Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwości

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 17:48
Znowu mi się nazbierało wątpliwości, więc proszę Was o życzliwą podpowiedź :) Młody ma niemal 3 lata, skrajnie żywy i wiercipięta, ale jest w stanie się całkiem długo skupić nad czymś, co go zainteresuje.

1. Niechęć do zabaw stacjonarnych typu puzzle, gry planszowe itp. Nie rajcuje go to kompletnie, po 5 sekundach jest już śmiertelnie znudzony i leci dalej do kolejnej zabawy. Słyszę od mam rówieśników, z ilu elementów puzzle układają ich pociechy, a dla nas to abstrakcja. Widzę dzieci grające z zainteresowaniem w jakieś loteryjki, memo, czy nawet rzucanie kostką i chodzenie po jakiejś trasie do celu, a Młody co najwyżej jest skłonny przestawić konia z początku na koniec, a cały nudny środek go nie interesuje. Widzę dwa możliwe podejścia: albo uszanować że to go nie rajcuje (ja też nie przepadam za puzzlami) i odpuścić tego rodzaju zabawy albo uznać to za element edukacji, w którym odstaje od rówieśników i jednak próbować ćwiczyć, mimo braku zainteresowania. Z drugiej strony klocki układa chętnie, bawi się długo w jakieś garaże, więc to nie tak, że to co stacjonarne, z definicji jest do bani.

2. Sprzątanie po zabawie. Był nawet nauczony sprzątania i robił to bez entuzjazmu, ale całkiem sprawnie. Kilka miesięcy temu się coś popsuło i teraz szkoda mu czasu na sprzątanie, bo po jednej zabawie leeeeeeeeeeci natychmiast do następnej. No wiem, że posprzątanie kilograma pęczaku metodycznie rozsypanego po całym pokoju jest potwornie żmudne i nudne, ale chyba nie powinnam odpuszczać po 10 sekundach pozorowanego sprzątania, jak sądzicie?

3. Zabawy z jedzeniem. Podchodzi do szafki z jedzeniem i wyciąga to co mu akurat podejdzie: pudełko z pęczakiem, ryżem, makaronem, kaszą manną, fasolą. Po czym bierze to na swój stolik i wysypuje, najpierw na stolik, potem na podłogę (w wersji bardziej wypasionej robi fontannę na cały pokój). Po czym idzie po następne pudełko, bo zawartość tego pierwszego jest już na podłodze. Po czym czynności j.w., po czym idzie po kolejne pudełko, etc. Ok, przemówiłam sobie do rozsądku, że ta zabawa jest ważna z punktu widzenia SI i muszę pohamować swoje z domu wyniesione przekonania, że jedzenie służy do jedzenia a nie do zabawy. Z bólem się godzę, ale wymagam maksymalnego odzysku materiału (tzn. żeby cały kilogram nie lądował za każdym razem w worku odkurzacza tylko pozbierany do pudełka mógł służyć do kolejnej zabawy), rozsądnych ilości materiału na jedną zabawę (czyli nie wywalamy zawartości 10 pudełek, ale np. 3 po czym zsypujemy i bawimy się tym samym od początku), przynajmniej współudziału w sprzątaniu pola bitwy. Oczywiście przy egzekwowaniu tych zasad jest zawsze potworny ryk i obrażanie się. Jakie Wy macie podejście do tego typu zabaw?

4. Kąpiel i mycie głowy. Do jakiego stopnia można odpuścić? Czy dobrze myślę, że po kilku tygodniach godzenia się na nieumycie głowy, należy w końcu delikwenta do tego przymusić, w imię jego zdrowia?

5. Przebieranie. Właśnie odpieluchowujemy Młodego i zdarzają się jeszcze, choć rzadko, wpadki. Problem w tym, że Młody z tych, którym chodzenie z kupą czy w mokrym ubraniu w ogóle nie przeszkadza, przeszkadzają natomiast natrętni rodzice, którzy z tak błahego powodu chcą przerywać świetną zabawę, a w zasadzie serię zabaw, bo propozycja żeby najpierw skończył to co robi a potem się przebieramy, niczego nie zmienia. Do jakiego stopnia można odpuścić? Niech chodzi w zasikanych spodniach przez cały dzień, dopóki mu nie wyschną, czy jednak przy braku chęci współpracy zastosować przymus?

Przepraszam za przypadkowy zestaw problemów, ale wydaje mi się, że sensowniej zapytać o to w jednym wątku dotyczącym konkretnego dziecka, niż w kilku. Tym bardziej, że wszystko spina niechęć Młodego do bezruchu i przerywania tego co go w danym momencie ciekawi.
    • verdana Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 19.05.13, 18:00
      Mam wrażenie, ze zestawiasz dwie różne sprawy - to, co inni rodzice mówią o swoich dzieciach, z tym, co realne dziecko robi. Tak, są trzylatki układajace układanki i sa trzylatki jeżdżące na dwukołowym rowerze i są trzylatki czytające - nic z tego nie obowiązuje wszystkich i raczej nie jest normą. Przyznam szczerze, ze nie widziałam trzylatka grającego spokojnie w gre planszową, bo w tych grach albo trzeba umiec liczyć, albo wszystko tak naprawde robi dorosły. I taka gra trwa - tylko niewiele dzieci jest w stanie wysiedzieć spokojnie tyle mczasu, niewiele ma tak dobrze wykształconą sprawność manualną, aby nie wywracać pionków.
      Sprzatanie, owszem, moze być zabawne na samym poczatku, kiedy dziecko uczy sie nowych umiejętności. Potem to nuda i taką nudą zazwyczaj pozostaje az do smierci. Trzylatek jest za mały na "sprzątanie". Moze wykonać pojedyncze polecenia "Wrzuć klocki do pudełka". Najlepiej, aby to była zabawa, na przytkład na czas, albo kolorami. Poza tym jeszcze nadal nalezy sprzatac razem z dzieckiem. Jak bedzie starsze , to albo bedzie sprżatać samo, albo nie bedzie (jak ja). Po znajomych widzę, ze stosunek do sprżątania w wieku dorosłym absolutnie nijak sie ma do tego, co wdrazano nam w domu rodzinnym.
      Zabawy z kasza i mąką - świetna rzecz. Natomiast wydaje mi sie.,z ę tu sprzatanie jeszcze powinno należeć do mamy, bo jest dośyć trudne. Dziecko moze sprżatnąć jeden element - na przykład wytrzec ściereczką stół. Bałagan po takiej zabawie jest na tyle duży, ze dziecko samo widzi, ze go nie ogarnie.
      Jest ciepło. Zdjęłabym Małemu spodnie. Po prostu.
      • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 23:23
        Dzięki za wsparcie w sprawie bałaganu :) Jak widać z innych wypowiedzi, na ogół to jednak jest trudne do przeskoczenia :)
    • joshima Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 19.05.13, 18:21
      1. Odpuściłabym. Dziecko nie musi być takie jak jego rówieśnicy i moim zdaniem nie ma sensu go do rówieśników wyrównywać (w żadną stronę).

      2. A nie lepiej zgodzić się na sprzątania na koniec dnia? U trzylatka nigdy nie wiadomo, czy to jest następna zabawa, czy jakaś tam kontynuacja.

      3. Na to bym się nie godziła. Co innego zezwolenie na zabawę kaszą czy fasolą a co innego taka samowola. Trzylatek to wystarczająco duże dziecko by takie zabawy z mamą uzgadniało. Uniemożliwiłabym wyciąganie takich rzeczy z szafek.

