Dodaj do ulubionych

Zakaz palenia w miejscach publicznych

13.01.10, 16:54
No właśnie, jak w temacie. Co Wy na to? Generalnie zgadzam się, powinien
takowy obowiązywać. Nikt nie powinien być podtruwany i zasmradzany wbrew
swojej woli. Z drugiej strony, wydaje mi się, że można by stworzyć miejsca np.
restauracje, puby, wyraźnie oznaczone "dla palących". Tylko tu powstaje pewien
zgrzyt - ktoś tam musi pracować, zatrudniać tylko palących...? To, że ktoś
pali, nie znaczy, że musi truć się ileś tam godzin bez przerwy w dymie...
Jak uważacie?
Obserwuj wątek
        • jul-kaa Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 17:16
          koza-1985 napisała:

          > marzę o tym, że i w PL tak będzie.
          > czasem rezygnuje z wyjścia do knajpy z tego powodu, po prostu nieznoszę teg
          > o
          > smrodu :/

          Ja też. W sumie nie chodzę już do miejsc, w których można palić, ani do takich,
          gdzie strefy dla palących i dla niepalących nie są wystarczająco dobrze
          rozdzielone.
          Nie znoszą palaczy i już nie wstydzę się tego powiedzieć. Przeszkadzają mi
          palący sąsiedzi, palacze uliczni, ludzie palący tuż przy wyjściu ze
          sklepu/urzędu. Przeszkadza mi zapach papierosów w oddechu i na ubraniu palacza.

          I niech ktoś mi powie - dlaczego ograniczanie liczby miejsc, w których można
          palić, jest ograniczaniem czyjejś wolności? Bo na razie ograniczana jest moja
          wolność, czym nikt się szczególnie nie przejmuje.
          • mujer_bonita Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 17:23
            jul-kaa napisała:
            > I niech ktoś mi powie - dlaczego ograniczanie liczby miejsc, w których można
            > palić, jest ograniczaniem czyjejś wolności? Bo na razie ograniczana jest moja
            > wolność, czym nikt się szczególnie nie przejmuje.

            Otóż to właśnie - wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego. Ja też czuję się, że ogranicza się moje prawo wyboru miejsca gdzie mogę przebywać. Czuję się 'wykurzona dymem'.

            Ostatnio usłyszałam taki argument, że jak zakazywać palenia w restauracji to może też wprowadzania dzieci bo te też mogą komuś przeszkadzać. Dla mnie dyskomfort to jedno a zmuszanie kogoś do narażania własnego życia to co innego. Nie rozumiem 'poszanowania' czyjegoś prawa do trucia mnie.
      • madzioreck Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 17:12
        bebe.lapin napisała:

        Palacze wyskakuja na dymka na zewnatrz i
        > wszyscy sobie jakos radza :)

        Niby tak, ale z wielu wypowiedzi na innych forach wynika, że nie do końca. Jeśli
        pięciu palaczy zacznie kopcić przed wejściem doi budynku, to też nie jest
        ciekawym doświadczeniem przebijać się przez chmurę dymu, aby wejść do przybytku
        dla niepalących...
        • mujer_bonita Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 17:17
          madzioreck napisała:
          > ciekawym doświadczeniem przebijać się przez chmurę dymu, aby wejść do przybytku
          > dla niepalących...

          To i tak lepsze niż spędzić w tej chmurze dymu parę godzin :/ Po każdym wyjściu do pubu jedyne na co mam ochotę to natychmiast wrzucić wszystkie ciuchy do pralki.

          Teoretycznie w pubach i restauracjach są strefy dla palących i niepalących ale to czysta fikcja. Najlepsze jest jak bar mieści się w... strefie dla palących!
        • agafka88 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 18:29
          madzioreck napisała:

          > bebe.lapin napisała:
          >
          > Palacze wyskakuja na dymka na zewnatrz i
          > > wszyscy sobie jakos radza :)
          >
          > Niby tak, ale z wielu wypowiedzi na innych forach wynika, że nie do końca. Jeśl
          > i
          > pięciu palaczy zacznie kopcić przed wejściem doi budynku, to też nie jest
          > ciekawym doświadczeniem przebijać się przez chmurę dymu, aby wejść do przybytku
          > dla niepalących...

          Ja też wolę przejść przez dym parę sekund niż seidzieć w dymie parę godzin.
          Strasznie się rozpuściłam po kilku miesiącach siedzenia w Anglii, po pierwszym
          wyjściu do pubu w Polsce nie mogłam znieść smrodu fajek.

          W sumie nawet moi palący polscy znajomi w Anglii nie krzywili się na to prawo,
          gdyż zwykle właściciele dbają o palących klientów i przed knajpami ustawione są
          grzejące lampy.
    • mmm-mm Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 17:52
      Nienawidze smrodu z papierosow. Jak ktos mi machnie kurtka, ktora
      zaklada, a ktora smierdzi dymem to mi sie wymiotowac chce. Moj tata
      nie moze palic wewnatrz domu, ale i tak sie czuje ten smrod od niego.
      Gdyby ktokolwiek palil w srodku w domu to bym nie wytrzymala. To tak
      okropnie smierdzi, sciany przesiakaja tym smrodem, ubrania ,wlosy,
      fffffffuuuuuuuuuuuuuuuuujjjjjjjjjjjjjjjjjjj! Mialam okazje odwiedzic
      pare mieszkan, w ktorych na pewno ktos palil (byly do sprzedania,
      rodzice chcieli cos kupic, a agenci zawsze zaczynaja pokazywanie od
      tych najgorszych) i poza tym byly rzadko wietrzone pomimo ze
      mieszkancy nie mieli problemow z dojsciem do okien i otwieraniem ich.
      Moje dlonie smierdzialy od samego chwytania za klamke, wszystkie moje
      ciuchy przesiaknely smrodem i wogole tylko jak otworzylam wejsciowe
      drzwi do klatki schodowej to juz wiedzialam ze nie mam czego tu
      szukac. Papierosy i zapach dlugo, dlugo niewietrzonego mieszkania
      powoduja u mnie chec na wymioty.
    • mankencja Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 18:21
      uważam, że powinny istnieć zarówno lokale dla palących, jak i dla niepalących. a
      osoby, które decydują się pracować w tych pierwszych są chyba świadome konsekwencji.

      ps. wyutłumaczcie mi, dlaczego jak się ktoś nie myje, to wszyscy się
      zastanawiają, jak mu dać delikatnie do zrozumienia, że przydałoby się zacząć, a
      nikt nie ma oporów, żeby uświadomić palacza, że śmierdzi?
      • cissnei Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 18:49
        > ps. wyutłumaczcie mi, dlaczego jak się ktoś nie myje, to wszyscy się
        > zastanawiają, jak mu dać delikatnie do zrozumienia, że przydałoby się zacząć, a
        > nikt nie ma oporów, żeby uświadomić palacza, że śmierdzi?

        Dlatego, że, mówiąc kolokwialnie, od smrodu jeszcze nikt nie umarł? ;) Różnica
        między smrodem niemycia, choćby łzy z oczu wyciskał, a dymem papierosowym jest
        znacząca. Aczkolwiek rozumiem Twoje pytanie. Myślę, że główną przyczyną jest to,
        że palacz śmierdzi wyłącznie na własne życzenie, natomiast nie każdy człowiek
        posądzany o niemycie się rzeczywiście się nie myje. Niektórzy naprawdę mają
        różne wstydliwe problemy zdrowotne i nie zawsze da się na to coś poradzić. W
        takich przypadkach uważam, więc, że delikatność byłaby wskazana.

        Jestem jednak całkowicie bezduszna pod tym względem w stosunku do bezdomnych,
        którzy również skazują się na smród i niemycie na własne życzenie, bowiem nad
        noclegownię i łaźnię przedkładają miłość do butelki :/
    • cissnei Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 18:41
      Palacze czasami używają naprawdę głupich argumentów. Ja już kilkakrotnie
      prowadziłam internetową krucjatę, pisząc artykuły na ten temat i niektóre
      argumenty palących zwalały mnie z nóg ;) Na przykład te, że skoro tak, to
      zabrońmy też używania mocnych perfum i wyrzucajmy z autobusów małe dzieci, które
      płaczą, i w ogóle zabijajmy brzydkich ludzi, bo nie mamy ochoty na nich patrzeć.
      Nie wiem, czy tacy ludzie naprawdę nie rozumieją różnicy między niewygodą a
      podtruwaniem innych, czy też po prostu nie mają innych argumentów i pitolą byle co.

      Dla mnie zakaz palenia w miejscach publicznych to długo wywalczana
      sprawiedliwość i, z tego, co się orientuję, uważa tak też sporo palaczy.
      Normalna sprawa, że, wychodząc między ludzi, każdy człowiek posiadający odrobinę
      empatii rezygnuje z jakichś swoich wygód, które naruszałyby wolność innych. Tak
      jak nie zastawia się bagażem dwóch siedzeń, nie wpycha się do kolejki i nie
      rozwala się nóg w przejściu w autobusie, tak zrozumiałe jest, że nie dymi się,
      przebywając z ludźmi, którzy sobie tego nie życzą. A że nie każdego obchodzi
      samopoczucie otaczających go ludzi, to trzeba było niestety wprowadzić zakaz.

