konsekwncja nie skutkuje- dwulatek

04.11.07, 15:50
Mój synek 8 stycznia skończy 2 latka.
Tymek jest bardzo energiczny, ciekawski, inteligentny. Ma jakby dwie
osobowości. Potrafi być bardzo skupiony i bawic się sam nawet pół
godziny samochodzikami, robi sobie teatrzyk z ludzikami. Ma bardzo
rowinieta wyobraźnię. Potrafi być czuły, kochany i delikatny- całuje
swoje zabawki, przytula misie, samochody, ludziki itd.
Z drugiej strony aż rozsadza go energia. Ma takie dni kiedy nie
usiedzi nawet 5 minut. Cały czas biega, krzyczy, włazi na meble,
skacze - ewidentnie go aż roznosi. Oczywiście go w tym nie hamuję i
rozumiem to. Pozwalam mu sie w bezpieczny sposób rozładowac. Jak
było ciepło to po 5 godzin dziennie spacerowalismy i miał okazję do
spalenia nadmairu energii. Teraz niestety większośc dnia jesteśmy w
domu...
I do czego zmierzam... Jestem bardzo konsekwentna. Jak mu czegoś nie
wolno, to nie pozwolę na to i nie ugnę sie nigdy nawet pod wpływem
największej histerii. I nie widze "owoców" mojej konsekwencji. Od
kiedy tylko zaczął sie przemieszczać (czyli jux ponad rok) nie
pozwalam ciagnąć za zasłony, wchodzić za telewizor, wdrapywać się na
meble itd. a on niezmiennie tego próbuje i nie słucha praktycznie
nigdy kiedy mu tego zabraniam. Kiedy robi coś, czego mu zabraniam i
nie przestaje gdy o to proszę zabieram go z pokoju gdzie to robił i
zamykam tam drzwi i nie może tam wchodzic przez dłuższy czas. Może
wymagam za dużo i jeszcze w tym wieku dzieci nie bywają posłuszne?
Kolejna rzecz- spacery. Bardzo często mi ucieka. ZAWSZE kiedy
zaczyna mi uciekać ostrzegam go, że jeśli nie wróci do mnie to
wsadzę go do wózka. Nie wrócił nigdy... od roku! Zawsze laduje w
wózku. Po 15-20 minutach daję mu "drugą szansę" (no bo przecież nie
spędzi całego spaceru w wózku??) i przez jakis czas jest ok a potem
znów mi ucieka...
No i jego histerie... Po kilka razy dziennie kiedy cos nie idzie po
jego myśli wpada w złosć- rzuca zabawkami, kładzie się na podłoge,
próbuje mnie uderzyć. Wynoszę go wtedy do jego pokoju i może wrócić
jak sie uspokoi. Oczywiscie przychodzi cały zapłakany i próbuje
robic scenę ale znów go wynoszę. W końcu przychodzi sie przytulić,
ja mu tłumaczę co zrobił źle i nie wracamy do tematu.
Nigdy go nie uderzyłam, staram sie nie okazywać złosći i nie
krzyczeć ale mówic dosadnie.
Jak mam reagować? Może stosuję złe metody?
Moja teściowa twierdzi, że Tymek jest znerwicowany, że mój maż nigdy
takich scen nie robił i nigdy tak nie histeryzował. Wiem, że każde
dziecko jest inne ale może takie sceny po kilka razy dziennie (koło
5 razy) to faktycznie dużo i świadczą o jakiejś frustracji?

aha... jeszcze temat ubierania... pewnie wałkowany wielokrotnie ale
mnie nie chodzi o ubieranie się w domu tylko w sklepie... po
zakonczonych zakupach. Założenie czapki, kórtki jest po prostu
traumą dla mnie... Tymek sie wyrywa, krzyczy, robi scenę, ludzie
patrzą a ja nie wiem czy mam go ubierać na siłę? zagadywanie,
odwracanie uwagi pomaga w domu i w domu nie mam praktycznie problemu
z ubraniem go. Natomisat w sklepei NIC nie działa... Kończy sie to
tak, że ubieram go na siłę- atkiem wyjacego i wijącego sie... O
dziwo jak jest już ubrany uspakaja sie natychmiast i jest wesoły i
pogodny...
Bardzo sie rozpisałam i wiem, że piszę haotycznie ale mam mało czasu
a chciałam opisać problem najdokładniej jak potrafię.
    • asia.sthm Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 04.11.07, 16:29
      Bo konsekwencja jest grubo przereklamowana, tak jak seks w wanmie i
      sniadanie w lozku ;)
      Ludzie zachwalaja toto ze zwyklego przyzwyczajenia.

      W wychowaniu tak malego dziecka dobrze nastawic sie na pomyslowosc.
      Obserwowac i probowac. A konsekwentnie capnac takie rozwiazanie
      ktore skutkuje.
      Jesli twoj synek lubi uciekac dla zabawy (bo to jest wysmienita
      zabawa) to pozwol mu na to w kontrolowanych warunkach i gon go az mu
      sie odechce.

      Jesli nie chce ubierax sie w sklepie to ubierz go juz po wyjsciu.
      Przeciez nie umrze jak go wiaterek musnie, czy nawet mroz dotknie na
      pare sekund.

      Pozwol mu sie powspinac na jakies meble pod twoja kontrola, wtedy
      latwiej zniesie zakaz wspinania sie na telewizor.

      Wychodzi na to, ze Twoj dwulatek caly drugi rok zycia spedzil na
      lamaniu roznych zakazow, ktorych Ty konsekwentnie przestrzegalas. W
      ten sposob nerwicy nabawiliscie sie obydwoje.
      Ja bym wyluzowala w kwestiach gdzie mozna i zostawila jak
      najmniejsza ilosc twardych regul. Ulatwiaj dziecku i tak trudne
      zycie, a ono , przekonasz sie, tez bedzie ci je "ulatwiac".
      Trzymaj sie dzielnie i mniej konsekwentnie.
      • pimpusia77 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 04.11.07, 16:47
        Dziękuje za tak szybką odpowiedź. Wiedziałam, że pomimo dłuuugiego
        opisu i tak nie dokąłdnie opowiem o co chodzi :-)
        Już precyzuję:
        To nie jest tak, że Tymon ma same zakazy i nic mu nie wolno.
        Pozwalam mu na wszystko co jest bezpieczne.
        Wolno mu włazić na stolik u niego w pokoju (jest niski a pod nim
        jest dywam), wolno mu skakac po łóxku i po kanapie. Ale na wysoką,
        wąska komodę mu nie moge pozwlić wejść. Zwłaszcza, xe stoi na niej
        lampa i kilka bibelotów... :-)
        Na spacerze beiga dowoli. Bawimy się w berka, w rzucanie lisci,
        tarzanie się w trawie- wszystko xeby dac upust nadmiarowi energii.
        ale jeśli jest jux pora wracać a on zaczyna uciekać w przeciwmym
        kierunku nic dom? Albo mamy wyznaczony cel podrxy (spożywczy) a on
        oczywiście ucieka w inną stronę? Albo jesteśmy w parku, on biega
        dowoli i nagle w tył zwrot i biegiem w stronę ulicy?
        Staram się miec pomysły- odwracac uwagę, zabawić itd. i to wychodzi
        świetnie np. przy myciu zebów, ubieraniu się, sadzaniu an nocnik
        (tak jak pisałam- ma czasami problem z usiedzeniem w miejscu),
        siedzeniem przy stole...