      4. Nie wiem jakie kwestie zdrowotne masz na myśli ale ja bym się zastanowiła, czemu tej głowy nie daje sobie umyć.

      5. Przymusu bym nie stosowała. Ale może zasadę: nie bawię się z Tobą bo śmierdzisz?
      • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 19:02
        1. Też się ku temu skłaniam, ale potrzebowałam potwierdzenia, że niczego ważnego nie zaniedbam ;)

        2. Sprzątanie na koniec dnia klocków: tak, sprzątanie na koniec dnia warstwy mąki z podłogi: nie, bo po kilku godzinach będzie trzeba ją zrywać razem z parkietem z całego mieszkania. Generalnie uważam, że nie przesadzamy z tym sprzątaniem (m.in. po to nie ma w domu żadnych dywanów), ale są pewne rzeczy które należy posprzątać od razu po zabawie.

        3. No właśnie nie chce uzgadniać. Tak naprawdę ta fasola jest przykładem jednej z wielu zabaw tego typu. Dla Młodego zabawa typu "mama daje pudełko z fasolą i wolno się nią bawić tylko na stoliku uważając żeby nie naśmiecić wokół" w ogóle nie jest atrakcyjna. Atrakcyjne jest eksperymentowanie z tym, co JEMU przyjdzie do głowy jako przydatne do zabawy, w formie do tego nie skrępowanej zakazami. W miarę swojej wytrzymałości godzę się na to, bo sądzę, że tak właśnie ćwiczy się pomysłowość i kreatywność. Ale granice jednak powinny być - właśnie mam problem z ustaleniem, w którym miejscu.

        4. Co do mycia głowy, to właśnie Młody bawi się w wannie z umytą przed chwilą głową. Bez żadnych protestów, tym samym szamponem i w ten sam sposób co zawsze kiedy protesty są bardzo gwałtowne. Po prostu tym razem udało mi się trafić w odpowiedni moment i nastrój, o co ostatnio bardzo jakoś trudno.

        5. Właśnie jakoś nam nie działają tego typu zabawy, Młody chyba za szybko czai jaki jest pod tym ukryty przekaz ;)
        • joshima Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 19.05.13, 19:13
          Gość portalu: tuszeani napisał(a):

          > 3. No właśnie nie chce uzgadniać. Tak naprawdę ta fasola jest przykładem jednej
          > z wielu zabaw tego typu. Dla Młodego zabawa typu "mama daje pudełko z fasolą i
          > wolno się nią bawić tylko na stoliku uważając żeby nie naśmiecić wokół" w ogól
          > e nie jest atrakcyjna. Atrakcyjne jest eksperymentowanie z tym, co JEMU przyjdz
          > ie do głowy jako przydatne do zabawy, w formie do tego nie skrępowanej zakazami
          > . W miarę swojej wytrzymałości godzę się na to, bo sądzę, że tak właśnie ćwiczy
          > się pomysłowość i kreatywność. Ale granice jednak powinny być - właśnie mam pr
          > oblem z ustaleniem, w którym miejscu.

          No to jeśli się godzisz to musisz niestety brać pod uwagę, że w tym wieku dziecko po cobie tego nie posprząta.

          > 5. Właśnie jakoś nam nie działają tego typu zabawy, Młody chyba za szybko czai
          > jaki jest pod tym ukryty przekaz ;)
          Ale ja nie miałam na myśli zabawy. Ja bym to traktowała bardzo serio.
          • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 22:53
            3.
            > No to jeśli się godzisz to musisz niestety brać pod uwagę, że w tym wieku dziec
            > ko po cobie tego nie posprząta.
            Nie oczekuję samodzielnego posprzątania, zdaję sobie sprawę że to za trudne. Oczekuję współpracy na miarę jego możliwości przy sprzątaniu wspólnym. Jeśli w ogóle takiej współpracy odmawia, naturalną konsekwencją jest dla mnie odmowa przy kolejnej próbie analogicznej zabawy (zapowiedziana wcześniej).

            > > 5.
            > Ale ja nie miałam na myśli zabawy. Ja bym to traktowała bardzo serio.
            U nas Młody bardzo na serio potrafi się obrazić na taki tekst zrezygnować z czegoś na czym mu zależy (np. zabawa z mamą) jeśli na drugiej szali jest rezygnacja z tego do czego dąży w danym momencie. Dlatego nauczyłam się ostrożnie szafować takimi tekstami.
            • joshima Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 19.05.13, 22:58
              Gość portalu: tuszeani napisał(a):

              > Nie oczekuję samodzielnego posprzątania, zdaję sobie sprawę że to za trudne. Oc
              > zekuję współpracy na miarę jego możliwości przy sprzątaniu wspólnym. Jeśli w og
              > óle takiej współpracy odmawia, naturalną konsekwencją jest dla mnie odmowa przy
              > kolejnej próbie analogicznej zabawy (zapowiedziana wcześniej).
              I spodziewasz się, że będzie rozumiał przyczynę i skutek w takim odstępie czasu? No proszę Cię.

              > > Ale ja nie miałam na myśli zabawy. Ja bym to traktowała bardzo serio.
              > U nas Młody bardzo na serio potrafi się obrazić na taki tekst zrezygnować z cze
              > goś na czym mu zależy
              No to jego problem. No nie niemowlę. Uczy się życia, podejmowania decyzji, kompromisów i negocjacji. To znaczy uczyłby się, gdyby miał możliwość.
              • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 23:22
                > I spodziewasz się, że będzie rozumiał przyczynę i skutek w takim odstępie czasu
                > ? No proszę Cię.
                Rozumie, wielokrotnie się o tym przekonałam.

                > No to jego problem. No nie niemowlę. Uczy się życia, podejmowania decyzji, komp
                > romisów i negocjacji. To znaczy uczyłby się, gdyby miał możliwość.
                Pozwalam mu na to, jeśli rzecz nie idzie o zbyt wielką stawkę. Tzn. jeśli spodziewam się, że się obrazi zamiast zrobić czegoś na czym mi naprawdę zależy (jak zmiana mokrych spodni, on naprawdę bardzo dużo choruje!), nie wytaczam takich argumentów bo to mi zamyka dalszą drogę do negocjacji.
                • joshima Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 19.05.13, 23:45
                  Gość portalu: tuszeani napisał(a):

                  > > I spodziewasz się, że będzie rozumiał przyczynę i skutek w takim odstępie
                  > czasu
                  > > ? No proszę Cię.
                  > Rozumie, wielokrotnie się o tym przekonałam.
                  Jak?


