problem innego typu... z mama......

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.07, 15:21
mam 18 lat i mam problem z moja mama. pisze ze wzgledu na temat forum...bo jej wychowanie jest dla mnie porazka.moze pani, Pani Justyno cos mi doradzi....

1.nigdy nie bylo dobrze miedzy mna a moja mama ale co wakacje mam zawsze maksymalny zakaz na wszystko.mieszkam w malej miejscowosci gdzie raczej nie jest niebezpiecznie i zawsze jestem "kolo domu" a jednak zawsze mam jakies ograniczenie czasu i nie moge wracac za pozno nawet gdy siedze przed domem.
najczestszy numer ktory moja mama robi to jak wychodze, mowie ze wroce pozniej (gdy p ide na grilla)i ona nic nie mowi a dopiero jak wracam to robi mi awantury, albo zamyka drzwi i przez pol godsziny musze pukac i czekac.ostatnio powiedziala mi zebym nie wracala pozno, no wiec ja sie zapytalak,m sie ktora godzina to jest pozno a ona na mnie nakrzyczala i powiedziala ze nie bedzie mi mowic.

2.mam chlopaka, od jakiegos miesiaca. no i na poczatku spotykalam sie z nim u niego w domu albo gdzies poza domem. no i jak moja mama wyczula ze sie z kims spotykam( a rzadko sie z kims tak powaznie spotykam, wlasciwie to drugi raz dopiero)to na poczatku pytala sie jak ma na imie, co robi itp Teraz wydawaloby sie ze im czesciej sie spotykamy i im bardziej powaznie to wyglada to powinno byc lepiej... ale nie... teraz wszystko to jest jego wina. pozno chodze spac przez niego, wczesniej wroclam z wakacyjnej pracy bo on przyjechal, nie skoncze szkoly przez niego.. ( a wcale tak nie jest bo on o mnie dba bardziej niz ktokolwiek i jest naprawde porzadny, mily grzeczny itp a i ja nigdy nie mialam problemow z nauka). w ogole coraz gorsze slowa na niego mowi chociaz go nie zna i byl u mnie pare razy to siedzielismy grzecznie i ogladalismy TV jednak mimo ze mam siedziec caly dzien w domu i sie nudzic to jednak nie moge do niego jechac bo mnie zaraz mama wyzywa. mozre tez chodzi o to zebym z nim nie....wpadla ale przeciez nie mam 5 lat, jestem odpowiedzialna i jak bym chciala to i tak bym znalazla przedciez sposob i czas na uprawianie seksu.

3.Rozmowa. moja mama w ogole ze na nie rozmawia. zawsze na mnie tylko krzyczy. i dodam ze przewaznie nie ma racji bo jak sie pytam np. "dlaczego nie moge?" to ona odpowiada " bo ja tak mowie" Czy to jest dorosla odpowiedz?? ja bym chciala tylko jakis argument. a jak ja w tej rozmowie chce przedstawic swoje argumenty(rozsadne i prawdziwe!) to ona nie chce sluchac i wychodzi albo mowi mi "nie dyslkutuj" bo wie ze jak by rozsadnie przemyslala to by wcale nie wygrala ze mna i by sie okazalo ze nie ma racji.

Moge podac kilka przykladow(nawet codziennie na biazaco bo czesto tak jest szczegolnie ostatnio) gdzie naprawde moja mama zachowuje sie jak dziecko wcale nie madrzejsze odemnie...tylko takie ktore ma wladze nade mna i chetnie jej uzywa i demonstruje a pozniej jeszcze siada w kuchni gdzie jest reszta rodziny i demonstracyjnie placze, a 6to ze ja zawsze placze w swoim pokoju to ja nie obchodzi tylko przychodzi jeszcze troche pokkrzyczec na mnie najglosniej jak tylko potrafi.(nie powinnam tak mowic mo mojej mamie ale naprawqde inaczej nie da sie tego opisac ) Az rece opadaja jak o tym mysle...

Naprawde nie wiem juz co mam zrobic...jak bym tylko miala taka mozliwosc to bym sie natychmiast wyprowadzila. ;(;(;( nic nie daje to ze probuje rozmaiwac albo ze przez jakis czas siedze spokojnie w domu... NIC Co bym nie zrobila to jest zle. juz nie mam sily. ja bym jej zalecila wizyte u psychologa ale ja przeciez nie mam ni do gadania w tym domu.... rozumiem ze tak by moglo byc kilka dni bo by miala zly humor na przyklad... ale teraz to juz chyba ze trzy tygodnie trwa i nie ma konca!

co mam zrobic?? czasami sobie mysle ze moze... jak bym miala jakis wypadek to by mnie zaczela lepiej traktowac.. wiem ze to glupie ale juz nie mam siłe na to wszystko.....

