Zakaz palenia w miejscach publicznych

    • abere8 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 17.01.10, 00:46
      W Nowej Zelandii juz od paru lat nie mozna palic w miejscach
      publicznych, restauracjach, pubach itp, sa parki czy boiska, na
      terenie ktorych nie mozna palic. Na terenie szpitala tez nie (nawet
      na zewnatrz). I wiecie, nie slyszalam ANI RAZU, zeby ktos na to
      narzekal. Palacze grzecznie wychodza na zewnatrz i ewentualnie jest
      problem, jesli w lecie okna kawiarni sa otwarte i dym wpada do
      srodka. Fakt, niezbyt przyjemnie jest przechodzic obok grupek palaczy
      przed pubami, ale mozna to scierpiec, jesli sie wie, ze wewnatrz jest
      bezpiecznie i da sie oddychac.

      Poczatkowo tez byly protesty, wlasciciele pubow mowili, ze straca
      klientow, ale jakos tak sie nie stalo. Pewnie przybylo im klientow
      niepalacych, ktorzy odwazyli sie wreszcie tam pojsc, he he.

      Ostatnio na jakims forum gazetowym widzialam watek z pytaniem, jak
      sobie poradzic ze wspolpracownikami, ktorzy pala we wspolnym pokoju w
      biurze. Mnie sie cos takiego nie miesci w glowie. Ani troche!
      • doroti1983 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 02.02.10, 19:01
        A Palarnie? W kilku Warszawskich klubach już zainicjowano takowe miejsca-
        specjalnie wentylowane wydzielone tylko dla palaczy. To też jest jakiś kompromis!
        • moniach_1 Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 00:33
          Przypomniała mi się ta dyskusja, pomyślałam, że podrzucę artykuł
          www.krytykapolityczna.pl/Dunin/E-kompromis/menu-id-68.html
          • myszaaa163 Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 02:16
            Tym razem zamist tylko czytac wtrace swoje 3 grosze. Nie sadzicie,ze ta dyskusja
            to zwykle bicie piany?
            Sama jestem osoba palaca,przez dlugi czas we wlasnym domu. Jednak gdy
            zamieszkalam z narzeczonym ustalilismy,ze w domu nie bedzie dymu. Poczatkowo
            bardzo mi to przeszkadzalo,ale do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic.
            I teraz,pol roku po rozstaniu z nim wciaz w domu nie pale i widze pozytywne tego
            strony.
            Nie rozumiem jednak wielu wypowiedzi... Nie kopce na klatkach schodowych,ani
            przystankach,bedac wsrod osob niepalacych w pomieszczeniu zawsze pytam czy nie
            bedzie im przeszkadzac jak puszcze dymka,chodze do wielu knajp dla niepalacych w
            krk ze wzgledu wlasnie na znajomych (tak,sa takie-jest ich mnostwo),nie dymie na
            nikogo,kto sobie tego nie zyczy bo sama mnie trzesie gdy ktos na mnie kopci...
            Przyklady inaczej zachowujacych sie palaczy nie sa norma! To jest zwykly brak
            kultury!
            Zadziwia mnie natomiast jak mozna chamstwo probowac tepic chamstwem? (Smrodliwy
            dezodorant na klatce?) Przeciez to nakreca dodatkowo i tak niezdrowa sytuacje...
            Wszystko da sie zalatwic grzecznie i w taki sposob by nie znizac sie do poziomu
            ponizej swej normy.
            Kolejna rzecz,ktora mnie dziwi to sposob wyrazania sie o zapachu palaczy i
            dymu... Doskonale zdaje sobie sprawe z tego,ze jezeli ktos pali paczke dziennie
            to raczej nie pachnie fiolkami. Ale jednoczesnie jest tyle innych obrzydliwych
            rzeczy i jakos nikt tego nie roztrzasa... Np. poobgryzane paznokcie,poobdzierane
            skorki u rak,brak podstawowej higieny dloni czy wlosow. Dostaje mdlosci i jest
            mi autentycznie niedobrze gdy widze jak ktos obgryza paznokcie,jednak specjalnie
            sie z tym nie obnosze i nie zabraniam nikomu mimo iz jest oblesne i niezdrowe.
            Co do samej ingerencji panstwa mam mieszane uczucia. Z jednej strony doskonale
            zdaje sobie sprawe z tego w jakim kraju zyjemy. Jednak wyrastajace jak grzyby po
            deszczu lokale dla niepalacych mowia same za siebie-trend zaczyna sie odwracac
            bez odgornych obostrzen i te wydaja sie zwyczajnie zbedne. Tym bardziej,ze
            politycy niewiele reform dotychczas potrafili przeprowadzic z glowa i tak,by
            wilk byl syty i owca cala...
            • jul-kaa Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 08:36
              myszaaa163 napisała:

              > Nie rozumiem jednak wielu wypowiedzi... Nie kopce na klatkach schodowych,ani
              > przystankach,bedac wsrod osob niepalacych w pomieszczeniu zawsze pytam czy nie
              > bedzie im przeszkadzac jak puszcze dymka,chodze do wielu knajp dla niepalacych
              > w
              > krk ze wzgledu wlasnie na znajomych (tak,sa takie-jest ich mnostwo),nie dymie n
              > a
              > nikogo,kto sobie tego nie zyczy bo sama mnie trzesie gdy ktos na mnie kopci...
              > Przyklady inaczej zachowujacych sie palaczy nie sa norma! To jest zwykly brak
              > kultury!

              To zależy, jak rozumiesz normę - czy normą jest to, co jest powszechne, czy też
              to, co jest właściwe. Jeśli przyjmiemy pierwszą definicję, to niestety - takie
              zachowania są normą. To bardzo dobrze, że jesteś wyjątkiem i stosujesz się do
              zasad społecznych, ale takich ludzi JEST mniej i to z myślą o nich piszemy to,
              co czytałaś poniżej.

              > Wszystko da sie zalatwic grzecznie i w taki sposob by nie znizac sie do poziomu
              > ponizej swej normy.

              Oczywiście, że można PRÓBOWAĆ załatwić to grzecznie. Ja jak już nie mogę znieść
              czyjegoś dymu, to uprzejmie proszę, żeby ta osoba przeszła dalej (ew. zgasiła
              papierosa). I uwierz mi proszę - jestem spokojna i grzeczna. A reakcje w
              większości przypadków są albo agresywne, albo kpiąco złośliwe. I oczywiście moja
              prośba nie daje rezultatów. Nie mam problemu z osobami palącymi na klatce
              schodowej, ale przez jakiś czas miałam. Do tych ludzi nie docierały żadne
              uprzejme prośby - co Twoim zdaniem powinnam była zrobić?

              > Kolejna rzecz,ktora mnie dziwi to sposob wyrazania sie o zapachu palaczy i
              > dymu... Doskonale zdaje sobie sprawe z tego,ze jezeli ktos pali paczke dziennie
              > to raczej nie pachnie fiolkami. Ale jednoczesnie jest tyle innych obrzydliwych
              > rzeczy i jakos nikt tego nie roztrzasa... Np. poobgryzane paznokcie,poobdzieran
              > e
              > skorki u rak,brak podstawowej higieny dloni czy wlosow. Dostaje mdlosci i jest
              > mi autentycznie niedobrze gdy widze jak ktos obgryza paznokcie,jednak specjalni
              > e
              > sie z tym nie obnosze i nie zabraniam nikomu mimo iz jest oblesne i niezdrowe.

              Nie widzisz różnicy między zachowaniami, które wymieniłaś (np. obgryzaniem
              paznokci), a paleniem? Spokojnie można odwrócić głowę i nie patrzeć na takie
              paluchy. Oczy można zamknąć, oddychać się niestety nie da przestać, nie da się
              odwrócić od palacza. Wyjścia ze sklepów, urzędów, klatek, alejki w paru,
              przystanki autobusów i tysiące innych miejsc - w tych miejscach ludzie palą
              nagminnie i takiego palacza zwykle po prostu nie można ominąć.
              Dla mnie zapach papierosów jest czymś niezwykle przykrym - mam od razu mdłości,
              boli mnie głowa, mam zawroty głowy, przyspieszony oddech i w końcu też
              przyspieszony puls. Mogę zacząć liczyć takie sytuacje w ciągu dnia - jest ich ileś!

              Wczoraj byliśmy na weselu - na salę wchodziło się z holu, w którym urządzono
              palarnię. Przez ten hol trzeba było przejść idąc do toalety. Dym poza tym
              wlatywał do sali weselnej. Musiałam wyglądać jak skończona idiotka biegając co i
              rusz przez ten hol (z wielkim brzuchem) - spokojnie przejść nie mogłam, bo
              zaczynałam kaszleć.
              Co zrobić w takiej sytuacji? Czy raczej w takich sytuacjach, bo te są naprawdę
              nagminne?
              • joankb Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 08:56
                Pretensje do właściciela lokalu...
                Gdzie według Ciebie mieli palić palący jeśli nie w w miejscu, w którym urządzono
                palarnię?
                A, wiem - nie należało ich zapraszać :)
                • jul-kaa Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 09:08
                  joankb napisała:

                  > Pretensje do właściciela lokalu...
                  > Gdzie według Ciebie mieli palić palący jeśli nie w w miejscu, w którym urządzon
                  > o
                  > palarnię?
                  > A, wiem - nie należało ich zapraszać :)

                  Ale po co jesteś złośliwa? W tym wypadku pretensje mam właśnie do systemu (tu:
                  właściciela lokalu lub osoby organizującej), który nie uwzględnia niepalących, a
                  nie do osób, które tam paliły. Panna młoda też była w ciąży i też ileś razy
                  musiała przechodzić przez ten dym - dla mnie to absurdalne.
                  • joankb Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 09:19
                    Bo odnosisz się nie do tego co chciałyśmy napisać i ja i myszaaa.
                    Nie dziwi mnie meritum niektórych wypowiedzi tylko ich ton - pogarda, spychanie
                    do kategorii "gorszych".
                    Przeczytaj niektóre wypowiedzi w wątku, to się naprawdę rzuca w oczy.
                    Nie dopuściłabyś takiego tonu w stosunku do nikogo innego.
                    • jul-kaa Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 09:45
                      joankb napisała:

                      > Bo odnosisz się nie do tego co chciałyśmy napisać i ja i myszaaa.

                      Odniosłam się do tego, co napisała myszaaa.

                      > Nie dziwi mnie meritum niektórych wypowiedzi tylko ich ton - pogarda, spychanie
                      > do kategorii "gorszych".
                      > Przeczytaj niektóre wypowiedzi w wątku, to się naprawdę rzuca w oczy.
                      > Nie dopuściłabyś takiego tonu w stosunku do nikogo innego.

                      Uważasz, że moje wypowiedzi też są pogardliwe?
                      • zarin Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 16:42
                        > Uważasz, że moje wypowiedzi też są pogardliwe?

                        Napisałaś na samym początku coś w stylu "nie znoszę palaczy i nie wstydzę się tego powiedzieć" - to nie jest pogardliwe?
                        Naprawdę dużym problemem w tym wątku jest pogarda dla palaczy jako takich, a nie kwestia narażania na kontakt z dymem osób, które sobie tego nie życzą.
                        • psuj-ka Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 16:50
                          A jak mam wyrazić w sposób niepogardliwy moją wybitną niechęć do osób zatruwających mi powietrze? Może jakieś propozycje?
                          • psuj-ka Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 17:07
                            Jeszcze jedno, ja szanuję tych palaczy, którzy nie zmuszają mnie do wdychania dymu wbrew mojej woli (bo rozumiem, że idąc do pubu dla palących sama się o to proszę), są dla mnie jak niepalący.
                          • zarin Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 18:08
                            Rzecz w tym, że nie wszyscy palacze zatruwają innym powietrze. A z tego wątku wynika po pierwsze przekładanie tego na ogół, po drugie wniosek, że palić nie można właściwie nigdzie poza własnym domem.
                            Nawiasem mówiąc, w równym stopniu trują mnie kierowcy samochodów. Z tą różnicą, że o ile od dymu papierosowego kosztem pewnych wyrzeczeń da się uciec, o tyle od samochodowych spalin - w żaden sposób. Jakbym zaczęła mówić tak samo o kierowcach, to by było okej?
                            • pierwszalitera Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 18:28
                              zarin napisała:

                              > Rzecz w tym, że nie wszyscy palacze zatruwają innym powietrze. A z tego wątku w
                              > ynika po pierwsze przekładanie tego na ogół, po drugie wniosek, że palić nie mo
                              > żna właściwie nigdzie poza własnym domem.

                              Jest mi obojętne, czy wszyscy czy nie wszyscy, mówię o tych palących, którzy to robią. Co, ci inni czują się niesprawiedliwie potraktowani? Life is brutal. ;-) Wybacz, ale z mojej pozycji podtruwanej niepalaczki trudno mi rozróżniać te subtelne niuanse szarego dymku. ;-)


                              > Nawiasem mówiąc, w równym stopniu trują mnie kierowcy samochodów. Z tą różnicą,
                              > że o ile od dymu papierosowego kosztem pewnych wyrzeczeń da się uciec, o tyle
                              > od samochodowych spalin - w żaden sposób. Jakbym zaczęła mówić tak samo o kiero
                              > wcach, to by było okej?

                              Możesz się tak samo oburzać. Ja za każdym razem, gdy przyjedżam do Polski denerwuję się, że jeździ tu tyle śmierdziuchów. W moim niemieckim mieście ruch jest większy, a smród spalinowy mniejszy. Czyżby sprawa lepszej techniki i odgórnych zarządzeń dotyczących katalizatorów i innych rozwiązań? Wszędzie da się coś zrobić.
                            • madzioreck Palacze a "chamstwo" 07.02.10, 21:26
                              Czytam sobie ten wątek i tę konkretną jego gałąź i widzę, że mylimy pewne
                              sprawy. Skupiamy się na tym, że palacz, trując innych wbrew ich woli, np. na
                              przystanku, jest chamski, bo truje. I w ten sposób powstaje nam prawidłowość, że
                              palacz = cham. A tymczasem ten palacz pozostałby chamem nawet, gdyby nie palił,
                              prawda? Chamstwo przejawia się na wiele sposobów i nie jest uwarunkowane
                              używaniem wyrobów tytoniowych, i strasznie mnie wkurza, jak z każdego palacza
                              robi się chama.
                              • szarsz Re: Palacze a "chamstwo" 07.02.10, 21:32
                                madzioreck napisała:
                                > Skupiamy się na tym, że palacz, trując innych wbrew ich woli, np.
                                > na przystanku, jest chamski, bo truje.

                                Nie. Jest chamem, gdy staje od wiatru, tak że cały dym leci na
                                przystanek, a na grzeczną prośbę, aby przeszedł na drugą stronę,
                                wzrusza ramionami i ...pali dalej.

                                Nie jest chamem, gdy ustawia się tak, by wiatr zwiewał dym na
                                nieużytki.
                                • szarsz Re: Palacze a "chamstwo" 07.02.10, 21:33
                                  Za szybko enter :)

                                  szarsz napisała:
                                  > Nie jest chamem, gdy ustawia się tak, by wiatr zwiewał dym na
                                  > nieużytki.

                                  Takich palaczy bardzo szanuję i NAPRAWDĘ darzę ogromą sympatią :)
                              • psuj-ka Re: Palacze a "chamstwo" 07.02.10, 21:38
                                Nie, jeżeli chamstwo palacza wynika tylko z miejsc i sytuacji, kiedy pali, to jest dla mnie jasne, że gdyby nie palił, chamem by nie był :]
                            • a_girl Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 22:09
                              Tak, palenie powinno być dozwolone tylko we własnym domu lub w specjalnie
                              wydzielonych, szczelnych budkach.

                              > Nawiasem mówiąc, w równym stopniu trują mnie kierowcy samochodów. Z tą różnicą,
                              > że o ile od dymu papierosowego kosztem pewnych wyrzeczeń da się uciec

                              Na tym właśnie polega problem. Od dymu papierosowego nie da się uciec, nawet
                              zakładając, że nie chodzisz do klubów i na koncerty. Żeby uciec od dymu
                              papierosowego musiałabym:

                              A)nie chodzić na uczelnię, bo przed _wszystkimi_ wejściami do budynku stoi
                              zawsze grupka palaczy i jeżeli chcesz się dostać do środka, musisz przedrzeć się
                              przez ścianę dymu

                              B)nie jeździć pociągami, bo ludzie _nagminnie_ palą na korytarzu i nie raz
                              zdarzyło mi się przechodzić przez korytarz, który był dosłownie siny od dymu

                              C)nie wychodzić ze swojego mieszkania, bo ludzie palą na klatce

                              D)nie wychodzić na ulice, bo ludzie miewają ten głupi zwyczaj, że idą z
                              zapalonym papierosem w ręku i dym nikotynowy wionie prosto na osobę idącą za
                              palaczem

                              Ja nie widzę możliwości uniknięcia takich sytuacji bez całkowitego zakazu
                              palenia w miejscach publicznych i wydzielenia szczelnych palarni.

                              Btw, znam wiele przemiłych osób, które palą. Nie mam też nic przeciwko ich
                              nałogowi, dopóki nie chuchają mi dymem w twarz (a znam ludzi, którzy wyjątkowo
                              się starają, aby ich palenie nie przeszkadzają nikomu - czym wzbudzają mój
                              ogromny szacunek). Ale dla debila, który mnie zaczadza w miejscu, do którego po
                              prostu muszę przychodzić, nie mam litości.

                              I jeszcze jedno. Problem ze śmierdzeniem nie polega na tym, że palacz śmierdzi
                              (przynajmniej dla mnie), ale że innych zasmradza. Kiedy człowiek wychodzi z domu
                              na randkę, egzamin czy na wizytę do teściowej, wymuskany i pachnący, w świeżych
                              ciuchach i z umytymi włosami i już w windzie te umyte włosy i pachnące ciuszki
                              przechodzą mu smrodem petów, który pozostaje już na cały wieczór/dzień, to można
                              się w tyłek ugryźć.
                        • pierwszalitera Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 17:53
                          zarin napisała:

                          > > Uważasz, że moje wypowiedzi też są pogardliwe?
                          >
                          > Napisałaś na samym początku coś w stylu "nie znoszę palaczy i nie wstydzę się t
                          > ego powiedzieć" - to nie jest pogardliwe?
                          > Naprawdę dużym problemem w tym wątku jest pogarda dla palaczy jako takich, a ni
                          > e kwestia narażania na kontakt z dymem osób, które sobie tego nie życzą.

                          Przepraszam, a co jest pogardliwego w wyrażeniu "nie znoszę palaczy"? Ja pogardę definiuję inaczej, a twoje podejście wydaje mi się śmieszne. Pogarda to jest, jak napiszę, że palacze to idioci pozbawieni umiejętności logicznego myślenia i przewidywania prostych konsekwencji, społecznie szkodliwi pychopaci oraz słabe charaktery wymagające natychmiastowej przymusowej psychiatrycznej pomocy, bo sami nie są w stanie wyzbyć się chorego nałogu. Czegoś takiego w tym wątku chyba nie było, prawda? Więc o co chodzi? Nie klasyfikuję ludzi na niepalących i palących i jest mi obojętnie, co ludzie robią w swoim życiu, dopóki nie będą czuła się zmuszona w nim uczestniczyć. Ja będą miała ochotę się zatruwać, to chcę sama decydować w jaki sposób, to chyba jest łatwe do zrozumienia? Nie widzę też potrzeby politycznej poprawności w stosunku do palaczy i dyskusji o równouprawnieniach oraz tolerancji dla tego nałogu. Akurat w tym przypadku niepalący mają wszelkie prawa i argumenty po swojej stronie, by wykazać zdrową nietolerancję i palenie zwalczać. W ogóle nie ma się czego wstydzić.
                    • kotwtrampkach Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 11.02.10, 21:50
                      joankb napisała:
                      > Nie dziwi mnie meritum niektórych wypowiedzi tylko ich ton - pogarda, spychanie
                      > do kategorii "gorszych".

                      yy - a czy trwanie w nałogu nie spycha człowieka do tej kategorii "gorszych"?
                      niedoskonałych, nie radzących sobie, powodujących u siebie choroby, u innych
                      dyskomfort..? Jeżeli mam wybrać miejsce w autobusie i mam wybór - osoba, która
                      paliła przed chwilą lub osoba niepaląca, wybiorę tę, która nie śmierdzi..

                      To nie spychanie palaczy do kategorii "gorszych", oni sami się tam zepchnęli i
                      złości, ze ktoś to nazwie..?
                  • nomina Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 11:37
                    I kolejny przykład! Może wypowie się jakaś właścicielka pubu czy restauracji:
                    dlaczego toalety i miejsca dla palących są tak rozplanowane, że ZAWSZE do wc
                    trzeba przejść przez część przeznaczoną dla palących. Dlaczego tak jest?
              • kotwtrampkach Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 11.02.10, 21:45
                jul-kaa napisała:
                (...)
                > Oczywiście, że można PRÓBOWAĆ załatwić to grzecznie. Ja jak już nie mogę znieść
                > czyjegoś dymu, to uprzejmie proszę, żeby ta osoba przeszła dalej (ew. zgasiła
                > papierosa). I uwierz mi proszę - jestem spokojna i grzeczna. A reakcje w
                > większości przypadków są albo agresywne, albo kpiąco złośliwe. I oczywiście moja
                > prośba nie daje rezultatów.

                MOja prośba często daje rezultaty, ale tak okropnie mnie wkurza, ze musze prosić
                o to, że czasem mam ochotę krzyczeć. A czasem się nie odzywam i staram się
                wytrzymać. Np. na przystanku autobusowym podczas deszczu.. W urzędzie w jakimś
                pokoju.. Zwyczajnie - czasem mi się nie opłaca zwracać uwagi..

            • psuj-ka Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 10:14
              Myszo, tacy palacze jak Ty to raczej rzadkość... Co chwilę spotykam ludzi palących pod wiatą przystanku, stojących bezpośrednio przez zakazem palenia :/ a jak się im zwróci uwagę, to są wielce obrażeni. Tak samo w pociągach. Kiedyś w pociągu jakiś facet zapytał mnie, czy będzie mi przeszkadzało, jeśli zapali. Powiedziałam, że tak. A on... odszedł 2 kroki i zapalił. Jeżeli wychodzę z mieszkania i wokół mnie są kłęby dymu, to szlag mnie trafia.

              Niestety, ja jakoś nie widzę zbyt wielu pubów czy kawiarni dla niepalących, a jestem z dużego miasta. Nikt mnie nie zmusza, żebym tam chodziła, to prawda, więc tego nie robię. Nie ma dla mnie nic gorszego, niż przebywanie w towarzystwie palących i przesiąknięcie tym smrodem.

              Spycham i będę spychała niekulturalnych palaczy do kategorii "gorszych", bo psują mi nie tylko nastrój, ale też i zdrowie.

              Co do posta turzycy - marzę o życiu w kraju, gdzie jest zakaz sprzedaży tytoniu! szkoda, że dopiero za 30 lat chcą to wprowadzić, bo chętnie bym się przeprowadziła.
            • agafka88 Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 12:39
              myszaaa163 napisała:

              Jednak wyrastajace jak grzyby p
              > o
              > deszczu lokale dla niepalacych mowia same za siebie-trend zaczyna
              sie odwracac
              > bez odgornych obostrzen i te wydaja sie zwyczajnie zbedne.

              Pragne jedynie przypomniec, ze problem palenia w lokalach nie jest
              jedynie krakowsko-warszawski.

              Niestety patrzysz na sprawe jedynie z perspektywy duzego miasta. U
              mnie, w malym miasteczku takiego lokalu nie uswiadczysz. I co mam
              zrobic w takiej sytuacji?

              Zreszta nawet w Lublinie, gdzie studiuje, nie widzialam jeszcze pubu
              bez papierosow. Herbaciarnie - tak, ale czasem czlowiek chce sie tez
              piwa napic.

              • kotwtrampkach Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 11.02.10, 21:56
                agafka88 napisała:
                > Pragne jedynie przypomniec, ze problem palenia w lokalach nie jest
                > jedynie krakowsko-warszawski.
                >
                > Niestety patrzysz na sprawe jedynie z perspektywy duzego miasta. U
                > mnie, w malym miasteczku takiego lokalu nie uswiadczysz. I co mam
                > zrobic w takiej sytuacji?

