Kocha do bólu - dosłownie.

28.01.09, 21:52
Witam!
Mam ogromny problem z moim 4,5 letnim synkiem.Od momentu kiedy w naszym domu pojawiła się mała osóbka - siostra Dominika, syn zaczął w bardzo dziwny sposób okazywać swoje uczucia.Przytulając się, czy to do mnie czy do męża, robi to w tak mocny sposób, że wywołuje to u nas ból. Często łapie mnie za jakąś część ciała i ściska lub szczypie - obserwując jednocześnie moją reakcję. Mówiłam synkowi, że to boli i że jeżeli chce się przytulić, to musi to robić delikatnie, ale niestety nie skutkuje.
Zdaję sobie sprwę, że to może mieć zwiazek z młodszą siostrą.
Przeczytałam chyba ze 100 postów dotyczących postępowania ze starszym dzieckiem.Poświęcam synowi tyle czasu ile mogę, chodzę z nim za spacery, bawimy się, itp. Niestety zachowanie syna nadal znacznie odbiega od tego sprzed narodzin córki.Syn pomaga przy małej, ale kiedy ona zaczyna płakać - on naśladuje jej płacz, albo mówi:"Płacz, rycz sobie rycz!". Tłumaczenia i rozmowy nie przynoszą większych efektów.
Dominik stał się nieposłuszny. Nie chce wykonywać naszych próśb i poleceń.Nic mu się nie podoba, wiecznie się sprzeciwia.Mam wrażenie, że jedyne słowo jakie od niego słyszę to:"NIE!".Gdy rano wstaje już jest nastawiony na "Nie", żadnej czynności (ubieranie się, jedzenie itp) nie chce wykonać samodzielnie bez naszego "gadania".
Straciłam już chyba całą cierpliwość, gdyż przeważnie po 15 minutach próśb jedyne na co mnie stać to krzyk.

Błagam pomóżcie mi! Nie wiem już co robić. Kocham moje dzieci i zdaję sobie sprawę, że krzywdzę syna krzycząc na niego.Ale już nie daję rady....Najchętniej wyszłabym z domu zostawiając to wszystko.
    • umcia-pumcia Re: Kocha do bólu - dosłownie. 29.01.09, 20:22
      Wiem co przechodzisz. Naprawdę Cię rozumiem. Ja też zaczynam myśleć
      o tym, jak byłoby fajnie uciec np. do garażu i tam sobie siedzieć
      ciuchutko w świętym spokoju ;)
      Mnie bardzo martwi, że dwóch tygodni mniej więcej zaczęłam się drzeć
      na dzieci. Tak jakby był limit mojej cierpliwości i umiejętności
      połykania frustracji i wkurzenia. Myślę, że to zmęczenie zimą i tym,
      że dzieciaki też mają dość. W pozostałe miesiące np. gdy wychodzimy
      na dwór, to wszyscy się cieszą, a teraz - to 40 minut ubierania,
      ręce nie wchodzą w rękawy, matka każe włożyć dwa swetry itp. -
      dzieciaki mają dość i ja też. A na spacerze - też krótko bo aura nie
      ta. Dałam przykład z naszego życia, pierwszy z brzegu, ale powodów
      do wkurzania się na siebie mamy coraz więcej. Wiem, że z nadejściem
      wiosny będzie lepiej (długo na dworze, dzieciaki się zmęczą
      wygłupami itp.) ale taraz ja jestem na granicy wytrzymałości. Jak
      słysze marudzenie to mi skóra cierpnie. Wiesz co wymyśliłam - kupię
      sobie worek treningowy do bicia pięściami i kopania. Złapałam się
      ostatnio na tym, że jak chwyciłam moje drące się dziecko, to miałam
      uchwyt jak z żelaza. Po prostu nie byłam w stanie przytulić jej, bo
      sie we mnie gotowało i wcale nie miałam ciepłych uczuć. Wystraszyłam
      się, że naprawdę za dużo we mnie złości. Oczywiście nie chcę
      rozładowywać jej na dzieciakach i stąd ten pomysł.

      Boję się, że marny ze mnie przyklad jak sobie radzić z wkurzeniem
      się. A dzieciaki patrzą. I się uczą. Nie chcę, by u nas w domu każdy
      kiedyś darł się na każdego. Myślę, że jak zobaczą jak mamusia się
      rozładowuje, zamiast się wydzierać, to może skorzystają na tym
      kiedyś.

      To jest zabawne, wiem, sama jestem zdziwiona, że taki mi pomysł
      przyszedł do głowy (kiedys myślałam, że to synowi kupię worek
      treningowy, a teraz wygląda na to, że przede wszystkim sobie :)

      Zawsze myślałam, że umiem sobie radzić z emocjami. Jednak dzieci
      wystawiają człowieka na taką próbę, i to codziennie, że sama musze
      się nauczyć odreagowywać na nowo. W końcu trochę wkurzenią dziennie
      można przełknąć, ale gdybym miała przełykac złość z dwóch afer na
      godzinę, to chyba bym nabawiła się wrzodów. Tymczasem mam nerwobóle
      :(

      Sorki za rozpisanie się i troche zboczenie z tematu. Myślę, że
      gdybyś sprawiła sobie i synusiowi worek i rękawice, to
      wyładowalibyście trudne emocje na nim i dla siebie zostawili
      delikatne przytulenia.

      Może kiedyś napiszę na forum czy taki zakup ma faktycznie sens. Ja
      jestem zdecydowana (i zdesperowana) i jadę w weekend do sklepu albo
      kupię na Allegro. Musi mi pomóc, bo poza tym został mi chyba tylko
      alkoholizm albo jakies grzybki ;) Żartuję oczywiście, ale naprawde
      czasem myślę sobie - a może gdybym strzeliła sobie jakiegoś
      głębszego to bardziej spływało by po mnie marudzenie, fochy i krzyki
      dzieciaków. Może, sęk w tym, że mi nikt nie pomoże z dziećmi w domu,
      a jak przyjdzie kac to po mnie (źle, oj źle go znoszę, a tu trzeba
      byc dyspozycyjnym.)

      Trzymaj się jakoś Martader. Wiem, że Ci ciężko. Synusiowi też. W nim
      też jest pewnie kupę trudnych emocji, z którymi sobie nie radzi.
      Trudne jest zarówno dzieciństwo jak i macierzyństwo. Ja naprawdę
      myślałam, że będzie bardziej lajtowo. Pozdrawiam i buziaki.
      • martader Re: Kocha do bólu - dosłownie. 29.01.09, 21:18
        umcia-pumcia dziekuję, że napisałaś. Teraz przynajmniej wiem, że nie jestem sama. I że takie jak ja są jeszcze na świecie.
        Może faktycznie gdyby pogoda była inna człowiek zabrałby dzieciaki na dwór.....mała by się wyspała na powietrzu, a syn wybiegałby się i spożytkował swoją energię na coś dobrego.
        A co do worka? Nie jest to najgorszy pomysł. Swego czasu Super-Niania takie rozwiązanie podsunęła rodzince, która miała dwóch małych nerwusów w domu.
        Ja od kilku dni jak się mocno zdenerwuję to nakrywam głowę kocem, żeby nie zrobić lub nie powiedzieć czegoś czego mogłabym załować. Mój 4,5 letni syn "głupieje" jak widzi mame pod kocem - nie wie co się dzieje. Nie wiem sama czy to dobry sposób, ale lepszy niż "darcie" się lub szarpanie z małym.

        Moze ktoś jeszcze podsunie nam jakiś sposób na odreagowanie
        • Gość: matkaicórka Re: Kocha do bólu - dosłownie. IP: *.chello.pl 29.01.09, 21:33
          moja córka - 3,5 roku też daje mi powody do utraty cierpliwości,
          chociaż myślałam, że mam jej aż nadto.
          Tymczasem wystraczy, że po raz kolejny, podczas odkładania młodszej
          córki, która już prawie śpi, do łóżeczka, starsza wpadnie z hałasem
          do pokoju i po mojej cierpliwości.
          Liczba powodów ograniczona jest tylko wyobraźnią córki (a ta jest
          naprawdę bogata).
          Tylko, że złość nic nie daje. Jak widzi, że matka się wkurza, to ją
          to bawi i ma kolejny powód żeby coś nabroić.
          Pytasz o sposoby na rozładowanie. Mój ostatni - to sprzątanie domu.
          Angażuję w to córkę. Ściera kurze, myje lustro, stół itd... Jak jej
          się znudzi to przerywa i zajmuje się sobą.A ja mam czas, żeby się
          odstresować.
          Fakt, nie ma go zbyt wiele, ale dobre i 10 minut.
          A po kilku akcjach dom wysprzątany.
Pełna wersja