pimpusia77
04.11.07, 15:50
Mój synek 8 stycznia skończy 2 latka.
Tymek jest bardzo energiczny, ciekawski, inteligentny. Ma jakby dwie
osobowości. Potrafi być bardzo skupiony i bawic się sam nawet pół
godziny samochodzikami, robi sobie teatrzyk z ludzikami. Ma bardzo
rowinieta wyobraźnię. Potrafi być czuły, kochany i delikatny- całuje
swoje zabawki, przytula misie, samochody, ludziki itd.
Z drugiej strony aż rozsadza go energia. Ma takie dni kiedy nie
usiedzi nawet 5 minut. Cały czas biega, krzyczy, włazi na meble,
skacze - ewidentnie go aż roznosi. Oczywiście go w tym nie hamuję i
rozumiem to. Pozwalam mu sie w bezpieczny sposób rozładowac. Jak
było ciepło to po 5 godzin dziennie spacerowalismy i miał okazję do
spalenia nadmairu energii. Teraz niestety większośc dnia jesteśmy w
domu...
I do czego zmierzam... Jestem bardzo konsekwentna. Jak mu czegoś nie
wolno, to nie pozwolę na to i nie ugnę sie nigdy nawet pod wpływem
największej histerii. I nie widze "owoców" mojej konsekwencji. Od
kiedy tylko zaczął sie przemieszczać (czyli jux ponad rok) nie
pozwalam ciagnąć za zasłony, wchodzić za telewizor, wdrapywać się na
meble itd. a on niezmiennie tego próbuje i nie słucha praktycznie
nigdy kiedy mu tego zabraniam. Kiedy robi coś, czego mu zabraniam i
nie przestaje gdy o to proszę zabieram go z pokoju gdzie to robił i
zamykam tam drzwi i nie może tam wchodzic przez dłuższy czas. Może
wymagam za dużo i jeszcze w tym wieku dzieci nie bywają posłuszne?
Kolejna rzecz- spacery. Bardzo często mi ucieka. ZAWSZE kiedy
zaczyna mi uciekać ostrzegam go, że jeśli nie wróci do mnie to
wsadzę go do wózka. Nie wrócił nigdy... od roku! Zawsze laduje w
wózku. Po 15-20 minutach daję mu "drugą szansę" (no bo przecież nie
spędzi całego spaceru w wózku??) i przez jakis czas jest ok a potem
znów mi ucieka...
No i jego histerie... Po kilka razy dziennie kiedy cos nie idzie po
jego myśli wpada w złosć- rzuca zabawkami, kładzie się na podłoge,
próbuje mnie uderzyć. Wynoszę go wtedy do jego pokoju i może wrócić
jak sie uspokoi. Oczywiscie przychodzi cały zapłakany i próbuje
robic scenę ale znów go wynoszę. W końcu przychodzi sie przytulić,
ja mu tłumaczę co zrobił źle i nie wracamy do tematu.
Nigdy go nie uderzyłam, staram sie nie okazywać złosći i nie
krzyczeć ale mówic dosadnie.
Jak mam reagować? Może stosuję złe metody?
Moja teściowa twierdzi, że Tymek jest znerwicowany, że mój maż nigdy
takich scen nie robił i nigdy tak nie histeryzował. Wiem, że każde
dziecko jest inne ale może takie sceny po kilka razy dziennie (koło
5 razy) to faktycznie dużo i świadczą o jakiejś frustracji?
aha... jeszcze temat ubierania... pewnie wałkowany wielokrotnie ale
mnie nie chodzi o ubieranie się w domu tylko w sklepie... po
zakonczonych zakupach. Założenie czapki, kórtki jest po prostu
traumą dla mnie... Tymek sie wyrywa, krzyczy, robi scenę, ludzie
patrzą a ja nie wiem czy mam go ubierać na siłę? zagadywanie,
odwracanie uwagi pomaga w domu i w domu nie mam praktycznie problemu
z ubraniem go. Natomisat w sklepei NIC nie działa... Kończy sie to
tak, że ubieram go na siłę- atkiem wyjacego i wijącego sie... O
dziwo jak jest już ubrany uspakaja sie natychmiast i jest wesoły i
pogodny...
Bardzo sie rozpisałam i wiem, że piszę haotycznie ale mam mało czasu
a chciałam opisać problem najdokładniej jak potrafię.