rowni i rowniejsi

IP: *.dynamic.chello.pl 20.05.13, 23:30
Moj 8-letni syn ostatnio jak sie zdenerwuje (bo np. na cos mu nie pozwolimy), wpada w furie, wrzeszczy, trzaska drzwiami, rzuca przedmiotami itd. Furia, mam wrazenie, nie jest do konca "szczera", tylko bardziej wypracowana - w sensie takim, ze on panuje nad soba, tylko w ten sposob ostentacyjnie wyraza swoje niezadowolenie. Zwracam mu uwage, kategorycznie mowie, ze takie zachowanie mi sie nie podoba, ze nie zgadzam sie na takie wyrazanie zlosci. Odpowiedz zawsze jest jedna: Tacie wolno, to ja tez moge (w jego odczuciu to jest sprawiedliwosc - stad tytul watku).
Moj maz ma podobne zagrania, co prawda rzadko, ale zdarza mu sie. Jest w tym wzgledzie totalnie niereformowalny. Walcze z tym juz ponad 10 lat, ale bezskutecznie.
Mlody go ewidentnie nasladuje. Tlumacze mu, ze tata tez nie powinien tak sie zachowywac i, ze nie nalezy nasladowac zlych zachowan, nawet jesli dotycza rodzicow. Niestety moje tlumaczenia niewiela daja.
Macie pomysl, jak skutecznie wytlumaczyc dziecku, ze fakt, ze ktos postepuje w okreslony sposob nie oznacza automatycznie, ze wszyscy maja tak robic? Ze nie nalezy kopiowac zlych zachowan?
    • joa66 Re: rowni i rowniejsi 21.05.13, 08:07
      A może zaproponuj konsekwencje ? I wymagaj, żeby naśladował tatę też w dobrych rzeczach, nawet jak mu to nie pasuje?
      • kag73 Re: rowni i rowniejsi 21.05.13, 10:00
        Moze pomogloby gdyby to tato pogadal i wyjasnil, przyznal sie do slabosci i powiedzial, ze jest to niewlasciwe i sie postara miec to pod kontrola. Dorosli tez nie sa nieomylni i popelniaja bledy. Moga zawzec umowe, ze sie postaraja i beda sie wzajemnie "pilnowac", w razie czego przypomni mama. No i ojciec powinien tez byc upominany prze syna i sie postarac.
        I w momencie takiego "ataku", tato, jezeli jest obecny akurat, moze powiedziec "hej, pamietasz co Ci mowilem i jak sie umowilismy? To nieladne i tak sie nie robi.
        • joshima Re: rowni i rowniejsi 21.05.13, 14:24
          Tylko tata musi brać pod uwagę, że syn też mu może tak powiedzieć i trzeba będzie przyjąć na klatę bez usadzania młodego.
    • angazetka Re: rowni i rowniejsi 21.05.13, 09:58
      A mąż wie, że syn tak argumentuje swoje wybuchy? Może to do niego dotrze? Bo jednak wytlumaczenie synowi, że wzór, który daje mu tata, jest zły, będzie trudniejsze.
      • verdana Re: rowni i rowniejsi 21.05.13, 10:40
        Dlaczego? U nas to było normalne - czesto mowilam "Ja tak robię, ale ty tak nie rob, bo to głupota", "nie, tata tak robi, ale tak nie należy robić". Nic tak nie buduje autorytetu rodziców, jak przyznanie się, ze robią coś źle, zanim nastolatek odkryje tę prawdę samodzilnie.
        A swoją drogą, jesli widać ,z ę przyklad rodzica działa na dziecko bardzo źle, to jednak winny jest rodzic, nie dziecko. Moim zdaniem nalezy jednak porozmawiać z ojcem, a jesli to nic nie da, zrobić go odpowiedzialnym za zachowanie syna. Bo naprawdę 8-latek nie jest absolutnie winny, nasladujac sposób złoszczenia się ojca - skąd ma wiedzieć,z ę tak sie nie robi?
    • el_elefante Re: rowni i rowniejsi 21.05.13, 11:43
      > Tacie wolno, to ja tez moge
      "Nie, tacie też nie wolno, i też bardzo nie lubię gdy on to robi i też zwracam mu uwagę."

