Gość: Kinga
IP: *.serv-net.pl
18.07.09, 10:48
Witam,
Mam nadzieje, że Pani psycholog jak i Wy jesteście w stanie troche
rozjaśnić mi naszą sytację.
Mój mąż pochodzi z Norwegii, ma córkę w wieku 7 lat z poprzedniego
małżeństwa oraz my mamy córeczkę,która ma 5 miesięcy.
Obydwoje bardzo kochamy małą ale niestety mamy bardzo różne
podejście do wychowywania, ogólnie mamy podobne idee ale sposoby są
całkowicie różne. Ale do rzeczy. Ja spędzam z małą całe dnie a on ma
z nią kontakt od godz 17-20, czyli po pracy do pory snu. W tym
czasie mała robi się zazwyczaj troche marudna po całym dniu i mąż ma
pretensje, że mała jest rozpuszczona i nie potrafi się sama bawić.
Wg mnie mąż nie potrafi dostrzec jej potrzeb i zamiast bawić się z
nią w taki sposób, który ją np. wyciszy robi coś odwrotnego.
Oczywiste jest, iż ja znam jej rytm dnia lepiej, to ja spędzam z nią
większość czasu i dlatego łatwo mi odczytać sygnały, która mała
wysyła. On uważa, że mała powinna umieć się sama bawić i ja się z
tym w pełni zgadzam, ona robi to ale zazwyczaj koło południa, czego
mąż nie widzi. Dla mnie jest to kwestia zrozumienia jej potrzeb, ja
ją obserwuje i wiem czego jej potrzeba, dla męża jest to kwestia
zasad. Np on wraca z pracy i teraz chce się wygłupiać a mała np jest
senna i on się dziwi, że jej się nie podoba zabawa z nim. Oczywiście
ja słysze na ten temat, bo to moja wina bo jestem na każde jej
zawołanie. Ja się z tym nie zgadzam, mała jest bardzo pogodna,
świetnie się rozwija, karmina jest piersią wg planu co jej bardzo
służy, zasypia sama w swojej kołysce no i jest bardzo ciekawska i
energiczna. To też problem dla mojego męża. Jego pierwsza córka
podobno leżała ciągle w łóżeczku, była bardzo spokojna i można było
ją położyć, podobno była niewymagająca. Mała jest bardzo kochanym
dzieckiem, ale nie wiem jak to ująć bez charakteru, jest bardzo
pasywna, robi zawsze wszystko co inni jej każą, nie ma swojego
zdania, jest bardzo niekreatywna np. jak my jej czegoś nie
zorganizujemy to nie wie co ma robić mimio, że jej pokoik wygląda
jak sklep z zabawkami. Jest to na tyle męczące, że mąż stara się ją
ciągle zabawiać bo czuje, że w czasie tych weekendów, które mała
spędza u nas musi jej dać wszystko co najlepsze. Ja natomiast chcę
aby moje dziecko umiało bronić swojego zdania i staram się ją
pobudzać intelektualnie jak tylko możliwe, to jest odbierane jako
zabawianie. Dlaczego jego postawa jest zupełnie inna w stosunku do
naszego dziecka? Tak samo do naszej małej mówi ostrym głosem jak np
uparcie chce czegoś(mała ma tylko 5 miesięcy) a do swojej córki
nigdy nie powie nic w ten sposób. Wg mnie w jakiś sposób jest
różnica pomiędzy jego dziećmi ale nie do końca rozumiem jaka.
Mój mąż ma zupełnie inne podejści do np, śmierci łóżeczkowej, on
uważa, że przesadzam, że to nie jest problem, uważa, że jest w
porządku prowadzenie samochodu i np, uruchmianie dvd playera dla
swojej córki bo ona musi oglądać filmy w samochodzie, ok jest też
nie zapinanie pasów w samochodzie, mój mąż jest też uzależoniony od
tv i internetu i w związku z tym jego ulubioną formą spędzanie czasu
jest siedzenie z małą przed telewizorem, ja uważam, że jeżeli mamy
możliwość powinniśmy ograniczasć tv do minimum (tu prawie udało nam
się wypracować kompromis, bo tv jest mniej i co drugi dzień)
Mogłabym tak bez końca. Prodadźcie co robić i jak z nim rozmawiać
tak abyśmy znaleźli wspólny kompromis, który byłby satysfakcjonujący
dla obojga. Ta sytuacja bardzo źle wpływa na nasz związek i szczerze
mówiąc mam tego tak dosyć, że czasami myśle, że wygodniej byłoby mi
samej bez niego. Skończyłyby się codzienne dyskusje, jego
dramatyzaowanie, że ja jestem ciągle zła, moje, że jest ignorantem
itd.
Co robić?