abere8 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 17.01.10, 00:46 W Nowej Zelandii juz od paru lat nie mozna palic w miejscach publicznych, restauracjach, pubach itp, sa parki czy boiska, na terenie ktorych nie mozna palic. Na terenie szpitala tez nie (nawet na zewnatrz). I wiecie, nie slyszalam ANI RAZU, zeby ktos na to narzekal. Palacze grzecznie wychodza na zewnatrz i ewentualnie jest problem, jesli w lecie okna kawiarni sa otwarte i dym wpada do srodka. Fakt, niezbyt przyjemnie jest przechodzic obok grupek palaczy przed pubami, ale mozna to scierpiec, jesli sie wie, ze wewnatrz jest bezpiecznie i da sie oddychac. Poczatkowo tez byly protesty, wlasciciele pubow mowili, ze straca klientow, ale jakos tak sie nie stalo. Pewnie przybylo im klientow niepalacych, ktorzy odwazyli sie wreszcie tam pojsc, he he. Ostatnio na jakims forum gazetowym widzialam watek z pytaniem, jak sobie poradzic ze wspolpracownikami, ktorzy pala we wspolnym pokoju w biurze. Mnie sie cos takiego nie miesci w glowie. Ani troche! Odpowiedz Link
doroti1983 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 02.02.10, 19:01 A Palarnie? W kilku Warszawskich klubach już zainicjowano takowe miejsca- specjalnie wentylowane wydzielone tylko dla palaczy. To też jest jakiś kompromis! Odpowiedz Link
moniach_1 Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 00:33 Przypomniała mi się ta dyskusja, pomyślałam, że podrzucę artykuł www.krytykapolityczna.pl/Dunin/E-kompromis/menu-id-68.html Odpowiedz Link
myszaaa163 Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 02:16 Tym razem zamist tylko czytac wtrace swoje 3 grosze. Nie sadzicie,ze ta dyskusja to zwykle bicie piany? Sama jestem osoba palaca,przez dlugi czas we wlasnym domu. Jednak gdy zamieszkalam z narzeczonym ustalilismy,ze w domu nie bedzie dymu. Poczatkowo bardzo mi to przeszkadzalo,ale do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic. I teraz,pol roku po rozstaniu z nim wciaz w domu nie pale i widze pozytywne tego strony. Nie rozumiem jednak wielu wypowiedzi... Nie kopce na klatkach schodowych,ani przystankach,bedac wsrod osob niepalacych w pomieszczeniu zawsze pytam czy nie bedzie im przeszkadzac jak puszcze dymka,chodze do wielu knajp dla niepalacych w krk ze wzgledu wlasnie na znajomych (tak,sa takie-jest ich mnostwo),nie dymie na nikogo,kto sobie tego nie zyczy bo sama mnie trzesie gdy ktos na mnie kopci... Przyklady inaczej zachowujacych sie palaczy nie sa norma! To jest zwykly brak kultury! Zadziwia mnie natomiast jak mozna chamstwo probowac tepic chamstwem? (Smrodliwy dezodorant na klatce?) Przeciez to nakreca dodatkowo i tak niezdrowa sytuacje... Wszystko da sie zalatwic grzecznie i w taki sposob by nie znizac sie do poziomu ponizej swej normy. Kolejna rzecz,ktora mnie dziwi to sposob wyrazania sie o zapachu palaczy i dymu... Doskonale zdaje sobie sprawe z tego,ze jezeli ktos pali paczke dziennie to raczej nie pachnie fiolkami. Ale jednoczesnie jest tyle innych obrzydliwych rzeczy i jakos nikt tego nie roztrzasa... Np. poobgryzane paznokcie,poobdzierane skorki u rak,brak podstawowej higieny dloni czy wlosow. Dostaje mdlosci i jest mi autentycznie niedobrze gdy widze jak ktos obgryza paznokcie,jednak specjalnie sie z tym nie obnosze i nie zabraniam nikomu mimo iz jest oblesne i niezdrowe. Co do samej ingerencji panstwa mam mieszane uczucia. Z jednej strony doskonale zdaje sobie sprawe z tego w jakim kraju zyjemy. Jednak wyrastajace jak grzyby po deszczu lokale dla niepalacych mowia same za siebie-trend zaczyna sie odwracac bez odgornych obostrzen i te wydaja sie zwyczajnie zbedne. Tym bardziej,ze politycy niewiele reform dotychczas potrafili przeprowadzic z glowa i tak,by wilk byl syty i owca cala... Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 08:36 myszaaa163 napisała: > Nie rozumiem jednak wielu wypowiedzi... Nie kopce na klatkach schodowych,ani > przystankach,bedac wsrod osob niepalacych w pomieszczeniu zawsze pytam czy nie > bedzie im przeszkadzac jak puszcze dymka,chodze do wielu knajp dla niepalacych > w > krk ze wzgledu wlasnie na znajomych (tak,sa takie-jest ich mnostwo),nie dymie n > a > nikogo,kto sobie tego nie zyczy bo sama mnie trzesie gdy ktos na mnie kopci... > Przyklady inaczej zachowujacych sie palaczy nie sa norma! To jest zwykly brak > kultury! To zależy, jak rozumiesz normę - czy normą jest to, co jest powszechne, czy też to, co jest właściwe. Jeśli przyjmiemy pierwszą definicję, to niestety - takie zachowania są normą. To bardzo dobrze, że jesteś wyjątkiem i stosujesz się do zasad społecznych, ale takich ludzi JEST mniej i to z myślą o nich piszemy to, co czytałaś poniżej. > Wszystko da sie zalatwic grzecznie i w taki sposob by nie znizac sie do poziomu > ponizej swej normy. Oczywiście, że można PRÓBOWAĆ załatwić to grzecznie. Ja jak już nie mogę znieść czyjegoś dymu, to uprzejmie proszę, żeby ta osoba przeszła dalej (ew. zgasiła papierosa). I uwierz mi proszę - jestem spokojna i grzeczna. A reakcje w większości przypadków są albo agresywne, albo kpiąco złośliwe. I oczywiście moja prośba nie daje rezultatów. Nie mam problemu z osobami palącymi na klatce schodowej, ale przez jakiś czas miałam. Do tych ludzi nie docierały żadne uprzejme prośby - co Twoim zdaniem powinnam była zrobić? > Kolejna rzecz,ktora mnie dziwi to sposob wyrazania sie o zapachu palaczy i > dymu... Doskonale zdaje sobie sprawe z tego,ze jezeli ktos pali paczke dziennie > to raczej nie pachnie fiolkami. Ale jednoczesnie jest tyle innych obrzydliwych > rzeczy i jakos nikt tego nie roztrzasa... Np. poobgryzane paznokcie,poobdzieran > e > skorki u rak,brak podstawowej higieny dloni czy wlosow. Dostaje mdlosci i jest > mi autentycznie niedobrze gdy widze jak ktos obgryza paznokcie,jednak specjalni > e > sie z tym nie obnosze i nie zabraniam nikomu mimo iz jest oblesne i niezdrowe. Nie widzisz różnicy między zachowaniami, które wymieniłaś (np. obgryzaniem paznokci), a paleniem? Spokojnie można odwrócić głowę i nie patrzeć na takie paluchy. Oczy można zamknąć, oddychać się niestety nie da przestać, nie da się odwrócić od palacza. Wyjścia ze sklepów, urzędów, klatek, alejki w paru, przystanki autobusów i tysiące innych miejsc - w tych miejscach ludzie palą nagminnie i takiego palacza zwykle po prostu nie można ominąć. Dla mnie zapach papierosów jest czymś niezwykle przykrym - mam od razu mdłości, boli mnie głowa, mam zawroty głowy, przyspieszony oddech i w końcu też przyspieszony puls. Mogę zacząć liczyć takie sytuacje w ciągu dnia - jest ich ileś! Wczoraj byliśmy na weselu - na salę wchodziło się z holu, w którym urządzono palarnię. Przez ten hol trzeba było przejść idąc do toalety. Dym poza tym wlatywał do sali weselnej. Musiałam wyglądać jak skończona idiotka biegając co i rusz przez ten hol (z wielkim brzuchem) - spokojnie przejść nie mogłam, bo zaczynałam kaszleć. Co zrobić w takiej sytuacji? Czy raczej w takich sytuacjach, bo te są naprawdę nagminne? Odpowiedz Link
joankb Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 08:56 Pretensje do właściciela lokalu... Gdzie według Ciebie mieli palić palący jeśli nie w w miejscu, w którym urządzono palarnię? A, wiem - nie należało ich zapraszać :) Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 09:08 joankb napisała: > Pretensje do właściciela lokalu... > Gdzie według Ciebie mieli palić palący jeśli nie w w miejscu, w którym urządzon > o > palarnię? > A, wiem - nie należało ich zapraszać :) Ale po co jesteś złośliwa? W tym wypadku pretensje mam właśnie do systemu (tu: właściciela lokalu lub osoby organizującej), który nie uwzględnia niepalących, a nie do osób, które tam paliły. Panna młoda też była w ciąży i też ileś razy musiała przechodzić przez ten dym - dla mnie to absurdalne. Odpowiedz Link
joankb Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 09:19 Bo odnosisz się nie do tego co chciałyśmy napisać i ja i myszaaa. Nie dziwi mnie meritum niektórych wypowiedzi tylko ich ton - pogarda, spychanie do kategorii "gorszych". Przeczytaj niektóre wypowiedzi w wątku, to się naprawdę rzuca w oczy. Nie dopuściłabyś takiego tonu w stosunku do nikogo innego. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 09:45 joankb napisała: > Bo odnosisz się nie do tego co chciałyśmy napisać i ja i myszaaa. Odniosłam się do tego, co napisała myszaaa. > Nie dziwi mnie meritum niektórych wypowiedzi tylko ich ton - pogarda, spychanie > do kategorii "gorszych". > Przeczytaj niektóre wypowiedzi w wątku, to się naprawdę rzuca w oczy. > Nie dopuściłabyś takiego tonu w stosunku do nikogo innego. Uważasz, że moje wypowiedzi też są pogardliwe? Odpowiedz Link
zarin Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 16:42 > Uważasz, że moje wypowiedzi też są pogardliwe? Napisałaś na samym początku coś w stylu "nie znoszę palaczy i nie wstydzę się tego powiedzieć" - to nie jest pogardliwe? Naprawdę dużym problemem w tym wątku jest pogarda dla palaczy jako takich, a nie kwestia narażania na kontakt z dymem osób, które sobie tego nie życzą. Odpowiedz Link
psuj-ka Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 16:50 A jak mam wyrazić w sposób niepogardliwy moją wybitną niechęć do osób zatruwających mi powietrze? Może jakieś propozycje? Odpowiedz Link
psuj-ka Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 17:07 Jeszcze jedno, ja szanuję tych palaczy, którzy nie zmuszają mnie do wdychania dymu wbrew mojej woli (bo rozumiem, że idąc do pubu dla palących sama się o to proszę), są dla mnie jak niepalący. Odpowiedz Link
zarin Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 18:08 Rzecz w tym, że nie wszyscy palacze zatruwają innym powietrze. A z tego wątku wynika po pierwsze przekładanie tego na ogół, po drugie wniosek, że palić nie można właściwie nigdzie poza własnym domem. Nawiasem mówiąc, w równym stopniu trują mnie kierowcy samochodów. Z tą różnicą, że o ile od dymu papierosowego kosztem pewnych wyrzeczeń da się uciec, o tyle od samochodowych spalin - w żaden sposób. Jakbym zaczęła mówić tak samo o kierowcach, to by było okej? Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 18:28 zarin napisała: > Rzecz w tym, że nie wszyscy palacze zatruwają innym powietrze. A z tego wątku w > ynika po pierwsze przekładanie tego na ogół, po drugie wniosek, że palić nie mo > żna właściwie nigdzie poza własnym domem. Jest mi obojętne, czy wszyscy czy nie wszyscy, mówię o tych palących, którzy to robią. Co, ci inni czują się niesprawiedliwie potraktowani? Life is brutal. ;-) Wybacz, ale z mojej pozycji podtruwanej niepalaczki trudno mi rozróżniać te subtelne niuanse szarego dymku. ;-) > Nawiasem mówiąc, w równym stopniu trują mnie kierowcy samochodów. Z tą różnicą, > że o ile od dymu papierosowego kosztem pewnych wyrzeczeń da się uciec, o tyle > od samochodowych spalin - w żaden sposób. Jakbym zaczęła mówić tak samo o kiero > wcach, to by było okej? Możesz się tak samo oburzać. Ja za każdym razem, gdy przyjedżam do Polski denerwuję się, że jeździ tu tyle śmierdziuchów. W moim niemieckim mieście ruch jest większy, a smród spalinowy mniejszy. Czyżby sprawa lepszej techniki i odgórnych zarządzeń dotyczących katalizatorów i innych rozwiązań? Wszędzie da się coś zrobić. Odpowiedz Link
madzioreck Palacze a "chamstwo" 07.02.10, 21:26 Czytam sobie ten wątek i tę konkretną jego gałąź i widzę, że mylimy pewne sprawy. Skupiamy się na tym, że palacz, trując innych wbrew ich woli, np. na przystanku, jest chamski, bo truje. I w ten sposób powstaje nam prawidłowość, że palacz = cham. A tymczasem ten palacz pozostałby chamem nawet, gdyby nie palił, prawda? Chamstwo przejawia się na wiele sposobów i nie jest uwarunkowane używaniem wyrobów tytoniowych, i strasznie mnie wkurza, jak z każdego palacza robi się chama. Odpowiedz Link
szarsz Re: Palacze a "chamstwo" 07.02.10, 21:32 madzioreck napisała: > Skupiamy się na tym, że palacz, trując innych wbrew ich woli, np. > na przystanku, jest chamski, bo truje. Nie. Jest chamem, gdy staje od wiatru, tak że cały dym leci na przystanek, a na grzeczną prośbę, aby przeszedł na drugą stronę, wzrusza ramionami i ...pali dalej. Nie jest chamem, gdy ustawia się tak, by wiatr zwiewał dym na nieużytki. Odpowiedz Link
szarsz Re: Palacze a "chamstwo" 07.02.10, 21:33 Za szybko enter :) szarsz napisała: > Nie jest chamem, gdy ustawia się tak, by wiatr zwiewał dym na > nieużytki. Takich palaczy bardzo szanuję i NAPRAWDĘ darzę ogromą sympatią :) Odpowiedz Link
psuj-ka Re: Palacze a "chamstwo" 07.02.10, 21:38 Nie, jeżeli chamstwo palacza wynika tylko z miejsc i sytuacji, kiedy pali, to jest dla mnie jasne, że gdyby nie palił, chamem by nie był :] Odpowiedz Link
a_girl Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 22:09 Tak, palenie powinno być dozwolone tylko we własnym domu lub w specjalnie wydzielonych, szczelnych budkach. > Nawiasem mówiąc, w równym stopniu trują mnie kierowcy samochodów. Z tą różnicą, > że o ile od dymu papierosowego kosztem pewnych wyrzeczeń da się uciec Na tym właśnie polega problem. Od dymu papierosowego nie da się uciec, nawet zakładając, że nie chodzisz do klubów i na koncerty. Żeby uciec od dymu papierosowego musiałabym: A)nie chodzić na uczelnię, bo przed _wszystkimi_ wejściami do budynku stoi zawsze grupka palaczy i jeżeli chcesz się dostać do środka, musisz przedrzeć się przez ścianę dymu B)nie jeździć pociągami, bo ludzie _nagminnie_ palą na korytarzu i nie raz zdarzyło mi się przechodzić przez korytarz, który był dosłownie siny od dymu C)nie wychodzić ze swojego mieszkania, bo ludzie palą na klatce D)nie wychodzić na ulice, bo ludzie miewają ten głupi zwyczaj, że idą z zapalonym papierosem w ręku i dym nikotynowy wionie prosto na osobę idącą za palaczem Ja nie widzę możliwości uniknięcia takich sytuacji bez całkowitego zakazu palenia w miejscach publicznych i wydzielenia szczelnych palarni. Btw, znam wiele przemiłych osób, które palą. Nie mam też nic przeciwko ich nałogowi, dopóki nie chuchają mi dymem w twarz (a znam ludzi, którzy wyjątkowo się starają, aby ich palenie nie przeszkadzają nikomu - czym wzbudzają mój ogromny szacunek). Ale dla debila, który mnie zaczadza w miejscu, do którego po prostu muszę przychodzić, nie mam litości. I jeszcze jedno. Problem ze śmierdzeniem nie polega na tym, że palacz śmierdzi (przynajmniej dla mnie), ale że innych zasmradza. Kiedy człowiek wychodzi z domu na randkę, egzamin czy na wizytę do teściowej, wymuskany i pachnący, w świeżych ciuchach i z umytymi włosami i już w windzie te umyte włosy i pachnące ciuszki przechodzą mu smrodem petów, który pozostaje już na cały wieczór/dzień, to można się w tyłek ugryźć. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 17:53 zarin napisała: > > Uważasz, że moje wypowiedzi też są pogardliwe? > > Napisałaś na samym początku coś w stylu "nie znoszę palaczy i nie wstydzę się t > ego powiedzieć" - to nie jest pogardliwe? > Naprawdę dużym problemem w tym wątku jest pogarda dla palaczy jako takich, a ni > e kwestia narażania na kontakt z dymem osób, które sobie tego nie życzą. Przepraszam, a co jest pogardliwego w wyrażeniu "nie znoszę palaczy"? Ja pogardę definiuję inaczej, a twoje podejście wydaje mi się śmieszne. Pogarda to jest, jak napiszę, że palacze to idioci pozbawieni umiejętności logicznego myślenia i przewidywania prostych konsekwencji, społecznie szkodliwi pychopaci oraz słabe charaktery wymagające natychmiastowej przymusowej psychiatrycznej pomocy, bo sami nie są w stanie wyzbyć się chorego nałogu. Czegoś takiego w tym wątku chyba nie było, prawda? Więc o co chodzi? Nie klasyfikuję ludzi na niepalących i palących i jest mi obojętnie, co ludzie robią w swoim życiu, dopóki nie będą czuła się zmuszona w nim uczestniczyć. Ja będą miała ochotę się zatruwać, to chcę sama decydować w jaki sposób, to chyba jest łatwe do zrozumienia? Nie widzę też potrzeby politycznej poprawności w stosunku do palaczy i dyskusji o równouprawnieniach oraz tolerancji dla tego nałogu. Akurat w tym przypadku niepalący mają wszelkie prawa i argumenty po swojej stronie, by wykazać zdrową nietolerancję i palenie zwalczać. W ogóle nie ma się czego wstydzić. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 11.02.10, 21:50 joankb napisała: > Nie dziwi mnie meritum niektórych wypowiedzi tylko ich ton - pogarda, spychanie > do kategorii "gorszych". yy - a czy trwanie w nałogu nie spycha człowieka do tej kategorii "gorszych"? niedoskonałych, nie radzących sobie, powodujących u siebie choroby, u innych dyskomfort..? Jeżeli mam wybrać miejsce w autobusie i mam wybór - osoba, która paliła przed chwilą lub osoba niepaląca, wybiorę tę, która nie śmierdzi.. To nie spychanie palaczy do kategorii "gorszych", oni sami się tam zepchnęli i złości, ze ktoś to nazwie..? Odpowiedz Link
nomina Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 11:37 I kolejny przykład! Może wypowie się jakaś właścicielka pubu czy restauracji: dlaczego toalety i miejsca dla palących są tak rozplanowane, że ZAWSZE do wc trzeba przejść przez część przeznaczoną dla palących. Dlaczego tak jest? Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 11.02.10, 21:45 jul-kaa napisała: (...) > Oczywiście, że można PRÓBOWAĆ załatwić to grzecznie. Ja jak już nie mogę znieść > czyjegoś dymu, to uprzejmie proszę, żeby ta osoba przeszła dalej (ew. zgasiła > papierosa). I uwierz mi proszę - jestem spokojna i grzeczna. A reakcje w > większości przypadków są albo agresywne, albo kpiąco złośliwe. I oczywiście moja > prośba nie daje rezultatów. MOja prośba często daje rezultaty, ale tak okropnie mnie wkurza, ze musze prosić o to, że czasem mam ochotę krzyczeć. A czasem się nie odzywam i staram się wytrzymać. Np. na przystanku autobusowym podczas deszczu.. W urzędzie w jakimś pokoju.. Zwyczajnie - czasem mi się nie opłaca zwracać uwagi.. Odpowiedz Link
psuj-ka Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 10:14 Myszo, tacy palacze jak Ty to raczej rzadkość... Co chwilę spotykam ludzi palących pod wiatą przystanku, stojących bezpośrednio przez zakazem palenia :/ a jak się im zwróci uwagę, to są wielce obrażeni. Tak samo w pociągach. Kiedyś w pociągu jakiś facet zapytał mnie, czy będzie mi przeszkadzało, jeśli zapali. Powiedziałam, że tak. A on... odszedł 2 kroki i zapalił. Jeżeli wychodzę z mieszkania i wokół mnie są kłęby dymu, to szlag mnie trafia. Niestety, ja jakoś nie widzę zbyt wielu pubów czy kawiarni dla niepalących, a jestem z dużego miasta. Nikt mnie nie zmusza, żebym tam chodziła, to prawda, więc tego nie robię. Nie ma dla mnie nic gorszego, niż przebywanie w towarzystwie palących i przesiąknięcie tym smrodem. Spycham i będę spychała niekulturalnych palaczy do kategorii "gorszych", bo psują mi nie tylko nastrój, ale też i zdrowie. Co do posta turzycy - marzę o życiu w kraju, gdzie jest zakaz sprzedaży tytoniu! szkoda, że dopiero za 30 lat chcą to wprowadzić, bo chętnie bym się przeprowadziła. Odpowiedz Link
agafka88 Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 12:39 myszaaa163 napisała: Jednak wyrastajace jak grzyby p > o > deszczu lokale dla niepalacych mowia same za siebie-trend zaczyna sie odwracac > bez odgornych obostrzen i te wydaja sie zwyczajnie zbedne. Pragne jedynie przypomniec, ze problem palenia w lokalach nie jest jedynie krakowsko-warszawski. Niestety patrzysz na sprawe jedynie z perspektywy duzego miasta. U mnie, w malym miasteczku takiego lokalu nie uswiadczysz. I co mam zrobic w takiej sytuacji? Zreszta nawet w Lublinie, gdzie studiuje, nie widzialam jeszcze pubu bez papierosow. Herbaciarnie - tak, ale czasem czlowiek chce sie tez piwa napic. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 11.02.10, 21:56 agafka88 napisała: > Pragne jedynie przypomniec, ze problem palenia w lokalach nie jest > jedynie krakowsko-warszawski. > > Niestety patrzysz na sprawe jedynie z perspektywy duzego miasta. U > mnie, w malym miasteczku takiego lokalu nie uswiadczysz. I co mam > zrobic w takiej sytuacji? Niestety to racja. W krakowie jest wiele lokali dla niepalących, ale teraz mieszkam w mniejszym mieście i są tu takie dwa - z intensywnie pachnącą pizzą (no niestety nie zawsze mam ochotę wąchać zapachy jedzenia, zwłaszcza wieczorami nie widzę potrzeby robić sobie smaka) Kawy nie ma gdzie wypić, chyba ze są ogródki ( a wtedy też trzeba dobrze usiąść). Niestety, jeżłei w sali o powierzchni ok50M jedna osoba zapali papierosa to będzie ten zapach czuć wszędzie.. A jeżeli jest to "tańszy" papieros albo palony łapczywie, to smród staje się duszący.. Odpowiedz Link
szarsz Re: Kinga Dunin o zakazie palenia 07.02.10, 13:08 Ja jestem z domu, gdzie oboje rodzice palili. A raczej kopcili jak smoki. I niedobrze mi się robi (nie, nie obrażam, naprawdę zbiera mi się na wymioty) od dymu tytoniowego. A nie jestem w stanie przebywać w jednym pomieszczeniu z osobą, która pali w domu i chodzi w takich prześmierdniętych starym, przetrawionym dymem, ciuchach. myszaaa163 napisała: > Nie rozumiem jednak wielu wypowiedzi... Nie kopce na klatkach > schodowych, To jesteś wyjątkiem. Mój sąsiad nie reagował na prośby w ogóle. Najgorzej, że jak palił pół piętra niżej, przy otwartym oknie, to i tak ciąg powietrza wtłaczał nam ten smrodek do domu, przez zamknięte drzwi :( Przestał dopiero wtedy, gdy usłyszał dość nieprzyjemną wypowiedź pod swoim adresem. Inny palił w windzie! W windzie, jakby nie mógł wytrzymać 30 sekund. Nie muszę chyba mówić, że po zapaleniu sobie przez takiego (...) w windzie smród utrzymywał się przez co najmniej kilka godzin. I też nie pomagało nic, prośby, nie prośby. Na szczęście się wyprowadził, bo już byłam gotowa na rękoczyny... > ani przystankach, Ale się rozejrzyj, proszę. Ja rzadko jeżdżę autobusem, ale u mnie palą z jednej strony wiaty, z drugiej i pod wiatą też. Szanuję tych, którzy ustawiają się z wiatrem, ale część ustawia się tak, że caly dym leci na przystanek. Jeszcze nigdy nikt nie przesunął się na moją prośbę. > Przyklady inaczej zachowujacych sie palaczy nie sa norma! To jest > zwykly brak kultury! Jak zwał tak zwał. To w każdym razie powszechne i pewnie krzywdzące dla takich jak Ty... > Zadziwia mnie natomiast jak mozna chamstwo probowac tepic > chamstwem? (Smrodliwy dezodorant na klatce?) Przeciez to nakreca > dodatkowo i tak niezdrowa sytuacje... A jak inaczej? Proszę - głuchy, proszę drugi raz - głuchy. Administracja wiesza zakaz na klatce - ślepy. No to co mam zrobić? Przestaję być przyjemna. Po prostu. > Wszystko da sie zalatwic grzecznie i w taki sposob by nie znizac > sie do poziomu ponizej swej normy. eeeeeeeeeee. Jakby to powiedzieć.... nie zawsze się da? Bo 90% uważa, że się czepiam i że marudzę i że mam nierówno pod sufitem. I że co im tam będzie jakaś baba gadać? > Doskonale zdaje sobie sprawe z tego,ze jezeli ktos pali paczke > dziennie to raczej nie pachnie fiolkami. Ej, ale jak ktoś się nie myje, to też śmierdzi i takie właśnie wypowiedzi można spotkać wszędzie. > Dostaje mdlosci i jest mi autentycznie niedobrze gdy widze jak > ktos obgryza paznokcie, jednak szkodzi on wyłącznie sobie. Odpowiedz Link
maith Myszo :) 07.02.10, 16:44 Myszo, ale jak Ty nie kopcisz ludziom na klatkach, pod wiatami przystankowymi, w windach itp. to jednak od początku reagujesz inaczej niż ludzie, którzy to robią, prawda? :) Ty jesteś kulturalnym palaczem. A te niechętne wypowiedzi skierowane są na palaczy-chamów. Ciebie nie trzeba prosić, żebyś np. przestała palić w windzie, bo nigdy nie wpadłabyś na zrobienie czegoś tak chamskiego. Odpowiedz Link
daslicht Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 15:49 demotywatory.pl/868429/Zakazy Powyżej było o Dunin, baba wkurzała mnie wcześniej w paru sprawach, ale teraz ma ode mnie -1000. Odpowiedz Link
myszaaa163 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 17:59 Dziewczyny,dla mnie Wasze racje i argumenty same w sobie sa oczywiste. Jednak chwilami razi mnie sposob,w jaki tymi argumentami operujecie i na to chcialabym zwrocic Wam uwage. Potrafie postawic sie w Waszej sytuacji i doskonale rozumiem. Jednak wezcie pod rozwage,ze wiekszosc palaczy na dzis dzien (przynajmniej w krk) czuje sie dyskryminowana i szykanowana. Zadziornym tonem zaostrzacie i tak napieta sytuacje. Jak sobie radzic wiec? "Silom i godnosciom osobistom" ;) A powaznie-najlepiej chyba uprzejmie i do skutku. Ktos na gorze zapomnial przed wprowadzeniem zakazow ruszyc z kampaniami spolecznymi,a szkoda... Bo jednak dla palaczy zycie w dymie jest oczywiste i nie zastanawiaja sie nad tym na codzien. Ktos Wam powie,ze jestescie upierdliwe? No i co z tego? Przeciez sobie,a nie Wam wystawia w ten sposob opinie! Odpowiedz Link
szarsz Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 18:14 myszaaa163 napisała: > Ktos Wam powie,ze jestescie upierdliwe? No i co z tego? Przeciez > sobie,a nie Wam wystawia w ten sposob opinie! Ale tu nie chodzi o opinię. Chodzi wyłącznie o SKUTEK. Niedopuszczalne jest, żebym ja, siedząć we WŁASNYM domu, chorowała przez cudze fanaberie i cudze lekceważenie grzecznych próśb. No sorry. A to jest sytuacja życiowa. Mój sąsiad wszystkie prośby zbywał "a bo mi żona nie pozwala palić w domu". I palił dalej. No to ja się pytam, co miałam zrobić? Cierpieć w milczeniu w imię owej godności? Nie, usłyszał parę ostrych, nieprzyjemnych słów, co w końcu pomogło. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 18:17 myszaaa163 napisała: > Dziewczyny,dla mnie Wasze racje i argumenty same w sobie sa oczywiste. Jednak > chwilami razi mnie sposob,w jaki tymi argumentami operujecie i na to chcialabym > zwrocic Wam uwage. > Potrafie postawic sie w Waszej sytuacji i doskonale rozumiem. Jednak wezcie pod > rozwage,ze wiekszosc palaczy na dzis dzien (przynajmniej w krk) czuje sie > dyskryminowana i szykanowana. No na płacz się zbiera. ;-) Dyskryminowani i szykanowani palacze. Jesteś pewna, że żyjesz na tej samej planecie? > A powaznie-najlepiej chyba uprzejmie i do skutku. Ja czuję się torroryzowana przez palaczy od 40 lat, ile mam jeszcze czekać? Do usranej śmierci? Bardzo przepraszam za wulgaryzm, ale czasem mam właśnie takie wrażenie. I tak, czasem życzę raka płuc upierdliwej sąsiadce z dołu, która w wyjątkowo piękne i ciepłe wieczory kopci sobie na balkonie uniemożliwiając mi korzystanie z niego. Przynajmniej ten jeden problem miałabym z głowy. Odpowiedz Link
myszaaa163 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 18:40 pierwszalitera napisała: > No na płacz się zbiera. ;-) Dyskryminowani i szykanowani palacze. Jesteś pewna, > że żyjesz na tej samej planecie? Tak,najlepszym tego przykladem jest Twoj post. Mniemam,iz jestes osoba o krysztalowym charakterze i takiej osobowosci,ktora nie posiada wad,ktore moglyby irytowac innych. Pozazdroscic. >I tak, czasem życzę raka płuc upierdliwej sąsiadce z dołu, która w wy > jątkowo piękne i ciepłe wieczory kopci sobie na balkonie uniemożliwiając mi kor > zystanie z niego. Przynajmniej ten jeden problem miałabym z głowy. To takie polskie... Czekac? Nie,nie czekac. Jezeli nie bedziesz raz za razem werbalizowac swoich mysli odnosnie dymu lecacego na Ciebie to ciezko spodziewac sie jakichkolwiek efektow,wtedy i 140 lat moze byc malo. Z takim zapalem dziewczyny potrafily lobbowac odnosnie bielizny,dlaczego wiec zadna zwolenniczka swiata bez dymu nie wezmie sie za jakakolwiek kampanie spoleczna? Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 18:54 myszaaa163 napisała: > Mniemam,iz jestes osoba o krysztalowym charakterze i takiej osobowosci,ktora ni > e > posiada wad,ktore moglyby irytowac innych. Pozazdroscic. Nie rozmawiamy tu o moim charakterze. Mnie słabości twojego też nie interesują. Zdaje się, że chodziło o palaczy i ich niezdrowo-śmierdzący nałóg palenia? Czy masz może jakieś inne informacje doytczące najnowszych badań w tej sprawie? > To takie polskie... Po 20 latach na emigracji w mulikulturowym środowisku bardzo trudno mi o prostą klasyfikację tego co polskie, a co jakieś inne. Ty nie masz najwidoczniej z tym problemów. Jezeli nie bedziesz raz za razem werbalizowac swoich > mysli odnosnie dymu lecacego na Ciebie to ciezko spodziewac sie jakichkolwiek > efektow,wtedy i 140 lat moze byc malo. > Z takim zapalem dziewczyny potrafily lobbowac odnosnie bielizny,dlaczego wiec > zadna zwolenniczka swiata bez dymu nie wezmie sie za jakakolwiek kampanie > spoleczna? Piszesz tak, jakby ci przeciwnicy palenia obudzili się właśnie z głębokiego snu i nagle zaczęli histerycznie krzyczeć, że palenie jest be. Mnie wyjątkowo zniechęcające filmy o szkodliwości palenia pokazywali już w podstawówce. W ciemnych komunistycznych latach 70-tych. W świetlicy na starym projektorze. Jakoś nie przyniosło rezultatów. Nie ma więc co liczyć na dobrowolne oświecenie i potrzeba silniejszych pocisków. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 11.02.10, 22:05 pierwszalitera napisała: > chęcające filmy o szkodliwości palenia pokazywali już w podstawówce. W ciemnych > komunistycznych latach 70-tych. W świetlicy na starym projektorze. Jakoś nie > przyniosło rezultatów. Nie ma więc co liczyć na dobrowolne oświecenie i potrze > ba silniejszych pocisków. jest na co liczyć. Gdyby każdy niepalący po wejściu do szkolnej (studenckiej) toalety zgłosił swoje niezadowolenie administratorowi budynku, w końcu zostałyby założone czujniki dymu i ktoś płaciłby za przyjazd strażaków - problem można by znacznie ograniczyć. Gdyby każdy niepalący za każdym razem zwracał uwagę na przystanku palaczom/wzywał policję(?) czy coś - odzwyczailiby się od tego.. Gdyby palący zaczęli się liczyć z tym, ze przeszkadzają innym - również Ci, których nikt nie uczył kultury zaczęli by przestrzegać pewnych norm.. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 11.02.10, 23:34 kotwtrampkach napisała: > pierwszalitera napisała: Nie ma więc co liczyć na dobrowolne oświecenie i p > otrze > > ba silniejszych pocisków. > > jest na co liczyć. Gdyby każdy niepalący po wejściu do szkolnej (studenckiej) > toalety zgłosił swoje niezadowolenie administratorowi budynku, w końcu zostałyb > y > założone czujniki dymu i ktoś płaciłby za przyjazd strażaków - problem można by > znacznie ograniczyć. Być może. Nie jestem jednak na tyle naiwna, by wierzyć w aż taką asertywność niepalących, którą możnaby było na dodatek spowodować dobrowolną rezygnację z przywileju palenia u osób uzależnionych. A odgórny zakaz daje ludziom broniącym się przd papierosowym dymkiem odpowiednie narzędzie do ręki. Niepalący nie musi wtedy za każdym razem argumentować i tłumaczyć się dlaczego palenie w jego obecności mu przeszkadza. Będzie przepis i to powinno wystarczyć. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 12.02.10, 09:36 pierwsza litero, przepis nie wystarczy - tego akurat jestem pewna, choćby te wspomniane wcześniej uczelniane toalety, które doprowadzały mnie do rozpaczy Przepis + edukacja (głównie niepalących) - to po jakimś czasie ma szansę dać rezultaty. I jeszcze coś, co ładnie nazywa się "nieuchronnościa prawa" , ale w polsce ogólnie jest mało znane, mogłoby sie przydać. Odpowiedz Link
madzioreck Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 12.02.10, 20:02 pierwszalitera napisała: A odgórny zakaz daje ludziom broniącym s > ię przd papierosowym dymkiem odpowiednie narzędzie do ręki. Niekoniecznie :( Przepis mówi też, że od 22:00 do 6:00 obowiązuje cisza. I co? Wszyscy mają to gdzieś. Wzywasz policję i słyszysz, że sąsiedzkie sprawy należy załatwiać między sobą :( To tylko taki przykład. Odpowiedz Link
szarsz Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 12.02.10, 20:59 madzioreck napisała: > Wszyscy mają to gdzieś. Wzywasz policję i słyszysz, że sąsiedzkie > sprawy należy załatwiać między sobą :( Zartujesz sobie :( U mnie byli studenci, co o 2 w nocy na werblu grali. To policja przyjechała i wiem, że załatwiali sprawę z rodzicami. Skutecznie, bo młodzież się wyniosła. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 00:22 madzioreck napisała: > Niekoniecznie :( Przepis mówi też, że od 22:00 do 6:00 obowiązuje cisza. I co? > Wszyscy mają to gdzieś. Wzywasz policję i słyszysz, że sąsiedzkie sprawy należy > załatwiać między sobą :( Nie, ja osobiście jeszcze nie wzywałam, tylko proszę zwykle o to męża, bo mam wrażenie, że męska skarga brana jest na policji bardziej nas serio (to trochę inny temat). I policja zawsze przyjeżdżała i nigdy nie było argumentów o sąsiedzkim załatwianiu spraw. Mieliśmy nawet na przeciwko długo uciążliwych sąsiadów, ale na szczęście dom sprzedano i przerobiono na mieszkania własnościowe. Teraz nowi właściciele w nocy śpią, bo pewnie w dzień muszą na te mieszkania pracować, a my mamy też spokój. ;-) Jeżeli jest jakiś przepis to możesz się na niego powołać. Gdy zabroniono palenia w mojej uczelnianej kafejce, to też kilkakrotnie zwracałam niedobitkom uwagę, że już nie wolno. Nieraz spotkałam się ze zdziwieniem, ale nawet wtedy papieros został zgaszony. Ludzie czasem palą, bo nikt nie protestuje, nie każdy palący będzie od razu chamem i będzie chciał robić na złość. A o odwagę na zwrócenie uwagi łatwiej, gdy poparta jest odpowiednim przepisem. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 15:24 madzioreck napisała: > Niekoniecznie :( Przepis mówi też, że od 22:00 do 6:00 obowiązuje cisza. I co? > Wszyscy mają to gdzieś. Wzywasz policję i słyszysz, że sąsiedzkie sprawy należy > załatwiać między sobą :( > To tylko taki przykład. hmm, policjanci to ludzie i z nimi trzeba rozmawiać. Czasem wystarczy powiedzieć, że jest się strasznie zmęczonym, ze ten hałas trwa i trwa, zrobić cierpiącą minę. Dobrze się powołać na swoje prawa - do ciszy, do spokojnego snu w nocy, itp. POdkreślić, co się słyszało zwracając sąsiadom uwagę, ile razy, że bez skutku. Jak nie działa, warto poprosić o podanie podstawy prawnej braku ingerencji w "sąsiedzkie spory" i poprosić "na piśmie". zawsze można jeszcze się poużalać nad ciężką pracą policjantów i ładnie poprosić o pomoc w rozwiązaniu sytuacji (to nie tylko na policjantów działa) Jeszcze jest ktoś taki, jak dzielnicowy - mozna swojego znaleźć, umówić isę, przedstawić problem i poprosić o pomoc w rozwiązaniu. I nie dać się zbyć (tylko konkrety - co zrobić, co on zrobi, kiedy, ewentualnie kiedy przyjść - konkretny termin - żeby dowiedzieć się konkretów) :-) Odpowiedz Link
heliamphora Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 18:51 Myszo, a na czym polega krakowska dyskryminacja palących? Bo ja, niepaląca i mieszkająca w Warszawie, też się czuję dyskryminowana, czy też raczej podduszana dymem w majestacie prawa oraz wbrew prawu. Mnóstwo dymu w pubach, w 95% kawiarni, w klubach (pokażcie mi choć JEDNO miejsce w Wwie, gdzie można potańczyć, a nie ma dymu!), na koncertach (szlachetnym wyjątkiem jest CBA z osobną palarnią, ale to tylko jedno miejsce), w strefach dla niepalących w restauracjach (zjawisko dyfuzji), na przystankach... Niechęć do dymu traktowana jest jak fanaberia przewrażliwionej damulki i kwitowana albo kpinami, albo agresją. Odpowiedz Link
moniach_1 Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 20:47 > Powyżej było o Dunin, baba wkurzała mnie wcześniej w paru sprawach, ale teraz m > a ode mnie -1000. Dlatego że pali? Czy o coś konkretnego ci chodzi? Bo ona chyba stara się kwestię rozwiązać tak, żeby nadal palić, ale nie szkodzić otoczeniu Odpowiedz Link
nomina Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 07.02.10, 21:49 Ale ten zakaz z demotów nie jest taki głupi. Oto ostatnimi czasy, mimo że prawo definiuje pojęcie dozwolonego użytku, przedstawiciele ZAiKS chcą haraczu np. od przychodni, w której rejestratorki mają włączone radio. Moim zdaniem - autor tabliczki chciał pokazać głupotę nadgorliwości niektórych urzędników. Odpowiedz Link
daslicht Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 11.02.10, 18:02 Napisałam, że jest głupi? Nie, bo nie o to mi chodziło. Skojarzyło mi się z tym wątkiem, bo chcesz czy nie, to słyszeć będziesz Odpowiedz Link
heliamphora Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 19:34 Mam ci ja sporą kolekcję różnych perfum, wszystkie moje zapachy są jak dla mnie przepiękne, ale niektóre dość nietypowe, a nawet mocno kontrowersyjne. Znacznie się różnią od powszechnie lubianego Lancome Hypnose czy innego D&G Light Blue. Otóż pomyślałam sobie, że będąc w palącym bez skrupułów towarzystwie, wyperfumuję się intensywnie taką np. wędzoną herbatą, opoponaksem, zapachem sody czy wyprawionego zamszu. Mnie będzie miło i przyjemnie, tak jak palaczom jest miło i przyjemnie z papieroskiem, oni będą musieli wytrzymać w obłoczkach perfum, jak ja muszę wytrzymywać w ich dymie, i każdy będzie roztaczał wokół swój ulubiony zapach, i wszyscy będą szczęśliwi ;) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 20:52 heliamphora napisała: > Otóż pomyślałam sobie, że będąc w palącym bez skrupułów towarzystwie, > wyperfumuję się intensywnie taką np. wędzoną herbatą, opoponaksem, zapachem sod > y > czy wyprawionego zamszu. Mnie będzie miło i przyjemnie, tak jak palaczom jest > miło i przyjemnie z papieroskiem, oni będą musieli wytrzymać w obłoczkach > perfum, jak ja muszę wytrzymywać w ich dymie, i każdy będzie roztaczał wokół > swój ulubiony zapach, i wszyscy będą szczęśliwi ;) Wszystko fajnie, gdyby nie ten jeden fakt, że palacze mają zwykle nieco upośledzony węch. Konsekwencja palenia. Podobnie jak ich marniejszy zmysł smaku. Także przypuszczam, że wchodziłabyś więcej na nerwy biednym współniepalaczom niż "wrogowi". ;-) Palacze są też odporni i wytrzymali z natury, inaczej nie byliby palaczami. Ja po uwędzonym wieczorze pół nocy spać nie mogę, bo wykrztuszam smołę, cały następny dzień mi niedobrze, a dwa dni boli mnie głowa. Tylko od biernego palenia. By palić aktywnie nie wolno być zbyt wrażliwym. ;-) Odpowiedz Link
nomina Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 21:51 O, niekoniecznie. Bierny palacz wdycha 8 razy więcej toksyn, bo wdycha je z czystym dymem, a palacz "czynny" filtruje przez filtr w ustniku. To tak jakby ktoś w masce p/gazowej rozpylał na Ciebie jakiś gaz trujący. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 21:58 nomina napisał(a): > O, niekoniecznie. Bierny palacz wdycha 8 razy więcej toksyn, bo wdycha je z > czystym dymem, a palacz "czynny" filtruje przez filtr w ustniku. To tak jakby > ktoś w masce p/gazowej rozpylał na Ciebie jakiś gaz trujący. Super. :-/ Jeszcze jeden argument za zerem tolerancji. Odpowiedz Link
madzioreck Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 22:53 nomina napisał(a): > O, niekoniecznie. Bierny palacz wdycha 8 razy więcej toksyn, bo wdycha je z > czystym dymem, a palacz "czynny" filtruje przez filtr w ustniku. To tak jakby > ktoś w masce p/gazowej rozpylał na Ciebie jakiś gaz trujący. No chyba teraz żartujesz... palacz wdycha przez filtr DODATKOWO, a nie tylko, ponieważ oddycha tym samym powietrzem, co siedzący obok niego niepalący, więc porównywanie filtru do maski gazowej jest średnio trafione. Odpowiedz Link
nomina Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 23:16 Hm, może z tą maską to nie był najlepszy przykład, ale o tym, że bierny wdycha wielokrotne stężenie, bo palacz wdycha przez filtr, czytałam w poważnych artykułach. I chyba nie do końca tak, jak piszesz, bo palacz, wdychając, ma zamknięte oddychanie przez nos... Odpowiedz Link
madzioreck Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 23:19 Nomina, zaciągając się może tak, ale przecież pomiędzy jednym a drugim zaciągnięciem się fajką palacz też oddycha, bez filtru :) Dokładnie tym samym, zadymionym powietrzem, co niepalący siedzący obok. Ja też czytałam takie informacje, ale to jest po prostu nielogiczne. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 11.02.10, 22:17 to niestety jest logiczne.. * palacz podczas palenia blokuje sobie część czerwonych krwinek tlenkiem węgla - więc te najbardziej szkodliwe składniki dymu nie są transportowane przez jego krew w takiej ilości, jak u osoby niepalącej * palacz ma zazwyczaj sporo smoły w płucach (chrząka sobie i kaszle) - to dodatkowa "osłona" przed dymem, której nie produkuje tyle niepalący * zażywając jakąś truciznę zaczynając od bardzo małych ilości - mozemy się uodpornić od bezposrednich skutków tej substancji (zazwyczaj na jakiś czas) *wydychany dym jest bardziej szkodliwy od tego, czym sie zaciąga palacz - a wydmuchuje zaazwyczaj "od siebie", czyli "do innych".. jeszcze coś było, ale nie pamiętam juz.. Na pewno jeszcze dochodzi brak przyjemności u niepalącego - to tak jakby sąsiad jadł ciasteczka, a ja bym tyła.. Odpowiedz Link
moniach_1 Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 07.02.10, 22:09 >Podobnie jak ich marniejszy zmysł smaku Prawda, kojarzę z rozmowy z palaczem, który rzucił po wielu latach, że największą zmianą był fakt, że jedzenie nagle miało smak :) Odpowiedz Link
milstar Re: Rozważam kulturalny sposób odwetu ;) 10.02.10, 13:19 pierwszalitera napisała: > Wszystko fajnie, gdyby nie ten jeden fakt, że palacze mają zwykle nieco upośled > zony węch. Konsekwencja palenia. Podobnie jak ich marniejszy zmysł smaku. Bo węch ma wpływ na smak. Często jest tak, że osoby, które tracą węch, nie czują smaku potraw Odpowiedz Link
palacsinta Palenie z trzeciej ręki 09.02.10, 14:12 wyborcza.pl/1,75476,7542197,Naukowcy__Palenie___z_trzeciej_reki___takze_rakotworcze.html Odpowiedz Link
bebe.lapin A co z palaczami w domu? 09.02.10, 14:50 Bo po wprowadzeniu ustawy okaze sie, ze mamy wiecej praw w przestrzeni publicznej niz w rodzinnym domu. U mnie matka pali duzo, ale siostra jeszcze wiecej chyba. Swieta w domu to byl dla mnie horror. Juz przestalam przebierac w slowach, mowie, ze wszystko smierdzi do obrzydlistwa, ze chce sie zygac, ze to, ze tamto. Nic nie dociera, to ze ja nie moge oddychac, ze jest mi niedobrze sie nie liczy; O smiedzacych ciuchach nie wspomne (jak wrocilam do siebie i otworzylam walizke, to myslalam ze sie poplacze - nie wiedzialam do tej pory, ze ubrania moga tak przesiaknac, choc drzwi do mojego pokoju staram sie miec dokladnie zamkniete). "We wlasnym domu nie bede wychodzic na podworze, zeby zapalic". Odechciewa sie jezdzic do domu, nastepnym razem chyba rozbije namiot w ogrodzie; dosc juz mam terroru papierosowego, ktory musialam znosic cale zycie (rodzice palili od zawsze). Odpowiedz Link
moniach_1 Re: A co z palaczami w domu? 09.02.10, 15:46 > Bo po wprowadzeniu ustawy okaze sie, ze mamy wiecej praw w przestrzeni > publicznej niz w rodzinnym domu. No to chyba jedynym wyjściem byłoby zdelegalizowanie tytoniu w ogóle. btw to ty przyjeżdżasz do rodziców i, niestety, to oni ustalają zasady. Jak oni przyjadą do ciebie, możesz im zabronić palić w domu. Pewnie, że w idealnej sytuacji osoba paląca powstrzymuje się od palenia na prośbę osoby niepalącej (lub idzie zapalić tam, gdzie nikomu nie przeszkadza). Ale szczerze mówiąc chyba ostateczną decyzję ma właściciel mieszkania. Jeśli się nie powstrzyma od palenia, ryzykuje tym, że nie będziesz chciała do niego przyjeżdżać, tak to działa. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: A co z palaczami w domu? 09.02.10, 16:25 Sorry, ale to tez moj dom, rodzinny, jakby nie bylo; to nie to samo, jak jechanie do kogos "w gosci". A smrodza od zawsze, tylko teraz to chyba bardziej odczuwam, bo na co dzien przebywam w strefach wolnych na 100% od dymu. Odpowiedz Link
moniach_1 Re: A co z palaczami w domu? 11.02.10, 17:15 No w sumie tak. Wiesz, ja mam takie podejście, bo od zawsze rodzice mówili, że dom jest _ich_, ja tu mieszkam, ale generalnie jak będę dorosła i będę miała taką możliwość, to mam się wyprowadzić. Ergo - to oni ustalają zasady, decydują o wystroju, co wolno, a czego nie etc. Jak się wyprowadzę, założę swój dom i tam to ja będę dyktować swoje zasady. Rodzice nie palą, ale nie przyszłoby mi do głowy zabraniać im tego w _ich_ domu, po prostu wychodzę z założenia, że nie mam prawa. Tak samo, jak mogłabym im (lub komukolwiek innemu) zabronić tego u mnie. Moja odpowiedź wynikała z tego, że założyłam, że u wszystkich są takie relacje jak u mnie. Widzę, że jednak nie są. Ale w takim razie tym bardziej nie potrafię znaleźć rozsądnego rozwiązania problemu. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 01:36 tak, dom "należy" do rodziców, ale ja nie wytrzymywałam, kiedy mama paliła w kuchni kiedy robiłam sobie śniadanie. mówiłam, żeby sobie poszła :P uważam, że miałam do tego prawo :PP Odpowiedz Link
nomina Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 10:15 Masz rację z małym ale - nikomu nawet we własnym domu nie wolno robić nic, co stwarza zagrożenie prawne, zwłaszcza tak poważne jak uszkodzenie zdrowia/ryzyko bezpośredniego zagrożenia życia (vide: zadymienie ostrego astmatyka). Poza tym jeśli Ty zachorujesz z powodu palenia, to konsekwencje ponoszę potem ja - bo zabraknie pieniędzy na moje leczenie. To nie do końca tak, że w swoim domu rodzice mogą robić, co chcą, zwłaszcza mając obowiązek opieki nad dzieckiem. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 11.02.10, 21:28 moniach_1 napisała: > > No to chyba jedynym wyjściem byłoby zdelegalizowanie tytoniu w ogóle. Myślę, ze delegalizacja nie jest możliwa (zbyt wiele osób ustalających co jest legalne a co nie jest uzależnionych i sami sobie nie podetną gałęzi - tak nałóg działa) Ale jest możliwe potraktowanie palenia przy dzieciach jako przestępstwa - w końcu to stwarzanie zagrożenia życia. Tylko ze nie ma chętnych do egzekwowania tego.. Strasznie mi zal dzieciaków prześmierdniętych dymem. Dorosła osoba może nie jechać do domu rodzinnego nawet - zawsze ma wybór (czasem to nawet pomaga w egzekwowaniu swoich praw) - małe dziecko nie ma wyboru.. Tak sobie myślę, ze rodziców już ciężko będzie wychować, ale jak zostanie wprowadzony zakaz palenia i wreszcie zaczna pojawiac się ludzie, któzy chcą jego przestrzegania i będą głośno mówić o tym (choćby sprawa szkolnych toalet czy toalet w MOPSie, czy korytarzy w urzędach..) - jest szansa, ze róznież w domach bedzie to inaczej wyglądało.. Paliłam długo i dużo, ale do głowy by mi nie przyszło, zeby dmuchać komuś w twarz dymem i jeszcze dziwić się jego protestom! ALe trudniej jest zabrac człowiekowi prawa, niż ich nie dawać. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 11.02.10, 23:11 Miałam dziś kolejną przeprawę z mamą. Mama paliła wiele lat, potem rzuciła, teraz znów pali, ale mało. Nie przyznaje się jednak do tego. W jej (własnym, prywatnym) biurze palić wolno, mama razem ze wspólniczką wprowadziły taki zwyczaj. Kiedy mama do mnie przychodzi, cuchnie strasznie.Zawsze był to dla mnie problem, teraz urósł do rangi katastrofy - kiedy mama zjawia się w drzwiach wiem, czy przebrała się w domu (i wtedy smród jest lekki - tylko włosy), czy też nie. Jeśli nie, ja dostaję silnych mdłości, bólu głowy, który nie przechodzi i kończy się prochami. Próbowałam tłumaczyć, prosiłam, błagałam, powiedziałam wręcz, że przestaniemy się spotykać. Mama trochę rozumie, ale trochę... nie rozumie. Dziś znów przyszła śmierdząca ("przecież się przebrałam! tylko bluzki nie zmieniłam, ale ona NIE ŚMIERDZI!"), dałam jej bluzkę na zmianę, ale też musiałam wziąć prochy przeciwbólowe. Mama twierdzi, że nie może zakazać swoim gościom palenia w biurze. Ja tego po prostu nie rozumiem... Ona nie może, więc ja truję swoje dziecko prochami. Paranoja, nie sądzicie? Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 09:43 heh, ja bym się pewno umawiała z mamą tylko na spacer.. Mam koleżankę, do której nie mogę iść do domu, bo się czuję jak po całonocnej imprezie.. i nie spotykamy się u niej w domu, tylko się włóczymy - nawet z dziećmi.. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 12:29 Po takim numerze - to byłaby ostatnia moja wizyta. Na 10.000%. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 12:53 joankb napisała: > Po takim numerze - to byłaby ostatnia moja wizyta. Na 10.000%. Moment - MOIM numerze...? Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 13:15 Czyli co powinnam zrobić? Ale tak szczerze. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 13:23 A nie wiem :) Dziesiątki rzeczy mnie uczula - w tym kilka popularnych proszków, sporo kosmetyków, duuża grupa perfum. I jakoś nigdy nie wpadłam na obwąchiwanie moich gości czy bliskich, sprawdzanie w czym prali majtki. I jak bum cyk cyk - mam szczerą nadzieję, że nigdy na to nie wpadnę. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 13:34 Ale przecież ja jej nie obwąchuje... Wystarczy, że pojawi się w drzwiach. Naprawdę nie rozumiesz, że ja w zamkniętym pomieszczeniu dostaję natychmiastowego bólu głowy, mdłości itp? Najpierw rzygam, potem biorę prochy. Super po prostu. Pisałaś, że nie spotykasz się z osobami niepalącymi (u siebie w domu) - rozumiem to, ale czy idąc tym tokiem rozumowania ja tez powinnam się z mamą nie spotykać? Bo to nie jest moja fanaberia, tylko bardzo silna reakcja organizmu. Czytałaś posty nominy, prawda? Co ona ma zrobić, kiedy otaczają ją palacze? Bo z lekkością mówisz, ze nie wiesz, co mamy zrobić. Drażnią Cię nasze (antypalaczowe) posty, ale rady nie masz. Mam wrażenie, ze wg Ciebie to jest jakaś fanaberia - że ja z w imię jakiejś wyższej idei udaję, że cierpię czując od własnej mamy papierosy... Mam rację? Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 13:48 Nie tyle mnie drażnią, co już śmieszą. Zawsze mi się wydawało, że zwykła kultura, niepalenie w miejscach, w których są niepalący - wystarcza. Ale po waszych postach widać, że nie, trzeba jeszcze przechodzić przymusowe odkażanie - najlepiej z 10 razy dziennie. Ja wymiękam - i równocześnie przestałam się przejmować. Skoro i tak nic nie pomoże, to w sumie chyba wszystko jedno :). Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 13:52 joankb napisała: > Nie tyle mnie drażnią, co już śmieszą. > Zawsze mi się wydawało, że zwykła kultura, niepalenie w miejscach, w których są > niepalący - wystarcza. > Ale po waszych postach widać, że nie, trzeba jeszcze przechodzić przymusowe > odkażanie - najlepiej z 10 razy dziennie.> Ja wymiękam - i równocześnie przestałam się przejmować. Skoro i tak nic nie > pomoże, to w sumie chyba wszystko jedno :). Z Twoich kolejnych postów wynika, ze nie rozumiesz, o co chodzi. Pytałam m.in. co ma Twoim zdaniem zrobić nomina. Czy jej problemy Cię śmieszą? Czy reakcja mojego organizmu też jest zabawna? Fakt - problemem dla mnie są też palacze w autobusach, od których czuję zapach nikotyny. Przeszkadza mi to, ale nie piszę o tym, bo to nie do przeskoczenia. Ale już własna matka...? Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:06 Nie, nie rozumiem Oszołomstwo jest mi obce. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:18 joankb napisała: > Nie, nie rozumiem > Oszołomstwo jest mi obce. Bardzo się dziwię czytając takie słowa akurat twojego autorstwa. No cóż, czyżby wynik chwilowego nikotynowego odurzenia? Oszołomstwo to jest moim zdaniem tkwienie w idiotycznym nałogu nie przynoszącym nikomu absolutnie żadnych korzyści. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:37 A, to rzecz druga :). Ale na razie nie planuję rzucania, mam inne priorytetowe sprawy na głowie. Natomiast próby wychowywania otoczenia, na tyle mocne, żeby czuć się uprawnionym do zarządzania zmiany odzieży, kąpieli i czegoś tam jeszcze, warunkowe udzielanie audiencji - wybacz, bawią mnie niezmiernie. Znoszę ze strony bliźnich niektóre rzeczy, niektórych nie znoszę. Jak każdy. Ale wychowawczych zapędów w stosunku do dorosłych ludzi - nie miewam. Kurczę, jak w przedszkolu. A tyle było gadania w wątku o otyłości :). Odpowiedz Link
szarsz Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:01 joankb napisała: > Natomiast próby wychowywania otoczenia, na tyle mocne, żeby czuć > się uprawnionym do zarządzania zmiany odzieży, kąpieli i czegoś > tam jeszcze, warunkowe udzielanie audiencji - wybacz, bawią mnie > niezmiernie. I to jest właśnie palacz, z jakimi ja mam się nieszczęście spotykać. Nie rozumie, że to nie kwestia fanaberii, a mojego zdrowia. Czerwone, piekące oczy ma za nic, duszący kaszel takoż. Ot, czepia się durna baba, próbuje ograniczyć święta wolność osobistą palacza i należy to skwitować wyłącznie wzruszeniem ramion. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:32 Głupoty gadasz. Ty czujesz, że masz prawo postawić warunki - ja mogę ich nie zaakceptować. I tyle miałam na myśli. Nie muszę utrzymywać kontaktów ze wszystkimi, nie ma takiego obowiązku. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 17:11 joankb napisała: > Głupoty gadasz. > Ty czujesz, że masz prawo postawić warunki - ja mogę ich nie zaakceptować. I > tyle miałam na myśli. Nie muszę utrzymywać kontaktów ze wszystkimi, nie ma > takiego obowiązku. W swoich czterech ścianach możesz sobie akceptować, albo i nieakceptować, co ci się żywnie podoba. Rozumiem twoje poruszenie, że nie można będzie już tego robić w strefie społecznej. Głupotą jest jednak przymykanie oczu na fakty i będziesz zmuszona pogodzić z się ograniczeniami, na które nastawieni są właśnie ciągle niepalący. Po prostu nie masz innego wyjścia. Dla palących będzie raczej coraz trudniej niż łatwiej. Możesz jeszcze też rzucić palenie i korzystać w przyszłości z przywilejów bezdymnego życia. A argumenty o wolności zachowaj sobie na tematy, które są tego warte. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 17:19 Znowu nie rozumiesz. Nic nie pisałam o paleniu. Pisałam a'propos postu julki, która od swoich gości wymaga przebierania się przed wizytą. I pisałam, że JA bym tego nie zaakceptowała. I tyle. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 18:03 joankb napisała: > Nic nie pisałam o paleniu. Pisałam a'propos postu julki, która od swoich gości > wymaga przebierania się przed wizytą. To pokaż mi proszę, gdzie ja piszę o gościach i o warunkowym udzielaniu audiencji. Piszę o swojej mamie, z którą jestem blisko i na kontakcie z którą mi zależy. Naprawdę potrzebuję rady, a nie nazywanie moich problemów oszołomstwem... Odpowiedz Link
nomina To nie głupoty 12.02.10, 17:21 Niestety, to nie są głupoty. Bo ja od Twojego palenia nie ucieknę. Więcej - Twoje palenie fizycznie mi zagraża. Mnie i mojemu mieniu, bo - pomijając powtarzany problem zagrożenia zdrowia, a a wersji dramatycznej - zagrożenia życia - ubranie za darmo się nie pierze, szamponu za darmo też się nie dostaje. Może zróbmy w drugą stronę - ja będę psikała Tobie w twarz substancją lotną powodującą duszności zagrażające życiu, silnie drażniącą układ nerwowy, co będzie wymagało podjęcia działań medycznych za Twoje pieniądze, silnie kancerogenną i bardzo smrodliwą, osadzającą się na ubraniach i we włosach. Zgodzisz się? Powtórzę pytanie z innego posta - czy jeśli ja rozpylę taką substancję np. w szpitalu, też dostanę 100 zł kary jak osoba, która pali w toalecie albo w dyżurce w szpitalu? Odpowiedz Link
joankb Re: To nie głupoty 12.02.10, 17:26 To poczytaj jeszcze raz - nie dyskutuję z wami o paleniu, jeno o ciuchach. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 18:07 joankb napisała: > Nie muszę utrzymywać kontaktów ze wszystkimi, nie ma > takiego obowiązku. Na tym to polega. CZasem stoimy przed wyborem: nałóg lub człowiek i tego wyboru dokonujemy. W zależności od tego, co/kto jest dla nas ważniejszy.. Odpowiedz Link
palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:02 joankb napisała: > A tyle było gadania w wątku o otyłości :). Ty tak na poważnie, czy po prostu Ci się nudzi i próbujesz siać ferment? Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 16:53 Całkiem poważnie. Oderwij się na moment od tego akurat smrodu ubrań, o którym piszemy i spróbuj to sobie przełożyć na inny zapach, na inną substancję. Odpowiedz Link
palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 17:19 Nie mam problemu z przekładaniem tego na inne zapachy, ale zauważ, że julka (która do tego jest w ciąży, więc odpowiada nie tylko za siebie) nie pisze o tym, że jej się ten zapach nie podoba, tylko o bardzo przykrych reakcjach fizycznych i złym wpływie dymu papierosowego na na jej organizm, za które jest odpowiedzialna bliska jej osoba. I to już nie jest takie proste, bo po pierwsze nie chodzi o tylko o preferencje, a po drugie jest to jej matka, a nie znajoma, z którą można po prostu zerwać kontakty. A analogia z wątkiem o akceptacji otyłości jest wzięta z Księżyca. Czy ktoś umarł na raka albo urodził się upośledzony, bo jego matka zapatrzyła się w ciąży na otyłego człowieka? Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 17:34 Jak już wpadasz w demagogię to znajdź mi przykład, że ktoś umarł, bo odwiedzający go miał na sobie JEDNĄ część garderoby, której nie wyprał. Chyba z cyjanku albo z materiałów promieniotwórczych. Odpowiedz Link
palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 17:49 joankb napisała: > Jak już wpadasz w demagogię to znajdź mi przykład, że ktoś umarł, bo > odwiedzający go miał na sobie JEDNĄ część garderoby, której nie wyprał. Chyba z > cyjanku albo z materiałów promieniotwórczych. Wyżej linkuję artykuł, z którego wynika, że pozostałości dymu papierosowego w tkaninach, mogą mieć działanie toksyczne, a przebywanie w pomieszczeniach, w których od dawna nikt nie palił, ale ciągle unosi się zapach papierosów, może być formą biernego palenia. Ja sama po kilku minutach przyzwyczajam się do tego zapachu, wielokrotnie spałam w śmierdzących dymem pokojach hotelowych, i po przeczytaniu tego artykułu zrobiło mi się nieprzyjemnie. Uważam, że niesłusznie zarzucasz mi demagogię. Jest to szczególnie niesprawiedliwe, ponieważ sama zbudowałaś sobie chochoła: opętanych przez poczucie misji przeciwników palenia, którzy zajmują się obrzydzaniem życia bogu ducha winnym palaczom. I teraz walisz wyjętymi z rękawa argumentami w tego chochoła, a rzeczywisty tok dyskusji przechodzi Ci koło nosa. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 18:04 A, bo rzeczywisty tok "dyskusji", a raczej wylewania frustracji jakoś mnie nie dotyczy. Toteż udziału nie biorę, tylko czytam sobie od czasu do czasu. Co do toksyn - sprawdzasz geigerem czy laboratoryjnie wszystkich swoich znajomych? Jesteś pewna, że nie nanieśli Ci jakichś toksycznych świństw? Odpowiedz Link
palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 18:16 joankb napisała: > A, bo rzeczywisty tok "dyskusji", a raczej wylewania frustracji jakoś mnie nie > dotyczy. No to jest właśnie syndrom widzenia wszędzie chochoła, bo jak na dyskusję o paleniu, niepaleniu i zakazach ten wątek jest zaskakująco sensowny. > Co do toksyn - sprawdzasz geigerem czy laboratoryjnie wszystkich swoich > znajomych? Jesteś pewna, że nie nanieśli Ci jakichś toksycznych świństw? > Cieszę się, że nie zniżasz się do stosowania pozamerytorycznych argumentów;) Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 19:40 Jest co najwyżej jednostronny. Co widzisz dziwnego w moim pytaniu? Pytam czym się różni jedna toksyna od drugiej i czy w stosunku do wszystkich stosujesz te same zasady ochrony? Odpowiedz Link
palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 00:15 joankb napisała: > Pytam czym się różni jedna toksyna od drugiej i czy w stosunku do wszystkich > stosujesz te same zasady ochrony? Nie stosuję żadnych zasad ochrony wobec jakichkolwiek toksyn, bo mi się nie chce. Nie o tym rozmawiamy, tylko o julce, która ma konkretny problem - zapach dymu papierosowego wywołuje u niej mdłości, ból głowy itd. Uważasz, że sobie to wymyśla, żeby mieć pretekst do urządzania matce awantur? Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 11:26 Nie całkiem, albo może nie tylko o tym. Rozmawiamy o tym jak może zareagować druga strona. Według Ciebie powinna się całkowicie dostosować? Według mnie - niekoniecznie. Tzn, tak, jeżeli chce odwiedzać julkę. Ale nie musi po takim zakazie. Można po prostu nie przychodzić wcale. Ja osobiście czułabym się dziwnie już na etapie wyjścia z domu. Co mogę, czego nie mogę włożyć? Czy ten ciuch prałam wczoraj, czy może już go miałam na sobie? A jeśli leżał w szafie, wyprany, ale obok swetra już noszonego? Stres po drodze, stres "na wejściu". Bo może znowu coś nie tak.... I bura, i przebieranie się w cudze ciuchy. Nie. Dla mnie - to sytuacja jednorazowa, już by się nie powtórzyła. Plus rozmawiamy o innych substancjach, które też uczulają, powodują objawy fizjologiczne. Chyba w drugim poście pisałam, że ja mam na liście kilkanaście takich. I tak, mam to gdzieś. Unikam ich, ale nie wymagam od nikogo omijania ich z daleka. Mówię o tym - ale nie nakazuję i nie stawiam warunków. Nie zamknę się w domu i nie zamknę domu z powodu proszku do prania. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 11:51 joankb napisała: > Co mogę, czego > nie mogę włożyć? Czy ten ciuch prałam wczoraj, czy może już go miałam na sobie? > A jeśli leżał w szafie, wyprany, ale obok swetra już noszonego? > Stres po drodze, stres "na wejściu". Bo może znowu coś nie tak.... > I bura, i przebieranie się w cudze ciuchy. Nie. > Dla mnie - to sytuacja jednorazowa, już by się nie powtórzyła. A spójrz na to tak: ktoś jest mi bliski. I wiem, że mogę mu jakąś swoją cechą, zachowaniem, zapachem, wyglądem sprawić ból. Nie psychiczną, emocjonalną przykrość, ale ból. Fizyczny. Silny i obezwładniający. Mogę mieć w nosie, uznać, że to widzimisie ktosia, że stroi fochy i jest oszołomem (tak właśnie uważasz, prawda?). Ale mogę tez uszanować jego problem. Jeśli mi na nim nie zależy i równo wali mnie jego zdrowie i samopoczucie - olewam. Ale jeśli jego zdrowie i dobrostan są dla mnie ważne i umiem spojrzeć troszkę dalej, niż na czubek własnego nosa - dostosuję się... Z miłości, szacunku, troski. Jest jeszcze coś takiego jak bilans zysków i strat - nie ma siły, dostosowujemy się do wymogów otoczenia i jeśli nam w najmniejszym stopniu na tym otoczeniu zależy - przyjmujemy jego wymogi. Ja nie mam wyboru ani wpływu na sytuację. Nie mogę przestać oddychać w towarzystwie własnej matki. Ona ma wybór - może poprosić swoich gości o niepalenie lub przebierać się przed przyjściem do mnie. Ty byś jak rozumiem całkowicie zerwała kontakty, tak? Czy gdybyś szła w odwiedziny do kogoś chorego, u kogo wizyta wymagałaby szczególnej dbałości o sterylność ubrania, to zrezygnowałabyś z tej wizyty, bo ucierpiałoby na tym Twoje wielkie ego? Czy jeśli pójdziesz do znajomych i będziesz chciała wziąć na ręce ich świeżo urodzone dziecko, odmówisz umycia rąk? Dla mnie to kompletnie niepojęte. I nie mówimy o sytuacji dwojga znajomych, którzy mogą po prostu przestać się spotykać. Mówimy o matce, jej dziecku i wnuku. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 12:57 Nie latam z brudnymi łapami, mycie rąk mieści się w jakiejś normie. Co do reszty - ja nie neguje Twoich wyborów, ja je po prostu oglądam ze swojej perspektywy. Uważam, że wymuszasz pełne dostosowanie się, że "wychowujesz", na dodatek racjonalizując to zapewne - no, gdyby całkiem się zmieniła to przecież byłoby dla jej dobra... I nie porównuj tego do wizyt u kogoś ciężko chorego, nie ten kaliber. Tego samego będziesz pewnie wymagała latami, także po urodzeniu się dziecka. A od nie składania wizyt do zerwania kontaktów jest jeszcze bardzo daleko. Na razie korzystasz z przywileju "mój dom - moje wymagania". I mamy pewnie zupełnie inne charaktery. Ja się nie dostosowuję, nie wymagam tego od innych. Moje życiowe "dopasowywanie się" z bliskimi było na ogół burzliwe i długie i nigdy nie bywało jednostronne. Takie proste "przyjmowanie wymogów" jest mi obce i ten bilans pewnie u mnie wygląda zupełnie inaczej. Jeśli mi zależy "w najmniejszym stopniu" to znaczy, że mi nie zależy wcale. Musi mi naprawdę bardzo zależeć, w i tak, w cudzych butach chodzi się źle i te ograniczenia muszą mieć znośny wymiar. I nie mitologizuj, więź rodzinna też ma swoje ograniczenia, mistyka pokoleniowa podlega racjonalizacji, jak wszystko. Nie umiesz sobie wyobrazić wymagań, których nie mogłabyś, albo bardziej nie chciała spełniać? Jeśli możesz - różnimy się tylko progiem tych wymagań. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 13:19 joankb napisała: > I nie porównuj tego do wizyt u kogoś ciężko chorego, nie ten kaliber. Dlaczego nie ten kaliber? Silny ból głowy i wymioty to nie jest kaliber, który Cie rusza? Powtórzę wobec tego pytanie palacsinty - jak Ty byś się zachowała, gdybyś powodowała swoim zapachem moje wymioty - siedziałabyś spokojnie w pokoju i czekała, aż skończę rzygać, zmieniła bluzkę czy strzeliła focha i wyszła, bo uznałabyś rzyganie za oszołomstwo i WYMUSZANIE pełnego dostosowania się? Odpowiedz, bardzo Cie prosze. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:00 Nie strzelam fochów, do gówniarstwa mi daleko. Już to pisałam, po prostu bym nie przychodziła. I jednak nie tak daleko nam do siebie, w końcu wybrałaś opcję - albo, albo :) Mam pytanie odwrotne - jak byś się zachowała gdyby gość otwarcie się NIE dostosował? Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:06 joankb napisała: > I jednak nie tak daleko nam do siebie, w końcu wybrałaś opcję - albo, albo :) Ale ja doskonale wiem, że to jest albo-albo. Problem w tym, że z mojej strony niestety ustępstwo nie jest możliwe. Bo niby jak? Nie oddychać? > Mam pytanie odwrotne - jak byś się zachowała gdyby gość otwarcie się NIE dostos > ował? Jak już skończyłabym rzygać, a on wiedząc, że to z jego powodu, nadal siedziałby w pokoju? Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie takiego buractwa. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:14 Nie pytałam co sobie wyobrażasz tylko co byś zrobiła. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:21 Jeśli gość, przez którego rzygam i biorę prochy nadal siedzi u mnie w pokoju? Poprosiłabym o przebranie się, zaproponowała spacer (o ile byłabym w stanie wyjść), a w ostateczności spokojnie poprosiła, żebyśmy spotkali się innym razem i w innej "atmosferze". Gdyby nie był to mój gość, a męża i istniałby absolutny przymus odbycia wizyty, wyszłabym z pokoju. Trochę nie rozumiem, jaki jest cel Twojego pytania. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:37 I dochodzimy do jakiegoś środka. Nie przyszłabym więcej do domu, ale zaproponowała spotkania na świeżym lufcie, spacer, coś w tych klimatach. Sytuację, w której obie strony czują się bardziej swobodnie. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:48 joankb napisała: > I dochodzimy do jakiegoś środka. > Nie przyszłabym więcej do domu, ale zaproponowała spotkania na świeżym lufcie, > spacer, coś w tych klimatach. Sytuację, w której obie strony czują się bardziej > swobodnie. Pytanie dotyczyło hipotetycznego ziutka czy frani, czy mojej mamy? Bo jeśli kogoś innego, niż mama, to rzeczywiście przy okazjonalnych spotkaniach, spacer byłby rozwiązaniem. W lecie rozwiązaniem byłoby też wyjście do ogródka (mam takowy). Problem jednak w tym, ze z mamą widuję się często, jest mi ona bliska, mieszkamy koło siebie i po prostu się lubimy. Świetnie wiem, że przy braku ustępstw ze strony mamy, rozwiązaniem jest całkowity brak kontaktu lub przeniesienie się na powietrze. Jest jednak zima, jest bardzo ślisko, a ja mam wielki brzuch - wymarzone okoliczności spacerowa, prawda? Niedługo będę miała malutkie dziecko, z którym mama będzie chciała się widywać. Jeśli zostaną nam tylko spacery (dobre i to...), to jednak nie będzie miło. Naprawdę nie jestem osobą, dla której więzi rodzinne są czymś świętym, oczywistym i nienaruszalnym. Nie utrzymuję kontaktu z rodziną, bo jej po prostu nie lubię. Lubię za to swoich rodziców, choć bywa mi czasem trudno się z nimi porozumieć (ale kto tego nie przezywa, prawdaż?). Nie chcę rezygnować z kontaktów (stosunkowo częstych) z nimi, chciałabym je jednak jakoś unormować. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 14:34 joankb napisała: > Nie pytałam co sobie wyobrażasz tylko co byś zrobiła. Problem w tym, że julka nie wie co zrobić. Cały czas liczy na to, że matka zachowa się jak matka z wyobrażeń julki o idealnej matce i ustąpi. Moim zdaniem julka nie ma większego wyjścia i musi mamę ostrzec "jeżeli nie zatosujesz się do moich życzeń, to nie przychodź". Twardy komunikat, ale otworzy oczy matce, że sytuacja jest na serio. Być może będzie odpowiednią motywacją. A jeżeli julka obawia się, że matka może się obrazić i faktycznie więcej nie przyjdzie, to musi cierpieć z powodu smrodu. Czasem w życiu nie można mieć wszystkiego. Ja jestem zdania, że bez odwiedzin matki też da się żyć, matka to nie sjamski bliźniak, ale julka musi sama zadecydować, co jest trudniejsze dla niej do zniesienia. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 15:08 No i właśnie - w sedno. Obie strony podejmują decyzje, tylko na razie julce się wydaje, że ta jej jest słuszniejsza?, niczego przecież od drugiej strony nie wymaga tylko empatii i zrozumienia. Całkiem oczywiste jest to jedno wyjście, julka "wyjścia nie ma". A ja twierdzę, że drugiej stronie wolno podjąć decyzję inną niż się julka spodziewa. I tu proszę nie używać słowa "obrażać się". Obrażanie się, przynajmniej u mnie, z podejmowaniem decyzji nie ma wiele wspólnego. Bez kontaktów, akurat w formie wizyt u córki, też można żyć, choć według mnie akurat to julce trudno sobie wyobrazić. Bo powód jest, według niej błahy, nieważny i wynikałby z "obrażenia". Ja mówię "nie" często, rożne skutki to powoduje, ale nie zdarzają mi się wyrzuty sumienia z powodu, że nie spełniłam czyichś żądań czy oczekiwań. Nie spełniłam,bo tzw. bilans wypadł mi właśnie tak. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 15:27 joankb napisała: > Obie strony podejmują decyzje, To wytłumacz mi jeszcze proszę, jaką decyzję ja podejmuję. Czy to w ogóle można nazwać decyzją? Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 15:48 julko, po prostu przestan histeryzowac, przestan zygac (przeciez robisz to na zlosc mamie, niegrzeczna dziewczynka), przestan byc w ciazy. matka to matka, ma swoje prawa i ciesz sie, ze nie mieszkasz w starozytnym Rzymie, bo takie fochy moglyby sie zle dla Ciebie skonczyc, a tak mozesz demonstrowac swoje rozwydrzenie wszem i wobec. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 16:17 bebe.lapin napisała: > julko, po prostu przestan histeryzowac, przestan zygac (przeciez robisz to na > zlosc mamie, niegrzeczna dziewczynka), przestan byc w ciazy. matka to matka, ma > swoje prawa i ciesz sie, ze nie mieszkasz w starozytnym Rzymie, bo takie fochy > moglyby sie zle dla Ciebie skonczyc, a tak mozesz demonstrowac swoje > rozwydrzenie wszem i wobec. Być może pierwszy pomysł "przestań histeryzować" wcale nie jest taki głupi. I nie piszę tego, by zachowanie julki ośmieszać, tylko wydaje mi się, że każda nieznośna sytuacja wymaga rozwiązania, a czasem nawet nielubianej decyzji. W którymś momencie, gdy nasze starania nie przynoszą danego skutku, to nie ma co płakać i się rozżalać, tylko trzeba kierować się priorytetami. Naszym całym gadaniem tutaj bowiem zachowania matki julki nie zmienimy. Najprawdopodobniej tego nawet nie czyta i wszystkie opinie "o, jaka ta matka okropna i mało empatyczna" po prostu nic konkretnego julce nie dają. Rozterka wielka, może boleć, ale albo pozbędziemy się z kanapy matki (z zapachowymi resztkami nałogu) albo mamy mdłości. Julka nie musi dostosowywać się do warunków matki. Jeżeli ktoś ma lepsze rozwiązanie, to jestem ciekawa. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 16:55 Ano - nie ma. Proste i czyste rozwiązanie jest najlepsze. Dużo lepsze niż ciągnące się latami ewentualne "wpadki", wzajemne żale i tym podobne rozrywki, które większość więzi w końcu sprowadzają do patologii. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 15:51 Tak. Wybierasz, jak przy każdej decyzji między rzeczami, których chcesz, albo które cenisz. I jedna z nich jest dla Ciebie o wiele ważniejsza od drugiej. To jest uprawniony wybór - tyle, że nie ubezwłasnowolnia drugiej osoby. I dokładnie to miałam na myśli. W sytuacji przedstawionej przez ciebie przez w komunikacie "jeżeli chcesz, to...", mój wybór byłby "nie, pod tym warunkiem nie chcę". Na całe szczęście teoretyzujemy, bo ani mnie nie trafiła się taka córka, ani tobie taka matka :)) Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 18:06 joankb napisała: > Tak. Wybierasz, jak przy każdej decyzji między rzeczami, których chcesz, albo > które cenisz. No właśnie nie. Bo to nie chodzi o to, czy ja chcę/nie chcę, lubię/nie lubię zapachu papierosów. Chodzi o reakcję organizmu. Mam wrażenie, że wydaje Ci się, że jest tak, jak napisała bebe - że rzygam "na złość mamie", że mogłabym wziąć się w garść i przestać widzieć w tym problem. To strasznie naiwne myślenie... To nie jest kwestia priorytetów - bo ja nie mam wyboru. Wyborem jest niespotykanie się z mamą, a taka alternatywa nie istnieje (za bardzo się lubimy). Gdyby kwestia dotyczyła kogokolwiek mniej bliskiego (i nie chodzi tu o bliskość genetyczną, a emocjonalną), sprawa byłaby prostsza. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 19:40 Masz wrażenie. Wybierasz pomiędzy właśnie niespotykaniem się, a swoim gorszym/złym samopoczuciem. Czemu upierasz się, że ja tego nie widzę? Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 19:48 joankb napisała: > Masz wrażenie. Wybierasz pomiędzy właśnie niespotykaniem się, a swoim > gorszym/złym samopoczuciem. > Czemu upierasz się, że ja tego nie widzę? Szczerze? Bo nie rozumiesz, nie widzisz, nie dociera do Ciebie, o czym ja mówię i nazwałaś moje problemy oszołomstwem, a to już wyjątkowy rodzaj draństwa. I cóż - przyznam, że w tym momencie zakładam już Twoją złą wolę, chęć upokorzenia i wyśmiania mnie. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 20:17 Dociera i widzę. Nie mam problemów z wizualizacją ostrej alergii, ostrej reakcji na coś tam. Napisałam, że ją miewam, od pewnego momentu towarzyszy mi inhalatorek, przynajmniej czasami. I nie stawiam warunków. Mówię o tym, ale nie warunkuję. Dla mnie to byłoby oszołomstwo, wybieram inaczej i twoje wzburzenie mojego postępowania na pewno nie zmienia. Wybieram inaczej i mam równorzędne do twojego prawo do oceny co jest oszołomstwem, a co draństwem. Odpowiedz Link
daslicht Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 15:42 joankb napisała: "Nie latam z brudnymi łapami, mycie rąk mieści się w jakiejś normie." TERAZ mieści ^^ Ale jeszcze w XIX wieku, kiedy panowie Semmelweis & Lister (wyszukajcie sobie, jeśli nie kojarzycie) kazali personelowi myć ręce przed operacjami/porodami/itepe, zostali uznani za świrów i oszołomów (!). Nabijano się z nich, zwłaszcza z Semmelweisa (był pierwszy, co wyskoczył z takim pomysłem). To, ze mieli rację, dotarło do "szanownego towarzystwa" po jakimś czasie. Teraz jest oczywiste. Choć co niektórzy i tak mają problemy z myciem rąk (to obrzydliwe) - może też uważają, jakie to z nich zaj...ste luzaki, nie wiem, nie czytam w myślach :/ Dlatego ja czekam na zmianę mentalności. Kupę lat czekałam na oficjalny zakaz - i doczekałam się - teraz czekam na zmianę w sposobie myślenia. Za jakiś czas to też będzie OCZYWISTE, a ludzie na forach będą pisać "A wiecie, że jeszcze na początku XXI wieku kłócili się o takie rzeczy? Buehehehehe!". Mam nadzieję, że doczekam! :) Odpowiedz Link
palacsinta Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 11:57 joankb napisała: > Nie całkiem, albo może nie tylko o tym. Rozmawiamy o tym jak może zareagować > druga strona. Według Ciebie powinna się całkowicie dostosować? Gdyby bliska osoba (będąca na dodatek w ciąży) przez to, że nie umyłam włosów, albo nie zmieniłam części garderoby, dostawała torsji i bólu głowy, to bym się, pewnie z jakimś dyskomfortem, dostosowała. Jak to by inaczej miało wyglądać - ja sobie siedzę na kanapie, noga na nogę, a odwiedzana strona rzyga w łazience? Sama nie reaguję na zapach dymu tak jak julka, może też mam szczęście mieć w swoim otoczeniu palaczy, którzy nie siedzą godzinami w zadymionych pomieszczeniach i palą lepsze gatunki tytoniu, więc dla mnie to jest najwyżej kilka minut dyskomfortu, zanim przyzwyczaję się do zapachu, który i tak jest raczej słaby. Problem jest więc dla mnie teoretyczny i nikomu nigdy nie musiałam zwracać uwagi. Ale gdybym zaczęła reagować bardzo źle, to nie wyobrażam sobie sytuacji, w której to ja mam się dostosować i znosić. Odpowiedz Link
szarsz Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 17:14 palacsinta napisała: > Gdyby bliska osoba (będąca na dodatek w ciąży) przez to, że nie > umyłam włosów, albo nie zmieniłam części garderoby, dostawała > torsji i bólu głowy, to bym się, pewnie z jakimś dyskomfortem, > dostosowała. I tu nie chodzi tylko o papierosy, choć one są najpowszechniejsze, dlatego o nich dyskutujemy. Ja kiedyś byłam po tej drugiej stronie i dlatego naprawdę nie rozumiem podejścia "zerwę znajomość a nie umyję się" czy też "mój smród i nikomu nic do niego". Na studiach miałam bowiem laboratorium. Chemia organiczna. Nie była to żadna ciężka chemia, bo przecież chcieli nas nauczyć, a nie wytruć :) No i po zajęciach szłam często do mojej przyjaciółki (do niej było blisko, do mojego wynajętego mieszkania daleko). Ona mi nie raz i nie dwa powiedziała, że śmierdzi ode mnie jak z klatki z małpami, po czym dawała ręcznik, jakiś swój ciuch i otwierała drzwi do łazienki. Nie przyszło mi do głowy, żeby się obrażać, myłam się i mogłyśmy wtedy swobodnie przesiedzieć cały wieczór przy jednym stole :) Czułabym się źle, wiedząć, że jej jest nieprzyjemnie w moim towarzystwie, serio. Mimo tego, że jej nie szkodziłam. Teraz też mam do czynienia z laboratorium. Bardziej fizycznym, analitycznym niż chemicznym, ale jest jeden eksperyment, przy którym używa się rozpuszczalników. Nie bardzo toksycznych, częściej nieprzyjemnych, choć z rzadka nawet toluenu. I niejeden pan/niejedna panna dostali ode mnie poważny ochrzan, jeśli nie pracowali wystarczająco ostrożnie. Gdy narażali kolegów na wąchanie swoich zlewek. Jakoś nikt nigdy nie traktował tego jako napaści na swoją świętą wolność osobistą, a zawsze (ZAWSZE!!!) popierali mnie pracujący obok. Odpowiedz Link
madzioreck Re: A co z palaczami w domu? 14.02.10, 14:20 szarsz napisała: > Ja kiedyś byłam po tej drugiej stronie i dlatego naprawdę nie > rozumiem podejścia "zerwę znajomość a nie umyję się" czy też "mój > smród i nikomu nic do niego". Nie mam pomysłu na rozwiązanie dylematu Julki, ale zastanawia mnie pewna kwestia techniczna. Na ulicy raczej nie unoszą się laboratoryjne opary, którymi przypadkiem można nasiąknąć. Dym z fajek to co innego. Załóżmy, że idę odwiedzić Julkę: od rana nie palę, kąpię się, myję włosy, zakładam świeże rzeczy i taka pachnąca i czyściutka wychodzę z domu. Po drodze natykam się na grupkę wyrostków jarających radośnie na klatce schodowej lub przed nią, później spotykam dwóch panów czyniących to samo pod wiatą na przystanku, a w autobusie siada obok ktoś, kto właśnie skończył palić. I już znów śmierdzę... Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 14.02.10, 15:16 madzioreck napisała: > Nie mam pomysłu na rozwiązanie dylematu Julki, ale zastanawia mnie pewna kwesti > a > techniczna. Na ulicy raczej nie unoszą się laboratoryjne opary, którymi > przypadkiem można nasiąknąć. Dym z fajek to co innego. Załóżmy, że idę odwiedzi > ć > Julkę: od rana nie palę, kąpię się, myję włosy, zakładam świeże rzeczy i taka > pachnąca i czyściutka wychodzę z domu. Po drodze natykam się na grupkę wyrostkó > w > jarających radośnie na klatce schodowej lub przed nią, później spotykam dwóch > panów czyniących to samo pod wiatą na przystanku, a w autobusie siada obok ktoś > , > kto właśnie skończył palić. I już znów śmierdzę... Śmierdzisz, fakt, ale znacznie mniej, niż gdybyś siedziała ileś godzin w zadymionym pomieszczeniu :) Dla mnie taki poziom papierosowego zapachu pewnie byłby jeszcze do zniesienia - ja też poruszam się po mieście, też zdarza mi się przejść przez chmurę dymu, siedzieć obok palaczy w autobusie, czy nawet rozmawiać z nimi ;) Odpowiedz Link
szarsz Re: A co z palaczami w domu? 14.02.10, 15:39 madzioreck napisała: > Na ulicy raczej nie unoszą się laboratoryjne opary, którymi > przypadkiem można nasiąknąć. No ale już wiele osób pracuje w miejscach, z których zapachy mogą drażnić, choćby zakłady fryzjerskie, perfumerie, czy fast food. > od rana nie palę, kąpię się, myję włosy, zakładam świeże rzeczy i > taka pachnąca i czyściutka wychodzę z domu. Po drodze natykam się > na grupkę wyrostków jarających radośnie na klatce schodowej lub > przed nią, później spotykam dwóch panów czyniących to samo pod > wiatą na przystanku, a w autobusie siada obok ktoś, kto właśnie > skończył palić. I już znów śmierdzę... Aż taki zbieg okoliczności zdarza się niezmiernie rzadko :) Ja mogę odpowiedzieć tylko za siebie - ja nie znoszę (w sensie źle znoszę) palaczy z zamkniętych pomieszczeń i takiego przetrawionego dymu. Ale czasem faktycznie jest tak, że wystarczy przejść przez grupę palaczy, by śmierdzieć przez pół dnia. Nie wiem, od czego to zależy, od gatunku papierosów? Odpowiedz Link
madzioreck Re: A co z palaczami w domu? 14.02.10, 16:11 szarsz napisała: > Aż taki zbieg okoliczności zdarza się niezmiernie rzadko :) Hm, ja, mimo, że sama palę, natykam się na to często i strasznie mnie to wkurza. Ale > czasem faktycznie jest tak, że wystarczy przejść przez grupę > palaczy, by śmierdzieć przez pół dnia. Nie wiem, od czego to zależy, > od gatunku papierosów? W wilgotnym powietrzu takie "zapachy" oblepiają bardziej, i są intensywniejsze. Czuję, że moje włosy są przesiąknięte dymem, ale jak je zmoczę z pochyloną głowa, to jest masakra :/ Odpowiedz Link
nomina Re: A co z palaczami w domu? 14.02.10, 18:24 Szarsz, czy jesteś szczęśliwą posiadaczką uroczego domku i zgrabnego autka :)? Bo ja z taką sytuacją, tj. zasmrodzona klatka, potem smród pod wiatą, a potem palacz w autobusie, który jeszcze wdmuchnął resztki dymu do środka, mam kontakt w zasadzie codziennie. W zasadzie oznacza, że nie mam tylko, jeśli siedzę w domu albo baaardzo rzadko, kiedy pogoda i pora dnia jest tak paskudna, że prawie nikogo nie spotykam po drodze. Odpowiedz Link
szarsz Re: A co z palaczami w domu? 15.02.10, 16:53 nomina napisał(a): > Szarsz, czy jesteś szczęśliwą posiadaczką uroczego domku i > zgrabnego autka :)? Nie :) Palacza na klatce miałam, ale raz go sklęliśmy (po wielu prośbach, żeby nie było :) ) i przestał. Był taki, co palił w windzie, ale się wyprowadził. Autobusem rzeczywiście jeżdżę rzadko i staram się w mniej popularnych godzinach. Najgorzej jest rano, czasem jeżdżę koło szóstej i wtedy jest dramat. Autobusy na szczęście są długie, przegubowe i udaje się przejść w jakieś w miarę neutralne miejsce Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 00:45 joankb napisała: > Co do toksyn - sprawdzasz geigerem czy laboratoryjnie wszystkich swoich > znajomych? Jesteś pewna, że nie nanieśli Ci jakichś toksycznych świństw? A wyobraź sobie, że istnieją ludzie, którym minmalizacja toksyn w środowisku leży na sercu. Dlaczego walczą na przykład o ogólną dostępność do zdrowej, niezatrutej żywności i o to, by nie było w niej antybiotyków i metali ciężkich. Są też tacy, którzy protestują, gdy nasze ubrania farbowane są w krajach trzeciego świata toksycznymi farbami, albo chcą wykluczyć rakotwórcze substancje z kosmetyków. Ktoś wymyślił też katalizatory i paliwo bezołowiowe, inni wprowadzili odpowiednie przepisy o ich używaniu. Jeszcze ktoś inny pomyślał, że filtry na kominach fabrycznych mają sens. A jeszcze inni ludzie nas o tym wszystkim informują, byśmy osobiście nie musieli sprawdzać ani geigerem, ani laboratoryjnie w jakim syfie żyjemy. Tobie to wszystko jest obojętne? Proszę bardzo, możesz zamknąć na wszystko oczy, ale nie naśmiewaj się z ludzi, dla których jakość życia ma znaczenie. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 17:55 joankb napisała: > Całkiem poważnie. > Oderwij się na moment od tego akurat smrodu ubrań, o którym piszemy i spróbuj to > sobie przełożyć na inny zapach, na inną substancję. ja potrafię przełożyć to na inny zapach. Kiedy idę na imprezę przebieram się w czyste, pachnące ciuchy Kiedy idę z wizytą, zakładam rzeczy, które mają przyjemny zapach BIorę prysznic po intensywnych ćwiczeniach, używam antyperspirantu Kiedy idę do teatru - ograniczam perfumy, bo obok będą siedzieli inni ludzie Myję włosy i zmieniam ubranie po smażeniu/pieczeniu mocno pachnących potraw. I analogicznie, uważam za nieszczególnie eleganckie obnoszenie się ze "swoimi" zapachami. Znam kobietę, która codziennie rano zajmuje się krową i drobiem, a na 8 idzie do pracy i nie czuć od niej zapachu obory. Da się. Jeżeli się chce. Istnieją zapachy, których nie można jednoznacznie zakwalifikować przyjemne/nieprzyjemne. Nie uciekniemy od tego, że papierosowy dym śmierdzi.. MOzna się kłócić i zastanawiać co do zapachu tytoniu, fajki, cygara - ale papierosy śmierdzą.. Jedne bardziej, inne mniej, ale zawsze. i jeszcze jedno - mam koleżankę, która mdłościami/bólem głowy reaguje na mocne zapachy. Spotykając się z nią nie używam perfum lub minimalnnych ilości. Jestem w stanie to zrobić - to czysta kalkulacja, lubię rozmowy z tą dziewczyną bardziej niż perfumy ;-) I chyba o taki wybór chodzi.. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 18:25 kotwtrampkach napisała: > ja potrafię przełożyć to na inny zapach. > Kiedy idę na imprezę przebieram się w czyste, pachnące ciuchy > Kiedy idę z wizytą, zakładam rzeczy, które mają przyjemny zapach > BIorę prysznic po intensywnych ćwiczeniach, używam antyperspirantu > Kiedy idę do teatru - ograniczam perfumy, bo obok będą siedzieli inni ludzie > Myję włosy i zmieniam ubranie po smażeniu/pieczeniu mocno pachnących potraw. > > I analogicznie, uważam za nieszczególnie eleganckie obnoszenie się ze "swoimi" > zapachami. Znam kobietę, która codziennie rano zajmuje się krową i drobiem, a n > a > 8 idzie do pracy i nie czuć od niej zapachu obory. Da się. Jeżeli się chce. (...) > i jeszcze jedno - mam koleżankę, która mdłościami/bólem głowy reaguje na mocne > zapachy. Spotykając się z nią nie używam perfum lub minimalnnych ilości. Jestem > w stanie to zrobić - to czysta kalkulacja, lubię rozmowy z tą dziewczyną > bardziej niż perfumy ;-) I chyba o taki wybór chodzi.. Właśnie coś podobnego chciałam napisać - ja się zawsze przebieram po smażeniu, staram się nie jeść czosnku i cebuli idąc "do ludzi", zawsze biorę pod uwagę cudze preferencje - mam na przykład kolegę, który organicznie nie znosi (TYLKO nie znosi, a nie wymiotuje!) zapachu ogórka. Kiedy mam się z nim spotkać, zwracam uwagę na to, żeby nie użyć perfum, które w nucie mają ogórka właśnie. Kiedy przygotowuję dla niego jakieś jedzenie, ogórek zostaje w lodówce, bo wiem, że nawet dodany do potrawy, którą zjem tylko ja, będzie dla niego nieprzyjemny. To naprawdę nie wymaga ode mnie wysiłku, po prostu pamiętam, co jest przykre dla ludzi mi bliskich. Moja przyjaciółka uwielbia perfumy o zapachu lilii - sama czasem kupuje je jej w prezencie, ale wystarczyło raz poprosić, żeby ich nie używała, kiedy mamy się spotkać (zapach lilii jest dla mnie bardzo nieprzyjemny) i nie ma problemu. Ona też ma swoje preferencje i ponieważ zależy mi na niej, to dbam o to, żeby nasze kontakty były przyjemne dla obu stron. Przyznam, że mam rzeczywiście problem z zapachami i niestety nie tylko z nimi - przez długi czas miałam też nadwrażliwość na dźwięki i światło (pisałam o tym chyba na Stoff). Te problemy autentycznie utrudniły mi życie, czasem prawie uniemożliwiając normalną egzystencję. Teraz jest znacznie lepiej, ale w ciąży część problemów wróciła. Nadwrażliwość sensoryczna była zresztą skutkiem wypadku (a raczej śmierci klinicznej po nim) i opanowanie jej zajęło mi naprawdę dużo czasu. Kiedy czytam, ze to oszołomstwo, jest mi zwyczajnie przykro... Odpowiedz Link
daslicht Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 18:51 Witaj w klubie, Julka! :) Też jestem osobą z superczułym węchem (i smakiem, ale to się łączy), jak Grenouille z "Pachnidła". To dobra rzecz, ale czasem chciałoby się ją wyłączyć. Mnóstwo ludzi po prostu śmierdzi - nie tylko z powodu nadużycia perfum, braku higieny czy palenia, ale po prostu mają nieprzyjemny zapach potu (dla mnie, dla kogoś innego może być nawet podniecający). A jak do naturalnie nieprzyjemnego zapachu dorzucimy: perfumy, jazdę autobusem, kanapki, papierosy itepe, to po prostu mnie mdli. Mdli mnie w perfumerii (nadmiar), autobusie/samochodzie (nadmiar) i w marketach, zwłaszcza Auchan, galeriach handlowych (tam to jeszcze mają zbyt ostre światło, od tego też robi się niedobrze). Jak jestem u kogoś w mieszkaniu przed dłuższy czas (np. przyjazd w odwiedziny), musze po powrocie się wykąpać i puścić rzeczy do prania, bo śmierdzą obcym zapachem. To samo robię po jeździe pociągiem, przebywaniu w ciasnym tłumie (np. koncerty)... Żeby nie było - nie narzekam. Dobry węch to świetna rzecz. Ale czasem idzie zwariować. Tak jak osoba z superczułym słuchem na placu budowy :))))) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 20:16 jul-kaa napisała: mam na przykład kolegę, który organicznie nie znosi (TYLKO > nie znosi, a nie wymiotuje!) zapachu ogórka. Kiedy mam się z nim spotkać, > zwracam uwagę na to, żeby nie użyć perfum, które w nucie mają ogórka właśnie. Matko, mam tak samo. Kiedyś w Polsce istniała nawet dawno temu taka woda ogórkowa po goleniu. Strzelałam od razu pawia. A podobne ogórkowe zapachy doprowadzają mnie do rozpaczy. Bardzo dużo perfum typu unisex pachnie ogórkiem. Na przykład niektóre Calvin Klein i Issey Miyake. To niby ma być taka transseksualna, bezpłciowa świeżość, a mnie mdli. Na szczęście moda na unisexy minęła i zapachy są znowu typowo męskie i damskie. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: A co z palaczami w domu? 15.02.10, 15:01 "Myję włosy i zmieniam ubranie po smażeniu/pieczeniu mocno pachnących potraw." - taaa, nienawidzę jak mi potem śmierdzą ciuchy, też zmieniam ;/ Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:19 joankb napisała: > Natomiast próby wychowywania otoczenia, na tyle mocne, żeby czuć się uprawniony > m > do zarządzania zmiany odzieży, kąpieli i czegoś tam jeszcze, warunkowe > udzielanie audiencji - wybacz, bawią mnie niezmiernie. Zgodzę się. Tylko, że asertywni ludzie, a mam wrażenie, że do nich należę, po prostu starają się unikać ludzi, którzy im niedobrze robią. W każdej dziedzinie. Więc ja osobiście unikam zapraszania do siebie kogoś, kto w jakikolwiek sposób mi śmierdzi. Jak używa mdlących mnie perfum, robię tak samo. Na spotkania umawiam się tylko na zewnątrz, w miejscach neutralnych, z których w każdym momencie mogę wyjść, wycofać się i powiedzieć "do widzenia". Nie robię wyjątków mawet dla rodziny, chociaż narażam się na opinię osoby nieco dziwnej. Nieszkodzi, rodzina się przyzwyczaiła, a i tak palaczy u nas prawie już nie ma. To może być nawet zrozumiane jako próba siły, ale z jednej strony jestem ja z moim wrażliwym nosem, a z drugiej palacze ze swoim prawem do samospełnienia i nałogu. Z mojej perspektywy moje racje są ważniejsze i nie będą dawać się wychowywać do większej tolerancji, wykazywania zrozumienia i dopasowania do istniejących warunków. Spójrz na to z mojej strony. A ponieważ unikanie smrodu uważam też za bardzo niewygodny, ograniczający mnie kompromis, dążę do możliwości poruszania się po świecie bez takiej konieczności. Nie ma rady, ktoś będzie musiał ustąpić. Proponuję, by zrobili to palacze. Należą chyba do mniejszości. Odpowiedz Link
joankb Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:28 I tu się zgadzamy. Ja też jestem asertywna, próby wychowywania na mnie wrażenia nie robią. Dlatego napisałam, że JA bym więcej julki nie odwiedziła. Odpowiedz Link
moniach_1 Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:31 > Oszołomstwo jest mi obce. To ból i wymioty świadczą o oszołomstwie? Ciekawa definicja. Odpowiedz Link
miss-alchemist Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:59 oszołomstwo? od kiedy choroba to oszołomstwo? osoby uczulonej na orzechy nie karmię na siłę orzechami. osobie uczulonej na nikiel nie kupuję niklowanej biżuterii. osoby z nietolerancją laktozy nie karmię mlekiem. tak samo osoby reagującej silnie na SMRÓD papierosów nie zmusza się do wąchania go i cierpienia nawet we własnym domu. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:17 > Zawsze mi się wydawało, że zwykła kultura, niepalenie w miejscach, w których są > niepalący - wystarcza. niektorzy nie potrafia sie zdobyc nawet na to :/ A jesli chodzi o kwestie zapachu - palacze czesto nie rozumieja o co chodzi, bo zeby zrozumiec, trzeba byc niepalacym. Jesli normalnie przebywasz w otoczeniu niepalcym, najmniejszy slad dymu wyczuwasz bezblednie. Do babki, u ktorej mam pokoj, przyjechala na nowy rok corka - jak tylko weszlam do mieszkania (w nocy, panie spaly), od progu moglam wyczuc wszochobecny smrod papierosow. Kiedys mojego meza podrzucil do domu kolega z pracy - po pocalowaniu go spytalam, czy palil,bo tak bylo od niego czuc, a to byl tylko zapach z samochodu, w ktorym sie pali. Mozecie sobie wyobrazic, co przezywam w domu rodzinnym. A nie mam ani super wyczulonego wechu (tak mi sie wydaje), ani bardzo wrazliwego organizmu; co zatem maja powiedziec takie osoby jak nomina czy julkaa? A wracajac do moich osobistych przebojow z rodzinnymi palaczkami (bo ojciec sie wyprowadzil, wiec jego palenie znosze tylko wtedy, gdy ide go odwiedzic): nic, ani prosby, ani grozby, ani epitety nie docieraja. Stawiania sprawy na ostrzu noza (nieprzyjezdzanie do domu z powodu palenia w mieszkaniu)sobie nie wyobrazam, bo nie sadze, zeby moglo odniesc pozadany skutek, co najwyzej skonczy sie obraza majestatu. Przeciez nie bede mieszkac w hotelu i spotykac sie na obiedzie w restauracji!, nie po to sie przyjezdza do rodziny. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, ze siostra, gdy miala okres niepalenia (bo popalala w liceum jakis czas), to tez marudzila, ze smierdzi, ze nie mozna oddychac itp., a teraz ma moje prosby za nic. We wlasnym domu czuje sie jak intruz :/ Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:24 bebe.lapin napisała: Kiedys > mojego meza podrzucil do domu kolega z pracy - po pocalowaniu go spytalam, czy > palil,bo tak bylo od niego czuc, a to byl tylko zapach z samochodu, w ktorym si > e > pali. O tak, palaczom trudno w ogóle coś takiego sobie wyobrazić, bo rezygnują świadomie z korzystanie ze swoich zmysłów smaku i węchu. W Niemczech można kupić tabliczki do powieszenia w miejscu pracy z tekstem: Całując palacza można też równie dobrze wylizać popielniczkę. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:30 > W Niemczech można kupić tabliczki do powieszenia w miejscu pracy z tekstem: Cał > ując palacza można też równie dobrze wylizać popielniczkę. Bleee, fuj. Choc prawde mowiac, to zdazylo mi sie calowac z palacymi facetami, ale bywalo to w takich sytuacjach, ze alkohol chyba zdazyl zarowno zabic odor papierosow w ustach faceta jak i oslabic moj zmysl powonienia i smaku :P Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:48 bebe.lapin napisała: > Choc prawde mowiac, to zdazylo mi sie calowac z palacymi facetami, ale bywalo t > o > w takich sytuacjach, ze alkohol chyba zdazyl zarowno zabic odor papierosow w > ustach faceta jak i oslabic moj zmysl powonienia i smaku :P Każdy ma jakieś doświadczenia z przeszłości, które nie uznaje za warte powtórzenia. Ja nawet byłam kilka lat z palaczem, jak się jest młodym i naiwnym, to nie zwraca się uwagi na takie szczegóły. ;-) Pozwalałam też moim zaproszonym gościom palić w domu, z wiekiem jednak moja tolerancja spadła i tak się jakoś porobiło, że w gronie moich znajomych praktycznie nie ma palaczy. A jak są, to o tym nie wiem, bo palenie uchodzi wśród dorosłych ludzi za zwyczaj proletariacki, synonim słabego charakteru i nieudacznictwa, nałóg, który trzeba raczej ukrywać. To może stereotyp, ale akurat jeden z tych wartych podtrzymywania. Odpowiedz Link
miss-alchemist Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:57 o, przydałaby się taka tabliczka :) tak zawsze kumplowi mówiłam, że jak będzie palił, to dziewczyny nie będą się chciały z nim całować. no i od jakiegoś czasu nie pali, stara się chłopak :P > O tak, palaczom trudno w ogóle coś takiego sobie wyobrazić, bo rezygnują świado > mie z korzystanie ze swoich zmysłów smaku i węchu. a wiesz, niekoniecznie. mój tata przyjął to do wiadomości i dlatego w domu pali wyłącznie e-papierosa i stara się nie dokarmiać raka tuż przed przyjściem do domu czy wejściem do samochodu etc. ale on sam nie lubi tego nałogu. a wcześniej, kiedy jeszcze palił w domu, to nigdy nie robił tego w czasie posiłków/przed nimi ani w sypialniach. dodam jeszcze, że ta mądra postawa przyszła mu z czasem, jak ja i moja siostra podrosłyśmy i protestowałyśmy wobec smrodu (szczególnie ja). mama nie była tak wrażliwa, bo z różnych względów ma upośledzony zmysł węchu. Odpowiedz Link
szarsz Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:04 miss-alchemist napisała: > a wiesz, niekoniecznie. mój tata przyjął to do wiadomości i > dlatego w domu pali wyłącznie e-papierosa i stara się nie > dokarmiać raka tuż przed przyjściem do domu czy wejściem do > samochodu etc. ale on sam nie lubi tego nałogu. a wcześniej, > kiedy jeszcze palił w domu, to nigdy nie robił tego w czasie > posiłków/przed nimi ani w sypialniach. Super. Ja miałam nieszczęście wychowywać się w palącym domu. Gdy szłam do kogoś kąpałam się z myciem głowy włącznie. A i tak śmierdziałam, bo nie dało się po praniu wysuszyć ciuchów, by nie prześmierdły dymem. Czułam się naprawdę obrzydliwie. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 15:08 Do mnie dopiero teraz dociera, jaka aure moglam wokol siebie roztaczac, gdy jeszcze mieszkalam z rodzicami. Nie czuje sie z ta swiadomoscia za fajnie:/ Odpowiedz Link
turzyca Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:47 > A jesli chodzi o kwestie zapachu - palacze czesto nie rozumieja o co chodzi, bo > zeby zrozumiec, trzeba byc niepalacym. W czasach gdy u mnie w domu nie palilo sie w ogole, a moj dziadek palil, zdarzalo mi sie wejsc do domu i stwierdzic "o dziadek byl", po czym przejsc sie po domu i stwierdzic, ze wchodzil do garazu i doszedl do warsztatu czyli pozyczal jakies narzedzia oraz byl w kuchni, ale tylko w wejsciu czyli dokarmial psa. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 00:35 wiesz, mnie się teraz jeszcze bardziej węch wyczulił (czyżby przez nowe tabsy??) i jak mój facet wchodzi do pokoju, kładzie tam swoją torbę, czy przebywa w nim jakieś 10-15 minut i potem ja tam wchodzę, to czuję jak czadzą papierosy :/ od tej torby albo jego ubrania :/ i nie jest to miłe... mdłości może jeszcze u mnie nie powoduje, ale kto wie czy się nie wyostrzy jeszcze ;) dopóki palacz nie rzuci, to nie wie jak to ŚMIERDZI. moja mama rzuciła palenie i dla niej teraz kurtka mojego faceta śmierdzi okropnie. a co dopiero jeszcze jakbym miała przez to wymiotować i dostawać bólu głowy :/ Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 13.02.10, 18:09 jul-kaa napisała: > Czyli co powinnam zrobić? Ale tak szczerze. To co robisz - mówić i określać swoje uczucia, mówić o swoich wymaganiach, potrzebach, prawach. Im bardziej konsekwentnie, tym większa szansa na przestrzeganie Twoich reguł w Twoim domu.. Odpowiedz Link
moniach_1 Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 14:25 Ona nie może, więc ja truję swoje > dziecko prochami. Paranoja, nie sądzicie? Paranoja, przecież ty jesteś w ciąży do ciężkiej cholery. To naprawdę nie można nie wiem, wziąć prysznica i się przebrać? Albo cokolwiek, no bez jaj, tutaj to już naprawdę nie mam słów. Odpowiedz Link
turzyca Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 00:21 > Myślę, ze delegalizacja nie jest możliwa (zbyt wiele osób ustalających co jest > legalne a co nie jest uzależnionych i sami sobie nie podetną gałęzi - tak nałóg > działa) W Finlandii ja planuja. W perspektywie ponad 30 lat. :) Zaczeli od wprowadzania zakazu w miejscach publicznych, z czasem sprzedaz papierosow ma byc ograniczona tylko do punktow z alkoholem (a ich jest bardzo malo i otwarte sa dosc krotko), a potem w ogole zakazane. Na pewno i tak bedzie szmugiel, jak teraz z alkoholem, ale pewnie kolejne pokolenie bedzie mniej uzaleznione i po prostu z biegiem czasu palacze wymra. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: A co z palaczami w domu? 12.02.10, 09:46 Wiesz, kiedy rzucałam palenie okazał się, ze mam strasznie duzo czasu, z którym trzeba coś zrobić, że nie umiem sobie zrobić przerwy w pracy bez papierosa (każdej pracy - choćby w sprzątaniu), ze nie umiem posiedzieć ze znajomymi nie trzymając czegoś w ręce, że nie smakuje mi alkohol bez papierosa ;-) Chodzi mi bardziej o to, ze trzeba by uczyć ludzi tych wszystkich umiejętności, a zaczynając od pierwszej.. Wokół mnie mieszka mnóstwo ludzi mających ogromne ilości czasu, z któym coś trzeba zrobić.. :):):) Odpowiedz Link
miss-alchemist Re: A co z palaczami w domu? 11.02.10, 23:29 może spróbuj kupić mamie i siostrze e-papierosa jako taką delikatną sugestię? ustrojstwo nie jest tak drogie i wg mojego taty wychodzi taniej, niż zwykłe papierosy. tata używa tego od dwóch czy trzech tygodni. co prawda, poza domem często pali te śmierdziuchy, ale w domu - tylko elektronicznego. nie śmierdzi, nie dymi, trochę śmiesznie wygląda. no ale daje tę dawkę nikotyny i wrażenie palenia papierosa. tylko, że tata od dawna jest wychowywany i nie pali np. w pokojach (tzn w pokoju swoim czy komputerowym mu się zdarza, z mojego parę razy wyleciał z hukiem i już nie wszedł z papierosem), więc ta przesiadka wynikała z jego dobrej woli i chęci rzucenia palenia. Odpowiedz Link
jul-kaa przesyłki o "subtelnym" aromacie 10.02.10, 13:50 Przypomniałam sobie właśnie, że mam jeszcze jeden problem z zapachem papierosów - pali ktoś w sortowni listów, albo u mnie na poczcie - wszystkie przesyłki od dłuższego czasu dostaję przesiąknięte dymem. Przez jakiś czas myślałam, że to wina sprzedawców, ale nie - to niestety sprawka poczty. Ubrania to problem, ale mały - można uprać. Niestety są rzeczy których uprać się nie da i na które nie pomaga wietrzenie. Co z tym fantem zrobić? Odpowiedz Link
psuj-ka Re: przesyłki o "subtelnym" aromacie 10.02.10, 17:06 Awanturę na poczcie? ja bym zamordowała, gdyby moje przesyłki śmierdziały papierosami. Odpowiedz Link
nomina Re: przesyłki o "subtelnym" aromacie 10.02.10, 17:24 Reklamacja z tytułu zniszczenia Twojej własności? Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: przesyłki o "subtelnym" aromacie 11.02.10, 21:33 a może najpierw porozmawiać? Palacze są przyzwyczajeni do tego, ze zabraniając im palić przy nas, ograniczamy ich prawa (Tak, śmieszne, ale tak się nauczyli). Palacze nie czują, jak śmierdzą oni i ich rzeczy (albo bardzo rzadko). Ja bym podeszła na "swoją" pocztę, poprosiła o rozmowę z kierownikiem jednostki i w cztery oczy opowiedziała mu, ze mam problem, jaki i poprosiła o radę, co zrobić. Czy pisac jakieś pismo, czy z kimś porozmawiać - gwarantuję, ze jeżeli jest to zależne od niego, problem zniknie "magicznie". I jeżeli ma jakikolwiek na to wpływ, tez pomoże. Odpowiedz Link
fanka_tomcia po ostatnim wieczorze w knajpie... 12.02.10, 01:31 ... znowu całe ubranie przesiąknięte smrodem :/ a muszę zaznaczyć, że palacze taktownie odchodzili od stolika i palili w holu przy toaletach, więc przy stoliku w ogóle nie było czuć. dopiero w domu poczułam smród :/ Odpowiedz Link
the_mariska W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rzecz.. 13.02.10, 16:56 To, że zapach papierosa palonego w pobliżu bywa uciążliwy, to wiadomo. To, że po wyjściu z zadymionej knajpy się śmierdzi przeokrutnie to też wiem, bo mi samej jako palaczce to przeszkadza. Ale nie jestem w stanie pojąć jak zdrowa osoba, bez żadnej astmy czy alergii jest w stanie wyczuć po paru godzinach że ktoś palił lub nie papierosy. Serio, serio. Sama palę od klasy 1. liceum, na początku to było oczywiście chowanie się za blokami, żeby nikt dorosły nie zobaczył ;) i przez bite 3 lata mieszkania z niepalącymi rodzicami i niepalącymi braćmi żadne z nich nie wyczuło ode mnie tytoniu. Choć potrafiłam palić w drodze powrotnej ze szkoły i 15 minut później być już w domu. Nawet jak brat mnie kiedyś przyłapał z papierosem w ręku, to usłyszałam tylko od matki "Każdy kiedyś musi spróbować, żeby przekonać się jakie to niedobre. Ale ja wiem, że ty nie palisz regularnie, przecież bym poczuła... ". Tyle tylko, że palę zazwyczaj albo na dobrze przewietrzonych schodach w akademiku, albo w ogóle na świeżym powietrzu, podejrzewam, że gdybym paliła u siebie w pokoju to zapach byłby bardziej odczuwalny ;) Od razu zastrzegam, że uczulenie to inna sprawa, mam małego brata z tym problemem i widzę jak reaguje na zapach papierosów nawet po 2-3 godzinach od kiedy ostatnio paliłam. Dlatego też nie palę w ogóle, jeżeli wiem, że niedługo go spotkam. Mogę sobie na to pozwolić, bo jest to jedyna znana mi osoba uczulona na papierosy, gdyby było ich więcej musiałabym poszukać jakiegoś kompromisu... Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 17:36 the_mariska napisała: Ale nie jestem w stanie pojąć jak zdrowa osoba, > bez żadnej astmy czy alergii jest w stanie wyczuć po paru godzinach że ktoś > palił lub nie papierosy. Ależ naturalnie, że może. Zmysł węchu jest brdzo wrażliwy, ulega jednak adaptacji, to znaczy wchodząc do śmierdzącego pomieszczenia czujesz dokładnie smród, po pewnym czasie zaczniesz się przyzwyczajać i przestanie ci to aż tak bardzo przeszkadzać. Z tego samego powodu ludzie stosujący na codzień ten same perfumy po pewnym czasie mają wrażenie, że mniej pachną i skrapiają się intensywniej, ku przerażeniu otoczenia. ;-) Dlatego są też hotele z pokojami dla niepalących, bo nawet dokładne wietrzenie i mycie nie jest w stanie usunąć wszystkiego. Regularny palacz nie jest w stanie też wyszorować z siebie zapachu papierosów. No nie da się, nawet jak się przebierze, wymyje, palacza można odróżnić od niepalącego. U palacza zmienia się flora bakteryjna w jamie ustnej, po tym go zawsze rozpoznasz. Inaczej pachnie jego pot, papierosowo po prostu. To da się wyczuć. Podobno Japończykom ludzie innych kultur, spożywających więcej mięsa też śmierdzą, bo zapach ciała się zmienia w zależności od tego, co jemy. Dlaczego niepalący nie mieliby wyczuć palacza? Palący niestety tego nie wyczuje, bo po pierwsze przyzwyczjony jest do tytoniowego smrodku, a po drugie ma przez palenie gorszy zmysł węchu. Odpowiedz Link
nomina Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 18:06 Z tymi rodzicami to nie wierzę - rodzice mają to do siebie, że wiele wyskoków ich pociech do nich nie dociera i mogli nawet wypierać pewne fakty :). Zwłaszcza że sama mówisz, że paliłaś na kwadrans przed powrotem (a tego nie da się "zagłuszyć"), a mama nie wyczuła. Jeśli zaś prawdą jest podlinkowana zależność "third-hand smoking", to pewnie wyczuwa się nie tyle zapach sam w sobie, ile jest to jakaś sprzężona reakcja organizmu na toksyny. Podobnie jak z reakcją nieprzyjemnego odbioru zgrzytu żelaza po szkle, zgrzytania zębami - nie pamiętam szczegółów, ale ktoś tam badał, że te dźwięki odbierane są przez ucho tak jak (na tej samej częstotliwości?) dźwięk przeraźliwego krzyku, jaki nasi praprzodkowie wydawali w sytuacji znacznego zagrożenia - i podobno został nam taki atawizm. W kwestii mięsa - mięso jest zakwaszaczem organizmu (podobnie jak pieczywo, zboża, ziemniaki). Jeśli nie je się dużej ilości alkalizujących owoców i warzyw, pewnie zmieniają się też, razem z pH krwi, pewne parametry skóry i potu (przepraszam za ogólniki, ale nie znam się za bardzo na fizjologii)... Odpowiedz Link
jul-kaa Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 18:12 > the_mariska napisała: > > Ale nie jestem w stanie pojąć jak zdrowa osoba, > > bez żadnej astmy czy alergii jest w stanie wyczuć po paru godzinach że kt > oś > > palił lub nie papierosy. pierwszalitera napisała: > Ależ naturalnie, że może. Oczywiście, że może! Nie tylko że palił, ale też że przebywał w zadymionym pomieszczeniu. Wiem, że są ludzie, którzy palenia nie wyczuwają (pamiętam z wczesnej młodości, jak znajomi kryli się z paleniem przed rodzicami, którzy ponoć nie czuli zapachu papierosów), ale czasem myślę, że przynajmniej część z nich albo ma przytłumiony węch (np. ci rodzice, którzy sami palą), albo udaje, że nie czuje dla spokoju własnego sumienia. Wydaje mi się też, że ci "nieczujący" są jednak w mniejszości. > Pod > obno Japończykom ludzie innych kultur, spożywających więcej mięsa też śmierdzą, > bo zapach ciała się zmienia w zależności od tego, co jemy. Nie trzeba być Japończykiem :) Nie jem mięsa od kilkunastu lat, mój mąż je sporadycznie. Zawsze i bezbłędnie wyczuwam, że jadł w ciągu dnia mięso (ryby też zwykle czuje). Nie jest to zapach z ust, ale właśnie skóry, włosów. Czuję to nawet po kąpieli, nawet następnego dnia. Serio! :) Odpowiedz Link
szarsz Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 17:59 the_mariska napisała: > Tyle tylko, że palę zazwyczaj albo na dobrze przewietrzonych > schodach w akademiku, albo w ogóle na świeżym powietrzu, > podejrzewam, że gdybym paliła u siebie w pokoju to zapach byłby > bardziej odczuwalny ;) Ja myślę, że tu trafiłaś w sedno. Mój chuop też przez jakiś czas palił tylko w pracy, przy oknie na korytarzu albo na dworze, nie wędził w dymie swoich rzeczy i nie śmierdział. > Dlatego też nie palę w ogóle, jeżeli wiem, że niedługo go spotkam. I cały czas o to chodzi :) Szapoba :) Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 18:02 duzo zależy od wrażliwości węchu, od pomieszczenia, w którym się przebywa z palaczem, od tego gdzie i jak palił palacz, od rodzaju papierosów. "JAK" - to bardzo istotne - czasem dym specyficznie "siada" na skórze, włosach, ciuchach (czasem miałam wrażenie, ze oblepiał włosy w nosie :-) Ale ja dziwna jestem), a czasem jest wyczuwalny tylko z oddechu i na skórze ręki/twarzy.. Osoby, któe palą "szybko" też intensywniej przesiakają, również na mrozie +suchym powietrzu, w czasie wietrznej i ciepłej pogody. NIe wiem do końca od czego to zależy, ale to z własnych obserwacji. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 18:28 kotwtrampkach napisała: > duzo zależy od wrażliwości węchu, od pomieszczenia, w którym się przebywa z > palaczem, od tego gdzie i jak palił palacz, od rodzaju papierosów. Od tego ostatniego zwłaszcza! Nigdy nie czułam gorszego papierosowego smrodu, niż na Ukrainie - papierosy po kilkadziesiąt kopiejek za paczkę cuchną potwornie. W Polsce ta zależność też się sprawdza - im papierosy droższe, tym mniej (choć nadal uciążliwie) palacz nimi śmierdzi. Odpowiedz Link
agafka88 Re: W tej całej dyskusji zastanawia mnie jedna rz 13.02.10, 18:05 the_mariska napisała: > To, że zapach papierosa palonego w pobliżu bywa uciążliwy, to wiadomo. To, że p > o > wyjściu z zadymionej knajpy się śmierdzi przeokrutnie to też wiem, bo mi samej > jako palaczce to przeszkadza. Ale nie jestem w stanie pojąć jak zdrowa osoba, > bez żadnej astmy czy alergii jest w stanie wyczuć po paru godzinach że ktoś > palił lub nie papierosy. Pewnie ze moze :) Ja nigdy w zyciu nie zapalilam zadnego papierosa, ale chowalam sie w domu z palaczami. Jestem kompletnie zdrowa i nie mam problemow z drogami oddechowymi. Mimo to potrafie po paru godzinach wyczuc papierosy - nic trudnego. Sprawdzone na bylym chlopaku i palacych wspollokatorkach. Co wiecej, papierosy czuc na przedmiotach, ktore lezaly w pomieszczeniach, w ktorych sie palilo, czasami jeszcze pare dni. Wydaje mi sie, ze jezeli niepalacy rodzice nie czuja, ze ich dziecko pali - to wydaje mi sie, ze nie chca po prostu wiedziec ;) Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 20:59 Jestem za zakazem, widze jak funkcjonuje w Irlandii. Tutejsi co prawda winia go za wyjatkowo koszmarny kryzys - puby byly na kazdym kroku, ponoc to wlasnie po wprowadzeniu zakazu zaczely padac jak muchy jeszcze przed globalna recesja i to spotegowalo irlandzka, lokalna zalamke. Niemniej dla mnie to duza ulga, primo: znacznie mnie smierdzace ubranie i wlosy, secundo: o wiele, wiele mniej papierosow wypalonych w ciagu wieczora, tertio: nagly zanik rozsadzajacego glowe kaca, ktory mnie gnebil po wizytach w podobnych, polskich przybytkach ;) Nie rozumiem natomiast totanego braku empatii wobec palaczy i imo slusznie ktos przypomnial poprzednia dyskusje o otylosci. Ok, otyly co prawda nie szkodzi otoczeniu, ale z pewnoscia szkodzi sobie, a dodatkowo narazony jest na nieprzyjemnosci ze strony spoleczenstwa smiem twierdzic o wiele, wiele wieksze niz przecietny palacz (ktoremu co najwyzej ktos zwroci uwage, zeby odszedl od przystanku albo znajomy powie "leee, smierdzisz"). Rozpacz. I co, chudnie, tak o, po prostu, sila woli? No zesz cholera NIE. A czy objadanie sie, to nie jest paskudny nalog? A czy nie mozna by tak sie powstrzymac, przetrzymac ten glod, no kurde, dla zdrowia przeciez, dla zdrowia! I estetyki! Wszystkie pisalyscie zgodnie jakie to trudne, ciezkie i okropne, i jak okrutna rzecza jest zmuszanie ludzi do schudniecia. Ok. Ja sie zgadzam. Ale dlaczego do diaska z taka pogarda traktujecie wiec palaczy? To tez nie jest fanaberia, to jest NALOG. Jestem pewna, ze palaczy, ktorym nigdy w zyciu nie przyszlo do glowy rzucic, jest jakas nedzna garstka - owszem, wiekszosc na zaczepki gada "pale, bo lubie", "wcale mi tak nie szkodzi", "rzucilem rzucanie" - ale to jest normalna psychologiczna reakcja przeciez, udowadnianie sobie, ze mnie tak nie szkodzi, moze i pale, ale zdrowo sie odzywiam, moja ciotka palila cale zycie i dozyla dziewiecdziesiatki itp. Owszem, sa ludzie, ktorym sie udaje - sa tez ludzie, ktorym udaje sie schudnac. Wiekszosc po kilku miesiacach wraca do nalogu, wiekszosc czeka efekt jojo. Jedno i drugie to koszmar. Ale obrazacie tylko tych pierwszych, bo... wam przeszkadzaja. Ok, rozumiem - czesciowo - ale bede sie upierac, ze to brak empatii. Wiem, ze napisalam chaotycznie i emocjonalnie, ale dopiero przed chwila skonczylam czytac caly watek (ufff...) i troche mi sie przemieszaly mysli w trakcie ;) Przyznam, ze temat mocno mnie dotyczy, bo od pewnego czasu jestem w zwiazku z niepalacym, poki co na odleglosc, wiec na razie to on w trakcie spotkan sie dostosowuje - nie jest uczulony na szczescie, zapach tez mu nie przeszkadza, ale zadymienie pomieszczen juz tak. No i nie mam pojecia, co zrobic i co z tym dalej bedzie, bo po pierwszych probach mam wrazenie, ze predzej sobie ogryze palce do kosci niz rzuce. Delegalizacja tytoniu (koniecznie w komplecie z absolutnym spolecznym potepieniem jego stosowania, bo wiadomo jak to z trawka wyglada ;)) bylaby dla mnie wlasciwie wybawieniem, no ale to nie za moich czasow. Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 21:01 A - detal - u mnie w domu mimo dwojki palaczy nie smierdzi i dymu nie ma (zreszta nie moze byc - papugi). Palimy albo na zewnatrz albo do kominka, od samego poczatku mieszkania tutaj, czyli juz pare lat. Tyle, ze w Polsce w blokach o kominki trudno... Odpowiedz Link
nomina Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 21:36 Słotna, wydaje Ci się, że nie śmierdzi. A co do otyłości i palenia - nikt nie każe palaczowi rzucać palenia z dnia na dzień, ba! nikt tu w ogóle nie każe rzucać. Dyskusja rozbija się o stwarzanie zagrożenia zdrowia do zagrożenia życia w najdrastyczniejszych wypadkach i uszkodzenie mienia, jakim jest zniszczenie czystych ciuchów i czystej, pachnącej fryzury dymem papierosowym i substancjami w nim zawartymi. Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:00 > Słotna, wydaje Ci się, że nie śmierdzi. Tego nie mozesz wiedziec. Oczywiscie ty byc moze bys dostala dusznosci, czy co tam sie z toba dzieje, bo elementy dymu, czy jak to zwac, zostaja chocby na mojej kurtce, ale ciezko, zeby smierdzialo w domu, w ktorym sie nie pali. > A co do otyłości i palenia - nikt nie każe palaczowi rzucać palenia z dnia na > dzień, ba! nikt tu w ogóle nie każe rzucać. Dyskusja rozbija się o stwarzanie > zagrożenia zdrowia do zagrożenia życia w najdrastyczniejszych wypadkach i > uszkodzenie mienia, jakim jest zniszczenie czystych ciuchów i czystej, pachnące > j > fryzury dymem papierosowym i substancjami w nim zawartymi. No nie wiem, przeczytalam cala dyskusje i rozne subwatki sie pojawialy. Poza tym z tego, co zrozumialam, dla ciebie takim zagrozeniem jest miniecie mnie na ulicy - wiec jedyna dla mnie mozliwoscia niestwarzania tego zagrozenia jest rzucenie. Li i jedynie. A tego zrobic poki co nie potrafie, ergo wychodze nie tylko na potencjalnego zabojce - no ok, zgodne z prawda - ale tez i ostatnia swinie, z czym juz sie nie zgadzam. Odpowiedz Link
daslicht Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:11 Bo jeść trzeba. Jedzenie to nie fanaberia, musisz to robić. Palenie to fanaberia. Uciążliwa, szkodliwa i zbyt mocno tolerowana - to ostatnie to mam nadzieję kwestia czasu. Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:23 > Bo jeść trzeba. Jedzenie to nie fanaberia, musisz to robić. Jedzenie ponad potrzeby organizmu, to fanaberia, z cala pewnoscia nie musisz tego robic, a nawet nie powinnas. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:46 slotna napisała: > > Bo jeść trzeba. Jedzenie to nie fanaberia, musisz to robić. > > Jedzenie ponad potrzeby organizmu, to fanaberia, z cala pewnoscia nie musisz te > go robic, a nawet nie powinnas. > To nie jest to samo, jedzenie jest koniecznością i nie możesz z niego zrezygnować. Przez nadmierne jedzenie wyhodujesz sobie wprawdzie oytłość, to prawda, ale rezygnując z nadmiernego jedzenia i dostarczając organizmowi normalną ilość kalorii nie chudniesz automatycznie, tylko zachowujesz swoją wagę. By schudnąć musisz się bardziej postarać. Co nie jest proste, bo chudnięcie organizm odczuwa jako biologiczne zagrożenie i się broni. Z paleniem jest inaczej, palenie nie jest naszym genetycznym programem i rzucając palenie nie musisz już nigdy wziąć do ręki papierosa, i nie musisz też wciągać od czasu do czasu dymku przypomniającego ci, jak fajnie było. Na nikotynowy głód są plastry, nudę można wypełnię czymś innym. Trzeba tylko chcieć. Odpowiedz Link
joankb Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:54 I z tym chcieć mamy problem. Większość z was rozumie chcieć w kategorii lekko,łatwo i przyjemnie, no i to chcenie właściwie powinno być przymusowe. Dla mnie chcieć jest bardziej wyborem. I otóż ja nie chcę. Świadoma praw i obowiązków, tfu, znaczy się konsekwencji. Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:09 Strasznie zly pr robisz :/ Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 15:08 i dobrze. powiedzieć "nie chcę" a walić ściemę, że "za rok", "jak skończę szkołę", "kiedy znajdę pracę", "nie bo utyję", "nie bo mnie to uspokaja", "nie mam siły". palacze znajdą każdy powód :P Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 15:08 miało być "a nie walić ściemę" Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:00 Jesc wiecej niz potrzebujesz tez juz nigdy nie musisz. Nikt nie kaze ci wcinac tortow i frytek, mozesz do konca zycia jesc seler naciowy, pietruszke i nieprzyprawione mieso na parze, one z pewnoscia nie przypomna ci, jak fajnie bylo. Na glod sa wypelniacze, blonnik etc. etc. Konluzja? Alez wystarczy tylko chciec :) No kurcze, pierwszalitero, akurat ty na pewno sie na tym znasz, wiesz tez pewnie o co cho z dysonansem poznawczym - imo czesc tych bunczucznych wypowiedzi palaczy wlasnie z jego redukcji wynika. Kto palac jest w stanie powiedziec "tak, dziecko, truje cie grozna substancja, powoli cie zabijam, smierdze, trace kupe forsy, soraski"? Odpowiedz Link
mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:31 >"tak, d > ziecko, truje cie grozna substancja, powoli cie zabijam, smierdze, >trace kupe f > orsy, soraski" Wyborne :D Ale sama prawda i soraski, jakby nie patrzeć, się należą. Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 00:26 No ja wiem, ze sie naleza niby, ale tak sie nie da, przynajmniej wiekszosc ludzi tego zrobic nie jest w stanie i stad imo przynajmniej czesc tych przykrych tekstow. Bo jesli nie umniejszymy, nie wysmiejemy krzywdy drugiej strony, a potwierdzimy ja i przyjemiemy do swiadomosci - wychodzi na to, ze jestesmy beznadziejnie durni i slabi, skoro nie potrafimy sie pozbyc nalogu, nepa? A kto chce o sobie myslec jako o slabym i glupim? Ano nikt. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 00:01 slotna napisała: > Jesc wiecej niz potrzebujesz tez juz nigdy nie musisz. Nikt nie kaze ci wcinac > tortow i frytek, mozesz do konca zycia jesc seler naciowy, pietruszke i nieprzy > prawione mieso na parze, one z pewnoscia nie przypomna ci, jak fajnie bylo. Na > glod sa wypelniacze, blonnik etc. etc. Konluzja? Alez wystarczy tylko chciec :) > > No kurcze, pierwszalitero, akurat ty na pewno sie na tym znasz, wiesz tez pewni > e o co cho z dysonansem poznawczym - imo czesc tych bunczucznych wypowiedzi pal > aczy wlasnie z jego redukcji wynika. Akurat dlatego, że wiem o co chodzi, mówię, że znalazłaś sobie złe porównanie, bo jedząc normalną ilość kalorii dostosowaną do twoich potrzeb, czyli nie ma wcinania tu tortów i frytek, nie zlikwidujesz otyłości. Wiele ludzi otyłych nie je podnad miarę. To jest mit. I jedzenie selera i pietruszki do końca życia oznacza stały głód, który nie znika, po czasie bo jedzenie ilości pokarmu utrzymującego aktualną masę ciała (niechby była i podwyższona) nie jest nałogiem. Odwyk od palenia na początku jest uciążliwy, ale potem można bez papierochów spokojnie się obejść. To jest zupełnie inna sprawa niż jedzeniem i z otyłością, bo to zupełnie inne systemy regulacyjne. Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 00:33 Skoncentrowalas sie akurat na fizjologii, a pomijasz sile uzaleznienia psychicznego. Czy to od zarcia, czy to od papierosow. Palacz tez jest narazony na pokusy i dobrze o tym wiesz - wypicie alkoholu znakomicie wzmaga ochote na dymka, wyciaganie na fajke w przerwie w pracy, kurde, nawet zapalenie sobie papieroska, najlepiej jeszcze z takim blogim wyrazem pyska, przez aktora w filmie jest prowokacja i testem silnej woli. Gdyby caly myk z rzucaniem palenia polegal, jak to raczysz sugerowac, tylko na przetrzymaniu nieprzyjemnego pierwszego okresu odstawienia - ludzie rzucaliby masowo na zawsze. Jakos tak sie nie dzieje, prawda? Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 00:58 slotna napisała: Gdyby caly myk z rzucaniem palenia polegal, jak to > raczysz sugerowac, tylko na przetrzymaniu nieprzyjemnego pierwszego okresu ods > tawienia - ludzie rzucaliby masowo na zawsze. Jakos tak sie nie dzieje, prawda? Ano się nie dzieje, bo uzależnienie do papierosów przypomina w swojej strukturze uzależnienie do heroiny i jest podobnie trudne do pozbycia się. Wskazywanie jednak innych uzależnień, jak na przykład zwyczaju (nadmiernego) żarcia nie jest jednak usprawiedliwieniem i na pewno też nie najlepszą drogą na pozbycie się tego nałogu. Przypuszczam też, że jesteś jeszcze osobą młodą, zależy ci na zdrowiu, dobrej pracy hormonów, może płodności i urodzie (tego aspektu nie można zapominać, palaczki szybciej się starzeją), a nie starym, pogodzonym z życiem, czekającym na koniec szarej egzystencji nikotyniarzem, więc nie pytaj, czemu się nie uda, tylko się zmobilizuj. Ja znam całą kupę ludzi w moim wieku, którzy w czasach studenckich i jeszcze lata potem sporo palili, a nawet kopcili. Większość z nich rzuciła palenie i dzisiaj koło 40-stki jest z tego bardzo zadowolonych. A nawet patrzą dzisiaj na tych, którym się nie udało jak na nieudaczników, bo w młodości można trochę szaleć i rujnować organizm, ale kiedyś tam jest dosyć. ;-) Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 01:32 > Ano się nie dzieje, bo uzależnienie do papierosów przypomina w swojej strukturz > e uzależnienie do heroiny i jest podobnie trudne do pozbycia się. Wskazywanie j > ednak innych uzależnień, jak na przykład zwyczaju (nadmiernego) żarcia nie jest > jednak usprawiedliwieniem i na pewno też nie najlepszą drogą na pozbycie się t > ego nałogu. Zmyslasz troche: nie w celu usprawiedliwienia przeciez to przywolalam, a w celu pokazania paluchem innego dzialania na wlasna szkode, ktore tez jest cholernie trudno przerwac. Bo tak jak _teraz_ wreszcie mowisz, rzucenie palenia to nie pstrykniecie palcami. > Przypuszczam też, że jesteś jeszcze osobą młodą, zależy ci na zdrow > iu, dobrej pracy hormonów, może płodności i urodzie (tego aspektu nie można zap > ominać, palaczki szybciej się starzeją), a nie starym, pogodzonym z życiem, cze > kającym na koniec szarej egzystencji nikotyniarzem, więc nie pytaj, czemu się n > ie uda, tylko się zmobilizuj. W kwestii urody i zdrowia mam przed nosem koszmarnie niepedagogiczny przyklad mojej niesamowitej matki, ktora pali od konca podstawowki, czyli lat 35 i... za trzydziestoparolatke jest brana! Juz nie wspomne o bezustannym szoku, kiedy mnie czasem komus przedstawia - bo przeciez niemozliwe, zeby miala dorosla corke. Oczywiscie zdaje sobie doskonale sprawe z tego, ze a) ja wcale nie musze sie tak swietnie trzymac, zwlaszcza, ze kompletnie nie jestem do niej podobna, b) gdyby nie palila, wygladalaby pewnie jeszcze lepiej, c) za pol roku moze sie okazac, ze ma raka, d)... dowolne - ja o tym WIEM. No i co z tego? Jak chce mi sie palic, mam w glowie "eee, matka tyle lat pali i zobacz jak wyglada". Kolejna sprawa jest kwestia tycia - panicznie boje sie przytyc i w ogole gwaltownych zmian wagi. Nie bede tutaj opisywac dokladnie moich perypetii w tej dziedzinie sprzed paru lat, ale bylo naprawde zle (i nie mowie tu o nadwadze) - oczywiscie wcale nie musi tak byc, moge na wszelki wypadek umowic sie z psychologiem, blablabla - ale znow jest to podswiadomy wspanialy argument, zeby jednak nie rzucac. Ale jednego nie potrafie zbic - facet i fakt, ze gdybym nie palila raptem przez miesiac, spokojnie moglabym teraz poleciec do niego na weekend (akurat mam wolne). W tym momencie mnie po prostu nie stac na bilet. To jest mocne, bo dosc nagle, te odlozone w czasie profity sa, jak wiesz, zwykle malo przekonujace ;) Ja znam całą kupę ludzi w moim wieku, którzy w cz > asach studenckich i jeszcze lata potem sporo palili, a nawet kopcili. Większość > z nich rzuciła palenie i dzisiaj koło 40-stki jest z tego bardzo zadowolonych. > A nawet patrzą dzisiaj na tych, którym się nie udało jak na nieudaczników, bo > w młodości można trochę szaleć i rujnować organizm, ale kiedyś tam jest dosyć. No super, wlasnie o to chodzi - nie umiem rzucic, ergo jestem nieudacznikiem i mozna mnie z automatu traktowac gorzej niz reszte spoleczenstwa, zwlaszcza, ze zapewne jestem tez chamem i kopce ludziom w oczka. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 14:46 slotna napisała: > Zmyslasz troche: nie w celu usprawiedliwienia przeciez to przywolalam, a w celu > pokazania paluchem innego dzialania na wlasna szkode, ktore tez jest cholernie > trudno przerwac. Bo tak jak _teraz_ wreszcie mowisz, rzucenie palenia to nie p > strykniecie palcami. Nigdzie nie napisłam, że rzucanie palenia jest łatwe, ale wiele rzeczy w życiu nie jest łatwych, a ludzie się odważają. I podkreślę jeszcze raz, porównanie palenia z otyłością jest bzdurą. No i co z tego? Jak chce mi sie palic, mam w glo > wie "eee, matka tyle lat pali i zobacz jak wyglada". Matka to nie twój organizm. Nie oddziedziczyłaś genów 1:1 i nie tylko palenie się liczy, a cała masa przeróżnych faktorów. Poza tym twoja matka ma dopiero około 50 lat, czyli statystycznie powinna jeszcze pożyć jakieś 30. Konsekwencje naszego "prowadzenia się" i choroby nękają nas najczęściej w tym ostatnim okresie. > No super, wlasnie o to chodzi - nie umiem rzucic, ergo jestem nieudacznikiem i > mozna mnie z automatu traktowac gorzej niz reszte spoleczenstwa, zwlaszcza, ze > zapewne jestem tez chamem i kopce ludziom w oczka. Jasne, podkreślaj dalej podobne argumenty i powtarzaj je sobie trzy razy dziennie. Po co się dobrze czuć? Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 15:32 > Nigdzie nie napisłam, że rzucanie palenia jest łatwe, ale wiele rzeczy w życiu > nie jest łatwych, a ludzie się odważają. I podkreślę jeszcze raz, porównanie pa > lenia z otyłością jest bzdurą. Mozesz sobie podkreslac dowolnie dlugo, merytorycznie juz sie nie odnioslas, zakladam zatem, ze jednak mam racje. > Matka to nie twój organizm. Nie oddziedziczyłaś genów 1:1 i nie tylko palenie s > ię liczy, a cała masa przeróżnych faktorów. Poza tym twoja matka ma dopiero ok > oło 50 lat, czyli statystycznie powinna jeszcze pożyć jakieś 30. Konsekwencje n > aszego "prowadzenia się" i choroby nękają nas najczęściej w tym ostatnim okresi > e. Oh really? Przeciez sama wyszczegolnilam powody, dla ktorych to automatyczne usprawiedliwienie jest absolutnie kretynskie, nie zauwazylas tej czesci posta, czy jak? > Jasne, podkreślaj dalej podobne argumenty i powtarzaj je sobie trzy razy dzienn > ie. Po co się dobrze czuć? Ech, zaczynasz mnie irytowac. Rzucilas we mnie tym nieudacznikiem - jak sie domyslam po to, zeby mnie w ten sposob zmobilizowac (swoja droga ciekawe, czy swoim klientom tez puszczasz takie teksty) - po czym wykrecasz kota ogonem. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 15:41 slotna napisała: > > Nigdzie nie napisłam, że rzucanie palenia jest łatwe, ale wiele rzeczy w > życiu > > nie jest łatwych, a ludzie się odważają. I podkreślę jeszcze raz, porówna > nie pa > > lenia z otyłością jest bzdurą. > > Mozesz sobie podkreslac dowolnie dlugo, merytorycznie juz sie nie odnioslas, za > kladam zatem, ze jednak mam racje. To może ja spróbuję wytłumaczyć: Palenie jest czynnością, którą można porzucić całkowicie. Całkowite porzucenie jest znacznie łatwiejsze i efektywniejsze, niż ograniczenie. Dlatego właśnie alkoholik, który nie chce pić, całkowicie rozstaje się z alkoholem, podczas gdy osoba, która uzależniona nie jest, może pić okazjonalnie i po prostu się ograniczać. Jedzenie jest potrzebne by żyć, nie da się go "rzucić", a nawet znaczne ograniczenie często nie powoduje chudnięcia. To trochę tak, jakby wymagać od alkoholika, żeby regularnie strzelał sobie kielicha, a jednocześnie nie pił. Da się? Niestety nie... Poza tym w innym wątku już pisałam, że nie każda osoba otyła jest z automatu mniej zdrowa, niż osoby o wadze prawidłowej - ja nie mam nawet połowy tych problemów (m.in. z anemią, cholesterolem itp.), co moje ciężarne koleżanki ważące "normalnie". Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 18:53 slotna napisała: > Mozesz sobie podkreslac dowolnie dlugo, merytorycznie juz sie nie odnioslas, za > kladam zatem, ze jednak mam racje. Napisałam wystarczająco dużo. Ale, albo nic chciało ci się czytać, albo zrozumieć. > Ech, zaczynasz mnie irytowac. Rzucilas we mnie tym nieudacznikiem - jak sie dom > yslam po to, zeby mnie w ten sposob zmobilizowac (swoja droga ciekawe, czy swoi > m klientom tez puszczasz takie teksty) - po czym wykrecasz kota ogonem. A owszem. Jestem wielką zwolenniczką brutalnej prawdy. Głaszczących po główkach psychologów, słuchających ze źle zrozumianą empatią argumentów klientów, dlaczego nie da się zrobić tego czy tamtego, jest wystarczająco dużo i nie mają oni specjalnie wyników. Jak ludzie chcą się okłamywać, to niech idą do lekarza po tabletki uspokajające. Jeżeli jednak chcą coś zmienić, to muszą pogodzić się z faktem, że będą musieli spojrzeć w oczy niewygodnej prawdzie. Nie namawiam cię też do niczego, bo nikt ci nie odbierze tej decyzji. A irytacja jest pierwszą oznaką, że zdajesz sobie sprawę ze sprzeczności, z którymi się zaaranżowałaś. Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 20:32 > Napisałam wystarczająco dużo. Ale, albo nic chciało ci się czytać, albo zrozumi > eć. Nie tylko przeczytalam, ale tez ustosunkowalam sie do tego, argumentow kontra juz nie zobaczylam. > A owszem. Jestem wielką zwolenniczką brutalnej prawdy. Głaszczących po główkach > psychologów, słuchających ze źle zrozumianą empatią argumentów klientów, dlacz > ego nie da się zrobić tego czy tamtego, jest wystarczająco dużo i nie mają oni > specjalnie wyników. Jak ludzie chcą się okłamywać, to niech idą do lekarza po t > abletki uspokajające. Jeżeli jednak chcą coś zmienić, to muszą pogodzić się z f > aktem, że będą musieli spojrzeć w oczy niewygodnej prawdzie. Nie namawiam cię > też do niczego, bo nikt ci nie odbierze tej decyzji. Hm, to ciekawe, bo kiedy pytalam o rade odnosnie mojego otylego ojczyma, zrugalas mnie za samo podejrzenie, ze jednak nieco oszukuje z tym glodem, nie wyssane z palca, a poparte obserwacjami. Zreszta przeciez nie o tym byla mowa; chodzilo o twoj tekst, cytuje: "Jasne, podkreślaj dalej podobne argumenty i powtarzaj je sobie trzy razy dziennie. Po co się dobrze czuć?". Ten argument byl TWOJ, jesli byl bezsensowny, to moge wiedziec w jakim celu go przytoczylas? Zebym poczula sie zle? Toz wlasnie o tym mowie. Ja i tak sie zle czuje bez takich. A irytacja jest pierwszą o > znaką, że zdajesz sobie sprawę ze sprzeczności, z którymi się zaaranżowałaś. Nie rozumiem tego zdania. "Zaaranzowalam sie ze sprzecznosciami" w sensie? (Nie wiem tez skad u ciebie lepsza od mojej wiedza o zrodle _mojej_ irytacji, ktore zreszta podalam jasno ;)) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 21:39 slotna napisała: > Hm, to ciekawe, bo kiedy pytalam o rade odnosnie mojego otylego ojczyma, zrugal > as mnie za samo podejrzenie, ze jednak nieco oszukuje z tym glodem, nie wyssane > z palca, a poparte obserwacjami. O ile sobie przypominam, to napisałam, że ojczym nie oszukuje, bo najprawdopodobniej jest głodny. Nie widzę związku z nałogiem palenia. Naturalnie będziesz czuła efekt odwyku, nie przeczę temu przecież. Nie piszę, że potrzeba palenia odczuwana psychicznie i fizycznie, jest zmyślona, ale ona mija, jak przy każdym narkotyku, więc proszę nie mieszaj już odżywiania z paleniem. Przy otyłości sprawa jest nie jest taka łatwa i każdy konieczny do utrzymania życia kęs może wywołać reakcję fizjologiczną, która możne zakończyć się wzmożonym łaknieniem. Z jedzenia jednak nie możesz zrezygnować, w przeciwieństwie do palenia. Głód nikotynowy możesz zaspokoić też plastrem, dla głodu żywieniowego nie ma takiego substytutu, bo od marchewki i selera nikt się nie naje. Uzależnienie psychiczne to inna rzecz, ale pewnie nie masz doświadczenia z ludźmi otyłymi (oprócz jednego znajomego), bo wiele z nich wcale się nie przeżera i przyjmuje do siebie nawet mniej kalorii niż ludzie z normalną wagą. To nie jest zawsze prosty kaloryczny problem i walki z wielkimi oczami na widok pączka. Nie zrozumiałaś mechanizmu powstawania głodu w tamtym (długim i obszernym) wątku i nie rozumiesz go teraz. "Jasne, podkreślaj dalej podobne argumenty i powtarzaj > je sobie trzy razy dziennie. Po co się dobrze czuć?". Ten argument byl TWOJ, je > sli byl bezsensowny, to moge wiedziec w jakim celu go przytoczylas? > Nie rozumiem tego zdania. "Zaaranzowalam sie ze sprzecznosciami" w sensie? (Nie > wiem tez skad u ciebie lepsza od mojej wiedza o zrodle _mojej_ irytacji, ktore > zreszta podalam jasno ;)) Jasne, że cię irytuję, bo piszę rzeczy, które ci się nie podobają. Dobrze wiesz, że palenie to idiotyzm i nieumjętność pozbycia się tego nałogu, może kojarzyć się ze słabością. A zaraz potem przechodzisz do ofensywy i piszesz o dmuchaniu dymkiem w oczka (w domyśle, tym przewrażliwionym króliczkom). Tak naprawdę wiesz, że zachowujesz się bez sensu, tylko według zasad dysonasu poznawczego uspokajasz się, że jesteś w porządku, a ci inni mają za wysokie wymagania. I żeby to podkreślić, ironizujesz i bijesz się teatralnie w pierś. Moim zdaniem, gdybyś spojrzała na sprawę pragmatycznie, to poczułabyś się lepiej. Nikt nie zmusza cię, byś chodziła kanałami i płaciła odszkodowania biednym niepalącym, ale przyjmij do wiadomości, że ograniczasz zupełnie zbędnym nałogiem nie tylko życie innych, ale przede wszystkim swoje. Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 22:30 (...) Nie zrozumiałaś mechanizmu po > wstawania głodu w tamtym (długim i obszernym) wątku i nie rozumiesz go teraz. Rozpisalas sie nie na temat. Jeszcze raz: mowisz swoim klientom, ze sa beznadziejni, naprawde? > Jasne, że cię irytuję, bo piszę rzeczy, które ci się nie podobają. Nie podoba mi sie _sposob_ w jaki odpowiadasz i wyraznie to napisalam. Teraz wlasnie po raz trzeci - ale wiesz lepiej? ;) Dobrze wiesz > , że palenie to idiotyzm i nieumjętność pozbycia się tego nałogu, może kojarzyć > się ze słabością. No jasne, ze sie kojarzy i uwazam, ze blednie. A zaraz potem przechodzisz do ofensywy i piszesz o dmuchaniu > dymkiem w oczka (w domyśle, tym przewrażliwionym króliczkom). He? Jak chcesz sobie dopisywac domysly do moich wypowiedzi, to spoko, ale nie widze sensu mojej dyskusji z nimi. Tak naprawdę wie > sz, że zachowujesz się bez sensu, tylko według zasad dysonasu poznawczego uspok > ajasz się, że jesteś w porządku, a ci inni mają za wysokie wymagania. Przeczytalas w ogole moje posty? Od poczatku pisze o typowym w wypadku nalogu dysonansie u palaczy and so on. Opisalam nawet mechanizm automatycznego zaprzeczania oczywistym faktom u mnie samej w chwili pojawienia sie glodu nikotynowego. No kurde, przeciez chyba czytasz, co pisze? I żeby to > podkreślić, ironizujesz i bijesz się teatralnie w pierś. Tak, szlochajac i rozdzierajac szaty. Musisz sie uciekac do banalnej retoryki? Moim zdaniem, gdybyś > spojrzała na sprawę pragmatycznie, to poczułabyś się lepiej. Nikt nie zmusza ci > ę, byś chodziła kanałami i płaciła odszkodowania biednym niepalącym, ale przyjm > ij do wiadomości, że ograniczasz zupełnie zbędnym nałogiem nie tylko życie inny > ch, ale przede wszystkim swoje. I _naprawde_ nie widac z moich postow, ze o tym doskonale wiem? Kurde, naprawde juz nie mam pojecia, co chcesz mi przekazac. Pisze, ze rzucenie palenia to nie hop siup - odpowiedz: banal, wystarczy chciec (ok, po paru postach przyznalas jednak, ze troche przegielas). Pisze, ze chce rzucic - odpowiedz: doskonale wiesz, ze powinnas rzucic. I tak dalej. Zaczynam miec wrazenie, ze piszesz sobie byle co z nudow, bo ktorys juz raz zamiast dyskutowac dajesz personalnie albo probujesz tlumaczyc mi rzeczy, o ktorych wczesniej ja sama napisalam. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 23:56 slotna napisała: Rozpisalas sie nie na temat. Jeszcze raz: mowisz swoim klientom, ze sa beznadzi > ejni, naprawde? Wyrażenie "beznadziejni" to twoja osobista interpretacja. W żadnym miejscu nie użyłam tego słowa. Jeżeli jednak przychodzą do mnie po pomoc, to nie owijam w bawełnę i nie mówię, że wszystko jest cacy. Większość ludzi potafi się samodzielnie tak doskonale pocieszać i usprawiedliwiać, że bezczelnością byłoby brać przez mnie za coś takiego pieniądze. Mylisz bowiem pojęcia, my nie mówimy tu o ludziach psychicznie chorych, mających problemy z rozpoznawaniem rzeczywistości. Przypuszczam, że nie chciałabyś być za taką uważana. Ja nie pracuję w psychiatrycznej klinice. > Nie podoba mi sie _sposob_ w jaki odpowiadasz i wyraznie to napisalam. Trudno. Jakoś przeżyję. > No jasne, ze sie kojarzy i uwazam, ze blednie. Twoje przekłamania sytuacji nie mają żadnego znaczenia. Nałóg to zawsze słabość. Obojętnie z jakiego powodu w niego wpadasz, to, że nie potrafisz się go pozbyć, świadczy o tym, że nie potrafisz. Dałaś mi bowiem do zrozumienia, że zdajesz sobie sprawę z ryzyka i kosztów, więc nie ma mowy o dobrowolności. Jesteś niewolnikiem palenia, to nie jest świadectwo władzy nad własnymi decyzjami. Zaczynam miec wrazenie, ze piszesz sobie b > yle co z nudow, bo ktorys juz raz zamiast dyskutowac dajesz personalnie albo pr > obujesz tlumaczyc mi rzeczy, o ktorych wczesniej ja sama napisalam. Który raz z kolei? O co chodzi z tym personalnym pojęciem? Naturalnie zwracam się do ciebie osobiście, bo odpowiadam na twoje posty. Przypomnę więc jeszcze raz. Chodziło o to, byś nie mieszała palenia z otyłością i nie szukała usprawiedliwień dla swego nałogu i niemożności się jego pozbycia na zewnątrz. I być może piszę sobie z nudów. To tak samo dobry sposób na zabicie czasu, jak zapalenie papierosa. Tylko trochę zdrowszy. A ty z jakiego powodu udzielasz się na Offtopach? Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 19:44 > Wyrażenie "beznadziejni" to twoja osobista interpretacja. W żadnym miejscu nie > użyłam tego słowa. Jeżeli jednak przychodzą do mnie po pomoc, to nie owijam w b > awełnę i nie mówię, że wszystko jest cacy. Większość ludzi potafi się samodzie > lnie tak doskonale pocieszać i usprawiedliwiać, że bezczelnością byłoby brać pr > zez mnie za coś takiego pieniądze. Mylisz bowiem pojęcia, my nie mówimy tu o lu > dziach psychicznie chorych, mających problemy z rozpoznawaniem rzeczywistości. > Przypuszczam, że nie chciałabyś być za taką uważana. Ja nie pracuję w psychiatr > ycznej klinice. Ok, "nieudacznicy" ;) Oczywiscie, ze nie mowisz im, ze nie sa otyli, gdy sa i ze to ok, jesli tak naprawde zagraza to ich zdrowiu. Ale nie o to przeciez chodzilo: czy jesli twoi pacjenci nie sa w stanie stosowac sie do diety, komentujesz poddajac w watpliwosc ich dobre checi i silna wole czy tez bierzesz pod uwage, ze nie sa w stanie, bo... glod? > Twoje przekłamania sytuacji nie mają żadnego znaczenia. Nałóg to zawsze słaboś > ć. Obojętnie z jakiego powodu w niego wpadasz, to, że nie potrafisz się go pozb > yć, świadczy o tym, że nie potrafisz. Dałaś mi bowiem do zrozumienia, że zdajes > z sobie sprawę z ryzyka i kosztów, więc nie ma mowy o dobrowolności. Jesteś nie > wolnikiem palenia, to nie jest świadectwo władzy nad własnymi decyzjami. O wlasnie - to, ze nie potrafie pozbyc sie nalogu swiadczy tylko i wylacznie o tym, ze nie potrafie pozbyc sie nalogu. Wysuwanie na tej podstawie daleko idacych wnioskow o moim charaktere i usposobieniu jest naiwne i bledne. > Który raz z kolei? O co chodzi z tym personalnym pojęciem? Naturalnie zwracam s > ię do ciebie osobiście, bo odpowiadam na twoje posty. Przypomnę więc jeszcze ra > z. Chodziło o to, byś nie mieszała palenia z otyłością i nie szukała usprawiedl > iwień dla swego nałogu i niemożności się jego pozbycia na zewnątrz. Naprawde uwazasz, ze nie rozrozniam palenia od otylosci? :D Przywolalam pewne podobienstwa, to wszystko. Nalog nie potrzebuje usprawiedliwien, bo nie jest osoba, po coz mialabym wiec ich szukac? Od pierwszego posta w tym temacie wlasnie to probuje przekazac: nalog. Nie zlosliwosc, nie nawyk - _nalog_. > I być może piszę sobie z nudów. To tak samo dobry sposób na zabicie czasu, jak > zapalenie papierosa. Tylko trochę zdrowszy. A ty z jakiego powodu udzielasz się > na Offtopach? Bo moge sie dowiedziec mnostwa ciekawych rzeczy. Ale pisac staram sie tylko, gdy mam cos istotnego do dodania w temacie. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 20:39 slotna napisała: Ale nie o to przeciez chodz > ilo: czy jesli twoi pacjenci nie sa w stanie stosowac sie do diety, komentujesz > poddajac w watpliwosc ich dobre checi i silna wole czy tez bierzesz pod uwage, > ze nie sa w stanie, bo... glod? Widzisz, masz małe pojęcie o mojej pracy. U mnie ludzie pozbywają się głodu, który zmusza ich do niekontrolowanego jedzenia. Diety niskokaloryczne są out i nikt nie musi już głodować, by schudnąć. Pomagam im też znaleźć przyczynę (nadmiernego) jedzenia niezwiązanego z fizycznym głodem i tu nie możemy się oszukiwać, ani pacjent mnie, ani ja pacjenta, bo to do niczego nie prowadzi. Nie nazywam moich pacjentów nieudacznikami, bo nie mam w tym żadnego interesu. Moi pacjenci przychodzą do mnie dobrowolnie i skoro przychodzą, to szukają konstruktywnych rozwiązań, a ja nie sprawdzam, czy byli w domu grzeczni. Mój tekst o nieudacznikach dotyczył całkiem innej treści. Mam jednak też pacjentów, którzy przychodzą tylko dla uspokojenia sumienia, a ja i tak wiem, że nic nie robią. W którymś momencie pytam więc, czy nie szkoda im na to pieniędzy i dyskutujemy nawet o dorosłych decyzjach. Wiele ludzi ceni sobie moją bezpośredniość i uważa mnie za sympatyczną osobę. Nie byłabym tak pewną siebie osobą, gdybym nie spotykała się z pozytwnym feedbackiem. Tylko, że ja na forum nie jestem w pracy, więc nie muszę w ogóle stosować się do mojego zawodowo- dyplomatycznego kodeksu. Odpowiedz Link
turzyca Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 01:18 Tylko, ze jedzenie wtyka do buzi mamusia, a do palenia nikt nikogo nie zmusza. To jest dobrowolna decyzja palacza, ze zaczyna palic. Owszem niepalenie wymaga dosc silnej woli. O ile latwiej by bylo wyjsc na fajka, stanac kolo "tego czlowieka" i sobie niewinnie palic pozornie bez zwracania uwagi. O ile latwiej by bylo w stanie wkurzenia zapalic papierosa niz starac sie zdusic przeklenstwa sila woli. O ile latwiej by bylo zapalic papierosa w stanie silnego stresu niz wykonywac medytacje oddechowe. O ile latwiej by bylo zrobic sobie "przerwe na fajka" i oderwac sie na chwile od obowiazkow niz dzielnie stawiac czola szefowi i stukac palcem w przepisy o bhp mowiace o przerwach w pracy? O ile latwiej byloby zaczac rozmowe proszac o ogien. Jest mnostwo powodow, zeby zaczac palic. Odrzucanie ich jest dla wszystkich tak samo trudne. Ale nie wszyscy korzystaja z promocji jak u Szymborskiej. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 16:11 O ile latwiej by > bylo w stanie wkurzenia zapalic papierosa niz starac sie zdusic przeklenstwa si > la woli. O ile latwiej by bylo zapalic papierosa w stanie silnego stresu niz wy > konywac medytacje oddechowe. O ile latwiej by bylo zrobic sobie "przerwe na faj > ka" i oderwac sie na chwile od obowiazkow niz dzielnie stawiac czola szefowi i > stukac palcem w przepisy o bhp mowiace o przerwach w pracy? Dokladnie! ostatnio mam pelno takich sytuacji, ze po prostu zazdroszcze palaczom, ktorzy moga wyjsc na dymka, miec chwile dla siebie i na uspokojenie mysli, zaciagnac sie substancja obnizajaca chwilowo poziom stresu (czy innego zdenerwowania). i co? - i nic, nie ide do kiosku, zeby w koncu zaprzestac bezsensownego szarpania sie z rzeczywistoscia i odleciec w swiat, gdzie wszystko jest prostsze, a spokoj latwiejszy do osiagniecia. Odpowiedz Link
nomina Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 18:34 Z jedzeniem nie do końca się zgadzam: jeśli masz pewne zaburzenia zdrowia, np. cukrzyca, inne problemy hormonalne, zaburzenia trawienia, pasożyty typu tasiemiec czy nawet niedobór pewnych składników, nadmierne jedzenie nie jest kwestią tylko łakomstwa. Odpowiedz Link
miss-alchemist Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 10:42 pierwszalitero - wbrew pozorom to wcale nie jest łatwe. nie lubię papierosów, ale zdaję sobie sprawę, jak trudno jest to rzucić. to nie jest tylko kwestia silnej woli. pamiętam, jak mój tata próbował rzucić palenie, to był koszmar. chodził wiecznie wściekły, krzyczał na wszystkich i wszystko (a krzyczeć potrafi), nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, do tego źle się czuł fizycznie. miał jeszcze przy tym mega stresującą pracę. wiesz, ile kosztują takie plastry nikotynowe? detoks nie jest łatwy i to nie jest "trzeba tylko chcieć". trzeba mieć cholernie dużo zacięcia, silnej woli i wsparcia otoczenia. oczywiście, że palenie należy rzucić, ale trzeba takiego palacza bardzo, bardzo wspierać. mój tata poczynił kroki, elektroniczny papieros już jest jakąś zmianą na plus, ale wiem, że to nie jest łatwe. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 15:18 z tym, że część z nich tak naprawdę nie chce, tylko szuka wytłumaczeń, czemu lepiej jest palić i czemu to lepiej odłożyć na później. jeszcze rozumiem takich, którzy spróbowali i im nie wyszło. ale też mówią tacy, którzy nie próbowali jeszcze rzucić palenia. moja mama rzuciła palenie, a wydawało się, że to nigdy nie nastąpi ;) znam człowieka, który rzucił heroinę po jednym detoksie. wierzę, że inni też mogą dać radę, jeśli dadzą sobie szansę. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 14.02.10, 16:02 > Bo jeść trzeba. Jedzenie to nie fanaberia, musisz to robić. > poza tym w wiekzosci domow jedzenie jest wykorzystywane jako "bron psychologiczna" ogromnego razenia i stosunek do jedzenia, wpojony we wczesnym dziecinstwie, rzutuje na cale zycie. Papierosy nie maja przypisanych takich znaczen jak jedzenie. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 15:05 wychodzicie np na balkon i zamykacie drzwi i okno? ;) to mój facet tak robi, jak wchodzi z powrotem, to jeszcze z ust mu czuć dym, czasem z włosów, ubrania. przy nie zamkniętym dokładnie oknie/balkonie zawsze jakiś dym wlezie do środka Odpowiedz Link
mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 21:57 Słotna >Ale dlaczego do diaska z taka pogarda traktujecie wiec palaczy? To tez >nie jest fanaberia, to jest NALOG. Wiesz... dokładnie to samo słyszę od moich rodziców jak proszę ich aby chociaż zamykali drzwi i otwierali okna w pomieszczeniach, w których palą. Cały czas o tym zapominają, a moje upomnienia traktują jako szczyt upierdliwości (jak wracam do domu wzdychają i wywracają oczami komentując "o nieee, znowu nie będzie można palić"). Wedle jakiejś dziwnej logiki ich straszny NAŁÓG jest ważniejszy od mojego zdrowia i dobrego samopoczucia. Ja mam się dusić i mieć mdłości we własnym domu bo oni są biedni uzależnieni. Ręce opadają :( W tej dyskusji właśnie o to chodzi; o relację między palącymi a niepalącymi. Nikt nikogo nie zmusza do rzucenia nałogu- ich sprawa, że się trują, tylko do poszanowania praw niepalących. Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:05 > Ja mam się dusić i mieć mdłości we własnym domu bo oni są biedni > uzależnieni. Ręce opadają :( Coz, zachowuja sie bardzo niegrzecznie, ale coz to ma wspolnego ze mna i moim postem? > W tej dyskusji właśnie o to chodzi; o relację między palącymi a > niepalącymi. Nikt nikogo nie zmusza do rzucenia nałogu- ich sprawa, > że się trują, tylko do poszanowania praw niepalących. Prawa niepalacych staja miedzy palacymi, a papierosami. Zalozenie, ze owo "nieposzanowanie praw" wynika wylacznie z chamstwa, buractwa, bezmyslnosci, zlosliwosci i co tam jeszcze zostalo wymienione, jest moim zdaniem bledne. Odpowiedz Link
mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:31 slotna napisała: > > Ja mam się dusić i mieć mdłości we własnym domu bo oni są biedni > > uzależnieni. Ręce opadają :( > > Coz, zachowuja sie bardzo niegrzecznie, ale coz to ma wspolnego ze mna i moim p > ostem? Ty w swoim poście nawołujesz do empatii wobec palaczy. Jak rozumiem również tych opisanych w najświeższym wątku tego tematu- ludzi którzy palą przy osobach wrażliwych na dym papierosowy. Ja mówię, że palacze często się tą empatią zasłaniają i dla mnie w ogóle wspominanie o niej w tym wątku jest nietrafione. Przecież nikt nie wymusza na palaczach rzucenia nałogu, jedynie poszanowania praw niepalących- np. poprzez niepalenie bezpośrednio przed spotkaniem z niepalącą koleżanką, którą drażni dym, zmycie z siebie papierosowego fetoru przed spotkaniem z bliską osobą, którą zapach dymu doprowadza do wymiotów, itepe. Nie mówię o zakazywaniu palenia na ulicach czy w parkach, ja w ogóle nie mówię o jakimkolwiek zakazie, tylko o zwykłym poszanowaniu niepalących, który powinna uznawać każda kulturalna osoba. Niestety dziś w Polsce papierosy są nadal przez społeczeństwo traktowane jako nieszkodliwy smrodek, a nie śmiercionośna trucizna, którą w rzeczywistości są. I wg mnie empatia należy się nie biednym uzależnionym palaczom tylko osobom, które są przez tych palaczy trute. > Prawa niepalacych staja miedzy palacymi, a papierosami. Zalozenie, ze owo "niep > oszanowanie praw" wynika wylacznie z chamstwa, buractwa, bezmyslnosci, zlosliwo > sci i co tam jeszcze zostalo wymienione, jest moim zdaniem bledne. Taaak? Naprawdę otwarcie okna czy niepalenie przy uczulonej na dym koleżance jest niewykonalne i możliwe do osiągnięcia tylko przez rzucenie nałogu? No sorry, ale można palić i równocześnie szanować prawo niepalących do nietrucia się dymem papierosowym. Jest mnóstwo miejsc, w których palenie jest dozwolone, można sobie palić na świeżym powietrzu, istnieją palarnie. Odpowiedz Link
joankb Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:44 I to nazywamy wykonaniem hard :)). Rozkład jazdy też masz? Chętnie się dowiem ile "przed" mam nie palić i jak dokładnie powinnam się umyć... Kurczę chyba w ogóle z nadludźmi nie powinnam się kontaktować. Poszanowanie - tak, nadgorliwość natomiast,jak wiadomo jest gorsza od... Odpowiedz Link
mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:57 A to już do ustalenia z osobą, z którą się spotykasz. Przecież nie mówię o spotykaniu się z każdym niepalącym, tylko z osobą, na której jakoś ci zależy. Gdyby twoją przyjaciółką była osoba, która na zapach szlugów reaguje podobnie jak jul-kaa, wypadałoby z nią uzgodnić takie kwestie. I tylko o to mi chodzi ;> I nie jest to żaden hardkor, tylko zwykły kompromis. Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:07 No wlasnie, gdyby moja najlepsza przyjaciolka tak reagowala, mialabym cholernie twardy orzech do zgryzienia. Znaczy chyba musialabym sie przebierac u niej na klatce w ciuchy specjalnie tam zostawione ;) Same klopoty. Odpowiedz Link
mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:34 Ona mogłaby pójść na kompromis i umawiać się z tobą na zewnątrz. Albo oferować prysznic i fajne ciuchy z własnej szafy niepalacza. Trudne, ale wszystko jest do zrobienia jeśli obu stronom zależy :) Odpowiedz Link
joankb Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:09 Rozróżnijmy między jakoś i bardzo. Właściwie mogę powiedzieć, że nie ma w moim otoczeniu niepalącej osoby, na której aż tak by mi zależało. Zwłaszcza gdyby postawiła sprawę na ostrzu noża. Przy czym mam na myśli nie niepalenie w jej obecności, ale te wszystkie wymagania, które przy okazji jakoś tak wzajemnie sobie nakręciłyście. Ten wątek uświadomił mi, że "cokolwiek zrobisz będzie źle", bo żądania w nim się eskalują. Tu slotna ma rację - jedyne co w końcu zadowoli niepalących to to, że palący rzucą palenie na dobre. Odpowiedz Link
fanka_tomcia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 15.02.10, 15:24 i tak powinno być, jeśli ma się zamiar z kimś mieszkać, a nie można tego znieść :P jeśli chodzi o znajomych, to jeszcze nie jest aż tak źle. ale jakbym miała rzygać przez czyjś smród, to trudno, jak chciałby do mnie przyjść, to w zmienionych ciuchach, umytych włosach. jak nie ma siły zmienić ubrania i umyć głowy, to widocznie nie zależy tej osobie tak bardzo na znajomości ze mną. czy to takie wielkie wymaganie? dla mnie nie... a jak nie chce to niech się wypcha :P a oferowanie ciuchów z własnej szafy nie zawsze by przeszło, jak przyjaciółka jest np 3 rozmiary mniejsza czy większa od nas ;))) Odpowiedz Link
slotna Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:53 Chyba nie zrozumialas mojego posta. Jeszcze raz: przez ten watek przewija sie podtekst, ze palenie jest czynnoscia wykonywana zlosliwie dla uprzykrzenia sobie i innym zycia. Imo swiadczy to o niezrozumieniu przez osoby, ktore nigdy nie mialy nalogow (podziwiam i zazdroszcze - serio) tego, jak te nalogi dzialaja. > Jest mnóstwo miejsc, w których palenie jest dozwolone, można sobie > palić na świeżym powietrzu, istnieją palarnie. Po wyjsciu z palarni z reguly smierdzi sie o wiele bardziej (kwestia natezenia dymu w pomieszczeniu), nie ma wydzielonych parkow dla palaczy i raczej w miastach nie znajdziesz miejsca na swiezym powietrzu, w ktorym moglabys palic - takiego, zeby nie narazalo cie to na umieszczenie w tym watku jako chama i prostaka. No bo gdzie? Moze tobie akurat nie przeszkadza palenie na swiezym powietrzu, ale bylo juz mnostwo postow o dymie unoszacym sie ulicami, o irytujacym paleniu na balkonach etc. No nie ma wyjscia, trzeba rzucic. Jesli wydaje ci sie, ze mozna ograniczyc do palenia tylko i wylacznie w domu, a jeszcze godzine przed wyjsciem nalezy wykapac sie, umyc wlosy i przebrac w... no wlasnie, w co, skoro wszystko smierdzi? Odpowiedz Link
mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 23:11 > Chyba nie zrozumialas mojego posta. Jeszcze raz: przez ten watek przewija sie p > odtekst, ze palenie jest czynnoscia wykonywana zlosliwie dla uprzykrzenia sobie > i innym zycia. Imo swiadczy to o niezrozumieniu przez osoby, ktore nigdy nie m > ialy nalogow (podziwiam i zazdroszcze - serio) tego, jak te nalogi dzialaja. Złośliwość, mam wrażenie, że sobie dopowiadasz (ja przynajmniej nie doszukałam się tego w poprzednich postach, może też nie zrozumiałam ;P)- uprzykrzanie życia to fakt. > > Jest mnóstwo miejsc, w których palenie jest dozwolone, można sobie > > palić na świeżym powietrzu, istnieją palarnie. > > Po wyjsciu z palarni z reguly smierdzi sie o wiele bardziej (kwestia natezenia > dymu w pomieszczeniu), nie ma wydzielonych parkow dla palaczy i raczej w miasta > ch nie znajdziesz miejsca na swiezym powietrzu, w ktorym moglabys palic - takie > go, zeby nie narazalo cie to na umieszczenie w tym watku jako chama i prostaka. > No bo gdzie? Moze tobie akurat nie przeszkadza palenie na swiezym powietrzu, a > le bylo juz mnostwo postow o dymie unoszacym sie ulicami, o irytujacym paleniu > na balkonach etc. No nie ma wyjscia, trzeba rzucic. Jesli wydaje ci sie, ze moz > na ograniczyc do palenia tylko i wylacznie w domu, a jeszcze godzine przed wyjs > ciem nalezy wykapac sie, umyc wlosy i przebrac w... no wlasnie, w co, skoro wsz > ystko smierdzi? W tym miejscu nie kłócisz się akurat ze mną, bo ja sama czepianie się ludzi palących na zewnątrz uważam za nadgorliwość. Tak więc nie znajdę ci kontrargumentów. Mycie się przed wyjściem z domu- tylko w WYJĄTKOWEJ sytuacji, jako kompromis i ukłon w stronę bliskiej tobie osoby, z którą jesteś umówiona na spotkanie. Jako wyraz szacunku do niej. Odpowiedz Link
joankb Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:17 Po pierwsze - nie rozumiesz pojęcia nałogu. Tak, nałóg może być nie tyle ważniejszy co silniejszy od dbałości o twoje zdrowie i samopoczucie. Inaczej nie byłby nałogiem. Po drugie - jesteś pewna, że to twój "własny dom"? Jeśli tak - poproś o opuszczenie przez niechcianych lokatorów. Odpowiedz Link
mefistofelia Re: Zakaz palenia w miejscach publicznych 13.02.10, 22:38 joankb napisała: > Po pierwsze - nie rozumiesz pojęcia nałogu. > Tak, nałóg może być nie tyle ważniejszy co silniejszy od dbałości o twoje > zdrowie i samopoczucie. Inaczej nie byłby nałogiem. > Po drugie - jesteś pewna, że to twój "własny dom"? Jeśli tak - poproś o > opuszczenie przez niechcianych lokatorów. joankb: to do mnie? Naprawdę nałóg może być na tyle silny by palacz nie zamykał drzwi i nie otwierał okna jak chce sobie zapalić? No proszę.... Przecież ja tylko tego wymagam. Jest to też mój dom. Na większość decyzji jego dotyczących mam wpływ, więc dlaczego nie na to? Odpowiedz Link