      Uważam natomiast, że knajpki i restauracje specjalnie dla palących to niezła
      sprawa. Oczywiście, jest to bardzo problematyczne, bo co w takim razie, jeśli
      wszystkie lokale wywieszą sobie tabliczkę "u nas się pali"? Tworzenie parytetów,
      kolejne legalizacje nie wchodzą w grę. Szczerze mówiąc, nie wiem, jakby to miało
      wyglądać. Z drugiej strony, naprawdę ciężko by mi było ingerować w politykę
      właściciela klubu. Jeśli sam pali jak komin, jego pracownikom dym nie
      przeszkadza, a regularni goście w większości palą, to właściwie dlaczego nie
      miałby prowadzić lokalu w taki sposób, w jaki chce?

      Tak naprawdę największym problemem jest stosunek państwa do papierosów - z
      jednej strony pełne przyzwolenie na coś, co truje, a z drugiej restrykcje dla
      palaczy. Politycy pomijają ten oczywisty dysonans, wiadome dlaczego.

      Ja to bym chciała tylko, żeby wprowadzono (i egzekwowano!) zakaz palenia na
      klatkach schodowych i ogólnie w strefie blokowej. Co wieczór mój sąsiad z boku
      wystawia łeb przez okno (nie ma to jak wieczorna porcja świeżego powietrza,
      nie?) i kopci. Mam do wyboru albo spanie przy szczelnie zamkniętym oknie, albo
      duszenie się w dymie. Na klatkach jest to samo. Zresztą, sam zakaz to nie
      wszystko, bo na przystankach już palić nie wolno, a jak jest w praktyce - dobrze
      wiemy.
      • zawsze_zielona Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 20:35
        > Uważam natomiast, że knajpki i restauracje specjalnie dla palących to niezła
        > sprawa. Oczywiście, jest to bardzo problematyczne, bo co w takim razie, jeśli
        > wszystkie lokale wywieszą sobie tabliczkę "u nas się pali"?

        W Danii jest przepis, ze jesli powierzchnia lokalu jest mniejsza niz (tu strzelam) 30 m2, to mozna palic. W wiekszych lokalach jest to po prostu nielegalne.

        > Tak naprawdę największym problemem jest stosunek państwa do papierosów - z
        > jednej strony pełne przyzwolenie na coś, co truje, a z drugiej restrykcje dla
        > palaczy. Politycy pomijają ten oczywisty dysonans, wiadome dlaczego.

        I znow w Danii (kocham tu mieszkac) trwa obecnie kampanie przeciw paleniu. Telewizja publiczan bombarduje spotami reklamowymi o szkodliwosci; w dobrym czasie antenowym!
        • ciociazlarada OT zawsze_zielona 13.01.10, 21:12
          Zawsze_zielona, właśnie przeczytałam, że mieszkasz w Danii.
          Ja wkrótce będę tam mieszkać, od lutego zaczynam pracę. Na razie jestem troszkę
          zakręcona i zdołowana, zwłaszcza po kontakcie z różnymi urzędami, gdzie ludzie
          ledwo mówili po angielsku - rozpuściłam się w Holandii, gdzie nawet 80 letnie
          staruszki śmigają in English:)
          Czy mogę się jakoś z Tobą skontaktować? Gazetowego emaila używasz?
      • bebe.lapin Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.01.10, 11:28
        Zresztą, sam zakaz to nie
        > wszystko, bo na przystankach już palić nie wolno, a jak jest w praktyce - dobrz
        > e
        > wiemy.
        >

        Mnie zdazylo sie kilka razy zwrocic uwage palaczowi na przystanku, z dobrym
        skutkiem (choc za pierwszym razem zrobilam to z usza na ramieniu :)
        W Poznaniu sprawa nie jest taka trudna, bo na wiatach jest zawsze naklejka
        inormujaca o zakazie palenia i mozna sie na nia powolac. Nie wiem natomiast, jak
        sprawa wyglada w Metz, a pare razy mialam ochote zwrocic uwage (dlaczego to ja
        mialabym wychdzic spod wiaty na deszcz, bo otaczaja mnie z kazdej strony palacze
        i nie moge oddychac?)
    • camilcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 19:34
      u mnie palacze w klatce :/
      przeganiam jak stoją na parterze, bo na 1p po prostu mi smierdzi,
      jakaś jestem wrażliwa na ten dym, ktoś na balkonie kopci 2 pietra
      wyzej 2 klatki dalej a ja czuję :(
      ostatni jak zwrocilam uwagę to się dowiedziałam że się czepiam 'bo
      ja tu 30 lat mieszkam a pani rok!!! i do tej pory nikt się nie
      czepiał tylko pani się ciągle czepia' ...
      • jul-kaa Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 20:06
        Ja miałam większy problem (pisałam chyba o tym, hmmm). Mieszkam na parterze, a
        sąsiad miał zwyczaj palić w swoim ogródku, do czego ma wszak święte prawo.
        Ogródek znajduje się pół metra od mojego okna w sypialni, więc same
        rozumiecie... Długo dumałam, co zrobić, zatrzaskiwałam okno z coraz większym
        hukiem, aż w końcu... spokojnie powiedziałam mu, jak bardzo mi to przeszkadza.
        Do dziś w to nie wierzę, ale facet już ani razu nie zapalił w ogródku :)
      • mmm-mm Wez tani, ostro pachnacy dezodorant, 13.01.10, 23:08
        taki zeby jego przesiakniety dymem nos poczul go dobrze i zacznij psikac w
        poblizu niego porzadnie po klatce w czasie kiedy on pali, ciekawe czy bedzie
        mial cos przeciwko... Nie rozumiem jak ludzie w blokach moga tak niszczyc
        budynek, w ktorym mieszkaja, ze pachnie i wyglada po niedlugim czasie jak
        melina... Jak ktos chce sobie zaniedbac miejsce, w ktorym mieszka to niech kupi
        dom z daleka od sasiadow i tam sie zasmierdza, a nie publiczna klatke schodowa.
    • zawsze_zielona Calym sercem jestem za! 13.01.10, 20:29
      W Danii funcjonuje to juz od bodajrze poltora roku. Mnie, jako niepalacej,
      bardzo sie ta zmiana podoba. Wreszcie mozna pojsc do pubu i wrocic nie
      przesiaknietej dymem. IMO miejsca dla palcacych nigdy nie mialy sensu, bo to nie
      byly zamkniete i specjalnie wentylowane pomieszczenia, tylko wyznaczony
      obszar/stoliki. Jak wiemy, dym latwo rozchodzi sie po calym pomieszczeniu, wiec
      de facto wszyscy byly w strefie dla palacych.
      Wiele ludzi rzucilo palenie z tego powodu, bo palili tylko "towarzysko", a teraz
      nie ma sensu. Ci, ktorzy musza plaic, robia to przed knajpa/sklepem itp.
    • besame.mucho Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 21:03
      A ja jestem przeciw zakazowi palenia w lokalach. Sama palę rzadko, w
      restauracjach nie palę w ogóle, bo dym + jedzenie to dla mnie
      wstrętne połączenie, do wielu knajp nie chodzę, bo gęste od dymu
      powietrze mnie denerwuje, własnego brata wyrzucam nawet nie na
      balkon, ale na spacer, jeśli chce palić, bo nie znoszę jak wlatuje
      mi dym do pokoju. I mimo to jestem przeciw - a to dlatego, że
      uważam, że nie wszystko musi być regulowane prawnie. Moim zdaniem
      lepsza bylaby sytuacja, w której właściciel sam miałby prawo
      decydować, czy jego lokal jest dla palących, czy dla niepalących.
      Nie wiem jak wygląda to w innych miastach, ale w Warszawie jest masa
      miejsc, w których palić nie wolno i moim zdaniem świetnie się to
      sprawdza - ja chodzę sobie do takich, moi dużo palący znajomi do
      innych i wszyscy są zadowoleni.
      Przystanki to inna sprawa, tu moim zdaniem zakaz powinien być
      egzekwowany, bo człowiek nie ma możliwości wyboru, czy chce sobie
      iść na przystanek dla palaczy, czy nie :).
      • fanka_tomcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 21:17
        "Moim zdaniem
        > lepsza bylaby sytuacja, w której właściciel sam miałby prawo
        > decydować, czy jego lokal jest dla palących, czy dla niepalących. "

        pewnie, że tak, ale jego decyzja oczywiście musiałaby mieć uwarunkowanie prawne.
        czy ludzie respektowaliby zakaz palenia, który nie wynika z obowiązującego prawa?
        no to w Warszawie macie fajnie, to duże miasto. Nie wiem czy w Rzeszowie jest
        chociażby jeden pub, gdzie nie wolno palić :/ Nawet jak się siedzi pod
        parasolkami, to dym leci od sąsiednich stolików.


        Dla mnie chore jest to, że często po powrocie z pubu papierosami śmierdzą mi
        nawet majtki i stanik :/
      • nivaliss Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 21:20
        dużo lokali dla niepalących w Warszawie? ale masz na myśli kawiarnie,
        czy znasz też jakieś puby w centrum w których taki zakaz jest? jak
        tak, to się podziel:) mi osobiście nigdy nie udało się takich
        znaleźć, teraz trochę pogooglowałam i odkryłam że jeden Indeks zrobił
        się dla niepalących.

        Dla mnie jednak rozwiązanie "niech niepalący idą dla pubów dla
        niepalących" ma 2 zasadnicze wady:
        - niepalący musi zrezygnować ze znajomości z palaczami, bo taki to
        takiego pubu nie pójdzie
        - pub/klub dla niepalących w którym jest fajnie i leci znośna muzyka
        pewnie da się znaleźć, ale jak chce się iść na konkretny koncert, to
        wyboru nie ma, trzeba się truć i śmierdzieć.

        I cóż, wydaje mi się że niepalącym muszącym wdychać truciznę i prać
        wszystkie ubrania (łącznie ze stanikiem:) ) po pobycie w pubie,
        dzieje się jednak większa krzywda niż palaczowi, który musiałby wyjść
        na 5 minut przed lokal...

        • besame.mucho Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 21:31
          W centrum poza indeksem jest na przykład Babuszka. Reszta znanych mi
          miejsc to nie typowe puby, ale knajpki, w których można coś zjeść i
          napić się herbaty, piwa, wina czy czegokolwiek.

          > - niepalący musi zrezygnować ze znajomości z palaczami, bo taki to
          > takiego pubu nie pójdzie

          Czy ja wiem? Jak ja mam ochotę się umówić z dużo palącymi znajomymi,
          to nigdy nie robią problemów kiedy proponuję, żebyśmy poszli w
          miejsce, w którym nie można palić. Wychodzą na papierosa przed lokal
          i już.

          > I cóż, wydaje mi się że niepalącym muszącym wdychać truciznę i
          > prać wszystkie ubrania (łącznie ze stanikiem:) ) po pobycie w
          > pubie, dzieje się jednak większa krzywda niż palaczowi, który
          > musiałby wyjść na 5 minut przed lokal...

          Zgadzam się z tym, bo sama zaznaczyłam, że nie lubię miejsc, w
          których jest nadymione. Boli mnie głowa i cały kolejny dzień nadal
          mam wrażenie, że śmierdzę papierosami. Ale też nie uważam, żeby
          niepalącemu stała się krzywda, jeśli pójdzie do lokalu dla
          niepalących, zamiast nalegać, żeby zakaz był we wszystkich.

          IMO rzeczywiście problematyczny jest drugi przypadek, który opisałaś
          - czyli kiedy w grę wchodzi jakieś wydarzenie, a nie zwykłe
          siedzenie w pubie.
            • daslicht Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 23:45
              W pociągu to już po 20 minutach się zaczyna. Nienawidzę z tego powodu jeździć pociągiem i bardzo się cieszę, że w końcu jakiś cywilizowany przepis u nas wprowadzają. Czekałam na niego praktycznie całe życie. Teraz zostało jeszcze parę lat na zmianę mentalności :/
              • kasiamat00 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.01.10, 08:15
                W pociągach od dawna wolno palić tylko w przedziałach dla palących, do tego w IC
                z tego co pamiętam takich przedziałów już nie ma od jakiegoś czasu. W
                szczególności, w żadnym pociągu nie wolno palić na korytarzu czy w WC. Niektórzy
                sobie z tego nie zdają sprawy (a przynajmniej tak twierdzą...), więc jak widzisz
                kogoś, kto się przymierza do zapalenia, to należy mu zwrócić uwagę. Jest szansa,
                że poskutkuje, do tego często reszta współpasażerów cię poprze. Jak będzie 10:1
                to mało który będzie na tyle "odważny" żeby zapalić mimo zakazu i sprzeciwu
                współpasażerów.
            • madzioreck Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.01.10, 12:48
              fanka_tomcia napisała:

              > są palacze, którzy wytrzymają kilka godzin bez papierosa, np w pociągu

              A pewnie, że są. W końcu jesteśmy dorosłymi ludźmi, jedni potrafią zastosować
              się do zasad, inni nie, i nie dotyczy to tylko palenia.
              Kiedy leciałam na wakacje, nie paliłam 8 godzin - od wejścia na lotnisko w
              Warszawie do wyjścia z samolotu na lotniku docelowym. I nie umarłam. Są miejsca
              i okoliczności, gdzie po prostu trzeba się dostosować i basta. Palenie na
              przystanku pod wiatą i dmuchanie dymem na wszystkich wokół to przejaw chamstwa,
              a nie palenia jako takiego. Ja też palę, ale tak nie robię.
              Jeśli idę do domu osoby niepalącej, nie palę, a jeśli już bardzo muszę, to
              wychodzę sobie na dwór.
      • asiabudyn11 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 22:58
        Z ta wola wlasciciela to nie do konca jest tak. Teraz wlasciciele zadko sie na
        cos takiego decyduja, zatem moze i istnieja lokale dla niepalacych, ale cos mi
        sie zdaje, ze sa kropla w morzu. Moze dla yuppies ;-)
        To, ze w Pl nie ma tego zakazu to anachronizm. Chwilami wstyd mi jest tlumaczyc
        ˝nie, u nas mozna palic wszedzie˝.
        Do tego niepalacy czuja sie w penym stopniu bezbronni wobec palaczy itp.
        Takze prawdziwa dyskusja moglaby sie toczyc na temat tego jak ten zakaz
        wprowadzic zeby spowododwac, ze wiekszosc lokali jest dla niepalacych a czesc
        dla palacych. Glos o ˝gettach dla palaczy˝ moze tylko smieszyc. Sama nieraz
        mialam okazje obserwowac jak palacze fajnie nawiazuja kontakty przy okazji
        wyjscia na zewnatrz. Co tu pisac: od ruszenia tylka i wyjscia zapalic na
        zewnatrz nikomu nic sie nie stalo jeszcze.

        Powrot z lokalu w niesmierdzacym ubraniu: bezcenny :-)
        • daslicht Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 23:57
          "To, ze w Pl nie ma tego zakazu to anachronizm. Chwilami wstyd mi jest tlumaczyc ˝nie, u nas mozna palic wszedzie˝"

          Otóż to. Mi też było wstyd za nasz kraj, gdy powiedziałam zagranicznemu koledze "nie, nie chodzę na imprezy do klubów, bo szanuję swoje zdrowie", on poszedł sam, a jak wrócił, to był w szoku, że "A ludzie tam palili! To u was tak wolno?" i musiałam powiedzieć, że "Tak i teraz już chyba wiesz o co mi chodziło". Bo on zrozumiał, że chodzi mi raczej o nocne imprezowanie, że zdrowiej się wyspać itepe.

          I w takich sytuacjach jest mi wstyd. Jak jadę pociągiem, to też mi wstyd. Jak widzę, że w akademiku jakieś niewychowane leszcze palą na korytarzu, to też mi wstyd. A jak zgłoszę w administracji, że mi to przeszkadza i to ja dostanę opeer, to wtedy jest mi tak cholernie wstyd, że mieszkam w takim posranym kraju, że nie da się tego w słowa ująć :/
    • anka_z_lasu Nie palę i nie znoszę dymu, popieram zakaz 13.01.10, 21:47
      Co do lokali - gdzieniegdzie udaje się dość skutecznie odseparować obie strefy.
      A do miejsc ze słabym wyciągiem lub brakiem wydzielonego miejsca dla palących po
      prostu nie chadzam. Fakt, że mieszkając w Warszawie mogę sobie na to pozwolić -
      w mniejszych miejscowościach wybór zapewne jest mniejszy :/
    • masza.s Patrząc na problem z innej strony... 13.01.10, 22:01
      Zgadzam się, że powinien istnieć zakaz palenia na przystankach,
      dworcach ( prócz palarni) etc. Nie zgadzam się za to absolutnie, że
      powinien istnieć w restauracjach, klubach, kawiarniach i pubach.
      Sądzę też, że argumentem nie powinno być "bo palenie tak bardzo
      truje", ale przede wszystkim to, na ile państwo ma prawo ingerować w
      to, co zrobi we własnym lokalu jego właściciel. Bo moim zdaniem to
      on powinien mieć najwięcej prawa do decydowania, zaś wolny rynek
      ewentualnie wpływałby na jego decyzję. Ot, jeżeli właściciel chce
      mieć lokal dla niepalących, niech ma. Chce mieć lokal dla palących -
      dla mnie chore jest to, że ktoś może mu tego zabronić. Niepalący nie
      muszą spędzać czasu w pubach, restauracjach dla palaczy. I tyle.

      Dla mnie chore jest to, że państwo stosuje "pozytywną dyskryminację"
      i jest na tyle paternalistyczne, by wchodzić w kompetencje
      właścicieli i przedsiębiorców. To właściciel decyduje, kogo
      zatrudnić. To osoba składająca podanie o prace decyduje, że chce
      pracować w zadymionym barze.

      To samo nie dotyczy jedynie palenia, ale de facto wszystkiego.

      Ja nie chce mieszkać w socjalizującym państwie.
      • palacsinta Re: Patrząc na problem z innej strony... 13.01.10, 23:36
        masza.s napisała:

        > Sądzę też, że argumentem nie powinno być "bo palenie tak bardzo
        > truje", ale przede wszystkim to, na ile państwo ma prawo ingerować w
        > to, co zrobi we własnym lokalu jego właściciel. Bo moim zdaniem to
        > on powinien mieć najwięcej prawa do decydowania, zaś wolny rynek
        > ewentualnie wpływałby na jego decyzję. Ot, jeżeli właściciel chce
        > mieć lokal dla niepalących, niech ma. Chce mieć lokal dla palących -
        > dla mnie chore jest to, że ktoś może mu tego zabronić. Niepalący nie
        > muszą spędzać czasu w pubach, restauracjach dla palaczy. I tyle.
        >

        Sądzę też, że argumentem nie powinno być "picie alkoholu w młodym wieku może być szkodliwe dla rozwoju organizmu i prowadzić do alkoholizmu", ale przede wszystkim to, na ile państwo ma prawo ingerować w to, co zrobi we własnym lokalu jego właściciel. Bo moim zdaniem to on powinien mieć najwięcej prawa do decydowania, zaś wolny rynek ewentualnie wpływałby na jego decyzję. Ot, jeżeli właściciel chce mieć lokal, gdzie dzieci mogą się upić, niech ma. Chce mieć lokal gdzie dzieci mogą się upić - dla mnie chore jest to, że ktoś może mu tego zabronić. Rodzice nie muszą puszczać swoich dzieci do sklepów, pubów i restauracji, w których alkohol sprzedaje się pięciolatkom - mogą je przywiązać za nogę do kaloryfera. I tyle.

        Sądzę też, że argumentem nie powinno być "zatrucie pokarmowe może w najgorszych wypadkach prowadzić nawet do śmierci", ale przede wszystkim to, na ile państwo ma prawo ingerować w to, co zrobi we własnym lokalu jego właściciel. Bo moim zdaniem to on powinien mieć najwięcej prawa do decydowania, zaś wolny rynek ewentualnie wpływałby na jego decyzję. Ot, jeżeli właściciel chce mieć lokal z salmonellą w sałatkach, niech ma. Chce mieć lokal z pałeczkami okrężnicy w wodzie mineralnej - dla mnie chore jest to, że ktoś może mu tego zabronić. Ludzie zawsze mogą nosić ze sobą minilaboratorium i sprawdzać, czy spożywane potrawy są dla nich bezpieczne. I tyle.

        > Ja nie chce mieszkać w socjalizującym państwie.

        en.wikipedia.org/wiki/List_of_smoking_bans_in_the_United_States
          • bebe.lapin Re: Patrząc na problem z innej strony... 14.01.10, 11:41
            Grr, ucielo mi wypowiedz, ale i tak sie wypowiem: ludzie, ktorym nadmiar
            kilogramow u innych przeszkadza do tego stopnia, ze uwazaja ich (tych z
            nadmiarem) za istoty pozbawione rozsadku, ktore musza byc dla dobra wlasnego i
            innych skierowane na leczenie (jak nie z wlasnej woli, to pewnie najlepiej
            przymusowo), nie maja nic przeciwko temu, ze palacze zatruwaja _realnie_ siebie,
            osoby ze swojego otoczenia, zas brak odpowiednich przepisow dyskryminuje de
            facto w sposob bolesny osoby niepalace (przezycia niepalacza w trakcie wizyty w
            lokalu palacym sa nieporownanie gorsze od koniecznosci wyskoczenia na dymka z
            lokalu niepalacego prze palacza); nie ludzmy sie, ze ktos z wlasnej woli oglosi
            lokal sfrefa wolna od dymu tytoniowego (jednak w Polsce nadal jest wielu palacych).

            Ciekawe, prawda?
              • masza.s Re: Patrząc na problem z innej strony... 14.01.10, 17:41
                A kto twierdził, że nie można mieć parę kg więcej?

                Mówiliśmy o zagrożeniach z tym związanych. Patrząc z kapitalistycznego
                punktu widzenia, bycie otyłym jest okej, ale np. firmy ubezpieczające
                mają prawo ustalać wyższe stawki dla otyłych, ze względu na większe
                ryzyko zagrożenia zdrowotnego etc, etc, etc. Coś na tej zasadzie.

                • turzyca Re: Patrząc na problem z innej strony... 15.01.10, 02:21
                  Patrząc z kapitalistycznego
                  > punktu widzenia, bycie otyłym jest okej, ale np. firmy ubezpieczające
                  > mają prawo ustalać wyższe stawki dla otyłych, ze względu na większe
                  > ryzyko zagrożenia zdrowotnego etc, etc, etc. Coś na tej zasadzie.

                  Patrzac z kapitalistycznego punktu widzenia nie ma nic lepszego niz klient
                  ubezpieczalni ciezko otyly i z co najmniej dwoma nalogami. A najlepiej z cala
                  mozliwa paleta. I koniecznie omijajacy lekarza. Jak uprawia bardzo stresujacy
                  zawod to juz w ogole idealnie. Prawdopodobnie zejdzie na zawal, udar albo inna
                  szybka chorobe. I to juz kolo 60, po blisko 40 latach placenia wysokich skladek.
                  A klient dbajacy o siebie, utrzymujacy sie w dobrej formie i chodzacy regularnie
                  na kontrole jest strasznie nieekonomiczny, dozyje setki, z czego 10 lat trzeba
                  mu bedzie doplacac do opieki (pielegniarka, asystent i takie tam, zaleznie od
                  stopnia obnizenia sprawnosci, a to wariant optymistyczny bez Parkinsona czy
                  Alzheimera), a wczesniej wylozyc wielokrotnie ciezka kase na operacje, chemie itd.
            • besame.mucho Re: Patrząc na problem z innej strony... 14.01.10, 12:00
              > nie ludzmy sie, ze ktos z wlasnej woli oglosi
              > lokal sfrefa wolna od dymu tytoniowego (jednak w Polsce nadal jest
              > wielu palacych).

              Dlaczego mamy się nie łudzić, skoro z jakiegoś powodu jednak takie
              lokale istnieją?
              Trzech moich znajomych prowadzi knajpy. Dwóch wprowadziło zakaz
              palenia. Z własnej woli. Prywatnie obaj są palący.
            • masza.s Re: Patrząc na problem z innej strony... 14.01.10, 17:39
              Yyyy? Eeee? Nie. To, że uważam, że problem jest społecznie istotny,
              nie oznacza, że chciałabym ZMUSZAĆ osoby otyłe do odchudzania. Bo
              nie chciałabym, nigdy nie było to moim pomysłem. Tak samo jak
              uważam, że państwo ma absolutnie prawo do prowadzenia kampanii
              przeciwko paleniu, zakazywaniu palenia na przystankach etc. Nie ma
              prawa zmuszania właścicieli lokalów do palenia w nim papierosów.
              Naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy tym?

              Tak samo jak uważam, że imprezy samo-maso etc są ohydne, obrzydliwe,
              niemoralne i szkodliwe społecznie. Jednak nie przychodzi mi do głowy
              wpadać na prywatną, w zamkniętym klubie odbywającą się imprezę BDSM
              i kropić innych wodą święconą, skoro NIE MUSZĄ TAM WCHODZIĆ. Ty też
              nie musisz iść do lokalu dla niepalących.

              Sama stanowczo nie palę, dlatego wybieram lokale, w których się nie
              pali. Jeżeli kituję się ze znajomymi-palaczami do pubu, gdzie się
              pal;i, to sama jestem sobie winna i nie narzekam. Mogłam nie iść.
              • pierwszalitera Re: Patrząc na problem z innej strony... 14.01.10, 22:28
                masza.s napisała:

                Tak samo jak uważam, że imprezy samo-maso etc są ohydne, obrzydliwe,
                > niemoralne i szkodliwe społecznie. Jednak nie przychodzi mi do głowy
                > wpadać na prywatną, w zamkniętym klubie odbywającą się imprezę BDSM
                > i kropić innych wodą święconą, skoro NIE MUSZĄ TAM WCHODZIĆ. Ty też
                > nie musisz iść do lokalu dla niepalących.

                Akurat na imprezy sado- maso chodzi się dobrowolnie (nie widzę w tym nic obrzydliwego swoją drogą), wydmuchując papierosowy dym w restauracji nikt mnie jednak nie pyta, czy ból moich oczu i uczucie podduszania doprowadzają mnie do seksualnej ekstazy. Naprawdę nie widzisz różnicy? I do lokalów dla niepalących chodzę. Bo dzięki zakazowi palenia stało się to wreszcie możliwe. I nie muszę obiegać całego miasta, by znaleźć łaskawego właściciela, który pozwoli mi napić się ze znajomymi drinka bez papierosowego smrodu. Czego i innym życzę.
      • pierwszalitera Re: Patrząc na problem z innej strony... 14.01.10, 11:45
        masza.s napisała:

        > To samo nie dotyczy jedynie palenia, ale de facto wszystkiego.
        >
        > Ja nie chce mieszkać w socjalizującym państwie.

        No to przypuszczam, że niedługo będziesz musiała przeprowadzić się do jakiegoś kraju trzeciego świata, takiego z hulaj dusza kapitalizmem, bez socjalizujących ingerencji państwa, bo w Europie pewnie zezwolenia na palenie już nie znajdziesz. Niemcy stawiali długo opór, padały też podane przez ciebie argumenty, na nic się nie zdało. Zakaz palenia jest i świat publiczny stał się moim zdaniem dla wielu ludzi przyjaźniejszy. Co zrobiono? Zniesiono dyskryminację niepalaczy. Brałam przed świętami udział w przeróżnych wychodnych uroczystościach, bosko jest pojść do lokalu, nie wrócić z oczami królika do domu i wykrztuszać pół nocy smołę z płuc. Nie mówiąć już o tym, że nie muszę ograniczać się do kilku dyżurnych ciuchów, bo wielu mi było po prostu szkoda, bieliznę można wyprać, ale nie wszystko nadaje się do pralki, a wietrzenie w łazience zasyfiało i tak przez pół tygodnia mieszkanie. W kraju wolnego rynku mogłabym chyba domagać się od właściciela lokalu odszkodowania? ;-)
        I wiesz co zauważyłam? Palacze nie są w ogóle w większości. Tych tłumów z dymkiem przed drzwiami w ogóle nie widać. Po prostu palenie wśród inteligentnych ludzi jest totalnie out, a to tylko jakieś niedobitki uprzykszały wcześniej reszcie życie. To bardzo pozytywny trend i mnie on cieszy. Przypominam sobie, jak walczyłaś o ratowanie świata przed epidemią otyłości i chyba zależało ci nawet na odgórnie sterowanych programach. Nie mogę zrozumieć braku konsekwencji. A w tym przypadku chodzi nie tylko o samych poszkodowanych nałogiem, tylko też o przymusowych współpalących. Coś brakuje u ciebie w tym wszystkim (de facto) konsensu. ;-)
          • pierwszalitera Re: Patrząc na problem z innej strony... 14.01.10, 15:27
            tfu.tfu napisała:

