marikas1
12.03.09, 20:39
Witam, mam prośbę o jakąś wskazówkę, bo jestem już u kresu sił...
Mam 6-ścio miesięczne bliźnięta. Praktycznie od urodzenia są
przyzwyczajone do ssania smoczków (miałam cesarkę i już w szpitalu
położna pierwszego dnia zaaplikowała im smoczki). Generalnie podczas
czuwania smoczki są im w ogóle niepotrzebne i nie domagają się ich.
Natomiast nie ma mowy o zasypianiu i najgorsze, bo w ogóle spaniu
bez smoczków. Wygląda to tak, że jak zaśnie i potem wypchnie smoczek
to po 15 minutach płacze, ja wstaję i wkładam smoczek, po czym za
kilka minut płacze drugie, wstaję, wkładam smoczek, próbuję zasnąć,
śpię jakieś pół godziny i znowu któreś płacze, bo wypadł smoczek...I
tak prawie całą noc. Nie ma żadnego uspiania, po prostu wkładam
smoczek, a one śpią dalej. Ale ja budzę się, co chwila i mam już
tego dosyć. Śpią w drugim pokoju w swoich łóżeczkach i tak biegam do
nich całą noc. Czy jedynym wyjściem jest zlikwidowanie całkowite
smoczków, czy nie będzie to z jakąś szkodą dla psychiki dzieci, czy
lepiej przemęczyć się, aż będą starsze. Nie mają jeszcze zębów.
Karmione są od 4-tego miesiąca tylko butelką :-(
Proszę o radę.