      Niech będzie, że tato jest impulsywny i reaguje tak a nie inaczej w złości gdy nie panuje nad sobą. No dobra. Pytanie, co tato robi później? Czy jest w stanie, gdy się sytuacja uspokoi, podejść i powiedzieć coś w stylu: przepraszam za to trzaskanie drzwiami, byłem zły, ale nie powinienem się tak zachowywać.
      Bo jeśli od taty płynie komunikat: trzaskanie drzwiami jest normalnym i dopuszczanym sposobem na rozładowanie frustracji, no to umarł w butach...
    • Gość: dada Re: rowni i rowniejsi IP: *.dynamic.chello.pl 21.05.13, 17:22
      Dzieki za rady. Odpowiem wszystkim hurtem.
      Tak, maz wie, ze syn w ten sposob sie usprawiedliwia. Tyle, ze odbiera to troche jak atak na siebie, a z drugiej strony uwaza chyba, ze to rodzinne, rozumie, ze mlody tak ma (choc moim zdaniem wcale tak nie ma, tylko robi to na pokaz) i niby wyraza dezaprobate, ale jakos tak... bez przekonania.
      Z mezem ciezko rozmawiac na temat jego wybuchow zlosci, bo jesli zwracam mu uwage w momencie kiedy jest zdenerwowany, tylko go to rozjusza jeszcze bardziej, chyba glownie dlatego, ze staje po stronie dzieci (bronie ich) a nie jego (bo te jego furie zwykle sa spowodowane zachowaniem dzieci). Po fakcie, jak juz sie uspokoi, bagatelizuje problem, obraca cala sytuacje w zart, albo usprawiedliwia sie tekstami w rodzaju: "bo na nich nic innego nie dziala", "czasem trzeba zrobic awanture, zeby ich jakos zdyscyplinowac", "kazdego by wyprowadzili z rownowagi". I generalnie nie ma z nim na ten temat dyskusji. A jesli probuje ciagnac temat to on zaczyna sie stawiac w roli ofiary, bo np. odpoczac sie w tym domu nie da (bo balagan, halas itd), a jak probuje cos z ty zrobic, to zaraz do niego mam pretensje. Jednym slowem odwraca kota ogonem.
      Czy przeprasza? Kilka razy przepraszal, ale ja tego nie lubie. Nie lubie, bo przeprosi i wydaje mu sie, ze jest juz ok. Humor mu sie poprawia i zapimina o sprawie. A we mnie to siedzi przez nastepny tydzien. Moim zdaniem przeprosic mozna za cos co sie zrobilo nie chcacy, a nie za cos, co sie dopuszcza w swoim zachowaniu i czego nie zamierza sie zmieniac.
      Tak wiec o ile maz aktywnie uczestniczy w wychowywaniu dzieci, to w tej konkretnej sytuacji chyba nie moge liczyc na jego wsparcie.
      • Gość: dreee a co takiego robia dzieci, ze IP: *.adsl.inetia.pl 22.05.13, 06:22
        mąż wpada w furię? dostajesz rady, że aby zlikwidować problem syna (złe zachowanie) należy usuwając jego przyczyny (zły przykład ojca). a moze usunąc przyczyny złego zachowania męża? fakt faktem- reaguje niedojrzale ale moze niebezpodstawnie?
        • gkoz Re: a co takiego robia dzieci, ze 22.05.13, 07:37