                  >
                  > > No to jego problem. No nie niemowlę. Uczy się życia, podejmowania decyzji
                  > , komp
                  > > romisów i negocjacji. To znaczy uczyłby się, gdyby miał możliwość.
                  > Pozwalam mu na to
                  Jak, skoro sama nie potrafisz określić gdzie przebiegają pewne granice? Jak skoro z tego co piszesz dbasz, by nie podjął złej, Twoim zdaniem, decyzji?
                  • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.13, 07:53
                    > > Rozumie, wielokrotnie się o tym przekonałam.
                    > Jak?
                    Chwilę się zastanowiłam, czy się nie zagalopowałam, ale jednak nie. To wynika z rozmowy z nim przed kolejną sesją. Oczywiście nie pamięta sam, trzeba mu przypomnieć, ale po przypomnieniu czai zależność. Zawsze daję mu zresztą drugą szansę tzn. jeśli stwierdzi, że będzie sprzątać, pozwalam mu warunkowo znowu te kasze wyciągnąć. Na ogół trzyma się takich deklaracji. Trzylatki są różne, z Młodym da się już dogadać, np. w przypadku bajek, jeśli chce je oglądać o nietypowej porze, pozwalam mu wybrać, czy chce teraz czy wieczorem, bo dwa razy nie będzie. Jeśli wybierze że teraz (a w zasadzie zawsze wtedy tak wybiera), wieczorem tylko pyta, czy już jest jutro, a jak usłyszy że nie, nie domaga się tych bajek (w odróżnieniu od sytuacji kiedy nie oglądał ich wcześniej w ciągu dnia).

                    > > Pozwalam mu na to
                    > Jak, skoro sama nie potrafisz określić gdzie przebiegają pewne granice? Jak sko
                    > ro z tego co piszesz dbasz, by nie podjął złej, Twoim zdaniem, decyzji?
                    Wyraziłam się niejasno: postępuję różnie w zależności od sytuacji. O ile nie dopuszczam podjęcia złej decyzji w kwestii chodzenia w mokrych spodniach, to już z kupą w pieluszce chodzi czasami dość długo jeśli podejmie "złą" (moim zdaniem) decyzję.

                    • joshima Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 08:28
                      Gość portalu: tuszeani napisał(a):

                      > Chwilę się zastanowiłam, czy się nie zagalopowałam, ale jednak nie. To wynika z
                      > rozmowy z nim przed kolejną sesją. Oczywiście nie pamięta sam, trzeba mu przyp
                      > omnieć
                      No. Więc dotknęłaś sedna sprawy. Nie pamięta. A skoro nie pamięta to jak ma kojarzyć? A skoro mu przypominasz, to zwyczajnie mówi to o czym wie, że Ty chcesz to usłyszeć. Dzieci w tym wieku tak mają. Nie ma to jednak nic wspólnego z kojarzeniem i myśleniem przyczynowo skutkowym.

                      > Zawsze daję mu zresztą drugą szansę
                      To na nic. Dzieci w tym wieku są impulsywne. I już po kilku minutach nie pamiętają na co się umówiły (chyba że im przypomnieć). Parcie na działanie jest zbyt silne.

                      > Jeśli wybierze że teraz (a w zasadzie zawsze wtedy tak wybiera)
                      Nic dziwnego. Dla dziecka w tym wieku przyszłość to abstrakcja. Dlatego własnie powiedzenie "jak nie posprzątasz, to jutro..." nic dla niego nie znaczy.
                      • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.13, 16:11
                        > To na nic. Dzieci w tym wieku są impulsywne. I już po kilku minutach nie pamięt
                        > ają na co się umówiły (chyba że im przypomnieć). Parcie na działanie jest zbyt
                        > silne.
                        Przynajmniej nie zawsze. My się umawiamy np. na to że jak się skończy bajka to idziemy do innego pokoju. Bajka się kończy i Młody sam bez przypominania zaczyna się zbierać (na ogół). Jeśli czasami zapomnę się zawczasu umówić, po zakończeniu jednej domaga się kolejnej.
                        Nie widzę zresztą nic złego w przypominaniu, za jakiś czas będzie można ten element pominąć.
                        • joshima Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 17:10
                          Gość portalu: tuszeani napisał(a):

                          > Przynajmniej nie zawsze. My się umawiamy np. na to że jak się skończy bajka to
                          > idziemy do innego pokoju.
                          Ale to są zupełnie inne sytuacje. Ja pisze np o takich, kiedy dziecko ma pomysł na zabawę i dąży do jego zrealizowania i nie pamięta, że umówiło się z Tobą, że czegoś tam nie będzie robić. A już myślenie, że jak coś tam zmajstruje, to jutro nastąpią tego przykre konsekwencje, to w tym wieku zupełna abstrakcja.

                          >Jeśli czasami zapomnę się zawczasu umówić, po zakończeniu jednej domaga się kolejnej.
                          Ano widzisz. Umowa musi być stale przypominana...

                          > Nie widzę zresztą nic złego w przypominaniu, za jakiś czas będzie można ten ele
                          > ment pominąć.
                          Hi hi hi...
      • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 19:15
        I jeszcze powiem, że szczególnie cieszę się z usłyszenia słowa "samowola" z ust joshimy :)
        Mnie jako komentarz do wielu rzeczy które robi Młody ciśnie się właśnie to słowo i jeszcze często "zuchwałość" - jako odbicie tradycyjnego wychowania i zasad, które wynieśliśmy z M z domu i które uważam w sporej części jako nadmiernie ograniczające rozwój dziecka.

        Oczywiście nie jest tak, że obserwuję z boku i nie reaguję, natomiast próbuję jakoś znaleźć własną drogę gdzieś pomiędzy rygorami z dawnych lat a "nowoczesnym" wychowaniem, dość często się w tym gubię, stąd regularne pytania na tym forum ;)
    • Gość: domza2 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.rzeszow.vectranet.pl 19.05.13, 19:38
      hej, ja Ci mogę powiedzieć tylko co i jak robię ja. Ale ja mam swoje dziecko, no i jestem sobą:), tak że weź na to poprawkę.

      1. Zabawy stacjonarne moim zdaniem są ważne. Uczą koncentracji, wytrwałości, cierpliwości, a więc tego, czego żywczykom brakuje. Więc ja bym ćwiczyła. Codziennie wymyślałabym coś ciekawego, coś innego i oczywiście SAMA przejawiałabym entuzjazm (bo jeśli nie lubisz puzzli to marne szanse , że Twoje dziecko je polubi). I zachęcać do zabawy, zachęcać, sprawiać, że to będzie naprawdę świetna zabawa. Nie ma co odpuszczać. Każdy rodzaj zabawy niesie ze sobą ćwiczenie innych umiejętności i rezygnując z danego typu zabaw można jednak dziecko czegoś ważnego pozbawić ( z doświadczenia w obserwacji mam, które odpuściły, bo dziecko nie lubiło). Co innego, gdy dziecko zamiast lalkami woli bawić się misiami, a my nachalnie kupujemy lale. Ale co innego gry, układanki, puzzle. MOżna przecież zacząć od takich z 3 elementami, niech dziecko wypracuje swój "sukces", może to go potem zmotywuje.
      2. U mnie w domu jest zasada, po jednej zabawie sprzątamy przed drugą. Tylko, że moje dziecko ma już rok więcej niż Twoje, więc jasno mi komunikuje, że np. tego nie może jeszcze posprzątać, bo będzie jej to zaraz jeszcze potrzebne. Ale zasada jest wypracowana przez namolne (od małego) trzymanie się jej. Pytam po prostu: kiedy będzie można już to posprzatać, ona decyduje, ja jej zawsze potem pomagam posprzątać ( głównie chodzi o zabawę w wyścigi).
      3. U mnie niedopuszczalne. Takie rzeczy mam schowane wysoko, poza zasięgiem dziecka. Prosi o coś, np. o ryż, dostaje jakąś ilość w kubeczku, po zabawie ma posprzatać (jak wyżej). Jedzenie w formie kaszy, ryżu, makaronu jest wspaniałym materiałem do zabawy i tutaj zgoda. Ale ta zabawa powinna mieć wcześniej jasno ustalone ramy. Daję ci tyle i tyle, rozsypuj tu i tu. Czyli określenie ilości i miejsca, a nie hulaj dusza, piekła nie ma. Kreatywność dziecka nie oznacza nie respektowania żadnych, nawet najbardziej przyziemnych zasad, łącznie ztą, że jego pomysłowość nie ma oznaczać zamęczenia rodzica na śmierć (przy np. sprzątaniu).
      4. No dałaś popalić. Jak można kilka tygodni nie myć głowy? Moja córka od zawsze tego nienawidziła,zamiast myć co 3 dni myjemy dłuuugie włosy co tydzień. Próbowałam, próbowałam, aż w końcu wypracowałam sposób, który jej się spodobał. Ale próbowałam dosłownie wszystkich zabaw, pomysłów. Nie przyszłoby mi do głowy, żeby tę kwestię ot tak odpuścić.
      5. Zabawowy, ale przymus. No proszę cię, cały dzień w zasikanych spodniach?