                Niestety to racja. W krakowie jest wiele lokali dla niepalących, ale teraz
                mieszkam w mniejszym mieście i są tu takie dwa - z intensywnie pachnącą pizzą
                (no niestety nie zawsze mam ochotę wąchać zapachy jedzenia, zwłaszcza wieczorami
                nie widzę potrzeby robić sobie smaka)
                Kawy nie ma gdzie wypić, chyba ze są ogródki ( a wtedy też trzeba dobrze usiąść).

                Niestety, jeżłei w sali o powierzchni ok50M jedna osoba zapali papierosa to
                będzie ten zapach czuć wszędzie.. A jeżeli jest to "tańszy" papieros albo palony
                łapczywie, to smród staje się duszący..
            • szarsz Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 13:08
              Ja jestem z domu, gdzie oboje rodzice palili. A raczej kopcili jak
              smoki. I niedobrze mi się robi (nie, nie obrażam, naprawdę zbiera mi
              się na wymioty) od dymu tytoniowego. A nie jestem w stanie przebywać
              w jednym pomieszczeniu z osobą, która pali w domu i chodzi w takich
              prześmierdniętych starym, przetrawionym dymem, ciuchach.


              myszaaa163 napisała:
              > Nie rozumiem jednak wielu wypowiedzi... Nie kopce na klatkach
              > schodowych,

              To jesteś wyjątkiem. Mój sąsiad nie reagował na prośby w ogóle.
              Najgorzej, że jak palił pół piętra niżej, przy otwartym oknie, to i
              tak ciąg powietrza wtłaczał nam ten smrodek do domu, przez zamknięte
              drzwi :(
              Przestał dopiero wtedy, gdy usłyszał dość nieprzyjemną wypowiedź pod
              swoim adresem.

              Inny palił w windzie! W windzie, jakby nie mógł wytrzymać 30 sekund.
              Nie muszę chyba mówić, że po zapaleniu sobie przez takiego (...) w
              windzie smród utrzymywał się przez co najmniej kilka godzin. I też
              nie pomagało nic, prośby, nie prośby. Na szczęście się wyprowadził,
              bo już byłam gotowa na rękoczyny...

              > ani przystankach,

              Ale się rozejrzyj, proszę. Ja rzadko jeżdżę autobusem, ale u mnie
              palą z jednej strony wiaty, z drugiej i pod wiatą też. Szanuję tych,
              którzy ustawiają się z wiatrem, ale część ustawia się tak, że caly
              dym leci na przystanek. Jeszcze nigdy nikt nie przesunął się na moją
              prośbę.

              > Przyklady inaczej zachowujacych sie palaczy nie sa norma! To jest
              > zwykly brak kultury!

              Jak zwał tak zwał. To w każdym razie powszechne i pewnie krzywdzące
              dla takich jak Ty...

              > Zadziwia mnie natomiast jak mozna chamstwo probowac tepic
              > chamstwem? (Smrodliwy dezodorant na klatce?) Przeciez to nakreca
              > dodatkowo i tak niezdrowa sytuacje...

              A jak inaczej? Proszę - głuchy, proszę drugi raz - głuchy.
              Administracja wiesza zakaz na klatce - ślepy. No to co mam zrobić?
              Przestaję być przyjemna. Po prostu.

              > Wszystko da sie zalatwic grzecznie i w taki sposob by nie znizac
              > sie do poziomu ponizej swej normy.

              eeeeeeeeeee. Jakby to powiedzieć.... nie zawsze się da? Bo 90%
              uważa, że się czepiam i że marudzę i że mam nierówno pod sufitem. I
              że co im tam będzie jakaś baba gadać?

              > Doskonale zdaje sobie sprawe z tego,ze jezeli ktos pali paczke
              > dziennie to raczej nie pachnie fiolkami.

              Ej, ale jak ktoś się nie myje, to też śmierdzi i takie właśnie
              wypowiedzi można spotkać wszędzie.

              > Dostaje mdlosci i jest mi autentycznie niedobrze gdy widze jak
              > ktos obgryza paznokcie, jednak

              szkodzi on wyłącznie sobie.
            • maith Myszo :) 07.02.10, 16:44
              Myszo, ale jak Ty nie kopcisz ludziom na klatkach, pod wiatami
              przystankowymi, w windach itp. to jednak od początku reagujesz
              inaczej niż ludzie, którzy to robią, prawda? :)

              Ty jesteś kulturalnym palaczem.
              A te niechętne wypowiedzi skierowane są na palaczy-chamów.
              Ciebie nie trzeba prosić, żebyś np. przestała palić w windzie, bo
              nigdy nie wpadłabyś na zrobienie czegoś tak chamskiego.
    • daslicht Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 15:49
      demotywatory.pl/868429/Zakazy
      Powyżej było o Dunin, baba wkurzała mnie wcześniej w paru sprawach, ale teraz ma ode mnie -1000.
      • myszaaa163 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 17:59
        Dziewczyny,dla mnie Wasze racje i argumenty same w sobie sa oczywiste. Jednak
        chwilami razi mnie sposob,w jaki tymi argumentami operujecie i na to chcialabym
        zwrocic Wam uwage.
        Potrafie postawic sie w Waszej sytuacji i doskonale rozumiem. Jednak wezcie pod
        rozwage,ze wiekszosc palaczy na dzis dzien (przynajmniej w krk) czuje sie
        dyskryminowana i szykanowana. Zadziornym tonem zaostrzacie i tak napieta sytuacje.
        Jak sobie radzic wiec? "Silom i godnosciom osobistom" ;)
        A powaznie-najlepiej chyba uprzejmie i do skutku. Ktos na gorze zapomnial przed
        wprowadzeniem zakazow ruszyc z kampaniami spolecznymi,a szkoda... Bo jednak dla
        palaczy zycie w dymie jest oczywiste i nie zastanawiaja sie nad tym na codzien.
        Ktos Wam powie,ze jestescie upierdliwe? No i co z tego? Przeciez sobie,a nie Wam
        wystawia w ten sposob opinie!
        • szarsz Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 18:14
          myszaaa163 napisała:
          > Ktos Wam powie,ze jestescie upierdliwe? No i co z tego? Przeciez
          > sobie,a nie Wam wystawia w ten sposob opinie!

          Ale tu nie chodzi o opinię. Chodzi wyłącznie o SKUTEK.
          Niedopuszczalne jest, żebym ja, siedząć we WŁASNYM domu, chorowała
          przez cudze fanaberie i cudze lekceważenie grzecznych próśb. No
          sorry.

          A to jest sytuacja życiowa. Mój sąsiad wszystkie prośby zbywał "a bo
          mi żona nie pozwala palić w domu". I palił dalej. No to ja się
          pytam, co miałam zrobić? Cierpieć w milczeniu w imię owej godności?
          Nie, usłyszał parę ostrych, nieprzyjemnych słów, co w końcu pomogło.
        • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 18:17
          myszaaa163 napisała:

          > Dziewczyny,dla mnie Wasze racje i argumenty same w sobie sa oczywiste. Jednak
          > chwilami razi mnie sposob,w jaki tymi argumentami operujecie i na to chcialabym
          > zwrocic Wam uwage.
          > Potrafie postawic sie w Waszej sytuacji i doskonale rozumiem. Jednak wezcie pod
          > rozwage,ze wiekszosc palaczy na dzis dzien (przynajmniej w krk) czuje sie
          > dyskryminowana i szykanowana.

          No na płacz się zbiera. ;-) Dyskryminowani i szykanowani palacze. Jesteś pewna, że żyjesz na tej samej planecie?


          > A powaznie-najlepiej chyba uprzejmie i do skutku.

          Ja czuję się torroryzowana przez palaczy od 40 lat, ile mam jeszcze czekać? Do usranej śmierci? Bardzo przepraszam za wulgaryzm, ale czasem mam właśnie takie wrażenie. I tak, czasem życzę raka płuc upierdliwej sąsiadce z dołu, która w wyjątkowo piękne i ciepłe wieczory kopci sobie na balkonie uniemożliwiając mi korzystanie z niego. Przynajmniej ten jeden problem miałabym z głowy.
          • myszaaa163 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 18:40
            pierwszalitera napisała:


            > No na płacz się zbiera. ;-) Dyskryminowani i szykanowani palacze. Jesteś pewna,
            > że żyjesz na tej samej planecie?

            Tak,najlepszym tego przykladem jest Twoj post.

            Mniemam,iz jestes osoba o krysztalowym charakterze i takiej osobowosci,ktora nie
            posiada wad,ktore moglyby irytowac innych. Pozazdroscic.

            >I tak, czasem życzę raka płuc upierdliwej sąsiadce z dołu, która w wy
            > jątkowo piękne i ciepłe wieczory kopci sobie na balkonie uniemożliwiając mi kor
            > zystanie z niego. Przynajmniej ten jeden problem miałabym z głowy.

            To takie polskie...


            Czekac? Nie,nie czekac. Jezeli nie bedziesz raz za razem werbalizowac swoich
            mysli odnosnie dymu lecacego na Ciebie to ciezko spodziewac sie jakichkolwiek
            efektow,wtedy i 140 lat moze byc malo.
            Z takim zapalem dziewczyny potrafily lobbowac odnosnie bielizny,dlaczego wiec
            zadna zwolenniczka swiata bez dymu nie wezmie sie za jakakolwiek kampanie
            spoleczna?
            • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 18:54
              myszaaa163 napisała:

              > Mniemam,iz jestes osoba o krysztalowym charakterze i takiej osobowosci,ktora ni
              > e
              > posiada wad,ktore moglyby irytowac innych. Pozazdroscic.

              Nie rozmawiamy tu o moim charakterze. Mnie słabości twojego też nie interesują. Zdaje się, że chodziło o palaczy i ich niezdrowo-śmierdzący nałóg palenia? Czy masz może jakieś inne informacje doytczące najnowszych badań w tej sprawie?


              > To takie polskie...

              Po 20 latach na emigracji w mulikulturowym środowisku bardzo trudno mi o prostą klasyfikację tego co polskie, a co jakieś inne. Ty nie masz najwidoczniej z tym problemów.


              Jezeli nie bedziesz raz za razem werbalizowac swoich
              > mysli odnosnie dymu lecacego na Ciebie to ciezko spodziewac sie jakichkolwiek
              > efektow,wtedy i 140 lat moze byc malo.
              > Z takim zapalem dziewczyny potrafily lobbowac odnosnie bielizny,dlaczego wiec
              > zadna zwolenniczka swiata bez dymu nie wezmie sie za jakakolwiek kampanie
              > spoleczna?

              Piszesz tak, jakby ci przeciwnicy palenia obudzili się właśnie z głębokiego snu i nagle zaczęli histerycznie krzyczeć, że palenie jest be. Mnie wyjątkowo zniechęcające filmy o szkodliwości palenia pokazywali już w podstawówce. W ciemnych komunistycznych latach 70-tych. W świetlicy na starym projektorze. Jakoś nie przyniosło rezultatów. Nie ma więc co liczyć na dobrowolne oświecenie i potrzeba silniejszych pocisków.
              • kotwtrampkach Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 11.02.10, 22:05
                pierwszalitera napisała:

                > chęcające filmy o szkodliwości palenia pokazywali już w podstawówce. W ciemnych
                > komunistycznych latach 70-tych. W świetlicy na starym projektorze. Jakoś nie
                > przyniosło rezultatów. Nie ma więc co liczyć na dobrowolne oświecenie i potrze
                > ba silniejszych pocisków.

                jest na co liczyć. Gdyby każdy niepalący po wejściu do szkolnej (studenckiej)
                toalety zgłosił swoje niezadowolenie administratorowi budynku, w końcu zostałyby
                założone czujniki dymu i ktoś płaciłby za przyjazd strażaków - problem można by
                znacznie ograniczyć.

                Gdyby każdy niepalący za każdym razem zwracał uwagę na przystanku
                palaczom/wzywał policję(?) czy coś - odzwyczailiby się od tego..

                Gdyby palący zaczęli się liczyć z tym, ze przeszkadzają innym - również Ci,
                których nikt nie uczył kultury zaczęli by przestrzegać pewnych norm..
                • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 11.02.10, 23:34
                  kotwtrampkach napisała:

                  > pierwszalitera napisała:
                  Nie ma więc co liczyć na dobrowolne oświecenie i p
                  > otrze
                  > > ba silniejszych pocisków.
                  >
                  > jest na co liczyć. Gdyby każdy niepalący po wejściu do szkolnej (studenckiej)
                  > toalety zgłosił swoje niezadowolenie administratorowi budynku, w końcu zostałyb
                  > y
                  > założone czujniki dymu i ktoś płaciłby za przyjazd strażaków - problem można by
                  > znacznie ograniczyć.


                  Być może. Nie jestem jednak na tyle naiwna, by wierzyć w aż taką asertywność niepalących, którą możnaby było na dodatek spowodować dobrowolną rezygnację z przywileju palenia u osób uzależnionych. A odgórny zakaz daje ludziom broniącym się przd papierosowym dymkiem odpowiednie narzędzie do ręki. Niepalący nie musi wtedy za każdym razem argumentować i tłumaczyć się dlaczego palenie w jego obecności mu przeszkadza. Będzie przepis i to powinno wystarczyć.
                  • kotwtrampkach Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 12.02.10, 09:36
                    pierwsza litero, przepis nie wystarczy - tego akurat jestem pewna, choćby te
                    wspomniane wcześniej uczelniane toalety, które doprowadzały mnie do rozpaczy
                    Przepis + edukacja (głównie niepalących) - to po jakimś czasie ma szansę dać
                    rezultaty.
                    I jeszcze coś, co ładnie nazywa się "nieuchronnościa prawa" , ale w polsce
                    ogólnie jest mało znane, mogłoby sie przydać.
                  • madzioreck Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 12.02.10, 20:02
                    pierwszalitera napisała:

                    A odgórny zakaz daje ludziom broniącym s
                    > ię przd papierosowym dymkiem odpowiednie narzędzie do ręki.

                    Niekoniecznie :( Przepis mówi też, że od 22:00 do 6:00 obowiązuje cisza. I co?
                    Wszyscy mają to gdzieś. Wzywasz policję i słyszysz, że sąsiedzkie sprawy należy
                    załatwiać między sobą :(
                    To tylko taki przykład.
                    • szarsz Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 12.02.10, 20:59
                      madzioreck napisała:
                      > Wszyscy mają to gdzieś. Wzywasz policję i słyszysz, że sąsiedzkie
                      > sprawy należy załatwiać między sobą :(

                      Zartujesz sobie :( U mnie byli studenci, co o 2 w nocy na werblu
                      grali. To policja przyjechała i wiem, że załatwiali sprawę z
                      rodzicami. Skutecznie, bo młodzież się wyniosła.
                    • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 00:22
                      madzioreck napisała:

                      > Niekoniecznie :( Przepis mówi też, że od 22:00 do 6:00 obowiązuje cisza. I co?
                      > Wszyscy mają to gdzieś. Wzywasz policję i słyszysz, że sąsiedzkie sprawy należy
                      > załatwiać między sobą :(

                      Nie, ja osobiście jeszcze nie wzywałam, tylko proszę zwykle o to męża, bo mam wrażenie, że męska skarga brana jest na policji bardziej nas serio (to trochę inny temat). I policja zawsze przyjeżdżała i nigdy nie było argumentów o sąsiedzkim załatwianiu spraw. Mieliśmy nawet na przeciwko długo uciążliwych sąsiadów, ale na szczęście dom sprzedano i przerobiono na mieszkania własnościowe. Teraz nowi właściciele w nocy śpią, bo pewnie w dzień muszą na te mieszkania pracować, a my mamy też spokój. ;-)
                      Jeżeli jest jakiś przepis to możesz się na niego powołać. Gdy zabroniono palenia w mojej uczelnianej kafejce, to też kilkakrotnie zwracałam niedobitkom uwagę, że już nie wolno. Nieraz spotkałam się ze zdziwieniem, ale nawet wtedy papieros został zgaszony. Ludzie czasem palą, bo nikt nie protestuje, nie każdy palący będzie od razu chamem i będzie chciał robić na złość. A o odwagę na zwrócenie uwagi łatwiej, gdy poparta jest odpowiednim przepisem.
                    • kotwtrampkach Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 15:24
                      madzioreck napisała:
                      > Niekoniecznie :( Przepis mówi też, że od 22:00 do 6:00 obowiązuje cisza. I co?
                      > Wszyscy mają to gdzieś. Wzywasz policję i słyszysz, że sąsiedzkie sprawy należy
                      > załatwiać między sobą :(
                      > To tylko taki przykład.

                      hmm, policjanci to ludzie i z nimi trzeba rozmawiać. Czasem wystarczy
                      powiedzieć, że jest się strasznie zmęczonym, ze ten hałas trwa i trwa, zrobić
                      cierpiącą minę. Dobrze się powołać na swoje prawa - do ciszy, do spokojnego snu
                      w nocy, itp. POdkreślić, co się słyszało zwracając sąsiadom uwagę, ile razy, że
                      bez skutku. Jak nie działa, warto poprosić o podanie podstawy prawnej braku
                      ingerencji w "sąsiedzkie spory" i poprosić "na piśmie".
                      zawsze można jeszcze się poużalać nad ciężką pracą policjantów i ładnie poprosić
                      o pomoc w rozwiązaniu sytuacji (to nie tylko na policjantów działa)
                      Jeszcze jest ktoś taki, jak dzielnicowy - mozna swojego znaleźć, umówić isę,
                      przedstawić problem i poprosić o pomoc w rozwiązaniu. I nie dać się zbyć (tylko
                      konkrety - co zrobić, co on zrobi, kiedy, ewentualnie kiedy przyjść - konkretny
                      termin - żeby dowiedzieć się konkretów)
                      :-)
        • heliamphora Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 18:51
          Myszo, a na czym polega krakowska dyskryminacja palących? Bo ja, niepaląca i
          mieszkająca w Warszawie, też się czuję dyskryminowana, czy też raczej podduszana
          dymem w majestacie prawa oraz wbrew prawu. Mnóstwo dymu w pubach, w 95%
          kawiarni, w klubach (pokażcie mi choć JEDNO miejsce w Wwie, gdzie można
          potańczyć, a nie ma dymu!), na koncertach (szlachetnym wyjątkiem jest CBA z
          osobną palarnią, ale to tylko jedno miejsce), w strefach dla niepalących w
          restauracjach (zjawisko dyfuzji), na przystankach... Niechęć do dymu traktowana
          jest jak fanaberia przewrażliwionej damulki i kwitowana albo kpinami, albo agresją.
      • moniach_1 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 20:47
        > Powyżej było o Dunin, baba wkurzała mnie wcześniej w paru sprawach, ale teraz m
        > a ode mnie -1000.
        Dlatego że pali? Czy o coś konkretnego ci chodzi? Bo ona chyba stara się kwestię
        rozwiązać tak, żeby nadal palić, ale nie szkodzić otoczeniu
      • nomina Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 21:49
        Ale ten zakaz z demotów nie jest taki głupi. Oto ostatnimi czasy, mimo że prawo
        definiuje pojęcie dozwolonego użytku, przedstawiciele ZAiKS chcą haraczu np. od
        przychodni, w której rejestratorki mają włączone radio. Moim zdaniem - autor
        tabliczki chciał pokazać głupotę nadgorliwości niektórych urzędników.
        • daslicht Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 11.02.10, 18:02
          Napisałam, że jest głupi? Nie, bo nie o to mi chodziło.

          Skojarzyło mi się z tym wątkiem, bo chcesz czy nie, to słyszeć będziesz
    • heliamphora Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 19:34
      Mam ci ja sporą kolekcję różnych perfum, wszystkie moje zapachy są jak dla mnie
      przepiękne, ale niektóre dość nietypowe, a nawet mocno kontrowersyjne. Znacznie
      się różnią od powszechnie lubianego Lancome Hypnose czy innego D&G Light Blue.
      Otóż pomyślałam sobie, że będąc w palącym bez skrupułów towarzystwie,
      wyperfumuję się intensywnie taką np. wędzoną herbatą, opoponaksem, zapachem sody
      czy wyprawionego zamszu. Mnie będzie miło i przyjemnie, tak jak palaczom jest
      miło i przyjemnie z papieroskiem, oni będą musieli wytrzymać w obłoczkach
      perfum, jak ja muszę wytrzymywać w ich dymie, i każdy będzie roztaczał wokół
      swój ulubiony zapach, i wszyscy będą szczęśliwi ;)
      • pierwszalitera Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 20:52
        heliamphora napisała:

        > Otóż pomyślałam sobie, że będąc w palącym bez skrupułów towarzystwie,
        > wyperfumuję się intensywnie taką np. wędzoną herbatą, opoponaksem, zapachem sod
        > y
        > czy wyprawionego zamszu. Mnie będzie miło i przyjemnie, tak jak palaczom jest
        > miło i przyjemnie z papieroskiem, oni będą musieli wytrzymać w obłoczkach
        > perfum, jak ja muszę wytrzymywać w ich dymie, i każdy będzie roztaczał wokół
        > swój ulubiony zapach, i wszyscy będą szczęśliwi ;)

        Wszystko fajnie, gdyby nie ten jeden fakt, że palacze mają zwykle nieco upośledzony węch. Konsekwencja palenia. Podobnie jak ich marniejszy zmysł smaku. Także przypuszczam, że wchodziłabyś więcej na nerwy biednym współniepalaczom niż "wrogowi". ;-) Palacze są też odporni i wytrzymali z natury, inaczej nie byliby palaczami. Ja po uwędzonym wieczorze pół nocy spać nie mogę, bo wykrztuszam smołę, cały następny dzień mi niedobrze, a dwa dni boli mnie głowa. Tylko od biernego palenia. By palić aktywnie nie wolno być zbyt wrażliwym. ;-)
        • nomina Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 21:51
          O, niekoniecznie. Bierny palacz wdycha 8 razy więcej toksyn, bo wdycha je z
          czystym dymem, a palacz "czynny" filtruje przez filtr w ustniku. To tak jakby
          ktoś w masce p/gazowej rozpylał na Ciebie jakiś gaz trujący.
          • pierwszalitera Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 21:58
            nomina napisał(a):

            > O, niekoniecznie. Bierny palacz wdycha 8 razy więcej toksyn, bo wdycha je z
            > czystym dymem, a palacz "czynny" filtruje przez filtr w ustniku. To tak jakby
            > ktoś w masce p/gazowej rozpylał na Ciebie jakiś gaz trujący.

            Super. :-/ Jeszcze jeden argument za zerem tolerancji.
          • madzioreck Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 22:53
            nomina napisał(a):

            > O, niekoniecznie. Bierny palacz wdycha 8 razy więcej toksyn, bo wdycha je z
            > czystym dymem, a palacz "czynny" filtruje przez filtr w ustniku. To tak jakby
            > ktoś w masce p/gazowej rozpylał na Ciebie jakiś gaz trujący.

            No chyba teraz żartujesz... palacz wdycha przez filtr DODATKOWO, a nie tylko,
            ponieważ oddycha tym samym powietrzem, co siedzący obok niego niepalący, więc
            porównywanie filtru do maski gazowej jest średnio trafione.
            • nomina Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 23:16
              Hm, może z tą maską to nie był najlepszy przykład, ale o tym, że bierny wdycha
              wielokrotne stężenie, bo palacz wdycha przez filtr, czytałam w poważnych
              artykułach. I chyba nie do końca tak, jak piszesz, bo palacz, wdychając, ma
              zamknięte oddychanie przez nos...
              • madzioreck Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 23:19
                Nomina, zaciągając się może tak, ale przecież pomiędzy jednym a drugim
                zaciągnięciem się fajką palacz też oddycha, bez filtru :) Dokładnie tym samym,
                zadymionym powietrzem, co niepalący siedzący obok. Ja też czytałam takie
                informacje, ale to jest po prostu nielogiczne.
                • kotwtrampkach Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 11.02.10, 22:17
                  to niestety jest logiczne..
                  * palacz podczas palenia blokuje sobie część czerwonych krwinek tlenkiem węgla -
                  więc te najbardziej szkodliwe składniki dymu nie są transportowane przez jego
                  krew w takiej ilości, jak u osoby niepalącej
                  * palacz ma zazwyczaj sporo smoły w płucach (chrząka sobie i kaszle) - to
                  dodatkowa "osłona" przed dymem, której nie produkuje tyle niepalący
                  * zażywając jakąś truciznę zaczynając od bardzo małych ilości - mozemy się
                  uodpornić od bezposrednich skutków tej substancji (zazwyczaj na jakiś czas)
                  *wydychany dym jest bardziej szkodliwy od tego, czym sie zaciąga palacz - a
                  wydmuchuje zaazwyczaj "od siebie", czyli "do innych"..

                  jeszcze coś było, ale nie pamiętam juz..
                  Na pewno jeszcze dochodzi brak przyjemności u niepalącego - to tak jakby sąsiad
                  jadł ciasteczka, a ja bym tyła..
        • moniach_1 Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 22:09
          >Podobnie jak ich marniejszy zmysł smaku

          Prawda, kojarzę z rozmowy z palaczem, który rzucił po wielu latach, że
          największą zmianą był fakt, że jedzenie nagle miało smak :)
        • milstar Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 10.02.10, 13:19
          pierwszalitera napisała:

          > Wszystko fajnie, gdyby nie ten jeden fakt, że palacze mają zwykle nieco upośled
          > zony węch. Konsekwencja palenia. Podobnie jak ich marniejszy zmysł smaku.