          Powinien przeprosić dzieci nie Ciebie, wytłumaczyć im że poniosły go nerwy bo np jest zmęczony i chciał odpocząć, że nie powinien wrzeszczeć bo to złe zachowanie i że bardzo postara się nad sobą panować
        • Gość: dada Re: a co takiego robia dzieci, ze IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.13, 16:49
          To sa czesto drobiazgi, ktore sie nawarstwiaja. Na przyklad: nie dosc, ze dzieci maja straszny balagan w pokoju, to jeszcze okazuje sie, ze ktores nie odrobilo lekcji, inne nie chce jesc kolacji, albo wybrzydza, ze chce cos innego, a w dodatku glosno sie bawia w pokoju w ktorym tata oglada telewizje.
          Problem jest taki, ze zadna z tych sytuacji osobno do awantury by nie doprowadzila, ale wszystkie razem jeszcze w zestawieniu ze zlych humorem meza powoduja jego wybuch.
          • Gość: dreee Re: a co takiego robia dzieci, ze IP: *.adsl.inetia.pl 23.05.13, 06:33
            tak- mąż reaguje impulsywnie i niedojrzale. to w ogole osobny temat.
            lecz- "straszny bałagan, głosna zabawa w m-cu gdzie sa inni domownicy,- I TY BRONIąCA dzieci" może wyprowadzic z równowagi nawet anioła. to nie są drobiazgi, jeśli problem jest codzienny, nagminny. ogolnie dla mnie to co opisałaś to jakiś chaos. tak, tak bywa przy dzieciach- ale pewne sytuacje należy porządkować, naprawiać i usprawniać. jak próbujecie to zrobić? powtórze- mąż zachowuje sie niewłaściwie-lecz moze warto rozważyć usuniecie/minimalizacje/ogarniecie przyczyny. a potem kwestie akceptowalnego wyrazania emocji.
            • Gość: dada Re: a co takiego robia dzieci, ze IP: *.dynamic.chello.pl 25.05.13, 22:25
              Albo przesadzasz, albo zle opisalam sytuacje. Balagan - zwykle- dotyczy ich pokojow. To jest denerwujace, mnie tez denerwuje, ale po pierwsze to ich pokoje, po drugie dla mnie zrozumiale jest, ze w czasie zabawy robi sie balagan, po trzecie tu sa ciagle zmiany - raz balagan raz porzadek. Nie jest tak, ze balagan jest nonstop. A glosne zachowanie, no coz, jak sa w domu ludzie, zwlaszcza dzieci, to trudno, zeby zawsze cicho bylo. Przeciez one nie dra sie cala dobe! W ogole sie nie dra (na ogol), ot bawia sie po prostu - ale polaczenie ich glosow i innych dzwiekow towarzyszacych zabawie potrafi np zagluszyc telewizor. Tylko jak dla mnie to slaby powod do awantury, nie uwazasz?
              • Gość: dada Re: a co takiego robia dzieci, ze IP: *.dynamic.chello.pl 25.05.13, 22:30
                Tym bardziej slaby powod, ze w 50 identycznych sytuacjach nie ma reakcji, albo jest spokojna prosba o cisze, a w 51-szej wybucha awantura.
              • joshima Re: a co takiego robia dzieci, ze 25.05.13, 23:51
                Gość portalu: dada napisał(a):