      Tuszeani, nie obraź się, ale mam wrażenie, że faktycznie masz spory problem z ustaleniem jakiś , jakichkolwiek granic. Dziecko chce - ma, nie chce - nie ma. To nie jest dobra droga, moim zdaniem, tak całkowite oddanie dziecku wszelkiej władzy i kontroli, bo trzylatek nie jest istotą, która posiada narzędzia samokontroli. Za rok będzie już inaczej, zobaczysz. Pole samodzielności, samodecydowania u naszej córki znacznie się zwiększyło ostatnio, bo zwiększyła się znacznie jej dojrzałość. Ale na to trzeba było poczekać i dziecko stopniowo i mozolnie i korzystając ze wszystkich dostępnych pomysłów uczyć pewnych zasad. teraz to skutkuje pozytywnie. pozdr
      • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 23:11
        1. A jednak nie wszyscy uważają, że odpuścić... Ja na razie co jakiś czas wracam do tematu, ale nie namolnie, a raczej z nadzieją że tym razem zaskoczy, raczej skłaniam się do tego żeby nie forsować na siłę (bo ja nigdy nie lubiłam tego typu zabaw i jakoś nie mam problemów z brakiem cierpliwości w codziennym życiu, no może oprócz cierpliwości do czytania instrukcji obsługi ;) ).

        3. Tak się zastanowiłam i u mnie jednak są jakieś ramy, choć na pierwszy rzut oka wygląda to na całkowitą samowolę. W kuchni są 2 szafki i 1 szuflada, do których wolno mu legalnie zaglądać, w miarę się do tego stosuje. Ta szafka z kaszami i makaronami jest związana z największą wolnością, zasadniczo to on wybiera co mu tam potrzebne, ale ja mam ostateczny głos czy mu na tę konkretną rzecz i w jakich ilościach pozwolę (czasami pozwalam na odsypanie sobie trochę, czasami daję do dyspozycji całe pudełko a czasami nie pozwalam w ogóle bo np. zbyt kosztowne albo zbyt brudzące albo za chwilę będę tego potrzebować do obiadu). Widzę że powinnam zmienić to żeby to on się pytał a nie ja polowała na jego akcję. Co do sprzątania, to bez przesady, jak się nie ma dywanów to sprzątnięcie 1 kg pęczaku rozsianego po całym kuchnio-pokoju nie jest jakoś przesadnie męczące ;)

        4. Jakoś tak nam kilka razy wyszło: a to chory, a to wściekły i w sumie zrobiły się z tego 3 tygodnie. Jak widać z tego co napisały dziewczyny dalej, nie wszystkich te kilka tygodni przeraża ;)

        5. Nie pozwalam na chodzenie w mokrych spodniach, w razie braku chęci współpracy stosuję jednak przymus. Gdyby tak nie chorował, być może bym pozwalała, bo to jednak dość brutalna ingerencja w wolność ciała ;)

        Tak, w pewnych kwestiach mam problem z postawieniem granicy i m.in. dlatego tu piszę. Zwykle wtedy, kiedy sama nie mam przekonania gdzie ta granica powinna być. Kiedy jestem przekonana, dość dobrze nam wychodzi egzekwowanie, choć Młody jest strasznie zdeterminowany żeby postawić na swoim. Widzę jak wyjeżdżamy między dzieci i nagle okazuje się, że Młody doskonale na tle rówieśników potrafi się odnaleźć w różnych sytuacjach, ba, nawet potrafi strofować inne dzieci że robią coś nie tak! Mimo że sam w tej samej sprawie w domu walczy do upadłego.
    • triss_merigold6 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 19.05.13, 21:08
      Weź, zacznij to dziecko wychowywać.:/
      Przestań się męczyć i dawać na każde żądanie do zabawy kaszę, ryż i co tam jeszcze wymieniasz, bo przecież Ty to sprzątasz a nie dziecko. Podejście do zabaw z porozsypywaną karmą mam takie, że nie toleruję, bo robi chlew w domu. Dzieci mają inne rzeczy do zabawy.
      Brudna, spocona głowa - myjesz mimo protestów, ostatecznie dziecko musi byc umyte, to nie podlega dyskusji.
      Zasikane - przebierasz, poprotestuje i przestanie. tylko nie wahaj się, nie tłumacz rozwlekle, nie pytaj/ Nie pytasz czy chce zdjąć zasikane majtki, tylko informujesz, że teraz oto ma zmienić spodenki i zmieniasz.
      • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 23:14
        Ja mam inne podejście do "chlewu" w domu. Toleruję, jeśli ma jakiś cel, który potrafię zrozumieć oraz jeśli po jego zrobieniu następuje etap doprowadzenia domu do porządku. Oczywiście to tak ogólnie, wiadomo że nie zawsze i nie w każdych okolicznościach można na ten chlew pozwolić.
      • twojabogini Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 13:34
        triss_merigold6 napisała:

        > Weź, zacznij to dziecko wychowywać.:/

        To co proponujesz to nie wychowanie tylko przystosowanie dziecka do potrzeb rodziców i uczynienie go łatwym w obsłudze - bez zważania na jego potrzeby, odczucia i wolę. Dziecko to człowiek, a nie zwierzę do wytresowania.
        • triss_merigold6 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 14:05
          To socjalizacja, cherie. Dziecko nie powinno zachowywać się jak dzikie zwierzątko i wychowanie właśnie zmierza do wpojenia maluchowi określonych zachowań i nawyków. Nie musi uwielbiać mycia głowy/zębów/sprzątania pokoju, ale ma to robić dla własnego i innych dobra.
          • twojabogini Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 14:31
            Przymus w wychowaniu to nie socjalizacja - tylko robienie dziecku krzywdy. Wiekszej lub mniejszej. skutki przemocy są odczuwalne całe życie. Głowa dokładnie nieumyta przez miesiąc nie przyniesie nikomu szkody. Zmuszanie dziecka do jej mycia - zmienia stosunek dziecka do własnego ciała i do tego kto i jak ma prawo tym ciałem rozporządzać. lamanie dziecka to nie metoda wychowawcz, tylko faszyzm.
            • triss_merigold6 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 14:34
              Jasne, jasne. Do miliona rzeczy dziecko będzie w życiu zmuszone. Do punktualności w szkole i w pracy, do niebawienia się jedzeniem i sprzątania zabawek w przedszkolu, do postępowania tak by nie łamać kodeksu karnego etc. Faktycznie, straszny ból i faszyzm.
            • fiamma75 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 18:50
              twojabogini napisała:
              Głowa dokładnie n
              > ieumyta przez miesiąc nie przyniesie nikomu szkody.

