Czy to już promowanie otyłości?

04.01.10, 21:56
Nie jest to moja opinia, że dziewczyny na tych zdjęciach są otyłe.
Mam jednak mieszane uczucia co do sesji, jakby za wszelką cenę
ubrano je w za małe, niedopasowane, zgniatające biust i nie tylko
ciuchy, aby podkreślić ich fałdki.

No i czy to nie przesada? Czy pomiędzy obecnymi bardzo chudymi
modelkami a tymi dziewczynami, które mają w większości chyba nadwagę
nie ma innych kobiet?


models.com/v-magazine/v-size-2.html
Podobne tematy były, ale nigdy nie mamy ich dość, prawda? ;) Zawsze
można spojrzeć na to z innego punktu widzenia. Sesjsa warta uwagi,
niezależnie, czy się podoba czy nie.

( FATALNIE dobrana bielizna :( )
    • masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 04.01.10, 21:57
      Tytuł tematu stąd, że zdjęcia zamieściłam na moim profilu na facebooku
      i usłyszałam, że dziewczyny są otyłe i że to właśnie promocja a)
      niezdrowych nawyków żywieniowych b) otyłości. ;)
    • yaga7 Re: Czy to już promowanie otyłości? 04.01.10, 22:18
      Dla mnie otyłe to one na pewno nie są. Nadwaga tak, ale otyłość?
      No ale to pewnie dlatego, że sama szczupła nie jestem i nigdy nie byłam, więc trochę inaczej patrzę na takie sylwetki.

      Mnie osobiście na pewno dużo bardziej przeszkadzają wychudzone modelki - no ale to też wynika z punktu powyżej po prostu.

      I dla mnie promowanie otyłości z tymi zdjęciami nie ma nic wspólnego. Hasło "promowanie otyłości" kojarzy mi się ze stereotypową wielką Amerykanką ubraną w rozciągnięty T-shirt, zajadającą hamburgera z Maca ;) Z związku z czym taki obraz ma się nijak do prezentowanej sesji zdjęciowej ;)
      • plica Re: Czy to już promowanie otyłości? 04.01.10, 22:27
        > I dla mnie promowanie otyłości z tymi zdjęciami nie ma nic wspólnego. Hasło "pr
        > omowanie otyłości" kojarzy mi się ze stereotypową wielką Amerykanką ubraną w ro
        > zciągnięty T-shirt, zajadającą hamburgera z Maca ;) Z związku z czym taki obraz
        > ma się nijak do prezentowanej sesji zdjęciowej ;)

        dla mnie te modelki i promowanie otylosci ma sie do siebie jak marsze tolerancji i promowanie homoseksualizmu :)
    • aadrianka Re: Czy to już promowanie otyłości? 04.01.10, 22:22
      Jak dla mnie żadna z nich nie ma nadwagi, po prostu wciśnięto je w za
      małe ciuchy i wyfotoszopowano wszystko z wyjątkiem fałdek. Choćby
      ostatnie zdjęcie, dziewczyna po lewej - ciasna gumka będzie się wrzynać
      i w szczupłe biodro.
    • plica Re: Czy to już promowanie otyłości? 04.01.10, 22:25
      dziewczyny wspaniałe. i faktycznie te ciuchy jakby maławe niektore. mogli dac w pasujacym rozmiarze. nawet bez za malych ciuchow widac, ze dziewczyny sa troche tluste i maja faldki :) wymarzona figura do przytulania :)
    • madzioreck Re: Czy to już promowanie otyłości? 04.01.10, 22:34
      Za mały ciuch widzę tylko na dwóch zdjęciach, i to nie aż tak za małe, żeby
      wyciskały fałdki. I ściskają raczej biust, co zdarza się i na fotkach ze
      szczuplutkimi modelkami. Zresztą, może osoby szczupłe nie zdają sobie z tego
      sprawy, ale nawet dobrze dobrane pod względem rozmiaru ciuchy potrafią lekko
      wrzynać, np. gumka od majtek czy pasek od spodni.
      Nie uważam, że to promocja otyłości. Taka miałaby miejsce, gdyby na zdjęciach
      były osoby otyłe, a nie są. No i wolę takie modelki, niż te wychudzone, którymi
      ciągle się nas częstuje.
    • ederlezi1981 Re: Czy to już promowanie otyłości? 04.01.10, 22:46
      Jak dla mnie ani promowanie, ani otyłość.
      Ja w ogóle niexzbyt wierze w promowanie czegokolwiek, inna rzecz.
      Otyłość zaczyna się od BMI powyżej 30, nie sadzę, by one tyle miały. Nadwaga może, ale co z tego? Wyglądają super. Fakt, mogli im nie dawac tak wrzynających się ubrań.
    • pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 04.01.10, 22:54
      Śmieszne słowo - promowanie. Według tego chude modelki promują anoreksję i powinny być zabronione przez prawo, bo anoreksja jest niebezpieczną, a nawet śmiertelną chorobą. Ale nie są jeszcze zabronione, oprócz nie wartych dyskusji wyjątków. Więc i w przypadku okrąglejszych modelek nie powinno się mówić o promowaniu otyłości. Jak dla mnie te modelki nie są nawet otyłe. Mają nadwagę, ok, ale nadwaga nie jest znowu takim rzadkim zjawiskiem i do pewnego stopnia nie jest w ogóle tak poważnym zagrożeniem dla zdrowia. A estetyka i gusty, są sprawami indywidualnymi. Ja jestem zdecydowanie za większą różnorodnością w każdej dziedzinie.
      A propos zdjęć normalnych kobiet, dzisiaj wyszedł kolejny numer popularnego w Niemczech czasopisma dla kobiet Brigitte. Po raz pierwszy bez profesjonalnych modelek. Trendowa moda prezentowana jest w nim przez zwykłe kobiety, w różnych rozmiarach konfekcyjnych. To fajny pomysł, bo co mi po tym, że jakiś ciuch wygląda szałowo na nastoletniej dziewuszce w rozmiarze 34, gdy ta sama sukienka w rozmiarze 40 traci na normalnej kobiecie całkowicie fason.
      • po.prrostu Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 00:41
        oczywiście, każdy by chciał oglądać ciuchy czy bieliznę w swoim rozmiarze w
        katalogach i sklepach internetowych :) i byłby to świetny pomysł, niestety
        obfotografowanie modelek w pełnej rozmiarówce nikomu się nie opłaci :( a szkoda
        • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 00:54
          mogliby przynajmniej fotografować je na "statystycznej kobiecie" czyli w
          przypadku Polek wzrost 163-165cm, a waga to nie wiem, ale najlepiej w normie
          czyli ważącą średnio 58kg
          • po.prrostu Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 01:03
            albo na wyższych, niższych, szczupłych i puszystych - w różnych kombinacjach ;)
            • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 02:45
              a, ja tak właśnie zrozumiałam pełną rozmiarówkę ;)
              ale mogłyby być chociażby 4 rozmiary (np 36, 40, 44, 50), wzrost 155, 165, 175 itp.
              ale to wszystko drożej niż jedna modelka >< musiałyby być przynajmniej 4
      • magdalaena1977 Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 06:53
        pierwszalitera napisała:
        > Śmieszne słowo - promowanie. Według tego chude modelki promują
        > anoreksję i powinny być zabronione przez prawo, bo anoreksja jest
        > niebezpieczną, a nawet śmiertelną chorobą.
        Dla mnie promowaniem anoreksji jest zachęcanie do odchudzania osób, które tego
        nie potrzebują, bo ich waga jest prawidłowa i np. ilustrowanie artykułów o
        odchudzaniu zdjęciami kobiet o niskim BMI.

        Z drugiej strony typowe rozmiary są szyte na osoby o bardzo niskim BMI. Z
        czasów, kiedy mieściłam się w górnych strefach normalnej wagi przy wzroście 164
        cm, pamiętam, że kupowałam ciuchy w rozmiarach 42 - 44.
        To ile musiałabym ważyć, żeby wejść w 34 czy 36 ?
        • pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 13:49
          magdalaena1977 napisała:

          > Z drugiej strony typowe rozmiary są szyte na osoby o bardzo niskim BMI. Z
          > czasów, kiedy mieściłam się w górnych strefach normalnej wagi przy wzroście 164
          > cm, pamiętam, że kupowałam ciuchy w rozmiarach 42 - 44.
          > To ile musiałabym ważyć, żeby wejść w 34 czy 36 ?

          Przy wzroście 164cm pewnie jakieś 50kg. Ja nosiłam rozmiar 34-36, gdy przy wzroście 168 ważyłam coś koło 52-53kg. Większość ludzi odbierała mnie wtedy jako za chudą, chociaż mam drobny kościec i nigdy żadne żebra nigdzie mi nie wychodziły. W talii miałam 63cm w biodrach 89, w biuście nie wiem, ale nie było na mnie staników, 75A było za duże, więc chodziłam wtedy bez. Prawdę mówiąc marzłam też wtedy sporo, psioczyłam na ciuchy, ładne rzeczy zawsze w którymś miejscu u mnie wisiały, a starsze panie podpychały mi zawsze dodatkowy kawałek ciasta. ;-)
          • 100krotna Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 21:23
            magdalaena1977 napisała:
            > To ile musiałabym ważyć, żeby wejść w 34 czy 36 ?

            Noszę 36, czasem 38 (34 rzadziej, chyba, że rozmiarówka jest zawyżona) a moje
            BMI wg kalkulatora na kobieta.wp to ok 21 - co nie jest bardzo niską wartością,
            biorąc pod uwagę, że niedowaga jest poniżej 18,5 a nadwaga powyżej 24 (wg
            tabelki) Mam 163cm, 55-57 kg, jestem chyba w średniej, dużo widzę dziewczyn
            takich jak ja.

            Z drugiej strony (nieco offtop), opis przy wyniku mam taki:
            "Gratulacje! Twoja waga ciała jest idealna. Nie słuchaj koleżanek, które mówią
            Ci, że jesteś gruba – są po prostu zazdrosne"

            I teraz mnie zastanawia - skąd ten tekst o koleżankach, które mówią mi, że
            jestem gruba?? (Nie mówią) Czy takie coś tym bardziej nie wpędza kobiet w
            kompleksy? Bo w końcu skoro mi kalkulator taką radę dał, to pewnie istnieje
            możliwość, że ktoś pomyśli, że jestem gruba;) Może powinnam zacząć się
            odchudzać? ;) (może i jestem pokręcona, ale na podstawie swoich doświadczeń i
            rozmów z koleżankami wiem, że kobiety po czymś takim łatwo wpadają w pułapkę
            własnych kompleksów)

            Sprawdziłam, kalkulatorek wyświetla ten sam tekst nawet przy wadze 50 kg i BMI
            18,8...
            Rzadko bywam na tzw kobiecych stronach o modzie, urodzie, dietach i odżywianiu,
            ale pewnie tego typu kwiatków jest więcej? I może stamtąd się właśnie te
            zazdrosne kobiety biorą?
            • martvica Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 21:50
              Może uznali że jak ktos sobie sprawdza BMI to znaczy że pewnie ma 15 lat i się
              martvi opinią koleżanek ;)

              Kurczę, a ja się zdziwiłam - mam 154cm wzrostu, po ostatnich świętach ważę 56
              kg, i wydawało mi się że to już prawie za dużo, a kalkulator mówi że BMI 23,6 i
              przy tym wzroście prawidłowa waga to do 59,1... Ja bym chyba jednak wolała
              zrzucić te poświąteczne dwa worki cukru ;)
              • mirka.zdzirka Re: Czy to już promowanie otyłości? 06.01.10, 08:54
                To BMI to jedna wielka ściema ;)
                Obecnie noszę rozmiar 36 w BiuBiu (powinnam 34, ale prawie nie ma
                ubrań w tym rozmiarze), w innych firmach nosiłabym 34, gdyby nie
                biust, a w talii mam 65 cm, a moje BMI to prawie 23, przy czym sporo
                osób nazywa mnie "chudziną". Kiedy ważyłam kilka kilogramów więcej i
                miałam wg BMI nadwagę, to i wtedy ludzie mówili, że jestem szczupła.
                Inna sprawa, że mam sporo mięśni i mało tłuszczu w organizmie, a
                mięsnie, jak wiadomo, ważą więcej. Ale kiedy ważyłam te kilka kg
                więcej, to i tak nie czułam, żebym miała nadwagę. Ale jak się
                dowiedziałam, że wg BMI mam, to się załamałam, choć byłam
                szczuplejsza od większości kolezanek, które mają BMI w normie.
                Jestem tym faktem załamana i sama nie wiem, co mam zrobić, żeby
                ważyć poniżej 60 kg, jak normalna kobieta o moim wzroście (164 cm),
                i jak przy takiej wadze bym wyglądała.
                • madzioreck Re: Czy to już promowanie otyłości? 06.01.10, 12:53
                  mirka.zdzirka napisała:

                  > To BMI to jedna wielka ściema ;)

                  Może nie tyle ściema, co w pewnym sensie statystyka, a wiemy, jak jest ze
                  statystyką ;)
                  • plica Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 20:27
                    > Może nie tyle ściema, co w pewnym sensie statystyka, a wiemy, jak jest ze
                    > statystyką ;)

                    tak tak. statystycznie mam 168 cm wzrostu :)
    • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 00:21
      pewnie, że mogą mieć i nadwagę i otyłość.
      wystarczy mieć 82kg przy 165cm wzrostu i już "wskoczyć" w przedział "otyłość I
      stopnia". i wcale nie trzeba wyglądać na tą otyłość.
      akurat część z tych dziewczyn ma kształty przypominające mi moje znajome mające
      właśnie ok. 165cm i 80kg wagi ;)
      no i tam nadwagi nie ma może ta ostatnia dziewczyna z prawej na zdjęciu gdzie
      stoją cztery (ciemna cera, dżinsy).
      takie fakty, ale czy to złe powiedzieć, że owszem, wyglądają jakby miały
      nadwagę, bo mają wcale nie najmniejsze brzuchy, czy fałdki?
      przede wszystkim wyglądają przeciętnie, naturalnie, jeśli chodzi o figurę.
      na pewno nie nazwałabym tego propagowaniem, a pokazaniem przeciętnego kobiecego
      ciała
    • jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 00:23
      Świetne te dziewczyny :) Komentarz mojego męża - "fajne kształty mają :)".

      Ja - jak wszystkie pewnie wiecie nie mam niestety nadwagi, tylko jestem otyła.
      Dopiero niedawno dowiedziałam się dlaczego tak jest, ale na razie odchudzać się
      jako żywo nie będę :)))
      Ale ad rem - jestem wyczulona na kobiety z nadwagą i otyłe, bo jestem jedną z
      nich. Znaczna część nienawidzi swojego ciała, ubiera się naprawdę strasznie, nie
      mówiąc już o stanikach, których niedobranie widać na takich kobietach
      szczególnie (te biusty na plecach...). Oczywiście - dla własnego zdrowia powinny
      (przynajmniej część z nich) schudnąć, ale przecież do tego czasu też mogłyby
      wyglądać ładnie, nie?
      Jest moda na chudość - temu nikt nie zaprzeczy. I tym nieszczęsnym dziewczynom i
      kobietom, które chude nie są, poniekąd nie daje się prawa do życia - nie ma dla
      nich ciuchów, nie ma poradnictwa (no, jest JDWN, gdzie bywają większe kobiety),
      są wyśmiewane, obrażane. Gruba kobieta wg kanonów nie może być seksowna, nie
      może być kokieteryjna.
      Podsumowując - super, że taka sesja powstała, bo pokaże ludziom (tym, którzy ją
      obejrzą), że są różne sylwetki. A kobietom z większą ilością ciała, że można
      wyglądać pięknie.


      I tak offtopując. Co jakiś czas przewala się tu (i na balkonetce) dyskusja o
      kanonach urody. O obowiązkowej depilacji, braku rozstępów, absolutnej
      "idealności". Gdzieś nawet czytałam, że wielu facetom wydaje się, że kobieta NIE
      MA włosów, szczególnie poza nogami i rękami.
      Niedawno rozmawiałam z dobrym kolegą (moim "byłym" zresztą) własnie o kanonach
      kobiecego piękna. Doszło do owłosienia właśnie, na co on z rozmarzeniem
      stwierdził: "taki pasek włosków pod pępkiem jest suuuuper" :))
      • milstar [o/t] Jul-kaa 05.01.10, 10:13
        Może Cię to pocieszy: mam znajomą, która przed ciążą była otyła, po urodzeniu dziecka "samo się" jej schudło. Wcześniej też była śliczna, a teraz jest jeszcze śliczniejsza.
        Dziecko ma ponad 2 lata
        • jul-kaa Re: [o/t] Jul-kaa 05.01.10, 12:11
          milstar napisała:

          > Może Cię to pocieszy: mam znajomą, która przed ciążą była otyła, po urodzeniu d
          > ziecka "samo się" jej schudło. Wcześniej też była śliczna, a teraz jest jeszcze
          > śliczniejsza.
          > Dziecko ma ponad 2 lata

          Taki mam właśnie plan, a że jestem śliczna i taka też byłam przed utyciem, to po
          ciąży będę suuuuper laską :)
          serio!
      • martvica Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 14:47
        Fajnie, mam taki pasek włosków pod pępkiem, jak ścieżka od pępka do... nooo, od
        pępka niżej ;) Całe życie byłam przekonana że wszyscy tak mają, a okazało się że
        nie :D
        • jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 14:50
          martvica napisała:

          > Fajnie, mam taki pasek włosków pod pępkiem, jak ścieżka od pępka do... nooo, od
          > pępka niżej ;)

          ścieżka do leszka :P
        • luliluli Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 15:11
          a ja całe życie byłam przekonana, że tylko ja i małpy tak mamy, a okazało się,
          że nie:D

          PS mój mąż jest odwiecznym miłośnikiem tej kreseczki, znam też kobietę, która
          przyznała się do golenia tych okolic dla uzyskania "ścieżki":|
          • martvica Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:01
            Golić sobie brzuch z wyłączeniem kreseczki? Bez sensu ;)
            Ja naprawdę myślałam że wszyscy tak mają, póki mi ktoś w intymnej sytuacji nie
            powiedział 'ale masz fajną tą kreseczkę'. No to aż otworzyłam oczy ze zdziwienia
            i pytam 'a ty takiej nie masz?' i okazało się że nie, równomiernie usierściony
            męski brzuszek bez żadnych ścieżek... :)
            • jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:06
              martvica napisała: > i pytam 'a ty takiej nie masz?' i okazało się że nie,
              równomiernie usierściony
              > męski brzuszek bez żadnych ścieżek... :)

              I nie schodziły się włosy tak fajnie na środku w lekkiego irokeza? łeeeee :(
              ;)
              • martvica Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:09
                No właśnie nie, ale nigdy wcześniej się nie przyglądałam jego brzuszkowi ;)
                Bo ja w sumie jestem fetyszystką pleców.
          • polta Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:35
            Kiedyś słyszałam taką fajną nazwę na te włoski u panów: "ścieżka szczęścia" ;)
            • bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:38
              Ach, u facetow to swietnie wyglada. Zasadniczo nie cierpie owlosionych klat i
              brzuchow, ale ta "sciezka szczescia" jest absolutnie odjazdowa.
          • pitupitu10 Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:57
            To ja od lat nastoletnich żyję w przekonaniu, że to to mają tylko faceci i ja -
            wybryk natury, a wy mi mówicie TAKIE RZECZY?? :D
          • olusimama Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 17:00
            luliluli napisała:

            > a ja całe życie byłam przekonana, że tylko ja i małpy tak mamy, a okazało się,
            > że nie:D

            No kurde, ja też mam i usuwam, bo mi się wydawało jak wyżej ;D
            to chyba przestanę? ;D
        • bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:09
          Uff, nie jestem jedyna, choc u mnie to zaledwie kilka jasnych, dluzszych wlosok,
          ale i tak mnie dobijaja ;(
          • martvica Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:10
            Dobijają? No co Ty, to strasznie fajne. Poza tym pionowe akcenty wyszczuplają ;)
          • jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:15
            bebe.lapin napisała:

            > Uff, nie jestem jedyna, choc u mnie to zaledwie kilka jasnych, dluzszych wlosok
            > ,
            > ale i tak mnie dobijaja ;(

            No oszalałaś dziewczyno. Kompletnie.

