Dodaj do ulubionych

egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka

IP: *.icpnet.pl 12.11.13, 08:16
Czuję, że stoję pod ścianą i doszłam do momentu, w którym nie wiem, co dalej robić.
Mam wrażenie, że z jednej strony mówię do syna po 10 razy, a on nic sobie z tego nie robi. Z drugiej strony w pogoni za konsekwencją idę w złą stronę.
po rozmowie ze znajomą psycholożką wprowadziłam zasadę, że mówię 2 razy, a za 3razem syn idzie do karnego kąta celem przemyśleń.
sytuacje:
- syn siedzi na kanapie, kopie młodszego. Mówię: nie kop brata, nogi na dół. ostatecznie syn ląduje w kąciku. Rzuca czym się da, po 3minutach sprząta, to czym rzucał, wraca do nas
- widzę, że ma podsiusiane spodnie. Mówię 'idź siusiu!' 'nie, nie chce mi się', 'widzę, że masz mokre spodnie, proszę do łazienki' 'nie chce mi się siusiu', 'w tej chwili!' Idzie, po czym rzuca we mnie zabawką. " idziesz dziś sam spać (w sensie nie będzie czytania przed snem)" Płacze.
- kąpiel; ' a będziesz mnie usypiać?' 'a jak sądzisz?' 'będziesz?''nie', 'a dlaczego?' 'ty mi powiedz' ' bo rzuciłem cię kotem'. Płacze. Później płakał w łóżku, mąż do niego poszedł. Zasnął zasmarkany i zapłakany.
A ja mam poczucie, że niedość, że metoda do du.., to jeszcze chyba nie o taki kierunek mi chodziło.
Obserwuj wątek
    • el_elefante Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 12.11.13, 10:49
      Nie wiem, co młody chce osiągnąć kopiąc młodszego brata, ale jeśli zamiast jego karcić i karać zainteresujesz się tym poszkodowanym, to starszy może zajarzy, że niezupełnie o to mu chodziło. Ale może wypowie się więcej ktoś, kto ma dwójkę dzieci :)
      Nie wiem jak to kopanie wyglądało i ile lat ma młodszy, ale czasem lepiej między dzieci się nie wtrącać i dopóki wyraźna krzywda się nie dzieje, to pozwolić im się dogadywać po swojemu. To samo dotyczy obcych dzieci na placach zabaw, kolegów z przedszkola itp.
      Druga sytuacja: unikasz spięcia całkiem prosto: "o, mokre masz, chodź zmienimy na czyste, chce ci się jeszcze siku?"
      Małe dzieci żyją chwilą tu i teraz. Wyznaczanie im kary a następnie egzekwowanie jej wieczorem jest drogą w maliny. W zasadzie, to syn został ukarany dwa razy: raz gdy obiecałaś mu że czytania nie będzie, a drugi, gdy zrealizowałaś obietnicę. Dwa razy się rozpłakał. Sama czujesz, że nie tędy droga.
      Ten karny kąt też bym przemyślał. Kara działa (tu się odezwą słusznym głosem przeciwnicy kar ;)) jeśli jest czymś niezwyczajnym, najlepiej rzadkim i stosowanym w wyjątkowych sytuacjach. Gdy staje się domową rutyną, jest bez sensu i nie tylko niczego nie naprawia, ale wręcz szkodzi.
      Przemyśl, ile razy w ciągu dnia używasz wobec syna słowa "nie". Ile razy mu czegoś zakazujesz? Ile wydajesz rozkazów? Wyobraź sobie, że to ciebie ktoś tak usiłuje wychować. Syn ma do wyboru albo z tobą walczyć, albo zwyczajnie "ogłuchnąć".
      Posłuchaj się jak do niego mówisz. Całkiem serio i z życzliwości to piszę.
    • Gość: Kinderczekolada Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.158.217.147.pat.umts.dynamic.t-mobile.pl 12.11.13, 10:52
      Metoda kontrowersyjna, aczkolwiek w pewnych sytuacjach mająca sens, tyle, ze w wydaniu telewizyjno-poradnikowym zostala wypaczona do granic mozliwosci i przez to jest wyśmiewana i nieskuteczna, czego doswiadczalas na sobie.

      Zacznij od przyjrzenia sie jak wydajesz polecenia, czy rzucasz hasło z drugiego końca pokoju (pierwszy raz mozna spróbować, moze sie uda), ale dalej, jesli zależy Ci na powodzeniu 'akcji' podejdz do dziecka, schyl sie (i patrzac w oczy albo nie patrzac, bo rozne sa preferencje)i powiedz wyraźnie czego od niego chcesz (lepiej zamiast mówić nie bij brata powiedziec, odsun sie od brata albo mozesz poprosić, zeby Ci cos przyniósł i wtedy sam odejdzie), jesli to nie pomoże mozesz np. wziąć brata do siebie (nie wiem ile ma lat i zakładam, ze akurat nie psujesz mu zabawy).

      Jesli widzisz mokre spodnie w miarę stanowczo powiedz "masz mokre spodnie, idź zrobic siusiu", jesli nie pójdzie zaprowadz go (chodzi o to, zeby wiedział, ze to jest polecenie z gatunku tych o ktorych nie dyskutujemy albo pójdzie albo albo go doprowadzisz).
      Sytuacja z zabawka wymaga pewnego wyczucia i zachowalabym sie różnie w zależności od wielu rzeczy.

      Generalnie chodzi o to, zeby dziecko wiedziało, ze Twoje 'polecenia' maja skutek (czyli to nie jest powtarzana w powietrze 10 razy prośba o położnie zabawki na półce, a potem i tak sama to robisz), skoro cos powiedziałaś, czegos wymagasz to jest to dla Ciebie wazne i będziesz starała sie doprowadzić do realizacji zadania.
      Jesli nie chce Ci sie walczyć o podniesienie zabawki, nie masz teraz akurat czasu czy ochoty na lekcje porządku, zrób to sama.
      Nie utożsamiaj bycia konsekwentna z konsekwentnym stawianiem dziecka w kącie!
      Bycie konsekwentna to raczej bycie przewidywalna, pewna zasadności tego co sie robi i mowi, wiarygodna. Dobpiero taka konsekwencja jest cecha dobra dla Ciebie i dla dzieci.

      • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 12.11.13, 11:03
        dzieci w wieku 3 i 1rok.

        Generalnie nie mam olbrzymich kłopotów z tym, żeby syn zrobił to o co go proszę. Jeśli jesteśmy sam na sam jest OK. Jeśli jest młodszy (który akurat ma koszmarny czas smęcenia i marudzenia) to wszystko jest trudniejsze.
        Z toaletą jest tak, że jeśli powie ZANIM zrobi siusiu, to idziemy razem i jest OK (nawet jeśli jest 'kropa'). Jeśli natomiast mokre są spodnie, umowa jest taka, że idzie sam.
        Zwykle prośby stawiam face to face, tak, żebyśmy patrzyli sobie w oczy, b.rzadko 'rzucam' poleceniem.
        Jeśli chodzi o 'karny kącik' to wczoraj przykładowy siedział 3 razy. Dla mnie bez sensu.

        I jeszcze podczas kąpieli powiedział, że on będzie stał w kąciku, ale żebym jednak poszła z nim spać :/ Tego to na pewno nie chcę osiągnąć, żeby dziecko prosiło mnie o karę 'mniej dotkliwą' dla siebie. Z drugiej strony bylam na niego tak wściekła za tego kota, że nie miałam ochoty go usypiać i to też mu powiedziałam.
        Eh...czyli co? wycofać się całkowicie z tego 'karniaka'?
        a co w zamian? nie chcę go szantażować ani straszyć...
        • Gość: Kinderczekolada Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.158.217.147.pat.umts.dynamic.t-mobile.pl 12.11.13, 11:50
          Jednym z wypaczeń tej metody jest traktowanie jej jako środka na wszystko, paradoksalnie w tych metodach pierwotnie nie chodzilo nawet o kare sama w sobie,
          a trzy razy dziennie to mozna lekarstwo brać, a nie maszerować do kata;)

          Akurat na tym forum nie pokusze sie o tłumaczenie, kiedy ma sens i jak powinno sie to wszystko odbywać. Powiem Ci tylko, ze u mnie w domu "karnym jezykiem" był wielki, wygodny fotel w salonie, a nie szmata rzucona jak psie poslanie przy drzwiach w korytarzu. Wykorzystywalam go w pewnych szczególnych sytuacjach, nie potrafię teraz powiedziec jak czesto czy były to dwa razy w tygodniu czy dwa razy w miesiącu, bo było to bardzo dawno temu, ale dotyczyło to tylko pewnych rzadkich sytuacji.

          Pomysl o zredukowaniu ilości poleceń, do tych niezbednych, idź w ich jakość, a nie ilosc.
          Niech beda przemyślane, jasne, możliwe do realizacji. Wtedy dzieciaki naucza sie, ze jesli mama o cos prosi to ma to jakies wazne uzasadnienie i nie ma sensu jakos mocno z tym walczyć (choć wiadomo, ze nie zawsze pójdzie gładko).
          Zanim pomyslisz o jakiejs "karze", zawsze zastanów sie czy nie ma przypadkiem po drodze jakis konsekwencji. Jesli juz kara to maksymalnie związana z tym co sie stało i możliwie szybka (co innego powiedziec dziecku, na placu zabaw, ze za karę wieczorem nie obejrzy bajki, a co innego powiedziec w domu, ze dopóki nie posprzata zabawek nie włączycie telewizora)
          Pomysl tez jak karę bedzie postrzegalo dziecko, bo z jego perspektywy moze byc znacznie bardziej lub mniej dotkliwa niż nam sie wydaje.

          Piszesz, ze gorzej jest w obecności malucha (zaraz sie dowiesz, ze wszystko przez to, ze starszak potrzebuje uwagi i cała reszta stalej spiewki, wiec ja odpuszcze sobie ten kawałek).
          Jest tak z kilku powodów jeden z prostszych to, to, ze mały jeczy, jest głośniej i polecenia słabiej słychać, inny to rozdraznienie hałasem wszystkich obecnych w domu i dopiero dalej dochodzimy do walki o uwagę, do rożnych czesto sprzecznych ze sobą potrzeb dzieciaków, a i większej ilosci ograniczeń w obecności malucha.

          To straszenie i szantazowanie to jest żeglowanie słowami, wiele naszych zachowan mozna przy złej woli odczytać jako straszenie czy szantaż, chociaż nimi nie sa. Nawet same konsekwencje mozna potraktować jako straszenie (dziecko/człowiek robi cos albo nie robi w obawie przed konsekwencjami), dlatego sama musisz rozstrzygnąć jakie ty masz intencje i jak zinterpretuje dana karę dziecko
        • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 12.11.13, 18:48
          Gość portalu: pola_mama napisał(a):

          > Z toaletą jest tak, że jeśli powie ZANIM zrobi siusiu, to idziemy razem i jest
          > OK (nawet jeśli jest 'kropa'). Jeśli natomiast mokre są spodnie, umowa jest tak
          > a, że idzie sam.
          Najwyraźniej chciałby renegocjować "umowę" którą mu narzuciłaś. Czemu się upierasz? Nie nauczysz go w ten sposób kontrolowania zwieracza.

          > Z drugiej strony bylam na niego tak
          > wściekła za tego kota
          Proszę Cię. Aż tak to do siebie bierzesz? Wrzuć trochę na luz.

          > Eh...czyli co? wycofać się całkowicie z tego 'karniaka'?
          A co? Działa?

          > a co w zamian? nie chcę go szantażować ani straszyć...
          A musisz go w ogóle karać? A może dla odmiany mogłabyś mu pomóc?
      • Gość: mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.hist.uj.edu.pl 12.11.13, 11:31
        Wiesz, w ferworze wątkowych dyskusji miałam czasem mało sympatii do Ciebie ;-) Zwłaszcza, gdy zaciekle broniłaś pań przedszkolanko-szkolanek ;-p Ale jak się wczytać, tak mądrze prawisz na ogół. Pozdrówki.
    • Gość: domza2 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.rzeszow.vectranet.pl 12.11.13, 11:09
      Odebrać dziecku czytanie przed snem za niesłuchanie się? Gdzie jest sens , gdzie logika? Czytanie dziecku przed snem moim zdaniem jest obowiązkiem rodzica, a nie przywilejem dziecka. Dobrze czujesz, metoda zdecydowanie do d...

      Gdy nie słucha, trzeba podejść, kucnąć, na wysokości buzi powiedzieć dobitnie, ale bez złości: słyszałeś, jak cię wołałam? Chciałabym, żebyś przychodził, gdy Cię wołam. I powtarzać, powtarzać, aż pewnego pięknego dnia osiągniesz cel. Bez zapłakań, buntu (rzucenie w ciebie kotem), zapłakania przed snem.
      • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 12.11.13, 11:21
        Pytanie, czy ja, jako rodzic nie mam prawa do własnych emocji? tzn. jeśli ktoś we mnie czymś rzuca, to budzi to mój sprzeciw i nie mam ochoty z tą osobą przebywać.
        To nie był wet za wet (nie taki był mój cel). Powiedziałam, że się na niego gniewam, bo nie życzę sobie, żeby we mnie rzucać i nie pójdę z nim spać.

        Natomiast co do metody...intuicja mi mówi, że nie w tym kierunku chcę iść.
        • Gość: mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.hist.uj.edu.pl 12.11.13, 11:46
          Jeszcze raz Juula polecę :-) Tak, nie tylko masz prawo do własnych emocji, ale w zasadzie także obowiązek bycia człowiekiem, a nie cyber-babą. Byle te emocje były dojrzałe i brały pod uwagę zasięg dziecięcej pamięci. Jeżeli takie sytuacje zdarzają się stosunkowo rzadko, a Ty emocje trochę opanujesz, to jest ok.

