czy to jest dobra metoda...???

16.11.08, 22:21

zacznę od tego, ze mój synek ma 2,5 miesiąca...
dziś trzeci dzień a raczej wieczór nauki młodego spania a dokładniej
zasypiania w łóżeczku... wygląda to tak: kąpiel około 19ej, karmienie na
siedząco i odłożenie do łóżeczka, które kończy się od razy rykiem (mimo ze na
cycku śpi ale przy odkładaniu zawsze się budził)... no i wtedy przy łóżeczku
siada tata na krzesełku, siedzi i palcem przytrzymuje lekko smoka w buzi
młodego albo daje spokój ze smokiem i tak na zmianę... młody wyje, leje łzy
jak grochy, zanosi się na maksa, mnie serce pęka jak to słyszę... wczoraj
poszłam do wanny i puściłam wodę która zagłuszała płacz + wentylator w
łazience... no a tata tak przy synku siedzi aż młody zaśnie... dodam że nie
bawimy się w metodę na rączki, uspokoić i odłożyć... przedwczoraj i wczoraj
trwała ta walka jakieś pól godziny-czterdzieści minut... przedwczorajszą noc
młody ładnie przespał u siebie w łóżeczku - po karmieniach odkładałam go i
zasypiał ładnie sam bez naszego siedzenia przy nim... taka byłam z niego dumna :)
wczoraj było podobnie...
a dziś:
kąpiel jakoś przed 19stą, karmienie tym razem w sypialni obok łóżeczka młodego
przy małej lampce... zasnął na cycku i dał się odłozyć... alez ja byłam dumna,
mówię wam.... ale cóż... pospał 20 min :( zaczął "jojczyć" ale nie płakać,
więc tatuś pognał na stanowisko ale dopiero gdy zaczal młody płakać... znów 30
min walki jak w ostatnie dwa dni, tatus sie zlamał i wziął synka na ręce bo
straaaaasznie wył... a że było 1,5 godz po poprzednim karmieniu stwierdziliśmy
że pewnie jest głodny... więc młody powędrował na bufet czyli dzisiejszą rundę
WYGRAŁ ON :( jak go karmiłam to
sprawdzał co jakiś czas czy jestem ;) nakarmiony, w lekkim półśnie odłożony
został do wyrka i śpi jak na razie...

najbardziej martwię się tym płaczliwo-wyjącym zasypianiem...
czy robię krzywdę synkowi tą metodą?
czy nauczy się zasypiania?
czy to nie jest przypadkiem tak że on zasypia ze zmęczenia płaczem a nie z
przekonania o słuszności snu w łóżeczku?
czy on w ogóle wie że rodzic siedzi obok?
czy lepsze jest branie na ręce, uspokajanie i odkładanie? żeby malec wiedział
że rodzic reaguje na jego płacz? że nie jest sam? (tyle że u nas to jest tak
że na rączkach się szybko uspokaja ale gdy sie tylko wykonuje lekki ruch w
stronę łóżeczka żeby go odłożyć jest ryk od razu i dodam że było tak od dawna,
no może z wyjatkiem kilku pierwszych tygodni życia synka)...

prosze o opinie
    • pas.ja Re: czy to jest dobra metoda...??? 16.11.08, 23:04
      > młody wyje, leje łzy
      > jak grochy, zanosi się na maksa, mnie serce pęka jak to słyszę...
      > wczoraj poszłam do wanny i puściłam wodę która zagłuszała płacz + > wentylator
      w łazience...

      przytul dziecko, zamiast zagłuszać jego wołanie o twoją obecność, o twój dotyk
      wodą w wannie i wentylatorem w łazience.
      chcesz nauczyć karności dwumiesięczne dziecko?
      litości...poczytaj sobie książkę pt. "mądrzy rodzice".

      dziecko w wieku niecałych dwóch miesięcy nie dysponuje żadną wiedzą ("żeby mały
      wiedział"), a instynktem samozachowawczym. odbiera jedynie bodźce, nie posiada
      zdolności abstrakcyjnego myślenia (kiedy to wyjaśniam, aż sie wstydzę, że tego
      nie wiesz).
      ty jesteś jego Całym Światem. jeśli Cały Świat porzuca dziecko, dziecko domaga
      się Całego Świata.

      poza tym: może ma kolki, może ma inne niedyspozycje. uważasz, że najlepsze jest
      odkładanie do łóżeczka i czekanie, aż dwumiesięczniak sam sobie poradzi z problemem?

      i jeszcze jedno: co to za tekst, że ON WYGRAŁ?
      Twoje dziecko WALCZY z TOBĄ? mam wrażenie, że to walczysz ze swoim synem.

      zmień trochę zasady: kochaj, tul, bądź blisko na każde zawołanie.
      Twój syn to TYLKO małe dziecko. Ty to AŻ matka.
      • dagmarakrauze Re: czy to jest dobra metoda...??? 16.11.08, 23:16
        Trochę, a nawet dużo za wcześnie na naukę zasypiania. Zastanów się co Ty
        wyprawiasz. Podpisuje się pod tym co napisała Pasja!
      • Gość: hexxi Re: czy to jest dobra metoda...??? IP: *.acn.waw.pl 16.11.08, 23:19
        pasja dobrze pisze :)
        malenstwo prze 9miesiacy mieszkalo pod Twoim sercem, slyszalo jego
        bicie, bylo kolysane Twoim ruchem, znalo tylko Ciebie..... teraz
        nagle, bez zadnego powodu zostaje porzucone, nie zna powodu,
        konsekwencji, nie rozumie nastepstwa czasu...wie tylko ze wola ile
        sil w plucach, wola mame zeby je uratowala...a mama nie
        przychodzi...zmeczone placzem usypia...
        badz przy nim, tul, kochaj, buduj poczucie bezpieczenstwa i wlasnej
        wartosci, daj mu zapas na cale zycie, wychowywac go jeszcze zdazysz,
        teraz daj mu szanse dorosnac do choc odrobiny samodzielnosci.
        teraz jestes jego calym swiatem, cieplem, jedzeniem, piciem,
        bezpieczenstwem...juz niedlugo bardzo zatesknisz za byciem tak
        bezwzglednie potrzebna...ja juz tesknie :)
      • dmv Re: czy to jest dobra metoda...??? 21.11.08, 03:55
        Kati, nie przejmuj sie, jestes dobra matka, szukasz najlepszego rozwiazania
        probujac, pytajac. jak kazda z nas. Dziewczyny to nie fair tak naskakiwac na
        kogos kto pyta, to wy jestescie bez serca. na milosc boska kazda z nas stosuje
        metode prob i bledow zwlaszcza przy pierwszym dziecku, a fora sa po to by
        wymieniac rady a nie atakowac kogos kto prosi o rade. Naskoczylyscie na nia tak
        jakby wam powiedziala ze z premedytacja torturuje swoje dziecko i sprawia jej to
        przyjemnosc. wstyd.

        my spalismy z mala przez jakis czas i powiem uczciwie ze jesli O MNIE i MOJE
        potrzeby chodzi mogloby to trwac do dzis - nie musialam wstawac d karmienia,
        czasem nawet nie pamietalam ze karmilam, czujac ja przy sobie spalam lepiej i
        nie musialam biegac do lozeczka by sprawdzic czy oddycha :), + cudowne usmiechy
        o poranku, zyc nie umierac, tylko ze dziecko rosnie, rozwija sie i potrzebuje
        coraz wiecej przestrzeni - robi sie coraz bardziej ruchliwe a ja nie chce jej
        narazac na spadniecie i potluczenie sie ani jej taty skazywac na niewyspanie z
        niewygody lub spanie na kanapie z dala od nas.

        Kati, nasza mala spala w lozeczku bez problemow dopoki kladlismy ja spac pozno w
        nocy, gdy zaczelismy ja klasc do lozeczka ok 8 po kilku dniach zaczela BARDZO
        protestowac . tez wpadlam w panike i nie wiedzialam co robic, bo a) nie
        rozumialam w czym rzecz b)potrzebujemy tych kilku godzin wieczorem na tysiace
        roznych spraw (tak, egoistycznie - DLA NAS, cala rzecz w tym, ze ja kocham swoje
        dziecko ale mam tez potrzeby niezwiazane z dzieckiem i nie chce kiedys w
        przyszlosci nawet pomyslec ze stracilam cos PRZEZ NIA, ze poswiecilam/utracilam
        cos waznego dla mnie PRZEZ NIA/DLA NIEJ - sfrustrowana matka POSWIECAJACA swoje
        zycie dla dziecka jest wg najgorszym co sie moze dziecku trafic. dzieci sa
        cudowna czescia naszego zycia ale nie jego centrum - dzielmy je z nimi a nie
        tracmy dla nich) pomyslow mialam tysiace (heh piszac to narazam sie pewnie na
        ostracyzm nie tylko tutaj ale i na innych forach...), stawalismy na glowie
        probujac znalezc powod zmiany i sposob na to by usypiala jak to bylo
        wczesniej,na poczatku zreszta wlasnie tata ja usypial - wyszlismy z zalozenia ze
        dzieki temu spedzi z nia kolejne minuty, ktorych maja tak malo, bo on pracuje,
        on bedzie bardziej konsekwentny i pewien tego co robi to i malej sie udzieli
        jego pewnosc -na poczatku dzialalo. Teraz juz chyba wiem jaki czynnik sie
        zmienil - M usypiajac ja poznym wieczorem usypial rowniez wiec NIE ZOSTAWALA
        SAMA. gdy zaczelismy ja usypiac o 8 po zasnieciu zostawiamy ja z elektroniczna
        niania - musiala sie kilka razy obudzic i nas nie bylo wystrczajaco szybko u
        gory - pewnie sie wystraszyla.

        Tak na marginesie - jak mala placze (nie mowie o
        marudzeniu) to trzeba ja wyciagnac z lozka zeby sie zorientowala ze ktos przy
        niej jest - inaczej skupia sie na placzu tak bardzo ze nie kojarzy glaskania,
        klepania itp.

        Teraz jestesmy na etapie odkrecania balaganu ktory narobilismy - generalnie
        wyglada to tak:
        po calym rytuale kapielowym karmie ja jeszce raz niezaleznie od tego kiedy
        karmilam ja poprzednio,zeby miec pewnosc ze jest najedzona, jesli zasypia przy
        piersi przekladam ja do lozeczka i gdy sie przebudza (na szczescie robi to zaraz
        po przelozeniu wiec nie musze dlugo wyczekiwac) przytulam, glaszcze po glowie i
        opowiadam jakie bedzie miala sliczne sny, i robie to tak dlugo az nie usnie.
        Jesli nie zasnie przy jedzeniu, czytamy lub opowiadamy bajke (chodzi o to by
        byla spokojna, najedzona na maxa i zaspana/spiaca) i wkladamy do lozeczka,
        przytulam, glaszcze i opowiadam jak powyzej. ale uwaga kladziemy ja na boczku -
        to minimalizuje potencjalny problem z brzuszkiem/odbijaniem, z powodu ktorego
        wczesniej kilkakrotnie plakala po wlozeniu do lozeczka (jak zasnie przewracamy
        na plecki). usypiajac ja prawie wlaze do lozeczka (krzyz mi szlag trafi ktoregos
        dnia) zeby ja mocno przytulac zanim nie zasnie, poza tym opatulam ja kocykiem
        tak by nie rozbudzala sie machaniem rak czy nog i generalnie czula sie jak w
        chuscie (w ktorej sypia we dnie), ma oczywiscie swoja ulubiona karuzelke w
        zasiegu wzroku, ktora czasem troszke porusze bo jak sie buja (bezdzwiecznie)gdy
        maa na nia patrzy to dziala to na nia usypiajaco. lozeczko stoi tak bysmy mieli
        pewnosc ze jesli sie obudzi nie bedzie musiala sie wyslilac by nas zobaczyc i
        ktores z nas (albo oboje) zostaje z nia (spi, czyta, cokolwiek) az mala nie
        zasnie naprawde twardo. jak na razie dziala. I wilk syty i owca cala.

        ha! mala
        sie wlasnie obudzila (tata spi z na na gorze), przelecialam 2 pietra w sekunde
        by zobaczyc jej powitalny usmiech na cala buzie, nakarmiona znowu spi i co
        najlepsze : zasnela z usmiechem na buzi :)

        kati, powodzenia, pamietaj ze najwazniejsze jest zebys ty czula sie dobrze z tym
        co robisz, jesli ty czujesz sie dobrze to i twoj synek bedzie wyczuwal twoja
        pewnosc, jesli ty bedziesz niepewna co do slusznosci tego co robisz on tez
        bedzie niepewny i nie bedzie tego lubil.
    • gmmazur Re: czy to jest dobra metoda...??? 16.11.08, 23:15
      Twoje dziecko po prostu Ciebie potrzebuje. Wim, że możesz być zmęczona,
      zdenerwowana itp... ale Ty potrafisz sobie to wytłumaczyć a taki Maluszek nie.
      On potrzebuje Ciebie i Twojej bliskości.
      • aj-a Re: czy to jest dobra metoda...??? 16.11.08, 23:23
        zgadzam się z przedmówczyniami twoje maleństwo głośno woła o twoją bliskość i
        wcale nie robi ci na złość dla niego całym światem jest mama gdy jej brakuje to
        czuje się strasznie zagubiony , spróbuj postawić się na jego miejscu a będziesz
        wiedziała czy to jest dobra metoda

        może pomogłoby jakbyś siedziała przy łóżeczku i głaskała go po główce i mówiła
        do niego cichutko łagodnie albo śpiewała mu kołysankę
        tylko ja bym radziła troszkę odczekać , (jak sama zauważyłaś teraz przy
        karmieniu sprawdza czy jesteś bo wie że mama może zniknąć i mimo jego wołania
        nie wrócić) aż maleństwo się uspokoi i nabierze znów pewności że mama jest i
        nie znika
        • kati_74 do aj-a 17.11.08, 20:48
          nie ja ale tata cały czas siedzi przy łóżeczku, głascze, szepcze itp.... pisałam
          o tym...

          nieuważnie czytacie
          • Gość: aj-a Re: do aj-a IP: *.chello.pl 17.11.08, 23:40
            ja się doczytałam "...no i wtedy przy łóżeczku
            siada tata na krzesełku, siedzi i palcem przytrzymuje lekko smoka w buzi młodego .."

            ale mimo to myślę że taka metoda nie jest najlepsza, mnie by serce pękło jakbym
            miała pozwolić by moje dzieciątko tak strasznie płakało
    • ithilhin Re: czy to jest dobra metoda...??? 16.11.08, 23:19
      posluchaj swojego serca i nie bron sie przed tym.
      na nauke bedzie mial cale zycie, teraz potrzebuje zapewnienia, ze najwazniejsza
      dla niego osoba na swiecie ukoi jego placz wtedy kiede bedzie tego potrzebowal.
      nie rozpiescisz, nie bpj sie o to - wrecz przeciwnie dasz mu poczucie bepieczenstwa.
      na pewno nie jest ci latwo, bo byc moze slyszalas "nie nos bo sie przyzwyczai,
      nie bujaj bo bedziesz go musial ciagle bujac, naucz teraz zasypiac samodzielnie
      bo potem bedziesz miala trudno"
      ale serce mwoi ci co innego - posluchaj tego glosu, ono mowi Ci o tym co dla Was
      najlepsze.
    • agnen Re: czy to jest dobra metoda...??? 16.11.08, 23:44
      > czy robię krzywdę synkowi tą metodą?
      Tak

      > czy nauczy się zasypiania?
      straci nadzieję że ktokolwiek mu pomoże i nie będzie już płakał - możliwe.

      > czy to nie jest przypadkiem tak że on zasypia ze zmęczenia płaczem a nie z
      > przekonania o słuszności snu w łóżeczku?
      dokładnie tak jest

      > czy on w ogóle wie że rodzic siedzi obok?
      nie

      > czy lepsze jest branie na ręce, uspokajanie i odkładanie? żeby malec wiedział
      > że rodzic reaguje na jego płacz? że nie jest sam?
      lepsze.
      W tym wypadku lepsze będą każde próby okazywania miłości.
      Twoje dziecko NIE WALCZY Z TOBĄ. Ono sygnalizuje potrzeby.
      9 mies nosiłaś go i bujałaś, byłaś stale i nie zostawiałaś go ani na chwilą.
      Dlaczego uważasz że w 2 mies maluszek ma zmienić swoje przyzwyczajenia?
      Zwłaszcza że w tym czasie tak wiele sie dla niego zmieniło. Zupełnie nowe rzeczy
      musi poznawać i nowych rzeczy się uczyć, po całym dniu ma tyle wrażeń do
      odreagowania, a Ty go zostawiasz z nimi samego. skąd on ma wiedzieć jak sobie
      poradzić? Nie przekona się do słuszności spania w łóżeczku bo jedyne co uważa za
      słuszne to Twoja obecność. Reszta to dodatek.
      Pocieszę Cię. On ma teraz 2 miesiące i jeszcze potrzebuje przytulenia i
      ponoszenia. Nawet się nie obejrzysz jak twoja obecność będzie mu zbędna.
      I jeszcze jedno: skąd w ogóle przyszedł Ci do głowy taki pomysł?? Przecież we
      wszystkich książkach o usypianiu tą okropną metodą na przetrzymanie jest
      informacja że dziecko musi mieć ponad pł roku żeby się w ogóle nad tym zastanawiać.
    • aniakom1 Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 00:42
      Twój synek jest przerażony, że go na zawsze porzuciłaś. Jest za
      mały, by wiedzieć, że kiedyś znowu będziesz. Jest za mały, by
      uspokajało go siedzenie kogoś przy łóżeczku, bez przytulania, bez
      dotyku. On potrzebuje swojej mamy najbardziej na świecie, bo ją zna
      najlepiej ( a właściwie tylko ją). Potrzebuje bliskości taty, który
      nosi i przytula, wtedy zrozumie, że z tatą też jest bezpiecznie.
      Nie odbieraj siebie swojemu synkowi. Nie odbieraj sobie tej
      bliskości nieporównywalnej z niczym innym.
    • Gość: visenna2 Re: czy to jest dobra metoda...??? IP: *.derby.waw.pl 17.11.08, 08:01
      Bardzo Cię proszę, przeczytaj ten artykuł:
      www.antykoncepcja.com.pl/article2_1.htm

      "czy to nie jest przypadkiem tak że on zasypia ze zmęczenia płaczem
      a nie z
      > przekonania o słuszności snu w łóżeczku?"
      PRZEKONANIA O SŁUSZNOŚCI??? On ma 2,5 MIESIĄCA, nie ma PRZEKONAŃ,
      samoświadomości, nie rozumie jeszcze NIC z otaczającej go
      rzeczywistości a jedyna osoba, którą zna i której instynktownie ufa
      PORZUCA GO i nie odpowiada na wołanie o pomoc.
      Takie małe dzieci NIE MAJĄ FANABERII, NIE TERRORYZUJĄ, mają TYLKO
      POTRZEBY a potrzeba bliskości jest jedną z najsilniejszych.

      Dobrze, że masz wątpliwości co to tej "metody".


    • Gość: visenna2 Re: czy to jest dobra metoda...??? IP: *.derby.waw.pl 17.11.08, 08:06
      Cytat z zalinkowanego wyżej artykułu:

      "Noworodek nie myśli jak człowiek dorosły; jeśli nie czuje Twojego
      dotyku, ciepła, zapachu, równie dobrze mógłbyś (mogłabyś) być na
      Marsie - po prostu NIE MA CIEBIE. I nie ma znaczenia, że jesteś
      zaledwie o pół metra od jego łóżeczka. Noworodek odnajduje siebie
      wtedy, gdy bierzesz go na ręce. Gdy obudzi się sam, w łóżeczku, jest
      czystą samotnością Dlatego jeżeli chcesz, by Twoje niemowlę było
      szczęśliwe i miało zaspokojone najwcześniejsze potrzeby rozwojowe,
      bierz je na ręce natychmiast, gdy zasygnalizuje tę potrzebę płaczem.
      "
    • polaquinha Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 09:00
      Witaj, bardzo mi przykro, ze fundujecie sobie i dziecku takie smutne
      przezycia.

      Moj synek ma juz 2,5 roku i powiem Ci szczerze, ze po calym dniu
      jego nieobecnosci (zlobek), zabawy i zajec, mojego gotwania,
      krzatania, zajmowania sie domem - najcenniejsza dla mnie chwila jest
      moment kiedy po kapieli kladziemy sie RAZEM spac. Wtedy moj synek
      wycisza sie i korzysta z tego, ze mama jest nareszcie jego i ze moze
      sie wytulic we mnie, czasami wyzalic.

      Mam w nosie to co pisza w ksiazkach. Ja robie tak jak podpowiada mi
      serce i znajomosc potrzeb mojego synka - on potrzebuje wiedziec, ze
      jest taki moment w ciagu dnia, kiedy mama jest tylko dla niego.
      Tym momentem jest dla nas moment usypiania. Bedzie mial cale zycie
      na to, zeby moze kiedys poczuc ze jest sam. Teraz ja jestem dla
      niego. Taki jest moj wybor.

      Dziecko przesypia mi spokojnie (juz w swoim lozeczku) cale noce od
      21 do 7 rano. Oboje jestesmy wyspani, moje pozycie intymne z mezem
      kwitnie ;)
      Wszyscy sa zadowoleni.

      Teraz pytasz o to czy 2 i pol miesieczne niemowle jest przekonane o
      slusznosci spania w swoim lozeczku. Otoz nie jest -tak jak zreszta
      sama przypuszczasz. Bo gdybys nie miala watpliwosci to nie
      prosilabys niniejszym o porade :)
      Bardzo Ci wspolczuje tego rozdartego serca, bo jako matka wiesz
      doskonale, ze ten placz Twojego synka jest wolaniem o pomoc i tylko
      jakies bzdurne (bo one bzdurne sa naprawde!) metody, ktorych ofiara
      padlas zmuszaja Cie do tego,zebys mu tej pomocy nie udzielala.
      Posluchaj glosu swojego serca, wsluchaj sie w siebie i swoje
      dziecko. Masz w sobie odpowiedzi na wszystko. Madra jestes
      dziewczyna bo miewasz watpliwosci i cale morze milosci do
      zaoferowania.
      Nie wstrzymuj tego :D
      Wierze, ze oboje "dogadacie sie" z powodzeniem z kwestii snu :D
      Tak jak pisaly dziewczyny -kiedys jeszcze zatesknisz za tym, ze
      jestes teraz calym swiatem dla swojego synka. Nie odbieraj mu tego
      zbyt wczesnie.
      Pozdrawiam,
      mama Paula
    • budzik11 Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 09:58
      Piszesz, że serce cię boli, że musisz zagłuszać płacz synka - posłuchaj swojego
      serca i instynktu. Mój wspaniały, stary profesor od teorii wychowania na
      studiach powiedział piękne zdanie: dziecko trzeba wychowywać miłością, w miłości
      i przez miłość. Okazuj dziecku, że je kochasz, przytulaj, nie tresuj na siłę, bo
      sama widzisz, że to sprawia cierpienie wam wszystkim. Nie unieszczęśliwiaj całej
      waszej rodziny wprowadzaniem w życie zaleceń głupich poradników. Bądźcie wszyscy
      spokojniejsi i szczęśliwsi robiąc to, co wam instynkt podpowiada.
      Rozmawiałam niedawno z naszą pediatrą o zupełnie innym dziecku, ale sytuacja
      była identyczna - powiedziała, że to po prostu znęcanie się nad dzieckiem.
      Widać, że jesteś mądrą matką, która nie wierzy ślepo w poradnikowe metody, która
      ma wątpliwości i szuka rozwiązania. Polecam (poza nieciekawym wstępem o
      antykoncepcji, który spokojnie możesz ominąć) wspaniały artykuł o potrzebach
      malutkiego dziecka: www.antykoncepcja.com.pl/article2_1.htm
      • alexkieszek Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 10:50
        Dziewczyny pięknie wszystko napisały a ja dodam :)
        Mam dwóch synów; Franek jest wielkim indywidualistą, nie przepada za dotykiem,
        lubi się tulić ale nie musi robić tego na okrągło. nie lubił z nami spać 9(ale
        przez rok jedną drzemkę zawsze mieliśmy wspólną wtuleni). jak skończył 8 tygodni
        zaczął przesypiać noc we własnym łóżeczku. Znosił tylko noszenie w chuście,
        bycie na rękach doprowadzało go do szału a ja chlipałam po kontach, że taki się
        egzemplarz trafił. Mam drugiego syna, który jakby mógł nie schodził by ze mnie.
        Śpi z nami, ale potrafi też spać u siebie. Ale po co? gdy rano budzi się koło
        mnie od razu się do nas uśmiecha. Zjada i wtedy spokojnie odkładam go do
        łóżeczka. Mam godzinę na śniadanie swoje i starszego syna. Jak ma dobry dzień to
        wszystkie drzemki przesypia u siebie. Jak ma zły dzień zasypia na mojej nagiej
        lewej piersi. Jak już zaśnie na amen to wtedy idę zająć się starszakiem. jak nie
        mam nikogo do pomocy a Staś potrzebuje mojej obecności i Franio też się domaga
        pakuję małego w chustę i wszyscy są zadowoleni.

        Korzystaj z tego, że dziecko Cię teraz potrzebuje także dla swojego egoizmu bo
        ani się obejrzysz i dowiesz się, że jesteś starą wapniarą i na niczym się nie
        znasz ;)

        Powodzenia Mamusiu
    • Gość: mama_frania Re: czy to jest dobra metoda...??? IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 17.11.08, 11:54
      sama pomysl jak wolalabys usypiac - zmeczona placzem czy przytulona do osoby,
      ktora jest dla Ciebie najwazniejsza na swiecie... posluchaj swojego instynktu,
      tul, nos, bujaj... wykorzystaj czas, w ktorym maluch Cie naprawde potrzebuje,
      jeszcze rok, dwa i uslyszysz 'nie ciem, ja siam' ;)

      nie piszesz wprost, ale z kontekstu zrozumialam, ze karmisz piersia. jedzenie co
      poltorej godziny dla takiego maluszka jest jak najbardziej w porzadku.
      zwlaszcza, ze samo ssanie to nie tylko zaspokajanie potrzeby jedzenia, ale tez
      bliskosci czy poczucia bezpieczenstwa. dlatego maly sprawdza czy jestes. i
      dlatego chce ssac - 'jak mam mame w buzi, to ona sobie nigdzie nie pojdzie beze
      mnie'.

      sluchaj siebie i swojego dziecka, bedzie dobrze :)
    • krztyna Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 15:27
      Przeczytałam tylko tyle:

      zacznę od tego, ze mój synek ma 2,5 miesiąca...
      dziś trzeci dzień a raczej wieczór nauki młodego spania a dokładniej
      zasypiania w łóżeczku... wygląda to tak: kąpiel około 19ej,
      karmienie na
      siedząco i odłożenie do łóżeczka, które kończy się od razy rykiem

      I pierwsze co przyszło mi do głowy, to tyle, ze to nie czas na
      wychowywanie dziecka ale na zaspkajanie jego potrzeb. Zajrzyj na to
      forum za ładne kilka - kilkanaście miesięcy (zapewne już nie z takim
      pytaniem) a póki co bądź przy nim.

      -----------
      Platek, Skorpek i Hans Helmut
    • kati_74 Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 15:57
      nie padłam ofiarą zadnej metody !! bzdurnej czy też nie...
      kurcze... wszystkie mnie szykanujecie i w waszych oczach jestem wyrodną matką...

      a to nie ma na tym świecie dzieci w wieku mojego syna które śpią w swoich
      łóżeczkach?? a jak są to skąd? rodzą się z umiejętnością spania w tychże
      łóżeczkach? moj na poczatku spal w lozeczku.... potem z nami w łóżku... potem w
      wózku obok naszego łóżka, a teraz chciałabym żeby miał swoja oazę i swój teren
      czyli swoje łóżeczko... co w tym złego?
      wmawiacie mi ze nie kocham swojego dziecka? że go świadomie męczę?? że robie mu
      krzywdę??
      dodam jeszcze że młody tak samo wył przy zasypianiu na rączkach w czasie gdy
      spał z nami w łóżku, obok mnie... jakos w czasie karmienia na leżąco (wieczorem
      czy w nocy) sporadycznie zasypiał i zawsze kończyło to sie jego strasznym
      płaczem i noszeniem na rękach przez mamę lub tatę...
      • donna28 Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 16:50
        Rzadko się wtrącam, ale napiszę trochę o moich doświadczeniach. Inga ładnie
        spała tuż po urodzeniu, sama zasypiała, było ok. Do miesiąca. Potem nagle jej
        się odmieniło. Przebudzała się często, płakała w nocy. Okazało się, że to kolki.
        Myślałam, że jak ich nie ma od urodzenia, to spoko, ale okazało się, że nawet po
        kilku tygodniach mogą się zacząć. Zaczęliśmy ją dużo nosić, tulić, nosić
        brzuszkiem w dół, cuda niewidy. Najgorzej było ze spaniem. Zaczął się trudny
        okres w naszym życiu. Mała źle spała, budziła się co 40 minut, absolutnie nie
        było opcji, żeby zasypiała sama w łóżeczku.Kombinowaliśmy w różny sposób.
        Usypialiśmy przy szumie suszarki, odkurzacza, tuloną na różne sposoby, czasem
        się udawało, czasem nie, a nawet jak tak - to maksymalnie spała 1,5 godziny i
        się budziła. Nie przeszło nawet po wyeliminowaniu kolek.
        Też myślałam, że nauczenie zasypiania małej w łóżeczku będzie lekiem na
        wszystko. Czytałam "mądre" książki, że jak dziecko zasypia na rękach, a budzi
        się w łóżeczku, to się boi i płacze i powinno zasypiać samo w łóżeczku. Wiele
        miesięcy, drobnymi krokami, z pomocą książki E. Pantley "Noc bez płaczu" udało
        się nam doprowadzić do tego, że któregoś dnia Inga odłożona do łóżeczka z
        otwartymi oczkami sobie w nim zasnęła. I co? obudziła się po 2-3 godzinach na
        nowo :-)
        Dzieci są nieprzewidywalne. Każde inne. Piszesz, czy nie ma na świecie dzieci,
        które śpią w swoich łóżeczkach, mając 2,5 miesiąca. Są. Tylko, że Ty takiego
        dziecka nie masz. Niektóre tak, rodzą się z tą umiejętnością. Syn kuzynki od
        małego jest odkładany do łożeczka, zamyka oczy i grzecznie zasypia. Gdybym nie
        widziała, to bym nie uwierzyła :-) a moja Inga? Ma 1,5 roku i nadal 3-4 pobudki
        w nocy to norma. Czasem więcej. Radzimy sobie z tym, jak umiemy - przez pół nocy
        wstaje do niej mąż, potem ja... Nad ranem ląduje u nas w łóżku.
        A co do usypiania, to jest akurat prawie najfajniejszy okres w ciągu dnia, jak
        mogę sobie z nią usiąść w fotelu, przytulić, pocmokać, popatrzyć, jak zasypia.
        Coś tam jej opowiadam, coś śpiewam i patrzę, jak tak powoli odpływa. Potem
        odkładam do łóżeczka :-) Bo z prób walki o to, żeby sama zasnęła w tym łóżeczku
        zrezygnowałam, skoro i tak nie gwarantuje to jej spokojnego snu w nocy.
        Naprawdę z tym usypianiem dużo przeżyliśmy złych chwil i złych nocy. Były takie,
        że siedzieliśmy z nią na zmianę całą noc, bo przy odkładaniu płakała (to
        głównie, gdy szły ząbki). Ale NIGDY przez te 1,5 roku ani mnie ani mężowi nie
        postała nawet w głowie myśl, żeby płaczące dziecko zostawić samo w łóżeczku.
        Nigdy w życiu. BYły takie rady od mojej teściowej, które dyskretnie
        przemilczałam. Myślę, że dlatego właśnie tak Ci dziewczyny napisały, bo to
        niewielu osobom (przynajmniej mi znanym) mieści się w głowie, żeby zostawić
        płaczące dziecko w łóżeczku, nie przytulić, nie podnieść, nie pokołysać, nie dać
        butelki czy piersi. Generalnie odruchem matki jest uspokoić swoje płaczące
        dziecko, a nie odwrócić się tyłem, zagłuszyć ten płacz. Nie dziw się tym
        reakcjom dziewczyn, bo przecież sama wiesz, że są zgodne z odruchem serca, sama
        masz ten odruch, piszesz o nim w pierwszym poście. Tylko poszłaś za popularnym
        obecnie poglądem pt. za wszelką cenę dziecko ma zasypiać samo w łóżeczku bo
        trzeba je usamodzielniać. Ale dlaczego tak Ci na tym zależy?
        Pytasz w poście, czy to jest dobra metoda, a jak Ci dziewczyny piszą, że nie, to
        się obrażasz. To po co zadajesz to pytanie? Doceń, że ktoś na tę metodę spojrzał
        obiektywnym okiem i coś Ci jednak radzi. Z Twojego opisu w pierwszym poście jawi
        się naprawdę koszmarny obraz sytuacji, zapewniam, że mnie aż dreszcze przeszły,
        jak to czytałam.

        Przeczytaj sobie ten kawałek książki E. Pantley i może przemyśl po prostu
        jeszcze raz to, co robisz. Autorka opisuje odczucia dziecka pozostawionego
        samego sobie z płaczem:
        "Budzi się panującą wokół ciszą, bezruchem.Krzyczy. Całe płonie z
        pragnienia, poczucia braku, straszliwej niecierpliwości. Z trudem
        chwyta oddech i krzyczy, aż główka wypełnia mu się i pulsuje
        dźwiękiem. Krzyczy aż do bólu w piersiach., do zachrypnięcia. Nie
        może dłużej znieść tego cierpienia;łkania słabną i
        zamierają.Nasłuchuje.Otwiera piąstki. Obraca główkę z boku na
        bok.Nic nie pomaga.To ponad wytrzymałość.Ponownie zaczyna płakać,
        lecz obolałe gardło zmusza je w końcu do zamilknięcia. Macha
        rączkami, kopie. Nieruchomieje- zdolne cierpieć, niezdolne myśleć,
        niezdolne żywić nadzieję. Nasłuchuje. Potem znowu zapada w sen."
        • jufalka Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 17:07
          Boże ten fragment tej ksiązki jest... przejmujący... to za mało
          powiedziane, ale brak mi słów... ciężko to czytać... normalnie sie
          popłakałam... jeśli dziecko pozostawione do wypłakania tak czuje
          to... chyba nie ma lepszego argumentu za beznadziejnością
          tej "metody"
        • kati_74 do donna28 17.11.08, 20:27
          kolka wykluczona

          nie odwróciłam się tyłem i nie zagłuszałam płaczu za wszelką cenę

          nie przeczytałaś chyba dokładnie mojego postu, bo dziecko nie zostało samo!! był
          cały czas z nim tata, głaskał, szeptał, BYŁ !!!!! a to zasadnicza różnica

          nie poszłam za popularnym obecnie poglądem pt. za wszelką cenę dziecko ma
          zasypiać samo w łóżeczku bo trzeba je usamodzielniać - pierwsze słyszę że to
          POPULARNY POGLAD... po prostu uważam że na wszystko jest miejsce, czas i pora...
          na spanie we własnym łóżeczku, na przytulanie, na zabawy itp

          a na moich oazowych rekach maluch się nie wycisza... jak płacze to płacze...
          • kati_74 jeszcze do donna28 17.11.08, 20:30
            fragment zacytowany owszem jest przejmujący.... ale tak swoja drogą ciekawa
            jestem jak ta pani wniknęła w świadomość takiego małego dziecka? jak ona czyta w
            jego myślach? zdolna z niej bestia i tyle... być może tak jest jak pisze ale nie
            wydaje się wam ze ona to napisała ze swojego punktu widzenia, jak ona by się
            czuła ww takiej sytuacji...

            • jufalka Re: jeszcze do donna28 18.11.08, 08:28
              może i wyobraziła sobie jak ona by się czuła i to opisała, a więc jest MOŻLIWE, jak sama mówisz, że małe dziecko tym bardziej by sie tak czuło, a może opisała to na podstawie obserwacji dzieci? nie wiem, w każdym razie mnie się wydaje to bardzo prawdopodobne, że dziecko tak się może czuć... ja np pamiętam ze swojego dzieciństwa jak kiedyś obudziłam się w nocy, a miałam wtedy ze 3-4 lata, a moich rodziców nie było w domu - poszli do znajomych kilka pięter wyżej, a mnie zostawili myśląc że się nie obudzę. A jak się obudziłam to byłam nieźle przestraszona i wołałam i szukałam ich w całym mieszkaniu, nawet w ubikacji czy łazience mimo iż nie paliło się tam światło... czułam wtedy taką dziwną pustkę, że ich nie ma, że jestem sama i gdzie oni są, nie mogłam być sama. (Ale byłam na tyle sprytna, że poszłam do tego mieszkania gdzie byli) Więc tak myśle, że niemowlak tym bardziej może czuć coś podobnego tylko silniej. Wg mnie jeśli nie wiesz czy dobrze robisz i czy to dla dziecka dobre, to nie ma sensu ryzykować. Ale oczywiście zrobisz jak chcesz.
          • Gość: mama_frania Re: do donna28 IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 18.11.08, 11:35
            > a na moich oazowych rekach maluch się nie wycisza... jak płacze to płacze...

            jak dla mnie to mozliwosci sa dwie. pierwsza - 'jest mi zle, jestem smutny i
            zmeczony, placze, ale przynajmniej mama jest ze mna' i druga - 'jest mi zle,
            placze i jestem taki okropnie samotny, nie ma nikogo, kto by mnie mogl
            przytulic'. sama pomysl co bys wolala?
      • Gość: swebe Re: czy to jest dobra metoda...??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.08, 17:13
        kati - nikt ci nie wymysla od wyrodnych matek, przeczytaj posty
        jeszcze raz i zobaczysz ile jest w nich pozytywnej energii, wiary w
        twoj instynkt a nie szykan. czy ktokolwiek napisal ci ze ni ekochasz
        swojego syna????

        wg. mnie czujesz sie winna nie dlatego ze uzyskalas tak a anie inna
        odpowiedz ale podswiadomie wiesz, ze twoj syn potrzebuje twojej
        bliskosci i zaden wentylator ci tego nie zagluszy. bo to jest tez
        TWOJA potrzeba! czy nie jest ci blogo kiedy maluszek uspokaja sie w
        twoich ramionach, czy nie czujesz sie kims szczegolnym? To ty jestes
        oaza nie materac i szczeble... taki osesek nie ma potrzeby swojego
        terenu dla niego lozeczko to nicosc - jest w nim sam z dala od
        waszych bezpiecznych ramion. odbiera swiat zero- jeden. mama -
        nicosc.
        piszesz ze placze tak czy siak - moze to kolki? tulaj lulaj i
        gwizdaj na inne dzieci - TWOJE jest jedyne w swoim rodzaju!
        ufaj swemu sercu a nie zawiedziesz sie!!!
        powodzenia!
      • kasia.s3 Re: czy to jest dobra metoda...??? 19.11.08, 11:55
        kati_74, pewnie też zostanę napiętnowana, ale uważam, że Twoja metoda jest dobra.
        Mam półroczną córeczkę, która od urodzenia śpi w swoim łóżeczku obok naszego
        łóżka. Rzadko płacze, gdy ją kładę spać, jak skończyła miesiąc - zaczęła
        przesypiać całe noce, martwiłam się o karmienie, więc ja w nocy dokarmiałam.
        Starsza córcia ma dwa latka i też nie było problemu, ona śpi od jakiegoś czasu w
        swoim pokoju, jeśli płacze, od razu do niej idę.
        Uwielbiam przytulać swoje dzieci i nosić, ale jestem przeciwna usypianiu malucha
        na rękach. Byłam świadkiem, kiedy moja kuzynka swojego dorodnego potomka (ok. 15
        kg) ponad rocznego wówczas nosiła na rękach 2-3 godziny, żeby usnął... na pół
        godzinki. I tak całą noc. Koszmar.
        Każdy ma swoje metody. Najgorsza jest krytyka, przecież ile matek, tyle teorii i
        sposobów.
        Przed chwilą położyłam moje córeczki do łóżeczek, uczę je (w miarę możliwości
        oczywiście), żeby drzemały w podobnych godzinach, wtedy nawzajem się nie budzą.
        Na razie z sukcesem mi się to udaje.
        Rób, jak uważasz. Moim zdaniem maluch powinien mieć swoje łóżeczko.
        Przypuszczam, że kiedy nie jest akurat pora na spanie, to nie szczędzisz synkowi
        czułości i bliskości :)
        Pozdrawiam.
        P.S. Nie linczujcie mnie za odmienne zdanie :)
    • jufalka Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 16:23
      najbardziej martwię się tym płaczliwo-wyjącym zasypianiem...
      > czy robię krzywdę synkowi tą metodą?
      > czy nauczy się zasypiania?
      > czy to nie jest przypadkiem tak że on zasypia ze zmęczenia płaczem
      a nie z
      > przekonania o słuszności snu w łóżeczku?
      > czy on w ogóle wie że rodzic siedzi obok?
      > czy lepsze jest branie na ręce, uspokajanie i odkładanie? żeby
      malec wiedział
      > że rodzic reaguje na jego płacz? że nie jest sam? (tyle że u nas
      to jest tak
      > że na rączkach się szybko uspokaja ale gdy sie tylko wykonuje
      lekki ruch w
      > stronę łóżeczka żeby go odłożyć jest ryk od razu i dodam że było
      tak od dawna,
      > no może z wyjatkiem kilku pierwszych tygodni życia synka)...


      No właśnie - nie znasz odpowiedzi na te pytania, a te są szczególnie
      istotne:
      > czy robię krzywdę synkowi tą metodą?
      > czy to nie jest przypadkiem tak że on zasypia ze zmęczenia
      płaczem a nie z przekonania o słuszności snu w łóżeczku?
      > czy on w ogóle wie że rodzic siedzi obok?

      I kto Ci może na nie odpowiedzieć? Wg mnie nikt, bo kto to może
      wiedzieć?? Jedynie twój synek, gdyby umiał mówić, ale nie umie. Ale
      płaczem mówi, że jemu z tym bardzo źle. Uspokaja się łatwo na
      rękach... bo mu tam dobrze, jak jest przy Tobie, jak nie jest sam,
      może się boi być sam... ktoś tu już pisał, że dziecko w tym wieku
      nie jest stworzone by być samo, potrzebuje by ktoś z nim był...
      Dajmy na to w Afryce dzieci są z kimś non stop, noszone w chustach
      itd. Dlaczego go chcesz nauczyć żeby spał sam, jak może to jest
      nienaturalne dla takiego dziecka?
      Więc czy warto ryzykować, że jednak odpowiedzi na te pytania są nie
      takie jak byś chciała?
      • franula Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 16:38
        nikt na ciebie nie naskoczyla
        sama zadlaś pytanie "czy robię synkowi krzywdę"

        tak, robisz.
        On nie potrzebuje oazy łóżeczka. Dla niego oaza są Twoje ramiona.

        Owszem sa dzieci które lubią same zasypiać. Ale nie da się tego
        NAUCZYC dwumiesięczniaka! A jesli się da to jakim kosztem?

        powodzenia.
        • pas.ja Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 17:55
          kati_74, pytalas nas, czy stosujesz dobra metode wychowacza, dowiedzialas sie,
          ze jednak jest zla.
          teraz uwazasz, ze cie szykanujemy.
          nastepnym wiec razem nie pytaj, tylko tresuj swoje dziecko bez udzialu forum.
          jesli szukalas potwierdzenia, ze robisz dobrze, sorry.
          ja, i kilka innych mam, dobrego samopoczucia ci nie zapewnimy.
          • kati_74 do pas.ja 17.11.08, 20:23
            z lekka przesadziłaś używając określenia że TRESUJĘ dziecko, to nie fair i nieładnie
          • dagmarakrauze Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 22:44
            Jesteś pewna, że kolka wykluczona, mnie też wydawało się że mój syn płacze
            wieczorami bo tak, a okazało się że bolał go brzuch. Jeśli to faktycznie nie
            kolka to pewnie dziecko po tych wieczornych zabiegach jest już tak złe, że
            płacze aby się wyżalić. Pewnie wieczory już się maleństwu kojarzą z zasypianiem
            bez mamy. Pasja ma racje, prosiłaś o radę, napisano Ci, że metoda nie trafiona,
            a Ty szukasz dziury w całym, drążysz i drążysz, a mnie płakać się chce...
    • agnen Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 18:55
      nikt nie napisał (ani pewnie nawet nie pomyślał) że jesteś wyrodną matką.
      Wyrodna by się nie zastanawiała, a Ty masz instynkt, tylko może brakuje Ci
      pewności żebyś mu zaufała. Zadałaś konkretne pytania i dostałaś konkretne
      odpowiedzi. Jak dziewczyny napisały, jeśli szukałaś potwierdzenia, że
      zagłuszanie płaczu maleństwa wentylatorem jest dobre, to go nie znalazłaś, co
      raczej świadczy o tym że to nie jest udany pomysł.
      Owszem zdarzają się dzieci które od razu przesypiają całe noce w łóżeczku
      (głównie w opowieściach rodzinnych się zdarzają), ale Tobie trafił się inny
      egzemplarz.
    • kati_74 co do zalinkowanego artykułu 17.11.08, 20:36
      wynika że wszyscy jesteśmy skrzywieni i skrzywdzeni emocjonalnie bo kiedyś nie
      było czegoś takiego jak pokój matki i dziecka, bo był oddział położniczy i
      noworodkowy...


      i skąd wy wiecie co czuje i jak się czuje oraz co mysli takie małeńkie dziecko?
      a wasze najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa jakiego wieku sięgają?
      pamietacie coś ze swojego życia jak miałyście 2-3 miesiące? bo ja nie...
      moje najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa to czas gdy miałam 2,5 roku
      • agnen Re: co do zalinkowanego artykułu 17.11.08, 21:23
        kati_74 napisała:

        > wynika że wszyscy jesteśmy skrzywieni i skrzywdzeni emocjonalnie bo kiedyś nie
        > było czegoś takiego jak pokój matki i dziecka, bo był oddział położniczy i
        > noworodkowy...

        masz rację. duża część społeczeństwa jest emocjonalnie skrzywdzona w mniejszym
        lub większym stopniu i różnie sobie z tym radzi


        > i skąd wy wiecie co czuje i jak się czuje oraz co mysli takie małeńkie dziecko?

        zasadniczo nie wiemy. Natomiast wiemy (bo to zostało dość dokładnie zbadane) jak
        bliskość matki wpływa na wydzielanie hormonów, a te hormony na rozwój mózgu. I
        odwrotnie - zbadane zostały też fizjologiczne skutki nieobecności matki.
        Generalnie mamy znacznie więcej wyników badań na temat bliskości nie tylko przy
        zasypianiu niż pokolenie przed nami.
      • aggasz82 Re: co do zalinkowanego artykułu 17.11.08, 21:41
        Droga Kati.
        JA ma dziecko, które od urodzenia śpi w SWOIM łóżeczku! Mam dziecko, które
        zasypia w tym łóżeczku samo. Mam dziecko, które budząc się w nocy potrafi samo
        zasnąć. Tak, mam takie dziecko. Mój Synek ma teraz 10,5 miesiąca. Ale uwierz mi,
        że bardzo dużo pracy i czau nas to kosztowało - nas czyli rodziców oraz Małego.
        Nie powiem, że było łatwo - zdarzały się noce z pobudkami co 40 minut.
        Podzielam Twoje zdanie w kwestii tego, że Maluch może spać sam. Ale to nie
        będzie tak, że on zacznie sam zasypiać i już. Żeby tak się stało musi mieć
        poczucie bezpieczeństwa, że jego rodzice SĄ i że zawsze mu pomogą jak będzie ich
        potrzebował. Nasz Maluch miał straszne problemy z zasypianiem - nie potrafił się
        sam wyciszyć, ze zmęczenia bardzo płakał a nie potrafił zasnąć. Teraz również
        jak pora jego drzemki lub snu się przesunie potrafi być marudny. Postaram się w
        kilku zdaniach napisać jak my sobie radziliśmy z zasypianiem...
        Pierwszy miesiąc spał jak przysłowiowy aniołek i było super. A potem się
        zaczęło... Próbowaliśmy wszystkiego: ciasno Go owijaliśmy, włączaliśmy suszarkę
        albo nagraną na kasecie jedną wyciszającą melodyjkę. Najważniejsze są rytuały -
        im dziecko ma większe problemy z zasypianiem tym dłuższe - u nas to było:
        włączenie muzyki, zmiana pieluszki, podania smoczka do buziaka, zamknięcie
        drzwi, zasłonięcie żaluzji, zawinięcie ciasno w kocyk czy rożek, przytulanko
        kilka minut, położenie do łóżeczka, podanie misia, itp. wszystko z wielkim
        namaszczeniem i powoli, bardzo powoli. Cały czas mówienie co robimy np. Teraz
        zamykamy drzwi, zasłaniamy żaluzje i zaraz będziesz sobie spał. Chodzi o to,
        żeby Maluch miał czas na wyciszenie i żeby sen przyszedł do niego sam. Jeśli
        chodzi o karmienie to lepiej nie karmić bezpośrednio przed snem. W nauce
        zasypiania nie chodzi o to, żeby zasnął przy piersi czy butelce i odłożyć go do
        łóżeczka bo za chwilę przebudzi się i będzie płakał bo przed chwila sobie leżał
        u mamusi z cycuszkiem w buzi a teraz w jakimś łóżku sam.
        Zasada jaką my stosowaliśmy zawsze - nigdy nie pozwalaliśmy mu płakać - płaczące
        dziecko nie zaśnie "zdrowo" tylko zaśnie z wyczerpania a to nie jest dobre.
        Jeśli Twój mąż z nim siedzi przy łóżeczku a Maluch płacze to musi on coś zrobić
        np. zawinąć w kocyk, włączyć suszarkę, wziąć na ręce i uspokoić, zaśpiewać
        piosenkę itp.
        Sam fakt, że ktoś tam siedzi dla płaczącego Malucha w tym wieku nic nie znaczy...
        Jeśli chodzi o zasypianie na noc to sprawa ma się podobnie. Kąpiel pomaga się
        wyciszyć, po kąpieli pierś i jakiś zawsze stały zestaw rytuałów.
        Nasz Maluch obecnie jest już tak do nich przyzwyczajany, że w momencie jak
        zamykam drzwi on już się patrzy na okno bo wiem, że zaraz zasłonię żaluzję...a
        jak z nim siadam na chwilę na łóżku to piszczy jak mały szczeniaczek bo wiem, że
        zaraz pójdzie spać i jest zadowolony.
        Mam nadzieję, że troszkę Ci te moje rady pomogą. Uwierz mi to działa! Nasz
        dzieciaczek wyjątkowo płaczliwy przy zasypianiu. Oczywiście nie spodziewaj się,
        że to zadziała w ciągu dwóch dni. Raczej dwóch tygodni - tyle mniej więcej
        trzeba, żeby przyzwyczaić do tego rytuału dziecko.
        Jeśli Cię to zainteresowało i masz jakieś pytania pisz proszę - chętnie
        podzielę, się swoimi doświadczeniami.
        Pozdrawiam
      • budzik11 Re: co do zalinkowanego artykułu 17.11.08, 22:19
        kati_74 napisała:

        > wynika że wszyscy jesteśmy skrzywieni i skrzywdzeni emocjonalnie bo kiedyś nie
        > było czegoś takiego jak pokój matki i dziecka, bo był oddział położniczy i
        > noworodkowy...

        Owszem, tak jest w istocie. My, ludzie cywilizacji zachodniej, jesteśmy
        skrzywieni i emocjonalnie okaleczeni.
        >
        >
        > i skąd wy wiecie co czuje i jak się czuje oraz co mysli takie małeńkie dziecko?

        Ale to nie są NASZE słowa. W linkowanym artykule cytowane są wypowiedzi
        psycholożki, która raczej nie wyssała sobie tego z palca.

        > a wasze najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa jakiego wieku sięgają?
        > pamietacie coś ze swojego życia jak miałyście 2-3 miesiące?

        Ale wiesz, nie chodzi o świadome wspomnienia, nie musisz pamiętać tego, że
        mamusia trzymała cię całymi dniami w łóżeczku i wyjmowała tylko na karmienie,
        kąpanie i przewijanie. Najwcześniejsze doznania tkwią nawet w podświadomości,
        nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nasz stosunek do świata ma swój początek w
        tym, jak nas traktowano od najwcześniejszych chwil.
        W swoim pierwszym poście kilkakrotnie używasz słów "walka", "wygrał", "przegrał"
        itp. To świadczy o stosunku do dziecka: wróg, którego trzeba pokonać,
        spacyfikować, żeby poddał się naszej woli. A wieczór i czas zasypiania mógłby
        być tak przyjemnym dla wszystkich, a nie być czasem wojny, krzyku i płaczu.
        Ja mam dwoje dzieci i starszą na początku też próbowałam uczyć samodzielnego
        zasypiania. Siedziałam przy jej łóżeczku i słuchałam jak płacze. Śpiewałam
        kołysanki, które były zagłuszane jej krzykiem. A ona biedna nawet nie potrafiła
        wstać i wyciągnąć rączek, czy w jakikolwiek inny sposób przekonać mnie do
        wzięcia jej na ręce i utulenia. Mogła tylko leżeć i płakać w swojej bezradności.
        Na szczęście opamiętałam się po jakichś 3 dniach, nigdy już więcej tego nie
        robiłam, ale mimo, że córka ma teraz 3 lata, dalej mam wyrzuty sumienia, że ją
        tak traktowałam i to jest najgorsze moje wspomnienie z całego okresu
        macierzyństwa i największa trauma. Aha, córki do tej pory nie zostawiam samej
        wieczorem - po uśpieniu młodszego synka kładę się z córeczką w jej łóżku,
        przytulamy się, czytam jej książkę, albo gadamy sobie o naszych babskich
        sprawach ;-) i to jest cudowny moment wieczoru, kiedy jestem tylko dla niej i
        obie - ona po wrażeniach przedszkola, ja po całym męczącym dniu, możemy
        zrelaksować się w miłej atmosferze. I jestem przekonana, że nikt nie lubi
        zasypiać sam, nawet ludzie dorośli (ja wolę zasypiać przytulona do męża, niż
        gdyby miał siedzieć koło łóżka i coś tam szeptać do mnie), a co dopiero maleńkie
        dziecko, które dopiero poznaje świat i fizycznego kontaktu z ciałem matki lub
        ojca potrzebuje w takim samym stopniu jak jedzenia czy suchej pieluszki.
        A jeśli jesteś zainteresowana jak najlepszym rozwojem swojego dziecka (inaczej
        nie pisałabyś na tym forum), polecam artykuł, udowadniający, że czułość wobec
        dziecka to nie jakieś tam widzimisię, i że naprawdę ma znaczenie:
        www.newsweek.pl/wydruk/artykul-wydruk.asp?Artykul=31049
      • kammik Re: co do zalinkowanego artykułu 18.11.08, 09:15
        kati_74 napisała:

        > wynika że wszyscy jesteśmy skrzywieni i skrzywdzeni emocjonalnie

        I ja się dołączę - zgadza się, jesteśmy. I nie są to wnioski z obserwacji laika
        - nie od dziś badania pokazują, że jakość, kontaktu z pierwszym opiekunem
        (rodzicem) ma bezpośrednie przełożenie na jakość późniejszych relacji
        społecznych, na jakość przywiązania do innych osób.

        > i skąd wy wiecie co czuje i jak się czuje oraz co mysli takie małeńkie dziecko?
        > a wasze najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa jakiego wieku sięgają?

        Ja wiem, bo akurat przedwczoraj o tym czytałam. Oczywiście, że pierwsze
        doświadczenia nie są przechowywane w świadomej pamięci. Ale tkwią, bardzo
        głęboko, w każdym z nas.
        Domyślam się, ze ciężko ci przyznać się do błędu, że twój wizerunek Matki
        Idealnej mocno zatrząsł się w posadach. Jesli chcesz, możesz sama się dalej
        przekonywać, ze zostawianie zrozpaczonego niemowlaka z kawałkiem plastiku w
        buzi jest rozwiazaniem najlepszym z mozliwych. A w ogole, skoro i tak nie bedzie
        niczego pamiętał, może oddaj go gdzieś na podchowanie i wez z powrotem, kiedy
        będzie już pięknie wytresowany. Przynajmniej wentylator odpocznie.
        • kati_74 do kammik 18.11.08, 18:53
          troszkę chyba przesadziłaś...
          nie o to chodzi chyba w forum...

          do jakiego niby błędu mam się przyznawać, bo nie bardzo rozumiem...?

          nigdy nie uważałam się za matkę idealną i nie użyłam takiego określenia w
          stosunku do siebie i nie sądzę żeby to wynikało z mojego postu

          po raz kolejny napiszę że dziecko nie było ZOSTAWIONE SAMO !!!! czy wg was tata
          się nie liczy? to nie człowiek? nie opiekun? nie wolno mu być przy dziecku? nie
          może go uspokajać? szeptać? być?????? ile razy mam pisać że D Z I E C K O N I
          E B Y Ł O S A M O

          a tekst o podchowaniu i wytresowaniu to już totalna żenada... może sama to
          stosujesz i dlatego mi polecasz?? hmmm?
          • kammik Re: do kammik 19.11.08, 08:22
            Naprawdę nie widzisz błędu? Przecież sama, w pierwszym poście, wyraziłaś szereg
            wątpliwości co do swojego postępowania. Wątpliwości zostały potwierdzone przez
            kilkanaście osób, a ty raptem się ich pozbylaś i twierdzisz, ze wszystko jest ok?

            > po raz kolejny napiszę że dziecko nie było ZOSTAWIONE SAMO !!!

            A szczęśliwe z tego powodu było, że ho ho. Wyobraz sobie, ze jesteś spraliżowana
            i niema. Wyobraź sobie, że coś cię boli, mocno uwiera, jest ci za zimno/za
            gorąco, jesteś głodna, spragniona, cokolwiek. A twój mąż, w teorii najbliższa ci
            osoba, siedzi obok, trzyma cię za rękę i nie jest ani trochę zainteresowany tym,
            żeby dowiedzieć się, co ci dolega. Czeka tylko na to, żebyś się zamknęła i
            przestała mu przeszkadzać.

            > a tekst o podchowaniu i wytresowaniu to już totalna żenada... może sama to
            > stosujesz i dlatego mi polecasz?? hmmm?

            Nie zwykłam porzucać mojego dziecka. Ale widzę, że to dość popularny pogląd -
            dziecko ma być cicho i nie przeszkadzać. Nakarmić, przewinąć, odłożyć i niech
            się gó...arz cieszy, że w ogóle może liczyć na czyjeś zainteresowanie.
            Wiesz, ja naprawdę mam głęboko w odwłoku, co wy wyprawiacie ze swoim dzieckiem.
            Jeśli jesteście przekonani (ale z twojego pierwszego postu nie do końca to
            wynika) co do słuszności swojego postępowania, to przecież mnie nic do tego.
            Tylko wiesz, gdybyś była przekonana, że robisz dobrze, nie zaperzałabyś się tak
            gwałtownie.
    • vallery Re: czy to jest dobra metoda...??? 17.11.08, 23:58
      Moje dzieci tez zasypiały same, corka nawet spala sama w pokoju gdy zaczela 3
      miesiac zycia. i bardzo wczesnie przesypialy cala noc (od 20 do 5,6 rano). nie
      wiem, moze mam wyjatkowe dzieci, ale nie sadze. mysle, ze wszystko wynika z
      przyzwyczajen.
      Zgadzam sie z aggasz82, ze wazne sa stale rytualy wieczorne (u nas kapiel,
      tulenie malucha, karmienie piersia, kolysanki itp dzialania wyciszajace).
      dziecko zostawiane samo w lozeczku/pokoju zasypialo. jesli plakaly, to
      wchodzilam do pokoju, glaskalam, przytulalam, i po ukojeniu malucha wychodzilam
      z pokoju - czasem wiele razy to sie powtarzalo, czasem raz lub wcale.

      Moje dzieci byly od poczatku przyzwyczajone do tego, ze zasypiaja same (o ile
      nie zdazyly zasnac wieczorem przy piersi, jeszcze przed odlozeniem do lozeczka),
      wiec nie bylo tu wiekszych problemow. bo wg mnie nie chodzi tu o to, czy takie
      male dziecko moze/nie moze spac samo z definicji, ale o przyzwyczajenia malucha
      i nasze. jesli dotychczas spalo stale przy Tobie, to moze teraz czuc sie w jakis
      sposob odrzucone. w takiej sytuacji polecam wiec metode drobnych kroczkow, moze
      jesli zasypial przy Tobie, to dobrze sie poczuje, jesli to wlasnie Ty, a nie
      tata, bedziesz przy nim siedziala i np glaskala po glowce i spiewala, mowila
      czule. nie wiem, pomysl, jak mozesz mu pokazac, ze mimo, ze lezy w lozeczku, to
      jestes obok, czuwasz i ze jest wszystko dobrze. Jednak najwazniejsze - nie rob
      niczego na sile, daj i sobie i malemu czas, nie daj nikomu sobie wmowic, ze
      teraz to dziecko powinno np. wlasnie samo spac lub ze taki maluch musi spac
      wylacznue w objeciach mamy. ja mialam glebokie przekonanie, ze dziecko bedzie
      spalo i zasypialo w swoim lozeczku i bylo to dla mnie naturalne,nie dalam sie
      naklonic (przez np babcie), do noszenia, kolysnia malucha do zasniecia (a bylam
      namawiana, chociaz maluch odlozony do lozeczka sam zasypial ,"bo to takie
      nieludzkie nie ukolysac do snu:). opowiedz sobie na pytanie, czy Ty jestes na to
      gotowa, i czy Ty faktycznie tego chcesz. sluchaj swego serca :)
      I nie przejmuj sie tymi atakami na forum, bo jesli chodzi o wychowanie dziecka,
      to ile osob/mama/babc/cioc itd, tyle opinii, kazda z nich/nas jest ekspertem. I
      owszem, jestesmy ekspertami od dzieci, ale swoich, a od dzieci sasiadki juz
      niekoniecznie. trzymaj sie tego, co Ty uwazasz za sluszne, obserwuj dziecko i
      dzialaj w zgodzie ze soba i z nim, jesli trzeba - szukaj kompromisow.

      jeszcze mi cos przyszlo do glowy - a moze on nie lubi swego lozeczka, moze sie
      mu zle kojarzy? moze postaraj sie, by mial w ciagu dnia jakies dobre
      doswiadczenia z lozeczkiem, pobaw sie w nim z dzieckiem.

      • aniuki Re: czy to jest dobra metoda...??? 18.11.08, 00:17
        eh jakie może mieć skojarzenia z łózeczkiem 2,5 miesieczne dziecko...
        skojarzenia to on ma z matką - kojarzy mu się ona z brzuchem, gdzie spędził 9 mcy. i przytulony do matki, wreszcie czuje się bezpiecznie.
        jak kazdy inny ssak zresztą.

        jeszcze ma czas na analizy porównawcze, samodzielne decyzje i skojarzenia.

        im bardziej będziesz przytulać, tym lepiej dla dziecka. a i tak "odpadnie" od matki swoim czasie....
      • kati_74 do vallery 18.11.08, 19:02
        dzięki za miłe słowa których tu tak mało...

        synek krótko spał ze mną w łóżku, najpierw po wyjściu ze szpitala spał w
        łóżeczku, potem ze mną, a potem z nami w sypialni ale w swoim wózku, więc to nie
        jest tak że go nagle drastycznie wywaliłam z łóżka ode mnie...
        złych skojarzeń nie może raczej mieć z łóżeczkiem...
        codziennie rano leży sobie w nim, gada z rybkami z karuzeli, a ja z nimi :)
        czasami udaje się młodemu zasnąć samodzielnie przed spacerem...
        • jola_ep Re: do vallery 18.11.08, 20:31
          > złych skojarzeń nie może raczej mieć z łóżeczkiem...

          Czy bierzesz pod uwagę kolki? Mogą pojawić się także dopiero w tym
          wieku, przynajmniej tak było w przypadku moich dzieci (może to ma
          związek z tym, że są/byli alergikami?)

          Ruch, kołysanie przynosi częściową ulgę. Może wzbrania się przed
          łóżeczkiem, bo w tej pozycji ból jest bardziej dokuczliwy?

          Pozdrawiam
          Jola
    • gacusia2 Re: czy to jest dobra metoda...??? 18.11.08, 04:38
      Mysle,ze Twoje dziecko jest za male zeby go tak na przetrzymanie barc
      (jesli w ogole jakis wiek na to jest dobry). Ja jednak uwazam,ze
      metoda wchodzenia do pokoju,brania na rece,uspokojenia i odlozenia
      do lozeczka-nawet 15 razy w ciagu nocy(przez tydzien-dwa) jest
      lepsza. Pamietam,jak ciezko mi bylo,bo nie mialam poparcia w mezu
      gdy wlasnie ta metoda("Usnij wreszcie")nauczylam syna samodzielnego
      zasypiania. Tylko roznica polega na tym,ze moj mial wtedy okolo 8-9
      m-cy. Caly ten "cyrk" z nauka trwal mniej wiecej 10-14 dni. Raz bylo
      super,raz do kitu. Jednak przynioslo to efekt.
    • Gość: swebe raz jeszcze Re: czy to jest dobra metoda...??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.08, 08:23
      ok, odpowiem ci tak jak chyba chcialabys:
      swietna metoda!
      niech placze az usnie ze zmecznia, co cie bedzie teroryzowal ten
      maly podstepny niechcacy zasnac pelen pretensji krzykacz. tydzien
      dwa i sie nauczy ze nie warto sie drzec bo i tak nie przyjdziesz.
      smoczek mu cie zastapi, possie i zasnie. a ty moze zakup sobie
      mocniejszy wentylator by glosniej szumial co sie bedziesz meczyc!

      i pamietaj zadnego lulania, zadnego tulenia, tak jk napisalas nie
      baw sie w to. twoj syn ma byc samodzielny nie potrzebne mu takie
      "czulosci" najwyzej bedzie troche nizszy bo mu sie hormon wzrostu
      pzrestanie wydzielac a i inteligencji mu troche zabraknie bo
      polaczenia w mozgu, ktore tworza sie dzieki bodzcom dotykowym
      zanikna - ale bedzie SAM ZASYPIAL a to przeciez twoj cel.
      no i nie daj sie nabrac na te teorie, ze dziecko nie rozumie ze lezy
      w swoim lozeczku i ze ty jestes obok - on dokladnie wie nawet jaki
      jest dzien tygodnia i ze posciel mu wczoraj zmienilas! kto wie moze
      za miesiac juz bedzie czytal gazety!!! twoj syn jest taki jak inne
      dzieci ktore spia same a ze jeszcze o tym nie wie to trudno dowie
      sie.

      nie daj sie mu wojna to wojna, pokaz mlodemu kto tu rzadzi!!!
      • monjan i jak tam wasze usypianie? 18.11.08, 09:03
        mam nadzieję że ani ty ani dziecko już nie płaczecie
      • kati_74 do swebe raz jeszcze 18.11.08, 18:56
        a tak poza wszystkim to z tobą wszystko Ok ??

        zarzucasz mi brak czułości? wolne żarty. nie wiesz jak spędzam czas z dzieckiem,
        nie znasz mnie i pozwalasz sobie na takie teksty?
        kompromitujesz się i tyle...
        • Gość: swebe raz jeszcze Re: do swebe raz jeszcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.08, 09:42
          dziewczyno, napisalam ci jak wiekszosc pelnegpo otuchy posta,
          odpowiedzialas agresja. no to napisalam ci pelnego ironii posta o
          ktorego cio chyba chodzilo - wyluzuj i zobacz to jako czarna wersje
          stosowanej przez ciebie metody - ktora jest ZLA i ty to sama wiesz
          bo masz potezne mozliwosci.
          ja ci nic nie zarzucam ani nikt inny, skoncz z ta oblezona twierdza,
          szukasz porady na forum to sie przygotuj ze dostaniesz rady i to
          niekoniecznie w stylu glaskania po glowie, zwlaszcza gdy piszez ze
          zagluszasz placz swojego malenkiego dziecka wentylatorem...
          masz poczucie winy to musisz sobie z nim poradzic a nie obrazac sie
          na caly swiat i "oddawac" innym swoja wine.

          powtorze ci jak wszyscy tu - sluchaj swojego serca i instynktu a nie
          obiegowych opinii, poradnikow, nie mysl czy twoje dziecko bedzie
          takie jak inne - ono jest jakie jest. i TO TY MUSISZ SIE DO NIEGO
          PRZYSTOSOWAC .

    • aka_78 Re: czy to jest dobra metoda...??? 18.11.08, 10:01
      Droga Kati_74!
      metoda nie jest dobra przede wszystkim dla Ciebie - jak slusznie
      zauwazylas dziecko w tym wieku niewiele pamieta, ma krotka pamiec i
      zapomina co bylo kilka chwil temu, co dopiero mowic o dluzszym
      czasie. Doskonale rozumiem Twoje wyczerpanie (ja poza wentylatorem
      bralam si tez za zmywanie - szum wody i stukanie naczyn tez
      niezle 'wyciszalo' gdy maz uspokajal dziecko ;)), ale uwierz mi, ze
      szkodzisz tak naprawde sobie. Stosowalam te metode przy pierwszym
      dziecku i gdy juz umilklo i zasnelo, ja zalewalam sie lzami i mialam
      mega wyrzuty sumienia... Przy drugim nawet mi do glowy nie przyszlo
      brac na przeczekanie, bo starsze dziecko potrzebuje ciszy, zeby sie
      wyspac w spokoju, wiec chcac nie chcac zaczelam stosowac metoda 'na
      raczki, uspokoic i do lozka'. Majac porownanie obu metod,
      zdecydowanie te druga uwazam za bardziej skuteczna. I dziecko jakies
      takie bardziej pogodne ;) Nie mowiac o moim samopoczuciu, co
      przeciez tez jest nie bez znaczenia. Wyczerpana i sfrustrowana matka
      jest gorsza niz jej brak. Dlatego jesli masz gorsze chwile (a jestem
      pewna, ze kazda z nas je ma, w koncu kazdy ma swoje granice
      wytrzymalosci/... nawet moje poprzedniczki odpowiadajace na Twoj
      post nie sa przeciez robotami!), popros meza o pomoc - ale niech
      utuli malenstwo, bo sama jego obecnosc faktycznie moze nie
      wystraczyc.
      Zycze powodzenia
      i polecam melise na gorsze dni
      pozdrawiam
      • mamula_to_ja Re: czy to jest dobra metoda...??? 18.11.08, 10:36
        Prawda - jeśli masz zalewać się łzami po takim kładzeniu to już sama nie wiem.
        Wiem tylko że dzieci są różne - nie ma jednej słusznej metody postępowania.

        Napisałam do Ciebie mejla.
        • dmv Re: czy to jest dobra metoda...??? 21.11.08, 04:39
          sorry, mialo byc tutaj a nie na poczatku watku, wiec powtorze co napisalam a tamto sprobuje skasowac

          Kati, nie przejmuj sie, jestes dobra matka, szukasz najlepszego rozwiazania
          probujac, pytajac. jak kazda z nas. Dziewczyny to nie fair tak naskakiwac na
          kogos kto pyta, to wy jestescie bez serca. na milosc boska kazda z nas stosuje
          metode prob i bledow zwlaszcza przy pierwszym dziecku, a fora sa po to by
          wymieniac rady a nie atakowac kogos kto prosi o rade. Naskoczylyscie na nia tak
          jakby wam powiedziala ze z premedytacja torturuje swoje dziecko i sprawia jej to
          przyjemnosc. wstyd.

          my spalismy z mala przez jakis czas i powiem uczciwie ze jesli O MNIE i MOJE
          potrzeby chodzi mogloby to trwac do dzis - nie musialam wstawac d karmienia,
          czasem nawet nie pamietalam ze karmilam, czujac ja przy sobie spalam lepiej i
          nie musialam biegac do lozeczka by sprawdzic czy oddycha :), + cudowne usmiechy
          o poranku, zyc nie umierac, tylko ze dziecko rosnie, rozwija sie i potrzebuje
          coraz wiecej przestrzeni - robi sie coraz bardziej ruchliwe a ja nie chce jej
          narazac na spadniecie i potluczenie sie ani jej taty skazywac na niewyspanie z
          niewygody lub spanie na kanapie z dala od nas.

          Kati, nasza mala spala w lozeczku bez problemow dopoki kladlismy ja spac pozno w
          nocy, gdy zaczelismy ja klasc do lozeczka ok 8 po kilku dniach zaczela BARDZO
          protestowac . tez wpadlam w panike i nie wiedzialam co robic, bo a) nie
          rozumialam w czym rzecz b)potrzebujemy tych kilku godzin wieczorem na tysiace
          roznych spraw (tak, egoistycznie - DLA NAS, cala rzecz w tym, ze ja kocham swoje
          dziecko ale mam tez potrzeby niezwiazane z dzieckiem i nie chce kiedys w
          przyszlosci nawet pomyslec ze stracilam cos PRZEZ NIA, ze poswiecilam/utracilam
          cos waznego dla mnie PRZEZ NIA/DLA NIEJ - sfrustrowana matka POSWIECAJACA swoje
          zycie dla dziecka jest wg najgorszym co sie moze dziecku trafic. dzieci sa
          cudowna czescia naszego zycia ale nie jego centrum - dzielmy je z nimi a nie
          tracmy dla nich) pomyslow mialam tysiace (heh piszac to narazam sie pewnie na
          ostracyzm nie tylko tutaj ale i na innych forach...), stawalismy na glowie
          probujac znalezc powod zmiany i sposob na to by usypiala jak to bylo
          wczesniej,na poczatku zreszta wlasnie tata ja usypial - wyszlismy z zalozenia ze
          dzieki temu spedzi z nia kolejne minuty, ktorych maja tak malo, bo on pracuje,
          on bedzie bardziej konsekwentny i pewien tego co robi to i malej sie udzieli
          jego pewnosc -na poczatku dzialalo. Teraz juz chyba wiem jaki czynnik sie
          zmienil - M usypiajac ja poznym wieczorem usypial rowniez wiec NIE ZOSTAWALA
          SAMA. gdy zaczelismy ja usypiac o 8 po zasnieciu zostawiamy ja z elektroniczna
          niania - musiala sie kilka razy obudzic i nas nie bylo wystrczajaco szybko u
          gory - pewnie sie wystraszyla.

          Tak na marginesie - jak mala placze (nie mowie o
          marudzeniu) to trzeba ja wyciagnac z lozka zeby sie zorientowala ze ktos przy
          niej jest - inaczej skupia sie na placzu tak bardzo ze nie kojarzy glaskania,
          klepania itp.

          Teraz jestesmy na etapie odkrecania balaganu ktory narobilismy - generalnie
          wyglada to tak:
          po calym rytuale kapielowym karmie ja jeszce raz niezaleznie od tego kiedy
          karmilam ja poprzednio,zeby miec pewnosc ze jest najedzona, jesli zasypia przy
          piersi przekladam ja do lozeczka i gdy sie przebudza (na szczescie robi to zaraz
          po przelozeniu wiec nie musze dlugo wyczekiwac) przytulam, glaszcze po glowie i
          opowiadam jakie bedzie miala sliczne sny, i robie to tak dlugo az nie usnie.
          Jesli nie zasnie przy jedzeniu, czytamy lub opowiadamy bajke (chodzi o to by
          byla spokojna, najedzona na maxa i zaspana/spiaca) i wkladamy do lozeczka,
          przytulam, glaszcze i opowiadam jak powyzej. ale uwaga kladziemy ja na boczku -
          to minimalizuje potencjalny problem z brzuszkiem/odbijaniem, z powodu ktorego
          wczesniej kilkakrotnie plakala po wlozeniu do lozeczka (jak zasnie przewracamy
          na plecki). usypiajac ja prawie wlaze do lozeczka (krzyz mi szlag trafi ktoregos
          dnia) zeby ja mocno przytulac zanim nie zasnie, poza tym opatulam ja kocykiem
          tak by nie rozbudzala sie machaniem rak czy nog i generalnie czula sie jak w
          chuscie (w ktorej sypia we dnie), ma oczywiscie swoja ulubiona karuzelke w
          zasiegu wzroku, ktora czasem troszke porusze bo jak sie buja (bezdzwiecznie)gdy
          maa na nia patrzy to dziala to na nia usypiajaco. lozeczko stoi tak bysmy mieli
          pewnosc ze jesli sie obudzi nie bedzie musiala sie wyslilac by nas zobaczyc i
          ktores z nas (albo oboje) zostaje z nia (spi, czyta, cokolwiek) az mala nie
          zasnie naprawde twardo. jak na razie dziala. I wilk syty i owca cala.

          ha! mala
          sie wlasnie obudzila (tata spi z na na gorze), przelecialam 2 pietra w sekunde
          by zobaczyc jej powitalny usmiech na cala buzie, nakarmiona znowu spi i co
          najlepsze : zasnela z usmiechem na buzi :)

          kati, powodzenia, pamietaj ze najwazniejsze jest zebys ty czula sie dobrze z tym
          co robisz, jesli ty czujesz sie dobrze to i twoj synek bedzie wyczuwal twoja
          pewnosc, jesli ty bedziesz niepewna co do slusznosci tego co robisz on tez
          bedzie niepewny i nie bedzie tego lubil.
Pełna wersja