mama, która nie wie...

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.10.07, 22:29
jestem mamą, która nie wie jak wychowywac własne dziecko. Moja córka
ma prawie 6 lat. Jest baaaardzo żywym dzieckiem z silnym
charakterem, lubi postawić na swoim, rządzić innymi (np młodszymi
dziećmi w przedszkolu), jeśli coś jest nie po jej myśli robi
awantury, ale z drugiej strony jest bardzo wrażliwa, lubi się
poprzytulać jak typowa mała dziewczynka. To, że są w niej dwie takie
skrajności sprawia, że czasem czuję sie bezrada. Dlatego tez prosze
o ocene takiej oto sytuacji.
Kasia ubierała sie rano w naszej sypialni i nie odnisła piżamy do
swojego pokoju.
Mama - powtarza kilka razy, zeby to zrobiła.
Kasia - mówi, ze ma coś innego do roboty albo, że teraz nie może itp.
Mama (zniecierpliwiona)ma różne pomysły wybrnięcia z sytuacji:
obiecać nagrode, jak wyniesie lub postraszyć karą, jeśli tego nie
zrobi (no ale na dłuższą metę to chyba mało wychowawcze); wymyślić
zawody kto szybciej itd (ile mozna sie bawić w sprzątanie po sobie?)
w końcu mama kładzie na pólce wysoko ulubiona zabawkę i mówi "piesek
teraz popatrzy jak sprzatasz i dam ci go jak wszystko odniesiesz"
Kasia (w płacz) daj go najpierw, odniosię jak zdejmiesz itp
Mama (jak ustąpi to córka postawi na swoim???) mówi: nie, najpierw
odniesiesz i wtedy oddam pieska
Kasia płacz, rozpacz, skakanie przy półce, błaganie
W końcu odnosi.
Mama daje pieska.
Kasia z płaczem, ale bez złości - teraz już go nie chcę, wcale nie
chcę zadnych piesków, po co mi one itp.
Mama usatysfakcjonowana? Nie, zdołowana, z poczuciem winy, że
dopuściła do tej całej sytuacji, ze źle zareagowała.

Opisałam tą sytuację, bo jest mi źle, kiedy postawię na swoim i moje
dziecko cierpi z tego powodu. Ja mam zupełnie inny charakter niż
ona, jestem raczej ugodowa i daję innym rządzić sobą. Dlatego też
boję sie, ze moja córka to wykorzysta. Proszę o pomoc.
    • miacasa Re: mama, która nie wie... 17.10.07, 10:16
      W takich drobnych przepychankach jak ta z wyniesieniem swoich rzeczy z sypialni
      rodziców dobrze się sprawdza metoda zdartej płyty, jeśli kilkukrotne powtórzenie
      nie skutkuje warto małą delikatnie podprowadzić za ramiona i ponownie powtórzyć
      by zabrała swoje rzeczy i po wykonaniu polecenia podziękować nie rozwijając już
      tematu. Kara z chowaniem maskotki jest dla dziecka absurdalna, raczej jest
      wyrazem wrogości i budzi zachowania odwetowe, bo maskotka ma się nijak do ubrań.
      Zabawki odkładam na szafę gdy są używane do bicia rodzeństwa, lub używane w
      niewłaściwy sposób, po "odbyciu kary" przedmiot wraca do innych zabawek, nie
      daję go do ręki dziecku a jedynie informuję o jego powroci.
      • Gość: mamakasi Re: mama, która nie wie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.10.07, 15:34
        miacasa napisała:

        Kara z chowaniem maskotki jest dla dziecka absurdalna, raczej jest
        > wyrazem wrogości i budzi zachowania odwetowe, bo maskotka ma się
        nijak do ubrań
        > .

        tak, zgadzam się i muszę przyznać, że mnie zwyczajnie poniosło.
        Dlatego pewnie mam teraz "moralnego kaca". Nie miało to być zresztą
        zabranie zabawki za karę a raczej zwrócenie uwagi dziecka na to co
        każę jej zrobić, bo miałam wrażenie, ze nie dociera.
        Powiedziałam "piesek popatrzy z góry jak wynosisz piżamę". Dopiero
        jak powiedziała, ze najpierw mam go zdjąć a potem ona wyniesie
        zaczął sie problem. Pomyślałam, ze teraz już nie mogę się wycofać,
        bo ona postawi na swoim, bo jej ulegnę. Często kiedy Kasia prosi
        mnie o coś, kiedy razem uzgadniamy warunki, zgadzam się na to co ona
        chce. Tutaj jednak miałam wrażenie, że nie mogę już ustąpić, bo to
        ona zaczęła dyktować warunki.
        Chyba wszystko pogorszył fakt, ze moj mąż przypatrywał się całej
        sytuacji a on uważa, że jestem zbyt pobłażliwa w stosunku do córki.
        Moze najbardziej obawiałam się tego, że udowodnię, ze on ma rację.

        I jeszcze jedno pytanie do p. Justyny: czy każdy płacz i
        awanturowanie się dziecka w momencie, kiedy nie może dostać od nas
        tego, co chce to "wymuszanie", zachowanie negatywne, które może sie
        powtarzać, jeśli ustąpimy itd. Rozmawiałam z córką po całym
        zdarzeniu na spokojnie i powiedziała mi, że piesek bał się być tak
        wysoko a potem, że nie chciała, żeby piesek widział jak ona sprząta.
        Może wymyśliła to sobie potem a moze naprawdę tak było.
        • miacasa Re: mama, która nie wie... 17.10.07, 17:01
          myślę, że krzywda się Twojej córce nie stała i nie ma co drążyć tego epizodu, a
          mąż mógłby Cię wesprzeć w trudnych momentach a nie bawić się w obserwatora
          (czasami jestem w złej formie i brakuje mi sił by "nękać" dzieci wieczorem by
          posprzątały po sobie zabawki i wtedy mój mąż "dowodzi" podczas porządków),
          kiedyś przeczytałam dość cenne zdanie, że ważne jest w wychowywaniu dzieci by
          nauczyć się pogodnie znosić ich płacz w podobnych sytuacjach i nie oczekiwać od
          nich, że zawsze z uśmiechem będą wykonywać swoje obowiązki (mają prawo do
          wyrażania niezadowolenia ale powinny jednak wywiązywać się ze swoich obowiązków)
    • Gość: Ilona7301 Re: mama, która nie wie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.10.07, 12:59
      6-lat to już sporo. Ja również stosowałam różne metody, najczęściej
      zdartej płyty. ostatnio zaskoczył, gdy go zapytałam, co by zrobił,
      gdybym na każdą jego prośbę, reagowała "zaraz, potem, nie chce mi
      się", zdziwił się i powiedział, że bardzo by tego nie chciał, bo to
      nie miłe. Odpowiedziałam, że ja również to czuję, gdy on odmawia. I
      teraz, gdy mamy taką sytuację, pytam go, czy również mam
      powiedzieć "nie", gdy będzie mnie o coś prosił i po temacie. Po
      prostu zrozumiał jak to jest po drugiej stronie barykady.
      • Gość: mamakasi Re: mama, która nie wie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.10.07, 15:40
        ja czesto kiedy córka mówi, ze nie chce się jej czegoś zrobić mówię,
        ze mnie też sie nie chce zmywac jej talerzy i prac majtek itd i
        podaję przykłady, ze w takim razie jutro je na brudnym talerzu i
        idzie do przedszkola w brudnym ubraniu itp. Tak, to naprawdę działa.
        Szkoda, że tym razem nie spróbowałam w ten sposób.
Pełna wersja