          Moim zdaniem dyskusja podczas kąpieli (tak, wiem, uczepiłam się, ale taki przykład podałaś, a na czymś "obgadać" muszę) nie była fair, właśnie wtedy była tym "wet za wet". Inaczej byłoby, gdybyś powiedziała coś w stylu: "rozumiem, że chcesz ze mną spać, ale ja jeszcze jestem zła, że rzuciłeś we mnie kotem (rozumiem, że chodzi o zabawkę???!!!), bolało mnie to i dlatego nie mam ochoty z tobą spać". Mam nadzieję, że czujesz różnicę. Chodzi o to, żeby nie pokazywać dziecku "gdzie jest jego miejsce", tylko zwyczajnie wyznaczyć własne granice i o tym mówić. Może zacznij traktować dzieciaka jak zwykłego drugiego człowieka, a nie jak dziecko, które "trzeba wychować" :-)

          Ale tu moim zdaniem masz rację - nie można z kamienną minką, spokojnym głosikiem meldować "Antosiu nie bij kotka" - dziecko ma się w rodzinie przygotować do życia, a nie nauczyć, że ludzie to cyborgi bez uczuć i emocji. Mało tego - dziecko uczy się w ten sposób nazywania emocji i cywilizowanego wyrażania ich.
          • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 12.11.13, 11:55
            tak, oczywiście, że pluszowym kotem na baterie:)

            akurat ta kąpiel jakoś najmniej mnie 'przybiła' bo była na spokojnie (szczegół, że skończyła się płaczem, bo jednak powiedziałam, że spać z nim nie będę, bo nadal jest zła na niego - od rzutu kotem do kąpieli minęło jakieś 20minut). Natomiast ten kąt i odmówienie mu siebie podczas zasypiania z perspektywy czasu (wczoraj to było) wydaje mi się głupie i prowadzące donikąd.

            Ale co w zamian? wiem, naturalne konsekwencje ( u nas jak spodnie pochlapane po zabawie w kałużach, to wiadomo - uciekamy do domu, coby przeziębienia nie złapać), ale jaka jest naturalna konsekwencja niespełnienia prośby o spuszczenie nóg z kanapy (pomijam buty na kanapie, których nie lubimy) albo odmowy pójścia do WC? w mokrych spodniach ma siedzieć w konsekwencji?

            Aha, chciałam jeszcze podkreślić, że metodę kąta stosujemy od tygodnia może. Wcześniej jakoś dawaliśmy radę. To raczej pod sugestię koleżanki-psycholożki;)
            • Gość: mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.hist.uj.edu.pl 12.11.13, 12:04
              Masz rację, ciężko o taką "konsekwencję". Jeśli się uda, to spróbuj raczej zawołać go w takiej sytuacji do jakichś "dorosłych" prac (załadowanie pralki, wieszanie prania z mamą - wyjmowanie z michy i podawanie rzeczy, smarowanie kanapek masłem, drewnianym nożykiem? moje lubią takie "zabawy", zawsze działa na domowe bójki). A do kibelka po prostu pędzimy z młodym. Ja innej rady nie widzę. Mojej starszaczce popuścić w majty podczas zabawy zdarzało się jeszcze w ubiegłym roku - minęło bez śladu. Najmłodsza leje w "pelsia" w najlepsze, choć starsze już dawno na nocnikach siedziały w tym wieku. Bywa, chyba nie ma rady. Ale z perspektywy czasu olałabym mądrą literaturę i wysadzała dzieci przed ukończeniem roku - później się buntują, nie chcą siedzieć, "nie mają ciasiu", jeśli nie przywykną w wieku "bezbuntowym :-)

              I przepraszam - na początku wzięłam Cię za "matkę walczącą", ale widzę, że błędnie. Będzie dobrze, trzymaj się :-)
              • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 12.11.13, 12:08
                Gdzie ja tam 'walcząca':)

                Zwykle właśnie staram się jakoś odwracać uwagę od 'głupot' i jest to skuteczne.

                Z WC mam trochę kłopot, bo musiałabym zanieść obu panów po schodach na piętro do toalety, co jest nieco uciążliwe z racji wagi obu panów :/ w tym kłopot, że do toalety trzeba się wybrać.
                • Gość: mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.hist.uj.edu.pl 12.11.13, 12:13
                  A nocnik w kącie, gdzieś na uboczu? Może postaw starszemu, jego własny, albo zaproponuj, że aby nie musiał przerywać zabawy na tak długo to - bo ja wiem? - w kącie pokoju, czy dyskretniej - w pokoju obok (nie wiem, jaki ten wasz apartament ;-p) postawisz mu najwłaśniejszy nocniczek, gdzie będzie mógł się odlać? Fakt, Ty go pewnie będziesz wynosiła albo mąż, ale to jedyna alternatywa, która mi do głowy przychodzi. Albo bawcie się "na górze". To też z dzieciństwa pamiętam - jedzenie i sikanie było taaakie nuuudne... I tyle czasu człowiek na to tracił... A tu jeszcze bo schodach??? Boooże, maaama...
                  • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 12.11.13, 12:18
                    nocnik?:) przecież nocniki są dla bobasków;)
                    A on dorosły jest, na stojąco już sika (ale czasem w spodnie:P). Może da się namówić na nocnik w kąciku, cobyśmy nie musieli pielgrzymek na piętro uskuteczniać.
                    Dzięki, jest to jakaś myśl!

                    Na górze bawić się nie możemy, no bo schody, a roczniak + 3latek na schodach = tragedia. No i przestrzeń nie za wielka, wąski korytarz, pokój pracowy męża (strach się bać do czego dzieciaki mogłyby wykorzystać firmową dokumentację).
                    • Gość: mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.hist.uj.edu.pl 12.11.13, 12:41
                      Bosz... Swoją drogą - pomyśl, co by było, gdyby ten kot był prawdziwy... I to i w kontekście "rzutu kotem" i "pokoju pracowego męża"...

                      A dokumentacja? Hmmm... Moja najmłodsza swego czasu bardzo skutecznie... zasikała moją umowę o pracę z uniwerkiem :-)))
                    • Gość: majgug Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.superkabel.de 13.11.13, 20:59
                      my czasem do toalety chodzimy z kolejka, miseczka, misiem i sloniem. wszystko zeby tylko nie przerywac zabawy ;)
            • mad_die Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 12.11.13, 21:22
              > Ale co w zamian? wiem, naturalne konsekwencje ( u nas jak spodnie pochlapane po
              > zabawie w kałużach, to wiadomo - uciekamy do domu, coby przeziębienia nie złap
              > ać),
              A to źle. Trzeba kalosze założyć i spodnie nieprzemakalne i dać się wychlapać. A nawet jak jeansy zamoczy to co? Przeziębienie nie koniec świata, a kałuże takie fajne...

              ale jaka jest naturalna konsekwencja niespełnienia prośby o spuszczenie nó
              > g z kanapy (pomijam buty na kanapie, których nie lubimy)
              yyyy.... zdjąć buty z nóg? Chyba mi nie powiesz, że Ty też sztywno na kanapie siedzisz, z kolankami złączonymi i nóżkami grzecznie na dywanie....
              Zamiast go prosić o zdjęcie nóg z kanapy, trzeba było powiedzieć wprost - "nie kop brata".

              odmowy pójścia do
              > WC? w mokrych spodniach ma siedzieć w konsekwencji?
              umowa z wc przy trzylatku jest co najmniej śmieszna.... i Tobie to pani psycholog poleciła? dyskusyjna kwestia...
              Jak zasika spodnie to mu zmieniasz, nie? Tzn najpierw idziesz z nim do kibelka, wysadzasz, a potem spodnie przebierasz. Bo tak, to zwyczajnie się nad dzieckiem pastwisz....

              Metoda kar jak widzisz nie działa.
              Zamiast słuchać rad pani pseudo-psycholog poczytaj żyrafę:
              wswieciezyrafy.blogspot.nl/
              • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 13.11.13, 07:09
                oczywiście, że biegał w kaloszach i spodniach przeciwdeszczowych - mam wrażenie, że czepiasz się dla samego czepiania.
                A jak złapie przeziębienie, to ktoś będzie musiał z nim zostać w domu, bo go nie zaprowadzę do p-kola. A oboje z mężem pracujemy i i tak często korzystamy z opieki...itd.


                > ale jaka jest naturalna konsekwencja niespełnienia prośby o spuszczenie nó
                > > g z kanapy (pomijam buty na kanapie, których nie lubimy)
                > yyyy.... zdjąć buty z nóg? Chyba mi nie powiesz, że Ty też sztywno na kanapie s
                > iedzisz, z kolankami złączonymi i nóżkami grzecznie na dywanie....
                > Zamiast go prosić o zdjęcie nóg z kanapy, trzeba było powiedzieć wprost - "nie
                > kop brata".

                nie, nie siedzę sztywno na kanapie i jemu też nie każę. Wręcz przeciwnie, zdaniem niektórych;) nawet młody za dużo może na tej kanapie.
                nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Jeśli proszę dziecko o zdjęcie butów (nie kopanie brata), a ono po 10razie nie wypełnia polecenia, to jaka powinna być konsekwencja DLA NIEGO, nie dla mnie (pomijam, że od dawna sam umie założyć i zdjąć paputki)?
                Uważasz, że nie powiedziałam, żeby nie kopał nas i brata?


                > umowa z wc przy trzylatku jest co najmniej śmieszna....

                dlaczego? w kilku innych kwestiach również mamy umowy różne i efekt jest OK.

                i Tobie to pani psychol
                > og poleciła?

                nie, poleciła 'konsekwencję' za 'przewinienie', czyli jest 'przewinienie', ma ponieść konsekwencję, najlepiej naturalną.


                > Jak zasika spodnie to mu zmieniasz, nie? Tzn najpierw idziesz z nim do kibelka,
                > wysadzasz, a potem spodnie przebierasz. Bo tak, to zwyczajnie się nad dzieckie
                > m pastwisz....

                młody sam chodzi do WC; zwykle...
                • mad_die Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 13.11.13, 21:37
                  Ja się niczego nie czepiam.

                  > nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Jeśli proszę dziecko o zdjęcie butów (nie k
                  > opanie brata), a ono po 10razie nie wypełnia polecenia, to jaka powinna być kon
                  > sekwencja DLA NIEGO, nie dla mnie (pomijam, że od dawna sam umie założyć i zdją
                  > ć paputki)?
                  No to prosisz, czy wydajesz polecenie - bo to różnica jest zasadnicza....
                  Jak prosisz, to wiadomo - dziecko prośby może nie posłuchać.
                  Jak wydajesz polecenie, to chyba rodzina z wojskiem Ci się pomyliła ;)
                  Gdyby moje dziecko skakało po kanapie (w butach, czy bez) to bym powiedziała, że "kanapa nie jest do skakania, jak chce skakać, to niech zejdzie". Zwykle trzeba powiedzieć ze 2-3 razy i działa. Gdyby nie zadziałało, wtedy usuwam delikwenta własnoręcznie z kanapy. Płacz tulę i tłumaczę, że skakać można po podłodze. Zwykle działa. Gdyby nie podziałało, to patrzę, która godzina - jak późna, to znaczy, że co bym nie powiedziała, i tak nie podziała, bo dziecko zmęczone i trzeba iść spać. I to sprawdza się zawsze. Szukanie pierwotnej przyczyny zachowania.

                  > Uważasz, że nie powiedziałam, żeby nie kopał nas i brata?
                  Jakoś tego nie doczytałam nigdzie.... Ale może źle czytałam.

                  > > umowa z wc przy trzylatku jest co najmniej śmieszna....
                  >
                  > dlaczego? w kilku innych kwestiach również mamy umowy różne i efekt jest OK.
                  No to może tamte kwestie on ogarnia, a wc nie - jeszcze nie... Nie można zrobić odstępstwa tu i tam, od czasu do czasu?

                  > nie, poleciła 'konsekwencję' za 'przewinienie', czyli jest 'przewinienie', ma p
                  > onieść konsekwencję, najlepiej naturalną.
                  Dobrze, a co to za przewinienia? Zasikane majtki?

                  >
                  > młody sam chodzi do WC; zwykle...
                  No właśnie, zwykle. A może właśnie wtedy potrzebował Twojej asysty? Tak trudno się nad dzieckiem pochylić?
                  • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 14.11.13, 07:05
                    > No to może tamte kwestie on ogarnia, a wc nie - jeszcze nie... Nie można zrobić
                    > odstępstwa tu i tam, od czasu do czasu?

                    można, oczywiście;) kłopot w tym, że JEMU SIĘ PRZECIEŻ NIE CHCE siku (pomimo, że majtki mokre). do tego dochodzi marudząco-jęcząco- lękowo-separacyjny:) roczniak...

                    > > nie, poleciła 'konsekwencję' za 'przewinienie', czyli jest 'przewinienie'
                    > , ma p
                    > > onieść konsekwencję, najlepiej naturalną.
                    > Dobrze, a co to za przewinienia? Zasikane majtki?