                > Albo przesadzasz, albo zle opisalam sytuacje. Balagan - zwykle- dotyczy ich pok
                > ojow. To jest denerwujace, mnie tez denerwuje, ale po pierwsze to ich pokoje, p
                > o drugie dla mnie zrozumiale jest, ze w czasie zabawy robi sie balagan, po trze
                > cie tu sa ciagle zmiany
                Najwyraźniej dla Twojego M nie jest to takie oczywiste a Wy nie rozmawiacie na ten temat.

                > A glosne zachowanie, no coz, jak sa w domu ludzie, zwlaszcza dzieci, to trudno, zeby zawsze cicho bylo.
                Ale są chyba dość duże, by rozumieć, że tata chciałby coś obejrzeć więc pora się przenieść z zabawą do siebie i zająć czymś cichym. Jeśli nie rozumieją to Twoja rola by im w tym pomóc.

                > Tylko jak dla mnie to slaby powod do awantury, nie uwazasz?
                Może i tak. Tylko nie wiem czemu mam wrażenie, że lekceważysz potrzeby swojego męża.
                • Gość: dada Re: a co takiego robia dzieci, ze IP: *.dynamic.chello.pl 26.05.13, 00:20
                  Nie wiem czy sa na tyle duze - najmlodsze ma 2 lata.
                  Po drugie dlaczego to moja rola? Jak mi przeszkadzaja, to nie oczekuje, ze on im o tym powie. Analogicznie jak jemu cos przeszkadza, niech sam to zalatwi, ale SPOKOJNIE, Zreszta najczesciej tak robi. Wybuchy zdarzaja sie dosc rzadko, problem w tym, ze zupelnie nieprzewidzianie.
                  A po trzecie moj maz ma taka przypsdlosc, ze zawsze cos "musi". Jak nie pracowac to odpoczywac, jak nie ogladac film, to sluchac muzyki albo rozmawiac przez telefon. Dla niego idealnie by bylo, gdyby zawsze byla idealna cisza. Wiec nie ma opcji, ze dzieci widza, ze tata cos oglada wiec nie halasuja. Gdyby chcialy w pelni respektowac jego potrzeby, musialyby siedziec cicho zawsze jak on jest w domu.
                  Nie wiem gdzie widzisz, ze lekcewaze potrzeby meza. Nigdzie nie napisalam, ze dzieci maja prawo zagluszac mu telewizje. Przeszkadza mi nie to, ze je ucisza, tylko sposob, w jaki zdarza mu sie to robic. I tylko wtedy staje po ich stronie, kiedy on (niepotrzebnie zreszta, czy tez nieadekwatnie do sytuacji) robi to w sposob moim zdaniem nieakceptowalny.
                  • joshima Re: a co takiego robia dzieci, ze 26.05.13, 01:10
                    Gość portalu: dada napisał(a):

                    > Po drugie dlaczego to moja rola?
                    No bo jak Twój mąż ma się zająć dziećmi żeby były ciszej i jednocześnie korzystać z chwili ciszy żeby obejrzeć np wiadomości? Dla mnie to oczywiste, że jak ja potrzebuję chwili ciszy to M zgarnia dzieciaki a jak on potrzebuje spokoju to ja się zajmuję dziećmi (oboje pracujemy w domu).

                    > Jak mi przeszkadzaja, to nie oczekuje, ze on im o tym powie.
                    Dziwne podejście. Ja wręcz przeciwnie. Z resztą napisałam już wyżej.

                    > Nie wiem gdzie widzisz, ze lekcewaze potrzeby meza.
                    No własnie mam wrażenie, ze masz do nich lekceważący stosunek. Choćby przez takie podejście, że jak mu dzieci przeszkadzają to sam ma to załatwić. Jego wybuch wydają się nieprzewidywalne? Może dlatego, że stara się panować nad sobą, ale raz na jakiś czas mu się ulewa?

                    > Nigdzie nie napisalam, ze dzieci maja prawo zagluszac mu telewizje.
                    Ale tez nie napisałaś, że współpracujesz z nim w tym temacie. Takie trochę każdy sobie rzepkę skrobie. Słabo.

                    > Przeszkadza mi nie to, ze je ucisza, tylko sposob, w jaki zdarza mu sie to robic.
                    No wybacz, ale uciszanie dwulatka to mało skuteczna metoda osiągnięcia względnej ciszy w domu. Dwulatka trzeba czymś zająć, najlepiej w drugim pokoju i do tego niezbędna jest współpraca drugiego rodzica.
                    • Gość: dada Re: a co takiego robia dzieci, ze IP: *.dynamic.chello.pl 27.05.13, 20:47
                      Akurat dwulatkowi maz awantur nie robi :)
                      I akurat jego jak trzeba zajmuje czyms w innym pokoju. Ale nie moge tego robic non stop, bo mam inne rzeczy do zrobienia. A maz chcialby cisze miec ciagle.
                      Starsi (w wieku szkolnym) sa za duzi zeby zrezygnowac z dobrej zabawy na rzecz aktywnosci, ktora moze zaproponowac ktos inny. Chyba, ze ta aktywnoscia bedzie gra na komputerze. I z drugiej strony sa na tyle duzi, zeby zrozumiec prosbe o uciszenie sie pod warunkiem, ze zostanie ona wprost wyartykulowana. Wiec ani on ani ja raczej nie musimy sie nimi zajmowav, zeby bylo ciszej. Musimy ich zwyczajnie poprosic o cisze. Wprost i zdecydowanie. I to moze chyba zrobic ten, kto tej ciszy potrzebuje? On najlepiej wie, ze w danej chwili ma taka potrzebe.