            > Niemcy nadal stawiają opór ;) w Berlinie jest wiele knajp dla palących, są też
            > lokale dla zapsionych :P

            Ach, zapomniałam, że u nas to sprawa Bundeslandu. To znaczy, każdy region jest na tyle autonomiczny, że może mieć nieco odbiegające przepisy. U mnie, w Niemczech Zachodnich palić nie można. Tylko małe knajpki mogą wykorzystać regułę "towarzystwa zamkniętego" i pozwolić sobie na dymek. Dotyczy to jednak prawdziwych knajp, niemalże spelunek, gdzie oprócz wódki, piwa i podchmielonych klienteli, głównie męskiej, nie ma czego oczekiwać. Knajpy scenowe, kawiarnie, modne lokale z muzyką i wyżerką są bezdymne. Psy są w Niemczech za to wszędzie dozwolone. Nawet w drogich restauracjach.
        • masza.s Re: Patrząc na problem z innej strony... 14.01.10, 17:50
          Nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego przeszkadza Wam, że grupa
          palaczy spotka się w knajpie ( o dowolnym profilu, nie tylko
          spenulowatym), gdzie można palić? Knajpa będzie oznaczona. Nie
          będzie z niej ulatywał żaden dym. Nie wejdziesz do niej. Co Ci
          przeszkadza, że istnieje, skoro nie jesteś targetem tejże grupy?
          Przeszkadzają Ci kluby dla sado-maso, gejów etc, mimo, że tam nie
          chodzisz?

          POPIERAM zakaz palenia na przystankach, dworcach, w pociągach (
          pomijając wyznaczoną palarnię ) etc.

          Ale eliminacja "przymusowych wpsółpalących" nie zakłada wcale
          ingerencji w to, czy istnieją lokale dla palących. Mogą sobie
          istnieć, nie musisz do nich wejść, wchodzisz na własną
          odpowiedzialność.

          Co do kampanii społecznych - uważam, że są korzystne także przy
          paleniu i osobiście bym je przeprowadzała. Niemniej zdecydowanie nie
          chciałam zmuszać osób otyłych do odchudzania się, tak jak i nie
          widzę powodu, by zmuszać palaczy do rzucenia palenia, by zmuszać
          właścicieli do ustalania profilu swojego lokalu etc.

          Po prostu to jest NIELOGICZNE. To tak, jakby się pieklić, że są
          kluby tylko dla kobiet bądź tylko dla mężczyzn.
          • pierwszalitera Re: Patrząc na problem z innej strony... 14.01.10, 22:39
            masza.s napisała:

            > Nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego przeszkadza Wam, że grupa
            > palaczy spotka się w knajpie ( o dowolnym profilu, nie tylko
            > spenulowatym), gdzie można palić? Knajpa będzie oznaczona. Nie
            > będzie z niej ulatywał żaden dym. Nie wejdziesz do niej. Co Ci
            > przeszkadza, że istnieje, skoro nie jesteś targetem tejże grupy?
            > Przeszkadzają Ci kluby dla sado-maso, gejów etc, mimo, że tam nie
            > chodzisz?

            Nie będzie mi przeszkadzała oznaczona knajpa dla palących, tak samo jak nie przeszkadzają mi homoseksualiści. Nie narażają mnie bowiem na żadne niebezpieczeństwa. Nie rób z siebie tu dramatycznej obrończyni dyskryminowanych. Wiadomo jednak, że lokale dla niepalących bez odgórnego zakazu to rzadkość i w większości ludzie kopcą. Nie chcę wcale nikogo zmuszać do rzucania palenia, ale wielką naiwnością jest wierzyć, że ktoś zrezygnuje z tego przywileju dobrowolnie i odbędzie się na taką skalę, że znajdę bezproblemowo pasujący dla siebie lokal.
          • po.prrostu Re: Patrząc na problem z innej strony... 15.01.10, 01:55
            bdsm czy homoseksualizmu nie można porównywać do palenia.

            powoływanie się na "kapitalistyczną" wolność jest bez sensu - idąc tym tropem przedsiębiorca/właściciel lokalu mający nieunormowaną "wolność" powinien móc wybudować sobie knajpę pełną - dajmy na to - azbestu, bo np. tak mu się bardziej opłaca, a państwo nie ma prawa mu niczego zabraniać w imię kapitalizmu. oczywiście byłaby to knajpa oznaczona, wchodzisz na własną odpowiedzialność.

            ale nie może.
          • pierwszalitera Re: Patrząc na problem z innej strony... 14.01.10, 22:47
            sbarazzina napisała:

            > W Austrii nadal można palić prawie wszędzie. A zakaz palenia obowiązujący w
            > niektórych miejscach i tak nie jest przestrzegany.

            Wycięłaś moje zdanie z kontekstu, napisałam, że niedługo. A że tak się stanie jestem pewna. Powoli dołączają bowiem kolejne państwa. Jeżeli chodzi o istotne tematy Europa dąży do jednolitego konsensu. To tylko sprawa czasu. Jeżli ktoś myśli, że może się w nieskończoność wychylać, to się myli. Gdy w większości państw dojdzie do takiego zakazu, reszta będzie pod presją i kiedyś też dojdzie do odpowiednich decyzji. A tu nie chodzi o tematy religijno- moralne, tylko o zdrowie społeczeństwa, więc opór byłby śmieszny.
            • sbarazzina Re: Patrząc na problem z innej strony... 18.01.10, 00:39
              To była taka luźna uwaga ;)Zdaję sobie sprawę, że Europa dąży do unifikacji wielu kwestii, zwłaszcza dotyczących zdrowia. Chciałam tylko zaznaczyć, że w Austrii palenie praktycznie wszędzie ma bardzo duże przyzwolenie społeczne i myślę, że jeszcze trochę czasu minie zanim wprowadzą zakaz palenia w miejscach publicznych.

              ---
              Moje staniki na sprzedaż

              ..::.kontakt na gazetowego.::..
              • pierwszalitera Re: Patrząc na problem z innej strony... 18.01.10, 11:05
                sbarazzina napisała:

                > To była taka luźna uwaga ;)Zdaję sobie sprawę, że Europa dąży do unifikacji wie
                > lu kwestii, zwłaszcza dotyczących zdrowia. Chciałam tylko zaznaczyć, że w Austr
                > ii palenie praktycznie wszędzie ma bardzo duże przyzwolenie społeczne i myślę,
                > że jeszcze trochę czasu minie zanim wprowadzą zakaz palenia w miejscach publicz
                > nych.

                Jasne. ;-) Ale przyzwolenie społeczne jest (było) w Niemczech też spore. Przypominam sobie, kiedy na moim uniwersytecie wprowadzano niepalące kafejki. To już kupa lat temu, nie ma nic wspólnego z obecnym zakazem. Uczelnia uchodziła już zawsze jako teren zadymiony, wcześniej palono nawet podczas zajęć, na szczęście było to przed moim czasem. Na początku lat 90-tych wolno było jednak kopcić na korytarzach, we wszystkich kafejkach i także w salach przy wydarzeniach nieoficjalnych, więc trudno było znaleźć miejsce bez permanentnego zapachu papierosowego w powietrzu. Zakaz w kafejkach wprowadzono stopniowo, najpierw na jakimś tam wydziale, potem jeszcze na innym, ale cały czas istniała możliwość przejścia kilkunastu kroków do innego wydziału, gdzie palenie było dozwolone. Ktoś tam przemyślał sobie, że palenie nie musi należeć do obrazu studenta i może zdrowiej jest napić się kawy bez peta, i zainicjował akcję z odgórnym zakazem i odpowiednimi oznaczeniami. Na początku w mojej niepalącej kafejce jakaś część ludzi nie trzymała się regulaminu, bo nikt nie sprawdzał i nie egzekwował. Większość przyjęła jednak pomysł. Palącymi niedobitkami nikt się specjalnie nie przejmował i z czasem zrobiło się tych ludzi mniej, kiedyś tam przestano całkowicie palić. Wszystko w ciągu jednego semestru. Więc przyzwolenie społeczne przyzwoleniem, ale regulamin jest regulaminem i zakaz się sprawdził. Nikt nie oczekuje, że od chwili zakazu palenia w miejscach publicznych od razu zacznie pachnieć na fiołki, ale sama wiedza o zakazie jest dla wielu ludzi wystarczającą motywacją by się powstrzymać. Wydaje mi się, że w Austrii podobnie jak w Niemczech, nie będzie się więc sprawdzało gotowości całego społeczeństwa na wprowadzenie zakazu, tylko się go zacznie wprowadzać. O ile też wiem, niewiele jest państw w Europie, w których takie decyzje podejmuje się na zasadzie referendum. ;-)
    • scarlet_agta Jestem za, ale nie nalegam 13.01.10, 22:21
      Nie wiem jak to jest, ale dużo bardziej niż kilkugodzinna wizyta w zadymionej
      knajpie przeszkadza mi minuta w zadymionej windzie albo 10 minut na przystanku.
      Może dlatego, że idąc do knajpy świadomie decyduje się na to i biorę pod uwagę
      to zadymienie, a gdy czekam na windę spodziewam się, że przyjedzie ona
      niezadymiona. A może dlatego, że większość moich znajomych jest niepaląca, więc
      w zadymionych lokalach bywam jednak bardzo rzadko.
    • miss-alchemist Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.01.10, 22:53
      nie cierpię papierochów :/ niestety, spora część moich znajomych pali i pójść z nimi do lokalu dla niepalących - no niewykonalne. a nijak nie są w stanie zrozumieć, że mnie to nie tylko przeszkadza, mnie to wprost doprowadza do szału. nie mogę znieść myśli, że będę śmierdzieć tym syfem, że wdycham ten dym... fuj! zwykle, jak ktoś przy mnie zapala papierosa, to zwracam mu uwagę "proszę, nie pal przy mnie", a jak nie pomaga, to się oddalam na czas, kiedy skończy. natomiast bliższych znajomych po prostu opierniczam, bo wiedzą, że tego nie cierpię. kilkakrotnie wyrzuciłam już własnego ojca z mojego pokoju, bo próbował wejść z papierosem. teraz już nie próbuje :D

      kiedyś opierniczyłam dwóch młokosów palących na przystanku, takie młodociane dresy. trochę strach, bo łysi, w dresach i groźnie wyglądali, ale ten smród mnie doprowadzał do szału. młokosy pokornie oddaliły się od przystanku :)

      egoistycznie jestem za zakazem palenia w lokalach - bo rozwiązałoby to mój problem. ale światopoglądowo kłóci się to z moim przekonaniem o słuszności wolnej konkurencji :) natomiast uważam, że nikt, absolutnie nikt nie ma prawa palić na przystanku, w tramwaju, autobusie, windzie, klatce schodowej i kropka, tyle, niech się trują palacze bez mojego udziału.

      bałam się trochę, że w akademiku będę skazana na dym papierosowy. no i tak było na pierwszym roku :/ palacze w ogóle nie mieli szacunku dla innych osób, paląc na wspólnym korytarzu. wychodząc z pokoju i idąc do windy przechodziło się przez taką chmurę dymu, że mnie na wymioty zbierało. ciągle ktoś tam siedział i palił :/ teraz przeprowadziłam się na inne piętro i zupełnie inne warunki. palą chyba dwie osoby na piętrze i jest niepisana zasada - palenie li i wyłącznie na klatce schodowej, z której nikt nie korzysta (jest tam zsyp - tak czy siak śmierdzi :D). czasem ktoś zapali na drugiej klatce schodowej, ale mnie to nie rusza, bo i tak korzystam wyłącznie z windy (15p). i to się nazywa kultura osobista - gdy palacz zdecydowanie minimalizuje udział jego nalogu w społeczeństwie.
    • sbarazzina Nie palę, jestem za zakazem 13.01.10, 23:01
      Nie palę, nie znoszę dymu, unikam miejsc w których się pali.

      Mieszkając we Włoszech, byłam zachwycona, że po wyjściu do pubu czy klubu nie
      musiałam natychmiast myć włosów. Palenie nadal jest tam modne, nikomu specjalnie
      zakaz nie przeszkadza. Moi znajomi, zarówno palący jak i nie, gorąco popierają
      ten zakaz.

      Skoro już jesteśmy taką siłą lobbową, to może w ramach sekty wypromujemy jeszcze
      modę na niepalenie i lokale bez dymu? ;)
    • jehanette ZA, ZA, ZA! 13.01.10, 23:10
      Całym sercem za.
      Mam dość tego, że nie mogę swobodnie wybrać miejsca na spotkanie ze znajomymi.
      Że każde wyjście z obcymi ludźmi to stres, czy TAM będzie normalne powietrze,
      czy będą musiała stawać okoniem i wykłócać o wybranie miejsca bez dymu.
      Jak ktoś chce się truć niech się truje u siebie w domu.
      • nomina Poważniejszy aspekt 13.01.10, 23:28
        Nie chcę epatować swoistą martyrologią, ale muszę zwrócić uwagę na aspekt
        zdrowotny trochę groźniejszy niż potencjalny rak tudzież impotencja, którą grożą
        opakowania papierosów. Mam astmę i HIT (zespół nietolerancji histaminy), a do
        tego w przebiegu tegoż HIT-u uszkodzenia mioneurogenne w obrębie miednicy
        mniejszej, że tak się elegancko wyrażę, w uogólnionej neuropatii. Kontakt, nawet
        bardzo niewielki, z dymem papierosów, a konkretnie z toksycznymi cyjankami i
        innymi substancjami, to w moim przypadku nie tylko atak ostrej duszności
        zagrażający zdrowiu lub życiu (z powodu niedotlenień i tak mam już problemy),
        ale także, a może przede wszystkim, teraz okropnie upraszczam, nie do końca
        jednak znam mechanizm biologiczny zjawiska - bardzo silny wyrzut histaminy i
        nieludzki ból uszkodzonych nerwów w uszkodzonych narządach - taki, jakby ktoś
        Was oblał żrącą substancją albo poraził silnym prądem. Bólu opanować nie można
        nie tylko dlatego, że neuropatyczny ciężko poddaje się "znoszeniu", ale też
        dlatego, że prawie wszystkie dostępne w Polsce opioidy i znieczulenia to
        histaminowyzwalacze (w efekcie jestem jedną z niewielu osób, których nie można
        znieczulić). Ponadto broniący się organizm powoduje napięcia mięśniowe w tych
        uszkodzonych partiach, co skutkuje problemem, który potem rehabilituje się
        miesiącami, latami. Abstrahując od faktu, że z tymi uszkodzeniami przy kontakcie
        z toksynami papierosowymi (i nie tylko z fajek, ale mówimy teraz o nich) jestem
        o dziesiątki procent bardziej narażona na raka w tamtych rejonach (zwłaszcza że
        miałam już zmiany o charakterze patologii komórkowej).

        Ja wiem, że to jest dość skrajna wersja nietolerancji toksyn z dymu
        papierosowego. Ale naprawdę jest masa osób z chorobami płuc, skóry itd., dla
        których dym to nie jest jakiś tam rak w przyszłości, tylko zagrożenie zdrowia tu
        i teraz, które wymaga potem bolesnych i kosztownych działań. Działań, za które
        płacicie Wy wszystkie - a to na refundację leków na astmę, a to na inne
        działania, np. przyjazd pogotowia.

        Dlatego jestem przeciwna karaniu mandatem stuzłotowym za nierespektowanie zakazu
        palenia w windzie, na klatce, w tramwaju (notorycznie motorniczy palą, a kiedyś
        goniłam nawet jednego kierowcę autobusu, który zapalił w swojej otwartej
        budce!), wdmuchiwania dymu do autobusu, jak się wchodzi, itd. To jest użycie
        lotnej substancji toksycznej i powinno być tak karane plus odpowiadanie za
        rozstrój zdrowia. Jeśli ja psiknę w kogoś substancją porażającą układ oddechowy,
        łzawiącą i drażniącą nerwy - też dostanę 100 zł mandatu? A ja właśnie tak
        reaguję na dym papierosowy.
        • po.prrostu Dokładnie. 14.01.10, 01:51
          Już myślałam, że tylko ja tutaj mam astmę ;). A tak serio, zanim ona wystąpiła, nie miałam większych problemów z dymem i papierosami. Niestety obecnie moje kontakty towarzyskie ograniczone są do minimum, bo większość moich znajomych z liceum to palacze [może na studiach proporcję się zmienią]. I za każdym razem jak powtarzałam "nie pal, proszę, przy mnie, bo mam astmę/pogorszy mi się/etc", to w najlepszym przypadku słyszałam "to się odsuń". Do pubów też nie chodzę, poza tym, gdy ludzie mają do wyboru iść gdzieś, gdzie mogą palić lub gdzieś, gdzie nie mogą - wybór jest oczywisty ["ale przecież nic ci się nie stanie jak raz z nami pójdziesz"]...

          I typowa sytuacja:
          "teściowa" podpytuje dlaczego tak potwornie kaszlę. Odpowiadam, że mam astmę. I co? "och, to straszne, biedactwo" i... odpala papierosa.

          Działań, za które
          > płacicie Wy wszystkie - a to na refundację leków na astmę, a to na inne
          > działania, np. przyjazd pogotowia.
          wyższa akcyza w imię refundacji leków ;)!
          • plica astma 14.01.10, 07:29
            po.prrostu napisała:

            > Już myślałam, że tylko ja tutaj mam astmę ;)

            nie. nie jestes sama :) moja co prawda pod kontrola i sporadyczna, ale kiedys bylo gorzej :)
    • joankb Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.01.10, 08:29
      U mnie jest podział :)
      Niepalących na imprezy u nas w domu nie zapraszam, właściwie mają zakaz wstępu.
      Przestałam mieć ochotę na demonstracyjne machanie łapkami, obwąchiwanie ciuchów
      przed wyjściem, płaczliwe podsumowywanie kosztów pralni i tym podobne.
      Sama - wpadam, jeśli tak wypada na pół godziny na małą kawę. Jeśli jest daleko -
      nie jadę, na balkonie mogę posiedzieć we własnym domu.
      Na krótki wypad noworoczny wybraliśmy zaprzyjaźnioną chałupkę w górach - wiemy,
      że tam się pali.
      Imprezy większe i tak urządzamy jako prywatne - w zamkniętym dla innych lokalu,
      albo zgoła na "rancho" u kolegi.
      Gdzie indziej nie mam potrzeby bywać - i nie będę.
      • turzyca Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.01.10, 02:12
        Szczerze mowiac - jak odwiedzam kogos, kogo znam, to akceptuje warunki
        panujacego w jego domu. Jak ide do domu z 5 kotami, to wyjde oklaczona. Jak ide
        do palaczy, to wyjde przesycona dymem. Logiczne. I logicznym jest tez, ze nie
        zakladam na taka wizyte rzeczy trudnych do uprania/wyczyszczenia. Fochy, ze sie
        pachnie papierosami po wyjsciu od palacza, sa wlasnie fochami - jego teren, jego
        reguly.
        Ale jak spotykam sie z palaczem na terenie obcym to dochodzimy do poszanowania
        wolnosci.
          • turzyca Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 01:05
            > Ale bojowników (a zwłaszcza bojowniczek) o Jedynie Słuszny Porządek nie brakuje
            > .
            > Daj im tylko klatki i kajdanki. W realu też podobne znam :))
            > Taka pogarda bije z niektórych postów, że aż żal sfrustrowanych hunwejbinek.

            A ja mysle, ze sa dwa nurty - jeden to niezdrowosc palenia. I ci, dla ktorych to
            jest najwazniejszy argument przeciwko papierosom, beda sie pieklic takze, jesli
            bedziesz ten tyton zula czy palila e-papierosa.
            A drugi nurt to po prostu ci, ktorzy z jakichs wzgledow, czy to estetycznych czy
            to zdrowotnych nie chca sie stykac z dymem papierosowym. Ci zapewne popra i
            e-papieros i zucie tytoniu.

            Ja tam zasadniczo jestem w drugim nurcie, ale jak widze faceta chorego na raka,
            w ktorego ladujemy ciezka kase, zeby go wyleczyc, a ktory odpala jednego
            papierosa od drugiego, to zaczynam sie zastanawiac, czy nurt pierwszy nie ma
            troche racji. Aczkolwiek wolalabym zamiast zakazu raczej zmiane w naliczaniu
            skladki zdrowotnej.


            A tak a propos dyskusji - Finowie podobno za okolo 30 lat maja zupelnie zakazac
            sprzedazy tytoniu u siebie. Uwzgledniajac radykalizm w dystrybucji alkoholu nie
            jest wykluczone, ze uda im sie pomysl zrealizowac.
      • maith Joankb :) 07.02.10, 16:48
        I bardzo mi się Twoje podejście podoba.
        Na pewno świetnie się tam bawicie, we własnym, palącym gronie.
        Nikomu nie przeszkadzając :)
    • marta_monika Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.01.10, 09:51
      Za i jeszcze raz za! Mieszkam w Belgii i odzwyczailam sie od zapachu
      papierosow zupelnie. Przyjechalam do Polski na swieta i pierwsza
      wizyta w knajpie wyprowadzila mnie z rownowagi. Dlaczego ja mam
      cierpiec za to, ze ktos jest nalogowcem i postanowil zatruwac sobie
      pluca papierosami?
      Mam palacych znajomych, ktorzy wiedza, ze u mnie w domu i w moim
      towarzystwie sie nie pali. Gdyby nie chcieli sie ze mna przyjaznic z
      tego powodu - powiedzialabym mala strata.
      Wydaje mi sie ale nie jestem pewna, ze w Polsce 100 tysiecy
      obywateli ma inicjatywe ustawodawcza. Co Wy na to?
    • ocisza Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.01.10, 10:34
      Byłam w Szwecji w czasie, gdy wprowadzono tam zakaz palenia w restauracjach,
      pubach i dyskotekach. Miasto po 21 wyglądało dziwnie, bo przed każdym z tych
      miejsc kłębił się tłumek palących ludzi. Jak się weszło do środka to było prawie
      pusto - wszyscy na zewnątrz :D Nawet niepalący wychodzili z palaczami - to chyba
      w celach czysto towarzyskich. Generalnie tak rzadko bywam w takich miejscach, że
      nie ma sensu przedstawiać własnego zdania.
      • nomina Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.01.10, 10:45
        Ale to też nie jest wyjście. Czemu mam po ulicy sunąć slalomem, żeby nie narazić
        się na dym palących przed wejściami do budynków? Swoją drogą - wkurza mnie, jak
        palacze stają tuż przed wejściem, bo tam najczęściej są klimatyzatory i całe
        zadymione powietrze jest wtłaczane do pomieszczeń.
    • plecha1 Jestem przeciw całkowitemu zakazowi 14.01.10, 11:06
      Powiem tak – mam dużą tolerancję dla palących (poza momentami, kiedy choruję na
      coś związanego z układem oddechowym; wówczas zwracam grzecznie uwagę, żeby przy
      mnie nie palono /oczywiście poza sytuacjami, gdy znajduję się w domu czy biurze
      palącego itp./, a jeśli ktoś tego nie chce respektować i na przystanku dalej
      próbuje dmuchać w moją stronę dymem, to robię się zła).

      Uważam, że obie strony zwyczajnie muszą nauczyć się sztuki kompromisów. Chcemy
      się bawić przy tej samej muzyce, w tych samych lokalach, które wybieramy z
      konkretnych powodów (np. ze względu na muzykę, duży parkiet itp., a nie ze
      względu na piwo, które równie dobrze można wypić w domu, gdyż w większości
      miejsc serwują te standardowe marki). Rozumiem jednak, że palenie sprawia
      palaczom przyjemność i nie chcę, żeby moi przyjaciele mieli do wyboru warczenie
      i zachowywanie się jak królik na autostradzie, bo nie palili papierosa od dwóch
      godzin (a wtedy miły wieczór dla wszystkich się kończy) albo narażanie na
      przeziębienie gdy wychodzą z lokalu, w którym jest 25 stopni na ulicę, na której
      jest -10. Tak samo jak nie chcę, żeby palili w toaletach. Dlatego uważam, że
      zarówno palący, jak i niepalący powinni domagać się od właścicieli pubów albo
      bardzo dobrej wentylacji w salach, albo palarni z wentylacją. Dzięki temu nie
      trzeba będzie rezygnować ze względu na którąś ze stron z wizyty w ulubionym pubie.

      Wydaje mi się, że takim zachowaniem można zyskać o wiele więcej, bo obie grupy
      będą domagały się od właścicieli tego samego - takiego zorganizowania lokalu,
      żeby palący mieli gdzie palić, a niepalący mieli swój kącik wolny od tytoniu.
      • nomina Re: Jestem przeciw całkowitemu zakazowi - NIE! 14.01.10, 14:26
        Plecha, nie zgadzam się. Kompromis zawiera się, jeśli Ty chcesz jechać nad morze, a Twój przyjaciel w góry i szukacie dobrego miejsca satysfakcjonującego obie strony. Ale tam, gdzie w grę wchodzi uszkodzenie zdrowia i poniesione nakłady nie tylko poszkodowanego (po, jak pisałam, przyjazd karetki opłacany jest również z Twoich podatków), nie ma kompromisów. Tak jak nie ma kompromisów, jeśli facet chce seksu, a kobieta mówi nie.
        Jak nie toleruję dymu - nie chadzam tam, gdzie są palacze. To jest mój kompromis. Ale dlaczego nie mogę żyć przez palaczy? Dlaczego od kilku lat nie mogę odwiedzić mojej babci w Bydgoszczy? Do Bydgoszczy jedzie tylko pospieszny, w którym w toaletach i na korytarzach przy wc palacze palą. Więc nie dość, że nie mam stałego dostępu do wc, to jeszcze jestem narażona na dym, który niesie się też do wagonu; tak samo jak z wydzielonych bardzo "szczelnych" przedziałów dla palących. Podróż w tych warunkach jest dla mnie niemożliwa. I przez takiego, co to chce kompromisu, ja nie widziałam od lat bliskiej osoby (babcia już nie dojedzie do Wrocławia). Jeżeli zaś palący psują wieczór towarzystwu, to jest to ich chamstwo, a nie żaden powód do kompromisu. Wybacz, ale czy osoba, która ma mdłości albo biegunkę, wymiotuje tudzież wydala na środku sali? Nie, ona idzie tam, gdzie jest na to miejsce i gdzie nie powoduje dyskomfortu innych. A przecież te czynności do natura ;). Niech więc palacze zamkną się w pomieszczeniu, z którego dym się nie roznosi.
        Kącik wolny od tytoniu to zła rzecz. Już to przerabialiśmy - wydzielony w kącie zadymionej sali. A nawet jeśli jest to osobna sala (ale rzadko zamykana), to do toalety zawsze, ale to zawsze przechodzi się przez część, w której jest dym.
        • cissnei Re: Jestem przeciw całkowitemu zakazowi - NIE! 14.01.10, 16:58
          Nomina, trafiłaś w sedno z tym dosadnym porównaniem do wymiotów czy biegunki. W
          ogóle przerażające jest to, ze z jednej strony ludzie potrafią silić się na
          przeróżne subtelności, maskować swoją ludzkość, wstydzić się jej i uważać za
          temat tabu takie rzeczy jak pot, wzdęcia, wydalanie itp., a z drugiej strony
          ostentacyjnie zaciągać się dymem, chlać na umór, otwarcie przyznawać się albo
          nawet chwalić o wiele bardziej obleśnymi rzeczami, które fundują sobie na własne
          życzenie. Dobrze to podsumował kiedyś W. Orliński, bloger: "To zdumiewające, że
          w naszym kręgu kulturowym akty zasmradzania otoczenia choćby przez puszczanie
          wiatrów uważane są za coś wstydliwego i zasługującego na potępienie, podczas gdy
          palacze do dzisiaj jeszcze ciągle uważają, że to właśnie całe otoczenie powinno
          się do nich dostosowywać - usiąść gdzieś dalej, opuścić lokal, przyzwyczaić
          się." Kiedy to czytam, przychodzi mi na myśl naburmuszona, wyfiokowana paniusia
          wystrojona w modne ciuszki, pachnąca fhrancuskimi pehrfumami, udająca, że nigdy
          w życiu nie puściła bąka, w poczuciu swojej stylowości wydmuchująca perfekcyjnie
          umalowanymi ustami dym z długiego, wytwornego cygara. Ot, taka Kate Moss :P I to
          naprawdę zadziwiające, że dla większości osób chamstwem jest beknięcie po
          obfitym posiłku, a nie jest nim kopcenie przy stole.
          • nomina OT medyczny 14.01.10, 19:41
            Cissnei, powiem więcej: osoby z nietrzymaniem moczu czy choćby zwykłymi przewlekłymi infekcjami dróg moczowych są traktowane jak trędowate, w mediach mówi się o, cytuję, "wstydliwym problemie", tak nawet reklamowane są leki i wkłady urologiczne, a alkoholizm to choroba, wicepremier Pawlak zaś nazwał picie elementem kultury. Osoba ze stomią, której wszak nie widać, jest wykluczona społecznie - osoba zasmradzająca innych papierosami nie.
            Słyszałam z ust osoby leżącej kilka lat temu na odwykówce, że tam było codziennie 5 posiłków (z dwudaniowym obiadem, drugim śniadaniem i podwieczorkiem włącznie). Nie wiem, ile w tym przesady, ale wiem, że narkoman na detoksie dostaje komplet badań.
            Oczywiście, dla chorych na raka nie ma ani pieniędzy na badania, ani na odżywcze jedzenie. Co więcej, większość pacjentów z wielu oddziałów, gdyby jadła to lub tylko to, co serwuje szpital, znacznie pogorszyłaby stan zdrowia.
            • cissnei OT estetyczny 14.01.10, 23:46
              I jest jeszcze wieeele realnych dolegliwości i chorób, które są tematem tabu, a
              zmagających się z nimi traktuje się jak trędowatych. I tak kobieta z hirsutyzmem
              jest obrzydliwa i nie wolno jej pokazywać ciała, natomiast papierosy reklamuje
              się jako seksowny dodatek...
        • plecha1 Re: Jestem przeciw całkowitemu zakazowi - NIE! 14.01.10, 20:34
          Dlatego właśnie pisałam o DOBREJ wentylacji, kiedy faktycznie tego dymu NIE
          będzie, a nie o pseudoodprowadzaniu dymu i klimatyzacji, którą jedynie słychać i
          na tym się kończą widoczne efekty jej działania bądź też o wydzielonej i DOBRZE
          wentylowanej palarni (czyli, notabene, odpowiedniku toalety jako miejsca dla
          osób, które mają mdłości). I logiczne jest dla mnie, że w tej sytuacji toaleta
          powinna być w takim miejscu, żeby osoba, która nie pali, nie musiała przechodzić
          przez salę dla palących.
          • jul-kaa Re: Jestem przeciw całkowitemu zakazowi - NIE! 14.01.10, 20:43
            plecha1 napisała:

            > Dlatego właśnie pisałam o DOBREJ wentylacji, kiedy faktycznie tego dymu NIE
            > będzie, a nie o pseudoodprowadzaniu dymu i klimatyzacji, którą jedynie słychać
            > i
            > na tym się kończą widoczne efekty jej działania

            W centrach handlowych są takie miejsca, gdzie można palić. I w takiej Gal.
            Mokotów np. przechodząc obok stolików nie czuję dymu. Ale już w Sadyba Best Mall
            dym roznosi się po całym piętrze i dodatkowo odcina mnie od niektórych sklepów,
            np. od Smyka...
        • turzyca Re: Jestem przeciw całkowitemu zakazowi - NIE! 15.01.10, 02:06
          > Kącik wolny od tytoniu to zła rzecz. Już to przerabialiśmy - wydzielony w kącie
          > zadymionej sali. A nawet jeśli jest to osobna sala (ale rzadko zamykana), to d
          > o toalety zawsze, ale to zawsze przechodzi się przez część, w której jest dym.
          >

          Dlatego to ma byc kacik z tytoniem. :)
          Tak jest u mnie zgodnie z przepisami landowymi. Wiekszosc knajp albo w ogole nie
          wydzielila miejsc dla palaczy i jest niepalaca albo zamontowala takie calkiem
          szczelne akwaria. Calosc dziala na tyle dobrze, ze ja sie nie dusze, a tez
          zdarzaja mi sie problemy (co zabawniejsze glownie, jak sie na cos uczule i mam
          pokrzywke). No i do toalety zdecydowanie idzie sie z sali glownej, a nie z
          kacika. Jest kilka knajp "palaczowych" ale to sa wlasnie takie dla zamknietego
          towarzystwa.

          Ale za to na przystankach mozna palic (a w Warszawie juz nie). :-/
    • balbina11 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.01.10, 11:53
      Nie jestem w tej kwestii tolerancyjna. Mam alergię na dym papierosowy, cygar
      (fajki nie - nie wiem, ale tam nie ma alergenu). Nie chodzę do miejsc gdzie się
      pali, dużo tracę - trudno. Uważam, że tak gdzie się je - zakaz palenia, tam
      gdzie są dzieci - zakaz. U mnie w domu nie wolno palić, znajomi niezależnie od
      pogody wychodzą na balkon, znają moją chorobę. Zwracam uwagę, grzecznie, palącym
      w miejscach gdzie przebywać muszę - reakcja mojego systemu oddechowego jest
      gwałtowna, dostaję skurczu tchawicy i się duszę. Od 2003 roku nie miałam żadnego
      ataku, na szczęście.
    • madzi1 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.01.10, 20:05
      Ja staram się unikać lokali gdzie się pali. Uważam, że w
      restauracjach powinien być zakaz palenia. Od razu mi się odechciewa
      jeść kiedy czuję nawet minimalnie dym papierosowy. Lokale z
      podziałem na dla palących/nie palących to jakiś żart. W większości
      wentylacja jest bardzo kiepska i dym i tak rozchodzi się po całym
      lokalu.
      Jakiś czas temu umówiłam się na spotkanie z trzema koleżankami w
      pubie i wszystkie palące :/ Musiałam męczyć się z łzawiącymi oczami,
      a potem dusznościami bo też mam lekką astmę. Oczywiście nie
      wchodziła dla nich w grę strefa dla nie palących, nie mówiąc już o
      lokalu z zakazem palenia. Nigdy więcej nie dam się przegłosować!
      Dodatkowo jak wracam z takiego lokalu, od razu wrzucam wszystkie
      ciuchy do pralki, myję siebie i włosy. Przecież to jakiś koszmar.
      Dlaczego ja mam cierpieć przez palaczy?
      Inna sprawa, słyszałyście o antynikotynowej budce wentylacyjnej? Tak
      to wygląda:
      www.klimawent.com.pl/file.php?file=541
      Widziałyście gdzieś takie coś? Uważam, że to mogłoby być jakieś
      wyjście dla palaczy w lokalach. Jak nie może wytrzymać bez dymka,
      może się tak udać, wciągnąć dymka i wrócić do towarzystwa.
    • urkye Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.01.10, 22:57
      Bardzo mnie irytują osoby palące w moim otoczeniu. Do samych palaczy nic nie
      mam, mogą sobie palić do woli, tylko niech mi nie zatruwają powietrza;)
      Najbardziej wkurzają mnie osoby palące w miejscach otwartych lecz mocno
      zatłoczonych: plaża, park, przystanek, ulica itp. Denerwujący są również palacze
      "klatkowi", "balkonowi" i "ogródkowi".
      Puby i restauracje to inna kwestia. Zazwyczaj chodzę do tych dla niepalących lub
      gdzie oddzielenie stref nie jest fikcją. Do pubów, gdzie wszyscy palą, po prostu
      nie chodzę i jest mi z tym dobrze:D
    • plica smieszna sprawa 15.01.10, 15:35
      mam mieszane uczucia gdy chce isc na koncert jednego z moich
      ulubionych artystow. i chodze, oczywiscie :) z gory wiadomo, ze
      glownym zasmradzaczem i palaczem bedzie... sam artysta. nawet jak
      koncert odbywa sie na sali dla niepalacych i nikt z publicznosci nie
      pali, ten facet kopci jak smok. papierosa ma przyrosnietego do
      twarzy, do wizerunku scenicznego i jest totalnie niereformowalny :)
      • nomina ... i smutne wspomnienie 15.01.10, 19:19
        W 2001 roku, kiedy jeszcze nie byłam taka zaastmowana, byłam ostatni raz na
        koncercie Jacka Kaczmarskiego. To był drugi koncert, taki na życzenie. Pomijam,
        że Jacek sam w przerwie palił. Ale koncert był we Wrocławiu w Gumowej Róży -
        miejsce dość klimatyczne, nie mylić jednak z klimatyzowanym. Sala nabita po
        brzegi - z 200 osób? Goście palili - nie wszyscy, jednakże w takim tłoku i
        duchocie ktoś zemdlał, parę osób słabo się czuło. Jacek chrząkał, pierwszy raz
        słyszałam, jak rwał mu się głos, ciągle używał Tymsalu. Pół roku później
        dowiedziałam się, że ma od dłuższego czasu raka. I tak w kontekście tego raka to
        palenie widzów pół roku wcześniej wspominam jeszcze gorzej...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka