4-olatek i 2-latek - problemy wychowawcze

30.07.08, 15:40
Mój czterolatek niestety nie słucha sie mnie za bardzo; ja moge mu
czegos zabraniać a on i tak robi swoje.
Problem największy jest w tym,że zaczepia ciągle swojego młodszego
brata (dwulatka); szczypie,drapie,czasem uderzy w twarz...
Tłumaczymy mu,że tak nie wolno - ale niestety czasem krzykne na
niego, poniewaz juz nic nie skutkuje.
Inaczej jest jak tatus przebywa w domu - chłopcy sa grzeczniejsi.
Co ja robię nie tak,że chłopcy nie słuchaja tego co im mówię? Bywa
niestety również tak,że np.mówię starszemu,żeby nie popychał
braciszka, a on do mnie brzydko się odnosi mówiąc BLLEEE..
Możecie mi pomóc jak mam sobie z tym poradzić i co najwazniejsze -
naprawić?
Dodam,że całymi dniami sama jestem z dziećmi,mąz pracuje od rana do
prawie wieczora,pomocy inej nie mam.


Mateuszek ma
i
Łukaszek ma
    • mariola1315 2 i 4 lata - mam problem (proszę o poradę) 04.08.08, 15:53


      Mateuszek ma
      i
      Łukaszek ma
    • ewa.ulrich-zaleska Re: 4-olatek i 2-latek - problemy wychowawcze 04.08.08, 16:16
      Witam
      Czasem w grę wchodzi konsekwencja i stanowczość – może mąż jest
      bardziej konsekwentny w swoim działania??
      Proszę się również zastanowić nad tym, czy przypadkiem synek swoim
      zachowaniem nie domaga się większej uwagi z Pani strony?
      Czekam na Pani przemyślenia 
      E U-Z
    • camilcia Re: 4-olatek i 2-latek - problemy wychowawcze 04.08.08, 21:27
      ja bardzo polecam książkę 'rodzeństwo bez rywalizacji' duuuużo
      materiału do przemyśleń, podpowiedzi, trochę zmienia podejście na
      pewno, nawet jeśli nie wykorzystamy wszystkiego

      u mnie corcia 5 synek 3 :) bywa ciężko, wiem z doświadczenia, ze
      zachowanie dzieci też różnie odbieram, są dni że jest świetnie, są
      też takie że myślę .... różne dziwne rzeczy ;P tolerancja na ich
      wybryki zmienia się w zależności od humoru mojego, zmęczenia itp

      dużo cierpliwości życzę, teraz już tylko lepiej będzie bo starsi
      (przynajmniej ja na to liczę hehe)
      • andynawrocki Re: 4-olatek i 2-latek - problemy wychowawcze 07.08.08, 14:26
        ja mam podobny problem z tym że mała (5 lat) zrobiła sie strasznie
        płaczliwa i wrzeszcząca (ma brata 2 latka). Basia ciągle wyje,
        buczy, boczy sie, obraza, stęka ze ją coś boli... mam już tego dość!
        Nie może narzekać na brak uwagi z naszej strony bo właśnie staramy
        sie aby dostawała dużo a mimo tego tak sie zachowuje! Mały jest
        odwrotnością - nawet kiedy sie zaliczy lądowanie nic się nie odzywa
        i bardzo mało płacze. Kiedy Jasiek był mały - rozumiałam jej
        pretensje ale teraz... Bardzo mnie to męczy i powoduje że wkurzam
        sie na nią za to zachowanie bo czasem aż sie we mnie gotuje kiedy
        widzę jak aktorsko przybiego z płaczem wrzeszcząc: Jasio mnie
        uderzył a nic takiego nie miało miejsca bo on sie o nią tylko oparł
        przechodząc... jak na to zaradzić?
        pap
        • verdana Re: 4-olatek i 2-latek - problemy wychowawcze 07.08.08, 15:19
          Odpowiedź na Twoje pytanie znajduje sie w Twoim poscie.
          Masz zatem slodkiego Jasia, ktory wlasciwie jest dzieckiem idealnym,
          nie placze, nie zaczepia siostry, jest w ogole doskonaly i slodki. I
          paskudną corke - marudzacą, wrzeszczacą skarżypytę.
          I oto rozwiazanie - corka - niezależnie od czasu jej poswiecanego -
          to dostrzega. Dostrzega, ze brat jest "dobry", a ona "zła". Że
          cokolwiek się dzije, ona zostanie ukarana, nie brat (nie wierze, ze
          10 razy na 10 Jas jej nie popycha i nie uderza). 5 lataka czuje, ze
          jej nie akceptujesz i jest wsciekla - jest wsciekła, bo czuje sie
          niekochana. marudzi, bo tylko tak ma szanse na twoje współczucie -
          ktorego nie dostaje.
          To zamknięte koło - póki w takich wypadkach nie przytulisz, nie
          powiesz nienagannemu Jasiowi "Uwazaj, jak chodzisz" - Twoja corka
          będzie w ten sposob probowala być rownie kochana co Jas.
          I nie mow, ze oboje kochasz tak samo - może i kochasz tak samo, ale
          Jasia lubisz znacznie bardziej.
          • andynawrocki Re: 4-olatek i 2-latek - problemy wychowawcze 10.08.08, 12:50
            nie masz racji. Jaś nie jest ideałem i wyobraż sobie że kiedy go
            karce bo muszę to Basia występuje w jego obronie - kiedyś
            powiedziała mi :nie krzycz mamusiu na mojego braciszka! (kiedy
            próbował wybebeszyć szafkę z produktami spożywczymi). I nie mów mi
            że nie próbuję poświęcać jej czasu bo tylko z nią chodzę do teatru
            czy do kina, tylko z nią chodzę sobie czasem po przedszkolu na
            ciacha do kawiarni. Wiele razy po prostu zabieram ją ze sobą żeby
            dać jej do zrozumiania że mam czasem czas tylko dla niej. Ale jej
            wyskoki obejmują też właśnie te momenty (wychodzimy z teatru i
            wsiadamy do samochodu a ona zaczyna wrzeszczeć ze pasy ją uwierają -
            i to nie jest sugestria to jest histeria...i na nic poprawianie
            pasów bo ona ma atak histrii i tyle). I nie mów mi że nie kocham lub
            nie lubię mojej córci bo to po prostu mnie obraża. To że
            porównywałam ją akurat do Jasia ... mogłam porównać do innych dzieci
            np moich znajomych. Basia ma problem w ... no nie wiem jak to
            nazwać. Czasem kiedy czegoś chce, nawet jeśli chodzi o bzdurę to
            zaczyna płakać zanim powie cokolwiek np. zaczyna płakać nikt nie wie
            co sie stało a okazuje sie ze pasek jej sie zaplątał czasami to jest
            jak czeski film...
            pozdrawiam
            pap
            • verdana Re: 4-olatek i 2-latek - problemy wychowawcze 10.08.08, 18:29
              Ma atak histerii, bo wraca do domu, gdzie już nie będzie miala mamy
              dla siebie - czy to tak trudno zrozumieć?
              Przeczytaj swoj pierwszy post - osoba lubiaca swoje dziecko takiego
              postu nie napisze - wylania się z niego antypatyczna corka i
              ukochany synek. Przypadek - nie sądzę.
              Chyba jednak nie bardzo lubisz córkę, a juz na pewno - nie
              akceptujesz jej. nawet to, za co ją chwalisz jest charakterystyczne -
              jest chwalona za uczucia do brata.
              • scher Nie nadinterpretujesz? n/t 10.08.08, 18:52

                • verdana Re: Nie nadinterpretujesz? n/t 10.08.08, 21:34
                  Chyba nie.
                  Przy takim opisie obojga dzieci jak w pierwszym poscie sytuacja
                  wydaje się dosyc klarowna - zła corka i dobry syn. W dodatku gdy
                  pierwsza (i jedyna) zaletą dziecka, jaka matce przychodzi do glowy
                  jest milośc do brata - mnie dzwoni dzwonek alarmowy.
                  Wyraźnie widać podział ról w rodzinie.
                  • andynawrocki Re: Nie nadinterpretujesz? n/t 10.08.08, 22:43
                    nie będę juz tu zaglądać... smutno ale prawda bo osóbka która ma
                    zapędy psychoanalityczne buduje opinie na podstawie kilku szybko
                    skreślonych zdań a diagnoza: lecz sie matko bo nienawidzisz
                    córki...może pójdziemy dalej...jeśli nie zaczniesz się leczyć to
                    możesz ją w przyszłości zadzgać nożem do masła bo nie odwróciła
                    skarpetek na prawą stronę... ale jeśli przeżyje twoje psychoczne
                    pastwienie się to ona ciebie zła matko stuknie wazonem po łbie bo
                    przecież jej nie kochałaś... verdana a może vrednana...kim ty jesteś
                    żeby takie rzeczy wypisywać?
                    • verdana Re: Nie nadinterpretujesz? n/t 10.08.08, 23:37
                      Nie nienawidzisz.
                      Tylko traktujesz inaczej niz syna. Syn jest malutki i słodki, corka
                      nie.
                      Lepiej tego nie widziec i uznać, ze mama idealna, a córka sprawia
                      klopoty. Zmieniać córkę, nie próbujac nic samemu zmienic - bo po
                      co , to córka przeciez sprawia klopoty, nie wiadomo dlaczego, pewnie
                      taka się urodzila, marudna...
                      A potem w nastolatkowym wieku zdziwienie - dlaczego mam problemy z
                      dziecmi?
                      • rycerzowa Re: Nie nadinterpretujesz? n/t 11.08.08, 12:41
                        Niemniej jednak faktem jest,że ludzie RODZĄ SIĘ różni.
                        Jedni - ze słońcem w kapeluszu, i to niezależnie od relacji rodzinnych. Leży
                        tak niemowlak ufajdany po pas i uśmiecha się.
                        Jako dreptuś też nie płacze z powodu byle guza, jako uczeń - z powodu byle jedynki.
                        Inne dzieci mają bardziej wrażliwy układ nerwowy, po prostu są marudne i już.
                        Trzeba je umiejętnie wychowywać, bo matka, wiadomo, ma obowiązek kochać bez
                        zastrzeżeń, ale otoczenie - bynajmniej.
                        Żeby potem z nich nie wyrosły obrażalskie, przewrażliwione matrony, albo mściwi,
                        paranoiczni politycy.
                        • verdana Re: Nie nadinterpretujesz? n/t 11.08.08, 12:51
                          Albo przekonani o własnej doskonałości Ukochani Synkowie Mamusi.
                          Kazdy, kto ma więcej niż jedno dziecko wie, ze dzieci sa rózne. Ale
                          porównywanie ich, a przede wszystkim uznanie jednego za "lepsze" to
                          krzywda dla obojga. Dla tego "lepszego" wieksza.
                        • jola_ep Re: Nie nadinterpretujesz? n/t 11.08.08, 13:16
                          > Inne dzieci mają bardziej wrażliwy układ nerwowy, po prostu są marudne i już.
                          > Trzeba je umiejętnie wychowywać

                          A co to znaczy "umiejętnie"?

                          Moim zdaniem trzeba zacząć od tego, że polubimy nasze dziecko i zaakceptujemy. Zamiast porównywać z innymi, warto odnaleźć w nim to, co jest dobre. Jeśli będziemy nie tylko kochać, ale i lubić nasze dziecko, to łatwiej będzie nam odnaleźć dla niego cierpliwość. A może także i klucz do niego.

                          Mam marudzącą córkę. Mamy hasło, które oznacza, że muszę cierpliwie wysłuchać jej żali. Bardzo tego dziewczyna potrzebuje :) Ja pocieszam, przytulam, głaszczę, mówię jak bardzo ją kocham (najbardziej), jakie to smutne, że to ją spotkało. Czasem na poważnie, a czasem półżartem, bo problemy nie są aż tak poważne. Nawet dla niej. Stworzyliśmy przestrzeń do naszych rozmów, mamy utarte zwyczaje. Pokazuję, że czasem trzeba "trzymać fason", ganię, gdy przekroczy granice, ale jednocześnie staram się, aby wiedziała, jak bardzo jest dla mnie ważna. Więc jeśli moment nieodpowiedni, to spróbujemy później. Był taki czas, gdy miała zakaz marudzenia rano, ale za to mogła do woli wymarudzić się wieczorem przed snem, gdy leżeliśmy razem w łóżku. Bo odkryłam, że wtedy mam dla niej najwięcej cierpliwości.

                          To moje starsze dziecko, więc oczywiście były momenty, gdy wydawało mi się, że jest taka duża, taka dojrzała, że problem zazdrości już nie istnieje. Ale to było złudzenie i przekonałam się, że moja zwiększona czujność i zmiana mojego zachowania, sprawiała, że córa poprawiała swoje zachowanie.

                          Mam nadzieję, że coś tam dobrego z niej wyrosło: w towarzystwie nie marudzi, w szkole nie narzekali, ma koleżanki i przyjaciółki :)

                          Pozdrawiam
                          Jola
                          • rycerzowa Re: Nie nadinterpretujesz? n/t 11.08.08, 16:48
                            jola_ep napisała:

                            > > Inne dzieci mają bardziej wrażliwy układ nerwowy, po prostu są marudne i
                            > już.
                            > > Trzeba je umiejętnie wychowywać
                            >
                            > A co to znaczy "umiejętnie"?

                            Przede wszystkim zrozumieć problem.
                            Że w tym przypadku nie chodzi o zazdrość starszego wobec młodszego ani o to,że jedno jest bardziej udane, niż drugie.
                            Po prostu są dzieci marudne, którym niejako "samo istnienie sprawia ból"". Nie raz na forum był już poruszany problem takich dzieci.
                            Bardzo ładnie napisałaś, jak ty sobie radzisz.
                            Czyli nie zawsze przytulanie i pocieszanie ale czasem zakaz marudzenia.
                            Pozdrawiam,
                            Rycerzowa
        • jola_ep Re: 4-olatek i 2-latek - problemy wychowawcze 11.08.08, 12:59
          > Kiedy Jasiek był mały - rozumiałam jej
          > pretensje ale teraz...

          Błąd. Problem zazdrości i rywalizacji istnieje także wtedy, gdy dzieci mieszkają już ze sobą parę lat. Bywa też i tak, że problem zazdrości pojawia się z dużą siłą dopiero wtedy, gdy młodsze staje się mobilne i wkracza na teren starszego. Warto mieć to na uwadze i postarać się prawidłowo reagować. Poświęcanie czasu starszemu nie wystarczy. Ile byśmy go nie poświęcili, będzie mniej niż wtedy, gdy nie było "konkurencji". Ważny jest nie tylko czas, ale i nasze uczucia, to jak reagujemy na problemy z jakimi przychodzi dziecko, jak traktujemy swoje dzieci, gdy są razem. Czasem są to rzeczy trudne do wychwycenia. Podobno dobrą książką jest "Rodzeństwo bez rywalizacji".

          Pozdrawiam
          Jola
Inne wątki na temat:
Pełna wersja