zales239
09.10.08, 10:28
Ciężko jest ubrać w słowa zachowania dziecka,ale spróbuję.
Syn jest naszym 3 dzieckiem,ma starsze rodzeństwo 17,19 lat.
Jesteśmy normalną rodziną mąż pracuje ja zajmuję się domem i dziećmi.
Syn jest dzieckiem bardzo żywiołowym,wszędzie go pełno.W wieku 3 lat
dopiero zaczął mowić,rozumiał wszystko,teraz też jeszcze dłuższe
wypowiedzi sprawiają mu trudność,ale można się juz z nim dogadać.
Jeśli jest z nami w domu,czy razem jesteśmy na placu zabaw jest
fantastycznym dzieckiem,słucha poleceń,rozumie,że trzeba poczekać na
zabawkę aż kolega się pobawi itd.
Nie ma z tym dużych problemów,w domu tez spokojnie.
Natomiast w przedszkolu zaczynają sie schody.Mam wrażenie,że panie
już przyczepiły mu łatke rozrabiaki najgorszego w grupie.Jego imię
jest odmieniane non stop.
Rozmawiałam dzisiaj z wychowawczynia mały powoli sie
uspołecznia,razem je z dziećmi,spiewa,ustawia się w pary,ale też
przeszkadza w zajęciach,rozwala dzieciom budowle,zabiera zabawki.
My ciągle mu mówimy czego nie można robić, dużo też chwalimy ,ale
jakiś chochlik siedzi w nim i on tak postępuje,a jak jeszcze słyszy
non stop od pań reprymendy to wydaje mi się ,że na korzyść to nie
działa.
I teraz nie wiem co mam robić,czy na razie obserwować i tłumaczyć
dziecku,czy karać,ale wiem,że jakakolwiek rozmowa czy kara po fakcie
na koniec przedszkola nic nie da.I czy wogóle kara?
Dziś na wejściu wszedł na grupę i od razu komuś coś zburzył.
Panie przedszkolanki od razu rzuciły się na niego z krzykiem,że tak
nie wolno itd.Nie tak chyba to powinno wygladać.
Z mojego doświadczenia wiem,że negatywny stosunek do dziecka tylko
pogarsza jego zachowanie,nie każde dziecko jest małą słodką
dziewczynką w różowej sukience,która da się posadzić na kolanach i
glaskać-takie dzieci są lubiane,bo nie sprawiają kłoptu paniom.
Takie mam przemyślenia jesli chcecie obiektywnie spojrzeć na problem
piszcie,może ja jestem zapatrzona w mojego syna i nie widzę
wszystkiego...