        Pomysł z ubieraniem sie przed sklepem... jak nie pada, to nawet i
        ok. Może wypróbuję, bo jak zrobi mu sie zimno to faktycznie chyba
        sam sie chętnie ubierze :-)
        • asia.sthm Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 04.11.07, 17:06
          :)))

          Udawaj ze idziecie odwrotnie to on wtedy da dyla w dobrym kierunku.
          No i jesli sie da, daleko od ruchliwej jezdni.
          Wiem ze latwo gadac, trudniej wykonac i wymaga to niestety
          niespozytych sil. Mialam dwoch na raz, wiec wiem, jak trzecia reka
          i trzecie oko powinny prawem ewolucji wyrosnac.

          > To nie jest tak, że Tymon ma same zakazy i nic mu nie wolno.
          > Pozwalam mu na wszystko co jest bezpieczne.

          Wiem wiem, tyle ze on to inaczej odbiera. Wszystko co akurat teraz
          ciekawe i ekscytujace to akurat to zabronione. On ma dwa lata i chce
          poznac zarowno siebie jak i swiat. I niech poznaje swoim rytmem.
          Ty zas pilnuj trzeciem okiem bez ustanku :)))))
          Dobrze bedzie!
    • marzena604 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 04.11.07, 20:20
      Mi się wydaje, że on jest jeszcze za mały i jego mózg nie jest wstanie
      "zapamiętać", że czegoś nie wolno, bo np. zabronisz mu wejść potem do pokoje,
      albo będzie musiał siedzieć w wózku. To nie jest tak, że on ma słabą pamięć; u
      niego nie ma myślenia przyczynowo- skutkowego (i jeszcze długo nie będzie). A
      poza tym czasami takie małe dzieciaczki nie są w stanie oprzeć sie pokusie
      zrobienia czegoś. A może też po trosze chce zwrócić Twoją uwagę na siebie? A
      konsekwencja nie jest przereklamowana (jak ktoś powiedział w odpowiedzi na Twój
      wątek). Mam syna w wieku 2 lat i 8 miesięcy i konsekwencja świetnie dziala (ale
      jak miał półtora roku to uwielbiał kręcić kurkami od gazu i też mi ręce opadały,
      bo moje zakazy nie skutkowały-teraz nie mam z tym problemu). Pozdrawiam. Marzena
      • kosmosik Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 04.11.07, 21:09
        Nie zgadzam się z tym, że dwulatek nie ma wyrobionego myślenia
        przyczynowo-skutkowego. Mam wrażenie, że jest po prostu tak samo
        kosekwentny jak autorka wątku ;)
        No i na pewno chce zwrócić uwagę- a uwaga negatywna jest tak samo
        pożądana jak pozytywna...
        Ja mam ostatnio na swojego ruchliwego dwulatka dwie niezłe metody:
        jedna to odliczanie tzn jak nie chce zejść z placu zabaw, to mówię
        mu, że ma jeszcze 10 minut i co kilka minut odliczam mu (pi x oko)
        ile jeszcze zostało.
        druga to obiecywanie i przekazywanie planu dnia: np. teraz pójdziemy
        do sklepu na zakupy, potem wpadniemy obok obejrzeć rybki w akwarium
        a potem pójdziemy na plac zabaw. Potrzebuję, żebyś w sklepie trzymał
        się blisko mnie i ubrał się grzecznie kiedy będziemy wychodzić. Mój
        dwulatek traktuje jako punkt honoru zapamiętać i przestrzegać
        zapowiedzianego planu ;) Dzisiaj np obiecałam mu po umyciu rąk i
        zjedzeniu obiadu zabawę ciastoliną i doskonale pamiętał. Powodzenia
        • marzena604 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 05.11.07, 21:32
          Nie zgadzam się z tym, że dwulatek nie ma wyrobionego myślenia
          > przyczynowo-skutkowego.
          To nie jest mój wymysł tylko psychologa. Zresztą po swoim dziecku to widzę. To
          tak jakbyś od 5-latka wymagała myślenia analitycznego.
    • green_land Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 04.11.07, 20:40
      Może warto zasięgnąć rady jakiegos mądrego pediatry? Zastanowiło
      mnie to ubieranie w sklepie. Nie znam się na takich tematach /na
      Zdrowiu Dziecka pewnie by wiedzieli/, ale coś mi świta, że to jakiś
      rodzaj albo nadpobudliwości albo braku koncentracji. Nie, nie, nie
      chodzi mi o to, że Twojemu dziecku coś dolega:) Jest zdrowe jak
      ryba, tyle, że czasami nie do okiełznania. Warto zapytać chociażby
      po to, by wiedzieć, ze niektóre formy wychowywania w jego przypadku
      będą mało skuteczne.

      Wiesz, ja nie widzę, żebyś coś robiła źle. A że nie jest książkowo?
      Z drugiej strony dzieci przechodzą kilka etapów i możliwe, że
      zachowanie Twojego dziecka jest taką wypadkową jego charakteru i np.
      buntu dwulatka /oj, będzie tych buntów jeszcze trochę:)/.
      Chyba pozostaje Ci tylko konsekwenmtne trzymanie się swoich zasad i
      oczekiwanie na rezultaty, które - jestem o tym przekonana - wkrótce
      przyjdą:)

      > No i jego histerie... Po kilka razy dziennie kiedy cos nie idzie
      po
      > jego myśli wpada w złosć- rzuca zabawkami, kładzie się na podłoge,
      > próbuje mnie uderzyć. Wynoszę go wtedy do jego pokoju i może
      wrócić
      > jak sie uspokoi. Oczywiscie przychodzi cały zapłakany i próbuje
      > robic scenę ale znów go wynoszę. W końcu przychodzi sie przytulić,
      > ja mu tłumaczę co zrobił źle i nie wracamy do tematu.
      > Nigdy go nie uderzyłam, staram sie nie okazywać złosći i nie
      > krzyczeć ale mówic dosadnie.
      Tylko tu bym trochę zmieniła, ale możliwe, że po prostu nie
      napisałaś wszystkiego.
      Zanim zaniesiesz go do pokoju powiedz mu kilka razy, ze jak się nie
      uspokoi, to np. pójdzie na dywanik. Dziecom w jego wieku nalezy
      mówic krótkie i zwięzłe komunikaty, żadne tam tłumaczenia rozwlekłe.
      Jak będzie już w innym pokoju, obserwuj jego zachowanie. Ja czasami
      wchodzilam do małej i pytałam ponownie, czy już się upokoiła i czy
      już jest ok /w zalęzności od problemu i oczywiście jej wieku/.
      Czasami rzucała się mi na szyję, tuliła i przepraszała. Czasami gdy
      płakała przytu;lałamją i już wiedziałam, że będzie ok. Ale czasami
      zaczynała ponownie wrzeszczeć:)
      I też zanosiłam ją ponownie na dywanik gdy wracała z rykiem i
      próbowała swoich sił. Bo to właśnie takie próbowanie sił z rodzicem -
      ustąpi czy nie.

      Jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy. Spróbuj w czasie, gdy mały
      rzuca się na podłogę i wrzeszczy po prostu go zignorować. Zachowywać
      się tak, jakby go tam w ogóle nie było. Bo gdy Ty go pouczasz i
      wynosisz do innego pokoju to znaczy, że jego metoda skutkuje - w
      jego mniemaniu. Więc jak go po prostu nie będziesz zauważać,będzie
      musiał zmienić postępowanie na skuteczniejsze. Może wtedy zacznie
      rzucać Twoją zastawą, kto wie:) Ale przynajmniej nie będzie tarzał
      się po podłodze:)

      On ma 2 latka. Jest jeszcze bardzo małym obywatelem, który próbuje
      swoich sił na... najbliższych:) Jak mu się uda wyegzekwować, chce
      więcej. Może to, że pozwalasz mu - w jego mniemaniu - na dużo, jest
      dla niego taką zieloną lampką? Kurcze, w głowie takiego brzdąca
      różne rzeczy siedzą:)

      > Nigdy go nie uderzyłam, staram sie nie okazywać złosći i nie
      > krzyczeć ale mówic dosadnie.
      Może za często uzywasz dosadnego tonu? Poobserwuj się, bo czasami
      umyka nam oczywista rzecz, a dopatrujemy się drobnostek.
      Chodzi mi o to, że może to pierwsze ostrzeżenie jest powiedziane
      zbyt ostrym tonem?

      I cieszę się że nie wpada Ci do głowy bic małego.
      A poza tym wychodzi na to, że idealna jesteś:)

      Pozdrawiam serdecznie
      • arwen8 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 14:05
        green_land napisała:

        > Spróbuj w czasie, gdy mały rzuca się na podłogę i wrzeszczy po
        > prostu go zignorować.

        Straszna rada! Na dodatek jest to jedna z podstawowych zasad tzw.
        Czarnej Pedagogiki.

        Dziecko rzuca się na podłogę ponieważ jego uczucia są ignorowane, a
        Ty radzisz by je jeszcze bardziej ignorować. Skutecznym sposobem
        jest nie całkowita ignorancja uczuć dziecka, lecz poświęcenie tym
        uczuciom należnego czasu i uwagi. Autorka wątku na razie tego nie
        zrobiła. Jej posty raczej wskazują na ignorowanie "histerii"
        dziecka, wprowadzanie reguł oraz egzekwowanie konsekwencji. A tu
        chodzi o należną uwagę poświęcona uczuciom dziecka, również tym
        niewygodnym (frustracja, złość, osamotnienie, lęk, gniew, etc.).
        • pimpusia77 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 14:27
          A tu
          > chodzi o należną uwagę poświęcona uczuciom dziecka, również tym
          > niewygodnym (frustracja, złość, osamotnienie, lęk, gniew, etc.).

          a co to znaczy "należną" uwagę?
          Czy nie uważasz, że okazując szczególną uwagę mojemu synkowi podczas
          urządzania sceny pokażę mu, że jest to świetny sposób na zwrócenie
          na siebie uwagi? Czy może jednak lepiej uczyć dziecko, że takie
          zachowanie jest nieporządane i jeśli chce coś osiągnąc to tylko
          przez rozmowę a nie wrzaski i spazmy?
          Poza tym mój synek podczas takiego nazwijmy to "ataku" histeriii nie
          cierpi kiedy się go np. próbuje przytulić czy nawet dotykać. Ja mam
          tak samo. Kiedy jestem wściekła najlepiej mnie zostawić w spokoju
          żebym mogła ochłonąć.
          Tak wiec jeśli próba odwrócenia jego uwagi, zagadania itd. nie
          działa i dojdzie to histerii to w przypadku mojego synka jednak
          najlepiej przeczekać, zignorowac a jak sie uspokoi wytłumaczyć, że
          taką metodą nic nie osiągnie- tak mi się wydaje.
          Chciałabym aby nauczył się panować nad emocjami. Widzisz, ludzie są
          różni. Z takiego zbuntowanego, rzucającego sie na ziemie dwulatka
          wyrośnie człowiek który albo będzie potrafił dyskutować i bronić
          swoich racji albo taki, który o byle co będzie podnosił głos,
          trzaskał drzwiami i rzucał talerzmi w podłogę. Wolę aby mój syn był
          tym pierwszym. Dlatego bardzo chciałabym mu już teraz pokazać mu
          jaki rodzaj komunikacji jest lepszy...
          • arwen8 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 14:57
            pimpusia77 napisała:

            > Czy nie uważasz, że okazując szczególną uwagę mojemu synkowi
            > podczas urządzania sceny pokażę mu, że jest to świetny sposób na
            > zwrócenie na siebie uwagi?

            Wręcz przeciwnie. Okazując mu szczególną uwagę w chwili gdy boryka
            się z trudnymi dla niego uczuciami (lęk, złość, frustracja, gniew,
            etc.) dajesz Tymkowi do zrozumienia, że akceptujesz jego wraz z tymi
            NORMALNYMI uczuciami, że nie boisz się i że kochasz go bezwzględu na
            to, czy jest zły na coś czy grzeczniutki jak aniołek. Jak na razie
            Twój komunikat dla niego jest taki: "Akceptuję Ciebie tylko i
            wyłącznie wtedy, kiedy jesteś grzeczny, spokojny, uśmiechnięty".
            Jest to wyjątkowo krzywdzące dla dziecka.

            > Czy może jednak lepiej uczyć dziecko, że takie zachowanie jest
            > nieporządane i jeśli chce coś osiągnąc to tylko przez rozmowę a
            > nie wrzaski i spazmy?

            Uczyć tak, ale metody, które obecnie stosujesz nie uczą tego.
            Dwulatek nie może w pełni wyrazić swoich uczuć "tylko przez
            rozmowę". Pomyśl o tym, że nie każda dorosła osoba potrafi to
            zrobić. Owszem, możesz nauczyć go, jak wyrażać złośc przez rozmowę,
            ale wynosząc go z pokoju tym samym właśnie kończysz wszelką próbę
            rozmowy.

            Rozmowa, która nauczy Tymka cenić rozmowę przede wszystkim powinna
            zacząć się od pokazania mu, że Ty ROZUMIESZ jego uczucia, rozumiesz
            jego złość, lęk, frustrację, że nie uciekasz od tych uczuć, a chcesz
            o nich porozmawiać. Zanoszenie go do innego pokoju jest TWOJĄ
            ucieczką przed uczuciami.

            > Kiedy jestem wściekła najlepiej mnie zostawić w spokoju
            > żebym mogła ochłonąć.

            W jaki sposób radzisz sobie ze swoją złością? Twoja reakcja na Twoją
            złość pomoże Ci zrozumieć Twoją reakcję na złość Tymka. Jeśli
            wypierasz w sobie to uczucie, jeśli np. odrzucasz uczucie nienawiści
            jako "złe" i "szkodliwe", to w ten sam sposób będziesz zwalczać te
            NORMALNE (i bardzo potrzebne!) uczucia w swoim dziecku.

            > Chciałabym aby nauczył się panować nad emocjami.

            Co rozumiesz przez "panowanie nad emocjami"? I jak ma to "panowanie"
            wyglądac w wykonaniu dwulatka? Cały sens jest właśnie nie w tym by
            nad emocjami "panować", kontrolować je, powstrzymywać czy wypierać.
            cały sens jest w tym by te emocje najpierw ZROZUMIEĆ a potem nauczyć
            się konstruktywnie wyrażać (to nie to samo, co "panować nad nimi").
            A żeby móc je zrozumieć trzeba najpierw przyznać sobie prawo do tych
            emocji. Jeśli będziesz uważać, że uczucie złości
            jest "złe", "szkodliwe", "niszczące", "niepotrzebne", to nigdy nie
            będziesz w stanie je zrozumieć i wyraźić. Będziesz je natychmiast
            wypierać i odrzucać. Jeśli jednak spróbujes zpopatrzeć na złość ajko
            uczucie normalne i potrzebne wtedy będziesz mogła je zrozumieć i
            przeżyć świadomie, nie krzywdząc ani innych ani siebie.

            > Z takiego zbuntowanego, rzucającego sie na ziemie dwulatka
            > wyrośnie człowiek który albo będzie potrafił dyskutować i bronić
            > swoich racji albo taki, który o byle co będzie podnosił głos,
            > trzaskał drzwiami i rzucał talerzmi w podłogę.

            Człowiek, który o byle co podnosi głos i rzuca talerzami to właśnie
            człowiek, któremu w dzieciństwie nie pozwolono konstruktywnie
            wyrażać złość. Co więcej, nie pozwolono mu w ogóle odczuwać złość
            (oraz inne niewygodne uczucia). Takiemu człowiekowi kiedy był
            dzieckiem mówiono, że nie wolno się złościć, że "złość urodzie
            szkodzi", że mamusia go nie będzie kochać jeśli natychmiast nie
            przestanie rozrabiać/marudzić/płakać/złościć się. Taki człowiek od
            dziecka miał wpojone, że złość jest czymś złym. I właśnie taki
            człowiek będzie w wieku dorosłym okazywać swoją złość w sposób
            nieświadomy, krzywdzący inne osoby lub jego samego.

            Pierwszy krok, to zrozumienie, że złość nie jest niczym groźnym,
            jest uczuciem potrzebnym i całkowicie normalnym.
            • pimpusia77 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 15:25
              Tak jak napisałam już gdzieś tam poniżej: nie upieram sie, xe moja
              metoda jest dobra :-)
              Jednak nie do końca masz rację...

              wynosząc go z pokoju tym samym właśnie kończysz wszelką próbę
              > rozmowy.
              Wynosze go z pokoju kiedy wszelkie próby rozmowy zawodzą. Twoje
              dziecko na prawdę w chwili wściekłości i histerii potrafi rozmawiać?
              Potrafiło już jako dwulatek? Ja dopiero staram sie tego Tymka
              nauczyć, że: albo jest rozmowa (lub pokazywanie przynjmniej o co
              chodzi) albo musi się uspokoić i dopiero wtedy zaczniemy romawiać.
              Musisz zrozumieć, xe ja na prawdę staram sie zagadywać, odwracac
              uwagę, zgadnąć o co chodzi itd. i dopiero jak nie ma reakcji, Tymek
              nie słucha tylko krzyczy i sie wije to dopiero wtedy wynosze go do
              pokoju.
              > Co rozumiesz przez "panowanie nad emocjami"? I jak ma to
              "panowanie"
              > wyglądac w wykonaniu dwulatka?
              nie bic, nei kopać i nie wić sie po podłodze. Moxe powiedzić, xe
              jest wściekły, zły, nie podoba mu się to czy tamto, nie lubie tego,
              tupnąć nogą, rzucić misiem o podłogę, nawet krzyknąć ale nie drzeć
              się, nie wić, nie kopać.

              > Człowiek, który o byle co podnosi głos i rzuca talerzami to
              właśnie
              > człowiek, któremu w dzieciństwie nie pozwolono konstruktywnie
              > wyrażać złość
              jestem przykładem tego, że się mylisz :-)
              Teraz nie krzyczę, nie rzucam talerzami i nie trzaskam drzwiami bo
              nauczyłam się odreagowywac inaczej. A jak? Drę sobie w samotności
              gazetę, albo sprzątam z zapałem, szoruję wannę itd. A jak już
              ochłone z wściekłosci to rozmawiam, dyskutuję a na koniec przytulam
              się.

              Nigdy, przenigdy nei powiedziałabym do mojego dziecka, xe przestanę
              go kochać jak będzie marudny. Chcę mu pokazac, że kocham go takim
              jakim jest tylko nie akceptuję jego pewnych zachowań. Nie tego, xe
              sie złosci ale tego w jaki sposób tą złosc okazuje.

              Pozdrawiam i dziękuję za zaangażowanie :-)
        • green_land Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 21:14
          > Dziecko rzuca się na podłogę ponieważ jego uczucia są ignorowane,
          a
          > Ty radzisz by je jeszcze bardziej ignorować

          Żartujesz chyba? Zastanów się, dlaczego ktoś rzuca się na podłogę.
          Jego uczucia zostały zignorowane? No daj spokój.

          Najczęściej dzieciak tak postępuje by zwrócić na siebie uwagę -
          należy go nauczyć, że robi się to w inny sposób, nie siłowy - czy
          fizyczny, czy psychiczny.
    • mama303 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 05.11.07, 22:17
      Moim zdaniem dziecko nauczyłaś pewnej rzeczy - że z mamą nalezy
      walczyć. Taki przyjełas styl postępowania i mały sie w tym dobrze
      odnalazł.
      Jak najmniej bezpośrednich starć z dzieckiem i słowa NIE. Można
      wiele osiagnąc sprytem, zaskoczeniem, obróceniem w żart itd.
      • pimpusia77 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 10:19
        > Jak najmniej bezpośrednich starć z dzieckiem i słowa NIE. Można
        > wiele osiagnąc sprytem, zaskoczeniem, obróceniem w żart itd.

        Zgadzam się. Można wiele osiągnąć. Zawsze zanim mu czegoś zakażę
        zastanawiam się czy moxna to załatwić inaczej. Staram się odwrócić
        uwagę. Staram sie też aby zakazów było jak najmniej. Pozwalam mu na
        prawde na maksymalnie dużo rzeczy ale sama rozumiesz: uciekanie w
        stronę ulicy, wspinanie się po wysokiej komodzie czy skakanie po
        parapecie nie sa bezpieczne.
        I czasami odwracanie uwagi działa a czasami nie- wtedy pojawia się
        zakaz. Powiedzmy 20% przypadków mój syn się słucha a 80% niestety
        nie...
        Widzicie.. do tej pory miałam pewność, xe postępuję słusznie a teraz
        zaczynam mieć wątpliwości... Dlatego proszę o radę. KONKRETNĄ a nie
        jakieś uogólnianie, że spryt, żart... Dla mnie konkretną rada jest,
        xe w przypadku kiedy Tymek wije sie w spazmach bo nie chce ubrać
        kurtki po zakupach w sklepie to wychodze z nim na zimno i byc moxe
        zanim złapie zapalanie płuc zrozumie, xe jak jest zimno to trzeba
        się ubrać... rada konkretna tylko teraz sie zastanawiam czy dobra...
        bo jednak jak wystawi się spoconego młodego człowieka na zimno to
        może sie to źle skończyć...
        • jola_ep Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 12:33
          > rada konkretna tylko teraz sie zastanawiam czy dobra...
          > bo jednak jak wystawi się spoconego młodego człowieka na zimno to
          > może sie to źle skończyć...

          Należy w sklepie tak rozebrać, aby się nie spocił.
          Ja z ubieraniem akurat nie miałam problemów. Gdy mój mały miał około 1,5 roku
          miał okres przejściowego buntu. Pozwalałam mu polatać, zmarznąć. Potem prosiłam,
          aby dotknął ręką i sam sprawdził, jaki jest zlodowaciały.
          Niektórzy lubią uczyć się na własnych błędach - dopóki nie zmarznie, nie wie co
          to znaczy, ani po co ma się ubierać ;)

          Inna sprawa, że gdy ja nakładam ciepły sweter, on lata z krótkim rękawkiem.

          Pozdrawiam
          Jola
        • asia.sthm Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 08.11.07, 01:04
          pimpusia77 napisała:

          > Dla mnie konkretną rada jest,
          > xe w przypadku kiedy Tymek wije sie w spazmach bo nie chce ubrać
          > kurtki po zakupach w sklepie to wychodze z nim na zimno i byc moxe
          > zanim złapie zapalanie płuc zrozumie, xe jak jest zimno to trzeba
          > się ubrać... rada konkretna tylko teraz sie zastanawiam czy
          dobra...
          > bo jednak jak wystawi się spoconego młodego człowieka na zimno to
          > może sie to źle skończyć...

          Nastepna konkretna rada :) - nie przegrzewaj go. Jak spocone
          dziecko ma sie dac spokojnie ubrac jeszcze w kurtke i w czapke. Daj
          mu chwile na odpocenie. Jesli mu w sklepie kurtke slusznie
          zdejmujesz , to co on ma na sobie ze sie jeszcze spoci.
          Dzieci , ktorym jest za goraco dra sie bardziej niz dzieci ktorym
          zimno. Cale dziecinstwo mnie przegrzewali i potem upominali: Nie
          biegaj bo sie spocisz. To byla zgroza. Twoj Tymek tez ci to wypomni
          jako dorosly facet :))
          • pimpusia77 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 08.11.07, 09:38
            > Nastepna konkretna rada :) - nie przegrzewaj go. Jak spocone
            > dziecko ma sie dac spokojnie ubrac jeszcze w kurtke i w czapke.
            Daj
            > mu chwile na odpocenie.

            Tymek ma na sobie w sklepie: spodnie, buty, body z krótkim rękawem i
            cienką bluzeczkę z długiem rękawem. Podczas zakupów nie jest
            spocony. Poci się podczas ubierania ponieważ płacze, wyrywa się i
            ucieka. Nie przegrzewam dziecka- wręcz przeciwnie.
    • arwen8 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 14:30
      pimpusia77 napisała:

      > Po kilka razy dziennie kiedy cos nie idzie po jego myśli wpada w
      > złosć- rzuca zabawkami, kładzie się na podłoge, próbuje mnie
      > uderzyć. Wynoszę go wtedy do jego pokoju i może wrócić jak sie
      > uspokoi.

      Dlaczego boisz się pozwolić Tymkowi na przeżycie zupełnie NORMALNEGO
      uczucia jakim jest złość? Może dlatego, że nie pozwalasz sobie samej
      na przeżywanie zarówno tego jak i innych niewygodnych uczuć? Czy
      Twoi rodzice w ten sam sposób uczyli Ciebie zwalczać w sobie złość?
      Czy Ciebie również wynosili z pokoju i kazali nie wracać póki się
      nie uspokoisz?

      Cały problem tkwi właśnie w tym, że próbujesz zabronić dziecku
      przezywać zupełnie normalne uczucie. "Kiedy cos nie idzie po jego
      myśli wpada w złosć" - a czy TY, kiedy coś idzie nie po Twojej
      myśli, wpadasz w radość, cieszysz się z niepowodzenia, śmiejesz się
      i żartujesz? Spróbuj wczuć się w uczucia swojego synka. On też, tak
      samo jak i Ty, przeżywa frustrujące chwile np. kiedy zabawki nie
      chcą się go słuchać. I tak samo jak Ty ma pełne prawo swoją złość
      wyrazić, odreagować, przeżyć. Jeśli mu teraz tych reakcji zabronisz,
      to w późniejszym wieku zacz nie on kierować swoją złość na innych
      lub na siebie samego.

      Zamiast wynosić go z pokoju kiedy rzuca zabawkami spróbuj dowiedzieć
      się od Tymka w jaki sposób te zabawki go rozzłościły. Przede
      wszystkim daj mu do zrozumienia, że akceptujesz jego złość, że się
      jej nie boisz, i że on ma pełne prawo tak się czuć. Powiedz
      wprost: "Widze, że jesteś zły. Chyba coś poszło nie po Twojej myśli.
      Chodź, opowiedz mi co się stało. Może razem coś wymyślimy?"

      Obecnie Twoja reakcja na złość Tymka pokazuje, jak bardzo sama się
      boisz tego uczucia. Jeśli chcesz pomóc synkowi, to zwróć uwagę
      przede wszystkim na siebie i swoje reakcje na niewygodne uczucia. To
      podstawa. Dopóki Twoja własna złość będzie Ciebie przerażać, dopóty
      nie będziesz w stanie pozwolić Tymkowi na wyrażanie jego złości.

      > Oczywiscie przychodzi cały zapłakany i próbuje robic scenę ale
      > znów go wynoszę. W końcu przychodzi sie przytulić, ja mu tłumaczę
      > co zrobił źle i nie wracamy do tematu.

      Czyli znów nie pozwalasz Tymkowi opowiedzieć o jego złości i
      konstruktywnie ją wyrazić. Chcesz za wszelką cenę stłumić to
      naturalne uczucie, bo Ciebie też kiedyś zmuszano do jego tłumienia
      (a teraz dość skutecznie sama siebie do tego zmuszasz).

      Przytulasz Tymka dopiero po tak długim czasie, kiedy już
      się "uspokoi", a przecież przytulenie powinno być na samym początku.
      Przytulenie i pytanie. Przytulenie, które natychmiast powie
      Tymkowi "kocham Ciebie nawet kiedy jesteś zły". Pytanie, które powie
      Tymkowi "Twoje uczucia są dla mnie ważne; chcę wiedzieć, co czujesz
      i nie boję się Twojej złości".

      Jak na razie Twoje zachowanie przesyła mu zupełnie inne komunikaty -
      "boję się Twojej złości; nie lubię Ciebie, kiedy tak się
      zachowujesz; będe Ciebie kochać (przytulę) tylko wówczas, gdy
      będziesz taki, jakim JA chcę Ciebie widzieć".

      • pimpusia77 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 15:08
        :-))))))
        Ocho! widzę, xe zostałam jux przeanalizowana:-)
        Zupełne źle mnie odebrałaś. Oczywiście, xe uważam, xe złość,
        frustracja, wsiekłość to normalne uczucia. Nie boję się ich i
        pozwalam je sobie przeżywać. I mój syn również ma do tego prawo.
        Chodzi mi tylko o to aby nauczył się nie nakręcać i pogrążać w tych
        emocjach ale sobie z nimi radzić. Oczywiscie można cały tydzień
        chodzić wściekłym jak osa bo to przeciex naturalne uczucie ale po
        co? Nie lepiej skupic się na pozytywach? Poszukać rozwiązania?
        Czego chcę nauczyć mojego syna? Tego, xe złosć jest czymś naturalnym
        ale nie należy wyżywac się na najbliższych kiedy coś idzie nie po
        naszej mysli tylko POROZMAWIAĆ i poprosić o radę.
        Moi rodzice mnie rozpieśclili. Jestem jedynaczką. Nidgy nie
        zostawiali mnie samej, nie wynosili z pokoju tylko mi nadskakiwali a
        potem jako dorosła osoba sama musiałm nauczyc się tego, xe nie
        jestem pępkiem świata i jak jestem wściekła to nie powinnam sie z
        tym obnosic i wyrzywac na wszystkich wkoło :-)
        JA nie bronię Tymkowi przeżywac tych uczuć. On jest jeszcze za mały
        na to aby powiedzieć dokąłdnie o co mu chcodzi i to oznacza, xe mam
        mu pozwalać urządzać sceny?

        > Zamiast wynosić go z pokoju kiedy rzuca zabawkami spróbuj
        dowiedzieć
        > się od Tymka w jaki sposób te zabawki go rozzłościły. Przede
        > wszystkim daj mu do zrozumienia, że akceptujesz jego złość, że się
        > jej nie boisz, i że on ma pełne prawo tak się czuć. Powiedz
        > wprost: "Widze, że jesteś zły. Chyba coś poszło nie po Twojej
        myśli.
        > Chodź, opowiedz mi co się stało. Może razem coś wymyślimy?"

        Nie wiem czy dokąłdnie przeczytałaś to co napisałam. JA najpierw
        zawsze staram sie odwrócić uwagę, zagadac a dopiero jak to nei
        skutkuje to czekam aż samo przejdzie.
        Nie wiem jak reaguje Twoje dziecko ale moje jak jux jest wściekłe to
        niestety kompletnie nie słucha co do niego mówię i tłumaczenie nic
        nei daje. Gadam sama do siebie bo on tego po prostu nei słyszy...

        > Przytulasz Tymka dopiero po tak długim czasie, kiedy już
        > się "uspokoi", a przecież przytulenie powinno być na samym
        początku.

        Wiesz jak reaguje Tymek kiedy go próbuje przytulić jak jest zły?
        Wyrywa mi się, odpycha mnie i bije. Powtórze jeszcze raz: jak ja
        jestem zła to też nie lubię kiedy się mnie przytula. Drażni mnie to
        po prostu. Lubie się za to przytulić kiedy emocje opadną, kiedy się
        uspokoję i wygadam. Każdy jest inny...
        Nie upieram się, że moja metoda jest idealna- gdybym tak myślała to
        nei prosiłabym o radę ale metoda którą Ty zaproponowałaś byc może
        dziaął na Twoje dziecko. Moje jest widocznie inne.
        Owszem, czasami da się mu wytłumaczyć i zagadać ale na prawdę
        rzadko...
        Aha, jak się już mój syneczek uspakaja to mu tłumaczę, okazuję
        zrozumienie i mówię o tym, że jego uczucia są normalne tylko ich
        okazywanie w taki spoasób sprawia mi przykrość.
        • arwen8 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 16:33
          pimpusia77 napisała:

          > JA najpierw zawsze staram sie odwrócić uwagę, zagadac a
          > dopiero jak to nei skutkuje to czekam aż samo przejdzie.

          Określenie "odwrócić uwagę" pojawia się w wielu Twoich postach. Ale
          w tym wszystkim chodzi właśnie o ZWRÓCENIE uwagi, nie jej odwrócenie
          czy "zagadanie". Właśnie to próbuje Tymek zrobić poprzez tzw. "ataki
          histerii" - zwrócić Twoją uwagę na problem, który jest dla niego
          niezwykle istotny. Nie umie tego jeszcze sam nazwać, nie umie o tym
          rozmawiać racjonalnie i logicznie i właśnie dlatego potrzebuje
          Ciebie. Zamiast "odwracać uwagę" i "zagadywać" spróbuj właśnie
          zwrócić uwagę na to, co Tymek przeżywa, pomóż mu nazwać to uczucie.
          Nie uciszaj kiedy płacze i krzyczy ale też nie ignoruj. Bądź przy
          nim. Nie musisz przytulać, jeśli wyraźnie Cię odtrąca, ale BĄDŹ
          obok. Daj mu odczuć, że WIDZISZ jego złość, lęk, ból, frustrację,
          gniew i że się nie boisz tych uczuć ani tego, w jaki sposób je
          wyraża. Skup się całkowicie na synku i jego uczuciach, a nie na tym,
          jak je wyraża.

          W chwili obecnej skupiasz się przede wszystkim na FORMIE, na
          sposobie, w jaki Tymek wyraża swoje uczucia. Spróbuj dla odmiany
          zapomnieć o tym, skup się na TREŚCI tego co Twój synek przeżywa.
          Spróbuj nie mówić o tym, że źle się zachowuje, że sprawia Ci
          przykrość, że ludzie patrzą, że wstyd, że trzeba inaczej wyrażać te
          uczucia. Te słowa nic nie znaczą. A wynoszenie Tymka do innego
          pokoju dla niego oznacza brak Twojego zainteresowania jego
          problemem. A skoro nie zdołał zwrócić Twojej uwagi na swój problem
          poprzez tzw. "atak histerii", bedzie szukał innych sposobów (jeszcze
          mocniejsze "ataki histerii", bicie, gryzienie, etc.). Tak długo jak
          będziesz "odwracać uwagę", "zagadywać" lub ignorować treść tego, co
          synek chce Ci powiedzieć, tak długo będzie on szukać nowych form
          zwrócenia na siebie Twojej uwagi. Niestety, raczej nie będą to formy
          konstruktywne, ponieważ mówimy tu o dwuletnim dziecku, które nie
          może konstruktywnie drzeć gazety czy szorować wannę!

          > Aha, jak się już mój syneczek uspakaja to mu tłumaczę, okazuję
          > zrozumienie i mówię o tym, że jego uczucia są normalne tylko ich
          > okazywanie w taki spoasób sprawia mi przykrość.

          Ciekawa jestem, jakich słów używasz, tłumacząc Tymkowi, że "jego
          uczucia są normalne"? Mówimy tu o DWULATKU! Dziecko w tym wieku o
          wiele więcej potrafi wyczuć z Twoich emocji, reakcji i mowy ciała,
          niż zrozumieć ze słów. Tymek potrzebuje Twojej BEZWARUNKOWEJ
          miłości, a to oznacza również akceptację również w chwili gdzy "źle"
          się zachowuje. Dziecko musi czuć, że nie straci Twojej miłości nawet
          jeśli będzie rozrzucało zabawki, kopało Ciebie czy krzyczało w
          sklepie. Nie możesz zpewniać go o swojej miłości słowami, Tymek musi
          poczuć Twoją miłość, szczególnie w chwilach najbardziej dla niego
          stresujących.
          • green_land Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 21:20

            Arwen8, trochę za bardzo życzeniowe te rady. Mam dziwne wrażenie, ze
            więcej czerpiesz z książek akademickich, niż z praktyki.
            • arwen8 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 21:28
              Green_land, chyba umknał Twojej uwadze znakomity post Joli w tym
              wątku. Warto przeczytać.
              • green_land Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 15.11.07, 11:39
                Znakomity post? Nie zauważyłam nic znakomitego w twierdzeniu, że
                dziecko uczy się też na własnej skórze /nie pisze tego z ironią/.
                A rady rzeczywiście są zbyt życzeniowe i książkowe. Przydało by się
                więcej praktyki miast sama teoria.
        • jola_ep Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 16:40
          > JA nie bronię Tymkowi przeżywac tych uczuć. On jest jeszcze za mały
          > na to aby powiedzieć dokąłdnie o co mu chcodzi i to oznacza, xe mam
          > mu pozwalać urządzać sceny?

          Ale on ma dopiero DWA lata. Nie jest DOROSŁY, więc proszę nie wymagaj, aby od razu nauczył się wyrażać je w dorosły sposób. Spójrz, jak pięknie małe dzieci się cieszą, jak się w tej radości pogrążają, jak cieszy się ich całe ciało. Podobnie intensywanie przeżywają inne emocje - także złość.

          Mój synek w wieku 2,5 lat tak pogrążał się w swojej złości i frustracji, że nie potafił nad sobą zapanować. Masz rację - nie warto wtedy rozmawiać, przytulać itp. To nie ma sensu. Dziecko jest tak pogrążone w swojej złości, że nie potrafi nawiązać sensownego kontaktu. Ale w żadnym razie nie oznacza to, że powinnaś go odrzucać - a właśnie to bije z tego wynoszenia. Wręcz przeciwnie. Myślę, że powinnaś być obok niego, spokojna, może kucnij obok (to zależy jak się syn zachowuje), powiedz, że widzisz, jak się złości, że po prostu poczekasz aż mu przejdzie.
          To nie jest tak, że dziecko urządza takie sceny świadomie. Owszem - takie świadome zdarzają się, teraz lub później. Ale uwierz mi, na pewno potrafisz je odróżnić. Mój synek tylko raz próbował takiego wymuszania - można go było przejrzeć na wylot ;)

          Jest raczej tak, że uczucie złości go opanowuje, a on jeszcze nie potrafi sobie z nią poradzić. Zamiast odrzucać, spróbuj być raczej wsparciem. Ja raz chciałam zostawić mojego synka, gdy miał 2,5 lat i pogrążał się w swojej "histerii". Może to złudzenie, ale spojrzał na mnie tak jakoś smutno, jakby tak bardzo mnie potrzebował. Oczywiście o jakimkolwiek kontakcie z mojej strony nie było mowy. Więc po prostu przysiadłam obok niego i czekałam... Czasem 10 min, czasem 15. Jak widziałam po jego oczach, że zaczyna "kontaktować" zwykle po prostu odwracałam jego uwagę, czasem zagadałam.

          Mój synek jest już duży. Nie odrącałam go z jego złością. Jak miał 4 lata świetnie działał na niego chwyt "poczekaj w tym kącie, aż ci złość przejdzie". Z czasem nauczył się wyrażać swoje uczucia w bardziej cywilizowany sposób. Jak był starszy - komicznie (dla mnie) warczał. Potem przechodził etap burczenia i odwarkiwania. Zaszywa się w kącie (ale go zazwyczaj wyciągam i gadamy sobie ;) - oczywiście daję czas na ochłonięcie ).

          Twój synek ma dwa lata i nie bój się proszę pozwolić mu przeżywać uczuć na miarę dwulatka :))

          > Aha, jak się już mój syneczek uspakaja to mu tłumaczę, okazuję
          > zrozumienie i mówię o tym, że jego uczucia są normalne tylko ich
          > okazywanie w taki spoasób sprawia mi przykrość.

          Dlaczego sprawia Ci przykrość?
          Tak, jak gdyby potrafił Cię zranić. Przecież on jest maluszkiem, a Ty dojrzałą osobą. Ty jesteś stała. Spokojna przystań w czasie burzy :)
          Może po prostu się boisz, że takie zachowania mu zostaną? Ale przecież gdy uczył się chodzić, to od razu mu nie wychodziło. Czy raniły Cię jego upadki?

          Nigdy nie mówiłam synkowi, że jego "histerie" sprawiają mi przykrość. A już na pewno nie wtedy, gdy miał dwa latka. Mimo to jest bardzo spokojnym, zrównoważonym ośmiolatkiem :) (przy okazji - to bardzo wdzięczny dla matek wiek :))

          Co do wynoszenia z pokoju. Nie wydaje się mi to takie złe, jeśli będzie miało na celu zmianę miejsca - najlepiej na jakieś spokojne, o małej ilości bodźców. Spróbuj jednak nie zostawiać go samego. Raczej spokojnie bądź w pobliżu.

          Pozdrawiam
          Jola
          • arwen8 Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 07.11.07, 16:55
            Jola, znakomity, mądry post!
          • pimpusia77 arwen i jola 07.11.07, 17:01
            bardzo Wam dziękuję za pomoc. Faktycznie, może wynoszenie do innego
            pokoju to zły pomysł... Będę po prostu przy nim. Będe milczec bo
            gadanie w takiej chwili nic nie daje, ale będę :-)

            >może po prostu się boisz, że takie zachowania mu zostaną?
            Oj boję się.. i to jak! Moi rodzice mnie rozpieścili dużo pracy
            musiałam włożyc w to, żeby zmienić w sobie pewne cechy. Nadal nad
            tym pracuję (biedny mój mąż...;-)

            Ja po prostu nie byłam pewna czy wogóle takie zachowanie jest typowe
            dla dwulatka. moja teściowa twierdzi, xe mojemu mężowi moxna było
            wszystko wytłumaczyć, że on nie histeryzował i to ona zasiała we mie
            ziarno niepewnosci... A to jest tak, że dzieci są różne. Ona miała
            po prostu szczęście, że mój mąż ma tak ugodowy charakter :-)

            A pisząć "odwrócić uwagę" miałam na myśli odwrócenie uwagi od
            "samonakręcania się". U mojego synka to sie tak nakręca, rozkręca,
            rozpędza... Pisząc "odwrócić uwagę" miałam na myśli niedopuszczenie
            do rozpętania się burzy a nie zbagatelizowanie jego problemu i
            zignorowanie powodów frustracji.
            • saskiaplus1 Re: arwen i jola 15.11.07, 15:22
              Rady arwen i joli rzeczywiście mocno pachną czystą teorią. Moja praktyka jest
              taka: kiedy Młody (ponad 2 lata) rzuca się z płaczem na podłogę, to go przytulam
              albo głaszczę i mówię, że rozumiem, że jest zły, bo..., ale porozmawiamy o tym
              jak się uspokoi. Co zwykle następuje bardzo szybko. Spróbuj, może podziała. Co
              do konsekwencji, to bardzo dobra rzecz, ale pamiętaj, że dzieci są różne i
              odrobina elastyczności czasem nie zaszkodzi.
              • Gość: mat.an konkretne rady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.07, 15:51
                Napiszę co u nas działało i działa.
                Gdy Karolina była młodsza- histerie ignorowałam, tzn. nie wynosiłam jej, tylko
                sama demonstracyjnie zajmowałam się czymś innym, np. zaczynałam ,,rozmawiać
                przez telefon". Po naprawdę krótkim czasie takie zachowania bardzo straciły na
                częstotliwości, nie ma widza- nie ma widowiska. Nie wynosiłam, bo przy braniu na
                ręce siłą rzeczy musiałabym ją tą uwagą obdarzyć, a potem, szybko ją zostawić
                (frustrujące, prawda?).
                Obecnie, gdy mała ma 2,5 roku, wszystko rozumie i doskonale mówi, przyjęłam
                metodę werbalizacji jej problemu. Przykład: Karolcia b.chce dostać czekoladkę
                tuż przed obiadem. Atmosferka robi się gęsta. Kucam koło niej i rozpoczynam rozmowę:
                - Masz wielką ochotę na tą czekoladkę.
                - Tak, wielką. Daj mi czekoladkę, daj,daj.....
                - Też bym zjadła, czekoladki są smaczne. Lubisz czekoladki?
                - Lubię, daj czekoladkę.
                - Szkoda, że nie możemy teraz zjeść czekoladek. Ale wiesz co, po
                obiedzie będą nam jeszcze bardziej smakowały.
                W takiej rozmowie staram się pokazać że rozumiem, jak bardzo dziecko czegoś
                chce, a przy tym ,,zagaduję" problem. W pewnym momencie mała jest na tyle
                zainteresowana rozmową, że łatwo przestawić jej myślenie na ,,inne tory"
                Z ubieraniem w sklepie nigdy nie miałam problemu. Gdybym miała, spróbowałabym
                tak: Przed wejściem do sklepu roztoczyłabym przed dzieckiem super plan- co
                będziemy robić po skończeniu zakupów. W trakcie zakupów co jakiś czas
                przypominałabym mu o tym, w trakcie ubierania się również bym o tym mówiła.
                Pewnie zacznie i tak protestować, zdjęłabym wtedy swój płaszcz i powiedziała:
                jak nie chcesz się ubrać, to nie idziemy i nie będziemy TEGO CZEGOś robić. Może
                zadziała, a na pewno zadziwi przyzwyczajonego do szarpaniny malucha. No i bym do
                repertuaru bajek i opowiastek wprowadziła taką o chłopcu np.Pawełku , który
                wychodził na dwór/ze sklepu i zakładał spodnie, sweter, kurtkę, czapkę, buty i
                co tam jeszcze, bo zimno i ...... Mając problem z ubieraniem, mówiłabym: a
                pamiętasz, Pawełek grzecznie zakładał...
                Jeśli ucieka, to niech jeżdzi w wózku, tam, gdzie jest niebezpiecznie. To nie
                jest nic nadzwyczajnego u dwulatka. Spacer i zabawa w ganianego tylko tam, gdzie
                można.
                Pozdrawiam, Anka
              • jola_ep Jednak praktyka 16.11.07, 17:53
                > Rady arwen i joli rzeczywiście mocno pachną czystą teorią.

                :)
                Nie do końca moje zdanie jest podobne do zdania Arwen.
                Ale za to na pewno to, co napisałam, nie jest teorią.

                > to go przytulam, albo głaszczę i mówię, że rozumiem, że jest zły, bo..., ale porozmawiamy o tym
                > jak się uspokoi.

                Takie postępowanie nieźle sprawdzało się przy mojej starszej córce, ale kompletnie nie wypaliło przy moim synku. Jego złość była dużo większa. Wyglądał nieco tak, jakby tracił kontakt z otoczeniem.
                I po dziś dzień raczej potrzebuje spokoju. I pewności, że jestem w pobliżu i czekam, aż do mnie przyjdzie ze swoim problemem. Oczywiście teraz już nie wrzeszczy nieprzytomnie jak wtedy, gdy miał 2 lata ;)

                Zagadywanie, pocieszanie, odwracanie uwagi, rozmowa o tym, co go zdenerwowało itp. miało sens, ale dopiero wtedy, gdy się uspokoił.
                Może po prostu trafił mi się wyjątkowy egzemplarz :)

                Oczywiście próbowałam go wcześniej podejść, ograniczać zakazy i nakazy, ale nie zawsze to było możliwe. A ja obawiałam się, aby obawa przed jego reakcją wpływała na moje postępowanie. Bo czasem w końcu trzeba było przenieść go przez ulicę, choć on zdecdyowanie wolał na niej zostać...

                Pozdrawiam
                Jola
            • Gość: karolinaikapi Pimpusiu :) kochana ... IP: *.stk.vectranet.pl 16.11.07, 23:20
              Ja też mam dwulatka i jak czytam to co piszesz, to mam wrażenie jakbym czytała o
              sobie i swoim synku. Myślę, że dobrze postępujesz. Ja postępuje podobnie, dużo
              czytam na temat buntu dwulatka i myślę, że nie ma na to dobrej rady.
              Też martwię się o mojego smyka, co z niego wyrośnie, ale mam nadzieję, że dzięki
              mojemu zaangażowaniu będzie z niego dobry człowiek. Takie samo mam wrażenie u
              Ciebie.

              Przeczytaj sobie ten artykuł:
              babyonline.pl/maluch_dwulatek_artykul,1180.html
              a upewnisz się, że jesteś na dobrej drodze do wychowania wspaniałego człowieka,
              bo przecież takim jest już teraz Twój synek, mimo tych buntów i innych złych
              zachowań cenisz w nim wiele, tak jak ja w moim. :)
    • mkostki Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 17.11.07, 22:16
      Witaj Pimpusiu!
      Na początku przedw wszystkim chciałam ci pogratulować umiejętności
      prowadzenia rzeczowej dyskusji i obrony wałsnych racji, bez
      atakowania strony przeciwnej i różnego rodzaju wycieczek osobistych.
      Rzadka zaleta w dzisiejszym świecie, a szczególnie w internetowej
      rzeczywistości - a Ty naprawdę tę umiejętność posiadasz!
      A teraz do rzeczy! Co do konsekwencji - nie jest przereklamowana,
      ale nie jest też cudowną pigułką. Mój starszy syn w tym zakresie
      wystawiał mnie na nie lada próby. Przeważnie "załapywał" wmomencie,
      kiedy traciłam już wszelką nadzieję, że kiedykolwiek się nauczy że
      np. nie wolno walić młotkiem (na szczęscie plastikowym) w szybę.
      Teraz mu się już nie zdarza - akurat w przypadku młotka może
      dlatego, że walenie w cokolwiek przestało być atrakcyjne:-) A tak na
      serio - jedyna rada to konsekwencja i cierpliwość.
      Względem uciekania - 2 rady. Obie poparte praktyką - przećwiczona w
      tej materii zostałam nieźle. W warunkach, gdzie to możliwe (czyt.
      bezpieczne) - pozwól uciec i nie goń. Idź w drugą stroną i powiedz
      mu "papa" - osobiście nie wierzyłam, że w ogóle to zauważy, ale o
      dziwo robiło to na nim wrażenie! Przynajmniej na początku. Jasne,że
      to nie jest sposób, ale chociaż pozwala przełamać schemat. Dzięki
      temu przestał traktować uciekanie jako świetną zabawę i moglismy
      przejść do kolejnego etapu. Skuteczne w przypadku mojego Antka
      okazało się ...ćwiczenie go w regowaniu na komendę "stop". Bawiliśmy
      się tak, że on biegnie, a na moje wołanie 'stop" ma się zatrzymać.
      na początku każdą udana "akcję" nagradzałam brawami i
      owacjami.Bawiliśmy sie tak długo, aż się wyćwiczył i na "stop"
      reaguje do dziś.
      Trochę dziwna mi się wydaje reakcja na ubieranie w sklepie, skoro w
      domu takiego problemu nie ma. Zastanawiam się więc, czy to nie objaw
      zmęczenia po prostu - wizyta w sklepie,pełnym ludzi,hałasu i
      kolorowych pudełek na półkach nieźle młody mózg wykańcza. Może
      spróbuj skrócić czas spędzony w sklepie,jeśli wogóle moja uwaga
      wydaje ci się choć trochę trafna.
      A na zakończenie mogę tylko powiedzieć, że z taką mądrą mamą Tymek
      na pewno wyrośnie na dzielnego, mądrego faceta. Nie poddawaj się, bo
      z każdym dniem będzie lepiej - 2 latka to naprawdę cholernie trudny
      wiek.
      Mama Antka i Karola
    • moyyra Re: konsekwncja nie skutkuje- dwulatek 17.11.07, 22:39
      zxastosuj metode Karppa :0
Pełna wersja