"Bałagan" wychowawczy

17.08.09, 15:26
Układ jest taki: ja, mąż, nasza 4-letnia córa oraz babcia. Wszyscy mieszkamy razem, dorośli wychowują dziecko i - jak to w życiu bywa - każdy na swój sposób. Wychodzi z tego niezły galimatias.
Babcia: ponieważ oboje z mężem pracujemy, babcia przebywa z wnuczką przez większą część dnia. Niby stara się być konsekwentna, ale mała i tak wchodzi jej na głowę, zwłaszcza, że babcia jest osobą raczej spokojną i niekonfliktową, starającą się znaleźć kompromis w każdej sytuacji (nawet tam, gdzie go być nie powinno), a do tego wrażliwą na płacz wnusi. Wnusia doskonale zdaje sobie z tego sprawę i niejednokrotnie próbuje ugrać u babci coś dla siebie.
Mąż: zapracowany weekendowy tata, który, gdy wreszcie zląduje w domu, próbuje wynagrodzić córze swoją nieobecność - przyjmuje to formę totalnej zabawy, takiej "no limits"; przy okazji wszelkie zasady idą w kąt i małej wszystko wolno (a jak nie wolno, to tatuś momentalnie staje w jej obronie). Wrażliwy na płacz dziecka jeszcze bardziej niż babcia. Dziecko doskonale zdaje sobie z tego sprawę - kiedy tata jest w domu, odstawia fochy od rana do wieczora. Gdy ktoś jej czegoś zabroni, odmówi itp., natychmiast leci do taty z rykiem, próbując zmienić niekorzystny werdykt. Tata wówczas wkracza do akcji, szukając winnego i psiocząc głośno o "jakichś dziwnych zakazach, znów kolejna bzdura...".
Ja: czyli mama, też zapracowana. Kiedy wreszcie docieram do domu, próbuję i ja wychowywać to moje dziecię, mniej więcej w myśl metody "wychowania bez porażek". Dialog (na ile jest możliwy z 4-latką), ustalanie określonych reguł i konsekwencja. Klapsów jako metody wychowawczej nie uznaję. Niestety, w 9 przypadkach na 10 wychodzę na straszliwego tyrana - konkretnie, kiedy usiłuję wyegzekwować od małej coś nie po jej myśli. Wtedy delikwentka ryczy i leci do babci lub do taty, a ja wysłuchuję, że jestem zbyt surowa i czepiam się biednego dziecka.
Reasumując, wszystko to daje niezły wychowawczy bałagan, tym bardziej, że wszelkie moje rozmowy z pozostałymi dorosłymi domownikami nie dają żadnego rezultatu. Babcia jest niezbicie przekonana o mojej przesadnej surowości (nie pamiętając, jak wiele innych babć, że sama wychowywała mnie bardzo podobnie...). Mąż, sam wychowywany bardzo liberalnie, patrzy na mnie jak na przybysza z innej planety. Zaproponowałam im lekturę paru dobrych książek o wychowaniu, na zasadzie "poczytajcie, a potem pogadamy, co o tym myślicie" - cóż... babci książki się nie podobały, mąż nawet ich do ręki nie wziął. Stoimy więc w punkcie wyjścia, każde z nas działa po swojemu, a córa rozpuszczona jest jak dziadowski bicz - przy czym zauważa nasz konflikt i umiejętnie go wykorzystuje (co rusz leci z płaczem do babci lub do taty, skarżąc nie tylko na mnie, ale i na nich oboje nawzajem, przy czym przeinacza fakty i opowiada niestworzone historie, żeby tylko ktoś ją "pożałował").
Zaznaczam, że poświęcamy małej dużo czasu i okazujemy jej, jak bardzo jest kochana. Rodzeństwa nie ma.
Doskonale wiem, że rodzice/dorośli w domu powinni "mówić jednym głosem". Tyle, że jakoś to u nas nie wychodzi.
Będę wdzięczna za podpowiedzi, zanim osiwieję. ;)
    • scher Re: "Bałagan" wychowawczy 17.08.09, 16:17
      soffia75 napisała:

      > zauważa nasz konflikt i umiejętnie go wykorzystuje (co rusz leci
      > z płaczem do babci lub do taty

      A nie da się jej tego zabronić? Wydać polecenie, popatrzeć w oczy i zdecydowanym tonem oznajmić, że polecenie jest ostateczne i zabraniasz jej odwoływać się od niego do taty czy do babci?
      - Nawet nie próbuj, dziecko, bo ja zdania nie zmienię!

