mujer_bonita Granice samoakceptacji 07.01.10, 15:46 Tak sobie czytam tę całą dyskusję Masza kontra reszta świata i jedno mnie zastanawia. Mianowicie - gdzie leżą, lub powinny leżeć granice samoakceptacji? Generalnie jestem za - też mam dość świata w którym w zasadzie każdy jest 'za' - za gruby/chudy, za niski/wysoki/przeciętny, ma za długie/krótkie włosy etc. Denerwuje mnie to, że na każdego musi być 'coś'. Z drugiej strony nadmierny samozachwyt też nie jest niczym dobrym. Akceptacja otyłości czy anoreksji w imię 'każdy jest piękny' albo 'podobam się sobie i mam w nosie ile ważę'? Czy to nie przesada? Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 16:27 mujer_bonita napisała: > Z drugiej strony nadmierny samozachwyt też nie jest niczym dobrym. Akceptacja o > tyłości czy anoreksji w imię 'każdy jest piękny' albo 'podobam się sobie i mam > w nosie ile ważę'? Czy to nie przesada? > Po pierwsze przestańcie porównywać anoreksję z otyłością! Jeśli już to przeciwnościami są wychudzenie i otyłość. Anoreksja jest bardzo ciężką chorobą. Po drugie - kto Twoim zdaniem ma wyznaczać te granice akceptacji? Jeśli nie my sami i nasi bliscy, to kto? Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 16:34 I jeszcze jedno - do czego te granice miałyby służyć? Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 16:39 jul-kaa napisała: > I jeszcze jedno - do czego te granice miałyby służyć? Dbaniu o drugiego człowieka. Jeżeli widzisz, że ktoś przez tydzień non-stop kaszle to się interesujesz - pytasz czy poszedł do lekarza, czy brał jakieś medykamenty, sugerujesz położenie się do łóżka itp. Jak ktoś szybko przytyje/schudnie 20kg to nabierasz wody w usta? Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 16:48 mujer_bonita napisała: > Jak ktoś szybko przytyje/schudnie > 20kg to nabierasz wody w usta? Jeśli ktoś szybko przytyje/schudnie 20kg, to jest po prostu chory i/lub bierze leki. I wtedy przyczyna jest znana, a reakcja naturalna. I nie o tym tu przecież rozmawiamy! Rozmawiamy raczej o tym, czy np. mój mąż, który brał mnie taką, jaką jestem teraz, ma się nagle zacząć interesować odchudzaniem mnie? Naciskać, że dla zdrowia mam schudnąć i to już? Bardzo ważne jest znalezienie przyczyny otyłości. Wierzę, że w wielu przypadkach jest nią przebyta/istniejąca choroba, zażywane leki, nagła zmiana w życiu (kiedy np. wzrasta poziom stresu). I oczywiście, że wtedy razem z zainteresowanym warto się zastanowić nad tym, czy i co można zrobić. Problem jednak w tym, że naprawdę rzadko udaje się taką przyczynę odkryć. Ja przez wiele lat byłam posądzana przez lekarzy o zwykłe obżarstwo, choć jestem wegetarianką, jem niezbyt wiele i z pewnością zdrowo. I jeszcze jedno - wiele osób, które przeszły w swoim życiu epizod odchudzania, zakończyło go poważnymi problemami rozmaitej natury. I przyznam, że wolę (stanowczo!) być otyła, niż wrócić do potwornych zaburzeń odżywiania, schiz z tym związanych i otarcia się o śmierć. Boję się odchudzać w pełnym tego słowa znaczeniu. Po prostu się boję. Odpowiedz Link
kura17 Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 16:55 a jesli widzimy, ze ktos rzeczywiscie utyl przez swoj styl zycia (niezdrowy - ja jestem takim przykladem), to, jesli juz tak gornolotnie "dbamy o ZDROWIE" takiej osoby, zamiast doradzac jej odchudzanie - doradzmy zmiane stylu zycia... nawet jak taka osoba nie schudnie, to bedzie ZDROWSZA, a wszak o to nam chodzi, czyz nie?... moj maz nie mowi "jezdzij do pracy na rowerze, to zrzucisz pare kilo", tylko "pojezdzisz na rowerze do pracy, to ci sie kondycja poprawi"... i wynika to nie z DELIKATNOSCI, zeby mnie nie urazic, ale z charakteru, z podejscia do innych, w tym bliskich. i takie cos moge nazwac "dbaniem o moje zdrowie" ;) Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:01 kurko, ucmokaj Małżonka! ja swojemu powiedziałam, że ma zacząć chodzić na jogę, żeby nie zmarnować wysiłku, jaki włożył w zmianę odżywiania. będzie zdrowszy, sprawniejszy, będzie mieć więcej energii do działania :) mam nadzieję, że pochodzi. w domu to ćwiczyć mogę ja, on musi miec grupę, a ćwiczenia "wspólne" to jednak jeszcze nie na tym etapie, on dopiero zaczyna :( Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:04 kura17 napisała: > moj maz nie mowi "jezdzij do pracy na rowerze, to zrzucisz pare kilo", tylko > "pojezdzisz na rowerze do pracy, to ci sie kondycja poprawi"... i wynika to nie > z DELIKATNOSCI, zeby mnie nie urazic, ale z charakteru, z podejscia do innych, > w tym bliskich. i takie cos moge nazwac "dbaniem o moje zdrowie" ;) O właśnie tak - przenieść kwestię wagi z wyglądu na zdrowie. Wszak wszystkie wiemy (a wątek dobitnie to potwierdził), że często waga do wyglądu ma się nijak :) Odpowiedz Link
yaga7 Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:04 No właśnie, ja też bym szła w doradzanie zmiany stylu życia jako takiego, a nie doradzanie typu - mniej jedz, bo jesteś za tłusty/a ;) Bo moim zdaniem ważniejszy jest zdrowy styl życia, ćwiczenia i ogólna dobra kondycja nawet razem z nadwagą niż śmieciowe żarcie, palenie fajek plus idealny wskaźnik BMI. Dlatego sądzę, że zawsze lepiej jest doradzać aktywność fizyczną niż ograniczenie żarcia. Odpowiedz Link
kura17 Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:53 > Dlatego sądzę, że zawsze lepiej jest doradzać aktywność fizyczną > niż ograniczenie żarcia. oraz zmiane sposobu zywienia - jesli potrzeba. ja wiem, ze gdybym jadla tak, jak NAPRAWDE lubie, to byloby to cholernie niezdrowo... wiec od LAT sie staram zmienic nawyki, idzie powoli, ale ku dobremu. robimy to zreszta razem z mezem. on jadal zdrowiej, niz ja (inne upodobania), ale tez nie najlepiej, wiec mamy oboje motywacje do zmiany DLA ZDROWIA (moj maz od ponad 20 lat "trzyma wage", calkiem rozsadna, wahania sa losowe, +- pare kilo). i aby dawac dobry przyklad dzieciom :) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 16:59 jul-kaa napisała: > I jeszcze jedno - wiele osób, które przeszły w swoim życiu epizod odchudzania, > zakończyło go poważnymi problemami rozmaitej natury. I przyznam, że wolę (stano > wczo!) być otyła, niż wrócić do potwornych zaburzeń odżywiania, schiz z tym zwi > ązanych i otarcia się o śmierć. Boję się odchudzać w pełnym tego słowa znaczeni > u. Po prostu się boję. Taaaa - nie ma to jak używać argumentacji 'ze skrajności w skrajność'. Otyłość nie jest cacy Julko, prowadzi do wielu chorób a nawet do częściowej niepełnosprawności. Możemy nabierać wody w usta i kryć się za polityczną poprawnością ale to nic nie zmieni. > Rozmawiamy raczej o tym, czy np. mój mąż, który brał mnie taką, jaką jestem ter > az, ma się nagle zacząć interesować odchudzaniem mnie? Naciskać, że dla zdrowia > mam schudnąć i to już? Widzisz - tak miała moja ciocia - wyszła za typowego 'pana z brzuszkiem' z całym dobrodziejstwem inwentarza. Kochała go takim jakim był, gotowała co lubił, do sportu nie zachęcała. Aż pojawiła się cukrzyca a niedługo później zawał. I wtedy pożałowała, że nie zainteresowała się wcześniej. Bo zamiast stopniowej zmiany nawyków żywieniowych, lekkiego ruchu w ich życie pewnego dnia wkroczyła restrykcyjna dieta, z widmem śmierci w razie nieprzestrzegania. Odpowiedz Link
kura17 Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:08 to moze lepiej zadbac o zmane nawykow na zdrowsze, a nie o tusze? mam wrazenie, ze osoba z nadwaga, ale prowadzaca zdrowy tryb zycia, to nie calkiem zdrowa wersja ;) jesli chodzi nam o ZDROWIE, to wlasnie o to walczmy, a nie o zgubienie paru kilogramow... Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:13 kura17 napisała: > to moze lepiej zadbac o zmane nawykow na zdrowsze, a nie o tusze? > mam wrazenie, ze osoba z nadwaga, ale prowadzaca zdrowy tryb zycia, to nie > calkiem zdrowa wersja ;) > jesli chodzi nam o ZDROWIE, to wlasnie o to walczmy, a nie o zgubienie paru > kilogramow... No moim zdaniem w kategoriach globalnych zdrowie jest skorelowane z wagą. Zawsze oczywiście znajdą się super zdrowe osoby z nadwagą lub szczupłe schorowane ale ogólna tendencja jest taka. Ja bym natomiast stawiała na coś w stylu hasła o piersiach 'Nieważne jaki rozmiar, ważne, że zdrowe' :D Odpowiedz Link
yaga7 Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:24 W angielskim jest już takie hasło "fat but fit" :) Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:25 mujer_bonita napisała: > Ja bym natomiast stawiała na coś w stylu hasła o piersiach 'Nieważne jaki rozmi > ar, ważne, że zdrowe' :D Każdy kolejny lekarz zlecający mi badania huczy: cholesterol! glukoza! brak żelaza! choroby! niebezpieczeństwo! Robię więc grzecznie te badania, cholesterol mam bardzo niski (może aż za, choć proporcje dobre), żelazo koncertowe, glukozę idealną. Hmm, może jednak ta niepełnosprawność i choroby mi nie grożą tak już, zaraz...? Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:40 jul-kaa napisała: > Hmm, może jednak ta niepełnosprawność i choroby mi nie grożą tak już, zaraz...? Jak mawiają Anglicy - 'Good for you'! Pytanie tylko, czy jesteś regułą czy wyjątkiem. Jeżeli u 90 osób na 100 otyłość wiąże się z wysokim cholesterolem, nadciśnieniem czy ryzykiem cukrzycy wieńcowej a 10 to okazy zdrowia to znaczy, że nie mamy reagować? Nie badać, nie troszczyć się, nie interesować? Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:49 mujer_bonita napisała: > Jeżeli u 90 osób na 100 otyłość wiąże się z wysokim cholesterolem, nadci > śnieniem czy ryzykiem cukrzycy wieńcowej a 10 to okazy zdrowia to znaczy, że ni > e mamy reagować? Nie badać, nie troszczyć się, nie interesować? Hmm, a skąd ja wiem o tym, że mam takie doskonałe wyniki? Podpowiem Ci :) Z badań, które sama robiłam. Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:02 a to zależy co się je i jak chyba, nie? moi szkoccy sąsiedzi byli w szoku, że: 1. sama gotuję 2. prawie nie jem mięsa 3. latam jak dzika na spacerki po 10-20km dziennie ;) serio, lepiej być "fat but fit" niż "skinny and infirm" ;) Odpowiedz Link
masza.s Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:51 Julka, Tobie nie grożą. Ale zobacz, jak zwiększa się plaga otyłości w Stanach, Wielkiej Brytanii etc. Zobacz, że tam, gdzie jest najwięcej ludzi otyłych, jest też najwięcej anorektyków, te zjawiska idą ze sobą w parze. Dodatkowo, nie ukrywajmy, jest to związane ze sposobem życia oraz odżywiania. Widziałaś kiedyś super size me? I statystyki dotyczące ile osób ile razy w tygodniu korzysta z fast foodów? Ile osób bierze największy zestaw? Ile kg cukru wypija się w największej coli w Stanach? Pokazano też wnętrza stołówek szkolnych, paranoja. Nie mam obsesji "tłuste, więc nie zjem", ale tam były w większości ohydne, niezdrowe, głęboko mrożone, odgrzewane potrawy a la fast food, słodycze, gazowane napoje. Które, jak obliczono, wcale nie są tańsze niż zdrowe obiady na stołówkach. A co z dziećmi? Jeżeli nie będziemy mówić, że otyłość jest niezdrowa, to jak przeciwdziałać otyłości dzieci, która, według tego, jak mnie uczono w szkole, może prowadzić do przedwczesnej śmierci czy niepełnosprawności? Czy można ingerować w to, jak rodzice odżywiają swoje dzieci? Czy można uznać, że zatuczenie dziecka jest podstawą do ingerencji ludzi z zewnątrz? Można prowadzić kampanie medialne propagujące zdrowy styl życia? Czy to będzie dyskryminacja ludzi otyłych? Trzeba odróżnić kilka rzeczy. Jedną jest współczesna obsesja "rozmiaru zero" w świecie mody, ze zdrowiem i rzeczywistością nie mająca wiele wspólnego. Drugą rzeczą jest kwestia zdrowia a wagi. A to, że jest relacja między nimi jest udowodnione. Tak więc jeżeli Ty jesteś zdrowa, to super, świetnie, odżywiaj się zdrowo nadal, prowadź zdrowy styl życia, bądź jak najszczęśliwsza, zadowolona z siebie. Tylko pomyśl, ile osób otyłych faktycznie ma takie same fantastyczne wyniki jak Ty. W tej chwili na świecie według WHO 1,6 miliarda ludzi powyżej 15 roku życia jest otyłych. Przewidują, że w 2015 ta liczba będzie wynosiła 2,3 miliarda. 400 milionów jest otyłych, ta liczba w przeciągu kilku lat, jeżeli obecna tendencja się utrzyma, wyniesie 700 milionów. Przynajmniej 20 milionów dzieci PONIŻEJ 5 roku życia na świecie jest otyłych. Zrozum, że zwalczania otyłości jako jeżeli nie choroby według jednostek medycznych, to stanu zagrożenia i plagi cywilizacyjnej nie są powodowane chęcią dowalenia i dokopania ludziom otyłym, ale troską o ich zdrowie. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:01 maszo, piękna przemowa. Ale czy na pewno powinna być skierowana właśnie do mnie? Czy ja dowodzę, ze otyłość jest zdrowa i pożądana...? Czy twierdzę, że moje wyniki świadczą o tym, że wszyscy otyli mają takie...? Odpowiedz Link
olusimama Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:03 masza.s napisała: > Trzeba odróżnić kilka rzeczy. Jedną jest współczesna obsesja > "rozmiaru zero" w świecie mody, ze zdrowiem i rzeczywistością nie > mająca wiele wspólnego. Moje ulubione hasło to "Zero is not a size!" nieprawdaż? ;D Odpowiedz Link
tfu.tfu masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 18:05 wiesz co oni tam jedza i jak? nie dziwota, że tam plaga. w szkocji wszystko smażą w głębokim tłuszczu, nawet pizzę i batoniki mars ;) serio, serio! widziałam na własne oczy! tam ludzi po prostu stać na żarcie na mieście, biedni muszą gotować, bogaci gotuja ze snobizmu. z tym, że biedni gotuja półprodukty, rzeczy już przetworzone, mało komu się chce marchewkę obierać ;) (tam juz wszystko obrane i "ready for use" ;)) Odpowiedz Link
masza.s Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 18:13 Byłam. W dodatku jeszcze jako wege. Myślałam, że padnę. Chipsiki, batoniki mi cudowna rodzinka u której mieszkałam dawała. Wege jedzenie to macaroni cheese. I wybacz, ale nie jest mi ich specjalnie żal, że im się nie chce. Może jest za mała świadomość społeczna? Obawiam się jednak, że dla otyłych walka z otyłością może być rozumiana jako dyskryminacja. NIGDY nie nazwałabym żadnego człowieka "świnią", "słoniem" etc, nie obrażała z powodu wagi ani nie pozwoliła sobie na komentarz ze strony zalinkowanej przez Julkę. Ale dlaczego mam udawać, że obecna tendencja mi się podoba i w imię akceptacji patrzeć na to, jak plaga postępuje i powoli przenosi się do Polski? Coraz więcej grubych dzieci widuję. Co mnie coraz bardziej przeraża. Nie pulchiutkich, nie "dziecięcy tłuszczyk", ale grubych. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 18:18 masza.s napisała: > Ale dlaczego mam udawać, że obecna > tendencja mi się podoba i w imię akceptacji patrzeć na to, jak plaga > postępuje i powoli przenosi się do Polski Dlaczego? Bo to nie Twoja sprawa... Odpowiedz Link
masza.s Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 18:27 Czyli uważasz, że jak odsetek otyłych dzieci się zwiększa, to wszystko jest okej? I nie jest to problem społeczny? Że rodzice powinni mieć prawo zatuczyć dziecko? W Stanach i UK doszło do kilku interwencji parolatków ważących tyle, co ja. Parolatków. A, umówmy się, nie jestem najdrobniejsza. Ja sądzę, że to moja sprawa tak samo, jak np. bicie dzieci, dobre traktowanie kobiet etc. Pomijając fakt, że bardzo nie podobał Ci się czyjś post o tym, że otyli są obciążeniem dla systemu zdrowotnego. Cóż, większość krajów przyjmuje, że to jednak prawda. Korzystając z państwowego systemu zdrowotnego dajesz jednocześnie przyzwolenie na pouczanie, regulowanie takich zachowań, które dla zdrowia mogą być szkodliwe. Dlatego są etykiety na papierosach i kampanie przeciwko paleniu. Dlatego może powinny istnieć kampanie dotyczące zdrowego odżywiania i skutków otyłości. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 22:11 jul-kaa napisała: > Dlaczego? Bo to nie Twoja sprawa... To jeden z głupszych argumentów do dyskusji bo de facto NIC nie jest ani moją ani Twoją ani niczyją sprawą. Ale mi mimo wszystko zdrowie tego narodu na sercu leży (może z uwagi na horrendalne składki NFZ, które płacę ;) ) Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 22:14 grubasy też płacą składki na NFZ, ja płacę i co? na rezonans, który może mi uratować życie i tak czekam 6 miesięcy :) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 22:18 tfu.tfu napisała: > grubasy też płacą składki na NFZ, ja płacę i co? na rezonans, który może mi > uratować życie i tak czekam 6 miesięcy :) Ej no - na końcu tego zdania było ';)' :D I nie chodziło mi, że płacę na leczenie 'grubasów'* tylko, że w przeciwieństwie do niektórych interesuje mnie zdrowie w kategoriach szerszych niż własne. I to nie chodzi tylko o otyłość - o palenie, niezdrowy tryb życia itp. Może to nie 'moja' ale uważam, że 'nasza' sprawa. * nie znoszę tego słowa Odpowiedz Link
jul-kaa Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 22:22 To może lepiej się zając - jak już to postulowało ileś dziewczyn w tym wątku - zdrowiem, a nie otyłością? Trybem życia, badaniami kontrolnymi itp. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 22:28 jul-kaa napisała: > To może lepiej się zając - jak już to postulowało ileś dziewczyn w tym wątku - > zdrowiem, a nie otyłością? Trybem życia, badaniami kontrolnymi itp. Jeżeli nie zauważyłaś, to ja byłam jedną z tych dziewczyn. Ale - nie da się mówić TYLKO o jednej stronie. Jeżeli mówimy, że X jest zdrowe to automatycznie Y nie jest - samo wychodzi. Możemy oczywiście nie skupiać się na tej drugiej stronie ale nie odrzucajmy całej koncepcji jeżeli nie zawsze się da. Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 22:26 ależ dokładnie o to chodziło! jakby grubasy były uprzywilejowane jak np. rolnicy. NIE SĄ. jestem grubasem, dla większości polskiego społeczeństwa rozmiar powyżej 38 to GRUBAS! widać muszę Ci złożyć takie same życzenia jak maszy :) pokochaj się, dziewczyno! pokochaj się całkiem, pokochaj swoje niedoskonałości. wtedy przestaniesz widzieć źdźbło w oku swojej siostry/brata... Odpowiedz Link
heliamphora Re: masza, a byłaś w UK? 08.01.10, 20:12 Och, a ja chciałabym być uprzywilejowana jak rolnicy... I z powodu nadwagi płacić groszowe ubezpieczenie emerytalne.. ;) Odpowiedz Link
jul-kaa Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 22:16 mujer_bonita napisała: > To jeden z głupszych argumentów do dyskusji Hmm, mam wrażenie, że w momencie, kiedy argumenty zaczynają być nazywane "głupimi", dyskusja się kończy. Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 18:22 a ja byłam najgrubsza na piętrze odżywiając się z całego budynku najzdrowiej - i co? :) tam nikt nie ocenia po wyglądzie, tam wszyscy chca poznać człowieka. miałam w Szkocji najfajniejszych sąsiadów w całym moim życiu! w PL? nie do pomyślenia... tu zawsze człowiek jest "za" za gruby/chudy/pstrokaty/łysy/owłosiony/ma za pomarańczowa kurtkę ;) Odpowiedz Link
masza.s Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 18:30 A czy twierdzenie, że otyłość jest problemem globalnym i należy z nią walczyć przeszkadza w poznawaniu człowieka? Czy w ogóle stwierdzenie, że otyłość jest niezdrowa, że postępuje, że może warto jej przeciwdziałasz uczy oceny człowieka poprzez jego wagę? Naprawdę, jakbyśmy się poznały na imprezie to nie obchodziła by mnie Twoja waga, ale to, czym się interesujesz etc, etc, etc. Nie zmienia to faktu, że dane podawane przez WHO są dość zatrważające. Tak samo jak to, że Ty i Julka macie nadwagę przy bardzo zdrowym stylu życia i świetnej kondycji nie udowadnia tego, że taka jest generalna tendencja, a to z otyłością, a nie z ludźmi otyłymi ewentualnie warto podejmować przecież walkę. Z zagrożeniem dla zdrowia, nie z człowiekiem. Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 18:37 owszem, bo zaburza percepcję. widzisz OTYŁEGO człowieka, a nie człowieka ;) proste Odpowiedz Link
masza.s Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 18:46 Tak samo, jak widzę CZŁOWIEKA rudego, blondyna, z krągłą pupą, małym biustem, dużym biustem etc. Z okularami. Z piegami. Pryszczami. No widzę? I ;) Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 19:15 jednakowoż mam wrażenie, że jednak najpierw widzisz otyłość, rudość i piegowatość, a nie człowieczeństwo :) poczekaj, może jak będziesz w moim wieku, to Ci przejdzie ;) mam 34 lata i serio, od moich 18-tych urodzin cholernie duzo się zmieniło. absolutnie nie życzę Ci moich doświadczeń, ale serio, popatrz na istotę, a nie na tzw. "przypadłości" ;) Odpowiedz Link
kura17 Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 19:38 Kurcze, Tfu.Tfu, swietnie to napisalas! mnie wlasnie do szalu doprowadza patrzenie na fasade, a nie na czlowieka. to bardzo czesto obecnie, zwlaszcza w niektorych srodowiskach... Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: masza, a byłaś w UK? 07.01.10, 19:50 grunt to wykształcenie filozoficzne ;) ale serio, mnie rok w Szkocji 1. wyleczył z kompleksów doskonale 2. sprawił, że jak zobaczyłam dziewczynę 2 razy większą ode mnie w srebrnej mini i fuksjowych rajstopach to się zachwyciłam, a nie popatrzyłam na nią jak na "kaszalota" ;) grubasom tez się zdarza patrzeć na innych jak na kaszaloty, serio serio! po mojej wycieczce szkockiej mam więcej akceptacji dla samej siebie, mam więcej szacunku dla ludzi w ogóle, kocham dziewczyny świadome swojej kobiecości, niezależnie od rozmiaru :) są szczuplaczki, są średniaczki, są większaczki ;) każda z nas jest piękna, ale tylko wtedy, kiedy to piękno zobaczy w sobie. @masza: pisałaś, że jestes katoliczką, zgadza się? to ja, ateistka, zacytuję Ci przykazanie: "kochaj bliźniego swego JAK siebie samego", mam wrażenie, że nie umiesz sie jeszcze kochać, to przyjdzie z czasem :) ściskam Cie noworocznie życząc ogromu miłości do samej siebie. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:11 Ameryka to jest jak dla mnie troche oddzielne stanowisko. Ja w porownaniu do osob z tego filmu jestem prawie ze szczupla :p, a i nie sadze, aby ktokolwiek z grona forumowiczek w ogole myslal o takim sposobie odzywiania sie. Naprawde, mam wrazenie, ze wy staracie sie byc mile, a w duchu i tak myslicie, ze za wszekla cene szukamy usprawiedliwienia dla lenistwa i obzarstwa. No i naprawde, metoda pedagogiczna polegajaca na stalym marudzeniu pozytywnego skutku nie odniesie, czego tez nie chcecie zrozumiec (vide 2 zdania wyzej). Odpowiedz Link
masza.s Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:17 Bebe lapin, zrozum, że problem istnieje w Twojej głowie. To Tobie się wydaje, że wszyscy postrzegają ludzi otyłych jako paskudy, grubasy, brudasy i pasożyty społeczne. Zupełnie tak nie jest. Ani ja, ani mujer w ogóle nie żywimy żadnej pogardy do ludzi, którzy mają problem z wagą. Po prostu, otyłość jest globalnym problemem. Globalnym. Zaczyna się pojawiać coraz częściej w krajach mniej rozwiniętych. To nie jest tak, że to "tylko Stany". No nie jest też tak, że ci ludzie w Stanach nagle się budzą i ważą po 150 kg. Nie jest przypadek, że powstają strony internetowe, absolutnie legane i wszystko cacy, feedersów. Grube dzieci to też nie przypadek. Tu nie chodzi o wygląd, a o zdrowie. I o to, na ile należy prowadzić w obliczu współczesnego zagrożenia kampanie społeczne etc. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:26 masza.s napisała: > Bebe lapin, zrozum, że problem istnieje w Twojej głowie. To Tobie > się wydaje, że wszyscy postrzegają ludzi otyłych jako paskudy, > grubasy, brudasy i pasożyty społeczne. Zupełnie tak nie jest. Zupełnie? Może nie wszyscy, ale przecież czytałaś linkowane historie i widziałaś, ile ich było. My chyba chciałybyśmy, byście przestali po prostu zajmować się naszymi problemami. Zgadzam się, ze należy uświadamiać ludzi, na czym polega zdrowy tryb zycia, ale nie jednocześnie piętnując. Odpowiedz Link
masza.s Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:35 Problem w tym, że patrząc także na ten wątek mam naprawdę wrażenie, że osoby z nadwagą każdą wzmiankę o zdrowych odżywianiu ( nie skierowaną do nich) traktują dość personalnie i są przewrażliwione. Przewrażliwienie nie jest pejoratywne, po prostu jest wynikiem właśnie tych przeżyć. Jak napisałam, że należy być szczególnie delikatnym i ostrożnym w podejmowaniu rozmów o zdrowiu z BLISKĄ osobą, to na mnie nakrzyczałaś, że odbieram własny rozum otyłym. ;) Co do linkowanych historii, to prawie każda z tych dziewczyn miała już jakieś zaburzenia psychiczne, zaawansowane kompleksy, nerwicę etc. Wszystko kojarzyły ze swoją wagą. Poza tym właśnie zostały zatuczone bądź wpędzone w otyłość w dzieciństwie ( pogratulować rodzicom, zwłaszcza tym, którzy potem wpędzali je w kompleksy z powodu tejże otyłości) i trafiały w dużej mierze na jakich psychopatów, nie partnerów. Niektóre zresztą każe niepowodzenie w miłości, w pracy utożsamiały z wagą, chociaż niekoniecznie musiało tak być. Także trzeba byłoby leczyć kobiety z tych historii ( i to nie jest negatywne - pomóc im się odbudować), nauczyć i własnej wartości etc. Oczywiście wyśmiewanie się jest niedopuszczalne, przy mnie nigdy się to nie zdarzyło ( no, w gimnazjum ja słyszałam parę komentarzy dot. mojej sylwetki, ale rok później, już w liceum kolega oficjalnie przeprosił mnie za swoją małoletnią głupotę ;) ) i wierz mi, że gdyby tak było, to bym zareagowała. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:39 Jak napisałam, że należy być szczególnie > delikatnym i ostrożnym w podejmowaniu rozmów o zdrowiu z BLISKĄ > osobą, Wybacz, ale na podstawie roznych Twoich postow (w innych watkach takze) delikatnosc i empatia nie sa Twoja mocna strona, lagodnie rzecz ujmujac. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 21:22 bebe.lapin napisała: > Wybacz, ale na podstawie roznych Twoich postow (w innych watkach takze) > delikatnosc i empatia nie sa Twoja mocna strona, lagodnie rzecz ujmujac. Bebe- bez przesady. Potwierdzasz stereotyp, że z pewnymi ludźmi trzeba się obchodzić jak z jajkiem, bo co rusz to się obrażą. Pewne rzeczy należy nazywać po imieniu i już. Prawda czasem nie jest przyjemna ale jest lepsza niż oszukiwanie się. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:42 masza.s napisała: > Problem w tym, że patrząc także na ten wątek mam naprawdę wrażenie, > że osoby z nadwagą każdą wzmiankę o zdrowych odżywianiu ( nie > skierowaną do nich) traktują dość personalnie i są przewrażliwione. jeśli rzeczywiście tak się dzieje, to wynika to moim zdaniem z tego, że zakładacie (wy, którzy chcecie walczyć z otyłością), że osoby otyłe nie wiedzą, że ryzykują, nie wiedzą, jak się odżywiać, nie wiedzą, jaki w rzeczywistości jest ich stan zdrowia. Wspomniana ciocia, która karmiła męża golonką nie wiedziała, że to niezdrowo i to moze być rzeczywiście groźne. Tak - trzeba promować zdrowy styl zycia. Ale właśnie promować zdrowie a nie piętnować otyłość. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 21:24 jul-kaa napisała: > Wspomniana ciocia, która karmiła męża golonką nie wiedziała, że to niezdrowo i > to moze być rzeczywiście groźne. Tak - trzeba promować zdrowy styl zycia. > Ale właśnie promować zdrowie a nie piętnować otyłość. Nikt tu otyłości nie piętnuje - ale o niej TRZEBA ROZMAWIAĆ!! A nie kryć pod płaszczykiem politycznej poprawności bo nie daj Boże się któraś obrazi. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 22:30 mujer_bonita napisała: > Nikt tu otyłości nie piętnuje - ale o niej TRZEBA ROZMAWIAĆ!! A nie kryć pod pł > aszczykiem politycznej poprawności bo nie daj Boże się któraś obrazi. Ależ my o otyłości rozmawiamy i to dosyć często. Inteligentym osobom, a chyba wszystkie za takie się uważamy, nie trzeba tłumaczyć konsekwencji otyłości. Ba, niektóre z nas nawet się do niej przyznają, podają wagę, piszą o swoich problemach, walce o normalną wagę, o kompleksach, ograniczeniach fizycznych i psychicznych, i o tym, jak cudownie byłoby pomimo akceptacji być szczupłą kobietą. Dlatego strasznie drażni ktoś, kto wkracza nagle na salę, przygląda się z natrętną troską naszym fałdkom i z entuzjazmem zbawiciela świata oświadcza: "nie ma co mydlić sobie oczy kobitki, otyłość jest niezdrowa, dla WASZEGO dobra, trza coś roooobić". A jako konkrety podaje urozmaicenie kuchni. ;-) Piszę tu o Maszy. Dziewczyna myli cel ze sposobem wykonania i wydaje jej się, że wypowiadając odpowiednio uroczyście życzenie sprawa jest załatwiona. Bo o to tu chyba chodzi, a nie o negację problemu. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 22:39 pierwszalitera napisała: > Ależ my o otyłości rozmawiamy i to dosyć często. Inteligentym osobom, a chyba > wszystkie za takie się uważamy, nie trzeba tłumaczyć konsekwencji otyłości. Ba > , niektóre z nas nawet się do niej przyznają, podają wagę, piszą o swoich probl > emach, walce o normalną wagę, o kompleksach, ograniczeniach fizycznych i psychi > cznych, i o tym, jak cudownie byłoby pomimo akceptacji być szczupłą kobietą. No nie do końca tak Pierwszalitero - bo IMO gdzieś ta dyskusja zeszła na tory rozszerzenia akceptacji na otyłość. 'Jestem cudowna niezależnie od wagi', 'BMI to bujda', 'Jestem otyła i co tam - phi!'. Dlatego właśnie zapytałam o granice samoakceptacji. Bo nie widzę jakiejkolwiek sprzeczności by nazwać kobietę z nadwagą czy otyłą piękną ale mimo wszystko jest to dla mnie jakiś dzwonek alarmowy pod kątem zdrowia. Jest i IMO powinien być pomimo akceptacji. Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 22:56 bo BMI to jest bujda, no sorrrrrrrrry ;] Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 22:57 mujer_bonita napisała: > No nie do końca tak Pierwszalitero - bo IMO gdzieś ta dyskusja zeszła na tory r > ozszerzenia akceptacji na otyłość. 'Jestem cudowna niezależnie od wagi', 'BMI t > o bujda', 'Jestem otyła i co tam - phi!'. Dlatego właśnie zapytałam o granice s > amoakceptacji. Kurcze, zaczynam mieć wrażenie, że drażni Cie cudza samoakceptacja, że kłuje Cie w oczy to, że osoba gruba nie patrzy na siebie z odrazą. Uwierz, że ja JESTEM cudowna niezależnie od wagi. Bo nie waga stanowi o tym kim jestem i jaka jestem. Nawet jeśli Cię to tak strasznie kłuje w oczy... Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 23:07 jul-kaa napisała: > Kurcze, zaczynam mieć wrażenie, że drażni Cie cudza samoakceptacja, że kłuje Cie > w oczy to, że osoba gruba nie patrzy na siebie z odrazą. > > Uwierz, że ja JESTEM cudowna niezależnie od wagi. Bo nie waga stanowi o tym kim > jestem i jaka jestem. Nawet jeśli Cię to tak strasznie kłuje w oczy... Nic mnie nie kłuje i nie twierdzę, że NIE JESTEŚ CUDOWNA. Może byś to zrozumiała jak byś doczytała do końca. Pytanie brzmi CZY JESTEŚ ZDROWA. Ty akurat tak a pozostałe osoby mogą nie być. Czy akceptacja/samoakceptacja złych rzeczy, szkodzenia własnemu zdrowiu jest OK? Jeżeli Twoja córka będzie chodziła po mrozie bez czapki i z odkrytymi nerami bo powie 'taka jestem piękna - zaakceptuj mnie' to też będzie Ci wszystko jedno? Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 23:15 Moim zdaniem już się rzucasz, poza tym drugi raz byłaś wobec mnie nieuprzejma. Cytowałaś zdanie 'Jestem cudowna niezależnie od wagi'. Do niego się odniosłam - to po pierwsze. Cudowna może też być osoba chora - to po drugie. Powiązałaś samoakceptację ze zdrowiem? Twój błąd, nie mój... Nikt nie pisał - "otyłość jest przyczyną moich chorób/nieszczęść, ale i tak zostanę otyła, bo tak chcę". Odpowiedz Link