              Proponuję w takim razie, żebyś przez miesiąc nie myła głowy. Zobaczymy czy nie przyniesie to Tobie szkody. No i ciekawe co na to otoczenie - na pewno będzie zachwycone :-)

              Myślicie, że rówieśnicy nie zauważają, że jakieś dziecko śmierdzi? To chyba mało wiecie o dzieciach i ich funkcjonowaniu :-)

              Jak dziecko będzie chore, to nie podasz lekarstw, bo nie będzie ich chciało ani żadnych badań, bo nie zmusisz.
              Szkoda gadać...

              i wcale nie chodzi by na siłę i brutalnie - można oswajać np. wspólne mycie ty myjesz głowę mi, ja tobie, ale kąpiel z lalą i mycie głowy lali. Pomysły można mnożyć.
    • jola_ep Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 19.05.13, 21:11
      Moja uwaga: spróbuj nie klasyfikować nazwami swoje dziecko ("żywczyk") Dużo się możę zmienić, a zafiksowując się na jakieś wizji, możesz tego nie dostrzeć :)

      1.
      > Z drugiej strony klocki
      > układa chętnie, bawi się długo w jakieś garaże,

      I wystarczy :) Córka namiętnie układała puzzle, młodego nie interesowały. Lubił za to Lego. Szczególnie małe klocki. Samochodziki i kolejkę drewnianą. Różnic w rozwoju intelektualnym nie niedostrzegłam ;)


      > 2. Sprzątanie po zabawie.

      A kiedy się kończy zabawa?? U moich jedna przechodziła płynnie w drugą.
      W tym wieku młodszemu robiłam ze sprzątania zabawę, pomagałam, czasem sprzątałam za dziecko. Starszą pilnowałam, aby zawsze sprzątała i wymagałam. W rezultacie w wieku 5-6 lat zdecydowanie chętniej i bezproblemowo sprzątał młodszy, a teraz na odwrót.

      > 3. Zabawy z jedzeniem.

      Nie pozwalałam na zabawę z jedzeniem. Chyba, że w ramach "pomocy" przy gotowaniu (do dziś wspomniamy, jak młode w wieku 2,5 drylowało wiśnie ;) )

      > 4. Kąpiel i mycie głowy. Do jakiego stopnia można odpuścić?

      Kąpiel jak trzeba odpuszczałam - zamiast tego była zabawa w misce z wodą, potem stopniowo wanna i zabawki w wodzie, wspólna kąpiel itd. itp. Jakbym uznała, że kilkutygoniowe niemycie głowy szkodzi, to pewnie zmusiłabym, a tak mogłam poczekać, aż temat "przyschnie" i da się go jakoś obejść ;) (choćby zabawą, pilnując aby woda do oczu nie leciałam itd. itp.)


      > 5. Przebieranie.
      Puścić bez spodenek :)
      Przebieranie było krótkie i stanowcze ;)
      • verdana Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 19.05.13, 23:04
        Jednej rzeczy nie rozumiem - dlaczego ta fasola czy kasza są w zasięgu rąk dziecka? Jesli Ci to przeszkadza, to po prostu trzeba postawić wyżej.
        Ja bym nie wymagała sprzatania jednych zabawek, zanim się wyciągnie drugie. To wprawdzie uczy porządku, ale oducza kreatywności. Trozhę tak, jakby od starszego wymagać, ze albo rysuje ołówkiem, albo maluje farbami. Wiele razy widziałam, jak zupełnie niepasujące do siebie zabawki słuzą do nowego rodzaju zabawy. Trzylatek z góry nie planuje, zabawy wymyśla spontanicznie, tego sie nie da robić, gdy zawsze trzeba odłożyć poprzednią. To moze działać tylko przy grach i układankach.
        Miałam juz 7-8 lat, a mycie głowy było koszmarem. Trzeba spróbowac innych techmni, przede wszystkim takich, gdzie woda nie spływa na twarz - sporo dzieci po prostu ma wtedy wrażenie duszenia się.
        • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 23:18
          Niestety mamy taką wielkość i układ mieszkania, że nie da się wszystkiego co bym chciała przenieść wyżej albo zamknąć przed dzieckiem. Wolę zamknąć szkło i noże niż kaszę, coś musi wylądować nisko.
          Co do przeszkadzania: godzę się względem dziecka (ale i męża, innych osób itd) na konkretne rzeczy które mi przeszkadzają, jeśli widzę w tym jakieś dobro dla tej osoby. Dla dziecka widzę dobro w przesypywaniu kaszy więc się na to godzę choć mnie krew zalewa. Mówię mu zresztą, że tego nie lubię, ale jeśli mu zależy to może.
        • Gość: domza2 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.rzeszow.vectranet.pl 20.05.13, 08:10
          Znam dziewczynkę, która nigdy nie sprzątała zabawek w ciągu dnia. Ma już dziś ( 7 lat) duże problemy z koncentracją, wiecznie rozproszana w zawalonym przedmiotami pokoju. Każde dziecko pracuje lepiej na uprzątniętym terenie. Gdy ma tam to, czym się zajmuje.
          Moje dziecko sprząta a jest bardzo kreatywne. Kreatywność jest w genach, z pewnością nie nabiera się jej od zwykłego bałaganu.
          Zgadzam się , że trzylatkowi można zostawić na dywanie więcej rzeczy, bo sam jeszcze nie umie zakomunikować co i jak mu się przydaje. Moje dziecko bawi się rzeczami domowymi (rzadziej zabawkami) z różnych części domu. Przynosi jakieś kasety, nitki, pudełka itd. Buduje z tego rozmaitości, układa, chowa, rozkłada. Nie miałabym jak chodzić, gdybyśmy sprzątały tylko na wieczór. Poza tym wieczorem jest już trudno ogarnąć powstały bałagan, a i dziecko jest już zmęczone. Zdecydowanie lepiej robić to na raty w ciągu dnia. Nie mówię , że wszystko do czysta. Ale jeśli skończyło układać puzzle i bierze się do miśków to puzzle należy schować.
          • joshima Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 08:31
            Gość portalu: domza2 napisał(a):