          Bo węch ma wpływ na smak. Często jest tak, że osoby, które tracą węch, nie czują
          smaku potraw
    • palacsinta Palenie z trzeciej ręki 09.02.10, 14:12
      wyborcza.pl/1,75476,7542197,Naukowcy__Palenie___z_trzeciej_reki___takze_rakotworcze.html
    • bebe.lapin A co z palaczami w domu? 09.02.10, 14:50
      Bo po wprowadzeniu ustawy okaze sie, ze mamy wiecej praw w przestrzeni
      publicznej niz w rodzinnym domu.

      U mnie matka pali duzo, ale siostra jeszcze wiecej chyba. Swieta w domu to byl
      dla mnie horror. Juz przestalam przebierac w slowach, mowie, ze wszystko
      smierdzi do obrzydlistwa, ze chce sie zygac, ze to, ze tamto. Nic nie dociera,
      to ze ja nie moge oddychac, ze jest mi niedobrze sie nie liczy; O smiedzacych
      ciuchach nie wspomne (jak wrocilam do siebie i otworzylam walizke, to myslalam
      ze sie poplacze - nie wiedzialam do tej pory, ze ubrania moga tak przesiaknac,
      choc drzwi do mojego pokoju staram sie miec dokladnie zamkniete).
      "We wlasnym domu nie bede wychodzic na podworze, zeby zapalic".

      Odechciewa sie jezdzic do domu, nastepnym razem chyba rozbije namiot w ogrodzie;
      dosc juz mam terroru papierosowego, ktory musialam znosic cale zycie (rodzice
      palili od zawsze).
      • moniach_1 Re: A co z palaczami w domu? 09.02.10, 15:46
        > Bo po wprowadzeniu ustawy okaze sie, ze mamy wiecej praw w przestrzeni
        > publicznej niz w rodzinnym domu.

        No to chyba jedynym wyjściem byłoby zdelegalizowanie tytoniu w ogóle.

        btw to ty przyjeżdżasz do rodziców i, niestety, to oni ustalają zasady. Jak oni
        przyjadą do ciebie, możesz im zabronić palić w domu. Pewnie, że w idealnej
        sytuacji osoba paląca powstrzymuje się od palenia na prośbę osoby niepalącej
        (lub idzie zapalić tam, gdzie nikomu nie przeszkadza). Ale szczerze mówiąc chyba
        ostateczną decyzję ma właściciel mieszkania. Jeśli się nie powstrzyma od
        palenia, ryzykuje tym, że nie będziesz chciała do niego przyjeżdżać, tak to działa.
        • bebe.lapin Re: A co z palaczami w domu? 09.02.10, 16:25
          Sorry, ale to tez moj dom, rodzinny, jakby nie bylo; to nie to samo, jak
          jechanie do kogos "w gosci". A smrodza od zawsze, tylko teraz to chyba bardziej
          odczuwam, bo na co dzien przebywam w strefach wolnych na 100% od dymu.
          • moniach_1 Re: A co z palaczami w domu? 11.02.10, 17:15
            No w sumie tak. Wiesz, ja mam takie podejście, bo od zawsze rodzice mówili, że
            dom jest _ich_, ja tu mieszkam, ale generalnie jak będę dorosła i będę miała
            taką możliwość, to mam się wyprowadzić. Ergo - to oni ustalają zasady, decydują
            o wystroju, co wolno, a czego nie etc. Jak się wyprowadzę, założę swój dom i tam
            to ja będę dyktować swoje zasady. Rodzice nie palą, ale nie przyszłoby mi do
            głowy zabraniać im tego w _ich_ domu, po prostu wychodzę z założenia, że nie mam
            prawa. Tak samo, jak mogłabym im (lub komukolwiek innemu) zabronić tego u mnie.

            Moja odpowiedź wynikała z tego, że założyłam, że u wszystkich są takie relacje
            jak u mnie. Widzę, że jednak nie są. Ale w takim razie tym bardziej nie potrafię
            znaleźć rozsądnego rozwiązania problemu.
            • fanka_tomcia Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 01:36
              tak, dom "należy" do rodziców, ale ja nie wytrzymywałam, kiedy mama paliła w kuchni kiedy robiłam sobie śniadanie. mówiłam, żeby sobie poszła :P uważam, że miałam do tego prawo :PP
            • nomina Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 10:15
              Masz rację z małym ale - nikomu nawet we własnym domu nie wolno robić nic, co
              stwarza zagrożenie prawne, zwłaszcza tak poważne jak uszkodzenie zdrowia/ryzyko
              bezpośredniego zagrożenia życia (vide: zadymienie ostrego astmatyka). Poza tym
              jeśli Ty zachorujesz z powodu palenia, to konsekwencje ponoszę potem ja - bo
              zabraknie pieniędzy na moje leczenie. To nie do końca tak, że w swoim domu
              rodzice mogą robić, co chcą, zwłaszcza mając obowiązek opieki nad dzieckiem.
        • kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 11.02.10, 21:28
          moniach_1 napisała:
          >
          > No to chyba jedynym wyjściem byłoby zdelegalizowanie tytoniu w ogóle.

          Myślę, ze delegalizacja nie jest możliwa (zbyt wiele osób ustalających co jest
          legalne a co nie jest uzależnionych i sami sobie nie podetną gałęzi - tak nałóg
          działa)

          Ale jest możliwe potraktowanie palenia przy dzieciach jako przestępstwa - w
          końcu to stwarzanie zagrożenia życia. Tylko ze nie ma chętnych do egzekwowania
          tego.. Strasznie mi zal dzieciaków prześmierdniętych dymem. Dorosła osoba może
          nie jechać do domu rodzinnego nawet - zawsze ma wybór (czasem to nawet pomaga w
          egzekwowaniu swoich praw) - małe dziecko nie ma wyboru..

          Tak sobie myślę, ze rodziców już ciężko będzie wychować, ale jak zostanie
          wprowadzony zakaz palenia i wreszcie zaczna pojawiac się ludzie, któzy chcą jego
          przestrzegania i będą głośno mówić o tym (choćby sprawa szkolnych toalet czy
          toalet w MOPSie, czy korytarzy w urzędach..) - jest szansa, ze róznież w domach
          bedzie to inaczej wyglądało..

          Paliłam długo i dużo, ale do głowy by mi nie przyszło, zeby dmuchać komuś w
          twarz dymem i jeszcze dziwić się jego protestom! ALe trudniej jest zabrac
          człowiekowi prawa, niż ich nie dawać.
          • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 11.02.10, 23:11
            Miałam dziś kolejną przeprawę z mamą. Mama paliła wiele lat, potem rzuciła,
            teraz znów pali, ale mało. Nie przyznaje się jednak do tego. W jej (własnym,
            prywatnym) biurze palić wolno, mama razem ze wspólniczką wprowadziły taki zwyczaj.
            Kiedy mama do mnie przychodzi, cuchnie strasznie.Zawsze był to dla mnie problem,
            teraz urósł do rangi katastrofy - kiedy mama zjawia się w drzwiach wiem, czy
            przebrała się w domu (i wtedy smród jest lekki - tylko włosy), czy też nie.
            Jeśli nie, ja dostaję silnych mdłości, bólu głowy, który nie przechodzi i kończy
            się prochami. Próbowałam tłumaczyć, prosiłam, błagałam, powiedziałam wręcz, że
            przestaniemy się spotykać. Mama trochę rozumie, ale trochę... nie rozumie. Dziś
            znów przyszła śmierdząca ("przecież się przebrałam! tylko bluzki nie zmieniłam,
            ale ona NIE ŚMIERDZI!"), dałam jej bluzkę na zmianę, ale też musiałam wziąć
            prochy przeciwbólowe. Mama twierdzi, że nie może zakazać swoim gościom palenia w
            biurze. Ja tego po prostu nie rozumiem... Ona nie może, więc ja truję swoje
            dziecko prochami. Paranoja, nie sądzicie?
            • kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 09:43
              heh, ja bym się pewno umawiała z mamą tylko na spacer..
              Mam koleżankę, do której nie mogę iść do domu, bo się czuję jak po całonocnej
              imprezie.. i nie spotykamy się u niej w domu, tylko się włóczymy - nawet z dziećmi..
            • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 12:29
              Po takim numerze - to byłaby ostatnia moja wizyta. Na 10.000%.
              • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 12:53
                joankb napisała:

                > Po takim numerze - to byłaby ostatnia moja wizyta. Na 10.000%.

                Moment - MOIM numerze...?
                • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 13:13
                  Dokładnie.
                  • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 13:15
                    Czyli co powinnam zrobić? Ale tak szczerze.
                    • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 13:23
                      A nie wiem :)
                      Dziesiątki rzeczy mnie uczula - w tym kilka popularnych proszków, sporo
                      kosmetyków, duuża grupa perfum.
                      I jakoś nigdy nie wpadłam na obwąchiwanie moich gości czy bliskich, sprawdzanie
                      w czym prali majtki.
                      I jak bum cyk cyk - mam szczerą nadzieję, że nigdy na to nie wpadnę.
                      • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 13:34
                        Ale przecież ja jej nie obwąchuje... Wystarczy, że pojawi się w drzwiach.
                        Naprawdę nie rozumiesz, że ja w zamkniętym pomieszczeniu dostaję
                        natychmiastowego bólu głowy, mdłości itp? Najpierw rzygam, potem biorę prochy.
                        Super po prostu.
                        Pisałaś, że nie spotykasz się z osobami niepalącymi (u siebie w domu) - rozumiem
                        to, ale czy idąc tym tokiem rozumowania ja tez powinnam się z mamą nie spotykać?
                        Bo to nie jest moja fanaberia, tylko bardzo silna reakcja organizmu. Czytałaś
                        posty nominy, prawda? Co ona ma zrobić, kiedy otaczają ją palacze?
                        Bo z lekkością mówisz, ze nie wiesz, co mamy zrobić. Drażnią Cię nasze
                        (antypalaczowe) posty, ale rady nie masz.
                        Mam wrażenie, ze wg Ciebie to jest jakaś fanaberia - że ja z w imię jakiejś
                        wyższej idei udaję, że cierpię czując od własnej mamy papierosy... Mam rację?
                        • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 13:48
                          Nie tyle mnie drażnią, co już śmieszą.
                          Zawsze mi się wydawało, że zwykła kultura, niepalenie w miejscach, w których są
                          niepalący - wystarcza.
                          Ale po waszych postach widać, że nie, trzeba jeszcze przechodzić przymusowe
                          odkażanie - najlepiej z 10 razy dziennie.
                          Ja wymiękam - i równocześnie przestałam się przejmować. Skoro i tak nic nie
                          pomoże, to w sumie chyba wszystko jedno :).
                          • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 13:52
                            joankb napisała:
                            > Nie tyle mnie drażnią, co już śmieszą.
                            > Zawsze mi się wydawało, że zwykła kultura, niepalenie w miejscach, w których są
                            > niepalący - wystarcza.
                            > Ale po waszych postach widać, że nie, trzeba jeszcze przechodzić przymusowe
                            > odkażanie - najlepiej z 10 razy dziennie.> Ja wymiękam - i równocześnie
                            przestałam się przejmować. Skoro i tak nic nie
                            > pomoże, to w sumie chyba wszystko jedno :).

                            Z Twoich kolejnych postów wynika, ze nie rozumiesz, o co chodzi. Pytałam m.in.
                            co ma Twoim zdaniem zrobić nomina. Czy jej problemy Cię śmieszą? Czy reakcja
                            mojego organizmu też jest zabawna?
                            Fakt - problemem dla mnie są też palacze w autobusach, od których czuję zapach
                            nikotyny. Przeszkadza mi to, ale nie piszę o tym, bo to nie do przeskoczenia.
                            Ale już własna matka...?
                            • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:06
                              Nie, nie rozumiem
                              Oszołomstwo jest mi obce.
                              • pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:18
                                joankb napisała:

                                > Nie, nie rozumiem
                                > Oszołomstwo jest mi obce.

                                Bardzo się dziwię czytając takie słowa akurat twojego autorstwa. No cóż, czyżby wynik chwilowego nikotynowego odurzenia? Oszołomstwo to jest moim zdaniem tkwienie w idiotycznym nałogu nie przynoszącym nikomu absolutnie żadnych korzyści.
                                • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:37
                                  A, to rzecz druga :). Ale na razie nie planuję rzucania, mam inne priorytetowe
                                  sprawy na głowie.
                                  Natomiast próby wychowywania otoczenia, na tyle mocne, żeby czuć się uprawnionym
                                  do zarządzania zmiany odzieży, kąpieli i czegoś tam jeszcze, warunkowe
                                  udzielanie audiencji - wybacz, bawią mnie niezmiernie.
                                  Znoszę ze strony bliźnich niektóre rzeczy, niektórych nie znoszę. Jak każdy. Ale
                                  wychowawczych zapędów w stosunku do dorosłych ludzi - nie miewam. Kurczę, jak w
                                  przedszkolu.
                                  A tyle było gadania w wątku o otyłości :).
                                  • szarsz Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:01
                                    joankb napisała:
                                    > Natomiast próby wychowywania otoczenia, na tyle mocne, żeby czuć
                                    > się uprawnionym do zarządzania zmiany odzieży, kąpieli i czegoś
                                    > tam jeszcze, warunkowe udzielanie audiencji - wybacz, bawią mnie
                                    > niezmiernie.

                                    I to jest właśnie palacz, z jakimi ja mam się nieszczęście spotykać.
                                    Nie rozumie, że to nie kwestia fanaberii, a mojego zdrowia.
                                    Czerwone, piekące oczy ma za nic, duszący kaszel takoż.
                                    Ot, czepia się durna baba, próbuje ograniczyć święta wolność
                                    osobistą palacza i należy to skwitować wyłącznie wzruszeniem ramion.
                                    • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:32
                                      Głupoty gadasz.
                                      Ty czujesz, że masz prawo postawić warunki - ja mogę ich nie zaakceptować. I
                                      tyle miałam na myśli. Nie muszę utrzymywać kontaktów ze wszystkimi, nie ma
                                      takiego obowiązku.
                                      • pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 17:11
                                        joankb napisała:

                                        > Głupoty gadasz.
                                        > Ty czujesz, że masz prawo postawić warunki - ja mogę ich nie zaakceptować. I
                                        > tyle miałam na myśli. Nie muszę utrzymywać kontaktów ze wszystkimi, nie ma
                                        > takiego obowiązku.

                                        W swoich czterech ścianach możesz sobie akceptować, albo i nieakceptować, co ci się żywnie podoba. Rozumiem twoje poruszenie, że nie można będzie już tego robić w strefie społecznej. Głupotą jest jednak przymykanie oczu na fakty i będziesz zmuszona pogodzić z się ograniczeniami, na które nastawieni są właśnie ciągle niepalący. Po prostu nie masz innego wyjścia. Dla palących będzie raczej coraz trudniej niż łatwiej. Możesz jeszcze też rzucić palenie i korzystać w przyszłości z przywilejów bezdymnego życia. A argumenty o wolności zachowaj sobie na tematy, które są tego warte.
                                        • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 17:19
                                          Znowu nie rozumiesz.
                                          Nic nie pisałam o paleniu. Pisałam a'propos postu julki, która od swoich gości
                                          wymaga przebierania się przed wizytą.
                                          I pisałam, że JA bym tego nie zaakceptowała. I tyle.
                                          • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 18:03
                                            joankb napisała:

                                            > Nic nie pisałam o paleniu. Pisałam a'propos postu julki, która od swoich gości
                                            > wymaga przebierania się przed wizytą.

                                            To pokaż mi proszę, gdzie ja piszę o gościach i o warunkowym udzielaniu
                                            audiencji. Piszę o swojej mamie, z którą jestem blisko i na kontakcie z którą mi
                                            zależy. Naprawdę potrzebuję rady, a nie nazywanie moich problemów oszołomstwem...

                                      • nomina To nie głupoty 12.02.10, 17:21
                                        Niestety, to nie są głupoty. Bo ja od Twojego palenia nie ucieknę. Więcej -
                                        Twoje palenie fizycznie mi zagraża. Mnie i mojemu mieniu, bo - pomijając
                                        powtarzany problem zagrożenia zdrowia, a a wersji dramatycznej - zagrożenia
                                        życia - ubranie za darmo się nie pierze, szamponu za darmo też się nie dostaje.

                                        Może zróbmy w drugą stronę - ja będę psikała Tobie w twarz substancją lotną
                                        powodującą duszności zagrażające życiu, silnie drażniącą układ nerwowy, co
                                        będzie wymagało podjęcia działań medycznych za Twoje pieniądze, silnie
                                        kancerogenną i bardzo smrodliwą, osadzającą się na ubraniach i we włosach.
                                        Zgodzisz się?

                                        Powtórzę pytanie z innego posta - czy jeśli ja rozpylę taką substancję np. w
                                        szpitalu, też dostanę 100 zł kary jak osoba, która pali w toalecie albo w
                                        dyżurce w szpitalu?
                                        • joankb Re: To nie głupoty 12.02.10, 17:26
                                          To poczytaj jeszcze raz - nie dyskutuję z wami o paleniu, jeno o ciuchach.
                                      • kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 18:07
                                        joankb napisała:
                                        > Nie muszę utrzymywać kontaktów ze wszystkimi, nie ma
                                        > takiego obowiązku.

                                        Na tym to polega. CZasem stoimy przed wyborem: nałóg lub człowiek i tego wyboru
                                        dokonujemy. W zależności od tego, co/kto jest dla nas ważniejszy..
                                  • palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:02
                                    joankb napisała:

                                    > A tyle było gadania w wątku o otyłości :).

                                    Ty tak na poważnie, czy po prostu Ci się nudzi i próbujesz siać ferment?
                                    • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 16:53
                                      Całkiem poważnie.
                                      Oderwij się na moment od tego akurat smrodu ubrań, o którym piszemy i spróbuj to
                                      sobie przełożyć na inny zapach, na inną substancję.
                                      • palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 17:19
                                        Nie mam problemu z przekładaniem tego na inne zapachy, ale zauważ, że julka (która do tego jest w ciąży, więc odpowiada nie tylko za siebie) nie pisze o tym, że jej się ten zapach nie podoba, tylko o bardzo przykrych reakcjach fizycznych i złym wpływie dymu papierosowego na na jej organizm, za które jest odpowiedzialna bliska jej osoba. I to już nie jest takie proste, bo po pierwsze nie chodzi o tylko o preferencje, a po drugie jest to jej matka, a nie znajoma, z którą można po prostu zerwać kontakty.

                                        A analogia z wątkiem o akceptacji otyłości jest wzięta z Księżyca. Czy ktoś umarł na raka albo urodził się upośledzony, bo jego matka zapatrzyła się w ciąży na otyłego człowieka?
                                        • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 17:34
                                          Jak już wpadasz w demagogię to znajdź mi przykład, że ktoś umarł, bo
                                          odwiedzający go miał na sobie JEDNĄ część garderoby, której nie wyprał. Chyba z
                                          cyjanku albo z materiałów promieniotwórczych.
                                          • palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 17:49
                                            joankb napisała:

                                            > Jak już wpadasz w demagogię to znajdź mi przykład, że ktoś umarł, bo
                                            > odwiedzający go miał na sobie JEDNĄ część garderoby, której nie wyprał. Chyba z
                                            > cyjanku albo z materiałów promieniotwórczych.

                                            Wyżej linkuję artykuł, z którego wynika, że pozostałości dymu papierosowego w tkaninach, mogą mieć działanie toksyczne, a przebywanie w pomieszczeniach, w których od dawna nikt nie palił, ale ciągle unosi się zapach papierosów, może być formą biernego palenia. Ja sama po kilku minutach przyzwyczajam się do tego zapachu, wielokrotnie spałam w śmierdzących dymem pokojach hotelowych, i po przeczytaniu tego artykułu zrobiło mi się nieprzyjemnie.

                                            Uważam, że niesłusznie zarzucasz mi demagogię. Jest to szczególnie niesprawiedliwe, ponieważ sama zbudowałaś sobie chochoła: opętanych przez poczucie misji przeciwników palenia, którzy zajmują się obrzydzaniem życia bogu ducha winnym palaczom. I teraz walisz wyjętymi z rękawa argumentami w tego chochoła, a rzeczywisty tok dyskusji przechodzi Ci koło nosa.
                                            • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 18:04
                                              A, bo rzeczywisty tok "dyskusji", a raczej wylewania frustracji jakoś mnie nie
                                              dotyczy. Toteż udziału nie biorę, tylko czytam sobie od czasu do czasu.
                                              Co do toksyn - sprawdzasz geigerem czy laboratoryjnie wszystkich swoich
                                              znajomych? Jesteś pewna, że nie nanieśli Ci jakichś toksycznych świństw?
                                              • palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 18:16
                                                joankb napisała:

                                                > A, bo rzeczywisty tok "dyskusji", a raczej wylewania frustracji jakoś mnie nie
                                                > dotyczy.

                                                No to jest właśnie syndrom widzenia wszędzie chochoła, bo jak na dyskusję o
                                                paleniu, niepaleniu i zakazach ten wątek jest zaskakująco sensowny.

                                                > Co do toksyn - sprawdzasz geigerem czy laboratoryjnie wszystkich swoich
                                                > znajomych? Jesteś pewna, że nie nanieśli Ci jakichś toksycznych świństw?
                                                >

                                                Cieszę się, że nie zniżasz się do stosowania pozamerytorycznych argumentów;)
                                                • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 19:40
                                                  Jest co najwyżej jednostronny.
                                                  Co widzisz dziwnego w moim pytaniu?
                                                  Pytam czym się różni jedna toksyna od drugiej i czy w stosunku do wszystkich
                                                  stosujesz te same zasady ochrony?
                                                  • palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 00:15
                                                    joankb napisała:

                                                    > Pytam czym się różni jedna toksyna od drugiej i czy w stosunku do wszystkich
                                                    > stosujesz te same zasady ochrony?

                                                    Nie stosuję żadnych zasad ochrony wobec jakichkolwiek toksyn, bo mi się nie chce. Nie o tym rozmawiamy, tylko o julce, która ma konkretny problem - zapach dymu papierosowego wywołuje u niej mdłości, ból głowy itd. Uważasz, że sobie to wymyśla, żeby mieć pretekst do urządzania matce awantur?
                                                  • joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 11:26
                                                    Nie całkiem, albo może nie tylko o tym. Rozmawiamy o tym jak może zareagować
                                                    druga strona. Według Ciebie powinna się całkowicie dostosować? Według mnie -
                                                    niekoniecznie. Tzn, tak, jeżeli chce odwiedzać julkę. Ale nie musi po takim
                                                    zakazie. Można po prostu nie przychodzić wcale.
                                                    Ja osobiście czułabym się dziwnie już na etapie wyjścia z domu. Co mogę, czego
                                                    nie mogę włożyć? Czy ten ciuch prałam wczoraj, czy może już go miałam na sobie?
                                                    A jeśli leżał w szafie, wyprany, ale obok swetra już noszonego?
                                                    Stres po drodze, stres "na wejściu". Bo może znowu coś nie tak....
                                                    I bura, i przebieranie się w cudze ciuchy. Nie.
                                                    Dla mnie - to sytuacja jednorazowa, już by się nie powtórzyła.
                                                    Plus rozmawiamy o innych substancjach, które też uczulają, powodują objawy
                                                    fizjologiczne. Chyba w drugim poście pisałam, że ja mam na liście kilkanaście
                                                    takich. I tak, mam to gdzieś. Unikam ich, ale nie wymagam od nikogo omijania ich
                                                    z daleka. Mówię o tym - ale nie nakazuję i nie stawiam warunków. Nie zamknę się
                                                    w domu i nie zamknę domu z powodu proszku do prania.
                                                  • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 11:51
                                                    joankb napisała:
                                                    > Co mogę, czego
                                                    > nie mogę włożyć? Czy ten ciuch prałam wczoraj, czy może już go miałam na sobie?
                                                    > A jeśli leżał w szafie, wyprany, ale obok swetra już noszonego?
                                                    > Stres po drodze, stres "na wejściu". Bo może znowu coś nie tak....
                                                    > I bura, i przebieranie się w cudze ciuchy. Nie.
                                                    > Dla mnie - to sytuacja jednorazowa, już by się nie powtórzyła.

                                                    A spójrz na to tak: ktoś jest mi bliski. I wiem, że mogę mu jakąś swoją cechą,
                                                    zachowaniem, zapachem, wyglądem sprawić ból. Nie psychiczną, emocjonalną
                                                    przykrość, ale ból. Fizyczny. Silny i obezwładniający.
                                                    Mogę mieć w nosie, uznać, że to widzimisie ktosia, że stroi fochy i jest
                                                    oszołomem (tak właśnie uważasz, prawda?). Ale mogę tez uszanować jego problem.
                                                    Jeśli mi na nim nie zależy i równo wali mnie jego zdrowie i samopoczucie -
                                                    olewam. Ale jeśli jego zdrowie i dobrostan są dla mnie ważne i umiem spojrzeć
                                                    troszkę dalej, niż na czubek własnego nosa - dostosuję się... Z miłości,
                                                    szacunku, troski.
                                                    Jest jeszcze coś takiego jak bilans zysków i strat - nie ma siły, dostosowujemy
                                                    się do wymogów otoczenia i jeśli nam w najmniejszym stopniu na tym otoczeniu
                                                    zależy - przyjmujemy jego wymogi. Ja nie mam wyboru ani wpływu na sytuację. Nie
                                                    mogę przestać oddychać w towarzystwie własnej matki. Ona ma wybór - może
                                                    poprosić swoich gości o niepalenie lub przebierać się przed przyjściem do mnie.
                                                    Ty byś jak rozumiem całkowicie zerwała kontakty, tak?

                                                    Czy gdybyś szła w odwiedziny do kogoś chorego, u kogo wizyta wymagałaby
                                                    szczególnej dbałości o sterylność ubrania, to zrezygnowałabyś z tej wizyty, bo
                                                    ucierpiałoby na tym Twoje wielkie ego?
                                                    Czy jeśli pójdziesz do znajomych i będziesz chciała wziąć na ręce ich świeżo
                                                    urodzone dziecko, odmówisz umycia rąk?
                                                    Dla mnie to kompletnie niepojęte.

                                                    I nie mówimy o sytuacji dwojga znajomych, którzy mogą po prostu przestać się
                                                    spotykać. Mówimy o matce, jej dziecku i wnuku.
                                                  • joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 12:57
                                                    Nie latam z brudnymi łapami, mycie rąk mieści się w jakiejś normie.
                                                    Co do reszty - ja nie neguje Twoich wyborów, ja je po prostu oglądam ze swojej
                                                    perspektywy.
                                                    Uważam, że wymuszasz pełne dostosowanie się, że "wychowujesz", na dodatek
                                                    racjonalizując to zapewne - no, gdyby całkiem się zmieniła to przecież byłoby
                                                    dla jej dobra...
                                                    I nie porównuj tego do wizyt u kogoś ciężko chorego, nie ten kaliber. Tego
                                                    samego będziesz pewnie wymagała latami, także po urodzeniu się dziecka.
                                                    A od nie składania wizyt do zerwania kontaktów jest jeszcze bardzo daleko. Na
                                                    razie korzystasz z przywileju "mój dom - moje wymagania".
                                                    I mamy pewnie zupełnie inne charaktery. Ja się nie dostosowuję, nie wymagam tego
                                                    od innych. Moje życiowe "dopasowywanie się" z bliskimi było na ogół burzliwe i
                                                    długie i nigdy nie bywało jednostronne.
                                                    Takie proste "przyjmowanie wymogów" jest mi obce i ten bilans pewnie u mnie
                                                    wygląda zupełnie inaczej. Jeśli mi zależy "w najmniejszym stopniu" to znaczy, że
                                                    mi nie zależy wcale. Musi mi naprawdę bardzo zależeć, w i tak, w cudzych butach
                                                    chodzi się źle i te ograniczenia muszą mieć znośny wymiar.
                                                    I nie mitologizuj, więź rodzinna też ma swoje ograniczenia, mistyka pokoleniowa
                                                    podlega racjonalizacji, jak wszystko.
                                                    Nie umiesz sobie wyobrazić wymagań, których nie mogłabyś, albo bardziej nie
                                                    chciała spełniać? Jeśli możesz - różnimy się tylko progiem tych wymagań.
                                                  • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 13:19
                                                    joankb napisała:
                                                    > I nie porównuj tego do wizyt u kogoś ciężko chorego, nie ten kaliber.

                                                    Dlaczego nie ten kaliber? Silny ból głowy i wymioty to nie jest kaliber, który
                                                    Cie rusza?
                                                    Powtórzę wobec tego pytanie palacsinty - jak Ty byś się zachowała, gdybyś
                                                    powodowała swoim zapachem moje wymioty - siedziałabyś spokojnie w pokoju i
                                                    czekała, aż skończę rzygać, zmieniła bluzkę czy strzeliła focha i wyszła, bo
                                                    uznałabyś rzyganie za oszołomstwo i WYMUSZANIE pełnego dostosowania się?
                                                    Odpowiedz, bardzo Cie prosze.
                                                  • joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:00
                                                    Nie strzelam fochów, do gówniarstwa mi daleko.
                                                    Już to pisałam, po prostu bym nie przychodziła.
                                                    I jednak nie tak daleko nam do siebie, w końcu wybrałaś opcję - albo, albo :)
                                                    Mam pytanie odwrotne - jak byś się zachowała gdyby gość otwarcie się NIE dostosował?
                                                  • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:06
                                                    joankb napisała:

                                                    > I jednak nie tak daleko nam do siebie, w końcu wybrałaś opcję - albo, albo :)

                                                    Ale ja doskonale wiem, że to jest albo-albo. Problem w tym, że z mojej strony
                                                    niestety ustępstwo nie jest możliwe. Bo niby jak? Nie oddychać?

                                                    > Mam pytanie odwrotne - jak byś się zachowała gdyby gość otwarcie się NIE dostos
                                                    > ował?

                                                    Jak już skończyłabym rzygać, a on wiedząc, że to z jego powodu, nadal siedziałby
                                                    w pokoju? Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie takiego buractwa.
                                                  • joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:14
                                                    Nie pytałam co sobie wyobrażasz tylko co byś zrobiła.
                                                  • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:21
                                                    Jeśli gość, przez którego rzygam i biorę prochy nadal siedzi u mnie w pokoju?
                                                    Poprosiłabym o przebranie się, zaproponowała spacer (o ile byłabym w stanie
                                                    wyjść), a w ostateczności spokojnie poprosiła, żebyśmy spotkali się innym razem
                                                    i w innej "atmosferze".
                                                    Gdyby nie był to mój gość, a męża i istniałby absolutny przymus odbycia wizyty,
                                                    wyszłabym z pokoju.

                                                    Trochę nie rozumiem, jaki jest cel Twojego pytania.
                                                  • joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:37
                                                    I dochodzimy do jakiegoś środka.
                                                    Nie przyszłabym więcej do domu, ale zaproponowała spotkania na świeżym lufcie,
                                                    spacer, coś w tych klimatach. Sytuację, w której obie strony czują się bardziej
                                                    swobodnie.
                                                  • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:48
                                                    joankb napisała:

                                                    > I dochodzimy do jakiegoś środka.
                                                    > Nie przyszłabym więcej do domu, ale zaproponowała spotkania na świeżym lufcie,
                                                    > spacer, coś w tych klimatach. Sytuację, w której obie strony czują się bardziej
                                                    > swobodnie.

                                                    Pytanie dotyczyło hipotetycznego ziutka czy frani, czy mojej mamy? Bo jeśli
                                                    kogoś innego, niż mama, to rzeczywiście przy okazjonalnych spotkaniach, spacer
                                                    byłby rozwiązaniem. W lecie rozwiązaniem byłoby też wyjście do ogródka (mam takowy).

                                                    Problem jednak w tym, ze z mamą widuję się często, jest mi ona bliska, mieszkamy
                                                    koło siebie i po prostu się lubimy. Świetnie wiem, że przy braku ustępstw ze
                                                    strony mamy, rozwiązaniem jest całkowity brak kontaktu lub przeniesienie się na
                                                    powietrze. Jest jednak zima, jest bardzo ślisko, a ja mam wielki brzuch -
                                                    wymarzone okoliczności spacerowa, prawda? Niedługo będę miała malutkie dziecko,
                                                    z którym mama będzie chciała się widywać. Jeśli zostaną nam tylko spacery (dobre
                                                    i to...), to jednak nie będzie miło.
                                                    Naprawdę nie jestem osobą, dla której więzi rodzinne są czymś świętym,
                                                    oczywistym i nienaruszalnym. Nie utrzymuję kontaktu z rodziną, bo jej po prostu
                                                    nie lubię. Lubię za to swoich rodziców, choć bywa mi czasem trudno się z nimi
                                                    porozumieć (ale kto tego nie przezywa, prawdaż?). Nie chcę rezygnować z
                                                    kontaktów (stosunkowo częstych) z nimi, chciałabym je jednak jakoś unormować.
                                                  • pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:34
                                                    joankb napisała:

                                                    > Nie pytałam co sobie wyobrażasz tylko co byś zrobiła.

                                                    Problem w tym, że julka nie wie co zrobić. Cały czas liczy na to, że matka zachowa się jak matka z wyobrażeń julki o idealnej matce i ustąpi. Moim zdaniem julka nie ma większego wyjścia i musi mamę ostrzec "jeżeli nie zatosujesz się do moich życzeń, to nie przychodź". Twardy komunikat, ale otworzy oczy matce, że sytuacja jest na serio. Być może będzie odpowiednią motywacją. A jeżeli julka obawia się, że matka może się obrazić i faktycznie więcej nie przyjdzie, to musi cierpieć z powodu smrodu. Czasem w życiu nie można mieć wszystkiego. Ja jestem zdania, że bez odwiedzin matki też da się żyć, matka to nie sjamski bliźniak, ale julka musi sama zadecydować, co jest trudniejsze dla niej do zniesienia.
                                                  • joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 15:08
                                                    No i właśnie - w sedno.
                                                    Obie strony podejmują decyzje, tylko na razie julce się wydaje, że ta jej jest
                                                    słuszniejsza?, niczego przecież od drugiej strony nie wymaga tylko empatii i
                                                    zrozumienia. Całkiem oczywiste jest to jedno wyjście, julka "wyjścia nie ma".
                                                    A ja twierdzę, że drugiej stronie wolno podjąć decyzję inną niż się julka
                                                    spodziewa. I tu proszę nie używać słowa "obrażać się".
                                                    Obrażanie się, przynajmniej u mnie, z podejmowaniem decyzji nie ma wiele wspólnego.
                                                    Bez kontaktów, akurat w formie wizyt u córki, też można żyć, choć według mnie
                                                    akurat to julce trudno sobie wyobrazić. Bo powód jest, według niej błahy,
                                                    nieważny i wynikałby z "obrażenia".
                                                    Ja mówię "nie" często, rożne skutki to powoduje, ale nie zdarzają mi się wyrzuty
                                                    sumienia z powodu, że nie spełniłam czyichś żądań czy oczekiwań. Nie
                                                    spełniłam,bo tzw. bilans wypadł mi właśnie tak.
                                                  • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 15:27
                                                    joankb napisała:
                                                    > Obie strony podejmują decyzje,

                                                    To wytłumacz mi jeszcze proszę, jaką decyzję ja podejmuję. Czy to w ogóle można
                                                    nazwać decyzją?
                                                  • bebe.lapin Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 15:48
                                                    julko, po prostu przestan histeryzowac, przestan zygac (przeciez robisz to na
                                                    zlosc mamie, niegrzeczna dziewczynka), przestan byc w ciazy. matka to matka, ma
                                                    swoje prawa i ciesz sie, ze nie mieszkasz w starozytnym Rzymie, bo takie fochy
                                                    moglyby sie zle dla Ciebie skonczyc, a tak mozesz demonstrowac swoje
                                                    rozwydrzenie wszem i wobec.
                                                  • pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 16:17
                                                    bebe.lapin napisała:

                                                    > julko, po prostu przestan histeryzowac, przestan zygac (przeciez robisz to na
                                                    > zlosc mamie, niegrzeczna dziewczynka), przestan byc w ciazy. matka to matka, ma
                                                    > swoje prawa i ciesz sie, ze nie mieszkasz w starozytnym Rzymie, bo takie fochy
                                                    > moglyby sie zle dla Ciebie skonczyc, a tak mozesz demonstrowac swoje
                                                    > rozwydrzenie wszem i wobec.


                                                    Być może pierwszy pomysł "przestań histeryzować" wcale nie jest taki głupi. I nie piszę tego, by zachowanie julki ośmieszać, tylko wydaje mi się, że każda nieznośna sytuacja wymaga rozwiązania, a czasem nawet nielubianej decyzji. W którymś momencie, gdy nasze starania nie przynoszą danego skutku, to nie ma co płakać i się rozżalać, tylko trzeba kierować się priorytetami. Naszym całym gadaniem tutaj bowiem zachowania matki julki nie zmienimy. Najprawdopodobniej tego nawet nie czyta i wszystkie opinie "o, jaka ta matka okropna i mało empatyczna" po prostu nic konkretnego julce nie dają. Rozterka wielka, może boleć, ale albo pozbędziemy się z kanapy matki (z zapachowymi resztkami nałogu) albo mamy mdłości. Julka nie musi dostosowywać się do warunków matki. Jeżeli ktoś ma lepsze rozwiązanie, to jestem ciekawa.
                                                  • joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 16:55
                                                    Ano - nie ma.
                                                    Proste i czyste rozwiązanie jest najlepsze. Dużo lepsze niż ciągnące się latami
                                                    ewentualne "wpadki", wzajemne żale i tym podobne rozrywki, które większość więzi
                                                    w końcu sprowadzają do patologii.
                                                  • joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 15:51
                                                    Tak. Wybierasz, jak przy każdej decyzji między rzeczami, których chcesz, albo
                                                    które cenisz. I jedna z nich jest dla Ciebie o wiele ważniejsza od drugiej. To
                                                    jest uprawniony wybór - tyle, że nie ubezwłasnowolnia drugiej osoby. I dokładnie
                                                    to miałam na myśli.
                                                    W sytuacji przedstawionej przez ciebie przez w komunikacie "jeżeli chcesz,
                                                    to...", mój wybór byłby "nie, pod tym warunkiem nie chcę".
                                                    Na całe szczęście teoretyzujemy, bo ani mnie nie trafiła się taka córka, ani
                                                    tobie taka matka :))
                                                  • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 18:06
                                                    joankb napisała:

                                                    > Tak. Wybierasz, jak przy każdej decyzji między rzeczami, których chcesz, albo
                                                    > które cenisz.

                                                    No właśnie nie. Bo to nie chodzi o to, czy ja chcę/nie chcę, lubię/nie lubię
                                                    zapachu papierosów. Chodzi o reakcję organizmu. Mam wrażenie, że wydaje Ci się,
                                                    że jest tak, jak napisała bebe - że rzygam "na złość mamie", że mogłabym wziąć
                                                    się w garść i przestać widzieć w tym problem. To strasznie naiwne myślenie...
                                                    To nie jest kwestia priorytetów - bo ja nie mam wyboru. Wyborem jest
                                                    niespotykanie się z mamą, a taka alternatywa nie istnieje (za bardzo się
                                                    lubimy). Gdyby kwestia dotyczyła kogokolwiek mniej bliskiego (i nie chodzi tu o
                                                    bliskość genetyczną, a emocjonalną), sprawa byłaby prostsza.
                                                  • joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 19:40
                                                    Masz wrażenie. Wybierasz pomiędzy właśnie niespotykaniem się, a swoim
                                                    gorszym/złym samopoczuciem.
                                                    Czemu upierasz się, że ja tego nie widzę?
                                                  • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 19:48
                                                    joankb napisała:

                                                    > Masz wrażenie. Wybierasz pomiędzy właśnie niespotykaniem się, a swoim
                                                    > gorszym/złym samopoczuciem.
                                                    > Czemu upierasz się, że ja tego nie widzę?

                                                    Szczerze? Bo nie rozumiesz, nie widzisz, nie dociera do Ciebie, o czym ja mówię
                                                    i nazwałaś moje problemy oszołomstwem, a to już wyjątkowy rodzaj draństwa. I cóż
                                                    - przyznam, że w tym momencie zakładam już Twoją złą wolę, chęć upokorzenia i
                                                    wyśmiania mnie.
                                                  • joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 20:17
                                                    Dociera i widzę. Nie mam problemów z wizualizacją ostrej alergii, ostrej reakcji
                                                    na coś tam.
                                                    Napisałam, że ją miewam, od pewnego momentu towarzyszy mi inhalatorek,
                                                    przynajmniej czasami.
                                                    I nie stawiam warunków. Mówię o tym, ale nie warunkuję.
                                                    Dla mnie to byłoby oszołomstwo, wybieram inaczej i twoje wzburzenie mojego
                                                    postępowania na pewno nie zmienia. Wybieram inaczej i mam równorzędne do twojego
                                                    prawo do oceny co jest oszołomstwem, a co draństwem.
                                                  • daslicht Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 15:42
                                                    joankb napisała:
                                                    "Nie latam z brudnymi łapami, mycie rąk mieści się w jakiejś normie."

                                                    TERAZ mieści ^^ Ale jeszcze w XIX wieku, kiedy panowie Semmelweis & Lister (wyszukajcie sobie, jeśli nie kojarzycie) kazali personelowi myć ręce przed operacjami/porodami/itepe, zostali uznani za świrów i oszołomów (!). Nabijano się z nich, zwłaszcza z Semmelweisa (był pierwszy, co wyskoczył z takim pomysłem). To, ze mieli rację, dotarło do "szanownego towarzystwa" po jakimś czasie. Teraz jest oczywiste. Choć co niektórzy i tak mają problemy z myciem rąk (to obrzydliwe) - może też uważają, jakie to z nich zaj...ste luzaki, nie wiem, nie czytam w myślach :/

                                                    Dlatego ja czekam na zmianę mentalności. Kupę lat czekałam na oficjalny zakaz - i doczekałam się - teraz czekam na zmianę w sposobie myślenia. Za jakiś czas to też będzie OCZYWISTE, a ludzie na forach będą pisać "A wiecie, że jeszcze na początku XXI wieku kłócili się o takie rzeczy? Buehehehehe!". Mam nadzieję, że doczekam! :)
                                                  • palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 11:57
                                                    joankb napisała:

                                                    > Nie całkiem, albo może nie tylko o tym. Rozmawiamy o tym jak może zareagować
                                                    > druga strona. Według Ciebie powinna się całkowicie dostosować?

                                                    Gdyby bliska osoba (będąca na dodatek w ciąży) przez to, że nie umyłam włosów, albo nie zmieniłam części garderoby, dostawała torsji i bólu głowy, to bym się, pewnie z jakimś dyskomfortem, dostosowała. Jak to by inaczej miało wyglądać - ja sobie siedzę na kanapie, noga na nogę, a odwiedzana strona rzyga w łazience?
                                                    Sama nie reaguję na zapach dymu tak jak julka, może też mam szczęście mieć w swoim otoczeniu palaczy, którzy nie siedzą godzinami w zadymionych pomieszczeniach i palą lepsze gatunki tytoniu, więc dla mnie to jest najwyżej kilka minut dyskomfortu, zanim przyzwyczaję się do zapachu, który i tak jest raczej słaby. Problem jest więc dla mnie teoretyczny i nikomu nigdy nie musiałam zwracać uwagi. Ale gdybym zaczęła reagować bardzo źle, to nie wyobrażam sobie sytuacji, w której to ja mam się dostosować i znosić.
                                                  • szarsz Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 17:14
                                                    palacsinta napisała:
                                                    > Gdyby bliska osoba (będąca na dodatek w ciąży) przez to, że nie
                                                    > umyłam włosów, albo nie zmieniłam części garderoby, dostawała
                                                    > torsji i bólu głowy, to bym się, pewnie z jakimś dyskomfortem,
                                                    > dostosowała.

                                                    I tu nie chodzi tylko o papierosy, choć one są najpowszechniejsze,
                                                    dlatego o nich dyskutujemy.

                                                    Ja kiedyś byłam po tej drugiej stronie i dlatego naprawdę nie
                                                    rozumiem podejścia "zerwę znajomość a nie umyję się" czy też "mój
                                                    smród i nikomu nic do niego". Na studiach miałam bowiem
                                                    laboratorium. Chemia organiczna. Nie była to żadna ciężka chemia, bo
                                                    przecież chcieli nas nauczyć, a nie wytruć :)
                                                    No i po zajęciach szłam często do mojej przyjaciółki (do niej było
                                                    blisko, do mojego wynajętego mieszkania daleko). Ona mi nie raz i
                                                    nie dwa powiedziała, że śmierdzi ode mnie jak z klatki z małpami, po
                                                    czym dawała ręcznik, jakiś swój ciuch i otwierała drzwi do łazienki.
                                                    Nie przyszło mi do głowy, żeby się obrażać, myłam się i mogłyśmy
                                                    wtedy swobodnie przesiedzieć cały wieczór przy jednym stole :)
                                                    Czułabym się źle, wiedząć, że jej jest nieprzyjemnie w moim
                                                    towarzystwie, serio. Mimo tego, że jej nie szkodziłam.

                                                    Teraz też mam do czynienia z laboratorium. Bardziej fizycznym,
                                                    analitycznym niż chemicznym, ale jest jeden eksperyment, przy którym
                                                    używa się rozpuszczalników. Nie bardzo toksycznych, częściej
                                                    nieprzyjemnych, choć z rzadka nawet toluenu. I niejeden pan/niejedna
                                                    panna dostali ode mnie poważny ochrzan, jeśli nie pracowali
                                                    wystarczająco ostrożnie. Gdy narażali kolegów na wąchanie swoich
                                                    zlewek. Jakoś nikt nigdy nie traktował tego jako napaści na swoją
                                                    świętą wolność osobistą, a zawsze (ZAWSZE!!!) popierali mnie
                                                    pracujący obok.
                                                  • madzioreck Re: A co z palaczami w domu? 14.02.10, 14:20
                                                    szarsz napisała:

                                                    > Ja kiedyś byłam po tej drugiej stronie i dlatego naprawdę nie
                                                    > rozumiem podejścia "zerwę znajomość a nie umyję się" czy też "mój
                                                    > smród i nikomu nic do niego".

                                                    Nie mam pomysłu na rozwiązanie dylematu Julki, ale zastanawia mnie pewna kwestia
                                                    techniczna. Na ulicy raczej nie unoszą się laboratoryjne opary, którymi
                                                    przypadkiem można nasiąknąć. Dym z fajek to co innego. Załóżmy, że idę odwiedzić
                                                    Julkę: od rana nie palę, kąpię się, myję włosy, zakładam świeże rzeczy i taka
                                                    pachnąca i czyściutka wychodzę z domu. Po drodze natykam się na grupkę wyrostków
                                                    jarających radośnie na klatce schodowej lub przed nią, później spotykam dwóch
                                                    panów czyniących to samo pod wiatą na przystanku, a w autobusie siada obok ktoś,
                                                    kto właśnie skończył palić. I już znów śmierdzę...
                                                  • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 14.02.10, 15:16
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > Nie mam pomysłu na rozwiązanie dylematu Julki, ale zastanawia mnie pewna kwesti
                                                    > a
                                                    > techniczna. Na ulicy raczej nie unoszą się laboratoryjne opary, którymi
                                                    > przypadkiem można nasiąknąć. Dym z fajek to co innego. Załóżmy, że idę odwiedzi
                                                    > ć
                                                    > Julkę: od rana nie palę, kąpię się, myję włosy, zakładam świeże rzeczy i taka
                                                    > pachnąca i czyściutka wychodzę z domu. Po drodze natykam się na grupkę wyrostkó
                                                    > w
                                                    > jarających radośnie na klatce schodowej lub przed nią, później spotykam dwóch
                                                    > panów czyniących to samo pod wiatą na przystanku, a w autobusie siada obok ktoś
                                                    > ,
                                                    > kto właśnie skończył palić. I już znów śmierdzę...