                    'przewinienie' wg tej 'koncepcji' to pewnie odmowa pójścia do WC, a konsekwencja - mokre spodnie i majtki? sama nie wiem, ta 'koncepcja' jakaś dla mnie niejasna (mam na myśli wyciąganie konsekwencji za przewinienie)

                    > No właśnie, zwykle. A może właśnie wtedy potrzebował Twojej asysty? Tak trudno
                    > się nad dzieckiem pochylić?

                    czytałaś, że jemu się wcale siku nie chciało?;)
              • Gość: tuszeani Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.13, 18:36
                > Jak zasika spodnie to mu zmieniasz, nie? Tzn najpierw idziesz z nim do kibelka,
                > wysadzasz, a potem spodnie przebierasz. Bo tak, to zwyczajnie się nad dzieckie
                > m pastwisz....
                Niezmiennie zazdroszczę tym, którzy swoim dzieciom spodnie zmieniają "po prostu" :) U nas zawsze jest o to potworna walka i wymuszenie zmiany spodni byłoby dopiero apogeum konfliktu. Młody zdecydowanie woli siedzieć w całkiem nawet przesikanych, nie przeszkadza mu to kompletnie i walczy o te mokre spodnie z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy.
                U nas zdecydowanie lepiej działa pozostawienie mokrych spodni w spokoju i powrót do tematu po opadnięciu emocji. W każdym razie mokre spodnie to żadna konsekwencja, bo Młodemu w niczym nie przeszkadzają (na spacer też chętnie w takich wyjdzie).

                A co do przeziębienia, łączę się w bólu z autorką wątku - sama co chwila muszę podejmować decyzję, czy odpuścić (co u nas niemalże gwarantuje kolejny tydzień spędzony w domu razem z którymś z rodziców na zwolnieniu) czy walczyć o tę zmianę spodni, przebranie po spoceniu / zalaniu wodą w zimny dzień, ubranie w piżamę po kąpieli itp. Bardzo chciałabym odpuszczać w tych sprawach, ale niestety na więcej zwolnień nie możemy sobie pozwolić, co oczywiście dla trzylatka nie jest żadną motywacją.
                Z podobnej kategorii tematem jest konflikt interesów na spacerze w zimowe miesiące. Zasadniczo nie boję się płaczu dziecka, ale ryk protestu na mrozie równa się u nas zapaleniu płuc, a nie zawsze udaje się zapobiec pojawieniu się konfliktowej sytuacji. Dla mnie oczywiste, że w takich sytuacjach reaguję nieco inaczej i ważniejsze jest dla mnie niedopuszczenie do ryku niż osiągnięcie doraźnego efektu wychowawczego ;)
        • Gość: domza2 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.rzeszow.vectranet.pl 12.11.13, 13:48
          Moim zdaniem obrażanie się na trzylatka z powodu rzucenia pluszowym kotem nie są zbyt dojrzałe, ale może to tylko moje zdanie, ja się po prostu stykam z zachowaniami zupełnie innego kalibru i rzucenia kotem pewnie bym nie zauważyła.
        • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 12.11.13, 18:51
          Gość portalu: pola_mama napisał(a):

          > Pytanie, czy ja, jako rodzic nie mam prawa do własnych emocji?
          Alez oczywiście że masz/. Pytanie do Ciebie. Czy jako dorosła nie powinnaś sobie z nimi radzić lepiej niż dziecko?

          > tzn. jeśli ktoś
          > we mnie czymś rzuca, to budzi to mój sprzeciw i nie mam ochoty z tą osobą przebywać.
          Pytanie. Dlaczego to wzbudza w Tobie aż tyle emocji? Nie wydaje Ci się to nieco niedojrzałe?
    • Gość: mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.hist.uj.edu.pl 12.11.13, 11:24
      Na początek polecam Juula - "Życie w rodzinie". Fantastyczna publikacja. O ile sama nie do końca solidaryzuję się z tzw. rodzicielstwem bliskości, o tyle publikacje Juula są mi baaardzo bliskie. W powyższej facet fajnie pokazuje, jak rozsądnie pogodzić prawa i granice całej rodziny i jak rozmawiać z dzieckiem, by nas w kwestiach naprawdę istotnych (bicie brata) słuchało, ale tak, by go nie krzywdzić i nie poniżać. Daleki od "dzieciocentryzmu", wyważony, ale kładący także silny nacisk na wzajemny szacunek i poszanowanie godności dziecka, z którym my - wychowani zwykle w całkowitym zaprzeczeniu podstawowych praw i potrzeb dzieci, z pogwałceniem naszej godności, bo przecież to starszym "należy się szacunek" - mamy mimo szczerych chęci spore problemy. Fajnie, że ciągle szukasz rozwiązań :-) I nastaw się na miażdżącą krytykę ze strony mamy i teściowej ;-))) No bo jakże to? Dziecko jakieś prawa ma??? ;-p

      Spróbuj mówić do dziecka bardziej ludzko, choć w istotnych momentach stanowczo. Trochę mało empatii bije z tego, co przytoczyłaś. I bardziej zrozumiale! "Andrzejku, masz mokre spodnie, chodź szybko do łazienki i wysiusiaj się". "Nogi na dół", "proszę do łazienki", "a jak sądzisz" - dziecko tego może najzwyczajniej na świecie nie rozumieć - nie wspominając już, że takie hasła rodzą potworny bunt i poczucie krzywdy.

      Kąt moim zdaniem niczego nie rozwiązuje - pamiętasz własne dzieciństwo? Gdy Cię tam stawiali rzeczywiście "przemyśliwałaś", czy ziałaś wściekłością na cały świat i jeszcze bardziej buntowałaś się?

      "Zdzisiu,natychmiast przestań kopać brata, jego to boli, zrobisz mu krzywdę" - w takiej sytuacji moim zdaniem głos podniesiony, ale nie tak w nerwach, tylko w taki sposób, jakbyś to zrobiła, gdyby coś mu groziło. Mały ma poczuć, że boisz się o bezpieczeństwo drugiego dziecka i że ono cierpi, a nie, że to jakiś zakaz bo zakaz i na dodatek jesteś wkurzona. Na spokojnie możesz też walnąć wtedy pogadankę, że absolutnie, przenigdy nikogo nie bijemy i nie kopiemy, a jeśli ktoś zrobi krzywdę nam, to mówimy mamie. No i sami się stosujemy! Jeśli nie chcemy, by dziecko używało przemocy za nic na świecie nie klapsujemy, nie szarpiemy, niczym nie rzucamy w złości. Hasło "nogi na dół" rodzi przekorę - dziecko zwykle zaczyna robić właśnie na odwrót. Moi rodzice w takiej sytuacji lali mnie, czym popadło i gdzie popadło - brudną ścierą po twarzy, no bo przecież jak to, jak dziecko śmie być przekorne - ono ma chodzić "jak w zegarku". Chyba nie o to nam chodzi, prawda? :-) Moim zdaniem rodzina to nie wojsko, a dom - nie poligon :-)

      Ja skończyłabym z karami typu "idziesz sam spać" - wiesz, to trochę wygląda, jak zemsta na dziecku za niewłaściwe zachowanie. Nie wiem też, czy jesteś tego świadoma i tak właśnie chcesz, ale sytuacja z dyskusją podczas kąpieli to zwykłe łamanie woli dziecka. Zależy Ci, żeby samo coś powiedziało, przyznało się i "nabrało pokory" - po co? Człowiek upokarzany się broni. Jeśli już chcesz w ogóle stosować takie kary, a w takiej sytuacji konsekwentnie utrzymać "decyzję" powiedz po prostu: "nie będę Cię usypiała, ponieważ uderzyłeś mnie i bardzo mnie to bolało". Tyle, że jeśli bardzo chcesz karać nadal, to ogranicz to może do rzeczywiście istotnych spraw (bicie innych ludzi, krzywdzenie psa/kota, coś w ten deseń?), a zrezygnuj z kar za błahostki typu rzucanie zabawką? Syn znalazł sobie całkiem niezły sposób na wyładowanie złości - rzucając pluszakiem nikogo nie krzywdzi, a daje upust złości, do której przecież ma prawo (tak, wiem - mnie także bito za okazywanie złości - kiedyś dzieci nie miały do tego prawa; na szczęście tamte czasy minęły i oby podobne metody wymarły z pokoleniem, które je stosowało).

      Aha! Żebyśmy jasność mieli - ja swoje dzieci karzę. Gdy dwulatka wylewa farby i rozmazuje je skrupulatnie po stoliku i krześle, poza gazetami, którymi były zabezpieczone - dostaje do łapy ścierę i sprząta :-) Zwykle wydaje z siebie: "łeee, psątać, a cemu?", po czym pucuje przyśpiewując sobie piosenkę z bajki o dinozaurze Barney'u: "psątać miło, miło". Bardzo się z mężem staramy, żeby się nie śmiać ;-p Gdy dzieciaki uchlapią się w kałużach muszą zakończyć harce podwórkowe i wracać do domu, aby się nie przeziębić. Oczywiście bez uszczypliwości i "stanowczo zakazuję", tylko tak po prostu: "szybciutko do domku, bo będziemy chorzy i nie będziemy mogli wychodzić na dwór. I do lekarza trzeba będzie chodzić. A jak się nazywają słuchawki lekarza?" i td. Dzieci mam czworo - od lat dwóch do sześciu. Oczywiście moi rodzice uważają mnie za najgooorszą matkę pod słońcem. ;-p A dwulatka (równe 24 miechy) wychodząc ze sklepu melduje do kasjerki: "Dziekuje baldzo, do widzenia Pani".
      • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 12.11.13, 11:44
        [quote]I nastaw się na miażdżącą krytykę ze strony mamy i teściowej ;-))) No b
        > o jakże to? Dziecko jakieś prawa ma??? ;-p[/quote]

        chleb powszedni;)

        [quote]Spróbuj mówić do dziecka bardziej ludzko, choć w istotnych momentach stanowczo.
        > Trochę mało empatii bije z tego, co przytoczyłaś.[/quote]

        wiesz, myśmy go z mężem pytali chyba ze 100razy, czy nie chce siusiu. I on zaprzeczał, dopóki nie okazało się, że już ma mokre spodnie, a nadal zaprzeczał.

        Ja w kącie nie stałam nigdy, więc trudno mi się odnieść:) z synem jest natomiast tak, że zawsze są dwa ostrzeżenia i wtedy mówię "mówię po raz ostatni, pójdziesz do kącika przemyśleń, jeśli będę musiała powtórzyć raz jeszcze'.

        Co do tłumaczenia, to przez ostatni rok tłumaczę po 100razy, że brata boli, kiedy go kopie. Z resztą mam wrażenie, że to nie było złośliwie, tylko dla zabawy 'latał' po kanapie i kilka razy młodszy dostał butem przed nosem...To było raczej profilaktyczne. On doskonale wie, że nie wolno mu bić/kopać/szarpać ani brata ani kolegów ani nas. Nie w tym problem.

        Ja dostalam pluszakiem ( z baterią w środku:P ) ale to mogło być coś innego.
        Poza tym nie pozwalam w siebie rzucać niczym i syn to wie i wiedział zanim we mnie rzucił.
        Myślę, że podczas kąpieli nie karałam go dodatkowo - my zawsze gadamy, kiedy młody się pluska. O wielu sprawach, niektórych całkiem poważnych. Rozmowy typu 'Ty mi powiedz dlaczego' w naszym wydaniu nie są 'nie-empatyczne'. Młody raczej lubi takie 'burze mózgów'.
        • Gość: mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.hist.uj.edu.pl 12.11.13, 11:55
          No to pozostaje przemyśleć kwestię kącika przemyśleń i uzbroić się w cierpliwość, bo różnie z dziećmi bywa. One zwykle robią coś, czego nie wolno, zanim zdążą sobie przypomnieć, że nie wolno. Powtarzać, powtarzać, aż język skołowacieje. W końcu zapamiętają. Sto razy będą pamiętać, za sto pierwszym zapomną - powtórzysz i skutek znowu osiągniesz na sto razy :-) Tak samo, jak my - wiemy, że nie wolno, ale tym razem tak bardzo się spieszymy, tramwaju nie widać na kilkaset metrów w obie strony, więc przeskakujemy te nieszczęsne tory na czerwonym świetle ;-) Ten jeden raz, później znów pamiętamy i jesteśmy grzeczni ;-)

          A że uparcie zaprzeczał... Pewnie wcześniej nie czuł tego siusiu, a później było mu wstyd, że się zlał i co gorsza - że mieliście rację. Nikt nie lubi, gdy okazuje się, że to ten drugi miał rację ;-) Dziewczyny podały już parę fajnych sposobów na "ominięcie" problemu. Wiem, o...pieć można przy dwójce małych dzieci. Pomyśl sobie wtedy, że inni mają gorzej ;-))) I że one szybko przestaną marudzić, sikać w gacie, stawać okoniem - po prostu dorosną :-)
        • aqua48 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 12.11.13, 11:59
          Gość portalu: pola_mama napisał(a):

          > wiesz, myśmy go z mężem pytali chyba ze 100razy, czy nie chce siusiu. I on zapr
          > zeczał, dopóki nie okazało się, że już ma mokre spodnie, a nadal zaprzeczał.

          Trzylatki tak mają - często nie uświadamiają sobie zasady działania własnego pęcherza, dla dziecka to trudne. A pójście do toalety to czas stracony. No i trzeba się przyznać do potrzeby, a to trochę wstyd, czy co?. Ja bym nie kazała dziecku chodzić samemu, tylko regularnie brała ze rękę i prowadziła - na zasadzie chodź, spróbujemy czy Ci się chce, czy nie.


          > Co do tłumaczenia, to przez ostatni rok tłumaczę po 100razy, że brata boli, kie
          > dy go kopie. Z resztą mam wrażenie, że to nie było złośliwie, tylko dla zabawy
          > 'latał' po kanapie i kilka razy młodszy dostał butem przed nosem

          Lepiej było młodego usunąć starszemu spod buta, zamiast karać starszaka. Odsuwaj młodego od starszego, żeby każdy z nich miał więcej miejsca wokół siebie. Sadzaj po przeciwnych stronach stołu, lub ustawiaj po swoich dwóch bokach tak aby nie mogli się łatwo dosięgnąć i przyłożyć sobie po bratersku. To najlepsza metoda.