            > Ale jeśli skończyło układać puzzle i bierze się do miśków to puzzle należy schować.
            A moja córka nie ma mentalności buddyjskiego mnicha i skoro włożyła wysiłek w ułożenie puzlzi to nie chce ich od razu rozwalać (i ja ją rozumiem). Tak jak nie chce wyrzucić do kosza jakiejś pracy plastycznej, która wykonała. Zatem pozwalam jej na to by sobie ułożone puzzle leżały wiele godzin pod warunkiem, że nikomu nie przeszkadzają.
            • Gość: domza2 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.rzeszow.vectranet.pl 20.05.13, 11:05
              oejej Joshima, wiadomo że ułożony z puzzli obrazek może leżeć i tygodniami - warto nacieszyć się swoim wysiłkiem. Chodziło mi o schowanie rozłożonych klocków, puzzli itd... wow
      • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 23:15
        > > 4. Kąpiel i mycie głowy. Do jakiego stopnia można odpuścić?
        > Kąpiel jak trzeba odpuszczałam
        W sumie mniej więcej tak jest u nas. Czyli czasem wychodzą 3 tygodnie niemycia głowy ;)
        • Gość: drzewachmuryziemia Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.cable.net-inotel.pl 19.05.13, 23:51
          mój raz nie mył chyba miesiąc - niczym nie dało się go zachęcic, zmuszenie juz kiedys przerabiałam i nie chcę więcej (koszmar). Ale po tym miesiacu sie tak wkurzyłam, ze mu powiedziałam, że proszę bardzo, moze nie myc, ale niedługo zaczną mu we włosach skakać wszy i jakies robale i będą go gryzły w głowe. Powiedziam to chyba wsciekle i powaznie na tyle, ze uznał, ze chce myc i umył w dobrym nastroju;) Problem sie skonczył.
          • verdana Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 19:40
            Kiedy byłam młoda i piękna, dzieciom myło sie głowe raz na trzy tygodnie. Dzieciom włosy sie nie przetłuszczają i nic żłego sie nie stanie. Warto tylko krótko obciąąć włosy - wtedy można przetrzeć mokrym ręcznikiem.
            Wszy lęgną sie niezależnie od czystości. Nie ma co straszyć dziecka, bo pewnego dnia i tak dostanie wszy, nie ma co mu wmawiać, zę to jego wina.
            • morekac Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 20:25
              Za moich młodych i pięknych czasów myło się raz na tydzień.
              Fakt, włosy bardzo krótko ścięte można po prostu przetrzeć ręcznikiem. Niemniej zbytnie unikanie czynności typu mycie głowy czy robienie z tego nadmiernego cyrku prowadzi - moim zdaniem - do nadmiernego wyolbrzymiania problemu...
              • verdana Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 22:45
                Bo ja starsza jestem:)
                Pamiętam z dzieciństwa dni mycia głowy dokładnie tak, jak dni chodzenia do dentysty. Dorosłym naprawdę sie wydaje, ze to dziecięce fanaberie, ale nie. To nie sa fanaberie. To nie chodzi o "nielubienie", tylko o strach.
                • Gość: drzewachmuryziemia Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.cable.net-inotel.pl 21.05.13, 00:02
                  ale on ma długie włosy i i do tego co jakis czas alergiczna ciemieniuchę - powiedziałam mu prawde, bo naprawde bałam sie, ze cos mu sie niedługo zalęgnie na głowie, u niego to juz nie był strach tylko jakies dziwne nie wiadomo co, ze strachem radzilismy sobie wczesniej zupełnie inaczej i mały juz normalnie i chetnie mył głowe. po tym moim tekscie umył włosy bez najmniejszego problemu, w swietnym humorze, wiec jaki strach.
                  • Gość: drzewachmuryziemia Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.cable.net-inotel.pl 21.05.13, 00:04
                    aaa i włosy moze i mu sie sam z siebie nie przetłuszczają, ale gdy ktos podczas jedzenia dotyka ich ręką ubabraną w maśle, albo miodzie, to juz nieco gorzej;)
    • mruwa9 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 00:20
      co do zabawy jedzeniem: jasno i wyraznie okazywalam , ze jedzenie nie sluzy do zabawy, a samowolne wyciaganie i rozsypywanie kaszy/maki czy innych patkow jest absolutnie niedopuszczalne. Jesli chcesz, zeby dziecko pobawilo sie produktami spozywczymi, mozna to polaczyc z wspolnym kucharzeniem. NIGDY nie mialam problemow z wyegzekwowaniem wspomnianej zasady, nawet w przypadku dzieci z ADHD czy znaczna niepelnosprawnoscia intelektualna. Nawet majac mala, otwarta kuchnie i ograniczone mozliwosci chowania rzeczy poza zasieg rak dziecka.
      Mycie wlosow: gdy trzeba- myjemy, czy sie to dziecku podoba , czy nie. To samo dotyczy mycia zebow, obcinania paznokci i co tam sobie jeszcze mozesz dopisac.
      W kazdym przypadku obowiazuje zasada: rodzic nie moze bac sie wlasnego dziecka. Czasem po prostu wie lepiej, co dla dziecka jest dobre i powinien z tej wiedzy korzystac.
      Howgh!
      • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.13, 07:58
        Zgadzam się z Tobą co do zasady, ale mamy różne poglądy na to co dla dziecka niezbędne ew. co dopuszczalne.

        Ja po prostu świadomie zgadzam się na wyciąganie kasz i makaronów, więc nie ma co tu mówić o nieegzekwowaniu zasady. Po prostu takiej zasady u nas w domu nie ma. Chcę po przemyśleniu Waszych odpowiedzi wprowadzić zasadę, że trzeba każdorazowo pytać, myślę że jest już na to wystarczająco dojrzały.

        Co do przymusu w sytuacjach konieczności: sama go czasem stosuję, ale znam lepsze metody np. na obcinanie paznokci: wolę to robić przez sen, kiedy akurat Młody ma fazę protestów w tej kwestii (na szczęście rzadko).
        • Gość: domza2 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.rzeszow.vectranet.pl 20.05.13, 08:13
          Chyba warto nauczyć dziecko pytania o to, czy i co mu wolno ogólnie... W cudzym domu pobiegnie do szuflad i sam sobie otworzy...
        • twojabogini Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 13:43
          Chcę po przemyśleniu Waszych odpowiedzi wprowadzić zasadę, że trzeba każdor
          > azowo pytać, myślę że jest już na to wystarczająco dojrzały.

          Nie jest.

          > Co do przymusu w sytuacjach konieczności: sama go czasem stosuję, ale znam leps
          > ze metody np. na obcinanie paznokci: wolę to robić przez sen, kiedy akurat Młod
          > y ma fazę protestów w tej kwestii (na szczęście rzadko).

          Poczytaj sobie o "trzeciej drodze" - pomiędzy autorytarnym wychowaniem a samowolą dzieci, którym nie ustala się granic. Na hasło rodzicielstwo miłości wyskoczy ci sporo ciekawych źródeł (nie ze wszystkim się zgadzam - ale wiele sensownych przemyśleń o trzeciej drodze wychowania jest). Poczytaj o rozwoju psychicznym dziecka - przestaniesz się gubić w tym czego już można wymagać, a na co jest za wcześnie. Moim zdaniem za wysoko ustawiasz poprzeczkę i stąd część problemów.
          Trafiłam ostatnio na książkę "Twoja kompetentna rodzina" - i jest to w sumie książka o trzeciej drodze wychowania. Przekonuje mnie - aczkolwiek nie jestem obiektywna, bo sama wyciągnęłam podobne wnioski zanim ją przeczytałam, a zawsze jesteśmy skłonni lepiej oceniać te wypowiedzi, które pasują do naszych przekonań.
          • Gość: domza2 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.rzeszow.vectranet.pl 20.05.13, 14:06
            Nie, no, u tuszeani jest poprzeczka wysoko pod sufitem... Nie wiem więc, jak może wyglądać poprzeczka nisko zawieszona... Wow twojabogini. Przecież to co Ty sama proponujesz to samowolka pełna. Żadnych wymagań (bo to przemoc). Żadnej też nauki. Słabo.
            • twojabogini Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 14:28
              Przecież to co Ty s
              > ama proponujesz to samowolka pełna. Żadnych wymagań (bo to przemoc). Żadnej też
              > nauki. Słabo.