roza_am Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 23:27 > Pytanie brzmi CZY JESTEŚ ZDROWA. A czy bycie zdrową jest obowiązkiem? > Jeżeli Twoja córka ... Po raz 1500-tny, rozmawiamy o ludziach dorosłych, a nie o dzieciach. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 23:31 roza_am napisała: > A czy bycie zdrową jest obowiązkiem? Nie nie jest. Ale wyobraź sobie chodzą po świecie ludzie, których obchodzi zdrowie bliższych i dalszych im osób. Ot - takie dziwadła :) > Po raz 1500-tny, rozmawiamy o ludziach dorosłych, a nie o dzieciach. A jak córka ma 18-19lat? Mamy mieć w nosie, że sobie szkodzi? A jak nosi niedopasowany stanik masakrując sobie biust? 'Dać jej spokój'? Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 23:01 mujer_bonita napisała: > No nie do końca tak Pierwszalitero - bo IMO gdzieś ta dyskusja zeszła na tory r > ozszerzenia akceptacji na otyłość. 'Jestem cudowna niezależnie od wagi', 'BMI t > o bujda', 'Jestem otyła i co tam - phi!'. Być może mylisz tylko pojęcia, bo dziewczyny nadwagę definują już często jako rozbieżność od wizerunku szczupłego ciała progagowanego w mediach i nie każda kobieta potrzebująca rozmiaru powyżej 40, czy nawet z BMI powyżej 25 ma autentyczną nadwagę, nie mówiąc już o otyłości. Mogła jednak czuć się za gruba i odzyskać wreszcie samoakceptację. A nawet kobiety faktycznie otyłe mogą mieć też dosyć ciągłego terroru odchudzania i mogą mieć potrzebę podobania się sobie. Czy muszą codziennie spoglądać do lustra i z obrzydzeniem powtarzać: "O matko, jaka jestem wstrętnie gruba"? Czy nie mogą czuć się atrakcyjnie? Czy nie mają prawa do równowagi psychicznej i zadowolenia? Czy muszą czuć się jako osoby drugiej kategorii, bo żyją z wyższym ryzykiem zachorowania na jakieś tam choroby? W ruchu drogowym ginie codziennie kupa ludzi, czy dostanę premię za to, że nie jeżdżę samochodem? ;-) Według moich osobistych obserwacji bardzo często dopiero samoakceptacja pozwoliła wielu ludziom trwale schudnąć. Bo nagle przestało być AŻ TAK ważne i to pomogło wyjść im z diabelskiego koła nieszczących diet i nienawiści do własnego ciała. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 23:15 Pierwszalitero - nie przeczytałaś tego co napisałam. WYRAŹNIE zaznaczam, że nie mam problemów z akceptacja osób o KAŻDYM BMI. Piękno według mnie nie zależy od wagi. Nie wiem jak w prostych łopatologicznych słowach to napisać - chodzi mi o niedopuszczenie do sytuacji, kiedy sama otyłość kojarzy się z czymś dobrym, fajnym, 'OK'. Bo tak wypada. Osoby z nadwagą są tak samo cudowne i wspaniałe jak każda inna osoba o dowolnym BMI ale są narażone na ciężkie choroby. Nie utopmy tego w 'akceptacji' otyłości. Odpowiedz Link
olusimama Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 13:46 mujer_bonita napisała: 'Jestem otyła i co tam - phi!' O chwilunia, poznaję to 'phi' NIE jestem otyła, mimo, że ważę więcej niż uśrednione tabelki przewidują dla mojego wzrostu. A 'phi' to lekceważenie tych tabelek właśnie. Nie neguję, że otyłość jako zjawisko społeczne jest problemem, który rośnie. Buntuję się natomiast przeciwko tabelkom, statystykom i uśrednianiu wszystkiego jak leci oraz przeciwko nazywaniu otyłymi wszystkich, których waga przekracza wydumane "normy" Bo dochodzimy do absurdu, w którym otyła jestem i ja (171cm/80kg) oraz moja szwagierka (163cm/130kg) No ludzieeee Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 14:27 olusimama napisała: > Nie neguję, że otyłość jako zjawisko społeczne jest problemem, który rośnie. > Buntuję się natomiast przeciwko tabelkom, statystykom i uśrednianiu wszystkiego > jak leci oraz przeciwko nazywaniu otyłymi wszystkich, których waga przekracza > wydumane "normy" Buntujesz się przeciwko tabelkom czyli konkretnie CO? Należy je znieść? Nie stosować? Jaki masz pomysł zamiast? Czy przeciw tabelom pomiarów ciśnienia krwi lub badań krwi również się buntujesz? I co ma znaczyć 'wydumane' normy, bo nie rozumiem? Że za dużo osób łapie się na nadwagę lub otyłość to trzeba je obniżyć?? > Bo dochodzimy do absurdu, w którym otyła jestem i ja (171cm/80kg) oraz moja > szwagierka (163cm/130kg) No ludzieeee Gdzie tu widzisz absurd? Przekroczenie pewnej granicy jakiegoś wskaźnika powoduje przyporządkowanie do pewnej grupy. To jest przecież całkowicie normalne. Postulujesz wprowadzenie jakiegoś podziału (otyły, bardziej otyły, ekstra otyły)? Powiem szczerze - kompletnie nie rozumiem sensu, który starasz się przekazać. Odbieram to jako 'protestuję, że łapię się na otyłość więc tabeli są złe, precz z nimi'. Btw. 80kg przy 1,71m to dopiero nadwaga ;) Odpowiedz Link
milstar Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 14:36 mujer bonita, jeszcze raz: KTÓRE normy uznać za prawidłowe? Bo różnice w nich u mnie sięgają... 19 kg Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 14:41 milstar napisała: > mujer bonita, jeszcze raz: KTÓRE normy uznać za prawidłowe? Bo różnice w nich u > mnie sięgają... 19 kg static.howstuffworks.com/gif/bmi-comparison.gif :) Odpowiedz Link
milstar Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 14:52 No właśnie. A obrazek nie uwzględnia jeszcze grubości kości i paru innych rzeczy Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 14:57 jul-kaa napisała: > static.howstuffworks.com/gif/bmi-comparison.gif :) No świetny przykład. A teraz powiedz mi Julko co z różnicami, których NIE WIDAĆ na pierwszy rzut oka? Przykład 1. Mam koleżankę z bardzo niskim ciśnieniem. Od lat. Przechodziła wiele badań, podejrzenia wielu chorób, nic nie wyszło. Zdrowa jak ryba (poza tym ciśnieniem). I teraz do lekarza, który się nią zajmował przychodzi kolejna osoba z bardzo niskim ciśnieniem. Co m zrobić lekarz: a) zlecić badania b) olać, bo przecież istnieją osoby o za niskim według tabelek ciśnieniu i są zdrowe Przykład 2 - Twój. Masz nadwagę (otyłość?) jesteś zdrowa. Inna osoba o takich samych wymiarach i wadze przychodzi do lekarza. Czy ma zostać odprawiona, bo Ty jesteś zdrowa i tabelki są 'be'? Tabelka to WSKAŹNIK - można mieć pozatabelkowe ciśnienie czy wagę i być okazem zdrowia (mniejszość). Ale do jasnej anieli - to, że ktoś ma za niskie ciśnienie i jest zdrowy nie oznacza, że nie ma niskiego ciśnienia. Jeżeli ktoś ma nadwagę i jest zdrowy nie oznacza, że nie ma nadwagi! Nie dajmy się zwariować! Odpowiedz Link
milstar Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 15:08 Dla mnie Twoje przykłady są dowodem tylko i wyłącznie tego, że tabelki tabelkami, a ludzie są różni Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 15:13 milstar napisała: > Dla mnie Twoje przykłady są dowodem tylko i wyłącznie tego, że tabelki tabelkam > i, a ludzie są różni Owszem - ludzie są różni - szczupli i grubi, wysocy i niscy, szybcy i wolni, weseli i smutni etc.. Są MILIONY określeń i jakoś nikt nie postuluje zrezygnowania z nich mimo, że są nieprecyzyjne. Ciekawe dlaczego z otyłością jest inaczej? Odpowiedz Link
roza_am Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 15:34 > Tabelka to WSKAŹNIK - można mieć pozatabelkowe ciśnienie czy wagę i być okazem > zdrowia (mniejszość). Ale do jasnej anieli - to, że ktoś ma za niskie ciśnienie > i jest zdrowy nie oznacza, że nie ma niskiego ciśnienia. Jeżeli ktoś ma nadwag > ę i jest zdrowy nie oznacza, że nie ma nadwagi! Nie dajmy się zwariować! Mam wrażenie, że dziewczyny próbują uzasadnić, nie to, że nie istnieje coś takiego jak waga powyżej normy, granicy bezpieczeństwa zdrowotnego czy jak to tam jeszcze określić :) Próbują raczej powiedzieć, że ową granicę bezpieczeństwa powinno wyznaczać CO INNEGO niż prosty wskaźnik BMI (np. % tkanki tłuszczowej, obwód pasa w zal. od płci, wskaźniki gospodarki glukozowej czy cholesterolowej - przykłady z głowy laika, sensowne propozycje pozostawiam fachowcom). Ewentualnie, wskaźnik BMI powinien być odnoszony do innych zmiennych (wiek, płeć, wzrost itp. - chodzi o kryteria, w zal. od których inne granice wagi można uznać za bezpieczne dla zdrowia). W świetle faktycznych danych dotyczących zdrowia można chyba powiedzieć, że wskaźnik BMI jest bardziej popularną ciekawostką niż faktycznie rzetelnym i rozstrzygającym wskaźnikiem medycznym. Zatem porównywanie go do wyników badań krwi czy pomiaru ciśnienia nie jest w pełni uzasadnione. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 15:42 roza_am napisała: > Próbują raczej powiedzieć, że ową granicę bezpieczeństwa pow > inno wyznaczać CO INNEGO niż prosty wskaźnik BMI (np. % tkanki tłuszczowej, obw > ód pasa w zal. od płci, wskaźniki gospodarki glukozowej czy cholesterolowej - p > rzykłady z głowy laika, sensowne propozycje pozostawiam fachowcom). A ja zaczynam mieć wrażenie, ze szukają takiego sposobu, w którym nadwaga/otyłość im nie wyjdzie ;) Ok - ja rozumiem walkę o DOBRE wskaźniki, które coś mówią. Ale tak czy inaczej wskaźniki dotyczące wagi przecież nie mówią nic same - są wskazówką do dalszych badań. Jeżeli te badania są w normie to wszystko jest ok - 'mam nadwagę ale jestem zdrowa' tak damo jak 'mam niskie ciśnienie ale jestem zdrowa'. Sama nadwaga czy otyłość przecież jeszcze nic nie znaczy - owszem - zwiększa ryzyko pewnych chorób więc powinna być czymś w rodzaju dzwonka alarmowego, punktu do zastanowienia się czy wszystko jest w porządku. Dlatego właśnie taka norma/wskaźnik powinna istnieć. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 16:01 mujer_bonita napisała: > Ok - ja rozumiem walkę o DOBRE wskaźniki, które coś mówią. Ale tak czy inaczej > wskaźniki dotyczące wagi przecież nie mówią nic same - są wskazówką do dalszych > badań. Jeżeli te badania są w normie to wszystko jest ok - 'mam nadwagę ale je > stem zdrowa' tak damo jak 'mam niskie ciśnienie ale jestem zdrowa'. Sama nadwag > a czy otyłość przecież jeszcze nic nie znaczy - owszem - zwiększa ryzyko pewnyc > h chorób więc powinna być czymś w rodzaju dzwonka alarmowego, punktu do zastano > wienia się czy wszystko jest w porządku. Dlatego właśnie taka norma/wskaźnik po > winna istnieć. O, ja wiem, o co jeszcze walczę, choć to żadna nowość, pojawiała się ta myśl już kilka razy w tym wątku. Otóż chciałabym, żeby ludzie (w tym lekarze) nie postrzegali mnie jako leniwego żarłoka. W społeczeństwie (nie na forum, ale generalnie wśród ludzi) panuje przekonanie, że po pierwsze otyły musiał się obeżreć w życiu jak świnia i już mógłby przestać żreć (i wtedy oczywiście schudnie), a poza tym jest leniem śmierdzącym, któremu nie chce się tyłka ruszyć. No trzecia rzecz - nie chciałabym, zeby inni (_zwłaszcza_ lekarze) zakładali, że na 100% mam fatalne wyniki badań, nie kazali ich konsultować po wielokroć (bo na pewno coś źle wyszło!). Pokłosiem kretyńskich tabeli jest np. to, co opisywała Marisella, czyli ślepa wiara dietetyków w tabele. Ja też miałam przygodę z taką cudną dietą, w której na śniadanie plaster pomidora, na obiad jogurt, a na kolację herbata ziołowa. Mam też w rodzinie studentkę dietetyki i jak słyszę, czego ją uczą (a raczej czego _nie_ uczą), to mi troszkę ręce opadają. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 15:58 roza_am napisała: > Mam wrażenie, że dziewczyny próbują uzasadnić, nie to, że nie istnieje coś taki > ego jak waga powyżej normy, granicy bezpieczeństwa zdrowotnego czy jak to tam j > eszcze określić :) Próbują raczej powiedzieć, że ową granicę bezpieczeństwa pow > inno wyznaczać CO INNEGO niż prosty wskaźnik BMI (np. % tkanki tłuszczowej, obw > ód pasa w zal. od płci, wskaźniki gospodarki glukozowej czy cholesterolowej - p > rzykłady z głowy laika, sensowne propozycje pozostawiam fachowcom). Ewentualnie > , wskaźnik BMI powinien być odnoszony do innych zmiennych (wiek, płeć, wzrost i > tp. - chodzi o kryteria, w zal. od których inne granice wagi można uznać za bez > pieczne dla zdrowia). Jasne. Ponieważ zamuję się praktycznie pracą z luźmi z nadwagą mogę napisać, że BMI moich pacjentów nawet mnie nie interesuje. Więcej uwagi poświęcam ilości tłuszczu w organiźmie i interesuje mnie też jeszcze jego stosunek do masy mięśniowej. Czyli wartość jeszcze dokładniejsza niż sam procent tłuszczu w organiźmie, bo ten nie mówi wiele o reszcie i nic o stopniu odżywienia komórek mięśniowych. Ale nawet tutaj posługuję się tabelkami i normami statystycznyami, o których wiem, że są tylko umowne i podlegają wpływowi przeróżnych faktorów. Na własny użytek więc, wolę przyglądać się indywidualnemu przebiegowi mierzeń u konkretnego pacjenta i ewentualnie porównywać z pacjentami o podobnym typie. A nawet tu różnice są tak ogromne, jak ogromna jest genetyczna różnorodność. U jednej osoby podobny schemat powoduje "włączenie" się cukrzycy, inna cieszy się ciągle jeszcze doskonałym zdrowiem. Czyli im dalej w las, tym pierwotna wiedza o kategoriach drzewostanu przestaje w czymkolwiek pomagać, bo tabelkowa klasyfikacja na dęby, buki i olchy nie daje żadnych informacji na temat zdrowia biotopu konkretnego lasu. Co nie znaczy, że nie należy znać podstaw, czyli tabel, ale nie należy traktować ich jako wyroczni. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 14:47 milstar napisała: > mujer bonita, jeszcze raz: KTÓRE normy uznać za prawidłowe? Bo różnice w nich u > mnie sięgają... 19 kg Nigdy nie spotkałam się z taką rozbieżnością w kwestii określania otyłości. Możesz podać według jakich norm? Odpowiedz Link
milstar Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 14:55 Pisałam już o tym w tym wątku w odniesieniu do siebie. Do tamtych jeszcze tylko bym dodała wagę idealną i kilka innych ogólnodostępnych Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 15:09 milstar napisała: > Pisałam już o tym w tym wątku w odniesieniu do siebie. Do tamtych jeszcze tylko > bym dodała wagę idealną i kilka innych ogólnodostępnych W tym wątku jest tylko jedna Twoja wypowiedź na ten temat odnośnie dwóch pomiarów, które oba wskazały u Ciebie otyłość. forum.gazeta.pl/forum/w,86228,105189328,105325948,Kanony.html Różnica mięcdzy Twoimi wyliczeniami tych norm to 8kg (72-64) nie 19. Dodatkowo w tamtym rozumowaniu Twoim jest błąd - piszesz o zrzuceniu 10kg SAMEGO tłuszczu. Tak się nie da. Chudnąc straciłabyś na wadze więcej i różnica między normami byłaby niewielka, o ile jakaś w ogóle. Odpowiedz Link
milstar Re: Granice samoakceptacji 10.01.10, 10:26 > Różnica mięcdzy Twoimi wyliczeniami tych norm to 8kg (72-64) nie 19. Dodatkowo > w tamtym rozumowaniu Twoim jest błąd - piszesz o zrzuceniu 10kg SAMEGO tłuszczu > . Tak się nie da. Chudnąc straciłabyś na wadze więcej i różnica między normami > byłaby niewielka, o ile jakaś w ogóle. Dlatego dopisałam m. in. o wadze idealnej, która wg tabelek powinna u mnie wynosić 53 kg. Moja dietetyczka twierdzi, że DA SIĘ zrzucić sam tłusZcz, odchudzając się racjonalnie. Jakoś jej wierzę bardziej niż Tobie Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Granice samoakceptacji 10.01.10, 15:39 milstar napisała: > Moja dietetyczka twierdzi, że DA SIĘ zrzucić sam tłusZcz, odchudzając się racjo > nalnie. Jakoś jej wierzę bardziej niż Tobie Da się, ale z ograniczeniami. Przy 10 kg strata tylko tłuszczu może być już problemem. Nie ma bowiem czegoś takiego jak racjonalne odchudzanie. Odchudzanie jest zawsze sprzeczne z programem naszego organizmu i żadne ciało nie będzie grzecznie spalać tłuszczu, bo jego właściciel tego chce. Optymistyczna wiara w jakąś "zdrową" wagę, do której organizm z chęcią wróci, redukując tylko tłuszcz jest błędem. W któryś tam momencie włączą się fizjologiczne mechanizmy oporu. Przy większych spadkach wagi zawsze uszczkniemy też trochę masy mięśniowej, nie ma szans. Jeżeli dietetyczka twierdzi coś innego, to znaczy, że nie ma doświadczenia z pomiarami składu ciała i nie wie, co jej pacjenci tracą w trakcie diety. Odpowiedz Link
daslicht Re: Granice samoakceptacji 10.01.10, 15:43 Najlepiej się odchudzić za pomocą odpowiedniego zestawu ćwiczeń, wtedy stracimy tłuszcz i oszczędzimy mięśnie :) Dieta oczywiście też, jak ktoś żywi się czipsami z kolą, to niech nie oczekuje że będzie szczupły, zgrabny i zdrowy. Odpowiedz Link
milstar Re: Granice samoakceptacji 10.01.10, 16:23 Pierwsza litero, ja to wszystko wiem. Ale jakoś tak łatwiej mi myśleć, że mam schudnąc 10 kg (no, teraz już 6,5) niż więcej ;) Wpływa to na mnie bardziej motywująco. A po tych 6,5 będę się martwić, co dalej, więc na razie proszę o wsparcie :) Odpowiedz Link
madzioreck Re: Granice samoakceptacji 10.01.10, 22:29 mujer_bonita napisała: > milstar napisała: > > mujer bonita, jeszcze raz: KTÓRE normy uznać za prawidłowe? Bo różnice w > nich u > > mnie sięgają... 19 kg > > Nigdy nie spotkałam się z taką rozbieżnością w kwestii określania otyłości. Moż > esz podać według jakich norm? Wtrącę się, według BMI właśnie. Zakładając, że waga prawidłowa to BMI pomiędzy 18,6 a 24,9(tak podaje jedno ze źródeł), to moja waga prawidłowa to od 55 do 74 kg. Czyli 19kg rozbieżności, to jest bardzo dużo. A spotkałam się tez z podziałem, gdzie (pisałam już gdzieś) prawidłowe jest tez BMI 18, co daje dla mnie minimalną wagę 53 kg i rozbieżność 21 kg. Odpowiedz Link
daslicht Re: Granice samoakceptacji 10.01.10, 23:04 Bo dolna granica jest dla budowy typu wysuszone chucherko, a górna dla budowy typu ołowiane bydlę. Nie jesteśmy skonstruowani tak samo. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Granice samoakceptacji 11.01.10, 00:35 daslicht napisała: > Bo dolna granica jest dla budowy typu wysuszone chucherko, a górna dla budowy t > ypu ołowiane bydlę. Nie jesteśmy skonstruowani tak samo. Gdyby tak było, to byłoby w porządku, ale rzeczywistość nie jest taka prosta. Pod zwałami tłuszczu może swobodnie ukrywać się wysuszone chucherko, a ołowiane bydle z muskułami jak łamacze lodu może mieć całkiem niskie BMI. ;-) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Granice samoakceptacji 11.01.10, 00:42 daslicht miała na myśli to chucherko raczej bez zwałów tłuszczu :P Odpowiedz Link
milstar Re: Granice samoakceptacji 11.01.10, 09:23 daslicht napisała: > Bo dolna granica jest dla budowy typu wysuszone chucherko, a górna dla budowy typu ołowiane bydlę. Nie jesteśmy skonstruowani tak samo. I żadne normy nie uwzględniają wielkości biustu - a było nie było to też dobre kilka kg więcej w przypadku G+ Odpowiedz Link
daslicht Re: Granice samoakceptacji 11.01.10, 09:44 A to akurat raczej dużego wpływu nie ma. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 14:37 mujer_bonita napisała: > Buntujesz się przeciwko tabelkom czyli konkretnie CO? Należy je znieść? Nie sto > sować? Jaki masz pomysł zamiast? Czy przeciw tabelom pomiarów ciśnienia krwi lu > b badań krwi również się buntujesz? A czytałaś posty pierwszejlitery dotyczące tego, że te niby normy są po prostu nieprawdziwe? To tak, jak z kaloriami - stare tabele zawartości kalorycznej produktów nijak się mają do rzeczywistości, powstały nowe, stosuje się jedne i drugie, a czy którekolwiek są prawdziwe...? Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 14:46 jul-kaa napisała: > To tak, jak z kaloriami - stare tabele zawartości kalorycznej produktów nijak > się mają do rzeczywistości, powstały nowe, stosuje się jedne i drugie, a czy > którekolwiek są prawdziwe...? ALE STOSUJE SIĘ! Wybierając jedzenie wiesz co ma więcej a co mniej kalorii, co ma więcej tłuszczu a co witamin - na tej podstawie podejmiesz decyzje. I tak naprawdę nie jest ważne, że inna skala mówi co innego - ważne są wzajemne proporcje kaloryczne i odżywcze produktów. Mam wrażenie, że kręcimy się w kółko. Normy MUSZĄ istnieć. To jak z miseczkami staników - różne firmy mają różne ale mimo wszystko nikt nie postuluje ZNIESIENIA numeracji! Ja wszystkie szanowne forumki protestujące przeciw tabelom zapytam: 1) DLACZEGO (merytorycznie) mamy je znieść? 2) Co w zamian? Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 15:20 mujer_bonita powiedz mi jedno, dlaczego Ty się tak ekscytujesz i krzyczysz? Troszkę za dużo wykrzykników i wielkich liter, które przestają być _podkreśleniem_ a zaczynają być KRZYKIEM. Ta ekscytacja jest troszkę niezdrowa i zaczynam się zastanawiać, jaki jest Twój problem. No i nie mam ochoty rozmawiać tym tonem. > ALE STOSUJE SIĘ! Wybierając jedzenie wiesz co ma więcej a co mniej kalorii, co > ma więcej tłuszczu a co witamin - na tej podstawie podejmiesz decyzje. Problem w tym, że te dane nie zawsze są prawdziwe. Po co więc się je stosuje? Jak ma się spalanie w kalorymetrze do "spalania" przez ludzki organizm? Wiesz, jak się ustalało zawartość poszczególnych substancji w produktach? W absurdalny sposób... > I tak na > prawdę nie jest ważne, że inna skala mówi co innego - ważne są wzajemne proporc > je kaloryczne i odżywcze produktów. O tak, na przykład zawartość "zabójczych" węglowodanów. Wiesz, jak obliczano ich zawartość? Brano całkowitą zawartość kalorii jakiegoś produktu i odejmowano ilość kalorii zawartego w nim białka i tłuszczu. Zapomniano chyba jednak, że artykuły spożywcze składają się ze znacznie większej liczby składników. Kiedy w końcu przebadano węglowodany metodami analitycznymi, różnica między wyliczoną a zmierzoną wartością wynosiła ok. 40%. Fajnie, nie? Porównanie ze stanikami byłoby trafne, gdyby ta numeracja obejmowała normy - np. A-D to normalne biusty, a >D już za duże. Powyżej G zaś monstrualne. A tego chyba nie chcemy, nie...? Nie wiem, jaka jest alternatywna dla obecnie istniejących norm. Wiem tylko, że te, które istnieją, nie są dobre. Nigdzie nie postulowałam dbania o zdrowie. Uważam tylko, że ja sama jestem sztucznie wtłaczana w pewne schematy. I już pisałam - ja _wiem_, że jestem zdrowa właśnie dlatego, że się badam. Odpowiedz Link
olusimama Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 15:24 mujer_bonita napisała: > Buntujesz się przeciwko tabelkom czyli konkretnie CO? Czyli konkretnie przeciwko uśrednianiu i braniu w wyliczeniach pod uwagę wyłącznie 2 czynników - wagi i wzrostu. A gdzie płeć, wiek, budowa, tryb życia, proporcje, cechy osobnicze typu drobne/masywne kości itd? Moje 80 kg to jeszcze nadwaga, kilka kilo więcej to już otyłość - według tabelek. A ja otyła nie jestem i tyle, kilka osób z forum widziało mnie i może potwierdzić, jestem mocno zbudowana, nie wiem, kości mam ciężkie czy może mózg ;-) zawsze ważę więcej niż na to wyglądam i tyle. A tabelka bezlitośnie powie - nadwaga/otyłość. a PHI właśnie. >Należy je znieść? Nie sto > sować? Jaki masz pomysł zamiast? Udoskonalić i dodać do nich co najmniej kilka czynników. Nadal nie będą doskonałe, ale sensu może troszkę nabiorą. Bez kitu, choćby wiek ma znaczenie. Jak miałam 18 lat ważyłam 55kg i byłam superlaską. 6 lat temu ważąc 63 - wyglądałam niezdrowo. Teraz oceniam swoją nadwagę na jakieś 5 kg - według tabelek 75 przy moim wzroście to już nadwaga, a figa, nie w moim przypadku. > Czy przeciw tabelom pomiarów ciśnienia krwi lu > b badań krwi również się buntujesz? Nie, bo nie wartościują. Aczkolwiek i ciśnienie i hemoglobinę mam od zawsze na najniższym akceptowalnym jako norma poziomie. I jakoś zdrowa jestem. > I co ma znaczyć 'wydumane' normy, bo nie rozumiem? Już pisałam - za bardzo uśrednione, zbudowane na zbyt małej ilości danych. > > Bo dochodzimy do absurdu, w którym otyła jestem i ja (171cm/80kg) oraz mo > ja > > szwagierka (163cm/130kg) > Gdzie tu widzisz absurd? Mam Ci pokazać fotkę na której stoimy obok siebie, żebyś też zobaczyła absurd? ;-) >Odbieram to jako 'protestuję, że łapię się na otyłość więc tabeli są złe, precz > z nimi'. A odbieraj sobie. Ja protestuję przeciwko uznaniu mnie za otyłą, ponieważ otyła nie jestem. I tyle. Według różnych śmisznych tabelek mój biust nie istnieje, taki jest wielki. A w rzeczywistości jest zaledwie średni. > Btw. 80kg przy 1,71m to dopiero nadwaga ;) Tak, wiem. Ale mam skłonności do wahań wagi o dobre kilka kg w obie strony i są okresy kiedy tabelkowo do tej otyłości zbliżam się o włos. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 15:36 olusimama napisała: > Nie, bo nie wartościują. No i mamy odpowiedź - problem jest w GŁOWIE a nie w tabelce. Tabela wskaźników wagi jest dokładnie tym samym co tabela ciśnienia krwi - określa NORMY*. Jak wychodzisz poza granicę to masz niedociśnienie/nadciśnienie - niedowagę/nadwagę. I już. To dokładnie tak samo. Tylko neutralne medycznie określenie nadwaga potocznie kojarzy się negatywnie. Ty nie chcesz być określana negatywnie więc torpedujesz tabelki. 'Nie jestem i już'. Problem w głowie nie w tabelce. * i jakkolwiek te normy będą liczone jak proponujesz to zawsze zaistnieje ich granica, gdzie +/- 1kg będzie stanowił czy już jest ona przekroczona czy nie. Jak we wszystkim od numeracji butów czy staników zaczynając. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 15:37 mujer_bonita napisała: > Buntujesz się przeciwko tabelkom czyli konkretnie CO? Należy je znieść? Nie sto > sować? Jaki masz pomysł zamiast? Czy przeciw tabelom pomiarów ciśnienia krwi lu > b badań krwi również się buntujesz? Nikt nie buntuje się przeciwko tabelkom i normom, tylko przeciwko ich interpretacji. Normy są umowne i nie od dzisiaj wiadomo, że nawet tabelki mogą wprowadzać w błąd. Cała masa norm dla badań krwi jest też przestarzała i bazuje na mitach. Wiele mitów zostało obalonych, a tabelki ciągle są stosowane, czasem przez niewiedzę, czasem przez lenistwo, czasem przez głupotę. Nawet lekarze nie są tu zawsze doinformowani. Sam fakt wypadnięcia z normy nie jest jeszcze wystarczającym powodem do starań mających na celu wciśnięcie się znowu do zażyczonej przez tabelkę wartości. Może być tylko wskazówką, ale nie zawsze wymaga skorygowania. A na pewno nie jest już hasłem uprawniającym do wyprawy krzyżowej przeciwko wszystkiemu, co nie pasuje w "stan normalny". Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 15:47 pierwszalitera napisała: > Nikt nie buntuje się przeciwko tabelkom i normom, tylko przeciwko ich interpret > acji Tak - bo określenie nadwaga czy otyłość odbierane jest jako piętno niestety :/ > Sam fakt wypadnięcia z normy nie jest jeszcze wystarczają > cym powodem do starań mających na celu wciśnięcie się znowu do zażyczonej przez > tabelkę wartości. Może być tylko wskazówką, ale nie zawsze wymaga skorygowania Owszem - i to piszę tu w kółko. ALE!!!! Będę powtarzać to do znudzenia - fakt, że np. przekroczymy według BMI granicę otyłości, zrobimy badania i wszystko jest OK nie zmienia faktu bycia otyłym. Jesteśmy zdrowym otyłym. Fakt, że dla kogoś 'nie wyglądamy na otyłego' nie znaczy, że nie jesteśmy otyli! Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 16:11 mujer_bonita napisała: > Owszem - i to piszę tu w kółko. ALE!!!! Będę powtarzać to do znudzenia - fakt, > że np. przekroczymy według BMI granicę otyłości, zrobimy badania i wszystko jes > t > OK nie zmienia faktu bycia otyłym. Jesteśmy zdrowym otyłym. Fakt, że dla kogoś > 'nie wyglądamy na otyłego' nie znaczy, że nie jesteśmy otyli! A może byś pozostawiła decyzję o takiej, a nie innej etykietce samym zainteresowanym? Sama upierałaś przy możliwości nazwania się piękną, chociaż jak sama przyznałaś, nie odpowiadasz modelkowemu kanonomi. Jakim prawem naginasz ogólnie przyjętą normę, że wszystko powyżej rozmiaru 36 jest grube i brzydkie dla siebie, a innym tego odmawiasz? No chyba nie dlatego, by się potwierdzić i na zasadzie kontrastu dowartościować? Jak już nie da się do kategorii premium, to trzeba kategorycznym obstawaniem przy respektowaniu normy odseparować od siebie te, z którymi nie chcesz się identyfikować? ;-) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 16:23 pierwszalitera napisała: > A może byś pozostawiła decyzję o takiej, a nie innej etykietce samym zaintereso > wanym? No to dojdziemy do absurdu pod tytułem 'nie jestem otyła bo nie!'. Idźmy dalej - 'nie mam gorączki bo nie - termometry są do bani', 'nie mam raka bo nie, wyniki kłamią', 'kość mi się nie złamała, bo nie, prześwietlenie jest bez sensu'. GROTESKA! > Sama upierałaś przy możliwości nazwania się piękną, chociaż jak sama prz > yznałaś, nie odpowiadasz modelkowemu kanonomi. Powtarzam po raz kolejny - piękno nie ma definicji, nie da się go zmierzyć, to pojęcie abstrakcyjne. Waga, wzrost, zawartość tłuszczu w organizmie to są konkrety. Tak jak ciśnienie krwi czy zawartość w niej hemoglobiny. To kategoria MEDYCZNA i tak to należy moim zdaniem traktować. > No chyba nie dlatego, by się potwierdzić i na zasadzie > kategorycznym obstawaniem przy respektowaniu normy odseparować od siebie te, z > którymi nie chcesz się identyfikować? ;-) A skąd pomysł, że nie chcę? Aktualnie brakuje mi 2kg do nadwagi - tak TEJ STRASZNEJ NADWAGI. I jeżeli się tak złoży to wejdę na wagę i stwierdzę - MAM NADWAGĘ. I świat się nie skończy - zapewniam Cię! Odpowiedz Link
roza_am Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 16:14 > Owszem - i to piszę tu w kółko. ALE!!!! Będę powtarzać to do znudzenia - fakt, > że np. przekroczymy według BMI granicę otyłości, zrobimy badania i wszystko jes > t > OK nie zmienia faktu bycia otyłym. Jesteśmy zdrowym otyłym. Fakt, że dla kogoś > 'nie wyglądamy na otyłego' nie znaczy, że nie jesteśmy otyli! Ty po prostu definiujesz "nadwagę" i "otyłość" matematycznie - poprzez przystawanie do takiego, a nie innego rejonu TABELI. Tabela JEST kryterium, wiec je przyjmujemy, sensowność tabeli nie ma znaczenia dla definicji. Drugi punkt widzenia jest taki, że "n." i "o." to określenia stanu otłuszczenia i sprawności ORGANIZMU, danego, pojedynczego organizmu. Tutaj kryterium nie są liczby, ale funkcjonowanie - obecne i antycypowane na podstawie wyników _różnych_ badań. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 16:27 roza_am napisała: > Tabela JEST kryterium, > wiec je przyjmujemy, sensowność tabeli nie ma znaczenia dla definicji. Ręce opadają - ja naprawdę nie wiem ile razy można powtarzać to samo :( Po raz kolejny - TAK WALCZMY O DOBRE, SENSOWNE WSKAŹNIKI. Ale JAKIEKOLWIEK one będą i tak gdzieś granica nadwagi i otyłości będzie. I jak się ją przekroczy to będzie oznaczało NADWAGĘ / OTYŁOŚĆ. Koniec kropka. Zaczynam naprawdę mieć wrażenie, że niektóre osoby po prosty chciałyby te określenia wykreślić ze słownika. Jak norma mówi 'nadwaga' to jest zła i trzeba ją zmienić. Zaraz dojdziemy do tego, że nikt na świecie nadwagi nie ma :D Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 16:48 mujer_bonita napisała: > Zaczynam naprawdę mieć wrażenie, że niektóre osoby po prosty chciałyby te okreś > lenia wykreślić ze słownika. Jak norma mówi 'nadwaga' to jest zła i trzeba ją z > mienić. Zaraz dojdziemy do tego, że nikt na świecie nadwagi nie ma :D Jeżeli coś takiego wywnioskowałaś z całej dyskusji, to brakuje ci sporej dawki wrażliwości dla problemu i nie zdajesz sobie sprawy z wielowarstwowości określeń. Dla ciebie, to tylko głupi spór o potwierdzenie prostej definicji. Szkoda, bo to nic nie wnosi do tematu. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 16:57 pierwszalitera napisała: > Jeżeli coś takiego wywnioskowałaś z całej dyskusji, to brakuje ci sporej dawki > wrażliwości dla problemu i nie zdajesz sobie sprawy z wielowarstwowości określe > ń. Dla ciebie, to tylko głupi spór o potwierdzenie prostej definicji. Szkoda, b > o to nic nie wnosi do tematu. Jak zwykle wywyższająca się Pierwszalitera :D Na Ciebie zawsze można liczyć w kwestii argumentów personalnych, urocze to :) Ten dobór słów, ta stylistyka! Najlepszy sposób, żeby poczuć się lepszą to wgnieść kogoś w ziemię nie? Co do wrażliwości - teraz dochodzimy do kwestii granicy nadwrażliwości. No ale w tej kwestii to zaraz mi pewnie dowalisz, że jestem gruboskórna :D Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 17:14 mujer_bonita napisała: > Co do wrażliwości - teraz dochodzimy do kwestii granicy nadwrażliwości. No ale > w tej kwestii to zaraz mi pewnie dowalisz, że jestem gruboskórna :D Ach, odbierasz mi całą przyjemność odkrywając wszystkie tajemnice bez mojej pomocy. ;-) Odpowiedz Link
roza_am Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 17:23 > > Tabela JEST kryterium, > > wiec je przyjmujemy, sensowność tabeli nie ma znaczenia dla definicji. > > Ręce opadają - ja naprawdę nie wiem ile razy można powtarzać to samo :( > > Po raz kolejny - TAK WALCZMY O DOBRE, SENSOWNE WSKAŹNIKI. Ale JAKIEKOLWIEK one > będą i tak gdzieś granica nadwagi i otyłości będzie. I jak się ją przekroczy to > będzie oznaczało NADWAGĘ / OTYŁOŚĆ. Koniec kropka. W danym momencie definiujesz nadwagę jako odstępstwo od obowiązujących w tymże momencie tabel. Ewentualna korekta tabel w przyszłości nie wpływa na _sposób_ w jaki nadwagę definiujesz (nadal jako odstępstwo od _aktualnych_ tabel). W tym rozumieniu sensowność tabel nie ma znaczenia. Jeśli jednak walka o sensowność tabel (wskaźników) jest dla Ciebie ważniejsza od "litery prawa" obowiązującej w danym momencie, to znaczy, że jednak definicja funkcjonalna jest Ci bliższa niż matematyczna. I że tak naprawdę zgadzasz się z osobami, z którymi tutaj walczysz ;) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 18:14 roza_am napisała: > Ewentualna korekta tabel w przyszłości nie wpływa na _sposób_ w > jaki nadwagę definiujesz (nadal jako odstępstwo od _aktualnych_ tabel). W tym > rozumieniu sensowność tabel nie ma znaczenia. Ok - dla mnie sensowność tabeli ma o tyle znaczenie, żeby nie porównywać się do reguł w stylu wzrost -110. Poza tym Różo - to nie jest MÓJ sposób definiowania. Każda definicja zakłada, że coś jest czymś po spełnieniu konkretnych przesłanek/parametrów, jakiekolwiek by one nie były. IMO - definicja 'funkcjonalna' w sensie wielowymiarowa, oparta na wnikliwej analizie tak. 'Czucie się' na coś już nie. Cały ten spór kojarzy mi się z literkofobią - 'nie jestem otyła bo nie' jest dla mnie niczym innym niż 'nie noszę D, bo Deeee to ogromny biust a ja nie mam ogromnego'. Litości :D PS. Jeżeli nie definiujemy nadwagi jako wyjście poza normę to przepraszam jak? Na jakiej podstawie? Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 19:12 albo "mam 32H i to wcale nie jest duży biust" ;) (zakładając że dziewczyna nie zaniża obwodu o 20cm ;) ) Odpowiedz Link
daslicht Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 19:22 Bo nie jest. Tzn. jest spory, ale w kategorii dużych biustów jest mały. A już na pewno przy wysokim wzroście, gdzie jest proporcjonalny do całej sylwetki. Trzeba patrzeć do kogo dany rozmiar jest przyczepiony, to tak jak brać pod uwagę samą wagę bez wzrostu i budowy --> patrz: neo-chłopcy i ich komentarze w rodzaju "dziewczyny ważące 75 kilo są obleśne, nie lubię takich kaszalotów" czy "ta Liszowska to chyba waży z 70 kilo!" - zawsze przy tym się kulam ze śmiechu :))))))) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 20:02 :PPPPPP a co do Liszowskiej, to ona może i więcej ważyć xD tylko co w tym dziwnego przy jej wzroście i posturze, jakby miała 50kg, to by wyglądała co najmniej niezdrowo ^^ czasem się zastanawiam jak wyglądają matki tych smarkaczy... czyżby same 175cm/55kg 90-60-90? chyba że matka to nie kobieta i jako przykład kobiety się nie liczy, bo bardziej "wiarygodne" są lale z pornoli i gwiazdki w mtv Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 20:36 fanka_tomcia napisała: > czasem się zastanawiam jak wyglądają matki tych smarkaczy... czyżby same > 175cm/55kg 90-60-90? chyba że matka to nie kobieta i jako przykład kobiety się > nie liczy, bo bardziej "wiarygodne" są lale z pornoli i gwiazdki w mtv Naturalnie, że matka nie kobieta, bo nie jest dla nich obiektem seksualnym. Ludzie, przecież to są chłopcy, dla których kobieta powyżej 30 lat to staruszka za zakończonym życiem seksualnym i wyszukująca już miejsce na cmentarzu. ;-) Kto by się przejmował w ogóle ich zdaniem. Dziwię się, że inteligentne dziewczyny w ogóle czytają takie komentarze. Po co? Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 20:43 no ale niby wybierając partnera ludzie chociażby podświadomie wybierają mężczyznę lub kobietę przypominających im rodzica ;) z drugiej strony nie myślałam o obiekcie seksualnym, ale trzeźwym spojrzeniu na kobiece ciało jako takie, ale w sumie to byłyby chyba za wielkie wymagania w stosunku do nastoletnich chłopców :D (gorzej, że starsi też takie mają. jak ja słyszę od 21-latka, że kobiety nie mają włosów na brzuchu, to ręce opadają, no ale gdzie mógłby je zobaczyć, prawda? xDD) Odpowiedz Link
fanka_tomcia to ja dziękuję za coś takiego... 09.01.10, 17:29 wolę mieć wagę w normie wg tabelek i czuć się z tego powodu dobrze, niż słyszeć od innych że mimo tego wyglądam na nadwagę, a poza tym mam za dużo tłuszczu w organizmie. a poza tym - nie wiem ile mam %, kiedyś wg wyliczeń z tej francuskiej strony wyszło mi 30 albo trochę więcej, w każdym razie "lekka nadwaga". i co, mam się nagle poczuć obrażona na cały świat? Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 21:32 mujer_bonita napisała: > Tak - bo określenie nadwaga czy otyłość odbierane jest jako piętno niestety :/ I być może dlatego medycyna powinna z tych określeń zrezygnować. Tak jak psychologia zrezygnowała z "debila" Potoczne znaczenie słowa "otyła" (monstrualnie gruba baba) odbiega znacząco od medycznej definicji (kobieta o BMI powyżej 30). Zresztą nawet na tym forum są osoby, które mówiąc "nie czuję się otyła", "nie wyglądam na otyłą" łącznie z dość absurdalnym "nie jestem otyła, chociaż mam BMI 35" odnoszą się do tego pierwszego znaczenia. Medycyna potrzebuje neutralnych określeń - np. właśnie "BMI: xx", które precyzyjnie opisuje konkretne parametry pacjenta, bez oceniania i wartościowania. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 23:28 czy zamienienie nazwy "otyłość" na "grupa ryzyka" coś by zmieniła? ja marzę o czasach, kiedy na słowo "otyłość" w kontekście BMI 30+ ludzie nie będą się rzucać "ale ja nie wyglądam jak monstrum", bo to będzie znaczyło tylko "waga powyżej BMI 30". ale muszą być jakieś określenia danych przedziałów, żeby było wiadomo o co chodzi (to tak jak zamiennie można mówić "mam hipercholesterolemię", a dla laika "mam bardzo wysoki poziom cholesterolu") słowo "otyłość" źle się kojarzy, mimo że jest właściwie terminem medycznym w kontekście BMI. dlatego bo jest niewłaściwie używane? i kobiety same się do tego przyczyniają, co widać po niektórych wypowiedziach z wątku Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 23:54 fanka_tomcia napisała: > czy zamienienie nazwy "otyłość" na "grupa ryzyka" coś by zmieniła? Może nie na "grupa ryzyka", ale np. na "osoby z BMI powyżej 30". Określenie nie powodowałoby dodatkowego stresu u osób chorych, precyzyjnie określałoby medyczny stan pacjenta, pozwalałoby porównanie różnych wskaźników. Już pisałam o tym, że psychologowie i psychiatrzy przestają używać określeń, kiedy stają się obraźliwe. pl.wikipedia.org/wiki/Obni%C5%BCenie_poziomu_rozwoju_intelektualnego#Dawna_klasyfikacja_niepe.C5.82nosprawno.C5.9Bci_intelektualnej Lepiej powiedzieć o kimś, że jest upośledzony umysłowo (w stopniu umiarkowanym) niż, że jest debilem. > słowo "otyłość" źle się kojarzy, mimo że jest właściwie terminem > medycznym w kontekście BMI. dlatego bo jest niewłaściwie używane? a czy to jednak nie było najpierw słowo z języka potocznego , które potem zdefiniowała medycyna ? Wrzucając je w sztywne ramki ? Szukałam w necie, ale nic mi się nie wyświetla - czy jest na sali językoznawca ? Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Granice samoakceptacji 10.01.10, 01:31 być może... jednak nawet biorąc pod uwagę typy budowy, rozkład tłuszczu itd to osoba ważąca 83kg przy 165cm na pewno nie może wyglądać tak jak osoby, które pokażą się w googlach po wklepaniu "fat" czy "obese". (otyłość po ang. obesity) chociaż tu ładnie napisali www.americanheart.org/presenter.jhtml?identifier=4639 "Obesity is defined simply as too much body fat. " [na marginesie to rozwalił mnie wynik z kalkulatora idealnej wagi ;) dla mojego 159cm wynik brzmi "Dla Twojego wzrostu waga idealna wynosi: * według wzoru Lorentza 56.8 kg, * według wzoru Broca 50.2 kg. Jeżeli ważysz więcej niż 55 kg prawdopodobnie masz nadwagę. Waga Twojego ciała większa od 60 kg może sugerować otyłość." no to ja w tym momencie ważę 59-60kg :O mam nadzieję, że to bzdury, chociaż przydałby się pomiar tłuszczu i to byłby chyba lepszy wskaźnik. na laurach też nie można spocząć, czy komuś siedzenie przed kompem i codzienne wsuwanie słodyczy przyniosło coś dobrego? xD] Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Granice samoakceptacji 09.01.10, 17:12 171cm/80kg to nie jest otyłość, tylko nadwaga.... no chyba że masz na myśli opinie dzieciaków, które na osobę mającą wagę w normie, a w biodrach więcej niż 90cm mówią, że jest otyła.... Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:46 masza.s napisała: > Co do linkowanych historii, to prawie każda z tych dziewczyn miała > już jakieś zaburzenia psychiczne, zaawansowane kompleksy, nerwicę > etc. Wszystko kojarzyły ze swoją wagą. Nie wiesz, co jest przyczyną a co skutkiem. Juz pisałam, że moim zdaniem ogromnie różni się zycie osoby, która utyła juz po okresie dojrzewania - jako dorosła, od życia osoby grubej od dziecka. Ja jednak stawiam na to, że w znacznej mierze problemy tych kobiet pierwotnie są związane z reakcją ludzi na ich wagę. I ludzie, którzy są tak "przejęci" społecznym problemem, jakim jest otyłość, reagują na grubych w sposób, jaki te dziewczyny opisują tworząc de facto ich historie. Odpowiedz Link
roza_am Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:48 Także trzeba byłoby leczyć kobiety z tych historii ( i to > nie jest negatywne - pomóc im się odbudować), nauczyć i własnej > wartości etc. Co to znaczy "trzeba by leczyć"? Kto miałby o tym decydować? To są osoby dorosłe i same decydują o swoim ewentualnym leczeniu (dopóki nie zagrażają bezpośrednio sobie lub innym i nie zostaną sądownie zmuszone do leczenia - ale tu nie mówimy o tego typu przypadkach). Jeśli to z Twojej strony postulat, a nie tylko pobożne życzenia, to zdecydowanie posuwasz się za daleko. Jeśli to tylko gdybanie, to uważaj na dobór słów. Odpowiedz Link
masza.s Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 19:22 "Trzeba" w tym sensie, że wydaje mi się, że osobę, którą spotkała przemoc fizyczna należy leczyć w tym sensie, że WARTO BY BYŁO, żeby taka osoba miała pomoc specjalisty. Z całego serca im życzę, żeby odnalazły wartość siebie i spokój bez tego, ale te historie naprawdę były okropne i trudno mi uwierzyć, że osoba, której mąż zwraca się do niej per "słoniu" i która pisze "słonie nie są do kochania, ale do pieprzenia" poradziła sobie sama. Odpowiedz Link
roza_am Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 19:30 Masło maślane. Maszo, Twoje chcenie to jedno, a motywacja danej osoby do ew. terapii to drugie. Uznaj prawo dorosłej osoby do decydowania samej o sobie. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 21:34 roza_am napisała: > Uznaj prawo dorosłej osoby do decydowania samej o sobie. Czy jeżeli dorosła, bliska Ci osoba postanowi się zabić - 'pozwolisz' jej i będziesz stała z założonymi rękami? Odpowiedz Link
tfu.tfu tak, pozwolę 07.01.10, 21:46 bo szanuję jej wybór. terminalne stadium raka nie jest przyjemne, chcesz dogorywać latami? miesiącami, z odleżynami? ja nie chcę. mój wybór, chcę, żeby inni go uszanowali. po prostu Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: tak, pozwolę 07.01.10, 21:54 tfu.tfu napisała: > bo szanuję jej wybór. terminalne stadium raka nie jest przyjemne, chcesz > dogorywać latami? miesiącami, z odleżynami? ja nie chcę. mój wybór, chcę, żeby > inni go uszanowali. po prostu Nie pisała o terminalnym stadium raka. Pozwolisz zdrowej osobie się zabić? Bo tak? Bo ona chce i taka jej wola? Odpowiedz Link
jul-kaa Re: tak, pozwolę 07.01.10, 21:57 mujer_bonita napisała: > Nie pisała o terminalnym stadium raka. Pozwolisz zdrowej osobie się zabić? Bo t > ak? Bo ona chce i taka jej wola? Próba samobójcza bardzo często (najczesciej?) jest wołaniem o pomoc. Uratowanie takiej osoby jest zrobieniem jej przysługi. Jeśli jednak ktoś naprawdę chce przestać żyć, odratowywanie go raz za razem nie ma sensu. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: tak, pozwolę 07.01.10, 22:05 jul-kaa napisała: > Próba samobójcza bardzo często (najczesciej?) jest wołaniem o pomoc. Uratowanie > takiej osoby jest zrobieniem jej przysługi. > Jeśli jednak ktoś naprawdę chce przestać żyć, odratowywanie go raz za razem nie > ma sensu. Tyle, że NIE WIESZ jak jest dopóki się nie zainteresujesz. Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: tak, pozwolę 07.01.10, 22:01 tak, bo to wybór tej osoby i choćbyś pękła to nic nie zrobisz. pozwolę, bo szanuję ów wybór. mogę się z nim nie zgadzać, mogę prosić i błagać, ale i tak na końcu <u>uszanuję</u> wybór! Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: tak, pozwolę 07.01.10, 22:06 tfu.tfu napisała: > tak, bo to wybór tej osoby i choćbyś pękła to nic nie zrobisz. pozwolę, bo > szanuję ów wybór. mogę się z nim nie zgadzać, mogę prosić i błagać, ale i tak > na końcu <u>uszanuję</u> wybór! W końcu tak - ale ZAREAGUJESZ. Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: tak, pozwolę 07.01.10, 22:10 owszem, ale de facto, jeśli ktoś podjął decyzję, to nic nie wskóram. poczytaj o samobójcach. ludzie autodestruktywni nie muszą kończyć samobójstwem, zwykle piją, palą ćpają i NIKT o tym nie wie. są tacy, którzy się kaleczą. tu pomoże tylko konkretne leczenie, ale leczenie nic nie da, jeśli chory leczyć się nie chce. wtedy po prostu pozostaje zaakceptować taką decyzję. miałaś takie doświadczenia? ja tak. wiem, o czym piszę, serio. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: tak, pozwolę 08.01.10, 00:51 a ja niczego nie zrobiłam, ta osoba targnęła się na życie, ale jej się całe szczęście nie udało. teraz mam wyrzuty sumienia, wtedy obie byłyśmy gówniarami. chociaż do tej pory nie mam pewności, czy moja interwencja nie zakończyłaby naszej przyjaźni. po iluś latach można sobie gdybać. już tu chyba raz na offtopach zostałam potępiona za pozostanie bierną w tej sprawie, ale nie można oceniać osoby niedojrzałej psychicznie tak jak dorosłej, prawda? Odpowiedz Link
roza_am Re: tak, pozwolę 07.01.10, 22:05 Dlaczego wprowadzasz do dyskusji próby samobójcze? Nie o tym jest wątek. Poza tym - wyraźnie wyłączyłam tego typu sytuacje we wcześniejszym poście. Odpowiedz Link
kura17 Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 19:16 > Problem w tym, że patrząc także na ten wątek mam naprawdę > wrażenie, > że osoby z nadwagą każdą wzmiankę o zdrowych odżywianiu ( nie > skierowaną do nich) traktują dość personalnie i są > przewrażliwione. nie, nie na wzmianke o ZDROWYM ODZYWIANIU, ale na dyskusje o OTYLOSCI. naprawde nie widzisz roznicy??? te osoby, o ktorych piszesz, SAME wspominaja o zdrowym odzywianiu (i go stosuja!), wiec jak moga mowienie o nim traktowac personalnie i byc na TYM tle przewrazliwione??? Odpowiedz Link
roza_am Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:32 > Po prostu, otyłość jest globalnym problemem. Globalnym. Zaczyna się > pojawiać coraz częściej w krajach mniej rozwiniętych. To nie jest > tak, że to "tylko Stany". No nie jest też tak, że ci ludzie w > Stanach nagle się budzą i ważą po 150 kg. > Nie jest przypadek, że powstają strony internetowe, absolutnie > legane i wszystko cacy, feedersów. > Grube dzieci to też nie przypadek. Maszo, piszesz takim tonem, jakbyś się panicznie bała tej plagi otyłości, cudzej otyłości. W jaki sposób cudza otyłość zagraża Tobie? Dlaczego piszesz tonem lęku (podobnym stylem np. media rozsiewają panikę wobec potencjalnych chorób, katastrof czy innych masowych zagrozeń) o czymś, co nie dotyczy Ciebie? Nie rozumiem. Odpowiedz Link
masza.s Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:37 Nie no, ja się nie boję. Ale to ma naprawdę poważne skutki społeczne. O ile mniej mnie obchodzi, czy pani X. ma dobrą wagę czy nie, to otyłość dzieci już tak, bo dobro dzieci mnie obchodzi. Dlaczego przejmuję się kobietami katowanymi w związkach? Chociaż sama w takim nie jestem? Bitymi dziećmi? Z tego samego powodu. Poza tym jutro mam egzamin z biologii, opcja: żywienie i zdrowie. ;) Odpowiedz Link
roza_am Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:51 Ile razy trzeba tłumaczyć, że rozmawiamy tutaj o ludziach _dorosłych_? Odpowiedz Link
heliamphora Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 19:47 Maszo, z całym szacunkiem, ale wg mnie zupełnie nie rozumiesz podstawowej rzeczy: Ty widzisz problem "niestandardowego" wyglądu (głównie otyłości) tylko z zewnątrz, oczami osoby, która ma na ten temat ogólną wiedzę zdrowotną, a resztę sobie wyobraża i logicznie rozumując, próbuje dopowiedzieć. Tylko że w prawidłowościach, jakimi rządzi się świat psychiczny osób wciąż nieakceptowanych za swój wygląd (i ich otoczenia) nie ma takiej logiki. Jeśli ktoś był traktowany jak szmata i odmawiano mu prawa do bycia, bo wyglądał inaczej niż inni, to uprzejme teksty w stylu "e tam, nie przejmuj się chamstwem" dowodzą całkowitego braku zrozumienia, jak i kim się czuje taka osoba. To trochę jak w tym słynnym dialogu: -Oni się buntują, bo nie mają chleba! -To niech jedzą ciastka... Odpowiedz Link
roza_am Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 18:40 Jeżeli nie będziemy mówić, że otyłość jest > niezdrowa, to jak przeciwdziałać otyłości dzieci, która, według > tego, jak mnie uczono w szkole, może prowadzić do przedwczesnej > śmierci czy niepełnosprawności? Maszo, przygotuj się na to, że wiele razy w życiu będziesz musiała weryfikować to, czego Cię uczono w szkole. Stan wiedzy nie jest constans. > Widziałaś kiedyś super size me? Polecam dokument na Discovery czy innym Planete będący opozycją do SSM, zaglądający pod podszewkę różnych żywieniowo-zdrowotnych mitów, wyjaśniający ich pochodzenie oraz powody ich popularyzowania i nieweryfikowania przez długie lata. Przerażające okazuje się nie to, co i w jakich ilościach ludzie jedzą, ale polityczno-pseudonaukowe kulisy propagowania takich, a nie innych zaleceń żywieniowych, prowadzących do zgubnych zdrowotnie skutków. > A co z dziećmi? W tym wątku nie rozmawiamy o dzieciach, tylko o posiadających własną wolę i odpowiedzialność ludziach dorosłych. Odpowiedz Link
kura17 Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 19:01 Masza, to propagujmy zdrowy TRYB zycia, a nie "walczmy z otyloscia"!!! problem jest nie w otylosci, ale w tym, co do niej DOPROWADZA. jesli sie uporamy z przyczyna, to bedzie wielki sukces! wtedy osob otylych pewnie bedzie mniej, a te, ktore zostana otyle beda otyle z innego powodu, a nie przez niezdrowy tryb zycia. a nwet jesli bedzie jakas tam grupa osob otylych, ale zyjacych zdrowo, to moge sie zalozyc, ze akurat w ich wypadku klopoty zdrowotne nie beda wiekszym problemem, niz u osob z waga w normie. znam co najmniej jedna osobe, nie dwie!, ktore zyja NAPRAWDE zdrowo, a sa duze i solidne, maja co najmniej nadwage, a moze i sa otyle i nie ma w tym ZADNEJ ich "winy", ani zaniedbania! takich otylych wiecej bym nam zyczyla... naprawde nie widzisz roznicy? Odpowiedz Link
masza.s Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 19:14 Poprzez "walkę z otyłością" przecież rozumiem głównie to samo plus pomoc ludziom, którzy są chorzy i otyli. Pamiętam, jak pierwszalitera pisała kiedyś, ile ma pacjentów po dietetykach "1000 kcal" i sądzę, że WŁAŚCIWA POMOC się liczy. Nie "walczy z otyłością, więc odchudźmy każdego, a opornych rozstrzelajmy na pokaz". No, ale jak napisałaś, przede wszystkim walczmy z przyczynami. I propagujmy ZDROWY tryb życia. Ja też bym chciała, by każda osoba otyła była tak zdrowa jak np. Julka czy podane przez Ciebie przykłady i absolutnie nie zmuszałabym ich ( nigdy!) do żadnych diet. Widzę, że piszę właściwie to samo, czasem posługując się może niefortunnym, nieprecyzyjnym sformułowaniem, ale napiszę jeszcze raz - absolutnie nie popieram piętnowania kogokolwiek i ludzi rzucających komentarze podane w historiach linkowanych przez Julkę nazwałam psychopatami. Z tym też należy walczyć. Odpowiedz Link
kura17 Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 19:33 Masza, jesli masz na mysli to samo, co ja, to radze jednak (moze nawet odrobine protekcjonalnie?...) wiecej sie zastanawiac nad tym, w jaki sposob o tym mowisz. jak widac po reakcjach osob na forum, sposob przedstawienia sprawy niezbyt Ci wyszedl. to sa delikatne rozmowy, trzeba sie wyrazac precyzyjnie, zeby nie bylo nieporozumien. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Granice samoakceptacji 08.01.10, 00:36 no i spoko ;) ja mam niestety problemy z cholesterolem i u mnie każdorazowe "dbanie o dietę" plus ruch powoduje minimalny spadek wagi. czyli jednak to jest tłuszcz z siedzenia na zadzie i do tego pewnie szczególnie niezdrowy. aa - a co z kobietami, które nie mogą zajść w ciążę, bo są za przeproszeniem, za grube? (i jak chudną, to zachodzą) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Granice samoakceptacji 08.01.10, 00:38 achhh bo zaraz ktoś się czepi. chodzi o stwierdzenie "proszę schudnąć, to zajdzie pani w ciążę", nie wchodzę w medyczną stronę sprawy, pewnie chodzi o hormony, czy coś w tym stylu, ale nie brakuje kobiet które przy nadwadze czy otyłości mają problemy z zajściem w ciążę, po schudnięciu jest ok. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:21 mujer_bonita napisała: > Taaaa - nie ma to jak używać argumentacji 'ze skrajności w skrajność'. Słusznie. Ale w moim przypadku akurat ta skrajność jest realnie istniejącym niebezpieczeństwem. > Otyłość nie jest cacy Julko, prowadzi do wielu chorób a nawet do częściowej nie > pełnosprawności. Możemy nabierać wody w usta i kryć się za polityczną poprawnoś > cią ale to nic nie zmieni. Ale po co Ty mnie uświadamiasz? Myślisz, ze ja tego nie wiem? Że żyję w błogiej nieświadomości...? Czy kiedykolwiek i gdziekolwiek napisałam, że jestem szczęśliwa z powodu swojej otyłości? Że fajnie mi się z nią żyje? Po prostu nie jestem z jej powodu nieszczęśliwa, nie ryczę po nocach, nie patrzę na siebie z obrzydzeniem. Czy to tak kłuje w oczy...? > Widzisz - tak miała moja ciocia - wyszła za typowego 'pana z brzuszkiem' z cały > m dobrodziejstwem inwentarza. Kochała go takim jakim był, gotowała co lubił, do > sportu nie zachęcała. Aż pojawiła się cukrzyca a niedługo później zawał. I wte > dy pożałowała, że nie zainteresowała się wcześniej. Bo zamiast stopniowej zmian > y nawyków żywieniowych, lekkiego ruchu w ich życie pewnego dnia wkroczyła restr > ykcyjna dieta, z widmem śmierci w razie nieprzestrzegania. Rozumiem, ze cioci się wydaje, że gdyby od początku truła mu nad uchem, to by coś zmieniło? Owszem, może mogła inaczej gotować, ale pewnie nawyków męża by nie zmieniła. Każdy człowiek jest sam za siebie odpowiedzialny. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:35 jul-kaa napisała: > Rozumiem, ze cioci się wydaje, że gdyby od początku truła mu nad uchem, to by c > oś zmieniło? > Owszem, może mogła inaczej gotować, ale pewnie nawyków męża by nie zmieniła. Ka > żdy człowiek jest sam za siebie odpowiedzialny. Ależ nie chodzi o trucie tylko o ZAINTERESOWANIE sprawą. Wujek nie koniecznie był fanatycznym miłośnikiem golonki tylko do takiej kuchni przywykł. Żadne z nich nie próbowało tego zmienić, nie myślało o konsekwencjach. A teraz muszą te konsekwencje ponosić. Odpowiedz Link
turzyca Re: Granice samoakceptacji 08.01.10, 18:28 Wujek nie koniecznie b > ył fanatycznym miłośnikiem golonki tylko do takiej kuchni przywykł. A moze byl? I wszelkie proby jego zony szlag by trafil? Bo ja w bliskiej mi rodzinie widze taki obrazek: kobieta gotuje obiad ogolny dla calej rodziny. Zna zasady wlasciwego zywienia i obiady sa prawidlowo skomponowane. Facet jesli nie ugotuje sobie obiadu separatystycznego (i to wlasnie typu golonka, bigos, fasolka po bretonsku) to przynajmniej wyleje sobie na ziemniaki tluszcz ze smazenia kotletow (kurzecych, bez panierki). On swietnie wie, ze ma nadwage i to zebrana tylko na brzuchu (a wiec mniej zdrowa). Zaliczyl juz zawal, inne nieprzyjemnosci zdrowotne takze. Zdrowe, zrownowazone zarcie jest podstawiane pod nos. I co? I nic. Odpowiedz Link
yaga7 Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:01 No właśnie, zgadzam się z Julką. Mnie się wydaje, że niektórym osobom się wydaje, że otyłe osoby gdyby chciały, to by zrzuciły sadełko, a ponieważ nie zrzucają, to pewnie nie chcą. Czyli to ich wina, że są tłuste i jeżeli im się powie, że dbamy o nie w imię ich własnego zdrowia, to nagle przestaną się obżerać i same z siebie schudną. A prawda jest moim zdaniem trochę inna. Bo wydaje mi się, że chorobliwa otyłość naprawdę rzadko wynika tylko i wyłącznie z obżarstwa, raczej ma inne podłoże - genetyczne, psychologiczne, czy somatyczne. I wcale nie wystarczy po prostu mniej jeść i więcej się ruszać. Bo gdyby to było naprawdę takie proste, to nie byłoby cudownych tabletek / diet / napojów / i inszych wynalazków do odchudzania. Bo wystarczyłoby tylko mniej jeść i byłoby cacy. A nie jest. Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 17:11 ano właśnie, ja przy rwie kulszowej, leczona bez sensu, przytyłam w 14 dni 14kg... po śmierci matki w tydzień schudłam 16... to dopiero jest niezdrowe. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Granice samoakceptacji 07.01.10, 16:34 jul-kaa napisała: > Po pierwsze przestańcie porównywać anoreksję z otyłością! Jeśli już to > przeciwnościami są wychudzenie i otyłość. Anoreksja jest bardzo ciężką chorobą. Dlaczego nie? Otyłość nie jest jednostką chorobową ale też wyrządza poważne szkody w organizmie. > Po drugie - kto Twoim zdaniem ma wyznaczać te granice akceptacji? Jeśli nie my > sami i nasi bliscy, to kto? No właśnie my, rodzina i bliscy. Nie godzić się na to, że ktoś sobie szkodzi w imię 'akceptuję Cię takim jaki jesteś'. Jak mówi slogan pewnej dyskutowanej tu akcji: 'Kocham - reaguję' :P Odpowiedz Link
heliamphora Każdy jest "ZA" :D 07.01.10, 19:36 Czy opowiadałam już o swoich włosach? Grono koleżanek podpytywało mnie kiedyś, jakiej farby do włosów używam, bo podobał im się odcień moich włosów. Odpowiedziałam, że żadnej i że jest to mój naturalny odcień, nie farbowany, nie balejażowany, nie wspierany płukankami koloryzującymi. Grono dziewcząt spojrzało ze zgrozą i niedowierzaniem, po czym zaczęły życzliwie pytać i namawiać: "Naprawdę nie farbowałaś? Ojej, no jak to? A nie chcesz sobie ufarbować? Jest farba taka i taka, kolor taki i śmaki..." Wniosek: nieważne, co masz i jak wyglądasz. Ważne, żeby było to "zrobione", wypracowane zabiegami, kosmetykami i innymi wynalazkami. Według pustogłowej kultury człowiek tylko wtedy jest zadbany i wartościowy, kiedy posłusznie haruje nad swoim ciałem w pocie czoła, niczym - jak to ujęła Bridget Jones - rolnik na ugorze. A fe :> Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 18:16 Wiecie co, moje szczuple, piekne i doskonale panie wiedzace wszystko lepiej bez tzw."wlasnej autopsji"? Miejcie odwage po prostu powiedziec, ze grube was brzydzi, ze uwazacie, ze to jest wstretne i fe, a problematyka zrzucania wagi i bilansu korzysci i strat z tym zwiazanych was guzik obchodzi, ma byc szczuplo i w jednej slusznej rozmiarowce i juz. Bo jak widze w jednym watku hasla o akceptowaniu i lubieniu siebie, przeplatane zdaniami saczacymi "popatrz na siebie, wez sie za siebie, to dla twojego dobra", to mi sie niedobrze robi. Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 18:23 mnie nie brzydzi :P mam swoje fałdki, kocham je najbardziej na świecie, bo sa moje własne :P Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 18:29 A mi sie po raz kolejny odechcialo wszystkiego, nie mowiac o poziomie, na jaki znowu spadla moja samoocoena, z ktora staram sie usilnie walczyc. No, ale to przeciez dla mojego dobra... Odpowiedz Link
masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 18:45 Bebe, NIKOGO tu nie brzydzą ludzie grubi, fałdki etc. Naprawdę, zrozum, że to, że Ty postrzegasz się tak negatywnie istnieje w Twojej głowie. Tak jak większość kompleksów. Myślę, że nawet jakbyś schudła do rozmiaru 34, to nadal miałabyś słabą samoocenę i czuła się nieatrakcyjna. Ja osobiście uważam, że Crystal Renn jest jedną z najpiękniejszych kobiet na świecie. Nie jest otyła, ale ma fałdeczki i rozkosznie prezentuje je na swoich zdjęciach. Jeżeli jesteś zdrowa, to to jest najważniejsze i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Stres na pewno zaś zdrowy nie jest. To z pewnością. Jeżeli uważasz, że warto zmienić styl życia, to poznawaj nowe smaki, próbuj, delektuj się zdrowym jedzeniem, poeksperymentuj. I miejże z tego radość! Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 18:55 Prosilam Cie juz wczoraj, zebyc przestala uprawiac w stosunku do mnie yen ton wyzszosci, bo absolutnie nic Cie do tego nie uprawnia - ani wiedza, ani doswiadczenie zyciowe, ani wiek; o ile moge przyjac rade np. od pierwszejlitery, bo stoi za nia pewien autorytet (ma wiecej zyciowego doswiadczenia ode mnie, a przede wszystkim zajmuje sie zawodowo zywieniem i jak widac z historii ze stosowaniem poleconej przez nia diety przez rozne forumki, wie, o czym mowi), to na pewno nie od Ciebie. Odpowiedz Link
thorrey Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 18:58 masza.s napisała: > Jeżeli jesteś > zdrowa, to to jest najważniejsze i nie daj sobie wmówić, że jest > inaczej. Stres na pewno zaś zdrowy nie jest. To z pewnością. Jeżeli > uważasz, że warto zmienić styl życia, to poznawaj nowe smaki, > próbuj, delektuj się zdrowym jedzeniem, poeksperymentuj. I miejże z > tego radość! Masza, przepraszam CIę bardzo, jesteś bardzo wartościową osobą, ale podpisuję się pod tym, co parę postów wcześniej napisała jul-kaa - Twoje wypowiedzi trącą protekcjonalizmem. Odpowiedz Link
masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:06 Jeżeli tak odczuwacie, to przepraszam. Intencje są inne. Chciałam napisać Bebe, że WCALE nie myślę, jakoby ludzie z problemami wagowymi byli gorsi, obrzydliwi etc. I WCALE nie myślę, że trzeba ich zmuszać do męczeńskiego odchudzania. Jeżeli robić cokolwiek, to promować zdrowy styl życie, zdrowe odżywianie. Bez piętnowania kogokolwiek. A to zdrowe odżywienia moim zdaniem ( i chyba każdego) powinno się osiągać, jeżeli już, to bez męczeństwa, czyli np. próbując nowych rzeczy, eksperymentując w kuchni. I tylko taka była intencja mojej wypowiedzi, natomiast Bebe któryś raz w całym wątku próbuje mi wmówić, że kimś pogardzam, że coś mnie brzydzi etc, co też nie jest miłe, nie jest sympatyczne. Może mój ton jest spowodowany tym, że cóż - nie jest łatwo i swobodnie pisać coś komuś, komu chciałoby się przekazać miłe słowo, a kto na każde Twoje zdanie patrzy podejrzliwie i zgryźliwie. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:18 masza.s napisała: > Jeżeli tak odczuwacie, to przepraszam. Intencje są inne. Maszo, ja powtórzę, bo chyba w ogóle tego nie przeczytałaś: To miło, że jesteś z siebie zadowolona, że wierzysz w jedyną słuszność swoich poglądów, że masz taką szlachetną misje zbawiania świata, miło, że czujesz się lepsza od nas, od większości ludzi w ogóle. Wypowiadasz się jednak z wyższością, tonem osoby wielce doświadczonej i najmądrzejszej w całej wsi. Nie dziw się więc, że jesteś odbierana w taki, a nie inny sposób. Odpowiedz Link
origami_21 Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 11:34 masza.s napisała: że WCALE nie myślę, jakoby ludzie z problemami > wagowymi byli gorsi, obrzydliwi etc. Masza, a kim są osoby z problemami wagowymi??? Czy to może ja - medycznie na granicy otyłości (BMI około 29), estetycznie "tylko" z nadwagą, a mentalnie uważająca się za apetyczną kobitkę? A może moja koleżanka histerycznie usiłująca pozbyć się 2 kg, których nie miała 10 lat temu, bo nie przyszło jej do głowy, że waga i proporcje ciała mają prawo lekko zmienić się z wiekiem? A może Ty Maszo masz problem wagowy, bo odnoszę wrażenie, że waga innych ludzi jest Twoją małą fiksacją? I nie cierpię tego politycznie poprawnego namawiania całej ludzkości do prowadzenia "zdrowego trybu życia". Mam sobie całe życie odmawiać tego co lubię i zmuszać do wykonywania czynności, których nie cierpię, w imię tego, aby za kilkadziesiąt lat w trumnie spoczęło moje zdrowe, wysportowane, wypielęgnowane, smukłe ciało? Są w życiu rzeczy ważniejsze. Wolę pograć z moimi dzieciakami w scrable, niż męczyć się uprawiając znienawidzony fitnes. Wolę czasem wypić z przyjaciółmi szklaneczkę dobrego trunku, niż katować się na siłowni. Ba, nawet zdarza mi się podpalać czasami...* Ale też umiem o siebie i swoją rodzinę zadbać. Jemy akurat dobre organiczne jedzenie - nim zajmuję się zawodowo, więc dostęp do takiego żarcia mam praktycznie nieograniczony. Umiem wsłuchać się w sygnały, które wysyła moje ciało i wtedy reaguję, regularnie robimy badania profilaktyczne, chadzamy na spokojne rodzinne spacery, dzieci lubią sport więc kilka dziedzin uprawiają, mauż jest zapalonym żeglarzem. Trzeba żyć w zgodzie za sobą i czerpać z życia radość. Nie każdy tę radość czerpie z tego samego. Nie traktuj więc z wyższością każdego, któ ma inne spojrzenie na życie niż Ty. *palenie jest ewidentnie niezdrowe i mam nadzieję, że jestem na dobrej drodze do rozstania się z tym nałogiem. Muszę także nadmienić, że restrykcyjnie przestrzegam niepalenia przy dzieciach i osobach niepalących:) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 11:52 origami_21 napisała: > Masza, a kim są osoby z problemami wagowymi??? Ja nie Masza ale dla mnie osoby z problemami wagowymi to takie, którym waga negatywnie wpływa na zdrowie i życie. Wpływa właśnie 'problematycznie'. > Są w życiu rzeczy ważniejsze. Wolę pograć z moimi dzieciakami w > scrable, niż męczyć się uprawiając znienawidzony fitnes. Wolę czasem > wypić z przyjaciółmi szklaneczkę dobrego trunku, niż katować się na > siłowni. I znów pytanie o granice. Ja też nie znoszę fitnessu i siłowni. Ale mimo wszystko w jako takiej kondycji fizycznej jestem. Co jeżeli ktoś otyły jeździ wszędzie samochodem bo spacer powyżej 1km stanowi dla niego problem? Czy to jest problem czy jego prawo do nielubienia fitnessu? Odpowiedz Link
origami_21 Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 12:33 Co jeżeli ktoś otyły jeździ wszędzi > e samochodem bo spacer powyżej 1km stanowi dla niego problem? Czy to jest probl > em czy jego prawo do nielubienia fitnessu? Bonita, być może jest to problem, ale nie całej ludzkości. A jak ktoś sam nie chce rozwiązywać swoich problemów to nie sądzę, żeby obce osoby z netu go do tego przymusiły. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 12:36 origami_21 napisała: > Bonita, być może jest to problem, ale nie całej ludzkości. A jak > ktoś sam nie chce rozwiązywać swoich problemów to nie sądzę, żeby > obce osoby z netu go do tego przymusiły. No nie do końca - jeżeli 50% ludzi będzie otyłych z właśnie takimi problemami to BĘDZIE to problem ludzkości. Otyłość już w zasadzie już powoli staje się chorobą społeczną. Odpowiedz Link
origami_21 Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 13:04 Wytłumacz mi jaki problem DLA CIEBIE stanowi otyłość iluś tam procent społeczeństwa. I nie mów mi proszę o składkach zdrowotnych, bo akurat ja (przypominam, że jestem prawie otyła) płacę na tylę wysoką składkę, że leczy się za nią co najmniej pięciu bezrobotnych, a sama najczęściej korzystam z prywatnej służby zdrowia. Odpowiedz Link
olusimama Re: Czy to już promowanie otyłości? 09.01.10, 14:00 origami_21 napisała: > Czy to może ja - medycznie na granicy otyłości (BMI około 29), > estetycznie "tylko" z nadwagą, a mentalnie uważająca się za > apetyczną kobitkę? Ojej, jak pięknie napisane! I jak trafnie! To o mnie, jak obszył ;-) Odpowiedz Link
kura17 Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:28 to i ja sie podpisze. od tej wypowiedzi Maszy az mnie zeby zabolaly :( Odpowiedz Link
roza_am Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:02 Maszo, do licha ciężkiego. Zobacz, co robisz: - piszesz do Bebe, że dla własnego dobra powinna schudnąć, - ale jednocześnie zapewniasz ją, że jak schudnie będzie się czuła nieatrakcyjna i zakompleksiona (czyli "zrób dla własnego dobra coś, co ci wyjdzie na gorsze"), - na dodatek prosisz ją by była spokojna, szczęśliwa i unikała stresów (tuż po tym jak sama zafundowałaś jej stresową sytuację, patrz 2 powyższe pkty łącznie) Mówisz, że chcesz cudzego dobra, a koncertowo wpędzasz ludzi kłębek stresu, kompleksów i bezsilności. Zgłaszam zdecydowany sprzeciw! Odpowiedz Link
masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:09 Nie napisałam do Bebe, że dla własnego dobra powinna schudnąć, to raz. :/ Nie zwróciłam się do niej bezpośrednio w tym zakresie, oprócz tego postu, w którym napisałam, że a) zdrowie jest najważniejsze i niech nie da sobie wmówić inaczej b) JEŻELI odczuwa potrzebę schudnięcia, to niech nie wpada w masochistyczne katowanie się dietami, tylko zrobi to czerpiąc w tego radość np. poprzez szukanie nowych inspiracji smakowych, żeby zmienić nawyki etc. Chyba oczywiste jest też, o czym pisałyśmy wielokrotnie na tym forum np. a propos operacji plastycznych, że kompleksy dotyczą psychiki i zmiana ( np. dieta, powiększenie biustu, zmniejszenie nosa) nie sprawi, że nagle poczucie wartości będzie prawidłowe. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:13 wiesz co, a moze ja nawet nie mialabym potrzeby schudniecia (mam czy nie mam - nic nikomu do tego) i chciala sobie zyc normalnie, ale nie moge, bo osoby takie jak Ty wlasnie pokazuja mi gdzie moje miejsce i wpedzaja w kompleksy. Idz sobie sama poszukaj inspiracji roznych, moze Cie w tym czasie napadnie znienacka refleksja nad tym, co tu ponawypisywalas. Odpowiedz Link
masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:19 Bebe, przepraszam, jeżeli poczułaś w jakikolwiek sposób, że wpędzam Cię w kompleksy, ale cała ta rozmowa, cały ten wątek był założony z innym zamiarem. Moje wypowiedzi ( oprócz ostatniej) nie były skierowane do Ciebie ani do żadnej osoby, były hipotetycznymi zagadnieniami. Nigdzie nie napisałam "Bebe, schudnij!", bo ani Cię nie znam, ani nie jestem dietetykiem, ani w ogóle nie wiem, jak wyglądasz, ile ważysz etc. Nie zawsze poruszając pewien problem jesteśmy w stanie przewidzieć, czy osobę przeczuloną na tym punkcie to zaboli. Proszę Cię, postaraj się czytać moje wypowiedzi i NIE ZAKŁADAĆ, że są nacechowane moją złośliwością, wredotą i potwornością. Piszę je "na żywca", robiąc jednocześnie parę rzeczy, więc mogą wtargnąć się niefortunne określenia ( za które przepraszam i które chętnie wyjaśnię), ale Ty w tej chwili prezentujesz mnie jak jakąś najgorszą, najbardziej wredną i okropną osobę na świecie, a moje intencje były skrajnie inne. Jeżeli jest Ci przykro - przepraszam. Mi też jest przykro, że ktoś mógł odebrać moje wypowiedzi tak sprzecznie z moimi intencjami. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:22 masza.s napisała: > Nie zawsze poruszając pewien problem jesteśmy w stanie przewidzieć, > czy osobę przeczuloną na tym punkcie to zaboli. Proszę Cię, postaraj > się czytać moje wypowiedzi i NIE ZAKŁADAĆ, że są nacechowane moją > złośliwością, wredotą i potwornością. Maszeńko, jestes przeurocza! Naprawdę nie widzisz, że rzekomo przepraszając Bebe w rzeczywistości ją obrażasz..? Odpowiedz Link
masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:24 Nie, naprawdę nie widzę. Bo moje rzekome przeprosiny są prawdziwe. Bo, wbrew temu co chciałabyś widzieć, też jestem człowiekiem i pamiętam ( zwłaszcza, jak ktoś mi się przypomni), że "po drugiej stronie kabelka" jest człowiek. Nie wiem, co mogłabym napisać oprócz zwykłego przepraszam oraz wyjaśnienia, że moje intencje były inne. Wobec tego przestanę się tu wypowiadać, tak będzie lepiej. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:29 A to Ci pokażę, skoro nie widzisz. Pisząc "Nie zawsze poruszając pewien problem jesteśmy w stanie przewidzieć, czy osobę przeczuloną na tym punkcie to zaboli" mówisz de facto, że jesteś niewinną lelyją, a biedna Bebe jest przeczulona. To NIE SĄ przeprosiny. To tak, jak ten polityk, który miał przeprosić drugiego za nazwanie go kretynem i zamieścił sprostowanie: "przepraszam, ze Iksiński jest kretynem". Maszo, jesteś naprawdę inteligentną osobą, ale brak Ci ewidentnie zdolności interpersonalnych. No i taktu. Odpowiedz Link
masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:41 Przez internet kontakty interpersonalne i bycie taktowną ewidentnie mi nie wychodzą. Ta wypowiedź miała znaczyć: byłam tępą pipą, że nie przewidziałam, że moje posty mogą Cię Bebe zaboleć. Nie taka była ich intencja i nawet nie wzięłam pod uwagę, że mogą Ciebie ( i każdego) urazić. Natomiast tłumaczenie innym teraz, że mój brak umiejętności pisania na forum nie oznacza, że jestem zła, okropna, wredna i paskudna też nie jest łatwy. Naprawdę myślisz, że CHCIAŁAM kogoś urazić? Nie twierdzę, że jestem "niewinną lelyją", ale oskarżanie mnie o obrzydzenie, nienawiść, niechęć etc jest przesadą. I NAPRAWDĘ PRZEPRASZAM za niektóre niefortunne wypowiedzi. NAPRAWDĘ nie sądziłam, że ktoś je może tak odebrać. I NAPRAWDĘ wiem, że komuś nawet na forum może się zrobić przykro. Sama kiedyś ryczałam pół nocy. I NIGDY nie chciałam ( i nie chcę) być taką osobą, która sprawia komuś przykrość. Ale serio nie jest łatwo mi "zmienić styl wypowiedzi", bowiem... no cóż, tak się wypowiadam. Więc możecie mi w tym pomóc. Na żywo zdecydowanie zdaję się milsza. Chyba. :) Nie zrażajcie się, proszę. Odpowiedz Link
masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:45 A i dzięki za pokazanie. Na drugi raz pokaż też dobitnie i łopatologicznie, bo ja naprawdę nie odebrałabym tej wypowiedzi tak samo. :) Odpowiedz Link
roza_am Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 20:08 I NIGDY nie chciałam ( i nie chcę) być taką osobą, która > sprawia komuś przykrość. Tylko, że to nierealistyczne. Nie da się przejść przez życie nigdy nikomu nie sprawiając przykrości. Ale to, że zdarza nam się powiedzieć komuś coś przykrego nie oznacza, że jesteśmy totalnie źli, beznadziejni i do odstrzału. Po prostu życie nie jest czarno-białe i opozycja albo jestem idealnie dobra dla wszystkich, albo beznadziejna jest tylko utrudniającym życie (nam samym i naszemu otoczeniu) złudzeniem. Odpowiedz Link
plica Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 20:56 dziewczyny szczeka mi spadła, ze mozna tak grzecznie, miło i taktownie, bez zlosliwosci nawytykac komus bledy, poprzepraszac sie i powyjasniac w zgodzie. to forum powinno dostac nobla w dziedzinie "kontakty miedzyludzkie" Odpowiedz Link
thorrey OT atmosfera na forum 07.01.10, 21:04 plica napisała: > dziewczyny szczeka mi spadła, ze mozna tak grzecznie, miło i taktownie, bez zlo > sliwosci nawytykac komus bledy, poprzepraszac sie i powyjasniac w zgodzie. to f > orum powinno dostac nobla w dziedzinie "kontakty miedzyludzkie" W ogóle to forum jest czymś w rodzaju "internetowej utopii" która tak na prawdę nie ma prawa istnieć w obecnej internetowej rzeczywistości :) Może właśnie dlatego tyle fajnych dziewczyn je odwiedza. Odpowiedz Link
100krotna Re: bo MY w ogóle 08.01.10, 14:06 tfu.tfu napisała: > jesteśmy wyjątkowe i superkobiece ;) > ot wsio ;) Jesteśmy ;) A do tego inteligentne i z poczuciem humoru. Dlatego to jedno z niewielu forum (for? forów??) które czytam regularnie :) A nawet się czasami udzielam. Ech, samozachwyty i kółko wzajemnej adoracji ;) Odpowiedz Link
roza_am Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 22:06 No, kaska z nobla baardzo by się nam przydała do rozwiązywania problemów stanikowych :) Odpowiedz Link
kura17 Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:44 Julka, zupelnie szczerze mysle, ze Masza sobie z tego nie zdaje sprawy. przepraszam Masze za ta wstawke. ja troche wiem, jak to jest byc samej w opozycji do calego forum (prawie tego samego, hehe), kiedy widzimy wyraznie, ze (prawie) nikt nas nie zrozumial... ja wtedy, widze ze podobnie jak Masza, daze do wyjasnienia swojego stanowiska za wszelka cene, co moze sprawiac napastliwe wrazenie. a takie nie jest. i mysle, ze podobna sytuacje mamy teraz. Masza napisala, wg mnie, cos nie do konca przemyslanego, w fatalnej formie, a teraz, probujac to wyprostowac, gmatwa sie jeszcze bardziej. i w dodatku nie do konca pojmuje niuanse tej konkretnej sprawy. z jakiego powodu - nie mam pojecia i mysle, ze nie mi dociekac. Odpowiedz Link
masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:48 Ja prostu potrzebuję konkretnego wskazania mi paluchem ( czyli cytatu) z napisaniem: to mogło urazić tę osobę tak czy tak. Jak Julka mi pokazała, to zauważyłam naprawdę zagmatwanie z poplątaniem. I masz rację. Ja osobiście jestem przewrażliwiona na punkcie zarzucania mi bycia okrutną, niemiłą, wredną na forach internetowych, bo faktycznie mam problem z formułowaniem takich wypowiedzi, jakie bym chciała, zwłaszcza, jak się w jakiś wątek zaangażuję. Jednak moje intencje nigdy nie są złe i niedobre. Dzięki, serio. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:52 szkoda, ze trzeba bylo Ci to pokazac 100 razy, a i tak nie jestem przekonana, ze wiesz, o co chodzi. Odpowiedz Link
roza_am Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 19:25 > Nie napisałam do Bebe, że dla własnego dobra powinna schudnąć, to > raz. :/Nie zwróciłam się do niej bezpośrednio w tym zakresie, Piszesz o tym w całym wątku i odnosisz to do każdej osoby z nadwaga/otyłością. W tym momencie dosłowne zwracanie się do danej osoby lub nie nie ma żadnego znaczenia, bo efekt jest taki sam. Mnóstwo osób w tym wątku próbuje Ci powiedzieć, że Twoje słowa, pomimo ich intencji, przynoszą negatywny efekt - dołują osoby, którym podobno chcesz pomóc. Jeśli faktycznie chcesz pomóc, ja widzę 2 wyjścia: zmienić sposób mówienia, albo zostawić ten temat osobom lepiej sobie z nim radzącym (ważny jest skutek, a nie to, kto był jego autorem). Odpowiedz Link
thorrey Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 18:56 bebe-lapin - proszę Cię, nie dołuj się z powodu wypowiedzi paru osób, baaaardzo jeszcze mało doświadczonych życiowo. Na polepszenie samooceny polecam poczytanie jeszcze raz co pisze od czasu do czasu pierwszelitera. Ach, jakie życie byłoby piękne gdyby wszyscy byli z natury szczupli jak Keira Knightley, wszyscy na wyścigi dbali o zdrowie i jedli tylko marchewkę.... Zaraz... nie byłoby piękne? Odpowiedz Link
mmm-mm Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 20:10 > Ach, jakie życie byłoby piękne gdyby wszyscy byli z natury szczupli > jak Keira Knightley, > Zaraz... nie byłoby piękne? No to prawda to nie byloby cos pieknego, konkretnie-ja sama. Przybyly mi ostatnio cale 2cm w biuscie i to kiedy jestem w dolku rozmiarowym i ciesze sie jak dziecko:) I staram sie nie przejmowac tym ze oprocz tego przybyly mi 4cm w talii i 6 w biodrach, bo mieszcze sie tak samo w portki, jedne (czarne materialowe) sa przyciasne, ale kupilam je poltorej roku temu, wiec to mozliwe. Czuje sie lepiej, bo pomimo tego ze nadal wygladam raczej jak chucherko (drobne kosci i 160cm wzrostu) to nie tak "zapadle" jak pare miesiecy wczesniej. Odpowiedz Link
thorrey Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 20:32 mmm-mm napisała: > > No to prawda to nie byloby coś pieknego, konkretnie-ja sama. Ano właśnie. Mając figurę, o jakiej ja sama marzyłam (i chyba dalej marzę) - nie czujesz/czułaś się pięknie? Odpowiedz Link
plica Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 20:58 > Ano właśnie. Mając figurę, o jakiej ja sama marzyłam (i chyba dalej > marzę) - nie czujesz/czułaś się pięknie? no wez nie zartuj. moj znajomy chudzielec z sylwetka o jakiej marzy wiekszosc jej znajomych czuje sie chudo, kosciscie i zaklada na siebie tony ubran, falbanek, fredzelkow maskujacych chudosc :) Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 22:37 thorrey napisała: > Mając figurę, o jakiej ja sama marzyłam (i chyba dalej > marzę) - nie czujesz/czułaś się pięknie? Dla mnie to też jest totalne zaskoczenie. Że istnieją kobiety (w moim wieku i zawodzie), które IMHO wyglądają tak idealnie, jak tylko biologia im pozwala. I te kobiety NIE SĄ ZADOWOLONE ze swojego wyglądu - wydaje im się, że są: za chude, za grube, mają patykowate łydki, wystający brzuch, są za wysokie i nie powinny nosić obcasów. Odpowiedz Link
masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 22:50 W mojej szkole jest wiele pięknych dziewczyn. Nie ładnych, nie atrakcyjnych - pięknych. Takie, jak widuje się na okładkach, w reklamach etc. W dodatku one nie są retuszowane - widuję je na co dzień, zmęczone, zaspane, widziałam je i w makijażu i bez. I wiesz, że WIĘKSZOŚĆ dziewczyn w mojej szkole chciałoby sobie poprawić wygląd, np. operacją plastyczną? I te, które nie chciałyby, są w mniejszości, jak robiłam taką "mini-ankietę" na korytarzu. A mówimy o dziewczynach, które spełniają współczesne kanony, mają przepiękne ciała, wspaniałe zadbane włosy, ładne twarze. I to mnie przeraża. Oczywiście, można zrzucić to na karb bycia wciąż nastolatką. Ale z drugiej strony są bardzo pewne swojego ciała, tj. ubierają się bardzo pewnie. Trudno to uznać. Nie powiedziałabym, że mają kompleksy. Podkreślają swoje walory, chętnie sięgają po np. krótkie sukienki na imprezy etc. Ale nigdy nie są dla siebie idealne. I mi szczęka opadła, jak się dowiedziałam, ile z nich naprawdę myślało o operacji plastycznej. Wydaje mi się nawet, że ja ( chyba jestem najgrubszą dziewczyną w moim roczniku i w ogóle ;) ) mam daleko więcej zadowolenia z własnego ciała, takiego realnego. I, chociaż są mądre, dobre i wspaniałe, to jednak jest mi jakoś przykro. Bo jeżeli współczesny kanon sprawia, że TAKIE dziewczyny są z siebie nie do końca zadowolone, to coś jest serio nie tak. Poza tym wiele z nich naprawdę przywiązuje wagę do atrakcyjności fizycznej. Oczywiście, większość z nas o to dba, ale np. jak zaśpią do szkoły, to na przerwie się malują etc. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 23:18 masza.s napisała: Bo jeżeli współczesny kanon sprawia, że TAKIE dziewczyny są > z siebie nie do końca zadowolone, to coś jest serio nie tak. To nie jest współczesny kanon, tylko inna oznaka ciągle tego samego problemu Masza. Większość młodziutkich kobiet ma bardzo słabiutką samoakceptację i jest zupełnie niepewna wszystkiego, co dotyczy ich osoby, obojętnie czy chodzi o wygląd, czy zdania na jakiś temat. Kompleksy wychodzą z poczucia niskiej wartości i ta niska wartość nie ma nic wspólnego z tym, jak się wygląda. Ktoś, kto sam wysoko się nie ceni, znajdzie błędy we wszystkim, nawet w wyglądzie prawie idealnym. A wygląd odciąga zresztą od głębiej leżących problemów i daje się "poprawić". Jeżeli ktoś taki łudzi się, że odpowiednim stylingien, czy nawet chirurgią poprawi sobie nastrój, ulega tylko pewnej iluzji. Nastolatki mają bardzo silną potrzebę akceptacji przez swoją grupą społeczną, a takie dopasowywanie się do narzuconego i akceptowanego przez większość wzoru, jest dla nich rytuałem dającym bezpieczeństwo. W młodszym wieku jesteśmy mentalnie strasznie do siebie podobni, potrzeba indywidualizacji przychodzi zwykle później. To naukowo dowiedzione. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 23:25 pierwszalitera napisała: > To nie jest współczesny kanon, tylko inna oznaka ciągle tego samego problemu To jest kanon Pierwszalitero. Jakiś czas temu był na forum link do angielskiego programu, w którym nastolatkom pokazywali piersi i Ci jednogłośnie za najładniejsze uznali te silikonowe. To nie była wina słabej samoakceptacji czy kompleksów tylko 'obowiązującego' KANONU kolorowych pisemek, aktorów i modelek. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 23:37 mujer_bonita napisała: > pierwszalitera napisała: > > To nie jest współczesny kanon, tylko inna oznaka ciągle tego samego probl > emu > > To jest kanon Pierwszalitero. Jakiś czas temu był na forum link do angielskiego > programu, w którym nastolatkom pokazywali piersi i Ci jednogłośnie za najładni > ejsze uznali te silikonowe. To nie była wina słabej samoakceptacji czy kompleks > ów tylko 'obowiązującego' KANONU kolorowych pisemek, aktorów i modelek. Osoba z wysoką samoakceptacją nie ulegnie tak łatwo "kanonom". Nie przeceniałabym też ocen nastolatków. Nikt nie jest wiecznie podlotkiem. To ciężki czas, połączony z wieloma bzdurami i całe szczęście, gdy mija. ;-) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 23:41 pierwszalitera napisała: > Osoba z wysoką samoakceptacją nie ulegnie tak łatwo "kanonom". Nie przeceniałab > ym też ocen nastolatków. Nikt nie jest wiecznie podlotkiem. To ciężki czas, poł > ączony z wieloma bzdurami i całe szczęście, gdy mija. ;-) Pierwszalitero - odniosłaś się do postu Maszy, która mówiła o swoich koleżankach - rówieśniczkach a więc o NASTOLATKACH. I tak - bardzo duży wpływ ma na nie otoczenie, które jest bardzo mocno wypaczone. 'Norma' gazetowa różni się dość mocno od rzeczywistości i najgorsze jest to, że właśnie jest uważana za normę, kanon. Nie wiem jak bardzo wysoką samoocenę trzeba mieć (chyba na poziomie Dody) żeby się temu przeciwstawić :) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:01 mujer_bonita napisała: 'Norma' gazetowa różni się dość mo > cno od rzeczywistości i najgorsze jest to, że właśnie jest uważana za normę, ka > non. Nie wiem jak bardzo wysoką samoocenę trzeba mieć (chyba na poziomie Dody) > żeby się temu przeciwstawić :) Niczemu nie musisz się przeciwstawiać, tylko uznać dla siebie jako mniej wiążące. Nie masz innej dziedziny życiowej, którą możesz się dowartościować? Mnie osobiście nieziemsko drażni, gdy kobiety definiują się tylko przez ciało, pogrążają się w samolitości i roztrząsają swoje zakompleksienie. Nastolatkom może jeszcze wolno, bo nie wiedzą lepiej, ale kiedyś jest dosyć. Ja jestem zdania, że jeżeli brakuje mi jakiś atutów, to szukam u siebie innych, którymi mogę problem zrównoważyć. Moje cycki nie są idealne? No i co z tego, jak potrafię moją błyskotliwością (czy inną cechą) owinąć faceta wokół palca? Jeżeli na tym mi akurat zależy, bo nie mam obowiązku komuś się przypodobać. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:11 pierwszalitera napisała: > Niczemu nie musisz się przeciwstawiać, tylko uznać dla siebie jako mniej wiążąc > e. Nie masz innej dziedziny życiowej, którą możesz się dowartościować? Mnie oso > biście nieziemsko drażni, gdy kobiety definiują się tylko przez ciało, pogrążaj > ą się w samolitości i roztrząsają swoje zakompleksienie. Pierwszalitero - mam wiele dziedzin w których mogę się dowartościować ale nie przekładają się one na ciało. Nie DEFINIUJĘ się w kategorii ciała. Ale to, że np. mam rewelacyjne zdolności analityczne NIE PRZEKŁADA SIĘ na poczucie, że mam ładne cycki. TO TAK NIE DZIAŁA. Owszem - 'średnio' wychodzi mi wysoka samoocena ale przez długi czas ciało było moim kompleksem. I świetne wyniki z matematyki w kwestii wyglądu humory mi nie poprawiały. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:29 mujer_bonita napisała: Ale to, że np > . mam rewelacyjne zdolności analityczne NIE PRZEKŁADA SIĘ na poczucie, że mam ł > adne cycki. TO TAK NIE DZIAŁA. Owszem - 'średnio' wychodzi mi wysoka samoocena > ale przez długi czas ciało było moim kompleksem. I świetne wyniki z matematyki > w kwestii wyglądu humory mi nie poprawiały. Być może dorosłość polega na pogodzeniu się z faktem, że wszystkiego w życiu mieć nie można i trzeba pracować z tym, co się ma. Można naturalnie płakać do końca życia, ale, czy to coś zmieni? Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:37 pierwszalitera napisała: > Być może dorosłość polega na pogodzeniu się z faktem, że wszystkiego w życiu mi > eć nie można i trzeba pracować z tym, co się ma. Kolejny świetny argument 'dorosłość' :) Oczywiście 'dorosłość' to punkt widzenia wypowiadającego się :) Uwielbiam taką retorykę! Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:45 mujer_bonita napisała: > Kolejny świetny argument 'dorosłość' :) Oczywiście 'dorosłość' to punkt widzeni > a wypowiadającego się :) Uwielbiam taką retorykę! Prawdę mówiąc, nie wiem, o co ci chodzi. Chcesz się pozbyć swoich kompleksów, czy szukasz wytłumaczeń, dlaczego się nie da? Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:55 no chodzi o tą "dorosłość". rozumiem, że miałaś na myśli dojrzałość psychiczną? Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:59 fanka_tomcia napisała: > no chodzi o tą "dorosłość". rozumiem, że miałaś na myśli dojrzałość psychiczną? A to dla ciebie różnica warta dyskusji? Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 01:03 chcę się tylko upewnić :P ja nie chcę być dorosła, bo bycie dorosłym jest nudne i beznadziejne :DDD dojrzała to co innego :P Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 01:13 fanka_tomcia napisała: > chcę się tylko upewnić :P > ja nie chcę być dorosła, bo bycie dorosłym jest nudne i beznadziejne :DDD He? Jaka nuda? Ja sobie cenię dorosłość i wynikającą z tego niezależność. Moje życie przestało być beznadziejne, gdy zaczęłam o sobie sama decydować. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 01:25 no, tylko niektórzy sobie sami nakładają nowe obowiązki, wtedy moim zdaniem stają się "dorośli". np posiadanie dzieci ;) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 01:12 pierwszalitera napisała: > Prawdę mówiąc, nie wiem, o co ci chodzi. Chodzi o to, że przedstawiasz swoje poglądy jako 'na tym polega dorosłość'. Nie - nie polega. > Chcesz się pozbyć swoich kompleksów, czy szukasz wytłumaczeń, dlaczego się nie da? Ja już kompleksów się pozbyłam. Nie przez 'dorosłe' zaakceptowanie tego, że nie można być we wszystkim najlepszym - przecież to oznaczałoby w gruncie rzeczy uznanie siebie za brzydką. 'Jestem brzydka ale mi to nie przeszkadza'. To nie jest pozbycie się kompleksów :) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 01:27 mujer_bonita napisała: > Chodzi o to, że przedstawiasz swoje poglądy jako 'na tym polega dorosłość'. Nie > - nie polega. Napisałam, że dorosłość polega na zaakceptowaniu, że nie można mieć wszystkiego. Co w tym stwierdzeniu jest błędne? O innych cechach dorosłości nie pisałam, a ty nie przedstawiłaś też żadnej alternatywnej definicji. Tylko negowanie bez żadnych argumentów jest dziecinadą. > Ja już kompleksów się pozbyłam. Nie przez 'dorosłe' zaakceptowanie tego, że nie > można być we wszystkim najlepszym - przecież to oznaczałoby w gruncie rzeczy u > znanie siebie za brzydką. 'Jestem brzydka ale mi to nie przeszkadza'. To nie je > st pozbycie się kompleksów :) Dokładnie tak jest. Jestem brzydka i to mi nie przeszkadza. Mam gruby tyłek, ale od tego wiele nie zależy. Mam brzydką cerę, ale od tego nie zależy moja samoocena. Podobnie jak: straciłam w wypadku nogę, ale przez to nie wpadam w depresję, bo świat się nie skończył. Okłamując się, że jest inaczej, że jesteś piękna, kiedy nią nie jesteś, narażasz się na niebezpieczeństwo, że ktoś jednak kiedyś boleśnie otworzy ci oczy. Pozbycie się kompleksów, to nie makijaż rzeczywistości, tylko zaakceptowanie brutalnego faktu, że nie mamy ciała jak modelka, ale też pozbycie się przekonania, że od tego faktu ma zależeć nasze samopoczucie. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 01:39 pierwszalitera napisała: > Tylko negowanie bez żadnych argumentów jest dziecinadą. Ad meritum nie ad personam proszę :D Napisałam dokładnie nie wiem jakich 'argumentów' potrzebujesz. Sarkastycznie stwierdziłam, że uwielbiam retorykę podpierania 'dorosłością' swojego zdania. Owszem - dorosłość polega na umiejętności akceptowania pewnych spraw ale IMO zupełnie nie w tym przypadku. Tu wręcz pożądane jest przeciwstawienie się :) > Dokładnie tak jest. Jestem brzydka i to mi nie przeszkadza. To sobie bądź - ja jestem piękna! :) > Okłamując się, że jest inaczej, że jesteś piękna, > kiedy nią nie jesteś, narażasz się na niebezpieczeństwo, że ktoś jednak kiedyś > boleśnie otworzy ci oczy. Hahahahahaha :) Ale się uśmiałam. A co to jest droga Pierwszalitero PIĘKNO?? Modelka to według Ciebie PIĘKNO?? I kto mi będzie boleśnie otwierał oczy?? Play'boy? Cosmopolitan? Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 11:50 mujer_bonita napisała: > Ad meritum nie ad personam proszę :D Napisałam dokładnie nie wiem jakich 'argum > entów' potrzebujesz. Nie napisałam, że jesteś dziecinna, tylko, że użyłaś dziecinnego argumentu. To jest różnica, więc nie czuję się winna osobistego ataku. > Hahahahahaha :) Ale się uśmiałam. A co to jest droga Pierwszalitero PIĘKNO?? Mo > delka to według Ciebie PIĘKNO?? I kto mi będzie boleśnie otwierał oczy?? Play'b > oy? Cosmopolitan? Przypominam uprzejmie, że nie ja pisałam o dramatycznym ładunku współczesnego kanonu piękności. Wydawało mi się więc, że o tym pięknie piszemy. Moja definicja piękna nigdzie nie została poruszona, więc widzisz jakieś duchy kotku. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 12:11 pierwszalitera napisała: > Przypominam uprzejmie, że nie ja pisałam o dramatycznym ładunku współczesnego k > anonu piękności. Wydawało mi się więc, że o tym pięknie piszemy. Moja definicja > piękna nigdzie nie została poruszona, więc widzisz jakieś duchy kotku. Nie pisz do mnie 'kotku' proszę - dla własnego dobra bo źle to o Tobie świadczy. Nie pisałaś o 'dramatycznym ładunku współczesnego kanonu piękności' - może chciałaś ale spod Twoich palców nic takiego nie wyszło. Napisałaś o 'pięknie' i o tym, że nie należy się oszukiwać, zaakceptować, że nie ma się ciała jak modelka. Bądź sobie brzydka, miej sobie gruby tyłek i brzydką cerę - nic mi do tego :) Porównuj się do swojego fotoszopowego 'współczesnego kanonu piękności' proszę Cię bardzo. Ja nie zamierzam. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 12:55 mujer_bonita napisała: > Nie pisz do mnie 'kotku' proszę - dla własnego dobra bo źle to o Tobie świadczy Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe i nie pisz do mnie w takim razie "droga pierwszalitero". > Bądź sobie brzydka, miej sobie gruby tyłek i brzydką cerę - nic mi do tego :) P > orównuj się do swojego fotoszopowego 'współczesnego kanonu piękności' proszę Ci > ę bardzo. Ja nie zamierzam. Cieszę się, że przyznałaś mi w końcu rację. Cały czas próbowałam cię bowiem przekonać, że porównywanie się do "kanonów" i wartościowanie na tej podstawie jest bez sensu. W czym więc leżał problem??? I nie zajmuj się tyle mną, bo nie o moich kompleksach była tu mowa. Powinnaś już dawno zauważyć, że ja takowych nie posiadam. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 13:06 pierwszalitera napisała: > Cieszę się, że przyznałaś mi w końcu rację. Pozwolenie komuś na trwanie w błędzie nie jest przyznaniem mu racji. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 13:29 mujer_bonita napisała: > Pozwolenie komuś na trwanie w błędzie nie jest przyznaniem mu racji. He? Nawet nie będą już cię uświadamiać, jak besensowne jest zdanie, które napisałaś, bo chcąc popisać się elokwencją straciłaś poczucie logiki. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 13:04 mujer_bonita napisała: > Nie pisałaś o 'dramatycznym ładunku współczesnego kanonu piękności' - może chci > ałaś ale spod Twoich palców nic takiego nie wyszło. Napisałaś o 'pięknie' i o t > ym, że nie należy się oszukiwać, zaakceptować, że nie ma się ciała jak modelka. Acha, faktycznie nie sprecyzowałam piękna, ale po dyskusjach na temat kanonów, myślałam, że to o ten wzór nam tu chodzi. Inaczej dyskusja w ogóle nie miałaby sensu, bo jeżeli każdy kierowałaby się tylko swoim indywidualnym modelem piękna, nie byłoby absolutnie o czym rozmawiać. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 02:56 "Okłamując się, że jest inaczej, że jesteś piękna, kiedy nią nie jesteś, narażasz się na niebezpieczeństwo, że ktoś jednak kiedyś boleśnie otworzy ci oczy" no zaraz, a te wszystkie polecane afirmacje typu "stań przed lustrem, uśmiechnij się do siebie i powiedz 'jestem piękna' " albo hasła "poczuj się piękną kobietą" (to znaczy, czuj się, mimo że nie jesteś? ;) ) i na czym ma polegać bolesne otwieranie oczu, że ktoś w "trosce" o poczucie 100% rzeczywistości ma powiedzieć jakiejś dziewczynie w twarz "popatrz na siebie, masz pryszcze, garbaty nos, opadające powieki, wcale nie jesteś taka piękna, jak o sobie myślisz"? :/ to jest czyste chamstwo. sam fakt, że się zna osobę średnio urodziwą uważającą się za co-to-ja-nie-jestem nie daje nam prawa do powiedzenia tej osobie w oczy, że naszym zdaniem jest inaczej :/ beznadzieja. a że część osób tak mówi? to co - mamy przyjąć, że to oni mają rację? a jaki jest w ogóle powód bolesnego sprowadzania na ziemię kogoś, jak nie odreagowanie własnych kompleksów (na zasadzie że Basia ma się za boginię, a ja mam brzydką cerę, to powiem Basi że ma krzywy nos i poczuję się lepiej widząc jej minę). i jeszcze - czemu inna opinia ma być bolesna? Odpowiedz Link
heliamphora Obie macie rację... 08.01.10, 09:30 Kanon pomaga niszczyć samoakceptację, a marna samoakceptacja powoduje, że kanon jest tak silny i żywotny. Niestety, jak pisałam wcześniej, najgorsze wydaje mi się nie samo istnienie kanonu (który zawsze jakiś był), co jego obecny przekaz: że wszystko, nieważne jakie by było, trzeba nieustannie poprawiać. Że żaden człowiek, a zwłaszcza kobieta, nie jest wystarczająco OK sama z siebie... Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Obie macie rację... 08.01.10, 10:13 heliamphora napisała: > Niestety, jak pisałam wcześniej, najgorsze wydaje mi się nie samo istnienie > kanonu (który zawsze jakiś był), co jego obecny przekaz: że wszystko, nieważne > jakie by było, trzeba nieustannie poprawiać. Że żaden człowiek, a zwłaszcza > kobieta, nie jest wystarczająco OK sama z siebie... Dla mnie najgorsze jest to, że obecny kanon jest sztucznie wspomagany. 'Wzorem' jest głodząca się modelka, aktorka po serii operacji plastycznych na zdjęciach wspomagana Photoshopem. Do tego po prostu NIE DA się porównać. Moje piersi nigdy nie będą przypominać balonów Dody bo są naturalne ;) I niestety - na takim obrazie wychowują się współczesne nastolatki. Dla nich to co widzą w gazetach to norma, wzór do naśladowania. Nie jest to przecież niczym nowym, od wieków tak jest, tylko norma zrobiła się totalnie nierealna :( Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Obie macie rację... 08.01.10, 10:33 Wydaje mi sie w ogole, ze ta cala dyskusja zboczyla z tezy zawartej w pierwszym poscie :p Otylosc otyloscia, nikt nie twierdzi, ze to nie jest problem, ale o co w nim naprawde chodzi i jak sie do niego zabrac, to juz inna para kaloszy ;) A ja mysle, ze chodzi te o to, co to w ogole jest szczuplosc/grubosc, jaki jest ideal piekna, dlaczego, skoro natura dala kobietom takie a nie inne sylwetkowe dyspozycje (szerszy dol niz gora, lekko zaokraglony brzuch, wiecej tkanki tluszczowej, rozmieszczonej w innych miejscach niz u mezczyzn), maja sie wtlaczac w sztuczne normy, czy to naprawde sluszne? Skad sie bierze towszystko? (uwaga - to byl zwrot retoryczny ;)) Czy normy wagowe (slawetne BMI) nie sa jednak zanizone, czy wskazniki poziomu cholesterolu i innych skladnikow we krwi sa przystosowane do rzeczywistych mechanizmow funkcjonowania kobiecego ciala? (pisala o tym kiedys pierwszalitera, o ile sie nie myle). Akceptacja - czy ma polegac na tym, ze godzimy sie z tym, ze nasze ciala i sposob zycia nie przystaje do "kanonow" i pomimo tego dajemy sobie prawo istnienia w spoleczenstwie, a cierpimy w ukryciu majac nadzieje, ze moze kiedys doszlusujemy do Olimpu fizycznej doskonalosci, czy tez na tym, ze mowimy glosno, ze moze te kanony nie sa do konca prawidlowe, a na pewno nie ostateczne, ze to wlasnie nasze, kobiece ciala sa piekne, a nie wyfotoszopowane niewiadomoco? Zawsze wydawalo mi sie, ze na lobby panuje ta druga tendencja, ale niniejsza dyskusja pokazuje, ze moze w przypadku niektorych to tylko "poprawnosc polityczna", a sklaniaja sie do podejscia pierwszego; prawde mowiac, dotarcie do tego wniosku sprawia mi najwieksza przykrosc. MójCiapulek "- Chłopaki!!! - przerwał mu Smok Zygmunta (...) - Już wiem! Nauczymy sie latać. Jak kura może, to my też możemy! (...) - A co jest potrzebne do latania? - dopytywał się nerwowo Antoni. - Skrzydła i urwisko - stwierdził Wincenty. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Obie macie rację... 08.01.10, 10:57 bebe.lapin napisała: > Zawsze wydawalo mi sie, ze na lobby panuje ta druga tendencja, ale niniejsza > dyskusja pokazuje, ze moze w przypadku niektorych to tylko "poprawnosc > polityczna", a sklaniaja sie do podejscia pierwszego; prawde mowiac, dotarcie > do tego wniosku sprawia mi najwieksza przykrosc Bebe - wybacz ale jesteś przewrażliwiona i mocno przesadzasz. Wpadasz ze skrajności w skrajność. Czy według Ciebie między otyłością a wyfotoszopowaną modelką nic nie ma? Pokaż mi post gdzie KTOKOLWIEK napisał tu o dorównywaniu obecnemu, choremu kanonowi 'piękna'? No proszę - pokaż! > ze moze te kanony nie sa do konca prawidlowe, a na pewno nie ostateczne, ze to > wlasnie nasze, kobiece ciala sa piekne, a nie wyfotoszopowane niewiadomoco? Mylisz i mieszasz. Tak - kanony nie są prawidłowe ale nie zmienia to faktu, że od pewnego poziomu JEST się otyłym a otyłość negatywnie wpływa na zdrowie. Nie topmy tego w źle rozumianej politycznej poprawności i walce z Photoshopem na litość boską! Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Obie macie rację... 08.01.10, 11:04 Wyobraz sobie, ze istnieje dla mnie cos miedzy wychudzona, wyfotoszopowana modelka a otyloscia, tylko ze to, co dla mnie jeste zdrowe i normalne, tez podpada pod zarzut zbednych kilogramow i nieprawidlowej sylwetki. Fotoszop i to, do czego sie go uzywa, jest dla mnie pewnym symbolem - teraz mozesz przyjac moje zdanie? że > od pewnego poziomu JEST się otyłym tak, tylko gdzie jest ten poziom? Przy czym bardziej wrazliwa kwestia jest rzeczywiscie chyba nadwaga, ktora, jak widac chociazby po postach na forum "dotyka" duzo kobiet, ktore maja dobra figure, prowadza w miare zdrowy tryb zycia i sa uwazane za otoczenie za bardzo ladne lub piekne. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Obie macie rację... 08.01.10, 11:22 bebe.lapin napisała: > tak, tylko gdzie jest ten poziom? Przy czym bardziej wrazliwa kwestia jest > rzeczywiscie chyba nadwaga, ktora, jak widac chociazby po postach na forum > "dotyka" duzo kobiet, ktore maja dobra figure, prowadza w miare zdrowy tryb > zycia i sa uwazane za otoczenie za bardzo ladne lub piekne. Bebe - społeczeństwo tyje - to fakt, tylko moim zdaniem nie znaczy to, że mamy zmieniać normy, żeby 'większość się załapała'. To jakiś absurd. Według prognoz WHO 20% społeczeństwa USA w 2010r będzie otyła - w 2030 już 40% - czy przesuniemy to BMI do 35, żeby się nie załapali? Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Obie macie rację... 08.01.10, 11:31 Nie, zdecydowanie nie, wbrew temu, co mozecie sobie o mnie myslec, nie jestem fanka otylosci :p Chodzi mi tylko o to, zeby "pozwolic" kobietom na wygladanie jak kobiety, z pewna iloscia tkanki tluszczowej (ktora przeciez jest niezbedna), z biustem, mniejszym lub wiekszym (i mniej lub bardizej ksztaltnym), na posiadanie wzrostu ponizej 175 cm (tyle, zdaje sie, musza miec modelki), itd, itp. zauwaz, ze cala dyskusja wziela sie z pytania, czy mozna pokazywac kragle kobiety i uznac je za piekne (czy chocby godne okladek). Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Obie macie rację... 08.01.10, 12:00 bebe.lapin napisała: > Chodzi mi tylko o to, zeby "pozwolic" kobietom na wygladanie jak kobiety, z > pewna iloscia tkanki tluszczowej (ktora przeciez jest niezbedna), z biustem, > mniejszym lub wiekszym (i mniej lub bardizej ksztaltnym), na posiadanie wzrostu > ponizej 175 cm (tyle, zdaje sie, musza miec modelki), itd, itp. I tu się zgadzam - tylko pytanie nadal pozostaje ILE to jest 'pewna ilość' tkanki tłuszczowej. Co to znaczy 'wyglądać jak kobieta'? > zauwaz, ze cala dyskusja wziela sie z pytania, czy mozna pokazywac kragle > kobiety i uznac je za piekne (czy chocby godne okladek). Chyba nie przeczytałaś od początku - dyskusja zaczęła się od tego, czy pokazywanie puszystych modelek to promowanie otyłości. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Obie macie rację... 08.01.10, 12:12 Wieszam sie wlasnie na tym slowie puszyste. Dla wielu osob te panie nie sa otyle, tylko po prostu niezgodne z tym, co sie zwykle pokazuje w magazynach z moda. "wygladac jak kobieta" to jest oczywiscie skrot myslowyn ktory staralam sie nieco rozwinac w tym samym poscie. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Obie macie rację... 08.01.10, 12:21 bebe.lapin napisała: > Wieszam sie wlasnie na tym slowie puszyste. Dla wielu osob te panie nie sa > otyle, tylko po prostu niezgodne z tym, co sie zwykle pokazuje w magazynach z > moda. Otyłość to kategoria medyczna a nie estetyczna. Już zdaje się ustaliłyśmy, że nie zawsze waga idzie w parze z wyglądem. To, że 'dla mnie' ktoś jest/nie jest otyły to już zupełnie inna bajka. > "wygladac jak kobieta" to jest oczywiscie skrot myslowyn ktory staralam sie > nieco rozwinac w tym samym poscie. Ok - to jest skrót myślowy ale również wyznaczenie jakiejś normy. Czy kobieta o wzroście 160cm ważąca 80kg wygląda jak kobieta? A ważąca 100kg? Która z nas na tym forum wygląda bądź nie 'jak kobieta'? Odpowiedz Link
milstar Re: Obie macie rację... 08.01.10, 12:32 mujer_bonita napisała: > Otyłość to kategoria medyczna a nie estetyczna Owszem, tyle tylko, że są różne sposoby jej określania. Róznice w tych sposobach sięgają kilkunastu kg - jesteś w stanie wskazać, który z tych jest tym właściwym? Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Obie macie rację... 08.01.10, 12:34 Acha, otyla jest osoba, ktora wazy 80 kg, 100 kg i 200 kg - nie sadzisz, ze jest miedzy nimi spora roznica? Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Obie macie rację... 08.01.10, 12:34 miedzy "waga w normie" a otyloscia jest jeszcz nadwaga, ktora okazuje sie byc tez czasem w normie. Co do wygladania "jak kobieta" - wiem, ze zwrot jest nienajlepszy, ale myslalam, ze zrozumiecie o co mi chodzi. A to, ze biodra fe, a to, ze wystajacy tylek fe (ale plaski tez), ze biust za duzy albo za maly, nie dosc kragly i wiszacy, ze niska, ze nie sklada sie z samych miesni, itd, itp - to wszystko, z czym mamy walczyc, aby wygladac jak wyfotoszopowana modelka na okladce (przy czym nie musi to byc top modelka z pokazow haute couture, wystarczy 20-latka udajaca 30-latke i odpowiednio obrobiona na okladce czy w artykulach takiej np. Pani Domu). Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Obie macie rację... 08.01.10, 12:49 bebe.lapin napisała: > Co do wygladania "jak kobieta" - wiem, ze zwrot jest nienajlepszy, ale myslalam, > ze zrozumiecie o co mi chodzi. A to, ze biodra fe, a to, ze wystajacy tylek fe > (ale plaski tez), ze biust za duzy albo za maly, nie dosc kragly i wiszacy, ze > niska, ze nie sklada sie z samych miesni, itd, itp - to wszystko, z czym mamy > walczyc, aby wygladac jak wyfotoszopowana modelka na okladce (przy czym nie musi > to byc top modelka z pokazow haute couture, wystarczy 20-latka udajaca 30-latke > i odpowiednio obrobiona na okladce czy w artykulach takiej np. Pani Domu). No dobrze ale od kiedy to postulowana tu 'walka z otyłością' czy 'walka o zdrowy tryb życia' jak kto chce to nazwać jest walką przeciw posiadaniu bioder, wystających tyłków czy cycków?? Czy tylko kobiety z nadwagą/otyłe posiadają prawo do krągłości? Pogubiłam się szczerze powiedziawszy w Twoim wywodzie - prawo do krągłości to prawo do bycia otyłym? Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Obie macie rację... 08.01.10, 13:07 Alez nie! rozmowa zeszla na otylosc, wiec pewnie dlatego patrzysz przez ten pryzmat na moje powyzsze posty :) Dla mnie na tym polega problem, ze kobiety zdrowe, z rozsadna waga, ale posiadajace te przyslowiowe biodra czy inne kraglosci sa traktowane przez popkulture i "kanony" jako grube i to mi sie wlasnie nie podoba. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Obie macie rację... 08.01.10, 13:11 bebe.lapin napisała: > Dla mnie na tym polega problem, ze kobiety zdrowe, z rozsadna waga, ale > posiadajace te przyslowiowe biodra czy inne kraglosci sa traktowane przez > popkulture i "kanony" jako grube i to mi sie wlasnie nie podoba. Ha! Ja latami dałam sobie 'wmawiać', że skoro mam biust i biodra to jestem gruba. A, że po środku mam piękną talię a BMI ledwo do 22 dobija to jakoś mi umknęło w źle dobranym staniku i konieczności kupowania ubrań 40/42 bo się dopiąć w biuście nie mogłam ;) Na szczęście to już za mną - niech żyją krągłości! :D Mujer Bonita jestem i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej ;) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Obie macie rację... 08.01.10, 13:19 Wiesz, ja do poczatku studiow (wlasciwie do wyjazdu za granice) mialam super figure (dotarlo to do mnie dopiero w tym roku, po jakims czasie pobytu na lobby;)); gdy obejrzalam swoje - nieliczne, w koncu jestem taka brzydka!-zdjecia, to mialam ochote ryczec i mordowac jednoczesnie, ze wszystkim dookola udalo sie mi wmowic, ze jestem gruba i powinnam cos ze soba zrobic (no, bmi mialam za wysokie, ale taka juz moja uroda, powyzej 60 kg wazylam odkad zaczelam dojrzewac). I co - sluchalam, popadlam w kompleksy nieludzkie, moze nawet mniej by mi grozila dzisiejsza waga, gdybym wiedziala, ze wtedy bylo ok - a tak, "przeciez i tak jestem gruba". Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Obie macie rację... 08.01.10, 13:37 mujer_bonita napisała: > Ha! Ja latami dałam sobie 'wmawiać', że skoro mam biust i biodra to jestem grub > a. A, że po środku mam piękną talię a BMI ledwo do 22 dobija to jakoś mi umknęł No to faktycznie miałaś problem. ;-) Teraz rozumiem twoje rzucanie się o piękno. Tylko, że tu jest mowa o samoakceptacji osób z faktycznymi różnicami od wymaganego modelu (patrz tytuł wątku), a nie tymi ubzduranymi w głowach szczupłych kobiet. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Obie macie rację... 09.01.10, 00:02 pierwszalitera napisała: > No to faktycznie miałaś problem. ;-) Teraz rozumiem twoje rzucanie się o piękno. > Tylko, że tu jest mowa o samoakceptacji osób z faktycznymi różnicami od wymag > anego modelu (patrz tytuł wątku), a nie tymi ubzduranymi w głowach szczupłych > kobiet. Ależ ja FAKTYCZNIE różnię się od 'wymaganego' modelu (i dobrze!). Ja po prostu nie uznaję go za definicję piękna. Odpowiedz Link
madzioreck Małe puszyste OT 08.01.10, 13:24 A ja chciałam tylko powiedzieć (to moje prywatne odczucie i chce tylko się nim podzielić), że puszysty to może być dywan na przykład ;) Jak słyszę słowo "puszysta" w związku z kobietą o pełniejszych kształtach, to mnie bierze i trzęsie... Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 13:31 Male kocie kuleczki tez sa puszyste, chyba ze sie przeciagaja osiagajac niewiarygdna, puszysta dlugosc :) Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 13:32 madzioreck napisała: > A ja chciałam tylko powiedzieć (to moje prywatne odczucie i chce tylko się nim > podzielić), że puszysty to może być dywan na przykład ;) Jak słyszę słowo > "puszysta" w związku z kobietą o pełniejszych kształtach, to mnie bierze i > trzęsie... Heh, mój mąż jak widzi słowo "puszysta", to pyta, czy taka włochata cała :) Moim prywatnym hitem jest nazywanie kobiet "puchatkami". A swoją drogą - czy są jakieś akceptowalne formy? Otyła - takie medyczne, puszysta odpada, gruba - jakoś tak twardo... Odpowiedz Link
cissnei Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 13:57 Ja jestem puszysta w obydwu znaczeniach. W sensie, z nadwagą i włochata. To tak samo, jak moja bura kotka. Tylko, że ona jest zadowolona z siebie, a ja nie ;) Odpowiedz Link
the_mariska Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 14:00 Krągła :) Albo nawet i okrągła :) Mój strasznie chudzielcowaty eks przy okazji życzeń z dowolnej okazji dodawał na końcu "Rośnij duża, okrąglutka!". Naprawdę, strasznie mi się to podobało :) Tak bardzo, że aż się spełniło ;) Odpowiedz Link
beauty-gosiek Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 14:06 jul-kaa napisała: > > A swoją drogą - czy są jakieś akceptowalne formy? Otyła - takie medyczne, > puszysta odpada, gruba - jakoś tak twardo... jest jeszcze krągła, tęga (to akurat gorzej mi się kojarzy niż gruba), większa, duża, pulchna Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 14:17 Krągła podoba mi się najbardziej, ale ja już chyba nie jestem krągła, tylko "bardziej" :) Pamiętam dyskusję (oj dawno) o nazwie firmy Curvy Kate (krągła kasia). Wiele dziewczyn się wtedy wypowiadało, że to je zniechęca, bo one nie są i nie chcą być krągłe. Mnie krągłość kojarzy się jednoznacznie dobrze :) tęga brzmi okropnie, duża to chyba wysoka i krągła, pulchna brzmi dla mnie rozlaźle - jak taka miękka drożdżówka :)) Odpowiedz Link
madzioreck Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 15:24 jul-kaa napisała: > A swoją drogą - czy są jakieś akceptowalne formy? Otyła - takie medyczne, > puszysta odpada, gruba - jakoś tak twardo... Wolę, żeby ktoś, jak ma mi coś powiedzieć, powiedział, że jestem tęga bądź po prostu gruba, a nie "puszysta". Gruba to przymiotnik, który sam w sobie nie jest obraźliwy, a wymyślanie "puszystych" wskazuje już właśnie na... sama nie wiem, jak to nazwać, próbę "zawoalowania"? Można by np. mówić o sklepach z odzieżą dla tęgich pań, "puszyste" mnie jakoś odrzuca. 75/112 - 70(32)J/70P Moja ulubiona biżu :) Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 13:43 mnie też, mnie też, bo puszysty to jest kurna kocyk albo króliczek, a nie kobieta :P btw, jakoś mi nigdy do głowy nie przyszło się nazwać "puszysta", już wolę być gruba po prostu, hyhy :D Odpowiedz Link
heliamphora Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 13:58 No właśnie, puszysta to ja jestem tylko na pewnych określonych częściach ciała ;) (chociaż Kanon mówi, że włosy poza głową to w ogóle niemal zbrodnia przeciwko ludzkości). Angielski chyba bardziej oswoił zjawisko nadwagi/otyłości, bo nawet zwykłe "big" czy "generous" wydają mi się lepsze od "puszystej". A mój kolega używa np. określenia "konkretna kobieta" ;) Odpowiedz Link
cissnei Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 13:59 tfu.tfu napisała: > mnie też, mnie też, bo puszysty to jest kurna kocyk albo króliczek, a nie kobie > ta :P > btw, jakoś mi nigdy do głowy nie przyszło się nazwać "puszysta", już wolę być > gruba po prostu, hyhy :D Przypomina mi się taki humorystyczny rysunek z potężną kobietą na wadze i mężem, mówiącym: "Nie jesteś gruba, Lindo. Jesteś majestatyczna i imponująca" ;) Odpowiedz Link
origami_21 Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 14:52 tiaaa, jeszcze może być dobrze zbudowana, dorodna, czy kawał kobity:D Ja nie cierpię określeń typu puszysta czy pulchna. Gruba wydaje mi się w sam raz, bo jest w miarę obiektywne i nie nacechowane sugestiami. Po prostu oddaje stan rzeczy. Odpowiedz Link
daslicht Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 20:04 Chyba już lepsza puszysta, tega, gruba i pulchna niż właśnie duża, dobrze zbudowana czy kawał baby. Duża to jest kobieta mierząca np. 190 cm, dobrze zbudowana to kobieta o predyspozycjach "pakerskich" (tzw. budowa mezomorficzna), kawał baby to zwykle jedno i drugie. To samo konkretna i potężna. Krągła kobieta ma spore cycki i tyłek, kobiece kształty oznaczają sylwetkę typu klepsydra. A przez zagarnianie coraz większej ilości słownictwa przez panie z nadwagą nie ma jak krótko opisać np. wysokiej umięśnionej kobiety o sylwetce typu X. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 21:59 daslicht napisała: > A przez zagarnianie coraz większej ilości słownictwa przez panie z nadwagą nie > ma jak krótko opisać np. wysokiej umięśnionej kobiety o sylwetce typu X. To tak jak z psychologią - naukowcy wymyślają sobie neutralny moralnie termin np. "debil", "psychopata". Termin przedostaje się do języka potocznego. I trzeba wymyślać nowe określenia typu osobowość dyssocjacyjna. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 20:44 no cóż do mnie/o mnie z pogardą mówili rówieśnicy jak byłam dzieckiem "gruba" zamiast imienia, to dla mnie jest negatywne określenie :/ co to znaczy "gruba"? ;/ Odpowiedz Link
daslicht Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 20:51 Pogardliwym tonem można mówić także "piękna" albo zwyczajnie, po imieniu, np. "Ania" ^^ Odpowiedz Link
marisella Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 14:59 > "Nie jesteś gruba, Lindo. Jesteś majestatyczna i imponująca" ;) Hihi, świetne, to sobie zapamietam, jakby mnie ktoś kiedyś zdalnie o figurę pytał :D A u mnie w rodzinie mawia się też "pszczółka", bo tak pierwszy raz określiła się kuzynka, i w zderzeniu z jej faktycznie niezłymi gabrytami (ma nie tylko dużą nadwagę, ale jest przy tym bardzo wysoka) wzbudziło salwy śmiechu, u niej samej też :D :D :D Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 20:53 madzioreck napisała: > A ja chciałam tylko powiedzieć (to moje prywatne odczucie i chce tylko się nim > podzielić), że puszysty to może być dywan na przykład ;) > Jak słyszę słowo "puszysta" w związku z kobietą o pełniejszych > kształtach, to mnie bierze i trzęsie... Mnie też. To takie obrzydliwe sztuczne określenie jak "sprawni inaczej". Z akceptowalnych synonimów - pulchna, krągła, duża, iks-iks-elka ... Odpowiedz Link
thorrey Re: Małe puszyste OT 08.01.10, 21:15 Epitet nadany przez wyjątkowo bucowatego dyrektora pewnej mojej koleżance z duża nadwagą "szczupła inaczej" brrr, do dziś mi się nóż w kieszeni otwiera Odpowiedz Link
masza.s Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 23:45 One nie mają bardzo słabiutkiej samoakceptacji. To przebojowe, młode kobiety. Świetnie się uczące, aplikujące na najlepsze uczelnie na świecie. Pociągające, wyglądające seksownie. Żadna zakompleksiona kobieta nie pozwoliłaby sobie na takie ubrania, jakie noszą. Realizujące swoje pasje. Wygadane. Uśmiechnięte. Wesołe. Właśnie o tym pisałam. To nie są typowe zakompleksione nastolatki. One po prostu myślą, że normą jest, że wygląda się tak jak one i że ładny wygląd to wygląd znacznie atrakcyjniejszy ( według kanonu. One nie twierdzą, że poprawią sobie stylingiem nastrój czy chirurgią nastrój, one chcą poprawić ciało. Nie jest to związane z "o boże, jaka jestem brzydka", ale raczej "muszę być doskonała". Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale Twoja ocena jest zdecydowanie nieprawidłowa. Dorosłe kobiety mogłyby się od nich uczyć przebojowości, charyzmy i pewności siebie. Tak więc ja uważam, że to jednak jest kanon. Odpowiedz Link
palacsinta Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:08 masza.s napisała: > One nie mają bardzo słabiutkiej samoakceptacji. (...) To nie są typowe zakompleksione nastolatki. Błędnie utożsamiasz słabą samoakceptację z zakompleksieniem. Wszystkie zachowania Twoich koleżanek: atrakcyjny strój, przebojowość, wygadanie itd. mogą wypływać właśnie z poszukiwania akceptacji otoczenia. Któraś z dyskutantek pisała wcześniej o tym, że koleżanki błyskawicznie przestały podziwiać jej kolor włosów, kiedy okazało się, że jest naturalny i sądzę, że jest to dobry trop: kobiety często wyżej cenią to, co jest efektem zabiegów kosmetycznych, niż to, co naturalne. Naturalny ładny biust: e tam, zrobiony: o tak. Myślę, że stąd bierze się to gadanie o operacjach. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:23 masza.s napisała: > One nie mają bardzo słabiutkiej samoakceptacji. To przebojowe, młode > kobiety. Świetnie się uczące, aplikujące na najlepsze uczelnie na > świecie. Pociągające, wyglądające seksownie. Żadna zakompleksiona > kobieta nie pozwoliłaby sobie na takie ubrania, jakie noszą. > Realizujące swoje pasje. Wygadane. Uśmiechnięte. Wesołe. Właśnie o > tym pisałam. To nie są typowe zakompleksione nastolatki. Masza, jak ty mało wiesz jeszcze o zakompleksieniach. Perfekcjonizm jest pewnego rodzaju zakompleksieniem. Jeżeli ktoś ma stracha przed porażką i byciem mniej doskonałym, to ta przebojowość, o której piszesz, jest tylko bardzo powierzchowna. Chyba zbyt łatwo dajesz się zbałamucić pozorom. Być dobrym w szkole, to nie jest jeszcze wyczyn na skalę światową. Czy ty wiesz w ogóle, że większość dobrze się uczących ludzi, to ci z większą potrzebą społecznej akceptacji i mocniej dopasowani? ;-) Czasem mam wrażenie, że piszesz z jakiegoś pensjonatu dla "lepszej młodzieży". Przebywając w takim towarzystwie łatwo wpada się w arogancki ton. Charyzma. Używasz słów, których nie rozumiesz. Odpowiedz Link
mmm-mm Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 08:22 Nie mam pojecia ile teraz waze (waga nam sfiksowala), ale kiedy wazylam 44-46 kilo to mi to nie do konca odpowiadalo. Mi wystarcza 3 kilo zeby juz wygladac lepiej i wciaz jestem drobna i szczupla, nie jestem zbyt dobrym obiektem do przytulania sie:) Moje obecne wymiary to 84-66-96 i chyba sie pogodzilam z tym ze mam talie i szerokie biodra. Ale tez na szczescie takie cleo brooke od razu zaczelo lepiej lezec i przez to troche chetniej patrze na miekkie staniki, chociaz w stresowych sytuacjach (spotkanie rodzinne, ciotki taksujace spojrzeniem kazdy cm ciala) wole miec usztywniany. Na szczescie tez moje ramiona nie sa wezsze od bioder, a biodra nie poszerzyly sie w poziomie po moim przytyciu. I na koniec nie wiem czy zauwazylyscie, czy moze tylko wokol mnie duzo nastolatek i kobiet ma waziutkie biodra, a brzuchy i piersi roznie, ale jak sa wieksze to zdecydowanie goruja nad biodrami. Hmmm, czasami czuje sie jakbym byla "opozniona w ewolucji" jesli chodzi o budowe ciala:D Druga sprawa to tabletki coraz czesciej reklamowane, takie na odchudzanie. Znajoma placi za nie duzo pieniedzy caly czas, schudla przez nie (stosuje tez diete, ale ruchu nie ma poza praca), ale czy to bezpieczne do konca zycia zazywac te tabletki? Nie daja mi one spokoju. Odpowiedz Link
madzioreck Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 11:04 mmm-mm napisała: Moje obecne wymiary to 84-66-96 i chyba sie pogodzilam z tym > ze mam talie i szerokie biodra. No mój ty świecie... pogodziłaś się z tym, o czy marzy tyle dziewczyn... Sama więc widzisz, jakie to wszystko jest względne :) Odpowiedz Link
mmm-mm Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 20:10 > No mój ty świecie... pogodziłaś się z tym, o czy marzy tyle dziewczyn... Sama > więc widzisz, jakie to wszystko jest względne :) Czy rzeczywiscie marza o tym? Gdybym miala 96-66-84 to moglabym stwierdzic ze mam wymiary bardziej zgodne z terazniejszym idealem. Szerokie biodra nie sa w modzie:( Odpowiedz Link
turzyca Re: Czy to już promowanie otyłości? 09.01.10, 22:22 > Czy rzeczywiscie marza o tym? Gdybym miala 96-66-84 to moglabym > stwierdzic ze mam wymiary bardziej zgodne z terazniejszym idealem. > Szerokie biodra nie sa w modzie:( Szerokie biodra sa jak najbardziej w modzie. A do tego nieznaczne wciecie w talii i nieduzy biust. Albo przynajmniej tak stanowia normy pisane na podstawie rozmiarow statystycznej Niemki. ;) I taka ciekawostka: uznawana za straszna chudzine bez kobiecych ksztaltow Twiggy miala wymiary 79-56-81, obecnie rozmiar 34 jest przewidziany na rozmiar 80-64-88... Odpowiedz Link
daslicht Re: Czy to już promowanie otyłości? 09.01.10, 23:45 A statystycznie to ja mam 162 cm wzrostu, noszę stanik 75B, uwielbiam zakupy, brunetów-maczo i "M jak Miłość" :/ Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 10.01.10, 01:21 :DDD daslicht ----> wyjdź z ukrycia, nie udawaj że tak nie jest w istocie xD (zwłaszcza M jak Miłość? xDD) Odpowiedz Link
daslicht Re: Czy to już promowanie otyłości? 10.01.10, 02:07 Na M jak Miłość to się nie znam, ale przy obecnych mrozach i obiboctwie służb porzadkowych poznałam Gwiazdy Tańczą Na Lodzie ^^ Odpowiedz Link
juannita Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 22:29 Po lekturze tego watku, a zwlaszcza dyskysji o walce z otyloscia przypomniala mi sie moja byla tesciowa. Problemy z nadwaga miala wlasciwie od zawsze, ale po piecdziesiatce bardzo utyla, zaczela miec powazne problemy ze zdrowiem : serce, przepuklina, stawy kolanowe. Oczywiscie wszyscy lekarze nakazywali diete, zaliczyla pare pobytow w sanatorium, podejmowala proby odchudzania. Niestety wszystko na darmo - po kazdej probie bylo jeszcze gorzej. Problem lezal w tym, ze niestety nie byla absolutnie w stanie zmienic nawykow zywieniowych. Jej kuchnia - alzacka - to byly tluste miesa w sosie ze smietana, podsmazane ziemniaki z masa boczku, ciasta z kremem maslanym. Wszystko pyszne, ale na co dzien mordercze... A prob wygladaly tak, ze przez dwa dni jadla wylacznie gotowana marchewke i ryz i oczywiscie po dwoch dniach rzucala sie na ciastka. Pare razy probowalam jej pokazac, ze pomiedzy dwoma skrajnosciami jest jeszcze mozliwosc po prostu umiarkowanie rozsadnego odzywiania sie, podsuwalam przepisy lzejsze, ale smaczne ale to jakby nie docieralo. Juz nie byla w stanie nauczyc sie gotowac inaczej niz po swojemu, po alzacku. I chyba w pewnym sensie to jedzenie bylo dla niej pocieszeniem, nagroda za utrapienia codziennosci... I jakos nie mialam serca prawic jej moralow, ze musi sie tej przyjemnosci pozbawic. Mimo, ze wiedzialam, jak bardzo to szkodliwe. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 22:44 juannita napisała: > Pare razy probowalam jej pokazac, ze pomiedzy dwoma skrajnosciami jest jeszcze > mozliwosc po prostu umiarkowanie rozsadnego odzywiania sie, podsuwalam przepisy > lzejsze, ale smaczne ale to jakby nie docieralo. Bo "smaczne" to diabelnie subiektywne pojęcie. Ja doskonale rozumiem Twoją teściową - dla mnie też smaczne jest tylko to co tłuste i słodkie. Z innych potraw wyróżniam bardziej i mniej obrzydliwe. Do tych pierwszych nie jestem w stanie się zmusić, do tych drugich jakoś tak. Ale np. zupełnie szkoda mi czasu spędzanego w kuchni, jeśli nie mam szans na ugotowanie czegoś smacznego. Niech będzie chociaż szybko - duszony kurczak, ryż z torebki, warzywa z mrożonki. Wiem już, że żadne przyprawy nie zamaskują w tym daniu braku odpowiedniej ilości masła i tłustych sosów. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 23:04 magdalaena1977 napisała: > Bo "smaczne" to diabelnie subiektywne pojęcie. > Ja doskonale rozumiem Twoją teściową - dla mnie też smaczne jest tylko to co > tłuste i słodkie. O, a ja mam odwrotnie. W sumie większość tłustych rzeczy jest dla mnie paskudna, słodkie lubię, ale bez przesady :) I taka ciężka, tłusta kuchnia, tzw. typowo polska (choć nie tylko) jest absolutnie nie dla mnie. Wyraziste smaki - tylko to się liczy :) Mdłości, tłustości i nijakości (dla mnie te cechy potrawy się łączą) mówię stanowcze nie :) Odpowiedz Link
juannita Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 23:33 Ja sama tez lubie ciezkie potrawy, typu gulasze w sosie. Tyle ze u moje tesciowej, to bylo po prostu apogeum tego typu kuchni. I to regularnie. Pamietam, ze kiedys tesciowa zaprosila nas na weekend tuz po tym kiedy maz mial ostry rozstroj zaladka. Poprosilismy wiec o cos lekkiego do jedzenia. No jaka dietetyczna potrawe przygotowala tesciowa, naprawde w najlepszej wierze? - ugotowala kasze manne, wlala do foremki zeby zastygla, po ostygnieciu pociela na kwadraciki i ...usmazyla w paczce masla. Dobre bylo, nie powiem, ale dietetyczne powiedzialabym srednio... Mnie przed losem mojej tesciowej chroni chyba to, ze po paru dniach tak tlustej kuchni zaczynam po prostu zle sie czuc. I naprawde z przyjemnoscia siegam po salate, warzywa, ryby czy kurczaka. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 23:18 magdalaena1977 napisała: > Ja doskonale rozumiem Twoją teściową - dla mnie też smaczne jest tylko to co > tłuste i słodkie. (...) > Wiem już, że żadne przyprawy nie zamaskują w tym daniu braku > odpowiedniej ilości masła i tłustych sosów A tak z ciekawości - skąd wziął się taki gust? W domu rodzinnym gotowano tłusto itp.? Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 23:42 mujer_bonita napisała: > A tak z ciekawości - skąd wziął się taki gust? W domu rodzinnym gotowano tłusto > itp.? Preferencje smakowe są genetyczne. Wierz mi, nawet szczupli lubią tłusto i słodko, przy mniejszej oddziedziczonej tendencji do tycia przybierze się mniej przy tym na wadze. Poza tym lubi się to, co się zna, przyzwyczajenie jest drugą naturą i jak ktoś uzna twoją ulubioną potrawę za niezdrową i od dzisiaj niedozwoloną, to zrozumiesz, o co chodzi. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 23:51 pierwszalitera napisała: > Preferencje smakowe są genetyczne. Ta jasne. Wszystko można tak wytłumaczyć :) > Poza tym lubi się to, co się zna, przyzwyczajenie jest drugą naturą To genetycznie czy przyzwyczajenie? Wiem, że jest późno ale zaczynasz się plątać :D Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 00:11 mujer_bonita napisała: > To genetycznie czy przyzwyczajenie? Wiem, że jest późno ale zaczynasz się pląta > ć :D Ja się nie plączę, tylko ty mało wiesz wiesz o ewolucji. ;-) Niektóre preferencje są genetyczne i ogólne dla wszystkich, te dla słodkiego smaku, soli i tłuszczu. Tuning odbywa się na poziomie dopasowania do konkretnych warunków otoczenia, w których się żyje. To znaczy wszyscy lubimy słodkie, jednak mieszkańcy Amazonii będą może jeść owoce, my sięgniemy raczej po czekoladowy baton. A człowiek z predyspozycją do otyłości po dwa batony, bo po pierwszym nie będzie czuł satysfakcji. ;-) Odpowiedz Link
milstar Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 11:11 pierwszalitera napisała: >A człowiek z predyspozycją do otyłości po dwa batony, bo po pierwszym nie będzie czuł satysfakcji. ;-) Myślę, że tu akurat ma też znaczenie przyzwyczajenie - przynajmniej u mnie. Jeszcze rok temu kawę slodziłam 2 łyżeczki i była suuper, teraz już tyle to dla mnie za słodko Odpowiedz Link
cissnei Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 19:18 Ja nie jestem w stanie ograniczyć cukru. Zawsze słodzę dwie łyżeczki, inaczej po prostu nie wypiję. A piję dziennie bardzo dużo herbaty, owocowej, czarnej aromatyzowanej i w ogóle każdej. Licząc po 80 kalorii na kubek, wypijam dziennie pewnie koło tysiąca w samych herbatach. I powiedziałabym, że to od tego tyję, gdyby nie fakt, że 1) zawsze tyle piłam i zawsze z dwiema łyżeczkami, nawet, kiedy ważyłam 47 kilo; 2) próbowałam kiedyś zastąpić połowę cukru słodzikiem i przez parę miesięcy tylko tak piłam. I absolutnie nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o moją wagę. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 19:34 cissnei napisała: Licząc po 80 kalorii na kubek, wypijam dzienni > e > pewnie koło tysiąca w samych herbatach. I powiedziałabym, że to od tego tyję, > gdyby nie fakt, że 1) zawsze tyle piłam i zawsze z dwiema łyżeczkami, nawet, > kiedy ważyłam 47 kilo; 2) próbowałam kiedyś zastąpić połowę cukru słodzikiem i > przez parę miesięcy tylko tak piłam. I absolutnie nic się nie zmieniło, jeśli > chodzi o moją wagę. To nie jest żaden dowód. Nie masz po prostu tendencji do tycia. Albo twój bilans kaloryczny w ciągu dnia był ogólnie prawidłowy. I /albo jesteś jeszcze bardzo młoda, na konsekwencje trzeba jeszcze poczekać. ;-) Wiele osób mogło kiedyś jeść bez umiaru i wchodziło w maleńki rozmiar. U mnie też tak było. Mniej więcej po 35-roku życia zaczęło być trudniej i by zachować bardzo szczupłą sylwetkę (poniżej BMI 22) nie mogę już jeść, na co mam akurat ochotę. A gdybym to robiła, to chyba też nie wyszłabym powyżej BMI 25, bo wszycy w rodzinie są raczej szczupli. Taka genetyka, ale niestety nie każdy ma takie szczęście. I to nie kalorie w cukrze są niebezpieczne dla wagi, tylko ciągła stymulacja insuliny. Odpowiedz Link
agafka88 Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 20:12 cissnei napisała: > Ja nie jestem w stanie ograniczyć cukru. Zawsze słodzę dwie łyżeczki, inaczej p > o > prostu nie wypiję. A piję dziennie bardzo dużo herbaty, owocowej, czarnej > aromatyzowanej i w ogóle każdej. Licząc po 80 kalorii na kubek, wypijam dzienni > e > pewnie koło tysiąca w samych herbatach. I powiedziałabym, że to od tego tyję, > gdyby nie fakt, że 1) zawsze tyle piłam i zawsze z dwiema łyżeczkami, nawet, > kiedy ważyłam 47 kilo; 2) Moze metoda malych kroczków? ja te piję ogromne ilości herbaty, kiedyś słodziłam 1-2 łyzeczki na szklankę, teraz 1-2 płaskie łyżeczki na dzbanek 1,2 litra, zależy od herbaty i od dnia. Stopniowo dosypywałam na oko mniej cukru niż poprzednio (tak na oko 1/4, 1/3 łyżeczki), piłam tak herbatę jakiś czas, aż się przyzwyczaiłam - jak mi się znowu wydawało słodkie to znowu zmniejszałam ilość. A słodzik smakuje ohydnie. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Czy to już promowanie otyłości? 09.01.10, 11:28 o nie, slodziki sa obrzydliwe. To juz lepiej pic w ogole bez. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Czy to już promowanie otyłości? 08.01.10, 07:16 magdalaena1977 napisała: > Ja doskonale rozumiem Twoją teściową - dla mnie też smaczne jest > tylko to co tłuste i słodkie. (...) > Wiem już, że żadne przyprawy nie zamaskują w tym daniu braku > odpowiedniej ilości masła i tłustych sosów mujer_bonita napisała: > A tak z ciekawości - skąd wziął się taki gust? Chyba taka już jestem. Jak w domu dawano mi tłuste i słodkie, to mi smakowało i chciałam jeszcze. Jak dawano mi zupę i sałatkę, to mi nie smakowało i nie chciałam tego jeść. Tak samo jak wolę powieści od biografii. Dostawałam powieść (szczególnie fantastyczną) i mówiłam super, czytałam biografię i mówiłam "nudy, a w dodatku bohater zawsze na końcu umiera". Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Czy to już promowanie otyłości? 07.01.10, 21:04 bebe.lapin napisała: > bilansu korzysci i strat Nie ma czegoś takiego jak bilans zysków i strat - jest RACHUNEK. Odpowiedz Link
marisella Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubasom? 08.01.10, 00:26 Dziewczyny, przeczytałam wątek pobieżnie, w sumie to tylko ostatnie 200 postów i wiecie co mi się rzuciło w oczy? M.in. spór o to, czy powinno się grubasom (pozawalam sobie tak pisać, z przymrużeniem oka, jako że sama jestem otyła) pomgać czy nie, czy powinno się im mówć o ich problemie bez względu czy sobie tego życzą czy nie, czy powinno się robić coś, żeby pomóc im w wyjściu z otyłości. Ale ja Was zapytam o jedno - jak sobie wyobrażacie taką pomoc? Myślicie, że jak grubasowi będziecie truć o zdrowym żywieniu, ruchu i co będzie jak nie schudnie, to to pomoże? Szczerze, z ręką na sercu, która z Was, mówiących o tych zagrożeniach zdrowotnych i pladze otyłości, o potrzebie uświadamiania otyłych, coś rzeczywiście robi? Która z Was chodzi z otyłą koleżanką na basen? Która wybiera się na marszobiegi wspólnie ze znajomą mającą tendencje do przybierania na wadze? Która z Was choć raz była na zakupach z kimś, o kim wie, że źle się odzywia? Która niechętnemu do sportu koledze znalazła ciekawą dyscyplinę lub odszukała bliską jego miejcu zamieszkania i tanią siłownię? Żeby mu było łatwiej nie miał wymówki? Która z Was częsciej bierze CZYNNY udział w tej opiewanej pomocy, niż tylko o niej MÓWI? Bo ja Wam powiem, że samo mówienie i powtarzanie mądrości z "Przyjaciółki" czy "Pani domu" to jest psu o tyłek rozbić. Nie będę się tu rozwodzić póki co nad swoim przypadkiem - dlaczego jestem gruba i czy mi z tym dobrze. Powiem Wam tylko, jak wygląda oferowana mi przez ogól ludzi dookoła pomoc. Dodam, że pomocy tej na codzień nie wymagam od nikogo - jestem dość ogarnięta, wydaje mi się, że wiem jak zdrowo jeść, od zawsze dużo się ruszam, w czasach otyłości też. Nikt mnie z domu na siłownię wykopywać nie musi, chodzę sama. Nikt mi nie musi tłumaczyć, ile mi da pójście na aerobik, nikt mnie nie musi na siłę w strój kąpielowy pakować albo baletek na nogi zakładać i do sali na taniec wołami ciągnąć. Lubię to i robię z własnej woli. Miałam problemy z regularnym jedzeniem, ale uznałam że rozsądnie będzie jesc przynajmniej te 3 posiłki dziennie, więc ustaliłam po prostu że o 8mej jem śniadanie, żeby zdążyć przed treningiem, o 14-jem obiad, a o 19 kolację. Ot, mechanicznie, nastawiam budzik i jem. Nie mam problemów z nielubieniem potraw, bo lubię prawie wszsytko - mięso, warzywa, owoce, nabiał, nie przepadam za słodkim od paru lat (odkąd nie słodzę herbaty, smaki mi się zmieniły :)) ani za tłustym. Nie mam problemów z napadami głodu albo zażeraniem problemów. Mogłam nie jeść cały dzień, a wieczorem jak poczułam że jestem głodna, zjadałam dwa jajka, kanapkę czy coś i było ok (to znaczy - nie czułam się głodna; nie musiałam się napakować do granic możliwości żarciem, które mi w rękę wpadło). Jak dopada mnie stres lub zły nastrój, to biorę się do pracy, idę spać albo biorę psa na spacer. Do lodówki mi nie po drodze. Generalnie - daję sobie chyba radę z wcielaniem zasad zdrowego rozsądku na co dzień sama (że bez efektu to inna rzecz). Aaaaalllleeee.... Są przecież takie dni, że święty traci cierpliwość, a najzapartszy - traci motywację. I zdarza się raz na ruski rok, że tak strasznie nie chce mi się tyłka z domu na siłownię ruszać. Albo po prostu po jakimś czasie chodzenia samej chciałoby się pójść z kimś, do kogoś gębę otworzyć, pogadać (bo pracuję sama, a jak skończę, to dalej jestem sama, bo na 3 h wybywam do fitness clubu, a po powrocie widzę, że luby już spi - i tyle mam z międzyludzikich kontaktów ;)). I na jaką ja wtedy pomoc mogę wokół liczyć? Ano. Mama ze mną nie pójdzie, bo nie lubi i po pracy jest zmęczona, a do tego ma daleko. No tak, rozumiem, że może jej się przecież nie chcieć, ma intensywną i męczącą pracę. TŻ ze mną nie pójdzie, bo mu się nie chce/"on się do tego nie nadaje"/musi zrobić: /i tu milion rzeczy, które to musi zrobić/. Przyjaciółka ze mną nie pójdzie bo źle się czuje, albo ma okres, albo z kimś się umówiła, albo na siłownię to jej się nie chce, albo nie ma upranych drsów, albo coś tam. OK. Rozumiem, ma swoje sprawy, przecież nie ma obowiązku mnie niańczyć. Koleżanka - jedna, druga, trzecia - to samo - nie lubią ćwiczeń i nie chce im się tak aż dla mnie poświęcać. OK, rozumiem. Brat? Jasne, chętnie, ale ma dziś lekcje gry na gitarze/nauki do bierzmowania/jutro sprawdzian z chemii/musiałby póżno wracać/koty osikały mu trampki. No tak, jasna sprawa, sprawdzian przecież wżniejszy do diaska, niż jakieś wygibasy, ucz się lepiej i przynieś piątkę. I ostatecznie co? Idę sama, ale smutno mi, bo gdzie do diaska są w tych dniach Ci wszsycy, co tak wołają, że trzeba pomóc grubasom? Tyradkę to by mieli siłę przez telefon walnąć i uświadomić mnie, że mam wpierdzielać sałatę i marchewkę, ale ruszyć tyłka ze mną się nikomu nie chce ;) A to tylko jedna sytuacja, których jest mnóstwo. Dieta? Ok, niech będzie. No więc jstem na diecie. Przychodzi po pracy wygłodniały TŻ, ten co to ma mnie wspierać, bo partnerstwo, silne fundamenty i tak dalej. I pyta: "Kochanie, co dziś robimy na kolację?". Zaglądam do dietowej rozpiski i odczytuję: "70 g chleba graham, galaretka z 40 g kurczaka, łyzki groszku i marchewki, ogórek kiszony, woda lub kawa lub herbata". Na to TŻ z miną jakbym go kołem łamała: "EEEEE?!? A nie możemy zamówić pizzy?" A pewnie że możemy. I TŻ za godzinkę wcina pizzę, a ja obcinam skórkę z kromki, żeby była lżejsza i nie przekraczała 70 gram. Mam jeszcze mnożyć przykłady tego wspierania? Naprawdę? Wierzcie, że jest tego masa. Za to do pomocy słownej chętnych można znaleźć masę! A jakże! Na kazdym kroku, nawet bez proszenia. Lekarz-ortopeda, do którego poszłam z skręconą nogą stwierdził zanim na dobre weszłam do gabinetu, że póki nie schudnę 50 kilo to on mnie poważnie traktował nie będzie, że jestem otyła (serio?), że moje wiązadła są w takim stanie, jakbym była staruszką, że za 2-3 lata będę kaleką, że hodując taką otyłość jestem samobójcą, który rozkłada sobie działania na raty. Myślicie że obchodziło go to, że nogę spręciłam podczas zajęć tanecznych, a od kilkumiesięcy jestem pod opieką trenerki, mocno ćwiczę i czekam na wizytę w Centrym Leczenia Otyłości (marne pół roku, bo takie są terminy - tak własnie wszsytkim zalezy na pomocy grubasom). Idziesz do lekarza oczekując własnie pomocy, a dostajesz po pysku. Nie lepszą pomoc tak naprawdę dostaję od innych. Więc dziewczyny, nie dziwcie się nam, grubaskom, że dostajemy dzikiej furii, jak ktoś pisze, że nie ma co pod płaszczykiem samoakceptacji ukrywać niechęci do poruszania tematu otyłości, że o niej TRZEBA ROZMAWIAĆ. Guzik prawda! Ja, otyła baba, nie potrzebuję, żeby mój facet troszcząc się o moje zdrowie powiedział mi: "Kochanie, powinnaś zrzucić parę kilo, będziesz ładniejsza" ani w wersji drugiej: "Kochanie, powinnaś zrzucić parę kilo, będziesz zdrowsza". Ja potrzebuję, żeby on założył kąpielówki i poszedł ze mną na basen, żeby wdział trampki i dotrzymał mi towarzsytwa na siłowni. A po powrocie, żeby bez miny męczennika pomógł mi zrobić sałatkę z gotowanym kurczakiem i warzywami, a po kolacji powiedział, że jestem piękna i zapytał, czy przejdę się z nim jutro na długi spacer. Grubasom nie są potrzebne słowa mądrości i co i rusz wylewane na nich zimne przysznice uświadamiające im rzeczywistość, bo one tylko ranią, nawet, gdy intencje mówiącego są inne. Potrzebne jest działanie. To jak, ktora z Was, szczupłe i chętne do niesienia pomocy, ma ochotę przejść się ze mną jutro na siłownię? :P Pora jest mi obojętna, dostosuję się ;) Odpowiedz Link
the_mariska Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 00:52 Marisello, masz absolutne 500% racji. I niesamowicie cię podziwiam, że pomimo zachowania otoczenia masz siłę na te wszystkie treningi. Ja jestem z tych stworzeń, co to same nie pójdą na zajęcia na uczelnię bo im się nie chce, obiad gotują tylko jak mają dla kogo, bo dla siebie samej się nie opłaca, a w terminie oddają tylko projekty robione zespołowo - bo indywidualne zepsują tylko moją ocenę, która mi zwisa. Dopiero kiedy mam motywację pod postacią towarzysza w cierpieniu dostaję kopa energii do działania. Dlatego sama z ogromną chęcią przeszłabym się kiedyś z tobą na basen czy siłownię, szkoda tylko, że z Warszawy do Krakowa jest tak daleko... ;) Odpowiedz Link
milstar Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 11:20 the_mariska napisała: > Dlatego sama z ogromną chęciąprze szłabym się kiedyś z tobą na basen czy siłownię A spacery Ci pasują? Bo ja szukam w Wawie kogoś, kto mi pomoże się do nich zmotywować Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 11:22 tu jest nowy wątek ;) forum.gazeta.pl/forum/w,86228,105364958,105364958,Stoleczna_Grupa_Cwiczebna.html Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 11:32 A ja szukam kogos, kto chcialby ze mna chodzic na basen w Metz :) Odpowiedz Link
kura17 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 11:38 Bebe, przeprowadz sie do hamburga, to pochodzimy razem! :) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 11:51 Spotkajmy sie w polowie drogi, u mojej siostry, kolo Bielefeldu :D Odpowiedz Link
kura17 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 12:53 kurcze, moj maz przez rok pracowal w bi bielefeldzie i codziennie dojezdzal :) to wcale tak daleko nie jest! masz ochote sie kiedys spotkac, nie na fitness, ale na ploteczki??? moze na wiosne? i w ogole, skoro bielefeld jest dla Ciebie "w polowie drogi", to zapraszam do mnie, do hamburga! pokoj goscinny jest i czeka :) wprawdzie jest tez dwojka dzieci, hehe, ale zapraszam serdecznie na jakis weekend! Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 13:09 Niczego nie obiecuje, bo zeby wiedziec, co bede robic np. wiosna musialabym chyba udac sie do wrozki ;), ale jesli tylko bede miala mozliwosc, to bardzo chetnie :) A po tym, co pisalas o swoich dzieciach na forum, to z mila checia je poznam :) Odpowiedz Link
kura17 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 14:38 haha, musialam niezla reklame im narobic, bo ja osobiscie najchetniej bym sie od siebie samej wyprowadzila :) pisze powaznie - jakbys miala ochote, albo okazje, zawita do hamburga - daj koniecznie znac na maila gazetowego! :) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 14:41 Dzieki, ale pamietaj - sama sobie mnie na glowe sciagasz, zeby nie bylo reklamacji! :D Odpowiedz Link
marisella Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 13:30 > Marisello, masz absolutne 500% racji. I niesamowicie cię podziwiam, że pomimo > zachowania otoczenia masz siłę na te wszystkie treningi. E, nie ma co podziwiać, ja naprawdę nie jestem jakimś męczennikiem i to nie jest tak, że otoczenie się sprzysięgło przeciw mnie :)))) Pierwsza rzecz, że ja się ruszać naprawdę lubię. Wiem, że nie wyglądam, wiem, że lekarze mi nie wierzą, jak im to tłumaczę. Ortopeda, ten co mnie uświadomił, że kaleką będę, w ogóle nie uwierzył, że ja nogę skręciłam na tańcach (bo w jego mniemaniu pewnie skręciłam to kolano biegnąć do KFC, takie przynajmniej sprawiał wrażenie). A mnie zawsze aktywność fizyczna sprawiała przyjemność i przynosiła frajdę. Jak byłam dzieckiem, zawsze a to grałam w gumę, a to w klasy, a to na rowerze jeździłam, a to na wrotkach, a to organizowałam pseudomecze siatkówki, a to coś jeszcze innego. Nawet w zimie się nie musiałam ograniczać, bo mieszakałam akurat w takich warunkach, że nie musiałam na śnieg wychodzić, żeby na rowerze pojeździć (mieszkaliśmy w hotelach robotniczych, gdzie poza wszechobecnymi karaluchami, "mieszkaniami" o pow. 16 m2, wspólnymi kuchniami, łazienkami, ubikacjami, przewagą rodzin patologicznych [z moją, za sprawą tatusia-alkoholika na czele] była masa dzieciaków [bo mieszkały tam praktycznie same młode małżeństwa z niższych sfer] i dłuuuuugie, szerokie korytarze ciągnące się przez cały budynek, na każdym piętrze :)))) dla dzieci raj i podstawowe miejsce do zabawy [nie szło się do kolegów mówiąc "idziesz na pole/na dwór?" tylko "idziesz na korytarz?"]) Z wfu wprawdzie miałam oceny średnie, zawsze z dwóch końców skali - niezmiennie piątki i szóstki za gibkość i rozciągnięcia, wymyki i odmyki, za rzuty piłką lekarską, za sprawdziany z siatkówki, a jedynki i dwójki (dwójki to już hoho! powód do dumy :D) za bieganie i rzuty palantówką :D (choćbym nie wiem ile ćwiczyła, nie udawało mi się dorzucić dalej niż na 15 m, co poradzić :D) W trakcie liceum nie miałam wprawdzie kasy na fitness czy tańce, ale jeździłam do szkoły 5 km w jedną stronę rowerem, na bezpłatne kursy jezykowe też (dodatkowe 10 km), do pracy (korepetycje) podobnie, bo szybciej niż autobusem. Oprócz tego ćwiczyłam wtedy pewną sztukę walki, co też oznaczało 3h dziennie (średnio) treningów, na które pedałowałam lub chodziłam na nogach (ok. 8km) :D A jak wracałam przed północą po szkole, pracy i treningu to byłam tak naładowana pozytywną energią, że czułam, że mogłabym góry przenosić :) Chciało mi się pompek, brzuszków i wszsytkiego :D Na studiach treningów już nie było, bo sekcja się rozpadła, ale za to miałam więcej pracy, więc i trochę kasy na karnet do fitness clubu udało się wygospodarować. Oprócz tego w ramach wfu chodziłam ochoczo na 7mą rano na basen. No i jazda na rowerze mi pozostala we krwi. Mimo to, własnie na studiach utyłam. Swoją wagą i wyglądem nigdy jakoś szczególnie się przejmowałam, bo zawsze ważyłam za dużo. Nawet w okresie, kiedy byłam jak na siebie bardzo szczupła (96-65-92 - jak na mnie to było mało, wyglądałam bardzo ok), ważyłam 74 kg (mieliśmy jakieś badania zbiorowe w liceum i pielęgniarki były mocno zdziwione jak na wagę weszłam). Nauczyłam się więc przejmować, jesli już, to wymiarami a nie wagą, ale i tak najważniejsze było dla mnie, że jestem sprawna, że nie dostaję zadyszki biegnąc po dziennik, nie męczy mnie długa jazda na rowerze ani nie odstaję od chłopaków na treningach kalaki (pewnie dlatego nie zorientowałam się w porę, że jestem AŻ TAK otyła, bo po prostu ciągle byłam sprawna, a wagi nie kontrolowalam regularnie; ale to już inna bajka :)) Zmierzam w każdym razie do tego, że to co teraz robię to nie jest jakaś męczarnia spowodowana tym, że nie chcę wzbudzać w ludziach niesmaku, obciążać służby zdrowia czy coś tam jeszcze. To jest po prostu kontynuacja stanu z poprzednich lat :) Zawsze się ruszałam, to teraz też. Zmieniło się tylko to, że zawsze robiłam to dla kondycji, a teraz (od jakiegoś roku) zmienił mi się cel i chcę schudnąć, bo nie wiem jak długo taką wagę będzie w stanie znosić mój kręgosłup i stawy, bo nie chcę się nabawić jakiejś cukrzycy, bo... i tak dalej. Wyjście na siłownię to nie jest dla mnie żadna męczarnia, aerobik o 9.00 zawsze uważałam za super rozpoczęcie dnia, na basen uwielbiam chodzić, bo kocham taplanko i wygłupy, szczególnie w czyimś towarzystwie (bo samemu się wydurniać to jednak głupio jakoś :D), a już już tego kogoś nie ma wśród chętnych, to aquarobik też wystarczy, zawsze to się człowiek popluska trochę. Sama na basenie uwielbiam pływać, bo jest bardzo odprężające - wchodzę na basen, rozgrzewam się, pływam interwałami przez 45 minut i przez te 45 minut wiem, że robię tylko to - mam wolne myśli i nie obchodzi mnie co jest dookoła - że pracy dużo, że zwierz chory, że ciuchy stare i małe, że lekarz niemiły, że sąsiad palant, że w domu bałagan, że z TŻ kłótnia, że coś tam. Potem tak samo mechanicznie stretching, ciepły prysznic i wracam do domu jak nowa :) (polecam!) Na taniec też się zapisałam z własnej nieprzymuszonej woli, bo zawsze chciałam tańczyć. A że nie wyglądam jak tancerka i promabalerina? No to trudno. Być może już nigdy nie będę tak wyglądać, więc nie ma co odkładać marzeń na lepsze później :) No, rozpisałam się, jak to zawsze ja, ale w każdym razie - nie ma co podziwiać - nie walczę z sobą, gdy mam się poruszać, a podziwiać to trzeba tych, co nie lubią, a i tak są aktywni :) Czasem tylko chciałabym do kogoś gębę otworzyć, pogadać, no wiadomo. We dwójkę zawsze raźniej :) Ale też naprawdę nie mam pretensji do ludzi wokół (no może do TŻ trochę) że czynnie mi nie pomagają, bo każdy ma swoje życie. Mama ma własną firmę i haruje jak wół, więc jak ma wolną chwilę i chcialaby odpocząć, to ja nie mam serca nalegać, żeby szła się ze mną spocić, bo wiem, że tego nie lubi i że wolałaby obejrzeć film. Wjeżdżanie jej na ambicję i zmuszanie byłoby nie fair. Za to doceniam, że ona szanuje moje odchudzanie i we wspólnych planach uwzględnia, że tego itego io tej godzinie mam trening, więc jak mamy gdzieś wyjść, to odpowiednio wczesniej lub później. I pomimo, że lubi tłusto i mięsnie, to nie narzeka, jak na wspólną kolację robię caprese, a opodczas rodzinnych grillków nie namawia mnie na kiełbachę, tylko pilnuje, żeby nie przypaliła mi się papryka i pierś z kuraka, a w międzyczasie pomaga mi kroić sałatę :) Brat ma pewnie więcej wolnego czasu, ale ma szkołę i ja na serio wolę, żeby został w domu i się pouczył, niż żeby jechał do mnie i dotrzymywał mi towarzystwa przy brzuszkach :D Zresztą - jego namówiłam już do chodzenia ze mną na tańce (niestety na tych tańcach zerwałam wiązadło, więc teraz z kolei on chodzi sam, bo mnie jeszcze nie wolno). I tak jest z każdym innym - a ja rozumiem, że każdy ma swoje życie i ma prawo do innych zamiłowań niż ja. Jeśli będzie miał ochotę mi pomóc i dotrzymać towarzystwa, żeby mi było radośniej - to bardzo mnie ucieszy, ale jeśli nie - to ja to rozumiem i nie mam prawa być zła przecież :) Ostatecznie nie jestem pępkiem świata i jak JA chcę iść się poruszać, to droga wolna, ale wymaganie tego i egzekwowanie od innych byłoby w gruncie rzeczy śmieszne. Ja też nie paliłabym się do pomocy nawet rodzinie przy przyjaciołom do pomocy w uboju bydła w rzeźni czy w grzebaniu w kompostowniku pełnym dżdżownic kalifornijskich, bo wszelkie robaki budzą we mnie odruch wymiotny i chęć ucieczki gdzie pieprz rośnie, a na widok krwi w większych ilościach robi mi się źle. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 13:40 Marisello, ja Cię uwielbiam! Masz strasznie fajnego brata. Ja się rzadko śmieję w głos czytając coś, ale jak zobaczyłam Cię oczyma wyobraźni przy uboju bydła w rzeźni i w grzebaniu w kompostowniku pełnym dżdżownic kalifornijskich, to nie wytrzymałam i ryknęłam :)))))) Odpowiedz Link
marisella Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 15:02 > Marisello, ja Cię uwielbiam! Masz strasznie fajnego brata. A dziękuję, brata mam faktycznie w dechę i choć czasem ma muchy w nosie, to i tak generalnie super się dogadujemy (choć między nami 10 lat róznicy wieku :)) A do Ciebie to ja muszę wreszcie napisać, bo już mi wstyd! Wstyd normalnie, bo Ci nie odpisałam na maila z kiedyś tam, ale najpierw czekałam na obiecaną drugą część stanikową maila, a potem odłożyłam na póżniej i tak zeszło, że się jeszcze nie zabrałam. Zgroza. Ale przyjmij przeprosiny :) Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 19:02 marisella napisała: > A do Ciebie to ja muszę wreszcie napisać, bo już mi wstyd! Wstyd normalnie, bo > Ci nie odpisałam na maila z kiedyś tam, ale najpierw czekałam na obiecaną drugą > część stanikową maila, a potem odłożyłam na póżniej i tak zeszło, że się jeszcz > e > nie zabrałam. Zgroza. Ale przyjmij przeprosiny :) > Haha, żyjemy w społeczeństwie poczucia winy - ja też się czułam winna - za niedosłanie drugiej części mejla :)) Więc przyjmij przeprosiny. To kto pierwszy :)? Odpowiedz Link
marisella Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 13:35 I widzisz, muszę Ci w dwóch kawakach odpisać, bo mi wyskoczyło, że za dużo znaków ośmieliłam się w poprzedniej wiadomości naklepać :D Muszę nad sobą popracować, żeby zawierać swoje myśli w mniejszej ilości słów... ;) > Ja jestem z tych > stworzeń, co to same nie pójdą na zajęcia na uczelnię bo im się nie chce, obiad > gotują tylko jak mają dla kogo, bo dla siebie samej się nie opłaca, a w termini > e > oddają tylko projekty robione zespołowo Mam to samo - jak ode mnie zalezy dobro grupy, to staję na rzęsach, żeby czegoś nie zepsuć i nie opóźnić, bo miałabym wyrzuty robiąc innym kuku. Sama natomiast zawsze oddaję wszytko w możliwie najpózniejszym terminie lub w ogóle po. Gotować dla siebie też mi się nie chce, więc najczęściej jem coś prostego, albo gotuję sobie od razu na 2-3 dni, żeby na drugi dzień tylko odgrzać :) Najprzyjmeniej gotuje mi się w weekendy, kiedy jestem ja, TŻ, a na dokładkę przyjeżdża mama z bratem :) Ale skoro jesteś chętna na wspólny wypad basenowo-siłowniowy, to ja Cię trzymam za słowo. Jak się wreszcie kopnę do Warszawy to Ci się przypomnę :D Odpowiedz Link
besame.mucho @Mariska 09.01.10, 13:04 Możemy się kiedyś nawzajem pomobilizować, mnie też się nie chce samej tyłka ruszyć, a basen chodzi mi po głowie od dłuższego czasu :). A z wypowiedzą Mariselli zgadzam się w stu procentach i też podziwiam trzymanie diety i treningów, bo ja mam jak Mariska - jak dla kogoś, to szybciutko, pięknie i idealnie. Jak tylko dla siebie - to byle jak, po terminie, albo wcale. Odpowiedz Link
besame.mucho Re: @Mariska 09.01.10, 13:31 Tak to jest jak się chce po kolei czytać ;). Już znalazłam wątek grupy ćwiczebnej i przeniosłam się tam, przepraszam za śmiecenie. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 00:55 marisella napisała: > Która niechętnemu do sportu koledze znalazła ciekawą dyscyplinę lub > odszukała bliską jego miejcu zamieszkania i tanią siłownię? A wspólne zajęcia taneczne można podciągnąć pod tę kategorię? Bo ja kumpelę wyciągnęłam na Salsę ;) Matką Teresą to może nie jestem bo niektórych form aktywności bym nie zdzierżyła no i koleżanka z lekką nadwagą a nie otyła ale za to bardzo by chciała wcisnąć się w ślubną kieckę o minimum rozmiar mniejszą niż teraz nosi :) Chętnie też dzielę się swoimi sprawdzonymi przepisami, poradami kulinarnymi (nie tylko teorią) bo lubię gotować. I tak - masz rację - trucie podczas gdy nie jest się gotowym komuś realnie pomóc jest niczym. > "EEEEE?!? A nie możemy zamówić pizzy?" A pewnie że możemy. I TŻ za godzinkę > wcina pizzę, a ja obcinam skórkę z kromki, żeby była lżejsza i nie przekraczała > 70 gram. Ale masakra :( Mój TŻ w momencie jak byłam na diecie to potrafił zjeść kebaba w drodze do domu żeby mnie nie kusić :) Odpowiedz Link
marisella Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 13:46 > Ale masakra :( Mój TŻ w momencie jak byłam na diecie to potrafił zjeść kebaba w > drodze do domu żeby mnie nie kusić :) Nie no, ja podałam jakiś tam przykład, co nie znaczy, że to jest codzienne :) I że mnie jakoś szczególnie demotywuje :) Najczęściej jemy w ogóle osobno, bo ja trzymam się konkretnych godzin, on z pracy wraca w innych i albo nie jest głodny, albo coś sobie tam robi - odgrzewa mrożoną pizzę, robi kanapkę z nutellą czy jeszcze coś innego - ale mnie to jakoś bardzo nie rusza, bo ani nie jestem aż takim fanem mrożonej pizzy, ani nie rzucam się na czekoladę gdy tylko ją widzę :) Innymi słowy - to, że on je sobie tę pizzę to dla mnie nie problem, bo mnie sałatka z pomidorów z białym serem smakuje tak samo bardzo, więc no... :) Nijak nie przeskadza mi to trzymać diety :) (szczególnie, że mam silną motywację). Ale podałam ten przykład, bo wiem, że jest wiele osób, które w tym momencie wazyłyby tę kromeczkę chleba ze łzami w oczach albo zwyczajnie zjadłyby pizzę. I co wtedy takiej osobie po partnerskiej pomocy i zapeniwniach, że "jak schudniesz, będziesz zdrowsza"? Myślę, że wiesz o co mi chodzi, nawet jeśli nie wyraziłam się zbyt jasno :) (bo mam wrażenie, że trochę zamotałam :)) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 00:59 w dzieciństwie wcale mi nie pomagało to, że brat dostawał batoniki, ja gumę bez cukru. rodzina piła słodkie napoje, ja wodę mineralną itd. oczywiście trzeba było ratować "otyłe" dziecko, ale sorry... przynajmniej mama trochę ze mną ćwiczyła. Odpowiedz Link
thorrey OT Marisella 08.01.10, 08:54 Marisello, mam nadzieję, że Cię nie urażę, ale czy próbowałaś diety Dr Pape? Jeśli nie, to skoro masz jeszcze pół roku do tej poradni leczenia otyłości, to może byś spróbowała? Bo z tego co mówisz, to może Twój przypadek jest taki, jak ten, o którym kiedyś opowiadała pierwszaliera - że przychodzą do niej do poradni ludzie z arkuszami żywieniowymi, na których jest listek sałaty i jogurcik, a waga dalej stoi. A mniej już jeść się nie da. Sama jestem ogromną fanką tej diety, która na mnie jeszcze wagowo nie podziałała (ale wierzę, że to nastąpi), ale za to rozwiązała mi masę innych problemów - wilczy głód po obiedzie, straszną ochotę na słodkie, nawyki "podżerania" i mam wrażenie że ogólnie wyregulowałą mi przemianę materii. I najważniesze, że jest bardzo życiowa, nie wymaga nie wiadomo jakich zachodów i nakładów, a przy Twoim regularnym odżywianie to nie bbłaby duża rzecz po prostu trochę zmodyfikować zawartość posiłków. Poczytaj sobie odpowiedni wątek, gdzieś tu się jeszcze pęta. Mam nadzieję, że nie czujesz, że to jest z mojej strony "protekcjonalne" potraktowanie i "tylko mówienie". Sama walczę ze sobą, żeby pójść na spacer czy poćwiczyć, nie mówiąc już o odmawianiu sobie różnych smacznych rzeczy do jedzenia. Odpowiedz Link
yaga7 Re: OT Marisella 08.01.10, 10:34 Ja też jestem fanką diety, mimo że waga stoi :) Ale u mnie też rozwiązała trochę problemów związanych z przemianą materii, z przewodem pokarmowym i z moim samopoczuciem. Dlatego nadal ją stosuję, a przynajmniej staram się stosować i na pewno polecam. Aha, Marisello, w sumie szkoda, że nie mieszkamy bliżej, bo ja na fitness chodzę blisko siebie, w miarę regularnie od paru miesięcy, więc towarzystwem mogę służyć, ale niestety w ograniczonym zakresie lokalizacyjnym (a chodzę tu: www.edenfitness.pl :) Odpowiedz Link
jul-kaa Re: OT Marisella 08.01.10, 10:50 yaga7 napisała: > Ja też jestem fanką diety, mimo że waga stoi :) > Ale u mnie też rozwiązała trochę problemów związanych z przemianą materii, z pr > zewodem pokarmowym i z moim samopoczuciem. Dlatego nadal ją stosuję, a przynajm > niej staram się stosować i na pewno polecam. O tak, ta dieta jest fenomenalna! Ja teraz jej nie stosuję (ciąża), ale niektóre (hmmm, większość!) zalecenia zostawiłam. Czuję sie znacznie lepiej, nawet w ciąży nie mam żadnych problemów trawiennych (a przed ciążą miałam - dopóki nie zaczęłam stosować tej diety). Na początku trzeba przywyknąć do pewnych rzeczy, ale naprawdę szybko stają się one naturalne :) Odpowiedz Link
marisella Re: OT Marisella 08.01.10, 14:42 > Aha, Marisello, w sumie szkoda, że nie mieszkamy bliżej, bo ja na fitness chodzę blisko siebie, w miarę regularnie od paru miesięcy, więc towarzystwem mogę służyć, ale niestety w ograniczonym zakresie lokalizacyjnym (a chodzę tu: www.edenfitness.pl :) A chodzisz na zajęcia na sali tylko, czy na siłownię też? Bo ja teraz na salę nie pójdę, mam problemy z tym skręconym kolanem (to prawdopodobnie zerwanie wiązadła krzyżowego i pęknięcią łąkotki, ale niczego nie da się powiedzieć na 100%, bo przez krwiaki odnawiające się mimo ciągłych punkcji nic na USG nie widać; może jak skończę rehabilitację to coś się ukaże sensownego) Ale za to na siłownię (bo tylko na siłownię mogę teraz chodzić - robię brzuch, grzbiet i klatkę) mogłabym się z Tobą bardzo chętnie przejść i nawet podjechać do Ciebie, ostatecznie to tylko kilka przystanków :) A na dodatek tam akceptują Multisporty, więc by mnie to nie kosztowało nic dodatkowo :) Odpowiedz Link
yaga7 Re: OT Marisella 08.01.10, 14:58 Chodzę tylko na salę. Kiedyś miałam wykupiony karnet na salę i na siłownię, ale o ile na zajęcia chodziłam regularnie, to na siłowni byłam słownie raz, więc stwierdziłam, że pozostanę przy zajęciach. Ale z drugiej strony w marcu czekają mnie narty i _muszę_ mieć dobrą kondycję, więc może powinnam trochę zintensyfikować plan treningowy :) Napiszę do Ciebie maila z moimi godzinami, to zobaczymy, czy by nam wyszło. Gazetowy mail Ci działa? Odpowiedz Link
marisella Re: OT Marisella 08.01.10, 14:36 > Marisello, mam nadzieję, że Cię nie urażę, ale czy próbowałaś diety > Dr Pape? Jeśli nie, to skoro masz jeszcze pół roku do tej poradni > leczenia otyłości, to może byś spróbowała? Eno, nie, mnie nie tak łatwo urazić wbrew pozorom i nie mma za złe, jak ktoś od czapy sugeruje mi "A może spróbowałabyś popływać?", podczas gdy ja własnie z basenu mokra wracam :D Ale wiem, że są ludzie, którzy może mają mniejszy dystans, może bardziej się przejmują, a może nie są tak gruboskórni po prostu - nie wiem jaka jest przyczyna, ale wiem, że są osoby, którym na każdą sugestię robi się przykro, nawet jesli te osoby same wiedzą, że to irracjonalne. I nie chcą, żeby im było przykro, wiedzą, że nie powinno, a jest i tak :) Ale do rzeczy wracając - diety dr Pape próbowałam i to była dość długo próba, ale też bez efektów :( Sama nie wiem czemu. Ogólnie to było tak, że pod koniec stycznia zeszłego roku na forum było coś o badaniach profilaktycznych i stwierdziłam, że bez hec, ja też się muszę zabrać za badania i coś z tą otyłością zrobić, ale tym razem nie po swojemu a to sportem, a to dietami "żryj mniej i tylko jogurty/ogórki/sałatę", tylko z głową. Od lutego więc wzięłam się spowrotem intensywniej do ćwiczenia (miałam kwartaln chyba przerwę, z braku czasu i przez strat rozpędu :)) ale nie po swojemu i chaotycznie, tylko, jak mi się wydawało, rozsądnie. Poszłam do najlepszej instruktorki w klubie i poprosiłam o ułożenie planu treningu i pokazanie jak ćwiczyć na siłowni, żeby sobie nie robić krzywdy i żeby było to logiczne. Od tamtej pory chodziłam wg planu na treningi 4-5 razy tygodniowo (godzina aerobiku w ramach rozgrzewki, a przed stretchingiem przechodziłam na siłownię i tam robiłm program na plecy, klatkę i brzuch [po jakimś czasie do tego doszły jeszcze nogi i pupa], a po ćwiczeniach - rozciąganie i do domku; łącznie zajmowało to ok. 3h na trening/dzień/), oprócz tego ze 2 razy tygodniowo szłam na basen popływać (zamiłowanie do pływania, a nie taplania się, zostało mi po wf-owym basenie na studiach :)) po godzince łącznie mniej więcej (z rozgrzewką i rozciąganiem), no a poza tym miałam też taką normaną aktywność - spacey, rower. Latem zaczęłam dodatkowo chodzić na taniec, bo udało mi się przekonać brata do towarszenia mi - miałam więc dodatkowe zajęcia ruchowe 3 razy w tygodniu po 2h. Oprócz tego średnio raz w tygodniu wybywałam z bratem na basen ot tak - powygłupiać się w rwącej rzece, pozjeżdżać na zjeżdżalniach, pograć w piłkę, ponurkować, pobiegać w brodziku :) Tyle w temacie zaplanowanego ruchu. W tym samym czasie, co wystarałam się o plan treningów, szukałam sobie jakiejś rozsądnej diety - rozsądnej, czyli dopuszczającej róznorodność w jedzeniu i takiej, na której czułam, że dam radę bez problemu wytrzymać z rok-dwa, bo umówmy się - zrzucenie takiej masy kilogramów trochę trwa i nie odbędzie się w ciągu miesiąca :D Więc trzeba swoje możliwości oceniać realistycznie. Z tym szukaniem trochę mi zeszło - przez luty-marzec starałam się w sumie tylko zapisywać co jem, żeby zobaczyć, czy sama się nie oszukuję myśląć, że się nie obżeram, i kontrolować ilośi oraz jakość. Wdrażać się do jedenia śniadań i takie tam. Jakoś na początku kwietnia tu tu, na offtopach właśnie, pojawił się post, w którymś któraś z nas szukała dietetyka dla grubego przyjaciela (czy coś takiego) i tam pierwszalitera wypowiadała się na temat diety, a mnie się jej założenia na tyle wydały rozsądne i realistyczne, że pobiegłam natychmiast po książkę i wcieliłam dietę dr Pape w życie. Choć efektów wagowych u mnie nie było żadnych, to ani przez moment nie żałuję, że się za takie zywienie zabrałam, bo właśnie ta dieta nauczyła mnie regularnego jedzenia 3 posiłków dziennie i generalnie czułam się na niej dobrze. Nie miałam pojawiających się czasem wczesniej napadów drżenia rąk i mroczków przed oczami, połącoznych z ogromnym bólem głowy i słabością (zawsze pomaga mi na to zjedzenie łyżki dżemu czy kostki czekolady - takich szybkich cukrów, a tu widocznie dobry efekt miało węglowodanowe śniadanie), mogłam nadal jeść smacznie, a do tego o wiele rozsdniej robiłam zakupy i mniej jedzenia mi się psuło w lodówce :) (ale to temat na inną rozmowę :)) Ogólnie początkowo czytając o diecie myślałam sobie, że kurczę, niemożliwe - to co ja mam, makaron jeść na śniadanie? A kanapkę z szynką na obiad? I w ogóle jak ja się w tym połapię? A wszystko okazało sie bardzo proste, łatwe i przyjemne :) Mogłabym chyba jeść tak całe życie, bo w sumie nie było to uciążliwe, jak się już człowiek przyzwyczaił co jest węglem, co białkiem, co jest trochę tym, a trochę tym. Na tej diecie w każdym razie byłam aż do wizyty w centrum leczenia otyłości (kolano skręciłam 30 października, u ortopedy na NFZ byłam 17 listopada, a wizytę w centrum l. otyłości miałam zapisaną na koniec listopada, więc już jestem po, ale gadając z lekarzem jeszcze byłam przed, a czekałam pół roku, czyli od maja, kiedy to dostałam skierowanie :)), gdzie zostałam potraktowana trochę tego no... chyba niepoważnie i jakby od pieczątki (po wizycie miałam wrażenie, że równie dobrze mogłam dostać pół roku temu ksero dietowych kartek z którymi wyszłam i efekty byłby ten sam, bo podczas wizyty nikt w zasadzie nie słuchał co ja mam do powiedzenia i mam wrażenie, że Panie sądziły, że jestem zwykłym zasiedziałym kłamczuchem-obżartuchem :D wręczyły mi więc to co każdemu, poczęstowały mądrościami, które każdy już zna z pisemek kobiecych, kazały kupić witaminy i nie przejmować się, gdyby mi zaczęły włosy wypadać i mam przyjść z końcem stycznia :)) O aktywności fizycznej nikt słowem nie wspomniał. W każdym razie stwierdziłam, że jak już tam poszłam, a działanie na własną rekę mi nie idzie, to niezaleznie od wrażeń z wizyty, zaleconą dietę będę traktować poważnie, bo a nuż akurat pomoże (a tego się nie dowiem, jak nie będę jej przestrzegać na serio). Póki co zarzuciłam więc dietę dr Pape i siedzę na tej, na razie bez szczególnego efektu jeśli o spadek wagi idziem ale do tego już przywykłam (od kilku lat niezależnie co jem i ile się ruszam - nie tyję ani nie chudnę). Ale dziękuję za uwagę o tej diecie, gdybym jej nie znała, to Twoja uwaga byłaby bezcenna :* Odpowiedz Link
thorrey Re: OT Marisella 08.01.10, 14:57 marisella napisała: > mam wrażenie, że Panie sądziły, że jestem > zwykłym zasiedziałym kłamczuchem-obżartuchem :D wręczyły mi więc > to co każdemu, poczęstowały mądrościami, które każdy już zna z > pisemek kobiecych, kazały kupić witaminy i nie przejmować się, > gdyby mi zaczęły włosy wypadać i mam przyjść z > końcem stycznia :)) O aktywności fizycznej nikt słowem nie >wspomniał. Wow. No, mnie od takich porad to natychmiast wypadłyby nie włosy, ale od razu zęby. Zgroza. Mari, u mnie też efektów nie ma - na razie. ALe jeśli miałabym wybierać między dierą Dr Pape, które nie działa a przy której czuję się fantastycznie a dietą inną, które też nie działa, a przy której wypadają włosy - no, to wybór jest u mnie oczywisty. A próbowałaś dni białkowych? Ja właśnie kupiłam sobie bardzo dokładną wagę i jestem na etapie eksperymentownaia co działa - po dniach białkowych, albo tylko po białkowym obiedzie widzę, że waga idzie w dół! Troszeczkę, ale idzie! Mój problem jest taki, że ciężko mi wytrzymać na samym białku (to są 4 posiłki dziennie po ok. 30-40 g białka) ale w końcu muszę się zmusić. I trzymam kciuki za Ciebie ! Odpowiedz Link
kura17 Thorrey 08.01.10, 15:39 a mozesz mi napisac, jakie jesz te posilki bialkowe? bo ja obserwuje u siebie podobna rzecz - chudne tylko po bialkowych, ale nie zawsze... a ze ksiazki nie mam, wiec sie zastanawiam, gdzie jest pies pogrzebany, hehe... takie mam pytania: - jakie bialka? musza byc chude, czy troche tlustsze tez? - mozna warzywa, czy tez nie? - co z tluszczem? trzeba ograniczac? - mozna jakies orzechy? - podaj, prosze, przyklady jedzonych przez siebie posilkow :) moze byc bardzo zgrubnie, oczywiscie! - ile tego bialka ma byc w zaleznosci od BMI? tyle, co na kolacje w normalnej wersji diety? - czemu piszesz o 4 posilkach, skoro w normalnej wersji sa 3? bede bardzo wdzieczna za odpowiedz :) Odpowiedz Link
thorrey Re: Thorrey 08.01.10, 16:17 Wiesz co, kuro, ja to wiem, tyle, ile mi pierwszalitera powiedziała :) Ja WIDZĘ w oczach ten jej post, kiedy pisała o białkowych dniach, ale przeryłam cały wątek i nie mogę go znaleźć. Ale pisała, że proponują tam białkowe dni, tygodnie a nawet miesiące (bo cały czas nie można się tak odżywiać) i wówczas są to 4 posiłki rozłożone co 4 godziny kura17 napisała: > - jakie bialka? musza byc chude, czy troche tlustsze tez? Wiesz, niby pierwszalitera mówiła, że kalorii nie liczymy, ale chyba ograniczenie tłuszczyku w mięsie i zamiana tłustego żółtego sera na chudszy nie zaszkodzi. No i tłuste ryby morskie - samo zdrowie! > > - mozna warzywa, czy tez nie? Można, tylko ogólna ilość węglowodanów w posiłku nie może przekroczyć 15-17 gramów, i wtedy liczymy każdy plasterek pomidora - większa ilość węgli to już jest zwykły węglowodanowy posiłek. > - co z tluszczem? trzeba ograniczac? JW. Wg ostatnich porad piwerwszejlitery - do rybek używamy oliwy z oliwek, do mięsa oleju rzepakowego. Słonecznikowy jest be :) > - mozna jakies orzechy? Cholera, nie pamiętam. Ale chyba można, nie więcej, niż się zmieści w dłoni. Orzechy włoskie - samo zdrowie! > - podaj, prosze, przyklady jedzonych przez siebie posilkow :) moze byc bardzo > zgrubnie, oczywiscie! No ja jem tak - śniadanie 2 jajka na twardo lub półmiękko (z łyżką ketchupu) , ok. 11 plasterek wędliny (no, plaster :)), (ogonówka, szynka, czasem frankfurterki) 15.00 200 g chudszego mięska np. smażonego na oleju na oleju (pierś z kurczaka, schabik, tatar wołowy) do tego góra lodowej sałaty z ogórkiem (do sałatki łyżka oleju rzepakowego i odrobina musztardy) kolacja albo wędzona makrela, albo tuńczyk z puszki albo kulka mozarelli, albo twaróg znowu z górą lodowej sałaty i ogórkiem. Staram się nie jeść zbyt dużo żółtego sera, chyba że dla smaku. > - ile tego bialka ma byc w zaleznosci od BMI? tyle, co na kolacje w normalnej > wersji diety? Tak mi się wydaje . 200 g mięska albo 100 g sera albo 2-3 jajka. Mam nadzieję, że pomogłam i herezji nie powypisywałam. Odpowiedz Link
thorrey OT - znalazłam! 08.01.10, 16:22 To nie było tutaj - to było na kafeterii - o proszę: f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=4075929&start=180 Ale wydawało mi się, że to wszystko wiesz, bo na kafeterii też byłaś... Odpowiedz Link
kura17 Re: OT - znalazłam! 08.01.10, 19:01 no bylam, ale jakos przeoczylam :) bardzo dziekuje! ja teraz chudne w zasadzie tylko w czasie bialkowych dni/tygodni (z miesiacami nie probowalam jeszcze...), a w czasie normalnej diety dr Pape stabilizuje wage... nie ma lekko ;) ja zdaje sie jestem koczownik na maksa... przed swietami mi sie nagle i bez przyjemnosci przytylo (tzn nie objadalam sie, ale ze wzgledu na chorobe wszystkich innych w domu, oprocz mnie, jadlam co popadnie - glownie weglowodany...). i teraz strasznie trudno mi to zwalic znowu... od poniedzialku zrobie sobie jakies bialkowe tygodnie :) w weekend swietujemy urodziny meza, hehe... aha, ja to chudne tylko na CHUDYM bialku, niestety, co mnie martwi, bo juz mi drobiowe mieso wylazi bokiem... chudzozna, ble... ja jestem jak Magdalena - lubie na tlusto! nie musi byc slodko, ale tlusto - mmmm... :) Odpowiedz Link
yaga7 Re: Thorrey 08.01.10, 16:29 > Tak mi się wydaje . 200 g mięska albo 100 g sera albo 2-3 jajka. Ale 2-3 jajka nie mają tych 30-40 białka. W 100 g jajka jest 12,5 g białka (wg pierwszej tabelki z netu), a zwykle jajko ma ok 60 g. Więc 3 jajka to ok 20-25 g białka, czyli mało. Kiedyś też to liczyłam i wychodziło mi, że tych jajek musiałabym zjeść sporo. Bo tego bialka to się powinno jeść 1,5 x BMI, dobrze pamiętam? No to mi wychodzi ok 40 g na jeden posiłek. Co dla mnie - istoty niemięsożernej - jest całkiem sporo, dlatego sobie zakupiłam koktajle białkowe dodatkowo ;) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Thorrey 08.01.10, 18:04 yaga7 napisała: > > > Tak mi się wydaje . 200 g mięska albo 100 g sera albo 2-3 jajka. > > Ale 2-3 jajka nie mają tych 30-40 białka. > W 100 g jajka jest 12,5 g białka (wg pierwszej tabelki z netu), a zwykle jajko > ma ok 60 g. Więc 3 jajka to ok 20-25 g białka, czyli mało. 20-25g białka na jeden posiłek wystarczy. Najlepiej trzymać się reguły około 25-40g białka na posiłek. Jak raz zje się mniej, a raz więcej, to tragedii nie będzie. Ważne tylko, by przy czysto białkowym odżywianiu (4 posiłki dziennie) nie jeść w sumie za mało. Odpowiedz Link
yaga7 Re: Thorrey 08.01.10, 18:19 No jak się raz zje _więcej_, to pewnie tak :) Ale gdyby się cały czas jadło te 25g, to chyba by było za mało nie? Ja rozumiem, że jeden posiłek np 40g białka, drugi 25g białka, ale gdyby wszystkie posiłki miały 25g, to by było za mało. I na pewno dla mnie za mało w ogóle, w sensie, że pewnie bym się nie najadła ;) Odpowiedz Link
yaga7 Re: OT Marisella 08.01.10, 15:56 Ooo, to może ja też spróbuję dni białkowych. Już miałam je spróbować x razy, ale nigdy jeszcze mi nie wyszło (przez pół roku ;) ) Odpowiedz Link
yaga7 Re: Yaga 08.01.10, 21:49 Możemy spróbować :) Aczkolwiek moim celem na razie byłby AŻ jeden dzień białkowy na tydzień, więc może to być i poniedziałek :) Odpowiedz Link
kura17 Re: Yaga 08.01.10, 22:24 e nie, mi brzuch wywalilo taki, ze musze miec wiecej tych dni ;) zwlaszcza, ze pod koniec stycznia jade do paryza, nie ma zmiluj sie, hehe... Odpowiedz Link
kasienka.b Montignac? 08.01.10, 16:38 Ja od kilku dni jem wg zasad M. Montignaca. Nie jest to typowa dieta, raczej sposób żywienia na lata. Je się do syta, nie łączy węglowodanów z tłuszczami, nie je białej mąki - tak w skrócie. Kiedyś już stosowałam - ale jako żem leń i nie chciało mi się posiłków wymyślać to zarzuciłam ;) Ale w ten sposób schudło wiele osób - skarbnicą wiedzy jest to forum: forum.montignac.com.pl :) Także polecam. Spokojnie można latami stosować - można robić pyszne desery, jeść prawie normalne rzeczy i chudnąć :) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: OT Marisella 08.01.10, 20:54 "(po wizycie miałam > wrażenie, że równie dobrze mogłam dostać pół roku temu ksero dietowych kartek z > którymi wyszłam i efekty byłby ten sam" tak wyglądają moje wizyty w Urzędzie Pracy ;) prawie za każdym razem wciskają mi kserówkę z adresami www biur pośrednictwa, pytają czy sprawdzałam oferty na ich stronie i papa. a z kolei lekarka rodzinna po każdym badaniu cholesterolu i trójglicerydów daje mi podobną ulotkę z piramidą żywienia i produktami zakazanymi i dozwolonymi :PP Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: OT Marisella 08.01.10, 22:00 thorrey napisała: > Sama jestem ogromną fanką tej diety, która na mnie jeszcze wagowo > nie podziałała (ale wierzę, że to nastąpi), ale za to rozwiązała mi > masę innych problemów Mnie też się żyło nieźle na tej diecie, ale przytyłam podczas jej stosowania i moje wyniki znacznie się pogorszyły - także nie każdemu pasuje. Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 09:02 mari, Ty się przenieś do stolnicy, to ja bardzo chętnie :) Odpowiedz Link
mmm-mm Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 09:05 Droga Marisello, ile ja sie oslucham od niektorych moich kolezanek narzekan ze chca schudnac. Tylko ze one nie zapisuja sie tak jak ty na kurs tanca/ida na silownie/na basen. Taniec: Yyyy gdzie, po co i dlaczego, co sie sprowadza do ni mniej ni wiecej "Ja chce tanczyc na kursie, ale tylko z facetem". Niestety kursow z facetami brak:) Niestety bez chlopa nie chca tanczyc, a ich chlopaki tez nie sa zawsze chetni do tanczenia regularnie. A i kto by tam regularnie uczeszczal, no coz jak sie w taniec nie wciagniesz to nic z tego, rozumiem. Silownia: trzeba placic. Odpada kazda opcja, nawet najtansza bez jacuzzi i innych takich co niby pod silownie da sie podciagnac. Basen: Gdzie ja z takim cellulitem wyjde na basen i po za tym wszystko mi sie wylewa z kostiumu. No coz, Victoria Secret moze i sie ceni i duzo pieniedzy zada za swoje produkty, ale tam kostiumu stabilnego nie znajdziesz na duze piersi i co ja ci zrobie ze nie chce ci sie poczytac nieco informacji, ktore ci podlinkowalam. Tak strzelic dla ciebie dobrego rozmiaru nie potrafie i musisz sama probowac i mierzyc, a ja ci moge podpowiedziec na tyle na ile moge (moje doswiadczenie to tylko ostanikowanie samej siebie i uswiadomienie paru osob, ktore rzeczywiscie wziely sie do rzeczy). "A to mi sie nieee kceee". Fast foody "bo sie nie kceee" to tez dluga historia. I co ja mam z takimi "babami" zrobic, no?:D Pobiegaja raz na ruski rok i dalej narzekaja na figure. Ja tez bywam leniwa, ale zamowienie kostiumu z internetu to chyba nie tak duzo roboty? Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 10:39 Jesli chodzi o tance, zabierz je na zajecia, na ktorych programowo nie ma facetow. Basen to troche inna sprawa; z jednej strony jest swietny na wszystko, a z drugiej - trzeba sie ROZEBRAC, pokazac swiatu swoje niedoskonale cialo, narazic sie na kpiny i spojrzenia innych. Wierz mi, ludzie w Polsce sa o wiele bardziej nielitosciwi niz gdzie indziej. We Francji czy w Nienczech nie mam problemow z wyjsciem w stroju kapielowym, wlasnie tutaj przelamalam swoj wstyd, ale wiem tez, ze nikt nie bedzie mi sie przygladal jak dziwolagowi czy glupio sie podsmiewal. Wiecej - bedzie wiecej osob takich jak ja, grubszych mniej lub bardizej, panie w starszym wieku, rodzice z dziecmi i kazdy ma takie same prawa. Odpowiedz Link
kura17 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 11:34 > We Francji czy w Nienczech nie mam problemow z > wyjsciem w stroju kapielowym, wlasnie tutaj przelamalam swoj wstyd, > ale wiem tez, ze nikt nie bedzie mi sie przygladal jak dziwolagowi > czy glupio sie podsmiewal. hehe, Bebe... mysle, ze to swietne miejsce, zeby opisac moja przygode z niemieckiego basenu :) bylam gdzies w 8 miesiacu ciazy, brzuch mialam monstrualny (choc, o dziwo, bez rozstepow, czy innych atrakcji, po prostu baaaardzo duzy juz). chodzilismy wtedy z mezem reagularnie na basen. po basenie - wiadomo, prysznic nago (przed tez, zeby ktos sie nie czepnal ;)). tutaj jest taki zwyczaj, ze dzieci wchodza z opiekunami, niezaleznie na plec dziecka, decyduje plec opiekuna. no i git, mi to nie przeszkadza... ale po mojej przygodzie zaczelam sie zastanawiac nad wiekiem, w ktorym chlopcy jednak moga isc do przebieralni sami, a nie z mamusia... wylacznie z troski o rozwoj tych dzieci, hehe... tak wiec kapie sie po basenie, nago, z tym montrualnym brzuchem... wpada banda chlopcow z basenu (widac byli z mamusiami...), okolo 11-13 lat... wiekszosc pognala od razu do przebieralni, w ogole mnie nie zauwazajac... ale jeden sie zatrzymal, zapatrzyl... buzia otworzyla mu sie chyba do samej ziemi, patrzyl na mnie z niemym przerazeniem w oczach przez pare sekund, a potem zaczal przerazliwie KRZYCZEC i uciekl do przebieralni... :D pewnie nigdy wczesniej nagiej kobiety w ciazy nie widzial, hehe... ... i tak do dzis sie czasami zastanawiam, czy to nie wplynelo na jego rozwoj emocjonalny i przyszle zwiazki :) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 11:48 yyy, chlopiec w wieku 11-13 lat powinien juz chyba chodzic pod prysznic z "tatusiami", ja w kazdym razie nie zyczylabym sobie takiego duzego chlopaka pod "moim" prysznicem. Jednym slowem, sam bedzie sobie winien za jakiekolwiek traumy, reklamacji nie uwzgledniamy :) Chociaz...nie dalej jak w niedziele, pod babskimi prysznicami przebywal pan co najmniej 2 razy starszy od Twojego delikwenta, z dziewczyna; wiadomo, ktos musi umyc plecki... :p Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 12:04 bebe.lapin napisała: > yyy, chlopiec w wieku 11-13 lat powinien juz chyba chodzic pod prysznic z > "tatusiami", ja w kazdym razie nie zyczylabym sobie takiego duzego chlopaka pod > "moim" prysznicem. Jednym slowem, sam bedzie sobie winien za jakiekolwiek > traumy, reklamacji nie uwzgledniamy :) No, zgadzam się. Wolałabym całe przebieralnie "rodzinne" - jak nie masz nic przeciwko innym rodzinom. Nam nie chce się tachać dwóch zestawów mydeł, szamponów itp., a musimy, bo nie ma możliwości przebierania się i mycia razem. W Hiszpanii pamiętam przebieralnie, w której siedzieli tacy stanowczo samodzielni chłopcy - już umyci i przebrani - jedząc kanapki przygotowane przez mamusie i oglądając kobiety myjące się pod prysznicem. Nie czułam się komfortowo, choć pewnie chłopcom nie grozi wyznawanie "jedynego słusznego kanonu urody" - kobiety były tam bardzo różne :) Odpowiedz Link
kura17 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 12:35 jakby tatus byl na basenie, to pewnie poszedlby z tatusiem, a ze byla tylko mamusia... ;) taki duzy chlopiec, wg mnie, moze isc SAM pod prysznic i do przebieralni... ... no ale kto mu wlosy wysuszy i plecy wytrze??? :) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 12:41 O to mi chodzilo, ze moze sam... A wlosow nie suszy sie po wyjsciu spod prysznica i z przebieralni? Z tego, co widzialam, to suszarki sa zwykle na koncu "tasmy produkcyjnej" i najczesciej wspolne. Odpowiedz Link
kura17 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 12:50 "u nas" suszarki sa w przebieralni, nie na zewnatrz. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 21:06 różnie, czasem są na korytarzu wspólne, czasem w przebieralniach. ja i tak suszę suszarką na korytarzu poza częścią basenową, bo liczą mi kasę za przekroczony czas, a suszenie zawsze chwilę zabiera ;) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 09.01.10, 17:45 12-13 latki już się niekiedy masturbują, niezależnie od tego że ich rodzice sobie tego nie wyobrażają :/ Odpowiedz Link
marisella Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 14:51 > ile ja sie oslucham od niektorych moich kolezanek narzekan ze chca schudnac. > Tylko ze one nie zapisuja sie tak jak ty na kurs tanca/ida na silownie/na basen > . > Taniec: Yyyy gdzie, po co i dlaczego, co sie sprowadza do ni mniej ni wiecej "J > a > chce tanczyc na kursie, ale tylko z facetem" A to akurat normalne też u tych, które nie chcą schudnąć :) Ja jak próbowałam którąś koleżankę wyciągnąć na taniec towarzyski z sobą to ciągle słyszałam, że zapytają męża/niemęża, czy będzie chciał chodzić, bo same to nie :) Że siłownia może być droga - jestem w stanie zrozumieć, bo miałam taki okres w życiu, że nanajtańszą by mnie nie było stać. Inna sprawa, że nawet jak człowieka stac, to jeśli nie jest to dla niego wazne, to będzie traktował kasę wydaną na siłownię jak pieniądze wyrzucane w błoto. Trzeba po prostu zrozumieć, że wysiłek fizyczny jest inwestycją na przyszłość i to bardzo opłacalną :) Mnie tak powiedziała jedna koleżanka i to mnie zmobilizowało na maksa w momencie spadku samozaparcia (a ona pewnie nawet sobie nie zdaje sprawy, jak to jedno zdanie rzucone na gadu wpłynęło na moje życie :)) W kazdym razie - nie ustawaj w próbach - nie chcą na taniec, nie chcą na basen, nie chcą na siłownię - wyciągnij je na spacer, na marszobiegi (to nawet ja, nienawidząc biegania, lubiłam). Wyciągnij do parku na pół godziny stretchingu - nie przestawaj szukać i pozytywnie zachęcać ich do działania, aż nie będą miały wymówek albo nie będą chciały odmawiać :) Każdego da się zarazić chęcią i energią, czasem trzeba się po prostu bardzo mocno postarać :) A ty, jak masz siłę, to nie przestawaj próbować :) Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 20:51 mmm-mm napisała: > Taniec: Yyyy gdzie, po co i dlaczego, co sie sprowadza do ni mniej > ni wiecej "Ja chce tanczyc na kursie, ale tylko z facetem". Zgadzam się w zupełności. Zapisałam się kilka lat temu sama na kurs. Większość była w parach, kilka samotnych kursantek. Kursanci zaraz się wykruszyli. Takie stanie bez pary, kiedy wszyscy tańczą było jednym z moich bardziej upokarzających doświadczeń. I obiecałam sobie, że dopóki nie znajdę sobie faceta (choćby tylko do tańca) nie zapisuję się na żaden kurs. Nie chcę stać sama pod ścianą albo tańczyć z inną kobietą jak w podstawówce. Odpowiedz Link
roza_am Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 21:11 A chodzi Ci o naukę kroków tańców "parowych" czy o potańczenie dla własnej przyjemności? Bo jeśli o to drugie, to są przecież różne zajęcia taneczne dla samych kobiet - salsy, tańce brzucha, kręgi taneczne itp. w zal. od aktualnej mody. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 21:56 roza_am napisała: > A chodzi Ci o naukę kroków tańców "parowych" czy o potańczenie dla własnej > przyjemności? Chodziłoby mi o nauczenie się kroków i ruszania się do rytmu, żeby potem móc tańczyć dla przyjemności (z mężczyzną). Samotne tańczenie bez partnera (czyli właśnie np. salsa) zupełnie mnie nie pociąga. Kojarzy mi się z sytuacją, kiedy na imprezie tańczę sama, bo nikt mnie nie chciał. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 09.01.10, 11:34 To ja monotonnie polece jeszcze raz tance brzucha i inne takie "orientalne". To jest cos tylko dla kobiet, podbudowuje poczucie wlasnej atrakcyjnosci, kraglosci nie sa przeszkoda, a wrecz dodatkowym atutem, ma tez swietnie dzialanie odchudzajaco-ksztaltujace (u mnie glownie dolna czesc tylka, ze tak powiem, oraz uda, brzuch niestety wbrew nazwie nie chce wspolpracowac). Odpowiedz Link
roza_am Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 09.01.10, 15:40 Taniec w grupie kobiet kojarzy mi się bardziej z czysto babskim wieczorkiem niż z samotnym tańcem wśród par. W zgranej grupie kobiet też się można fajnie bawić :) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 09.01.10, 17:42 dla mnie też odpada. wstydziłabym się tak samo jak na w-fie. a jak na towarzyski to tylko z moim facetem, inaczej bez sensu. prawdopodobnie nie byłoby dla mnie partnera, znowu musiałabym tańczyć z dziewczyną. W podstawówce wyrobiło mi to długotrwały nawyk prowadzenia, ponieważ szybko się uczyłam, to kazali mi prowadzić koleżanki. No po prostu super, teraz jak tańczę z mężczyzną, to zaczynam prowadzić (wyjątkiem jest mój ojciec, który jest tancerzem :P). dlatego postanowiłam na studiach, że w parze z kobietą nie będę prowadzić (bo oczywiście żaden kolega nie wybrał mnie do pary). teraz w ogóle nie mam ochoty na damsko-damską parę. i najlepiej z własnym facetem, bo co mi po tym jak ja się nauczę tańczyć, a on nadal będzie jak kołek od płotu? mam go prowadzić? :/ Odpowiedz Link
turzyca Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 09.01.10, 22:28 > Chodziłoby mi o nauczenie się kroków i ruszania się do rytmu, żeby potem móc > tańczyć dla przyjemności (z mężczyzną). > Samotne tańczenie bez partnera (czyli właśnie np. salsa) zupełnie mnie nie > pociąga. Kojarzy mi się z sytuacją, kiedy na imprezie tańczę sama, bo nikt mnie > nie chciał. No jak to potancowka parami to owszem, ale w przypadku np. tanca brzucha, ktory z zalozenia tanczony jest tylko w damskim gronie obecnosc faceta wrecz zawadza. I dla mnie osobiscie jest niesamowicie rozwijajace zarowno muzycznie (moje wyczucie rytmu naprawde sie zwiekszylo) jak i fizycznie (bo nauczylam moje cialo zupelnie nowego sposobu ruchu) a takze o dziwo psychicznie (bo odgrywanie zmyslowej kobiety na potrzeby tanca wchodzi w nawyk i od razu czlowiek o sobie inaczej mysli). To jest cos tak niesamowicie pozytywnego, ze ja sie naprawde przez caly tydzien ciesze, ze trening sie zbliza. A domowe cwiczenia ruchow nie dosc ze niesamowicie wciagaja, to jeszcze angazuja bardziej niz najambitniejszy aerobik. Same korzysci. :) Tak wiec ja taniec brzucha serdecznie polecam. PS A do tanca z mezczyzna to owszem wyczucie rytmu jest potrzebne. Ale u faceta. Li tylko i wylacznie. Kobiecie spokojnie wystarczy jak sie grzecznie da poprowadzic. Odpowiedz Link
kasiamat00 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 00:41 > PS A do tanca z mezczyzna to owszem wyczucie rytmu jest potrzebne. > Ale u faceta. Li tylko i wylacznie. Kobiecie spokojnie wystarczy > jak sie grzecznie da poprowadzic. Tylko ten facet musi jeszcze prowadzić, a z tym bywa ciężko. Ale potwierdzam - od czasu jak zostało mi wbite do głowy, że na parkiecie nie mam nic do gadania, tańczenie stało się przyjemne. Mimo faktu, że nadal nie znam kroków i mam słabe wyczucie rytmu. Dobrze prowadzący partner jest w stanie spowodować, że o 2 w nocy, po paru lampkach wina i męczącym dniu, zrobię na parkiecie obrót, którego nie powinnam być w stanie wykonać na trzeźwo i będąc w pełni skoncentrowana (przetestowane ;). Tylko ja go muszę grzecznie słuchać. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 00:50 kasiamat00 napisała: > Tylko ten facet musi jeszcze prowadzić, a z tym bywa ciężko. Ale potwierdzam - > od czasu jak zostało mi wbite do głowy, że na parkiecie nie mam nic do gadania, > tańczenie stało się przyjemne. To może dlatego ja też wolę tańczyć w parze niż sama ? A co do par, to nie podoba mi się zdanie fanki tomcia, które podziela chyba większość ludzi z mojego pokolenia. Że jak taniec w parze, to tylko z własną żoną / dziewczyną / partnerką. I samotna kobieta np. na weselu nie ma często szans na znalezienie partnera do tańca. Odpowiedz Link
turzyca Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 01:41 Ja mam spaczone spojrzenie z racji dosc dziwnego kregu towarzyskiego. Nowoczesne tance da sie uprawiac w dowolnych konstelacjach, ale do tradycyjnych uklad damsko-meski jest jednak potrzebny. Dzieki homoseksualnym kolegom ja mam partnerow, oni partnerke, kwestia zwiazkow nie jest zagrozona i w ogole wszyscy sa hepi. ;) Ale w jakis sposob rozumiem postawe, ktora opisala fanka. Bo tak szczerze mowiac, to jednym z moich najbardziej niesamowitych erotycznych przezyc byl niby-zwykly wiedenski walc. Od tamtego wieczoru swietnie wiem, dlaczego walc byl wyklinany przez starsze pokolenia jako taniec bezecny. I wtedy tez zdalam sobie sprawe, ze w naszych rozpasanych czasach z racji zaniku dwuosobowych tancow przylgniecie do obcej osoby praktycznie calym cialem (od kolan po ramiona) ma nieco inny ciezar gatunkowy i moze powodowac inne skojarzenia niz w czasach naszych babek (- jesli o moja babcie chodzi to jestem pewna ;P). Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 02:05 hmm przypomniałam sobie opis z powieści (współczesnej, ale akcja miała miejsce gdzieś na początku 20 wieku), gdzie bohaterka wspomina w pamiętniku o tańcu z ukochanym, jak oboje byli podnieceni fizycznie ;))) (czasy kiedy odsłonięta kostka wzbudzała emocje, a co dopiero wspólny taniec :>) Odpowiedz Link
tfu.tfu o to to :) 10.01.10, 04:27 turzyco, jesteś chyba moją siostrą bliźniaczką mentalną :) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 01:43 och nie, taniec na kursie tylko z własnym partnerem :D na imprezie czemu nie, tańczę z innymi, no ale to są takie wolne tańce, nie towarzyskie. chodzi mi o to, że mam stałego partnera i jeśli już miałabym się uczyć tańczyć, to z nim, bo tak najekonomiczniej (błąd gramatyczny xD) ;) poza tym uniknęłabym sytuacji, że żaden facet mnie nie poprosi do pary ;) albo poszłabym sama na kurs, a potem na jakieś wesele z facetem i on by nie umiał tańczyć, a ja tak :/ bez sensu :( i tak już umiałam lepiej niż on (uczyłam się rok w podstawówce i na studiach na w-fie, do tego tata w domu), ale zapominam :( Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 02:20 fanka_tomcia napisała: > och nie, taniec na kursie tylko z własnym partnerem :D na imprezie czemu nie, > tańczę z innymi, no ale to są takie wolne tańce, nie towarzyskie. chodzi mi o > to, że mam stałego partnera i jeśli już miałabym się uczyć tańczyć, to z nim, b > o > tak najekonomiczniej (błąd gramatyczny xD) ;) E tam, nie zgadzam się. Z doświadczenia wiem, że nauka tańca ze stałym partnerem może być okropnym stresem. Bo powstaje z tego jakieś takie pielęgnowanie związku, zamiast koncentrować się na swojej roli zawsze chce się jakoś pomóc stronie mniej uzdolnionej i moim zdaniem jest się przez to ograniczonym. Ćwiczenie z różnymi partnerami więcej daje. Ja nauczyłam się też najwięcej, kiedy miałam okazję tańczyć z instruktorem, tak bywa jak stały partner nie ma czasu. ;-) No i nie zawsze się wie, czy aktualny partner to na zawsze, nie trzeba decydować o tym na kursie. ;-) Tańczenie na imprezie tylko z jednym partnerem uważam też za strasznie nudne, to już w ogóle można zostać w domu. Jak to nikt nie poprosi do pary? Przecież nie żyjemy w latach 50-tych, dzisiaj kobieta można w towarzystwie sama zachęcić faceta do tańca. Jakieś dwa, trzy podstawowe tańce zna prawie każdy. Zwykle discofox, którego można tańczyć do każdej muzyki, czasem rumbę, albo salsę. A starsi panowie znają jeszcze prostą formę rock-and-rolla i tango. Odpowiedz Link
anyankaaa Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 11:17 Chodziłam z mężem na kurs tańca towarzyskiego (zrobiliśmy I i II stopień) i nasz instruktor zawsze mniej więcej w połowie ćwiczeń zarządzał zmianę partnerów. Zawsze powtarzał, że to nie sztuka nauczyć się dobrze tańczyć z jedną osobą, ale żeby umieć dobrze zatańczyć z każdym. A faktycznie nauka tańca ze stałym partnerem może być stresująca, u nas na zajęciach sporo par sobie skakało do oczu ;) Też mi się często zdarzało tańczyć z instruktorem i zawsze byłam pełna podziwu jak to można tak pewnie prowadzić :) Nie musiałam się domyślać jaka będzie następna figura, po prostu sobie tańczyłam :) Odpowiedz Link
turzyca Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 12:35 Ćwiczenie z > różnymi partnerami więcej daje. Moim zdaniem po tym miedzy innymi poznaje sie jakosc kursu, ze prowadzacy wymusza zmiany partnerow. Innej metody nauczenia sie tanczenia z roznymi ludzmi nie ma. Z doświadczenia wiem, że nauka tańca ze stałym partnere > m może być okropnym stresem. Dla mnie jest znakomitym testem partnera i warto pojsc na kurs w poczatkach zwiazku, zeby sprawdzic jak nam sie uklada (osoby majace prawo jazdy maja latwiej - wystarczy jechac _jego_ samochodem z _nim_ na miejscu pasazera ;]). Jak sie wydziera, bo pomylilam kroki, to jak sie zachowa wobec moich bledow powazniejszych sytuacjach? Co nie oznacza, ze uwazam, ze trzeba sie uczyc tanczyc z partnerem. Kurs podstawowy warto zrobic zawsze, takze z dobrym kumplem albo bratem czy kuzynem. A z aktualnym przejsc sie na kurs zaawansowany czy wyspecjalizowany. Fajnie jest moc ze stalym partnerem zatanczyc cos ekstra. Zwykle discofox, którego można tańczyć do każdej muzyki, czasem rumbę, a > lbo salsę. Widac wplyw mieszkania w Niemczech. ;P Namietnosc Niemcow do discofoxa jest rownie straszna jak namietnosc Polakow do czaczy. I umiejetnosci taneczne porownywalne. ;) U obydwu nacji za to zazwyczaj pewniakiem jest walc angielski. Choc rowniez nie nalezy spodziewac sie wyzyn. Jak to nikt nie poprosi do > pary? Przecież nie żyjemy w latach 50-tych, dzisiaj kobieta można w towarzystw > ie sama zachęcić faceta do tańca. Na weselach to sie moze skonczyc roznie, zalezy od towarzystwa. Za to jak ktos chce pielegnowac umiejetnosci taneczne, to dobrze poszukac w swojej okolicy wieczorkow tancow tradycyjnych. Tam ludzie przychodza wlasnie po to, zeby potanczyc, wiec nie ma facetow podpierajacych sciane i nie dajacych sie wyciagnac na parkiet. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 16:00 turzyca napisała: > Widac wplyw mieszkania w Niemczech. ;P Namietnosc Niemcow do discofoxa jest > rownie straszna jak namietnosc Polakow do czaczy. I umiejetnosci taneczne > porownywalne. ;) Poważnie? ;-) Wiesz, ja jestem dziecko lat 80-tych i w moich czasach tańczyło się zawsze w parze i bez discofoxa ani rusz. To był wtedy najpopularniejszy taniec, więc nauczyłam się go zaraz na początku liceum. Wszyscy moi koledzy śmigali discofoxa, figury z obrotami do elektronicznych rytmów muzyki new wave, new romantic i te sprawy. ;-) I jak teraz spotykam się ze znajomymi na imprezach tanecznych w Polsce, to zwykle z ludźmi z mojego pokolenia, oni ciągle potrafią to tańczyć. Być może ta umiejętność w Polsce w latach 90-tych i później zaczęła zanikać? Ja odnoszę ciągle wrażenie, że Polacy tańczą discofoxa lepiej od Niemców, ale jak napisałam, to może być specyficzność mojej grupy wiekowej. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 14:31 Jakieś dwa, trzy podstawowe tańce zna prawie > każdy. Khem,khem, pierwszalitero, a wiesz, ze "prawie robi roznice"? ;) Osobiscie chcialabym isc na kurs tanca - "tancow w parach" (ale nie amm z kim), no i szalenie podoba mi sie tango; niestety, na mysl o tym, ze jakis facet moglby mnie prowadzic, a ja sie mam dostosowac, to...no, po prostu nie moglabym (chyba ;)). :) Odpowiedz Link
daslicht Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 14:46 No właśnie, prawie robi wielką różnicę ^^ Też bym się chętnie nauczyła tańczyć, choćby żeby nabrać jakiejś gracji w ruchach. No ale skąd tu faceta wytrzasnąć i jeszcze żeby dał rade prowadzić, bo takiemu sięgającemu do ramienia może być ciężko... No i jeszcze kwestia lachonów, co strzelaja fochy jak ich ukochany suśny misiaczek za długo z tobą gada :/ Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 14:51 Na szczescie misiaczki od lachonow chyba nie sa interesujacym partnerem do rozmowy, wiec powyzsza obawa nie powinna nas dotyczyc ;) Odpowiedz Link
daslicht Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 15:06 A byś się zdziwiła jak dziewczyny potrafią być złe i zazdrosne o swoich chłopaków. Nie tylko te z gatunku Dresiva Tapetten. Nie masz faceta, to na pewno przyszłaś tylko po to by odebrać którejś misiaczka :/ Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 15:14 YYYY... Odpowiem dyplomatycznie - jestem na tyle brzydka, ze nikt mnie o to nie podejrzewa :p A poza tym, zeczywiscie rzaaadko biore udzial w takich zdarzeniach, wiec przyznaje, ze sie nie znam :) Odpowiedz Link
daslicht Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 15:18 Teoretycznie ja też, ale ludzie mają różne pomysły :/ Odpowiedz Link
turzyca Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 15:46 > Też bym się chętnie nauczyła tańczyć, choćby żeby nabrać jakiejś gracji w rucha > ch. To ja sobie pozwole powtorzyc wypowiedz z wczoraj - naprawde taniec brzucha jest w takiej sytuacji idealny. Nie trzeba sie przejmowac brakiem chetnego do tanca chlopa, bo i tak nie jest przewidziany. Przy tancu trzeba sie nauczyc wszelkich gestow od glowy przez ruchy rak, klatki piersiowej, brzucha, bioder, plecow, nog po sposob stawiania stop. Na koniec gracja bucha plomieniami. Trzeba tylko wylaczyc autosarkazm rodzacy sie w wyniku kontrastu wygladu nas i naszej cudnej filigranowej nauczycielki o orientalnej urodzie. ;) Odpowiedz Link
daslicht Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 16:05 Żeby tylko nauczycielki, prawdopodobnie całej sali, gdzie tylko ty jesteś ramsztajnową pięknością o gracji sztabki ołowiu :/ A jak jeszcze dojda do tego jakieś falbaniaste ciuszki, to normalnie pudzian-baletnica. Sa jakieś tańce dla babochłopów? Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 16:13 daslicht napisała: > A jak jeszcze dojda do tego jakieś falbaniaste ciuszki, to normalnie pudzian-ba > letnica. Sa jakieś tańce dla babochłopów? E tam falbaniaste ciuszki. Słyszałaś coś o stylu Tribal? Pooglądaj sobie Rachel Brice: www.youtube.com/watch?v=_pA5CTHQPys Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 16:15 Czy to wygląda na falbaniaste ciuszki?: www.youtube.com/watch?v=yp1zqqLB57M Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 16:25 i jak tu nie miec kompleksow?.. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 16:31 Ta kobieta to dla mnie bogini. Już sobie obiecałam, że w przyszłym życiu przychodzę na świat jako Rachel Brice. ;-) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 16:39 A co trzeba zrobic, zeby dostac w promocji takie wcielenie? ;) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 16:54 bebe.lapin napisała: > A co trzeba zrobic, zeby dostac w promocji takie wcielenie? ;) Och, ja jestem bardzo optymistyczna. ;-) Wyginam się trochę przed lustrem w czarnych, obcisłych trykotach, sprawię sobie jeszcze kilka metalowych ozdób ze starego srebra, zrobię oczy na Nefretete i wierzę, że się uda. ;-) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 00:52 a mnie ona nie kręci, no ale może ja mam spaczony gust :PP Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 01:32 fanka_tomcia napisała: > a mnie ona nie kręci, no ale może ja mam spaczony gust :PP Być może trzeba samemu tańczyć, by być pełnym uznania dla jej umiejętności? Mnie ona też jako kobieta nie kręci. To nie jest ani erotyczna animatorka, ani modelka do utożsamiania. ;-) Jednak TO, co ona robi ze swoim ciałem, wprowadza chyba każdą orientalną tancerkę w ekstazę. ;-) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 01:39 myślałam, że masz na myśli wygląd :P Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 02:19 fanka_tomcia napisała: > myślałam, że masz na myśli wygląd :P Mnie chodziło o jej stylizację i technikę tańca. To jest styl orientalnego tańca pod nazwą Tribal, który jest odejściem od nieco frywolnego bellydance, kojarzonego z animacją męskiej widowni, jaki można spotkać w tureckich i arabskich restauracjach. W krajach orientalnych zawód tancerki ma bowiem zawsze coś taniego i mniej stosownego dla porządnej kobiety. W Tribal tancerka jest już wizualnie silną i wyemancypowaną kobietą, dumną ze swojej płci i ciała. Nieco mroczny styling łączy elementy koczownicze, szamańskie i nowoczesne wpływy gothik. To dobre dla kobiet, które mają problemy z kolorowymi falbankami, lubią trochę mocniejsze wejście i chcą łączyć różne style muzyczne, niekoniecznie tylko tradycjonalną muzykę orientalną. Rachel Brice jest jedną z najpopularniejszych tancerek tego stylu i jej performance bazuje na niemal perfekcyjnym opanowaniu ciała. Praca jej ramion jest legendarna. Ja podziwiam ją za te umiejętności, podoba mi się, co ma na sobie i jak się prezentuje na scenie, ale jej prywatny wygląd jest mi w sumie obojętny. ;-) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 04:46 wiesz, ten tekst o przyszłym wcieleniu jest trochę zwodniczy ;) bo ja nie odmawiam dziewczynie wrodzonego talentu, ale na pewno większość opiera się na ciężkiej pracy, wyćwiczeniu, no a stylizacja to chyba najmniejszy problem, chociaż oczywiście trzeba mieć na nią pomysł ;) zazwyczaj mówiąc o tym, kim byśmy chcieli być, gdybyśmy nie byli sobą ;) mamy na myśli cechy nabyte naturalnie, czy też z racji urodzenia, takie jak np wygląd, ale też pozycja społeczna czy bogactwo. natomiast tu mogę się w takim razie domyślać, że chodzi o talent :> bo umiejętności to można chyba sobie wypracować? tzn nie musiałabyś się odrodzić jako konkretnie ta osoba, żeby mieć niezły warsztat i look ;) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 11:23 p wygląd, ale też pozycja > społeczna czy bogactwo. natomiast tu mogę się w takim razie domyślać, że chodzi > o talent :> bo umiejętności to można chyba sobie wypracować? tzn nie musiał > abyś > się odrodzić jako konkretnie ta osoba, żeby mieć niezły warsztat i look ;) Podejrzewam ciężko, że by tak tańczyć nie wystarczy tylko się "wyćwiczyć". ;-) Oczywiście, że miałam na myśli talent. To jest w pewnym sensie cecha nabyta z racji urodzenia, a i motywację do pracy też przecież trzeba mieć i są osoby z natury bardziej konsekwentne. Czyli chodziło mi o pewien zespół cech, który umożliwiłyby mi tańczyć tak jak jak Rachel Brice. Sam wygląd, jej figura, sylwetka nie dają mi jeszcze takich możliwości, dlatego są dla mnie drugorzędne i nie tym się zachwycam. Gdyby była brzydka i miała 15 kg więcej, i ciągle potrafiła się tak ruszać, ciągle byłaby moją idolką. Bo ja nie podziwiam kogoś za urodę. Urodzić się piękną kobietą, to żaden wyczyn. Ja sama jestem w miarę ładna i zgrabna, potwierdzano mnie o tym od dziecka, więc pięknym z natury kobietom niczego nie zazdroszczę. Wiadomo, ma się tego powodu sporo korzyści, ale szczęście, sukces, zadowolenie i poczucie, że coś się potrafi i coś w życiu osiągnęło, raczej od tego nie zależą. Wydaje mi się też, że taka Rachel Brice dlatego jest taka dobra, bo kieruje się w tańcu też namiętnością do tego co robi i to jest coś mi u ludzi imponuje, i czego jej zazdroszczę. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 18:39 "potwierdzano mnie o tym od dziecka" - zazdroszczę ;) Odpowiedz Link
scarlet_agta Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 22:45 Jednak TO, co ona robi ze swoim ciałem, wprowadza chy > ba każdą orientalną tancerkę w ekstazę. ;-) No to już wiem, że tancerką orientalną nie jestem, bo mnie nie wprowadza. ;) Ale tak na serio, to ją bardzo podziwiam i napatrzeć się nie mogę, choć wolę styl Zoe Jakes lub Mardi Love. www.youtube.com/watch?v=Mnlq5LkD4UM www.youtube.com/watch?v=LAQDGnjGSS8 Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 23:08 scarlet_agta napisała: No to już wiem, że tancerką orientalną nie jestem, bo mnie nie wprowadza. ;) Al > e tak na serio, to ją bardzo podziwiam i napatrzeć się nie mogę, choć wolę styl > Zoe Jakes lub Mardi Love. Mardi Love jest taka trochę bardziej retro i więcej w klasycznym kierunku bellydance. Mnie się ona też podoba. Ale Zoe Jakes, to dla mnie trochę kopia Rachel i jak przypatrzysz się szczegółom, to jej ramiona nie umywają się nawet do tego, co robi nimi Rachel. ;-) Odpowiedz Link
scarlet_agta Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 23:28 Ja tam kopii Rachel nie widzę, a ramiona "ma" po prostu inne, co nie znaczy, że gorsze. ;) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 16:28 A tu masz jeszcze kilka przykładów na Gothik Bellydance. Dla babochłopów. ;-))) www.youtube.com/watch?v=cvcGKFiO-xs&NR=1&feature=fvwp Odpowiedz Link
scarlet_agta Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 06:41 pierwszalitera napisała: > A tu masz jeszcze kilka przykładów na Gothik Bellydance. Dla babochłopów. ;-))) > www.youtube.com/watch?v=cvcGKFiO-xs&NR=1&feature=fvwp Nie wiem jak inne tancerki z tego filmiku, ale Ariellah to raczej babochłopa nie przypomina, przynajmniej jeśli chodzi o wzrost i budowę (jest raczej niska i drobna). ;) Ale szeroko rozumiany taniec orientalny (klasyczny, tribal, gothic) jest dobry zarówno dla "wysuszonego chucherka", jak i "ołowianego bydła" (i wszystkich stanów pośrednich też). Odpowiedz Link
yaga7 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 07:49 W życiu bym nie pomyślała, że może istnieć coś jak gothic bellydancing. Czego to ludzie nie wymyślą... Odpowiedz Link
scarlet_agta Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 22:22 yaga7 napisała: > W życiu bym nie pomyślała, że może istnieć coś jak gothic bellydancing. > Czego to ludzie nie wymyślą... Istnieje, istnieje. :) Nawet niedawno w Krakowie można było obejrzeć na żywo gwiazdę światowego formatu tego stylu, Morganę. Tańczyła bodajże do Marilyna Mansona, z dość ciekawym rekwizytem, a mianowicie łańcuchem. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 20:51 Ach, pierwszalitero, cozes mi uczynila zla kobieto! ;) Caly dzien siedze i ogladam filmy na youtube zamiast pracowac :p, nie mowiac otym, ze za 2 tygodnie (niecale, aaa!!!) mamy pierwszy publiczny wystep, a jak tu sie pokazywac publicznie, jak sie ma przed oczami pamieci _takie_ wykonania? (O tej drobnej kwestii, ze jak zwykle nie wiadomo w co sie ubrac, to juz nie wspomne :p) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 21:18 bebe.lapin napisała: nie mowiac > otym, ze za 2 tygodnie (niecale, aaa!!!) mamy pierwszy publiczny wystep, a jak > tu sie pokazywac publicznie, jak sie ma przed oczami pamieci _takie_ wykonania? > > (O tej drobnej kwestii, ze jak zwykle nie wiadomo w co sie ubrac, to juz nie > wspomne :p) Nie wiem jak długo już tańczysz i ile potrafisz, ale zupełnie się nie przejmuj. Jeżeli ludzie nie mają pojęcia o technice tańca brzucha, to są i tak już całkowicie zachwyceni, że jakaś laska ma odwagę skakać półnago po scenie. ;-) Oczywiście nieodbory można zrównoważyć fantazyjnym strojem. Nie wiem co sobie i jakim stylu przygotowałaś, ale kolorowe fruwające szmatki nieźle maskują trochę sztywne ruchy. ;-) Ja widziałam już sporo tancerek i wierz mi, takich jak Rachel Brice nie ma wiele, nikt czegoś takiego nie oczekuje. I tak w ogóle, mój pierwszy występ trwał trzy minuty, byłam oślepiona reflektorem, więc nie widziałam dla kogo tańczę i nikt nie zauważył, gdy pomyliłam kolejność elementów. ;-) Jeżeli znosisz alkohol, to polecam lampkę szampana przed występem. Koniecznie bąbelki, bo uderzają szybko do głowy, zrobi ci się trochę wszystko jedno. I koniecznie jeszcze jedną po wszystkim. ;-) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 21:20 A wiec: -tancze od wrzesnia (przedtem przez rok w Polsce, ale profesjonalne z Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 21:24 Ech, nadusilam nie tam, gdzie trzeba.. cd.: -polnago tanczyc nie zamierzam (juz rozwazalam taka opcje, ale przezornie obejrzalam sie przedtem w lustrze i oszczedze siebie i widzow litosciwie, poza tym - w czym?, skoro te wszystkie staniczki sprzedawane w sklepach maja jakies smieszne rozmiary) - grupa tanczymy (ja, ze tak powiem, na czele, wiec odpowiedzialnosc wieksza) Aaaa, stres mnie zzera!! Chyba jednak strzele aperitifa przed wejsciem na scene. ;) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 22:00 bebe.lapin napisała: poza > tym - w czym?, skoro te wszystkie staniczki sprzedawane w sklepach maja jakies > smieszne rozmiary) Nie radzę takiego gotowego stanika do tańca. Straszliwy stres, gdy nie leży jak potrzeba, a zwykle brakuje czasu, by sprawdzić go podczas ruchu. Potem na scenie robią się różne rzeczy. ;-) Ja nie jestem też orientalnym typem, więc nie zależy mi na tureckim looku w samym staniku. ;-) Polecam dobrze dobrany usztywniany stanik w jakimś neutralnym kolorze, czarne wyglądają chyba najmniej bieliźniano. A na górę zawiązywaną pod biustem elastyczną bluzeczkę, jakiś obcięty t-shirt wciśnięty pod obwód (ścisłego)stanika, bolerko, krótki top, albo coś w tym stylu. Dobrze jst poszperać w sklepach z dyskotekowymi ciuchami dla nastolatek, tam zawsze znajdzie się coś wystarczająco wydekoltowanego i taniego, co można pociachać nożyczkami. ;-) Na dół można uszyć sobie pasującą kolorystycznie spódniczkę. Tu masz angielskie tłumaczenie niemieckiej strony z do-it-yourself wskazówkami: www.nadyas-naehtipps.de/indexe.htm Bardzo fajne są body do tańca z wstawką na brzuch z tiulu. Coś takiego: www.canans-tanzmoden.de/body-dress-aquamarin-bkb.3157.html Nie musisz wtedy pokazywać zbyt dużo ciała. Do dostania w wielu sklepach netowych z odzieżą do bellydance. Takie profesjonalne, mocno ozdobne stroje do tańca, są drogie i nie opłaca się, gdy nie ma się regularnych występów. Ja czasem kupuję w tym niemieckim sklepie, ale do tej pory też tylko chusty, trykoty i pasy: www.sakkara.de/shop/ Odpowiedz Link
daslicht Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 22:27 Gdybym tańczyła, to naszyłabym różne badziewia na czarne T2, na ramiączka złote koła lub przeplatanko złotymi taśmami, a do dolnej taśmy doszyłabym dłuuugie frędzle :) Może komuś taki pomysł pomoże :) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 11.01.10, 22:37 daslicht napisała: > Gdybym tańczyła, to naszyłabym różne badziewia na czarne T2, na ramiączka złote > koła lub przeplatanko złotymi taśmami, a do dolnej taśmy doszyłabym dłuuugie f > rędzle :) > > Może komuś taki pomysł pomoże :) Przerabianie czarnych sztywniaków, to podstawa. ;-) Tylko te frędzle przyszywa się po skosie, po bokach krótko, z przodu długo, bo takie równo długie na całym obwodzie maskują wcięcie w talii i strasznie pogrubiają. ;-) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 12.01.10, 09:54 Poswiecic effuniaka? (ale herezja ;) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 12.01.10, 11:54 bebe.lapin napisała: > Poswiecic effuniaka? (ale herezja ;) Dlatego ja jestem za tym, by nie poświęcać żadnego stanika, tylko "wyprodukować" sobie jakąś górę na stanik. Jak poświęci się jakiś stanik, to efekt obszycia i przyozdobienia wcale nie musi wyjść tak jak chciałyśmy, a jak wyjdzie to mamy wtedy i tak tylko jeden strój. Gdy następnym razem chcemy założyć coś innego, mamy znowu problem. No chyba, że ktoś wchodzi miseczkowo w rozmiar 80C-D i potrafi sobie skrócić obwód. Wtedy można szaleć. A dobre sklepy z odzieżą do tańca proponują swoje droższe komplety ze stanikiem na miarę. Można sobie wtedy zażyczyć dowolny obwód, a i na temat miseczki można osobiście podyskutować. To moim zdaniem lepsze niż przerabianie bazarowego 75B. Dopóki jednak czegoś tak drogiego nie potrzebuję, wolę kombinować z cygańskimi bluzeczkami i obcisłymi trykotami. Na przykład coś w tym stylu: www.bauchtanz-total.ch/booking/bauchtanz-flamenco.jpg Z odpowiednią dekoracją wygląda też orientalnie. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 12.01.10, 13:21 Od rana (prawde mowiac, to nawet od wczoraj) kombinuje, co by tu zrobic i po pracy ide na poszukiwanie pasmanterii i bluzeczki krotkiej albo t-shirta do przerobienia. Swoja droga, to kolejny dowod na sekciarstwo lobby - mam dwie lewe rece do prac recznych, poza tym ich nie lubie, ale postaram sie wykazac, bo tak radzi pierwszalitera :D Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 12.01.10, 14:29 bebe.lapin napisała: > Swoja droga, to kolejny dowod na sekciarstwo lobby - mam dwie lewe rece do prac > recznych, poza tym ich nie lubie, ale postaram sie wykazac, bo tak radzi > pierwszalitera :D :-D Pierwszalitera radzi jeszcze, jak nie chce ci się niczego szyć, to wystarczy, że t-shirt pasuje na górze, pod biustem ciachasz nożyczkami i zawijasz po prostu pod obwód stanika, bez obszywania i takich tam. Przy ścisłym obwodzie trzyma się nawet, gdy podniesiesz wysoko ręce. W razie czego obwód zapiąć na mega-ciasno, kilka minut można wytrzymać, nawet jak trochę dusi. ;-) To nawet lepsze niż wszycie gumki na dole bluzki, bo gumka może się jednak podnosić. Okazuje się, że ścisły stanik przydaje się do różnych rzeczy. ;-) A jak t-shirt jest elastyczny, to może dekolt da się jeszcze naciągnąć trochę z przodu w dół, by zrobiło się marszczenie i przypiąć broszką, albo agrafką od dołu, w ostateczności przyszyć. Odpowiedz Link
turzyca Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 12.01.10, 00:32 Z olowiu da sie zrobic cudne filigrany. Trzeba tylko nad ta sztabka nieco popracowac. A co do wielkosci - ide o zaklad, ze od naszej Karolci wieksza nie jestes, bo dziewcze jest Twojego wzrostu i ma z 15 kilo nadwagi. I wywija tak, ze napatrzec sie nie mozna. :) To jest w ogole fajne w tancu brzucha, ze taniec jest wyrazem osobowosci, wiec kazda metoda, kazdy styl jest dobry. Odpowiedz Link
daslicht Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 12.01.10, 01:24 Nie, określenia "duża" ani "ołowiane bydlę" nie oznacza nadwagi. To oznacza, że z kogoś będzie prędzej atletka czy pływaczka, niż gimnastyczka lub baletnica. Tu macie takie znalezione na szybko krótkie opisy. Mało kto jest czystym typem, zwykle jest się 2w1. Ja przykładowo jestem endo/mezo i chucherkiem stanę się jedynie po skróceniu o głowę, wyrzuceniu mięśni i tłuszczu (analizator rzecze, że mam tegoż 22%) oraz zeszlifowaniu gnatów (analizator potwierdza, że mam wielkie ciężkie gnaty, ale to widać z daleka). Ja kiedyś miałam 60 kilo i wcale nie było ze mnie chuchro, tylko wysuszone ołowiane bydlę - to wcale ładnie nie wyglądało. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 16:09 turzyca napisała: Trzeba tylko > wylaczyc autosarkazm rodzacy sie w wyniku kontrastu wygladu nas i naszej cudnej > filigranowej nauczycielki o orientalnej urodzie. ;) Cha, cha, moja instruktorka jest potężną kobietą o wielkim biuście i całkiem sporym brzuchu. Wyglądam z moimi obecnie 60kg przy niej jak trzcinka i nieraz zastanawiam się, czy nie jestem przypadkiem do tańca brzucha za wątła. ;-) Do tego nosi tragiczne okulary i orientalnych podobieństw trza u niej mocno szukać, ale ma przynajmniej ciemne włosy. Farbowane. ;-) Nieszkodzi, ona potrafi zrobić shimmy oddzielne każdym mięśniem na ciele, dlatego pozostanie jeszcze długo moim niedościgłym wzorem. Odpowiedz Link
yaga7 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 15:15 Ja z jednej strony lubię tańczyć, a z drugiej nie lubię być prowadzona ;) Za młodu ;) chciałam iśc na kurs tańca z moimi ówczesnymi, ale nie wychodziło. Uczyłam się parę lat temu z Lubym (który z kolei za młodu tańczył dość intensywnie w klubach), ale nawet on nie dawał sobie rady z prowadzeniem mnie ;) Podobnie instruktor na kursie i instruktor tańca, z którym ćwiczyliśmy przed ślubem. Jakaś oporna jestem, jeśli facet ma mi mówić, co mam robić ;))) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 16:45 taaaa co z tego, że ja znam podstawy, jak wszyscy bliżej znani faceci tańczą jak na "weselu w Wólce" :/ Odpowiedz Link
daslicht Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 10.01.10, 02:12 A bo tak właśnie jest. Jak idziesz na jakąś imprezę z tańcami bez osoby towarzyszącej, to nie masz co tam robić (jak na mojej studniówce, co każdy się zajął swoją OT i wynudziłam się okrutnie). Odpowiedz Link
milstar Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 09.01.10, 13:56 Magdalaeno, ale są też tańce, gdzie tańczy się pojedyńczo, np. latino solo (zwane też women latino), nie mówiąc już o tańcu brzucha Odpowiedz Link
kasienka.b marisello 08.01.10, 13:04 Absolutnie nic nie mam więcej do dodania - zgadzam się z Tobą w 100% ! I szkoda, że nie mieszkam gdzieś bliżej Ciebie - bardzo chętnie bym potowarzyszyła na siłowni/basenie/rowerze/łotewer - bardzo, ale to bardzo mam ochotę się ruszać, ale strasznie mi zapał siada jak muszę to robić sama :/ Odpowiedz Link
100krotna Marisella :) 08.01.10, 13:40 Ja się z Tobą chętnie umówię i przejdę, jeśli nie przeszkadza Ci milczące towarzystwo. Na siłownię raz w tygodniu - sama nie mogę się zmobilizować, a nikt ze mną iść nie chce. Mnie odpowiadałyby na przykład środy popołudnie/wieczór tzn jak będę mieć tydzień w pracy na rano - to o 16, jak na popołudnie to ok 18-19. Jakby Ci pasował inny termin, to się też jakoś dogadamy ;) Znasz w Krakowie jakąś fajną siłownię, najlepiej z przyrządami do ćwiczeń aerobowych, nie tylko sam atlas? A jakby była tam profesjonalna obsługa, która może coś doradzić, to też świetnie ;) A jakby było niedrogo to już w ogóle... ;) (nie znam się na siłowniach... hmm publicznych, bo chodziłam tylko do takiej w klubie sportowym) Nie muszę się odchudzać, ale chcę sobie poprawić kondycję - kiedyś trenowałam lekkoatletykę, teraz ledwo przebiegnę kawałek i zdycham. Kontakt ze mną na mail gazetowy albo tutaj w wątku, ja się odezwę na początku nast. tygodnia. O, a co do stawów i lekarza - jak trenowałam i byłam szczypiorkiem to miałam problemy ze stawami, że hoho - ciągle mnie bolały, naciągałam, skręcałam, skrzypiały i przeskakiwały same... skończyłam i po trzech (a może czterech) latach przeszło ;) Odpowiedz Link
marisella Re: Marisella :) 08.01.10, 15:11 > Ja się z Tobą chętnie umówię i przejdę, jeśli nie przeszkadza Ci milczące towar > zystwo. Na siłownię raz w tygodniu - sama nie mogę się zmobilizować, a nikt ze > mną iść nie chce. > Mnie odpowiadałyby na przykład środy popołudnie/wieczór tzn jak będę mieć tydzi > eń w pracy na rano - to o 16, jak na popołudnie to ok 18-19. > Jakby Ci pasował inny termin, to się też jakoś dogadamy ;) Super! Mnie środy zasadniczo pasują, pory wieczorno-popołudniowe też. Teraz wprawdzie o 18 mam rehabilitację, więc idąc na 16 bym nie zdążyła, tylko ta 19 wchodziłaby w grę, ale jak będę dziś na zabiegach to wypytam, czy by się nie dało przesunąć ich na wcześniejszą porę :) > Znasz w Krakowie jakąś fajną siłownię, najlepiej z przyrządami do ćwiczeń aerob > owych, nie tylko sam atlas? A jakby była tam profesjonalna obsługa, która może > coś doradzić, to też świetnie ;) A jakby było niedrogo to już w ogóle... ;) (ni > e znam się na siłowniach... hmm publicznych, bo chodziłam tylko do takiej w klu > bie sportowym) Ja chodzę w sumie tylko do Parku Wodnego, bo mam najbliżej, a zupełnie niczego jej nie brakuje - jest duża, dobrze wyposażona, obsługa jest miła i w większości pomocna (choć ja mam jakiś tam swój program, więc pomocy potrzebuję tylko, jak sobie muszę przestawić coś w sprzęcie, którego nie znam :)) Mają masę rowerków, biezni, roteksów, kołowrotków i innych cudów aerobowych (zajrzyj na stronę parku wodnego do działu wellness - tam są zdjecia i opis :)) Czy mają tanio to w sumie nie wiem, bo nie mam porównania. Ja tam zawsze miałam kartę open za dwie stówki, ale korzystałam nie tylko z siłowni, ale też z zajęć grafikowych, basenu (do oporu :)), sauny, a można i z solarium :)) Więc za ćwiczeniogodzinę wychodziły mi jakieś grosze (z pięć złotych może :)) Teraz mam kartę Multisport, więc wypada jeszcze ciut taniej. Ale na stronie powinnaś mieć ich cennik, więc możesz jakoś tam porównać :)) W każdym razie - jeśli miałabyś ochotę chodzić ze mną tu, do Parku Wodnego, to by było super, a jak za żadne skarby, to możemy poszukać jakiegoś innego miejsca, byle nie na końcu świata :) > O, a co do stawów i lekarza - jak trenowałam i byłam szczypiorkiem to miałam p > roblemy ze stawami, że hoho - ciągle mnie bolały, naciągałam, skręcałam, skrzyp > iały i przeskakiwały same... skończyłam i po trzech (a może czterech) latach pr > zeszło ;) Widać nie można przedobrzyć w żadną stronę :D Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 20:59 marisella napisała: > Ale ja Was zapytam o jedno - jak sobie wyobrażacie taką pomoc? > Myślicie, że jak grubasowi będziecie truć o zdrowym żywieniu, > ruchu i co będzie jak nie schudnie, to to pomoże? A ja jako inna otyła zaproponowałabym zapytanie znajomego grubasa, np. w chwilach narzekania na trudności z odchudzaniem - "jak mogę Ci pomóc ?" Ja akurat nie cierpię ćwiczeń w grupie i porównywania się do innych (mam uraz po WF w szkole) i jeśli już muszę ćwiczyć (a wiem, że muszę), to chcę to robić w domu w samotności, gdzie przynajmniej nie muszę się martwić co inni sobie o mnie myślą. Ale są rzeczy, które moi bliscy czy przyjaciółki mogliby zrobić, żeby mi pomóc w odchudzaniu. Np. nie częstować mnie kalorycznymi przekąskami, kiedy jestem u nich z wizytą. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Jak wygląda pomoc, którą chcemy mieść grubaso 08.01.10, 23:06 " Ale są rzeczy, które moi bliscy czy przyjaciółki mogliby zrobić, żeby mi pomóc > w > odchudzaniu. Np. nie częstować mnie kalorycznymi przekąskami, kiedy jestem u > nich z wizytą." a jak już częstują i się poczęstujesz, to nie komentowali potem "a ona niby się odchudza, a w gościach nie odmawia ciasta" :/ Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 09.01.10, 18:04 a co mi po samoakceptacji, jak za miesiąc zrobię badania, pewnie będą złe wyniki, zacznę stosować dietę, może ćwiczyć i mi biust zmaleje ;/ (bo jak przestanę jeść słodycze i ruszę tyłek, to proste że mi spadnie ze 2-3kg, oczywiście biust w pierwszej kolejności) Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Czy to już promowanie otyłości? 09.01.10, 18:12 bo proporcje mi się nie zmienią, ale w miskach będzie hulał wiatr i biust znowu stanie się taki obwisły i mało jędrny ;/ przerabiałam to w zeszłym roku jak schudłam ze 2kg :/ Odpowiedz Link