          A zamiast karać nie utuleniem do snu trzeba było schować zabawkę, którą w Ciebie rzucił - Rzucasz? to nie masz zabawki. Do pudła, na szafę, czy pawlacz. Oddasz jak przez cały dzień będzie grzeczny.
          Też uważam, że dziecku utulenie i czytanie przed snem się należy tak jak jedzenie.
          • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 12.11.13, 12:05
            Co Ty! on nie pójdzie, bo przecież JEMU SIĘ NIE CHCE. I zrobiła się awantura zakończona rzutem kotem.

            Młody jeszcze jest głuptas i leci do starszego brata jak ćma do ognia. A starszy wie, że na kanapie nie fikamy ( a w butach to już na pewno nie), bo przecież i my tam siedzimy, a dostać z buta raczej mało fajnie.

            kot jest własnością młodszego i nie sądzę, żeby zabranie go było dla starszego tragedią. Rzucił kotem, bo kot był pod ręką. W ogóle zastanawiam się na ile skuteczne jest chowanie zabawki, skoro dzieciaki mają ich tak wiele...Generalnie dzieciaki, niekoniecznie nasze...
            • Gość: Kinderczekolada Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.158.217.147.pat.umts.dynamic.t-mobile.pl 12.11.13, 12:12
              Moze w tej sytuacji trzeba było wziąć go za rękę, kucnac i z kamienną twarzą powiedziec krótko, acz bardzo stanowczo "To co zrobiłeś bardzo mnie zabolalo, zabraniam ci rzucać we mnie zabawkami".
              Taka surowa, chmurna mina, jesli jest czymś wyjątkowym na Twojej twarzy, moze zadziałać bardzo mocno.
              • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 12.11.13, 12:20
                na szczęście taka mina póki co jest nieczęsta i może masz rację - może to by wystarczyło. A tak dostał karę nieadekwatną do przewinienia.
            • mad_die Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 12.11.13, 21:39
              > Co Ty! on nie pójdzie, bo przecież JEMU SIĘ NIE CHCE. I zrobiła się awantura za
              > kończona rzutem kotem.
              No jasne, że nie pójdzie, bo ma TRZY lata....
              Ty musisz iść z nim.
              I nie robić z tego afery...

              > Młody jeszcze jest głuptas i leci do starszego brata jak ćma do ognia. A starsz
              > y wie, że na kanapie nie fikamy ( a w butach to już na pewno nie), bo przecież
              > i my tam siedzimy, a dostać z buta raczej mało fajnie.
              Młody nie jest głuptas, od doskonale wie, że to jego starszy brat i starszy brat jest dla niego ikoną, ideałem, wzorem. On go ubóstwia. Tzn inaczej, ubóstwiałby, gdybyś TY inaczej postępowała....
              To co teraz robisz doprowadzi szybciej niż myślisz do nienawiści pomiędzy braćmi.
              Poczytaj "Rodzeństwo bez rywalizacji" - KONIECZNIE!
              Co z tego, ze starszy wie, że na kanapie nie fikamy, kiedy to właśnie fikanie na kanapie jest takie faaaaajne! Ja stara jestem i wiem, że czekolada w biodra wchodzi i jak zjem pół opakowanie to mnie zemdli, a i tak zjadam, bo lubię :P
              Buty zdejmij dziecku, to primo.
              I daj pofikać trochę, bez brata w polu rażenia. A potem się dzieckiem ZAJMIJ, bo skakanie po kanapie to zwykła oznaka nudy.... i próba zwrócenia na siebie uwagi.
              A jak Ty tam siedzisz i Ci to skakanie wadzi, to mówisz spokojnie "kanapa nie jest do skakania, chcesz skakać, skacz po dywanie" i pomóż mu zejść na podłogę.

              W sprawie kota - reagujesz od razu, na poziomie dziecka i mówisz, że nie rzucamy zabawkami, bo można krzywdę komuś zrobić, w oko uderzyć i ktoś widział nie będzie i będzie go bolało, albo szybę w oknie stłuc i zimno w domu będzie, albo zbić telewizor i bajki nie będzie, po czym przechodzisz do normalności, nie dajesz gadki umoralniającej podczas kąpieli, po co pastwić się nad dzieckiem znowu? żeby Ci ulżyło?
              • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 13.11.13, 07:16
                > Młody nie jest głuptas, od doskonale wie, że to jego starszy brat i starszy bra
                > t jest dla niego ikoną, ideałem, wzorem. On go ubóstwia. Tzn inaczej, ubóstw
                > iałby
                , gdybyś TY inaczej postępowała....
                > To co teraz robisz doprowadzi szybciej niż myślisz do nienawiści pomiędzy braćm
                > i.

                rzucasz ogólnikami i nie bardzo wiem, co masz na myśli i do czego mam się odnieść.

                Młodszy ze starszym się na wzajem uwielbiają (szczególnie, jak można porozrabiać).
                To, że też się czasami szarpią, to inna sprawa.
                Nie bardzo wiem, co masz na myśli. Tak, jak chronimy młodszego przed starszym, tak samo robimy kiedy młodszy chce pacać starszego. Raczej póki co nie odnotowałam kłopotów z rywalizacją między nimi.

                > W sprawie kota - reagujesz od razu, na poziomie dziecka i mówisz, że nie rzucam
                > y zabawkami, bo można krzywdę komuś zrobić, w oko uderzyć i ktoś widział nie bę
                > dzie i będzie go bolało, albo szybę w oknie stłuc i zimno w domu będzie, albo z
                > bić telewizor i bajki nie będzie, po czym przechodzisz do normalności,

                propozycja super, ale w warunkach spokoju, a nie wojny....Jednak zważywszy na fakt, że zdarzenia : skoki na kanapie - siku w spodniach - rzut kotem następowały po sobie co jakieś 2-3minuty, trudno wymagać, że z anielskim uśmiechem wygłoszę taką mowę, skoro byłam już wściekła.
                • Gość: mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.play-internet.pl 13.11.13, 11:23
                  Tyko spokojnie ;-p Też tu kiedyś o radę prosiłam i co poniektóre mądrale miałam ochotę piraniom rzucić na pożarcie ;-p Odsiej dla siebie dobre rady (zdarzają się - zwłaszcza na fajną literaturę można czasem trafić), resztę olej. Dziewczyny się nudzą sfrustrowane, to se ulżyć muszą na innych ;-p Szkoda byłoby zrazić się do forów tylko dlatego, że komuś nie chciało się przeczytać całego wątku lub nie zrozumiał Twoich wypowiedzi i każde próby działań wychowawczych odczytują jako jawny atak na dzieciasa. Tym bardziej, że niektóre spośród dziewczyn uważają chyba, że ich prawda jest najichniejsza, a ich metody pracy z dzieckiem - najdoskonalsze. Nie piję bynajmniej do przedmówczyni tylko tak w eter - do wszystkich co bardziej napastliwych postów. Pozdrowionka :-)
                • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 13.11.13, 11:42
                  Gość portalu: pola_mama napisał(a):

                  > To, że też się czasami szarpią, to inna sprawa.
                  > Nie bardzo wiem, co masz na myśli. Tak, jak chronimy młodszego przed starszym,
                  > tak samo robimy kiedy młodszy chce pacać starszego. Raczej póki co nie odnotowa
                  > łam kłopotów z rywalizacją między nimi.
                  Luz. Po prostu masz odpowiedzi adekwatne do tego jak przedstawiłaś tę sytuację ;) Wdech wydech....

                  > propozycja super, ale w warunkach spokoju, a nie wojny....Jednak zważywszy na f
                  > akt, że zdarzenia : skoki na kanapie - siku w spodniach - rzut kotem następował
                  > y po sobie co jakieś 2-3minuty, trudno wymagać, że z anielskim uśmiechem wygłos
                  > zę taką mowę, skoro byłam już wściekła.
                  I tu znów pozwolę sobie przypomnieć. Jak możesz uważać, że poradzisz sobie z wściekłością dziecka, skoro ze swoją radzisz sobie z trudem (albo wcale, bo byłaś na niego wściekłą jednak dość długo). Radzenie sobie z własnymi emocjami naprawdę pomaga gdy ma się na stanie dziecko w tym wieku.
                • mad_die Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 13.11.13, 21:47
                  Być może źle zinterpretowałam opis braci - nazywanie jednego głuptasem, drugiego upartym (bo nie chce zrobić tego, co mu nakazujesz).
                  Co nie zmienia mojego zdania w kwestii lektury - jak nie czytałaś Faber i Mazlish, to koniecznie przeczytaj.

                  > propozycja super, ale w warunkach spokoju, a nie wojny....Jednak zważywszy na f
                  > akt, że zdarzenia : skoki na kanapie - siku w spodniach - rzut kotem następował
                  > y po sobie co jakieś 2-3minuty, trudno wymagać, że z anielskim uśmiechem wygłos
                  > zę taką mowę, skoro byłam już wściekła.
                  No wojny dziecko na pewno zaczynać nie chciało....
                  A jeśli Ty byłaś wściekła, to trzeba było to zakomunikować dziecku natychmiast po zaistniałej sytuacji i nie znęcać się nad nim w burzy mózgów podczas kąpieli...
                  • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 14.11.13, 07:08
                    > Być może źle zinterpretowałam opis braci - nazywanie jednego głuptasem, drugieg
                    > o upartym (bo nie chce zrobić tego, co mu nakazujesz).

                    źle zinterpretowałaś.

                    > A jeśli Ty byłaś wściekła, to trzeba było to zakomunikować dziecku natychmiast
                    > po zaistniałej sytuacji i nie znęcać się nad nim w burzy mózgów podczas
                    > kąpieli...

                    to już ustaliliśmy i przyznałam, że 'kara' była nieadekwatna.
        • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 12.11.13, 19:35
          Gość portalu: pola_mama napisał(a):

          > Ja dostalam pluszakiem ( z baterią w środku:P ) ale to mogło być coś innego.
          > Poza tym nie pozwalam w siebie rzucać niczym i syn to wie i wiedział zanim we m
          > nie rzucił.
          Dzieci są impulsywne. Nie panują nad emocjami. Że coś jest zabronione przypominają sobie po fakcie.

          > Myślę, że podczas kąpieli nie karałam go dodatkowo
          Owszem. Karałaś.

          > Rozmowy typu 'Ty mi powiedz dlaczego'
          Rozmowy tego typu są bez sensu. Ty się lubisz tak sama oskarżać w rozmowie z kimś? IMO o wiele lepiej jest po prostu powiedzieć dziecku: "nie podobało mi się...", "Było mi przykro..." itp, zamiast go tak maglować. Takie rozmowy od nowa wzbudzają w dziecku negatywne emocje (kolejne i to Ty jesteś wtedy za nie odpowiedzialna). One niczego nie uczą wbrew temu co się niektórym wydaje.

          > w naszym wydaniu nie są 'nie-empatyczne'.
          Są nieempatyczne z założenia, bo wymagają od dziecka aktu pokuty, Po co?

          > Młody raczej l
          > ubi takie 'burze mózgów'.
          Tak w podanym przykładzie było to bardzo wyraźnie widać.
    • a.nancy Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 12.11.13, 14:01
      > - kąpiel; ' a będziesz mnie usypiać?' 'a jak sądzisz?' 'będziesz?''nie', 'a dla
      > czego?' 'ty mi powiedz' ' bo rzuciłem cię kotem'. Płacze. Później płakał w łóżk
      > u, mąż do niego poszedł. Zasnął zasmarkany i zapłakany.

      a to już jest okrutne.
    • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 12.11.13, 18:44
      Gość portalu: pola_mama napisał(a):

      > Mam wrażenie, że z jednej strony mówię do syna po 10 razy, a on nic sobie z teg
      > o nie robi. Z drugiej strony w pogoni za konsekwencją idę w złą stronę.
      Zawsze powtarzam, że konsekwencja jest przereklamowana.

      > po rozmowie ze znajomą psycholożką wprowadziłam zasadę, że mówię 2 razy, a za 3
      > razem syn idzie do karnego kąta celem przemyśleń.
      Zmieniłabym psychologa na początek. Poza tym od rozkazów lepszy jest język osobisty. Zamiast "przestań" "Powiedz nie chcę..." Ni zadziała od razu ale wywołuje mniejszy opór.

      > - syn siedzi na kanapie, kopie młodszego. Mówię: nie kop brata, nogi na dół. os
      > tatecznie syn ląduje w kąciku.
      A ja na Twoim miejscu zabrałabym młodszego i się nim zajęła.

      > - widzę, że ma podsiusiane spodnie. Mówię 'idź siusiu!' 'nie, nie chce mi się',
      > 'widzę, że masz mokre spodnie, proszę do łazienki' 'nie chce mi się siusiu', '
      > w tej chwili!' Idzie, po czym rzuca we mnie zabawką. " idziesz dziś sam spać (w
      > sensie nie będzie czytania przed snem)" Płacze.
      Jesteś mamą czy kapralem?