                                                    Śmierdzisz, fakt, ale znacznie mniej, niż gdybyś siedziała ileś godzin w
                                                    zadymionym pomieszczeniu :) Dla mnie taki poziom papierosowego zapachu pewnie
                                                    byłby jeszcze do zniesienia - ja też poruszam się po mieście, też zdarza mi się
                                                    przejść przez chmurę dymu, siedzieć obok palaczy w autobusie, czy nawet
                                                    rozmawiać z nimi ;)
                                                  • szarsz Re: A co z palaczami w domu? 14.02.10, 15:39
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > Na ulicy raczej nie unoszą się laboratoryjne opary, którymi
                                                    > przypadkiem można nasiąknąć.

                                                    No ale już wiele osób pracuje w miejscach, z których zapachy mogą
                                                    drażnić, choćby zakłady fryzjerskie, perfumerie, czy fast food.

                                                    > od rana nie palę, kąpię się, myję włosy, zakładam świeże rzeczy i
                                                    > taka pachnąca i czyściutka wychodzę z domu. Po drodze natykam się
                                                    > na grupkę wyrostków jarających radośnie na klatce schodowej lub
                                                    > przed nią, później spotykam dwóch panów czyniących to samo pod
                                                    > wiatą na przystanku, a w autobusie siada obok ktoś, kto właśnie
                                                    > skończył palić. I już znów śmierdzę...

                                                    Aż taki zbieg okoliczności zdarza się niezmiernie rzadko :) Ja mogę
                                                    odpowiedzieć tylko za siebie - ja nie znoszę (w sensie źle znoszę)
                                                    palaczy z zamkniętych pomieszczeń i takiego przetrawionego dymu. Ale
                                                    czasem faktycznie jest tak, że wystarczy przejść przez grupę
                                                    palaczy, by śmierdzieć przez pół dnia. Nie wiem, od czego to zależy,
                                                    od gatunku papierosów?
                                                  • madzioreck Re: A co z palaczami w domu? 14.02.10, 16:11
                                                    szarsz napisała:

                                                    > Aż taki zbieg okoliczności zdarza się niezmiernie rzadko :)

                                                    Hm, ja, mimo, że sama palę, natykam się na to często i strasznie mnie to wkurza.

                                                    Ale
                                                    > czasem faktycznie jest tak, że wystarczy przejść przez grupę
                                                    > palaczy, by śmierdzieć przez pół dnia. Nie wiem, od czego to zależy,
                                                    > od gatunku papierosów?

                                                    W wilgotnym powietrzu takie "zapachy" oblepiają bardziej, i są intensywniejsze.
                                                    Czuję, że moje włosy są przesiąknięte dymem, ale jak je zmoczę z pochyloną
                                                    głowa, to jest masakra :/
                                                  • nomina Re: A co z palaczami w domu? 14.02.10, 18:24
                                                    Szarsz, czy jesteś szczęśliwą posiadaczką uroczego domku i zgrabnego autka :)?
                                                    Bo ja z taką sytuacją, tj. zasmrodzona klatka, potem smród pod wiatą, a potem
                                                    palacz w autobusie, który jeszcze wdmuchnął resztki dymu do środka, mam kontakt
                                                    w zasadzie codziennie. W zasadzie oznacza, że nie mam tylko, jeśli siedzę w domu
                                                    albo baaardzo rzadko, kiedy pogoda i pora dnia jest tak paskudna, że prawie
                                                    nikogo nie spotykam po drodze.
                                                  • szarsz Re: A co z palaczami w domu? 15.02.10, 16:53
                                                    nomina napisał(a):
                                                    > Szarsz, czy jesteś szczęśliwą posiadaczką uroczego domku i
                                                    > zgrabnego autka :)?

                                                    Nie :) Palacza na klatce miałam, ale raz go sklęliśmy (po wielu
                                                    prośbach, żeby nie było :) ) i przestał. Był taki, co palił w
                                                    windzie, ale się wyprowadził. Autobusem rzeczywiście jeżdżę rzadko i
                                                    staram się w mniej popularnych godzinach. Najgorzej jest rano,
                                                    czasem jeżdżę koło szóstej i wtedy jest dramat. Autobusy na
                                                    szczęście są długie, przegubowe i udaje się przejść w jakieś w miarę
                                                    neutralne miejsce
                                              • pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 00:45
                                                joankb napisała:

                                                > Co do toksyn - sprawdzasz geigerem czy laboratoryjnie wszystkich swoich
                                                > znajomych? Jesteś pewna, że nie nanieśli Ci jakichś toksycznych świństw?

                                                A wyobraź sobie, że istnieją ludzie, którym minmalizacja toksyn w środowisku leży na sercu. Dlaczego walczą na przykład o ogólną dostępność do zdrowej, niezatrutej żywności i o to, by nie było w niej antybiotyków i metali ciężkich. Są też tacy, którzy protestują, gdy nasze ubrania farbowane są w krajach trzeciego świata toksycznymi farbami, albo chcą wykluczyć rakotwórcze substancje z kosmetyków. Ktoś wymyślił też katalizatory i paliwo bezołowiowe, inni wprowadzili odpowiednie przepisy o ich używaniu. Jeszcze ktoś inny pomyślał, że filtry na kominach fabrycznych mają sens. A jeszcze inni ludzie nas o tym wszystkim informują, byśmy osobiście nie musieli sprawdzać ani geigerem, ani laboratoryjnie w jakim syfie żyjemy. Tobie to wszystko jest obojętne? Proszę bardzo, możesz zamknąć na wszystko oczy, ale nie naśmiewaj się z ludzi, dla których jakość życia ma znaczenie.
                                      • kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 17:55
                                        joankb napisała:
                                        > Całkiem poważnie.
                                        > Oderwij się na moment od tego akurat smrodu ubrań, o którym piszemy i spróbuj to
                                        > sobie przełożyć na inny zapach, na inną substancję.

                                        ja potrafię przełożyć to na inny zapach.
                                        Kiedy idę na imprezę przebieram się w czyste, pachnące ciuchy
                                        Kiedy idę z wizytą, zakładam rzeczy, które mają przyjemny zapach
                                        BIorę prysznic po intensywnych ćwiczeniach, używam antyperspirantu
                                        Kiedy idę do teatru - ograniczam perfumy, bo obok będą siedzieli inni ludzie
                                        Myję włosy i zmieniam ubranie po smażeniu/pieczeniu mocno pachnących potraw.

                                        I analogicznie, uważam za nieszczególnie eleganckie obnoszenie się ze "swoimi"
                                        zapachami. Znam kobietę, która codziennie rano zajmuje się krową i drobiem, a na
                                        8 idzie do pracy i nie czuć od niej zapachu obory. Da się. Jeżeli się chce.

                                        Istnieją zapachy, których nie można jednoznacznie zakwalifikować
                                        przyjemne/nieprzyjemne. Nie uciekniemy od tego, że papierosowy dym śmierdzi..
                                        MOzna się kłócić i zastanawiać co do zapachu tytoniu, fajki, cygara - ale
                                        papierosy śmierdzą.. Jedne bardziej, inne mniej, ale zawsze.

                                        i jeszcze jedno - mam koleżankę, która mdłościami/bólem głowy reaguje na mocne
                                        zapachy. Spotykając się z nią nie używam perfum lub minimalnnych ilości. Jestem
                                        w stanie to zrobić - to czysta kalkulacja, lubię rozmowy z tą dziewczyną
                                        bardziej niż perfumy ;-) I chyba o taki wybór chodzi..
                                        • jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 18:25
                                          kotwtrampkach napisała:
                                          > ja potrafię przełożyć to na inny zapach.
                                          > Kiedy idę na imprezę przebieram się w czyste, pachnące ciuchy
                                          > Kiedy idę z wizytą, zakładam rzeczy, które mają przyjemny zapach
                                          > BIorę prysznic po intensywnych ćwiczeniach, używam antyperspirantu
                                          > Kiedy idę do teatru - ograniczam perfumy, bo obok będą siedzieli inni ludzie
                                          > Myję włosy i zmieniam ubranie po smażeniu/pieczeniu mocno pachnących potraw.
                                          >
                                          > I analogicznie, uważam za nieszczególnie eleganckie obnoszenie się ze "swoimi"
                                          > zapachami. Znam kobietę, która codziennie rano zajmuje się krową i drobiem, a n
                                          > a
                                          > 8 idzie do pracy i nie czuć od niej zapachu obory. Da się. Jeżeli się chce.
                                          (...)
                                          > i jeszcze jedno - mam koleżankę, która mdłościami/bólem głowy reaguje na mocne
                                          > zapachy. Spotykając się z nią nie używam perfum lub minimalnnych ilości. Jestem
                                          > w stanie to zrobić - to czysta kalkulacja, lubię rozmowy z tą dziewczyną
                                          > bardziej niż perfumy ;-) I chyba o taki wybór chodzi..

                                          Właśnie coś podobnego chciałam napisać - ja się zawsze przebieram po smażeniu,
                                          staram się nie jeść czosnku i cebuli idąc "do ludzi", zawsze biorę pod uwagę
                                          cudze preferencje - mam na przykład kolegę, który organicznie nie znosi (TYLKO
                                          nie znosi, a nie wymiotuje!) zapachu ogórka. Kiedy mam się z nim spotkać,
                                          zwracam uwagę na to, żeby nie użyć perfum, które w nucie mają ogórka właśnie.
                                          Kiedy przygotowuję dla niego jakieś jedzenie, ogórek zostaje w lodówce, bo wiem,
                                          że nawet dodany do potrawy, którą zjem tylko ja, będzie dla niego nieprzyjemny.
                                          To naprawdę nie wymaga ode mnie wysiłku, po prostu pamiętam, co jest przykre dla
                                          ludzi mi bliskich.
                                          Moja przyjaciółka uwielbia perfumy o zapachu lilii - sama czasem kupuje je jej
                                          w prezencie, ale wystarczyło raz poprosić, żeby ich nie używała, kiedy mamy się
                                          spotkać (zapach lilii jest dla mnie bardzo nieprzyjemny) i nie ma problemu. Ona
                                          też ma swoje preferencje i ponieważ zależy mi na niej, to dbam o to, żeby nasze
                                          kontakty były przyjemne dla obu stron.

                                          Przyznam, że mam rzeczywiście problem z zapachami i niestety nie tylko z nimi -
                                          przez długi czas miałam też nadwrażliwość na dźwięki i światło (pisałam o tym
                                          chyba na Stoff). Te problemy autentycznie utrudniły mi życie, czasem prawie
                                          uniemożliwiając normalną egzystencję. Teraz jest znacznie lepiej, ale w ciąży
                                          część problemów wróciła. Nadwrażliwość sensoryczna była zresztą skutkiem wypadku
                                          (a raczej śmierci klinicznej po nim) i opanowanie jej zajęło mi naprawdę dużo
                                          czasu. Kiedy czytam, ze to oszołomstwo, jest mi zwyczajnie przykro...
                                          • daslicht Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 18:51
                                            Witaj w klubie, Julka! :) Też jestem osobą z superczułym węchem (i smakiem, ale to się łączy), jak Grenouille z "Pachnidła". To dobra rzecz, ale czasem chciałoby się ją wyłączyć. Mnóstwo ludzi po prostu śmierdzi - nie tylko z powodu nadużycia perfum, braku higieny czy palenia, ale po prostu mają nieprzyjemny zapach potu (dla mnie, dla kogoś innego może być nawet podniecający). A jak do naturalnie nieprzyjemnego zapachu dorzucimy: perfumy, jazdę autobusem, kanapki, papierosy itepe, to po prostu mnie mdli. Mdli mnie w perfumerii (nadmiar), autobusie/samochodzie (nadmiar) i w marketach, zwłaszcza Auchan, galeriach handlowych (tam to jeszcze mają zbyt ostre światło, od tego też robi się niedobrze).

                                            Jak jestem u kogoś w mieszkaniu przed dłuższy czas (np. przyjazd w odwiedziny), musze po powrocie się wykąpać i puścić rzeczy do prania, bo śmierdzą obcym zapachem. To samo robię po jeździe pociągiem, przebywaniu w ciasnym tłumie (np. koncerty)...

                                            Żeby nie było - nie narzekam. Dobry węch to świetna rzecz. Ale czasem idzie zwariować. Tak jak osoba z superczułym słuchem na placu budowy :)))))
                                          • pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 20:16
                                            jul-kaa napisała:

                                            mam na przykład kolegę, który organicznie nie znosi (TYLKO
                                            > nie znosi, a nie wymiotuje!) zapachu ogórka. Kiedy mam się z nim spotkać,
                                            > zwracam uwagę na to, żeby nie użyć perfum, które w nucie mają ogórka właśnie.

                                            Matko, mam tak samo. Kiedyś w Polsce istniała nawet dawno temu taka woda ogórkowa po goleniu. Strzelałam od razu pawia. A podobne ogórkowe zapachy doprowadzają mnie do rozpaczy. Bardzo dużo perfum typu unisex pachnie ogórkiem. Na przykład niektóre Calvin Klein i Issey Miyake. To niby ma być taka transseksualna, bezpłciowa świeżość, a mnie mdli. Na szczęście moda na unisexy minęła i zapachy są znowu typowo męskie i damskie.
                                        • fanka_tomcia Re: A co z palaczami w domu? 15.02.10, 15:01
                                          "Myję włosy i zmieniam ubranie po smażeniu/pieczeniu mocno pachnących potraw." -
                                          taaa, nienawidzę jak mi potem śmierdzą ciuchy, też zmieniam ;/
                                  • pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:19
                                    joankb napisała:

                                    > Natomiast próby wychowywania otoczenia, na tyle mocne, żeby czuć się uprawniony
                                    > m
                                    > do zarządzania zmiany odzieży, kąpieli i czegoś tam jeszcze, warunkowe
                                    > udzielanie audiencji - wybacz, bawią mnie niezmiernie.

                                    Zgodzę się. Tylko, że asertywni ludzie, a mam wrażenie, że do nich należę, po prostu starają się unikać ludzi, którzy im niedobrze robią. W każdej dziedzinie. Więc ja osobiście unikam zapraszania do siebie kogoś, kto w jakikolwiek sposób mi śmierdzi. Jak używa mdlących mnie perfum, robię tak samo. Na spotkania umawiam się tylko na zewnątrz, w miejscach neutralnych, z których w każdym momencie mogę wyjść, wycofać się i powiedzieć "do widzenia". Nie robię wyjątków mawet dla rodziny, chociaż narażam się na opinię osoby nieco dziwnej. Nieszkodzi, rodzina się przyzwyczaiła, a i tak palaczy u nas prawie już nie ma. To może być nawet zrozumiane jako próba siły, ale z jednej strony jestem ja z moim wrażliwym nosem, a z drugiej palacze ze swoim prawem do samospełnienia i nałogu. Z mojej perspektywy moje racje są ważniejsze i nie będą dawać się wychowywać do większej tolerancji, wykazywania zrozumienia i dopasowania do istniejących warunków. Spójrz na to z mojej strony. A ponieważ unikanie smrodu uważam też za bardzo niewygodny, ograniczający mnie kompromis, dążę do możliwości poruszania się po świecie bez takiej konieczności. Nie ma rady, ktoś będzie musiał ustąpić. Proponuję, by zrobili to palacze. Należą chyba do mniejszości.
                                    • joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:28
                                      I tu się zgadzamy. Ja też jestem asertywna, próby wychowywania na mnie wrażenia
                                      nie robią.
                                      Dlatego napisałam, że JA bym więcej julki nie odwiedziła.
                              • moniach_1 Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:31
                                > Oszołomstwo jest mi obce.
                                To ból i wymioty świadczą o oszołomstwie? Ciekawa definicja.
                              • miss-alchemist Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:59
                                oszołomstwo? od kiedy choroba to oszołomstwo?

                                osoby uczulonej na orzechy nie karmię na siłę orzechami.
                                osobie uczulonej na nikiel nie kupuję niklowanej biżuterii.
                                osoby z nietolerancją laktozy nie karmię mlekiem.

                                tak samo osoby reagującej silnie na SMRÓD papierosów nie zmusza się do wąchania go i cierpienia nawet we własnym domu.
                          • bebe.lapin Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:17
                            > Zawsze mi się wydawało, że zwykła kultura, niepalenie w miejscach, w których są
                            > niepalący - wystarcza.

                            niektorzy nie potrafia sie zdobyc nawet na to :/

                            A jesli chodzi o kwestie zapachu - palacze czesto nie rozumieja o co chodzi, bo
                            zeby zrozumiec, trzeba byc niepalacym. Jesli normalnie przebywasz w otoczeniu
                            niepalcym, najmniejszy slad dymu wyczuwasz bezblednie. Do babki, u ktorej mam
                            pokoj, przyjechala na nowy rok corka - jak tylko weszlam do mieszkania (w nocy,
                            panie spaly), od progu moglam wyczuc wszochobecny smrod papierosow. Kiedys
                            mojego meza podrzucil do domu kolega z pracy - po pocalowaniu go spytalam, czy
                            palil,bo tak bylo od niego czuc, a to byl tylko zapach z samochodu, w ktorym sie
                            pali. Mozecie sobie wyobrazic, co przezywam w domu rodzinnym. A nie mam ani
                            super wyczulonego wechu (tak mi sie wydaje), ani bardzo wrazliwego organizmu; co
                            zatem maja powiedziec takie osoby jak nomina czy julkaa?

                            A wracajac do moich osobistych przebojow z rodzinnymi palaczkami (bo ojciec sie
                            wyprowadzil, wiec jego palenie znosze tylko wtedy, gdy ide go odwiedzic): nic,
                            ani prosby, ani grozby, ani epitety nie docieraja. Stawiania sprawy na ostrzu
                            noza (nieprzyjezdzanie do domu z powodu palenia w mieszkaniu)sobie nie
                            wyobrazam, bo nie sadze, zeby moglo odniesc pozadany skutek, co najwyzej skonczy
                            sie obraza majestatu. Przeciez nie bede mieszkac w hotelu i spotykac sie na
                            obiedzie w restauracji!, nie po to sie przyjezdza do rodziny.

                            Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, ze siostra, gdy miala okres niepalenia
                            (bo popalala w liceum jakis czas), to tez marudzila, ze smierdzi, ze nie mozna
                            oddychac itp., a teraz ma moje prosby za nic. We wlasnym domu czuje sie jak
                            intruz :/
                            • pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:24
                              bebe.lapin napisała:

                              Kiedys
                              > mojego meza podrzucil do domu kolega z pracy - po pocalowaniu go spytalam, czy
                              > palil,bo tak bylo od niego czuc, a to byl tylko zapach z samochodu, w ktorym si
                              > e
                              > pali.

                              O tak, palaczom trudno w ogóle coś takiego sobie wyobrazić, bo rezygnują świadomie z korzystanie ze swoich zmysłów smaku i węchu.
                              W Niemczech można kupić tabliczki do powieszenia w miejscu pracy z tekstem: Całując palacza można też równie dobrze wylizać popielniczkę.
                              • bebe.lapin Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:30
                                > W Niemczech można kupić tabliczki do powieszenia w miejscu pracy z tekstem: Cał
                                > ując palacza można też równie dobrze wylizać popielniczkę.

                                Bleee, fuj.

                                Choc prawde mowiac, to zdazylo mi sie calowac z palacymi facetami, ale bywalo to
                                w takich sytuacjach, ze alkohol chyba zdazyl zarowno zabic odor papierosow w
                                ustach faceta jak i oslabic moj zmysl powonienia i smaku :P
                                • pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:48
                                  bebe.lapin napisała:

                                  > Choc prawde mowiac, to zdazylo mi sie calowac z palacymi facetami, ale bywalo t
                                  > o
                                  > w takich sytuacjach, ze alkohol chyba zdazyl zarowno zabic odor papierosow w
                                  > ustach faceta jak i oslabic moj zmysl powonienia i smaku :P

                                  Każdy ma jakieś doświadczenia z przeszłości, które nie uznaje za warte powtórzenia. Ja nawet byłam kilka lat z palaczem, jak się jest młodym i naiwnym, to nie zwraca się uwagi na takie szczegóły. ;-) Pozwalałam też moim zaproszonym gościom palić w domu, z wiekiem jednak moja tolerancja spadła i tak się jakoś porobiło, że w gronie moich znajomych praktycznie nie ma palaczy. A jak są, to o tym nie wiem, bo palenie uchodzi wśród dorosłych ludzi za zwyczaj proletariacki, synonim słabego charakteru i nieudacznictwa, nałóg, który trzeba raczej ukrywać. To może stereotyp, ale akurat jeden z tych wartych podtrzymywania.
                              • miss-alchemist Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:57
                                o, przydałaby się taka tabliczka :)

                                tak zawsze kumplowi mówiłam, że jak będzie palił, to dziewczyny nie będą się chciały z nim całować.

                                no i od jakiegoś czasu nie pali, stara się chłopak :P

                                > O tak, palaczom trudno w ogóle coś takiego sobie wyobrazić, bo rezygnują świado
                                > mie z korzystanie ze swoich zmysłów smaku i węchu.

                                a wiesz, niekoniecznie. mój tata przyjął to do wiadomości i dlatego w domu pali wyłącznie e-papierosa i stara się nie dokarmiać raka tuż przed przyjściem do domu czy wejściem do samochodu etc. ale on sam nie lubi tego nałogu. a wcześniej, kiedy jeszcze palił w domu, to nigdy nie robił tego w czasie posiłków/przed nimi ani w sypialniach.

                                dodam jeszcze, że ta mądra postawa przyszła mu z czasem, jak ja i moja siostra podrosłyśmy i protestowałyśmy wobec smrodu (szczególnie ja). mama nie była tak wrażliwa, bo z różnych względów ma upośledzony zmysł węchu.
                                • szarsz Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:04
                                  miss-alchemist napisała:
                                  > a wiesz, niekoniecznie. mój tata przyjął to do wiadomości i
                                  > dlatego w domu pali wyłącznie e-papierosa i stara się nie
                                  > dokarmiać raka tuż przed przyjściem do domu czy wejściem do
                                  > samochodu etc. ale on sam nie lubi tego nałogu. a wcześniej,
                                  > kiedy jeszcze palił w domu, to nigdy nie robił tego w czasie
                                  > posiłków/przed nimi ani w sypialniach.

                                  Super.
                                  Ja miałam nieszczęście wychowywać się w palącym domu. Gdy szłam do
                                  kogoś kąpałam się z myciem głowy włącznie. A i tak śmierdziałam, bo
                                  nie dało się po praniu wysuszyć ciuchów, by nie prześmierdły dymem.
                                  Czułam się naprawdę obrzydliwie.
                                  • bebe.lapin Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:08
                                    Do mnie dopiero teraz dociera, jaka aure moglam wokol siebie roztaczac, gdy
                                    jeszcze mieszkalam z rodzicami. Nie czuje sie z ta swiadomoscia za fajnie:/
                            • turzyca Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:47
                              > A jesli chodzi o kwestie zapachu - palacze czesto nie rozumieja o co chodzi, bo
                              > zeby zrozumiec, trzeba byc niepalacym.

                              W czasach gdy u mnie w domu nie palilo sie w ogole, a moj dziadek palil,
                              zdarzalo mi sie wejsc do domu i stwierdzic "o dziadek byl", po czym przejsc sie
                              po domu i stwierdzic, ze wchodzil do garazu i doszedl do warsztatu czyli
                              pozyczal jakies narzedzia oraz byl w kuchni, ale tylko w wejsciu czyli dokarmial
                              psa.
                          • fanka_tomcia Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 00:35
                            wiesz, mnie się teraz jeszcze bardziej węch wyczulił (czyżby przez nowe tabsy??)
                            i jak mój facet wchodzi do pokoju, kładzie tam swoją torbę, czy przebywa w nim
                            jakieś 10-15 minut i potem ja tam wchodzę, to czuję jak czadzą papierosy :/ od
                            tej torby albo jego ubrania :/ i nie jest to miłe... mdłości może jeszcze u mnie
                            nie powoduje, ale kto wie czy się nie wyostrzy jeszcze ;)
                            dopóki palacz nie rzuci, to nie wie jak to ŚMIERDZI. moja mama rzuciła palenie i
                            dla niej teraz kurtka mojego faceta śmierdzi okropnie.
                            a co dopiero jeszcze jakbym miała przez to wymiotować i dostawać bólu głowy :/
                    • kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 18:09
                      jul-kaa napisała:
                      > Czyli co powinnam zrobić? Ale tak szczerze.

                      To co robisz - mówić i określać swoje uczucia, mówić o swoich wymaganiach,
                      potrzebach, prawach. Im bardziej konsekwentnie, tym większa szansa na
                      przestrzeganie Twoich reguł w Twoim domu..
            • moniach_1 Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:25
              Ona nie może, więc ja truję swoje
              > dziecko prochami. Paranoja, nie sądzicie?

              Paranoja, przecież ty jesteś w ciąży do ciężkiej cholery. To naprawdę nie można
              nie wiem, wziąć prysznica i się przebrać? Albo cokolwiek, no bez jaj, tutaj to
              już naprawdę nie mam słów.
          • turzyca Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 00:21
            > Myślę, ze delegalizacja nie jest możliwa (zbyt wiele osób ustalających co jest
            > legalne a co nie jest uzależnionych i sami sobie nie podetną gałęzi - tak nałóg
            > działa)

            W Finlandii ja planuja. W perspektywie ponad 30 lat. :)
            Zaczeli od wprowadzania zakazu w miejscach publicznych, z czasem sprzedaz
            papierosow ma byc ograniczona tylko do punktow z alkoholem (a ich jest bardzo
            malo i otwarte sa dosc krotko), a potem w ogole zakazane. Na pewno i tak bedzie
            szmugiel, jak teraz z alkoholem, ale pewnie kolejne pokolenie bedzie mniej
            uzaleznione i po prostu z biegiem czasu palacze wymra.
            • kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 09:46
              Wiesz, kiedy rzucałam palenie okazał się, ze mam strasznie duzo czasu, z którym
              trzeba coś zrobić, że nie umiem sobie zrobić przerwy w pracy bez papierosa
              (każdej pracy - choćby w sprzątaniu), ze nie umiem posiedzieć ze znajomymi nie
              trzymając czegoś w ręce, że nie smakuje mi alkohol bez papierosa ;-)

              Chodzi mi bardziej o to, ze trzeba by uczyć ludzi tych wszystkich umiejętności,
              a zaczynając od pierwszej.. Wokół mnie mieszka mnóstwo ludzi mających ogromne
              ilości czasu, z któym coś trzeba zrobić..

              :):):)
      • miss-alchemist Re: A co z palaczami w domu? 11.02.10, 23:29
        może spróbuj kupić mamie i siostrze e-papierosa jako taką delikatną sugestię? ustrojstwo nie jest tak drogie i wg mojego taty wychodzi taniej, niż zwykłe papierosy.

        tata używa tego od dwóch czy trzech tygodni. co prawda, poza domem często pali te śmierdziuchy, ale w domu - tylko elektronicznego. nie śmierdzi, nie dymi, trochę śmiesznie wygląda. no ale daje tę dawkę nikotyny i wrażenie palenia papierosa.

        tylko, że tata od dawna jest wychowywany i nie pali np. w pokojach (tzn w pokoju swoim czy komputerowym mu się zdarza, z mojego parę razy wyleciał z hukiem i już nie wszedł z papierosem), więc ta przesiadka wynikała z jego dobrej woli i chęci rzucenia palenia.
    • jul-kaa przesyłki o "subtelnym" aromacie 10.02.10, 13:50
      Przypomniałam sobie właśnie, że mam jeszcze jeden problem z zapachem papierosów
      - pali ktoś w sortowni listów, albo u mnie na poczcie - wszystkie przesyłki od
      dłuższego czasu dostaję przesiąknięte dymem. Przez jakiś czas myślałam, że to
      wina sprzedawców, ale nie - to niestety sprawka poczty.
      Ubrania to problem, ale mały - można uprać. Niestety są rzeczy których uprać się
      nie da i na które nie pomaga wietrzenie.
      Co z tym fantem zrobić?
      • psuj-ka Re: przesyłki o "subtelnym" aromacie 10.02.10, 17:06
        Awanturę na poczcie? ja bym zamordowała, gdyby moje przesyłki śmierdziały papierosami.
        • nomina Re: przesyłki o "subtelnym" aromacie 10.02.10, 17:24
          Reklamacja z tytułu zniszczenia Twojej własności?
          • kotwtrampkach Re: przesyłki o "subtelnym" aromacie 11.02.10, 21:33
            a może najpierw porozmawiać?
            Palacze są przyzwyczajeni do tego, ze zabraniając im palić przy nas, ograniczamy
            ich prawa (Tak, śmieszne, ale tak się nauczyli). Palacze nie czują, jak śmierdzą
            oni i ich rzeczy (albo bardzo rzadko).

            Ja bym podeszła na "swoją" pocztę, poprosiła o rozmowę z kierownikiem jednostki
            i w cztery oczy opowiedziała mu, ze mam problem, jaki i poprosiła o radę, co
            zrobić. Czy pisac jakieś pismo, czy z kimś porozmawiać - gwarantuję, ze jeżeli
            jest to zależne od niego, problem zniknie "magicznie". I jeżeli ma jakikolwiek
            na to wpływ, tez pomoże.
    • fanka_tomcia po ostatnim wieczorze w knajpie... 12.02.10, 01:31
      ... znowu całe ubranie przesiąknięte smrodem :/
      a muszę zaznaczyć, że palacze taktownie odchodzili od stolika i palili w holu
      przy toaletach, więc przy stoliku w ogóle nie było czuć. dopiero w domu poczułam
      smród :/
    • the_mariska W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rzecz.. 13.02.10, 16:56
      To, że zapach papierosa palonego w pobliżu bywa uciążliwy, to wiadomo. To, że po
      wyjściu z zadymionej knajpy się śmierdzi przeokrutnie to też wiem, bo mi samej
      jako palaczce to przeszkadza. Ale nie jestem w stanie pojąć jak zdrowa osoba,
      bez żadnej astmy czy alergii jest w stanie wyczuć po paru godzinach że ktoś
      palił lub nie papierosy.

      Serio, serio. Sama palę od klasy 1. liceum, na początku to było oczywiście
      chowanie się za blokami, żeby nikt dorosły nie zobaczył ;) i przez bite 3 lata
      mieszkania z niepalącymi rodzicami i niepalącymi braćmi żadne z nich nie wyczuło
      ode mnie tytoniu. Choć potrafiłam palić w drodze powrotnej ze szkoły i 15 minut
      później być już w domu. Nawet jak brat mnie kiedyś przyłapał z papierosem w
      ręku, to usłyszałam tylko od matki "Każdy kiedyś musi spróbować, żeby przekonać
      się jakie to niedobre. Ale ja wiem, że ty nie palisz regularnie, przecież bym
      poczuła... ". Tyle tylko, że palę zazwyczaj albo na dobrze przewietrzonych
      schodach w akademiku, albo w ogóle na świeżym powietrzu, podejrzewam, że gdybym
      paliła u siebie w pokoju to zapach byłby bardziej odczuwalny ;)

      Od razu zastrzegam, że uczulenie to inna sprawa, mam małego brata z tym
      problemem i widzę jak reaguje na zapach papierosów nawet po 2-3 godzinach od
      kiedy ostatnio paliłam. Dlatego też nie palę w ogóle, jeżeli wiem, że niedługo
      go spotkam. Mogę sobie na to pozwolić, bo jest to jedyna znana mi osoba uczulona
      na papierosy, gdyby było ich więcej musiałabym poszukać jakiegoś kompromisu...
      • pierwszalitera Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 17:36
        the_mariska napisała:

        Ale nie jestem w stanie pojąć jak zdrowa osoba,
        > bez żadnej astmy czy alergii jest w stanie wyczuć po paru godzinach że ktoś
        > palił lub nie papierosy.

        Ależ naturalnie, że może. Zmysł węchu jest brdzo wrażliwy, ulega jednak adaptacji, to znaczy wchodząc do śmierdzącego pomieszczenia czujesz dokładnie smród, po pewnym czasie zaczniesz się przyzwyczajać i przestanie ci to aż tak bardzo przeszkadzać. Z tego samego powodu ludzie stosujący na codzień ten same perfumy po pewnym czasie mają wrażenie, że mniej pachną i skrapiają się intensywniej, ku przerażeniu otoczenia. ;-) Dlatego są też hotele z pokojami dla niepalących, bo nawet dokładne wietrzenie i mycie nie jest w stanie usunąć wszystkiego. Regularny palacz nie jest w stanie też wyszorować z siebie zapachu papierosów. No nie da się, nawet jak się przebierze, wymyje, palacza można odróżnić od niepalącego. U palacza zmienia się flora bakteryjna w jamie ustnej, po tym go zawsze rozpoznasz. Inaczej pachnie jego pot, papierosowo po prostu. To da się wyczuć. Podobno Japończykom ludzie innych kultur, spożywających więcej mięsa też śmierdzą, bo zapach ciała się zmienia w zależności od tego, co jemy. Dlaczego niepalący nie mieliby wyczuć palacza? Palący niestety tego nie wyczuje, bo po pierwsze przyzwyczjony jest do tytoniowego smrodku, a po drugie ma przez palenie gorszy zmysł węchu.
        • nomina Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 18:06
          Z tymi rodzicami to nie wierzę - rodzice mają to do siebie, że wiele wyskoków
          ich pociech do nich nie dociera i mogli nawet wypierać pewne fakty :). Zwłaszcza
          że sama mówisz, że paliłaś na kwadrans przed powrotem (a tego nie da się
          "zagłuszyć"), a mama nie wyczuła.

          Jeśli zaś prawdą jest podlinkowana zależność "third-hand smoking", to pewnie
          wyczuwa się nie tyle zapach sam w sobie, ile jest to jakaś sprzężona reakcja
          organizmu na toksyny. Podobnie jak z reakcją nieprzyjemnego odbioru zgrzytu
          żelaza po szkle, zgrzytania zębami - nie pamiętam szczegółów, ale ktoś tam
          badał, że te dźwięki odbierane są przez ucho tak jak (na tej samej
          częstotliwości?) dźwięk przeraźliwego krzyku, jaki nasi praprzodkowie wydawali w
          sytuacji znacznego zagrożenia - i podobno został nam taki atawizm.

          W kwestii mięsa - mięso jest zakwaszaczem organizmu (podobnie jak pieczywo,
          zboża, ziemniaki). Jeśli nie je się dużej ilości alkalizujących owoców i warzyw,
          pewnie zmieniają się też, razem z pH krwi, pewne parametry skóry i potu
          (przepraszam za ogólniki, ale nie znam się za bardzo na fizjologii)...
        • jul-kaa Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 18:12
          > the_mariska napisała:
          >
          > Ale nie jestem w stanie pojąć jak zdrowa osoba,
          > > bez żadnej astmy czy alergii jest w stanie wyczuć po paru godzinach że kt
          > oś
          > > palił lub nie papierosy.

          pierwszalitera napisała:

          > Ależ naturalnie, że może.

          Oczywiście, że może! Nie tylko że palił, ale też że przebywał w zadymionym
          pomieszczeniu. Wiem, że są ludzie, którzy palenia nie wyczuwają (pamiętam z
          wczesnej młodości, jak znajomi kryli się z paleniem przed rodzicami, którzy
          ponoć nie czuli zapachu papierosów), ale czasem myślę, że przynajmniej część z
          nich albo ma przytłumiony węch (np. ci rodzice, którzy sami palą), albo udaje,
          że nie czuje dla spokoju własnego sumienia. Wydaje mi się też, że ci
          "nieczujący" są jednak w mniejszości.

          > Pod
          > obno Japończykom ludzie innych kultur, spożywających więcej mięsa też śmierdzą,
          > bo zapach ciała się zmienia w zależności od tego, co jemy.

          Nie trzeba być Japończykiem :) Nie jem mięsa od kilkunastu lat, mój mąż je
          sporadycznie. Zawsze i bezbłędnie wyczuwam, że jadł w ciągu dnia mięso (ryby też
          zwykle czuje). Nie jest to zapach z ust, ale właśnie skóry, włosów. Czuję to
          nawet po kąpieli, nawet następnego dnia. Serio! :)
      • szarsz Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 17:59
        the_mariska napisała:
        > Tyle tylko, że palę zazwyczaj albo na dobrze przewietrzonych
        > schodach w akademiku, albo w ogóle na świeżym powietrzu,
        > podejrzewam, że gdybym paliła u siebie w pokoju to zapach byłby
        > bardziej odczuwalny ;)

        Ja myślę, że tu trafiłaś w sedno. Mój chuop też przez jakiś czas
        palił tylko w pracy, przy oknie na korytarzu albo na dworze, nie
        wędził w dymie swoich rzeczy i nie śmierdział.

        > Dlatego też nie palę w ogóle, jeżeli wiem, że niedługo go spotkam.

        I cały czas o to chodzi :) Szapoba :)
      • kotwtrampkach Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 18:02
        duzo zależy od wrażliwości węchu, od pomieszczenia, w którym się przebywa z
        palaczem, od tego gdzie i jak palił palacz, od rodzaju papierosów.
        "JAK" - to bardzo istotne - czasem dym specyficznie "siada" na skórze, włosach,
        ciuchach (czasem miałam wrażenie, ze oblepiał włosy w nosie :-) Ale ja dziwna
        jestem), a czasem jest wyczuwalny tylko z oddechu i na skórze ręki/twarzy..
        Osoby, któe palą "szybko" też intensywniej przesiakają, również na mrozie
        +suchym powietrzu, w czasie wietrznej i ciepłej pogody. NIe wiem do końca od
        czego to zależy, ale to z własnych obserwacji.
        • jul-kaa Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 18:28
          kotwtrampkach napisała:

          > duzo zależy od wrażliwości węchu, od pomieszczenia, w którym się przebywa z
          > palaczem, od tego gdzie i jak palił palacz, od rodzaju papierosów.

          Od tego ostatniego zwłaszcza! Nigdy nie czułam gorszego papierosowego smrodu,
          niż na Ukrainie - papierosy po kilkadziesiąt kopiejek za paczkę cuchną
          potwornie. W Polsce ta zależność też się sprawdza - im papierosy droższe, tym
          mniej (choć nadal uciążliwie) palacz nimi śmierdzi.
      • agafka88 Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 18:05
        the_mariska napisała:

        > To, że zapach papierosa palonego w pobliżu bywa uciążliwy, to
        wiadomo. To, że p
        > o
        > wyjściu z zadymionej knajpy się śmierdzi przeokrutnie to też wiem,
        bo mi samej
        > jako palaczce to przeszkadza. Ale nie jestem w stanie pojąć jak
        zdrowa osoba,
        > bez żadnej astmy czy alergii jest w stanie wyczuć po paru
        godzinach że ktoś
        > palił lub nie papierosy.


        Pewnie ze moze :) Ja nigdy w zyciu nie zapalilam zadnego papierosa,
        ale chowalam sie w domu z palaczami. Jestem kompletnie zdrowa i nie
        mam problemow z drogami oddechowymi. Mimo to potrafie po paru
        godzinach wyczuc papierosy - nic trudnego. Sprawdzone na bylym
        chlopaku i palacych wspollokatorkach. Co wiecej, papierosy czuc na
        przedmiotach, ktore lezaly w pomieszczeniach, w ktorych sie palilo,
        czasami jeszcze pare dni. Wydaje mi sie, ze jezeli niepalacy rodzice
        nie czuja, ze ich dziecko pali - to wydaje mi sie, ze nie chca po
        prostu wiedziec ;)
    • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 20:59
      Jestem za zakazem, widze jak funkcjonuje w Irlandii. Tutejsi co prawda winia go za wyjatkowo koszmarny kryzys - puby byly na kazdym kroku, ponoc to wlasnie po wprowadzeniu zakazu zaczely padac jak muchy jeszcze przed globalna recesja i to spotegowalo irlandzka, lokalna zalamke. Niemniej dla mnie to duza ulga, primo: znacznie mnie smierdzace ubranie i wlosy, secundo: o wiele, wiele mniej papierosow wypalonych w ciagu wieczora, tertio: nagly zanik rozsadzajacego glowe kaca, ktory mnie gnebil po wizytach w podobnych, polskich przybytkach ;)

      Nie rozumiem natomiast totanego braku empatii wobec palaczy i imo slusznie ktos przypomnial poprzednia dyskusje o otylosci. Ok, otyly co prawda nie szkodzi otoczeniu, ale z pewnoscia szkodzi sobie, a dodatkowo narazony jest na nieprzyjemnosci ze strony spoleczenstwa smiem twierdzic o wiele, wiele wieksze niz przecietny palacz (ktoremu co najwyzej ktos zwroci uwage, zeby odszedl od przystanku albo znajomy powie "leee, smierdzisz"). Rozpacz. I co, chudnie, tak o, po prostu, sila woli? No zesz cholera NIE. A czy objadanie sie, to nie jest paskudny nalog? A czy nie mozna by tak sie powstrzymac, przetrzymac ten glod, no kurde, dla zdrowia przeciez, dla zdrowia! I estetyki! Wszystkie pisalyscie zgodnie jakie to trudne, ciezkie i okropne, i jak okrutna rzecza jest zmuszanie ludzi do schudniecia. Ok. Ja sie zgadzam. Ale dlaczego do diaska z taka pogarda traktujecie wiec palaczy? To tez nie jest fanaberia, to jest NALOG. Jestem pewna, ze palaczy, ktorym nigdy w zyciu nie przyszlo do glowy rzucic, jest jakas nedzna garstka - owszem, wiekszosc na zaczepki gada "pale, bo lubie", "wcale mi tak nie szkodzi", "rzucilem rzucanie" - ale to jest normalna psychologiczna reakcja przeciez, udowadnianie sobie, ze mnie tak nie szkodzi, moze i pale, ale zdrowo sie odzywiam, moja ciotka palila cale zycie i dozyla dziewiecdziesiatki itp. Owszem, sa ludzie, ktorym sie udaje - sa tez ludzie, ktorym udaje sie schudnac. Wiekszosc po kilku miesiacach wraca do nalogu, wiekszosc czeka efekt jojo. Jedno i drugie to koszmar. Ale obrazacie tylko tych pierwszych, bo... wam przeszkadzaja. Ok, rozumiem - czesciowo - ale bede sie upierac, ze to brak empatii.

      Wiem, ze napisalam chaotycznie i emocjonalnie, ale dopiero przed chwila skonczylam czytac caly watek (ufff...) i troche mi sie przemieszaly mysli w trakcie ;) Przyznam, ze temat mocno mnie dotyczy, bo od pewnego czasu jestem w zwiazku z niepalacym, poki co na odleglosc, wiec na razie to on w trakcie spotkan sie dostosowuje - nie jest uczulony na szczescie, zapach tez mu nie przeszkadza, ale zadymienie pomieszczen juz tak. No i nie mam pojecia, co zrobic i co z tym dalej bedzie, bo po pierwszych probach mam wrazenie, ze predzej sobie ogryze palce do kosci niz rzuce. Delegalizacja tytoniu (koniecznie w komplecie z absolutnym spolecznym potepieniem jego stosowania, bo wiadomo jak to z trawka wyglada ;)) bylaby dla mnie wlasciwie wybawieniem, no ale to nie za moich czasow.
      • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 21:01
        A - detal - u mnie w domu mimo dwojki palaczy nie smierdzi i dymu nie ma (zreszta nie moze byc - papugi). Palimy albo na zewnatrz albo do kominka, od samego poczatku mieszkania tutaj, czyli juz pare lat. Tyle, ze w Polsce w blokach o kominki trudno...
        • nomina Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 21:36
          Słotna, wydaje Ci się, że nie śmierdzi.

          A co do otyłości i palenia - nikt nie każe palaczowi rzucać palenia z dnia na
          dzień, ba! nikt tu w ogóle nie każe rzucać. Dyskusja rozbija się o stwarzanie
          zagrożenia zdrowia do zagrożenia życia w najdrastyczniejszych wypadkach i
          uszkodzenie mienia, jakim jest zniszczenie czystych ciuchów i czystej, pachnącej
          fryzury dymem papierosowym i substancjami w nim zawartymi.
          • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:00
            > Słotna, wydaje Ci się, że nie śmierdzi.

            Tego nie mozesz wiedziec. Oczywiscie ty byc moze bys dostala dusznosci, czy co tam sie z toba dzieje, bo elementy dymu, czy jak to zwac, zostaja chocby na mojej kurtce, ale ciezko, zeby smierdzialo w domu, w ktorym sie nie pali.

            > A co do otyłości i palenia - nikt nie każe palaczowi rzucać palenia z dnia na
            > dzień, ba! nikt tu w ogóle nie każe rzucać. Dyskusja rozbija się o stwarzanie
            > zagrożenia zdrowia do zagrożenia życia w najdrastyczniejszych wypadkach i
            > uszkodzenie mienia, jakim jest zniszczenie czystych ciuchów i czystej, pachnące
            > j
            > fryzury dymem papierosowym i substancjami w nim zawartymi.

            No nie wiem, przeczytalam cala dyskusje i rozne subwatki sie pojawialy. Poza tym z tego, co zrozumialam, dla ciebie takim zagrozeniem jest miniecie mnie na ulicy - wiec jedyna dla mnie mozliwoscia niestwarzania tego zagrozenia jest rzucenie. Li i jedynie. A tego zrobic poki co nie potrafie, ergo wychodze nie tylko na potencjalnego zabojce - no ok, zgodne z prawda - ale tez i ostatnia swinie, z czym juz sie nie zgadzam.
          • daslicht Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:11
            Bo jeść trzeba. Jedzenie to nie fanaberia, musisz to robić.

            Palenie to fanaberia. Uciążliwa, szkodliwa i zbyt mocno tolerowana - to ostatnie to mam nadzieję kwestia czasu.
            • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:23
              > Bo jeść trzeba. Jedzenie to nie fanaberia, musisz to robić.

              Jedzenie ponad potrzeby organizmu, to fanaberia, z cala pewnoscia nie musisz tego robic, a nawet nie powinnas.
              • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:46
                slotna napisała:

                > > Bo jeść trzeba. Jedzenie to nie fanaberia, musisz to robić.
                >
                > Jedzenie ponad potrzeby organizmu, to fanaberia, z cala pewnoscia nie musisz te
                > go robic, a nawet nie powinnas.
                >

                To nie jest to samo, jedzenie jest koniecznością i nie możesz z niego zrezygnować. Przez nadmierne jedzenie wyhodujesz sobie wprawdzie oytłość, to prawda, ale rezygnując z nadmiernego jedzenia i dostarczając organizmowi normalną ilość kalorii nie chudniesz automatycznie, tylko zachowujesz swoją wagę. By schudnąć musisz się bardziej postarać. Co nie jest proste, bo chudnięcie organizm odczuwa jako biologiczne zagrożenie i się broni. Z paleniem jest inaczej, palenie nie jest naszym genetycznym programem i rzucając palenie nie musisz już nigdy wziąć do ręki papierosa, i nie musisz też wciągać od czasu do czasu dymku przypomniającego ci, jak fajnie było. Na nikotynowy głód są plastry, nudę można wypełnię czymś innym. Trzeba tylko chcieć.
                • joankb Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:54
                  I z tym chcieć mamy problem. Większość z was rozumie chcieć w kategorii
                  lekko,łatwo i przyjemnie, no i to chcenie właściwie powinno być przymusowe.
                  Dla mnie chcieć jest bardziej wyborem. I otóż ja nie chcę. Świadoma praw i
                  obowiązków, tfu, znaczy się konsekwencji.
                  • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:09
                    Strasznie zly pr robisz :/
                  • fanka_tomcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 15:08
                    i dobrze. powiedzieć "nie chcę" a walić ściemę, że "za rok", "jak skończę
                    szkołę", "kiedy znajdę pracę", "nie bo utyję", "nie bo mnie to uspokaja", "nie
                    mam siły". palacze znajdą każdy powód :P
                    • fanka_tomcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 15:08
                      miało być "a nie walić ściemę"
                • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:00
                  Jesc wiecej niz potrzebujesz tez juz nigdy nie musisz. Nikt nie kaze ci wcinac tortow i frytek, mozesz do konca zycia jesc seler naciowy, pietruszke i nieprzyprawione mieso na parze, one z pewnoscia nie przypomna ci, jak fajnie bylo. Na glod sa wypelniacze, blonnik etc. etc. Konluzja? Alez wystarczy tylko chciec :)

                  No kurcze, pierwszalitero, akurat ty na pewno sie na tym znasz, wiesz tez pewnie o co cho z dysonansem poznawczym - imo czesc tych bunczucznych wypowiedzi palaczy wlasnie z jego redukcji wynika. Kto palac jest w stanie powiedziec "tak, dziecko, truje cie grozna substancja, powoli cie zabijam, smierdze, trace kupe forsy, soraski"?
                  • mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:31
                    >"tak, d
                    > ziecko, truje cie grozna substancja, powoli cie zabijam, smierdze,
                    >trace kupe f
                    > orsy, soraski"

                    Wyborne :D
                    Ale sama prawda i soraski, jakby nie patrzeć, się należą.
                    • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 00:26
                      No ja wiem, ze sie naleza niby, ale tak sie nie da, przynajmniej wiekszosc ludzi tego zrobic nie jest w stanie i stad imo przynajmniej czesc tych przykrych tekstow. Bo jesli nie umniejszymy, nie wysmiejemy krzywdy drugiej strony, a potwierdzimy ja i przyjemiemy do swiadomosci - wychodzi na to, ze jestesmy beznadziejnie durni i slabi, skoro nie potrafimy sie pozbyc nalogu, nepa? A kto chce o sobie myslec jako o slabym i glupim? Ano nikt.
                  • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 00:01
                    slotna napisała:

                    > Jesc wiecej niz potrzebujesz tez juz nigdy nie musisz. Nikt nie kaze ci wcinac
                    > tortow i frytek, mozesz do konca zycia jesc seler naciowy, pietruszke i nieprzy
                    > prawione mieso na parze, one z pewnoscia nie przypomna ci, jak fajnie bylo. Na
                    > glod sa wypelniacze, blonnik etc. etc. Konluzja? Alez wystarczy tylko chciec :)
                    >
                    > No kurcze, pierwszalitero, akurat ty na pewno sie na tym znasz, wiesz tez pewni
                    > e o co cho z dysonansem poznawczym - imo czesc tych bunczucznych wypowiedzi pal
                    > aczy wlasnie z jego redukcji wynika.


                    Akurat dlatego, że wiem o co chodzi, mówię, że znalazłaś sobie złe porównanie, bo jedząc normalną ilość kalorii dostosowaną do twoich potrzeb, czyli nie ma wcinania tu tortów i frytek, nie zlikwidujesz otyłości. Wiele ludzi otyłych nie je podnad miarę. To jest mit. I jedzenie selera i pietruszki do końca życia oznacza stały głód, który nie znika, po czasie bo jedzenie ilości pokarmu utrzymującego aktualną masę ciała (niechby była i podwyższona) nie jest nałogiem. Odwyk od palenia na początku jest uciążliwy, ale potem można bez papierochów spokojnie się obejść. To jest zupełnie inna sprawa niż jedzeniem i z otyłością, bo to zupełnie inne systemy regulacyjne.
                    • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 00:33
                      Skoncentrowalas sie akurat na fizjologii, a pomijasz sile uzaleznienia psychicznego. Czy to od zarcia, czy to od papierosow. Palacz tez jest narazony na pokusy i dobrze o tym wiesz - wypicie alkoholu znakomicie wzmaga ochote na dymka, wyciaganie na fajke w przerwie w pracy, kurde, nawet zapalenie sobie papieroska, najlepiej jeszcze z takim blogim wyrazem pyska, przez aktora w filmie jest prowokacja i testem silnej woli. Gdyby caly myk z rzucaniem palenia polegal, jak to raczysz sugerowac, tylko na przetrzymaniu nieprzyjemnego pierwszego okresu odstawienia - ludzie rzucaliby masowo na zawsze. Jakos tak sie nie dzieje, prawda?
                      • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 00:58
                        slotna napisała:

                        Gdyby caly myk z rzucaniem palenia polegal, jak to
                        > raczysz sugerowac, tylko na przetrzymaniu nieprzyjemnego pierwszego okresu ods
                        > tawienia - ludzie rzucaliby masowo na zawsze. Jakos tak sie nie dzieje, prawda?

                        Ano się nie dzieje, bo uzależnienie do papierosów przypomina w swojej strukturze uzależnienie do heroiny i jest podobnie trudne do pozbycia się. Wskazywanie jednak innych uzależnień, jak na przykład zwyczaju (nadmiernego) żarcia nie jest jednak usprawiedliwieniem i na pewno też nie najlepszą drogą na pozbycie się tego nałogu. Przypuszczam też, że jesteś jeszcze osobą młodą, zależy ci na zdrowiu, dobrej pracy hormonów, może płodności i urodzie (tego aspektu nie można zapominać, palaczki szybciej się starzeją), a nie starym, pogodzonym z życiem, czekającym na koniec szarej egzystencji nikotyniarzem, więc nie pytaj, czemu się nie uda, tylko się zmobilizuj. Ja znam całą kupę ludzi w moim wieku, którzy w czasach studenckich i jeszcze lata potem sporo palili, a nawet kopcili. Większość z nich rzuciła palenie i dzisiaj koło 40-stki jest z tego bardzo zadowolonych. A nawet patrzą dzisiaj na tych, którym się nie udało jak na nieudaczników, bo w młodości można trochę szaleć i rujnować organizm, ale kiedyś tam jest dosyć. ;-)
                        • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 01:32
                          > Ano się nie dzieje, bo uzależnienie do papierosów przypomina w swojej strukturz
                          > e uzależnienie do heroiny i jest podobnie trudne do pozbycia się. Wskazywanie j
                          > ednak innych uzależnień, jak na przykład zwyczaju (nadmiernego) żarcia nie jest
                          > jednak usprawiedliwieniem i na pewno też nie najlepszą drogą na pozbycie się t
                          > ego nałogu.

                          Zmyslasz troche: nie w celu usprawiedliwienia przeciez to przywolalam, a w celu pokazania paluchem innego dzialania na wlasna szkode, ktore tez jest cholernie trudno przerwac. Bo tak jak _teraz_ wreszcie mowisz, rzucenie palenia to nie pstrykniecie palcami.

                          > Przypuszczam też, że jesteś jeszcze osobą młodą, zależy ci na zdrow
                          > iu, dobrej pracy hormonów, może płodności i urodzie (tego aspektu nie można zap
                          > ominać, palaczki szybciej się starzeją), a nie starym, pogodzonym z życiem, cze
                          > kającym na koniec szarej egzystencji nikotyniarzem, więc nie pytaj, czemu się n
                          > ie uda, tylko się zmobilizuj.

                          W kwestii urody i zdrowia mam przed nosem koszmarnie niepedagogiczny przyklad mojej niesamowitej matki, ktora pali od konca podstawowki, czyli lat 35 i... za trzydziestoparolatke jest brana! Juz nie wspomne o bezustannym szoku, kiedy mnie czasem komus przedstawia - bo przeciez niemozliwe, zeby miala dorosla corke. Oczywiscie zdaje sobie doskonale sprawe z tego, ze
                          a) ja wcale nie musze sie tak swietnie trzymac, zwlaszcza, ze kompletnie nie jestem do niej podobna,
                          b) gdyby nie palila, wygladalaby pewnie jeszcze lepiej,
                          c) za pol roku moze sie okazac, ze ma raka,
                          d)... dowolne - ja o tym WIEM. No i co z tego? Jak chce mi sie palic, mam w glowie "eee, matka tyle lat pali i zobacz jak wyglada".

                          Kolejna sprawa jest kwestia tycia - panicznie boje sie przytyc i w ogole gwaltownych zmian wagi. Nie bede tutaj opisywac dokladnie moich perypetii w tej dziedzinie sprzed paru lat, ale bylo naprawde zle (i nie mowie tu o nadwadze) - oczywiscie wcale nie musi tak byc, moge na wszelki wypadek umowic sie z psychologiem, blablabla - ale znow jest to podswiadomy wspanialy argument, zeby jednak nie rzucac.

                          Ale jednego nie potrafie zbic - facet i fakt, ze gdybym nie palila raptem przez miesiac, spokojnie moglabym teraz poleciec do niego na weekend (akurat mam wolne). W tym momencie mnie po prostu nie stac na bilet. To jest mocne, bo dosc nagle, te odlozone w czasie profity sa, jak wiesz, zwykle malo przekonujace ;)

                          Ja znam całą kupę ludzi w moim wieku, którzy w cz
                          > asach studenckich i jeszcze lata potem sporo palili, a nawet kopcili. Większość
                          > z nich rzuciła palenie i dzisiaj koło 40-stki jest z tego bardzo zadowolonych.
                          > A nawet patrzą dzisiaj na tych, którym się nie udało jak na nieudaczników, bo
                          > w młodości można trochę szaleć i rujnować organizm, ale kiedyś tam jest dosyć.

                          No super, wlasnie o to chodzi - nie umiem rzucic, ergo jestem nieudacznikiem i mozna mnie z automatu traktowac gorzej niz reszte spoleczenstwa, zwlaszcza, ze zapewne jestem tez chamem i kopce ludziom w oczka.
                          • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 14:46
                            slotna napisała:

                            > Zmyslasz troche: nie w celu usprawiedliwienia przeciez to przywolalam, a w celu
                            > pokazania paluchem innego dzialania na wlasna szkode, ktore tez jest cholernie
                            > trudno przerwac. Bo tak jak _teraz_ wreszcie mowisz, rzucenie palenia to nie p
                            > strykniecie palcami.

                            Nigdzie nie napisłam, że rzucanie palenia jest łatwe, ale wiele rzeczy w życiu nie jest łatwych, a ludzie się odważają. I podkreślę jeszcze raz, porównanie palenia z otyłością jest bzdurą.


                            No i co z tego? Jak chce mi sie palic, mam w glo
                            > wie "eee, matka tyle lat pali i zobacz jak wyglada".

                            Matka to nie twój organizm. Nie oddziedziczyłaś genów 1:1 i nie tylko palenie się liczy, a cała masa przeróżnych faktorów. Poza tym twoja matka ma dopiero około 50 lat, czyli statystycznie powinna jeszcze pożyć jakieś 30. Konsekwencje naszego "prowadzenia się" i choroby nękają nas najczęściej w tym ostatnim okresie.


                            > No super, wlasnie o to chodzi - nie umiem rzucic, ergo jestem nieudacznikiem i
                            > mozna mnie z automatu traktowac gorzej niz reszte spoleczenstwa, zwlaszcza, ze
                            > zapewne jestem tez chamem i kopce ludziom w oczka.

                            Jasne, podkreślaj dalej podobne argumenty i powtarzaj je sobie trzy razy dziennie. Po co się dobrze czuć?
                            • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 15:32
                              > Nigdzie nie napisłam, że rzucanie palenia jest łatwe, ale wiele rzeczy w życiu
                              > nie jest łatwych, a ludzie się odważają. I podkreślę jeszcze raz, porównanie pa
                              > lenia z otyłością jest bzdurą.

                              Mozesz sobie podkreslac dowolnie dlugo, merytorycznie juz sie nie odnioslas, zakladam zatem, ze jednak mam racje.

                              > Matka to nie twój organizm. Nie oddziedziczyłaś genów 1:1 i nie tylko palenie s
                              > ię liczy, a cała masa przeróżnych faktorów. Poza tym twoja matka ma dopiero ok
                              > oło 50 lat, czyli statystycznie powinna jeszcze pożyć jakieś 30. Konsekwencje n
                              > aszego "prowadzenia się" i choroby nękają nas najczęściej w tym ostatnim okresi
                              > e.

                              Oh really? Przeciez sama wyszczegolnilam powody, dla ktorych to automatyczne usprawiedliwienie jest absolutnie kretynskie, nie zauwazylas tej czesci posta, czy jak?

                              > Jasne, podkreślaj dalej podobne argumenty i powtarzaj je sobie trzy razy dzienn
                              > ie. Po co się dobrze czuć?

                              Ech, zaczynasz mnie irytowac. Rzucilas we mnie tym nieudacznikiem - jak sie domyslam po to, zeby mnie w ten sposob zmobilizowac (swoja droga ciekawe, czy swoim klientom tez puszczasz takie teksty) - po czym wykrecasz kota ogonem.
                              • jul-kaa Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 15:41
                                slotna napisała:

                                > > Nigdzie nie napisłam, że rzucanie palenia jest łatwe, ale wiele rzeczy w
                                > życiu
                                > > nie jest łatwych, a ludzie się odważają. I podkreślę jeszcze raz, porówna
                                > nie pa
                                > > lenia z otyłością jest bzdurą.
                                >
                                > Mozesz sobie podkreslac dowolnie dlugo, merytorycznie juz sie nie odnioslas, za
                                > kladam zatem, ze jednak mam racje.

                                To może ja spróbuję wytłumaczyć: Palenie jest czynnością, którą można porzucić
                                całkowicie. Całkowite porzucenie jest znacznie łatwiejsze i efektywniejsze, niż
                                ograniczenie. Dlatego właśnie alkoholik, który nie chce pić, całkowicie rozstaje
                                się z alkoholem, podczas gdy osoba, która uzależniona nie jest, może pić
                                okazjonalnie i po prostu się ograniczać.
                                Jedzenie jest potrzebne by żyć, nie da się go "rzucić", a nawet znaczne
                                ograniczenie często nie powoduje chudnięcia. To trochę tak, jakby wymagać od
                                alkoholika, żeby regularnie strzelał sobie kielicha, a jednocześnie nie pił. Da
                                się? Niestety nie...

                                Poza tym w innym wątku już pisałam, że nie każda osoba otyła jest z automatu
                                mniej zdrowa, niż osoby o wadze prawidłowej - ja nie mam nawet połowy tych
                                problemów (m.in. z anemią, cholesterolem itp.), co moje ciężarne koleżanki
                                ważące "normalnie".
                              • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 18:53
                                slotna napisała:

                                > Mozesz sobie podkreslac dowolnie dlugo, merytorycznie juz sie nie odnioslas, za
                                > kladam zatem, ze jednak mam racje.

                                Napisałam wystarczająco dużo. Ale, albo nic chciało ci się czytać, albo zrozumieć.


                                > Ech, zaczynasz mnie irytowac. Rzucilas we mnie tym nieudacznikiem - jak sie dom
                                > yslam po to, zeby mnie w ten sposob zmobilizowac (swoja droga ciekawe, czy swoi
                                > m klientom tez puszczasz takie teksty) - po czym wykrecasz kota ogonem.


                                A owszem. Jestem wielką zwolenniczką brutalnej prawdy. Głaszczących po główkach psychologów, słuchających ze źle zrozumianą empatią argumentów klientów, dlaczego nie da się zrobić tego czy tamtego, jest wystarczająco dużo i nie mają oni specjalnie wyników. Jak ludzie chcą się okłamywać, to niech idą do lekarza po tabletki uspokajające. Jeżeli jednak chcą coś zmienić, to muszą pogodzić się z faktem, że będą musieli spojrzeć w oczy niewygodnej prawdzie. Nie namawiam cię też do niczego, bo nikt ci nie odbierze tej decyzji. A irytacja jest pierwszą oznaką, że zdajesz sobie sprawę ze sprzeczności, z którymi się zaaranżowałaś.
                                • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 20:32
                                  > Napisałam wystarczająco dużo. Ale, albo nic chciało ci się czytać, albo zrozumi
                                  > eć.

                                  Nie tylko przeczytalam, ale tez ustosunkowalam sie do tego, argumentow kontra juz nie zobaczylam.

                                  > A owszem. Jestem wielką zwolenniczką brutalnej prawdy. Głaszczących po główkach
                                  > psychologów, słuchających ze źle zrozumianą empatią argumentów klientów, dlacz
                                  > ego nie da się zrobić tego czy tamtego, jest wystarczająco dużo i nie mają oni
                                  > specjalnie wyników. Jak ludzie chcą się okłamywać, to niech idą do lekarza po t
                                  > abletki uspokajające. Jeżeli jednak chcą coś zmienić, to muszą pogodzić się z f
                                  > aktem, że będą musieli spojrzeć w oczy niewygodnej prawdzie. Nie namawiam cię
                                  > też do niczego, bo nikt ci nie odbierze tej decyzji.

                                  Hm, to ciekawe, bo kiedy pytalam o rade odnosnie mojego otylego ojczyma, zrugalas mnie za samo podejrzenie, ze jednak nieco oszukuje z tym glodem, nie wyssane z palca, a poparte obserwacjami. Zreszta przeciez nie o tym byla mowa; chodzilo o twoj tekst, cytuje: "Jasne, podkreślaj dalej podobne argumenty i powtarzaj je sobie trzy razy dziennie. Po co się dobrze czuć?". Ten argument byl TWOJ, jesli byl bezsensowny, to moge wiedziec w jakim celu go przytoczylas? Zebym poczula sie zle? Toz wlasnie o tym mowie. Ja i tak sie zle czuje bez takich.

                                  A irytacja jest pierwszą o
                                  > znaką, że zdajesz sobie sprawę ze sprzeczności, z którymi się zaaranżowałaś.

                                  Nie rozumiem tego zdania. "Zaaranzowalam sie ze sprzecznosciami" w sensie? (Nie wiem tez skad u ciebie lepsza od mojej wiedza o zrodle _mojej_ irytacji, ktore zreszta podalam jasno ;))
                                  • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 21:39
                                    slotna napisała:

                                    > Hm, to ciekawe, bo kiedy pytalam o rade odnosnie mojego otylego ojczyma, zrugal
                                    > as mnie za samo podejrzenie, ze jednak nieco oszukuje z tym glodem, nie wyssane
                                    > z palca, a poparte obserwacjami.

                                    O ile sobie przypominam, to napisałam, że ojczym nie oszukuje, bo najprawdopodobniej jest głodny. Nie widzę związku z nałogiem palenia. Naturalnie będziesz czuła efekt odwyku, nie przeczę temu przecież. Nie piszę, że potrzeba palenia odczuwana psychicznie i fizycznie, jest zmyślona, ale ona mija, jak przy każdym narkotyku, więc proszę nie mieszaj już odżywiania z paleniem. Przy otyłości sprawa jest nie jest taka łatwa i każdy konieczny do utrzymania życia kęs może wywołać reakcję fizjologiczną, która możne zakończyć się wzmożonym łaknieniem. Z jedzenia jednak nie możesz zrezygnować, w przeciwieństwie do palenia. Głód nikotynowy możesz zaspokoić też plastrem, dla głodu żywieniowego nie ma takiego substytutu, bo od marchewki i selera nikt się nie naje. Uzależnienie psychiczne to inna rzecz, ale pewnie nie masz doświadczenia z ludźmi otyłymi (oprócz jednego znajomego), bo wiele z nich wcale się nie przeżera i przyjmuje do siebie nawet mniej kalorii niż ludzie z normalną wagą. To nie jest zawsze prosty kaloryczny problem i walki z wielkimi oczami na widok pączka. Nie zrozumiałaś mechanizmu powstawania głodu w tamtym (długim i obszernym) wątku i nie rozumiesz go teraz.


                                    "Jasne, podkreślaj dalej podobne argumenty i powtarzaj
                                    > je sobie trzy razy dziennie. Po co się dobrze czuć?". Ten argument byl TWOJ, je
                                    > sli byl bezsensowny, to moge wiedziec w jakim celu go przytoczylas?
                                    > Nie rozumiem tego zdania. "Zaaranzowalam sie ze sprzecznosciami" w sensie? (Nie
                                    > wiem tez skad u ciebie lepsza od mojej wiedza o zrodle _mojej_ irytacji, ktore
                                    > zreszta podalam jasno ;))

                                    Jasne, że cię irytuję, bo piszę rzeczy, które ci się nie podobają. Dobrze wiesz, że palenie to idiotyzm i nieumjętność pozbycia się tego nałogu, może kojarzyć się ze słabością. A zaraz potem przechodzisz do ofensywy i piszesz o dmuchaniu dymkiem w oczka (w domyśle, tym przewrażliwionym króliczkom). Tak naprawdę wiesz, że zachowujesz się bez sensu, tylko według zasad dysonasu poznawczego uspokajasz się, że jesteś w porządku, a ci inni mają za wysokie wymagania. I żeby to podkreślić, ironizujesz i bijesz się teatralnie w pierś. Moim zdaniem, gdybyś spojrzała na sprawę pragmatycznie, to poczułabyś się lepiej. Nikt nie zmusza cię, byś chodziła kanałami i płaciła odszkodowania biednym niepalącym, ale przyjmij do wiadomości, że ograniczasz zupełnie zbędnym nałogiem nie tylko życie innych, ale przede wszystkim swoje.
                                    • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 22:30
                                      (...) Nie zrozumiałaś mechanizmu po
                                      > wstawania głodu w tamtym (długim i obszernym) wątku i nie rozumiesz go teraz.

                                      Rozpisalas sie nie na temat. Jeszcze raz: mowisz swoim klientom, ze sa beznadziejni, naprawde?

                                      > Jasne, że cię irytuję, bo piszę rzeczy, które ci się nie podobają.

                                      Nie podoba mi sie _sposob_ w jaki odpowiadasz i wyraznie to napisalam. Teraz wlasnie po raz trzeci - ale wiesz lepiej? ;)

                                      Dobrze wiesz
                                      > , że palenie to idiotyzm i nieumjętność pozbycia się tego nałogu, może kojarzyć
                                      > się ze słabością.

                                      No jasne, ze sie kojarzy i uwazam, ze blednie.

                                      A zaraz potem przechodzisz do ofensywy i piszesz o dmuchaniu
                                      > dymkiem w oczka (w domyśle, tym przewrażliwionym króliczkom).

                                      He? Jak chcesz sobie dopisywac domysly do moich wypowiedzi, to spoko, ale nie widze sensu mojej dyskusji z nimi.

                                      Tak naprawdę wie
                                      > sz, że zachowujesz się bez sensu, tylko według zasad dysonasu poznawczego uspok
                                      > ajasz się, że jesteś w porządku, a ci inni mają za wysokie wymagania.

                                      Przeczytalas w ogole moje posty? Od poczatku pisze o typowym w wypadku nalogu dysonansie u palaczy and so on. Opisalam nawet mechanizm automatycznego zaprzeczania oczywistym faktom u mnie samej w chwili pojawienia sie glodu nikotynowego. No kurde, przeciez chyba czytasz, co pisze?

                                      I żeby to
                                      > podkreślić, ironizujesz i bijesz się teatralnie w pierś.

                                      Tak, szlochajac i rozdzierajac szaty. Musisz sie uciekac do banalnej retoryki?

                                      Moim zdaniem, gdybyś
                                      > spojrzała na sprawę pragmatycznie, to poczułabyś się lepiej. Nikt nie zmusza ci
                                      > ę, byś chodziła kanałami i płaciła odszkodowania biednym niepalącym, ale przyjm
                                      > ij do wiadomości, że ograniczasz zupełnie zbędnym nałogiem nie tylko życie inny
                                      > ch, ale przede wszystkim swoje.

                                      I _naprawde_ nie widac z moich postow, ze o tym doskonale wiem? Kurde, naprawde juz nie mam pojecia, co chcesz mi przekazac. Pisze, ze rzucenie palenia to nie hop siup - odpowiedz: banal, wystarczy chciec (ok, po paru postach przyznalas jednak, ze troche przegielas). Pisze, ze chce rzucic - odpowiedz: doskonale wiesz, ze powinnas rzucic. I tak dalej. Zaczynam miec wrazenie, ze piszesz sobie byle co z nudow, bo ktorys juz raz zamiast dyskutowac dajesz personalnie albo probujesz tlumaczyc mi rzeczy, o ktorych wczesniej ja sama napisalam.
                                      • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 23:56
                                        slotna napisała:

                                        Rozpisalas sie nie na temat. Jeszcze raz: mowisz swoim klientom, ze sa beznadzi
                                        > ejni, naprawde?

                                        Wyrażenie "beznadziejni" to twoja osobista interpretacja. W żadnym miejscu nie użyłam tego słowa. Jeżeli jednak przychodzą do mnie po pomoc, to nie owijam w bawełnę i nie mówię, że wszystko jest cacy. Większość ludzi potafi się samodzielnie tak doskonale pocieszać i usprawiedliwiać, że bezczelnością byłoby brać przez mnie za coś takiego pieniądze. Mylisz bowiem pojęcia, my nie mówimy tu o ludziach psychicznie chorych, mających problemy z rozpoznawaniem rzeczywistości. Przypuszczam, że nie chciałabyś być za taką uważana. Ja nie pracuję w psychiatrycznej klinice.


                                        > Nie podoba mi sie _sposob_ w jaki odpowiadasz i wyraznie to napisalam.

                                        Trudno. Jakoś przeżyję.


                                        > No jasne, ze sie kojarzy i uwazam, ze blednie.

                                        Twoje przekłamania sytuacji nie mają żadnego znaczenia. Nałóg to zawsze słabość. Obojętnie z jakiego powodu w niego wpadasz, to, że nie potrafisz się go pozbyć, świadczy o tym, że nie potrafisz. Dałaś mi bowiem do zrozumienia, że zdajesz sobie sprawę z ryzyka i kosztów, więc nie ma mowy o dobrowolności. Jesteś niewolnikiem palenia, to nie jest świadectwo władzy nad własnymi decyzjami.


                                        Zaczynam miec wrazenie, ze piszesz sobie b
                                        > yle co z nudow, bo ktorys juz raz zamiast dyskutowac dajesz personalnie albo pr
                                        > obujesz tlumaczyc mi rzeczy, o ktorych wczesniej ja sama napisalam.

                                        Który raz z kolei? O co chodzi z tym personalnym pojęciem? Naturalnie zwracam się do ciebie osobiście, bo odpowiadam na twoje posty. Przypomnę więc jeszcze raz. Chodziło o to, byś nie mieszała palenia z otyłością i nie szukała usprawiedliwień dla swego nałogu i niemożności się jego pozbycia na zewnątrz.
                                        I być może piszę sobie z nudów. To tak samo dobry sposób na zabicie czasu, jak zapalenie papierosa. Tylko trochę zdrowszy. A ty z jakiego powodu udzielasz się na Offtopach?
                                        • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 19:44
                                          > Wyrażenie "beznadziejni" to twoja osobista interpretacja. W żadnym miejscu nie
                                          > użyłam tego słowa. Jeżeli jednak przychodzą do mnie po pomoc, to nie owijam w b
                                          > awełnę i nie mówię, że wszystko jest cacy. Większość ludzi potafi się samodzie
                                          > lnie tak doskonale pocieszać i usprawiedliwiać, że bezczelnością byłoby brać pr
                                          > zez mnie za coś takiego pieniądze. Mylisz bowiem pojęcia, my nie mówimy tu o lu
                                          > dziach psychicznie chorych, mających problemy z rozpoznawaniem rzeczywistości.
                                          > Przypuszczam, że nie chciałabyś być za taką uważana. Ja nie pracuję w psychiatr
                                          > ycznej klinice.

                                          Ok, "nieudacznicy" ;) Oczywiscie, ze nie mowisz im, ze nie sa otyli, gdy sa i ze to ok, jesli tak naprawde zagraza to ich zdrowiu. Ale nie o to przeciez chodzilo: czy jesli twoi pacjenci nie sa w stanie stosowac sie do diety, komentujesz poddajac w watpliwosc ich dobre checi i silna wole czy tez bierzesz pod uwage, ze nie sa w stanie, bo... glod?

                                          > Twoje przekłamania sytuacji nie mają żadnego znaczenia. Nałóg to zawsze słaboś
                                          > ć. Obojętnie z jakiego powodu w niego wpadasz, to, że nie potrafisz się go pozb
                                          > yć, świadczy o tym, że nie potrafisz. Dałaś mi bowiem do zrozumienia, że zdajes
                                          > z sobie sprawę z ryzyka i kosztów, więc nie ma mowy o dobrowolności. Jesteś nie
                                          > wolnikiem palenia, to nie jest świadectwo władzy nad własnymi decyzjami.

                                          O wlasnie - to, ze nie potrafie pozbyc sie nalogu swiadczy tylko i wylacznie o tym, ze nie potrafie pozbyc sie nalogu. Wysuwanie na tej podstawie daleko idacych wnioskow o moim charaktere i usposobieniu jest naiwne i bledne.

                                          > Który raz z kolei? O co chodzi z tym personalnym pojęciem? Naturalnie zwracam s
                                          > ię do ciebie osobiście, bo odpowiadam na twoje posty. Przypomnę więc jeszcze ra
                                          > z. Chodziło o to, byś nie mieszała palenia z otyłością i nie szukała usprawiedl
                                          > iwień dla swego nałogu i niemożności się jego pozbycia na zewnątrz.

                                          Naprawde uwazasz, ze nie rozrozniam palenia od otylosci? :D Przywolalam pewne podobienstwa, to wszystko. Nalog nie potrzebuje usprawiedliwien, bo nie jest osoba, po coz mialabym wiec ich szukac? Od pierwszego posta w tym temacie wlasnie to probuje przekazac: nalog. Nie zlosliwosc, nie nawyk - _nalog_.

                                          > I być może piszę sobie z nudów. To tak samo dobry sposób na zabicie czasu, jak
                                          > zapalenie papierosa. Tylko trochę zdrowszy. A ty z jakiego powodu udzielasz się
                                          > na Offtopach?

                                          Bo moge sie dowiedziec mnostwa ciekawych rzeczy. Ale pisac staram sie tylko, gdy mam cos istotnego do dodania w temacie.
                                          • pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 20:39
                                            slotna napisała:

                                            Ale nie o to przeciez chodz
                                            > ilo: czy jesli twoi pacjenci nie sa w stanie stosowac sie do diety, komentujesz
                                            > poddajac w watpliwosc ich dobre checi i silna wole czy tez bierzesz pod uwage,
                                            > ze nie sa w stanie, bo... glod?


                                            Widzisz, masz małe pojęcie o mojej pracy. U mnie ludzie pozbywają się głodu, który zmusza ich do niekontrolowanego jedzenia. Diety niskokaloryczne są out i nikt nie musi już głodować, by schudnąć. Pomagam im też znaleźć przyczynę (nadmiernego) jedzenia niezwiązanego z fizycznym głodem i tu nie możemy się oszukiwać, ani pacjent mnie, ani ja pacjenta, bo to do niczego nie prowadzi. Nie nazywam moich pacjentów nieudacznikami, bo nie mam w tym żadnego interesu. Moi pacjenci przychodzą do mnie dobrowolnie i skoro przychodzą, to szukają konstruktywnych rozwiązań, a ja nie sprawdzam, czy byli w domu grzeczni. Mój tekst o nieudacznikach dotyczył całkiem innej treści. Mam jednak też pacjentów, którzy przychodzą tylko dla uspokojenia sumienia, a ja i tak wiem, że nic nie robią. W którymś momencie pytam więc, czy nie szkoda im na to pieniędzy i dyskutujemy nawet o dorosłych decyzjach. Wiele ludzi ceni sobie moją bezpośredniość i uważa mnie za sympatyczną osobę. Nie byłabym tak pewną siebie osobą, gdybym nie spotykała się z pozytwnym feedbackiem. Tylko, że ja na forum nie jestem w pracy, więc nie muszę w ogóle stosować się do mojego zawodowo- dyplomatycznego kodeksu.
                      • turzyca Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 01:18
                        Tylko, ze jedzenie wtyka do buzi mamusia, a do palenia nikt nikogo nie zmusza. To jest dobrowolna decyzja palacza, ze zaczyna palic. Owszem niepalenie wymaga dosc silnej woli. O ile latwiej by bylo wyjsc na fajka, stanac kolo "tego czlowieka" i sobie niewinnie palic pozornie bez zwracania uwagi. O ile latwiej by bylo w stanie wkurzenia zapalic papierosa niz starac sie zdusic przeklenstwa sila woli. O ile latwiej by bylo zapalic papierosa w stanie silnego stresu niz wykonywac medytacje oddechowe. O ile latwiej by bylo zrobic sobie "przerwe na fajka" i oderwac sie na chwile od obowiazkow niz dzielnie stawiac czola szefowi i stukac palcem w przepisy o bhp mowiace o przerwach w pracy? O ile latwiej byloby zaczac rozmowe proszac o ogien.
                        Jest mnostwo powodow, zeby zaczac palic. Odrzucanie ich jest dla wszystkich tak samo trudne. Ale nie wszyscy korzystaja z promocji jak u Szymborskiej.
                        • bebe.lapin Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 16:11
                          O ile latwiej by
                          > bylo w stanie wkurzenia zapalic papierosa niz starac sie zdusic przeklenstwa si
                          > la woli. O ile latwiej by bylo zapalic papierosa w stanie silnego stresu niz wy
                          > konywac medytacje oddechowe. O ile latwiej by bylo zrobic sobie "przerwe na faj
                          > ka" i oderwac sie na chwile od obowiazkow niz dzielnie stawiac czola szefowi i
                          > stukac palcem w przepisy o bhp mowiace o przerwach w pracy?

                          Dokladnie! ostatnio mam pelno takich sytuacji, ze po prostu zazdroszcze
                          palaczom, ktorzy moga wyjsc na dymka, miec chwile dla siebie i na uspokojenie
                          mysli, zaciagnac sie substancja obnizajaca chwilowo poziom stresu (czy innego
                          zdenerwowania). i co? - i nic, nie ide do kiosku, zeby w koncu zaprzestac
                          bezsensownego szarpania sie z rzeczywistoscia i odleciec w swiat, gdzie wszystko
                          jest prostsze, a spokoj latwiejszy do osiagniecia.
                  • nomina Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 18:34
                    Z jedzeniem nie do końca się zgadzam: jeśli masz pewne zaburzenia zdrowia, np.
                    cukrzyca, inne problemy hormonalne, zaburzenia trawienia, pasożyty typu
                    tasiemiec czy nawet niedobór pewnych składników, nadmierne jedzenie nie jest
                    kwestią tylko łakomstwa.
                • miss-alchemist Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 10:42
                  pierwszalitero - wbrew pozorom to wcale nie jest łatwe. nie lubię papierosów, ale zdaję sobie sprawę, jak trudno jest to rzucić. to nie jest tylko kwestia silnej woli.

                  pamiętam, jak mój tata próbował rzucić palenie, to był koszmar. chodził wiecznie wściekły, krzyczał na wszystkich i wszystko (a krzyczeć potrafi), nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, do tego źle się czuł fizycznie. miał jeszcze przy tym mega stresującą pracę. wiesz, ile kosztują takie plastry nikotynowe?

                  detoks nie jest łatwy i to nie jest "trzeba tylko chcieć". trzeba mieć cholernie dużo zacięcia, silnej woli i wsparcia otoczenia.

                  oczywiście, że palenie należy rzucić, ale trzeba takiego palacza bardzo, bardzo wspierać. mój tata poczynił kroki, elektroniczny papieros już jest jakąś zmianą na plus, ale wiem, że to nie jest łatwe.
                  • fanka_tomcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 15:18
                    z tym, że część z nich tak naprawdę nie chce, tylko szuka wytłumaczeń, czemu
                    lepiej jest palić i czemu to lepiej odłożyć na później. jeszcze rozumiem takich,
                    którzy spróbowali i im nie wyszło. ale też mówią tacy, którzy nie próbowali
                    jeszcze rzucić palenia.
                    moja mama rzuciła palenie, a wydawało się, że to nigdy nie nastąpi ;) znam
                    człowieka, który rzucił heroinę po jednym detoksie. wierzę, że inni też mogą dać
                    radę, jeśli dadzą sobie szansę.
            • bebe.lapin Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 16:02
              > Bo jeść trzeba. Jedzenie to nie fanaberia, musisz to robić.
              >

              poza tym w wiekzosci domow jedzenie jest wykorzystywane jako "bron
              psychologiczna" ogromnego razenia i stosunek do jedzenia, wpojony we wczesnym
              dziecinstwie, rzutuje na cale zycie. Papierosy nie maja przypisanych takich
              znaczen jak jedzenie.
        • fanka_tomcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 15:05
          wychodzicie np na balkon i zamykacie drzwi i okno? ;) to mój facet tak robi, jak
          wchodzi z powrotem, to jeszcze z ust mu czuć dym, czasem z włosów, ubrania. przy
          nie zamkniętym dokładnie oknie/balkonie zawsze jakiś dym wlezie do środka
    • mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 21:57
      Słotna
      >Ale dlaczego do diaska z taka pogarda traktujecie wiec palaczy? To
      tez >nie jest fanaberia, to jest NALOG.

      Wiesz... dokładnie to samo słyszę od moich rodziców jak proszę ich
      aby chociaż zamykali drzwi i otwierali okna w pomieszczeniach, w
      których palą. Cały czas o tym zapominają, a moje upomnienia traktują
      jako szczyt upierdliwości (jak wracam do domu wzdychają i wywracają
      oczami komentując "o nieee, znowu nie będzie można palić").
      Wedle jakiejś dziwnej logiki ich straszny NAŁÓG jest ważniejszy od
      mojego zdrowia i dobrego samopoczucia.
      Ja mam się dusić i mieć mdłości we własnym domu bo oni są biedni
      uzależnieni. Ręce opadają :(

      W tej dyskusji właśnie o to chodzi; o relację między palącymi a
      niepalącymi. Nikt nikogo nie zmusza do rzucenia nałogu- ich sprawa,
      że się trują, tylko do poszanowania praw niepalących.
      • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:05
        > Ja mam się dusić i mieć mdłości we własnym domu bo oni są biedni
        > uzależnieni. Ręce opadają :(

        Coz, zachowuja sie bardzo niegrzecznie, ale coz to ma wspolnego ze mna i moim postem?

        > W tej dyskusji właśnie o to chodzi; o relację między palącymi a
        > niepalącymi. Nikt nikogo nie zmusza do rzucenia nałogu- ich sprawa,
        > że się trują, tylko do poszanowania praw niepalących.

        Prawa niepalacych staja miedzy palacymi, a papierosami. Zalozenie, ze owo "nieposzanowanie praw" wynika wylacznie z chamstwa, buractwa, bezmyslnosci, zlosliwosci i co tam jeszcze zostalo wymienione, jest moim zdaniem bledne.
        • mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:31
          slotna napisała:

          > > Ja mam się dusić i mieć mdłości we własnym domu bo oni są biedni
          > > uzależnieni. Ręce opadają :(
          >
          > Coz, zachowuja sie bardzo niegrzecznie, ale coz to ma wspolnego ze
          mna i moim p
          > ostem?

          Ty w swoim poście nawołujesz do empatii wobec palaczy. Jak rozumiem
          również tych opisanych w najświeższym wątku tego tematu- ludzi którzy
          palą przy osobach wrażliwych na dym papierosowy.
          Ja mówię, że palacze często się tą empatią zasłaniają i dla mnie w
          ogóle wspominanie o niej w tym wątku jest nietrafione.
          Przecież nikt nie wymusza na palaczach rzucenia nałogu, jedynie
          poszanowania praw niepalących- np. poprzez niepalenie bezpośrednio
          przed spotkaniem z niepalącą koleżanką, którą drażni dym, zmycie z
          siebie papierosowego fetoru przed spotkaniem z bliską osobą, którą
          zapach dymu doprowadza do wymiotów, itepe.
          Nie mówię o zakazywaniu palenia na ulicach czy w parkach, ja w ogóle
          nie mówię o jakimkolwiek zakazie, tylko o zwykłym poszanowaniu
          niepalących, który powinna uznawać każda kulturalna osoba.

          Niestety dziś w Polsce papierosy są nadal przez społeczeństwo
          traktowane jako nieszkodliwy smrodek, a nie śmiercionośna trucizna,
          którą w rzeczywistości są.
          I wg mnie empatia należy się nie biednym uzależnionym palaczom tylko
          osobom, które są przez tych palaczy trute.

          > Prawa niepalacych staja miedzy palacymi, a papierosami. Zalozenie,
          ze owo "niep
          > oszanowanie praw" wynika wylacznie z chamstwa, buractwa,
          bezmyslnosci, zlosliwo
          > sci i co tam jeszcze zostalo wymienione, jest moim zdaniem bledne.

          Taaak? Naprawdę otwarcie okna czy niepalenie przy uczulonej na dym
          koleżance jest niewykonalne i możliwe do osiągnięcia tylko przez
          rzucenie nałogu? No sorry, ale można palić i równocześnie szanować
          prawo niepalących do nietrucia się dymem papierosowym.
          Jest mnóstwo miejsc, w których palenie jest dozwolone, można sobie
          palić na świeżym powietrzu, istnieją palarnie.
          • joankb Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:44
            I to nazywamy wykonaniem hard :)).
            Rozkład jazdy też masz? Chętnie się dowiem ile "przed" mam nie palić i jak
            dokładnie powinnam się umyć...
            Kurczę chyba w ogóle z nadludźmi nie powinnam się kontaktować.
            Poszanowanie - tak, nadgorliwość natomiast,jak wiadomo jest gorsza od...
            • mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:57
              A to już do ustalenia z osobą, z którą się spotykasz. Przecież nie
              mówię o spotykaniu się z każdym niepalącym, tylko z osobą, na której
              jakoś ci zależy. Gdyby twoją przyjaciółką była osoba, która na zapach
              szlugów reaguje podobnie jak jul-kaa, wypadałoby z nią uzgodnić takie
              kwestie. I tylko o to mi chodzi ;>
              I nie jest to żaden hardkor, tylko zwykły kompromis.
              • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:07
                No wlasnie, gdyby moja najlepsza przyjaciolka tak reagowala, mialabym cholernie twardy orzech do zgryzienia. Znaczy chyba musialabym sie przebierac u niej na klatce w ciuchy specjalnie tam zostawione ;) Same klopoty.
                • mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:34
                  Ona mogłaby pójść na kompromis i umawiać się z tobą na zewnątrz. Albo
                  oferować prysznic i fajne ciuchy z własnej szafy niepalacza. Trudne,
                  ale wszystko jest do zrobienia jeśli obu stronom zależy :)
              • joankb Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:09
                Rozróżnijmy między jakoś i bardzo.
                Właściwie mogę powiedzieć, że nie ma w moim otoczeniu niepalącej osoby, na
                której aż tak by mi zależało. Zwłaszcza gdyby postawiła sprawę na ostrzu noża.
                Przy czym mam na myśli nie niepalenie w jej obecności, ale te wszystkie
                wymagania, które przy okazji jakoś tak wzajemnie sobie nakręciłyście.
                Ten wątek uświadomił mi, że "cokolwiek zrobisz będzie źle", bo żądania w nim się
                eskalują. Tu slotna ma rację - jedyne co w końcu zadowoli niepalących to to, że
                palący rzucą palenie na dobre.
                • fanka_tomcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 15:24
                  i tak powinno być, jeśli ma się zamiar z kimś mieszkać, a nie można tego znieść
                  :P jeśli chodzi o znajomych, to jeszcze nie jest aż tak źle. ale jakbym miała
                  rzygać przez czyjś smród, to trudno, jak chciałby do mnie przyjść, to w
                  zmienionych ciuchach, umytych włosach. jak nie ma siły zmienić ubrania i umyć
                  głowy, to widocznie nie zależy tej osobie tak bardzo na znajomości ze mną. czy
                  to takie wielkie wymaganie? dla mnie nie... a jak nie chce to niech się wypcha :P
                  a oferowanie ciuchów z własnej szafy nie zawsze by przeszło, jak przyjaciółka
                  jest np 3 rozmiary mniejsza czy większa od nas ;)))
          • slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:53
            Chyba nie zrozumialas mojego posta. Jeszcze raz: przez ten watek przewija sie podtekst, ze palenie jest czynnoscia wykonywana zlosliwie dla uprzykrzenia sobie i innym zycia. Imo swiadczy to o niezrozumieniu przez osoby, ktore nigdy nie mialy nalogow (podziwiam i zazdroszcze - serio) tego, jak te nalogi dzialaja.

            > Jest mnóstwo miejsc, w których palenie jest dozwolone, można sobie
            > palić na świeżym powietrzu, istnieją palarnie.

            Po wyjsciu z palarni z reguly smierdzi sie o wiele bardziej (kwestia natezenia dymu w pomieszczeniu), nie ma wydzielonych parkow dla palaczy i raczej w miastach nie znajdziesz miejsca na swiezym powietrzu, w ktorym moglabys palic - takiego, zeby nie narazalo cie to na umieszczenie w tym watku jako chama i prostaka. No bo gdzie? Moze tobie akurat nie przeszkadza palenie na swiezym powietrzu, ale bylo juz mnostwo postow o dymie unoszacym sie ulicami, o irytujacym paleniu na balkonach etc. No nie ma wyjscia, trzeba rzucic. Jesli wydaje ci sie, ze mozna ograniczyc do palenia tylko i wylacznie w domu, a jeszcze godzine przed wyjsciem nalezy wykapac sie, umyc wlosy i przebrac w... no wlasnie, w co, skoro wszystko smierdzi?
            • mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:11
              > Chyba nie zrozumialas mojego posta. Jeszcze raz: przez ten watek
              przewija sie p
              > odtekst, ze palenie jest czynnoscia wykonywana zlosliwie dla
              uprzykrzenia sobie
              > i innym zycia. Imo swiadczy to o niezrozumieniu przez osoby, ktore
              nigdy nie m
              > ialy nalogow (podziwiam i zazdroszcze - serio) tego, jak te nalogi
              dzialaja.

              Złośliwość, mam wrażenie, że sobie dopowiadasz (ja przynajmniej nie
              doszukałam się tego w poprzednich postach, może też nie zrozumiałam
              ;P)- uprzykrzanie życia to fakt.

              > > Jest mnóstwo miejsc, w których palenie jest dozwolone, można
              sobie
              > > palić na świeżym powietrzu, istnieją palarnie.
              >
              > Po wyjsciu z palarni z reguly smierdzi sie o wiele bardziej
              (kwestia natezenia
              > dymu w pomieszczeniu), nie ma wydzielonych parkow dla palaczy i
              raczej w miasta
              > ch nie znajdziesz miejsca na swiezym powietrzu, w ktorym moglabys
              palic - takie
              > go, zeby nie narazalo cie to na umieszczenie w tym watku jako chama
              i prostaka.
              > No bo gdzie? Moze tobie akurat nie przeszkadza palenie na swiezym
              powietrzu, a
              > le bylo juz mnostwo postow o dymie unoszacym sie ulicami, o
              irytujacym paleniu
              > na balkonach etc. No nie ma wyjscia, trzeba rzucic. Jesli wydaje ci
              sie, ze moz
              > na ograniczyc do palenia tylko i wylacznie w domu, a jeszcze
              godzine przed wyjs
              > ciem nalezy wykapac sie, umyc wlosy i przebrac w... no wlasnie, w
              co, skoro wsz
              > ystko smierdzi?

              W tym miejscu nie kłócisz się akurat ze mną, bo ja sama czepianie się
              ludzi palących na zewnątrz uważam za nadgorliwość. Tak więc nie
              znajdę ci kontrargumentów.
              Mycie się przed wyjściem z domu- tylko w WYJĄTKOWEJ sytuacji, jako
              kompromis i ukłon w stronę bliskiej tobie osoby, z którą jesteś
              umówiona na spotkanie. Jako wyraz szacunku do niej.
      • joankb Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:17
        Po pierwsze - nie rozumiesz pojęcia nałogu.
        Tak, nałóg może być nie tyle ważniejszy co silniejszy od dbałości o twoje
        zdrowie i samopoczucie. Inaczej nie byłby nałogiem.
        Po drugie - jesteś pewna, że to twój "własny dom"? Jeśli tak - poproś o
        opuszczenie przez niechcianych lokatorów.
        • mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:38
          joankb napisała:

          > Po pierwsze - nie rozumiesz pojęcia nałogu.
          > Tak, nałóg może być nie tyle ważniejszy co silniejszy od dbałości o
          twoje
          > zdrowie i samopoczucie. Inaczej nie byłby nałogiem.
          > Po drugie - jesteś pewna, że to twój "własny dom"? Jeśli tak -
          poproś o
          > opuszczenie przez niechcianych lokatorów.

          joankb: to do mnie?
          Naprawdę nałóg może być na tyle silny by palacz nie zamykał drzwi i
          nie otwierał okna jak chce sobie zapalić? No proszę.... Przecież ja
          tylko tego wymagam.

          Jest to też mój dom. Na większość decyzji jego dotyczących mam wpływ,
          więc dlaczego nie na to?
Pełna wersja