Koty w przedszkolu

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.11.07, 13:14
Może to niekoniecznie wątek pasujący do tego forum, ale liczę na
Wasze zdanie na ten temat.
W przedszkolu, do którego uczęszcza moje dziecko są koty. Przebywają
w tych samych pomieszczeniach co dzieci, no i wychodzą też na
zewnątrz, jak to koty chodzą własnymi drogami. Podobno są szczepione
i rzeczywiście widać, że są zadbane. Nie mam nic przeciw
integrowaniu dziecka ze zwierzęciem, wręcz przeciwnie, ale czy
koniecznie w przedszkolu, które i tak jest już źródłem infekcji i
chorób? Czy są w ogóle jakieś przepisy dotyczące trzymania zwierząt
w przedszkolu?
    • justyna_dabrowska Re: Koty w przedszkolu 08.11.07, 14:54
      Proszę zapytac o to PAnią Kosk, dyrektorke przedszkola, odpowiada na
      forum "pomóz dziecku rozwinąć skrzydła"
      • Gość: Gość Re: Koty w przedszkolu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.12.07, 15:01
        Niestety nie doczekałam się odpowiedzi od Pani Kosk na forum "Pomóż
        dziecku rozwinąć skrzydła". Lekarka, której powiedziałam, że są koty
        w przedszkolu była bardzo zdziwiona. A Was to nie dziwi?
        • Gość: Margot Re: Koty w przedszkolu IP: *.eranet.pl 10.12.07, 20:04
          Dziwi, dziwi, tym bardziej, że dzieciaki w ferworze zabawy niekoniecznie
          zwracają uwagę na higienę osobistą. A tymczasem toksoplazmoza nie jest groźna
          jedynie dla płodu, dla małych dzieci też. Nie mówiąc o różnych pasożytach.
          Szczepienia właściwie chronią same koty przed typowymi dla nich chorobami (no,
          może poza wścieklizną). Kotki powinny być też odrobaczane i mieć regularnie
          sprawdzane uszy, czy nie pojawia się świerzbowiec. No i nie wyobrażam sobie, że
          taki kociak ładuje się do pomieszczeń kuchennych... A może jeszcze dostaje tam
          coś do jedzenia?
          Zaznaczam, że nie jestem przeciwniczką kotów, wręcz odwrotnie, ale chyba trzeba
          znać miarę.
          • Gość: aaaaa1 Re: Koty w przedszkolu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.07, 08:44
            A jak dziecko ma alergię - to co ma zrobić?
            • monikawet Re: Koty w przedszkolu 12.12.07, 22:17
              Dziwi mnie takie podejście.Zamiast przyzwyczajać dzieci do obcowania ze
              zwierzętami-robi się z tego wielkie hallo.Czyżby nikt z forumowiczek nie miał
              oprócz dziecka psa czy kota?Czyżby wszystkie miejskie piaskownice były zamknięte
              dla psów,kotów i ptaków?To samo z parkami...A w domu koty nie wchodzą nam czasem
              na stół czy szawkę?I zaraz je odkażamy ?Może warto pomyśleć...
              • Gość: Margit Re: Koty w przedszkolu IP: *.eranet.pl 12.12.07, 23:51
                Kot trzymany w domu to nie to samo, co chodzący na swobodzie. I faktycznie,
                jeżeli jakieś dziecko ma alergię na sierść, to już automatycznie do tego
                przedszkola nie może się zapisać.
                Monikawet, miałam kotkę, którą oddałam znajomym będąc w ciąży i myślę, że dobrze
                zrobiłam. A jeśli kicia wlazła mi na coś, gdzie leżało jedzenie, to po pierwsze
                nie pozwalałam na to, po drugie bardzo często wycierałam stoły i szafki. Po
                kotku, piesku i innych pupilach jednak powinniśmy myć ręce i dbać o to, żeby nie
                miały kontaktu z naszą żywnością. Myślę, że niejedna kobieta z wykrytą w czasie
                ciąży toksoplazmozą pluje sobie w brodę, że nie przestrzegała pewnych rozsądnych
                zasad.
                • Gość: titta Re: Koty w przedszkolu IP: *.botany.gu.se 14.12.07, 12:12
                  Przez wieki ludzie zyli ze zwierzetami. Pewnie, lapali rozne pasorzyty, jak
                  zreszta to i dzisiaj robia. Nie mieli jednak alergi! Co ze wytrzesz szawke, jak
                  twoje dziecko wylize oparcie fotela na ktorym siedzial zwierz albo lopatke,
                  ktora bawilo sie w piaskownicy. Toksoplazmoza jest grozna jak sie nia zarazi w
                  ciazy. Wiec moze z tego powodu nie jest zle jak sie zarazi nia wczesniej?
                  Chociaz oczywiscie najlepiej w ogole.
                • aaaurelia Re: Koty w przedszkolu 14.12.07, 13:54
                  tzn masz na myśli kota, który z domu nie wychodzi. ale taki kot też
                  może się zarazić róznymi chorobami, bo ktoś je do domu przyniesie
                  np. na butach.
                  Najważniejsze to wiedzieć jak się można zarazić toksoplazmozą -
                  groźna jest dla ndzieci, któe zarażą się podczas ciąży
    • Gość: Indi Re: Koty w przedszkolu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.07, 00:28
      Uwielbiam koty. Dokarmiam stadko na osiedlu.
      A jednak byłabym przeciwna kotom w przedszkolu. Może to wynikać z
      tego, że dobrze znam koty i ich choroby. Dokładnie orientuję się
      jakie zagrożenia niesie ze sobą kot, który może swobodnie chodzić na
      zewnątrz. Kot do łowca. Nawet jak ma co jeść to i tak łapie myszy,
      ptaki, jaszczurki itd. Do tego kopie w ziemi, a wszyscy wiemy co
      można "złapać" z ziemi. Nie mówiąc już o tym, że zakopuje odchody w
      miejscach gdzie bawią się dzieci.
      Poza tym to chyba nie jest też dobre rozwiązanie dla kotów. To nie
      są maskotki lecz żywe zwierzęta. Może przedszkole powinno na
      początek pomyśleć o karmnikach dla ptaków na zewnątrz i dochodzącym
      psie do dogoterapii.
      A o przepisy można zapytać dzwoniąc do kuratorium.
      Pozdrawiam!
      • silnababa Re: Koty w przedszkolu 14.12.07, 03:20
        Otóż to! Rozsądny głos w dyskusji i dobrane argumenty... Włos mi się jeży, kiedy
        ktoś wszystko tłumaczy potrzebą kontaktu dzieci ze zwierzętami... Ostatnio,
        kiedy byłam na spacerze z małą, podbiegł do wózka duży bokser (bez kagańca, bez
        smyczy), groźnie burczał, kiedy powiedziałam właścicielce, że ma go trzymać na
        smyczy, zaczęła się na mnie wydzierać, że nie dopuszczam do kontaktu dziecka ze
        zwierzętami... Kurczę, jak ten kontakt ma polegać na tym, że jakiś bydlak na 4
        łapach odgryzie mojemu dziecku nogę, to dzięki;))).
        Wiem, że to nie na temat, ale myślę, że ta chęć integracji dzieci i zwierząt
        czasem idzie za daleko.
        • Gość: chalsia Re: Koty w przedszkolu IP: *.adsl.inetia.pl 14.12.07, 11:01
          > kiedy byłam na spacerze z małą, podbiegł do wózka duży bokser (bez
          kagańca, bez
          > smyczy), groźnie burczał, kiedy powiedziałam właścicielce, że ma
          go trzymać na
          > smyczy, zaczęła się na mnie wydzierać, że nie dopuszczam do
          kontaktu dziecka ze
          > zwierzętami.

          fakt, włascicielka pojechała po bandzie, ale i Ty mocno przesadziłaś
          ze swoją reakcją (bo Cię wyobraźnie poniosła za daleko) -a dziecko
          sobie bezpiecznie w wózku leżało.
          • Gość: Indi Re: Koty w przedszkolu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.07, 15:48
            Gość portalu: chalsia napisał(a):

            > fakt, włascicielka pojechała po bandzie, ale i Ty mocno
            przesadziłaś
            > ze swoją reakcją (bo Cię wyobraźnie poniosła za daleko) -a dziecko
            > sobie bezpiecznie w wózku leżało.


            To i ja wtrące tu swoje dwa grosze.
            Dla mnie to nie była przesadzona reakcja.
            Do szału doprowadzają mnie właściciele psów, którzy uważają, że
            kontakt z ich czworonogiem to dla mnie wymarzone doświadczenie. Nie
            chodzi tu nawet o dzieci. Przepisy mówią jasno co powinien mieć pies
            na spacerze. A przecież ja nie muszę lubić psów (zwłaszcza tych
            zaślinionych), mogłam mieć fatalne wspomnienia z dzieciństwa...
            Dlaczego nikt nie bierze tego pod uwagę?
            Ostatnio pod mój dom przybłąkał się wielki pies. Wyszłam z dzieckiem
            na spacer. Pies podleciał, zaczął warczeć. No to ja za wózek i do
            klatki. Obserwuję okolicę, pies zniknął. No to za wózek i na spacer.
            A ta bestia znowu za mną i warczy. To ja znowu do klatki.I tak sobie
            pomyślałam dlaczego mam być zakładnikiem psa. Dlaczego moje dziecko
            nie dotleni się dlatego, że bestia na nas fuka. I zadzwoniłam na
            policję. Przedstawiłam sytuację. Podziękowano mi za zgłoszenie.
            Dosłownie za 10 minut przyjechał facet z animal control i złapał
            psa. Powiedział, że dzięki temu właściciele łatwiej odnajdą swoją
            zgubę. Więc chyba wyszło na dobre.
          • Gość: Chalsia!!! To jest dziecko w spacerówce! IP: *.eranet.pl 16.12.07, 15:49
            To dziecko w spacerówce, nisko nad ziemią, z odsłoniętymi nogami itp.!!! Powiem
            szczerze, że mniej się bałam tych wszystkich potworków typu amstafy bez smyczy i
            kagańca, kiedy leżała w wózku głębokim...
            • Gość: gosc Re: To jest dziecko w spacerówce! IP: *.eranet.pl 16.12.07, 17:09
              Gość portalu: Chalsia!!! napisał(a):

              > To dziecko w spacerówce, nisko nad ziemią, z odsłoniętymi nogami
              itp.!!! Powiem
              > szczerze, że mniej się bałam tych wszystkich potworków typu
              amstafy bez smyczy
              > i
              > kagańca, kiedy leżała w wózku głębokim...

              Mój jezdzi w spacerówce i własnie jak widzi psa to ufnie wyciąga do
              niego rączki. Poki co tłumaczenie nic nie daje, bo to za małe
              dziecko, żeby zrozumiało.
              Przeraża mnie podejście właścicieli psów.
              Wczoraj zapytałam babkę, gdzie jest kaganiec psa. A ona mi na to, że
              on nie lubi kagańca. Ciekawe czy właścicielka polubilaby madaty.
              Głupota i krótkowzroczność.
              Nie mówiąc już o wszechobecnych psich kupach:((((((((
              • chalsia Proszę o wykasowanie tego i poprzedniego postu 17.12.07, 17:19
                bowiem ktoś pisząc gościnnie jako Chalsia!!! "podszywa" się pode
                mnie wprowadzając w błąd co do autorstwa wypowiedzi.
                • Gość: silnababa Do: Chalsia IP: *.eranet.pl 17.12.07, 23:34
                  Przepraszam i kajam się, nie miałam najmniejszego zamiaru się podszywać! To z
                  emocji, imię Chalsia miałam wpisać w temacie, a potem już ni czytałam tu nic. Po
                  prostu zirytowałam się i pisałam w pośpiechu, bo dla mnie starcie z lekka
                  wkurzonego boksera z moją córcią w spacerówce, przypiętą pasami i przodem do
                  kierunku jazdy, to nie było najmilsze przeżycie. Nikt nie ma prawa wymuszać na
                  mnie kontaktu z agresywnym zwierzęciem, wypadałoby jednak dużego psa trzymać na
                  smyczy. W parku, gdzie chodzimy na spacery, jest duża, uczęszczana aleja, gdzie
                  jest zawsze dużo dzieciaków. Trochę w bok i są różne odnogi, polanki, gdzie pies
                  naprawdę może się swobodnie wyhasać. Puszczanie luzem dużych psów nie musi mi
                  się podobać, jeżeli taki pies ma wobec mnie albo mojego dziecka agresywne
                  zamiary (warczy), to jest to jakieś naruszenie przestrzeni osobistej.
                  Jeszcze raz przepraszam za pomyłkę!
      • blueluna Re: Koty w przedszkolu 15.12.07, 08:42
        >Do tego kopie w ziemi, a wszyscy wiemy co
        > można "złapać" z ziemi.

        Co na przyklad?

        Rozbrajaja mnie takie teksty :(
        Niestety - bardzo negatywnie.
        Coz takiego strasznego ma przyniesc do przedszkola ten nieszczesny
        kot? Chetnie poslucham.
        Skoro jest zaszczepiony i najprawdopodobniej odrobaczony?
        Jesli ktos ma watpliwosci wystarczy sie dopytac kierownictwa, niech
        pokaze ksiazeczki zdrowia.

        Jakiez jest zagrozenie ze strony tych kotow - szczegolnie w
        porownaniu z tym z czym ma do czynienia przecietne dziecko w parku,
        na spotkaniu rodzinnym i przede wszystkim w przedszkolu?
        Przeciez okolo 70 % przedszkolakow ma pasozyty.
        Toxoplazmoza?
        Skad dziecko ma sie zarazic toxoplazmoza od kotow do kalu ktorych
        nie ma dostepu (jesli przedszkole ma niezabezpieczone piaskownice to
        beda sie do nich zalatwialy jakiekolwiek koty, nie musza byc
        przedszkolne) nie mowiac o tym ze dziecko w wieku przedszkolnym
        najlepiej ja przechodzi, praktycznie zawsze bezobjawowo.
        Nie boicie sie mononukleozy?
        Choroby roznoszonej przez ludzi a ktora mozna sie zarazic przez
        cmokniecie czy napicie sie z tej samej szklanki?
        A grypa?

        Argument ze alergik nie bedzie mogl chodzic do takiego przedszkola -
        no sorry, ale nie ma przymusu.
        Nie bedzie mogl tez chodzic jesli nie bedzie mogl przynosic swojego
        jedzenia, jesli bedzie uczulony na cokolwiek co jest w przedszkolu -
        np. farbe na scianie.
        Po prostu trzeba takiemu dziecku znalesc przedszkole mu przyjazne i
        juz.

        Czy ktos moglby mi wyjasnic skad bierze sie to demonizowanie kotow?
        • monikawet Re: Koty w przedszkolu 15.12.07, 21:47
          Miarą człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt.Poza tym bardzo często jest
          tak,że jak ktoś nie lubi samego siebie ,to i nie przepada za zwierzętami..Żadnym
          odkryciem jest,że ludzie lubiący zwierzęta są bardziej wrażliwi...Nie trzeba
          przypominać,że istnieje coś takiego jak dogo i felinoterapia.
          Wychowałam się na wsi w towarzystwie kilku wychodzących kotów.Całe moje
          dotychczasowe życie dzielę z kotami.Całą ciążę (prawie do końca)pracowałam w
          lecznicy.Mam dwoje dzieci 2 i 4 lata.Mieszkają z nami 3 wychodzące koty i
          pies.Dzieci bardzo często są ze mną w pracy...Dzięki obcowaniu ze zwierzętami są
          spokojne i zrelaksowane.Zero problemów wychowawczych.Brak jakiejkolwiek
          alergii.Nie dezynfekuję szafek i stołów na które przypadkowo wskoczą koty.Nie
          odkażam rąk po każdym kontakcie ze zwierzęciem..7-letni kot śpi w łóżeczku razem
          z młodszym dzieckiem(w "nogach"),5-letnia kotka z drugim.To koty je
          "usypiają"...Polecam...Dzieci nie mają alergii,nie są nadpobudliwe...Można dużo
          pisać...
          • chalsia Re: Koty w przedszkolu 16.12.07, 01:04
            > z młodszym dzieckiem(w "nogach"),5-letnia kotka z drugim.To koty je
            > "usypiają"...Polecam...Dzieci nie mają alergii,nie są
            nadpobudliwe...

            napisałas to tak, jakby alergia i koty nie miały ze sobą nic
            wspólnego. A jako lek wet wiesz świetnie, ze mają - tyle tylko, że
            masz to szczęście, że Twoje dzieci po prostu nie są alergiczne.

            Ja mam alergię, ojciec mojego dziecka też - więc nasz dziecko miało
            70% szans na bycie alergikiem - i nim jest. I na koty i psy
            reagowalo kaszlem nie majac jeszcze pół roku.
        • chalsia Re: Koty w przedszkolu 16.12.07, 01:10
          > Argument ze alergik nie bedzie mogl chodzic do takiego
          przedszkola -
          > no sorry, ale nie ma przymusu.
          > Nie bedzie mogl tez chodzic jesli nie bedzie mogl przynosic
          swojego
          > jedzenia, jesli bedzie uczulony na cokolwiek co jest w
          przedszkolu -
          > np. farbe na scianie.
          > Po prostu trzeba takiemu dziecku znalesc przedszkole mu przyjazne
          i
          > juz.

          no nie bardzo - tu gdzie mieszkam jest JEDNO przedszkole i jeśli
          miałabym nie móc (z racji alergii dziecka właśnie) posłać dziecka do
          przedszkola z powodu kotów, to wybacz - ale TO jest przesada.
          A w przypadku zerówki - dostępnej tylko w przedszkolu - natychmiast
          przez kuratorium spowodowałbym usunięcie kotów.

          Tak samo w kwestii jedzenia - wiem co piszę - przedszkole nie ma
          prawa odmówic przyjęcia dziecka z powodu tego, ze ma mieć
          przynoszone własne jedzenie (a tym bardziej jesli mowa o zerówce
          przyprzedszkolnej).

          Co do farby czy grzyba na ścianie - fakt, na to nie ma rady, ale
          zwierzaki/jedzenie łatwo "skorygować".

          PS. kocham zwierzęta, miałam zwierzęta i mam nadzieję, że mieć je
          jeszcze będe.
        • Gość: Indi do blueluna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.07, 02:33
          blueluna napisała:
          > Co na przyklad?
          > Rozbrajaja mnie takie teksty :(

          Proszę bardzo przykłady:
          Toksoplazmoza, toksokaroza, glistnica, owsica, lambioza,
          przetrwalniki laseczek tężca, grzyby pleśniowe i wiele, wiele
          innych. Kot nie musi być chory, żeby roznosić pasożyty. Po
          takich "wykopkach" może nam przynieść niespodzianki na sierści,
          łapach. Poza tym skoro masz koty, to pewnie kiedyś twój pupil
          przyniósł kleszcze do domu. Moje podwórkowce przynoszą kleszcze mimo
          regularnego stosowania fontline.
          A co z chorobą kociego pazura?

          > Jesli ktos ma watpliwosci wystarczy sie dopytac kierownictwa,
          niech
          > pokaze ksiazeczki zdrowia.

          Trudno wymagać, żeby rodzić wiedział, co jaki okres czasu należy
          powtarzać odrobaczanie, albo które specyfiki są bardziej skuteczne.


          > Jakiez jest zagrozenie ze strony tych kotow - szczegolnie w
          > porownaniu z tym z czym ma do czynienia przecietne dziecko w
          parku,
          > na spotkaniu rodzinnym

          To porównanie jest nie na miejscu. Jak jestem z dzieckiem to JA
          biorę za niego odpowiedzialność.

          > Przeciez okolo 70 % przedszkolakow ma pasozyty.

          I to ma być regułą? Takie statystyki trzeba obniżać, a nie rozkładać
          ręce.

          > Nie boicie sie mononukleozy?
          > Choroby roznoszonej przez ludzi a ktora mozna sie zarazic przez
          > cmokniecie czy napicie sie z tej samej szklanki?

          I owszem, też się jej boję. Tak samo jak meningokokow i spółki.
          Dlatego ważne jest to, aby uczyć dzieci, żeby nie piły z tej samej
          szklanki. Ale moim zdaniem to już inna historia.

          > A grypa?

          Boję się i grypy, dlatego dbam o odporność mojego dziecka. Dbam o
          spacery, zdrową dietę itd.

          > Toxoplazmoza?
          > Skad dziecko ma sie zarazic toxoplazmoza od kotow do kalu ktorych
          > nie ma dostepu (jesli przedszkole ma niezabezpieczone piaskownice
          to
          > beda sie do nich zalatwialy jakiekolwiek koty, nie musza byc
          > przedszkolne) nie mowiac o tym ze dziecko w wieku przedszkolnym
          > najlepiej ja przechodzi, praktycznie zawsze bezobjawowo.

          Za dużo tu „jeśli”. Fakty są takie, że zabezpieczonych piaskownic
          jest jak na lekarstwo. Owszem zagrożeniem mogą być też inne koty. O
          ile takie w okolicy są. Za dużo gdybania…

          > Argument ze alergik nie bedzie mogl chodzic do takiego
          przedszkola -
          > no sorry, ale nie ma przymusu.

          Mnie też rozbrajają takie teksty jak Twój. Też bardzo negatywnie.
          Stawianie kota ponad dobrem dziecka jest poza granicami krytyki.
          Dzieci z alergią nie są dziećmi gorszymi. A poza tym, co z dziećmi,
          których alergia wyjdzie w wieku przedszkolnym? Mają zostawiać
          przyjaciół, bo koty są ważniejsze? Przeżywać kolejny stres w nowym
          miejscu? A jak nie ma innego przedszkola?

          A tak na marginesie. Nie demonizuję kotów. Uwielbiam je. Myślę, że
          moje dziecko już dawno przechorowało toksoplazmozę. Ale kontakt z
          kotami to mój wybór. Nie każdy musi stawiać koty na piedestale.
          Każdy ma prawo lubić to, co chce.
          Poza tym dbam o zwierzęta mimo braku kotów w moim przedszkolu (wieki
          temu:)
          Myślę, że zdrowy rozsądek czasem jest bezcenny. I nie zapominaj też
          o tym, że ZWIERZE TO NIE ZABAWKA EDUKACYJNA!
          Możesz ręczyć za wszystkie dzieci, że zawsze będą delikatne dla
          kota? Nawet jak pani nie będzie patrzeć? Ja wiem jedno - pomysłowość
          dzieci nie zna granic.
          Pozdrawiam!
Pełna wersja