              Wyznaczam granice - ale nie wdrażam ich przemocą. dzieci się do nic stosują - bo ja stosuję się do ich granic. To działa.
              Nauka? Nauka jest non stop. Nie jako wymuszona aktywność typu układamy puzle, żeby się mama miała czym pochwalić, albo zajęcia edukacyjne. Układamy puzle bo to fajna zabawa - a jak nie jest to fajna zabawa - to robimy coś innego. Wciąż coś robimy, a czasem leniuchujemy (i to też jest ważny element nauki).
              Efekty - dobre - mam nastolatka, który ma dobre efekty w nauce, błyskawicznie przyswaja materiał pamięciowo i potrafi go stosować praktycznie i ma ogromna wiedzę pozaszkolną. Nigdy nie bawiłam się z nim edukacyjnie i na przymus. Ma swoje ograniczenia, jest np. slaby manualnie (po wypadku) - i to musieliśmy faktycznie kompensować ćwiczeniami i ciężko było dobrać takie które mu odpowiadały(udało się: rysowanie piórem i gitara).
              • Gość: domza2 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.rzeszow.vectranet.pl 21.05.13, 13:59
                Ja się ze swoim dzieckiem zawsze bawię. A przy zabawie nauka jest sama. Dziecko układa puzzle, mówi i śpiewa w innych językach, dodaje i odejmuje do 20, pisze krótkie wyrazy i czyta, lubi zdobywać wiedzę encyklopedyczną (np. flagi różnych państw, zna ok. 30) I nie jest nadzwyczajne, tylko się mu poświęcało i poświęca czas od małego na ZABAWĘ. Nigdy nie robiłaby tego tak chętnie, gdyby to nie była zabawa. Ale odpuszczać , bo się nie podoba? Przecież daną rzecz można wypróbować na milion sposobów. Ja jestem filologiem, więc jasna sprawa wzmacniałam naturalnie zabawy związane z pisaniem, czytaniem, mówieniem, bo to moja broszka, więc to lubię. Nie cierpię natomiast matematyki, ale dziecko się nią interesuje, więc musiałam sobie sama znaleźć ciekawe sposoby na dodawanie, odejmowanie. Żadnego typu zabaw nie opuszczamy. Wszystko się da zrobić, jak się chce.
                Leniuchowanie, zgadzam się, jest bardzo ważne i temu też się oddajemy z przyjemnością. Zabawa wyklucza przymus, więc tego nie rozumiem "bawić się na przymus". Naprawdę wystarczy trochę inwencji , żeby ze zwykłego dodawania zrobić coś fajnego, czym dziecko SAMO się zajmie. Puzzle też mają swoje mozliwości. My z powodzeniem robimy własne, z pocztówek, obrazków, kombinując iile i jak duże je zrobić.
          • joshima Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 14:32
            twojabogini napisała:

            > Nie jest.
            Skąd taki wniosek? Znam mnóstwo dzieci, które w tym wieku są wystarczająco dojrzałe na to. I bynajmniej nie są to dzieci "trzymane krótko" "temperowane" czy tresowane w jakikolwiek inny sposób.
      • twojabogini Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 13:36
        mruwa9 napisała:

        > W kazdym przypadku obowiazuje zasada: rodzic nie moze bac sie wlasnego dziecka.
        > Czasem po prostu wie lepiej, co dla dziecka jest dobre i powinien z tej wiedzy
        > korzystac.

        Tylko czy aby na pewno przemocą i czy dziecko tego chce czy nie?
        • mruwa9 Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 21.05.13, 00:34
          czasem- tak.
          Pewne rzeczy nie podlegaja negocjacjom i jasne tego komunikowanie szybko pozwala dziecku to zrozumiec i odstapic od bezsensownej walki.
          Nie zamierzam codziennie toczyc z dzieckiem bojow i godzinami tlumaczyc, ze trzeba myc zeby czy ze podroz samochodem wylacznie w foteliku. Najpierw trzeba wyegzekwowac to, co musi byc zrobione, tlumaczyc mozna w miedzyczasie. Nie- dyskutowac i nie negocjowac, bo decyzje podjelam. Co najwyzej mozna dziecku tlumaczyc, dlaczego, ale dziecko musi otrzymac jasny i jednoznaczny komunikat, ze to nie podlega dyskusji, odstepstw nie przewiduje sie.
    • twojabogini Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 13:28
      Gość portalu: tuszeani napisał(a):

      > 1. Niechęć do zabaw stacjonarnych typu puzzle, gry planszowe itp.

      Dać dziecku spokój, a mamusiom które się chwalą opowiedzieć, jak mały ślęczy godzinami nad encyklopedią i ile zna słówek w suahili. Albo znaleźć realne pozytywne strony dziecka - np. konstrukcyjne i tymi się chwalić. Budowniczy klocków to przyszły architekt - a układacz puzzli?

      > 2. Sprzątanie po zabawie.

      Dać dziecku spokój - w tym wieku nie rozumie idei porządku. Sprzątać razem w formie zabawy. Pokojowo wdrażać - bez przymusu. Jeszcze trochę (parę lat) trzeba będzie po dziecku sprzątać.

      > sekundach pozorowanego sprzątania, jak sądzicie? To nie jest pozorowane - to jest adekwatne do umiejętności. Dziecko nie umie lepiej.

      > 3. Zabawy z jedzeniem. Podchodzi do szafki z jedzeniem i wyciąga to co mu akura
      > t podejdzie:

      Przenieść jedzenie do wyższej szafki, a na dole pozostawić to, które przeznaczmy do zabawy.
      Po zabawie rzeczami sypkimi, lepkimi, brudzącymi, wodą sprząta dorosły - dziecko sobie z tym nie poradzi - podobnie jak z odzyskaniem surowca.

      > 4. Kąpiel i mycie głowy. Do jakiego stopnia można odpuścić? Czy dobrze myślę, ż
      > e po kilku tygodniach godzenia się na nieumycie głowy, należy w końcu delikwent
      > a do tego przymusić, w imię jego zdrowia?

      Nigdy nie wolno stosować przymusu. My stosujemy oswajanie. Dziecko ma ścięte na krótko włosy, porządnego mycia nie było od ponad pół roku. Myjemy na sucho - fragmenty - tyle ile dziecko pozwoli. Stopniowo oswajamy lek przed zamoczeniem buzi i oczu i coraz więcej głowy możemy już umyć w kąpieli.

      > 5. Przebieranie.

      czy jednak przy braku chęci współpracy zastosować przymus?

      Przymus odradzam. Może jest za wcześnie na odpieluchowanie. To była decyzja rodziców nie dziecka? Przy dzieciach, którym "nie przeszkadza" warto najpierw zachęcić dziecko do robienia na nocnik kupy - łatwiej dziecku zdążyć na czas i poczuć. Sikanie jako etap drugi. A jak dziecko jest już zabrudzone - trzeba je przekonać do zmiany ubrania/pieluchy. Zamiast nieść na łóżko i matę - można to wykonać niemal w trakcie zabawy i w formie zabawy. Maluchom pomaga czasem w przełamaniu oporu zabawny wierszyk - dzieciaki w tym wieku lubią rymowanki o smrodzie, kupie, kałużach z sików, zapachach miłych i nie.

      > Przepraszam za przypadkowy zestaw problemów,

      To nie są problemy. To normalne zachowanie dziecka.

      > Tym bardziej, że wszystko spina niechęć Młodego do bezruchu i przerywania tego co go w
      > danym momencie ciekawi.

      Co jest zupełnie normalne - choć po stronie rodziców rodzi wiele trudności. Zwłaszcza gdy porównamy trudność obsługi dziecka z wiekiem niemowlęcym, gdy po prostu poddawało się ono naszym zabiegom pielęgnacyjnym i wychowawczym. Gdy uzna się takie zachowanie za naturalne i nauczy postępować z dzieckiem, tak aby nie naruszać jego granic - problemy znikają.
    • Gość: tuszeani Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.13, 16:35
      Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi - te z którymi się zgadzam i te z którymi nie: wszystkie dają mi do myślenia :) Uświadamiają mi też, jak zachowanie Młodego, które jest dla nas normalne, może być odbierane z zewnątrz.

      Na pewno nie zmienię ani gruntownie nie przemebluję w najbliższym czasie mieszkania, prawie wszystkie możliwości chowania rzeczy na górne półki już wyczerpaliśmy, więc nie tędy droga, choć oczywiście byłoby to najłatwiejsze rozwiązanie. Na pewno nie jest tak, że Młody ze spolegliwego niemowlaka zamienił się nagle w charakternego chłopaka. Spolegliwy nigdy nie był, awantury o przewijanie były od samego początku z równą siłą, tyle że kiedyś miał mniejsze możliwości przeforsowania swojej woli. Nie na darmo jak miał ok. 2 miesiące, za błogosławieństwem lekarza zrezygnowaliśmy z nocnego przewijania, nawet jeśli zrobił kupę - po to abyśmy on i my mieli szansę przynajmniej część nocy spędzić na spaniu a nie na siłowaniu się przy zmianie pieluchy, które skutkowało każdorazowo ponad dwugodzinnym ponownym usypianiem. Młodemu się od tego krzywda nie stała, a cała rodzina znacznie lepiej funkcjonowała z takim układzie (on też był lepiej wyspany i w dużo lepszym humorze).

      Niektóre z Was uważają, że za mało wymagam od Młodego, inne że za dużo. I tak ma być, bo każde dziecko jest inne i nie da się tak całkiem wejść w buty innych rodziców. Mimo wszystko Wasze rady są dla mnie cenne i do niektórych z nich mam zamiar się zastosować.
    • vienx Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 19:03
      1. I na puzzle przyjdzie kiedyś czas. Albo i nie ;-) jeśli lubi się bawić klockami- to ekstra, są bardzo rozwijające, a zalety podobne do tych "puzzlowych".
      2. Sprzątanie- może niekoniecznie po każdej zabawie, ale na pewno kilka razy w ciągu dnia, u nas inaczej pozabijalibyśmy się o zabawki. Zawsze mu pomagamy, staramy się zrobić ze sprzątania zabawę- np. kto pierwszy, a kto znajdzie zielone auto itp.
      3. Zabawy z jedzeniem- u nas są akceptowane, choć Młody (2,5) sam sobie (jeszcze) nie wyciąga makaronów i kasz. Dla swojego spokoju, bawimy się tym tylko w kuchni. Może i u was to przejdzie? Zawsze towarzyszę synkowi w takich zabawach, tzn. jestem obecna w tej kuchni i jak widzę, że zaczyna szaleć, to robię z tym porządek (czyli np. chce sypać mąką wszędzie, a ma do tego miski, tace itp). No i po takiej zabawie sprzątam ja, Jasiek jeszcze nie umie zamiatać, więc go wystawiam do pokoju i bawi się w coś innego.
      4. Kąpiel u nas ograniczona, choć teraz, jak było gorąco i w sezonie piaskownicy staram się go chociaż spłukać, żeby nie miał piachu w pupie, na twarzy. Myję go mimo protestów. Głowę myjemy raz na tydzień, syn tego nie znosi, ale z tatą jakoś łatwiej przeforsować. Ale jak tata nie może to myję ja, uważając, aby nie zamoczyć mu oczu i robię to jak najszybciej potrafię, a potem od razu wycieram do sucha, wtedy się uspokaja.
      5. U nas na szczęście Jasiek nie lubi mieć mokrych majtek, więc jak mu się kiedyś tam zdarzyło posikać, to bez problemu zmieniamy na suche. Ale u nas straszne jest ubieranie się w ogóle, zmiana piżamy na ubranie. Zazwyczaj wybierany jest na ostatnią chwilę, kiedy uświadamia sobie, że my- dorośli- naprawdę wychodzimy i przestaje wariować.

      A może warto mu zafundować tablicę uznaniową, na np. uśmiechy za to, że ładnie sprzątał/ umył głowę/ przebrał się? Czy to dla niego "za nudne"?
      --
    • morekac Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 20.05.13, 19:05
      ad 1 - na część gier czy puzzle może być trochę za mały albo rzeczywiście to go nie rajcuje. Jeśli bawi się klockami - lepiej uszanuj.
      ad 2 i 3 - będziesz znacznie szczęśliwsza, jeśli zabezpieczysz szafki tak, żeby dziecko nie rozsypywało pęczaku, kaszy i innych tego typu substancji 'niesprzątalnych'. Niezależnie, czy dziecko potrzebuje terapii SI kaszą, cukrem czy mąką - sprzątanie tego jest nie na ludzkie nerwy (ani twoje, ani dziecka). Chyba że ktoś ma zwierzątka od Kopciuszka, przystosowane do takich zajęć. Albo ewentualnie zakładasz, że po terapii SI ty odbędziesz jakąś terapię, żeby zregenerować nerwy po tym bezustannym sprzątaniu rzeczy, które z definicji są trudne do sprzątnięcia (i właściwie jedyny sensowny sposób sprzątnięcia to odkurzenie, a nie sprzątanie 'do powtórnego użycia'). Ten problem to stworzyłaś sobie sama, naprawdę.
      Ad 4. Czy dobrze myślę, ż
      > e po kilku tygodniach godzenia się na nieumycie głowy
      Jeśli pozwalasz mu na niemycie głowy tygodniami, to za każdym razem przyzwyczajanie do tej czynności musisz zaczynać od początku, jako że poprzednie mycie było w czasach prehistorycznych...Są daszki zasłaniające buzie, moje zakładały okularki pływackie... Głowa myta obowiązkowo przynajmniej raz w tygodniu, często częściej.

      Ad 5 Jeśli te wpadki są częste - przebieraj w najkrótszym możliwym czasie. Jeśli sporadyczne - jest szansa, że wkrótce problem zniknie w sposób naturalny...
    • rulsanka Re: Życie z żywczykiem - kolejnych kilka wątpliwo 21.05.13, 10:06
      Wydaje mi się, że pozwalasz na zbyt dużo. W razie kryzysu nie będzie gdzie poluzować. Szufladę z kaszami bym zamknęła i otwierała tylko wtedy, gdy ja uznam że jest właściwy moment na zabawę. W przeciwnym razie tworzy się trudny do ogarnięcia chaos.

      Kasze, fasole, wsypywałam do dziecięcej wanienki i zabawa miała być bez rozsypywania poza nią. Dodatkowo wanienkę można wstawić do zakorkowanej dużej wanny i to co się wysypie z małej odkurzyć po zabawie.

      Mycie głowy: spróbuj wymyślić jakiś trik, żeby się spodobało. Mój syn w tym wieku zaczynał nurkować, więc głowę myliśmy przy okazji nurkowania. Kąpał się od dawna sam w dużej wannie pełnej wody.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja