edit38
13.05.09, 21:10
Moja prawie 2-letnia córeczka jest małym nerwusem a przede wszystkim
uparciuchem. Od jakiegoś czasu bardzo sobie upodobała jedną z lalek i bez niej
nigdzie się nie rusza, z nią śpi, wychodzi na spacery, do lekarza itd. Jak
chyba większość dzieci w jej wieku ma swoje humorki i jest małą złośnicą oraz
nie słucha kiedy się ją upomina że jest niegrzeczna. Kiedyś gdy już nie mogłam
dać rady z nią zagroziłam że wyrzucę lalkę do kosza i okazało się że jest to
wspaniały "bat na nią" Często żadne argumenty, tłumaczenia i prośby nie
działają a gdy zagrożę że zabiorę lalkę dziecko uspokaja się. Kilka razy słowa
nie pomogły więc zabrałam lalkę i schowałam twierdząc że wyrzuciłam. Mała
wtedy strasznie zaczynała płakać przepraszać mnie i obiecywać że będzie
grzeczna więc wtedy oddawałam lalkę mówiąc że wyjęłam z kosza ale że jeśli
nadal będzie niegrzeczna to jeszcze raz wyrzucę i już nie wyjmę (na razie nie
musiałam nigdy zabierać lalki po raz drugi)
Czuję się podle z tym że doprowadzam własne dziecko do takiego płaczu ale już
nie mam pomysłów jak ją uspokajać (nic nie działa)boję się aby nie zaczęła z
tego powodu mieć jakiś lęków. Z drugiej strony boję się że w końcu ona domyśli
się że lalki nie wyrzucam i nie musi się bać utraty ukochanej zabawki (nie
chciałabym zabierać jej na stałe ponieważ bez lalki bardzo niespokojnie śpi)
Czy jestem naprawdę taka wredna i powinnam jednak próbować szukać innych
sposobów na dotarcie do dziecka?