      > - kąpiel; ' a będziesz mnie usypiać?' 'a jak sądzisz?' 'będziesz?''nie', 'a dla
      > czego?' 'ty mi powiedz' ' bo rzuciłem cię kotem'. Płacze. Później płakał w łóżk
      > u, mąż do niego poszedł. Zasnął zasmarkany i zapłakany.
      Brak mi słów. Został ukarany za to, że nie umie się jeszcze kontrolować z siusianiem, a Ty nie potrafiłaś być dość dyskretna by nie robić z tego afery i nie upokarzać go ogłaszając całemu światu, że się zlał... Zastanów się w jakim stopniu sama się przyczyniasz do zaostrzenia sytuacji.
      • verdana Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 12.11.13, 21:21
        Przede wszystkim piszesz o trzylatku, jakby był o wiele starszym dzieckiem i wymagasz od niego zachowań znacznie starszego dziecka. Trzylatek jak najbardziej ma prawo sie posiusiać, nawet pytany 100 razy czy nie chce siusiu. To jest norma rozwojowa. Można nie być zachwyconym, OK, ale nie można za to karać, ani oczekiwać, że będzie lepiej, bo dziecko sie "zmobilizuje". Musi dorosnąć, a nie podjąć decyzję. Masz młodsze dziecko, to starszy wydaje Ci sie niemal dorosły, a on jest bardzo mały.
        Psycholog trafił Ci sie sadysta - to, co zalecił jest tresurą, nie wychowaniem. Uczy dziecko co gorsza rzeczy fatalnej - bezwzględnego posłuszeństwa. Dziecko czasem powinno robić co każą, a czasem negocjować. Puszczanie mimo uszu też bywa konieczne dla komfortu psychicznego. Nie chcesz chyba wychować dziecka, które zawsze robi to, co starsi każą? Ja bym zaczęła od zakupu zeszycika i bardzo starannych notatek - za KAŻDYM razem, gdy wydasz polecenie każdemu z dzieci, stawiaj kreskę. Za każdym razem, gdy ukażesz starszego za niewykonanie polecenia - też. Po tygodniu zobaczysz, czy syn w ogóle ma jakiekolwiek szanse nie siedzieć cały dzień w kacie czy na karnym jerzyku. Być może nie zdajesz sobie nawet sprawy, z ilości poleceń. Przy czym młodszy brat , jak mniemam, poleceń dostaje mniej , a i wykonać ich nie musi. Starszak jest za mały, aby nie uznać tego za skrajnie niesprawiedliwe. Jeśli dziecko jest karane częściej, niz raz na tydzień - to kara się dewaluuje , dziecko i tak wie, ze wcześniej czy później zostanie ukarane, już mu sie nie opłaca starać.
        No i wreszcie rzut kotem. W wypadku rzutu kotem należy wrzasnąć na dziecko, jak jesteś naprawdę wściekła powiedzieć "Boli mnie, jestem zła, dziś nie będę ci czytała". (Zresztą brak czytania to kara bardzo ciężka, ja pamiętam swoją 50 lat, nawet pamiętam za co - mama miała rację, ale to było ciężkie przewinienie). Natomiast NIGDY nie prowadź rozmów tego typu "> - kąpiel; ' a będziesz mnie usypiać?' 'a jak sądzisz?' 'będziesz?''nie', 'a dla
        > czego?' 'ty mi powiedz' ' bo rzuciłem cię kotem'. Płacze. Później płakał w łóżku
        > u, mąż do niego poszedł. Zasnął zasmarkany i zapłakany. " NIGDY, niezależnie od tego czy dziecko ma lat trzy, czy trzynaście nie wymagaj samooskarżania się. To jest upokorzenie, zbędne i w dodatku w efekcie dziecko nie jest juz smutne, ze uderzyło mamę, tylko na nią wściekłe.
        A poza tym Biblia mówi "Niech noc nie zachodzi nad gniewem twoim". Nie jestem osobą wierzącą, ale nie bez przyczyny takie zdania znalazło się w świętej księdze, jako zalecenie dla ludzi. Nie wolno pozwolić zasnąć tak małemu dziecku bez wybaczenia.

        --
        • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 12.11.13, 23:00
          verdana napisała:

          > Przede wszystkim piszesz o trzylatku, jakby był o wiele starszym dzieckiem i wy
          > magasz od niego zachowań znacznie starszego dziecka.
          Ale to jest pułapka w którą nieuchronnie wpada niemal każdy rodzic, który dorobi się drugiego dziecka ;)
        • morekac Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 13.11.13, 08:37
          To się podpiszę.
          Poza tym mam wrażenie, że za dużo jest tu upominania dziecka, proszenia, marudzenia, a mniej stanięcia dzieciakowi mad głową i dopilnowania, żeby zrobił to, o co prosiłaś. Albo i pomocy przy tym. To jest 3-latek zaledwie. Gdyby był najmłodszy, nie wymagałabyś od niego połowy tych rzeczy, więc nie miałby szansy na bezustanne siedzenie w kącie.
          Poza tym - jeśli już kary, to rzadko i natychmiast, a nie - z odroczeniem egzekucji. Przy natychmiastowej karze - po 15 minutach możecie sobie przebaczyć i zapomnieć o niegrzeczności, a tak macie całe popołudnie zepsute (ty też). Czy zdajesz sobie sprawę, że on miał karę od momentu popełnienia czynu aż do zaśnięcia?
          Brak wieczornego przytulenia to niemal sadyzm w stosunku do dziecka w tym wieku.
          A czy go chwalisz i dziękujesz, jak jest grzeczny albo zrobi coś niemal od razu, czy też uważasz to za oczywistą oczywistość?
          Ponadto życie można sobie ułatwiać. a nie utrudniać. Jeśli dziecko bez przerwy, pomimo bezustannego upominania, przypominania i kwęczenia nad głową coś robi, to oznacza to, że nie dziecko trzeba zmienić, a otoczenie. Czyli albo uniemożliwiasz 'popełnianie zbrodni' albo czyn - po modyfikacji otoczenia - staje się dozwolony.
          Można mieć na kanapę pokrowce i najwyżej prać je często - wtedy dziecko może sobie trzymać nogi na kanapie bez problemu. Tak właściwie - to taki maluch ma na tyle krótkie nogi, że łatwiej i wygodniej mu trzymać je na kanapie niż na podłodze (albo w zwisie). Jeśli chłopaki się kuksają, to ich rozdziel/rozsadź, zajmij się 'napadniętym' - a jeśli sprawa nie rozwija się specjalnie 'krwawo' - nie interweniuj.
          Poza jakimiś innymi udogodnieniami - pokój z dokumentami firmowymi można zamknąć na klucz, dokumenty będą bezpieczniejsze.
          • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 13.11.13, 08:49
            > A czy go chwalisz i dziękujesz, jak jest grzeczny albo zrobi coś niemal od razu
            > , czy też uważasz to za oczywistą oczywistość?

            oczywiście!

            > Można mieć na kanapę pokrowce i najwyżej prać je często - wtedy dziecko może so
            > bie trzymać nogi na kanapie bez problemu.

            pokrowce mamy od początku;) prane średnio 2 razy w tygodniu.
            Ale zasadę mamy taką, że butami nie siadamy na kanapie, bo buty chodzą po całym domu - to dotyczy wszystkich domowników. A ponadto dostać butem w nos, to nie to samo co dostać bosą stopą:)

            Tak właściwie - to taki maluch ma na
            > tyle krótkie nogi, że łatwiej i wygodniej mu trzymać je na kanapie niż na podł
            > odze (albo w zwisie).

            zakładając, że dziecko siedzi na kanapie to tak. Ale to bardzo rzadki stan.

            Jeśli chłopaki się kuksają, to ich rozdziel/rozsadź, zajm
            > ij się 'napadniętym' - a jeśli sprawa nie rozwija się specjalnie 'krwawo' - nie
            > interweniuj.

            no właśnie stan 'bezkrwawo' do 'krwawo' zmienia się w ciągu sekund i wolę dmuchać na zimne. Ponadto jak pisałam, i my siedzieliśmy na tej nieszczęsnej kanapie. No i potencjalny upadek fikającego z kanapy pewno do miłych by nie należał.

            > Poza jakimiś innymi udogodnieniami - pokój z dokumentami firmowymi można zamkną
            > ć na klucz, dokumenty będą bezpieczniejsze.

            jeśli jest taka opcja, to można. Nasze drzwi nie mają zamków, więc nie ma też opcji zamknięcia ich na klucz.
            • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 13.11.13, 08:59
              Wiesz. Strasznie ciężko Ci pomóc. Wygląda na ty, że nie interesują Cię rozwiązania które działają tylko recepta na posłusznego trzylatka. Takie rzeczy to tylko w erze...
              • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 13.11.13, 09:13
                Spoko:) czuję się usatysfakcjonowana postawieniem mnie do pionu i przywróceniem wiary we własną intuicję (czułam, że zasugerowane przez koleżankę metody więcej napsuły niż pomogły, ale myślałam sobie, że może to my źle robimy 'wsłuchując' się w nasze dzieciaki i nie będąc 'konsekwentnymi').
                Pewnie jeszcze kilka razy będę się tutaj radzić, bo generalnie wszystkie odpowiedzi dużo mi dały, dużo do myślenia...
            • morekac Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 13.11.13, 20:14
              Nasze drzwi nie mają zamków,
              Cóż, ludzkość przez wieku wynalazła mnóstwo sposobów zamykania - jakieś skobelki, haczyki czy inne cuda.
              Może dziecko przyswoiłoby ideę zdejmowania kapci prze wejściem na kanapę? Albo pokrowiec powinien być ciemniejszy...
              Po prostu jednak przemyśl sprawę ułatwień w domu w wolnej chwili? (wiem, niełatwo o tę chwilę ;-) )

              Chyba że wolisz przez najbliższych kilka lat zdzierać sobie gardło mówieniem "nie rusz/ nie rób/ nie dotykaj" i szarpać sobie nerwy wychowywaniem dzieci, ostatecznie to twój wybór.
              Wolałabym prać pokrowce na kanapę niż usiłować wymóc na dziecku zachowanie nienormalne dla 3-latkow i roczniaków - tj. grzeczne siedzenie na kanapie. Nierealne po prostu.
    • aleksandra1357 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 13.11.13, 21:35
      O matko święta, zmień psycholożkę!!!
      • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 14.11.13, 07:08
        > O matko święta, zmień psycholożkę!!!

        to moja koleżanka a rady były z poziomu znajomej, a nie specjalisty.
    • aleksandra1357 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 13.11.13, 21:49
      Dziewczyny, Joshima, Verdana i spółka, już napisały bardzo mądrze, nic dodać, nic ująć.
      A ja jeszcze chciałam się podzielić ogólną refleksją. Przeczytałam ostatnio "Wychowanie bez nagród i kar" oraz "Być rodzicem i nie skonać" i te książki otworzyły mi oczy na jeden fakt, którego nie rozumie większość rodziców:
      małe dziecko nie ma funkcji wypełniania poleceń.
      Oczekiwanie od dziecka, że zastosuje się do naszego polecenia/zakazu/nakazu, jest złym punktem wyjścia. Dziecko się nie zastosuje. I wtedy zostaje gniew, obraza, zemsta, kara albo nagroda, przekupywanie, szantaż. A wszystko bierze się stąd, że oczekujemy wykonania polecenia.
      Jeśli już na samym początku uświadomimy sobie, że dziecko nie może wykonywać poleceń, gdyż jego mózg mu na to nie pozwala, od razu zrobi nam się lepiej.

      I, co ciekawe, dziecko, od którego nie wymagamy wykonywania poleceń, zwykle samo z siebie robi, co trzeba, bez próśb i gróźb.

      Taką mam refleksję, jak już po raz któryś widzę na forum wkurzoną matkę, piszącą: "Mówię 3-latkowi, że ma włożyć buty, a on NIE WKŁADA!" No rzeczywiście, szczyt wszystkiego :)
      • el_elefante Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 09:26
        > małe dziecko nie ma funkcji wypełniania poleceń.
        W pewnym momencie to dziecko, choćby i w domu wychowane z poważaniem tego faktu, zetknie się w przedszkolu, a w szkole na pewno z poleceniem i załączonym do niego oczekiwaniem wykonania. Zatem pytanie: w jakim wieku funkcja ta się pojawia? Albo inaczej: kiedy należy ją zacząć budować, żeby własnemu dziecku nie zrobić kuku na przyszłość? Czy może to nie ma znaczenia i dziecku się sama ta funkcja rozwinie naturalnie i bez bólu?
        • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 14.11.13, 09:50
          > W pewnym momencie to dziecko, choćby i w domu wychowane z poważaniem tego faktu
          > , zetknie się w przedszkolu, a w szkole na pewno z poleceniem i załączonym do n
          > iego oczekiwaniem wykonania. Zatem pytanie: w jakim wieku funkcja ta się pojawi
          > a? Albo inaczej: kiedy należy ją zacząć budować, żeby własnemu dziecku nie zrob
          > ić kuku na przyszłość? Czy może to nie ma znaczenia i dziecku się sama ta funkc
          > ja rozwinie naturalnie i bez bólu?

          dobre pytanie w sumie...

          i jeśli od 3 latka w domu nie egzekwować wypełniania poleceń (no bo rodzina nie wojsko, jak któraś napisała), to co, kiedy w p-kolu panie wymagają, żeby młody robił to tamto albo tego czy tamtego nie robił?
          Swoją drogą syn mówił mi, że ostatnio siedział w kącie, bo kopał/kopnął kolegę...
        • Gość: Kinderczekolada Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.205.45.35.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 14.11.13, 11:49
          No wlasnie tez nasunelo mi sie takie pytanie.
          Spodziewam sie odpowiedzi w stylu, ze nigdy, bo taka funkcja jest niepotrzebna, wystarczy wewnetrzna motywacja, wiec dopytam sie jeszcze czy Waszym zdaniem, zawsze motywacja wewnętrzna powstanie na czas i czym wtedy ja zastepujecie.
        • aleksandra1357 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 12:25
          el_elefante napisał:

          > > małe dziecko nie ma funkcji wypełniania poleceń.
          > W pewnym momencie to dziecko, choćby i w domu wychowane z poważaniem tego faktu
          > , zetknie się w przedszkolu, a w szkole na pewno z poleceniem i załączonym do n
          > iego oczekiwaniem wykonania. Zatem pytanie: w jakim wieku funkcja ta się pojawi
          > a? Albo inaczej: kiedy należy ją zacząć budować, żeby własnemu dziecku nie zrob
          > ić kuku na przyszłość? Czy może to nie ma znaczenia i dziecku się sama ta funkc
          > ja rozwinie naturalnie i bez bólu?

