sion2
02.08.07, 11:48
Chyba tu juz kiedys pisalam. NIe chodzi o moje dzieci - jestem
wolontariuszką. Od 3 lat zajmuje sie dziecmi z rodziny patologicznej, jest
ich szescioro obecnie w wieku do 11 mcy do 11 lat. Najwiecej zajmuje sie -
wraz z cala grupa osob, trojgiem: Pawelkiem lat 9 (2 klasa, bo powtarzal
zerowke), Emilka 10 lat (4 klasa) i Milena 11 lat (5 klasa). Nasza pomoc jest
skierowana na dzieci, rodzice ich nie odnosza zadnej korzysci z tego. Jestem
w kontakcie z wychowawczyniami, pedagog, pediatra i poradnia reedukacyjna
dzieci. Odnieslismy wiele sukcesow ale nie o tym chcialam.
Podstawowym zakresem pomocy jest pomoc w nauce. dzieci są opoznione
rozwojowo, maly zasob slownictwa, bardzo uboga wiedza o swiecie, opozniona
synteza i analiza slowna itd itd dlugo by pisac. Poniewaz bylam
wychowawczynia w przedszkolu (az zachorowalam na stawy i teraz mam duuuuzo
czasu, chodze o kulach) jako takie pojecie o nauczaniu poczatkowym mam, wiec
z tym sobie jakos radze, ucze oczywiscie jedno dziecko ale kieruje innymi
osobami ktore ucza rodzenstwo.
Coraz bardziej jednak wybija sie na pierwszy plan pokazywanie dzieciom swiata
wartosci, wyborow, postepowania innego niz preferuja ich rodzice. Ich matka
jest na pograniczu uposledzenia umyslowego, skrajnie nieodpowiedzialna i
egoistyczna, nie umie poprawnie pisac, skonczyla tylko podstawowke. Ojciec
jest alkoholikiem choc nie ma przemocy fizycznej w domu.
Mowiac krotko mam swiadomosc ze pokazujac dzieciom inny swiat podwazam
autorytet rodzicow w ich oczach. jednoczesnie nie moge! tylko dawac i dawac,
musze wymagac, musze uswiadamiac ze np. pojechali na kolonie za pieniadze
zebrane wsrod sponsorow prywatnych, ze ktos zarobil te pieniadze a nie wzial
z MOPSu, ze moze wypada podziekowac liscikiem czy rysunkiem itd. jesli nie
bede tego robic dziewczynki, za chwile nastolatki dojrzewajace, zaczna sie
utwierdzac w przekonaniu wlasciwym dla ich rodzicow ze wszystkom im sie
nalezy.
Najwiekszy problem jest z klamaniem. Skala krętactwa, oszukiwania, klamania i
unikania odpowiedzialnosci wystepujaca u matki dzieci jest tak duza ze
wszyscy łącznie w opiekunka socjalna podejrzewaja wrecz zaburzenie
osobowosciowe. Ich matka nie potrafi ŻADNEJ sprawy opowiedziec zgodnie z
prawdą, klamstwo - w postaci tworzenia opowiesci z ktorych mozna by napisac
ksiazke - jest najlepszym i jedynym sposobem zalatwiania spraw, rozmowy ze
mną, opieka socjalna, szkola, pediatra itd - ze wszystkimi po prostu. Typowa
sytuacja jest taka jak 2 tyg temu: poniewaz matka unika chodzenia na
szczepienia, jest na nie po prostu zapisywana i ma sie stawic na dany dzien i
godzine w przychodni, ja to sprawdzam lub opieka socjalna. Dzwonie do
przychodni i pytam czy byla pani R., nie bylo jej, przyslala dziewczynki zeby
pwoeidzialy ze wyjechala do Włocławka. Dzwonie do nich do domu, prosze matke,
odbiera corka i mowi ze "mama poszla do sklepu", pytam sie to w koncu poszla
do sklepu czy pojechala do Wloclawka? dziecko milczy i nie wie co powiedziec.
Wszystko dzieje sie na oczach dzieci, dzieci widza ze matka ciagle probuje
oszukiwac i klamac, ze zmysla historie "dostalam krwotoku i nie poszlam w
sprawie mieszkania" itp. No i nietrudno sie domyslec ze dzieci, juz
podrastajace zaczynaja postepowac doklanie tak samo!
Ja mam najwiekszy kontakt z 10-latka. To dziecko bardzo wrazliwe, kruche
psychicznie, zamnkniete w sobie. Wiem dobrze ze najczesciej gdy klamie nie
umie nazwac problemu, czegos sie boi, wstydzi itd. Czasem zajmuje 2 tyg zanim
wydobede o co chodzi. Jednoczesnie widze jak coraz bardziej nabiera cech
postepowania matki: klamania jako najlepszego antidotum na wszystkie problemy.
Jak mam rozmawiac z dzieckiem o klamaniu, skoro jest ono swiadkiem krętactwa
caly czas jak jest w domu, oszukiwania, unikania odpowiedzialnosci itd, jak
mam mowic ze klamstwo jest zle skoro w ten sposob - choc nie powiem tego
wprost - ukazuje dziecku ze postepuje zle jego matka? czy ja w ogole mam
prawo?
moja praca z tym dzieckiem jest szeroka, nie tylko nauka szkolna, ale takze
nauka higieny, rozmowy moralne, kino, wyjazdy organizowane, czytanie,
ogladanie, granie w gry - w zwiazku z tym mam bliski kontakt, jestem "ciocia"
nie chodzi o mnie, ale o dziecko, nie mam zludzen ze uratuje na pewno od
patologii ale jednak to jeszcze dziecko, jeszcze mozna mu przynjamniej
pokazywac inne sposoby zycia... czy ja mam prawo dzialac tak, ze mimowolnie
obnizam autorytet rodzicow?