            Jak tak jedziemy zwierzeniami, to mnie się w ciąży strasznie ciało owłosiło, z
            delikatnych włosków pod pępkiem zrobiła się aleja cała :)))
            • bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:18
              No ale dziewczyny, nie dosc, ze wygladam jak wygladam, charakter mam jak facet,
              to jeszcze wloski na brzuchu...
              jak ja bym chciala byc slodka, malenka, eteryczna kobietka..
              • jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:24
                bebe.lapin napisała:

                > No ale dziewczyny, nie dosc, ze wygladam jak wygladam, charakter mam jak facet,
                > to jeszcze wloski na brzuchu...
                > jak ja bym chciala byc slodka, malenka, eteryczna kobietka..

                A mnie Lobby (i mąż, a raczej głównie on) skutecznie wyleczyło z chęci
                posiadania kręconych włosów, cieniutkich łydeczek, mniejszego biustu, większego
                nosa, wypuklejszej pupy.
                Jestem piękna taka, jaka jestem.
                Weź Ty się puknij, króliczku!
                • bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:27
                  To moze Ty mi przywal, ale tak mocno;
                  dola mam nieziemskiego na poczatek roku :(
                  • jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:31
                    bebe.lapin napisała:

                    > To moze Ty mi przywal, ale tak mocno;
                    > dola mam nieziemskiego na poczatek roku :(

                    Łup! Pomogło...?
                    Jak Cię pocieszyć? Bo mi smutno, ze tak źle o sobie myślisz...
                    • bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:35
                      Spoko. Moze kiedys przejdzie, moze nie.
                      Juz sie przyzwyczailam.
                      • tfu.tfu bebe 07.01.10, 12:59
                        czy ja też mam Cię pacnąć? :) weź dziewczyno uśmiechnij się do siebie, przytul
                        się mocno i pogłaszcz po główce. nikt, ale to naprawdę nikt nie może zmienić
                        Twojego postrzegania siebie poza TOBĄ!
                        fakt, to zajmuje dużo czasu i wymaga ćwiczeń mięśni twarzy (bo się do siebie
                        uśmiechać łatwo nie jest jak ma się doła głębokiego jak Rów Mariański)ale to
                        działa. szczęście nie jest zewnętrzne. ono albo jest w nas, albo go nie ma,
                        niestety.
                        • bebe.lapin Re: bebe 07.01.10, 13:01
                          no, tylko nie bardzo jest sie do czego usmiechac.
                          Moje "pozytywne myslenie" wiekszosci spraw nie rozwiaze.
                          • tfu.tfu Re: bebe 07.01.10, 13:54
                            ale tu nie chodzi o "pozytywne myślenie" tylko o samoakceptację. jesteś jaka
                            jesteś i taka właśnie jesteś! taką się kochaj, bo innej nie masz ;)
                            • bebe.lapin Re: bebe 07.01.10, 14:04
                              No coz, jak poucza nas masza, mozna sie zmienic i byc ladniejszym, fajniejszym i
                              madrzejszym, a jak sie ma zycie do d.., to tylko nasza wina :p
                              • tfu.tfu Re: bebe 07.01.10, 14:08
                                te, no ale po co? ja wcale nie chcę być mądrzejsza, fajniejsza itd. jestem
                                absolutnie doskonała taka, jaka jestem, gdyż albowiem ponieważ jestem JEDYNYM
                                takim egzemplarzem na tym świecie :P howgh
                                • bebe.lapin Re: bebe 07.01.10, 14:12
                                  a ja wlasnie nie jestem i wmawianie nic nie daje :( nawet jak sobie wmowie na
                                  chwile, to zderam sie z rzeczywistoscia i zostaje przywrocona na swoje miejsce w
                                  szeregu.
                                  • tfu.tfu Re: bebe 07.01.10, 15:07
                                    jesteś, tylko dałas sobie wmówić, że jest inaczej. rzeczywistość jest taka
                                    właśnie, że nie ma drugiej bebe, jest tylko ta jedna, absolutnie wyjątkowa i
                                    niepowtarzalna, z dokładnie takim, a nie innym zestawem cech. serio, serio :)
                                    • bebe.lapin Re: bebe 07.01.10, 16:19
                                      Dziekuje za taki niepowtarzalny zestaw cech, ktory do niczego sie nie nadaje :(
                                      Milo, ze chcecie mnie pocieszyc, ale nic to nie zmieni.
              • yaga7 Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:27
                Ja już dawno pogodziłam się z faktem, że w życiu nie będę słodką, delikatną,
                eteryczną kobietką... ;)
                • beauty-gosiek Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 13:07
                  yaga7 napisała:

                  > Ja już dawno pogodziłam się z faktem, że w życiu nie będę słodką, delikatną,
                  > eteryczną kobietką... ;)

                  ja niestety jeszcze nie, a już prawie 30-tka na karku..
                  • yaga7 Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 14:02
                    No to po 30-tce Ci przejdzie ;) Mam wrażenie, że wtedy akceptacja skacze w górę
                    tak sama z siebie - przynajmniej u mnie tak było.

                    A poza tym na całe szczęście istnieje różnorodność i bardzo dobrze, że nie
                    wszystkie kobiety to zwiewne i eteryczne istoty, bo nudno by było :)
                    • beauty-gosiek Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 17:12
                      yaga7 napisała:

                      > No to po 30-tce Ci przejdzie ;) Mam wrażenie, że wtedy akceptacja skacze w górę
                      > tak sama z siebie - przynajmniej u mnie tak było.

                      Oby u mnie tak było


                      > A poza tym na całe szczęście istnieje różnorodność i bardzo dobrze, że nie
                      > wszystkie kobiety to zwiewne i eteryczne istoty, bo nudno by było :)

                      Pewnie ze fajnie, tylko ze ja byłam utwierdzana (przez mamę) od nastolatki w
                      zdaniu że tylko zwiewne i eteryczne istoty są atrakcyjne i nie wiem czy zdołam o
                      tym jakoś zapomnieć. Dlatego żałuję że nie byłam i nie jestem filigranową
                      dziewczyną, bo wtedy nie miałabym kompleksu dużej, grubej baby.
                      • yaga7 Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 17:23
                        beauty-gosiek napisała:

                        > Oby u mnie tak było

                        Życzę Ci tego :)

                        > Pewnie ze fajnie, tylko ze ja byłam utwierdzana (przez mamę) od nastolatki w
                        > zdaniu że tylko zwiewne i eteryczne istoty są atrakcyjne i nie wiem czy zdołam
                        > o
                        > tym jakoś zapomnieć. Dlatego żałuję że nie byłam i nie jestem filigranową
                        > dziewczyną, bo wtedy nie miałabym kompleksu dużej, grubej baby.

                        Kompleksy są be i naprawdę trzymam kciuki, żeby Ci szybko przeszły, bo życie
                        jest zbyt krótkie, aby je marnować na tego typu żale. :)
                      • cissnei Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 18:47
                        Też tak mam, chociaż nikt mi tego do głowy nie wtłukł, sama sobie wtłukłam. I za
                        każdym razem, kiedy wylewają się ze mnie żale, mój narzeczony puka się w czoło i
                        mówi, żebym przypomniała sobie janosikową Marynę - największą i bezspornie
                        najseksowniejszą dziewczynę w całej wiosce :)
                    • kasiamat00 Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 21:56
                      > No to po 30-tce Ci przejdzie ;) Mam wrażenie, że wtedy akceptacja
                      > skacze w górę tak sama z siebie - przynajmniej u mnie tak było.

                      O, fajnie, to mi zostały jeszcze tylko trzy lata problemów z samooceną ;)
                      • yaga7 Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 22:06
                        Ale jakby co, proszę nie zwalać na mnie, że się nie udało ;)

                        Natomiast tak całkiem na poważnie to się zastanawiam, czy ktoś kiedyś robił
                        jakieś takie badania odnośnie do samooceny / samoakceptacji itp i porównywał
                        między 20-parolatkami a 30-parolatkami. Najlepiej gdyby to były takie badania
                        rozłożone w czasie... Może ktoś coś słyszał?
              • martvica Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:38
                Maleńkie kobietki też maja włoski na brzuchu. Czy słodkie i eteryczne mają - to
                nie wiem ]:-> :D
              • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 18:08
                pół biedy jak na środku brzucha >< a bardziej po bokach to już nie teges ><
    • besame.mucho Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 00:30
      Otyła IMO nie jest żadna z tych modelek. Nadwagę niektóre pewnie
      mają. Ale zgadzam się z wypowiedziami powyżej, że żadne to
      "promowanie". Pokazanie, że z nadwagą można być atrakcyjną fajną
      laską, to żadna "promocja", chyba że promocja sloganu "czuj się
      dobrze w swoim ciele" co nie jest równoznaczne z "tylko panie z
      nadwagą są ładne" (a tak kojrzy mi się hasło "promowanie nadwagi".
      No i ja bardzo przepraszam, ale żeby powiedzieć, że na przykład na
      tym zdjęciu:
      i.models.com/v-magazine/i/V63_SOLVE-SUNDSBO_04.jpg
      są panie otyłe, to trzeba mieć trochę nierówno ;).

      A trochę mniej w temacie, to ahhhh to zdjęcie jest cudne i
      gdybym była facetem, to pani na nim śniłaby mi się po nocach, z
      nadwagą czy bez.
      • jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 00:44
        besame.mucho napisała:
        > A trochę mniej w temacie, to ahhhh to zdjęcie
        jest cudne i
        > gdybym była facetem, to pani na nim śniłaby mi się po nocach, z
        > nadwagą czy bez.

        Ha, to mój typ. Jest piękna!
      • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 00:46
        besame ----> niekoniecznie ;) jak pisałam - otyłość to jest już 82kg przy 165cm
        wzrostu. moja mama tyle ważyła i też nikt by nie powiedział, że jest "otyła". a
        nawet niektórzy by powiedzieli, że nie ma nadwagi (i nie, nie jest wybitnie
        umięśniona ;)) ).
        bo ludziom otyłość się kojarzy z takim wyglądem
        drjanephilpott.files.wordpress.com/2009/03/obese-woman-460x276.jpg
        tak samo pomiędzy wagą w normie a nadwagą jest 1kg, a przecież po przekroczeniu
        tego 1kg nie wyglądamy raczej inaczej xD
        • besame.mucho Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 00:58
          No niby z jednej strony racja, ale z drugiej porównuję sobie te
          panie do mnie - ja mam BMI 22 i te panie nie wyglądają na duużo
          większe niż ja, a żeby być ledwo ledwo na samiutkim dole otyłości
          pierwszego stopnia wg wskaźników BMI musiałyby mieć po 25 kilo
          więcej ode mnie. No chyba, że rzeczywiście wszystkie są ode mnie
          dużo niższe i przez to proporcje wyglądają kompletnie inaczej...
          • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 02:48
            besame ----> no w sumie one są wysokie. ale widzisz - moja mama na granicy
            nadwaga/otyłość nie była postrzegana jako osoba "gruba", a ja kiedy miałam BMI
            22 byłam przez niektóre osoby (i to czasem te, które mówiły że moja mama nie
            wygląda na nadwagę) postrzegana jako osoba z nadwagą... więc wygląd to bardzo
            śliski wyznacznik xD
        • kasienka.b Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 14:07
          racja - mi brakuje bardzo bardzo mało do otyłości I stopnia - wg wskaźnika BMI.
          Noszę rozmiar 40/42 a waga moja w większości bierze się z bardzo ciężkich kości
          (no i trochę brzucha ;) ). Tak to sobie tłumaczę. "Wyglądowo" dałabym sobie
          jakieś 10 kilo mniej niż mam.
          Chyba, że to mózg taki ciężki :D
          • mirka.zdzirka Re: Czy to już promowanie otyłości? 06.01.10, 09:03
            Kasieńko, to może i moja wysoka jak na wzrost waga (61 kg na 164 cm,
            choć nie mam prawie brzucha i wystają mi żebra, również na
            dekolcie), wynika z ciężkiego mózgu ;) I chyba z wiekiem jest coraz
            cięższy, bo w klasie maturalnej ważyłam 58, a byłam chyba
            trochę "potężniejsza" niż dziś ;) Szare komórki się mnożą ;)
            • kasienka.b Re: Czy to już promowanie otyłości? 06.01.10, 12:20
              tak to sobie właśnie tłumaczę :D
    • magdalaena1977 Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 00:47
      Ja tak jak julkaa mam BMI powyżej 30 i porównując do mnie, oceniam część, jeśli
      nie większość, z tych modelek jako otyłych.

      Z drugiej strony - dla mnie one wyglądają jakoś tak dziwnie. Wiem jak ja
      wyglądam bez ubrania i widziałam zdjęcia w galerii, gdzie nie wszystkie jesteśmy
      szczupłe i idealne. A modelki na zdjęciach gdzieniegdzie mają fałdki tłuszczu, a
      gdzieniegdzie są sztucznie wyfotoszopowane. Niektóre mają za szczupłe ręce i
      nadgarstki w stosunku do tułowia albo za mało pulchne buzie.

      A już sposób ubrania większości modelek wydał mi się jakimś takim szyderstwem z
      ich rozmiaru - IMHO najgorsze, jeśli kobieta chce być zalotna w dużym rozmiarze
      jest to, że wszystko co fajne i seksowne jest za małe, źle uszyte (bo
      przeskalowane z mniejszego), wrzyna się tu i ówdzie. I ja do takiej sesji
      oczekiwałabym bielizny i ubrań idealnie dobranych rozmiarowo i zaprojektowanych
      na duży rozmiar.
      I przez to najlepiej bo najnormalniej wygląda IMHO ta pierwsza całkiem naga.
      • jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 00:53
        magdalaena1977 napisała:
        >
        > Z drugiej strony - dla mnie one wyglądają jakoś tak dziwnie.

        Dla mnie też, ale pewnie dlatego, że mam wrażenie, ze w porównaniu ze mną mają
        za małe biusty i za duże pupy - ja prawie wcale nie mam zadniej części (choć uda
        mam spoore), ale za to biustną mam wielce pokaźną :)) Ale w różnorodności siła!

        I w sumie zgodzę się, ze po pierwsze widać sporo zabawy z ps, a po drugie, ze
        nie ma nic gorszego, niż za małe lub za duże ubrania. Już sama nie wiem, czy
        gorsze są wrzynające się wszędzie paski, czy wielkie wory namiotowe.
      • beauty-gosiek Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 09:24
        magdalaena1977 napisała:

        Niektóre mają za szczupłe ręce i
        > nadgarstki w stosunku do tułowia albo za mało pulchne buzie.


        A moim zdaniem wcale nie mają za szczupłych rąk czy nadgarstków w stosunku do
        tułowia, i wcale nie trzeba mieć pulchnej buzi żeby mieć nadwagę czy otyłość..

        • klymenystra Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 15:06
          Ja na ten przyklad waze 66 kilo przy 168, waga calkiem normalna, ale jak wazylam
          56 kilo pare lat temu, to nadgarstki mialam takie jak teraz. Pajecze. Sa osoby,
          ktorym nadgarstki nie tyja :)
      • madzioreck Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:56
        magdalaena1977 napisała:

        A modelki na zdjęciach gdzieniegdzie mają fałdki tłuszczu,
        > a
        > gdzieniegdzie są sztucznie wyfotoszopowane. Niektóre mają za szczupłe ręce i
        > nadgarstki w stosunku do tułowia albo za mało pulchne buzie.

        No, bez fotoszopa na pewno się nie obyło, ale akurat szczegółów typu szczupłe
        nadgarstki nie czepiałabym się, ja też mam szczupłe przy BMI 28. Mam też
        koleżanką, na którą jak się popatrzy od bioder w dół, jest szczuplutka, ma
        szczupłe nogi (nawiasem mówiąc, boskie) i mały tyłeczek, jest za to potężniejsza
        os pasa w górę. Inna znajoma całkiem odwrotnie - drobna góra, szczupłe ramiona,
        szczupła buzia, za to porządną pupę, biodra, uda, a do tego płaski brzuch. Nie
        wszyscy tyją równomiernie na całym ciele.
    • slotna Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 01:15
      Zaraz tam promocja, zwykly szoking reklamowy. Wylamie sie, bo wcale nie podobaja mi sie te zdjecia, modelki imo wygladaja strasznie sztucznie z idealnie gladka skora, szczuplymi twarzami i takimi faldami do kompletu. Nie podobaja mi sie tez ubrania, moze ten gorset na przedostatnim zdjeciu, ale reszta wyglada jak zdjeta z chudych modelek i rozdeta.
      • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 02:54
        no ja jestem przykładem, że nie trzeba być chudą, aby mieć zapadnięte policzki,
        wystarczy stres ;)
        co do gładkiej skóry, to usłyszałam ostatnio od koleżanki, która straciła
        kilkanaście kg, że przy wadze 80kg miała gładką skórę, zero cellulitu i
        rozstępów, a teraz koszmar...

        photoshop widać - np na zdjęciu dwóch dziewczyn w dżinsach ta w prawej ma jakoś
        dziwny brzuch zaraz nad paskiem spodni :/
        oczywiście to, że twarze zrobione, to norma :P
    • sarahdonnel Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 02:53
      Ja tak wyglądałam w późnej podstawówce i w ogólniaku (szczerze mówiąc dopiero
      niedawno zeszłam do przeciętnego sieciówkowego rozmiaru, czyli w wieku 25+), i
      jak życzyłam sobie ciuchów w rozmiarze 44/46/48, to panie w sklepach patrzyły
      się na mnie jak na ufo, bo to przecież rozmiary dla 'dużych' były.
      A gó...eria w wieku podstawówkowym owszem, krzyczała za mną to i owo. Ale
      nazwanie tych kobiet otyłymi to dla mnie raczej ponury żart i echo tych
      podstawówkowych wyzywanek. Taki poziom.
      Jednak popularne media zaburzają percepcję...
    • the_mariska Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 03:03
      Dziewczyny mają bardzo ładne twarze, boskie proporcje pomiędzy
      biustem/talią/biodrami i podejrzewam że te ważąc 10 kilo mniej czy 10 kilo
      więcej byłyby równie atrakcyjne. Część z nich ma figurę optycznie zbliżoną do
      mojej (tyle, że przeskalowaną na wzrost modelki, do którego brakuje mi co
      najmniej kilkunastu centymetrów ;)), i w życiu nie przeszłoby mi przez myśl, że
      paradując na imprezach w gorsecie promuję właśnie otyłość ;)


      Mam taką swoją małą spiskową teorię, że cały ten szum o 'promowanie otyłości'
      jest tak naprawdę hałaśliwym odwracaniem uwagi od tego, że ciuchy wielkich i
      słynnych projektantów naprawdę rzadko kiedy mają szansę na kimś leżeć. Spotkałam
      się gdzieś z wypowiedzią jakiegoś top-kreatora niewiadomojaksłynnego domu mody,
      że modelki muszą być bardzo szczupłe, i nikt innych nie będzie zatrudniał, 'bo
      tylko na takich ubrania dobrze się układają'. Zaraz, wróć... To do czego mają
      służyć te ubrania? Czy jest to sztuka dla sztuki, czy coś, co ma służyć KOBIETOM
      aby wyglądały PIĘKNIEJ? Zresztą, na szczuplutkich modelkach też nie zawsze
      wszystko leży, czasem coś zwisa, czasem coś masakruje biust, czasem coś
      dramatycznie zaburza proporcje, tyle, że ich sylwetce takie zabiegi robią
      stosunkowo najmniejszą krzywdę ;) Zatrudnienie krągłych modelek do prezentowania
      takich rzeczy kompletnie mijałoby się z celem.


      Jak na razie na wybiegach królują 'artystyczne wizje' nie dające się zbytnio
      przełożyć na trójwymiarową kobiecą sylwetkę, celebrytki z mniejszym lub większym
      trudem wciskają swoje mniejsze lub większe wdzięki w te artystyczne wizje
      (sprezentowane im przez artystę, zazwyczaj w uniwersalnym rozmiarze 36),
      sieciówki małpują wielkich artystów lub sami zapraszają ich do współpracy,
      Chińczycy małpują produkty sieciówkowe, a nieszczęsna dojrzała kobieta o
      przeciętnej figurze nie ma się za bardzo w co ubrać. Ech, marzy mi się, że
      kiedyś na światowych wybiegach pojawią się ubrania nie tylko piękne, ale również
      dopasowane do różnych typów figury - i faktycznie wydobywające z tych figur to,
      co najpiękniejsze. Wtedy problem 'promowania' jakiegokolwiek typu sylwetki by
      zniknął, bo sukienkę uszytą na klepsydrę najlepiej byłoby prezentować na
      prawdziwej klepsydrze, czyż nie? ;)
      • thorrey Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 09:21
        the_mariska napisała:

        > Mam taką swoją małą spiskową teorię, że cały ten szum
        o 'promowanie otyłości'
        > jest tak naprawdę hałaśliwym odwracaniem uwagi od tego, że ciuchy
        wielkich i
        > słynnych projektantów naprawdę rzadko kiedy mają szansę na kimś
        leżeć.

        Marisko - mam dokładnie taką samą opinię. Szczuplutką modelkę bez
        biustu i bioder można ubrać np. w artystyczną wizję z dwóch
        srebrnych prostokątów zszytych u góry i po bokach i będzie to
        wyglądać pięknie. Spróbujcie ubrać w takie coś kobietę, choćby i
        szczupłą, ale z biustem.
    • magdalaena1977 Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 06:57
      Dla osób, które nie wierzą, że otyłość, to "tylko tyle" - polecam przejrzenie
      działu suknie ślubne na allegro i wybranie rozmiaru 48.
      tinyurl.com/ycahrov
      • kasienka.b Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 14:18
        Rozmiar to nie wszystko. Moja własna suknia - w rozmiarze 46:
        fotoo.pl/zdjecia/files/2010-01/f4d0781c.jpg
        fotoo.pl/zdjecia/files/2010-01/d62aab8d.jpg
        • masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 14:24
          Ale to polska rozmiarówka? Bo nie uwierzę, że nosisz rozmiar 46.
          • masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 14:25
            Tzn. uwierzę, że ta suknia ma taki rozmiar, sama mam rzeczy w
            rozmiarze od 36-44, które są na mnie dobre ( niekiedy z tego samego
            sklepu). Ale nie, że Ty ogólnie nosisz ten rozmiar.
            • kasienka.b Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 15:06
              no właśnie o tym pisałam, że sam rozmiar to nie wszystko :)
              Normalnie noszę 42 najczęściej, mam też ciuchy w rozm. 38,40, 44 :) Suknia była
              46 mimo, że byłam szczuplejsza niż teraz.
              Ale faktem jest, że ważę 87 kg przy wzroście 172 cm - mogłoby się wydawać, że to
              już znaczna nadwaga albo i otyłość, a w rzeczywistości wyglądam mniej więcej tak:

              fotoo.pl/zdjecia/files/2010-01/ccb7c9f8.jpg
              • cissnei Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:03
                Serio? W życiu bym nie powiedziała. Ja ważę 10 kilo mniej przy podobnym wzroście
                (1,70) i nigdy bym nie powiedziała, że jestem szczuplejsza. Masz bardzo fajnie
                zaznaczoną talię, a górę wręcz szczupłą - na pewno nie dałabym Ci więcej niż 70
                kg. Nie widzę tu nie tylko otyłości, ale też nadwagi. Najwidoczniej więc BMI to
                nie wszystko :)
                • kasienka.b Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:53
                  Dokładnie, BMI to nie wszystko :) Mi np. pokazuje, że idealna moja waga to od
                  57.7 kg do 73.7 kg. O ile jeszcze 73 jest ok, tak gdybym ważyła 58 kilo to bym
                  się chyba złamała. Po prostu nie ma takiej fizycznej możliwości, żebym tyle
                  ważyła. 65-70 byłoby dla mnie idealnie :)
                  • madzioreck Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 17:01
                    U mnie pokazuje prawidłowa wagę od 53 kg (BMI 18, bo to chyba dolna granica?) do
                    74 kg (BMI 25). Przy 74 byłam w miarę szczupła, ale ważyłam kilka lat temu 58 kg
                    i już to było troszkę za mało jak na mój gust. Więc przy 53 byłabym po prostu
                    chuda.
              • magdalaena1977 Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:17
                kasienka.b napisała:

                > Normalnie noszę 42 najczęściej, mam też ciuchy w rozm. 38,40, 44 :)
                > Suknia była 46 mimo, że byłam szczuplejsza niż teraz.
                > Ale faktem jest, że ważę 87 kg przy wzroście 172 cm -
                > mogłoby się wydawać, że to już znaczna nadwaga albo i otyłość,
                BMI 29,9 czyli faktycznie znaczna nadwaga ;-)
                > a w rzeczywistości wyglądam mniej więcej tak:
                Bo na zdjęciu liczą się proporcje - patrząc na zdjęcie nie widać, czy dziewczyna
                ma 180 wzrostu i 120 w biuście czy 150 wzrostu przy 100 w biuście.
                A różnice między kobietami są na tyle małe, że patrząc na zdjęcie automatycznie
                przyrównujemy je do siebie.
              • olusimama Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 17:07
                kasienka.b napisała:

                > Ale faktem jest, że ważę 87 kg przy wzroście 172 cm

                To Ty masz tak jak ja: to co pokazuje waga ma się nijak do wyglądu. Ja mam 171cm
                wzrostu i moja waga waha się między 78 a 84 w zależności od całego stada
                czynników ;-) Według tabelek i wskaźników jestem na granicy otyłości. Phi.
                • kasienka.b Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 19:53
                  No właśnie - PHI :D
                  A pamiętam czasy, jak ważyłam kiedyś 58 kilo - to było w 8 klasie podstawówki. W
                  sumie wzrost już miałam chyba taki jak teraz, nie wiem jak mogłam tyle ważyć - i
                  wcale nie byłam jakaś wychudzona... Chyba, że kości mi się rozrosły czy co ;)
                  • yaga7 Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 20:09
                    Ja u siebie (171 cm) nie pamiętam takiej wagi.
                    Najniższą, jaką pamiętam, to 67 kg w liceum, a i tak byłam najgrubsza w klasie.

                    W podstawówce niestety dobiłam pod 80 kg ze względu na chorobę i unieruchomienie
                    na parę miesięcy.

                    Ale w sumie dzięki temu raczej nie mam problemów z akceptacją tego, ile ważę, bo
                    po prostu "od zawsze" ważyłam mniej więcej tyle samo. I zawsze byłam większa od
                    innych.

                    I nie wyobrażam sobie siebie z wagą poniżej 60 kg. Chyba bym się złamała ;))
              • besame.mucho Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 21:16
                Dobry dowód na to jak niewiele znaczy waga. Mam tyle samo wzrostu i
                ponad 20 kilo mniej, a wyglądamy bardzo podobnie.
    • heliamphora Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 12:51
      Hm, to ja codziennie promuję otyłość wystawiając swoją osobę (od której
      dziewczyny na zdjęciach są znacznie szczuplejsze) na widok publiczny a to w
      krótkiej spódniczce, a to w szpilkach, makijażu czy innym jakowymś wynalazku
      mody :)
      • tfu.tfu Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 13:06
        mamy zatem identycznie ;) ja jeszcze się wbijam we wściekle pomarańczowa kurtkę,
        coby promować dobitniej hyhy :D
    • masza.s Hmmm... 05.01.10, 14:23
      Dla mnie też one nie są otyłe, zresztą oceniać otyłość "na oko" nie
      za bardzo gra, ale jak wrzuciłam ten link na pewien portal
      społecznościowy, to takie zdania padły. Głównie ze strony mężczyzn,
      dodajmy. Wcale nie nastolatków, już nie nastolatków.

      Co mnie za to ciekawi, to to, że nadwaga nie jest specjalnie
      zdrowa,a już na pewno nie jest zdrowa otyłość. A jednak wychudzona
      dziewczyna z ED wzbudza mniej sympatii ze strony kobiet niż otyła
      kobieta. Dlaczego? W jakiś sposób chronimy ludzi z nadwagą, chronimy
      ludzi otyłych. Ja sama chudzinką nie jestem ( przy wzroście 160
      noszę rozmiar najczęściej 38/40), nigdy nie byłam i zapewne nigdy
      nie będę i jestem jak najdalej do tworzenia chudego ideału, do
      którego mają się wszyscy wpasować.

      Ale jeśli uznamy, że dziewczyny jak Anja Rubik promują anoreksję czy
      ruch pro-ana, będąc różnymi "thinspirations", czy nie powinniśmy
      konsekwentnie uznawać kobiety z nadwagą/otyłe w świecie mody i
      reklamy za promujące nadwagę/otyłość/niezdrowy styl życia?

      Ja uważam, że niebezpieczeństwo pojawia się z obu stron. I
      zastanawia mnie, czemu rzadko pokazuje się dziewczyny wyglądające
      bardzo przeciętnie. Któraś z Was napisała, że te zdjęcia pokazują
      przeciętną kobietę. Jeżeli tak, nie powinniśmy się martwić, że
      przeciętna kobieta waży jednak za dużo?
      • thorrey Re: Hmmm... 05.01.10, 14:29
        masza.s napisała:

        > Co mnie za to ciekawi, to to, że nadwaga nie jest specjalnie
        > zdrowa

        A mnie ciekawi, skąd masz takie informacje? Serio, jakieś badania
        pojawiły sie ostatnio, możesz podać źródła?
        • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 14:34
          Zawsze byłam przekonana, że tak po prostu jest, uczą mnie tego na
          lekcji biologii w szkole, skądś powstały normy wagowe BMI, bo
          przecież nie z powodów estetycznych. O ile wiem, badano właśnie
          podatność na wiele chorób, długość życia etc. Pomijając już to, że
          oczywistym zdaje się, że osoba z nadwagą szybciej się często męczy,
          jej organizm nie pracuje tak dobrze, jak mógłby, gdyby miał wagę
          prawidłową. Oczywiście, są odchylenia w tym zakresie i lepiej mieć
          małą nadwagę niż ciągłą zmianę wagi, ale to, że nadwaga nie jest
          zdrowa wydawało mi się faktem.
          • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 15:05
            O ile wiem, badano właśnie
            > podatność na wiele chorób, długość życia etc. Pomijając już to, że
            > oczywistym zdaje się, że osoba z nadwagą szybciej się często męczy,
            > jej organizm nie pracuje tak dobrze, jak mógłby, gdyby miał wagę
            > prawidłową.

            A tu sie wlasnie mylisz :)
            Osoby szczuple albo nawet chude, ale prowadzace niezdrowy tryb zycia (paskudne
            jedzenie, brak sportu, papierosy itd.) moga mies organizm w duzo gorszym stanie
            niz osoby z nadwaga, ale dbajace o siebie (wiem, ze moze to byc dla Ciebie
            oksymoronem, ale coz..).
            A np. ja, osoba kiedys z nadwaga, nie mialam problemow nigdy, zeby przechidzic
            dziesiatki kilometrow w czasach licealnych, miec gietkie cialo. a i teraz, kiedy
            dorobilam sie niestety szalonej wagi (nie wiem jak w dodatku ;(), po 1.5 h zajec
            z tanca afrykanskiego (non stop podskakujesz, podbiegasz i machasz rekoma-tak w
            skrocie)jestem w lepszym stanie niz niektore chudziaczki (inne kragle kobiety
            tez sobie swietnie daja rade), a juz na orientalnym to jestem gwiazda w swojej
            grupie ;)

            ach, i po ok. 2 miesiacach mieszkania na 3 pietrze starej kamienicy po
            wniesieniu gory moich kilogramow pod drzwi mieszkania oddech mam wlasciwie
            normalny, bez jakiegos zasapania - to tylko kwestia treningu :)
            • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 15:23
              To jest absurd po prostu. I o tym mówię. Nikogo w tym wątku nie
              obraziłam, mnie samą nikt by chudą ani pewnie nawet szczupłą nie
              nazwał, a już usłyszałam, że osoby z nadwagą, ale dbające o siebie
              mogą być dla mnie oksymoronem. Naprawdę, czy chociaż jeden z moich
              wpisów zasłużył na taką uwagę?

              Jasne, że tryb życia ma tu znaczenie i jasne, że osoba chuda, ale
              prowadząca zły tryb życia będzie się miała gorzej niż osoba z
              nadwagą, ale dbająca o siebie, prowadząca dobry tryb życia. Pytanie
              powstaje ( i odpowiedź, którą ja podałam podaje się najczęściej,
              także w środowisku medycznym) czy nie miałaby się lepiej, mając
              prawidłową wagę i czy z jej nadwagą nie wiążą się zagrożenia,
              których może miałaby większą szansę uniknąć, gdyby tę wagę miała
              prawidłową. I na tym polegają zagrożenia związane z ewentualną
              nadwagą, nie na tym, że KAŻDA szczupła osoba jest zdrowsza niż KAŻDA
              osoba z nadwagą. Pomijając fakt, że jestem ostatnią osobą, która by
              twierdziła, że wychudzenie jest zdrowie.

              Naprawdę zastanów się, czy polemizujesz z tym, co piszę ( co w
              dodatku nie musi być moją prywatną opinią) a z tym, co wydaje Ci
              się, że piszę.
              • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 15:32
                A dlaczego nie mam uwazac, ze moglabys uznac to za oksymoron, bazujac na takim,
                a nie innym poscie, ktory sama napisalas? Jak napiszesz cos innego, to odpowiedz
                tez bedzie inna ;)

                A Pierwszalitera juz napisala, ze lekka nadwaga nie jest problemem.

                Zreszta, nalezaloby moze zastanowic sie, skad sie wziely rozne normy, bmi i inen
                takie, i ile w tym jest "polityki", a ile surowej wiedzy medycznej; moze sie
                okazac, ze za duzo to jednak nie jest za duzo, a w sam raz.

                I oby nikt mnie nie posadzal o promowanie kaszalotctwa, ale do bialej goraczki
                doprowadza mnie to, ze kobiety o normalnej, tzw. kobiecej figurze musza sie z
                tego tlumaczyc i dziekowac za laske wpuszczania na strony katalogow z moda, a
                ich pojawienie sie jest komentowane a calym swiecie jako ewenement
                (przypomnijcie sobi moje panie watek dot. zdjecia modelki "xxl" z faldka na
                brzuchu).
                • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 15:40
                  Obawiam się, że jednak nie bazujesz na tym, co piszę. Który fragment
                  mojego postu sprawił, że zaczęłaś uważać, że uznaję wszystkie osoby
                  z nadwagą za ZANIEDBANE?

                  Czy gdziekolwiek pisałaś coś o kaszalotach, czy gdziekolwiek pisałam
                  coś o upodobaniach estetycznych, czy gdziekolwiek kogoś obraziłam?
                  To, o czym pisze Pierwszalitera to NIE JEST wiedza powszechna. W
                  mojej szkole, robię specjalną opcję o żywieniu uczono mnie czegoś
                  innego, no, oprócz tego, że są odchylenia o BMI czasem, ale nie
                  tego, że nadwaga nie powoduje żadnych zagrożeń albo że ma swoje
                  zalety. Dlatego nie życzę sobie absurdalnych uwag o oksymoronach,
                  które z moim zdaniem i moim postem nie mają za wiele wspólnego.
                  • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 15:46
                    Pomijając już to, że
                    oczywistym zdaje się, że osoba z nadwagą szybciej się często męczy,
                    jej organizm nie pracuje tak dobrze, jak mógłby, gdyby miał wagę
                    prawidłową.
                    na podstawie powyzszego pozwolilam sobie na stwierdzenie, ze mozesz uznac za
                    niemozliwe, ze osoby z nadwaga i wiecej nie musza miec specjalnych problemow
                    zdrowotnych ani w zyciu codziennym. Nie pisalam, ze uwazasz je za zaniedbane.

                    o kaszalotach pisalam juz ja, ironicznie ;)

                    Nie bierz wszystkiego tak osobiscie :)
                    • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 15:54
                      Nie napisałam, że szybko, w dodatku w kontekście porównania do
                      możliwej wagi prawidłowej. Osobiście nie protestuję przed
                      twierdzeniem, że mój organizm na poziomie wytrzymałości etc
                      pracowałby lepiej, gdybym ważyła mniej i naprawdę nadal nie widzę
                      żadnej korelacji między tym, a zdanie, że osoba z nadwagą nie musi
                      mieć specjalnych problemów zdrowotnych ani w życiu codziennym. Bo
                      nie musi. I NIGDZIE temu nie zaprzeczyłam. :>

                      Nie biorę wszystkiego osobiście, ale lubię, jak ludzie polemizują ze
                      mną, nie ze słowami, których nie napisałam.
          • yaal Re: Hmmm... 07.01.10, 14:19
            Według BMI jestem otyła.
            ...tylko że jednocześnie jestem w stanie:
            - wskoczyć do basenu i przepłynąć kilometr,
            - wsiąść na rower i przejechać 50 km,
            - podnieść 30-kilogramową walizkę i włożyć ją na półkę w pociągu.
            Ile ważących połowę-dwie trzecie tego, co ja (i nie ćwiczących regularnie), jest
            w stanie zrobić to samo?
        • pierwszalitera Re: Hmmm... 05.01.10, 14:52
          thorrey napisała:

          > masza.s napisała:
          >
          > > Co mnie za to ciekawi, to to, że nadwaga nie jest specjalnie
          > > zdrowa
          >
          > A mnie ciekawi, skąd masz takie informacje? Serio, jakieś badania
          > pojawiły sie ostatnio, możesz podać źródła?

          Nie ma żadnych dowodów na to, że szczupłość jest zdrowsza. Ten mit wywodzi się z byle jak przeprowadzonych w przeszłości badań i błędnych wniosków. To lekka nadwaga jest nawet oznaką zdrowia. Dodaje odporności i przedłuża życie, a w późniejszym wieku przedłuża u kobiety młodość. A niedożywnie, a o tym mówimy, gdy BMI spada poniżej 18, może być zagrożniem dla zdrowia, a nawet życia. Większość modelek wpada w tą kategorię, a nie każda ma genetycznie przewidziany tak niski set point. To nie są wzory dla normalnych dorosłych kobiet, u którym zaczynają się hormonalne problemy, gdy procent tłuszczu w organiźmie spadnie poniżej 20. Większość modelek, to też prawie jeszcze nastolatki, a w tym wieku wygląda się jeszcze inaczej. Nawet już 30-letnia, czyli młoda jeszcze kobieta, może mieć trudności z utrzymaniem wagi tak niskiej, jaką miała jeszcze w wieku lat 20-tu.
          • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 14:55
            Serio lekka nadwaga jest zdrowa? W jaki sposób?

            Generalnie te wnioski dla mnie są cudowne, więc nie będę protestować,
            ale chciałabym wiedzieć, na czym to polega. :)
            • pierwszalitera Re: Hmmm... 05.01.10, 15:26
              masza.s napisała:

              > Serio lekka nadwaga jest zdrowa? W jaki sposób?
              >
              > Generalnie te wnioski dla mnie są cudowne, więc nie będę protestować,
              > ale chciałabym wiedzieć, na czym to polega. :)

              Przez demonizowanie tłuszczu zapomina się całkowicie, że natura nadała mu bardzo ważną rolę. To nie jest jakaś tam martwa masa, tylko produkuje się tam hormony i neuroprzekaźniki. Od ilości tłuszczu zależy u kobiety funkcjonowanie żeńskich hormonów i płodność. Wiele (zbyt) szczupłych, albo przeprowadzających częste diety kobiet, ma problemy z zajściem w ciążę. Zaburzenia hormonalne wpływają na cały organizm, na masę mięśniową, na kościec, skórę, starzenie się ogranizmu, stan życia seksualnego. Niska masa tłuszczowa w późniejszym wieku u kobiety sprzyja osteoporozie. Ludzie zbyt szczupli narażeni są też częściej na infekcje. Mają mniej grzejącej masy mięśniowej, dlatego narażeni są na szybsze wychłodzenie organizmu i spadek odporności. Sztuczne utrzymanie niskiej wagi, poniżej indywidualnego set pointu, może sprzyjać rozwijaniu insulinooporności, ta może prowadzić do cukrzycy i chorób układu krążenia oraz serca, zupełnie tak samo jak przy otyłości. Ponadto badanie, na bazie którego ustalono wagę tzw. idealną, było połączne z olbrzymim metodycznym błędem. Ludzi nie ważono, a proszono tylko o podanie aktualnej wagi. Akurat wiem, że nikt nie zna swojej dokładnej wagi i mamy do tego tendencję do jej zaniżania. Tabele wprawdzie później, w latach 80-tych, poprawiono, poprawki były jednak tylko kosmetyczne i pewnie ta bujda utrzymywać się będzie jeszcze tak długo, jak długo utrzymywał się mit o żelazie w szpinaku.
              • luliluli Re: Hmmm... 05.01.10, 15:30
                to w szpinaku nie ma żelaza???? jeeeej to cudownie, może to zakończy szpinakowy
                terror jaki mnie otacza ostatnio:D

                LOBBY_BIUŚCIASTYCH
                • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 15:34
                  a kysz! szpinak jest super :D
                  • luliluli Re: Hmmm... 05.01.10, 15:41
                    no właśnie - ostatnio po paru próbach pogodzenia się ze szpinakiem odkryłam, co
                    mi w nim nie pasuje. Smak tynku! szpinak ma smak tynku ze starej ściany, to
                    jasne jak słońce. I na tym kończę przekonywanie się do tego warzywa(?) ;)))
                    • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 15:48
                      To ciekawe. Jak go przyrzadzasz?

