gala131
01.06.09, 23:51
Moj synek nigdzie nie chce zostawac beze mnie lub meza.Od samego
poczatku towazyszy nam wiec wszedzie.Juz jako niemowle- nosilam go
godzinami w chuscie bo ciagle domagal sie mojej blizkosci.Teraz jest
5-latkiem i sytuacja wcale sie nie zmienila.Boi sie gdziekolwiek
zostac.W przedszkolu plakal codziennie przez 4 miesiace zanim
zaakceptowal to, ze musi tam chodzic.Jest otwarty na innych,chetnie
bawi sie z rowiesnikami ale bezprzerwy potrzebuje mojej
obecnosci.Byl moment,gdy sytuacja jakby sie zmienila-chodzil sam na
urodziny kolegow i zostawal tam na 2-3 dodziny.zaoisalismy go na
zajecia plywania bo sam sie tego domagal.Trwalo to moze miesiac i
nagle sytuacja znowu sie odmienila-Z dnia na dzien nie chce chodzic
do przedszkola(codziennie rano "boli" go brzuch),na zajecia na
plywalni idzie placzem.Musze namawiac go i przekonywac,ze nie moze
calymi dniami byc tylko ze mnaTymbardziej,ze te zajecia robia mu
przyjemnosc bo gdy go odbieram jest zadowolony i radosny.Oczywiscie
do nastepnego razu bo wtedy znowu nie chce sie ze mna "rozlaczyc".W
jaki sposob moge go dowartosciowac,pomoc mu by uwierzyl w wlasne
sily, przestal sie bac rozlaki ze mna.Poprostu przecac te zakrotka
pepowine i dac mu sily do wyruszenia na samodzielne doswiadczania
swiata??