silije.amj
09.08.07, 16:33
Mam troje dzieci, najstarsza siedmioletnia córka jest dzieckiem bardzo
zdolnym. Czasem wątpię, czy do końca sprostam wyzwaniu, jakim jest jej
wychowywanie. Szkoła trochę nas zawiodła, zresztą tego sie spodziewałam: Julia
skończyła właśnie pierwszą klasę (do zerówki i dalej córka poszła rok
wcześniej po pozytywnej opinii poradni pedagogicznej). Julka czyta od 3 roku
życia (namiętnie!), uczy się grać na pianinie (w domu), gra w szachy, pisze
baśnie i opowiadanka, o których pisarka Ewa Białołęcka powiedziała, że widać
już talent literacki. To był wstęp, aby córkę krótko przedstawić, a teraz o
problemach.
Po pierwsze córka przyzwyczajona jest do osiągania wszystkiego bez
najmniejszego wysiłku. Lekcje odrabia w pośpiechu na kolanie na podłodze, tam
gdzie rzuci tornister i biegnie do swoich zajęć; estetyka wykonania doznaje
sporego uszczerbku, ale poprawność jest zachowana. Ale mi się nie podoba to,
że nie jest zupełnie wdrożona do wysiłku, chciałabym aby jakieś zadania były
dla niej prawdziwym wyzwaniem, bo... nie nauczy się pracować. Już teraz robi
się z niej mały leniuszek.
Po drugie potrafi zachowywać się lekceważąco wobec rówieśników, kiedy odczuje
swoją wyższość. Umie być ironiczna, wyśmiać zjadliwie czyjeś błędy, taki wstęp
do zarozumialstwa. Teraz na szczęście ma kontakt z koleżanką ze szkoły
sportowej, która potrafi jej czymś zaimponować - i bardzo dobrze. Lubi
przebywać w towarzystwie starszych dzieci i też nie ma żadnych oporów, aby
nawet wśród starszych dzieci czy też np. samych chłopców przejąć przywództwo.
Ale jest wielka afera, kiedy trafia na dziecko o równie dominującym
charakterze - wtedy nici ze zgodnej zabawy.
Po trzecie nie uznaje żadnych autorytetów, żadnych narzuconych reguł, udaje
się czasem z nią dogadać, ale raczej nie udaje się zmusić. Ja potrafię
zrozumieć jej potrzebę wyjaśniania reguł i brak szacunku dla autorytetów, ale
są często starcia na linii Julka - dalsza rodzina. Tak samo nie daje się
podporządkowywać rówieśnikom, jak dorosłym, a czasem trzeba się
podporządkować, by zabawa lub życie mogły się toczyć płynnie.
Po czwarte Julka szczególnie dotkliwie odczuwa nudę. Już jako niemowlak nie
znosiła rutyny, najlepiej czuła się w podróży, w nowych miejscach wśród nowych
ludzi (z młodszą córką mamy totalnie odwrotnie). Julia przede wszystkim
mnóstwo czyta i to zaspokaja część jej głodu wiedzy i wrażeń, ale rodzina się
powiększa (synek ma miesiąc) i na różne inne formy aktywności jest coraz mniej
czasu i pieniędzy. Są kółka pozalekcyjne, z których korzystamy, na wiele
innych rozwojowych zajęć brakuje niestety tego co powyżej. Czasem mam poczucie
winy, że nie umiem zapewnić jej tego czego by pragnęła. Ech że też w naszej
gminie nie wymyślą ciekawych warsztatów wakacyjnych.
Po piąte jest bardzo wrażliwa, zalewa się łzami nad losem bohaterów książek i
filmów, muszę cenzurować to co czyta i ogląda, bo bardzo to przeżywa, a
naprawdę ciężko upilnować, jaką książkę porywa. Jest w stanie przeczytać kilka
książek podczas jednorazowej wizyty w empiku. Niestety z drugiej strony jej
empatia nie obejmuje rodziców i rodzeństwa ;-)
Problemem bywa nawet niby śmieszna rzecz, że potrzebuje tylko tyle godzin snu,
co dorosły, zawsze spała znacznie krócej niż średnio dzieci w jej wieku, a my
rodzice, czasem byśmy chcieli odetchnąć od całej trójki dzieci NARAZ ;-).
Podsumowując - ostatnio gubię się w tym, jakie stawiać jej wymagania, na ile
pozwolić być niezależnym, do czego tak silnie dąży, jak walczyć ze
wzbierającym lenistwem i jak pomóc w rozwijaniu jej zainteresowań, których
jest cała masa, a ja nie czuję się kompetentna.