puma.2
21.06.08, 22:29
opiszę sytuację
długi spacer. wracamy do domu.synek 3latka zmęczony i chce na rączki. niosę go
ale już dłużej nie mogę bo ręce mi opadają. stawiam go na ziemi a on w ryk.
wiadomo nie chce iść marudzenie płacz. tłumaczę że bolą mnie ręce itd. on że
ze mną nie pójdzie i mam sobie iść. wszystko trwa już jakiś czas. nie
potrafiłam się z nim dogadać i usiadłam na ławce która była jakieś 3metry od
dziecka. synek jeszcze większa histeria że go zostawiłam że będzie teraz
tęsknił że mnie tak kocha i tak płacze a ja sobie poszłam.
trwało to około pół godziny. skończyło się tym że go przytuliłam i
powiedziałam że go nie zostawiłam bo byłam niedaleko i że dlatego że go kocham
to chce iść z nim. nie musiałam go już nieść poszedł do samego domu na swoich
nóżkach.
czytam książkę "jak mówić..." i tam jest o zachowaniu dzieci i wczuwaniu się w
ich sytuacje i próbie zrozumienia ale szczerze mówiąc nie rozumie o co
chodziło w tej sytuacji mojemu synkowi. czemu nie chciał ze mną iść a potem
płakał i uważał że go zostawiła a ja naprawdę byłam parę metrów od niego. jak
powinnam reagować? co robić?
ale przede wszystkim o co w tym chodziło?