                      Za to rozumiem, ze mozna nie lubic i juz, ja po prostu nienawidze brukselki, nie
                      wiem nawet dlaczego.
                      • luliluli Re: Hmmm... 05.01.10, 15:51
                        osobiście nie przyrządzam, teściowa robi jakąś zieloną paciaraję, raz chciałam
                        się przekonać i dostałam go na pizzy, ale chyba zawsze jakoś "klasycznie" -
                        zielona papka z posmakiem czosnku
                        • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 15:59
                          To moze, jesli masz jeszcze sily, sprobuj u kogos innego? Czasem jest tak, ze
                          ktos nie potrafi przygotowac potrawy i sie zniechcecamy, a odkrywamy jej uroki
                          po czasie, przez przypadek :)
                        • besame.mucho Szpinak 05.01.10, 21:24
                          Paciaja jest wstrętna! Szpinak w liściach rządzi. Nie taka papka, ble
                          ble ble. Ale liście, do tego jakiś dobry ser, mmm.
                      • martvica Re: Hmmm... 05.01.10, 16:05
                        Moja siostra nie lubi brukselki, ale uległa chłodnej brukselce polanej
                        winegretem z octu balsamicznego i ziarnistej musztardy z dodatkiem czosnku. Ona
                        ma wyrazisty smak i można go przełamywać wyrazistymi dodatkami :)
                    • martvica Re: Hmmm... 05.01.10, 16:07
                      Nie przepadam za szpinakiem, ale surowy na przykład jadłaś? Albo taki świeży,
                      szybko podsmażony, zachowujący formę liściastą?
                      Zielona paciaja z mrożonki mnie odrzuca natychmiastowo ;)
                    • yaal Re: Hmmm... 07.01.10, 14:23
                      Spróbuj kiedyś zrobić surówkę z młodych świeżych liści, z rukolą i rzeżuchą,
                      lekko podlaną oliwą i posypaną ziołami do smaku. 99% szans, że zmienisz zdanie.
                • jul-kaa Re: Hmmm... 05.01.10, 15:40
                  luliluli napisała:

                  > to w szpinaku nie ma żelaza????

                  Jest 10 razy mniej, niż wykazały badania, w których ponoć sekretarka pomyliła
                  miejsce przecinka :)
                  Poza tym ponoć się źle wchłania. Ale jest pyszny ;))
                • pierwszalitera Re: Hmmm... 05.01.10, 15:40
                  luliluli napisała:

                  > to w szpinaku nie ma żelaza???? jeeeej to cudownie, może to zakończy szpinakowy
                  > terror jaki mnie otacza ostatnio:D

                  No nie rozwalaj mnie. ;-) To ty jeszcze nie wiesz? Jasne, że w szpinaku jest jakieś żelazo, ale na pewno nie tyle, by terroryzować nim dzieci. Bujda powstała przez pomyłkę. Świeży szpinak zawiera bowiem w 100gramach tylko 3,5mg żelaza, a nie jak mu przypisywano 35mg. Ale ja myślałam, że o tym się już wie. Poza tym szpinak zawiera całą masą azotanów i jedzenie go w dużych ilościach nie jest w ogóle zdrowe.
                  • luliluli Re: Hmmm... 05.01.10, 15:43
                    proszę, powiedz też, że buraki są bezwartościowe oraz że lody nie są kaloryczne.
                    To na zawsze odmieni moje życie:D
                    • pierwszalitera Re: Hmmm... 05.01.10, 15:55
                      luliluli napisała:

                      > proszę, powiedz też, że buraki są bezwartościowe oraz że lody nie są kaloryczne
                      > .
                      > To na zawsze odmieni moje życie:D

                      No już nie przesadzajmy, czas na prezenty gwiazdkowe minął. ;-)))
                    • elrosa Re: Hmmm... 05.01.10, 15:55
                      O ile dobrze kojarzę, to lody akurat do najbardziej kalorycznych przysmaków nie należą, szczególnie sorbety (no, bo bakaliowe albo czekoladowe to dietetyczne nie są ;))
                • martvica Re: Hmmm... 05.01.10, 16:04
                  żelaza jest tyle co kot napłakał (2,8-3,5mg/100g czy jakos tak), za to jest kwas
                  szczawiowy który powoduje wypłukiwanie wapnia :)
              • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 15:35
                Czyli jeżeli jestem sprawna, mam ładną, gładką skórę ( pomijając
                AZS, ale to ććć), błyszczące włosy i lekką nadwagę, ale np. jędrne
                ciało, to mam się w ogóle nie przejmować tym, że mam grubsze ręce
                czy uda? I duży biust i biodra? I nie muszę walczyć o - kilka kg
                mniej?

                Jak można ustalić swój tzw "set point"?

                Tak strasznie żałuję, że nie masz gabinetu w Warszawie, od razu bym
                się wybrała na konsultacje.

                • jul-kaa Re: Hmmm... 05.01.10, 15:41
                  masza.s napisała:

                  > Czyli jeżeli jestem sprawna, mam ładną, gładką skórę ( pomijając
                  > AZS, ale to ććć), błyszczące włosy i lekką nadwagę, ale np. jędrne
                  > ciało, to mam się w ogóle nie przejmować tym, że mam grubsze ręce
                  > czy uda? I duży biust i biodra? I nie muszę walczyć o - kilka kg
                  > mniej?

                  A przejmujesz się? Po co...?
                  • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 15:47
                    Bo chce być przede wszystkim zdrowa i bez sensu nie narażać się na
                    ewentualne choroby, jeżeli mogę schudnąć, bo mogę, tylko nie zawsze mi
                    się chce. To już poza moją wizją tego, jak powinna wyglądać moja
                    atrakcyjna sylwetka. Nie chciałabym być grubsza, niż jestem, nie
                    czułabym się w tej wadze dobrze. Tak samo, jak nie czułabym się dobrze
                    mając proste włosy albo mając mały biust. Byłoby dziwnie. ;)
                    • fanka_tomcia Re: Hmmm... 05.01.10, 18:16
                      hehe no właśnie, a CO to jest "lekka nadwaga" xD ja mam wagę w normie, sporo
                      tłuszczu, pewnie gdzieś 30%, do lekkiej nadwagi brakuje mi jeszcze hm 4kg i
                      śmiem wątpić, żeby to była w moim przypadku oznaka i gwarancja zdrowia :PP chyba
                      żebym była tak nabita mięśniami, że te 4kg to byłby jedyny tłuszcz na moim
                      ciele, to wtedy tak. tylko musiałabym chyba uprawiać bardzo aktywnie sport, mieć
                      umięśnioną sylwetkę, taka mi się nie podoba ;/
                  • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 15:49
                    Poza tym, moze Ci sie jeszcze zmienic.
                • pierwszalitera Re: Hmmm... 05.01.10, 15:53
                  masza.s napisała:

                  > Jak można ustalić swój tzw "set point"?

                  Natura sama go sobie ustala. ;-) Ale poważnie, jeżeli masz procent tłuszczu w organiźmie pomiędzy 22-27, to masz jako młoda kobieta idealną wagę. Mniej więcej tyle potrzebują dziewczynki, by zacząć miesiączkować. Z wiekiem ten procent może trochę rosnąć, nie ma się co denerwować, tak już jest. Jeżeli mieścimy się w tym przedziale i utrzymujemy swoją wagę z pewną łatwością, to nie ma co eksperymentować i kosmetycznie się odchudzać. Wtedy mamy bowiem swój set point. I tak w ogóle, co znaczy, masz lekką nadwagę? Lekka nadwaga zaczyna się, gdy przekroczysz 30 procent. Zanim zaczniesz jednak mniej jeść, sprawdź swój tryb życia, Być może wcale nie potrzebujesz mniej jedzenia, a tylko więcej ruchu. ;-)
                  • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 16:01
                    Mozesz mnie poprawic, pierwszalitero, ale poniewaz nie masz jeszcze gabinetu w
                    polsce, to chyba Masza moze sie przejsc do apteki, w ktorej sa urzadzenia do
                    pomiaru tluszczu w organizmie i ustalic orientacyjny wynik.
                  • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 16:08
                    O, to z pewnością, ale w amoku przedmaturalnym o solidną ilość ruchu
                    jest trudno. ;)
                    I NIGDY nie będę jeść mniej, bo bym umarła. Chodzi o to, że inaczej.
                    Diety "mniej kcal" odrzuciłam dawno, bo mój mózg by nie pracował, jak
                    mam deficyt kcal, to jestem zła i nie mogę się uczyć.
                    • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 16:20
                      eee tam, matura, kto by sie uczyl... poczekaj na studia ;)
                      poza tym, jak sie dotlenisz, to nauka bedzie lepiej wchodzic do glowy ;)
                      • fanka_tomcia Re: Hmmm... 05.01.10, 18:19
                        ale Masza ma międzynarodową maturę ;) gdybym ja się cofnęła o 7 lat też bym
                        stwierdziła, że chrzanię bo i tak się tylko egzaminy liczyły na studia ;)))
                        • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 18:28
                          No tam tym bardziej liczy sie wszechstronny rozwoj ;)
                          A na serio Masza, jesli nie robisz nic ruchowego, a tylk osiedzisz w ksiazkach,
                          to daj sie namowic na jakis taniec czy basen, czlowiek od razu inaczej mysli i
                          ma inna energie zyciowa.

                          I oczywiscie najlepsze zyczenia polamania obcasow na studniowce :)
      • jul-kaa Re: Hmmm... 05.01.10, 14:49
        masza.s napisała:

        > A jednak wychudzona
        > dziewczyna z ED wzbudza mniej sympatii ze strony kobiet niż otyła
        > kobieta. Dlaczego? W jakiś sposób chronimy ludzi z nadwagą, chronimy
        > ludzi otyłych.

        A to ciekawa teoria, ale moim zdaniem zupełnie nieprawdziwa! Osoby z nadwagą i
        otyłe są bardzo narażone na naprawdę chamskie komentarze, niewybredne żarty,
        uwagi o tym, jak to zabierają "normalnym" miejsca w kolejce do usług służby
        zdrowia. Osoba z nadwagą jedząca publicznie może liczyć na wywracanie oczami,
        nieprzyjemne komentarze, obrzydzenie na twarzy innych ludzi, sugestie, że
        publiczne jedzenie jest obrzydliwe itp.
        Uwagi, jakie można usłyszeć w sklepach z działami B&B już gdzieś były.
        • pierwszalitera Re: Hmmm... 05.01.10, 14:57
          jul-kaa napisała:

          > masza.s napisała:
          >
          > > A jednak wychudzona
          > > dziewczyna z ED wzbudza mniej sympatii ze strony kobiet niż otyła
          > > kobieta. Dlaczego? W jakiś sposób chronimy ludzi z nadwagą, chronimy
          > > ludzi otyłych.
          >
          > A to ciekawa teoria, ale moim zdaniem zupełnie nieprawdziwa!

          Też jestem tego zdania. Więcej, moim zdaniem ludzi z nadwagą nie trzeba jakoś sztucznie chronić, tylko dać im takie same prawo do pokazywania ciała w dowolnych pozycjach i dowolnych kostiumach, jakie mają ludzie szczupli.
        • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 14:57
          Julka, byłaś kiedyś bardzo chuda? Bo myślę, że punkt widzenia zależy
          od punktu siedzenia. Ja zauważyłam, że w środowisku ludzi powiedzmy
          wychowanych osoba rzucająca jakąkolwiek uwagę względem osoby z nadwagą
          czy otyłej byłaby narażona na ostracyzm społeczny, ale mówienie "ale
          jesteś chuda" czy "słuchaj, nie powinnaś przytyć paru kg?" nie polega
          już czemuś takiemu.
          • jul-kaa Re: Hmmm... 05.01.10, 15:07
            masza.s napisała:

            > Julka, byłaś kiedyś bardzo chuda?

            Tak. Wychudzona, z kośćmi na wierzchu. Wyglądałam wtedy strasznie, bo mam grube
            kości, które wyłaziły ze wszystkich stron.
            I stanowczo wolałam ówczesne komentarze związane jednak z troską (nawet jeśli
            nie była ona potrzebna) niż obecne związane z obrzydzeniem (choć przyznam, że
            mnie przydarzają się one na szczęście w miarę rzadko).
          • luliluli Re: Hmmm... 05.01.10, 15:22
            i tu się zgodzę jako przyjaciółka bardzo szczupłej osoby, która szczupłość
            zawdzięcza genom a nie morderczej diecie i która wielokrotnie usłyszała np.
            "żarcik" - "nie obraź się, bo jesteś bardzo fajna, ale na worek kości nikt nie
            poleci" (!!!) lub zabierając głos w dyskusji o wadze: "ty się nie odzywaj,
            chudzielcu", czy ktoś wyobraża sobie analogiczne odzywki do kogoś z nadwagą
            (worek tłuszczu? grubasie?)
            • jul-kaa Re: Hmmm... 05.01.10, 15:22
              luliluli napisała:
              > czy ktoś wyobraża sobie analogiczne odzywki do kogoś z nadwagą
              > (worek tłuszczu? grubasie?)

              tak.
              • luliluli Re: Hmmm... 05.01.10, 15:27
                kurcze, a ja jakoś nigdy (naprawdę!) nie słyszałam, żeby ktoś tak w mojej
                obecności nazwał osobę z nadwagą. Za to komentarze o trupiej chudości, o chorym
                wyglądzie, o wystającym obrzydliwie szkielecie słyszę często, choć poza tą jedną
                przyjaciółką resztę mam w "normie" lub górnej granicy tolerancji społeczeństwa;)
                • plica Re: Hmmm... 05.01.10, 15:40
                  a ja slysze czesto komentarze odwrotne. na moja mamus BMI ok. 17,5
                  bliskie osoby wolaja "grubasku" a na inna bliska osobe BMI ok
                  41 "maluszku". efekt komiczny. jesli chodzi o nieprzyjemne
                  komentarze, to obie osoby maja ostatnio cos rowne kolekcje.
                  konkurencje na "omojboze" wygrywaja ekspedientki w sklepie.
            • jul-kaa Re: Hmmm... 05.01.10, 15:34
              Jeśli macie wątpliwości, jak ludzie reagują na nadwagę i otyłość, poczytajcie:
              wkurzanie.blox.pl/html;jsessionid=26D56752E5B59A3FCA664F1E18D3C929.ib4tom1?page=webLogView&parentPage=index&webLogView.tagFilter=6425
              I kilka cytatów ze strony: grubababa.ask.blink.pl/czarna2.html
              taka gruba a jeszcze loda je. (facet na ulicy - Kasia lat 8)
              *
              masz nogi jak dwie beczki kapusty a ręce jak dwa balerony. no dlaczego nie
              chcesz schudnąć? chcesz tak wyglądać, taka (wydyma policzki) wielka? Mama się martwi. Żadnego chłopca nie będziesz miała. (matka chrzestna, Kasia lat 11)
              *
              jak ty sobie z tym radzisz? tak wyglądasz a wydajesz się całkiem szczęśliwa. (koleżanka. III kl. liceum)
              *
              pani wygląda jak świnia, po prostu jak świnia. (ginekolożka Kasia - 17lat)
              *
              ej, zobacz! ta to musi mieć pizde tak rozjebaną że pociąg by się tam zmieścił! (z forum o Agnieszce Koziołek. Kojarzycie? z BB)
              *
              w tych czasach miłość do otyłej kobiety wymaga nie lada odwagi (na okładce książki)
              *
              nie mógłbym uprawiać seksu z otyłą kobietą. dlaczego? bo one nie mogę się umyć. (ktoś z widowni w "rozmowach w toku")
              *
              powiesiłabym się gdybym była taka piękna. (żeńska odmiana lumpa, miałam potem ciężkiego doła)
              *
              córko, łakomstwo jest strasznym grzechem. nie zasmucaj pana naszego swoim niedbalstwem. (standard przy spowiedzi? ? już nie chodzę do spowiedzi)
              *
              Jezus, Maria - ty masz już uda grubsze niż ja! nie chciałabyś trochę schudnąć? (brat - Kasia- lat 14)
              *
              "no stary, ty kiedyś lubiłeś takie "większe" kobiety. - (on - wyraźnie zawstydzony, obejmując szczupłą narzeczoną) - dajcie spokój. błędy młodości. - patrz, nigdy się nie przyznał! (to narzeczona. ŚMIECH) - fragment z filmu "dług" Krzysztofa Krauzego
              *
              tej, zobacz ją, jaki kaszalot, jaka latryna! zoba jaką ma dupe! (standard w komentarzach młodocianych widzów ławkowych)
              *
              Tadeusz! ale ty masz potężną tą córę! jest już większa od ciebie! (ksiądz na pogrzebie mojej mamy)
              *
              reklama: gruba baba siada na kanapie i wszystko wybucha. To teściowa. Biedny zięć patrzy przerażony. Pożyczki Prowident Polska jeśli dobrze pamiętam.
              *
              z forum: (zresztą dotyczącego mojej strony) W polskiej rzeczywistości ubezpieczycielem jest de facto państwo finansowane z kieszeni podatnika. Grubasy - stali klienci opieki zdrowotnej - obciążają swoimi schorzeniami szanujących się obywateli. Nie mówię, żeby obżartuchów nie leczyć. Powinni mieć jednak świadomość, że korzystają z systemu opieki zdrowotnej w większym zakresie niż ludzie prowadzący mniej gnuśny styl życia. i dalej: Jeśli ktoś żre bez opamiętania, to znaczy, że nie wie, co to charakter, godność, człowieczeństwo. Człowiek, który stacza się do poziomu pochłaniającego wszystko tucznika, nie jest godzien szacunku. Wziąć się za siebie, trochę honoru, samozaparcia. W USA ulicami suną opasłe potwory zadowolone ze swojego wyglądu - do tego właśnie prowadzi konsumpcyjny styl życia. Grubasy - wstydźcie się!
              • luliluli Re: Hmmm... 05.01.10, 15:39
                omajgot:|
                kurczę, brat to wiadomo - stworzony do dogryzania. Ale lekarz? albo reszta rodziny?
                Jestem zszokowana (choć mam jedną ciotkę, która jest w stanie człowiekowi
                wytknąć nawet rozmiar stopy...)
                Właściwie to tylko potwierdza moją teorię, że 3/4 mieszkańców ziemi urodziło się
                bez mózgu;)))
                • jul-kaa Re: Hmmm... 05.01.10, 15:55
                  luliluli napisała:

                  > omajgot:|
                  > kurczę, brat to wiadomo - stworzony do dogryzania. Ale lekarz? albo reszta rodz
                  > iny?
                  > Jestem zszokowana (choć mam jedną ciotkę, która jest w stanie człowiekowi
                  > wytknąć nawet rozmiar stopy...)
                  > Właściwie to tylko potwierdza moją teorię, że 3/4 mieszkańców ziemi urodziło si
                  > ę
                  > bez mózgu;)))

                  Poczytaj sobie jeszcze te historie (każda inna):
                  grubababa.ask.blink.pl/rzeczy.html
                  • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 16:12
                    Przeczytałam dwie i te dziewczyny natrafiły na jakiś psychopatów.

                    Boże, mój facet jest cudowny. Coraz bardziej to rozumiem. ;)
                    • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 16:38
                      Naprawdę, to nie jest kwestia ich wagi, ale problemów psychicznych.
                      Jak jakaś kobieta pisze o sobie w kontekście relacji małżeńskiej
                      "słoni nikt nie kocha, można je tylko pieprzyć", to jak schudnie, to
                      przecież NIC się nie zmieni. Problem jest w jej głowie, nie ciele.
                      :/ I nie w otoczeniu, którego tego niby nie akceptuje, ale w
                      psychopatach, którzy lubią znęcać się nad innymi.

                      Bo osoba, której zależy na dobrej kondycji drugiej i np. pomaga
                      żonie w dojściu do wymarzonej wagi poprzez np. pomoc jej w wysiłku
                      fizycznym "biegamy, kochanie!" to tylko dobrze, bo miłość nie
                      oznacza, że trzeba to akceptować. Ktoś, kto mówi do swojej żony per
                      "słoniu" to po prostu emocjonalny psychopata.

                      Ja myślę, że to szerszy problem niż wszystko o czym mówiłyśmy.
                      • jul-kaa Re: Hmmm... 05.01.10, 16:44
                        masza.s napisała:

                        > Naprawdę, to nie jest kwestia ich wagi, ale problemów psychicznych.
                        > Jak jakaś kobieta pisze o sobie w kontekście relacji małżeńskiej
                        > "słoni nikt nie kocha, można je tylko pieprzyć", to jak schudnie, to
                        > przecież NIC się nie zmieni. Problem jest w jej głowie, nie ciele.
                        > :/ I nie w otoczeniu, którego tego niby nie akceptuje, ale w
                        > psychopatach, którzy lubią znęcać się nad innymi.

                        A przeczytałaś mój post z 16:04?
                        Jeśli całe życie człowiek jest traktowany jak nic nie wart śmieć/słoń/kaszalot,
                        to problem jest rzeczywiście bardzo, bardzo głęboko.
                        • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 16:52
                          Tylko, że tutaj rozwiązaniem nie jest "otyłość jest super świetna",
                          bo wszystkie kobiety, których historie, miały nadwagę/były otyłe w
                          dzieciństwie, a tutaj nadwaga i otyłość ma naprawdę ogromne
                          znaczenie dla prawidłowego zdrowia etc. Ktoś powinien był zareagować
                          i odchudzić te dzieci i to powinni być rodzice, którzy najczęściej
                          są sami tego winni, wprowadzając niedobre nawyki żywieniowe.
                          No i całe życie? Może mam jakiś dziwnych znajomych, ale w szkole też
                          niekiedy słyszałam uszczypliwe uwagi od kolegów, bo kiedyś się np.
                          miało trądzik, ale NIGDY nie usłyszałam czegoś takiego, chodząc do
                          normalnej, państwowej podstawówki i państwowego gimnazjum. Mam też
                          przynajmniej jednego otyłego znajomego, który jest absolutnie
                          czarującym facetem i nie sądzę, by ktokolwiek mu to wypominał.
                          • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 16:57
                            Faceci to inna bajka, choc otyli tez nie maja pewnie latwo. Nie mozna jednak
                            porownac sytuacji "grubej baby" i "grubego faceta".
                            • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 17:03
                              Dlaczego? Facet nie musi być śliczny i och ach, ale istnieje archetyp
                              mężczyzny wysportowanego, dającego sobie radę w każdych warunkach,
                              sportowca. Chłopiec, który jest otyły i nie radzi sobie na wfie też
                              będzie odrzucony przez rówieśników.
                              • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 17:05
                                Dlatego tez napisalam, ze niekoniecznie ma lekko, lae generalnie nie ma wobec
                                chlopcow takiej dyskryminacji jak wobec dziewczat. Maja zwykle inne pole do
                                popisu (chyba, ze dostanie im sie rola kozla ofiarnego), a z grubymi
                                dziewczynkami rowiesnicy nawet nie chca utrzymywac kontaktu, jak to widac z
                                opowiesci na stronie podlinkowanej przez Julke.
                      • beauty-gosiek Re: Hmmm... 05.01.10, 17:19
                        masza.s napisała:


                        > Bo osoba, której zależy na dobrej kondycji drugiej i np. pomaga
                        > żonie w dojściu do wymarzonej wagi poprzez np. pomoc jej w wysiłku
                        > fizycznym "biegamy, kochanie!" to tylko dobrze, bo miłość nie
                        > oznacza, że trzeba to akceptować. Ktoś, kto mówi do swojej żony per "słoniu"
                        to po prostu emocjonalny psychopata.


                        mój mi nigdy nie powie "biegnijmy kochanie" a bardzo szkoda...
                        Gdyby zaczął biegać razem ze mną to może i ja bym miała BMI w normie ale on
                        biedaczek miałby jeszcze większą niedowagę.
                        Dobrana z nas para, ja nie mogę schudnąć a on nie może przytyć :)

                        Miłość nie oznacza że można akceptować osobę z nadwagą? Mój mąż ożenił się ze
                        mną kiedy miałam nadwagę, teraz jest mnie 5 kilo więcej i mam nadzieję że jednak
                        nadal mnie akceptuje....
                        Ale na wszelki wypadek wolę nie pytać...

                        • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 17:37
                          Że trzeba. Otyłość jest na przykład zagrożeniem dla zdrowia - dla mnie
                          dziwna jest osoba, która nie chce, żeby jej ukochany/ukochana byli
                          zdrowi. Móc to można wszystko, ale miłość nie oznacza, że trzeba
                          wszystko akceptować.
                          • heliamphora Re: Hmmm... 05.01.10, 22:47
                            Może ja jestem zbyt wyzwolona, ale dla mnie miłość oznacza również to, że
                            partner akceptuje moje wady, choroby i dziwactwa, co do których ja zdecydowałam,
                            że nie będę ich zmieniać, a które nie robią nikomu krzywdy. Zatem gdyby facet w
                            trosce o moje zdrowie (lub o cokolwiek innego) próbował mnie wbrew mojej woli
                            odchudzić, to natychmiast stałby się byłym facetem.
                            • jul-kaa Re: Hmmm... 05.01.10, 23:10
                              heliamphora napisała:

                              > Może ja jestem zbyt wyzwolona, ale dla mnie miłość oznacza również to, że
                              > partner akceptuje moje wady, choroby i dziwactwa, co do których ja zdecydowałam
                              > ,
                              > że nie będę ich zmieniać, a które nie robią nikomu krzywdy.

                              O, to to! Jeśli będę się chciała odchudzać i poproszę męża o pomoc - liczę na
                              to, że mi pomoże. Ale jeśli KIEDYKOLWIEK zasugerowałby mi odchudzanie, oj,
                              byłoby źle (ale nie zaproponuje, nie ma strachu).
                              • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 23:40
                                Ja wychodzę z założenia, że jeżeli poznajemy osobę np. otyłą i
                                wiemy, że ona nie chce się zmienić, to owszem, uwagi takie są nie na
                                miejscu. Ale dla mnie jeżeli osoba popada w otyłość, to należy ją z
                                tego ratować i pomagać jej tak samo, jak gdyby popadała w ED,
                                alkoholizm czy nałóg. Dla mnie otyłość to nie kwestia urody, a
                                zdrowia. Ja osobiście z człowiekiem otyłym, który nie chce tego
                                zmienić, nie chciałabym być, bo nie rozumiem, jak można nie chcieć
                                wyjść z de facto choroby. Rozumiem, że to niełatwe, drażliwe,
                                rozumiem, że lekka nadwaga jest zupełnie nieszkodliwa, ale mówiąc o
                                zmianach nie tyle kosmetycznych, co kluczowych dla zdrowia... Cóż,
                                ja osobiście mam w głowie pewien styl życia, jaki chcę prowadzić i
                                pewne rzeczy, które chcę móc z moim chłopakiem robić i otyłość by
                                nam przeszkodziła.

                                Ergo, nie widzę nic dziwnego w tym, że miłość jednak nie akceptuje
                                chorób, a za taką mam otyłość. Zwalcza je. Mam na myśli choroby,
                                które można zwalczyć.
                                • pierwszalitera Re: Hmmm... 06.01.10, 00:08
                                  masza.s napisała:

                                  Ja osobiście z człowiekiem otyłym, który nie chce tego
                                  > zmienić, nie chciałabym być, bo nie rozumiem, jak można nie chcieć
                                  > wyjść z de facto choroby. Rozumiem, że to niełatwe, drażliwe,
                                  > rozumiem, że lekka nadwaga jest zupełnie nieszkodliwa, ale mówiąc o
                                  > zmianach nie tyle kosmetycznych, co kluczowych dla zdrowia... Cóż,
                                  > ja osobiście mam w głowie pewien styl życia, jaki chcę prowadzić i
                                  > pewne rzeczy, które chcę móc z moim chłopakiem robić i otyłość by
                                  > nam przeszkodziła.
                                  >
                                  > Ergo, nie widzę nic dziwnego w tym, że miłość jednak nie akceptuje
                                  > chorób, a za taką mam otyłość. Zwalcza je. Mam na myśli choroby,
                                  > które można zwalczyć.

                                  Rozumiem, że masz w swoim młodziutkim wieku zaplanowane już całe życie, wiesz doskonale, jak wygląda partnerstwo, ile kto, dla kogo ma robić, czego powinno się chcieć i ile powinna znosić miłość, którą naturalnie zawsze rozsądnie sterujesz według wcześniej obranego wzoru, ale zmienić kogoś możesz tylko, gdy będzie tego sam chciał. Perfekcjonistyczne wyobrażenia są też niezdrowe.
                                  • klymenystra Re: Hmmm... 06.01.10, 13:46
                                    Otoz to.

                                    Pamietam, jak moj byly "dla mojego dobra" zachecal mnie, zebym schudla, bo taka
                                    malo jedrna skora to nieatrakcyjna jest.... Wazylam 61 kilo, fakt, nie
                                    odzywialam sie super zdrowo i nie tanczylam jeszcze wtedy, mialby racje
                                    zachecajac mnie do sportu i zdrowego jedzenia, ale nie takimi argumentami i nie
                                    w ten sposob. Chcial mojego dobra! Chcial, zebym byla sliczna, zdrowa i
                                    wysportowana. Ze ja go wtedy w tylek nie kopnelam...

                                    Moj obecny dluzszy czas zmagal sie z lekka nadwaga, ktora wydawala sie wieksza
                                    przy jego niskim wzroscie. Ja nie poruszalam tego tematu, nie czulam sie
                                    uprawniona, chyba ze on mowil, ze chce schudnac - wtedy mowilam, co ewentualnie
                                    moze zrobic. Jak juz zaczal sie zdrowo odzywiac, chodzic na basen i cwiczyc to
                                    go wspieralam, dopingowalam i chwalilam - ale gdyby sie nie zdecydowal, to nie
                                    mam nic do gadania, poza ewentualnie delikatnymi sugestiami o zmianie stylu
                                    zycia, gdyby wyniki badan byly nie takie i gdyby CHCIAL O TYM ROZMAWIAC.
                                    Nawet w najlepszym zwiazku sa granice, ktorych nie wolno przekraczac.

                                    Aha Maszo - nie wiem, jaki styl zycia chcesz prowadzic, ale sa rozne choroby,
                                    ktore sie leczy sterydami czy hormonami - nolens volens przybierasz na wadze.
                                    Ewentualnie Twoj partner. I co wtedy z wymarzonym stylem zycia, w ktorym
                                    przeszkodzi otylosc? Nie buduj sobie takich konstruktow, bo jak sie te
                                    konstrukty sypia, to mozna sie juz nie pozbierac...
                                    • pierwszalitera Re: Hmmm... 06.01.10, 14:07
                                      klymenystra napisała:

                                      > Aha Maszo - nie wiem, jaki styl zycia chcesz prowadzic, ale sa rozne choroby,
                                      > ktore sie leczy sterydami czy hormonami - nolens volens przybierasz na wadze.
                                      > Ewentualnie Twoj partner. I co wtedy z wymarzonym stylem zycia, w ktorym
                                      > przeszkodzi otylosc?

                                      Poza tym utyć można też ot tak, bez żadnych świadomych decyzji. Czasem, ktoś szczupły w młodszym wieku nawet nie zdaje sobie sprawy, że malutkie błędy w stylu życia i odżywiania sumują się, i mogą przynieść w przyszłości nieprzyjemne konsekwencje. Jeżeli dochodzi do tego genetyczna predyspozacja do tycia i/albo jakieś wydarzenie, na przykład ciąża, albo inny stres życiowy, to mamy nagle wagę, która nam się wcześniej nie śniła. Życie nie jest takie przewidywalne, jak się Maszy wydaje, często mamy inne priorytety, albo musimy robić kompromisy. A potem schudnąć wcale nie jest tak łatwo i to nie zawsze sprawa dyscypliny. Już niejedną kobietę doprowadzały do rozpaczy komentarze partnera: "A może byś tak kochanie dla zdrowia schudła parę kilo?". Wspaniała baza dla miłości?
                                    • masza.s Re: Hmmm... 06.01.10, 18:14
                                      Co innego nakłanianie osoby otyłej do zrzucenia zbędnych kilogramów,
                                      co innego nakłanianie osoby w dobrej wadze/lekkiej nadwadze, co ma
                                      być umotywowane estetycznie. Poza tym wcale nie mówię, żeby zabierać
                                      się w stylu słonia w składzie porcelany. Trzeba być delikatnym, bo
                                      osoby z takim problemem są na pewno na tym punkcie absolutnie
                                      przewrażliwione i trzeba dawać sygnały, iż motywacją nie jest "ale
                                      jesteś brzydka, jak nie schudniesz, znajdę sobie nową", ale
                                      FAKTYCZNA troska o czyjeś zdrowie, bo za otyłością idzie wiele
                                      zagrożeń.

                                      I ja sądzę, że to jest granica, którą można przekroczyć. Gdyby mój
                                      chłopak miał np. problem z piciem, oczywiście, że bym zareagowała.
                                      Właściwie to mój przyjaciel ma ten problem, chociaż nie do końca
                                      zdaje sobie sprawę z zagrożeń. I rozmawiamy o tym, i włażę mu z
                                      butami w jego życie, bo dla mnie na tym przyjaźń i miłość polegają.
                                      Dlaczego z paleniem, piciem, anoreksją, bulimią i innymi ED można
                                      się wtrącić, a z otyłością nie?

                                      Jasne, że dorosłej osobie nie można pomóc na siłę, ale ja bym w
                                      wielu przypadkach nakłaniała, rozmawiała etc.

                                      I we wpisie wyżej mówiłam o "chorobie, którą można zwalczyć", jeżeli
                                      więc otyłość wynikła ze sterydów jest zupełnie nie do kontrolowania,
                                      to mówi się trudno. Ale jeżeli można przeciw temu walczyć, to ja,
                                      gdybym była otyła bądź ktoś z bliskich miałby ten problem,
                                      chciałabym jednak, aby walczył, byłoby dla mnie niezrozumiałe, gdyby
                                      nie chciał być zdrowy. Mogę być z osobą, która chce się wyleczyć,
                                      ale bycie z osobą, która zdaje sobie sprawę, ale NIE CHCE byłoby dla
                                      mnie niezmiernie trudne i pewnie w ogóle bym się na to nie
                                      zdecydowała.

                                      Nie rozumiem tylko, dlaczego uważacie, że związek oznacza akceptację
                                      wszystkiego. Dla mnie nie oznacza. Dla Ciebie klymenstryno
                                      nieakceptowalne są takie uwagi w związku, dla mnie nieakceptowalny
                                      jest brak reakcji i Twój model relacji. Nie narzucam Ci mojego - po
                                      prostu mój nie wynika z przeświadczenia "grubasy są obleśne, fuuuu",
                                      zupełnie, ale z tego, że warto być zdrowym i dbać o zdrowie.
                                      • klymenystra Re: Hmmm... 06.01.10, 18:34
                                        Maszo, Ty chyba sobie nie bardzo zdajesz sprawe, ze wtracanie sie NIC NIE
                                        ZMIENI. Mozna gadac i gadac, poczytaj, co pisalam o moim tacie. Moj byly mial
                                        matke alkoholiczke. No i co z tego, ze przekonywal do terapii, jego ojciec, brat
                                        i siostra tez - nic to nie daje. Zrozum, ze nie jestes demiurgiem, czlowiek sie
                                        zmieni tylko jesli sam tego chce. Dlatego wlasnie jesli narkoman czy alkoholik
                                        nie lecza sie - to sie nie zostaje z nimi w zwiazku, tylko sie odchodzi - dla
                                        wlasnego zdrowia psychicznego, zeby nie popasc we wspoluzaleznienie. Jesli
                                        jestes z kims otylym, przeszkadza Ci, ze ta osoba nie ma najmniejszej ochoty
                                        sluchac o tym, co jest dla niej lepsze, to najrozsadniejszym wyjsciem jest
                                        rozstanie, to chyba logiczne.

                                        Zreszta, nie bardzo to widze: myslisz, ze argument o tym, ze ktos powienien
                                        schudnac, bo to kwestia jego zdrowa jest bardziej przekonujacy niz argument, ze
                                        ma brzydka skore czy zle wyglada? Na jakiej podstawie sadzisz, ze udaloby Ci sie
                                        przekonac kogos do schudniecia?
                                      • bebe.lapin Re: Hmmm... 06.01.10, 18:54
                                        Abstrahujac od wszystkiego, czy Ty maszo naprawde myslisz, ze zycie osob
                                        grubszych (niewazne, czy otylych, czy "tylko z nadwaga" albo na takie
                                        wygladajacych)jest tak uslane rozami, ze nie chca one same walczyc ze swoja
                                        waga? Jesli nie masz z tym problemow, to swietnie, ale wybacz, nie wiesz o czym
                                        mowisz i jestes w sumie dosc niedelikatna w swoim uporze zbawiania swiata. Gdyby
                                        schudniecie i dostosowywanie sie do katalogowych wymyslow bylo takie proste to
                                        myslisz, ze spotykalabys choc jedna osobe niepasujaca do "standardow"? Przeciez
                                        kazdy chce miec w zyciu latwiej, byc lubianym, szanowanym czy docenianym, a
                                        kilogramy czesto skutecznie to uniemozliwiaja.
                                        • masza.s Re: Hmmm... 06.01.10, 19:24
                                          Oczywiście, że nie jest! Dlatego zasługują na wsparcie, zwłaszcza od
                                          osób bliskich. Czytałaś historie nadesłane przez Julkę? Gdyby dane
                                          osoby miały prawidłowe wsparcie, prawdopodobnie a) nie wpadły w
                                          takie kompleksy b) nie wpadły w machinę - zajadam moje kompleksy c)
                                          gdyby chciały, łatwiej byłoby im stracić zbędne kg, nie mówię, żeby
                                          dojść do rozmiaru 36, ale była tam dziewczyna, która napisała, że
                                          ważyła 100ileś kg.
                                          Ja zaledwie mówię o tym, że zwrócenie komuś uwagi ( to źle brzmi,
                                          ale chodzi o miłe namowy, doping etc) w kwestii zrzucenia
                                          kilogramów, jak się jest otyłym nie musi być wynikiem braku
                                          akceptacji, braku miłości, ale dbania o drugą osobę. I NIE MAM NA
                                          MYŚLI PSYCHOLI SPOD ZNAKU WSPOMNIANEGO 'SŁONIA', bo ci się do
                                          niczego już nie nadają. :/

                                          No i osobiście, dla mnie kilogramy nie mają znaczenia, czy kogoś
                                          lubię, szanuję czy doceniam. Moja ciotka miała kiedyś otyłego
                                          chłopaka, który był bardzo fajny. I chociaż osobiście uważam, że
                                          warto by było, gdyby walczył z otyłością nigdy nie dałam mu tego
                                          odczuć i nigdy nie wpłynęło to na to, że był świetnym facetem. I
                                          zgodzę się, że z takimi uprzedzeniami i brakiem akceptacji w życiu
                                          społecznym należy walczyć.
                                          • bebe.lapin Re: Hmmm... 06.01.10, 19:31
                                            Wiesz co, dyskusja z Toba nie ma wiekszego sensu, w ogole nie przyjmujesz tego,
                                            co sie do ciebie mowi (pisze).

                                            Historie przeczytalam, choc wcale nie musialam, bo czesciowo znam je z autopsji,
                                            choc przez wiekszosc zycia "az tak" gruba nie bylam.

                                            Jak jeszcz raz napiszesz tu cos o milych slowach i niezwracaniu przez Ciebie
                                            uwagi na tusze tych otylych nieszczesnikow (ach, jaka jestes wspanialomyslna),
                                            to wysmaze takiego posta, ze mnie zbanuja z forum na zawsze, ale przynajmniej
                                            dam upust emocjom, ktore we mnie budza Twoje wypowiedzi.
                                      • jul-kaa Re: Hmmm... 06.01.10, 19:01
                                        masza.s napisała:

                                        > Poza tym wcale nie mówię, żeby zabierać
                                        > się w stylu słonia w składzie porcelany. Trzeba być delikatnym, bo
                                        > osoby z takim problemem są na pewno na tym punkcie absolutnie
                                        > przewrażliwione i trzeba dawać sygnały, iż motywacją nie jest "ale
                                        > jesteś brzydka, jak nie schudniesz, znajdę sobie nową", ale
                                        > FAKTYCZNA troska o czyjeś zdrowie, bo za otyłością idzie wiele
                                        > zagrożeń.

                                        Skąd pomysł, że "osoby z takim problemem są na pewno na tym punkcie absolutnie
                                        przewrażliwione"? To też jakiś mit, ostatnio coraz więcej ich powtarzasz.
                                        Poza tym nie rozumiem Twojego podejścia - Twoim zdaniem dorosły otyły człowiek
                                        własnego mózgu nie posiada? Sam nie umie podjąć decyzji dotyczącej swojego
                                        zdrowia? Bo jeśli Ty tak koniecznie chcesz go uświadamiać i nawracać na jedynie
                                        słuszną drogę postępowania, to chyba znaczy, że w jego kompetencje umysłowe
                                        wątpisz.
                                        Otyłość sama w sobie nie jest chorobą. Może być jedynie przyczyną lub skutkiem
                                        choroby/chorób. Tym różni się od pozostałych wymienionych przez Ciebie problemów.
                                        ---
                                        Jak czytam kolejne Twoje wypowiedzi w różnych wątkach, to coraz bardziej kojarzą
                                        mi się one z pewnym rodzajem ślepego dogmatyzmu. Na każdy temat masz swoje
                                        zdanie, co jest oczywiście pewną wartością. Twoje poglądy są jednak zbyt
                                        sztywne, nawet jak na osobę bardzo młodą. Mam nadzieję, że to tylko szczenięca
                                        naiwność, a nie rys charakteru.
                                        Mnie też się "wydawało" wiele rzeczy kiedy byłam nastolatką. Wierzyłam w to, ze
                                        moje życie będzie wyglądać dokładnie tak, jak (wtedy) chciałam. Moja wiara nie
                                        była jednak nawet wtedy tak fanatyczna i bezkompromisowa.
                                        Ciekawa jestem, czy wyrośniesz, dojrzejesz i zrozumiesz, że świat nie jest
                                        czarno-biały, a Ty nie jesteś w stanie kręcić sterem, nawet jeśli to "tylko"
                                        ster Twojego własnego życia.
                                        • masza.s Re: Hmmm... 06.01.10, 19:20
                                          Wywnioskowałam to chociażby ze strony, do której podałaś linka. I
                                          opowieści o otoczeniu. Wolę założyć, że osoba otyła jest
                                          przewrażliwiona. W ogóle lepiej zakładać, że dana osoba jest na
                                          punkcie, który chcemy np. poruszyć w relacji przewrażliwiona, żeby
                                          nie wyjść radośnie bezlitosnym.

                                          Napisałaś, że kiedy byłaś wychudzona, to spotykałaś się z
                                          komentarzami związanymi z troską, które przeszkadzały Ci znacznie
                                          bardziej, niż te, z którymi spotykasz się obecnie, tzn. z
                                          obrzydzeniem. Ja się zaś zastanawiam, dlaczego tak łatwo zakładamy,
                                          że komentarze związane z niedowagą są pełne troski a te z nadwagą
                                          pełne obrzydzenia, skoro troska o otyłość partnera/dorosłego
                                          dziecka/rodzica nie musi być wyrazem obrzydzenia. Nie mam na myśli
                                          patologicznych sytuacji związanych z nazywaniem żony "słoniem", jak
                                          w jednej zalinkowanej przez Ciebie historii.

                                          Dalej pisałam o moim osobistym podejściu, nie sądzę, żeby było
                                          okrutne/rzadkie etc. Dla mnie zdrowie jest ważnym elementem życia i
                                          ja osobiście nie widzę się w związku, gdzie jedna osoba o to zdrowie
                                          nie dba i dla mnie ewentualne uwagi, dopingowanie etc nie muszą być
                                          związane z brakiem akceptacji, ale właśnie z troską.

                                          Jeśli ktoś jest otyły, świadomy tego, świadomy konsekwencji i nie
                                          chce się zmieniać - nic mi do tego. Mogę tego nie rozumieć, ale
                                          naprawdę oby jak najwięcej radosnych, szczęśliwych ludzi. Niech
                                          ubiera, co chce, niech zakłada kostiumy kąpielowe, z mojej strony
                                          żadnego obrzydzenia, uwag czy chamskich komentarzy nie będzie.

                                          I nie koniecznie, nie każdego, ale bliską mi osobę. Nie wierzę, że
                                          wszystko jest wynikiem własnej silnej woli i osoba borykająca się z
                                          danym problemem potrzebuje często wsparcia, a wsparcie lepiej
                                          dostawać od bliskich niż od obcych ludzi.

                                          Nie sądzę, aby moje poglądy były "sztywne". Są surowe w niektórych
                                          kwestiach. Ale waga, czyiś styl życia do nich nie należy. Ja nie
                                          mówię "niech otyli się odchudzają", ja mówię o hipotetycznej
                                          relacji/ew. własnych przemyśleniach.

                                          • bebe.lapin Re: Hmmm... 06.01.10, 19:26
                                            Ja nie
                                            > mówię "niech otyli się odchudzają", ja mówię o hipotetycznej
                                            > relacji/ew. własnych przemyśleniach.
                                            Właśnie, ze mówisz, i jeszcze na dodatek ubierasz to w plaszczyk troski i
                                            dobrego serca, a ton wyższości, jaki przy tym przybierasz, jest nie do
                                            zniesienia. Trochę pokory wobec życia i innych, dziewczyno.
                                            • masza.s Re: Hmmm... 06.01.10, 19:31
                                              Nie no, to jest absurdalne. Po raz kolejny sugerujesz mi, że mówię
                                              coś, czego WCALE NIE TWIERDZĘ. Nie obchodzi mnie, czy osoba X. się
                                              odchudza czy nie, nie obchodzi mnie też specjalnie jej życie, obchodzi
                                              mnie życie moje i moich bliskich ( o takiej sytuacji mówiłam),
                                              teoretyczne rozważanie i sprawy społeczne/publiczne.

                                              Ton wyższości? Naprawdę, absurd.
                                              • jul-kaa Re: Hmmm... 06.01.10, 19:40
                                                Maszo, wybacz, ale ja też mam wrażenie, ze wypowiadasz się z wyższością. Ponadto
                                                myślę, ze jesteś z siebie bardzo, bardzo zadowolona, że Twoje radykalne sądy
                                                powodują, ze czujesz się lepsza. Uważasz, ze masz solidny kręgosłup moralny, a
                                                Twoje poglądy są jedynie słuszne.

                                                Jeśli tak nie jest, to spróbuj zmienić ton wypowiedzi, bo ewidentnie wysyłasz
                                                takie sygnały.
                                          • jul-kaa Re: Hmmm... 06.01.10, 19:32
                                            masza.s napisała:

                                            > Napisałaś, że kiedy byłaś wychudzona, to spotykałaś się z
                                            > komentarzami związanymi z troską, które przeszkadzały Ci znacznie
                                            > bardziej, niż te, z którymi spotykasz się obecnie, tzn. z
                                            > obrzydzeniem.

                                            Oj, nie doczytałaś/nie zrozumiałaś. napisałam:
                                            "I stanowczo WOLAŁAM ówczesne komentarze związane jednak z troską (nawet jeśli
                                            nie była ona potrzebna) niż obecne związane z obrzydzeniem (choć przyznam, że
                                            mnie przydarzają się one na szczęście w miarę rzadko)."

                                            > Ja się zaś zastanawiam, dlaczego tak łatwo zakładamy,
                                            > że komentarze związane z niedowagą są pełne troski a te z nadwagą
                                            > pełne obrzydzenia, skoro troska o otyłość partnera/dorosłego
                                            > dziecka/rodzica nie musi być wyrazem obrzydzenia.

                                            Myślę, że to założenie wynika z charakteru wypowiedzi:
                                            "zjedz jeszcze trochę, kiepsko wyglądasz, może jesteś chora, jak się czujesz?"
                                            "może już przestaniesz jeść, jak można tak wyglądać, nie obżeraj się tak!"

                                            > Nie sądzę, aby moje poglądy były "sztywne". Są surowe w niektórych
                                            > kwestiach.

                                            Oczywiście, ze tak nie sądzisz. Kto o sztywnych poglądach ma je za takie...?
                                            • masza.s Re: Hmmm... 06.01.10, 19:39
                                              Doczytałam, źle napisałam, powinno być "przeszkadzały Ci znacznie
                                              mniej", co zresztą pasuje do części wypowiedzi.

                                              No dobra, a gdybyś usłyszała coś w rodzaju "znalazłam świetnego
                                              dietetyka, który pomógł K. /mi/komukolwiek. Jesteś dla mnie piękna,
                                              ale martwię się o Twoje zdrowie. Może spróbujemy coś z tym zrobić?
                                              Pomogę Ci i będę Cię wspierał/wspierała?" od bliskiej osoby? :) To
                                              byłoby coś innego niż takie paskudne komentarze.

                                • magdalaena1977 Re: Hmmm... 06.01.10, 00:56
                                  masza.s napisała:
                                  > Ergo, nie widzę nic dziwnego w tym, że miłość jednak nie akceptuje
                                  > chorób, a za taką mam otyłość. Zwalcza je. Mam na myśli choroby,
                                  > które można zwalczyć.
                                  Ale w tym rzecz, że zwalczanie otyłości nie jest takie proste jak schudnięcie 2
                                  kg "żeby kostium kąpielowy się nie opinał" dla zdrowej osoby o prawidłowej wadze.
                                  Mam wrażenie, że w Twoich wypowiedziach pobrzmiewa echo tych paskudnych
                                  przesądów, że "wystarczy przecież zrezygnować z deserów i jeść więcej warzyw" a
                                  "grubasy to takie leniuchy, którzy wolą siedzieć przed telewizorem i się obżerać".

                                  Mam też mieszane uczucia co do akceptowania czy nie choroby. Bo przecież nikt
                                  nie sugeruje, żebyśmy akceptowali zapalenie płuc, paraliż czy depresję.
                                  Ale jednocześnie jeśli taka choroba kogoś dotknie, to bliscy powinni go wspierać
                                  i akceptować mimo choroby. Także modyfikując wspólny styl życia, jeśli pewne
                                  rozrywki stały się dla chorego niedostępne. Tego oczekiwałabym od mojego męża i
                                  na to byłabym gotowa dla niego.
                                  • masza.s Re: Hmmm... 06.01.10, 18:22
                                    Nie twierdzę, że to łatwe. Ale uważasz, że w związku nie powinno się
                                    dbać o zdrowie drugiej osoby? Dlaczego uwaga o tym, że otyłość warto
                                    zrzucić, dopingowanie danej osoby w tym miałoby być dowodem "braku
                                    akceptacji"? Otyłość nie zawsze wynika ze złego stylu życia, ale nie
                                    da się ukrywać, że ten prowadzi do otyłości - przykład Stanów
                                    Zjednoczonych, gdzie obiady w stołówkach szkół potrafią naprawdę
                                    przyprawiać o mdłości, są tak niezdrowe. Czy kochając kogoś musimy
                                    akceptować jego złe nawyki, prowadzące np. do otyłości, czy nie
                                    możemy chcieć, żeby się zmienił?

                                    Poza tym co np. z otyłymi dziećmi? Dla mnie to przykład zaniedbania
                                    ze strony rodziców. Powinno się interweniować? Zwracać uwagę takim
                                    rodzicom? Przecież oni "kochają i akceptują" swoje dzieci, więc co w
                                    tym złego? Feedersi twierdzili, że akceptują swoje partnerki, a to,
                                    co z nimi robili było po prostu straszne. Dla mnie akceptacja nie
                                    polega na przyzwalaniu na to, by osoba rujnowała sobie zdrowie, ale
                                    na reakcji. Delikatnej, miłej, wspierającej, ale jednak reakcji. Nie
                                    tylko w przypadku otyłości, ale też innych problemów. Tak samo z
                                    przyjaźnią. Kocham moje przyjaciółki za to, że potrafią być ze mną
                                    szczere, że powiedzą mi, że grubo czy niekorzystnie w czymś wyglądam
                                    etc.
                                    • klymenystra Re: Hmmm... 06.01.10, 18:36
                                      Maszo, jesli chcesz, zeby partner sie zmienil, to lepiej go zostaw. Nie ma
                                      roznicy moim zdaniem miedzy "chce, zebys schudnal dla Twojego zdrowia" i "chce,
                                      zebys schudla, bo masz gruby tylek". Albo sie kogos kocha jakim jest, albo sie
                                      go zostawia.
                                      Standardowy tekst "bo ja myslalam, ze on sie zmieni" jest Ci chyba znany prawda?
                                      • masza.s Re: Hmmm... 06.01.10, 18:45
                                        Oczywiście, że tak. Dlatego, jak napisałam wcześniej, nigdy nie
                                        zdecydowałabym się na związek z osobą o innych przekonaniach niż
                                        moje, prowadzącej skrajnie inny styl życia i tak dalej. Mówimy o
                                        sytuacji, gdzie partner zmienia się w trakcie i problemy przychodzą
                                        W TRAKCIE trwania związku. Z małżeństwa odejść już nie tak prosto
                                        jak po prostu się nie wiązać i jest to dla ludzi trudne, więc wolą (
                                        moim zdaniem słusznie) powalczyć o siebie nawzajem.
                                        Poza tym po to jest też bliski człowiek, by w razie czego
                                        powstrzymać w trakcie. Otyłym, alkoholikiem etc nie staje się w
                                        jeden dzień. Więc moje przekonanie to zdecydowanie nie jest "bo ja
                                        myślałam, że on się zmieni", nie jestem pod tym względem naiwna.

                                        Moim zdaniem różnica jest znaczna i jest nią motywacja. Dwie osoby
                                        budujące rodzinę przestają być aż tak niezależne, są gotowe także na
                                        to, że druga osoba się o nie troszczy etc.
                                        • pierwszalitera Re: Hmmm... 06.01.10, 19:16
                                          masza.s napisała:

                                          > Moim zdaniem różnica jest znaczna i jest nią motywacja. Dwie osoby
                                          > budujące rodzinę przestają być aż tak niezależne, są gotowe także na
                                          > to, że druga osoba się o nie troszczy etc.

                                          Czasem aż kusi, by napisać złośliwie "szczęść Boże na drogę", bo z twoich słów wyłazi ogromna naiwność i spora doza nadgorliwości, która w związku może nawet włazić na nerwy. Załóżmy, że twoja motywacja zawsze zostanie taka silna i niezachwiana, ale skąd taka pewność, że drugiej stronie kiedyś się nie odwidzi, albo zechce pójść w odmiennym od twego kierunku? Bo ludzie zmieniają swoje poglądy, inne rzeczy zaczynają być kiedyś ważne i nie zawsze ta przemiana dotyczy obu partnerów jednocześnie. Wtedy twoja troska, względem dla ciebie przecież jasnej od początku sprawy, może być zrozumiana jako zamach na osobistą wolność wyboru i wysoce niepożądana. Prawdę mówiąc, ja wcale nie chciałabym być też z kimś, kto mnie niczym już w życiu nie zaskoczy. ;-)
                                          • masza.s Re: Hmmm... 06.01.10, 19:34
                                            No to sobie pójdzie, przecież siłą nie zatrzymam. Liczę na to, że
                                            jak kiedyś mój partner uzna, że urządzam zamach na wolność wyboru,
                                            to mi o tym powie. Liczę też, że jak zmieni poglądy to mnie o tym
                                            poinformuję, tak jak ja poinformuję jego. Jak będzie miał nagle
                                            nowe, zaskakujące plany - to samo.

                                            I przecież nie chcę wiązać z kimś, kto ma nie podobnego podejścia.

                                            A silny wspólny fundament nie oznacza, że nie można się wzajemnie
                                            zaskakiwać. Pewnych niespodzianek jednak ludzie chcą w życiu unikać.
                                            • pierwszalitera Re: Hmmm... 06.01.10, 21:02
                                              masza.s napisała


                                              > A silny wspólny fundament nie oznacza, że nie można się wzajemnie
                                              > zaskakiwać. Pewnych niespodzianek jednak ludzie chcą w życiu unikać.

                                              Gdyby napisała to dojrzała kobieta z wieloletnim pożyciem małżeńskiem, to bym jej pogratulowała. Nie zasłużyłaś jednak jeszcze na to. O budowaniu fundamentu nie masz bowiem jeszcze pojęcia, a tym bardziej o niespodziankach życiowych. O ile sobie przypominam, nieudany związek twoich rodziców nie może służyć jako wzór do naśladowania, więc wszystko, co masz w głowie to ideały i iluzje. Może ci się uda, ale najprawdopodobniej za kilka lat mocno się rozczarujesz, bo strzelasz ze wszystkim za wysoko.
                                    • klymenystra Re: Hmmm... 06.01.10, 18:37
                                      Otyle dzieci to inna kwestia (pomijajac takie, ktore sa otyle w wyniku lekow) -
                                      my rozmwaiamy o doroslych osobach, obdarzonych wolna wola i rozumem.
                                • heliamphora Re: Hmmm... 06.01.10, 11:23
                                  > jeżeli osoba popada w otyłość, to należy ją z
                                  > tego ratować i pomagać jej tak samo, jak gdyby popadała w ED,
                                  > alkoholizm czy nałóg.

                                  Poczytalnych dorosłych nie można, zresztą i tak się za bardzo nie da, ratować
                                  wbrew ich woli.

                                  > Ja osobiście z człowiekiem otyłym, który nie chce tego
                                  > zmienić, nie chciałabym być, bo nie rozumiem, jak można nie chcieć
                                  > wyjść z de facto choroby.

                                  Z bardzo wielu różnych powodów ludzie mogą chcieć lub nie chcieć bardzo wielu
                                  różnych rzeczy. Nazywanie tych rzeczy, z pozycji zewnętrznego obserwatora,
                                  chorobami lub innymi dysfunkcjami, jest oczywiście dozwolone i zazwyczaj mieści
                                  się w granicach wolności słowa. Warto jednak pamiętać, że to, co gdyby miało
                                  mnie dotyczyć, dla mnie byłoby znakiem, że ze mną dzieje się coś wybitnie
                                  niezdrowego (np. tatuaż, noszenie burki, poligamiczne małżeństwo), dla innej
                                  osoby może być czymś zupełnie innym - np. naturalnym lub nie przeszkadzającym
                                  jej lub atrakcyjnym. O ile nie wkracza to w prywatność innych osób i nie narusza
                                  ich praw, niech sobie ludzie żyją jak chcą. Nie uszczęśliwiajmy nikogo na siłę
                                  naszą wizją ich dobra.
                                  • magdalaena1977 Re: Hmmm... 06.01.10, 20:15
                                    heliamphora napisała:

                                    > Poczytalnych dorosłych nie można, zresztą i tak się za bardzo
                                    > nie da, ratować wbrew ich woli.
                                    A już na pewno nie da się ich zmuszać 24/7.
                                    Bo owszem można wywrzeć presję na członka rodziny, który narzeka na bolący ząb,
                                    żeby wreszcie poszedł do dentysty. On idzie, dentysta boruje i delikwenta nie
                                    boli. Czasem nawet jest wdzięczny za tego kopa.

                                    Ale odchudzanie (rozumiane jako trwałe ograniczanie jedzenia i zwiększanie
                                    ruchu) tak jak np. niepicie alkoholu przez alkoholika wymaga ciągłej
                                    determinacji. I nie da się tego zrobić bez głębokiej wewnętrznej motywacji osoby
                                    odchudzającej się.

                                    Nie wiem już która z Was to napisała, ale potwierdzę, że zasadniczo każdy grubas
                                    chciałby schudnąć. Kto nie chciałby pasować do społecznych norm estetycznych,
                                    kupować ubrań w popularnych rozmiarach itp. ?
                                    Ale cena poprawnej wagi nie jest taka sama dla każdego. I dla niektórych osób
                                    zysk w postaci schudnięcia może być zbyt mały wobec ceny, którą przyjdzie im
                                    zapłacić. Np. nie każdy jest gotowy na trwałe wykluczenie z diety wszystkich
                                    potraw, które lubi czy na rezygnację z czasu wolnego na rzecz ćwiczeń.
                                    • jul-kaa Re: Hmmm... 06.01.10, 20:44
                                      magdalaena1977 napisała:

                                      > Nie wiem już która z Was to napisała, ale potwierdzę, że zasadniczo każdy gruba
                                      > s
                                      > chciałby schudnąć.

                                      Ja bym to inaczej ujęła - zasadniczo każdy grubas (a może jednak większość...?)
                                      chciałby nie być grubasem. Chudnięcie to wielki, ogromny wręcz wysiłek, nie
                                      każdego na niego stać, ale żeby tak magiczna różdżka... :))
                            • fanka_tomcia Re: Hmmm... 06.01.10, 00:12
                              no fajnie, ale ja np chciałabym, żeby moje potencjalne dzieci miały zdrowego
                              ojca, bez podwyższonego ryzyka np zawału czy choroby wieńcowej :/ (już pomijając
                              fakt, że sama chciałabym mieć zdrowego faceta)
                              • fanka_tomcia Re: Hmmm... 06.01.10, 00:16
                                to nie chodzi może konkretnie o otyłość, ale pewne zaniedbania co do stanu
                                zdrowia. jeśli kogoś się kocha, to też nie można powiedzieć "a rób sobie co
                                chcesz, mnie to nie obchodzi, nawet jak ryzykujesz zdrowiem" :/
                                • the_mariska Re: Hmmm... 06.01.10, 01:30
                                  fanka_tomcia napisała:
                                  > to nie chodzi może konkretnie o otyłość, ale pewne zaniedbania co do stanu
                                  > zdrowia. jeśli kogoś się kocha, to też nie można powiedzieć "a rób sobie co
                                  > chcesz, mnie to nie obchodzi, nawet jak ryzykujesz zdrowiem" :/

                                  Jako palaczka ośmielę się nie zgodzić. Tak, wiem, że to niezdrowe, tak, znam
                                  miliardy potencjalnych konsekwencji, tak, lubię palić i z facetem, który uparłby
                                  się, żeby mnie oduczyć palenia zbyt długo bym nie wytrzymała. MMŻ nie pali,
                                  papierosów nie lubi i tego nie ukrywa, ale nie naciska na mnie w żaden sposób -
                                  dzięki temu całkiem naturalnie ograniczam palenie kiedy jestem przy nim. Przy
                                  rodzinie też praktycznie nie palę, bo wiem, że brat ma uczulenie na któryś ze
                                  składników dymu. Za to osoby, które po raz pięćsetny tłumaczą jakie to
                                  szkodliwe, i nakłaniające do rzucenia tylko mnie irytują. A jak powszechnie
                                  wiadomo, na nerwy najlepszy jest dymek z papierosa ;)
                                  • fanka_tomcia Re: Hmmm... 06.01.10, 02:14
                                    ;))) taaaa ;)))
                                    na palacza nic nie działa, jak nie chce rzucić palenia, taka jest brutalna prawda xD
                                    palacze znajdą 1000 powodów "dlaczego nie" ;)
                                    ale szczerze, to dopóki sobie "chodzimy" to ok, ale powiedzmy że zachodzę w
                                    ciążę (odpukać) i co wtedy? nie chodzi tylko o palenie, o inne zaniedbania
                                    mogące skutkować chorobą również. Jako przyszła matka miałabym pokornie godzić
                                    się na sytuację, kiedy ojciec mojego dziecka rujnuje sobie zdrowie, być może
                                    zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci? O____o bo "zmuszanie" drugiej osoby jest
                                    be? szkoda że niektórych nie da się zmusić np do cytologii, usg, mammografii,
                                    nawet głupich badań krwi, może to zamach na wolność w związku, ale może uratować
                                    życie :/
                                    • klymenystra Re: Hmmm... 06.01.10, 13:50
                                      Dosyc totalitarne podejscie... "My wiemy, co jest dla was dobre, my wam
                                      pokazemy, jak zyc!". Zycie kazdego i to, jak sie wywiaze ze swoich obowiazkow
                                      (np. ojca) to jego broszka.
                                      • po.prrostu oj 06.01.10, 19:49
                                        o, z tym przykładem się nie zgodzę. To, jak ktoś się wywiązuje z obowiązków
                                        ojca, dotyka przede wszystkim dzieci.
                                      • fanka_tomcia Re: Hmmm... 06.01.10, 22:56
                                        "Zycie kazdego i to, jak sie wywiaze ze swoich obowiazkow
                                        (np. ojca) to jego broszka."
                                        no ekhem, ale to też będą moje dzieci ;) dla mnie związek dwojga ludzi przynosi
                                        ze sobą obowiązki i odpowiedzialność za drugą osobę, zwłaszcza jeśli na świecie
                                        są dzieci, to ludzie powinni przede wszystkim być odpowiedzialni za dzieci i
                                        patrzeć na swoje zdrowie także w ich kontekście.
                                        to nie jest totalitarne podejście, są obiektywne przypadki. jeśli członek
                                        rodziny zaniedba objawy u drugiej osoby, zlekceważy, to potem może sobie tylko
                                        pluć w brodę, że chociażby nie namawiał mamy/taty/brata/męża do przebadania się
                                        w jakimś tam kierunku.
                                        • klymenystra Re: Hmmm... 06.01.10, 23:56
                                          Namawiac mozna, ale nie zmuszac i czuc sie za kogos odpowiedzialnym. Jesli pan
                                          ojciec chleje i sie z obowiazkow nie wywiazuje, to sie pana ojca zostawia i
                                          wynosi z domu/wykopuje sie jego. Wychodze tez z zalozenia, ze czlowiek, ktory
                                          sie decyduje na dziecko, zmienia optyke - a jesli nie to sie na ojca nie nadaje,
                                          wiec patrz punkt pierwszy.
                                          • fanka_tomcia Re: Hmmm... 07.01.10, 00:06
                                            zależy jeszcze jak definiujemy zmuszanie ;) dla mnie zmuszaniem jest już
                                            dziamanie nad uchem, szantaż emocjonalny (taki jak często stosują matki ;) ). Bo
                                            fizycznie to raczej odpada O__o tak samo jak szantaż w stylu "jeśli mnie kochasz
                                            to rzucisz palenie, a jak nie, to cię rzucę" O__o w moim przypadku to nie
                                            wchodziło w rachubę, a przyznam, że radzono mi zastosować taki szantaż :/ na
                                            obecnym etapie związku palenie papierosów to nie koniec świata, zresztą nawet
                                            jako mężatka i dzieciata nie rozstawałabym się z takiego powodu ;) co innego
                                            alkoholizm połączony z zaniedbaniem obowiązków domowych, a nawet przemocą :/
                              • klymenystra Re: Hmmm... 06.01.10, 13:47
                                Ale przeciez nie zmusisz do niczego swojego partnera. Ty bys chciala, zeby on
                                Cie do czegos zmuszal wbrew Twej woli? Moj tata rzucil palenie, zaczal uprawiac
                                gimnastyke i codzienne spacerki, oraz odstawil niezdrowe tluszcze na korzysc
                                warzyw dopiero po zawale. Gadanie mojej matki nic wczesniej nie zmienialo. A po
                                zawale ona juz nie musiala sie odzywac, tata sam wiedzial, co zrobic.
                                • fanka_tomcia Re: Hmmm... 06.01.10, 23:02
                                  klyme ----> wiem, że go nie zmuszę ;) gdybym mogła, to już kilka lat temu by
                                  rzucił palenie, do tego moja mama paliła przez lata i wątpię, aby moje
                                  ograniczanie jej ("wyjdź z kuchni jak palisz, bo ja robię śniadanie" xD)
                                  przyniosło skutek, nie wiem co spowodowało rzucenie, ale raczej nie naciski ze
                                  strony domowników :P
                                  chociaż moim zdaniem wyrażanie swojej negatywnej opinii, trucie, jest dobre, bo
                                  pokazuje tej osobie że zależy nam na jej zdrowiu. no a przynajmniej egzekwujemy
                                  jakieś swoje prawa, np do niezadymionego pomieszczenia, z którego korzystają
                                  wszyscy domownicy.
                                  do tego jak coś nie pasuje, to lepiej o tym powiedzieć, niż np po ślubie czy
                                  wspólnym zamieszkaniu nagle zacząć toczyć boje o dym papierosowy, jak wcześniej
                                  się "cierpiało w milczeniu".
                                  chociaż jeśli bym zaszła w ciążę, to nie zamierzam tolerować palenia przy mnie i
                                  w tym samym lokalu w ogóle, a i jakbym planowała dziecko to wolałabym aby facet
                                  nie palił, bo podobno wtedy nasienie jest kiepskie ;)
                                  • klymenystra Re: Hmmm... 06.01.10, 23:59
                                    A z tym sie zgadzam. Tatus palil tylko na balkonie, mama tego bardzo pilnowala.
                                    Ale to troche inna kwestia, bo jego palenie powodowalo naruszenie jej wolnosci i
                                    naszej - jako dzieci - do powietrza wolnego od dymu. Co innego powiedziec, co
                                    nie pasuje w zachowaniu, co innego - w charakterze czlowieka. Oceniac i wplywac
                                    mozna na czyny - i czyny trzeba jednak oddzielic w jakis sposob od ich sprawcy.
                                    Mam nadzieje, ze nie zamotalam :)
              • masza.s Re: Hmmm... 05.01.10, 15:51
                Ja mam wrażenie, że to już obsesja. To przejmowanie się kompletnym
                prostactwem. Ja mam na myśli jednak środowisko ludzi kulturalnych,
                którzy nie chcą nikogo obrazić czy wyżywać, jednak "wypominanie"
                komuś nadmiernej chudości nie jest tak źle widziane jak coś takiego.

                No i ja mam w szkole koleżankę leczoną anorektyczkę, niby byłą i ona
                potrafi rzucić absolutnie okropne uwagi dotyczące wyglądu różnych
                ludzi, ale jeszcze nie zwariowałam, by brać zdanie osoby chorej na
                serio.

                Dla mnie to przykład i głupoty ( Kasia mogła uzyskać prawidłową
                wagę, gdyby jej rodzina i np. lekarz umiał dać jej odpowiednie
                wsparcie) i szczytu chamstwa, bo gdyby lekarz powiedział do mnie
                "pani wygląda jak świnia", to postarałabym się, by poniósł tego
                konsekwencje.
                • jul-kaa Re: Hmmm... 05.01.10, 16:04
                  masza.s napisała:
                  >
                  > Dla mnie to przykład i głupoty ( Kasia mogła uzyskać prawidłową
                  > wagę, gdyby jej rodzina i np. lekarz umiał dać jej odpowiednie
                  > wsparcie) i szczytu chamstwa, bo gdyby lekarz powiedział do mnie
                  > "pani wygląda jak świnia", to postarałabym się, by poniósł tego
                  > konsekwencje.

                  Po pierwsze nie wiemy, czy Kasia mogłaby uzyskać prawidłową wagę i czy tak
                  naprawdę to jest najważniejsze...

                  Po drugie - łatwo jest powiedzieć, że "postarałabym się, by poniósł tego
                  konsekwencje". zaraz wytłumaczę dlaczego - otóż moim zdaniem umysł osoby ZAWSZE
                  otyłej/z nadwagą zupełnie inaczej pracuje. Ja WIEM, ile jestem warta, wiem, że
                  nie zmieniło się moje wnętrze od czasu, kiedy przytyłam. Wiem, ze jestem
                  sympatyczna, inteligentna, oczytana, dowcipna. Ale WIEM to głównie dlatego, że
                  świat wielokrotnie dawał mi sygnały, że tak właśnie jest. Takie przekonanie nie
                  bierze się z powietrza. jesteśmy istotami społecznymi i tworzymy swoją samoocenę
                  w relacji z innymi. Teraz ludzie uśmiechają się do mnie rzadziej, nie nawiązuję
                  zbyt łatwo znajomości (a był czas, że wielu ludzi po prostu chciało ze mną
                  porozmawiać, tak o niczym, na przystanku, w kolejce). Wielu ludzi jest dla mnie
                  niemiłych, wiele spraw jest mi trudniej załatwić. Ale kiedy dojrzewałam i
                  tworzyła się moja tożsamość i samoocena, było inaczej i to sprawiło, że nie
                  jestem frustratką (a że nie jestem, to chyba widać :)))
                  Osoba otyła mogła nie mieć szansy, żeby się dowiedzieć, ile jest warta. Ludzie
                  ZAWSZE byli dla niej nieprzyjemni. Z czasem, jeszcze będąc dzieckiem, coraz
                  bardziej się najeżała, coraz bardziej nie lubiła świata. I tak się to nakręcało.
                  Teraz może mieć więc mniej śmiałości, moze nie wiedzieć, że lekarzowi nie wolno
                  się do niej tak zwrócić. Może być przekonana, ze należy jej się takie traktowanie...
                  • magdalaena1977 Re: Hmmm... 05.01.10, 19:50
                    jul-kaa napisała:

                    > Ja WIEM, ile jestem warta, wiem, że nie zmieniło się moje wnętrze
                    > od czasu, kiedy przytyłam. Wiem, ze jestem sympatyczna,
                    > inteligentna, oczytana, dowcipna. Ale WIEM to głównie dlatego,
                    > że świat wielokrotnie dawał mi sygnały, że tak właśnie jest.

                    Bardzo mądrze piszesz.

                    Mam 164 cm wzrostu, więc jestem raczej niższa niż wyższa. Ale w okresie
                    dojrzewania, jak miałam 10 - 12 lat byłam najwyższa albo druga w klasie i
                    wszyscy mnie za to chwalili. I dlatego wewnętrznie jestem przekonana, że mój
                    wzrost jest jak najbardziej ok. Ciuchy short z M&S kupuję z zachwytem, że
                    nareszcie nie trzeba skracać spodni, a nie z rozpaczą "och ja mutant, jaka
                    jestem niska, wszystko jest na mnie za długie, buuu ".

                    Ale zawsze byłam grubsza niż koleżanki i zawsze dostawałam od otoczenia
                    komunikaty, że powinnam schudnąć. I dlatego nadal nie akceptuję swojej wagi.
                    • beauty-gosiek Re: Hmmm... 06.01.10, 08:01
                      magdalaena1977 napisała:


                      > Ale zawsze byłam grubsza niż koleżanki i zawsze dostawałam od otoczenia
                      > komunikaty, że powinnam schudnąć. I dlatego nadal nie akceptuję swojej wagi.


                      Ja byłam grubsza od mojej koleżanki, ona jakieś 160 cm i 45 kilo, ja 170 i 60-65
                      kg, ona była filigranowa, ja mocnej budowy. Mama porównywała mnie zawsze do niej
                      i twierdziła że jestem za gruba. Do tej pory mam na punkcie swojej wagi
                      kompleksy i w głowie mam tylko jedno: szczuplejsze i filigranowe jest piękne, ja
                      jestem beee.
                      Dlatego były odchudzania, efekty jo-jo, a teraz tego bardzo żałuję, bo bardzo
                      chciałabym móc dziś ważyć te choćby 70 kilo a pewnie by tak było gdybym wtedy
                      siebie akceptowała..
                      • origami_21 Re: Hmmm... 07.01.10, 09:45
                        beauty-gosiek napisała:
                        > Ja byłam grubsza od mojej koleżanki, ona jakieś 160 cm i 45 kilo,
                        ja 170 i 60-6
                        > 5
                        > kg, ona była filigranowa, ja mocnej budowy. Mama porównywała mnie
                        zawsze do nie
                        > j
                        > i twierdziła że jestem za gruba.

                        Przerażające.

                        Ja zaczęłam intesywnie tyć w okresie dojrzewania, niemniej jednak
                        moja (całe życie szczupła i piękna) Matka, zawsze mi powtarzała, że
                        jestem śliczna, mądra i kochana. Jeżeli porównywała mnie z kimś
                        innym to zawsze na moją korzyść. Nadal jestem gruba, a właściwie
                        coraz grubsza, ale CZUJĘ się atrakcyjna. Moją tuszę uświadamiam
                        sobie tylko w momentach włażenia na wagę lub ogladając się na
                        niektórych zdjęciach. Nawet w lustrze widzę się szczuplejszą niż w
                        rzeczywistości. Myślę, że pewności siebie nabrałam dzięki postawie
                        mojej Mamy i nabieram nadal, bo mój M. również na wszelkie sposoby
                        okazuje mi akceptację i zachwyt. Z resztą nigdy nie miałam
                        kompleksów w relacjach damsko-męskich i chyba dlatego nigdy nie
                        narzekałam na brak zainteresowania płci przeciwnej:) Paradoksalnie
                        pozbawia mnie to motywacji do odchudzania, a ze względów zdrowotno-
                        wiekowych powinnam to zrobić.
                        Biorąc pod uwagę, że moja córka jest moim klonem, mam nadzieję, że
                        będę umiała zaszczepić w niej to co moja Mama we mnie i dzięki temu
                        Młoda będzie się lubić. Będzie lubić swoje ciało na równi z umysłem
                        bez względu na to czy utyje czy nie.
                        • beauty-gosiek Re: Hmmm... 07.01.10, 12:45
                          origami_21 napisała:

                          > Ja zaczęłam intesywnie tyć w okresie dojrzewania, niemniej jednak
                          > moja (całe życie szczupła i piękna) Matka, zawsze mi powtarzała, że
                          > jestem śliczna, mądra i kochana. Jeżeli porównywała mnie z kimś
                          > innym to zawsze na moją korzyść.

                          Ach, brzmi pięknie, moja mama umiała niestety tylko krytykować. No i porównywała
                          zawsze na niekorzyść (nie chodzi tylko o urodę, ale i o naukę, charakter,
                          osiągnięcia itp.). Porównywanie to wg mnie najgorsza rzecz pod słońcem, bo albo
                          popada się w dumę albo w kompleksy
                        • madzioreck Re: Hmmm... 07.01.10, 18:30
                          origami_21 napisała:

                          Moją tuszę uświadamiam
                          > sobie tylko w momentach włażenia na wagę lub ogladając się na
                          > niektórych zdjęciach. Nawet w lustrze widzę się szczuplejszą niż w
                          > rzeczywistości.

                          To dokładnie jak ja :) W lustrze wydaję się sobie o połowę szczuplejsza niż na
                          fotkach :)
                          • cissnei Re: Hmmm... 07.01.10, 18:48
                            Ja też tak mam i zastanawiam się, czy to paranoja, czy może wyjątkowa
                            niefotogeniczność (ach, spraw, Panie, żeby to było to drugie...) :P
                          • origami_21 Re: Hmmm... 08.01.10, 08:22
                            Dziewczęta to nie paranoja. Swój obraz nosimy w głowie i jaki się
                            wdrukuje taki zwykle pozostaje. Nam się wdrukował ten optymistyczny;)
              • bebe.lapin Re: Hmmm... 05.01.10, 15:52
                Moze nie tak ostro, ale jakim prawem obca baba zaczyna ze mna rozmowe na temat
                wagi i mozliwych sposobow chudniecia, jesli ja nie poruszam w ogole tego tematu
                z nia?
                Ludzie czasem naprawde mysla, ze jak ktos jest grubszy, to:
                1) ciagle tylko sie obzera jak dzikie prosie i ma zamiast mozgu czekolade
                2)calymi dniami sie zamartwia jaki to jest gruby, a swoj potencjal intelektualny
                pozytkuje jedynie na poszukiwania najlepszych metod na schudniecie (im bardziej
                masochistyczne beda, tym fajniej)
                • tfu.tfu mam w mózgu czekoladę 07.01.10, 13:47
                  przyznaję sie, w moich żyłach na zmianę płynie kawa, piwo lub ziółka typu
                  melisa/bratek/szałwia :D
                  jestem z siebie dumna i właśnie idę po nową czekoladę, bo czuję, że mam mały
                  ubytek w lewym płacie :D
                  kocham czekoladę! :D
                  a, zapomniałam, jestem gruba :D i nie zamierzam się odchudzać :D
                  • milstar Re: mam w mózgu czekoladę 07.01.10, 14:01
                    > a, zapomniałam, jestem gruba :D

                    Ty? To musiałaś mocno przytyć od czasu, kiedy się ostatnio widziałyśmy :)
                    • tfu.tfu Re: mam w mózgu czekoladę 07.01.10, 14:06
                      wedle kanonów jestem :P ale wiesz, gdzie ja mam kanony, nie? ;)
                      ścisk ścisk!
                      • milstar Kanony 07.01.10, 14:23
                        No cóż, ja wg BMI przy wzroście 158 powinnam ważyć max 64 kg. Kiedy przy wadze
                        82,5 kg robiłam badanie składu ciała, to wyszło, że mam 10 kg nadmiarowego
                        tłuszczu i na dokładkę mogłabym mieć więcej wody. Czyli przy racjonalnym
                        odchudzaniu (traceniu tylko tłuszczu) po odchudzaniu moja prawidłowa waga to
                        będzie ok. 72 kg. Wg BMI nadwaga bliska otyłości...
                        W związku z czym kanony mam tam gdzie Ty ;)
                      • fanka_tomcia a mogę "ukraść" to hasło jako opis na gg? ;) n/t 08.01.10, 18:18
                        • tfu.tfu Re: a mogę "ukraść" to hasło jako opis na gg? ;) 08.01.10, 21:08
                          do mnie to było czy do milstar? ;) jeśli o mnie chodzi, to nie "kradnij", ja
                          chetnie dam :D
                          • fanka_tomcia Re: a mogę "ukraść" to hasło jako opis na gg? ;) 09.01.10, 00:34
                            do Ciebie :> bo też mi się wydaje, że mam czekoladę zamiast mózgu xDD
              • stary_dywanik Re: Hmmm... 05.01.10, 16:52
                jul-kaa napisała:

                > "no stary, ty kiedyś lubiłeś takie "większe" kobiety. - (on - wyraźnie zawstydz
                > ony, obejmując szczupłą narzeczoną) - dajcie spokój. błędy młodości. - patrz, n
                > igdy się nie przyznał! (to narzeczona. ŚMIECH) - fragment z filmu "dług" Krzysz
                > tofa Krauzego
                > *


                Kiedyś było "obejmując anorektyczną narzeczoną" i autorka strony po moim mailu
                to zmieniła, za co ma dużego plusa. Jednak jak widać ze świadomością, że osobom
                z niską wagą można urazić bywa różnie.
      • martvica Re: Hmmm... 05.01.10, 14:54
        > A jednak wychudzona
        > dziewczyna z ED wzbudza mniej sympatii ze strony kobiet niż otyła
        > kobieta. Dlaczego? W jakiś sposób chronimy ludzi z nadwagą, chronimy
        > ludzi otyłych.

        Załóż wątek z tymi zdjęciami na Forum Moda, albo Uroda, poczytaj tamtejsze
        komentarze i przemyśl tę sympatię i chronienie. Podejrzewam że w 10 pierwszych
        postach pojawi się słowo 'kaszalot' ;>
    • martvica Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 14:43
      Wydaje mi się że mam figurę zbliżoną do drugiej pani od lewej, tej najmniej
      ubranej i.models.com/v-magazine/i/V63_SOLVE-SUNDSBO_04.jpg
      I BMI w normie. Gdzie tam otyłość.
      • klymenystra Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 15:12
        Ja mam taka figure, tylko biust wiekszy. Ty jestes szczuplejsza.
        • martvica Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 15:59
          No nie wiem. Zrobię sobie jutro zdjęcie w staniku i dżinsach, jak nie zapomnę ;)
      • luliluli Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 15:24
        a ja nie mam, niestety, nigdy porównania do własnej figury kształtów modelek
        nazywanych XXL, bo oni tam wszędzie pokazują biodrzaste! a gdzie się podziały
        bezbiodrzaste dupiaste i cycate??;))) też bywają XXL!
        • plica Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 15:31
          czasem tez tesknie łypię na te biodra. sama nie wychodowalam.
          wszystko inne da sie zapuscic, a kurde bioder skubanych nie :)
          • luliluli Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 15:34
            plica napisała:

            > wszystko inne da sie zapuscic, a kurde bioder skubanych n

            :D:D:D
    • klymenystra Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 15:01
      Sliczne dziewczyny (choc fotoszop az boli), ale nie sa otyle. Sa tegie, maja
      nadwage, ale nie otylosc...
    • olusimama Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 16:56
      ciuchów i doboru bielizny nie skomentuję, bo szkoda słów, ale dziewczyny cudne.
      Piękne, kobiece figury, trochę za dużo photoshopa, no ale co zrobić.

      Jakąś tam nadwagę część z nich może i ma, ale OTYŁOŚĆ? ludzie!

      Ja widzę takie fotki to bym sobie chętnie strzeliła taką sesję (no, w lepszych
      ciuchach). Bo mam podobną figurę i zaczynam czuć się piękniej widząc te fotki.
      • lafere Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 21:33
        Jeśli chodzi o to jak kilogramy przekładają się na wygląd - w zeszłym roku jakoś mi się szybko, dużo przytyło. Gdzieś z 10 kg w miesiąc.I co najciekawsze - zauważyłam to tylko dla tego że wskoczyłam na wagę.W ciuchy nadal się mieściłam, może tylko spodnie zrobiły się trochę ciaśniejsze(stanik to inna bajka, bo wiecie jak jest - zrobił się przymały czyli musowo ciocia migracja przyleciała z Ameryki;)).W każdym razie zdziwiłam się mocno, bo kurcze 10 kilosów to nie jest mało!A teraz juz na wszelki wypadek ważę się regularnie.
    • zireael00 Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 22:45
      Mnie się te panie podobają. Są dość podobne do mnie pod względem figury, a moje BMI wynosi 25 z malutkim hakiem - przecież zdecydowanie to nie jest otyłość.
      A co do komentarzy - bolą. Bardzo, bardzo bolą. W podstawówce inne dzieciaki gnoiły mnie i niszczyły psychicznie z najwyższym okrucieństwem. Byłam wtedy pulchniejsza niż teraz, w końcu byłam jeszcze dzieckiem i miałam figurę dziecka z nadmiarem tłuszczyku. Teraz mam średni biust (32 FF/G), pięknie wciętą talię i idealne łuki bioder (z dużą, ale jędrną pupą gratis) oraz długie nogi, choć przyznaję, że są dość masywne (z moją "monstrualną" łydką -całe 39 cm- mogę sobie pomarzyć o kozakach). Mój chłopak uwielbia moją figurę, może się na mnie nagą godzinami gapić z absolutnie cielęcym zachwytem w oczach, przyjaciółka (szczuplejsza i z innymi proporcjami) powtarza, że jestem piękna, a na spotkaniu lobbowym Krasnola powiedziała, że ja to chyba noszę swoje siedemdziesiąt kilo w kieszeni (kocham ją za to), ale czasem znajdzie się jakiś chłoptaś (przedział 14- 20 lat na oko), który pozwoli sobie skomentować moje "klocowate giry". Ciuchy zostawiam bez komentarza.
      • jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 23:09
        zireael00 napisała:

        > przyjaciółka (szczuplejs
        > za i z innymi proporcjami) powtarza, że jestem piękna,

        O, kolejna sprawa - koleżanki/przyjaciółki. Muszę powiedzieć, że dzięki swojej
        jedynej przyjaciółce posiadłam całkiem sporo kompleksów. Ona mówi pewne rzeczy
        stanowczo bez złych zamiarów, ale we mnie to, cholera, zostaje... Kiedyś mi
        powiedziała: "o, ty też masz takie grube łydki", innym razem: "o rany, ale masz
        wieeelkie sutki". Kurcze, to było lata temu, a do dziś to pamiętam i dopóki nie
        zobaczyłam galerii prawdziwych biustów, wydawało mi się, ze mam MONSTRUALNE
        aureole. I wstydziłam się ich! A teraz się jeszcze powiększają, skubane.
        • zireael00 Re: Czy to już promowanie otyłości? 06.01.10, 18:44
          W gimnazjum miałam przyjaciółkę (teraz nasze drogi się rozeszły, nie żałuję jakoś szczególnie), która długo miała bardzo drobny biust. Powtarzała, że mój jest wielki i robiła mi z jego powodu docinki (nosiłam wtedy 75C i 80B i uważałam, że moje piersi są dość małe i żałośnie stożkowate -chcę zastrzec, że nie oceniam teraz dziewczyn, które mają piersi - stożki, mnie się po prostu ten kształt strasznie nie podobał u mnie- przez co wyglądały na jeszcze mniejsze). Potem nagle jej piersi dość wyraźnie urosły, w związku z czym zauważyłam, że jej uwagi są nie na miejscu, skoro sama ma biust większy już od mojego. Zaprzeczała, jakby od tego zależało jej życie. :/
          Chora sytuacja.
      • kasiamat00 Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 23:28
        > z moją "monstrualną" łydką -całe 39 cm- mogę sobie pomarzyć o
        > kozakach

        forum.gazeta.pl/forum/w,58541,101137181,101137181,kozaki_z_szeroka_cholewka.html
        forum.gazeta.pl/forum/w,86228,102532344,102532344,kozaki_mam_za_duze_wymagania_.html
        Też mam 39 cm w łydce, do tego caaałe 155 cm wzrostu, w tym roku dopadłam
        pierwsze wysokie kozaki w życiu, bo uwierzyłam, że są - były w Bacie i
        Deichmannie, niektóre nawet wyraźnie za szerokie, Ary mi się nawet nie chciało
        szukać. Jak na razie ankietowani faceci stwierdzili, że bardzo dobrze wyglądam w
        nich i sukience i oni zupełnie nie rozumieją o co mi chodzi z marudzeniem na
        grube łydki. Aha, egzemplarze męskie szczerze do bólu, za unikanie fryzjera,
        głupie oprawki okularów, niepasujące ubrania, olewanie trądziku itp. obrywało mi
        się od nich wielokrotnie.
        • besame.mucho Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 23:31
          A mi się podobały Twoje oprawki!
        • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 06.01.10, 00:30
          "Aha, egzemplarze męskie szczerze do bólu, za unikanie fryzjera,
          głupie oprawki okularów, niepasujące ubrania, olewanie trądziku itp. obrywało mi
          się od nich wielokrotnie. "
          cieszę się, że ich nie znam :/
        • zireael00 Re: Czy to już promowanie otyłości? 06.01.10, 18:37
          Dzięki, Kasiu, przeglądałam już te wątki i nie wiem, czy mi w czymś pomogły. : P Batę w Browarze chyba zamknęli (?), gdzieś jeszcze w Poznaniu jest? Do Deichmanna mam daleko, ale mogę iść. Ja mam 169 cm i ponad połowę z tego stanowią nogi (nie licząc stóp, rzecz jasna ; P), może moje łydki są też za długie, żebym miała porządne buty. *przewraca oczami*
          • zooba OT Bata 07.01.10, 09:23
            w Poznaniu jest jeszcze Bata w Pestce.
            • zireael00 Re: OT Bata 07.01.10, 18:44
              Dzięęęękuję.
    • agastrusia Re: Czy to już promowanie otyłości? 05.01.10, 23:42
      Czy jest to promowanie otyłości to nie wiem, bo nie mam pojęcia czemu miała w
      ogóle służyć ta sesja.
      Co do samej otyłości to owe modelki na pewno ją mają, chociaż zdjęcia są na mój
      gust jakimś zlepkiem różnych postaci, tzn. są nieproporcjonalne - wielkie ciało
      i mała "szczupła" głowa/twarz zupełnie niepasująca do reszty.
      • the_mariska Re: Czy to już promowanie otyłości? 06.01.10, 01:16
        W takim razie mam twarz niepasującą do reszty ;) Tak, mam nadwagę, szerokie
        biodra, spory biust, uda i brzuch, a przy tym szczupłą twarz i łydki. Nadgarstki
        też o dziwo mam szczupłe. Dlatego proporcje modelek nie wydają mi się zaburzone,
        mniej podoba mi się za to wygładzona do przesady skóra ;)
        • agastrusia Re: Czy to już promowanie otyłości? 06.01.10, 08:56
          Po kolejnym przejrzeniu fot faktycznie głowy są proporcjonalne ;-P i
          rzeczywiście skóra jest nienaturalnie gładka - tłuszcz się tak równiutko nie
          rozkłada nawet u szczupłej osoby. Więc nadal mamy do czynienia z nierzeczywistym
          tworem a nie z prawdziwą osobą ;/
          • turzyca Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 17:59
            i
            > rzeczywiście skóra jest nienaturalnie gładka - tłuszcz się tak równiutko nie
            > rozkłada nawet u szczupłej osoby

            Moja wlasna osobista mamusia, po dwojce dzieci, balansujac na granicy nadwagi i
            otylosci, z czterdziestka na karku miala gladziusienka skore i zero celulitu
            (czy jak sie to cholerstwo pisze).
            Co nie oznacza, ze tu fotoszop nie byl uzyty, ale trafiaja sie takie osobniki w
            naturze.
            • pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 18:14
              turzyca napisała:

              > Moja wlasna osobista mamusia, po dwojce dzieci, balansujac na granicy nadwagi i
              > otylosci, z czterdziestka na karku miala gladziusienka skore i zero celulitu
              > (czy jak sie to cholerstwo pisze).

              Paradoksalnie cellulit pokazuje się najszybciej u kobiet nie z nadwagą, ale tych często odchudzających się i stosujących niskokaloryczne diety (głodówki). To mogą być nawet młode i szczupłe dziewczyny. Oczywiście genetyczna predspozycja odgrywa też dużą rolę, bo typ tzw. estrogenowy z okrągłą pupą i "kobiecymi" udami zauważa zwykle szybciej, że ciało traci gładkość.
              • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 18:39
                tak, nawet pisałam wcześniej, koleżanka z BMI 28-29 (wiem ile ważyła, wzrost
                orientacyjnie), tak z tłuszczykiem, nie super umięśniona :> schudła kilkanaście
                kg i pokazały jej się rozstępy i cellulit, wcześniej miała gładziutką skórę.
    • pitupitu10 Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 11:29
      A ja się zgadzam z Maszą.

      Uważam, że jeśli, powiedzmy, członek rodziny zacznie gwałtownie chudnąć,
      stosować drakońskie diety, nadmiernie przejmować się wagą, to powinno się z taką
      osobą porozmawiać i spróbować dojść do sedna problemu. Przyczyną może być
      choroba, stres, zaburzenia odżywiania, i pewnie parę innych rzeczy. Wg mnie
      TRZEBA reagować.

      Tak samo w drugą stronę: przybranie na wadze może być spowodowane np. chorą
      tarczycą, ludzie objadaniem się zajadają problemy. I co, mamy traktować tycie
      jak temat tabu? Dlaczego wiele osób zakłada, że poruszenie tego tematu oznacza
      złą wolę i trucie nad uchem?
      • klymenystra Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 12:12
        pitupitu nikt nie twierdzi, ze reagowac nie trzeba. Ale (powtorze to chyba 10
        raz): jesli ktos nie chce sie zmienic/zbadac/przemyslec to Ty go do tego nie
        zmusisz.
        • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 13:59
          chociaż małoletnią anorektyczkę chyba da się zmusić, prawda?
          • jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 14:17
            fanka_tomcia napisała:

            > chociaż małoletnią anorektyczkę chyba da się zmusić, prawda?


            Prawnie - tak...
            • bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 14:25
              W rzeczywistosci - niekoniecznie...
              Widzialam kilka filmow dokumentalnych o osrodkach terapii i o osamych terapiach
              dziewczynek (takich do 15-16 lat) i one staraly sie w miare mozliwosci trwac w
              swojej chorobie - chowac jedzenie, chodzic (powinny jak najmniej sie ruszac,
              zeby nie tracic ani grama), a w glowach czesto mialy plany na "po", jak wrocic
              do poprzedniego stanu.

              I przepraszam, ale wydaje mi sie, ze nadwagi czy nawet otylosci (do pewnego
              stopnia) nie ma co porownywac do zaburzen z drugiego konca skali, spustoszenia
              nie sa porownywalne.
              • jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 14:30
                bebe.lapin napisała:
                > I przepraszam, ale wydaje mi sie, ze nadwagi czy nawet otylosci (do pewnego
                > stopnia) nie ma co porownywac do zaburzen z drugiego konca skali, spustoszenia
                > nie sa porownywalne.

                Oczywiście. Juz pisałam - anoreksja JEST chorobą, otyłość - nie.
              • araceli Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 15:35
                bebe.lapin napisała:
                > I przepraszam, ale wydaje mi sie, ze nadwagi czy nawet otylosci (do pewnego
                > stopnia) nie ma co porownywac do zaburzen z drugiego konca skali, spustoszenia
                > nie sa porownywalne.

                A ja uważam, że są porównywalne. Jedno i drugie SZKODZI. Tylko anoreksja jest bardziej 'spektakularna' - potrafi zabić w kilka miesięcy, natomiast otyłość niszczy organizm powoli, latami - może dlatego jest łatwiej 'akceptowalna'.
                • bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 15:36
                  generalnie to zycie szkodzi, tez zabija na raty, latami.
                  • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:30
                    och daj spokój :/ a choroby towarzyszące otyłości? to pewnie bajki dla dzieci, tak?
                    • fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:47
                      achhhhh sorry, nie czytałam całego wątku i nie widziałam, że spotkała Cię
                      przykrość. nie chcę, żebyś sobie nie wiadomo co pomyślała
                      ja piszę ogólnie, a nie pod kątem czy dana forumka ma wagę w normie, nadwagę,
                      czy otyłość ;/
    • kasia_grubasia Zamieszanie wokół wagi mnie męczy :( 07.01.10, 14:30
      W kółko tylko diety, odchudzanie itp. Brat się odchudza (ma 12 lat i jeszcze pół
      roku temu był otyły, ale to raczej rodzice go odchudzają). Wigilia pod znakiem
      diety south beach, indeks glikemiczny jako nowa religia cioci. Rozmowa na Skype
      z dziadkami z tematem przewodnim mojego wyglądu i wagi. Ciocia przy każdym
      spotkaniu każe mi się zważyć u niej w łazience. Mama narzeka, że może by jeszcze
      schudła z kilogram. Tata i siostra wiecznie słyszą komentarze, że tacy chudzi,
      zapadnięte policzki i że powinni przytyć. Ja, jako osoba wagowo kompletnie
      nijaka, słyszę na swój temat na przemian dwa skrajne poglądy: nr 1, mój
      ulubiony, to "no chuda to ty nie jesteś, masz taki wielki tyłek", nr 2 to "ale
      ty jesteś sucha, powinnaś przytyć". Oba są kompletnie nieadekwatne. Temat rzeka,
      jak ktoś zacznie to leci już do końca imprezy. Też macie czasem dość? Ja w
      takich sytuacjach rzucam jakiś temat damsko-męski, zwykle chwyta :)
      • beauty-gosiek Zamieszanie wokół wagi wpędza mnie w kompleksy :( 07.01.10, 17:27
        n/t
Pełna wersja