nonomnia
04.02.09, 15:57
Wlasciwie ponizszy tekst zostal juz opublikowany na lamach forum eksperckiego
ale...
Witam!
Prosze o komentarz do sytucji przedstawionej ponizej (przepraszam za pisownie,
aktualnie posiadam niest. klawiature):
12-letnia dziewczynka zostaje przeniesiona przez rodzica do nowej
szkoly.Dziewczynka jest uposledzona w lekkim stopniu,jest
niesmiala,wycofana,nie odnosi zadnych sukcesow w nauce,nie ma przyjaciol(ze
wzgledu na poch. ojca jest dyskryminowana zarowno przez doroslych jak i
dzieci)w dotychczasowej szkole siedziala sama w lawce przez 4 lata.Jesli juz
ktos uczestniczy w jej zabawie - to sa to dzieci z klas pierwszych.Jest
wychowywana wraz z rodzenstwem przez samotnego ojca poch.rumunskiego.Ojciec
zajmuje sie domem, nie pracuje.Rodzina zyje bardzo skromnie.
W nowej klasie dziewczynka nie zostala zaakceptowana przez kolegow.
W trakcie przebierania sie na zajecia WF dziewczynka zostaje sfilmowana( osoba
ta jest dosc rozwinieta fiz. jak na swoj wiek) przez kolezanke z klasy -
N.,mimo stanowczego sprzeciwu dziewczynki.Film trafia w obieg szkoly. Pod
adresem dziewczynki leca wyzwiska, obelgi, dwuznaczne propozycje. Dziewczynka
czuje sie zawstydzona i zaszczuta. Opowiada o wszystkim ojcu,a ten
interweniuje u pedagog sz.
Pdagog rozpoczyna dochodzenie w klasie - jak sie okazuje - bez zadnej
delikatnosci w stusunku do pokrzywdzonego dziecka - roztrzasa sprawe na forum.
Ustala: "nagrany film nie wyszedl poza szatnie dziewczat,zostal od razu
skasowany, a jedyna osoba, ktora go widziala byla przyjaciolka N. - S. Pedagog
stwierdza nastepnie, ze (!)"pytani chlopcy, twierdza,ze nie bylo to nagranie
dziewczynki".Nielogiczne!!!Skoro film nie wydostal sie poza szatnie
dziewczat,widzialy go tylko N. i S. to jakim sposobem "chlopcy" moga opiniowac
cokolwiek w tej sprawie.Ale skoro dla pedagog sz. ich autorytet w ww sprawie i
celowosc pytania ich o ww film jest istotny to: albo film wyszedl poza szatnie
-wowczas chlopcy mogliby go ogladnac i mieli podstawe do wyrazania opini,a
pedagog sz. klamie (zaprzecza slowom, ze film widzialy N.i S.); albo film nie
wyszedl poza szatnie - wowczas opinia chlopcow jest nieprawdziwa,a de facto
pytanie ich o cokolwiek jest nonsensem i przytaczanie ich zdania w temacie
filmu jest co- najwyzej szukaniem argumentu na zamaskowanie swej nieudolnosci
i liczenie na niezrozumienie tekstu przez ojca dziewczynki.
Sumujac: dziewczynka zostala przez doroslych zlekcewazona - w imie integracji
klasy stala sie kozlem ofiarnym.Zarzucono jej, ze poszla ze skarga do ojca a
nie do nauczyciela.Dziewczynka twierdz,ze nikt nie zareagowal na jej
narzekanie.Autorka filmu - podobno zostala pouczona o prawnych aspektach swych
czynow.
Po tym incydencie spoleczna rola dziewczynki w szkole zaczela sprowadzac sie
do bycia w opini kolegow sz.,cyt." ku***","dziw**","szma**","syf**"
itp."Kolezenskie" werbalne i fiz. karcenie stalo sie na porzadku
dziennym.Informowani nauczyciele i pedagog, poza zdawkowym "tak nie wolno" i "
to nie moja wina" nie potrafia nic zrobic.
Dreczone dziewczynka zaczelo zachowywac sie agresywnie.I w stosunku do
otaczajacych ja dzieci,i w stosunku do doroslych. Zaczela uzywac slownictwa
jakim sama jest czestowana w szkole na codzien.Nie chce sie uczyc.Nie ma w
niej absolutnie jakijkolwiek checi do poznania - co jest zadziwiajace - bo
jeszcze rok temu,mimo towarzyskich niepowodzezie,dziecko bylo pozytywnie
nastawione do nauki.
Ojciec,pomimo ciaglego kontaktu z pedagogiem i szczerego zainteresowania
sprawami dzieci jest szykanowany przez dyr.Ta widzac trudna sytuacje
materialna rodziny dosc opieszale i z wlasciwa osobom dobrze wyksztalconym
wyzszoscia,od czasu do czas kseruje dzieciom pomoce szkolne( niektore
podreczniki), pozwala zjesc zupe w stolowce szkolnej...Zapewne dyrekcja szkoly
jest juz zmeczona sytuacja.Ojciec nieustannie przychodzi z wyrzutami,ze to
buty zimowe zostaly zalane woda przez 'kolegow" z klasy,ze to ktos wysmarowal
kurtke wymiocinami...etc.Na pewno trudno jest zrozumiec, coz ten ojciec ma
pretensje do szkoly.Przeciez "oni tam tylko ucza,a kulture osobista dzieci
wynosza z domu".Dzieci wychodza z domu o 7.30, wracaja o 17.00, ida spac o
21.Z prostego rachunku wynika,ze
wiekszosc aktywnosci (70%)przypada na czas szkoly.Ale wg nauczycieli - nie ma
zadnego zwiazku.
Podobno to kuratorium oswiaty samo wyznacza, ze " postawy i zachowanie uczniow
wskazuje na ich moralny,spoleczny i emocjonalny rozwoj".
Jezeli tak, to mozna przyjac,ze ww dziewczynka w tej chwili przezywa totalny
regres
Podziekowania naleza sie dla SP113.Za wybitne osiagniecia...
Cala sytuacja jest o tyle skomplikowana, ze rodzina jest pod stalo opieka
kuratora rodzinnego,kurator jest "przyznany" ojcu jako "pomoc" (dec. sadu
rodz. i op. w odpowiedzi na info. MOPS - ktory otrzymywal rzekomo serie
anonimow na temat "rodziny Rumuna")
Kurator rodz. utrzymuje, ze przede wszystkim jest on gwarantem spokoju tej
rodziny,ktora jest wlasciwie wyspa w oceanie...uprzedzen.Jakakolwiek proba
obrony: w sklepie, w MOPS, w szkole konczy sie porazka.
Marzeniem dziewczynki,jedynym, jak i samego ojca, jest wyjazd z Polski.
Od czasu napisania przeze mnie tego tekstu,sprawy skomplikowaly sie jeszcze
bardziej.
Ojciec dziewczynki postanowil zrezygnowac z ustnej formy kontaktu z pedagogiem
i dyrektor po tym kiedy wielokrotnie zostal zignorowany.Zaczal komunikowac sie
pisemnie ze szkola.
W odpowiedzi na skarge ojca nt niszczenia ubran dziewczynki,dyrektorka na
forum klasy dziewczynki wybuchla zloscia.Przerwala zajecia z pretensja do
dziewczynki, ze ta nie zglosila jej tego faktu a jedynie opowiedziala o
wszystkim ojcu.Dziewczynka wpadla w spastyczny placz.Pozostaly czas spedzila w
toalecie szkolnej.Pani dyrektor nie byla zainteresowana rozwiazaniem sprawy ubran.
Tego samego dnia dyrektor zglasza droga faksowa doniesienie na Policje nt
incydentu szkolnego z udzialem dziewczynki i jednej z kolezanek ( dziewczynk,
po tym jak zostaje zwyzywana przez kolezanke -"rumunska ku...","dziwka" etc.-
uderza kolezanke)sprzed kilku tygodni.Dyrektorka sklada zawiadomienie nt
zachowania dziewczynki - jako agresji i przemocy.Slowem nie wspomina o drugiej
z dziewczat i ze wlasciwie sytuacja jest rodzajem reakci na akcje,uderzenie
zostalo sprowokowane nagannym zachowaniem kolezanki i jest wynikiem
afektu.Rowniez slowem nie wspomina o niszczeniu rzeczy dziewczynki i o sprawcach.
Pedagog szkolna informuje ojca,ze to matka uderzonej kolezanki zlozyla
doniesienie na Policje.Ojciec dziewczyki ustala na Policji,ze autorem skargi
jest Szkola.
Na zlozona przez ojca prosbe o udostepnienie tematow,dat,ilosci zajec
kompensacyjno-korekcyjnych,stosowanych metod k.-k. i charakteru dysfunkcji nad
ktorymi pracwala pedagog szkolna z dziewczynka oraz kwalifikacji zawodowych do
prowadzenia powyzszych zajec przez pedagoga szkolnego,dyrektorka stwierdzila
ze "nie ma czasu na pierdoly",a wlasciwie to "co Pana to interesuje?" i ze
zglosi sprawe do sadu bo ojciec mial czelnosc zwrucenia sie z pytaniem czy to
naiwnosc czy niekompetencja kiedy to dyrektor twierdzi ze zapytane dzieci z
klasy dziewczynki wspolnie odpowiadaja ze nikt nie dokucza, nie ubliza i nie
bije dziewczyki a ona to potwierdza.A w ogole to czeka na zaplate za
wspomniana juz zupe, bo nagle po 5 miesiacach stala sie ona odplatna.Ojciec
dziewczynki zapowiedzial we wrzesniu ,ze nie ma funduszy na wykupienie obiadow
szkolnych.Dyrektor nie zwrocila sie do MOPS o wspomozenie zakupu obiadow dla 3
dzieci z tej rodziny.Zrezygnowala z jakiejkolwiek akcji, poza kredytowaniem
pojedynczych wyjsc,zakupu ksiazek na poczet stypendium socjalnego dzieci.
Jesli ktos mial sile i ochote przeczytac ten dllllugi tekst i ma idee co z tym
wszystkim zrobic, bardzo prosze o uwagi.
Serdeczne dzieki