Proszę o pomoc!Wycieczki 2,5-latka ...bez powrotów

24.07.07, 10:32
Witam,
jesteśmy rodzicami 2,5-letniego chłopca. Maksymilian jest typowym, wręcz
książkowym dzieckiem. Do tej pory byłam bardzo "szczęśliwą" mamą, gdyż
ominęło nas to, co dla wielu rodziców jest najgorsze - kolki, ulewanie,
bolesne ząbkowanie, nocne karmienia, problem z odstawieniem od piersi...
Niedawno rozpoczęliśmy "zabawę" z nocniczkiem i są już pierwsze rezultaty,
choć jeszcze daleko nam do sukcesu. Maks, tak, jak jego rówieśnicy przechodzi
okres buntu - byliśmy na to przygotowani, więc kierując się radami ekspertów
i bardziej doświadczonych rodziców, do tej pory dość sprawnie rozwiązywaliśmy
problemy wychowawcze. Jednak przyszedł czas na "węzeł gordyjski" dla nas.
Prosimy o pomoc - poszukiwaliśmy jej na forum, ale nie udało mi się znaleźć
postów na ten temat. Synek jest bardzo pogodnym i kontaktowym dzieckiem.
Chętnie poznaje nowe osoby, często sam zaczepia obcych i pięknie się do nich
uśmiechając mówi po prostu "dzień dobry" lub "jestem Maksio". Najczęściej
wywołuje tym uśmiech na twarzach przechodniów, z czego do niedawna byłam
zadowolona (cieszyłam się, że w tej naszej szarej codzienności taki drobiazg
może sprawiać radość innym). Teraz jednak zaczynam się obawiać. Maksio się
nie boi ludzi, w ogóle! Problem polega na tym, że na spacerach oddala sie od
nas i nie wraca. Nie słucha nawoływań. Z uśmiechem na ustach ucieka, chowa
się - traktuje to jako zabawę. Nie chcielibyśmy popełnić błędu - nie wiemy
jak zareagować? Obcy ludzie zaczepiają go, a on po prostu z nimi rozmawia, w
ogóle nie martwi się, że nas nie widzi. Mąż zdecydował się na wyjście
ostateczne (któremu ja początkowo byłam bardzo przeciwna - cóż, instynkt
macierzyński) chciał synka nastraszyć i pozostawił go w parku bardzo długo.
Kiedy po standardowej zabawie i uprzedzeniu, że zaraz idziemy, prosił synka,
by przyszedł, gdyż idziemy do domu, a malec nie zareagował, mąż udał, że
odchodzi i ukrył się za drzewem. Liczył na to, że synek przestraszy się i
popłacze, a wówczas on "uratuje go" i wytłumaczy co się stało. Niestety
minęło 50 minut i nic... Początkowo synek w najlepsze sie bawił, później, gdy
zorientował się, że ludzie rozchodzą się do domów, dwa razy zawołał "Mamusiu,
gdzie jesteś?", stanął pod drzewem i bawił sie patykiem. Kiedy uprzedzona
przez nas pani podeszał do niego, przedstawił się i poprosił, żeby się z nim
bawiła. Pani przyprowadziła go do męża, gdyż zrobiło sie już chłodno. Maks
nie zrozumiał tej lekcji. Czy była niewłaściwa? W jaki sposób z nim
postepować? Boimy się, że się zgubi lub pozwoli komuś się skrzywdzić. Staramy
się go pilnować, ale nie zawsze będziemy przy nim non stop...
Pozdrawiamy wszystkich Rodziców!
    • Gość: iwucha Re: Proszę o pomoc!Wycieczki 2,5-latka ...bez pow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.07, 11:25
      Konsekwentnie go przyprowadzajcie z powrotem do siebie za każdym razem jak
      będzie uciekał choćbyście mieli padać ze zmęczenia. Pod pachę i stawiajcie go
      koło siebie. I niech będzie uprzedzony: "Jak uciekniesz to Cię przyprowadzimy z
      powrotem". W końcu znudzi mu się taka zabawa w uciekanie :-)jeśli będzie
      wiedział, że jesteście konsekwentni.
      • elicha3 Re: Proszę o pomoc!Wycieczki 2,5-latka ...bez pow 24.07.07, 12:03
        Bardzo dziekujemy za radę! Początkowo tak właśnie robiliśmy, ale w końcu mąż
        zasugerował, że to może strata czasu. Teraz kiedy już wiemy, że nie, będziemy
        konsekwentni. Pozdrawiamy!
        • Gość: Ilona7301 Re: Proszę o pomoc!Wycieczki 2,5-latka ...bez pow IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.07.07, 13:19
          Witaj, ja ten problem rozwiązałam podobnie jak twój mąż. Syn sie nie bał, więc
          własnie w trosce o niego, by również umiał pilnować mnie, a nie tylko ja jego,
          zastosowałam ten sam schemat, ale jednak inne otoczenie. To nie było na placu
          zabaw, który lubił i znał, tylko centrum miasta przy bankomacie. Miejsce obce,
          ludzie obcy, spieszący się. Nie mogłam wystac w kolejce do bankomatu, bo on
          ciagle mi wiał, wyrywał się. W końcu odebrałam pieniądze, ale podczas
          wykonywania tych czynności syn odszedł. Byłam wściekła, zawołałam, a on mi
          pomachał i poszedł w drugą strone. Więc wmieszałam się w tłum i "zniknęłam" za
          słupem i patrzę co zrobi. Wiesz co go przeraziło? Ci ludzie, wyższi od niego,
          niezwracający na niego uwagi, wszyscy pędzą, trącają, obcy, wystraszył sie
          okropnie, rozpłakał a ja go "uratowałam". Od tej pory (ma 6 lat) nigdy nie
          musiałam go pilnować. Teraz moja córa uważa, że to fantastyczna zabawa
          uciekanie mamie. No cóż, na razie ją uczę, przyprowadzam, ale nie znoszę biegac
          za berbeciem, nic to poczekamy, pożyjemy, zobaczymy, pewnie skończy się
          podobnie jak z synem, ale musi to być odpowiednia sytuacja. Pozdrawiam.
          • elicha3 Re: Proszę o pomoc!Wycieczki 2,5-latka ...bez pow 24.07.07, 14:37
            Bardzo dziękujemy za podzielenie się z nami swymi doświadczeniami. Być może
            spróbujemy raz jeszcze, choć chyba najwiecej bólu mnie to kosztuje...
            Pozdrawiamy!
            • verdana Re: Proszę o pomoc!Wycieczki 2,5-latka ...bez pow 24.07.07, 15:08
              U mnie taka sytuacja zdarzyla sie raz - akurat szlam z synkiem na spacer w
              atrakcyjne miejsce. natychmiast, gdy go złapałam , zaprowadziłam, mimo ryku do
              domu i tlumaczyłam, ze ta atrakcja przez niego przepadła.
              Wiem, ze to dosyc drastyczne, ale proponuje parę razy iść z dzieckiem na
              spacer, obiecując atrakcje (lody, ZOO, plac zabaw) - tylko pod warunkiem, ze
              nie będzie uciekał. Gdy ucieknie - wtedy nalezy natychmiast wrócic do domu,
              tumaczac dziecku, ze przez własne zachowanie stracił szansę na lody i kino, i
              ze reszte dnia spedzi w domu bawiac się sam, bo Wy na niego się gniewacie.
              U mnie zadzialało idealnie.
              • gacusia1 Verdana 24.07.07, 16:53
                Moj synek ma 21 m-cy i gleboko w d...e to,czy straci park,zoo itp.Corka tez
                olewala tego typu kary-konsekwencje.(nie uciekala-balagan w pokoju).
                • verdana Re: Verdana 24.07.07, 18:58
                  Ale synek autorki postu ma 2,5 roku, a to ogromna róznica. rzeczywiscie
                  mlodszemu dziecku jest wszystko jedno, 2,5 latkowi zazwyczaj juz nie.
                  Zupełnie czym innym jest natychmiastowy powrot ze spaceru, na ktorym dziecko
                  bylo niegrzeczne - bo dla dziecka jest jasne, ze jest to konsekwencja jego
                  zachowania, a czym innym jest straszenie karami za niesprzątniecie pokoju -
                  chyba, ze "karą naturalna" byloby tu wyrzucenie wszystkich zabawek, ktore leżą
                  na podlodze - a tego absolutnie nie polecam.
                • scher Re: Verdana 24.07.07, 19:12
                  Twoja sygnaturka jest chamska.
                  • mamaigiiemilki Re: a mi sie podoba:)))))))) 25.07.07, 23:00

                    • scher Re: a mi sie podoba:)))))))) 26.07.07, 09:33
                      Rozumiem, że bawią cię również dowcipy męskich chamów zaczynające się od słów:
                      Kobieta to stworzenie Boże...
    • Gość: aniax3 Re: Proszę o pomoc!Wycieczki 2,5-latka ...bez pow IP: 80.50.68.* 26.07.07, 08:50
      Myślę, że Wasz synek próby ratowania Go z opresji (tzn. ciągłego szukania)
      potraktował jako dobrą zabawę. Uwaza, że dla Was to też pewnie niezły ubaw.
      Jest pewny, że kiedy odejdzie, to mama z tatą będą go szukać, albo tata wymyśli
      jeszcze coś lepszego, tzn. sam się schowa. W każdym razie uwaga rodziców będzie
      zwrócona na niego a do tego samotna wycieczka to też atrakcja. Od 2,5 latka nie
      można wymagać, że będzie przewidywał konsekwencje takiej zabawy. Jedyna metoda
      to rzeczywiście ciągłe zawracanie go z obranej ścieżki, ale bez komentarzy,
      skarceń i z kamienną twarzą. Po prostu trzeba go zawrócić nic nie mówiąc, a
      jeżeli uda mu się samemu trzymać blisko rodziców to wtedy chwalić. A jeżeli
      chodzi o obcych też trzeba dziecku powoli tłumaczyć że świat dzieli się
      na "swoich i obcych". na swoich można polegać, a z obcymi rozmawiać tylko w
      obecności swoich. to jest ważne również na przyszłość. Ja nie staram się na
      siłę żeby moje dzieci rozmawiały ze wszystkimi wokoło, każdemu ufały, bo
      przecież ja też tak nie postępuję. To samo dotyczy obcych zwierząt. To moja
      opinia, proszę o ewentualną krytykę. pozdrawiam
      • elicha3 Re: Proszę o pomoc!Wycieczki 2,5-latka ...bez pow 26.07.07, 13:04
        Dziekuję za rady. Synek nigdy nie ucieka tak, że tracimy go z oczu. On po
        prostu jest w pewnej odległości od nas i nie chce przyjść. Nie zdarza sie to
        zawsze, ale dość często. Zdajemy sobie sprawę, że on traktuje to jako zabawę
        i "sprawdzanie nas" i z tym właśnie mamy problem. Wierz mi, nigdy w takich
        sytuacjach, żadne z nas, nie uśmiecha się do dziecka. Traktujemy to poważnie.
        Wielokrotnie przynosiliśmy go w miejsce, w którym my staliśmy i tylko raz, do
        tej pory, mąż postanowił go wystraszyć ukrywając się za drzewami (co już
        wcześniej opisywaliśmy), co również nie przyniosło oczekiwanych rezultatów.
        Zawsze jest chwalony, jeśli uadaje mu się iść blisko nas! Myślę, że z rad tu
        nam przkazananych postawimy na konsekwencję w naszym dotychczasowym
        postępowaniu i będziemy cierpliwie czekali. Pozdrawiamy!
    • asia889 Re: Proszę o pomoc!Wycieczki 2,5-latka ...bez pow 26.07.07, 09:23
      Koleżanka opowiadała, że jej syn jak był mały wiecznie uciekał, nie bał się obcych, że się zgubi. W wieku przedszkolnym wyrósł z tego i teraz ciągle każe się pilnować. Mój 4,5 latek też każe się pilnować jak jest sam w drugim pokoju :-))).
Pełna wersja