Gość: tuszeani
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.05.13, 17:48
Znowu mi się nazbierało wątpliwości, więc proszę Was o życzliwą podpowiedź :) Młody ma niemal 3 lata, skrajnie żywy i wiercipięta, ale jest w stanie się całkiem długo skupić nad czymś, co go zainteresuje.
1. Niechęć do zabaw stacjonarnych typu puzzle, gry planszowe itp. Nie rajcuje go to kompletnie, po 5 sekundach jest już śmiertelnie znudzony i leci dalej do kolejnej zabawy. Słyszę od mam rówieśników, z ilu elementów puzzle układają ich pociechy, a dla nas to abstrakcja. Widzę dzieci grające z zainteresowaniem w jakieś loteryjki, memo, czy nawet rzucanie kostką i chodzenie po jakiejś trasie do celu, a Młody co najwyżej jest skłonny przestawić konia z początku na koniec, a cały nudny środek go nie interesuje. Widzę dwa możliwe podejścia: albo uszanować że to go nie rajcuje (ja też nie przepadam za puzzlami) i odpuścić tego rodzaju zabawy albo uznać to za element edukacji, w którym odstaje od rówieśników i jednak próbować ćwiczyć, mimo braku zainteresowania. Z drugiej strony klocki układa chętnie, bawi się długo w jakieś garaże, więc to nie tak, że to co stacjonarne, z definicji jest do bani.
2. Sprzątanie po zabawie. Był nawet nauczony sprzątania i robił to bez entuzjazmu, ale całkiem sprawnie. Kilka miesięcy temu się coś popsuło i teraz szkoda mu czasu na sprzątanie, bo po jednej zabawie leeeeeeeeeeci natychmiast do następnej. No wiem, że posprzątanie kilograma pęczaku metodycznie rozsypanego po całym pokoju jest potwornie żmudne i nudne, ale chyba nie powinnam odpuszczać po 10 sekundach pozorowanego sprzątania, jak sądzicie?
3. Zabawy z jedzeniem. Podchodzi do szafki z jedzeniem i wyciąga to co mu akurat podejdzie: pudełko z pęczakiem, ryżem, makaronem, kaszą manną, fasolą. Po czym bierze to na swój stolik i wysypuje, najpierw na stolik, potem na podłogę (w wersji bardziej wypasionej robi fontannę na cały pokój). Po czym idzie po następne pudełko, bo zawartość tego pierwszego jest już na podłodze. Po czym czynności j.w., po czym idzie po kolejne pudełko, etc. Ok, przemówiłam sobie do rozsądku, że ta zabawa jest ważna z punktu widzenia SI i muszę pohamować swoje z domu wyniesione przekonania, że jedzenie służy do jedzenia a nie do zabawy. Z bólem się godzę, ale wymagam maksymalnego odzysku materiału (tzn. żeby cały kilogram nie lądował za każdym razem w worku odkurzacza tylko pozbierany do pudełka mógł służyć do kolejnej zabawy), rozsądnych ilości materiału na jedną zabawę (czyli nie wywalamy zawartości 10 pudełek, ale np. 3 po czym zsypujemy i bawimy się tym samym od początku), przynajmniej współudziału w sprzątaniu pola bitwy. Oczywiście przy egzekwowaniu tych zasad jest zawsze potworny ryk i obrażanie się. Jakie Wy macie podejście do tego typu zabaw?
4. Kąpiel i mycie głowy. Do jakiego stopnia można odpuścić? Czy dobrze myślę, że po kilku tygodniach godzenia się na nieumycie głowy, należy w końcu delikwenta do tego przymusić, w imię jego zdrowia?
5. Przebieranie. Właśnie odpieluchowujemy Młodego i zdarzają się jeszcze, choć rzadko, wpadki. Problem w tym, że Młody z tych, którym chodzenie z kupą czy w mokrym ubraniu w ogóle nie przeszkadza, przeszkadzają natomiast natrętni rodzice, którzy z tak błahego powodu chcą przerywać świetną zabawę, a w zasadzie serię zabaw, bo propozycja żeby najpierw skończył to co robi a potem się przebieramy, niczego nie zmienia. Do jakiego stopnia można odpuścić? Niech chodzi w zasikanych spodniach przez cały dzień, dopóki mu nie wyschną, czy jednak przy braku chęci współpracy zastosować przymus?
Przepraszam za przypadkowy zestaw problemów, ale wydaje mi się, że sensowniej zapytać o to w jednym wątku dotyczącym konkretnego dziecka, niż w kilku. Tym bardziej, że wszystko spina niechęć Młodego do bezruchu i przerywania tego co go w danym momencie ciekawi.