                      Wybuchy sa nieprzewidywalne, bo np przez miesiac codziennie maz mi sie skarzy, ze dzieci maja wieczny (jego zdaniem) balagan, albo im marudzi "dlaczego wy jestescie takimi balaganiarzami?" ale jednoczesnie nie mowi wprost, ze maja sprzatnac, albo w ogole wydaje sie balaganu nie widziec, a po miesiacu nagle jest awantura z rozrzucaniem tego balaganu po calym pokoju, wyrzucaniem zabawek do smieci i komentarzami, ze na nic nie zasluguja, bo nawet porzadku nie umieja utrzymac, to dla mnie to jest niespodziewane. Bo przez ostatnie kilkadziesiat dni kometowal, ze balagan, ale bez emocji, marudzil po prostu. Nikt, nikt nie wie czy taki wybuch nastapi za tydzien czy za pol roku i czego bedzie dotyczyl - balaganu, glosnej zabawy, niezjedzonej kolacji czy czegos jeszcze innego.
                      A z balaganem jest tak. Ja wymagam porzadku idealnego jak sa swieta, impreza rodzinna itp, oraz sprzatnietej podlogi codziennie wieczorem (zeby nikt sie nie potknal wstajac w nocy). W ciagu dnia balagan w ich pikojach mi nie przeszkadza. Dla mnie naturalne jest, ze w czasie zabawy pokoj sie balagani.
                      Maz widzi balagan codziennie i nie dociera do niego, ze wieczorem bedzie porzadek. On CIAGLE tam widzi balagan.
                      • joshima Re: a co takiego robia dzieci, ze 27.05.13, 21:29
                        Takie mam pytanie zasadnicze. Wy to w ogóle z mężem rozmawiacie o tym jakie są wasze wizje nt wychowanie dzieci?
                        • Gość: dada Re: a co takiego robia dzieci, ze IP: *.dynamic.chello.pl 27.05.13, 22:21
                          O teorii nie. Zreszta teorii nie ma. Sa zasady do przestrzeagania, zwykle narzucone przeze mnie. Maz woli isc na zywiol, niz odgornie cos ustalac, takie ustalanie to dla niego strata czasu i to jest chyba wlasnie moj problem, bo ja wole miec uporzadkowany swiat. Oczywiscie nie wszystko sprowzdza sie do przestrzegania zasad, ale to jedyne, co moim odczuciu powinnismy wspolnie omawiac.
                          O problemach rozmawiamy, ale z wypracowaniem wspolnego frontu rozwiazania ich jest trudno, bo tu podzielnosc zdan jest duza i o kompromis ciezko, ale do jakiegos porozumienia zwykle dochodzimy.
                          • joshima Re: a co takiego robia dzieci, ze 28.05.13, 00:35
                            Gość portalu: dada napisał(a):

                            > O teorii nie. Zreszta teorii nie ma. Sa zasady do przestrzeagania, zwykle narzu
                            > cone przeze mnie.
                            I może to jest problem? Ty narzucasz zasady a mąż nie do końca się z nimi zgadza i czasem mu się ulewa, bo dialogu brak.
                            • Gość: dada Re: a co takiego robia dzieci, ze IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.13, 15:56
                              Coz. Nigdy nie mowil, ze sie nie zgadza. On o zasadach rozmawiac nie chce, bo mu czasu szkoda. Zakladam, ze gdyby mu cos nie pasowalo, jednak by to powiedzial. On uwaza, ze idea zasad jest bez sensu, ze trzeba reagowac na konkretne sytuacje a nie tracic czas i energie na "ustawodawstwo" i egzekwowanie przepisow. A ja bez zasad nie opanuje dzieci - tego jestem pewna. A to glownie ja sie nimi zajmuje. O o tym wie i to rozumie. I nie ma nic przeciwko temu, ze te zasady wprowadzam. Po prostu on sie do tego wprowadzania nie miesza.

                              Ale zeszlysmy z tematu. Ja nie mam problemu z mezem, tylko z synem :) A przynajmniej tego mial dotyczyc watek.
                              • joshima Re: a co takiego robia dzieci, ze 28.05.13, 16:30
                                Gość portalu: dada napisał(a):

                                > Coz. Nigdy nie mowil, ze sie nie zgadza.
                                Moim zdaniem on cały czas mówi że mu się pewne zasady nie podobają, tylko z jakiegoś powodu nie prosto w oczy.

