pinia82
09.04.13, 11:47
Synek mój, niedługo skończy 5 lat. Chodzi do przedszkola - od września. Nie lubi tam chodzić (z małymi przerwami), choć aklimatyzacja przebiegła prawidłowo, nie było płaczu, histerii, od razu odnalzał się w grupie, mimo że nie chodził wcześniej do żłobka, ani do innych tego typu instytucji.
Jest to dziecko, które od małego było baaardzo żywe, mało spało - dużo działało:), odkąd wstał na 2 nogi tylko biegał, chodzić spokojnie nie umiał. Ale ok, dzieci mają różny temperament.
Poszedł do przedszkola i okazało się po ok dwóch tygodniach (na początku troszkę "szalał"), że zachowywał się tam bardzo poprawnie - mówił dzień dobry, do widzenia, słuchał pań, wykonywał polecenia. W tym samym czasie w domu był diabełkiem, żądnym uwagi,
robił wszystko aby zwrócić na siebie uwagę, w zasadzie dalej tak jest, jest jak tajfun i struś pędziwiatr zostawiający tylko kłęby dymu po sobie,
zaczepia wszystkich, robi na złość na każdym kroku (ale tak było od zawsze więc powiedzmy u niego norma) ale...
przy tym przy każdej czynności piszczy i wygląda to tak jak uwalnianie emocji, piszczy na okrągło, potrafi kilka godzin kwiczeć sobie pod nosem, naprzemiennie ze słowami "pierdy" "gó..." ...
ja na te słowa nie reaguje, tatuś nie umie się jednak powstrzymać i w efekcie wymyśla "karę" której i tak nie realizuje, albo inaczej daje milion szans na poprawę, a tej nie ma.
W momencie gdy całą uwagę skupię jemu - tzn. układamy lego, rysujemy, robimy jakieś ćwiczenia, zabawy ruchowe, cokolwiek co, robię z nim - ja lub tata - znów zmienia się w anioła. Czas mu poświęcamy, codziennie po ok 1 h. Są tez inne dzieci, dom i codzienne sprawy.
Drugie oblicze- tu martwię się nieziemsko. Jakiś czas temu przeszedł ospę, zbiegło się to z feriami więc łącznie siedział 6 tygodni w domu. Po tym czasie coś się zmieniło. W przedszkolu jest tak wycofany - że aż mi żal - nie odzywa się do pań w ogóle, wiem że jest krzywdzony czasem przez kolegów (tu zgłaszaliśmy pani - pani nie widziała oczywiście ani razu) oddać nie potrafi - poskarżyć też nie, stoi jak sierotka z palcami w buzi i wyje. Ciągle chodzi z wystawionym językiem, wstydzi się niemiłosiernie, chyba nawet pani uwagę mu zaczęła zwracać - więc wziął na serio i zaczął seplenić (trzyma język za zębami), proszony przed wejsciem aby przywitał się z paniami - burknie coś tak, jak by miał buzię pełną kartofli, ze spuszczoną głową, chce uczestniczyć w zadaniach, zgłasza się, nawet jako pierwszy, ale w efekcie nie odpowiada i chowa głowę w ręce. Nawet siku nie idzie, dopiero chce zrobić jak go odbieramy. Boi się panicznie wszystkiego - tu ok taki wiek, ale to już też jest skrajne. Chodzi za mną krok w krok, nie czuje się bezpieczny we własnym domu, choć mu tłumaczę jak mogę, że dom jego azylem. Jak spotkamy kogoś znajomego zaczyna piszczeć i chowa się za nami ...
Jak pomóc temu dziecku? Od czego zacząć? Tylko nie piszcie, że to norma w tym wieku, bo na ok 40 dzieci które znam w jego roczniku żadne nie ma ani ćwierć takich zachowań. Dodam, że jest często przytulany, zapewniany o miłości itp. choć czasem mam wrażenie że ciągle mu mało, często wskakuje na mnie i mówi piszczącym głosem "moja, moja tylko moja mama" zerkając na mlodsze rodzeństwo. Wiem, zazdrość, ale uwierzcie, młodszemu nie poświęcamy ani kszty uwagi w porównaniu z nim, wszystko kręci się wokół niego a mimo to efekty są opłakane. Poradźcie coś proszę!