    • fogito Re: problem innego typu... z mama...... 11.08.07, 04:07
      oj wspolczuje ci bardzo i podam rade z mojego zycia - wyjedz na
      studia do innego miasta. Moze jakies stypedium albo studia zaoczne,
      cokolwiek byle dalej od matki na jakis czas. Inaczej zwariujecie
      obie. No i moze masz kogos w rodzinie, kto ci pomoze w realizacji
      takiego planu. Pozdrawiam i zycze powodzenia.
      • dori2006 Re: problem innego typu... z mama...... 11.08.07, 10:52
        Witam
        ja tez mialam podobny problem z moja mama. wyjazd na studia w moim
        przypadku niewiele pomogl, pewnie dlatego ze studiowalam blisko domu
        i choc mieszkalam w akademiku to i tak co weekend musialam meldowac
        sie w domu. wszyscy dookola dziwli sie ze tak sucham sie matki ale w
        moim przypadku nie bylo mowy o jakimkolwiek sprzeciwie, potrafila
        robic niestworzone rzeczy zeby tylko sciagnac mnie do domu.moja mama
        po prostu musiala miec pelna kontrole nad miom zyciem. sytuacja
        zmienila sie kiedy wyszlam za maz. dopiero wtedy mama zrozumiala ze
        mam juz swoje zycie i ona nie moze juz sie w nie wtracac (to duza
        zasluga mojego meza )teraz mieszkam bardzo daleko od mamy widzimy
        sie dwa razy w roku i nasze stosunki sa dobre choc ciagle jej sie
        zdarza wtracac w moje sprawy (juz jej chyba tak zostanie ). mysle ze
        najlepsze w tej sytuacji jest wyjechac na studia najdalej jak mozesz
        i po prostu nauczyc sie ja tolerowac. nie sadze zeby ona sie
        zmienila a jakikolwiek bunt w tym przypadku nic nie pomoze a tylko
        pogorszy wasze stosunki. Zycze ci duzo cierpliwosci bo naprawde
        rozumiem cie i wiem jak ci jest ciezko
        pozdrawiam
    • anatar80 Re: problem innego typu... z mama...... 11.08.07, 17:13
      "bo jej wychowanie jest dla mnie porazka."

      Nie jestem pewien czy chodzi Ci o wychowanie mamy, czy też wychowanie przez mamę
      Ciebie. W pierwszym przypadku to nie Twoja rola i nie powinnaś się tego
      podejmować. W drugim wypadku nie jest chyba tak źle wnioskując z Twoich
      wypowiedzi. Wyrosłaś na mądrą i odpowiedzialną kobietę. Niestety Twoja mama nie
      pogodziła się z faktem, że jesteś już dużą dziewczynką. Próbuje metod które
      zapewne skutkowały jak miałaś 7-12 lat, ale nie teraz. Zapewne zaistniała
      sytuacja jest równie ciężka dla niej. Najważniejsze byłoby uświadomić mamę, że
      ma dużo córkę, ale nie taka jest Twoja rola. Jeśli nie możesz porozmawiać z mamą
      może ojciec pomoże Ci w zaistniałej sytuacji(lub inna bliska osoba).
      Przychodzi mi do głowy pewien pomysł. Skoro ciężko Ci rozmawiać z mamą, może
      spróbuj do niej napisać. Możesz spróbować napisać zasady jakich masz
      przestrzegać i dać do akceptacji rodzicom. Niech napiszę dlaczego są dla niej
      nie do zaakceptowania, co należy zmienić, jak wyobraża sobie takie zasady.Może
      też spisać swoje. Powiedz też o swoich odczuciach, o tym co przezywasz.
      życzę powodzenia
    • Gość: maksik Re: problem innego typu... z mama...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.07, 19:46
      www.3dwhite.pl/?click=f6a5596f07e7fb4c0c80c9a213317e0a
    • marzena604 Re: problem innego typu... z mama...... 08.09.07, 10:53
      Wyjazd na studia to niegłupi pomysł.Ja też odżyłam na studiach,chociaż jak
      dzwoniłam to musiałam się pilnować co mówię,bo np.jak mi się wyrwało,że zajęcia
      jakieś opuściłam,to była awantura,a jak miałam w gipsie to mama miała
      pretensje,że nie jeżdżę z Radomia do Warszawy na zajęcia.(studia oczywiście
      szczęśliwie skończyłam i mam tytuł mgr)Masakra.I też się to uspokoiło jak
      wyszłam za mąż.Ale trwało tylko półtora roku do momentu,aż urodziłam syna.Wtedy
      zaczęła się wtrącać jak mam go ubierać,kąpać,karmić,itd.Maciek ma już 2 i pół
      roku i tak jest nadal.Nic nie da sobie wytłumaczyć. Jak jej mówię,że on je tyle
      ile potrzebuje,to pyta jak ja mogę to wytrzymać,że jemu żeberka widać (a lekarz
      potwierdził to,że dziecko jest w dobrym stanie i je tyle ile potrzebuje).Teraz
      mama planuje przeprowadzić się do Radomia(to są jej rodzinne strony)czyli tam
      gdzie i ja mieszkam.Nie wiem jak to będzie,ale mam wiele obaw.Mam nadzieję,że
      nie będzie mieszkać blisko nas,bo by mnie to wykończyło.A najgorszy jest to,że
      jak jej zwracam uwagę,żeby się nie wtrącała to mówi,że ona chce
      dobrze.Hmmmmm,dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane.Pozdrawiam
    • arwen8 Re: problem innego typu... z mama...... 08.09.07, 15:37
      Gość portalu: córka napisał(a):

      > moja mama zachowuje sie jak dziecko wcale nie
      > madrzejsze odemnie...tylko takie ktore ma wladze nade mna
      > i chetnie jej uzywa i demonstruje a pozniej jeszcze siada
      > w kuchni gdzie jest reszta rodziny i demonstracyjnie placze

      Doskonale to ujęłaś! Od strony psychicznej Twoja matka JEST małą
      dziewczynką, która nie otrzymała w dzieciństwie należnej jej miłości
      i akceptacji od rodziców. Dlatego teraz widzi w Tobie rodzica i
      oczekuje od Ciebie tego, czego oczekuje małe dziecko od swoich
      rodziców. Próbuje to też wymusić płaczem. I o ile takie płacz w
      przypadku dziecka jest zrozumiały (boi się porzucenia, boi się, że
      nie jest kochane, etc.), to w przypadku osoby dorosłej zamienia się
      często w szantaż emocjonalny. Ty to wyczuwasz "podskórnie" ponieważ
      nastolatkowie mają niesamowitą (zdrową!) emocjonalną percepcję.
      Pretensje, które Twoja matka ma do Ciebie prawdopodobnie mają swoje
      korzenie w jej dzieciństwie. Traktuje Cię tak, jak chciałaby
      potraktować swoich rodziców (to im chciałaby wykrzyczeć większość z
      tych rzeczy, które wygarnia Tobie), ale nie może pozwolić sobie na
      takie zachowanie w stosunku do nich. Stałaś się dla niej
      jednocześnie "kozłem ofiarnym" i rodzicem.

      Nie możesz jednak brać na siebie odpowiedzialność (i winę) za
      nieszczęście swojej matki. Masz w życiu o wiele ważniejszą osobę za
      którą jesteś w 100% odpowiedzialna - SIEBIE. Jeśli zależy Ci na
      głębszym zrozumieniu własnych uczuć oraz na zrozumieniu przyczyn
      takiego a nie innego zachowania Twojej matki, to na dobry początek
      polecam książki Alice Miller ("Dramat udanego dziecka", "Bunt
      ciała", "Zniewolone dzieciństwo", etc.). Możesz też przeczytać kilka
      jej artykułów na tej stronie:

      www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/litkmam.html
      > nie powinnam tak mowic o mojej mamie

      Nie bój się "tak mówić" i myśleć bo masz do tego pełne prawo. Czy
      bałabyś się "tak mówić", gdyby taką samą krzywdę wyrządzała Ci
      zupełnie obca osoba? Twój lęk i poczucie winy wynikają tylko i
      wyłącznie z mocno wpojonego Ci Czwartego Przykazania. Boisz się
      pomyśleć źle o matce tylko dlatego, że to właśnie matka. Tylko co z
      tego, że to matka, skoro krzywdzi Cię tak mocno, że to boli. Dlatego
      właśnie polecam Ci Alice Miller, która w swoich książkach przełamuje
      niebezpieczne stereotypy (dotyczące rodziców) i pomaga zrozumieć, że
      krzywda jest krzywdą bez względu na to, czy wyrządza ją nam ktoś
      obcy czy osoba nam bliska.

      > NIC Co bym nie zrobila to jest zle.

      Niestety są tacy rodzice, których nigdy nie ucieszą żadne sukcesy
      ich dzieci. I tego nie da się zmienić. Wiele osób poświęca całe
      swoje życie na to by spełnić oczekiwania swoich rodziców. Starają
      się coraz bardziej, ale ich rodzice ciągle podnoszą poprzeczkę
      swoich oczekiwań. Dorosłe już dzieci (znam takie osoby po 50. a
      nawet i po 60.) wciąż zabiegają o akceptację rodziców, wciąż liczą,
      że tamci je docenią, pochwalą, pokochają. Zapominają o własnych
      pragnieniach, o własnym życiu i skupiają się całkowicie na
      bezskutecznych próbach zadowolenia swoich starzejących się rodziców.
      Rezygnują z siebie całkowicie. To tragedia wielu osób...

      Cały sens w tym, by w miarę wcześnie to zrozumieć i skupić się na
      własnym zyciu i własnym szczęściu, i nie tkwić w niebezpiecznym
      złudzeniu, że rodziców da się zmienić. Mnie to złudzenie kosztowało
      ponad 30 lat życia, innych kosztuje jeszcze więcej...

      > czasami sobie mysle ze moze... jak bym miala jakis wypadek to
      > by mnie zaczela lepiej traktowac

      Tu możesz mocno się przeliczyć. Zamiast oczekiwanego współczucia i
      ciepła możesz usłyszeć np. "Jak mogłaś mi to zrobić?!" Doskonale
      rozumiem, dlaczego myslisz w ten sposób. Przeszłam w życiu przez dwa
      poważne okresy podobnego myslenia. Nienawidziłam siebie, miałam
      wyjątkowo niskie poczucie własnej wartości, i za wszelką cenę
      pragnęłam uszczęśliwić rodziców i zyskać wreszcie ich akceptację.
      Spędziłam większą część swojego życia na daremnych próbach
      udowodnienia, że jestem warta ich miłości. Pewnego dnia bardzo
      boleśnie i wyraźnie uświadomiłam sobie, że nawet moja śmierć nie
      zmieniłaby stosunku rodziców do mnie, nie zwiększyłaby ich miłości
      do mnie. Zrozumiałam wtedy, że skoro nie udało mi się w ciągu 30+
      lat zdobyć ich akceptację, to nie ma sensu liczyć na ten cud w
      przyszłości, nie ma sensu się oszukiwać. I wiesz co zrobiłam?
      Zaczęłam wreszcie ŻYĆ. Dla siebie. Odwróciłam swoje życie o 180
      stopni i jestem z tego dumna. Ale to już inna historia...

      Inne forumowiczki mądrze radziły podjąć studia w innym mieście,
      usamodzielnić się, jeśli masz taka możliwość w niedalekiej
      przyszłości. Odległość fizyczna pomaga. Ale o wiele ważniejsza jest
      w tym przypadku odległość emocjonalna. Tą najtrudniej będzie
      osiągnąć ale warto! Na początek zacznij czytać, to pomoże Ci
      uporządkować myśli i wsłuchać się w swoje prawdziwe (często
      niewygodne) uczucia.

      Powodzenia i odwagi!
      • justyna_dabrowska Re: problem innego typu... z mama...... 08.09.07, 16:08
        Mogę tyllko podpisać się pod tym, co mówią inne forumowiczki. To co teraz dla
        Ciebie najważniejsze to budowanie siebie, swojej tożsamości, swojej drogi,
        swoich wyboró. Mam najprawdopodobniej raczej sie nie zmieni - ruch należy więc
        do Ciebie. Nie piszesz czy masz jakies\oparcie ...warto go poszukać w otoczeniu
        by czuc sie mniej samotna a przeciez przed Toba trudny rok...może nauczycielka w
        szkole? jakas ciotka? dziadek?
        szukaj dorosłych którzy będa Cie wspierac i rozumiec a łatwiej doczekasz do
        wyjścia z domu.
        Trzymam mocno kciuki

        JD
    • Gość: aga Re: problem innego typu... z mama...... IP: *.adsl.inetia.pl 08.09.07, 20:36
      Ja miałam podobnie tylko że z tatą. Tato wychowywał mnie i brata sam
      bo moja mama zginęła w wypadku jak miałam 10 lat. Od wypadku mamy
      ojciec zrobił się podobny do Twojej mamy.
      Nie piszesz nic o tym czy mieszkasz tylko z mamą czy jeszcze z kimś
      innym np. czy masz rodzeństwo, bo jeżeli jest ktoś w rodzinie kto ma
      szacunek u Twojej mamy to może warto żebyś z nim porozmawiała i
      jeżeli będzie po twojej stronie to żeby był przy twojej rozmowie z
      mamą i włączył się do dyskusji. może innej osoby dorosłej twoja mama
      posłucha?
      Ja może napisze ci co ja zrobiłam aczkolwiek nie propaguje tej
      metody bo jest ona bardzo drastyczna i niebezpieczna.
      (nieprzewidywalan)
      Ja mieszkam w dużym miescie więc tez troche inaczej. Mój tato kazał
      mi wracać do domu najpóźniej o 20 (a z imprezy o 21-22) pilnował
      mnie tak że musiałam spowiadać się z każdej wręcz minuty. ze szkoły
      do domu, telefon co robię itd.
      Jedyny plus mojego ojca to było to ze na mnie z byle powodu nie
      krzyczał, ale tez nie dawał zadnych argumentów i mówił "bo ja tak
      mówię"
      Więc jak tylko skończyłam 18 lat i dostałam dowód osobisty wzięłam
      tatę na trudną rozmowę, która trwała całą noc.
      Powiedziałam że ja mam skończone 18 lat i mogę robić co chcę więc od
      dziś tak będzie czy to się mu podoba czy nie.
      Będę chodzić na całonocne imprezy i spotykać się z kim ja będę
      chciała i on ma się do tego nie wtrącać.
      On oczywiście odpowiedział że dopóki mieszkam pod jego dachem to
      nigdy tak nie będzie, więc ja go zaszantażowałam że jak tak to ja
      moge się wyprowadzić i będę mieszakć choćby w schronisku dla
      bezdomnych albo w burde... a nie będę się jego słuchać.
      i jeżeli zależy mu na tym żebym skończyła szkołe i żebym nie
      skończyła na ulicy to musi ten fakt zaakceptować albo przynajmniej
      sie z tym pogodzić.
      Rozmowa trwała tak jak powiedziałam całą noc, ja oczywiście byłam
      zdesperowana i wtedy byłam gotowa tak zrobić jak powiedziałam i w
      końcu on powiedział ze się zastanowi. Jak sie zastanowił to się
      zgodził więc zostało na moim.
      Do tej pory mieszkam w domu rodzinnym, w międzyczasie skopńczyłam
      studia i od 10 lat pracuje i teraz jestem mężatką mam dziecko a tato
      wyprowadził się do przyjaciółki.
      Na dzień dzisiejszy cały czas jak coś potrzebuje to pyta się mnie o
      zdanie i bardzo się z moim zdaniem liczy.
      Jestem pzrekonana ż teraz nie zrobiłabym czegoś takiego ale chyba
      mój tato potrzebował takiego kubła zimnej wody na głowe zeby
      zaakceptować że ja dorosłam.
      Pewnie gdyby tato się nie zgodzi to wtedy wyprowadziłabym, sie i
      zginęła marnie w wielkim swiecie, ale poskutkowało i wyrosłam na
      pożądnego obywatela.
      Pozdrawiam i życze powodzenia
      • arwen8 Re: problem innego typu... z mama...... 08.09.07, 21:16
        Gość portalu: aga napisał(a):

        > Ja może napisze ci co ja zrobiłam aczkolwiek nie propaguje tej
        > metody bo jest ona bardzo drastyczna i niebezpieczna.

        Niepotrzebnie tak bardzo umniejszasz znaczenie swojej metody. Nie
        jest ona ani "bardzo drastyczna" ani "niebezpieczna".
        Przeprowadziłaś wówczas tzw. "rozmowę konfrontacyjną" z ojcem,
        prawdopodobnie nie wiedząc zbyt wiele o psychologii (odsyłam do
        Susan Forward, "Toksyczni rodzice"). Dokonałaś wyboru - wybrałaś
        SIEBIE i to był mądry i piękny wybór. Niewiele osób w tak młodym
        wieku zdobywa się na odwagę by przeprowadzić taką rozmowę z
        rodzicami. Cieszę się, że opowiedziałaś swoją historię na tym Forum.
Pełna wersja