Gość: agata_k_23
IP: *.cust.tele2.pl
17.08.08, 20:58
Właściwie to nie wiem czy dobrze robię że tu piszę i to w tej
rubryce a nie wiem czy nie w innej.
Tak naprawdę to mam problem z mężem.
Jesteśmy małżeństwem od 5 lat i mamy teraz 10miesięczną córeczkę,
ale od początku sama muszę się Nią zajmować. Mąż powiedział mi przed
porodem że on się dzieckiem nie będzie zajmował (i słowa dotrzymał),
to zastanawiam się po co on je chciał.
Ale może od początku.
Mąż pracuje (ja niestety na razie nie) do 15/16 ale jak tylko
przychodzi z pracy to ważniejsze dla niego jest telewizja albo gra
na komputerze.
Gdy gdzieś wychodziliśmy to odliczałam godziny aby być na czas by
Małą móc nakarmić piersią (teraz butla), a mąż miał "totalny olew"
na to i kazał mi się nie denerwować.
Muszę Małą sama przewiniąć, sama wykąpać i w nocy do niej musze też
ja wstawać. Nie zdarzyło się ani razu żeby on ją chociaż przewinął.
Teraz okazało się że będziemy mieli drugie dziecko. Dla mnie to
trochę za szybko, ale mąż się cieszy. Gdy się dowiedziałam o tym to
zrobiłam dziką awanturę i płakałam dwa dni.
Co prawda mieszkamy z teściami (oni na dole), ale oni zajmują się
Małą tylko wtedy gdy ja musze gdzieś wyjść, teraz np. do lekarza lub
pozałatwiać jakieś inne sprawy, ale co prawda są trochę staromodni i
też się wszystkiego czepiają, że nie tak robię jak powinnam.
Zastanawiam się czy tak teściowa go wychowała, a może niech
przyjdzie zamieszkać na górę i niech zobaczy synka w akcji gdy nic
nie robi, chociaż myślę że pewnie gdyby była Mama to od razu by się
nią zajął.
Ja już nie wyrabiam. Proszę pomóżcie mi co mam z tym zrobić, jak
mam sobie pomóc.