      > przy czym przeinacza fakty i opowiada niestworzone historie

      Za przeinaczanie faktów w takich sytuacjach moim osobistym dzieciom grozi co najmniej ostra reprymenda. :)
      • verdana Re: "Bałagan" wychowawczy 17.08.09, 20:17
        Nie można dzieckou zabronić odwolywania się do ojca, podobnie jak
        ojcec nie moze zabronic sluchania mamy i wykonywania tylko jego
        poleceń. Dziecko ma prawo mowić rodzicowi co uzna za stosowne, a
        drugi rodzic nie ma absolutnie prawa decydowac, o czym dziecko powie
        ojcu czy matce. Bo to jest naprawde demoralizujace.
        Nie pozostaje ci nic innego, jak uzgodnić pewien kompromis,
        wychodzac jednak z zalożenia, że kompromis nie polega na przyjęciu
        przez ojca i babcię Twoich zalożen wychowawczych.
        • soffia75 Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 08:48
          verdana napisała:
          > Nie można dzieckou zabronić odwolywania się do ojca, podobnie jak
          > ojcec nie moze zabronic sluchania mamy i wykonywania tylko jego
          > poleceń. Dziecko ma prawo mowić rodzicowi co uzna za stosowne (...)
          Z tym jak najbardziej się zgadzam; problem w tym, jak zachowa się rodzic (lub
          inny dorosły domownik), do którego przylatuje dziecko ze skargą "bo mama mi nie
          pozwala (na coś)". Czasami jest OK, bo pada stwierdzenie "skoro mama nie
          pozwala, to tak ma być" (czasami poprzedzone rozpoznaniem "o co poszło"), a
          czasami - pomarudzi coś o "dziwnych zasadach bez sensu", przy dziecku niestety.
          Klasyczna niekonsekwencja, która powoduje, że mała ciągle jeszcze stosuje metodę
          użalania się jednemu z domowników na innego, bo wie, że czasem coś dla siebie ugra.
          /P.S. Verdana, dzięki za przyłączenie się do dyskusji, bardzo cenię sobie Twoje
          zdanie. :) /
        • scher Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 10:55
          verdana napisała:

          > Nie można dzieckou zabronić odwolywania się do ojca

          W tym przypadku uznałbym to jednak za wskazane, bo dziecko ewidentnie przesadza i wykorzystuje to w złej wierze.
      • soffia75 Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 08:51
        scher napisał:

        > soffia75 napisała:
        > > przy czym przeinacza fakty i opowiada niestworzone historie
        >
        > Za przeinaczanie faktów w takich sytuacjach moim osobistym dzieciom grozi co
        najmniej ostra reprymenda. :)

        U nas na razie nic nie działa - panna przechodzi chyba jakiś okres mitomanii... ;)
        • scher Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 11:00
          Co innego mitomania, a co innego fałszywe oskarżanie matki.
          Gdy dziecko mija się z prawdą, reakcja powinna być natychmiastowa. Od razu je zawołać i udowodnić kłamstwo. I z raz czy drugi, w poważniejszych sytuacjach, konsekwencje.
          • verdana Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 14:08
            Najlepszy sposób na to, aby dziecko znienawidziło matke i sluchalo
            wyłacznie ojca - ktory nie tylko broni, ale nie zajmuje sie przede
            wszystkim oskarzaniem 5-latka o klamstwo. Nie mamy tu do czynienia z
            15-latka - 5 latka moze czasem mowić to, co uznaje za prawdę (mama
            nie pozwala mi, jest niedobra, skrzyczała mnie), choc mama
            powiedziala tylko "nie jedz ciastka przed kolacja" - i ta 5-latka
            nie klamie. Nie rozumiem, jak nauczyciel i ojciec dzieciom może miec
            tak slabe pojecie o tym, jak rozumuja male dzieci.
            Sprawy pomiedzy rodzicami maja byc rozstrzygane na ich poziomie -
            chyba nie mozna zrobić gorszej rzeczy, niz miec dwie rózne metody
            wychowawcze i zakazywac dziecku mowienia o tych metodach drugiej
            stronie. Tak naprawdę uczy się dziecka wyłacznie klamstwa - tego
            samego, ktore podobno chce sie wyplenić. Powiem wiecej - dziecko
            wręcz ma prawo odwolywac się od "wyroku" jednej ze stron, jesli
            uwaza się za skrzywdzone. To ta druga strona powinna poprzec rodzica
            mającego rację, a nie byc nie poinformowana o problemach.
            Myslę, że najlepsym, acz nierealnym rozwiazaniem, byloby
            wyprowadzenie się od babci. Bardziej realne jest uzgodnienie pewnych
            rzeczy - to znaczy ojciec nie poprze skarg dziecka, o ile mama po
            prostu kaze cos zrobic, a nie robi czegos, co ojciec uznaje za
            niesprawiedliwe i naganne.
            Problem widzę u spory, bo macie odmienne zdanie nie o niektorych
            metodach wychowawczych, ale zupełnie inna koncepcje wychowania.
            Dziecko może swobodnie dostosowac się do drobiazgów - tata pozwala
            chodzic póxniej spać, nie zwraca uwagi na balagan i krzywo zapięte
            guziki, a mama nie pozwala ogladac dobranocki, póki jest nie
            posprzatane, ale nie moze raz być wychowana liberalnie, a raz
            zachowaniem dyscypliny...
            • scher Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 14:19
              verdana napisała:

              > 5 latka moze czasem mowić to, co uznaje za prawdę (mama nie
              > pozwala mi, jest niedobra, skrzyczała mnie)

              Nie zrozumiałaś mnie. Oczywiście, że na takie słowa trzeba dziecku pozwolić. Tu jednak, jak zrozumiałem, mała z premedytacją idzie do ojca, aby podważyć i zmienić decyzję, polecenie matki. Na to bym dziecku nie pozwolił, oznajmiając, że moje słowo w danej sprawie jest ostateczne.

              Natomiast co do kłamstw miałem na myśli ewidentne przeinaczanie faktów, nie inny sposób widzenia świata przez pięciolatka. Autorka pisze: "Przeinacza fakty i opowiada niestworzone historie, żeby tylko ktoś ją pożałował". Są sytuacje, że dziecko kłamie w sposób oczywisty, ma jakąś świadomość tego - i można to udowodnić oraz napiętnować.
              • verdana Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 14:56
                Oczywiscie, ze masz racje - w 9 przypadkach na 10 ojciec nie
                powinien dziecku pozwolić, nie powinien podwazać polecenia matki.
                Ale to moze zrobić ojciec, nie matka - bo wtedy uczy dziecko, ze ma
                mieć tajemnice przed drugim z rodziców. Nie moze tez byc tak, ze
                matka nakazuje dziecku wykonać polecenie, ojciec mowi co innego - i
                kazde z nich wymaga od dziecka, aby sluchało tylko jednej strony.
                Maja to zalatwić miedzy soba, dziecko w ogóle nie moze byc w to
                wmieszane.
                Nawet ewidentne przeinaczanie faktow w tym wieku nie zawsze jest do
                konca swiadome. A juz klamstwo, aby ktos dziecko pozalowal jest
                oczywistą wina rodzicow - jesli dziecko musi uciekać się do takich
                sztuczek, albo jesli tylko takie skutkuja. Tu nie ma co karac
                dziecka, trzeba po prostu doprowadzic do tego, aby nie warto bylo
                zmyslać.
                • scher Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 15:21
                  verdana napisała:

                  > Oczywiscie, ze masz racje - w 9 przypadkach na 10 ojciec nie
                  > powinien dziecku pozwolić, nie powinien podwazać polecenia matki.
                  > Ale to moze zrobić ojciec, nie matka

                  Zgoda, ale w tym przypadku to chyba nierealne.

                  > Nie moze tez byc tak, ze matka nakazuje dziecku wykonać polecenie,
                  > ojciec mowi co innego - i kazde z nich wymaga od dziecka, aby
                  > sluchało tylko jednej strony.

                  Tu stawiam na to, że ważniejsze jest polecenie wykonania polecenia niż polecenie jego niewykonania. ;)
                  Czyli jak rodzice się żrą, to dziecko ma polecenie wykonać.

                  Oczywiście to konflikt lojalności i sytuacja daleka od ideału, ale mniejsze zło moim zdaniem.
                  • verdana Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 15:36
                    Pieciolatka nie powinna NIGDY musiec rozstrzygac, czyje polecenie
                    jest wazniejsze. A już wymaganie, aby dziecko w momencie wydawania
                    sprzecznych poleceń wykonywalo je wszystkie, skończy się dramatem.
                    Bo jest to kompletnie niemozliwe. Wystarczy, ze mama powie "Masz iść
                    się umyś", a ojciec "Masz obejrzec ten film do konca". Co ma zrobić
                    dziecko?
                    A w przypadku polecenia "Nie pozwalam ci jeść tego" , "Masz to
                    wszystko zjeść" - ma zawsze zjeść? "Chlopczyk zabiera ci wiaderko,
                    nie daj się, oddaj mu", "nie rob tego, nie pchaj chlopczyka" - ma
                    dac po glowie?
                    5-latka nie filozof, a polecenia bywaja różne. Czasem anwet
                    polecenie jest racjonalne, ale nie jest dobrze, jesli dziecko go
                    wykonuje - i wtedy przyjęcie założenia, ze jest nieodwolalne, bardzo
                    szkodzi dziecku.
                    Gdy rodzice się żrą, nie nalezy obciażąć tym dziecka.
                    • scher Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 15:43
                      W przypadkach, o których piszesz, dziecko moim zdaniem i tak czuje, kto jest przewodnikiem stada, i to jego polecenia wykonuje.
                      • verdana Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 16:04
                        Czuje, albo i nie. Przy czym przewodnik stada może być znacznie
                        gorszym wychowawcą od nieprzewodnika.
                        • scher Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 17:38
                          verdana napisała:

                          > Przy czym przewodnik stada może być znacznie gorszym wychowawcą
                          > od nieprzewodnika.

                          No niestety. Dziecko, człowiek w ogóle albo ma szczęście w życiu, albo nie - jak już sobie tak filozofujemy. :)
    • mskaiq Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 11:57
      Najefektywniejszym sposobem wychowania nie jest karanie albo
      wymuszanie tylko tlumaczenie, pokazywanie co jest dobre a co jest
      zle.
      Jestem przekonany ze babcia nie uczy zlych rzeczy dziecka, podobnie
      maz. Probuja uczyc dziecko podobnie jak ty, roznicie sie tylko
      metodami.
      Wedlug mnie twoj maz i babcia pewnie pozwalaja dziecku na wiecej niz
      ty, mozecie sie roznic metodami uczenia, wybaczeniem tego co zrobi
      zle albo brakiem wybaczenia a takze szukaniem kompromisu albo
      wymuszaniem.
      Dziecko probuje dostac to co mu najbardziej odpowiada dlatego
      probuje u wszystkich. To niestety prowadzi do podwazania opini
      kazdej z osob i upadek autorytetu.
      Mysle ze musisz znalesc rozwiazanie tego problemu, moze podejmujcie
      decyzje wspolnie, tak zeby dziecko slyszalo tylko jedna opinie.
      Z tego co piszesz wynika ze dajesz mezowi i babci poczytac ksiazki
      na temat wychowywania dzieci.
      Moze zamiast tego sprobuj rozmawiac z nimi, przedstaw swoj punkt
      widzenia, posluchaj jaki jest ich punkt widzenia i stworzyc cos co
      byloby kompromisem pomiedzy waszymi spojrzeniem na wychowanie dziecka
      Serdeczne pozdrowienia.
      • soffia75 Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 15:15
        mskaiq napisał:
        > Moze zamiast tego sprobuj rozmawiac z nimi, przedstaw swoj punkt
        > widzenia, posluchaj jaki jest ich punkt widzenia i stworzyc cos co
        > byloby kompromisem pomiedzy waszymi spojrzeniem na wychowanie dziecka.
        Ha, gdyby udało mi się skutecznie przeprowadzić choć jedną taką rozmowę, nie
        byłoby tego wątku... ;) Niestety, jak dotąd kompromis pozostaje w sferze marzeń,
        zwłaszcza, że zainteresowane strony są dość mocno przekonane o swojej racji i
        obruszają się na ewentualne uwagi (podkreślam, nie krytykę, tylko uwagi w stylu
        "Nie podoba mi się, gdy robisz (tak a tak), bo ma to skutek (taki a taki)").
        Dziękuję za głos w dyskusji i również pozdrawiam!
    • Gość: misiamama Re: "Bałagan" wychowawczy IP: 80.72.46.* 18.08.09, 14:50
      No cóż, moim zdaniem, powinnaś pogodzić się z metodami babci i
      raczej się do tych metod dostosować, to jest, złagodzić swoje
      ewentualne wymagania, oczekiwania i dyscyplinę.
      Z twojego postu wyłania się obraz dziecka wychowywanego przez
      babcię
      , które z doskoku tylko jest musztrowane przez mamę
      (zapracowaną - jak sama piszesz), a równie zapracowany tatuś stara
      się załagodzić sytuację. Radziłabym, żebyś odpuściła trochę
      dyscyplinowanie cztero- czy pięciolatki, na rzecz "wspólnego frontu"
      dorosłych (czyli, zwiększenia poczucia bezpieczeństwa u dziecka).
      Jeżeli to babcia zajmuje się twoim dzieckiem przez powiedzmy 10
      godzin dziennie, a ty- przez dwie albo trzy, to zaakceptuj metody
      babci i się do nich dopasuj. Jeżeli nie możesz, to wynajmij
      opiekunkę, która będzie stosować się do twoich wytycznych - ale 1)
      nie licz na to, że opiekunka wychowa Co dziecko (co najwyżej o nie
      świetnie zadba) 2) zdaje się, że lubisz babcię i nie masz do niej
      większych pretensji, tylko chciałabyś, żeby córka była bardziej
      zdyscyplinowana - więc współpracuj z babcią, zamiast ją "szkolić" i
      stawiac wymagania. Możliwe też, że córka nie jest wcale
      taka "rozpuszczona" jak Ci się wydaje. Skoro ma Ciebie tylko w
      weekendy i wieczorami (wtedy już może być zmęczona, to też ma
      znaczenie), to może jej zachowanie to sygnał, że potrzebuje więcej
      Twojej uwagi? A może masz nierealne oczekiwania wobec dziecka, skoro
      spędzasz z nim tak mało czasu? Zastanów się, ale nie nad tym, jak
      zreformować babcię i męża, ale raczej, czy Twoje dziecko faktycznie
      jest rozpuszczone, czy tylko Ty odnosisz takie wrażenie, i dlaczego
      (jakie są powody ewentualnego "złego" zachowania w Twojej
      obecności).
      • soffia75 Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 15:20
        Gość portalu: misiamama napisał(a):
        > (...) czy Twoje dziecko faktycznie
        > jest rozpuszczone, czy tylko Ty odnosisz takie wrażenie, i dlaczego
        > (jakie są powody ewentualnego "złego" zachowania w Twojej
        > obecności).
        Dowcip polega na tym, że mała największe fochy odstawia, jak jesteśmy wszyscy w domu - być może dlatego, że jest więcej osób, do których może się odwołać, gdy coś idzie nie po jej myśli, i tym samym więcej zyskać. Kiedy jest sam na sam ze mną, z mężem lub z babcią, zachowuje się zupełnie poprawnie i nie sprawia większych problemów; różki pokazuje dopiero przy większej publice. ;)
        • Gość: misiamama Re: "Bałagan" wychowawczy IP: 80.72.46.* 18.08.09, 15:41
          czyli masz dobre, miłe dziecko, które dostaje czasem
          małej "głupawki" kiedy w domu są wszyscy dorośli? Wyluzuj;))) to
          chyba normalne, że w takich sytuacjach (przy publice) mała zaczyna
          wypróbowywać różne możliwości. I co to znaczy "pokazuje różki"?
          Jesli chodzi o bieganie do róznych instancji (babcia, tata), to
          faktycznie dobrze byłoby mieć wspólne zdanie, a żeby tak było, to Ty
          zawczasu uzgodnij z nimi swoje wymgania. Uwzględniając, że dziecko
          nie maszyna, też potrzebuje luzu i czasem uchylenia reguł.
          • soffia75 Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 15:55
            Oj, głupawka niestety nie jest taka mała - potrafi przybierać postać marudzenia, fochów i ryków trwających cały dzień o byle co... (to te "różki" właśnie). Jak bardzo takie teatrum może zmęczyć i zdołować pozostałych domowników, chyba nie muszę pisać... ;)
            Poza tym przyznaję nieskromnie, moje dziecko potrafi być naprawdę świetną, sympatyczną dziewczynką. :) Dopóki nie włączy jej się funkcja teatrum... ;)
      • soffia75 Re: "Bałagan" wychowawczy 18.08.09, 15:47
        Jeszcze jedna kwestia: mam wrażenie, że na tle tego "bałaganu" wychowawczego, który opisałam, wychodzę na jakiegoś żandarma, który usiłuje wtłoczyć dziecko w ramy wojskowej dyscypliny. Cóż, czasami robię za takiego domowego "żandarma": konkretnie wtedy, kiedy próbuję uratować trochę ustalonego (wspólnie ze wszystkimi domownikami!) porządku: czy to przykładowego "niejedzenia ciastka przed kolacją", wspólnego posprzątania po zabawie, umycia zębów przed snem itp. Oczywiście dopuszczam wyjątki od reguły w różnych sytuacjach, ale nie może być tak, że to wyjątki staną się regułą, bo to się mija z celem. Tato jest liberalny, babcia szuka kompromisu... no, to zostałam ja. ;) I potem obrywa mi się, że jestem surowa... ;)
        • mskaiq Re: "Bałagan" wychowawczy 19.08.09, 13:07
          soffia75 napisała:
          >Dowcip polega na tym, że mała największe fochy odstawia, jak
          >jesteśmy wszyscy w domu - być może dlatego, że jest więcej osób, do
          >których może się odwołać, gdy coś idzie nie po jej myśli, i tym
          >samym więcej zyskać. Kiedy jest sam na sam ze mną, z mężem lub z
          >babcią, zachowuje się zupełnie poprawnie i nie sprawia większych
          >problemów; różki pokazuje dopiero przy większej publice. ;)
          Kiedy jestescie wszyscy wtedy dziecko nie wie jak sie zachowywac.
          Nie rozumie czego sie ma trzymac, tego co mowi babcia, ty czy tez
          tata.
          Dlaczego robisz w domu za domowego zandarma. Mozna wychowywac za
          pomoca nakazow, zasad ale mozna to robic za pomoca milosci do
          dziecka.
          To ostatnie dzialanie ma najwieksza skutecznosc wychowawcza bo
          dziecko samo wybiera i uczy sie tego co dobre a co zle. Na przyklad
          jesli przekonasz dziecko ze mycie zebow jest potrzebne i pomaga to
          nie bedziesz musiala pilnowac aby to zrobilo.
          Kiedy wymusza sie mycie zebow to dziecko bedzie je mylo dlatego ze
          wymaga sie tego od niego. Starsze dzieci bardzo czesto traca to
          czego zostaly nauczone w taki sposob kiedy znika wymog, albo juz nie
          mozna wymagac bo ono decyduje.
          Serdeczne pozdrowienia.

          • soffia75 Re: "Bałagan" wychowawczy 19.08.09, 14:58
            mskaiq napisał:
            > Dlaczego robisz w domu za domowego zandarma. Mozna wychowywac za
            > pomoca nakazow, zasad ale mozna to robic za pomoca milosci do
            > dziecka.
            I tak też robię; nie krzyczę, ani nie stoję z kijem nad dzieckiem, za to tłumaczę po sto razy, aż mnie dziób boli. ;) Wielokrotnie zauważyłam, że mała doskonale zna "teorię", przykładowo, dlaczego trzeba myć zęby (bo sama mi to czasem "po swojemu" wyjaśnia), ale w praktyce wygląda to różnie - rozumie, że trzeba, ale odstawia teatrum, bo akurat jej się nie chce. I tu niestety wychodzę na "żandarma", bo próbuję coś wyegzekwować, podczas gdy reszta domowników skłania się ku kolejnemu wyjątkowi od reguły (którym, jak pisałam, nie jestem przeciwna - ale nie w nadmiarze).
            • Gość: misiamama Re: "Bałagan" wychowawczy IP: 80.72.46.* 19.08.09, 23:55
              w kwestii mycia zębów też byłabym nieubłagana;) u mnie pomoga
              argument "z autorytetu" - poszliśmy do umówionej pani dentystki,
              która wytłumaczyła, dlaczego nalezy myć zeby, jak to robić, i że ma
              w tym pomagać mama albo tata (maluch sam nie umie porządnie umyć
              zębów). w razie ataku lenistwa, wystarczy, że zacznę tekst "a pani
              dentystka POWIEDZIAŁA..." i młode lecą do łazienki. W innych
              sprawach pomagają też podstępy (np., zamiast 'posprzątaj" - na pewno
              nie umiałabyś posprzątać, tylko ja umiem posprzątać, a ty na pewno
              nie..., albo ciekawe, kto pierwszy (rozbierze/ubierze się, założy
              buty, wykąpie się itp) Na moich podstęp, wejście na ambicję tudzież
              konkurs prędkości świetnie działa;)
            • mskaiq Re: "Bałagan" wychowawczy 21.08.09, 14:21
              Czasem dziecku trzeba pozwolic popelnic blad. Proby tlumaczenia nie
              przynosza rezultatu bo kazdy z nas lubi samemu sprawdzic i przekonac
              sie. To dotyczy rowniez dziecka.
              Nie mozna chronic dziecka przed bledami, trzeba mu pokazywac do
              czego one prowadza.
              Sa bledy ktore dziecko potrafi popelniac przez wiele lat a proby
              tlumaczenia zwykle nie daja zadnego rezultatu albo krotkotrwaly.
              W koncu pojawiaja sie okolicznosci ktore powoduja ze dziecko albo
              juz dorosle dziecko zaczyna rozumiec koniecznosc mycia zebow,
              sprzatania, higieny, itp.
              Nieustanne powtarzanie, potrafi spowodowac niechec dziecka do tego
              co probujemy je nauczyc a takze niebezpieczenstwo utraty autorytetu
              i oceny osoby ktora uczy jako zandarma.
              Kiedy dziecko wyrobi sobie opinie o nas ze jestesmy zandarmem wtedy
              bardzo trudno przychodzi je nauczyc czegokolwiek, nawet kiedy mamy
              argumenty.
              Serdeczne pozdrowienia.
Pełna wersja