suchego dnia!!! Co dzień musi zmoczyć majtki :-(. Jej nie przeszkadzają mokre majtki - zesika się i nic mi niekiedy nie powie, tylko tak siedzi. Na placu zabaw zawsze sika w majtki. Kiedyś wróciłam do pieluch, żeby jej dać czas. Nie każde dziecko przecież szybko siusianie załapie. Pielucha przeszkadzała jej i chciała chodzić w majteczkach, ale znów popuszczała :-(. Mam problem z każdym wyjściem - nawet do lekarza biorę milion ciuchów na zmianę. Niedługo idziemy na komunię i co, mam jej pieluchę założyć, żeby nas i gości nie posikała, kiedy wezmą ją na kolana? :-( Dla niej też pewnie jest to przykre, kiedy się posiusia, może się wstydzi. Córka śpi w pieluszce, rano ma ją całą mokrą, więc nie jest jeszcze gotowa. Nie mam już czasem sił :-(. Nie w związku z siusianiem, tylko z zachowaniem córki. Ona często strasznie głośno mówi, krzyczy wręcz. Tłumaczę, że bolą mnie wtedy uszy i nie słyszę, co mówi, więc ona ścisza wtedy na chwilę głos. Przerywa rozmowę dorosłym, mimo że wpajam jej zasady właściwego zachowania. To nie jest tak, że ja jej na wszystko pozwalam. Ja się właśnie dziwię, dlaczego ona się tak zachowuje, skoro ja jej wciąż tłumaczę wszystko krótko i na temat. Córka nie boi się innych ludzi, dzieci. Zachęcam ją też do samodzielności, ale ona nie chce zakładać sobie butów, zaraz się denerwuje. Ja ją dopinguję, mówię jak jej świetnie idzie, o ona rzuca butem, bo jej się nie udało. Nawet majtek sobie nie podciągnie, bo jej się z tyłu zwijają i nie potrafi ich poprawić. Od razu się złości. Ona nie miała okresu "JA SAMA", ale ja zachęcałam ją zawsze do samodzielności. Posprząta zabawki, wyniesie papierek po cukierku do kosza. Nie wyręczam jej we wszystkim. Jest z niej trochę taka mała gapa, potyka się nawet o własne nogi... Ostatnio raczkując (ma 3 lata) nie wiem jakim cudem rozjechały się jej rączki i upadła na buzię i rozcięła wargę. Czy ktoś z Was jest rodzicem podobnego dziecka?