Gość: gosc 13
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.09.07, 11:16
Dzień dobry!
Mój pięcioletni syn chodzi od dwóch lat do przedszkola. Ma w nim
grupę zaprzyjaźnionych kolegów i z tym wiąże się mój problem -
nieproblem....
W naszym domu nie ma telewizora (nie jest to działanie programowe
związane z uznaniem telewizora za "źródło złych wzorców" i w
ogóle "zła wcielonego". Tak się złożyło, nie kupiliśmy telewizora "w
swoim czasie", no i po prostu nie "zagościł"), więc nie jest to dla
syna potencjalne źródło wzorców.
Uznaliśmy, że nie będziemy go jeszcze wdrażać w gry komputerowe
dostosowane do wieku. Stwierdziliśmy, że na razie efekty negatywne
przywyższają ewentualne zalety. Syn ma w przedszkolu kółko
komputerowe i naszym zdaniem na tym etapie zapewnia mu to
wystarczający kontakt z informatyką.
O jakiegoś czasu syn zaczął bawić się w zabawy "bardzo militarne" -
każda kulka udaje bombę, którą rzuca w ... przedmioty, maskotki, a
ostatnio w swoją młodszą siostrę, bomba w wyobraźni wybucha i
rozrywa "ofiarę"...
Wczoraj przyniósł mi niespodziankę w postaci listu. W tym liście był
obrazek: czołgi, bomby, lasery i strzałki prowadząco do "krzyża
śmierci". TO on mi powiedział, że to jest właśnie "krzyż śmierci",
nie wiedząc, co to znaczy.
Nie łudzę się, że uda mi się połne wychowanie pacyfistyczne, bez
zabaw w wojnę, strzelanie, itp. (Oczywiście miałam szczytne
zamierzenia, ale się wycofałam).
Staram się na bieżąco tłumaczyć, dlaczego przemoc wszelkiego rodzaju
jest zła, że nie wolno celować w ludzi (ani zrzucać na nich bomb),
itd. Temat wraca jak bumerang.
Wiem, że w przedszkolu jego koledzy mają większy dostęp do komputera
i telewizora i nie mam złudzeń, ani to się nie zmieni, ani nie
ograniczę kontaktu mojego syna z tym chłopcami. Nie chciałabym
nawet, ponieważ są to inteligentne, poza ww. aspektem, miłe dzieci.
Z drugiej strony niepokoi mnie fascynacja akurat tym tematem i to w
takim wydaniu.
Jak należy sensownie reagować?
Tłumaczyć "do znudzenia"?
Machnąć ręką, ponieważ "minie samo"? (Syn przez jakiś czas marzył o
własnej "broni", koledzy, którzy go odwiedzali przynosili
zapasowego "gnata" dla niego. Po tym, jak każdy patyk "zamieniał
się" w pistolet postanowiliśmy kupić mu jego własny, "wypasiony"
sprzęt. Chińskie "badziewie" z błyskającymi światłami i
okrzykami "Fire" etc. Po dwóch dniach "gnat" leżał pod łóżkiem, a on
bawił się patykami. Niestety, w te same zabawy).
Nie wiem...
Czy mogę prosić o radę?
Pozdrawiam