          Tak jak już napisała czekolada - wystarczy wewnętrzna motywacja.
          Wydawanie poleceń dziecku w każdym wieku jest złe i nie należy tego robić.
          Dlatego ja neguję polskie szkolnictwo i moje dzieci do szkoły nie pójdą, ale to inna sprawa.
          Pani w przedszkolu też nie ma prawa wymagać od dziecka, żeby wykonywało polecenia.
          Co nie znaczy, że dziecko robi, co chce. Musi się dostosować do życia społecznego, ale nie przez egzekwowanie poleceń tylko w sposób naturalny. Musi samo zrozumieć, że w pewnych sytuacjach trzeba robić niektóre rzeczy.
          Nie dlatego wkładam buty, bo mama każe, tylko że jest zimno. Nie dlatego nie biję brata, bo mama krzyczy, tylko dlatego, że go to boli. Nie dlatego jem kotlecik, bo babcia każe i nie będzie deseru, tylko dlatego, że jestem głodny.
          Ale dziecko ma prawo nie jeść kotleta, iść boso na dwór i bić brata, żeby sprawdzić, co mu się w życiu bardziej opłaca.

          W sytuacjach, gdy zagrożone jest życie lub zdrowie dziecka, kończy się jego wolność. Ale tu też nie należy oczekiwać wykonywania poleceń - dziecko na ulicy trzymamy siłą, jeśli nie chce po dobroci.
          I jeszcze optymistyczny przykład z życia: moje dzieci od 2 roku życia jeżdżą na biegówkach po centrum miasta, ja za nimi na zwykłym rowerze. Nigdy nie miałam sytuacji, żeby przed ulicą się nie zatrzymały. Nie mają żadnego problemu z wykonaniem tego "polecenia", bo wypływa to z ich wewnętrznej motywacji.
          • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 14.11.13, 12:52
            > Ale dziecko ma prawo nie jeść kotleta, iść boso na dwór i bić brata, żeby spraw
            > dzić, co mu się w życiu bardziej opłaca.

            a dzieci w przedszkolu też ma prawo bić?
            pytanie, czy jeśli na to pozwalamy w domu, a w p-kolu panie za to każą, to dziecko nie ma rozdwojenia jaźni?

            > I jeszcze optymistyczny przykład z życia: moje dzieci od 2 roku życia jeżdżą na
            > biegówkach po centrum miasta, ja za nimi na zwykłym rowerze. Nigdy nie miałam
            > sytuacji, żeby przed ulicą się nie zatrzymały. Nie mają żadnego problemu z wyko
            > naniem tego "polecenia", bo wypływa to z ich wewnętrznej motywacji.

            mój starszak też śmiga na biegówce, niemniej nie jestem na tyle odważna (?) żeby nie trzymać go podczas przechodzenia na pasach, bo a nuż się chłopak zagapi/zamyśli i wjedzie pod samochód?
            • aleksandra1357 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 13:06
              Gość portalu: pola_mama napisał(a):

              >
              > a dzieci w przedszkolu też ma prawo bić?
              > pytanie, czy jeśli na to pozwalamy w domu, a w p-kolu panie za to każą, to dzie
              > cko nie ma rozdwojenia jaźni?

              Nie ma prawa bić. Ale czasem bije. Ty też nie masz prawa robić różnych rzeczy, a robisz. Należy dziecku powiedzieć, że nie można bić i dlaczego, ale nie oczekiwać, że w 100% się zastosuje.
              Panie w przedszkolu są różne. Dzieci w przedszkolu zwykle dostosowują się doskonale do reguł w nim panujących, ale nie dzięki karom i nagrodom. Jeśli dziecko jest "grzeczne" w przedszkolu dzięki karom, to bardzo źle.
              Jeśli przedszkole stosuje zupełnie inne metody niż rodzice, to dziecko nie ma rozdwojenia jaźni, po prostu uczy się, że taki jest świat, że w różni ludzie są różni.
              Choć ja chciałabym w domu zaszczepić dziecku taką siłę, żeby umiało w przedszkolu powiedzieć: "Nie będę jadł kotleta i mam do tego prawo, a pani nie ma prawa mnie zmuszać."
              • morekac Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 19:28
                Choć ja chciałabym w domu zaszczepić dziecku taką siłę, żeby umiało w przedszkolu powiedzieć: "Nie będę jadł kotleta i mam do tego prawo, a pani nie ma prawa mnie zmuszać." Jak nauczysz, skoro nie zamierzasz dziecka puszczać w świat? ;-)
                • verdana Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 22:54
                  Ważny jest umiar - to znaczy dziecko, które umie powiedzieć "Nie zjem kotleta", ale nie będzie mówiło "Nie mam zamiaru pomóc Ani, niech sobie sama radzi, skoro jest chora", "Nie poczęstuję nikogo, to moja czekolada i zjem ją na oczach młodszego brata, niech sobie ryczy" . Stawianie tylko na pierwszy z tych elementów nie uczyni dziecka asertywnym, tylko aspołecznym.
                  --
            • aleksandra1357 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 13:09
              > mój starszak też śmiga na biegówce, niemniej nie jestem na tyle odważna (?) żeb
              > y nie trzymać go podczas przechodzenia na pasach, bo a nuż się chłopak zagapi/z
              > amyśli i wjedzie pod samochód?

              Zagapia się, bo wie, że jest pilnowany. Moje wiedzą, że mają się same pilnować, więc to robią.
              Nie namawiam do ryzykowania życiem dziecka, ale może spróbuj iść obok rowerka i nic nie mówić, nie wydawać żadnych poleceń. Jak się nie zatrzyma, to wkroczysz.
              • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 19:37
                aleksandra1357 napisała:

                > Zagapia się, bo wie, że jest pilnowany. Moje wiedzą, że mają się same pilnować,
                > więc to robią.
                > Nie namawiam do ryzykowania życiem dziecka, ale może spróbuj iść obok rowerka i
                > nic nie mówić, nie wydawać żadnych poleceń. Jak się nie zatrzyma, to wkroczysz
                Jak zdążysz. Czy mi się dobrze wydaja, że masz jedno dziecko? To sobie spróbuj wyobrazić, e masz w gondoli niemowlę a Twój malec właśnie wjeżdża rowerkiem na czerwonym świetle na pasy.
            • morekac Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 19:25
              pytanie, czy jeśli na to pozwalamy w domu, a w p-kolu panie za to każą, to dzie
              > cko nie ma rozdwojenia jaźni?
              Jak definiujesz rozdwojenie jaźni? Dzieci i psy dosyć szybko łapią na co sobie mogą z kim pozwolić...
            • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 19:35
              Gość portalu: pola_mama napisał(a):

              > a dzieci w przedszkolu też ma prawo bić?
              > pytanie, czy jeśli na to pozwalamy w domu, a w p-kolu panie za to każą, to dzie
              > cko nie ma rozdwojenia jaźni?
              Nie ma. Dzieci bardzo szybko się uczą, że w różnych sytuacjach tj pod okiem różnych opiekunów obowiązują różne zasady. Co nie oznacza, że swoim dzieciom pozwalam bić inne dzieci.

              > mój starszak też śmiga na biegówce, niemniej nie jestem na tyle odważna (?)
              Ja również. Też nie miałam nigdy problemów z tzw "karnością" podczas wycieczek rowerowych, ale mam świadomość, że dzieci są impulsywne i kiedyś może nastąpić ten moment, że dziecko nie zapanuje nad przemożną chęcią zrobienia czegoś naprawdę głupiego.
              • verdana Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 22:55
                Nie, nie będzie rozdwojenia jaźni, tylko rozwój myślenia. Dziecko, które nie pozna innych ludzi i innych sposobów życia pozostanie ograniczone.
          • el_elefante Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 13:44
            Rozumiem i przyznaję wiele racji.
            Jednak uważam, że powinienem przygotować młodego człowieka do życia w świecie takim jaki jest, a nie w takim, jakim chciałbym żeby był. Można ułożyć sobie życie w taki sposób, aby nie wykonywać niczyich poleceń, ale nie każdy potrafi, nie każdy ma w sobie dość odwagi i wreszcie nie każdemu się udaje. Powiedzmy wprost, że takich ludzi nie ma zbyt wielu. To tak jak z tą szkołą. Można nie posłać, ale tak z ręką na sercu, to uważam że nie wszyscy rodzice nadają się na nauczycieli, a z tych, którzy się nadają, nie wszyscy mogą sobie pozwolić na nauczanie domowe (bo to zgaduję masz na myśli) choćby ze względów logistycznych (choć finansowe też nie są bez znaczenia, ale mogę się mylić).
            • aleksandra1357 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 13:58
              el_elefante napisał:

              > Rozumiem i przyznaję wiele racji.
              > Jednak uważam, że powinienem przygotować młodego człowieka do życia w świecie t
              > akim jaki jest, a nie w takim, jakim chciałbym żeby był. Można ułożyć sobie życ
              > ie w taki sposób, aby nie wykonywać niczyich poleceń, ale nie każdy potrafi, ni
              > e każdy ma w sobie dość odwagi i wreszcie nie każdemu się udaje. Powiedzmy wpro
              > st, że takich ludzi nie ma zbyt wielu.

              To jest mocno dyskusyjne. Gdzie dorosłemu człowiekowi wydaje się polecenia? W pracy? To nie są do końca polecenia, raczej prośby albo zadania. W pracy wiesz, jakie masz zadania i je wykonujesz, bo chcesz zarobić. Dziecko też musi się uczyć do testu i nie jest to wykonywanie polecenia tylko zadania. Kwestia nazwy? Być może.
              Różnica, jak mi się wydaje, polega na tym, że dziecko oraz dorosły nie ma obowiązku robić czegoś, tylko dlatego "bo ktoś mi każe". A tego uczy się dzieci w domach, przedszkolach, szkołach. Dziecko ma wykonywać dane czynności dlatego, że one mają sens. Ono często tego sensu nie widzi i w tym można mu pomóc. A często te polecenia są naprawdę bezsensowne i dziecko się przed nimi broni, bo jest mądre. Przykład z życia: nauczycielka stawia dziecku złą ocenę, bo z 15 przykładów zrobiło 10. Dziecko twierdzi, że po 10 przykładach już umie i nie potrzebuje więcej powtórzeń.
              • el_elefante Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 14:53
                Polecenie, zadanie, rzecz do zrobienia - można to różnie nazywać, ale to nadal jest to samo. Trzeba to zrobić. I niestety nawet w dorosłym świecie robimy rzeczy, które zrobić musimy bo ktoś tak wymyślił, nawet jeśli sensu w nich większego nie ma. Przykładów szukać daleko nie trzeba, wystarczy sięgnąć choćby w niezmierzone odmęty biurokracji ;).
                Ale tak, masz rację, różnica w tym jak to polecenie się sprzedaje.
              • Gość: Kinderczekolada Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.205.187.201.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 14.11.13, 16:12
                Wydaje mi sie, ze to wlasnie głownie zaglowanie nazwami, bo nawet nam dorosłym trudno sie przyznać, ze spelniamy i wydajemy polecenia i robimy to dość czesto, w dodatku trzeba uczciewie powiedziec, ze czesto robimy to dla nagrody lub z chęci uniknięcia kary.
                Wogóle żyjemy w swiecie nakazów i zakazów i jest to tak powszechne, ze nawet przestajemy je zauważać i traktować jako ograniczenia.
                Niektorzy rodzice także czuja sie lepiej wierząc, ze poruszają sie w ramach próśb i zadań niż poleceń, ale i tak czesto "treść" czesto pozostaje ta sama.
              • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 19:42
                aleksandra1357 napisała:

                > To jest mocno dyskusyjne. Gdzie dorosłemu człowiekowi wydaje się polecenia? W p
                > racy? To nie są do końca polecenia, raczej prośby albo zadania.
                Ale proszę Cię. W jakim Ty świecie żyjesz? To, że przełożony mówiąc 'Prosze na jutro przygotować...' używa słowa 'Proszę' nie znaczy, że możesz mu bezkarnie odmówić. To jest polecenie.

                > Różnica, jak mi się wydaje, polega na tym, że dziecko oraz dorosły nie ma obowi
                > ązku robić czegoś, tylko dlatego "bo ktoś mi każe".
                To się akurat zgadza. Dlatego ja jestem za tym, żeby poleceń było jak najmniej i żeby zawsze było wyjaśnione dlaczego pada takie polecenie i dlaczego odmowa jest niewskazana (np niebezpieczna czy krzywdząca innych).

                > Przykład z życia: nauczycielka stawia dziecku złą ocenę, bo z 15 przykła
                > dów zrobiło 10. Dziecko twierdzi, że po 10 przykładach już umie i nie potrzebuj
                > e więcej powtórzeń.
                Skoro tak to może dostać dobrą ocenę z odpowiedzi ale za prace domową dostanie zgodnie z zasadami jednakowymi dla wszystkich. Na własne życzenie. Dokonało wyboru i poniesie konsekwencje. Proste.
                • aleksandra1357 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 17.11.13, 21:57
                  joshima napisała

                  > Ale proszę Cię. W jakim Ty świecie żyjesz? To, że przełożony mówiąc 'Prosze na
                  > jutro przygotować...' używa słowa 'Proszę' nie znaczy, że możesz mu bezkarnie o
                  > dmówić. To jest polecenie.