                                > Zakladam, ze gdyby mu cos nie pasowalo, jednak by to powiedzial
                                A jak traktujesz to co nazywasz "gderaniem nt. bałaganu"?

                                > Po prostu on sie do tego wprowadzania nie miesza.
                                Może się i nie miesza ale najwyraźniej coś mu jednak nie pasuje.

                                > Ale zeszlysmy z tematu. Ja nie mam problemu z mezem, tylko z synem :)
                                Czyżby? Moim zdaniem nie załatwisz sprawy z synem póki nie porozumiesz się z mężem.
                                • joshima Re: a co takiego robia dzieci, ze 28.05.13, 16:31
                                  Aha i zapomniałam. Warto pamiętać, że zachowanie dzieci jest odbiciem relacji panujących w rodzinie. Między rodzicami głównie. Coś jak odbicie w krzywym zwierciadle.
                                • Gość: dada Re: a co takiego robia dzieci, ze IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.13, 18:11
                                  Moim zdaniem on ma jakas faze marudzenia i juz. Nie wiem, jakas menopauza (to sie chyba andropauza nazywa), czy cos. Bo marudzenie dotyczy nie tylko dzieci i balaganu ale tez politykow, pogody, komunikacji miejskiej, swojej pracy, inteligencji sasiadow, no wszystkiego niemal. Tyle, ze na dzieci mozna nawrzeszczec, a na padajacy deszcz nie bardzo ;) To trwa z roznym nasileniem od kilku lat, gdzies tak od 42 roku zycia - dlatego zwalam to na hormony. I mam nadzieje, ze niedlugo minie...
                                  Generalnie moj maz nie ma problemow z mowieniem wprost co mu nie pasuje, wiec i w tym przypadku raczej by powiedzial gdyby mial zastrzezenia do naszych zasad. Wydaje mi sie, ze nie o zasady mu chodzi. On marudzi, mam wrazenie, bo swiat nie jest idealny. I on nie chce go zmieniac, on chce pomarudzic i juz. A przynajmniej tak to wyglada
      • angazetka Re: rowni i rowniejsi 22.05.13, 09:35
        Nie będzie łatwo wywalczyć zmianę zachowania syna, jeśli mąż ma taką postawę. Tu nie chodzi o wsparcie, tu chodzi o naśladowanie go przez dziecko. Jesli tata uważa, że sposobem na uzyskanie czegoś jest furia, to dlaczego syn ma miec inne zdanie?
    • joshima Re: rowni i rowniejsi 22.05.13, 09:01
      A tak swoją drogą. Czy zabraniając synowi takiego okazywania.wyładowywania nerwów dajesz mu coś w zamian? Czy po prostu Twoim zdaniem powinien je stłumić?
      • Gość: dada Re: rowni i rowniejsi IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.13, 16:37
        Tlumacze mu, ze ma prawo byc zly, smutny, nie ma udawac, ze jest inaczej, ale ze niedopuszczalne jest niszczenie przedmiotow (rzucajac nimi), krzyczenie na doroslych, wyzywanie i bicie rodzenstwa (to juz nauczone poza domem). Moze okazywac zlosc, wyartykulowac ja, ale chcialabym, zeby robil to w akceptowalny spolecznie sposob.
        Bo dodatkowy problem jest taki, ze o ile maz zachowuje sie tak dosyc rzadko, to syn ostatnio urzadza takie sceny przy byle okazji - coraz czesciej.
        • joshima Re: rowni i rowniejsi 22.05.13, 16:54
          Gość portalu: dada napisał(a):

