Gość: mamirami
IP: *.dynamic.chello.pl
28.01.14, 15:02
Błagam o pomoc. Nie wiem już co robię nie tak.. Czuje się jak jak stara styrana życiem kobyła choć mam dopiero 30lat... Ale od początku. Mam 2 dzieci jedno 9 drugie 3. Starsza córka jest bardzo głośna, non stop wymaga uwagi jak by mogła to by kogoś zajezdzila.... Syn jest spokojny ale w duecie z siostrą daje czadu równo... Nie mam nawet chwili w domu spokoju-non stop się cos dzieje-tu juz jest głodna, tu rozlał picie, tu trzeba odrobić lekcje bo czyta i nie rozumie wiec lekcje zawsze razem odrabiamy. Nawet uczyć na pamięć musimy się razem-mamy bardzo surową Panią od Francuskiego-co lekcja min. 20 słówek plus piosenka wiem ze to duzo wiec siadamy razem kazdego dnia i po 2h wkuwamy... Kiedy zostawię ją samą po 3 min wychodzi z pokoju że juz umie-ja pytam 1 rzecz i nie wie-to normalne i tak jest zawsze. Codziennie ją pakuje bo sama zawsze czegoś zapomni. Kiedy wycina/maluje/przykleja zawsze po sobie nie sprzata odkurzanie 2 razy dziennie to norma-dzis już piasek z kartki z nad morza był używany a że kartka go duzo miala więc wszedzie na wykładzinie zalegał... Ma wieczne pretensje o wszystko. Nic jej się nie podoba, non stop jest niezadowolona-daje jej i synowi czekoladę a ona standardowo EJ TO NIE FAIR ON MA WIĘCEJ!! no to podmieniam (a on mial faktycznie mniej bo jest maly) i akcja ze ona ma mniej... Mam dość... Mam tak przepraszam ku>>a dość że chce mi sie krzyczeć. Kiedy są we 2 zawsze coś mu zrobi-bawią sie w pieski na podlodze to go kopnie w twarz ze krew mu leci z nosa (przypadkiem wierzgnęla), biegnie zawsze musi być pierwsza przewróci go to jest już tak normalne i tak naturalne ze maly już oczy zamyka jak się zbliża... W drzwiach nie ma listości-czy obcy czy rodzina ona się wpycha pierwsza-aż mi glupio bo ktos otwiera dzwi zeby wyjsc np ze sklepu a ona na chama wchodzi pierwsza wręcz go taranując-nic nie pomaga proszenie, tłumaczenie itp-ona jest najważniejsza. Kiedy coś sobie ubzdura to nie da się jej przetłumaczyć-np że Niemcy są czarni i bedzie się kłocić bo ona wie lepiej....Nie wiem co mam robić-wiem ze przez to ze jestem nerwowa zaczynam krzyczec na malego a on calej sytuacji nie jest winien. Spedzam z nia tak wiele czasu-poswiecam go tylko dla niej i wiem ze malego tym strasznie zaniedbuje.. Nie mogę liczyć na nikogo-mąż do 17 w pracy, zanim dojedzie do domu jest 18, rodzice bardzo daleko i jak to mowi moja mama ona swoje dzieci odchowala i teraz ma czas dla siebie. Tesciowie starsi przed 80 im dzieci nawet na weekend serca bym nie miala dac... I tym sposobem nigdzie przez 9lat z mezem nie wyszlismy.. Z opiekunką ich nie zostawie bo sie boję... Jedyna kolezanka jaka mialam juz dawno przestala do mnie przychodzić bo corka jej zyc nie dawala. Nie wiem co robie nie tak-ona jest taka męcząca...Do calej sytuacji dochodzią jeszcze moje zaburzenia odzywiania-mi się juz nie chce nawet patrzec na jedzenie po ekscesach corki-po tym jaki zawsze dyskutuje bezczelnie ze mną/ męzem/ w 4 lterach ma to, ze mowie nie ruszaj, nie rób tak... Kiedy już jest poziom hard mowie zeby poszla do swojego pokoju a ona po minucie-piciu, siku itp wychodzi jak by nic sie nie stalo-maly do niej leci i znów sajgon....Byliśmy u psychologa wszystko jest ok-zaleciła ograniczenie bodzców/ zabawy wyciszające ale to nic nie daje... Ja po prostu nie mam już sily... Co ja jeszcze mogę? Przepraszam za myślowy bałagan w poscie ale mam taki mętlik w głowie, ze nie wytrzymuje...