                  Dorosły, idąc do pracy pod kimś, godzi się na układ: wykonuję polecenia tego pana/tej pani i za to otrzymuję pieniądze. Jest to dobrowolna rezygnacja z części swojej wolności. Jeśli polecenia szefa stają się zupełnie nie do zniesienia, szukamy innej pracy.
                  Dziecko takiej umowy nie podpisuje, nie otrzymuje pieniędzy za bycie "grzecznym". Można zastąpić pieniądze nagrodami lub pochwałami, ale nie jest to dobre rozwiązanie.
                  Dlatego nie możemy oczekiwać od dziecka, że będzie wykonywało nasze polecenia. Ma prawo odmówić, co czasem jest mocno bolesne i wkurzające. Tak samo jak żona nie ma obowiązku wykonywać poleceń męża.
                  W praktyce, jak sobie myślę, jest to bardzo trudne. Weźmy chociaż polecenie: "Włóż buty". Ileż z tym zachodu...
                  • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 17.11.13, 22:00
                    aleksandra1357 napisała:

                    > Dlatego nie możemy oczekiwać od dziecka, że będzie wykonywało nasze polecenia.
                    Ale czy ja tak twierdzę?

                    > W praktyce, jak sobie myślę, jest to bardzo trudne. Weźmy chociaż polecenie: "W
                    > łóż buty". Ileż z tym zachodu...
                    W takiej sytuacji wolę mówić: Chciałabym, żebyś teraz założyła buty.
                    • aleksandra1357 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 17.11.13, 22:09
                      joshima napisała:

                      > aleksandra1357 napisała:
                      >
                      > > Dlatego nie możemy oczekiwać od dziecka, że będzie wykonywało nasze polec
                      > enia.
                      > Ale czy ja tak twierdzę?

                      Hm, skoro ja twierdzę, że może nie wykonywać, a Ty się ze mną nie zgadzasz, to chyba tak twierdzisz :)
                      O co w takim razie się spieramy, bo zgubiłam wątek? :D

                      > W takiej sytuacji wolę mówić: Chciałabym, żebyś teraz założyła buty.

                      A dziecko udaje, że nie słyszy. Przynajmniej moje. I tu można albo się wkurzyć albo pogodzić się z tym, że dziecko butów nie włoży. Ja postuluję to drugie.
                      • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 18.11.13, 01:00
                        aleksandra1357 napisała:

                        > Hm, skoro ja twierdzę, że może nie wykonywać, a Ty się ze mną nie zgadzasz, to
                        > chyba tak twierdzisz :)
                        Czytanie ze zrozumieniem to trudna sztuka.

                        > A dziecko udaje, że nie słyszy. Przynajmniej moje. I tu można albo się wkurzyć
                        > albo pogodzić się z tym, że dziecko butów nie włoży. Ja postuluję to drugie.
                        Ja również. I co?
                  • Gość: Kinderczekolada Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.204.177.110.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 17.11.13, 22:24
                    Prośby/polecenia/rozkazy jak zwal tak zwal, ale obecne sa w naszym życiu i tyle. Tak długo jak jesteśmy rodzina, grupa, wspolobywatelami oddajemy cześć naszej wolności innym, tak jak bierzemy cześć od nich.
                    Jesli traktować polecenie "włóż buty", jako zamach na wolność to taka wolność ma bardzo słaba jakość. Ja mówię do malutkiego dziecka "zakladamy buty" (i im chłodnej tym mniej pola do negocjacji), a dziecko mowi mi "pić" i tego tez nie negocjuje tylko w środku nocy zwlekam zadek z łóżka i przynosze wodę.
                    I "mężowi" tez daje cześć swojej wolności, a on mi swojej, bo tak żyje sie w "stadzie". Sa sytuacje, gdzie dziecko pokazuje swoją niezależnośc i takie, gdzie musi sie podporządkować (ze łzami w oczach lub "po dobroci" i tyle). Jesli w rodzinie jest tak, ze polecenia wydaje tylko dziecko, to jest niedobrze.
                    • aleksandra1357 Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 18.11.13, 13:58
                      Gość portalu: Kinderczekolada napisał(a):

                      > Prośby/polecenia/rozkazy jak zwal tak zwal, ale obecne sa w naszym życiu i tyle
                      > . Tak długo jak jesteśmy rodzina, grupa, wspolobywatelami oddajemy cześć naszej
                      > wolności innym, tak jak bierzemy cześć od nich.
                      > Jesli traktować polecenie "włóż buty", jako zamach na wolność to taka wolność m
                      > a bardzo słaba jakość. Ja mówię do malutkiego dziecka "zakladamy buty" (i im ch
                      > łodnej tym mniej pola do negocjacji), a dziecko mowi mi "pić" i tego tez nie n
                      > egocjuje tylko w środku nocy zwlekam zadek z łóżka i przynosze wodę.
                      > I "mężowi" tez daje cześć swojej wolności, a on mi swojej, bo tak żyje sie w "s
                      > tadzie". Sa sytuacje, gdzie dziecko pokazuje swoją niezależnośc i takie, gdzie
                      > musi sie podporządkować (ze łzami w oczach lub "po dobroci" i tyle). Jesli w ro
                      > dzinie jest tak, ze polecenia wydaje tylko dziecko, to jest niedobrze.

                      Mądrze piszesz :) W ogóle lubię Ciebie czytać.
                      To fakt, że dzieci muszą oddać część swojej wolności, bo one żyją w rodzinie. Tylko że one nie chcą. Dzieci umiłowały wolność :)
                      Mi nie chodzi o to, że dziecko ma prawo nie słuchać żadnych poleceń. Mi chodzi tylko o podejście rodzica do zjawiska nieposłuszeństwa. Typowa reakcja (widać to na forum): mówię dziecku, żeby włożyło buty, ono nie wkłada, to znaczy, że jest niegrzeczne, nieposłuszne, rozpieszczone, źle wychowane, że zawiodłam jako matka, że nie mam autorytetu, że dziecko mnie nie szanuje, że dziecko jest złośliwe i trudne. Jeśli uzmysłowimy sobie, że dziecko bardzo rzadko wykonuje polecenia i że taka po prostu jest natura dziecka, to od razu zmienia się relacja matka-dziecko. Na lepsze.
                      • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 19.11.13, 07:12
                        > Mądrze piszesz :) W ogóle lubię Ciebie czytać.

                        ja też, ja też!
                        taki rozsądny, nieprzesadzony w żadną stronę głos:)

                        zastanawiam się, czy tylko ja mam mętlik w poszukiwaniu 'właściwej własnej drogi wychowawczej'?. Im więcej czytam, tym mniej wiem :/ to normalne? wszędzie o poszanowaniu potrzeb dziecka, jego granic, 'ochronnej sile' (u żyrafy np.)...a gdzie potrzeby rodzica? i co jeśli jedne z drugim się kłócą? albo wykluczają?

                        Jeśli uzmysłowimy sobie, że dziecko bardzo rzadko wykonuje polece
                        > nia i że taka po prostu jest natura dziecka, to od razu zmienia się relacja mat
                        > ka-dziecko. Na lepsze.

                        chyba coś w tym jest.
                        Rodzicielstwo to jednak ciężka harówka jest:)
                        I walka z własnymi ograniczeniami i słabościami.

                        Po weekendzie znów mam poczucie 'porażki'. Syn zrobił w salonie 'festyn', wszystko poprzewracane do góry nogami. A tu obiad za chwilę. A syn sił na sprzątanie nie ma. Ja w ferworze walki obiadowej, mąż z młodszym sprawy toaletowe załatwia. A starszy nie ma sił ogarnąć po 'festynie' ( a wcześniej, zanim zaczął zabawę, obiecał, że później wszystko odstawi na miejsce). Wściekłam się, powiedziałam, że ja posprzątam, ale jego zabawki już w salonie nie mają miejsca (mamy dwa pojemniki zabawkowe, dla każdego malucha jeden) i na 'festyn' więcej nie pozwolę. Młody w szał, obiad stygnie...Ogarnęłam z grubsza. Młody pobiegł do swojego pokoju i płacze. Po chwili wraca 'zepsułaś mój festyn (krzesła, stolik i inne w różnych konfiguracjach)' ja: 'prosiłam, żebyś poodkładał rzeczy na swoje miejsce, bo za chwilę obiad', syn 'to nie jest IGUMENT <argument>' Koniec sceny. Kupiłam melisę, muszę znaleźć metody relaksacji, bo czasem ma wrażenie, że mi głowa wybuchnie...
                        • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 19.11.13, 12:11
                          Gość portalu: pola_mama napisał(a):

                          >. Młody w szał, obiad stygnie...Ogarnęłam z grubsza. Młody pobiegł do swojego
                          > pokoju i płacze. Po chwili wraca 'zepsułaś mój festyn (krzesła, stolik i inne w
                          > różnych konfiguracjach)' ja: 'prosiłam, żebyś poodkładał rzeczy na swoje miejs
                          > ce, bo za chwilę obiad', syn 'to nie jest IGUMENT <argument>' Koniec sc
                          > eny.

                          I miał rację. "Sprzątnij bo za chwilę obiad", co to za argument? A może on po obiedzie chciał się dalej bawić? Czemu nie mógł?
                          • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 19.11.13, 12:24
                            > I miał rację. "Sprzątnij bo za chwilę obiad", co to za argument? A może on po
                            > obiedzie chciał się dalej bawić? Czemu nie mógł?

                            a temu, że nie było na czym usiąść do obiadu i zabić się można było o sterczące nogi od krzeseł. Ponadto salon jest pokojem wspólnym, a nie pokojem naszego 3latka na wyłączność.
                            • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 19.11.13, 21:36
                              Gość portalu: pola_mama napisał(a):

                              > a temu, że nie było na czym usiąść do obiadu
                              No widzisz. Gdybyś powiedziała: "sprzątnij bo potrzebujemy krzeseł do obiadu", to byłby to argument dla kilkulatka :)

                              > Ponadto salon jest pokojem wspólnym, a nie pokojem naszego 3l
                              > atka na wyłączność.
                              Zgadza się, ale ma on prawo nie rozumieć dlaczego ma zabawę skończyć właśnie w tym momencie. Nie wszystko co jest oczywiste dla Ciebie jest też oczywiste dla Twojego trzyletniego dziecka ;)
                        • jola_ep Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 19.11.13, 18:02
                          > wszędzie o p
                          > oszanowaniu potrzeb dziecka, jego granic, 'ochronnej sile' (u żyrafy np.)...a g
                          > dzie potrzeby rodzica? i co jeśli jedne z drugim się kłócą? albo wykluczają?

                          Potrzeby dziecka są najważniejsze (dziecko-gość) na początku naszej drogi. Gdy jest bezradnym noworodkiem. Potem stopniowo (w chyba naturalny sposób) przestajemy go traktować wyjątkowo i staje się częścią naszej rodziny.
                          I tak jak musiałam decydować, czy ważniejsze są w tym momencie potrzeby córki czy syna, tak samo rozważam potrzeby moje i mojego męża. Nikogo nie stawiamy na piedestale. Reszta to sprawa mądrości życiowej i (chyba) wypracowanej w naszej rodzinie linii postępowania.

                          Nie zrównujmy AP z dzieckocentryzmem ;)

                          Kluczem do sukcesu była dla mnie realność moich oczekiwań. W życiu nie można mieć wszystkiego, czasem trzeba wybrać. Nie mogłam/nie potrafiłam być idealnym pracownikiem (uwielbiam moją pracę, ale jest ona wymagająca i obciążająca), idealną żoną, idealną gospodynią i idealną matką. Z trzema pierwszymi rolami jakoś mi szło, ale z drugim dzieckiem na etapie szalejącego dwulatka poległam. Skończyło się na wiecznie wkurzonej matce, żonie, a "obrywało się" temu, kto się nawinął. Łącznie ze mną na czele :(

                          Przestałam być idealną gospodynią. Wyluzowałam. Nawet potrafiłam i potrafię przełknąć święta bez wielkich porządków. Gorzej nawet, więc proszę do mnie bez zapowiedzi nie przychodzić ;)
                          Tak samo zaczęłam postępować w przypadku dzieci: jeśli trafił mi się trudniejszy okres w ich rozwoju (bardziej "buntowniczy") wycofywałam z pewnych nakazów/zwyczajów/zakazów. Pozostawały te najważniejsze. Tych broniłam. Reszta? Ze spokojem :)

                          Ważna jest też przestrzeń dla nas. Cyborgami nie jesteśmy. Odpoczywać musimy. Ja się relaksowałam przy hafcie krzyżykowym. I nawet malutkie dzieci widziały, że matka z igłą w ręku _odpoczywa_. Akceptowały to (o dziwo). Nawet jeśli było to max pół godziny, to przecież robiłam coś ładnego, trwałego i (najważniejsze) niepraktycznego :)

                          W przypadku festynu. Cóż. Chodzi o trzylatka? realność oczekiwań każe nam przypuścić, że sam nie sprzątnie. Można go zachęcić i wspólnie (w ramach zabawy) sprzątnąć. Albo (co wymaga mniej wysiłku) sprzątnąć samemu. Albo potykać się o krzesła ze spokojem i cierpliwością (moje rzadko kończyły zabawę przed nocą-> jedna płynnie przechodziła w drugą). Albo zwyczajnie zakazać (bo tego dnia nie czujemy na siłach na poniesienie konsekwencji tej zabawy) i cierpliwie, ze spokojem przyjąć bunt na klatę. On ma prawo rozpaczać, a my prawo do niezbędnego dla nas w tym momencie ładu.