          > Bo dodatkowy problem jest taki, ze o ile maz zachowuje sie tak dosyc rzadko, to
          > syn ostatnio urzadza takie sceny przy byle okazji - coraz czesciej.
          Może dlatego, że odnosi to pożądany przez niego skutek?
          • Gość: dada Re: rowni i rowniejsi IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.13, 22:15
            Nie odnosi. I nawet czasem informuje go o tym, ze nie dosc, ze niczego w ten sposob nie osiagnie, to moze doprowadzic, ze mnie tym zachowaniem na tyle zdenerwuje, ze np. Jeszcze wiecej mu np. zabronie (jezeli awantura byla o jakis zakaz). I wtedy to bedzie moje w pelni zlosliwe dzialanie. Taki rodzaj wojny. A tego nie chce, bo wojen nie lubie i staram sie nie byc zlosliwa.
            Poza tym mam wrazenie, ze on nie chce w ten sposob niczego konkretnego (w sensie jakichs profitow) osiagnac, tylko raczej w sposob dobitny wyrazic swoje niezadowolenie.
            • jedynybasek5 Re: rowni i rowniejsi 22.05.13, 23:28
              Jeśli mogę coś dodać, odnośnie zachowań męża: napisałaś, że jakieś konkretne zachowania dzieci razem prowadzą do jego wybuchu. Niech mąż koniecznie ( wiem wiem łatwo się mówi) zmieni swoje postępowanie: czyli , jak czuje już poddenerwowanie na jakąs sytuację, to niech to na spokojnie wyartykułuje dzieciakom, a nie wybucha. Mój ojciec taki był. Takie jego wybuchy spowodowały, że nigdy nie mogłam z nikim pogadać na luzie w jego obecności, bo nie wiedziałam, co i kiedy spowoduje jego wybuch. Zamiast powiedzieć, przestań tak gadać, wkurza mnie to, to on czekał, aż mu się złość skumuluje i bach, nagle krzyk. Skutkowało to tym, że stałam się zamknięta w sobie, nie zapraszałam do domu znajomych. I wstyd się przyznać, ale po jego śmierci, po tym pierwszym szoku, poczułam prawdziwą ulgę, że w końcu mogę mówić, wyrazić co czuję, bez strachu o reakcję ojca. Szkoda by było, żeby wasze dzieci musiały to samo przeżywać.
              Pozdrawiam
            • joshima Re: rowni i rowniejsi 23.05.13, 00:58
              Gość portalu: dada napisał(a):

              > Nie odnosi.
              A to już Twój syn wie lepiej od Ciebie. Wierz mi, że jakąś korzyść z tego ma.

              > Poza tym mam wrazenie, ze on nie chce w ten sposob niczego konkretnego (w sensi
              > e jakichs profitow) osiagnac, tylko raczej w sposob dobitny wyrazic swoje nieza
              > dowolenie.
              Ja mam ciągle mieszane uczucia, bo kurcze, nie za bardzo dostrzegam co w tym właściwie złego (poza tym, że Ciebie wkurza). Ja tam rozumiem potrzebę bardziej ekspresyjnego wyrażania złości. IMO lepsze trzaskanie drzwiami niż agresja.
              • Gość: dada Re: rowni i rowniejsi IP: *.dynamic.chello.pl 23.05.13, 15:34
                Bo to nie jest zachowanie akceptowalne spolecznie. Zalezy mi, zeby moje dzieci umialy funkcjonowac wsrod ludzi. Co by bylo, gdyby zdenerwowany przez nauczycielke wyszedl z klasy trzaskajac drzwiami? Albo wkurzony przez wspolpracownika wzial z biurka jego telefon i rzucil nim o sciane? Albo w zlosci zwyzywa zone, tak jak teraz brata? Tak sie zachowywac nie wolno wobec nikogo. Nie tylko wobec nauczyciela czy wspolpracownika. Rowniez wobec rodziny.
                Chcialabym wychowac swoje dzieci tak, zeby o tym wiedzialy.
                • joshima Re: rowni i rowniejsi 23.05.13, 17:00
                  Gość portalu: dada napisał(a):

                  > Bo to nie jest zachowanie akceptowalne spolecznie. Zalezy mi, zeby moje dzieci
                  > umialy funkcjonowac wsrod ludzi.
                  O ile się nie mylę to on tak robi w domu, a w domu często funkcjonują inne normy niż poza domem i dzieci na ogół to rozumieją i akceptują.

