Gość: Irma
IP: 199.197.163.*
25.03.09, 16:58
Moja 5,5 letnia corka wyraznie faworyzuje ojca. To on jest dla niej
najwazniejszy, najlepszy, najpiekniejszy i jedyny, do ktorego leci
po jakakolwiek decyzje. W zabawach tez sie do niego nie umywam. Do
niego swiergoli jak skowronek, mnie ledwo i z wielkimi oporami
cokolwiek odpowiada.
Faktycznie, ma cudownego ojca. Pelnego wyrozumialosci, cierpliwosci,
ciepla ale i stanowczosci. Jezeli spytacie, kto gra piersze skrzypce
w naszym domu odpowiadam – on.
Ale... wydaje mi sie ze mi tez niczego nie brakuje, chociaz, jak tak
sie glebiej zastanowie, to moze mniej sie angazuje w zabawy lalkami,
bo poprostu tego nie lubie.
Porownujac jednak – kiedy on na nia huknie, ona potulnieje. Kiedy ja
hukne – zaraz slysze rzewne ‘czemu na mnie krzyczysz?!” Moge 10 razy
prosic ja o zrobienie czegos, podczas gdy on wystarczy ze kiwnie
palcem. Kiedy idziemy po nia razem do przedszkola, biegnie do ojca
z wypiekami na twarzy, mnie omijajac prawie niezauwazoną.
Czasami czuje uklucie zazdrosci. Innym razem wkladam sobie do glowy
ze powinnam sie cieszyc, ze tak fantastycznie rozumieja sie
nawzajem..
No ale czasami czuje sie troche poza nawiasem.
No i nie wiem, czy powinnam sie zastanowic nad sama soba, bo moze
robie cos nie tak, czy tez nie powinnam zupelnie sie przejmowac.
Macie podobne doswiadczenia?