                          Wybór należy do Ciebie.
                          Ja zapewne rozgarnęłam festyn na tyle, aby zjeść się dało.
                          Ale gospodni ze mnie marna :D

                          Pozdrawiam
                          Jola
            • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 19:38
              el_elefante napisał:

              > Rozumiem i przyznaję wiele racji.
              > Jednak uważam, że powinienem przygotować młodego człowieka do życia w świecie t
              > akim jaki jest, a nie w takim, jakim chciałbym żeby był.
              A ja myslę, że najlepiej jest tak wychowywac młodych ludzi, żeby ten świat zmieniali a nie tylko biernie przyjmowali takim jakim jest :)
              • el_elefante Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 22:18
                Jeśli uda mi się wychować mądrego, dobrego i wrażliwego człowieka, to będzie to mój skromny wkład w uczynienie świata lepszym. Jeśli będzie takich dzieci więcej, świat się sam zmieni.
                Nie twierdzę, że trzeba się zawsze na wszystko potulnie zgadzać. Ale trzeba wiedzieć kiedy nie warto kopać się z koniem, a kiedy powiedzenie "nie" wnosi ze sobą wartość.
                • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 15.11.13, 00:11
                  O. I tu Ci przyznam rację.
                  • morekac Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 15.11.13, 10:29
                    Jeszcze jedno: ludzie w wieku nastoletnim /młodzi dorośli z reguły są nastawieni na bunt i zmienianie, statystycznie nie akceptują zastanej rzeczywistości - a z wiekiem większość zostaje byłymi rewolucjonistami o umiarkowanych poglądach, nie kopiącymi się z koniem.
        • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 19:31
          el_elefante napisał:

          > Czy może to nie ma znaczenia i dziecku się sama ta funkcja rozwinie naturalnie i bez bólu?

          Ja tam nie wiem, ale mojemu mężowi nie uruchomiła się po dziś dzień. To znaczy polecenia służbowe wykonuje to jasne ale za to mu płacą. Jak ja mu rzucam polecenie to pojawia się taki opór, że ho ho...

          A tak na poważnie, to ja sądzę, że to co napisała aleksandra to jakieś nieporozumienia albo w najlepszym razie poważne uproszczenie. Moim zdaniem dzieci mają takie okresy kiedy każde polecenie wypowiedziane wprost, jako polecenie albo nawet prośba rodzą naturalny opór. Widać dziecku takie doświadczenia do czegoś tam w rozwoju sa potrzebne.
    • twojabogini Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 13:49
      Najwięcej błędów wychowawczych popełniłam, gdy próbowałam stosować jakąś "metodę". Podobnie jak ty czułam, że brnę w ślepą uliczkę. Metody są zazwyczaj ukierunkowane na osiągnięcie określonych celów: jak sprawić, żeby dziecko zaczęło się słuchać, lub przestało robić to, czy tamto. Tak się jednak składa, że dzieci nie zbyt wiele różnią się od dorosłych i o ile źle znoszą tresurę, o tyle chętnie współpracują.
      Alternatywą wychowania jest bycie z dziećmi, odpowiadanie na ich potrzeby, towarzyszenie im w rozwoju. Uwaga: niektórzy rodzice rozumieją to źle i próbują być ze swoimi dziećmi cały czas - tego dzieci zdecydowanie nie potrzebują. Za to bardzo potrzebują poczucia bezpieczeństwa.
      Rodzic tworzy poczucie bezpieczeństwa, gdy: a) tworzy dobry i silny związek z drugim rodzicem, lub z osobą z która wychowuje dziecko, lub jeśli wychowuje je sam - z otoczeniem, rodziną, ważnymi dla dziecka osobami, b) tworzy dziecku ramy, stałe punkty odniesienia, temu służy np. w miarę stały rozkład dnia (oczywiście może on być inny w sytuacjach wyjątkowych - wizyta gości, wyjazd, wycieczka za miasto) - dzięki temu nie trzeba codziennie negocjować pory mycia, wstawania, obiadu, spaceru itp. - dzieci po prostu uczą się rozkładu. Rozkład ustalasz pod siebie i swoje potrzeby - w granicach rozsądku. c) pozwala dziecku na jak najwięcej samodzielności w ramach stworzonych ram - obiad jemy o 13, ale to dziecko decyduje co ze stołu zje i jaką ilość, mycie jest wieczorem, ale dziecko ma prawo odmowy umycia zębów/głowy - rodzic to traktuje jako ważny komunikat i dopóki nie przekona dziecka (najczęściej chodzi o jakiś lęk) - nie stosuje siły. d) ma wiedzę o rozwoju dziecka i nie wymaga od niego, tego, czemu dziecko nie jest w stanie sprostać. Temu zagadnieniu poświecę więcej miejsca, z twojego opisu wynika, że od trzylatka wymagasz zbyt wiele i stąd tyle kłopotów i frustracji i twojej i dziecka:

      Najstarszym dzieciom w rodzinie przytrafia się często, że w porównaniu z maleństwem wydają się rodzicom już całkiem dojrzałe. Stawiane są im wymogi, którym nie są w stanie sprostać: rozumienia poleceń (nawet bardzo sprawny językowo trzylatek większości z nich nie rozumie, podobnie jak całej masy zasad, które są mu tłumaczone, pomijając te, które wymagają poczucia czasu - którego trzylatek nie ma i jeszcze długo mieć nie będzie w takim rozumieniu jak mają je osoby dorosłe). Trzylatek kopie inne dziecko - i to jest normalne i typowe zachowanie. Jeśli posikuje - może ma kłopot z pęcherzem (wyziębiony), może toaleta jest zbyt daleko w jego ocenie, a może jeszcze jego system nerwowy nie dojrzał do pełnej kontroli zwieraczy pęcherza. Poddawanie dziecka tresurze za pomocą różnych metod jest bezcelowe - nie ma szans na osiągniecie jakichkolwiek efektów, za to niszczy więź dziecka z rodzicem. Twoje wymogi jakie stawiasz trzylatkowi byłyby trudne do ogarnięcia nawet dla większości pięciolatków.
      Byłam starszą siostrą i pamiętam częste uczucie zagubienia, gdy nie rozumiałam czego się ode mnie wymaga i rozpaczy, gdy się starałam, a okazywało się, że znów nic mi nie wyszło. Tak bardzo chciałam sprostać oczekiwaniom, że moja wada wzroku wyszła dopiero w szkole - skoro rodzice twierdzili, że coś tam jest, to wolałam im nie mówić, że tego nie widzę. Dzieci czują się zagubione, gdy nie są w stanie sprostać oczekiwaniom rodziców - bo bardzo potrzebują ich aprobaty. Gdy nie dają rady, zaczynają sądzić że to z nimi coś jest nie tak - bo skoro rodzic wymaga, to znaczy, że powinienem temu sprostać. To na długie lata potrafi zachwiać pewnością siebie dziecka.
      I ostatnie: to, że trzylatek nie jest w stanie pamiętać zasad, nie znaczy, ze ich nie potrzebuje. Zasady są dla rodziców małych dzieci: po powrocie z dworu myjemy ręce - nie dzieci mają o tym pamiętać, ale rodzice, którzy muszą też zadbać o to, aby nie było wyjątków (za wyjątkiem przypadków, gdy jest to wyjątek uzasadniony :) Nic się nie tłumaczy - tylko informuje: rozbieramy się i "myjemy ręce". W razie oporu warto stosować zachęty - myszkę, która jest w łazience i wącha rączki po umyciu (zwykła maskotka), ładnie pachnące mydełko, ręczniczek z misiem. Zachęty stosujemy w razie oporu, a nie "na zaś" do wszystkiego, ale ustalamy też z czego opór się bierze - np. dziecko oparzyło się zbyt gorącą wodą i teraz się boi. Szanujemy opór dziecka - bo dzieci to istoty racjonalne i za ich oporem zawsze stoi jakaś myśl, obawa, coś co ma głęboki sens. Tak podawane zasady dziecko przyswaja sobie bardzo szybko, zwłaszcza gdy dajemy mu prawo ich nie przestrzegać, gdy istnieje ku temu powód.

      Organizacja życia rodzinnego jest ważniejszym zadaniem rodziców, niż wykrzewianie lub wpajanie dzieciom określonych zachowań, zwłaszcza, że struktura zachowań dziecka jest tak zmienna, że w ten sposób nie robi się z czasem nic innego (i rodzi to ogromną frustracje bo okazuje się najczęściej nieskuteczne, aż dziecko z pewnych zachowań wyrośnie, albo do nich dorośnie - czy to będzie siusianie, czy sposób w jaki dziecko wyraża emocje).
      Jeśli zrezygnujesz z wychowania dziecka do posłuchu, a zaczniesz organizować życie tak, aby dziecko po prostu robiło to co akurat potrzeba - będzie to miało sens.
      Co do nóg na kanapie - z tym raczej trzeba się będzie pogodzić. Decydując się na dzieci, część mebli spisujemy na straty, podobnie jak spontaniczne wyjazdy sam na sam. Moze jakiś szybko schnący i łatwoupieralny koc?Jeśli dziecko ładuje się w butach - przyda się zasada, że buty zostają w przedpokoju - zasada dla mamy i taty, nie dziecka. Kiedy rutynowo zaczniecie zdejmować dziecku buty zanim wejdzie "na salony", któregoś dnia zrobi to samo, tak samo jak pomaszeruje do łazienki po spacerze, do łózka po bajce (możliwe ze waszego), zasiądzie do stołu na czas bez wołania oraz zamiast walnąć brata w głowę, wydrze się na niego tymi samymi słowami co mama na tatę przy ostatnim nieporozumieniu - i zapewniam, że zrobi to w miejscu publicznym :) Dzieci uczą się od rodziców - na przykładach.



      • verdana Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 16:11
        Trzylatek nie zna konsekwencji swoich działań. Żyje tu i teraz - z jego punktu widzenia jedzenie czekolady, niemycie zębów, niesprzątanie, nie branie lekarstw, oglądanie filmów cały dzień jest fajne i warto to wszystko robić. Jesli dziecko nie otrzymuje poleceń, albo polecenia są nieegzekwowane, to znaczy, że poświęcamy jego przyszłość w imię radosnej teraźniejszości. Pewnie, że nie należy stosować siły (albo w bardzo, bardzo wyjątkowych sytuacjach), trzeba rozmawiać i przekonywać, ale dziecku będzie o wiele łatwiej, gdy mając trzy lata nie będzie musiało co chwila podejmować decyzji, na co jeszcze nie jest gotowe. Traktowanie trzylatka jako kogoś, kto może o sobie decydować, to taki sam brak szacunku dla dzieciństwa, jak nadmierne wymagania. Bo podejmowanie decyzji o sprawach ważnych to właśnie wymaganie, któremu trzylatek nie sprosta.
        Co warto - ograniczyć maksymalnie ilość poleceń, zastanowić sie, które są nienegocjowalne (nie wybiegasz na jezdnię, nie wychylasz się z balkonu), jak najbardziej negocjowalne - dziecko decyduje, co ze stołu zje (ale nie decyduje, co na tym stole będzie), i takie, gdzie rodzic powinien uznać, zę nie ma polecenia, tylko prośba, której dziecko ma prawo nie spełnić.
        • Gość: Kinderczekolada Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.205.187.201.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 14.11.13, 16:35
          Prawdę napisałas;)
          Dzieci żyją tu i teraz, konsekwencji wielu zachowan nie tylko nie sa w stanie przewidziec, ale czasem chocby zrozumiec, nawet po wytłumaczeniu.
          Bywa, ze nawet znając i rozumiejac potencjalne konsekwencje nie moga zmusić sie do działania czy przed dzialaniem powstrzymac (zreszta jako dorośli mamy czasem podobnie).

          Sztuka jest nauczyć dzieci, ze sa rożne kategorie poleceń, wsród nich także ta, gdzie trzeba dzialac, bez dyskusji, jak i taka, gdzie moga czy wrecz powinny powiedziec "nie"

          Pewnie zaraz ktos dopisze, ze dziecko moze zdecydować, co bedzie na stole albo nie sprzątać, ale to juz nieistotne szczegóły, przyjmijmy, ze czasem moze wybrać i ze czasem przychodzą goście i mama chce miec porządek:)
        • joshima Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka 14.11.13, 19:44
          Absolutnie się zgadzam ze wszystkim co napisałaś.
          • Gość: pola_mama Re: egzekwowanie poleceń/zakazów u 3latka IP: *.icpnet.pl 15.11.13, 07:24
            Dziękuję Wam bardzo za pomoc:) i za zawrócenie ze ślepej uliczki.
            Chyba faktycznie 3latek wydał mi się bardziej 'dorosły' niż jest w rzeczywistości ( w kontekście młodszego brata). Szczególnie, że w mowie jest biegły.

            Aleksandro, nie sądzę, żeby chodziło o to, że młody czuje, że go asekuruję. Może nie wyjechałby na ulicę, a może stałoby się coś nieprzewidywalnego. Wiesz, to tylko rowerek, który może ni stąd ni zowąd ruszyć + oczywiście drugi maluch w wózku obok, więc i możliwość reakcji nieco ograniczona. A i kierowcy swoją drogą jeżdżą jak wariaci i rzadko przepuszczają na pasach mamę z dwójką małych dzieci...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka