LWW uczulenie na sierść kota

22.12.10, 19:31
Może, któraś z forumek się orientuje czy jest możliwe skuteczne odczulenie kogoś na sierść kota, i jak to się robi, ile to trwa i jakie są koszty, bo przypuszczam, że NFZ tego nie refunduje. Chciałabym w przyszłości mieć w końcu kociaka, o czym marze od dawna, ale niestety mój TŻ uczulony :/
    • madzi1 Re: LWW uczulenie na sierść kota 22.12.10, 19:34
      O, ja też się chętnie dowiem. Bo mam sytuację odwrotną. Ja mam uczulenie, a mój narzeczony chce kota. Chociaż moje uczulenie mi akurat na rękę, bo za kotami nie przepadam, a jak się odczulę to już nie będzie wymówki ;)
      • teresa104 Re: LWW uczulenie na sierść kota 22.12.10, 19:53
        Uczulenia. Odczulenia. Dwa razy w swoim życiu przeszłam przewleklą kurację odczulającą, od przyszłej jesieni zaczynam trzeci cykl. Uczulenie slabnie, ale nie mija, z latami wraca, pojawiaja się wrażliwość na kolejne alergeny. Chyba najgorsze co można zrobić, to celowo narażać się na alergen, nawet będąc odczulonym /rzekomo odczulonym /przejściowo nie mającym objawów uczulenia. Alergik zostanie alergikiem. To cecha układu odpornościowego. Po co igrać z ogniem, indukować u siebie przewlekłe zapalenie, cały ten często tragiczny w skutkach i nieodwracalny marsz alergiczny?
        • kocio-kocio Re: LWW uczulenie na sierść kota 22.12.10, 20:16
          No więc odczulony posiadacz kota kończy niestety astmą. Jak mój mąż.
          Także obawiam się, że musisz zrezygnować z kota, albo zmienić faceta.
          • madzi1 Re: LWW uczulenie na sierść kota 26.12.10, 13:58
            Astmę już mam i najbardziej nasila mi się w zetknięciu z kotami :/
    • jul-kaa Re: LWW uczulenie na sierść kota 22.12.10, 19:53
      Alergolog mi powiedział, że nie odczula się ludzi chcących mieć zwierzaka, bo to bez sensu (?) i że odczula się jedynie ludzi zawodowo związanych ze zwierzętami (weterynarzy na ten przykład).
    • angella456 Re: LWW uczulenie na sierść kota 22.12.10, 21:36
      Dwóch alergologów mi odradzało odczulanie na sierść zwierząt - odczulanie trwa długo, nie jest pewne, że zadziała w 100%, więc pewności, że będzie można mieć zwierzaka, nie ma. Poza tym odczulanie nie gwarantuje, że w przyszłości alergia nie wróci/zwiększy się - przerabiałam na sobie, parę lat po pierwszym odczulaniu pogorszenie.
      A co do kosztów - odczulanie na pyłki to w zależności od leku ok 400-600 zł rocznie. Trwa mniej więcej 5 lat.
      NFZ chyba nie refunduje żadnego odczulania, tzn. kosztów szczepionek. Wizyty mogą być na fundusz, ale to oznacza długaśne kolejki przy każdej wizycie, chyba że trafisz na ekstra zorganizowaną przychodnię, być może gdzieś takie istnieją.
      Też mam alergię na sierść kota i nie zamierzam się odczulać. Za dużo wysiłku, za dużo czasu, za mało pewne rezultaty. Poza tym nie wyobrażam sobie sytuacji, że np. biorę zwierzę, a po 3 latach alergia mi się znowu pogarsza - i co wtedy z kotem? IMHO to byłaby nieodpowiedzialność.
    • satia2004 Inny kot? 22.12.10, 22:34
      Kiedyś słyszałam, że nie tyle sierść uczula co to, co kot naliże na nią. Ile w tym prawdy - nie wiem :)

      Natomiast mam w rodzinie konkretny przypadek kobiety uczulonej na koty obecnie będącej szczęśliwą posiadaczką uroczej kotki rasy Maine Coon :) I ta konkretna rasa jej nie uczula. Szczerze powiem - gdybym nie widziała na własne oczy to bym nie uwierzyła! Kuzynka ma normalnie kotkę w domu i nic się nie dzieje ale wystarczyło, że pojechała z nią do weta, w poczekalni nie było nawet w tamtym momencie innego kota (były wcześniej) i wróciła z objawami alergii.

      Może warto przejechać się do jakiegoś hodowcy? Osobiście nie jestem zwolenniczką rasowców - nie ma to jak przygarnąć kota ze schroniska ale jeżeli to będzie wyjście to dobrze spróbować :)
      • helenka333 Re: Inny kot? 22.12.10, 22:45
        a to się nawet by zgadzało, bo ostatnio tŻ przebywał w towarzystwie kota tej właśnie rasy i mowił, że nic złego się z nim nie działo, podczas gdy pzrebywanie choćby w pomieszczeniu gdzie jest sporo sierści kota powoduje juz u niego ostra reakcję. A najfajniejsze jest to, że o kocie tej rasy właśnie marzę ;D
        • miss-alchemist Re: Inny kot? 23.12.10, 10:01
          czytałam coś kiedyś o tym :) i ślina kotów zawiera jakieśtam białko, które działa tak silnie uczulająco na człowieka. Maine Coon są tego białka pozbawione, ale (!) ich ślina zawiera inne, które również mogą uczulać (ale to dużo rzadsze zjawisko). Zanim zdecydujesz się na kupno takiego kotka, dobrze byłoby zapoznać się z jakąś hodowlą, żeby Twój TŻ mógł się na pewno zorientować, czy te koty go nie uczulają :)

          jeśli jednak by był uczulony, to nie polecam jakiegokolwiek kotka :( moja ciocia jest alergiczką, posiada mimo to koty i dorobiła się astmy. oczywiście, nie odda ich nikomu, bo to jej przyjaciele i tylko z nimi mieszka, ale na pewno nie działa to korzystnie na jej stan zdrowia :(
    • marisella Re: LWW uczulenie na sierść kota 22.12.10, 23:29
      Jest jeszcze taka możliwość, choć oczywiście nie da się założyć, że tak będzie i brać kota (no chyba, że w założeniu, że jako dom tymczasowy...), że się człowiek uczulony na własne zwierzę odczula. Nie mam pojecia jak to się dzieje, ale moja alergolog nie dementowała moich opowieści, więc może jest w tym ździebko jakiejś naukowości.

      Otóż ja jestem megalaergikiem kocim, a moja mama - psim i kocim. Psa kiedyś mieliśmy - moja mama dwa tygodnie ledwie żyła, a po dwóch tygodniach w ciągu paru dni jak ręką odjął minęły jej wszsytkie objawy i pies już (ten jeden konkretny - nasz własny) nie powodował u niej żadnych reakcji alergicznych (a mama jest z tych, co mają wszystko - swędzenie, bąble, katal, duszności, łzawienie).

      W tej chwili moja mama ma cztery kocurki i też jej nie uczulają, ale już moje koteczki działają na nią bardzo źle, dlatego nawet ich nie głaszcze.

      Ja z kolei jestem uczulona ze zwierząt tylko na koty, ale też - na własne nie (i w szczytowym momencie w naszym domu - ba, na moim łóżku! - było osiem kotów [ale cztery to były minikitki, więc się nie liczą ;)] :)
      Tyle, że ja się wprowadziłam tu, gdzie obecnie mieszkam, gdy koty już tu były zadomowione, więc to nie było szaleństwo w rodzaju "wezmę kota i zobaczę co będzie". Początkowo bardzo uczulała mnie najstarsza kotka, z kótrą miałam najmniejszy kontakt. W chwili obecnej młoda kotka, którą mam od malutkiego, nie uczula mnie wcale, mogę się do niej przytlać i głaskać w nieskończoność i nic mi się nie dzieje zupełnie. Średnia kotka też mnie nie uczula, miewam tylko delikatne problemy z najstarszą po lecie - w lecie staruszka przesiaduje u sąsiada, więc mam z nią mniejszy kontakt i chyba to ma jakiś wpływ, bo na jesień mam z tydzień katar gdy się zaczyna pakować do łóżka koło mojej głowy ;) Ale potem przechodzi i teraz śpi przy mojej twarzy i nic mi nie jest :)

      Więc może być tak, że człowiek się jakoś sam na zwierza odczula, ale nie wiadomo, czy każdy człowiek i na każdego zwierza :/ No i wiadomo - jeśli dla kogoś to jest kwestia duszenia się na amen mimo leków, to wszelkie takie próby to za duże ryzyko :(

      No a jesli idzie o odczulanie - faktycznie jest to trochę uciążliwe, bo na 5 lat (przynajmniej w przypadku traw, bo na to mnie szczepią) trzeba sobie zaplanować, że się będzie na miejscu, nie wyjedzie na dłużej, co 1-6 tygodni bedzie się stawiać na zastrzyk, bo przerwać się już raczej nie da w trakcie, trzeba być pewnym, że przez 5 lat się nie będzie chciało zajść w ciążę i tak dalej. No i co miesiąc trzeba się stawiać na zastrzyk i mieć ze dwie godziny na wizytę celem kwalifikacji do szczepienia, na postanie w kolejce na zastrzyk i na odczekanie na korytarzu, czy wszsytko ok.

      Ale w sumie ja póki co nie żałuję, że się zdecydowałam. Ponoć odczulanie na trawy jest dość skuteczne, jak się przejdzie całe, więc na to liczę. W tej chwili widzę już znaczną poprawę - pierwsze trzy sezony w trakcie odczulania były takie jak zawsze - zakitrany nos, dusznościswiszczenie, zero spania i tak dalej, pomimo leków, ale ten sezon, czwarty od początku odczulania, był już super. Praktycznie byłam w stanie się obejść bez leków, nawet bez inhalatorów, Telfastem ratowałam się tylko, jak z głupoty popiłam za dużo pepsi ;) no i jakoś to było. Bez porównania do lat wcześniejszych. Gdyby już mi tak zostało, to by było bosko, bo jednak te trawy to skaranie boskie, ja miałam objawy praktycznie od końca marca do prawie końca listopada :/

      Tyle, że odczulanie na kota to inna bajka, mojej mamie lekarz powiedział w ogóle, że na kota się nie odczula, nie wiem czemu. Może faktycznie chodzi o zbyt małą skuteczność... (szczęściem - mama się odczuliła sama :) to znaczy na testach wychodzi jej uczulenie na koty, ale w zyciu jest ok jeśli idzie o jej własne futra :))
      • kasica_k Re: LWW uczulenie na sierść kota 22.12.10, 23:35
        Odczulanie na pyłki traw, ponoć najskuteczniejsze, u mnie spowodowało tylko zmniejszenie objawów na jakieś dwa sezony. Potem alergia znowu się zaostrzyła. U jednego pomoże, u innego niespecjalnie... I prawdą jest, co ktoś wyżej napisał - alergikiem jest się całe życie, tylko oblicza tej choroby potrafią być bardzo zmienne w czasie. A efekt "odczulenia" na wlasne zwierzęta też zaobserwowałam :)
        • marisella Re: LWW uczulenie na sierść kota 23.12.10, 00:00
          > Odczulanie na pyłki traw, ponoć najskuteczniejsze

          Będę udawać, że przeczytałam tylko ten kawałek, bo gdybym się dowiedziała, że komuś się poprawiło tylko na chwilę, na przykład jakiejś kasicy, to pewnie mnie też w przyszłym sezonie objawy by wróciły ;)
          A tak to jak nie wiem, że mogą sobie ot tak wrócić, to przecież nie wrócą, co nie? To by było niehonorowo z ich strony, tak z zaskoczenia ;)
          • teresa104 No dobra, to Ci nie powiem. 23.12.10, 09:51
            NIE CZYTAJ:
            Nie powiem Ci, że moje dwukrotne odczulanie było właśnie na pyłki traw i chwastów, to trzecie też będzie na to;)

            CZYTAJ:
            Mogę Ci tylko powiedzieć, że drugi mój poważny alergen, roztocza, odpieprzył się ode mnie sam z siebie.
            • marisella Re: No dobra, to Ci nie powiem. 23.12.10, 10:29
              teresa104 napisała:
              > CZYTAJ:
              > Mogę Ci tylko powiedzieć, że drugi mój poważny alergen, roztocza, odpieprzył si
              > ę ode mnie sam z siebie.

              O, to bosko, to może mnie też da spokój ;)

              Całe szczęście, że nie jesteś przykładem osobnika, na którego pierwsze trawowe szczepienie nie podziałało na dłuższą metę, ufffff... ;) Bo jakbyś mi tu napisała coś w stylu, że musiałaś się odczulać wielokrotnie, to bym pewnie zwątpiła, a tak to musi być ok, jak już skończę, no bo jak nie, jak tak ;)))))
              Pierwsza marisellowa zasada życiowa brzmi: jak nie wiesz, że coś złego może się zdarzyć, to to coś się nie ma prawa zdarzyć, bo to by było niegrzecznie z jego strony ;)
              (a jak przez trzy dni miałam być nieubezpieczona i ktoś zyczliwy mnie poinformował, że w razie czego będę mieć delikatniutki problem z lekarzem, to od razu pierwszego dnia, i to w piatek wieczorem, się połamałam na tańcach ;) A wcześniej latami chodziłam, jak nie na taniec to na co innego, z filipińskimi sztukami walki włącznie, i wszystko bez żadnych urazów ;))

              Grunt to trwać w niewiedzy. Trzeba sobie natomiast wymyślić, co pozytywnego się może zdarzyć - bo zasada marisellowa musi w końcu działaś też w drugą stronę, tak by było logicznie :D
            • kasica_k Re: No dobra, to Ci nie powiem. 23.12.10, 13:41
              teresa104 napisała:
              > CZYTAJ:
              > Mogę Ci tylko powiedzieć, że drugi mój poważny alergen, roztocza, odpieprzył si
              > ę ode mnie sam z siebie.

              Potwierdzam, że one czasem same z siebie się odstosunkowują. Kiedyś nie mogłam nosić wełny, teraz mogę. Kiedyś nie mogłam jeść czekolady i jajek kurzych, teraz mogę. A objawy alergii pyłkowej złagodniały mi po latach też same z siebie. I to, że komuś tam nie pomogło specjalnie odczulanie na cośtam nie znaczy, że innemu komuś też nie pomoże.

              Tyle, że z alergią nie ma tak, że pstryk i jej nie ma, ona niestety siedzi na stałe i różne fochy stroi. (nie będę pisać, jakich alergii dostałam w zamian za te, które odpuściły :)
              • teresa104 Re: No dobra, to Ci nie powiem. 23.12.10, 14:05
                A ja jestem ciekawa, jakie masz nowe alergie:)
                Mnie przeszła też czekolada, jaja (ale białko kurze w szczepionkach daje mi taki odczyn, że jeszcze pół roku po szczepieniu mam siny placek), pomidory, truskawki. Tak czy siak staram się tych rzeczy unikać. Z tej listy żal mi tylko pomidorów, więc czasem muszę sobie pofolgować.
                Od paru lat niezłe efekty daje za to ekspozycja słoneczna - parch na wszystkim, co słonko widziało:) No i pleśnie, które wczesniej były mi obojętne.
                • kasica_k Re: No dobra, to Ci nie powiem. 23.12.10, 14:37
                  teresa104 napisała:
                  > A ja jestem ciekawa, jakie masz nowe alergie:)

                  No skoro tak - nie wypada nie zaspokoić ciekawości siostry w chorobie ;)
                  Jabłka, czereśnie, brzoskwinie, śliwki (nie każde). Surowe ziemniaki (nie mogę obierać, hihi :) Migdały, orzechy macadamia (na laskowe miałam już wcześniej, pozostałe mogę jeść). Na jesieni podejrzanie kicham, więc może i jakieś zarodniki się dołączyły. Nikiel (chyba), bo nie mogę nosić w uchu metali nieszlachetnych.
                  Za to z owoców nigdy nie reagowałam na truskawki ani na cytrusy i dalej mam spokój, więc w sumie nie jest najgorzej. Za to jak mi kilka lat temu zrobili testy, to reakcja była na absolutnie wszystko z wyjątkiem roztworu soli fizjologicznej ;)
                  • teresa104 Re: No dobra, to Ci nie powiem. 24.12.10, 09:35
                    Skoro jabłka, czereśnie, śliwki i ziemniaki, to pewno i brzoza, marchew, seler i koper (alergia krzyżowa).

    • esmaya Re: LWW uczulenie na sierść kota 23.12.10, 18:48
      można szukać rasy 'nieuczulającej', czyli sfinksy, norweskie leśne (podobno przede wszystkim neva masquarade), nie wiem czy jakieś jeszcze, o main coon'ach jako nieuczulających wcześniej nie słyszałam:) najlepiej umówić się z hodowcą, porozmawiać i spędzić trochę czasu z kotami.

      zgadzam się z marisellą, że można się odczulić na własnego zwierza.
      też jestem alergikiem, w pierwszych testach wyszła mi alergia na pyłki, koty, psy i co tam jeszcze, przy czym jakakolwiek alergia pojawiła się u mnie po śmierci mojej kotki, z którą byłam od urodzenia (mojego;). moja teoria jest taka, że kot miał na tyle silny alergen, że moje ciało zajmowało się tylko nim, bezobjawowo, a jak kota zabrakło to się zaczęło.
      mnie akurat żadne koty nie uczulają w praktyce :)

      podobno u psów można wyciąć gruczoły okołoodbytowe, co może zapobiegać reakcjom alergicznym na niego, nie wiem czy u kotów też. nie konsultowałam też tego z weterynarzem, bo na razie nie było potrzeby.

      życzę powodzenia :)
      • po.rzeczka Re: LWW uczulenie na sierść kota 24.12.10, 13:23
        W książce wet. Doroty Sumińskiej jest,ze u kotów też można usuwac te gruczoły, ale skoro jest tyle koncepcji, co w końcu w zwierzętach uczula,to nie wiem, na ile to pomaga.
        • esmaya Re: LWW uczulenie na sierść kota 25.12.10, 10:27
          właśnie nie byłam całkiem pewna czy chodziło o koty czy psy; na zasadzie, że dzwoni tylko nie wiadomo w którym kościele;) może być tak, że każdego uczula co innego.
          zgadzam się, że nie wiadomo na ile to pomoże. myślę, że najpierw warto spróbować innych "metod", jak wybranie odpowiedniej rasy, czy 'odczulenie szokowe w warunkach domowych'. są jednak sytuacje kiedy nie ma innych możliwości i wtedy warto spróbować wszystkiego.
          • anka-ania Re: LWW uczulenie na sierść kota 25.12.10, 12:30
            esmaya napisała:

            > są jednak sytuacje kiedy nie ma innych możliwości i wtedy wa
            > rto spróbować wszystkiego.

            Naprawdę warto kaleczyć zwierzę dla własnych fanaberii? A co, jeśli usunięcie gruczołów nie podziała??
            • kasica_k Re: LWW uczulenie na sierść kota 25.12.10, 12:52
              Moim zdaniem to jakaś bzdura z tymi gruczołami - zarówno u psa, jak i kota dużo alergenu znajduje się w ślinie (wiem z autopsji, bo na jedne i drugie jestem uczulona, przy czym na koty znacznie słabiej niż na psy), a na to usunięcie gruczołów okołoodbytowych nie ma wpływu. U kotka dodatkową "atrakcją" jest fakt, że wylizując sobie futro systematycznie rozprowadza alergen po całym ciele.
            • esmaya Re: LWW uczulenie na sierść kota 25.12.10, 15:06
              gdyby jedyną alternatywą było "pozbycie się" kota, z którym jestem już kilka lat to dla mnie warto.
              • anka-ania Re: LWW uczulenie na sierść kota 25.12.10, 17:27
                Warto okaleczać kota i skazywać go na cierpienie dla eksperymentu, który ma nikłe szanse powodzenia? To już naprawdę - lepiej oddać zwierzę w dobre ręce...
                • po.rzeczka Re: LWW uczulenie na sierść kota 25.12.10, 18:03
                  Nie wiem, czy bym się zdecydowała na ten zabieg (a tez mam uczulonego TŻ-a i luźno rozważałam), ale to chyba lekka przesada z tym skazywaniem na cierpienie i okaleczaniem. Ufam doktor Sumińskiej, która pisała o tym zabiegu jako nie przynoszącym kotu specjalnych obciążeń. Wiem, ze każdy zabieg to jakieś ryzyko,ale gdyby inne metody nie działały,a kot nie mógłby byc u kogoś z rodziny,to chyba mniejsze zło.
                  • anka-ania Re: LWW uczulenie na sierść kota 25.12.10, 18:34
                    Zdecydowałabyś się na zabieg nie mając żadnej gwarancji, że zadziała? Jest przecież nikłe prawdopodobieństwo, że to wydzielina z tych gruczołów uczula. Najczęściej źródła podają, że w kocie uczula ślina i wydzielina z gruczołów łojowych, o gruczołach okołoodbytowych wspomina tylko dr Sumińska, która alergologiem bynajmniej nie jest.
                  • felisdomestica Re: LWW uczulenie na sierść kota 25.12.10, 20:18
                    z całym szacunkiem dla doktor Sumińskiej (nawiasem mówiąc, skąd to zaufanie? czyżby dlatego, ze występowała w mediach?), ale mówiąc, że zabieg jest nieobciążający, gada bzdury. Każdy zabieg ze znieczuleniem obciąża organizm, a dla kota narkoza jest szczególnie niebezpieczna, bo szkodliwa dla nerek i wątroby. jak wiadomo, nerki są piętą achillesową kotów.

                    Wydaje mi się, że należy pogodzić się z rzeczywistością i z tym, że nie wszystko jest dla każdego. Jeśli już ryzykować, to swoim zdrowiem, nie kocim, i brać sterydy :-).
    • klymenystra Re: LWW uczulenie na sierść kota 23.12.10, 23:24
      Ja się odczuliłam, zamieszkując z tabunem kotów - przez pierwsze dni musiałam non stop pic wapno i brac leki antyhistaminowe, a potem minęło i już nie wróciło :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja