mama_pisarka
02.04.09, 09:46
Rzeczywiście nie wyjaśniłam kilku rzeczy. Szkoła, do której chciałam posłać
syna (o ile przeszedłby pozytywnie kwalifikacje)jest szkołą
teatralno-artystyczną. Jest szkołą przyjazną dziecku i otwartą na formy
dziecięcej ekspresji. Głównie dzieci wyznaczają kierunek, a nie ma tam
sztywnych ram edukacji. Szkoła ta prowadzi nabór tylko raz do zerówki, gdyż ma
tylko jedną klasę z każdego rocznika (jedna 0, jedna 1 itd...). Nie ma
możliwości posłać dziecka do 1 klasy i tylko dlatego taką decyzję podjęłam, bo
wolałabym by syn skończył zerówkę w przedszkolu. W wyborze takiej szkoły
kierowałam się dobrem syna, przynajmniej tak mi się wydawało. Nie był to
sposób zrealizowania moich ambicji, choć wielu tak uważa, bo sama kiedyś byłam
związana z teatrem. Motywy były jak najbardziej logiczne z mojego punktu
widzenia: syn boi się innych dzieci, dlatego pomyślałam, że taki profil pomoże
mu się "otworzyć". Chorował przez pierwsze dwa lata, lecz skutki i trauma
pozostała do dziś. Syn jest pod opieką psychologa, gdyż ma skłonności do
agresji, do niszczenia pod wpływem złości wszystkiego, co mu wpadnie w rękę.
Jakiś czas temu wymiotował na zawołanie, o wszystko robi dzikie awantury, w
przedszkolu bił dzieci, nie słuchał na początku pań, potrafił zwalić koleżankę
z huśtawki, bo on chciał itp...Wiele z tych zachowań mu pozostało. Przez
pewnien czas brał przepisane przez lekarza leki wyciszające, lecz nie dało to
skutku. W przedszkolu trzymał się z reguły ze starszakami i to tymi
najbardziej nieusłuchanymi. Dopiero po2 latach pracy wychowawczyń syn
przynajmniej tam się wyciszył. Dodam, że ma zmiany napadowe w mózgu i potrafi
zrzucić na ziemię telewizor. Tak więc bojąc się o jego przyszłość i zdrowie
chciałam posłać go do w miarę dobrej szkoły. Boję się po prostu, że przy swoim
wybuchowym temperamencie i jednej nerce idąc do zwykłej "osiedlówki" może ktoś
mu zrobić krzywdę. Jestem pod presją otoczenia, które stale mi przypomina, że
tej nerki nie można narażać na urazy itd...Nawet chirurg zabronił mu sportów.
Widząc jaki jest żywiołowy chciałam by tą energię spożytkował w teatrze niż na
drzewach, czy ulicach. Być może popełniłam błąd, ale zrobiłam to z troski o
niego. Teraz jednak prawdopodobnie syn wróci do przedszkola, gdyż taka jest
jego wola, ale co będzie jak przedszkole się skończy? Czy problem strachu
przed szkołą, innymi dziećmi nie wróci?Mam wiele obaw, co do "przyszłości"
syna widząc jaki jest impulsywny i nadpobudliwy. Korzystam z porad
psychoterapeuty syna i swojego, ale jako matka boję się o syna.