kantyczki
10.07.09, 23:22
Witam,
wysiadam. Nie mam pomysłu. Córcia ma 2,5 roku, od kilku miesięcy
mnie bije, teraz już normalnie chyba rutynowo, choćby lekko, po
każdym zakazie (chyba zawsze od razu tłumaczę, dlaczego czegoś
zakazuję), jak jest zmęczona, jak czegoś nie otrzyma "na już"...
(mamy od paru tygodni bunt dwulatka, ale nie jest jakoś
masakrycznie, raczej dajemy sobie obie radę).
Od kilku miesięcy łapałam za rączkę i tłumaczyłam: "nie wolno nikogo
bić" albo "to boli". Ogólnie bardzo dużo Kasi tłumaczę, dużo
rozmawiamy, córeczka jest dzieckiem bardzo grzecznym, spokojnym
(choć tez jest bardzo ruchliwa, lubi biegać, skakać, jest bardzo
sprawna), niezwykle mądrym i inteligentnym.
Ostatnio przeżyła przeprowadzkę (bicie zaczęło się dużo wcześniej),
ale raczej udało się to wydarzenie przedstawić w kategoriach
przygody, tylko czasem oglądając zdjęcia pokazuje na dawne
mieszkanie i mówi: ja tam chcę (nie wiem, czy to ma znaczenie...).
Do sedna: nie radząc sobie z tym biciem poprzez tłumaczenie,
sadzanie na łóżku w celu ochłonięcia, przytulanie, krzyczenie za
bicie - zapowiedziałam, że jak będzie mnie biła, to ja również dam
jej klapsa. I tak jesteśmy po 3ch klapsach...
Co ja jeszcze mogę zrobić innego, sensownego, do jasnej anielki!
skąd to bicie? czy jak krzyczę (zdarza mi się, niestety) na dziecko,
to to już wzbudzi w córce taką agresję?
I druga sprawa - ale w związku - skoro w mojej rodzinie panował
zawsze ogólny zakaz wyrażania złości, jak ja mogę nauczyć Kaśkę
wyrażać złość? tłumaczę, że może bic w poduchę (łącznie z
demonstracją) mówię, że to normalne uczucie i chodzi o to, by nikogo
nei skrzywdzić, może tupać, krzyczeć, płakać - ale nei rzucac
zabawkami (choć parę razy sama niekonsekwentnie rzuciłam jakimś
pluszakiem w złości...mi to najbardziej pomaga poza krzykiem)i nie
bić.
Czuję, że to za mało i jakieś nie takie. Dlaczego?