Gość: anna
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
04.09.07, 08:43
Mam synka (prawie 4 latka) , wczoraj poszedł pierwszy dzień do
przedszkola. Z racji tego że będzie go zaprowadzał tata byliśmy
wczoraj wszyscy razem - tak żeby tata wiedział co i jak i to było
straszne. Wszystko bylo ok do momentu jak mały wyszedł z samochodu i
zoreintował się że idziemy do pzredszkola i będzie tam musiał zostać
aż ja skończę pracę. Zacząl tak plakać że nie mogłam go uspokoić ani
go przebrać . W końcu Pani każała nam po prostu wyjśc a ona da sobie
radę. Wyszliśmy a serce waliło mi jak mlotem. Wrócilam po godzinie
poprosiłam Pania na zewnątrz i okazało się że mały się aklimatyzuje,
bawi się z dziećmi, smieje itd. Uspokiołam się trochę i wróciłam do
domu cały czas myślamibędąc w przedszkolu. Odebrałam malego o 15-
tej i powiedział że było fajnie. dzisiaj gdy odprowadzał go tata
było podobno spokojniej już nie płakał. Nie spodziewałam się takie
reakcji - rozmawialiśmy o przedszkolu, wspominaliśmy o tym że
pójdzie że są tam inne dzieci - że ogólnie jest o.k. Czemu tak
zareagował - może dlatego że z taką "pompą" wybraliśmy sie wspólnie -
jak na przysłowiowe skazanie. Co o tym sądzicie.