alex_k
20.07.10, 18:38
Zaocznie, przez telefon :-(
4 dni przed wyjazdem na urlop moja sunia zachorowała na ropomacicze,
została zoperowana w dniu postawienia diagnozy, miała też w tym dniu
dobre wyniki badania moczu i krwi. W przeddzień wyjazdu czuła się
dobrze, zaczynała jeść, wyszła na spacer. W dniu wyjazdu zaczęła jej
ropiec rana, myśleliśmy, że rozgryzła sobie ranę.
Z psem została mama. Na drugi dzień dostaliśmy telefon, że wyniki są
straszne i nie działają nerki. Powstało zapalenie otrzewnej.
5tys. km od domu dostawałam od mamy informacje, ze pies się
straszliwie męczy i sugerowała mi decyzję o uśpieniu. Weterynarz w
kontakcie telefonicznym grał na moich emocjach mówiąc, ze pies
wyglada lepiej, medra ogonkiem...
Po prawie dwóch tygodniach poprosilam moją siostrę (studentka
ostatniego roku weterynarii) o kontakt z weterynarzem, która po
rozmowie stwierdziła, że wg niej wyniki wskazują, ze od dawna nie ma
szans na uratowanie psa, a sunia jest tylko kroplówkami
niepotrzebnie utrzymywana przy życiu i męczy się strasznie.
Weterynarzka jednak nadal mówiła, że pies czuje sięi merda ogonkiem.
2 dni przed moim powrotem pies strasznie spuchł i zaczął mieć
trudności z oddychaniem, dopiero wtedy lekarka przyznała, ze już nic
nie da się zrobić.
Wróciłam do domu gdzie zastałam puste legowisko i ponad 2,5 tys.zł
rachunku do zapłacenie. Wiedziałam ile kosztują codzienne wizyty
domowe, kroplówki, leki, powtórna operacja ropiejącej rany,
uśpienie,więc nie tyle chodzi o poniesione koszty, ale o to, że
pozwoliłam psu tak długo się męczyć godząc się na leczenie które nie
miało szans powodzenia.
Przepraszam za taki długi wątek, ale nie mogę sobie miejsca znależć,
chyba potrzebowałam się po prostu wygadać, w domu nie rozmawiamy o
Tami, bo mój młodszy syn jeszcze nie wie, że Tami nie żyje, wie
tylko że jest w szpitalu cieżko chora i może nie przeżyć. Chcemy
żeby najpierw przyzwycził się do jej nieobecności, zanim powiemy mu
prawdę.
Czuję się winna, bo mnie przy tym nie było, mam żal do weterynarza
że dawał mi złudzenia, zastanawiam się co mogłam zrobić więcej.
Strasznie mi smutno...