dunia71
13.06.08, 10:07
moja córka 3,5 roku ma kolegę, równolatka, razem chodzą do przedszkola,
mieszkamy blisko, dzieciaki bawią sie w piaskownicy,
problem polega na zabieraniu zabawek, standard, dzieciaki w tym wieku tak mają ;-)
jednak sedno problemu tkwi w tym, ze jego matka w ogóle nie reaguje, wychodzi
z założenia, ze dzieci muszą sie dogadać same, taki model wychowania .... mają
to rozwiązać sami ....
a ja nie bardzo wiem jak powinnam zareagować, kiedy córka po samodzielnej
próbie odebrania koledze swojej zabawki, przychodzi do mnie z płaczem, czy
rzeczywiście nie pomagać córce i niech to załatwią miedzy sobą (ona jest
fizycznie słabsza niz jej kolega) czy pomóc jej ?
zazwyczaj po przytuleniu i pocieszeniu proponuje, zeby powiedziała mu, zeby
jej oddał zabawke, czasem ona jest tak rozhisteryzowana, ze nie jest w stanie
niczego powiedziec i oczekuje ode mnie, ze to ja mu cos powiem,
czy tłumaczyc mu na czym polega poszanowanie czyjejś własności, w obecności
jego matki ?
powiem szczerze, ze często mam ochote po prostu wyrwać rozbójnikowi zabawke i
po sprawie ;-))))) ale z drugiej strony nie chce, zeby córka sie nauczyła, ze
mama zawsze roziąże sprawę, jednak z trzeciej strony nie chce zeby była taka
sytuacja, ze ona odbierze moja bierność jako brak pomocy w dramatycznej ;-)
sytuacji,
co o tym sądzicie ????