                  >Co by bylo, gdyby zdenerwowany przez nauczycie
                  > lke wyszedl z klasy trzaskajac drzwiami?
                  Wątpliwe, skoro nie zrobił tego jeszcze. Doskonale wie, że jej reakcja i późniejsze konsekwencje będą zupełnie inne niż w domu i nie zyska tego co zyskuje w domu, cokolwiek to jest.

                  > Chcialabym wychowac swoje dzieci tak, zeby o tym wiedzialy.
                  Na twoim miejscu dużo czasu i energii poświęciłabym na odkrycie co on w ten sposób zyskuje.
                  • kj-78 Re: rowni i rowniejsi 23.05.13, 22:13
                    Joshima, chcesz powiedziec, ze dla Ciebie rzucanie przedmiotami o sciane w chwilach zlosci w domowym zaciszu jest czynnoscia akceptowalna i normalna? Dla mnie ten sposob wyrazania zlosci jest najgorszym wyobrazalnym, jakby moj maz czyms rzucil z wrzaskiem, to natychmiasy ucieklabym z domu na wieeeele godzin. Dla mnie to przekracza wszelkie dopuszczalne granice
                    • joshima Re: rowni i rowniejsi 23.05.13, 22:56
                      kj-78 napisała:

                      > Joshima, chcesz powiedziec, ze dla Ciebie rzucanie przedmiotami o sciane w chwi
                      > lach zlosci w domowym zaciszu jest czynnościa akceptowalna i normalna?
                      Może nie ma się czym chwalić, ale był taki okres w moim życiu, że pozwalałam sobie na takie prymitywne metody upuszczenia sobie ciśnienia. I uważam, że krzywda się nikomu nie działa z powodu teko, że sobie cisnęłam poduszką.

                      > Dla mnie ten sposob wyrazania zlosci jest najgorszym wyobrazalnym,
                      To masz słabą wyobraźnię. Dla mnie niewyobrażalnym jest raczej naruszenie czyjejś nietykalności.
                      • Gość: dada Re: rowni i rowniejsi IP: *.dynamic.chello.pl 25.05.13, 13:41
                        Tu sie zgadzam z kj-78 To nie jest odpowiednie zachowanie nawet we wlasnym domu.
                        I zdecydowanie nie chodzi o rzucanie poduszkami, tylko np. zabawkami (nie swoimi rzecz jasna), ksiazkami, telefonami, czy co tam jeszcze nawinie sie pod reke. Te przedmioty sie niszcza i chociazby dlatego, jesli kogos inne argumenty nie przekonuja, nie zgadzam sie na takie zachowanie.
                        • joshima Re: rowni i rowniejsi 25.05.13, 17:17
                          Gość portalu: dada napisał(a):

                          > Tu sie zgadzam z kj-78 To nie jest odpowiednie zachowanie nawet we własnym domu
                          No przepraszam, ale dlaczego chcesz mi dyktować co jest właściwym zachowaniem w moim domu? A pozwolisz chociaż, że się z Tobą nie zgodzę? Poza tym ja pisałam o rzucaniu poduszką a nie telefonami. Telefonem nie rzucam i na to bym się z pewnością nie zgodziła. Chcesz rzucać? Proszę bardzo, oto poduszka. Rzucaj jak Ci to pomoże ;)
                          • Gość: dada Re: rowni i rowniejsi IP: *.dynamic.chello.pl 25.05.13, 22:14
                            Nie, nie, mowie o moim domu i o tym, co ja toleruje. Do Twojego domu nic nie mam :)
                            Wierze, ze sa domy, gdzie sie i talerzami rzuca. Jakkomus to odpowiada to jego sprawa.
                            Poduszki wydaja sie byc nieszkodliwe. Gdyby u nas problem dotyczyl poduszek, pewnie w ogole bym tu nie pisala. Ale rzucanie przedmiotami jak telefon, nawet w zlosci, moim zdaniem, zahacza o brak poszanowania cudzej wlasnosci i bardzo mi sie nie podoba.
                    • angazetka Re: rowni i rowniejsi 24.05.13, 09:41
                      Bo przekracza. Ale skoro robi tak mąż, to wytłumaczenie synowi, że nie jest to "społecznie akceptowalne", będzie dość trudne.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja