czy ktoś na sali pali ?

08.12.10, 21:18
a jeśli tak - jak sobie radzicie w te mrozy ?
od wiosny do później jesieni urzęduję na balkonie, zimą pojawia się problem :(
staram się ograniczać ale i tak te kilka papierosów "muszę" wypalić. Pomykam do kuchni, w której non stop chodzi pochłaniacz, palą się świeczki. Ale i tak mam wrażenie (a nawet pewność), że niepaląca część domowników nie kocha mnie zbytnio...
    • scarlet_agta Re: czy ktoś na sali pali ? 08.12.10, 21:28
      caankaa napisała:

      > od wiosny do później jesieni urzęduję na balkonie,

      Mam nadzieję, że mieszkasz w domku lub w bloku na ostatnim piętrze. Jeśli nie to współczuję sąsiadom z góry. Sąsiadka mieszkająca pode mną też pali na balkonie i cytując Ciebie "nie kocham jej zbytnio" z tego powodu. ;)
      • aankaa Re: czy ktoś na sali pali ? 08.12.10, 21:36
        mieszkam na ostatnim piętrze, obok mam sąsiada, którego nie ma 95% dni w roku. A jak już się pojawi to kotłuje ze 2 x tyle co ja :) na dodatek za popielniczkę służy mu słoik z wodą, który stawia na parapecie tuż przy moim balkonie - żeby mu nie przeszkadzał ??
        • turzyca Re: czy ktoś na sali pali ? 08.12.10, 22:08
          Nie wiem, skad Twoj sasiad wzial swoj pomysl, ale zakrecany sloik to jednak calkiem niezly patent - moi koledzy pracuja w biurach jednoosobowych, wiec niektorzy pala i dosc dobrze mozna wyczuc, ktorzy maja zwykla popielniczke, a ktorzy sloik, bo w tych pierwszych jest dodatkowy nieprzyjemny smrodek. A sloik z woda znam z zagli, bo na moich obozach nikt nie wrzucilby peta do wody, a zostawianie go, zeby sobie dogasl, jest przy plastikowych lodkach niezbyt dobrym pomyslem.
          • besame.mucho Re: czy ktoś na sali pali ? 08.12.10, 22:18
            Zakręcany tak. Ale jeśli nie jest zakręcany, to jest słabo - rozmoczony niedopałek to dosyć paskudny zapach.
            • turzyca Re: czy ktoś na sali pali ? 08.12.10, 22:27
              Wprawdzie nierozmoczony niedopalek nie moze konkurowac z rozmoczonym, ale tez stoi calkiem wysoko w kategorii paskudnych zapachow. Niech zyja weki.
          • aankaa Re: czy ktoś na sali pali ? 08.12.10, 22:46
            Turzyco, nie wiem skąd. Wiem/widzę, że zakrętkę zgubił ;)
            • turzyca Re: czy ktoś na sali pali ? 08.12.10, 23:18
              e, bez zakretki to zdecydowane fuj. To moze zrob mu prezent na Swieta i sprezentuj nowy sloik? Taki z zakretka? ;)
            • tfu.tfu Re: czy ktoś na sali pali ? 15.12.10, 19:31
              może spytaj czy mu jakąś możesz pożyczyć/ofiarować? ;)
              ja mam szczęście, mogę palić w ciepełku (póki co) ;) i nikt mnie nie stresuje (póki co)
    • slotna Re: czy ktoś na sali pali ? 08.12.10, 21:51
      Trzeba otworzyc okno, stanac na krzesle przy nim albo na parapecie, jak kto nie ma lekow wysokosci i trzymac papierosa wysoko, dym wtedy w wiekszosci wylatuje na zewnatrz (ale gdybym miala do wyboru balkon, zdecydownie wychodzilabym na balkon). A w ogole najlepszy jest sprawny kominek, w domu, cieplo, problemu z sasiadami nie ma, a nie jest nadymione - tyle, ze mobilizacje do rzucania skutecznie zabija.
    • madzioreck Re: czy ktoś na sali pali ? 08.12.10, 23:09
      Hm, no ja Ci nie pomogę, bo palę we własnym "salonie" ;) Ani mi się śni mrozic tyłka gdzieś na zewnątrz :)
    • kaga9 Re: czy ktoś na sali pali ? 09.12.10, 01:07
      No, to ja się pożalę, niepaląca z dziada pradziada. Moja sąsiadka z pionu pali w wc, a że cug jest, to w moim śmierdzi. Fuj.
      • aadrianka Re: czy ktoś na sali pali ? 09.12.10, 10:53
        Mój sąsiad pali w kuchni. I to sąsiad z góry. Przy mocniejszym wietrze, o który na Pomorzu nietrudno, czuć w całym mieszkaniu:/ To już z dwojga złego wolę palaczy balkonowych, choć nieraz mściwie wyobrażam sobie takie hełmy dla palących. Hermetyczne:P
      • madzi1 Re: czy ktoś na sali pali ? 09.12.10, 16:13
        O, mam tak samo. W zimę sąsiedzi z dołu palą w łazince/wc i śmierdzi u nas okropnie. W lato dymią na balkonie :/ A w ciągu całego roku zdarza im się też palić na klatce. Śmierdzi oczywiście wszędzie. Fuuuuuj
    • kotwtrampkach Re: czy ktoś na sali pali ? 09.12.10, 11:37
      aankaa napisała:
      > a jeśli tak - jak sobie radzicie w te mrozy ?

      kiedy paliłam, wychodziłam z domu - papieros rozgrzewał w największy mróz. RAz tylko, przez pół roku wynajmowałam "palące" mieszkanie - fuj, nigdy więcej. nie palę już prawie rok i mam nadzieję nie zacząć znów :):)

      A co do palenia przy pochłaniacczu - byłam pół godziny u sąsiadki, której mąż tak palił. 1 papieros w ciagu tego pół godziny, my siedziałyśmy w pokoju - moje ciuchy i włosy po tym czasie nabrały charakterystycznego smrodku.. i nie mam szczególnie wrażliwego węchu - od 3-4 lat baaaardzo mi się pogorszył.
      • pierwszalitera Re: czy ktoś na sali pali ? 09.12.10, 15:05
        kotwtrampkach napisała:

        > kiedy paliłam, wychodziłam z domu - papieros rozgrzewał w największy mróz.

        No ale ty wiesz, że to tylko złudzenie? Nikotna powoduje bowiem gorsze ukrwienie, a nawet odcięcie krwi do peryferii, co przy niskich temperaturach pogarsza tylko sytuację organizmu. Więc palaczom zrobi się po papierosie szybciej zimno i niejednokrotnie grożą im nawet sine paluchy i odmrożenia na kończynach. Teraz przy tych niskich temperaturach widzę niejednokrotnie ludzi "rozrzewających" się petami, na przykład na przystankach. Nawet mi ich trochę żal. ;-)
        • besame.mucho Re: czy ktoś na sali pali ? 09.12.10, 17:38
          Ale może oni wcale nie chcą się rozgrzać, tylko po prostu mają sobie ochotę zapalić?
        • kotwtrampkach Re: czy ktoś na sali pali ? 09.12.10, 18:20
          pierwszalitera napisała:

          > No ale ty wiesz, że to tylko złudzenie? Nikotna powoduje bowiem gorsze ukrwieni
          > e, a nawet odcięcie krwi do peryferii (...)

          pierwszalitero - ja nie palę. Papierosy dają wiele złudnych wrażeń, mnie przekonywac nie trzeba, wiedziałam o tym dużo wcześniej niz palić przestałam :) Powiem więcej - paliłam właśnie dla tych nieprawdziwych, pomylonych odczuć :)
          a co do złudzenia "ciepła" - myślę, ze to nie tylko działanie dymu papierosowego, to raczej siła perswazji - dla nałogu można zrobić wiele..
          :)

          > i niejednokrotnie grożą im nawet sine paluchy i odmrożenia na kończynach.
          ja paliłam zawsze w rękawiczkach :) nawet nie z powodu zimna, ale przez smród pozostajacy na palcach, a trudny do usunięcia :):) Rany, tyle rzeczy, które byłam w stanie zrobić dla mojego palenia nie zrobię już nawet dla miłości mego zycia.. ech.
    • the_mariska Podsumowując: 09.12.10, 17:38
      Niemile widziane jest palenie:
      - na własnym balkonie
      - we własnej kuchni, łazience i WC (bo wentylacja roznosi go po mieszkaniach sąsiadów)
      - klatce schodowej i windzie (tu akurat moje pełne poparcie, choć w moim akademiku jedyna dozwolona palarnia jest właśnie na schodach, być może dlatego, że tylko tam jest jakakolwiek wentylacja)
      - w pokoju (bo dym osiada na wszystkim)
      Oprócz tego:
      - na przystanku
      - na ulicy/przejściu dla pieszych (opinia akurat nie z tego wątku, ale dość często spotykana)
      - we wszystkich lokalach alkoholowo/imprezowo/gastronomicznych (tu już państwo zadecydowało za nas)
      - w pracy/na uczelni (zastanawiam się, czy ogródek przed wydziałem również łapie się pod tą nową ustawę)
      - w parkach i na placach zabaw (o ile to drugie jest oczywiste, pierwsze jak dla mnie niekoniecznie)
      - we wszystkich środkach transportu, z samochodem służbowym włącznie
      Coś pominęłam?

      Doskonale rozumiem postulaty niepalących o wolność od dymu tytoniowego, paradoksalnie sama nie lubię siedzieć w zadymionych pomieszczeniach. Ale pytam teraz serio i bez cienia złośliwości - gdzie mam się z tym papierosem schować, żeby nikomu to nie przeszkadzało (pomijam własnego m., bo jemu przeszkadza sam fakt że palę i się podtruwam, nie dym tytoniowy;))? Do tej pory wydawało mi się, że choćby ta kuchnia we własnym mieszkaniu jest stosunkowo bezpiecznym miejscem,po lekturze tego wątku dochodzę do wniosku, że też niekoniecznie. Z wrażenia aż chyba pójdę zapalić na tą nieszczęsną klatkę schodową z braku innego miejsca. Usprawiedliwię się tym, że to klatka ewakuacyjna, tuż obok zsypu na śmieci, więc prawie nikt tamtędy nie chodzi.
      • kotwtrampkach Re: Podsumowując: 09.12.10, 18:31
        hihihihihihihihi

        the_mariska napisała:
        > - w pokoju (bo dym osiada na wszystkim)
        do tego czytałam opis przeprowadzonych badań składu osadu, który znajduje się na scianach, zasłonach, tapicerce w pokoju w którym się paliło - jest bardzo toksyczny. NAwet jak nie czujemy tego nieprzyjemnego zapachu.
        > Oprócz tego:
        > - na przystanku
        > - na ulicy/przejściu dla pieszych (opinia akurat nie z tego wątku, ale dość czę
        > sto spotykana)
        bardzo przyjemne,gdy ktoś dmuchnie w twarz wspaniale pachnącym dymem z taniego, przeciągnietego papierosa.. I nawet nie wiem, co jest przyjemniejsze - taka chmurka gorącym latem, przechodząc rozgrzanym chodnikiem, obok rozgrzanych ludzi; czy mroźną zimą, kiedy wystawiam spod czapki i szalika koniuszek nosa i nie jest łatwo odwrócić szybko głowę..
        > - w pracy/na uczelni (zastanawiam się, czy ogródek przed wydziałem również łapi
        > e się pod tą nową ustawę)
        ja sie zastanawiam , co teraz zrobią nauczycielki w szkołach, kiedy zniknęły (?) palarnie :):)
        > - w parkach i na placach zabaw (o ile to drugie jest oczywiste, pierwsze jak dl
        > a mnie niekoniecznie)
        dlaczego jak nie mam dziecka obok siebie, chcę odpocząć w okolicy zieleni mam być raczona dymem tytoniowym?

        > erio i bez cienia złośliwości - gdzie mam się z tym papierosem schować, żeby ni
        > komu to nie przeszkadzało?
        ja niedawno usłyszałam stwierdzenie pewnego miłego starszego pana, ze czuje się on DYSKRYMINOWANY, przez swój nałóg.. :):):)
        • justinehh Re: Podsumowując: 09.12.10, 19:04
          To może specjalna kabina dla palaczy? :)
          www.palarnie.pl/
          • aankaa Re: Podsumowując: 09.12.10, 19:53
            no, już widzę się montującą takie cudo na balkonie czy w kuchni :))
            no dobra, dla zdrowia swego, otoczenia, czystości ścian/tapicerki, uwolnienia od smrodu całego otoczenia powinnam przestać palić. Tylko jest jedno ale. Trudno mi znaleźć powód do rzucenia nałogu. Bo wcześniej wymienione do mnie nie docierają
            • palacsinta Re: Podsumowując: 09.12.10, 20:13
              aankaa napisała:

              > no dobra, dla zdrowia swego, otoczenia, czystości ścian/tapicerki, uwolnienia o
              > d smrodu całego otoczenia powinnam przestać palić. Tylko jest jedno ale. Trudno
              > mi znaleźć powód do rzucenia nałogu. Bo wcześniej wymienione do mnie nie docie
              > rają

              W sensie zdrowie Twoje i otoczenia, czystość ścian i tapicerki i komfort otoczenia Cię nie obchodzą? To twarda jesteś;) Znajomych palaczy motywowały diagnozy konkretnych schorzeń związanych z paleniem, ewentualnie śmierci palaczy-równolatków, ale tego nikomu nie życzę.
              • aankaa Re: Podsumowując: 09.12.10, 20:31
                Znajomych palaczy motywowały diagnozy konkretnych schorzeń związanych z paleniem, ewentualnie śmierci palaczy-równolatków
                ===
                pochodzę z lekarskiej rodziny i o różnych cudach się nasłuchałam. "Najlepsze" były rozmowy rodziców (nawet przy obiedzie) nt marskości wątroby itp. Jedno z nich paliło jak ciuchcia, drugie w życiu nie sięgnęło po papierosa. Jedno zmarło nie osiągnąwszy mojego wieku, drugie - będąc niewiele starsze ode mnie w tej chwili
                • palacsinta Re: Podsumowując: 09.12.10, 20:55
                  aankaa napisała:

                  > pochodzę z lekarskiej rodziny i o różnych cudach się nasłuchałam. "Najlepsze"
                  > były rozmowy rodziców (nawet przy obiedzie) nt marskości wątroby itp. Jedno z n
                  > ich paliło jak ciuchcia, drugie w życiu nie sięgnęło po papierosa. Jedno zmarło
                  > nie osiągnąwszy mojego wieku, drugie - będąc niewiele starsze ode mnie w tej c
                  > hwili

                  Może po prostu nie chcesz rzucać palenia?
                • pierwszalitera Re: Podsumowując: 09.12.10, 21:02
                  aankaa napisała:

                  > Znajomych palaczy motywowały diagnozy konkretnych schorzeń związanych z palenie
                  > m, ewentualnie śmierci palaczy-równolatków
                  > ===
                  > pochodzę z lekarskiej rodziny i o różnych cudach się nasłuchałam. "Najlepsze"
                  > były rozmowy rodziców (nawet przy obiedzie) nt marskości wątroby itp. Jedno z n
                  > ich paliło jak ciuchcia, drugie w życiu nie sięgnęło po papierosa. Jedno zmarło
                  > nie osiągnąwszy mojego wieku, drugie - będąc niewiele starsze ode mnie w tej c
                  > hwili

                  No i co tego? Mój ojciec miał czterech braci. Palił tylko jeden i jako jedyny w rodzinie zachorował i zmarł na raka. Raka płuc. Więc twoja anektodka przeciwko twojej. A przy statystykach lekarskich negowanie szkodliwości palenia nie jest już nawet naiwnością, a idiotyzmem. Więc powodów do rzucenia palenia masz wiele. Opróc zdrowotnych są jeszcze te kosmetyczne (palące kobiety starzeją się po 40-stce ekspresowo) i finansowe. Już uczciwiej jest, gdy powiesz, że ci się nie rzucać nie chce.
                  • aankaa Re: Podsumowując: 09.12.10, 21:10
                    przecież już wcześniej napisałam "Trudno mi znaleźć powód do rzucenia nałogu. Bo wcześniej wymienione do mnie nie docierają"
                    • palacsinta Re: Podsumowując: 09.12.10, 21:16
                      aankaa napisała:

                      > przecież już wcześniej napisałam "Trudno mi znaleźć powód do rzucenia nałogu. B
                      > o wcześniej wymienione do mnie nie docierają"

                      Cóż, one nie mają do Ciebie docierać, one tylko stoją za tym, że w zachodnim społeczeństwie będziesz coraz bardziej zmuszana do ograniczania nałogu. Wiem, że to są offtopy, ale czy to jest najlepszy wątek do zadawania tego pytania?
            • ciociazlarada Jeśli mogę Ci pomóc rzucić. 09.12.10, 21:42
              Paliłam jakieś 15 lat, w sumie ostatnie siedem to były ciągłe próby rzucania, postanowienia noworoczne, od jutra nie palę, sraty-taty. Jestem ekspertem, rzucałam pewnie jakieś 70 razy, może więcej, maksymalnie na miesiąc-półtora. Przerobiłam plastry, gumy nikotynowe, książki Allena Carra...

              Piszę w czasie przeszłym ponieważ nie palę. Udało mi się bez tego wszystkiego, a może dzięki temu. Nie wiem ile czasu już nie palę, pewnie niedługo, około pół roku, może dłużej. Dlaczego nie wiem? Ponieważ jedyny sposób, który na mnie podziałał, to po prostu przestałam się tym zajmować. Przestałam myśleć o paleniu, że to nałóg, że mi się chce, że co ja teraz będę robić na przystanku/w knajpie/pod poczekalnią/po śniadaniu. Po prostu uznałam, że nie jest to już część mnie i przestałam się tym zajmować, planować rzucenie, myśleć co zrobię w towarzystwie palaczy, jak to będzie, jaką to muszę mieć silną wolę. Pamiętam, że przez jakiś czas brałam gumy nikotynowe we wszystkich sytuacjach, które kojarzyły się z paleniem, ale nie więcej niż trzy dziennie. Któregoś dnia gumy się skończyły (miałam 1 paczkę 96 sztuk) i po prostu przestałam się zajmować tymi pierdołami. Widok palaczy na mnie nie działa, dym mi nie przeszkadza, czuję się trochę jak daltonista, z tym, że ja nie widzę papierosów:)

              Nie myślę o fajkach i nie uważam siebie za osobę niepalącą, po prostu fajki dla mnie nie istnieją. Tak, jak nie chodzę od rana do wieczora myśląc, przepraszam za porównanie, o głodujących dzieciach w Afryce, tak nie chodzę i nie myślę o papierosach. Mam je gdzieś.

              Dużo kosztowało mnie w sumie napisanie tego posta, ale chciałabym pomóc. Kosztowało, bo musiałam pierwszy raz od wielu miesięcy pomyśleć o papierosach, więc zachciało mi się palić:)

              Niektórym pomogła bardzo książka Allena Carra, polecam, bo wielu znajomych dzięki niej rzuciło.
              • aankaa Re: Jeśli mogę Ci pomóc rzucić. 09.12.10, 21:56
                Ciociu-dobrarado - mam nadzieję, że na ochocie tylko się skończyło :)
                dzięki za Twego posta
                • ciociazlarada Re: Jeśli mogę Ci pomóc rzucić. 09.12.10, 22:07
                  Tak, przeszło mi:)
                  Pamiętam, że w "rzucaniu" przerażało mnie najbardziej to, że muszę ustalić jakąś definitywną datę i to już będzie koniec-koniec, fajki odejdą jak najlepszy przyjaciel. Udało mi się - nie znam daty, naprawdę przysięgam, że nie pamiętam ostatniego papierosa. Nie jestem też dumna z powodu niepalenia, po prostu stopniowo i niepostrzeżenie udało mi się wszystkie sytuacje, w których nawykowo paliłam zastąpić niepaleniem i fajki jakoś same zniknęły. Nawet się specjalnie nie starałam. Aaa, no i nie chciało mi się dzięki temu super jeść, nie utyłam (bo nie rzucałam, więc nie siedziałam z głową w lodówce), nie miałam doła, szczerze mówiąc nie czuję żadnej różnicy, oprócz tego, że dymu nie mam w domu. Jak ktoś pali przy mnie to też nie robię cyrków, niech sobie robi co chce.
                  • madzioreck Re: Jeśli mogę Ci pomóc rzucić. 09.12.10, 22:59
                    Fajnie, że Ci się udało :) Książkoterapii (po 5 razy gościu pisze to samo, wiec chyba terapia ;)) próbowałam po tym, jak w maju chyba czy kwietniu wyciągnęłam łapę po fajkę, chociaż półtora miesiąca wcześnie miałam więcej szczęścia niz rozumu i na skutek podrażnienia woreczka fajki sie odstawiły same, mimo, ze próbowałam palić i nie miałam zamiaru rzucać :( Wyciągnęłam łape na kolejnej imprezie, sama nie wiem czemu, bo mi się jakoś strasznie nie chciało palić :(
                    Niestety, u niektórych osób bywa tak jak u znajomej z Proteinek - jej tata nie pali od 20 lat i KAŻDEGO ranka budzi się z myślą o papierosie :(
                    • kotwtrampkach Re: Jeśli mogę Ci pomóc rzucić. 10.12.10, 11:41
                      madzioreck napisała:

                      > Fajnie, że Ci się udało :) Książkoterapii (po 5 razy gościu pisze to samo, wiec
                      > chyba terapia ;))
                      terapia, terapia.. Niestety jak każda inna zadziała tylko wtedy, kiedy chce się samemu przestać i szuka się pomocy, żeby to zrobić :)
                      Dobrym przykładem są terapeuci z ośrodków monarowskich - parę lat temu poznałam grupę terapeutów - ok 15 osób. 1 człowiek nie palił, rzucił po latach... A były to osoby, które o odchodzeniu od nałogu i uzależnieniu wiedzą wiele..
                      • madzioreck Re: Jeśli mogę Ci pomóc rzucić. 10.12.10, 12:01
                        > terapia, terapia.. Niestety jak każda inna zadziała tylko wtedy, kiedy chce się
                        > samemu przestać i szuka się pomocy, żeby to zrobić :)

                        Hm, no przecież nie dla picu czytałam tę książkę ;) Może to jeszcze nie mój czas, albo nie miałam 100% przekonania, nie wiem :)
                      • pierwszalitera Re: Jeśli mogę Ci pomóc rzucić. 10.12.10, 12:02
                        kotwtrampkach napisała:

                        A był
                        > y to osoby, które o odchodzeniu od nałogu i uzależnieniu wiedzą wiele..

                        Specjaliści są zdania, że uzależnienie od papierosów przypomina w swojej strukturze uzależnienie od heroiny. I równie trudno jest się go pozbyć. Przy papierosach osobista motywacja do rzucania jest jednak słabsza, bo nałóg jest tolerowany społecznie i negatywne skutki nie są tak dramatyczne i tak szybko widoczne jak przy heroinie. W sumie nawet dobrze, że papierosy są w miarę tanie i wszędzie dostępne, bo już wyobrażam sobie te hordy uzależnionych na ciężkim odwyku włamujących się do zabarykadowanych kratami sklepów nikotynowych. Strażnicy muszą drżeć o swoje życie. Philip Morris idzie do podziemia, a Marlboro man na plakaty gończe. ;-) Ale kto wie, już nie jedna absurdalna wizja przyszłości się sprawdziła. ;-)
                        • madzioreck Re: Jeśli mogę Ci pomóc rzucić. 10.12.10, 12:05
                          W sumie nawet dobrze, że papierosy są w miarę tanie i wszędzi
                          > e dostępne, bo już wyobrażam sobie te hordy uzależnionych na ciężkim odwyku wła
                          > mujących się do zabarykadowanych kratami sklepów nikotynowych. Strażnicy muszą
                          > drżeć o swoje życie.

                          Hehe... przypomniało mi się, jak niedawno weszłam po fajki do takiej małej "galerii alkoholi" niedaleko mojego domu. A pan rozkłada ręce i mówi, że fajek niet, bo mieli w nocy włam i ukradli wszystkie fajki. TYLKO fajki, nie zginęła nawet jedna flaszka alkoholu ;)
                        • kotwtrampkach Re: Jeśli mogę Ci pomóc rzucić. 12.12.10, 14:15
                          pierwszalitera napisała:

                          > kotwtrampkach napisała:
                          > > A był
                          > > y to osoby, które o odchodzeniu od nałogu i uzależnieniu wiedzą wiele..
                          >
                          > Specjaliści są zdania, że uzależnienie od papierosów przypomina w swojej strukt
                          > urze uzależnienie od heroiny.

                          hmm, to by wiele tłumaczyło i wyjaśniało moje odczucia i obserwacje..
                          Jeszcze paląc, nieraz sie zastanawiałam: jak to palenie nie ma wpływu na moje życie, skoro ja się wściekam na dziecko, ze nie śpi (bo ja chciałam na papierosa), potrafię się pokłócić z facetem (żeby sobie spokojnie wyjść i zapalić), potrafię myśleć o paleniu i o niczym innym, potrafię o tym marzyć, pragnąć, śnić i niewiele jest w stanie przysłonić mi to, co uważam za przyjemność (tak, uważałam, ze zaciągniecie się dymem jest niezwykle przyjemne, czasem do tego zaciągnięcia się, czasem do czasu zgaszenia papierosa..). Nigdy nie lubiłam ubrania, oddechu czy włosów przesiąkniętych dymem, a jednak paliłam. taaak... i do tego ciągle słyszę od znajomych palaczy - choć zapalić, idziemy na fajkę, muszę zapalić, poznałem kogoś fajnego paląc, nie mam kasy do końca miesiaca (kupując paczke fajek)...
                          ech, jak heroina, mówisz... to by się zgadzało..
                          :):)
                    • ciociazlarada No cóż, mnie też ciągnie 10.12.10, 23:17
                      > Niestety, u niektórych osób bywa tak jak u znajomej z Proteinek - jej tata nie
                      > pali od 20 lat i KAŻDEGO ranka budzi się z myślą o papierosie :(

                      Madziorku, nie myśl sobie, że jestem supermanem. Również zdarza mi się, czasami dosłownie co godzinę, wielka tęsknota za paleniem. Nie wiem, od czego to zależy, bo potrafię przeżyć kilka tygodni nie poświęcając fajkom nawet 5 nanosekund, a potem mam taki parszywy dzień, że się zataczam przed każdą wystawką z papierosami:), a w Danii sprzedają je dosłownie wszędzie, nawet w kantynie w pracy.

                      U mnie działa to, że gdy bierze mnie ciśnienie, staram się myśleć o nikotynie. Tego potrzebuję, nie papierosa. Lubiłam palić, papierosy mi smakowały, mimo, że tracą na popularności wciąż jeszcze potrafią być seksowne (nie na darmo istnieje smoking fetish), mam dużo pozytywnych papierosowych wspomnień, więc odwracam i zmieniam każdą myśl o papierosach w myśl o nikotynie, która jest po prostu substancją chemiczną bez tych wszystkich konotacji. Fantazje o gumach nikotynowych czy nikotynowych plastrach nie brzmią już tak dobrze, no nie? Biedny palacz bez papierosa to czysta martyrologia, natomiast ktoś, kto tęskni za gumami Nicotinel może być co najwyżej żałosny:) Nie czuję się i nie chcę czuć się żałosna, więc po prostu znajduję coś do roboty i przestaję się zajmować pierdołami. I tak daję radę z dnia na dzień - właśnie kolejny minął bez papierosa:)
                      • madzioreck Re: No cóż, mnie też ciągnie 11.12.10, 01:04
                        Ano, tchyba, że tak :) Wywnioskowałam inaczej po tym fragmencie:

                        "Nie myślę o fajkach i nie uważam siebie za osobę niepalącą, po prostu fajki dla mnie nie istnieją. Tak, jak nie chodzę od rana do wieczora myśląc, przepraszam za porównanie, o głodujących dzieciach w Afryce, tak nie chodzę i nie myślę o papierosach. Mam je gdzieś."

                        Tamten facet nie ma gdzieś, teskni za fajami codziennie :( To jest dopiero bohater, 20 lat teskni i nie pali :)
                        To jest tak, jak z moim schudnięciem - wszyscy gratulują silnej woli, a ja po prostu straciłam apetyt, i tylko czasem mi się czegoś zachce :)
                      • marciasek niedługo powino Ci przejść :) 11.12.10, 01:06
                        Nie palisz pół roku, prawda? Ja już 6 lat. A nawet sześć i pół ;) Ciągnęło przez pierwsze pół roku, potem coraz mniej, po roku zupełnie przeszło. Jestem zupełnie wolna. Nie palę, nie mam najmniejszej ochoty, nie boję się imprez w towarzystwie palących (choć nie należy to do moich ulubionych rozrywek, przyznaję, bo - pomijając wszystkie inne oczywistości - na drugi dzień mimo niepalenia mam takiego samego "kaca papierosowego" jak wtedy, kiedy paliłam czynnie). Ktoś tu wyżej wspominał o człowieku, który po 20 latach niepalenia codziennie budzi się z myślą o papierosie - przyznaję, że trudno mi to sobie wyobrazić. Mi papieros zupełnie zobrzydliwiał i nie ma takiej możliwości, abym zaczęła palić ponownie. Czego i Tobie życzę :)
          • madzioreck Re: Podsumowując: 09.12.10, 23:13
            Ale ze co, w domu mam sobie toto zainstalować? :) Ani do kuchni, ani do łazienki się nie zmieści ;)
            A tak poważnie - staram się być w swoim nałogu nieupierdliwa dla otoczenia. Nie dmucham nikomu w nos. Nie palę na klatkach schodowych ani w windach. Nie dmucham dymem z okna czy balkonu oszczędzając własne mieszkanie, a zasmradzając sąsiadów. Nie palę na przystankach. Nie palę poza moim domem przy osobach, które sobie tego nie życzą, nawet w miejscu gdzie wolno palić, ani w miejscach, gdzie jest to zabronione. Nie palę na przystankach, odchodzę hektar od niego, żeby nikomu nie przeszkadzać. Nawet kiedy palę na powietrzu staram się to robić w pewnej odległości od ludzi. Nie przyszłoby mi do głowy palić w łazience, w kuchni raczej sporadycznie. Jeśli jestem u kogoś, kto nie pali, palę we wskazanym przez gospodarza miejscu nawet, jeśli jest to za drzwiami (na dworze).
            Ale we własnym domu - wybaczcie, palić będę, czy się to komuś podoba, czy nie. A jak nakopcę, to ośmielę się otworzyć nawet okno i wywietrzyć. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy ktoś przychodzi do mnie z dzieckiem, ono nie decyduje o tym, gdzie rodzice je zabiorą - wtedy nie palę od rana i wietrzę mieszkanie. Dorośli wiedzą, że u mnie się pali, i jeśli komuś to nie odpowiada, nie musi u mnie bywać, możemy się umówić w innym miejscu. Mogę ewentualnie wyjść z fajką do kuchni, bo złośliwa byc nie chcę.
            Przestrzegam przepisów w tym zakresie, popieram zakaz palenia w knajpach, co nie znaczy, że mi się on podoba. Dopóki natomiast wolno mi zgodnie z prawem palić w moim domu, nie pozwolę się w nim sterroryzować.
      • aadrianka Re: Podsumowując: 09.12.10, 20:26
        Odpowiem za siebie:
        W najmniejszym stopniu nie przeszkadza mi, jeśli ktoś pali we własnym samochodzie przy zamkniętych oknach:) O ile oczywiście nie wyrzuca niedopałków na ulicę/chodnik. Takoż palacz w swojej własnej sypialni (byle nie zasnął z zapalonym papierosem i nie zaprószył ognia).
        Mam też parę innych pomysłów, ale są niestety równie nierealistyczne i brutalne, jak hermetyczny hełm:)
        • kotwtrampkach Re: Podsumowując: 09.12.10, 21:01
          aadrianka napisała:

          > Odpowiem za siebie:
          > W najmniejszym stopniu nie przeszkadza mi, jeśli ktoś pali we własnym samochodz
          > ie przy zamkniętych oknach:)

          mnie też nie przeszkadza. Tylko jak wiezie ze sobą dzieci, to sobie myślę, ze niesprawiedliwe jest, ze one mają taki sam dostęp do lekarza, jak moje, dopieszczone, że powodują, ze sa większe kolejki, ze NFZ szybciej wyczerpuje srodki etc..

          ALe ja ostatnio jestem strasznie wredna..
          • aankaa Re: Podsumowując: 09.12.10, 21:13
            mam spokojne sumienie, że nie zajmuję czasu lekarzom, nie drenuję NFZ (mimo, że płacę te składki a jeśli już muszę iść do lekarza to za pieniądze, które mi zostają po opłaceniu wszystkich państwowych danin/haraczy)
          • zarin Re: Podsumowując: 10.12.10, 16:08
            > mnie też nie przeszkadza. Tylko jak wiezie ze sobą dzieci, to sobie myślę, ze n
            > iesprawiedliwe jest, ze one mają taki sam dostęp do lekarza, jak moje, dopieszc
            > zone, że powodują, ze sa większe kolejki, ze NFZ szybciej wyczerpuje srodki etc
            > ..
            >
            > ALe ja ostatnio jestem strasznie wredna..

            Przepraszam, a to nie Ty czasem paliłaś w ciąży...?
            • kotwtrampkach Re: Podsumowując: 12.12.10, 14:17
              zarin napisała:

              > > mnie też nie przeszkadza. Tylko jak wiezie ze sobą dzieci, to sobie myślę
              > , ze n
              > > iesprawiedliwe jest, ze one mają taki sam dostęp do lekarza, jak moje, do
              > pieszc
              > > zone, że powodują, ze sa większe kolejki, ze NFZ szybciej wyczerpuje srod
              > ki etc
              > >
              > > ALe ja ostatnio jestem strasznie wredna..
              > Przepraszam, a to nie Ty czasem paliłaś w ciąży...?

              ja.
              i to nie zmienia tego, że dalej tak uważam.
    • ko_kartka Re: czy ktoś na sali pali ? 12.12.10, 21:01
      Jaki problem? Ja palę tylko na tarasie, nawet przy minus dwudziestu na liczniku gajgera, termometrem zwanym potocznie. Najwyżej wypalam szybciej i mniej się zaciągam, więc dla zdrowotności lepiej :) Do tego stopnia oduczyłam się palić w pomieszczeniach zamkniętych, że potrafię nie palić przez kilka godzin przy piwku z przyjaciółmi, nawet nie wspomniawszy w myślach o papierosie, ale po wyjściu z knajpy na świeże powietrze NATYCHMIAST muszę zapalić.

      A jak mnie bawią argumenty o składkach NFZ - jakby palacze nie płacili tychże składek. A palacze nawet nie pisną, że ich składki zostają wykorzystane do leczenia cukrzycy i jej komplikacji u osób, które celowo zaniedbały dietę. Pomijam potężny wkład w budżet w postaci akcyzy, dzięki czemu palacze są wielkimi, choć niedocenianymi patriotami.

      A Pierwszalitero - ty nigdy niczego nie robisz dla grzesznej przyjemności? Moralizujesz zawzięcie i przytaczasz "naukowe" fakty dla potwierdzenia/zaprzeczenia każdej tezie, jaka pojawi się w każdym temacie, włącznie z słusznością produkowania plastikowych kuwet dla chomików, aż stało się to zabawne. Jakby naprawdę nikt z palaczy nie wiedział, że uzależnienie od palenia to głód narkotykowy i że papieros, wypalany podczas mrozu, nie rozgrzewa. Praktyk wiele rzeczy wie lepiej niż teoretyk, które bezrefleksyjnie chwali się umiejętnością czytania ze zrozumieniem.
      • aankaa Re: czy ktoś na sali pali ? 12.12.10, 22:03
        odnoszę wrażenie, że Pierwszalitera wyjechawszy z Polski na przełomie lat 70/80, będąc młódką, tak przesiąknęła "zdrowym" trybem życia przejętym od tambylców, że zupełnie zatraciła kontakt z ludźmi, którzy mają nałogi, żywieniowe grzeszki, nie będącymi fanami uprawiania jakiegokolwiek ruchu czy medytacji. Co gorsza ;) gdyby miała większy wpływ namówiłaby nas na pozbycie się samochodów i teleportację rowerami/zbiorkomem/samolotami. No, ale ma i wady, a właściwie wadę - sama przyznała się, że zdarza Jej się korzystać z taksówki czy wynajętego samochodu :P
        • pierwszalitera Re: czy ktoś na sali pali ? 12.12.10, 22:27
          aankaa napisała:

          > odnoszę wrażenie, że Pierwszalitera wyjechawszy z Polski na przełomie lat 70/80
          > , będąc młódką, tak przesiąknęła "zdrowym" trybem życia przejętym od tambylców,
          > że zupełnie zatraciła kontakt z ludźmi, którzy mają nałogi, żywieniowe grzeszk
          > i, nie będącymi fanami uprawiania jakiegokolwiek ruchu czy medytacji. Co gorsza
          > ;) gdyby miała większy wpływ namówiłaby nas na pozbycie się samochodów i telep
          > ortację rowerami/zbiorkomem/samolotami. No, ale ma i wady, a właściwie wadę - s
          > ama przyznała się, że zdarza Jej się korzystać z taksówki czy wynajętego samoch
          > odu :P

          Proponuję dziewuszki, byście założyły wątek "Strata poczucia rzeczywistości i inne grzechy pierwszejlitery" i wyżywajcie się do woli. ;-) Poszłabym wam na rękę i sama to zrobiła, ale brakuje mi jeszcze odrobina do pełnej megalomanii, więc same rozumiecie. ;-) Ale chętnie o sobie poczytam, pokomentuję, a wołających o pomoc z tej pełnej nieszczęścia, nałogów i słabości polskiej mizerii, nie zostawię na pewno w niedoli. ;-)
          • aankaa Re: czy ktoś na sali pali ? 12.12.10, 22:49
            wołających o pomoc z tej pełnej nieszczęścia, nałogów i słabości polskiej mizerii
            ===
            Pierwszalitero, my tu się, mimo nałogów, nieszczęść i różnych braków a niekiedy nadmiarów, mamy całkiem dobrze :)
            czego i Tobie z całego serca życzę
            • pierwszalitera Re: czy ktoś na sali pali ? 12.12.10, 23:08
              aankaa napisała:

              > Pierwszalitero, my tu się, mimo nałogów, nieszczęść i różnych braków a niekiedy
              > nadmiarów, mamy całkiem dobrze :)
              > czego i Tobie z całego serca życzę

              O, ja już dbam o siebie wystarczająco, są bardziej potrzebujący. ;-)
              • aankaa Re: czy ktoś na sali pali ? 12.12.10, 23:11
                to dbając o tych "bardziej potrzebujących" daj im szansę być niedoskonałymi :*
        • moniach_1 Re: czy ktoś na sali pali ? 16.12.10, 00:17
          tak przesiąknęła "zdrowym" trybem życia przejętym od tambylców,
          > że zupełnie zatraciła kontakt z ludźmi, którzy mają nałogi, żywieniowe grzeszk
          > i, nie będącymi fanami uprawiania jakiegokolwiek ruchu czy medytacji. Co gorsza
          > ;) gdyby miała większy wpływ namówiłaby nas na pozbycie się samochodów i telep
          > ortację rowerami/zbiorkomem/samolotami.

          A która z wymienionych rzeczy jest zła? Zresztą w przypadku żywieniowych grzeszków pierwszalitera jest zawsze pierwszym głosem uspokojenia, że od jednego grzeszku nikomu nie dzieje się krzywda. Nie wiem, czemu zdrowy wrzuciłaś w cudzysłów, przecież to co piszesz de facto jest zdrowe.
          • moniach_1 jeszcze jedno 16.12.10, 00:24
            Fascynuje mnie, co to znaczy że ktoś na forum czegoś tam nie pozwala, zakazuje, cokolwiek. Przecież to jest jakiś tam nick (który mógłby być równie dobrze wirtualną tożsamością, a nie prawdziwą osobą), który pisze sobie coś, co nie ma najmniejszego wpływu na to, co robisz w życiu. Po co w ogóle zwracać uwagę? Jeśli się nie zgadzasz, można podyskutować. Jeśli nie zamierzasz korzystać z rad, można olać.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja