2 skrajne oblicza 5 latka...

09.04.13, 11:47
Synek mój, niedługo skończy 5 lat. Chodzi do przedszkola - od września. Nie lubi tam chodzić (z małymi przerwami), choć aklimatyzacja przebiegła prawidłowo, nie było płaczu, histerii, od razu odnalzał się w grupie, mimo że nie chodził wcześniej do żłobka, ani do innych tego typu instytucji.
Jest to dziecko, które od małego było baaardzo żywe, mało spało - dużo działało:), odkąd wstał na 2 nogi tylko biegał, chodzić spokojnie nie umiał. Ale ok, dzieci mają różny temperament.

Poszedł do przedszkola i okazało się po ok dwóch tygodniach (na początku troszkę "szalał"), że zachowywał się tam bardzo poprawnie - mówił dzień dobry, do widzenia, słuchał pań, wykonywał polecenia. W tym samym czasie w domu był diabełkiem, żądnym uwagi,
robił wszystko aby zwrócić na siebie uwagę, w zasadzie dalej tak jest, jest jak tajfun i struś pędziwiatr zostawiający tylko kłęby dymu po sobie,
zaczepia wszystkich, robi na złość na każdym kroku (ale tak było od zawsze więc powiedzmy u niego norma) ale...
przy tym przy każdej czynności piszczy i wygląda to tak jak uwalnianie emocji, piszczy na okrągło, potrafi kilka godzin kwiczeć sobie pod nosem, naprzemiennie ze słowami "pierdy" "gó..." ...
ja na te słowa nie reaguje, tatuś nie umie się jednak powstrzymać i w efekcie wymyśla "karę" której i tak nie realizuje, albo inaczej daje milion szans na poprawę, a tej nie ma.
W momencie gdy całą uwagę skupię jemu - tzn. układamy lego, rysujemy, robimy jakieś ćwiczenia, zabawy ruchowe, cokolwiek co, robię z nim - ja lub tata - znów zmienia się w anioła. Czas mu poświęcamy, codziennie po ok 1 h. Są tez inne dzieci, dom i codzienne sprawy.

Drugie oblicze- tu martwię się nieziemsko. Jakiś czas temu przeszedł ospę, zbiegło się to z feriami więc łącznie siedział 6 tygodni w domu. Po tym czasie coś się zmieniło. W przedszkolu jest tak wycofany - że aż mi żal - nie odzywa się do pań w ogóle, wiem że jest krzywdzony czasem przez kolegów (tu zgłaszaliśmy pani - pani nie widziała oczywiście ani razu) oddać nie potrafi - poskarżyć też nie, stoi jak sierotka z palcami w buzi i wyje. Ciągle chodzi z wystawionym językiem, wstydzi się niemiłosiernie, chyba nawet pani uwagę mu zaczęła zwracać - więc wziął na serio i zaczął seplenić (trzyma język za zębami), proszony przed wejsciem aby przywitał się z paniami - burknie coś tak, jak by miał buzię pełną kartofli, ze spuszczoną głową, chce uczestniczyć w zadaniach, zgłasza się, nawet jako pierwszy, ale w efekcie nie odpowiada i chowa głowę w ręce. Nawet siku nie idzie, dopiero chce zrobić jak go odbieramy. Boi się panicznie wszystkiego - tu ok taki wiek, ale to już też jest skrajne. Chodzi za mną krok w krok, nie czuje się bezpieczny we własnym domu, choć mu tłumaczę jak mogę, że dom jego azylem. Jak spotkamy kogoś znajomego zaczyna piszczeć i chowa się za nami ...

Jak pomóc temu dziecku? Od czego zacząć? Tylko nie piszcie, że to norma w tym wieku, bo na ok 40 dzieci które znam w jego roczniku żadne nie ma ani ćwierć takich zachowań. Dodam, że jest często przytulany, zapewniany o miłości itp. choć czasem mam wrażenie że ciągle mu mało, często wskakuje na mnie i mówi piszczącym głosem "moja, moja tylko moja mama" zerkając na mlodsze rodzeństwo. Wiem, zazdrość, ale uwierzcie, młodszemu nie poświęcamy ani kszty uwagi w porównaniu z nim, wszystko kręci się wokół niego a mimo to efekty są opłakane. Poradźcie coś proszę!
    • twojabogini Re: 2 skrajne oblicza 5 latka... 09.04.13, 14:11
      Skonsultowałabym się z psychologiem. Zbadała dojrzałość dziecka do uczęszczania do placówki edukacyjnej. Wielu rodziców tego nie robi w sytuacji, gdy dziecko po prostu musi tam chodzić, bo np. rodzice pracują. Brak dojrzałości nie oznacza, że koniecznie trzeba będzie zrezygnować - ale będzie można sytuację dziecka poprawić, zalecenia otrzymają też opiekunki. Dziecko będzie mogło wziąć udział w treningu niektórych umiejętności. W ramach badania dojrzałości warto wykonać dziecku badania słuchu i wzroku - często trudności na tym polu przekładają się na inne kłopoty.
      W ramach pomocy dziecku warto zapisać je na zajęcia w małej kameralnej grupie - np. sportowe. Najlepiej takie w których ma szanse osiągnąć sukces - czasem np. z nieco młodszymi uczestnikami.

      Aklimatyzacja nie przebiegła prawidłowo. Dziecko nie płaczące, pozornie dobrze reagujące na przedszkole bardzo często zaczyna mieć kłopoty później. na trudności adaptacyjne wskazuje późniejsze odreagowywanie w domu - czyli w środowisko gdzie czuło się bezpiecznie.

      Ustaliłabym tez z mężem wspólne stanowisko - pani odnosi się bardzo krytycznie do poczynań wychowawczych męża. Rozdźwięk między rodzicami nasila stres dziecka. Zamiast osobnego czasu dla dziecka 1 godzine dziennie raczej przeorganizowałabym życie rodzinne, tak, żeby był wspólny czas rodziny. Każdy może robić co innego - ale na wspólnej przestrzeni. Oczywiście indywidualny kontakt z dzieckiem tez jest ważny, ale może lepiej aby był on spontaniczny, anie w takich sztywnych i zrytualizowanych formach.
      Dobrze jelsi w tygodniu, każde z rodziców przeznaczy trochę czasu wyłacznie dla jednego z dzieci. jednemu dziecku starczy 15 minut ogladania bajki, inne potrzebuje sesji przytulania - tu wazne jest wyczucie potrzeb dziecka i odpowiedzenie na nie - zamiast rytualnej wspólnej godzinnej zabawy.

      • pinia82 Re: 2 skrajne oblicza 5 latka... 09.04.13, 14:54
        dziękuję za cenne wskazówki, tez myslalam juz o pomocy psychologa i chyba skorzystam, z tym czasem dla rodziny na wspólnej przestrzeni - to akurat jesteśmy bardzo zżyci, tak się składa że od 14:30 mamy wspólny czas, posiłki jemy zawsze razem, popołudniową kawkę zawsze łączymy z podwieczorkiem u dzieci, gdzie jesteśmy razem w jednym pomieszczeniu, generalnie dużo rozmawiamy i jest sporo spontaniczności w dzialaniach - może źle to ujęłam - nie mówię dziecku - teraz jest 17:00- czas na rysowanie, po prostu jak widzę że "go nosi" to proponuję jakieś zajęcie.
        Natomiast z tą aklimatyzacją - to akurat stwierdzenie pani przedszkolanki - po miesięcznej obserwacji dziecka.
        • twojabogini Re: 2 skrajne oblicza 5 latka... 10.04.13, 13:15
          może źle to ujęłam - nie mówię dziecku - teraz jest 1
          > 7:00- czas na rysowanie, po prostu jak widzę że "go nosi" to proponuję jakieś z
          > ajęcie.

          Okej - ta godzinę zrozumiałam jako od 17 do 18 dajmy na to :)

          > Natomiast z tą aklimatyzacją - to akurat stwierdzenie pani przedszkolanki - po
          > miesięcznej obserwacji dziecka.

          No to Pani przedszkolanka ominęła widać zajęcia na których uczono jak przebiega adaptacja i po czym rozpoznać ewentualne trudności. Wpadłam w ta samą pułapkę - "panie" były zachwycone moim starszym, czteroletnim wówczas synem, który przez pierwsze tygodnie funkcjonował jak aniołek, nie płakał, nie protestował. Też słyszałam, że wspaniale się zaadoptował.
          Wiedzę posiadłam po fakcie - teraz wiem, że ta gładka adaptacja powinna mnie była zaniepokoić, że dziecko nie wyrażało emocji - bo bało się je wyrazić w nowym środowisku, że nie miało pomysłu jak zmienić swoją sytuację - i odreagowywało silny stres w domu. A potem zaczął się ryk, trudności w grupie itp.

          Dziecko które tłumi emocje - jest krok za grupą. Większość dzieci po fazie żalu oswaja się i zaczyna nawiązywać relacje. Dziecko które dopiero "wychodzi z szoku" i jest nadal w stresie adaptacyjnym nie jest jeszcze w stanie nawiązać relacji. Grupa się integruje, a dziecko pozostaje poza nią.
          Ja wycofałam synka na jeszcze jeden rok i poświęciłam go na trening różnych umiejętności, oswajanie z zajęciami, z moją nieobecnością, itd. Pani psycholog powiedziała mi jednak że jest możliwość pracy z dzieckiem także gdyby pozostało ono w grupie - przy współpracy personelu, który postara się zintegrowanie dziecka z grupą, obniżenie poziomu stresu (bo mnie nie będzie w przedszkolu, a dziecko samo nie da rady).
          Nie zaufałam kobietom, które powinny wiedzieć lepiej ode mnie - a nie wiedziały. Stąd moja decyzja. W kolejnym roku adaptacja poszła gładko - były i łzy i tęsknota i niepokój - wyrażane na bieżąco. Po pierwsze dziecko przeszło trening i nabyło parę umiejętności pomocnych w adaptacji, po drugie wybrałam przedszkole z bardziej profesjonalnym personelem.
          • pinia82 Re: 2 skrajne oblicza 5 latka... 11.04.13, 10:57
            udam się na konsultację z panią wychowawczynią - na dłuższą rozmowę, nie w progu drzwi.
            W tym tygodniu zauważyłam jeszcze inną rzecz, mianowicie "szef grupy, przywódca" jest chory i okazało się, ze moje dziecko ma kolegów, z którymi ładnie się bawi, jest szczęsliwy, uśmiechnięty, opowiada co było w p-kolu, z kim się bawił i co robił, zaczął też ladnie głośno mówić "dzień dobry" paniom, w tym tygodniu nawet nie wspomniał, że nie chce iść do p-kola. Wiem, że ten chłopiec bardzo terroryzuje moje i inne dzieci, ustala kto z kim ma się bawić, kto kogo ma nie lubić, (panie nie widzą oczywiście), gdyby tylko moje dziecko o tym mówiło, zastanawiałabym się, ale mowią też o tym dzieci znajomych, które razem z moim synem uczęszczają do p-kola.
            • twojabogini Re: 2 skrajne oblicza 5 latka... 11.04.13, 12:37
              Powodzenia :)
          • domza2 Re: 2 skrajne oblicza 5 latka... 13.04.13, 19:45
            Twojabogini, mogłabyś szerzej opisać swoją sytuację z przedszkolem dziecka. Jak to było, jak się zorientowałaś, ze coś jest nie tak i ogólnie...?
    • ula.malko Re: 2 skrajne oblicza 5 latka... 11.04.13, 18:19
      Dzień dobry,
      Również myślę, że warto skonsultować się z psychologiem. Syn wyraźnie zmaga się z różnymi trudnościami w przedszkolu, potrzebuje Państwa uwagi ale także wsparcia w odnalezieniu się w grupie.
      Adaptacja do przedszkola to złożony proces, nie zawsze wiąże się z płaczem. Warto także pamiętać, że po dłuższej nieobecności np spowodowanej chorobą, dzieci często potrzebują na nowo zaadaptować się do grupy.
      Życzę powodzenia i pozdrawiam,
      Ula Malko
      PS Proszę o maila na ula.malko@gazeta.pl, postaram się pomóc znaleźć kontakt do dobrego psychologa.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja