Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta?

31.12.10, 13:16
Zakładam nowy wątek, żeby nie robić offtopu w innym wątku.
W nawiązaniu do posta forumki Mszn, na temat tego, czy przy facecie robić róznorakie zabiegi pielęgnacyjne czy też nie. Wklejam zaczątek dyskusji:


Re: Bielizna ukryje niedoskonałości w Sylwestra
aankaa odpowiada na post asfo:

chłop mi za każdym razem marudzi, jak mu mówię, że ma mi pomóc się w to ubrać. :P
===
no i tu się zastanawiam...
chłop od początku był przy tej metamorfozie. Ba ! aktywnie w niej uczestniczył i jest zachwycony efektem końcowym ? :)
to jak moja znajoma - mając już totalne dno na głowie zaprzęga męża do farb, wałków itp a później się dziwi, że zachwytu nową fryzurą w nim nie wzbudza :P Mam nadzieję (nie pytałam), że maseczki nakłada (i nosi) jak go nie ma w domu...

Mszn:
Sugerujesz, że jak facet nie widzi procesu farbowania, to mu się wydaje, że samo tak pięknie się zrobiło? Wydaje mi się, że myślący facet wie, jak wygląda farbowanie włosów, maseczki do twarzy (swoją drogą z czym tu się kryć? twarz w maseczce wygląda śmiesznie, a nie paskudnie; mam znajomą parę, gdzie on życzy sobie za każdym razem takiego samego maziaja na pysk, żeby wyglądać jak stwór), i zakładanie gorsetów. Mam też nadzieję, że takiemu myślącemu facetowi partnerka nie zbrzydnie, jak to i owo zobaczy, albo nawet jak będzie przy tym i owym pomagał.

Oczywiście dotykamy tutaj odwiecznego tematu pt. czy być tajemniczą damą, czy też dopuścić kohabitanta do tak obleśnych tajemnic, jak to, że kobiety mają włosy na nogach i czasem nawet zaparcia. Moje stanowisko jest chyba jasne, ale może jakiś nowy wątek na noworoczne dyskusje? :)


Moim zdaniem:
Oczywiście, że myślący facet wie, że inny kolor włosów nie bierze się znikąd; i moze wyobrazić sobie, że jego wybranka siedziała u fryzjera z folia czy innym cudem na głowie. Tak samo może sobie wyobrazić, że kosmetyczka wyciskała jej wągry, rwała wosk w okolicy bikini czy dłubała w pazurach u nóg.
Ale czy musi to wszystko oglądać? Moim zdaniem nie. Uważam, że należy sobie zostawic pewien margines tylko dla siebie - ja nie chcę, aby mnie mój facet ogladał, jak golę sobie nogi albo nakładam maseczkę; podobnie nie chciałabym, oglądać go, jak sobie obcina paznokcie u nóg na przykład. Dla mnie te czynności są bardzo intymne. My z mężem lubimy pozostawiac strefę tylko dla siebie, naszym zdaniem dopomaga to wzajemnemu ciagłemu zainteresowaniu sobą. Mąż bardziej mną się zachwyca kiedy nie widzi wszystkich moich zabiegów pieleęgnacyjnych. Podobnie ja nim.
Chociaż oczywiście - dużo zależy od progu wstydliwości, indywidualnego dla każdego człowieka.

W międzyczasie, jak pisałam tego posta, pierwszalitera napisała:
Jasne, że myślący facet wie, że rosną nam włosy na nogach i chodzimy do toalety, ale nie trzeba mu tego aż tak brutalnie przypominać, gdy nie ma takiej potrzeby. Faceci to dziwne stworzenia, inaczej widzą świat, myślą abstrakcjami i lubią efekt (samo)iluzji. Poza tym wierzą nam we wszystko, co im sugerujemy. ;-) Efektów upiększania prawdopodobnie nawet aż tak bardzo nie zauważają, bo albo jesteśmy dla niego piękne w całości, albo nie, ale jak pokazujesz mu ciągle, że to wszystko wymaga dużo pracy, to mogą ulec wrażeniu, że bez tego nakładu wyglądasz nieatrakcyjnie. Po diabła budzić takie wątpliowości? Co innego, gdy facet przygląda nam się, jak nakładamy czerwoną pomadkę do ust, a co innego farby do włosów, depilacje i obcinanie paznokci u nóg. Żadne zauroczenie nie trwa tak długo, by facet wpadał wiecznie w rozczulenie widząc nas przy takich zabiegach. ;-)


I podpisuje sie pod tym!

A wy? Jakie macie zdanie na ten temat?
    • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 13:23
      Tak, na oczach.
      Mój mąż zupełnie nie przystaje do stereotypu jakoby "Faceci byli dziwnymi stworzeniami, które inaczej widzą świat, myślą abstrakcjami i lubią efekt (samo)iluzji."
    • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 13:25
      I - jak dziś pamiętam - był już taki wątek (i tu, i na balko), nawiązywałyśmy w nim także do obecności faceta przy porodzie, pielęgnacji w trakcie choroby i innych takich.
      • yaga7 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 13:37
        O właśnie, pielęgnacja w czasie choroby i zdrowie jako takie.
        Nie wyobrażam sobie, żebym nie rozmawiała z Lubym na temat tego, że coś mi się dzieje, bo on przestanie mnie pożądać, czy coś w tym guście. No bez sensu :)) W końcu z kim mam rozmawiać, jak nie z własnym mężem? ;)
        • diuszesa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 13:46
          yaga7 napisała:

          > O właśnie, pielęgnacja w czasie choroby i zdrowie jako takie.

          Ja mam podejście takie:
          choroba itp. to wyjątek. W końcu ma się bliską osobe rownież po to, by pomagała w potrzebie.
          Jak ja sie pochoruję, to oczywiste jest, że mój mąż dowie sie o tym jako pierwszy.
          Zaraz moze ktoś napisze: to jak to: nogi golić to nie - nie pokazywać, a w chorobie, kiedy trzeba kogoś może umyć - to juz tak? Więc u nas włąsnie TAK to jest. Nie mamy problemu z rozgraniczeniem sytuacji "normalnych" - w zdrowiu, kiedy nie jest koniecznym sie pokazywac podczas intymnych czynności i "chorobowych" -kiedy jednak trzeba przyjąć małżeńska pomoc.
          • yaga7 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 13:49
            A jeżeli ktoś choruje przewlekle? I to na niefajne rzeczy? To co? Wtedy takim wyjątkiem jest całe życie? No to wtedy wyjątek się robi normą, jakby na to nie patrzeć.
            • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 13:59
              Albo nawet nie przewlekle, ale często ma różne dolegliwości - a to jelitowe, a to skorne?
              • yaga7 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 14:04
                No dokładnie, o to też mi chodziło.
                • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 14:11
                  Pamiętam posty (w tych dawnych wątkach na podobny temat), że dziewczyna mająca silne owłosienie zatrudniała faceta do pomocy przy depilacji miejsc trudnodostępnych.
                  Ja nic dziwnego w tym nie widzę.
                  • yaga7 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 14:15
                    No chwila, to może być nawet seksi ;)
          • maith Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 05:42
            diuszesa napisała:
            > choroba itp. to wyjątek

            Ja bym tam nie liczyła na taką schizofrenię.To tak nie działa.
            Jeśli dla faceta jest problemem widok golenia nóg, to tym bardziej będzie problemem, jak dziewczyna się rozchoruje i np. zacznie wymiotować. Jeśli facet z obrzydzeniem reagowałby na maseczkę na twarzy, czy farbę na włosach, to co przy realnej chorobie, zmieniającej, nasz wygląd?
            Nomina napisała, co wtedy.

            Moim zdaniem mężowie opiekujący się z uczuciem chorymi żonami nie biorą się z kategorii tych, dla których ona całe życie musiała być zrobiona, wydepilowana itd. ale tak, żeby on przypadkiem niczego nie widział, bo inaczej by zareagował obrzydzeniem. Jeśli kogoś obrzydzają wałki i maseczka, to na chorobę zareaguje tylko gorzej.

            Mój mąż na widok moich ewentualnych zabiegów reaguje najwyżej z rozbawieniem, w niektórych nawet pomaga. Nie rozumie koncepcji ukrywania zabiegów.
            A że parę razy zdarzyło mi się już poważnie rozchorować, to wiem, że jemu to nie zmienia obrazu mojej osoby. Mało tego, potrafił się mną zachwycać w sytuacjach, kiedy wyglądałam naprawdę żałośnie.
            • kryklu Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 10:03
              Maith, ja podobnie pojmuję bliskość w małżeństwie.
              Najbardziej przekonującym wyznaniem miłości ze strony mojego męża było jego zachowanie, gdy kiedyś dawno temu przedawkowałam alkohol, on trzymał przede mną michę i czule głaskał mnie po głowie. Potem wielokrotnie mogłam na niego liczyć w mniej lub bardziej trudnych sytuacjach.

              Z drugiej strony dyskutowałabym z opinią:
              " Moim zdaniem mężowie opiekujący się z uczuciem chorymi żonami nie biorą się z k
              > ategorii tych, dla których ona całe życie musiała być zrobiona, wydepilowana it
              > d. ale tak, żeby on przypadkiem niczego nie widział, bo inaczej by zareagował o
              > brzydzeniem. "
              Są ludzie wychowani zgodnie z zasadami, że nie wchodzi się w sferę intymną drugiego człowieka bo to niekulturalne. Nie ma to nic wspólnego z obrzydzeniem sprawami fizjologicznymi.
              Znam długoletnie małżeństwa funkcjonujące według takich zasad w latach dobrych i z oddaniem się sobą opiekujące gdy nadchodzi choroba.
              Obrzydzenie przejawami fizjologii i kulturalny dystans to są zdecydowanie różne postawy.
            • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 13:39
              maith napisała:


              > Moim zdaniem mężowie opiekujący się z uczuciem chorymi żonami nie biorą się z k
              > ategorii tych, dla których ona całe życie musiała być zrobiona, wydepilowana it
              > d. ale tak, żeby on przypadkiem niczego nie widział, bo inaczej by zareagował o
              > brzydzeniem. Jeśli kogoś obrzydzają wałki i maseczka, to na chorobę zareaguje t
              > ylko gorzej.

              Ja nie pojmuję dlaczego sprawę tutaj pojmuje się albo w kontekście obrzydzenia, albo pełnej akceptacji, czytaj domniemanej miłości. Tak jakby miłość polegała na tym, że musimy przyjąć bezwarunkowo wszystko w partnerze i nie mamy możliwości zachowania naszej osobistej integralności. Mój mąż nie brzydzi się kiedy depiluję nogi, albo robię sobie maseczki, ale ja uważam, że nie musi mnie przy takich czynnościach widzieć. W partnerstwie istnieją jeszcze inne rzeczy oprócz całkowitego przyjęcia i zrozumienia. Istnieje jeszcze sprawa erotyki i do tego potrzeba moim zdaniem (i nie tylko moim, bo seksuolodzy są też tego zdania) odrobiny dystansu i odrębności. I wcale nie chodzi, by kobieta była wydepilowana na okrągło, seksi można być nawet z owłosionymi nogami, chodzi tylko o to, że przy goleniu mój facet nie musi mi się przyglądać. Mam przygotowywać się na to, że będę obłożnie chora, będą potrzebowała opieki mojego męża i dlatego rezygnować już teraz z części mojej osobowości, do której należy odrobina femme fatale i tajemniczej kusicielki? Zresztą tej pełnej akceptacji, o której tu się tak wzniośle mówi i tak nie ma. Całkowite zlanie się dwóch połówek tej samej pomarańczy, to romantyczna mrzonka, na której już niejedna kobieta się przejechała, bo czuły i kochający małżonek zachwycający się naszymi papilotami i wzdęciami, okazuje się po latach nagle innych człowiekiem i szuka więcej wolności. Ciekawe też, że akceptujemy wspólne puszczanie bąków, sikanie przy otwartych drzwiach itp, ale gdyby facet chciał spędzić przykładowo wieczór na oglądaniu pornosów z atrakcyjną koleżanką z pracy, to miałybyśmy pewnie coś przeciwko. Mnóstwa rzeczy nie akceptujemy u naszych partnerów i oczekujemy dopasowania się do naszych wymagań albo szukamy przynajmniej kompromisów. Często same chcemy też w różnych dziedzinach życiowych zachować nasze zdanie, mieć strefy tylko dla nas i nawet jakieś tajemnice, z których nie trzeba się spowiadać małżonkowi, ale jeżeli chodzi o fizjologię i higienę naszego ciała, to partner ma wiedzieć o nasz wszystko? Po co? Autentycznie nie rozumiem.
              • kotwtrampkach Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 03.01.11, 18:19
                pierwszalitera napisała:

                > W partnerstwie istnieją jeszcze inne rzeczy oprócz ca
                > łkowitego przyjęcia i zrozumienia. Istnieje jeszcze sprawa erotyki i do tego po
                > trzeba moim zdaniem (i nie tylko moim, bo seksuolodzy są też tego zdania) odrob
                > iny dystansu i odrębności. (...) Często same chcemy też w różnych
                > dziedzinach życiowych zachować nasze zdanie, mieć strefy tylko dla nas i nawet
                > jakieś tajemnice, z których nie trzeba się spowiadać małżonkowi, ale jeżeli cho
                > dzi o fizjologię i higienę naszego ciała, to partner ma wiedzieć o nasz wszystk
                > o? Po co? Autentycznie nie rozumiem.

                Ja to widzę bardzo podobnie - ale jest jeszcze jedna sprawa: różne rzeczy/czynności są na róznym poziomie intymności u różnych osób ;-)
                Ja np. lubię asystować mojemu facetowi przy goleniu, mogę golić nogi przy nim, malować paznokcie. Ale kiedy używam depilatora, to już wolę bez jego obecności ;-) jak mnie najdzie na papiloty, to wiążę nawet przy nim, ale potem zawijam kolorowy turban, żeby nie wyglądać brzydko. nie noszę rozciągniętych spodni czy brzydkich majtek, kiedy on może mnie zobaczyć. kiedy ubieram się "normalnie" - może patrzyć nawet "wlepiając gały", ale kiedy chcę dla niego wyglądać seksownie, to wolę się przebrać w samotności. duzo jest takich..
                Śmieszne, nie zastanawiałam się nad tym wcześniej :-)

                Dla mnie istotna jest inna rzecz: nie mam zwyczaju mówić mojemu facetowi, że mam coś "brzydkiego" ;-) Za każdym razem, gdy słyszę od innej kobiety "jakie mam brzydkie łydki, tu mi sie fałdka zrobiła, ramiona mam grube, cycki do pasa, ohydnie mi schodzi skóra, włosy tłuste czy obrzydliwy kolor" - to utwierdzam sie w przekonaniu, ze dobrze robię :-)
                Nie zauważyłabym tysiąca niedoskonałosci w doskonałych osobach - gdyby mi same nie zdradziły... gdybym zobaczyła zieloną plamę na czerwonej kreacji, mogłabym pomyśleć, że tak ma być - chyba, ze właścicielka uznałaby, ze jest to "fe" ;);) To nie znaczy, ze nie możemy sobie nawzajem pokazać "oponek", czy śmiać z sarnich nóg - ale mówić o tym bez potrzeby, dla samego mówienia.. po co..
            • diuszesa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 23:51
              maith napisała:

              > diuszesa napisała:
              > > choroba itp. to wyjątek
              >
              > Ja bym tam nie liczyła na taką schizofrenię.


              Noprzyznam, że nie rozumiem tu użycia słowa "schizofrenia".

              To tak nie działa.
              > Jeśli dla faceta jest problemem widok golenia nóg, to tym bardziej będzie probl
              > emem, jak dziewczyna się rozchoruje i np. zacznie wymiotować.

              Alez to zupełnie nie chodzi o to, że dla faceta jest to problem widzieć cos takiego. Bo nie jest - wiem to, bo mój mąż parę razy widzial mnie w takich sytuacjach. i ani nie uciekł, ani nie zwymiotował. My przyjmujemy to najnormalniej w świecie, jesli zdarzy się nam zobaczyć siebie podczas pielęgnacyjnych zabiegów. Ale ja za tym nie przepadam; po prostu ja nie chcę sie pokazywać w tak intymnej sytuacji. Potrzebuje mieć przestrzeń tylko dla siebie. Mój mąż też.
    • yaga7 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 13:33
      W życiu by mi nie przyszło do głowy, że obcinanie paznokci u stóp przez faceta jest czynnością intymną. Zapytany Luby stwierdził podobnie. Co nie znaczy, że robimy to na widoku i wołamy siebie wzajemnie do łazienki z tekstem - hej, obcinam pazury, chcesz zobaczyć ;)

      Farbować w domu się nie farbuję, więc ten problem z głowy. Maseczek zwykle nie nakładam, bo mi się nie chce. Aczkolwiek zapytany Luby stwierdził, że nie miałby nic przeciwko temu, żebym latała w zielonej maseczce po mieszkaniu (kontynuował dalej w temacie fetyszy i kosmitek, ale nie będę kontynuować ;))
      Co do bielizny korygującej, to nie mam takiej, żeby Luby byłby potrzebny do jej zakładania. Luby owszem, zawiązuje mnie w gorsety, ale te zewnętrzne i baaaardzo lubi to robić ;))))

      Mam wrażenie, że nie ma ogólnej recepty, bo ludzie są różni i ważne, żeby się odpowiednio dobrać. Bo problemy wynikają moim zdaniem z niedobrania się czy z braku rozmów na jakiś tam temat, a nie z samego faktu robienia bądź nierobienia czegoś.
      • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 14:01
        yaga7 napisała:
        > Mam wrażenie, że nie ma ogólnej recepty, bo ludzie są różni i ważne, żeby się o
        > dpowiednio dobrać. Bo problemy wynikają moim zdaniem z niedobrania się czy z br
        > aku rozmów na jakiś tam temat, a nie z samego faktu robienia bądź nierobienia c
        > zegoś.

        Ano właśnie, ja byłam wychowana w domu, w którym mama nawet nie malowała się w obecności taty :) I im obojgu tak jest dobrze, ja bym oszalała.
        Jesteśmy różni - nie tylko my, kobiety, ale też mężczyźni.
    • bebe.lapin Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 13:59
      Uwazam, ze w momencie, kiedy mieszka sie z kims, po prostu nie uda sie ukryc wszystkich "babskich" zabiegow i lepiej nie robic z tego wielkiej i mrocznej tajemnicy, bo pewnego dnia facet zobaczy nas w maseczce, farbie albo prwy innej tego typu czynnosci i dozna wielkiego szoku, biedaczek :D

      Natomiast zawsze zastanawia mnie, ile pokazywac od poczatku, tzn w momencie, kiedy przeszlo sie juz do fazy spedzania kilku dni razem (z perspektywa, byc moze, w przyszlosci, wspolnego zamieszkania). Czy wtedy wszystko ukrywac ( i np. nie pokazywac sie bez perfekcyjnej fryzury i makijazu, czy w mniej zobowiazujacych ciuchach) i zarezerwowac "oswiecenie urodowe" na moment zamieszkania razem, czy pewne rzeczy robic przy nim od razu?
      • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 14:06
        bebe.lapin napisała:
        > Natomiast zawsze zastanawia mnie, ile pokazywac od poczatku, tzn w momencie, ki
        > edy przeszlo sie juz do fazy spedzania kilku dni razem (z perspektywa, byc moze
        > , w przyszlosci, wspolnego zamieszkania).

        Ja bym jakoś szczególnie się nie kryła, ale na pewno przy kimś "nowym" trudno czuć się tak swobodnie, jak przy wieloletnim partnerze, przy którym i bączka można spokojnie puścić ;P
        • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 15:08
          jul-kaa napisała:

          > Ja bym jakoś szczególnie się nie kryła, ale na pewno przy kimś "nowym" trudno c
          > zuć się tak swobodnie, jak przy wieloletnim partnerze, przy którym i bączka moż
          > na spokojnie puścić ;P

          Moim zdaniem niedopuszczalne. Ani ja nie puszczam bąków przed facetem, ani nie rozczula mnie kiedy on to robi. Nie znaczy, że dostajemy oboje szoku, kiedy nam się zdarzy, bo oboje wiemy na czym polega ludzka fizjologia, ale to jest nieapetyczne i nie robi się w towarzystwie innych ludzi i tyle. Wiem, że istnieją ludzie, którym wszystko jedno, bo własny chłop, to własny chłop, ale dla mnie istnieją granice. To jest sprawa dobrego wychowania, a nie brzydzenia się partnerem. Mój facet, to mój partner, a nie moja mamusia albo lekarz, by wdrażał się się w funkcjonowanie mojego ciała. Gdyby był zmuszony, pewnie i zmieniałby mi pieluchy, ale nikt mi nie powie, że robiłby takie rzeczy dla partnera z entuzjazmem. To jest zawsze obciążenie. Zresztą nie rozmawiamy tu o ekstremalnych sytuacjach, tylko o ludziach, którzy dają radę zadbać o własną higienę sami.
    • teresa104 Oni to mają w nosie 31.12.10, 14:08
      przynajmniej Ci, których poznałam z tej strony.

      Mój konkubent nie widzi nawet związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy zabiegami a efektami zabiegów. Na przykład proszę go: Wyjdź z łazienki, chcę zrobić makijaż. Wychodzi, nie ględzi. Po chwili w samochodzie: Co ty masz takie czarne rzęsy? Kiedyś nie miałaś. Albo siedzę z farbą na głowie. On: Co to jest? Ja: Farba. On: Po co? Ja: Farba pokrywa siwe włosy. On: Przecież ty nie masz siwych włosów. [Oczywiście z brakiem siwych włosów nie ma nic wspólnego żadna farba].

      Zastanawiałam się kiedyś, czy on aby nie jakiś opóźniony, a może to symptomy udaru. Ale przestałam roztrząsać. To przecież duże udogodnienie nie musieć odurzać chłopa chloroformem, żeby stracił przytomność na czas maseczki, tylko można sobie zwyczajnie ją zrobić, chodzić w niej po domu, a potem wysłuchiwać niekończących się komplementów na temat aksamitności skóry.
    • elftherinii Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 14:21
      Mój facet zdaje sobie sprawę, że kobiety mają owłosione nogi/pachy/można wymieniać dalej i nie robi problemów, że on sobie myje zęby a ja w tym czasie golę/depiluję nogi.
      Maluję się zawsze przy biurku, więc nie wywalę go z pokoju. A i tak efekt mu się podoba, mimo że wie o jego sztuczności.
      Maseczek nie nakładam, ale pewnie by mu nie przeszkadzało.:) W ogóle to bez przesady - chyba jednak jest ogólnie wiadomo o większości zabiegów pielęgnacyjnych.

      O ile jak widzi się z kimś przez weekend to dużo rzeczy można ukryć to przy mieszkaniu razem - nie wyobrażam sobie tego:)
    • diuszesa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 14:34
      No widzicie, każdy ma inaczej.
      U nas nie jest ani megawstydliwie, ani też zupełnie bezwstydnie ;-)
      Mycie zebów, robienie makijażu, wydmuchiwanie nosa, a nawet puszczanie bąków ;-) jest ok, ale depilacja, obcinanie paznokci u nóg i maseczka już nie ;-) Zatrudnić faceta do depilacji trudno dostępnych miejsc? O matko, nie!

      A jesli chodzi o opiekę nad przewlekle chorym - to cóż, pewnie to, co opisuję nie ma zastosowania. Wyjątek staje sie normą, jak napisała Yaga. Ja piszę tylko o sobie i na podstawi swoich doswiadczeń.
    • mszn Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 14:51
      Poczytałam sobie Wasze posty i po raz kolejny musiałam sobie przypomnieć o tym, że ludzie są różni. I dla niektórych z nich obcinanie paznokci u nóg jest sprawą intymną, dla innych intymność nie zaczyna się nawet przy tematach toaletowych (znałam takiego jednego, znałam ;) ).

      Sama nie związałabym się z facetem, który miałby problem z widzeniem mnie z czymś na twarzy czy przy malowaniu się, nie mówię, że od razu, ale po jakimś tam początkowym okresie w związku (wspomniany już tutaj czas, kiedy zaczynamy ze sobą spędzać po kilka dni i z pewnymi rzeczami coraz trudniej się kryć). Zresztą ile takich "potencjalnie intymnych" czynności wykonujemy na co dzień? Usuwanie owłosienia, dłubanie się w porach tu i ówdzie, trzymanie masek na różnych częściach ciała. Wszystko, poza tymi maskami, można załatwić samotnie w łazience bez robienia afery, że nie wchodź i że tajemnica. A łażenia przez godzinę po domu z czapką na głowie (coby foliowego czepka nie było widać, bo wybitnie nieseksowny :) ) wstydzić się nie mam zamiaru.

      A sznurowanie gorsetu, od którego cała sprawa się zaczęła? Można o to prosić na różne sposoby, i różną atmosferę wokół tego roztoczyć.

      Mam też swoje granice, nie golę się przy facetach (ale też np. nie panikuję, że zarost kilkudniowy na nogach, a samiec w pobliżu), jak w zeszłym roku miałam okresy pomieszkiwania z kimś, to nie kładłam się spać ze śmierdzielami na głowie (ale ze zwykłym olejem kokosowym już tak).

      A jeszcze o męskich wyobrażeniach na nasz temat: wszyscy, ale to wszyscy faceci wpierają mi, że ja na nogach włosów nie mam, bo jestem blondynką :D I mogę sobie być zarośnięta tak, że mi samej to przeszkadza, a dalej słyszę to samo. Bardzo, bardzo wygodne, lubię podtrzymywać czasem ten mit.
    • aankaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 14:57
      hmm, skoro zaczęłam to dodam od siebie resztę

      jak to wyżej któraś z Forumek napisała - każda z nas jest inna i nie ma co zastanawiać się kto ma rację.
      Nie krępuję się spędzić weekendu w piżamie, na oczach młodych ale nie wyobrażam sobie przemknięcia w bieliźnie do łazienki. Ponieważ depilację uprawiam pod prysznicem to akurat ten problem nie istnieje. Owszem, maluję się w asyście ale jak nakładam bergiel na paszczę to umykam do swojej alkowy i tam oddaję się, bajdełejem, jakiemuś moczeniu odnóży czy piłowaniu pazurów. Ale lakier nakładam już "przy pełnej sali".

      Ot, takie dziwadło ze mnie ;)
      • nomina Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 15:56
        Agnieszka Osiecka w "Weselnych dzieciach" napisała:

        "Komu mam dać nadzieję, a zabrać noce i świąteczne dni,
        Przy kim się zestarzeję i przed kim nigdy mi nie będzie wstyd ".

        I o to chodzi. Nie chodzi o to, żeby robić kupę na środku pokoju czy pierdzieć przy stole, ale żeby fizjologia nie była traktowana jak coś deprecjonującego. Bo to niezdrowe - w końcu składamy się z ciała i jego funkcjonowania, jeśli odrzucamy fizjologię, de facto nie kochamy człowieka, tylko wyobrażenie o nim.
        Ja już przerabiałam fakt obrzydzenia ekspartnera (do rozpadu związku włącznie, ale dobrze, bo eks okazał się oszustem i kanalią) z powodu uszkodzeń mioneurogennych w obrębie miednicy, nietrzymania moczu itd. I to dopiero (ta postawa) było obrzydliwe i chore! To, że partner/-ka sika, wydala, ślini się itd. jest tak samo naturalne jak to, że błyszczą jej oczy czy ma orgazm. To co, jedna fizjologia jest ok, a inna nie ;)? (Dobrze, wiem, że tu jeszcze przychodzą jakieś "psychoatawizmy").

        Oczywiście, inną kwestią jest "obnażanie" się przy dzieciach. Maseczki, obcinanie paznokci moich rodziców na widoku publicznym mnie nie wzruszają, ale już widok nagich rodziców przemykających do łazienki byłby dla mnie krępujący.
    • sylwiastka Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 16:23
      Bo właśnie o to chodzi, że my jesteśmy różni i dobieramy się w pary lub nie, tak aby było nam jak najlepiej ze sobą, a nie z całym światem na raz. Szukamy bliskości z partnerem lub z samym sobą na zasadach wspólnie ustalonych i wcale nie racjonalnych dla innych osób. Są osoby które potrzebują dużo intymności, są takie, dla których pewne czynności nie są krępujące. Bo wstyd, intymność i skrępowanie nie są pojęciami obiektywnymi i dla każdego znaczą co innego.

      Obcinanie paznokci nie jest dla mnie niczym "obrzydającym", mogę je także obcinać partnerowi czy mamie, zdarzało mi się schorowanemu dziadkowi, byle nogi były czyste. Swoje wolę w łazience, ale nie zrobię tragedii gdy ktoś wejdzie (ba moim i mojej mamy rytuałem jest właśnie wzajemne robienie manikiuru).

      Natomiast sferą do której nie dopuszczam nikogo są potrzeby fizjologiczne, przysłowiowego siusiu nie zrobię przy jakichkolwiek świadkach, czy "pod drzewem", ja tak po prostu mam. Partnera też poprosiłam o zamykanie drzwi (jego to nie krępuje). Bo dla niego fizjologia jest normalna, niegorsząca, ba jest nawet oznaką pełnej akceptacji. Bo w związku konwenanse są porzucane. Konwenanse, ale nie potrzeby drugiej strony.

      Depilacja. Wiadomo włosy są i rosną, jeśli się ich nie lubi to się je usuwa. Depilacja to moja sprawa. Wiem jakie potrzeby ma mój partner, jednak nie czuję się zobowiązana do nienagannej gładkości 24/7. To kwestia umowy, ty lubisz tak, ja inaczej to może jakiś kompromis. Czasami żartuję, jeśli że zademonstruje mu na jego nodze działanie wosku, to zakaże mi depilacji i pokocha naturę:p

      Zdrowie to inna sprawa, tu nie wstydzę się i nie krępuję, ani przed lekarzami, ani poinformować partnera (nawet jeśli bym miała np grzybicę, bo co te drobnoustroje też dopadają, a że np w intymnej pochwie, to zdarza się). Jeśli stanę się przez to nieatrakcyjna w oczach partnera, to znak, że nie był on dla mnie właściwy.

      W temacie nagości i dzieci. Jeżeli będę miała dzieci na pewno nie będę sztucznie ukrywać przed nimi swojego ciała, ciała tatusia także. Nagość dla mnie jest naturalna. Jeśli ja uzurpuję sobie prawo do oglądania mojego dziecka nagiego (np kąpiele) to ono ma takie samo również.

      Wg mnie na tym świecie jest miejsce na wszystko, o ile partnerzy to w pełni akceptują.
    • madzioreck Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 16:56
      Ja jestem zwolenniczką tak zwanego bezprzesadyzmu z dopuszczeniem małych osobistych fiołów ;P

      Mieszkając z kimś, naprawdę trudno jest zrobić tak, żeby chłop niczego nie widział. Niestety nie mam takich warunków lokalowych, żeby mąż nie oglądał mnie nigdy w maseczce czy farbie na włosach. Jasne, że staram się to robić, kiedy go nie ma, ale jeśli już jest, to nie wyrzucam go z domu ani nie wyobrażam sobie zabarykadować się w łazience na 40 minut, bo właśnie farbuję włosy. Depiluję się w wannie w czasie kąpieli, wiec w niejakim odosobnieniu, ale jeśli chłop chce akurat wejść po coś, nie przerywam golenia nóg ;) Depilacje innych miejsc robię w samotności (mąż zawsze puka, i wtedy musi niestety poczekać), ale zdarzyło się i tak, że wpadłam na świetny pomysł samodzielnego wywoskowania pach. No nie przyszło mi do głowy, że do tego przydają się 3 ręce, a nikogo innego poza chłopem nie było w domu, no i musiał mi pomóc, bo wosk już był nałożony, pasek do zdarcia przyklejony; nie umarł, nie zemdlał, ani nawet nie nabrał obrzydzenia ;)
      Nie mam w łazience odpowiedniego oświetlenia, żeby tak robić makijaż, muszę w przestrzeni ogólnodostępnej, ale małżonek lubi patrzeć, kiedy się maluję, zresztą sam wymyśla mi fajne makijaże, jak nie mam pomysłu ;) Ma chłopak talent do tego :)
      Ja z kolei lubię patrzeć, kiedy on się goli, bo tylko wtedy lata w samych spodniach, z gołą klatą ;)
      Także ja się specjalnie nie kryję z większością zabiegów.
      • kasienka.body Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 19:17
        > Ja z kolei lubię patrzeć, kiedy on się goli, bo tylko wtedy lata w samych spodn
        > iach, z gołą klatą ;)

        O! To widzę, że nie tylko ja włażę mężowi do łazienki pogapić się jak się goli :D
        • kotwtrampkach Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 03.01.11, 19:28
          > > Ja z kolei lubię patrzeć, kiedy on się goli, bo tylko wtedy lata w samych
          > spodn
          > > iach, z gołą klatą ;)
          >
          > O! To widzę, że nie tylko ja włażę mężowi do łazienki pogapić się jak się goli
          > :D
          >
          :):)
    • slotna Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 17:20
      Moj chlopak kupuje i przywozi mi henne, kosmetyki z Biochemii Urody (nie wysylaja za granice), ktore razem mieszamy (tak mu sie spodobalo, ze kupil zestaw na urodziny dla mamy i sam zmiksowal :D). Kupowalam przy nim barwione kontakty, robilam makijaz i koszmarnie zielona maseczke BU - jakos go to nie obrzydzilo, uznal, ze wygladam w niej czadersko i zrobil mi zdjecia :) Co do makijazu, to nawet przeszedl krotki kurs, co do czego, po co i w jakiej kolejnosci, co absolutnie nie wplynelo na zachwycanie sie efektem. Ostatecznie ja to wiem najlepiej, a sama sie soba zachwycam, mizdrze do siebie w lustrze, jak jestem dobrze zrobiona, na zasadzie "O - to ja taka ladna jestem?" ;) Smarowanie mnie balsamem wszyscy dotychczasowi uwielbiali, ja juz mniej, bo wszystkie sie zawsze na mnie lepia (nawet, gdy skora juz mi sie wrecz luszczy) i wole to robic jak spie sama. Depilacja - jakos trzeba wytlumaczyc absolutna _koniecznosc_ wydania majatku na laserowa, nie? Odbyla sie zatem demonstracja z udzialem depilatora. Konkluzja: naprawde kochana jestem i dzielna, ze to robie. Szacun i wdziecznosc. Wiazanie gorsetu mnie sie wydaje podniecajace, ciekawe, czy jemu tez, bo zamierzam nabyc :)

      Nie wyobrazam sobie, jak bym miala ukrywac te wszystkie czynnosci, poza tym nie jest przeciez niedorozwiniety i zdaje sobie sprawe z tego, ze np. zielone powieki nie sa naturalnym stanem - mam udawac, ze pstryknelam palcami i magia!!! zrobily sie takie? Czy wtarlam pod oczy to, czym maziala sie Yennefer u Sapkowskiego?
    • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 18:27
      Diuszeso, ja się z Tobą zgadzam, uważam, że należy sobie zostawić trochę niedopowiedzeń- a mówię to z perspektywy wieeeeeeloletniego związku. I uściślę, że nie dotyczy to pielęgnacji w chorobie, czy innych wyjątkowych/ważnych sytuacji, a jedynie odrobiny tajemnicy w związku. Tak mam, mąż podobnie i dobrze nam z tym...
      • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 19:47
        kk345 napisała:
        > uważam, że należy sobie zostawić trochę niedop
        > owiedzeń

        Tyle tylko, ze my tu rozmawiamy nie o tym, co NALEŻY, tylko o tym, co preferujemy i co u nas się sprawdza.
        • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 23:22
          jul-kaa napisała:

          > kk345 napisała:
          > > uważam, że należy sobie zostawić trochę niedop
          > > owiedzeń
          >
          > Tyle tylko, ze my tu rozmawiamy nie o tym, co NALEŻY, tylko o tym, co preferuje
          > my i co u nas się sprawdza.

          Ale kk345 napisała, że w JEJ związku należy zostawić trochę niedopowiedzeń. A co się sprawdziło, wie się czasem dopiero po latach.
          • kryklu Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 02:16
            pierwszalitera napisała:
            > Ale kk345 napisała, że w JEJ związku należy zostawić trochę niedopowiedzeń.

            Niezupełnie. Kk345 napisała "uważam, że należy sobie zostawić trochę niedopowiedzeń", uzasadniając to długoletnością swojego związku funkcjonującego zgodnie z tą zasadą. Ja odebrałam to jako zalecenie ogólne.

            Nie rozumiem tylko dlaczego każda luźna wymiana poglądów musi się zawsze kończyć takimi przepychankami. W tej kwestii i w większości innych nie ma jedynej słusznej prawdy. Na szczęście.
            • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 14:23
              kryklu, wyraźnie napisałam SOBIE, SOBIE. JA uważam, nikt inny nie musi. Nie mam wpływu na to, jak odbierasz mój wpis i nie udowodnię, ze nie jestem wielbłądem, przykro mi.
              • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 14:37
                Kk345, ale ja też odbieram twoje posty trochę oceniające. Choćby ten: „Następna... czy jest jakiś ważny powód, by koniecznie zmieniać podpaski przy facecie? To ma świadczyć o luzie i otwartości? Bo nie rozumiem...”. To nie brzmi jak ciekawość, tylko jak ocena życia drugiego człowieka.
                • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 15:04
                  jul-kaa napisała:

                  > Kk345, ale ja też odbieram twoje posty trochę oceniające. Choćby ten: „Na
                  > stępna... czy jest jakiś ważny powód, by koniecznie zmieniać podpaski przy face
                  > cie? To ma świadczyć o luzie i otwartości? Bo nie rozumiem...”. To nie br
                  > zmi jak ciekawość, tylko jak ocena życia drugiego człowieka.

                  No i co z tego, że oceniające? Czy ty nie wyrabiasz sobie zdania na podstawie wypowiedzi w tym wątku? Przestań już z tym zakłamaniem, bo to nie jest wiarygodne. Dla mnie kobiety zmieniające podpaski przed facetami są obrzydliwe i nie wstydzę się mojej oceny. Fizjologicznie podobne dłubanie w nosie w restauracji i spluwanie na chodnik dyskwalifikują dla mnie też człowieka. Dopóki jednak nie muszę z taką kobietą dzielić mieszkania, to zwisa mi co ona robi u siebie w domu. Nie pozbędę się jednak uprzedzeń i nie widzę powodu, dla którego trzeba się tu z tego tłumaczyć. Każda z nas przedstawia swoje zdanie. Jesteś swego aż tak bardzo niepewna, że potrzebujesz ultradyplomatycznego zaznaczenia, że wypowiedź pozbawiona jest wszelkiej oceny i nie będzie miała na innych żadnego działania?
                  • kryklu Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 16:06
                    pierwszalitera napisała:
                    Dla mnie kobiety zmieniające podpaski przed facetami są obrzydliwe i nie wst
                    > ydzę się mojej oceny. Fizjologicznie podobne dłubanie w nosie w restauracji i s
                    > pluwanie na chodnik dyskwalifikują dla mnie też człowieka.

                    Poczucie obrzydliwości to sprawa dosyć subiektywna. Opisane wyżej czynności dla mnie też są odstręczające, ale na tej podstawie nigdy nie zdyskwalifikowałabym człowieka. Ze zbyt wieloma draniami o nienagannych manierach miałam do czynienia. Już wolę niezgrabnych prostaczków o dobrym sercu i klarownych zasadach.
                    • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 16:17
                      Jeszcze dochodzą różnice kulturowe - zupełnie inne maniery przy stole np. w Japonii lub obyczaje związane z wydmuchiwaniem nosa w Chinach.

                      Poza tym najgorszy drań, jakiego w życiu poznałam - całkowicie pozbawiony moralności i zasad etycznych - miał maniery absolutnie nieskazitelne. Co innego niż plucie na ulicę lub zmienianie podpaski przy partnerze dyskwalifikuje w moich oczach człowieka.
                      • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 16:44
                        jul-kaa napisała:

                        > Jeszcze dochodzą różnice kulturowe - zupełnie inne maniery przy stole np. w Jap
                        > onii lub obyczaje związane z wydmuchiwaniem nosa w Chinach.
                        >
                        > Poza tym najgorszy drań, jakiego w życiu poznałam - całkowicie pozbawiony moral
                        > ności i zasad etycznych - miał maniery absolutnie nieskazitelne. Co innego niż
                        > plucie na ulicę lub zmienianie podpaski przy partnerze dyskwalifikuje w moich o
                        > czach człowieka.

                        W ten sposób można rozszerzyć dyskusję do absurdu, bo zawsze gdzieś znajdzie się jakiś wyjątek potwierdzający regułę. Popełniasz też błąd odwracając moją argumentację, to że dyskwalifikuję obrzydliwców nie znaczy, że akceptuję bezwarunkowo ludzi z dobrymi manierami. Żyjemy jednak w tak dużym społeczeństwie, że nie jestem zmuszona do szukania "dobrych charakterów" w pierwszej grupie. Życie jest za krótkie na nieprzyjemne eksperymenty. I muszę przyznać, że w restauracji, czy autobusie wolę też koło siebie drania z dobrymi manierami, niż sympatycznego niechluja. Chyba nie chcesz też tu sugerować, że ludzie zachowujący zasady dobrego wychowania są z natury mniej moralni?
                      • kryklu Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 16:51
                        Na marginesie. W Chnach praktykuje się podobno powszechnie wycharkiwanie zawartości dróg oddechowych na chodnik, podłogę w restauracji czy w autobusie. W dobrym tonie jest rozjechanie tego butem, podobno... Takie oczyszczanie chroni prawdopodobnie przed pylicą spowodowaną pyłem lessowym unoszącym się w powietrzu.

                        Tak, tak, normy kulturowe to względna sprawa.
              • kryklu Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 15:46
                Gdybyś zamiast:
                "uważam, że należy sobie zostawić trochę niedopowiedzeń- a mówię to z perspektywy wieeeeeeloletniego związku"

                napisała np:
                "W naszym związku staramy się zostawić trochę niedopowiedzeń..."

                Nie miałabym wątpliwości, że nie dajesz ogólnych zaleceń.
                I niczego nie musisz udowadniać :) Ani Ty, ani nikt inny. Ja się czepiam tylko precyzji sformułowań, bo ona ma wpływ na to, jak odbieram Twój wpis :)
                Natomiast nie odnoszę się do stylu życia innych ludzi, nie oceniam ich wyborów.

                A z perspektywy mojego ponad dwudziestoletniego związku, bardzo otwartego, bez wielkich tajemnic, opartego na przyjaźni i ciągłej komunikacji, skłaniam się ku poglądowi, że tajemnica i stawianie granic bardziej sprzyjają erotyce, niż absolutna otwartość.
                Trochę żałuję, że nie wiedziałam tego od początku...
                • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 16:42
                  Jestem w kropce, bo wychodzi mi, ze dla zasady walczysz z moimi sformulowaniami, jednoczesnie zgadzając się z meritum moich wypowiedzi... Dziwny jest ten swiat:)
                  • kryklu Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 17:01
                    A cóż w tym dziwnego?
                    Zgadzam się z meritum, ale nie podoba mi się wartościowanie czy zdumiewanie się innym niż mój/Twój stylem życia. Tyle :)
                • kotwtrampkach Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 03.01.11, 19:34
                  kryklu napisała:

                  > Gdybyś zamiast:
                  > "uważam, że należy sobie zostawić trochę niedopowiedzeń- a mówię to z perspekt
                  > ywy wieeeeeeloletniego związku"
                  >> napisała np:
                  > "W naszym związku staramy się zostawić trochę niedopowiedzeń..."
                  >> Nie miałabym wątpliwości, że nie dajesz ogólnych zaleceń.

                  dla mnie zaleceniem byłoby powyższe zdanie pozbawione "uważam" - w takiej formie jest prywatną subiektywną opinią z którą mozna sie zgodzić lub nie :-)
        • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 01:12
          Ale jakoś Ci przeszkadza, co JA uważam??? Uraziłam w czymś? Skąd ten ton?
          • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 02:31
            Nie, absolutnie mi nie przeszkadza, chciałam tylko uściślić, że to nie jest ogólna życiowa prawda (coś co "należy"), tylko Twoja osobista preferencja. Tonu żadnego nie było :)
            • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 12:11
              No to uściślę, jeśli to niejasne: JA uważam, że należy, nikt inny tak uważać nie musi, nie zmuszam...
    • epistilbit Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 31.12.10, 21:53
      To ja może powiem, albo wyznam w tajemnicy, że ex mi zawsze golił nogi. Ja nie umiem :D Zawsze jak to robiłam sama to trzeba było mi bandażować pół nogi. Jakoś w pożyciu nam to nie przeszkadzało- moje małżeństwo rozpadło się z innego powodu.
    • hildegarda-z-plocka Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 10:30
      no coz, ja bym nie chciala byc z facetem, ktory reaguje obrzydzeniem na cos tak normalnego i oczywistego jak depilacja 9wszak dobrze wie, ze kobiety nie rodza sie gladkie), latanie z maseczka na twarzy i dostaje palpitacji serca na widok tampona. moim zdaniem to jest oznaka podswiadomej, ukrytej mizogini i braku akceptacji kobiecej fizjologii. swiadczy o tym, ze w odczuciu faceta kobieta powinna byc estetycznym, wzbudzajavym pozadanie przedmiotem, a nie czloiwekiem-partnerem. jakos nie zauwazylam bowiem specjalnego zafikcsowania facetow nad tematem ich wlasnej fizjologii. to czesciej wlasnie o nich rzucaja miedzy soba jakies zarty na temat kupy itd. nie rozumiem tez, co jest obrzydzajacego w obcinaniu paznokci albo farbowaniu wlosow? przeciez to jest jakis absurd.
      • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 12:19
        Chyba nikt tu nie pisał o obrzydzeniu i palpitacjach... Zastanawia mnie, dlaczego ta dyskusja ma wydźwięk "czarne-białe"? Czy są tylko dwie opcje- zamykam się przed facetem w łazience robiąc makijaż, lub robię na jego oczach, za przeproszeniem kupę? Są tylko te dwa bieguny i nic poza nimi?
        Mój mąż wie, że farbuję włosy, depiluję nogi, pachy i inne miejsca i robię całą masę innych rzeczy, co nie zmienia faktu, że wolę, by mi nie towarzyszył przy tych czynnościach. Nie podcinam sobie żył, kiedy wejdzie do łazienki, albo goli się, kiedy nakładam farbę w tej samej łazience, ale wolę być przy tym sama. Nie ma tu mowy o żadnym obrzydzeniu- skąd ten pomysł?- ale, jak już pisałam, dla mnie jest to zachowanie sobie marginesu prywatności i tyle.
        • kryklu Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 13:12
          kk345 napisała:

          > Chyba nikt tu nie pisał o obrzydzeniu i palpitacjach... Zastanawia mnie, dlacze
          > go ta dyskusja ma wydźwięk "czarne-białe"? Czy są tylko dwie opcje- zamykam się
          > przed facetem w łazience robiąc makijaż, lub robię na jego oczach, za przepros
          > zeniem kupę? Są tylko te dwa bieguny i nic poza nimi?


          Ja próbowałam trochę zniuansować, zacytuję samą siebie:
          "Są ludzie wychowani zgodnie z zasadami, że nie wchodzi się w sferę intymną drugiego człowieka bo to niekulturalne. Nie ma to nic wspólnego z obrzydzeniem sprawami fizjologicznymi.
          Znam długoletnie małżeństwa funkcjonujące według takich zasad w latach dobrych i z oddaniem się sobą opiekujące gdy nadchodzi choroba.
          Obrzydzenie przejawami fizjologii i kulturalny dystans to są zdecydowanie różne postawy."

          Myślę, że wszystkie zgodzimy się, że okolice złotego środka są najlepsze. Przy czym w róznych związkach ten środek może wypadać w różnych miejscach.

          • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 13:43
            kryklu, faktycznie przeoczyłam Twoją wypowiedź, a doskonale ujęłaś to, co chcę przekazać. ... wygląda na to, ze mój związek to właśnie to długoletnie małżeństwo, o którym piszesz:) Sprawdza nam się zarówno łazienkowa dyskrecja, jak i bezproblemowe zmienianie opatrunków i pomoc w kwestiach higienicznych w razie choroby... Da się to połączyć.
            • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 14:21
              kk345 napisała:

              > kryklu, faktycznie przeoczyłam Twoją wypowiedź, a doskonale ujęłaś to, co chcę
              > przekazać. ... wygląda na to, ze mój związek to właśnie to długoletnie małżeńst
              > wo, o którym piszesz:) Sprawdza nam się zarówno łazienkowa dyskrecja, jak i bez
              > problemowe zmienianie opatrunków i pomoc w kwestiach higienicznych w razie chor
              > oby... Da się to połączyć.

              To ja się do tego przyłączę, bo piszę też z perspektywy związku, który dobija 20 lat. Na dłuższę metę dyskrecja sprawdza się też moim zdaniem lepiej, bo z czasem zmieniają się niejednokrotnie priorytety w związku, przechodzi się różne fazy, a odrobina dystansu jest ożywiająca, utrzymująca zainteresowanie i właśnie uczucie.
              • diuszesa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 00:08
                pierwszalitera napisała:

                >
                > To ja się do tego przyłączę, bo piszę też z perspektywy związku, który dobija 2
                > 0 lat. Na dłuższę metę dyskrecja sprawdza się też moim zdaniem lepiej, bo z cza
                > sem zmieniają się niejednokrotnie priorytety w związku, przechodzi się różne fa
                > zy, a odrobina dystansu jest ożywiająca, utrzymująca zainteresowanie i właśnie
                > uczucie.


                I ja się przyłączam do zdania pierwszej litery i kk345. U nas funkcjonuje to od 10 lat. Uważamy oboje, że ten dystans powoduje, iż jestesmy dla siebie bardziej atrakcyjni. (Co nie znaczy, że codziennie chodzimy "zrobieni".)
    • zarin Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 22:22
      Nie wyobrażam sobie stałego związku z mieszkaniem razem z facetem, przy którym nie mogę się golić (a także pokazać z pełnym owłosieniem), obcinać paznokci czy zmienić podpaski. Nie jestem zwolenniczką budowania w facetach przekonania, że kobiety są z natury gładkie, pachnące i odmalowane, oraz kompletnie nie odpowiada mi wizja, w której mam być - oczywiście tylko ja - całe życie tajemnicza i eteryczna. I szczerze mówiąc nawet się nigdy nie spotkałam z takimi wymaganiami.

      • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 22:59
        Następna... czy jest jakiś ważny powód, by koniecznie zmieniać podpaski przy facecie? To ma świadczyć o luzie i otwartości? Bo nie rozumiem...
        • sylwiastka Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 23:56
          kk345 napisała:
          > Następna... czy jest jakiś ważny powód, by koniecznie zmieniać podpaski przy f
          > acecie? To ma świadczyć o luzie i otwartości? Bo nie rozumiem...

          Ale Ty tego absolutnie nie musisz rozumieć, bo to jest potrzeba Zarin. Napisała ona, że nie wyobraża (ONA) sobie (SWOJEGO) związku, w którym miała by się "kryć" z takimi czynnościami. Zatem poszuka sobie kogoś, z kto będzie tą jej potrzebę zaspokajał (i prawdopodobnie miał podobne).

          Ty masz inne potrzeby, zachowywania tajemnicy i też dobrze. Może inne osoby też zadają sobie pytania, "po co się otaczać tajemnica przed mężem". Chodzi jedynie o to, by nie dawać gotowych recept na związki (bo one nie istnieją). Bardziej wartościowe jest dzielenie się indywidualnymi doświadczeniami, bez oceniania innych. Wtedy wyjdzie cała gama szarości oraz postawy czarno-białe.
          • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 01.01.11, 23:58
            Ale ja lubię rozumieć motywację innych ludzi, tak już mam- dlatego pytam.
        • wariamiktoria Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 00:08
          Ja zmieniałam z męża pomocą gdy nie miałam siły ustać na nogach na początku połogu. Sprzątał po moim ekstremalnym wymiotowaniu ciążowym, mył mnie i pomagał. Na co dzień staramy się nie robić przy sobie pewnych czynności. Nie czujemy potrzeby ale gdy sytuacja tego wymaga trzeba się otworzyć. Na początku związku krępował się tego abym zobaczyła go w wannie, teraz możemy kąpać się razem. Nie odstawiam golenia przy nim chyba, że wejdzie w trakcie ale wtedy przerywam aby rozmawiać. Nie znoszę rozmawiać z ludźmi gdy ja lub oni jesteśmy w toalecie przy wiadomej czynności, niestety wiele osób wybiera sobie ten moment na dialog (przykład z uczelnianych publicznych toalet). Każdy z nas ma swoją strefę intymną. Dla jednej osoby jest to seks, inna uważa, że seks nie jest tak intymny jak to, że ktoś zobaczy ją bez makijażu. Dla mnie progiem intymności niesamowicie trudnym do przekroczenia było karmienie publiczne (przemogłam się jedynie na szpital gdzie były przeszklone ściany między salami a dziecko miało coś na kształt rota), wiele kobiet to nie krępuje i chwała im za to bo kp to czynność, która ma na celu zaspokoić głód małego dziecka a nie wywołać efekt seksualny. Sądzę, że każda z nas i tak wybierze swoją drogę. Oby przyniosła dobre efekty czyli długotrwały, szczęśliwy związek.
          • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 00:20
            Też miałam wspomnieć o sytuacji ciąży, porodu, połogu i karmienia. To sprawa bardzo intymna i choć można sobie jeszcze wyobrazić, że mężczyzna (jeśli w ogóle jest obecny) w trakcie porodu stoi "przy głowie" kobiety, to potem już rzeczywiście może być trudno - połóg generalnie jest dość krwawym wydarzeniem i nie każda kobieta tuż po porodzie jest w stanie obsługiwać się sama.
            Karmienie - dla mnie to czynność całkowicie bezproblemowa (również publicznie, choć nie wystawiam piersi na widok innych ludzi), ale już na przykład odciąganie mleka wydaje mi się czymś mniej estetycznym. Wiele kobiet jednak odciąga dużo i długo (z wielu względów) i nie wyobrażam sobie, by miały chować się (przed mężem) z laktatorem np. do łazienki, także dlatego, że odciąganie mleka wymaga komfortu, którego łazienka zwykle nie zapewnia.
            Ciąża - tu przychodzi mi na myśl wymóg ogolenia krocza przed porodem (nadal są szpitale, które tego wymagają) - przyznam, ze gdybym musiała, to nie dałabym sobie rady sama (na szczęście nie musiałam w ogóle tego robić).
            Choroba faktycznie jest sytuacją ekstremalną, ale już ciąża, poród i spółka to rzecz normalna, a jednak często wymagająca zaangażowania kogoś do pomocy. Jasne, ze można poprosić przyjaciółkę, mamę, pielęgniarkę, ale myślę, ze dla wielu kobiet bardziej pomocny będzie mąż.
            • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 03:15
              jul-kaa napisała:

              > Też miałam wspomnieć o sytuacji ciąży, porodu, połogu i karmienia.

              Współczesne kobiety decydują na jedno, dwa, maksymalnie trójkę dzieci. Więc czas przeznaczony na ciążę, poród, połóg jest w relacji do całego kobiecego życia raczej krótkim okresem, by zagłębiać się tu w te wyjątki od reguły. Karmienie jest dla mnie też czymś innym niż podmywanie krocza i odkryta pierś w miejscu nawet publicznym nie robi na mnie wrażenia. Jeżeli już, to pozytywne.
              • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 11:43
                pierwszalitera napisała:
                > Współczesne kobiety decydują na jedno, dwa, maksymalnie trójkę dzieci. Więc cza
                > s przeznaczony na ciążę, poród, połóg jest w relacji do całego kobiecego życia
                > raczej krótkim okresem, by zagłębiać się tu w te wyjątki od reguły.

                Tak jak dziewczyny mówią - o połogu mówi się mało, dlatego często kobiety są w ciężkim szoku kiedy stają przed faktem dokonanym. Ponadto dla wielu kobiet ciąża i rozpoczynające się macierzyństwo to chwile na tyle trudne, kluczowe i przełomowe, że spychanie ich na drugi plan bo "są krótkim okresem" raczej się im nie przysłuży.

                Moim zdaniem kobiecie na co dzień ukrywającej się z różnymi "intymnymi" czynnościami trudniej jest dopuścić męża do swoich połogowych problemów niż tej, przez którą cielesność i sprawy z nią związane były traktowane bardziej otwarcie.
                • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 14:20
                  jul-kaa napisała:

                  > Moim zdaniem kobiecie na co dzień ukrywającej się z różnymi "intymnymi" czynnoś
                  > ciami trudniej jest dopuścić męża do swoich połogowych problemów niż tej, przez
                  > którą cielesność i sprawy z nią związane były traktowane bardziej otwarcie.

                  Ja nie wierzę w taką zależność, bo kiedy idę do toalety, to mój mąż wie przecież co robię na sedesie. I w sytuacji wyjątkowej nie będzie miał problemów, by mi w tym pomóc. Kiedy byłam po operacji kolana, to też potrzebowłam jego wsparcia, ale w "normalnych" warunkach zamykam za sobą drzwi. Dla mnie otwartość cielesna, to sprawa seksualności i wtedy nawet pożądana, ale mieszanie podpasek, mycia krocza, siusiania oraz przeróżnych praktyk seksualnych robi tylko mało erotyczną zupę. Być może mam tylko inne pojęcie seksu, bo dla mnie to nie jest tylko kolejna czynność fizjologiczna, by sobie ulżyć, jak wysmarkanie nosa na przykład. Pożądanie w długoletnim związku zwykle też z czasem nieco opada i wielką sztuką jest zachować własną ochotę i zainteresowanie partnera. Golenie nóg i zmiana podpaski nie dają mi poczucia bycia seksi i nie działają moim zdaniem jako afrodyzjak. Kiedyś też krew miesiączkowa, którą facet z ciekawości koniecznie chciał zobaczyć, przestanie być dla niego stymulująca, nawet jak będę mu moje mooncupy prezentowała na srebrnych talerzach. ;-) Ale wiem, że wielu ludziom w moim wieku brak pożycia nie przeszkadza i zwracają się do siebie też już tylko mamusia i tatuś.
                  • maith Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 05.01.11, 10:25
                    pierwszalitera napisała:
                    > Kiedy byłam po operacji kolana, to też potrzebowłam jego wsparcia
                    > , ale w "normalnych" warunkach zamykam za sobą drzwi.

                    Skoro sama nawiązałaś tematu operacji, to zaszokował mnie w swoim czasie Twój obraz... samotności w związku, który przedstawiłaś, kłócąc się w innym wątku.

                    > A ja nie wybierałam sobie operacji kolana i wielu innych rzeczy. Różnica między
                    > nami jest taka, że ja zaczynałam moją rehabilitację po kilka ruchów dziennie n
                    > a stacjonarnym rowerze płacząc przy tym tygodniami z bólu. Tylko jak byłam sama
                    > w domu, by mój mąż nie widział, jak się męczę.

                    Tak jak rozumiem niechęć do pokazania rozmiaru problemu przez osobę umierającą, gdzie po prostu nic się już i tak nie da zrobić, tak ja np. w swoim związku, ukrywania przed mężem wielotygodniowej, bardzo bolesnej rehabilitacji, sobie po prostu nie wyobrażam...
                    • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 05.01.11, 13:53
                      maith napisała:

                      > Skoro sama nawiązałaś tematu operacji, to zaszokował mnie w swoim czasie Twój o
                      > braz... samotności w związku, który przedstawiłaś, kłócąc się w innym wątku.

                      Nie wiem co chcesz mi udowodnić. Że kłamię i mieszam się w moich wypowiedziach? Ja nigdy nie pisałam, że jestem samotna w moim związku. A rehabilitację kolana starałam się nie przeprowadzać na oczach faceta, bo nie chciałam go tym martwić. Tu chodziło o kolano, a nie nowotwór, więc nie widziałam potrzeby obarczać go czymś, czym nie muszę. On wiedział, że trenuję i że mnie boli, co miałby zrobić, gdyby był świadkiem, jak zagryzam zęby i walczę? Czy naprawdę uważasz, że na barki partnera można wrzucać wszystko i zadręczać go emocjonalnie każdą słabością? Ja nie traktuję mojego męża jak śmietnik, w którego wrzuca się wszystkie brudy, by sobie egoistycznie ulżyć.
                • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 15:47
                  Ciągle mieszają się tu dwie sprawy, które usilnie próbuję rozdzielić- fakt,ze mąż nie goli mi nóg nie znaczy, że w razie konieczności brzydziłby się to robić. I, żeby było jasne- nie teoretyzuję: ponad 20 letni staż małzeński, w którym było miejsce na poród, połóg, operacje i męża i moje i inną prozę zycia daje mi prawo do pewności, że dyskrecja na co dzień nie wyklucza pełnej akceptacji fizyczności ukochanej osoby, gdy zajdzie taka potrzeba. Dlatego z takim uporem podkreślam, ze nie chodzi o obrzydzenie męża i ukrywanie przed nim mojej fizjologii, ale o kulturalną dyskręcję, pozwalającą na zachowanie prywatności i odrobiny tajemniczości, tak pożądanej w długoletnim związku. Nie ma to bynajmniej nic wspólnego z otwartością lub jej brakiem, wstydliwościa, lub bezpruderyjnością... Pierwszalitera doskonale rozumie moje intencje i wyznaje, jak widzę, podobne poglądy przy podobnym doswiadczeniu życiowym, nie rozumiem tylko, dlaczego nasze postawy życiowe wzbudzają w Was aż takie emocje?
                  • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 15:51
                    kk345 napisała:
                    > nie rozumiem tylko, dlaczego nasze
                    > postawy życiowe wzbudzają w Was aż takie emocje?

                    Emocji szczególnych nie wzbudzają, problematyczny był tylko przez moment sposób podania treści ("uważam, że należy"), do czego odniosła się kryklu w poście niżej. Pewnie jednak pisząc ten post go nie przeczytałaś, bo pisałyście niemal równocześnie :)
                  • kryklu Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 15:54
                    Absolutnie się z Tobą zgadzam.

                    Nie rozumiem tylko, dlaczego inne postawy życiowe wzbudzają w Tobie aż takie emocje, czy może raczej zdumienie? ;)))
                  • zarin Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 16:20
                    Ale o czym Ty w ogóle mówisz, jakie emocje? Póki co nikt w tym wątku nie ocenił ukrywania się przed parterem z czymkolwiek, sama natomiast wydajesz autorytarne osądy na temat tego, co ktoś robi u siebie w domu. Polecam jednak popracować nad stylem dyskusji i szacunkiem do drugiej strony.
                    • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 16:48
                      No, zarin, trochę przestrzeliłaś- może na początek prześledzisz jednak swoje wypowiedzi? Szczególnie te o omdleniu, w kontekście szacunku do rozmówcy?
                      • zarin Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 17:09
                        Moja złośliwość nie wystąpiłaby, gdybyś nie zareagowała pogardliwie i autorytarnie na opis moich oczekiwań co do mojego własnego związku czy relacji seksualnej. Drugiej strony nikt nie komentował.
                        • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 17:15
                          Jestes pewna, ze nie nadinterpretujesz?
                          • zarin Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 17:25
                            Nie wykluczam, że nie miałaś takich intencji, a jedynie zabrakło Ci wyczucia językowego. Tak czy inaczej uważam, że powinno się zwracać uwagę na formułowanie myśli, bo w tym przypadku forma pociąga za sobą określoną treść.
                            • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 17:38
                              zarin napisała:

                              > Nie wykluczam, że nie miałaś takich intencji, a jedynie zabrakło Ci wyczucia ję
                              > zykowego. Tak czy inaczej uważam, że powinno się zwracać uwagę na formułowanie
                              > myśli, bo w tym przypadku forma pociąga za sobą określoną treść.

                              Matko, co za absurd. Możnaby pomyśleć, że ludzie z naturalistycznym podjeściem do życia nie wykazują się taką wrażliwością, jakże można się mylić. ;-))))
                            • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 17:48
                              Nie poddajesz się... Skoro uważasz, że "powinno się zwracać uwagę na formułowanie
                              > myśli," to dlaczego tego nie robisz? Jest okazja, by swiecić przykładem...
                              • zarin Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 19:09
                                Ściana.
                                Z mojej strony pas, bo przy takim podejściu nie da się rozmawiać.
                    • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 16:54
                      zarin napisała:

                      > Ale o czym Ty w ogóle mówisz, jakie emocje? Póki co nikt w tym wątku nie ocenił
                      > ukrywania się przed parterem z czymkolwiek, sama natomiast wydajesz autorytarn
                      > e osądy na temat tego, co ktoś robi u siebie w domu. Polecam jednak popracować
                      > nad stylem dyskusji i szacunkiem do drugiej strony.

                      Jasne, najpierw sugerować komuś pruderię i zemdlenie przed monitorem, a potem belfersko wysłać na doszkolenie. Ja po twoich wypowiedziach też poczułam się jak malowana lala, niewolniczo spełniająca życzenia faceta wymagającego plastykowej kobiety, więc najpierw popracuj nas swoimi wypowiedziami.
                      • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 17:05
                        Uff, czyli nie jestem przewrażliwiona...
                  • turzyca Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 04.01.11, 22:25
                    daje mi
                    > prawo do pewności, że dyskrecja na co dzień nie wyklucza pełnej akceptacji fizy
                    > czności ukochanej osoby, gdy zajdzie taka potrzeba.

                    W przypadku Twojego zwiazku tak jest. Ale nie jest to regula. Ja znam pary, w ktorych w przypadku choroby trzeba bylo sciagac opieke z zewnatrz, bo partner nie byl w stanie sie przelamac i wejsc w opieke na poziomie fizjologicznym, po tym jak ja przez iles lat ze swojego zycia zupelnie wykluczal. W Twoim malzenstwie tak nie bylo, ale to nie daje podstawy do pewnosci, ze zawsze tak jest.
          • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 00:22
            > Ja zmieniałam z męża pomocą gdy nie miałam siły ustać na nogach na początku poł
            > ogu.

            No to oczywiście rozumiem, pisałam wyżej, że sytuacje nadzwyczajne nie podlegają pod kategorię "zachowanie dyskrecji" z oczywistych względów, a ta była nadzwyczajna.
        • zarin Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 01:31
          A w czym Ci to tak konkretnie przeszkadza?
          Przecież nie wołam faceta do łazienki na zasadzie "chodź zobaczyć jaki fajny skrzep", tylko zakładam pewne praktyczne strony mieszkania pod jednym dachem. I nie przykładam ręki do iluzji, że okres wygląda jak w reklamie i na podpaskę leje się kilka kropel niebieskiej sterylnej cieczy.
          Plus to, co dziewczyny napisały poniżej o połogu. Połóg to nie jest żadna ekstremalna sytuacja, bo dotyczy znakomitej większości z nas. (W ogóle mam wrażenie, że strasznie mało się mówi o tym, jak wygląda połóg, ale to dygresja). Podobnie ciężko jest zachować wzniosły dystans i tajemniczość wkładając dziecku czopek w tyłek czy mając grypę żołądkową, a to też nie są rzadkie sytuacje.

          Jak napiszę, że uprawiam seks w czasie okresu oraz że jak zaczęłam używać mooncupa to facet, uwaga, sam chciał obejrzeć jak wygląda taki zapełniony, to zapewne zemdlejesz przed monitorem ;p.

          Rany, jakby faceci w tym kraju realizowali chociaż 1/20 tego, co wymaga się od kobiet w kwestii estetyki to naprawdę byłoby pięknie.
          • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 03:06
            zarin napisała:

            > A w czym Ci to tak konkretnie przeszkadza?
            > Przecież nie wołam faceta do łazienki na zasadzie "chodź zobaczyć jaki fajny sk
            > rzep", tylko zakładam pewne praktyczne strony mieszkania pod jednym dachem. I n
            > ie przykładam ręki do iluzji, że okres wygląda jak w reklamie i na podpaskę lej
            > e się kilka kropel niebieskiej sterylnej cieczy.


            Muszę przyznać, że mną wzdrynęło. Nie, nie uważam krwi miesięcznej za coś brudnego i nawet gdyby mój facet napił się tego podczas seksu oralnego, to nikt z nas by nie zemdlał, zapewniam cię, ale nie wiem co ma obarczanie faceta obrazami zmieniania podpasek do intymności i seksualności. Gra wstępna, czy co? I być może tobie to nie przeszkadza, a twojemu facetowi powiewa, wasza sprawa, ale nie traktuj związków, w których mężczyźni nie biorą udziału w higienie intymnej jako cywilizacyjnej perwersji. To też nie wymagania mojego faceta, tylko moje. Zapewniam cię też, że nie jest on idiotą, który myśli, że kobiety są z natury gładkie, pachnące i odmalowane.


            > Rany, jakby faceci w tym kraju realizowali chociaż 1/20 tego, co wymaga się od
            > kobiet w kwestii estetyki to naprawdę byłoby pięknie.

            No widzisz, teraz już wiemy dlaczego. Mój partner dba o siebie. Gdyby dostał mi się taki z trzydniowymi skarpetkami, tłustymi włosami i przepoconą koszulą, to być może stałoby mi się też z czasem wszystko jedno. ;-)
          • wariamiktoria Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 10:00
            Oj tak, o połogu się tylko wspomina. Mi wyjaśnił co mnie czeka profesor ode mnie z logopedii. Bez wdawania się zbyt obszernie w fizjologię powiedział jak mogę to znosić, i że niekoniecznie tak szybko wrócę na zajęcia jak chcę. Pomógł mi także plakat o kp na korytarzu porodówki a dokładnie o wpływie oksytocyny na macicę. Informacje na które natykałam się w sieci słabo wyjaśniały to zjawisko a ginekolodzy pod których opieką byłam skupiali się na mojej patologicznej ciąży i nie było czasu na rozmowy o połogu.
            I tak nawiązując do początku wątku. Taki gorset zakłada się na wyjścia a nie sytuacje przed sypialniane, tu mąż pomaga żonie dobrze wyglądać, ona wiąże mu krawat i ściąga paprochy, prasuje koszulę (mój sobie sam prasuje), symbioza jest. Do sypialni taki gorset korygujący się nie nadaje i jeszcze faktura ciała pod nim, te zgniecenia :(
          • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 14:21
            Nie przeszkadza mi, uważam to za zbędne w MOIM związku i tyle. Uznaję, że MOJEMU mężowi takie wrazenia nie sa potrzebne. Podkreślam MOJE, by nie wyszło, ze komuś narzucam poglądy

            > Jak napiszę, że uprawiam seks w czasie okresu oraz że jak zaczęłam używać moonc
            > upa to facet, uwaga, sam chciał obejrzeć jak wygląda taki zapełniony, to zapewn
            > e zemdlejesz przed monitorem ;p

            Nie ma to, jak zrobić z rozmówcy zacofanego idiotę... Pozwól, że na tym poziomie nie będziemy dyskutować, i że jednak nie wypowiem się, w jakich warunkach JA uprawiam seks...
    • monika3411 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 13:25
      Myślę, że generalnie nie można generalizować :-)
      Na niektórych nie robi kompletnie żadnego wrażenia widok maseczki na twarzy, czy farby na włosach. Na innych pewnie robi. Myślę też, że czas trwania związku ma tu pewne znaczenie. Jestem kilkanaście lat po ślubie i szczerze mówiąc _na mnie_ nie robi już wrażenia, czy on widzi mnie z maseczką na buzi. Tuż po ślubie było to nie do pomyślenia.
      Generalnie (a jednak :-) ) wydaje mi się, że mężczyźni wolą patrzeć na kobiety _zadbane_, niż na _dbające o siebie_ :-)
      Analogicznie kobiety (chyba).
      • palacsinta Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 13:47
        monika3411 napisała:

        > Analogicznie kobiety (chyba).

        Gdzie tam, taki chłop z namydloną do golenia facjatą wygląda przecież niesamowicie męsko, krem do golenia wspaniale pachnie, odgłos drapania żyletką po zaroście to muzyka dla każdych uszu, a już piana zmieszana ze zgolonym zarostem pływająca po napuszczonej do umywalki wodzie: miodzio!
    • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 15:43
      miałam się nie wypowiadać w tym wątku, ale.... nie mogę pojąć jak można stawiać na równi zmienianie podpaski i golenie nóg O__o (i nie, nie o to chodzi, że np jedno robię przy facecie, a drugie nie, bo i tak nie mieszkamy razem ;) )
      • kryklu Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 15:49
        edhelwen napisała:

        > miałam się nie wypowiadać w tym wątku, ale.... nie mogę pojąć jak można stawiać
        > na równi zmienianie podpaski i golenie nóg

        Bo posługiwanie się skrajnymi argumentami podbija atmosferę dyskusji :)
        • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 02.01.11, 16:21
          a, faktycznie :DD
    • jezymka Priorytety w związku 03.01.11, 10:25
      Wszystko zależy od tego, czym jest dla nas związek i co stawiamy w nim na pierwszym miejscu. Jeżeli najważniejsza jest atrakcyjność fizyczna, wzajemne przyciąganie, erotyzm, no to fakt, wspólna toaleta i zabiegi pielęgnacyjne raczej mu nie posłużą. Dla mnie w związku nie ma nic ważniejszego niż szczerość i wzajemne zrozumienie, toteż u nas nie ma tajemnic. Chyba bym zwariowała, gdybym musiała czaić się z maszynką czy farbą do włosów. Nie mówiąc już o tym, że w małym mieszkaniu po prostu się nie da.

      Generalnie to nawet nie rozumiem, dlaczego mój mąż miałby przestać się mną interesować, bo zobaczył mnie przy goleniu nóg. Nie jest idiotą i wie, że gładkie nogi nie biorą się z natury. Inna sprawa, że ja golę nogi tylko wtedy, kiedy muszę, a muszę = wychodzę z domu i będzie je widać. Jemu to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie - sam mi powiedział, że nie ma sensu się napinać, bo dla niego nie ma absolutnie żadnej różnicy (stwierdził nawet, że to całkiem seksownie wygląda). A długie włosie jest znacznie delikatniejsze i przyjemniejsze w dotyku niż odrastająca szczecina :P

      Człowiek to człowiek, z natury jest obrzydliwy i tego nie zmienimy. Nawet najpiękniejsza, najbardziej wymuskana kobieta sącząca najdroższe wino z kryształowego kieliszka też ma układ pokarmowy i to wino nie znika w magiczny sposób po wlaniu do ust, tylko spływa do żołądka. Wszyscy mamy w środku drgające, śliskie flaki, nikt z nas nie jest wewnątrz plastikowy, czyściutki i suchutki. Niekoniecznie musimy afiszować się ze wszelkimi zabiegami (ja też nie wołam faceta, żeby obejrzał mój zużyty tampon), ale świadomość własnej fizyczności sprawia, że patrzymy na drugą osobę jak na żywego człowieka, a nie na jakiś wydumany obiekt westchnień.

      Dla mnie w związku najważniejszy jest wewnętrzny spokój, poczucie bezpieczeństwa, fakt, że mamy o czym rozmawiać i doskonale rozumiemy się nawzajem. Ja nie traktuję mojego męża jak jakiegoś tam faceta, tylko jak prawdziwą drugą połówkę, część mnie samej. Dla wielu ludzi najbardziej podniecające są różnice, a nas najbardziej pociągają wzajemne podobieństwa. Cieszę się, że generalnie myślimy tak samo, że lubimy to samo i mamy podobne zdanie na większość tematów. Fajne jest to, że mamy w sobie nawzajem ostoję i wsparcie, że przy sobie możemy się zrelaksować i niczego nie udawać. Nie wiem, może nasze życie erotyczne w jakiś sposób na tym traci, ale tak, jak już podkreślałam, dla nas inne rzeczy są ważniejsze.

      Warto pamiętać o tym, że nie zawsze będziemy piękni i młodzi, kiedyś nawet najbardziej zadbane ciało stanie się wiotkie i niedołężne. I chciałabym, żeby wtedy zostało coś jeszcze, poza cielesnością, co nas łączy.
      • jul-kaa Re: Priorytety w związku 03.01.11, 11:10
        Dawno nie czytałam wpisu, z którym mogłabym się z taką przyjemnością zgodzić i pod którym mogłabym się obiema rękami podpisać :)
      • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 03.01.11, 11:48
        jezymka napisała:

        > Wszystko zależy od tego, czym jest dla nas związek i co stawiamy w nim na pierw
        > szym miejscu. Jeżeli najważniejsza jest atrakcyjność fizyczna, wzajemne przycią
        > ganie, erotyzm, no to fakt, wspólna toaleta i zabiegi pielęgnacyjne raczej mu n
        > ie posłużą. Dla mnie w związku nie ma nic ważniejszego niż szczerość i wzajemne
        > zrozumienie, toteż u nas nie ma tajemnic. Chyba bym zwariowała, gdybym musiała
        > czaić się z maszynką czy farbą do włosów. Nie mówiąc już o tym, że w małym mie
        > szkaniu po prostu się nie da.
        > Warto pamiętać o tym, że nie zawsze będziemy piękni i młodzi, kiedyś nawet najb
        > ardziej zadbane ciało stanie się wiotkie i niedołężne. I chciałabym, żeby wtedy
        > zostało coś jeszcze, poza cielesnością, co nas łączy.

        Znowu ktoś dzieli tutaj na czarne i białe. A kto powiedział, że w moim związku nie ma szczerości i zrozumienia? Czy szczerość musi oznaczać jednak ekshibicjonizm i wywalanie bebechów? To nie szczerość, a terroryzowanie prawdą. Biada ci, jeżeli nie będziesz znał mnie do ostatniej podszewki. ;-) Stawiasz też erotyzm i zrozumienie na dwóch przeciwstawnych biegunach, a przecież obie rzeczy należą do partnerstwa i obie są w jakiś sposób ważne. Uczucie wyklucza cielesność? Od kiedy? Gdybym była złośliwa, to zaproponowałabym byście popytały waszych partnerów, co jest dla nich ważne, bo tyle mówi się tu o zrozumieniu i bla, bla, ale mam wrażenie, że chodzi wam tylko o wasze potrzeby. Dla większości mężczyzn seks jest dosyć ważny w życiu, a partnerstwo polega na równowadze, a nie by tylko jednej stronie było dobrze i bezpiecznie. Jeżeli wasz związek jest jeszcze młody i świeży, to przez golenie nóg na pewno nie stracisz na atrakcyjności dla męża. Ale jak przez 20 lat będziesz przy nim puszczać bąki, opowiadać o problemach z trawieniem, siusiać przy otwartych drzwiach, zmieniać podpaski, depilować wąsika na brodzie, a ciało straci do tego na młodzieńczej urodzie, która przez lata rekompensowała resztę, to cieńko to widzę. Kochać cię może będzie, ale pożądał tajemniczą laskę z biura. ;-) Jak wam nie przeszkadza, to proszę bardzo.
        I w ogóle strzeliłaś patetyczny hymn o starzejących się i niedołężnych ciałach, no sorry, ale zanim dobiję 80-tki chcę mieć przed tym normalne życie. Inaczej już dziś można położyć się do grobu.
        • jezymka Re: Priorytety w związku 03.01.11, 12:06
          A teraz zauważ różnicę między moim postem, a Twoim. Ja cały czas piszę "dla mnie", "dla nas", "ja uważam", "w moim związku" i tak dalej. Nie kwestionuję tego, że gdzieś indziej taki układ by się nie sprawdził. A Ty wypowiadasz się o moim związku z własnej perspektywy, tak jakbyś wiedziała lepiej ode mnie, co jest dla mnie dobre. Jaki to ma sens? Co Ty możesz wiedzieć o mnie, moim mężu i relacjach, jakie nas łączą? Dlaczego autorytarnie wyrokujesz, że za 20 lat będzie pożądał kogoś innego?

          Najwidoczniej ja mam po prostu zupełnie inne podejście do tego, co jest obleśne, a co nie. Bo dla mnie mój partner sikający przy otwartych drzwiach nie jest obleśny. Może sobie bekać i puszczać bąki, i wcale mi to nie przeszkadza go kochać i pożądać (bo w sytuacjach intymnych raczej tego nie robi :P). Natomiast poczułabym obrzydzenie, gdybym zobaczyła go schlanego pod stołem (na szczęście w ogóle nie pije) albo śliniącego się do jakiejś głupiutkiej flirciary.

          I dobrze wiem, co on o tym sądzi, bo wiele razy o tym rozmawialiśmy. Obydwoje staramy się szanować własne potrzeby i przede wszystkim żyć tak, żeby obydwojgu nam było dobrze. Dbamy przede wszystkim o siebie nawzajem niż o siebie samych i uważam, że to jest znacznie ważniejsze niż wydepilowane pachy i woda po goleniu.

          I nie rozumiem tej uwagi o "normalnym życiu" - co to jest normalne życie? Każdy widzi to inaczej. Może dla Ciebie jest to wzajemna ekscytacja i tajemniczość, okej, a dla mnie to jest swoboda i możliwość bycia sobą, a nie udawanie enigmatycznej, wymuskanej femme fatale. Sorry, ale dla mnie to jest śmieszne.
          • moniach_1 Re: Priorytety w związku 03.01.11, 12:42
            A Ty wypowiadasz się o moim
            > związku z własnej perspektywy, tak jakbyś wiedziała lepiej ode mnie, co jest d
            > la mnie dobre. Jaki to ma sens? Co Ty możesz wiedzieć o mnie, moim mężu i relac
            > jach, jakie nas łączą?

            Ale my dysponujemy tylko własną perspektywą. Ty piszesz o swoim związku ze swojej perspektywy, pierwszalitera pisze o tym, co przeczytała ze swojej. Skoro nie można odpowiedzieć krytycznie na twoje posty, to w jakim celu my tu się w ogóle bawimy?

            Dbamy przede wszystkim o siebie nawzajem niż o siebie samych i
            > uważam, że to jest znacznie ważniejsze niż wydepilowane pachy i woda po goleni
            > u.
            Nikt nie sugerował nic innego oraz to się nie wyklucza.

            > okej, a dla mnie to jest swoboda i możliwość bycia sobą, a nie udawanie enigmat
            > ycznej, wymuskanej femme fatale. Sorry, ale dla mnie to jest śmieszne.
            Dlaczego udawanie? Że zacytuję: "A Ty wypowiadasz się o moim
            > związku z własnej perspektywy" Dla pierwszejlitery to, co robi wcale nie musi być udawaniem, a może właśnie jest tym "byciem sobą". I nie odwracaj kota ogonem, że "dla ciebie", bo zdanie jest wybitnie oceniające (dużo bardziej niż post pierwszejlitery) i wyraźnie odnosi się do postaw rozmówczyni.
            • jezymka Re: Priorytety w związku 03.01.11, 12:49
              Ja nie krytykuję podejścia do związku pierwszejlitery i nie straszę jej, że za dwadzieścia lat mąż ją zdradzi, bo coś tam. I wcale mi nie przeszkadzają odmienne opinie, tylko mam wrażenie, że zbyt wiele w tym wszystkim jest autorytarności, podejścia w stylu "kobieta powinna", "w związku należy", "musisz robić to i to, inaczej sama zobaczysz, że będzie źle". Wydaje mi się, że osoby, które mają mniej ciśnienia w związku, mają także mniejszą potrzebę oceniania innych związków i podchodzą do tego bardziej na luzie. Przynajmniej takie wrażenie mam po przeczytaniu całego wątku.
              • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 03.01.11, 23:10
                jezymka napisała:

                > Ja nie krytykuję podejścia do związku pierwszejlitery i nie straszę jej, że za
                > dwadzieścia lat mąż ją zdradzi, bo coś tam.


                Ja cię nie straszę, że mąż cię za 20 lat zdradzi, tylko, że jak będziesz bombardować go na okrągło wszystkimi mniej smacznymi szczegółami ze swojej fizjolofii, to możesz przestać być dla niego tak pociągająca, jak jesteś jeszcze teraz, a to są dwie różne sprawy. Mnie by było tego po prostu szkoda. Potraktuj to jako ostrzeżenie starszej i bardziej doświadczonej koleżanki, bo młode kobiety są niestety odrobinę naiwne w tej sprawie i myślą, że pewne sprawy są na wieczność. Równie dobrze możesz mi nie wierzyć i robić swoje własne doświadczenia, ja do niczego cię naprawdę nie zmuszam.
            • sylwiastka Re: Priorytety w związku 03.01.11, 16:45
              moniach_1 napisała:

              > A Ty wypowiadasz się o moim
              > > związku z własnej perspektywy, tak jakbyś wiedziała lepiej ode mnie, co j
              > est d
              > > la mnie dobre. Jaki to ma sens? Co Ty możesz wiedzieć o mnie, moim mężu i
              > relac
              > > jach, jakie nas łączą?
              >
              > Ale my dysponujemy tylko własną perspektywą. Ty piszesz o swoim związku ze swoj
              > ej perspektywy, pierwszalitera pisze o tym, co przeczytała ze swojej. Skoro nie
              > można odpowiedzieć krytycznie na twoje posty, to w jakim celu my tu się w ogól
              > e bawimy?
              >
              Moniach_1 problem właśnie polega na tym, że dyskusje nie na każdy temat opierają się na zasadach retoryki, czyli przekonaniu rozmówcy do swoich poglądów. To jest dyskusja dotycząca niezwykle subiektywnych poglądów i zwyczajów poszczególnych jednostek. Tutaj naturalną rzeczą jest mnogość, różnorodność i wzajemne wykluczanie się niektórych opinii.
              Taka dyskusja polega na przedstawieniu i wymianie subiektywnych poglądów opartych o własne doświadczenie przy użyciu argumentów emocjonalnych , nie zaś logicznych czy rzeczowych. Co więcej taka dyskusja nie prowadzi do wyciągnięcia jakichkolwiek wniosków (oprócz takiego, że każdy jest inny) czy kompromisów, co nie oznacza, że jest bezwartościowa.
              Rzeczywiście ocena czyjegoś związku ze swojej perspektywy jest kompletnie bezzasadna, bezwartościowa i niewiele wnosi do dyskusji. Co innego krytyczne odniesienie czyjegoś modelu postępowania do SWOJEJ WŁASNEJ sytuacji.

              Na przykładzie posta pierwszejlitery. W pierwszej części wypowiedzi bardzo słusznie i celnie podkreśliła, że definicja szczerości jest różna i dla niej może oznaczać co innego. W tym miejscy posta odniosła do swojej sytuacji, tego, że dla niej to już "nie szczerość, a terroryzowanie prawdą". To niewątpliwie urozmaica dyskusję.

              Naprawdę zasadną krytyką byłoby w tym przypadku argumentacja, że taki model w moim związku się nie sprawdziłby (czy nie ma racji bytu), bo ja mam inne potrzeby (czyli odniesienie czyjejś sytuacji do siebie). Nie zaś ocenianie czyiś postaw z własnej perspektywy, co mocno trąci pouczaniem z "pozycji życzliwej ciotki" potocznie zwanym wtrącaniem się.


              > I nie odwracaj kota
              > ogonem, że "dla ciebie", bo zdanie jest wybitnie oceniające (dużo bardziej niż
              > post pierwszejlitery) i wyraźnie odnosi się do postaw rozmówczyni.

              Bo sztuka prowadzenia ciekawej dyskusji bez podawania argumentów ad personam, a zamiast nich opartych na doświadczeniach czy argumentów emocjonalnych jest jak widać trudna.
        • jul-kaa Re: Priorytety w związku 03.01.11, 12:26
          pierwszalitera napisała:
          > Gdybym była złośliwa, to zaproponowałabym byście popytały waszych par
          > tnerów, co jest dla nich ważne

          Skąd pomysł, że nie pytamy...?
          • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 03.01.11, 23:37
            jul-kaa napisała:

            > pierwszalitera napisała:
            > > Gdybym była złośliwa, to zaproponowałabym byście popytały waszych par
            > > tnerów, co jest dla nich ważne
            >
            > Skąd pomysł, że nie pytamy...?

            A skąd przekonanie, że odpowiadają prawdę, jeżeli komunikuje im się wyraźnie romantyczno-idealistyczne podejście do uczucia i reaguje emocjonalnie na wszelkie odstępstwa? Myślisz naprawdę, że mężczyźni dobrowolnie będą utrudniać sobie życie? Mężczyźni chcą z reguły też uszczęśliwiać swoje kobiety, więc dopóki wytrzymują, nie ryzykują rewolucji pałacowej. To raczej my kobiety zaczynamy się dopominać, jak coś dzieje się nie po naszej myśli.
            • jul-kaa Re: Priorytety w związku 03.01.11, 23:45
              pierwszalitera napisała:
              > A skąd przekonanie, że odpowiadają prawdę, jeżeli komunikuje im się wyraźnie ro
              > mantyczno-idealistyczne podejście do uczucia i reaguje emocjonalnie na wszelkie
              > odstępstwa?

              A skąd pomysł, że masz choćby cień pojęcia, co komunikujemy naszym mężczyznom, hę?
              I tym bardziej skąd pomysł, że ci nieszczęśni mężczyźni nie są w stanie przekazać nam prawdy?

              Nie oceniaj cudzych związków (a zwłaszcza partnerów) swoją miarą.
              • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 04.01.11, 00:19
                jul-kaa napisała:

                > A skąd pomysł, że masz choćby cień pojęcia, co komunikujemy naszym mężczyznom,
                > hę?
                > I tym bardziej skąd pomysł, że ci nieszczęśni mężczyźni nie są w stanie przekaz
                > ać nam prawdy?
                >
                > Nie oceniaj cudzych związków (a zwłaszcza partnerów) swoją miarą.

                Ja nie oceniam, tylko dzielę się moim doświadczeniem. Ty jednak przyjmujesz postawę obronną z zasady, bo pierwszlitera nie może mieć racji i już. A może znam się jednak lepiej na facetach i wiem więcej o ich życzeniach od wielu młodych jeszcze kobiet? Dlaczego miałoby być to tak mało prawdopodobne? Bo co być nie może, nie istnieje? Jeżeli dopuszczasz choć odrobinę kompetencji u mnie, to wiedz, że brałam udział jako praktykantka psychologii społecznej w projekcie naukowym, w którym chodziło o style kochania. Ta studencka praca polegała na częściowej analizie statystycznej ankiet wielu probantów, w tym mężczyzn. W pewnym sensie bardzo mi się w życiu przydało. ;-)
                • jul-kaa Re: Priorytety w związku 04.01.11, 00:25
                  pierwszalitera napisała:
                  > Ja nie oceniam, tylko dzielę się moim doświadczeniem.

                  Ja za to mam zupełnie inne doświadczenie, znam zupełnie innych (niż ci stereotypowi, o których piszesz) mężczyzn. Znam też związki (przy których Twój jest bardzo świeżutki), w których małżonkowie wyznają bardziej zbliżony do mojego styl codzienności i które to związki po dziś dzień taką bliskość bardzo sobie chwalą.
                  A różnica wieku między Tobą a mną nie jest na tyle duża, byś mogła występować jako starsza koleżanka udzielająca porad młodej kobiecie...
                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 04.01.11, 01:17
                    jul-kaa napisała:

                    > Ja za to mam zupełnie inne doświadczenie, znam zupełnie innych (niż ci stereoty
                    > powi, o których piszesz) mężczyzn. Znam też związki (przy których Twój jest bar
                    > dzo świeżutki), w których małżonkowie wyznają bardziej zbliżony do mojego styl
                    > codzienności i które to związki po dziś dzień taką bliskość bardzo sobie chwalą
                    > .
                    > A różnica wieku między Tobą a mną nie jest na tyle duża, byś mogła występować j
                    > ako starsza koleżanka udzielająca porad młodej kobiecie...

                    No wiesz jul-kaa, ja cię nie chcę teraz urazić, ale być może problem polega faktycznie na tym, że żyjemy w innych światach. Ja żyję bowiem z partnerem, który ze względu na sporą atrakcyjność dla kobiet, nie musi zadowalać się tym co ma. Mnie sprawia więc sporą przyjemność, że po tylu latach nie tracę dla niego atrakcyjności. Oboje próbujemy nie zasiadywać się za długo w ciepłych kapciach, które od czasu do czasu są może wygodne, ale na dłuższą metę trącą nieświeżością. Oboje uważamy, że to poniżej naszego potencjału, a zestarzeć się wspólnie w godności jeszcze zdążymy, to nam na pewno nie ucieknie. Wymagamy od siebie faktycznie sporo, ale to pozytywna motywacja i dodająca energii. Trzymanie formy nie musi być bowiem tylko nieprzyjemnym obowiązkiem, może także chronić przed mentalnym lenistwem. Gdbym miała żyć na takim luzie, jak robi wiele kobiet w tym wątku, to wpadałabym chyba i tak w depresję. A mężczyźni, o których pisałam, są może trochę stereotypowi, ale twoja postawa jest też stereotypowa, typowo kobieca - "nam nic się na pewno nie stanie". Ale rozumiem dlaczego tak reagujesz. Bo co by było, gdyby twój facet faktycznie pokazał kiedyś "stereotypowo męskie" odruchy? Coś takiego wywołuje jeżeli nie strach, to przynajmniej niepewność. Nie wiem, czy moja pragmatyczna ostrożność nie jest jednak lepsza. A od większości kobiet w tym wątku jestem sporo starsza.
                    • sylwiastka Re: Priorytety w związku 04.01.11, 02:02
                      pierwszalitera napisała:

                      > No wiesz jul-kaa, ja cię nie chcę teraz urazić, ale być może problem polega fak
                      > tycznie na tym, że żyjemy w innych światach. Ja żyję bowiem z partnerem, który
                      > ze względu na sporą atrakcyjność dla kobiet, nie musi zadowalać się tym co ma.
                      > Mnie sprawia więc sporą przyjemność, że po tylu latach nie tracę dla niego atr
                      > akcyjności. Oboje próbujemy nie zasiadywać się za długo w ciepłych kapciach, kt
                      > óre od czasu do czasu są może wygodne, ale na dłuższą metę trącą nieświeżością.
                      > Oboje uważamy, że to poniżej naszego potencjału, a zestarzeć się wspólnie w go
                      > dności jeszcze zdążymy, to nam na pewno nie ucieknie. Wymagamy od siebie fakty
                      > cznie sporo, ale to pozytywna motywacja i dodająca energii. Trzymanie formy nie
                      > musi być bowiem tylko nieprzyjemnym obowiązkiem, może także chronić przed ment
                      > alnym lenistwem. Gdbym miała żyć na takim luzie, jak robi wiele kobiet w tym wą
                      > tku, to wpadałabym chyba i tak w depresję.

                      No i doskonale, że odnalazłaś wspaniałego partnera i żyjesz w satysfakcjonującym cię związku. Jednak to nie jest jedyny, obowiązujący i dający wszystkim wieczną szczęśliwość model. Na marginesie przyznam, że mi mentalnie dużo do niego bliżej, niż do innych modeli.
                      Dobór argumentów użytych w twoich postach do potwierdzenia tezy (bo jednak stawiasz tezę, że lepiej jest nie "odsłaniać wszystkich kart przed partnerem") jest niezbyt trafny. Szczególnie, że dyskusja dotyczy naszych preferencji, a nie recept na życie i nie o dobre rady tu chodzi. W dyskusji uczestniczki (poza paroma wyjątkami) używają do argumentacji swojej subiektywnej opinii argumentów emocjonalnych (niezwykle trudnych do podważenia, bo niemerytorycznych) oraz argumentacji opartej na swoim doświadczeniu. Ty natomiast z wymiany opinii czynisz przeciąganie liny, pragnąc podkreślić, że twoje jest lepsze. A to nie jest dyskusja mająca na celu gradację różnych form związków.
                      Niestety argument dotyczący wieku jest w tym przypadku wyjątkowo słabiutki, co innego merytoryczny argument będący wnioskiem z badań, w których uczestniczyłaś jako studentka.

                      Z jednej strony słusznie zauważyłaś, że żyjesz w innym niż Jul-kaa świecie ale trudno przyjąć ci do wiadomości, że ludzie mają inne potrzeby i inne wyobrażenia o związkach i też żyją w nich szczęśliwie.

                      Twoja porada jest tak samo adekwatna i cenna jak życzliwa rada starszej lesbijki dana młodej mężatce "Mąż i tak cię zostawi, a ty i tak odkryjesz, że kochasz kobiety, wiem, bo jestem starsza i miałam męża".

                      czy sztuka wymiany poglądów, bez ich narzucania czy wartościowania jest naprawdę na offtopach niemożliwa?
                      • butters77 Nieoczywiste oczywistości 04.01.11, 09:22
                        sylwiastka napisała:
                        > No i doskonale, że odnalazłaś wspaniałego partnera i żyjesz w satysfakcjonujący
                        > m cię związku. Jednak to nie jest jedyny, obowiązujący i dający wszystkim wiecz
                        > ną szczęśliwość model. (...) A to nie jest dyskusja mająca na celu
                        > gradację różnych form związków.

                        O, bardzo celnie powiedziane. Przypomina mi się zabawa z czasów samorządu szkolnego, kiedy dwie drużyny miały z grupy fikcyjnych postaci wybrać osobę, która najlepiej nadawałaby się na towarzysza biwaku w górach. Wśród tych postaci do wyboru były różne typy: od odważnego lidera, poprzez bardzo zaradną, acz nieśmiałą szarą myszkę, aż po pogodnego żartownisia, który nie miał specjalnych umiejętności, ale wszystkim poprawiał humor.

                        Konkurencja polegała pozornie na tym, by przeforsować swoją opcję - czyli przekonać wszystkich zgromadzonych, że wybrana przez drużynę osoba jest realnie "najlepszym towarzyszem podróży". W istocie jednak zabawę wygrywała ta drużyna, która jako pierwsza doszła do wniosku: "Przecież nie ma osoby, która OBIEKTYWNIE pasowałaby wszystkim. U Was może brakować lidera, u nas - dowcipnisia z dystansem do trudnych sytuacji":-) Wniosek niby oczywisty, a jednak wcale nie tak szybko pojawiał się wśród współzawodniczących drużyn ;-)

                        Podobnie jest w tym wątku. Jestem w stanie uwierzyć, że istnieją szczęśliwe związki, gdzie mąż przez lata pomagał kobiecie w depilacji wąsów (znam taki przykład z 30-letnim stażem - radzi sobie świetnie:-), jak i - że świetnie funkcjonują takie, w których priorytetem jest tajemniczość i nieodsłanianie wszystkich kart. I dobrze - mamy tak różne potrzeby i charaktery, że... że zróżnicowanie kombinacji obwodów i miseczek to przy tym pikuś ;-)
                      • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 04.01.11, 12:43
                        sylwiastka napisała:

                        >Ty natomiast z wymiany opinii czynisz prz
                        > eciąganie liny, pragnąc podkreślić, że twoje jest lepsze. A to nie jest dyskusj
                        > a mająca na celu gradację różnych form związków.
                        > czy sztuka wymiany poglądów, bez ich narzucania czy wartościowania jest naprawd
                        > ę na offtopach niemożliwa?

                        Jeżeli za niesłychanie ważne uważasz (i innym w tym wątku też) możliwość wybrania swojego własnego modelu na związek, to zostaw mi też proszę prawo do prowadzenia dyskusji w mój sposób. Nie ma bowiem jedynego słusznego sposobu dyskutowania, argumentowania i trzymania dystansu do wypowiedzi przeciwnika. Uważam się nawet za pożyteczną osobę w takich dyskusjach, bo prowokuję i budzę tym u jednych wątpliowości, a u innych opór i samopotwierdzenie. Od harmonicznego przytakiwania są inni. A ta odwieczna metaanaliza, co ktoś powiedział, czego nie powinien, czego mu absolutnie nie wolno i to pouczające: "właściwie jestem twojego zdania, ale forma nie taka", bardzo mnie już mierzi. Nie mam też problemu w stwierdzeniu, że mój sposób na związek uważam za lepszy. Dam głowę, że jul-kaa swój też. Bez oceny się nie da, nawet gdybyśmy się wyprasowały na gładko żelazkiem.
                        • dorotaifilip Pierwszalitero 04.01.11, 13:19
                          Jeżeli za niesłychanie ważne uważasz (i innym w tym wątku też) możliwość wybran
                          > ia swojego własnego modelu na związek, to zostaw mi też proszę prawo do prowadz
                          > enia dyskusji w mój sposób. Nie ma bowiem jedynego słusznego sposobu dyskutowan
                          > ia, argumentowania i trzymania dystansu do wypowiedzi przeciwnika. Uważam się n
                          > awet za pożyteczną osobę w takich dyskusjach, bo prowokuję i budzę tym u jedny
                          > ch wątpliowości, a u innych opór i samopotwierdzenie.

                          Pierwszalieto, dla mnie Twój sposób dyskusji jest agresywny i dlatego tak często stanowi czynnik zapalający inne dyskutujące, polemizujące z Tobą osoby. Pomiedzy agresją a przytakiwaniem czyli uległością jest jeszcze ten słynny złoty środek czyli asertywność, na przykład mówienie od siebie typu " ja tak uważam, takie jest moje zdanie". Już Ci to ktoś wyżej w tym wątku napisał. To nie o formę pisania, polemizowanai chodzi, a o emocjonalny odbiór Twojego przekazu. Aż tak wiele osób się myli? ;) A może po prostu lubisz konfrontację i agresję ( typu "ja tak uważam, a jeśli nie zgadzasz sie ze mną, to już twój problem")?
                          dorota
                          • pierwszalitera Re: Pierwszalitero 04.01.11, 13:56
                            dorotaifilip napisała:

                            > Pierwszalieto, dla mnie Twój sposób dyskusji jest agresywny i dlatego tak częst
                            > o stanowi czynnik zapalający inne dyskutujące, polemizujące z Tobą osoby.

                            dorotaifilip, kodeks prawny przewiduje jakieś kary za naruszenie twojego czujnika agresji? Nie, nie mam ciągot do podporządkowywania się woli większości i nie chodzi mi też o przeciągnięcie na moją stronę masy. I zresztą, co różnica jaką mam motywację? Chcesz może bym zaczęła się wstydzić mojego zachowania? ;-) A może porozmawiamy teraz o tobie? Nie przypominam sobie byśmy rozmawiały ze sobą na konkretny temat, ale wiem, że mnie już osobiście atakowałaś. Zdradzisz mi, dlaczego to robisz?

                        • kok.12 Re: Priorytety w związku 04.01.11, 22:07
                          pierwszalitera napisała:

                          > Uważam się nawet za pożyteczną osobę w takich dyskusjach, bo prowokuję i budzę tym u jednych wątpliowości, a u innych opór i samopotwierdzenie. Od harmonicznego przytaki
                          > wania są inni.

                          Pierwaszalietero, uważasz się chyba za drugiego Sokratesa. Ale pamiętaj, że jemu przyświecało przekonanie, iż ostatecznie nic nie wie.
                          Tak, to było złośliwe.
                    • kotwtrampkach Re: Priorytety w związku 04.01.11, 09:43
                      pierwszalitera napisała:

                      > A od większości kobiet w tym wątku jestem sporo starsza.

                      hihi, babciu pierwszalitoro :):):)
                    • jul-kaa Re: Priorytety w związku 04.01.11, 10:40
                      pierwszalitera napisała:
                      > być może problem polega fak
                      > tycznie na tym, że żyjemy w innych światach.

                      Mamy też inne priorytety, inne oczekiwania, inne ambicje. Fajnie, że też to dostrzegasz.
                      Ludzie są różni (jak banalnie by to nie brzmiało) i mają różne recepty na szczęście.
                      amen!
                    • origami_21 Re: Priorytety w związku 04.01.11, 16:37
                      Nie
                      > wiem, czy moja pragmatyczna ostrożność nie jest jednak lepsza. A od większośc
                      > i kobiet w tym wątku jestem sporo starsza.

                      Ode mnie jesteś bardzo niewiele starsza. Pomijając moje podejście do spraw dystansu i tajemniczości, mam wrażenie, że Twoja ostrożność jest podszyta obawą, że pozwalając sobie na pewien luz, mogłabyś stracić na atrakcyjności w oczach swojego faceta.
                      • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 04.01.11, 16:50
                        origami_21 napisała:

                        > Pomijając moje podejście do spraw dyst
                        > ansu i tajemniczości, mam wrażenie, że Twoja ostrożność jest podszyta obawą, że
                        > pozwalając sobie na pewien luz, mogłabyś stracić na atrakcyjności w oczach swo
                        > jego faceta.

                        Ależ oczywiście! Nawet tego nie ukrywam. Czyż wszystkie nie chcemy pozostać atrakcyjne dla naszych (i nie tylko naszych) facetów? Tylko, że dla mnie ta atrakcyjność (nie mylić z urodą) nie bierze się z powietrza. To, że facet się we mnie raz zakochał i zdecydował się spędzić ze mną resztę życia nie gwarantuje mi niczego na wieczność. A tą świeżość chcę zachować sobie na dłużej, bo nie widzę powodu, dla którego trzeba by było z tego rezygnować, by uzyskać jakąś intymną głębię, która moim zdaniem też powstaje z innych rzeczy, a nie z tego, że mąż widzi mnie w papilotach.
                        • origami_21 Re: Priorytety w związku 04.01.11, 17:24
                          To, że facet się we mni
                          > e raz zakochał i zdecydował się spędzić ze mną resztę życia nie gwarantuje mi n
                          > iczego na wieczność.

                          Tu się z Tobą zgadzam i rozumiem mechanizm, który ma zwiększyć sznse na atrakcyjność fizyczną. Jednak rozumiem również kobiety, które ponad tę atrakcyjność, czy też pomimo niej cenią sobie poczucie bezpieczeństwa i swobodę. Statystycznie możesz mieć rację, twierdząc, że tajemniczość utrzymuje wyższą temperaturę erotyczną w związku, natomiast w żaden sposób owa statystyka nie przekłada się na indywidualne budowanie modelu związku. Także Twoje (wieloletnie) doświadczenia nie mają żadnego wpływu na relacje istniejące między innymi ludźmi.
                          Być może Twoje obawy dla niektórych kobiet są obce, bo nie zdają sobie sprawy z potencjalnych zagrożeń nadmiernej bliskości. A być może zdają sobie sprawę, ale wolą zaryzykować, bo cenniejsze są inne cechy związku.

                          Podsumowując: chodzi o to, że Twoje postępowanie jest najlepsze (prawdopodobnie) dla Ciebie, ale już niekoniecznie dla kogoś innego i podpieranie się wiekiem czy długością związku nie jest dobrym argumentem.
                          • slotna Re: Priorytety w związku 04.01.11, 21:50
                            > Tu się z Tobą zgadzam i rozumiem mechanizm, który ma zwiększyć sznse na atrakcy
                            > jność fizyczną. Jednak rozumiem również kobiety, które ponad tę atrakcyjność, c
                            > zy też pomimo niej cenią sobie poczucie bezpieczeństwa i swobodę.

                            Swobode rozumiem, ale poczucie bezpieczenstwa? Ja bym sie bezpieczniej w zwiazku czula wiedzac, ze robie ile moge, zeby nie stracic atrakcyjnosci, a nie odwrotnie.
                            • jezymka Re: Priorytety w związku 04.01.11, 23:37
                              To ja rozumiem poczucie bezpieczeństwa zupełnie inaczej. Bo dla mnie to jest świadomość, że nie muszę się zmieniać, wiecznie pilnować i bać się, że mój facet zawsze może znaleźć sobie kogoś lepszego. Gdybym cały czas myślała o tym, jak jeszcze mogę się "ulepszyć", żeby go mocniej do siebie przyciągnąć, to nie dałabym sobie rady i w końcu stwierdziłabym, że taki związek mnie męczy.
                              • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 00:33
                                jezymka napisała:
                                > To ja rozumiem poczucie bezpieczeństwa zupełnie inaczej. Bo dla mnie to jest św
                                > iadomość, że nie muszę się zmieniać, wiecznie pilnować i bać się, że mój facet
                                > zawsze może znaleźć sobie kogoś lepszego.

                                To jest chyba kluczowa kwestia.
                                • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 01:35
                                  jul-kaa napisała:

                                  > To jest chyba kluczowa kwestia.

                                  To nie jest kluczowa kwestia. Prawdopodobieństwo bowiem, że zostanę przez mojego męża porzucona dla innej kobiety, jak takie samo, jak to, że twój straci głowę dla jakiejś laski. Różnica między nami jest tylko taka, że ja dopuszczam do siebie myśl, że ludzi idealnych nie ma i wiem, że niejedna arogantka przejechała się na kochającym misiu, dlatego wolę aktywnie dbać o swoje szczęście.
                              • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 01:25
                                jezymka napisała:

                                > To ja rozumiem poczucie bezpieczeństwa zupełnie inaczej. Bo dla mnie to jest św
                                > iadomość, że nie muszę się zmieniać, wiecznie pilnować i bać się, że mój facet
                                > zawsze może znaleźć sobie kogoś lepszego. Gdybym cały czas myślała o tym, jak j
                                > eszcze mogę się "ulepszyć", żeby go mocniej do siebie przyciągnąć, to nie dałab
                                > ym sobie rady i w końcu stwierdziłabym, że taki związek mnie męczy.

                                Ja nie boję się, że mój facet znajdzie sobie kogoś innego, nie wiem skąd przyszło ci coś takiego do głowy? Nie podobałoby mi się jednak, gdybym przestała być dla niego erotycznie atrakcyjna. Pewno by mnie nie opuścił, bo łączy nas oprócz seksu bardzo dużo, ale byłoby mi z tego powodu smutno, bo chcę by w moim małżeństwie niczego nie brakowało. Mój partner jest dla mnie na tyle atrakcyjny i ważny, że uważam za stosowne, by ciągle się o niego starać. On stara się też o mnie, dlaczego ja miałabym siadać na laurach i uważać go za zdobytego raz na zawsze? Przyjaźnimy się, akceptujemy, służymy wsparciem i utrzymujemy też erotykę. To uprzejmnia nam obojgu związek i sprawia właśnie, że czujemy się oboje bezpiecznie, bo pokazujemy ciągle, że obojgu nam na sobie zależy. Traktujesz swojego faceta jako niewolnika na zawsze, a jak się nie podoba to spadaj kolego? Prawdopodobnie nie wiesz więc nic o miłości i piszesz tylko frazesy.
                                • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 08:59

                                  >Traktujesz swojeg
                                  > o faceta jako niewolnika na zawsze, a jak się nie podoba to spadaj kolego? Praw
                                  > dopodobnie nie wiesz więc nic o miłości i piszesz tylko frazesy.
                                  Skoro tak to widzisz i nie dopuszczasz do siebie myśli, że ktoś może mieć inny sposób na związek... Nigdzie nie napisałam, że żadne z nas nie stara się być atrakcyjne. Nigdzie też nie napisałam, że mówię facetowi absolutnie o wszystkim. Ale świadomość, że MOGĘ mu powiedzieć, że MOGĘ przed nim odsłonić każdą kartę i nie muszę się martwić, że coś na tym stracę - to jest właśnie moje poczucie bezpieczeństwa. My po prostu ze sobą rozmawiamy. Jeżeli cokolwiek nam się nie podoba, wyjaśniamy to od razu. Nie ma takiej możliwości, żeby którekolwiek z nas chowało w sobie urazę czy wstręt do drugiej strony przez lata, bo po prostu od razu byśmy sobie to powiedzieli. I nie wzbudzisz we mnie niepewności co do tego, bo ja go znam. Brzmi to pewnie naiwnie jak diabli, ale my obydwoje jesteśmy specyficzni. To, co nas łączy, jest całkowicie wyjątkowe. Ot, dobrało się dwoje nudziarzy, którym nie potrzeba nic więcej do szczęścia poza nimi samymi :P

                                  I tak, obydwoje uważamy, że jak się wiązać, to na zawsze. Jesteśmy swoimi "pierwszymi". I wyznajemy zasadę, że w razie problemów staramy się związek ratować, a nie zastanawiać się, czy gdzieś by nam nie było lepiej. Na tym, moim zdaniem, polega instytucja małżeństwa. Nie twierdzę, że na 100% wszystko będzie cacy i razem się zestarzejemy, ale wiem, że musiałoby się pokićkać naprawdę mocno, żeby popsuć taką więź, a obydwoje jesteśmy na tyle mądrzy, żeby się starać do tego nie dopuścić. I na tym właśnie polega dla mnie miłość.

                                  >Mój partner jest dla mnie na tyle atrakcyjny i
                                  > ważny, że uważam za stosowne, by ciągle się o niego starać.
                                  A skąd pomysł, że ja się w ogóle nie staram? Tylko, że dla mnie to staranie powinno być przede wszystkim na gruncie uczuciowym. Dbam o niego, rozumiem go, wiem, co lubi. I właśnie z tego powodu nie mam zamiaru stosować się do porad z babskich pisemek ("nie pokazuj mu się przy goleniu nóg", "nigdy mu nie mów, że coś cię boli", "dbaj o siebie, ale niech on tego nie widzi"), bo wiem, że jego by to raczej rozśmieszyło. Jest inny niż typowy misiek laski czytającej Cosmo. Ja też jestem inna niż laski czytające Cosmo. Razem tworzymy szczęśliwy związek, choć w kolorowych magazynach nigdy nas nie pokażą. I co? Mamy się pochlastać z tego powodu, że żyjemy inaczej i jest nam razem dobrze?
                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 13:37
                                    jezymka napisała:

                                    > Ale świadomość, że MOGĘ mu powiedzieć, że MOGĘ przed nim odsłonić każdą kartę i
                                    > nie muszę się martwić, że coś na tym stracę - to jest właśnie moje poczucie be
                                    > zpieczeństwa.

                                    Ależ ja też MOGĘ, ale NIE CHCĘ. Nie widzisz różnicy?


                                    > A skąd pomysł, że ja się w ogóle nie staram? Tylko, że dla mnie to staranie pow
                                    > inno być przede wszystkim na gruncie uczuciowym.

                                    No to daj mi przykład, jak ty się starasz o partnera na tym sławetnym gruncie uczuciowym. Sorry, ale zmieniając podpaskę mówisz mu, że kochasz? ;-)


                                    v Jest inny niż typowy misiek laski czytającej Cosmo.


                                    Słonko, ja też nie czytam Cosmo. Coś ci się tu miesza.
                                    • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:15
                                      > No to daj mi przykład, jak ty się starasz o partnera na tym sławetnym gruncie u
                                      > czuciowym. Sorry, ale zmieniając podpaskę mówisz mu, że kochasz? ;-)
                                      Żebyś się mogła ponabijać? Nie, sorry. Podziękuję.
                                      • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:31
                                        jezymka napisała:

                                        > Żebyś się mogła ponabijać? Nie, sorry. Podziękuję.

                                        Wiedziałam, że chodzi o frazesy bez pokrycia. ;-)
                                        • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:38
                                          pierwszalitera napisała:
                                          > Wiedziałam, że chodzi o frazesy bez pokrycia. ;-)

                                          To, że Ty nie masz pomysłu, jak można dbać o mężczyznę inaczej niż tylko poprzez dbanie o własną atrakcyjność, nie znaczy, że takich sposobów nie ma.
                                          • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:44
                                            jezymka napisała:

                                            > To, że Ty nie masz pomysłu, jak można dbać o mężczyznę inaczej niż tylko poprze
                                            > z dbanie o własną atrakcyjność, nie znaczy, że takich sposobów nie ma.

                                            Dlatego o nie pytałam. Ale ty robisz z tego taką tajemnicę, że muszą przyjąć, że nie wiesz o czym piszesz. A może zmusił cię ktoś do tej dyskusji? ;-)
                                            • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:46
                                              pierwszalitera napisała:
                                              > A może zmusił cię ktoś do tej dyskusji? ;-)
                                              Tak, zmusiło mnie moje własne, spętanie i zniewolone ja, niepewne własnej atrakcyjności i nienawidzące pięknych, zadbanych, pewnych siebie kobiet. Zadowolona? ;)
                                              • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:49
                                                jezymka napisała:

                                                > Tak, zmusiło mnie moje własne, spętanie i zniewolone ja, niepewne własnej atrak
                                                > cyjności i nienawidzące pięknych, zadbanych, pewnych siebie kobiet. Zadowolona?
                                                > ;)

                                                A dlaczego masochizm innych kobiet miałby sprawiać mi przyjemność? ;-)
                                          • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:44
                                            > To, że Ty nie masz pomysłu, jak można dbać o mężczyznę inaczej niż tylko poprze
                                            > z dbanie o własną atrakcyjność

                                            Halooo, nie TYLKO, a RÓWNIEŻ, no litości...
                                • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 11:27
                                  pierwszalitera napisała:

                                  > Ja nie boję się, że mój facet znajdzie sobie kogoś innego, nie wiem skąd przysz
                                  > ło ci coś takiego do głowy?

                                  pewnie stąd:

                                  >Ja żyję bowiem z partnerem, który ze względu na sporą atrakcyjność dla kobiet,
                                  > nie musi zadowalać się tym co ma.
                                  • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 11:59
                                    Jula, ale jedno z drugiego nie wynika jakos specjalnie... :)
                                    • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 12:10
                                      Moim zdaniem wynika, podobnie jak z całości wypowiedzi pierwszejlitery. I wg mnie jej pragmatyczna ostrożność właśnie z lęku.
                                      • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 13:06
                                        A moim zdaniem nie do końca, bo zabiegi Litery, z tego co zrozumiałam, służą nie temu, aby rozpaczliwie utrzymywać związek w kupie, tylko żeby, mając ten związek, utrzymać w nim temperaturę, a to chyba jednak trochę co innego :)
                                      • kotwtrampkach Re: Priorytety w związku 05.01.11, 13:09
                                        jul-kaa napisała:

                                        > Moim zdaniem wynika, podobnie jak z całości wypowiedzi pierwszejlitery. I wg mn
                                        > ie jej pragmatyczna ostrożność właśnie z lęku.

                                        A ponieważ pierwszalitera użyła w tej wypowiedzi szesnastu kropek, znaczy ze obawia sie jakiejś szesnastolatki?
                                        :):):):)

                                        przepraszam, nie mogłam się powstrzymać..
                                        jul-kaa, często Twoje poglądy są podobne do moich albo lubię się z Tobą niezgodzić, ale powyższe zdanie przypomniało mi lekcje polskiego za czasów szkolnych i to, jak tłumaczyliśmy polonistce, ze "co autor miał na myśli" jest niespecjalnie dobrym pytaniem..
                                        :-)
                                        • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:10
                                          kotwtrampkach napisała:
                                          > powyższe zdanie przypomniało mi lekcje polskiego za czasów szkolnych i
                                          > to, jak tłumaczyliśmy polonistce, ze "co autor miał na myśli" jest niespecjaln
                                          > ie dobrym pytaniem..

                                          W tym wypadku - nie zgodzę się. Jeśli z czyichś wypowiedzi wyłania się pewien obraz całości, mam chyba prawo podzielić się refleksją na jego temat, nie?
                                          • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:27
                                            jul-kaa napisała:

                                            > W tym wypadku - nie zgodzę się. Jeśli z czyichś wypowiedzi wyłania się pewien o
                                            > braz całości, mam chyba prawo podzielić się refleksją na jego temat, nie?

                                            Ale twój obraz całości jest błędny i nie tylko ja, jak się okazuje, widzę w tym brak logiki. Naciągasz, bo koniecznie chcesz mnie taką zobaczyć. Wielka, arogancka pierwszalitera obawia się, że rzuci ją partner. To byłoby dle ciebie sporą satysfakcją, bo nie może być, by ktoś czuł się tak pewny siebie i swojej atrakcyjności, by nie miał słabego punktu. Wiesz jul-kaa, jak mój facet mnie porzuci, to ja sobie znajdę kogoś nowego, bo nie jestem dzieckiem smutku i fajni faceci się do mnie garną. A jak to wygląda u ciebie?
                                            • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:41
                                              pierwszalitera napisała:
                                              > Wielka, arog
                                              > ancka pierwszalitera obawia się, że rzuci ją partner. To byłoby dle ciebie spor
                                              > ą satysfakcją

                                              Nie, absolutnie by nie było, nie jestem tak podła, by czerpać radość z cudzych niepowodzeń. Powtórzę: nie oceniaj innych swoją miarą.
                                              • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:47
                                                jul-kaa napisała:

                                                > Nie, absolutnie by nie było, nie jestem tak podła, by czerpać radość z cudzych
                                                > niepowodzeń. Powtórzę: nie oceniaj innych swoją miarą.

                                                A ty nie stawiaj się na moralnym piedestale. Na kilometr bije twoja niechęć do mnie. Jesteś całkiem normalnym człowiekiem, z całkiem normalnymi agresjami.
                                                • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:02
                                                  pierwszalitera napisała:

                                                  > A ty nie stawiaj się na moralnym piedestale. Na kilometr bije twoja niechęć do
                                                  > mnie. Jesteś całkiem normalnym człowiekiem, z całkiem normalnymi agresjami.

                                                  Różnimy się jednak tym, że ja pomimo żywionej niechęci nie odczuwam satysfakcji z powodu porażki nielubianej osoby i nie życzę jej źle.
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:25
                                                    jul-kaa napisała:

                                                    > Różnimy się jednak tym, że ja pomimo żywionej niechęci nie odczuwam satysfakcji
                                                    > z powodu porażki nielubianej osoby i nie życzę jej źle.

                                                    Momencik, a gdzie ja ci źle życzyłam? Jesteś pewna, że nie masz lekkiej paranoji w związku z moją osobą? Był czas, że darzyłam cię nawet sympatią, pomimo często odmiennego zdania, bo ja w ustawieniach nie mam ani jednego nicka w zakładce Posty Nieprzyjaciół. Ale kiedy z zasady zaczęłaś trakować każdą moją wypowiedź jako osobisty atak na twoją integrację przestałaś być dla mnie autentyczna. Wydaje mi się, że żyjesz w ciągłym strachu, że zawali ci się światopogląd, jak tylko coś w moich wypowiedziach wyda ci się odrobinę prawdopodobne.
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:31
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Momencik, a gdzie ja ci źle życzyłam?

                                                    Miotasz się, choć dobrze wiesz, ze ja nawiązuję do Twojej supozycji, jakobym miała odczuwać satysfakcję z powodu twojego niepowodzenia. ("Wielka, arogancka pierwszalitera obawia się, że rzuci ją partner. To byłoby dle ciebie sporą satysfakcją")

                                                    Z czego rodzi się pytanie czy to nie jest tak, że to Ty masz paranoję. Pytanie, czy lekką...
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:05
                                                    jul-kaa napisała:

                                                    > Z czego rodzi się pytanie czy to nie jest tak, że to Ty masz paranoję. Pytanie,
                                                    > czy lekką...

                                                    No fakt, prześladuję cię na forum i szukam okazji, by zmieszać z błotem twoją życiową idyllę. Przygotuj się już mentalnie na mój następny cios. ;-)
                              • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 01:31
                                Ale co ma, litości, wyflacznie się z każda czynnoscią przy swoim ciele przed partnerem wspólnego "wieczne ulepszanie się"...? Nie za bardzo widzę związek...
                              • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 13:07
                                > To ja rozumiem poczucie bezpieczeństwa zupełnie inaczej. Bo dla mnie to jest św
                                > iadomość, że nie muszę się zmieniać, wiecznie pilnować i bać się, że mój facet
                                > zawsze może znaleźć sobie kogoś lepszego. Gdybym cały czas myślała o tym, jak j
                                > eszcze mogę się "ulepszyć", żeby go mocniej do siebie przyciągnąć, to nie dałab
                                > ym sobie rady i w końcu stwierdziłabym, że taki związek mnie męczy.

                                Eee, to mnie w ogole nie interesuje poczucie bezpieczenstwa wynikajace z glebokiej wiary i poboznych zyczen ;) Twoj facet dokladnie tak jak moj zawsze moze sobie znalezc kogos lepszego, taki jest fakt i tyle. Zmieniac sie i tak zmieniasz - z wiekiem, z porami roku, z momentem cyklu. Poza tym, kto ci kaze myslec caly czas o tym jak sie ulepszyc? Chodzi o to, zeby nie zgnusniec, bo po co sie starac, skoro misiu tego nie wymaga, misiu mnie kocha taka jaka jestem. Przypuszczam, ze wiekszosc z was nie chodzila na pierwsze randki zupelnie nie zrobiona, staralyscie sie na poczatku zwiazku, wiec sila rzeczy, olewajac te starania wraz ze wzrostem stazu zwiazku, jestescie inne, niz bylyscie. A chodzi tez przeciez o psychike, flirt, utrzymywanie zainteresowania erotycznego - bez tego nie ma zwiazku. A moim zdaniem jest to niewykonalne, kiedy sie czlowiek zapusci. Pamietam, kiedy startowalo forum "Seks w malzenstwie", czytalam je sobie regularnie, duzo czasu nie uplynelo, kiedy zmienilo nazwe na "(Brak) seks(u) w malzenstwie" - bardzo pouczajaca lektura...

                                Fajnie temat zdryfowal, zaczelo sie od ukrywania z zabiegami kosmetycznymi :) Swoja droga, kiedy przeczytalam o puszczaniu bakow, troche mnie przytkalo, bo przeciez z przyjaciolka, ktora zna mnie kilka razy dluzej niz chocby moj obecny, tez sie czuje swobodnie, a jakos nie wyobrazam sobie, zebym mogla przy niej luzacko pierdziec, wiec co dopiero przy facecie, ktory ma czuc do mnie pozadanie.
                                • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 13:38
                                  slotna napisała:

                                  > Twoj facet dokladnie tak jak moj zawsze moze so
                                  > bie znalezc kogos lepszego, taki jest fakt i tyle.
                                  Mam tego świadomość, ale założyliśmy, że nawet, gdyby na horyzoncie pojawił się ktoś, kto wzbudziłby w nas jakieś niebezpieczne emocje, to staralibyśmy się za wszelką cenę do tego nie dopuścić. Obydwoje jesteśmy bardzo odpowiedzialni i zasadniczy, żeby nie powiedzieć, śmiertelnie nudni i niedzisiejsi :P

                                  > Przypuszc
                                  > zam, ze wiekszosc z was nie chodzila na pierwsze randki zupelnie nie zrobiona,
                                  > staralyscie sie na poczatku zwiazku, wiec sila rzeczy, olewajac te starania wra
                                  > z ze wzrostem stazu zwiazku, jestescie inne, niz bylyscie.
                                  Tak, i usłyszałam potem, że to było zupełnie niepotrzebne :P

                                  > A chodzi tez przecie
                                  > z o psychike, flirt, utrzymywanie zainteresowania erotycznego - bez tego nie ma
                                  > zwiazku.
                                  No właśnie zależy. Nie w każdym związku flirt jest potrzebny, my się doskonale bez tego obywamy. Mnie kokieteria odrzuca, zarówno w wersji męskiej, jak i damskiej. Czułabym się śmiesznie i głupio, gdybym próbowała kogokolwiek uwodzić i tak samo żenująco czułabym się, gdyby ktoś mnie w oczywisty sposób podrywał. Uważam, że pozorna obojętność jest znacznie bardziej pociągająca.

                                  Jedynym sensownym wnioskiem płynącym z tego wątku (który się cały czas tutaj przewija) jest taki, że ludzie są różni i związki też są najróżniejsze. I świetnie, bo inaczej ludzie by się pozabijali o najlepsze jednostki :P A tak każdy ma szansę odnaleźć kogoś, kto najbardziej do niego pasuje.
                                  • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 13:46
                                    > Mam tego świadomość, ale założyliśmy, że nawet, gdyby na horyzoncie pojawił się
                                    > ktoś, kto wzbudziłby w nas jakieś niebezpieczne emocje, to staralibyśmy się za
                                    > wszelką cenę do tego nie dopuścić. Obydwoje jesteśmy bardzo odpowiedzialni i z
                                    > asadniczy, żeby nie powiedzieć, śmiertelnie nudni i niedzisiejsi :P

                                    Natomiast gdyby na horyzoncie pojawil sie ktos, kto wzbudzilby we mnie badz moim facecie emocje, oczywiscie wzajemnie wepchnelibysmy sie tym ktosiom w objecia. Ech...

                                    > Tak, i usłyszałam potem, że to było zupełnie niepotrzebne :P

                                    Heh, a ktora z nas tego nie slyszala? No, zglasza sie ktos? :D

                                    > No właśnie zależy. Nie w każdym związku flirt jest potrzebny, my się doskonale
                                    > bez tego obywamy. Mnie kokieteria odrzuca, zarówno w wersji męskiej, jak i dams
                                    > kiej. Czułabym się śmiesznie i głupio, gdybym próbowała kogokolwiek uwodzić i t
                                    > ak samo żenująco czułabym się, gdyby ktoś mnie w oczywisty sposób podrywał. Uwa
                                    > żam, że pozorna obojętność jest znacznie bardziej pociągająca.

                                    Rozumiem. Flirt to rozchylanie nog a la Sharon Stone i oblizywanie jezorem wymalowanych grubo warg.

                                    Nie jestes w stanie zrozumiec, ze mozna miec zdrowy zwiazek oparty na partnerstwie etc. i DO TEGO starac sie wygladac i zachowywac atrakcyjnie?
                                    • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 13:58
                                      > Nie jestes w stanie zrozumiec, ze mozna miec zdrowy zwiazek oparty na partnerst
                                      > wie etc. i DO TEGO starac sie wygladac i zachowywac atrakcyjnie?
                                      Jestem. I nie mówię, że sama jestem totalną fleją, która zanudza faceta dokładnymi opisami swoich problemów gastrycznych. Chciałabym jedynie, by nikt nie wartościował mojego związku na podstawie tego, w jaki sposób o niego dbam. Ale tego najwyraźniej nie da się uniknąć.
                                    • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:03
                                      slotna napisała:
                                      > Nie jestes w stanie zrozumiec, ze mozna miec zdrowy zwiazek oparty na partnerst
                                      > wie etc. i DO TEGO starac sie wygladac i zachowywac atrakcyjnie?

                                      A Ty, że odnosimy się do własnych doświadczeń nie negując cudzej odmienności i rożnych potrzeb...?
                                      • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:09
                                        > A Ty, że odnosimy się do własnych doświadczeń nie negując cudzej odmienności i
                                        > rożnych potrzeb...?

                                        Poki co, to ja tu widze sugestie, ze moj zwiazek jest slaby i opiera sie wylacznie na atrakcyjnosci fizycznej, do tego brakuje mi poczucia bezpieczenstwa i musze stawac na glowie, zeby mnie facet nie rzucil.
                                        • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:17
                                          slotna napisała:
                                          > Poki co, to ja tu widze sugestie, ze moj zwiazek jest slaby i opiera sie wylacz
                                          > nie na atrakcyjnosci fizycznej, do tego brakuje mi poczucia bezpieczenstwa i mu
                                          > sze stawac na glowie, zeby mnie facet nie rzucil.

                                          jejuśku, nie wiedziałam, ze Ty i pierwszalitera to ta sama osoba! Nieładnie tak spod dwóch nicków pisać chyba, co?
                                          • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:24
                                            > jejuśku, nie wiedziałam, ze Ty i pierwszalitera to ta sama osoba! Nieładnie tak
                                            > spod dwóch nicków pisać chyba, co?

                                            Oho, skonczyly sie argumenty, lecimy glupawa zlosliwoscia. I po co?
                                            • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:28
                                              Dla zabawy, nie traktuj forum zbyt poważnie :) Rozbawiło mnie po prostu to, ze tak bierzesz do siebie sformułowania skierowane stanowczo NIE do Ciebie :)

                                              Piszesz o swoim facecie "obecny". Dla mnie to istotna informacja. Teraz jest takie sformułowanie nawet "partner odcinka życia". Mnie filozofia "obecnego" partnera jest całkowicie obca.
                                              (wiem, wiem, ze zaraz padną słowa o naiwności)
                                              • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:35
                                                > Piszesz o swoim facecie "obecny". Dla mnie to istotna informacja. Teraz jest ta
                                                > kie sformułowanie nawet "partner odcinka życia". Mnie filozofia "obecnego" part
                                                > nera jest całkowicie obca.
                                                > (wiem, wiem, ze zaraz padną słowa o naiwności)
                                                Nie jesteś jedyna :) Nigdy nie rozumiałam idei wiązania się na chwilę, bo może coś fajnego z tego wyniknie. Wóz albo przewóz. Albo mężczyzna mi odpowiada i zamierzam z nim zbudować całą moją przyszłość (i tego samego wymagam od niego), albo się pożegnamy. Grunt to ustalić to na początku. I wbrew temu, co pisała pierwszalitera, to jest w pewnym sensie umowa handlowa :P
                                                • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:42
                                                  jezymka napisała:

                                                  Grunt to ustalić to na początku. I wbrew temu, co pisała pie
                                                  > rwszalitera, to jest w pewnym sensie umowa handlowa :P

                                                  Z której można się wycofać, albo ją zerwać. Jak każdą umowę. Nie jest to za darmo, coś tam zawsze kosztuje, ale dla wielu ta cena była niższa od wartości dalszego życia. ;-) Nie życzę ci tego wcale, ja się tylko pytam, skąd ta pewność, że się uda?
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:52
                                                    Gdzieś już wyżej pisałam, że nie mam stuprocentowej pewności, że nic nam się nie stanie (a na marginesie, jestem potworną pesymistką i staram się wszystkie niekorzystne sytuacje zawczasu przewidywać, żeby nie dać się im zaskoczyć). Wszystko się może zdarzyć. Wiem jedynie, że obydwoje mamy znacznie mniejsze skłonności do ulegania chwili, obydwoje jesteśmy bardziej racjonalni i uczuciowo stabilni niż ludzie, których znam. Gdyby coś zaczęło się psuć, żadne z nas nie trzymałoby tego w sobie, bo po prostu nie dałoby rady i musiało to z siebie wyrzucić. Problemy rozwiązujemy na bieżąco. Nie zdajesz sobie sprawy, jak ciężko nam jest utrzymać w tajemnicy świąteczne prezenty, żeby nie czuć się głupio i nieszczerze ;)
                                              • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:37
                                                ul-kaa napisała:

                                                > Dla zabawy, nie traktuj forum zbyt poważnie :) Rozbawiło mnie po prostu to, ze
                                                > tak bierzesz do siebie sformułowania skierowane stanowczo NIE do Ciebie :)

                                                No, no, ktoś podziela poglądy pierwszejlitery, to musi być dla ciebie traumatyczne. Wrogowi wyrastają nowe macki. ;-) Najlepiej obrócić więc wszystko w żart i udawać, że nie zaczepialiśmy. ;-)
                                              • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:39
                                                > Piszesz o swoim facecie "obecny". Dla mnie to istotna informacja. Teraz jest ta
                                                > kie sformułowanie nawet "partner odcinka życia".

                                                Teraz to sie, Jula, czepiasz słówek.
                                                • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:42
                                                  madzioreck napisała:
                                                  > Teraz to sie, Jula, czepiasz słówek.

                                                  Dlaczego tak sądzisz? Wiele osób będąc w związku nie traktuje go jako "na całe życie". Nie spotkałaś się z taką postawą?
                                                  • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:46
                                                    > Dlaczego tak sądzisz? Wiele osób będąc w związku nie traktuje go jako "na całe
                                                    > życie". Nie spotkałaś się z taką postawą?

                                                    Oczywiście, ze się spotkałam, ale nie wiem, jak na podstawie jednego zdania można wysnuć wniosek, że Slotna tak właśnie traktuje swój związek...? Może po prostu zdaje sobie sprawe, ze zamiar a jego realizacja to diwe różne rzeczy.
                                              • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:47
                                                > Dla zabawy, nie traktuj forum zbyt poważnie :) Rozbawiło mnie po prostu to, ze
                                                > tak bierzesz do siebie sformułowania skierowane stanowczo NIE do Ciebie :)

                                                A ty sie nie zachowuj protekcjonalnie. Nie rozbawilo cie, tylko zirytowalo, twoja uwaga byla czysto zlosliwa i dobrze o tym wiesz. Sformulowania byly primo ogolne, secundo nawet jesli pisane do pierwszejlitery, to nie ma znaczenia - chodzi o model zwiazku, ktory w tym konkretnym aspekcie jest rowniez moim. Gdyby napisala forumce X dajmy na to, ze maz jej nie moze kochac, bo jest gruba, zaraz bys mi odpisala, co o tym myslisz, nie?

                                                > Piszesz o swoim facecie "obecny". Dla mnie to istotna informacja. Teraz jest ta
                                                > kie sformułowanie nawet "partner odcinka życia". Mnie filozofia "obecnego" part
                                                > nera jest całkowicie obca.
                                                > (wiem, wiem, ze zaraz padną słowa o naiwności)

                                                Nie o naiwnosci, tylko o dziwacznej nadinterpretacji. Obecny w odroznieniu od _poprzedniego_ (jednego, bo poza OBECNYM ;) bylam jeszcze tylko w jednym zwiazku, z ktorego doswiadczenie nadaje sie do przytoczenia w dyskusji).
                                                • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:29
                                                  slotna napisała:
                                                  > Nie o naiwnosci, tylko o dziwacznej nadinterpretacji. Obecny w odroznieniu od _
                                                  > poprzedniego_ (jednego, bo poza OBECNYM ;) bylam jeszcze tylko w jednym zwiazku
                                                  > , z ktorego doswiadczenie nadaje sie do przytoczenia w dyskusji).

                                                  To juz rozumiem, skąd nieporozumienie. Dla mnie oczywistym jest, że pisząc o swoim facecie, piszę o obecnym. Pisząc o _poprzednim_ dodałabym określenie, pisanie o obecnym tego moim zdnaiem nie wymaga.
                                                  • wodadobra Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:42
                                                    Dlaczego? Przecież rozmowa dotyczy tak szerokiego spektrum zachowań (między innymi rozstań z jakiegoś powodu), że przytaczanie doświadczeń z poprzednich związków może wiele wnieść do dyskusji.
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:45
                                                    wodadobra napisała:

                                                    > Dlaczego? Przecież rozmowa dotyczy tak szerokiego spektrum zachowań (między inn
                                                    > ymi rozstań z jakiegoś powodu), że przytaczanie doświadczeń z poprzednich związ
                                                    > ków może wiele wnieść do dyskusji.

                                                    Nie o to chodzi. Chodzi o to, że pisząc "mój facet" mam na myśli obecnego, a pisząc "mój były" myślę o poprzednim.
                                                  • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:55
                                                    > Nie o to chodzi. Chodzi o to, że pisząc "mój facet" mam na myśli obecnego, a pi
                                                    > sząc "mój były" myślę o poprzednim.

                                                    No to Ty. Wszyscy muszą tak samo, jak Ty? :)
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:00
                                                    madzioreck napisała:
                                                    > No to Ty. Wszyscy muszą tak samo, jak Ty? :)

                                                    Madzia...
                                                  • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:07
                                                    > Madzia...

                                                    Julka... :)
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:11
                                                    madzioreck napisała:

                                                    > > Madzia...
                                                    >
                                                    > Julka... :)

                                                    Ach, jak słodko. Julka chce znowu być słodkim psiaczkiem i daje się pogłaskać. ;-)))
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:20
                                                    O, wchodzimy na poziom żenujący?
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:51
                                                    jul-kaa napisała:

                                                    > O, wchodzimy na poziom żenujący?

                                                    Żenujące? Bo przypominam, jak chętnie korzystasz z roli słabej ofiary? Sama przyznałaś, że właśnie na tym polega twoja atrakcyjność, więc skoro w związku funkcjonuje, dlaczego nie stosować tej metody poza nim?
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:21
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Żenujące? Bo przypominam, jak chętnie korzystasz z roli słabej ofiary? Sama prz
                                                    > yznałaś, że właśnie na tym polega twoja atrakcyjność

                                                    W którym miejscu? jakiś cytat?
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:33
                                                    jul-kaa napisała:

                                                    > W którym miejscu? jakiś cytat?

                                                    Proszę bardzo:
                                                    "Poznałam mojego męża w dość trudnym dla mnie momencie, na zdrowy rozum powinien był trzymać się wtedy ode mnie z daleka ;)"
                                                    Skoro sama nie znajdujesz w sobie pozytywnych atrybutów, to jak myślisz, co go do ciebie przyciągnęło?
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:37
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Proszę bardzo:
                                                    > "Poznałam mojego męża w dość trudnym dla mnie momencie, na zdrowy rozum powinie
                                                    > n był trzymać się wtedy ode mnie z daleka ;)"

                                                    I z tego wyciągasz wniosek, ze korzystam z roli słabej ofiary? Świetny z Ciebie specjalista muszę przyznać.
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:45
                                                    jul-kaa napisała:
                                                    > I z tego wyciągasz wniosek, ze korzystam z roli słabej ofiary? Świetny z Ciebie
                                                    > specjalista muszę przyznać.

                                                    No poczekaj, to jak to było?
                                                    "Jeśli z czyichś wypowiedzi wyłania się pewien obraz całości, mam chyba prawo podzielić się refleksją na jego temat, nie?"
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:55
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > No poczekaj, to jak to było?
                                                    > "Jeśli z czyichś wypowiedzi wyłania się pewien obraz całości, mam chyba prawo p
                                                    > odzielić się refleksją na jego temat, nie?"

                                                    Ale Twój obraz całości jest błędny. Naciągasz, bo koniecznie chcesz mnie taką przedstawić. Mała Juleczka kreująca się na pokrzywdzoną, wiecznie odgrywająca rolę ofiary. Itd.
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:07
                                                    jul-kaa napisała:

                                                    > Ale Twój obraz całości jest błędny. Naciągasz, bo koniecznie chcesz mnie taką p
                                                    > rzedstawić. Mała Juleczka kreująca się na pokrzywdzoną, wiecznie odgrywająca ro
                                                    > lę ofiary. Itd.

                                                    Jestem prawdziwie rozczarowana, bo liczyłam na dobry przykład osoby, która napisała: "Różnimy się jednak tym, że ja pomimo żywionej niechęci nie odczuwam satysfakcji z powodu porażki nielubianej osoby". A teraz używasz mojej broni. No jak to tak?
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:10
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Jestem prawdziwie rozczarowana, bo liczyłam na dobry przykład osoby, która napi
                                                    > sała: "Różnimy się jednak tym, że ja pomimo żywionej niechęci nie odczuwam saty
                                                    > sfakcji z powodu porażki nielubianej osoby". A teraz używasz mojej broni. No ja
                                                    > k to tak?

                                                    Poniosłaś jakąś porażkę? Jeśli tak, to bardzo mi przykro i szczerze Ci współczuję.
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:15
                                                    jul-kaa napisała:

                                                    > Poniosłaś jakąś porażkę? Jeśli tak, to bardzo mi przykro i szczerze Ci współczu
                                                    > ję.

                                                    Bardzo dziękuję za empatię. Leżę na łopatkach i oblizuję rany. Jak tam twoje zdrowie? Jakaś poprawa? ;-)
                                                  • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:48
                                                    > Dlaczego? Przecież rozmowa dotyczy tak szerokiego spektrum zachowań (między inn
                                                    > ymi rozstań z jakiegoś powodu), że przytaczanie doświadczeń z poprzednich związ
                                                    > ków może wiele wnieść do dyskusji.

                                                    Zaklinanie rzeczywistosci, jak przypuszczam - poprzedni tez byl przeciez kiedys tym jednym jedynym ;)
                                                  • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:46
                                                    > To juz rozumiem, skąd nieporozumienie. Dla mnie oczywistym jest, że pisząc o sw
                                                    > oim facecie, piszę o obecnym. Pisząc o _poprzednim_ dodałabym określenie, pisan
                                                    > ie o obecnym tego moim zdnaiem nie wymaga.

                                                    A pisalas w ogole o poprzednich? Bo ja owszem, na tym forum wielokrotnie. Jesli pisalas tylko o swoim mezu, to dziwnym nie jest.
                                              • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:47
                                                jul-kaa napisała:

                                                > Dla zabawy, nie traktuj forum zbyt poważnie :)

                                                No tego nie skomentuję... :)
                                          • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:03
                                            jul-kaa napisała:

                                            > slotna napisała:
                                            > > Poki co, to ja tu widze sugestie, ze moj zwiazek jest slaby i opiera sie
                                            > wylacz
                                            > > nie na atrakcyjnosci fizycznej, do tego brakuje mi poczucia bezpieczenstw
                                            > a i mu
                                            > > sze stawac na glowie, zeby mnie facet nie rzucil.
                                            >
                                            > jejuśku, nie wiedziałam, ze Ty i pierwszalitera to ta sama osoba! Nieładnie tak
                                            > spod dwóch nicków pisać chyba, co?

                                            Jula, jesli Slotna preferuje taki sam lub podobny typ związku co Litera, to chyba jasne, że wypowiedzi oceniające związek Litery odnosi również do swojego.
                                            • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:25
                                              madzioreck napisała:
                                              > Jula, jesli Slotna preferuje taki sam lub podobny typ związku co Litera, to chy
                                              > ba jasne, że wypowiedzi oceniające związek Litery odnosi również do swojego.

                                              Rozumiem mechanizm, ale tym razem wydaje mi się, że to niesłuszne odniesienie. Ja nawiązywałam do całości obrazu, także np. do tego, co wspomniała maith.
                                    • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:03
                                      > Nie jestes w stanie zrozumiec, ze mozna miec zdrowy zwiazek oparty na partnerst
                                      > wie etc. i DO TEGO starac sie wygladac i zachowywac atrakcyjnie?
                                      >

                                      Myśle, że Jezymka to rozumie, ale w jej związku uwaza za niepotrzebne. Z drugiej strony, jak ma się głupawo czuć, flirtując i uwodząc, to na koniec jej ten facet przez to zbrzydnie, zmuszanie się też nie jest takie znów temperaturo-twórcze :) Tymbardziej, jeśli nie odczuwa się takiej potrzeby, ważne że im jest dobrze :)
                                    • zarin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:01
                                      > Nie jestes w stanie zrozumiec, ze mozna miec zdrowy zwiazek oparty na partnerst
                                      > wie etc. i DO TEGO starac sie wygladac i zachowywac atrakcyjnie?

                                      Ale przecież mówimy właśnie m.in. o czynnościach, które podtrzymują atrakcyjność - depilacja, maseczki etc. Ja osobiście chcę, żeby druga strona wiedziała, ile to wszystko kosztuje zachodu, wysiłku, a nawet bólu i że taki stan nie przychodzi naturalnie.
                                      Tutaj to może być abstrakcja, ale chociażby na forum, o którym pisałaś widziałam historie, że pani woskuje sobie owłosienie łonowe i unika seksu z facetem w czasie, kiedy włoski odrastają do odpowiedniej długości.
                                      Swoją drogą to forum to momentami koszmarek, jakoś w realu jako żywo nie spotykam takich facetów.

                                      Mnie chodzi jeszcze o to, że to nie jest tak, że atrakcyjność nie jest ważna, tylko że niekoniecznie niektóre czynności tę atrakcyjność przekreślają. I nie mówię z pozycji "miłość wszystko wybaczy", bo seks bez miłości też nie jest mi obcy. I nigdy to, że mam fizjologię nie przekreślało zachwytu partnerów :).
                                      Inna sprawa, że w moim odczuciu na atrakcyjność seksualną znacznie bardziej wpływa zachowanie w łóżku, a nie wygląd (zwłaszcza jeżeli przez wygląd rozumiemy realizowanie norm kulturowych).

                                      Dodatkowo myślę, że zupełnie inną perspektywę w temacie mają osoby, które nie mają dzieci ani konkretnych planów w tym zakresie oraz nie mają żadnych chorób przewlekłych o umiarkowanie estetycznym przebiegu. Po prostu nawet nie każdy może sobie pozwolić na bycie eteryczną.
                                      • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:05
                                        > Ale przecież mówimy właśnie m.in. o czynnościach, które podtrzymują atrakcyjnoś
                                        > ć - depilacja, maseczki etc. Ja osobiście chcę, żeby druga strona wiedziała, il
                                        > e to wszystko kosztuje zachodu, wysiłku, a nawet bólu i że taki stan nie przych
                                        > odzi naturalnie.

                                        Pisalam o tym w pierwszym moim poscie w tym watku, dalej dyskusja sie jednak przesunela w inna strone.

                                        > Swoją drogą to forum to momentami koszmarek, jakoś w realu jako żywo nie spotyk
                                        > am takich facetów.

                                        Prawdopodobnie spotkalas, tylko nie wiesz, co by pisali na tym forum ;) Ja juz tam praktycznie nie zagladam, bo poziom sie drastycznie obnizyl, ale poczatki byly naprawde ciekawe.
                                        • zarin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:11
                                          Znaczy spotkać z pewnością spotkałam, ale nie doszłam do poziomu rozmawiania o sprawach związkowych ;).
                                      • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:19
                                        > Inna sprawa, że w moim odczuciu na atrakcyjność seksualną znacznie bardziej wpł
                                        > ywa zachowanie w łóżku, a nie wygląd (zwłaszcza jeżeli przez wygląd rozumiemy r
                                        > ealizowanie norm kulturowych).

                                        Odnoszę wrazenie, że zostają pomylone dwie kwestie, a mianowicie: grupie zwolenniczek odrobiny tajemnicy, dbania itd nie chodzi o to, że nogi koniecznie muszą byc ogolone albo głowa koniecznie w lokach, ale JEŚLI już mają być loki i ogolone nogi, to niekoniecznie chca się pokazywać partnerom w wałkach na głowie i w czasie golenia nóg...

                                        Ja osobiście chcę, żeby druga strona wiedziała, il
                                        > e to wszystko kosztuje zachodu, wysiłku, a nawet bólu i że taki stan nie przych
                                        > odzi naturalnie.

                                        Dobra, ale WIDZIEĆ a WIEDZIEĆ to jednak nie to samo ;)

                                        >
                                        > Dodatkowo myślę, że zupełnie inną perspektywę w temacie mają osoby, które nie m
                                        > ają dzieci ani konkretnych planów w tym zakresie

                                        A co ma, że tak spytam, piernik do wiatraka? :)
                                        • zarin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:22
                                          > > Dodatkowo myślę, że zupełnie inną perspektywę w temacie mają osoby, które
                                          > nie m
                                          > > ają dzieci ani konkretnych planów w tym zakresie
                                          >
                                          > A co ma, że tak spytam, piernik do wiatraka? :)

                                          Chodzi o całą fizjologię ciąży, porodu i połogu. I o opiekę nad dzieckiem trochę też, np. sytuacje kiedy rzeczone puszcza na nas pawia.
                                          • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:30
                                            zarin napisała:

                                            > Chodzi o całą fizjologię ciąży, porodu i połogu. I o opiekę nad dzieckiem troch
                                            > ę też, np. sytuacje kiedy rzeczone puszcza na nas pawia.

                                            No sorry, ale to dziecię puszcza pawia na ciebie, czy odwrotnie? Dziecko to dziecko, dorosły człowiek, to dorosły człowiek. Albo nie uczysz dziecięcia korzystania z nocniczka i jedzenia łyżką?
                                          • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:31
                                            > Chodzi o całą fizjologię ciąży, porodu i połogu. I o opiekę nad dzieckiem troch
                                            > ę też, np. sytuacje kiedy rzeczone puszcza na nas pawia.

                                            Chyba o sytuacjach wyjątkowych była już rozmowa ;) Czy fakt, że nie można nic poradzić na dziecko puszczające pawia albo co jeszcze gorszego wyklucza odrobinę tajemnicy w innych dziedzinach? To pewnie też indywidualna sprawa, jedne kobiety po urodzeniu dzieci faktycznie odpuszczają sobie wszystko, dla innych w ogóle te czynności "tajemnicze" nie mają znaczenia, bez względu na dzietnośc/bezdzietność, a innym rzyg dziecia nie przeszkadza w tym, aby nogi depilować jednak samej, w łazience, bo zakładam, że o tym jednak wciąż mówimy :) Albo w poflirtowaniu z własnym meżem, kiedy mały rzygacz zaśnie ;)

                                            Ciągle kilka osób tu stara się wyjaśnić, że nie chodzi o nieuniknioną fizjologię, bo mnie się zdarzyło sprzątać rzyg własnego męza, a jemu się zdarzyło stać nade mną, kiedy ja puszczałam pawia. I co w związku z tym, teraz to już nic nie warto robić dyskretnie/uwodzić/kusić, żeby go zaskoczyć, bo widział, jak rzygam? No bez jaj :)
                                            • zarin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:10
                                              Chodzi mi właśnie o inną perspektywę. Jeśli wyjątek jest codziennością, to perspektywa się zmienia. Jeżeli nie pozwala się facetowi zobaczyć nawet golenia nóg, to można tylko teoretyzować, jak się zachowa w przypadku połogu czy choroby, czy będzie się dla niego nadal obiektem seksualnym. To jest ryzyko, bo ludzie reagują bardzo różnie.
                                              • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:19
                                                zarin napisała:

                                                Jeżeli nie pozwala się facetowi zobaczyć nawet golenia nóg
                                                > , to można tylko teoretyzować, jak się zachowa w przypadku połogu czy choroby,
                                                > czy będzie się dla niego nadal obiektem seksualnym. To jest ryzyko, bo ludzie r
                                                > eagują bardzo różnie.

                                                No właśnie, teoretyzowanie. Najlepiej więc, by pozbyć się jakiegokolwiek ryzyka pokazać na pierwszej randce facetowi pryszcza na pupie, streścić poród naszej siostry, przypominając, że w rodzinie, to wszystkie kobiety przechodzą to tak ciężko i na koniec wyrzygać mu się do rękawa. Jak wytrzyma, to nasz kandydat. ;-)
                                                • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:23
                                                  > No właśnie, teoretyzowanie. Najlepiej więc, by pozbyć się jakiegokolwiek ryzyka
                                                  > pokazać na pierwszej randce facetowi pryszcza na pupie, streścić poród naszej
                                                  > siostry, przypominając, że w rodzinie, to wszystkie kobiety przechodzą to tak
                                                  > ciężko i na koniec wyrzygać mu się do rękawa. Jak wytrzyma, to nasz kandydat.
                                                  > ;-)

                                                  Popłakałam się :D
                                                • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:24
                                                  :DDD
                                                • origami_21 Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:32
                                                  Cudna recepta:)))
                                              • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:28
                                                > Chodzi mi właśnie o inną perspektywę. Jeśli wyjątek jest codziennością, to pers
                                                > pektywa się zmienia. Jeżeli nie pozwala się facetowi zobaczyć nawet golenia nóg
                                                > , to można tylko teoretyzować, jak się zachowa w przypadku połogu czy choroby,
                                                > czy będzie się dla niego nadal obiektem seksualnym. To jest ryzyko, bo ludzie r
                                                > eagują bardzo różnie.

                                                Jest również ryzyko, że sie człowiekowi sufit zawali na głowę albo inny mur. Ale to nie znaczy, ze mamy się sami pchać w okolice budynku grożonego zawaleniem i jeszcze w niego walnać czymś ciężkim.

                                                Między "nie pozwalam za nic oglądać, jak golę nogi" a "wolę robic to dyskretnie, ale nie padam na zawał, jak mi chłop wparuje do łazienki", teżjest spora różnica, ale niektórzy zdają się tego kompletnie nie zauważać i widzieć tylko jedną albo drugą skrajność.
                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:13
                                    jezymka napisała:

                                    > Mam tego świadomość, ale założyliśmy, że nawet, gdyby na horyzoncie pojawił się
                                    > ktoś, kto wzbudziłby w nas jakieś niebezpieczne emocje, to staralibyśmy się za
                                    > wszelką cenę do tego nie dopuścić. Obydwoje jesteśmy bardzo odpowiedzialni i z
                                    > asadniczy, żeby nie powiedzieć, śmiertelnie nudni i niedzisiejsi :P

                                    Acha, cha, cha, cha, cha..... No tak, to pierwszy facet. ;-) Ale ty myślisz może, że te wszystkie rozpadające się związki i małżeństwa, to nie myślały kiedyś poważnie? Przysięgały sobie nawet przed Bogiem i ludźmi, że miłość, wierność, bla, bla, bla. Związek to nie układ handlowy, nie da się umówić na wszystkie ewentualności.


                                    > No właśnie zależy. Nie w każdym związku flirt jest potrzebny, my się doskonale
                                    > bez tego obywamy. Mnie kokieteria odrzuca, zarówno w wersji męskiej, jak i dams
                                    > kiej. Czułabym się śmiesznie i głupio, gdybym próbowała kogokolwiek uwodzić i t
                                    > ak samo żenująco czułabym się, gdyby ktoś mnie w oczywisty sposób podrywał. Uwa
                                    > żam, że pozorna obojętność jest znacznie bardziej pociągająca.

                                    A teraz raz na zawsze. Co ma unikanie sikania przed partnerem z kokieterią? To już raczej sikanie, zmienianie podpasek i puszczanie bąków jest kokieterią - "zobacz mój drogi, jaka jestem naturalna". ;-) W jednym się zgodzę, pozorna obojętność, a raczej neutralność jest tu bardziej pociągająca. I w ogóle nie bardzo rozumiem, o czym piszesz. Insynuujesz tu jakieś dyskotekowe podrywanie, a przecież nikt tu o czymś takim nie pisał. Ja mojego męża poznałam na uniwersytecie i nasze pierwsze rozmowy dotyczyły biologicznych preparatów. Niezbyt ładnie pachnących zresztą, bo chodziło o stare skorupiaki. Super sytuacja na podryw. ;-)
                                    • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:20
                                      > Acha, cha, cha, cha, cha..... No tak, to pierwszy facet. ;-) Ale ty myślisz moż
                                      > e, że te wszystkie rozpadające się związki i małżeństwa, to nie myślały kiedyś
                                      > poważnie? Przysięgały sobie nawet przed Bogiem i ludźmi, że miłość, wierność,
                                      > bla, bla, bla. Związek to nie układ handlowy, nie da się umówić na wszystkie e
                                      > wentualności.

                                      No wlasnie zastanawialam sie w jaki sposob moglabym osiagnac tak absolutna pewnosc, ze moj zwiazek to na zawsze i facet mnie nigdy nie zostawi i doszlam do wniosku, ze po podpisaniu umowy, ze bedzie mi musial w takim razie wyplacic kilka milionow dolarow ;) Tylko nie wiem, czy na takim zwiazku by mi zalezalo ;)
                                    • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:32
                                      > Acha, cha, cha, cha, cha..... No tak, to pierwszy facet. ;-) Ale ty myślisz moż
                                      > e, że te wszystkie rozpadające się związki i małżeństwa, to nie myślały kiedyś
                                      > poważnie? Przysięgały sobie nawet przed Bogiem i ludźmi, że miłość, wierność,
                                      > bla, bla, bla. Związek to nie układ handlowy, nie da się umówić na wszystkie e
                                      > wentualności.
                                      I co, nie znasz absolutnie żadnego trwałego związku między debiutantami? Może to i rzadkość, ale w przyrodzie występuje. Ja jestem pewnie mało ambitna i niewymagająca, ale jak już znalazłam swój kawałek szczęścia, to nie zezuję na inne, mnie ten jeden wystarcza. Choćby po pewnym czasie miał się stać wyleniałym misiem z oderwanym uchem, to i tak będzie lepszy od pluszaka pachnącego nowością (czy też, w przypadku faceta, Calvinem Kleinem czy też innym szefem Hugona ;)). I nie jest to już całkiem świeży związek. Pięć lat to może i nie wieczność, ale znam wiele par wyznających mniej otwarty styl życia, które nie doczekały tych pięciu lat, ani nawet dwóch. Co oczywiście niczego nie dowodzi, poza tym, że jak na razie, nasz system się sprawdza.
                                      Ale rozumiem, że ta dyskusja nie ma sensu, bo Ty z perspektywy dobrej cioci będziesz mi sugerować, że wszystko się kiedyś zmieni.

                                      > A teraz raz na zawsze. Co ma unikanie sikania przed partnerem z kokieterią?
                                      W poście, na który odpowiadałam, slotna pisała, że w każdym związku flirt jest potrzebny. No więc odpowiadam: nie w każdym. Nasz związek nie zaczął się od flirtu, a pociąg fizyczny pojawił się w nim dopiero po tym, jak dobrze się poznaliśmy i zaprzyjaźniliśmy. Żadnych motylków w brzuchu, żadnych iskier i początkowej ekscytacji. To wszystko pojawiło się dopiero wtedy, gdy zaczęliśmy być ze sobą blisko, na wielu płaszczyznach. To, że zazwyczaj jest na odwrót, nie znaczy, że jest to reguła.
                                      • edhelwen Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:55
                                        ech naiwnie miałam nadzieję, że jesteście ze sobą 10-20 lat ;) Mam nadzieję, że tak pozostanie jak jest, i jeszcze tak od siebie dodam, że warto jest walczyć kiedy pojawia się kryzys :)
                                        "znam wiele par wyznających mniej otwarty styl życia, które nie doczekały tych p
                                        > ięciu lat, ani nawet dwóch"
                                        hehe ja dokładnie tak samo :P
                                        • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:26
                                          edhelwen napisała:

                                          > ech naiwnie miałam nadzieję, że jesteście ze sobą 10-20 lat ;)

                                          Aż tak staro w sieci wyglądam? ;)
                                          • edhelwen Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:22
                                            no, nie ;) ale myślałam że po prostu takie wypowiedzi podpierasz dłuższym stażem. Wiesz, ja na tym forum już bym się nie ośmieliła, bo niektórzy tylko czyhają żeby cię sprowadzić do poziomu podłogi ;))
                                            • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:28
                                              > Wiesz, ja na tym forum już bym się nie ośmieliła, bo niektórzy tylko czyhają
                                              > żeby cię sprowadzić do poziomu podłogi ;))
                                              Akurat społeczność lobby to i tak znacznie łagodniejsze i przyjemniejsze w dyskusji towarzystwo niż większość znanych mi internetowych grup :) Myślę, że żadna z osób wypowiadających się w tym wątku nie ma jakichś brzydkich intencji, w dyskusji wszak chodzi o ścieranie się poglądów. Dopóki nikt mi do łóżka zaglądał nie będzie, dopóty jest ok :)
                                              • edhelwen Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:31
                                                teoretycznie owszem... ale jak wiesz, że może cię spotkać coś nieprzyjemnego, to po co się narażać ;)
                                                • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:41
                                                  edhelwen napisała:

                                                  > teoretycznie owszem... ale jak wiesz, że może cię spotkać coś nieprzyjemnego, t
                                                  > o po co się narażać ;)

                                                  No, nie narażaj się edhelwen, bo ja tylko czyham. ;-)))
                                              • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 19:13
                                                > Akurat społeczność lobby to i tak znacznie łagodniejsze i przyjemniejsze w dysk
                                                > usji towarzystwo niż większość znanych mi internetowych grup :) Myślę, że żadna
                                                > z osób wypowiadających się w tym wątku nie ma jakichś brzydkich intencji, w dy
                                                > skusji wszak chodzi o ścieranie się poglądów. Dopóki nikt mi do łóżka zaglądał
                                                > nie będzie, dopóty jest ok :)

                                                Cieszę sie, że tak uważasz, a nie, że zeby bylo fajnie, to trzeba sobie z dziobków jeść ;) Trochę kłótni i docinków, ale powiedzcie same, kiedy ostatnio pfftopy się tak gotowały? ;P Ja przez te dzisiejsze pogaduchy nocy nie odespałam, a miałam zamiar ;)
                                                • edhelwen Re: Priorytety w związku 05.01.11, 19:16
                                                  chyba za długo było spokojnie ;)
                                                  • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 19:54
                                                    > chyba za długo było spokojnie ;)

                                                    Powiedziałabym nawet, że nuda powiewało, a własnie za te dyskusje nabuzowane emocjami, przynajmniej moimi, kocham STOFF :D
                                                • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 19:31
                                                  > Ja przez te dzisiejsze pogaduchy nocy nie odespałam, a
                                                  > miałam zamiar ;)

                                                  A do mnie kot z myszką na kolana przylazł i zły był, że cały czas przy kompie siedzę ;)

                                                  Mam tylko nadzieję, że gazeta tego wątku na główną nie wygrzebie, bo wtedy się tu zrobi znacznie mniej przyjemnie.
                                                  • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 19:52
                                                    > Mam tylko nadzieję, że gazeta tego wątku na główną nie wygrzebie, bo wtedy się
                                                    > tu zrobi znacznie mniej przyjemnie.

                                                    Spoko, moderacja czuwa i tnie trolli. Ostatnio dwa tematy wyskoczyły na główna i nie było tak źle, tylko jedna wypowiedź poleciała za brzydkie słowo :D
                                                • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 19:31
                                                  madzioreck napisała:

                                                  Ja przez te dzisiejsze pogaduchy nocy nie odespałam, a
                                                  > miałam zamiar ;)

                                                  A ja miałam zamiar zrobić porządek w szafie, ale teraz już za ciemno i mi się nie chce. ;-)
                                        • kok.12 Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:53
                                          To ja dam Ci taki przykład. Jestem z moim pierwszym partnerem od 9 lat, pomimo faktu, że jest bardzo chory, z czego wynika dla mnie wiele stresu i problemów i pomimo braku pełnej akceptacji tego związku przez moją rodzinę.
                                          • edhelwen Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:24
                                            fajnie :)) wolę takie przykłady niż krakanie, że "na pewno się rozstaniecie blebleble" xDD tudzież wyśmiewanie się z innych osób na podstawie ich stażu związku ;)
                                      • kasiadj07 Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:46
                                        jezymka napisała:

                                        > I co, nie znasz absolutnie żadnego trwałego związku między debiutantami? Może t
                                        > o i rzadkość, ale w przyrodzie występuje. Ja jestem pewnie mało ambitna i niewy
                                        > magająca, ale jak już znalazłam swój kawałek szczęścia, to nie zezuję na inne,
                                        > mnie ten jeden wystarcza. Choćby po pewnym czasie miał się stać wyleniałym misi
                                        > em z oderwanym uchem, to i tak będzie lepszy od pluszaka pachnącego nowością (c
                                        > zy też, w przypadku faceta, Calvinem Kleinem czy też innym szefem Hugona ;)). I
                                        > nie jest to już całkiem świeży związek. Pięć lat to może i nie wieczność, ale
                                        > znam wiele par wyznających mniej otwarty styl życia, które nie doczekały tych p
                                        > ięciu lat, ani nawet dwóch. Co oczywiście niczego nie dowodzi, poza tym, że jak
                                        > na razie, nasz system się sprawdza.

                                        Jezymko, muszę stwierdzić, że w większości Twoich postów widzę dokładnie swój związek:) I pocieszę Cię, na razie ze stażem osiemnastoletnim mamy się dobrze (choć przechodziliśmy kryzys gdzieś po siedmiu latach, ale od tamtej pory jest tylko lepiej:)
                                        Myślę, że podejście w związku do spraw fizjologii zależy w dużej mierze od tego, na czym opiera się związek. My się poznaliśmy w plenerze, pełen naturalizm, żadnego makijażu, żadnego strojenia:) Trudno, żeby potem to zmieniać mieszkając razem. Oczywiście naturalność nie oznacza tego, że się o siebie nie dba, albo celowo narzuca partnerowi uczestnictwo w czynnościach higienicznych.
                                        Mój mężczyzna przyjmuje z uśmiechem maseczki i inne takie, uważa, że to zupełnie nie potrzebne. I tak nie widać przecież efektu. Farbowowanie włosów przyjmował jako fanaberię, z ulgą przyjął fakt, że po latach mi się znudziło, bo lubi mój naturalny kolor. A na depilację laserową sam mnie wozi, bo wie, że to dla mnie ważne i jest jedyną osobą, która o tym wie.
                                        To też jest pewnie tak, że jeśli ktoś ma jakieś ułomności fizyczne już na starcie, przyjmuje fizyczność drugiej osoby jako naturalną. Zwłaszcza, jeśli sam się uważa na nieatrakcyjnego (np. nadwaga, czy obciążające choroby), docenia przede wszystkim inne aspekty związku. I cóż, prostota życia ludzi starszych - wyjmowanie sztucznej szczęki wieczorem nie jest dla niektórych obrzydliwe:)
                                        I dodam, że wśród mojego otoczenia jest jednak dużo ludzi żyjących według tych wzorców. I wielu ludzi żyje w związkach monogamicznych i nie czuje potrzeby zmian. Wspomnę choćby moich teściów, którzy parę dni temu obchodzili 45 rocznicę ślubu.
                                        Albo dodam jeszcze moich rodziców, mama ZAWSZE ma w wazonie świeże kwiaty. Jak tylko więdną, tata pamięta, by kupić nowe. Mój mąż jest moim pierwszym partnerem. Podobnie było u naszych rodziców.
                                        • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:53
                                          Super! :) I Ty też wcale nie uważasz, że coś straciłaś, bo nie spróbowałaś życia z żadnym innym facetem? Bo ja, przyznam, kiedy rozpoczynałam ten związek, miałam z początku takie wątpliwości i myślałam, że to za wcześnie, że nie będę mieć porównania, ale teraz widzę, że takie myślenie było idiotyczne :P Po co zmieniać coś, co jest dobre? Po co w ogóle o tym myśleć?
                                          • edhelwen Re: Priorytety w związku 05.01.11, 19:01
                                            poza tym nigdy nie będzie gwarancji, że nie stracimy czegoś dobrego jak zaczniemy kręcić z innym, rzekomo bardziej atrakcyjnym (na początku zapewne :P)
                                          • kasiadj07 Re: Priorytety w związku 05.01.11, 22:39
                                            jezymka napisała:

                                            > Super! :) I Ty też wcale nie uważasz, że coś straciłaś, bo nie spróbowałaś życi
                                            > a z żadnym innym facetem? Bo ja, przyznam, kiedy rozpoczynałam ten związek, mia
                                            > łam z początku takie wątpliwości i myślałam, że to za wcześnie, że nie będę mie
                                            > ć porównania, ale teraz widzę, że takie myślenie było idiotyczne :P Po co zmien
                                            > iać coś, co jest dobre? Po co w ogóle o tym myśleć?

                                            Nigdy nie żałowałam swojego wyboru, choć oczywiście na początku związku miałam również różne wątpliwości, ale odkąd jesteśmy razem nigdy nie ciągnęło mnie do innych mężczyzn, choć zdarzało się, że serce mocniej zabiło na widok jakiegoś przystojniaka:) Ale to było dawno, ja typową monogamistką jestem:)
                                            Zmieniać związek można, nawet trzeba, oczywiście na lepsze. Warto pewnie wpuścić trochę powietrza, znaleźć jakieś drobne hobby tylko dla siebie, choćby jakiś kurs godzinę w tygodniu, czy coś w tym stylu. My tak mamy, że oprócz przeważającej ilości wspólnych zainteresowań, mamy też swoje własne, co daje chwilę oddechu. I mamy dodatkowe tematy do rozmów:) Myślę, że jak obu stronom pasuje taki ścisły układ jak Wasz, to wszystko jest w porządku. My też się rzadko rozstajemy, pamiętam, jak dwudniowe delegacje mojego męża były dla nas ciężką rozłąką. Teraz ma wybór, nie jeździ. A moi teściowie, już na emeryturze, spędzają czas ze sobą na okrągło. Zresztą prawie całe życie pracowali nawet razem w jednej firmie i nie zaszkodziło to ich związkowi. Więc jak widać można.
                                            Z drugiej strony ważne, aby to pasowało obu stronom. Miałam na studiach koleżankę, której mąż był tak od niej uzależniony, że miał jej za złe na przykład czytanie książki, bo co on ma wtedy sam robić:)
                                            Ja wiem, że są pary, które potrzebują luzu, są tacy przecież, którzy osobno spędzają urlop, bo muszą od siebie odpocząć. Ale to dla mnie kolejna skrajność.
                                            Odnosząc się jeszcze do innych wątków dyskusji. My również nie mamy przed sobą tajemnic jeśli chodzi o korespondencję, telefony i takie tam, co nie znaczy oczywiście, że mamy potrzebę wzajemnie się szpiegować. Znamy swoje hasła, nawet konta w banku i finanse mamy wspólne:) Acha, jeszcze dzwonimy w ciągu dnia do siebie, żeby pogadać. Tacy sobie dziwni jesteśmy, że nawet mamy wspólne dzieci:)
                                            • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 22:42
                                              kasiadj07 napisała:
                                              > Tacy sobie dziwni jesteśmy, że nawet mamy wspólne dzieci:)

                                              No nie, są granice bycia freakiem, dzieci to naprawdę przegięcie totalne.
                                              • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 23:25
                                                jul-kaa napisała:

                                                > kasiadj07 napisała:
                                                > > Tacy sobie dziwni jesteśmy, że nawet mamy wspólne dzieci:)
                                                >
                                                > No nie, są granice bycia freakiem, dzieci to naprawdę przegięcie totalne.

                                                Nie wiem po co mieszasz w intymność partnerów dzieci. Ja znam doskonałe, bardzo długie już małżeństwa, w których żyją dzieci z wcześniejszych związków i partnerzy mają się świetnie. Znam też małżonków mających wspólne dzieci i w których "udanym" związku jedna osoba prowadzi od lat potajemnie podwójne życie z innym partnerem. Naturalnie ta druga niczego nie wie i jest przekonana o miłości i wierności męża. Wspólne dzieci nie polepszaję więc związku, a psycholodzy to są nawet zdania, że ludzie z dziećmi oceniają swoje związki, jako mniej intymne i mniej szczęśliwe od bezdzietnych. Dlatego lepiej sobie niczego z samego faktu posiadania dziecka nie obiecuj.
                                                • edhelwen Re: Priorytety w związku 06.01.11, 02:45
                                                  :DDDDD
                                • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:04
                                  slotna napisała:
                                  > Przypuszc
                                  > zam, ze wiekszosc z was nie chodzila na pierwsze randki zupelnie nie zrobiona,
                                  > staralyscie sie na poczatku zwiazku, wiec sila rzeczy, olewajac te starania wra
                                  > z ze wzrostem stazu zwiazku, jestescie inne, niz bylysci

                                  No ja nie chodziłam. Poznałam mojego męża w dość trudnym dla mnie momencie, na zdrowy rozum powinien był trzymać się wtedy ode mnie z daleka ;) Nie chcę się zagłębiać w szczegóły, ale nasz związek nie zaczął się od randek.

                                • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:09
                                  slotna napisała:
                                  > S
                                  > woja droga, kiedy przeczytalam o puszczaniu bakow, troche mnie przytkalo, bo pr
                                  > zeciez z przyjaciolka, ktora zna mnie kilka razy dluzej niz chocby moj obecny,
                                  > tez sie czuje swobodnie, a jakos nie wyobrazam sobie, zebym mogla przy niej luz
                                  > acko pierdziec, wiec co dopiero przy facecie, ktory ma czuc do mnie pozadanie.

                                  Moja przyjaciółka jest obecnie w końcówce ciąży. Jest wielkim, ociężałym wielorybem z wieloma problemami gastryczno-ruchowo wszelakimi. I zszokuję Cię być może, ale zdarzyło jej się kilka razy puścić bąka w mojej obecności, co więcej, ja nie czułam się tym zszokowana, przytłoczona, zniesmaczona. Jasne, znów padnie argument o "sytuacji nadzwyczajnej", ale wydaje mi się, że swoboda, jaka między nami panuje, sprawia, że nieszczęsna pierdząca ciężarna czuję się znacznie bardziej komfortowo...
                                  • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:16
                                    > Moja przyjaciółka jest obecnie w końcówce ciąży. Jest wielkim, ociężałym wielor
                                    > ybem z wieloma problemami gastryczno-ruchowo wszelakimi. I zszokuję Cię być moż
                                    > e, ale zdarzyło jej się kilka razy puścić bąka w mojej obecności, co więcej, ja
                                    > nie czułam się tym zszokowana, przytłoczona, zniesmaczona. Jasne, znów padnie
                                    > argument o "sytuacji nadzwyczajnej", ale wydaje mi się, że swoboda, jaka między
                                    > nami panuje, sprawia, że nieszczęsna pierdząca ciężarna czuję się znacznie bar
                                    > dziej komfortowo...

                                    Oczywiscie, ze padnie, bo to _byla_ sytuacja nadzwyczajna. I nie trzeba znow wielkiej swobody, zeby taka sytuacje zrozumiec i nie czuc sie przytloczonym i zszokowanym, bez przesady, doprawdy.
                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:26
                                    Tak sobie czytam wypowiedzi w tym wątku i widzę, w czym problem.
                                    Tak postrzegają się nawzajem obie grupy:
                                    Grupa A - podkłada facetowi pod nos zakrwawioną podpaskę, luzacko pierdzi w dowolnym momencie i generalnie reprezentuje groteskowy naturalizm
                                    Grupa B - udaje, że nie jest człowiekiem, nie poci się ani nie wydala (o bąkach nawet nie myśli!), jest wiecznie niedostępną femme fatale, do której aż strach się zbliżyć

                                    Grupy A z B nie są w stanie się porozumieć, ponieważ obie wyolbrzymiają w sposób karykaturalny podejście drugiej.
                                    Tak, wiem, że odkryłam Amerykę :)
                                    • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 14:44
                                      Też to zauważyłam :) Ale najdziwniejsze jest to, że właściwie powinnyśmy się tylko cieszyć, w końcu mężczyzna, który woli kobietę z grupy A nie rzuci jej dla tej z grupy B i odwrotnie :P
                                      • wodadobra Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:38
                                        jezymka napisała:

                                        > powinnyśmy się tylko cieszyć, w końcu mężczyzna, który woli kobietę z grupy A nie rzuci jej dla
                                        > tej z grupy B i odwrotnie :P

                                        I to jest właśnie punkt z którym się nie zgodzę.
                                        Potem są żale i łzy. Że: Ja taka dobra byłam dla niego a on mnie dla takiej lafiryndy rzucił. Jak on mógł łachudra dla takiej (i tu można wstawić przeciwstawny epitet) wypacykowanej dziuni<->rozczochranego babska zostawić.
                                        Nie wydaje Ci się, że nie ma nic danego na zawsze? Jest np. wiele czynników zewnętrznych, które wpływają na relacje między ludźmi niezależne od nas. Czasami coś przerasta siłę związku choćby nam się wydawało, że jest superhiper.
                                        I tutaj w zasadzie abstrahuję od kwestii czy dopuścić męża do wizerunku mnie depilującej nogi, bo na związek składa się tak wiele spraw, że powyższa dyskusja jest dla zabicia nudy albo przerzucenia się argumentami "moja" "twoja" rzeczywistośc.
                                        • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:47
                                          wodadobra napisała:
                                          > I to jest właśnie punkt z którym się nie zgodzę.

                                          Facet wolący kobiety z grupy A rzuciwszy swoją raczej poszuka takiej z grupy A. Słowo klucz: "raczej", bo wyjątki z pewnością się pojawią.
                                          Jasne, że jeśli panna A zaniedba się za bardzo, to może zostać porzucona dla wylaszczonej B. Ale to równie prawdopodobne jak to, że facet panny B, jeśli ta będzie go zbytnio oddalała, zostawi ją dla z lekka olewczej w sprawach wyglądu A.
                                          • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:50
                                            A jak wyobrazasz sobie to oddalenie? Bo juz wiemy, ze nie chodzi o niepodsuwanie podpasek pod nos, wiec wlasciwie o co?
                                            • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:31
                                              A wyobraź sobie, że niektórzy faceci mogą czuć się niepewni, kiedy kobieta się z czymś przed nim kryje. I to nawet nie z tego powodu, że obawiają się zdrady czy oszustwa, ale tego, że kobieta im nie ufa. Dla kogoś, kto poszukuje w związku całkowitej otwartości, to może być bolesne, niewygodne i na dłuższą metę męczące.

                                              Rozumiem, że nie potrafisz sobie wyobrazić, że dla kogoś Twój sposób zachowania się w związku ma prawo być nieatrakcyjny?
                                              • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:39
                                                jezymka napisała:

                                                > A wyobraź sobie, że niektórzy faceci mogą czuć się niepewni, kiedy kobieta się
                                                > z czymś przed nim kryje. I to nawet nie z tego powodu, że obawiają się zdrady c
                                                > zy oszustwa, ale tego, że kobieta im nie ufa.

                                                I dalej: mogą się czuć niekomfortowo, bo sądzą (często pewnie słusznie), że kobieta i od nich wymaga sporo dyskrecji, na którą niekoniecznie mają ochotę. Częściej pewnie "dyskretne" kobiety łączą się z "dyskretnymi" mężczyznami, a "niedyskretne" z "niedyskretnymi".
                                                Dlatego wracam do padającego wielokrotnie argumentu: ludzie dobierają się w pary w rozmaity sposób. Dobrze jest, jeśli spotkają się dwie osoby o podobnych upodobaniach, zapatrywaniach, podobnej potrzebie intymności. Tak jest z wieloma dziedzinami życia. Moja koleżanka wychodzi dość często bez swojego faceta, on w tym czasie był w domu lub również wychodzi. Innej taki układ nie odpowiada, najczęściej wychodzą razem z mężem, zadne z nich nie ma potrzeby posiadania tak dużo "samodzielnych" zainteresowań. Wracając do golenia nóg - w jednej parze oboje załatwiają wiele spraw związanych z cielesnością na oczach partnera, w innej oboje potrzebują trochę prywatności na ten czas.
                                                • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:50
                                                  ul-kaa napisała:

                                                  Moja koleżanka wychodzi dość często bez swojego faceta, on w t
                                                  > ym czasie był w domu lub również wychodzi. Innej taki układ nie odpowiada, najc
                                                  > zęściej wychodzą razem z mężem, zadne z nich nie ma potrzeby posiadania tak duż
                                                  > o "samodzielnych" zainteresowań. Wracając do golenia nóg - w jednej parze oboje
                                                  > załatwiają wiele spraw związanych z cielesnością na oczach partnera, w innej o
                                                  > boje potrzebują trochę prywatności na ten czas.

                                                  No i o to chodzi, żeby to uszanować, co kto woli i lubi.

                                                  > jezymka napisała:
                                                  >
                                                  > > A wyobraź sobie, że niektórzy faceci mogą czuć się niepewni, kiedy kobiet
                                                  > a się
                                                  > > z czymś przed nim kryje. I to nawet nie z tego powodu, że obawiają się zd
                                                  > rady c
                                                  > > zy oszustwa, ale tego, że kobieta im nie ufa.

                                                  Ale co wspólnego z zaufaniem ma to, że jak depiluję miejsca intymne (bo nogi to tam jeszcze kit ;)) na przykład, to życzę sobie robic to sama? A jednocześnie nie panikuję, jak mąż chce coś akurat wziąć z łazienki (zawsze puka)? Czy jak ewentualnie mówię, że musi minutkę poczekać? Czy zaufanie oznacza, ze można mi się w każdej chwili wtarabanic do łazienki?
                                              • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:42
                                                jezymka napisała:

                                                > A wyobraź sobie, że niektórzy faceci mogą czuć się niepewni, kiedy kobieta się
                                                > z czymś przed nim kryje. I to nawet nie z tego powodu, że obawiają się zdrady c
                                                > zy oszustwa, ale tego, że kobieta im nie ufa. Dla kogoś, kto poszukuje w związk
                                                > u całkowitej otwartości, to może być bolesne, niewygodne i na dłuższą metę męcz
                                                > ące.

                                                I dla takich freaków kontroli istnieją właśnie kobiety z potrzebą maksymalnego uzewnętrzniania się. Już samo użycie pojęcia "zaufanie" wymaga jednak tego, by nie mieć przymusu ciągłego sprawdzania.
                                                • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:50
                                                  Znowu oceniasz i wartościujesz. Mężczyzna, który chce maksymalnej otwartości to freak? Ale niech Ci będzie, przynajmniej dajesz prawo dwojgu dziwnym ludziom żyć szczęśliwie w swoim dziwnym związku, doceniam to :P

                                                  > Już samo użycie pojęcia "zaufanie" wymaga jednak tego, by
                                                  > nie mieć przymusu ciągłego sprawdzania.
                                                  A z tym się zgodzę. My z mężem znamy wszystkie swoje hasła do różnych kont. Żadnemu z nas nie przeszkadzałoby, gdyby druga osoba przeglądała maile pierwszej. Jemu czasami zdarza się odebrać za mnie smsa, kiedy jestem dalej od telefonu. I co? Kompletnie nie mamy ochoty się nawzajem szpiegować, bo sobie ufamy.
                                                  • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 16:53
                                                    > Znowu oceniasz i wartościujesz. Mężczyzna, który chce maksymalnej otwartości to
                                                    > freak?

                                                    Ale może zdefiniuj najpierw, co to jest ta "maksymalna otwartość"?
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:02
                                                    > Ale może zdefiniuj najpierw, co to jest ta "maksymalna otwartość"?

                                                    Hmm, to, że dwie osoby są ze sobą całkowicie szczere? Że nie wstydzą się mówić tego, co chcą powiedzieć? Że nie przedstawiają zafałszowanego obrazu samej siebie? Ja rozumiem, że kobieta, która jest rzeczywiście z natury uwodzicielska i tajemnicza, taką siebie mężczyźnie prezentuje. Ale ja nie jestem i nie mam potrzeby taką być. Co więcej, uważałabym, że gram nieczysto, gdybym ukrywała przed najbliższą mi osobą własne wady i koloryzowała swoją postać.

                                                    Żeby uściślić: nie, żadne z nas nie limituje drugiemu wyjść z domu, nie wydzwania co chwilę i nie kontroluje, co druga osoba robi w czasie, kiedy się nie widzimy.
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:00
                                                    jezymka napisała:

                                                    > Znowu oceniasz i wartościujesz. Mężczyzna, który chce maksymalnej otwartości to
                                                    > freak?

                                                    Ty też oceniasz i wartościujesz, skończmy z głupimi zarzutami. Dla mnie freak, bo absolutna szczerość jest zabójcza i jeszcze nikogo nie uszczęśliwiła. Nie wiem, gdzie ta szczerość miałaby się kończyć, może spowiadać się mam jeszcze ze snów i nieprzyzwoitych myśli? No, faktycznie, związek kwitnie wtedy, jak ta lala.


                                                    > Jemu czasami zdarza się odebrać za mnie smsa, kiedy jestem dalej od telefonu. I
                                                    > co? Kompletnie nie mamy ochoty się nawzajem szpiegować, bo sobie ufamy.

                                                    Wyżej wymieniona przez ciebie czynność, to dla mnie już jest szpiegowanie, bo korespondencja, nawet w postaci sms jest tajemnicą i basta. Mój mąż nie otwiera nawet poczty reklamowej, czy rachunków przychodzących na mój adres. Chyba, że go o to poproszę.
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:05
                                                    > Ty też oceniasz i wartościujesz, skończmy z głupimi zarzutami. Dla mnie freak,
                                                    > bo absolutna szczerość jest zabójcza i jeszcze nikogo nie uszczęśliwiła.
                                                    No widzisz, mnie jakoś uszczęśliwia, męża też. Wolę mu powiedzieć, że coś mnie denerwuje niż zaciskać zęby. On zresztą robi to samo i dla nas to właśnie jest dobre.

                                                    > Wyżej wymieniona przez ciebie czynność, to dla mnie już jest szpiegowanie, bo k
                                                    > orespondencja, nawet w postaci sms jest tajemnicą i basta.
                                                    Aha, czyli nawet, jeżeli to odbywa się za obopólną zgodą, to Twoim zdaniem to jest szpiegowanie? Zrozum, nie każdy ma potrzebę posiadania tajemnic, zwłaszcza w postaci nic nie znaczących smsów czy wiadomości.
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:21
                                                    jezymka napisała:

                                                    Aha, czyli nawet, jeżeli to odbywa się za obopólną zgodą, to Twoim zdaniem to j
                                                    > est szpiegowanie? Zrozum, nie każdy ma potrzebę posiadania tajemnic, zwłaszcza
                                                    > w postaci nic nie znaczących smsów czy wiadomości.

                                                    Pytanie tylko, gdzie ty stawiasz granicę, bo najpierw piszesz coś o maksymalnej szczerości, a potem o apodyktyczych ex. Jak wiatr powieje. Ci byli wścibscy, bo są ex, ten jest tylko szczery, bo aktualny?
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:24
                                                    > Pytanie tylko, gdzie ty stawiasz granicę, bo najpierw piszesz coś o maksymalnej
                                                    > szczerości, a potem o apodyktyczych ex. Jak wiatr powieje. Ci byli wścibscy, b
                                                    > o są ex, ten jest tylko szczery, bo aktualny?

                                                    Ale jacy ex, to były tylko randki-niewypały :D No i właśnie, dla mnie różnica między apodyktycznością i dyktaturą w związku a maksymalną szczerością z własnej woli istnieje. Nie mów, że Ty jej nie zauważasz.
                                                  • wodadobra Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:02
                                                    jezymka napisała:

                                                    > Znowu oceniasz i wartościujesz. Mężczyzna, który chce maksymalnej otwartości to
                                                    > freak?
                                                    Jeju
                                                    Jakby facet wymuszał na mnie zwierzanie ze wszystkiego co robię/mam zamiar robić to zwyczajnie przekroczyłby granicę zaufania.
                                                    Ale to jest moje zdanie bo jestem dość niezależna. I co oczywiste przy moim boku nie zagrzałby miejsca (pogoniłabym wścibskiego skurczybyka ;-P).
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:10
                                                    > Jeju
                                                    > Jakby facet wymuszał na mnie zwierzanie ze wszystkiego co robię/mam zamiar robi
                                                    > ć to zwyczajnie przekroczyłby granicę zaufania.
                                                    Ej, ale mnie też by to wkurzyło. Co dziwne, tych kilku facetów, których "przerobiłam" przed mężem (mam na myśli krótkie randkowanie, w żadnym wypadku nie były to związki) było właśnie takich: apodyktyczni, wścibscy, żądni kontroli. I to było wkurzające. Ale kiedy trafiłam na odpowiednią męską jednostkę, to sama chcę się dla niego otwierać i nie ma w tym żadnego konfliktu. Kwestia znalezienia właściwej osoby, tak myślę. No i oczywiście własnego poziomu otwartości.
                                                  • palacsinta Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:34
                                                    jezymka napisała:

                                                    > A z tym się zgodzę. My z mężem znamy wszystkie swoje hasła do różnych kont. Żad
                                                    > nemu z nas nie przeszkadzałoby, gdyby druga osoba przeglądała maile pierwszej.
                                                    > Jemu czasami zdarza się odebrać za mnie smsa, kiedy jestem dalej od telefonu. I
                                                    > co? Kompletnie nie mamy ochoty się nawzajem szpiegować, bo sobie ufamy.

                                                    Że tak sobie powartościuję na podwieczorek: osz fak.
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:51
                                                    > Że tak sobie powartościuję na podwieczorek: osz fak.
                                                    Wyobraź sobie, że obydwoje z własnej woli tak egzystujemy od paru lat i jest nam razem cholernie dobrze. Coś w tym złego?
                                                  • bebe.lapin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 20:45
                                                    To, ze po jakims czasie sie po prostu zadusicie ta wzajemna bliskoscia? Takiej sytuacji brak jest higieny psychicznej, po prostu.
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:02
                                                    Ale może daj mi się o tym przekonać samej, co? ;) Od pięciu lat jesteśmy ze sobą bardzo blisko, praktycznie się nie rozstajemy. Mamy wiele wspólnych zainteresowań, od normalnych, po totalne bziki. Mieszkamy razem, czasem razem pracujemy, a jeżeli on jest w pracy, a ja w domu, to cały czas mamy możliwość pisania do siebie przez komunikator. Praktycznie przez 24 godziny na dobę jesteśmy ze sobą. Prawie wcale nie wychodzimy osobno, po prostu nie czujemy takiej potrzeby, a do tego czulibyśmy się paskudnie, zostawiając drugą osobę samą. I wiesz co? Wciąż nam mało. Teraz pewnie usłyszę, że to nienormalne i w takiej bliskości nie mamy oddechu, ale nie przeszkadza mi to. Nie chcemy być normalni :P Trafiliśmy po prostu na najlepszą dla siebie osobę i mam nadzieję, że ten stan się nie zmieni. Jasne, zostawiam sobie furtkę na wypadek, gdyby coś się zaczęło psuć, ale wiem, że musiałoby się popsuć naprawdę porządnie, żeby to całkiem zniszczyć.

                                                    Zanim posypią się posty w stylu "o rany, ja bym tak nie mogła", "ja bym nie pozwoliła", "to by było straszne", chciałabym tylko napisać, że doskonale rozumiem, że to nie jest częsty i popularny sposób na związek i nikomu nie każę tak żyć. A u nas taki układ sprawdza się z powodzeniem od tych prawie pięciu lat i na razie nie chcemy próbować niczego innego, kropka. :P
                                                  • bebe.lapin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:13
                                                    No to powodzenia, ale upewnij sie najpierw, ze Twoj partner _naprawde_ ma takie samo podejscie do sprawy jak ty, bo inaczej mozesz sie zdziwic, niewazne, czy za 10 tygodni, miesiecy czy lat.
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:23
                                                    > No to powodzenia, ale upewnij sie najpierw, ze Twoj partner _naprawde_ ma takie
                                                    > samo podejscie do sprawy jak ty, bo inaczej mozesz sie zdziwic, niewazne, czy
                                                    > za 10 tygodni, miesiecy czy lat.

                                                    Kurka wodna, gdyby było inaczej, to by mnie nie bombardował z samego rana plumpającym dźwiękiem, że dotarł już do pracy. Nie robiłby wszystkiego razem ze mną. Gdyby mu coś w tym układzie nie pasowało, to by chyba powiedział, nie? Sam go przecież tworzy. Przestańcie robić z facetów bezwolnych i znudzonych niewolników, którzy się boją cokolwiek powiedzieć, żeby im żona nie kłapała dziobem nad głową. U nas to akurat częściej ja muszę go stopować, żeby się ciągle nie lepił ;)

                                                    Przy okazji, nie ma konta na gazecie i spoko, nie pozwolę mu tutaj pisać, chociaż wiem, że jakby to wszystko przeczytał, to na pewno chciałby się wypowiedzieć w swojej sprawie :P
                                                  • bebe.lapin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:42
                                                    No to fajnie, teraz trzeba miec tylko nadzieje, ze tak bedzie przez najblizszych kilkadziesiat lat.

                                                    Co zas do konta na gazecie, to forum jest otwarte, czemu nie mialby sobie zalozyc i z nami podyskutowac? Tu nie ma raczej kobiet ktore sie boja facetow i dyskusji z nimi :P
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:09
                                                    bebe.lapin napisała:

                                                    > To, ze po jakims czasie sie po prostu zadusicie ta wzajemna bliskoscia?

                                                    Piszesz to jako pewnik, tak? Duzy kwantyfikator?
                                                  • bebe.lapin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:17
                                                    julko, widzialam Twoja klotnie z pierwszalitera (po ktorej jestem strone, przynajmniej w tym temacie), ale nie wiedzialam, ze jestes na wojennej sciezce ze wszystkimi.

                                                    Moja wypowiedz mozesz potraktowac jako bezczelnie subiektywna opinie i glebokie przekonanie wlasne, tak glebokie, ze dla mnie osobiscie jest pewnikiem.
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:28
                                                    bebe.lapin napisała:

                                                    > julko, widzialam Twoja klotnie z pierwszalitera (po ktorej jestem strone, przyn
                                                    > ajmniej w tym temacie), ale nie wiedzialam, ze jestes na wojennej sciezce ze ws
                                                    > zystkimi.

                                                    Ło, naprawdę mój post miał wg Ciebie taki wydźwięk? To było zwykłe pytanie, ale chyba czytanie dyskusji Cię z lekka nabuzowało :)

                                                    > Moja wypowiedz mozesz potraktowac jako bezczelnie subiektywna opinie i glebokie
                                                    > przekonanie wlasne, tak glebokie, ze dla mnie osobiscie jest pewnikiem.

                                                    Ale robisz założenie odnośnie do cudzego życia (że jezymka i jej partner się zaduszą)? Czy też odnosisz się do siebie, że Ty byś się zadusila?
                                                  • bebe.lapin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:44
                                                    > Ale robisz założenie odnośnie do cudzego życia (że jezymka i jej partner się za
                                                    > duszą)? Czy też odnosisz się do siebie, że Ty byś się zadusila?

                                                    Jedno i drugie poniekad, a wynka to raz z mojego swiatopogladu, a dwa - czesciowo z doswiadczenia i obserwacji.
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:53
                                                    bebe.lapin napisała:
                                                    > Jedno i drugie poniekad, a wynka to raz z mojego swiatopogladu, a dwa - czescio
                                                    > wo z doswiadczenia i obserwacji.

                                                    Dlatego pytałam o kwantyfikator. Gdyby był duży (a chyba jest), to wystarczy chociażby przykład moich wujków (lat 65-70) funkcjonujących jak jezymka i jej mąż, będących w szczęśliwym związku od kilkudziesięciu lat.
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:02
                                                    palacsinta napisała:
                                                    > Że tak sobie powartościuję na podwieczorek: osz fak

                                                    Ja to rozumiem np. tak:
                                                    Mejl: Mąż jest w pracy i nie ma dostępu do mejla. A pilnie potrzebuje jakiejś informacji, którą ma w mejlu właśnie. Prosi mnie wtedy o sprawdzenie tego. Sprawdzam. I jednocześnie nie czytam nic prócz tej właśnie wiadomości.
                                                    Sms: Robię ciasto i mam brudne ręce, karmię dziecko i tak mi się chwyciło, że nie mam wolnej ręki itp. Czekam na smsa (dotyczącego np. pory wizyty znajomych). On przychodzi (sms ;)), mąż jest w pobliżu i mi go na moją prośbę odczytuje.
                                                    tak funkcjonuje to u nas.
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:11
                                                    jul-kaa napisała:

                                                    > Ja to rozumiem np. tak:
                                                    > Mejl: Mąż jest w pracy i nie ma dostępu do mejla. A pilnie potrzebuje jakiejś i
                                                    > nformacji, którą ma w mejlu właśnie. Prosi mnie wtedy o sprawdzenie tego. Spraw
                                                    > dzam. I jednocześnie nie czytam nic prócz tej właśnie wiadomości.
                                                    > Sms: Robię ciasto i mam brudne ręce, karmię dziecko i tak mi się chwyciło, że n
                                                    > ie mam wolnej ręki itp. Czekam na smsa (dotyczącego np. pory wizyty znajomych).
                                                    > On przychodzi (sms ;)), mąż jest w pobliżu i mi go na moją prośbę odczytuje.
                                                    > tak funkcjonuje to u nas.

                                                    To masz problemy z rozumieniem, bo jezymka pisała o otwieraniu maili bez wyraźnego polecenia właściciela konta. Bo nie mają przed sobą tajemnic.
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:24
                                                    Pierwszalitero, czy przeczytałaś dokładnie? Napisałam, że MOŻEMY czytać swoje maile, smsy czy jakiekolwiek inne wiadomości, ale to nie znaczy, że to ROBIMY. Nie czujemy takiej potrzeby, chodzi o wyznaczenie sobie granic. My wyznaczyliśmy sobie nawzajem bardzo luźne granice. Czy to jest dla kogoś problemem?
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:38
                                                    jezymka napisała:

                                                    > Pierwszalitero, czy przeczytałaś dokładnie? Napisałam, że MOŻEMY czytać swoje m
                                                    > aile, smsy czy jakiekolwiek inne wiadomości, ale to nie znaczy, że to ROBIMY.

                                                    Ależ jezymka, ale właśnie to MOŻEMY, jest niedopuszczalne. Móc to partner może, jak go o to POPROSZĘ, a nie kiedy mu się samemu uwidzi, albo nie uwidzi.
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:48
                                                    Niedopuszczalne w Twoim związku, rozumiem. W moim jest to ok. Krzywdzimy kogoś w ten sposób? Woda się od tego na czerwono zabarwia albo z nieba spada na ziemię grad psich kup, bo my znamy swoje hasła do skrzynek mailowych? W naszym prywatnym dwuosobowym świecie mamy prawo robić wszystko, na co wyrażamy obopólną zgodę i co nas nie krzywdzi. Chyba że coś przegapiłam.
                                                  • edhelwen Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:58
                                                    hmm a te biedne ptaki, które ostatnio pospadały w USA i Szwecji? ;) kto wie co na to miało wpływ XD o jedno hasło do cudzej skrzynki e-mail za dużo ;)))
                                                    :DDD
                                                  • bebe.lapin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 20:40
                                                    Ah, czyli jesli ktos zyczy sobie odrobiny intymnosci w roznych dziedzinach zycia to znaczy, ze nie ma partnera zaufania? To raczej sprawdzanie wszystkiego i zadanie pelnego dostepu jest objawem nieufnosci.
                                                    Osobiscie nie wyobrazam sobie grzebania bez wyraznego, jednorazowego pozwolenia w torebce, portfelu, telefonie, skrzynce mailowej itp. i nie robie tego w druga strone, dla mnie to oznaka szacunku wobec drugiej osoby i jej prawa do prywatnosci.
                                                  • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 20:45
                                                    > Osobiscie nie wyobrazam sobie grzebania bez wyraznego, jednorazowego pozwolenia
                                                    > w torebce, portfelu, telefonie, skrzynce mailowej itp. i nie robie tego w drug
                                                    > a strone, dla mnie to oznaka szacunku wobec drugiej osoby i jej prawa do prywat
                                                    > nosci.

                                                    Ja sama również sobie nie wyobrażam, ale rozumiem, że jeśli komuś pasuje tak się umówić, że dają sobie stałe pozwolenie, i tak im odpowiada, to jest to OK i nie ma nad czym dyskutować :) Nie musi mi się podobać, jak jest u innych, ma mi się podobać, jak jest u mnie :)
                                                    OT: jak mówię mężowi, zeby coś tam sobie znalazł w mojej torebce, na przykład jakieś klucze, które mi dał do schowania, to wywraca oczyma i mówi, że równie dobrze mogłabym kazać mu szukać w całym pokoju ;)
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:08
                                                    bebe.lapin napisała:
                                                    > Osobiscie nie wyobrazam sobie grzebania bez wyraznego, jednorazowego pozwolenia
                                                    > w torebce, portfelu, telefonie, skrzynce mailowej itp. i nie robie tego w drug
                                                    > a strone, dla mnie to oznaka szacunku wobec drugiej osoby i jej prawa do prywat
                                                    > nosci.

                                                    Mnie mąż zawsze przed wyjściem pakuje torebkę. Mam SBSU i zapakowanie wszystkiego, co powinno być w torebce jest dla mnie najbardziej stresującym elementem wychodzenia z domu. Gdyby chciał czegoś poszukać, to zawsze zapyta, czy może, co mnie nadal dziwi, bo dla mnie torebka nie jest "miejscem intymnym". Za to dla mojej mamy już owszem - jeśli chce portfel z torebki, zawsze prosi o przyniesienie całości.
                                                    Jak to było...? A, wiem, ludzie są różni ;)
                                                  • bebe.lapin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:21
                                                    > Mnie mąż zawsze przed wyjściem pakuje torebkę. Mam SBSU i zapakowanie wszystkie
                                                    > go, co powinno być w torebce jest dla mnie najbardziej stresującym elementem wy
                                                    > chodzenia z domu.

                                                    Wybacz, ale dla mnie to podchodzi pod sytuacje nadzwyczajne, zwiazane z choroba (o ile dobrze odszukalam znaczenie skrotu).

                                                    Owszem, ludzie sa rozni, ale podstawowe potrzeby mamy jednak takie same.
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:26
                                                    > Owszem, ludzie sa rozni, ale podstawowe potrzeby mamy jednak takie same.

                                                    Podstawowe, czyli, jak rozumiem: jedzenie, wydalanie, sen, odpowiednia temperatura. Czy potrzeba posiadania własnej torebki, w której nikomu nie wolno grzebać, jest podstawowa? A jeśli tak, to co z ludźmi, którzy jej nie mają? Są człowiekami? ;)
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:33
                                                    bebe.lapin napisała:
                                                    > Wybacz, ale dla mnie to podchodzi pod sytuacje nadzwyczajne, zwiazane z choroba
                                                    > (o ile dobrze odszukalam znaczenie skrotu).

                                                    A jak odszukałaś?

                                                    > Owszem, ludzie sa rozni, ale podstawowe potrzeby mamy jednak takie same.

                                                    Podstawowa Potrzeba Intymności Torebki. hehehehe :)
                                                  • bebe.lapin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:48
                                                    syndrom braku skupienia uwagi, pasowalo do kontekstu :)


                                                    nie trywializujcie, bo nie wierze, ze nie zrozumialyscie, o co mi chodzi - o poczucie komfortu psychicznego wynikajacego z zapewnienia sobie odpowiedniej dozy intymnosci w zyciu.
                                                    Dla porownania, nawet ludziom, ktorym pozwalamy na wejscie do najblizszej strefy bliskosci, nie pozwalamy jednak na wejscie na glowe. Zdrowy czlowiek wie, ze trzeba stawiac innym granice prywatnosci.
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 05.01.11, 21:54
                                                    bebe.lapin napisała:

                                                    > syndrom braku skupienia uwagi, pasowalo do kontekstu :)

                                                    A już myślałam, że State Bank of Southern Utah ;)))

                                                    > Dla porownania, nawet ludziom, ktorym pozwalamy na wejscie do najblizszej stref
                                                    > y bliskosci, nie pozwalamy jednak na wejscie na glowe. Zdrowy czlowiek wie, ze
                                                    > trzeba stawiac innym granice prywatnosci.

                                                    No ja chyba jakieś stawiam... Ale jakie, hmmm... Chyba nie chciałabym, żeby mój mąż czytał, co piszę na forach. Czasem mu coś czytam, ale żeby wszystko, to nie. No i jednak w toalecie potrzebuję czasem intymności, muszę przyznać. No i mąż nie czytuje listów (starych) od moich byłych.
                                                    Jezymka, wymienisz coś? Jakąś swoją potrzebę intymności?

                                                    A do czego zmierzam(y) w tym wątku? Ano do wykazania, że granice prywatności są różne. Choć jakieś pewnie każdy ma.
                                                  • bebe.lapin Re: Priorytety w związku 05.01.11, 22:06
                                                    jul-kaa napisała:

                                                    > bebe.lapin napisała:
                                                    >
                                                    > > syndrom braku skupienia uwagi, pasowalo do kontekstu :)
                                                    >
                                                    > A już myślałam, że State Bank of Southern Utah ;)))

                                                    :D

                                                    >
                                                    > > Dla porownania, nawet ludziom, ktorym pozwalamy na wejscie do najblizszej
                                                    > stref
                                                    > > y bliskosci, nie pozwalamy jednak na wejscie na glowe. Zdrowy czlowiek wi
                                                    > e, ze
                                                    > > trzeba stawiac innym granice prywatnosci.
                                                    >
                                                    > No ja chyba jakieś stawiam... Ale jakie, hmmm... Chyba nie chciałabym, żeby mój
                                                    > mąż czytał, co piszę na forach. Czasem mu coś czytam, ale żeby wszystko, to ni
                                                    > e. No i jednak w toalecie potrzebuję czasem intymności, muszę przyznać. No i mą
                                                    > ż nie czytuje listów (starych) od moich byłych.

                                                    Julko, zawsze wiedzialam, ze w gruncie rzeczy porzadna z Ciebie kobita :D ;)
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 22:24
                                                    > Jezymka, wymienisz coś? Jakąś swoją potrzebę intymności?
                                                    Eee... to ja się chyba nie powinnam wypowiadać, bo właśnie mi się wtrynił obok i przeczytał, co tu popisałam :P Nie, to, że czyta to, co tu piszę, mi nie przeszkadza. Piszę w końcu to, co myślę, ani się tego nie wstydzę, ani mnie to nie krępuje. Maile, które do mnie przychodzą, to zwykle jakieś dyrdymały, ewentualnie propozycje spotkań od znajomych. Nie ma w tym nic intymnego. Nie pozwalam mu czytać tylko mojej korespondencji z bliską przyjaciółką, bo wiem, że ona na pewno by nie chciała, żeby ktoś poza mną czytał jej maile. On nigdy zresztą o to nie pytał.

                                                    Toaleta tak, nie znałam jeszcze osób, które przy "większej potrzebie" prowadziłyby długie rozmowy :P Ale gdyby go krytycznie przypiliło w trakcie mojej kąpieli, to po prostu bym z niej wylazła. (Moje koty mają znacznie mniejszą potrzebę prywatności i uwielbiają robić kuwetowe niespodzianki w takiej chwili. A mówi się, że kot to zwierzę niezależne :P) Co do depilacji i zabiegów higienicznych, to robię to w łazience i domyślnie jestem wtedy sama. Jak przyjdzie i będzie chciał się ze mną podzielić swoim kolejnym rewelacyjnym odkryciem programistycznym, to czy to będzie podpadało pod afiszowanie się ze swoimi zabiegami? W końcu sam przylazł :P Aha, raz sam mnie poprosił, żebym mu pozwoliła pobawić się kremem do depilacji, bo go to zafascynowało. Pamiętam, że babrał się z tym ponad godzinę, ale tak gładkich ud z tyłu w życiu bym sobie nie zrobiła :P To jak w końcu, jest do tego zmuszany i rzuci mnie dla jakiejś tajemniczej kokietki, czy jednak nie? ;)

                                                    Aha, czasami kryję się z czymś, co czytam w sieci, ale to zazwyczaj wtedy, kiedy chcę tylko na coś zerknąć, a wiem, że jego by to zainteresowało i stałby nade mną :P No i wstydzę się, jak mnie nakryje na czytaniu serwisów plotkarskich :P Jego śmieszy moja reakcja, potem łazi po domu i afektowanym tonem mówi "odejdź, bo czytam plotka". :P

                                                    Ogólnie chciałam napisać, że to nie tak, że nie mamy absolutnie żadnych światów. Jest parę rzeczy, którymi się różnimy, parę pasji, których nie podzielamy czy wręcz nie rozumiemy. Ale żadne z nas nie stawia sobie przed tym światem szczelnej granicy, za którą nie wolno zaglądać. Jeżeli druga osoba zapyta, zawsze odpowiadamy. Zazwyczaj kończy się to tak, że osoba pytająca żałuje, że zapytała, bo ją to tylko nudzi :P Reasumując, mój własny prywatny świat nie potrzebuje ścisłych granic, by być moim prywatnym światem.

                                                    Kurczę, a przed lekturą tego wątku wydawało mi się, że jestem całkiem normalna :P
                                                  • edhelwen Re: Priorytety w związku 06.01.11, 02:49
                                                    kiedy już odkryjesz, że ON TAKŻE czyta Plotka, to nic już nie będzie tak jak dawniej :DDD (nie no, dobra, wierzę że są faceci, którzy nie czytają plotkarskich portali/kobiecych gazet :D)

                                                    sorry ale ten wątek budzi we mnie "fazę" :))
                                                  • jezymka Re: Priorytety w związku 05.01.11, 22:09
                                                    > Podstawowa Potrzeba Intymności Torebki. hehehehe :)
                                                    PPIT :D Mniej więcej taki dźwięk wydałam na widok tego sformułowania ;)
                                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 23:48
                                                    jul-kaa napisała:

                                                    > Mnie mąż zawsze przed wyjściem pakuje torebkę. Mam SBSU i zapakowanie wszystkie
                                                    > go, co powinno być w torebce jest dla mnie najbardziej stresującym elementem wy
                                                    > chodzenia z domu.

                                                    I ty naprawdę zaprzeczasz, że chętnie lubisz być matkowana? Najwyraźniej twojemu partnerowi w jakiś sposób sprawia przyjemność, gdy może się tobą opiekować i być podporą w słabości. Może się tym jakoś dowartościowuje, czy jakoś tak? ;-) Rozumiem więc dlaczego tak bardzo walczysz o swoje spojrzenie na sprawę. Gdybyś mu pokazała, że nie wymagasz koniecznie pełnej akceptacji i zrozumienia, to pewnie czułby się nawet rozczarowany. Ale to zakrawa raczej na współuzależnienie i nie przypomina partnerskiego związku, o którym ja cały czas pisałam. Trudno więc, by twój model był wzorem dla bardziej samodzielnych kobiet.
                                                  • jul-kaa Re: Priorytety w związku 06.01.11, 00:15
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Najwyraźniej twoje
                                                    > mu partnerowi w jakiś sposób sprawia przyjemność, gdy może się tobą opiekować i
                                                    > być podporą w słabości.

                                                    Nie, mój mąż pomaga mi spakować torebkę. A ja za niego dzwonię po urzędach. Taka wymiana partnerska. I już, bez dopisywania dalszego ciągu.
                                                  • palacsinta Re: Priorytety w związku 06.01.11, 00:57
                                                    bebe.lapin napisała:

                                                    > Ah, czyli jesli ktos zyczy sobie odrobiny intymnosci w roznych dziedzinach zyci
                                                    > a to znaczy, ze nie ma partnera zaufania? To raczej sprawdzanie wszystkiego i z
                                                    > adanie pelnego dostepu jest objawem nieufnosci.
                                                    > Osobiscie nie wyobrazam sobie grzebania bez wyraznego, jednorazowego pozwolenia
                                                    > w torebce, portfelu, telefonie, skrzynce mailowej itp. i nie robie tego w drug
                                                    > a strone, dla mnie to oznaka szacunku wobec drugiej osoby i jej prawa do prywat
                                                    > nosci.
                                                    >
                                                    >

                                                    O to to. Zaufanie polega na tym, że dajemy komuś autonomię, wierząc, że nie wykorzysta jej do niecnych celów. Nie na zrastaniu się wątrobami, żeby wiedzieć, kiedy drugie za dużo wypije. To jest oznaka braku zaufania, zarówno do partnera, jak i do siebie ("Kochanie, nie mam własnego rozumu, więc musisz mnie monitorować.")

                                                    Chciałąbym również nieśmiało zwrócić uwagę na fakt, że maili, SMS-ów i wiadomości na priva nie piszemy sami do siebie, tylko prowadzimy korespondencję z innymi osobami, które być może nie darzą naszego partnera takim samym zaufaniem, jak nas.

                                                    W gruncie rzeczy jestem raczej ufną osobą, bo gdybym zobaczyła bliską osobę grzebiącą mi np. w torebce, to założyłabym, że po prostu chce mi zajumać gumę do życia albo ją dokładnie obejrzeć (oczywiście w sensie estetycznym, analogicznie z portfelem i telefonem, skrzynka mailowa to inna sprawa, bo tam poza samymi mailami nie ma nic ciekawego). Tym niemniej w życiu nie miałam odruchu obsypywania przyjaciół albo partnera PIN-ami, nickami i hasłami. Nie kojarzy mi się to z otwartością, tylko z lękiem przed tym, co możemy zacząć wyprawiać, jak zostaniemy sami z własnym sumieniem.
                                        • madzioreck Re: Priorytety w związku 05.01.11, 15:53
                                          > I to jest właśnie punkt z którym się nie zgodzę.
                                          > Potem są żale i łzy. Że: Ja taka dobra byłam dla niego a on mnie dla takiej laf
                                          > iryndy rzucił. Jak on mógł łachudra dla takiej (i tu można wstawić przeciwstawn
                                          > y epitet) wypacykowanej dziuni<->rozczochranego babska zostawić.
                                          > Nie wydaje Ci się, że nie ma nic danego na zawsze?

                                          Zapomniałaś dodać, że choć może tak być, to nie musi, bo zaraz będzie krzyk, że straszysz, że chłop zostawi ;P
                            • origami_21 Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:00
                              Mówiąc o poczuciu bezpieczeństwa miałam coś zupełnie innego na myśli. Poważny związek powinien dawać takie poczucie obu stronom w zakresie uczuciowym, socjalnym, organizacyjnym i pewnie jeszcze w wielu innych. Natomiast nie istnieje coś takiego jak gwarancja niezmienności i bywa, że wieloletnie małżeństwa rozpadają się z powodu wkroczenia na teren trzeciej osoby. I chośbyśmy były najpiękniejsze, najmądrzejsze, najbogatsze i rozpasane erotycznie to ZAWSZE, bez względu na nasze działania może się zdarzyć, że nasz facet odejdzie do innej kobiety. Oczywiście odwrotnie także.
                              • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 17:54
                                Natomiast nie istnieje coś
                                > takiego jak gwarancja niezmienności i bywa, że wieloletnie małżeństwa rozpadają
                                > się z powodu wkroczenia na teren trzeciej osoby. I chośbyśmy były najpiękniejs
                                > ze, najmądrzejsze, najbogatsze i rozpasane erotycznie to ZAWSZE, bez względu na
                                > nasze działania może się zdarzyć, że nasz facet odejdzie do innej kobiety. Ocz
                                > ywiście odwrotnie także.

                                Aha. I im jestesmy piekniejsze, madrzejsze, bogatsze i rozpasane to ryzyko odejscia partnera wzrasta... ;)
                                • origami_21 Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:24
                                  slotna napisała:

                                  > Aha. I im jestesmy piekniejsze, madrzejsze, bogatsze i rozpasane to ryzyko odej
                                  > scia partnera wzrasta... ;)

                                  "Może się zdarzyć" to niezupełnie to samo co "wzrasta".

                                  Czy masz może jakiś tajemniczy sposób na zagwarantowanie dozgonnej wierności w związku? Jeśli tak, to nie bądź egoistką, podziel się:)
                                  • slotna Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:52
                                    > "Może się zdarzyć" to niezupełnie to samo co "wzrasta".
                                    >
                                    > Czy masz może jakiś tajemniczy sposób na zagwarantowanie dozgonnej wierności w
                                    > związku? Jeśli tak, to nie bądź egoistką, podziel się:)

                                    Obawiam sie, ze nie zrozumialas. To co napisalas, w poprzednim poscie: ze nie ma sposobu na zagwarantowanie wiecznosci zwiazku, to jest kompletny truizm. Nie oznacza to jednak, ze nie ma sposobu na zmniejszenie ryzyka jego rozpadu.
                                  • pierwszalitera Re: Priorytety w związku 05.01.11, 18:55
                                    origami_21 napisała:

                                    > "Może się zdarzyć" to niezupełnie to samo co "wzrasta".
                                    >
                                    > Czy masz może jakiś tajemniczy sposób na zagwarantowanie dozgonnej wierności w
                                    > związku? Jeśli tak, to nie bądź egoistką, podziel się:)
                                    >

                                    Jeżeli prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia jest zero-jedynkowe, znaczy zdarzy się, albo sie nie zdarzy i niezależne od naszych starań, nie mamy wpływu na wynik. Jeżeli jednak prawdopodobieństwo zależy od pewnych czynników i w miarę przyrostu lub straty pewnych atrybutów rośnie ono lub maleje, mamy jak najbardziej możliwość interwencji. Skoro więc uroda, inteligencja i bogactwo są czynnikami wpływającymi pozytwnie na atrakcję, nikt normalny nie będzie kamuflował swojej urody malując sobie pryszcze, zatajał majątek nosząc ciuchy z Caritasu, albo udawał idiotę i dawał się wyrzucać za brak kompetencji z każdej pracy, bo partner powinien pokazać mu "prawdziwe" uczucie i wyróżniać go bezinteresownie przed innymi kandydatami.
                                    • origami_21 Re: Priorytety w związku 05.01.11, 20:05

                                      Ależ dziewczęta!
                                      Nie napinajcie się tak.

                                      Żeby nie być gołosłownym - ja też jestem z tych, co wolą pewne rzeczy robić w odosobnieniu, chociaż w naszym związku znacznie brdziej dbamy o, nie wiem jak to dokładnie nazwać, odrębność psychiczną. Każde z nas ma swoje sprawy, i druga strona niekoniecznie musi się w nie zagłębiać.
                                      Lubię pewien rodzaj tajemniczości, lubie z własnym facetem flirtować i i dbam o siebie nie tylko fizycznie, aby właśnie utrzymać dość wysoką temperaturę naszego małżeństwa. I robię to wszystko (z przyjemnością) żeby zminimalizować ryzyko znudzenia się sobą nawzajem.

                                      Wracając do meritum - rozumiem jednak ludzi, dla których wspólne życie musi być idealnie ścisłe, muszą stanowić jako para jeden byt. Mnie to nie pasuje, ale to nie znaczy, że czasem się nie sprawdza. A czy ryzyko rozstania wzrasta? Statystycznie tak, ale jak wiemy statystyka ma zrealnym życiem niewiele wspólnego.

                                      Ku mojemu zdumieniu znam małżeństwo, które żyje w idealnej symbiozie, niemal jak syjamskie rodzeństwo, a w zeszłym roku obchodzili SZEŚDZIESIĄTĄ rocznicę ślubu.

                                      Teoretycznie, być może, postawa zbytniej otwartości może narażać związek na rozpad, ale w każdym wypadku dopiero życie pokaże jak to się skończy.
          • morela888 higiena 05.01.11, 20:16
            Właśnie zdałam sobie sprawę, że mieszkając 3 lata ze współlokatorką nigdy nie przebrałam się nawet przy niej! Teraz myślę, że to dziwne i teraz łażę po domu w samym staniku i ogólnie lubię chodzić po domu nago. Samą mnie to zastanawia czemu tak było. Po prostu robiłam wszystko pod prysznicem (np. nacierałam się kremem) i od razu ubierałam i taka ubrana wychodziałam. Ona np. depilowała nogi przy mnie i to lubiłam. Uspokajał mnie dzwięk jej depilatora ;-)

            Jeśli chodzi o partnerów to jest różnie. Miałam takiego, który usilnie mnie namawiał żebym nie zamykała drzwi do łazienki, ale zawsze to robiłam, bo nawet prysznic zwykle wolę wziąc sama i nie chodzić jak na szpilkach, bo może w danym momencie zecche akurat wejść. i nie chodzi mi o jakiś konkretny zabieg pielęgnacyjny czy tym bardziej o nagość,ale o to, że zamykam drzwi i cały świat za nimi. Istnieję tylko ja i zlew, woda etc. Po prostu najczęściej potrzebuje takiej sepracji łazienkowej nie z powodu wstydu a chyba rozbudowanej "potrzeby niezależności".
        • palacsinta Re: Priorytety w związku 03.01.11, 12:29
          pierwszalitera napisała:

          > Znowu ktoś dzieli tutaj na czarne i białe. A kto powiedział, że w moim związku
          > nie ma szczerości i zrozumienia? Czy szczerość musi oznaczać jednak ekshibicjon
          > izm i wywalanie bebechów?

          Well, jeśli jest dla kogoś najważniejszą wartością (jak dla jezymki), to tak.
      • ciociazlarada Idę po chipsy:) n/t 05.01.11, 19:11

    • asfo Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 03.01.11, 14:10
      Jak się z kimś mieszka i nie ma się 10-ciu pokoi oraz dwóch panien służących nie da się przed tym kimś ukryć faktu, że jest się istotą fizyczną.

      Bąk puszczony w toalecie jest słyszalny w pokoju. :P Nie ma możliwości zamknąć się na dwie godziny w łazience w celu wykonania serii zabiegów higieniczno - kosmetycznych, bo po 15-tu minutach będzie kontrola "żyjesz jeszcze?" połączona z wtargnięciem do łazienki w celu zabrania grzebienia, książki czy czegoś tam jeszcze. Fragmenty używanej garderoby, takie jak majtki i skarpetki objawiają się na krzesłach w sypialni. Bywa, że na bieliźnie pościelowej pojawi się plama krwi miesięcznej. Nie da się w tajemnicy wycierać nosa.

      Może to i nie jest romantyczne, ale co zrobić... :P
    • teresa104 Golenie pachwin i inne takie - na oczach facetki? 04.01.11, 19:36
      No dobra, z grubsza wiemy jakie są kobiece powinności - liczne. Wolno, nie wolno, wolno lecz nie wypada, nie wolno lecz trzeba. Wachlarz postaw - od chowania się w łazience przy ziewaniu po turpizm. A co z mężczyznami? Czy oni aby nie powinni lepiej przemyśleć swojej fizjologii i zabiegów wokół swych doczesnych szczątek? Nie powinni gruntowniej tego tematu roztrząsnąć?

      Skoro podrzuciłam temat, od razu powiem, co zaobserwowałam przez wiele lat mojego związku. Otóż samiec wstydzi się robić kupę, kiedy jestem w pobliżu. Tak się kręci, kręci wokół tego ustępu, ja widzę, o co mu chodzi, ale czasem lubię sobie wrednie właśnie wejść do łazienki (sąsiaduje z ubikacją) i np. dłuuuuuugo oglądać tył głowy w dwóch lusterkach - wiem, że dopóki jestem w łazience, on kupy nie zrobi. Zabawa może prymitywna, na pewno wręcz, ale tak mało radości mam w życiu. Zanim wejdzie do toalety zwykle włącza radio w kuchni, albo puszcza wodę w ubikacyjnej umywalce. No i wtedy już na pewno nic nie słyszę;)

      Druga ciekawostka - pierwsze miesiące naszego wspólnego mieszkania do kosza na brudy wrzucał swoje skarpetki wcześniej przez siebie zaprane i wysuszone na grzejniku. Ani nie były czyste, ani brudne, wyduśdane takie. Prosiłam, żeby przestał, że szkoda zachodu, ja i tak sortując pranie nie wącham i nie analizuję, skupiam się tylko na kolorach. W końcu przestał. Czasem tylko jeszcze wiszą gdzieś z boczku na rurce takie skarpeciane strąki. Wiem, że to silniejsze od niego, nie wnikam, zabieram do pralki.

      Kiedy bierze prysznic, a ja muszę coś niezwłocznie z nim ustalić, zawsze pukam i czekam na pozwolenie. Kiedy mogę wejść, ma już na biodrach zawinięty ręcznik. Dziwne, bo po domu chodzi goły. Golizny wstydzi się wyłącznie w kąpieli (nie dotyczy publicznych kąpieli słonecznych).

      Mogłabym jeszcze długo przytaczać, lecz jest to człowiek zacny, na stanowisku i naprawdę te drobnostki nic o nim nie mówią. Zastanawiam się jednak, czy nie trafił mi się aby egzemplarz z bieguna tajemniczego;)
      • wodadobra Re: Golenie pachwin i inne takie - na oczach face 04.01.11, 22:37
        Z bieguna na bank. Ale zgadujmy jakiego ;-P
        Ja mam egzemplarz w domu, którego ukrywanie fizjologii jego własnej nie przyprawia o ból głowy. Ale jak to powiedziała moja przyjaciółka_w_trakcie_rozwodu - "Mój następny facet powinien być trochę chamem - jak twój" i nie wiedziałam czy się gniewać czy cieszyć. Bohater charakterystyki uśmiał się i wcale nie czuł urażony.
        A jeżeli chodzi o ukrywanie się. Mnie samej to wydaje się, że są ważniejsze sprawy niż skrywanie wałków na głowie lub potajemne depilowanie pach. Kwestia postawienia granicy sobie. Dopóki ja się dobrze czuję to jest ok.
        Ale odwracając sytuację. Czy jest Was w stanie zrazić do tża jego fizjologia? No przecież nie dajmy się zwariować. Mnie się zdaje (jak mawiał trener Górski), że przede wszystkim w jedną i drugą stronę najbardziej istotne jest żeby nie skapcieć w związku. I utrzymywanie się w dobrej kondycji nie dotyczy tylko kwestii fizjonomii ale i psychiki. Mój maż jest fajny bo cały czas mnie zaskakuje. Jest zawsze krok do przodu jeśli chodzi o pomysły i ich realizację. A ja z kolei lubię chodzić swoimi drogami. Spędzamy dużo czasu razem, wiele nas łączy ale pozostajemy oddzielnymi bytami - jesteśmy w tym wszystkim niezależni.
        I nie. Nie depiluję pach przy nim ale jeżeli wkroczy do łazienki to w panice nie porzucam narzędzia zbrodni.
        • jezymka Re: Golenie pachwin i inne takie - na oczach face 04.01.11, 23:47
          > Ale odwracając sytuację. Czy jest Was w stanie zrazić do tża jego fizjologia?

          Mnie kompletnie nie. Niby czemu miałoby razić coś, co jest całkowicie normalne i do tego nie do uniknięcia? U mojego prywatnego egzemplarza mężczyzny mogłaby mnie razić nieszczerość, prymitywizm, głupota, nieodpowiedzialność i ewentualnie słuchanie Dody. A że się poci? Że się w łazience z książką czasem zamyka (ostatnio męczy "Zmierzch", podobno rewelacyjnie pomaga :P)? Że mu skarpetki po całym dniu konwalią nie pachną? To nie dmuchany laluś ani pan z reklamy, tylko mój mąż.

          PS. A teraz z grubej rury. Czy tylko ja uważam, że świeży (podkreślam, świeży) męski pot bywa silnym afrodyzjakiem?
          • heidowata Re: Golenie pachwin i inne takie - na oczach face 05.01.11, 19:24
            > PS. A teraz z grubej rury. Czy tylko ja uważam, że świeży (podkreślam, świeży)
            > męski pot bywa silnym afrodyzjakiem?

            Jako nastolatka bez doświadczeń z poważnymi związkami miałam się w tym temacie nie wypowiadać, ale...
            Nie, nie tylko ty! Świeży męski pot potrafi zwalić mnie z nóg w sensie pozytywnym, spotkałam jednego takiego faceta (w sumie to jeszcze chłopaka) którego zapach niesamowicie mnie pociąga, a zapach jego potu... Ech, rozmarzyłam się :D.
        • teresa104 Fizjologia tża 05.01.11, 06:55
          "Czy jest Was w stanie zrazić do tża jego fizjologia?" O tym właśnie chciałam napisać w swoim poście. No nie jest w stanie. W dodatku w wykonaniu mojego towarzysza próby ukrywania tej fizjologii są tak nieudolne, że zwyczajnie mnie rozczulają (nie bez znaczenia jest też chichot, jaki u mnie wywołują, a chichot, wiadomo, zmarchy i mortus). Tak samo jak rozczula mnie pies, który ma nawyk wierzgania nogami po załatwieniu się na trawnik. I kupy fik-mik nie ma;)
          • wodadobra Re: Fizjologia tża 05.01.11, 10:53
            Tylko zważaj na swoje zachowanie bo ci się chłop nabawi zaparć nawykowych z tego stresu
            i o lewatywę będzie musiał prosić ;-P
          • idziejoannaoch Re: Fizjologia tża 05.01.11, 17:31
            a mnie może nie razi fizjologia tża jako taka, bo wiem dobrze, że istnieje, on wie, że moja istnieje, pogodziliśmy się już z tym ;)
            Ale nie lubię, jak mi się tak dobitnie o tym przypomina, ja w moim związku wyznaję zasadę: róbmy swoje, ale się z tym nie afiszujmy. Więc jak mój chłopak, chcąc udać się do łazienki, żeby zrobić nr 2 najpierw przeczesuje pokój w poszukiwaniu odpowiedniej lektury, a po powrocie rzuca gazetę/książkę na miejsce koło mnie, to ja się czuję, jakby wbiegł do pokoju z okrzykiem "robiłem kupę!!!" i mi się to nie podoba, bo mnie to krępuje.
            Wolę, jak te gazety leżą w kiblu bez przerwy i nie trzeba ich nosić ze sobą, a w razie czego, można je sobie poczytać. No ale niestety moja łazienka jest malutka i nie ma w niej miejsca na takie fanaberie jak stałe miejsce na gazety :p
            rozmawiałam z nim nawet o tym noszeni gazety ze sobą, ale powiedział, że przecież będzie się nudził :p
    • jehanette Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 04.01.11, 23:05
      Czy tylko mnie się wydaje, ze roztrząsanie podobnych dylematów jest bezcelowe? Ludzie mają różne podejście do życia, intymności i fizjologii. Ba, potrafi się to zmieniać z dnia na dzień w zależności od humoru, u mnie na przykład. czasem mam dni kiedy razi mnie obcinanie paznokci przez tż przy mnie, a czasem depiluję nogi i nie rusza mnie jego obecność.
      Gorzej, jeśli spotkają się dwie osoby o diametralnie róznym podejściu do tych spraw, wtedy ciężko się dogadać na co dzień, tak myślę.
      • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 05.01.11, 00:47
        nie tylko tobie ;) szczerze powiedziawszy, to "rozwalił" mnie ten temat jak zajrzałam na Offtopy w Nowy Rok ;))
    • slotna Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 05.01.11, 18:55
      Byc moze ide w zlym kierunku, bo statystyk w koncu nie prowadzilam, ale dyskusja skojarzyla mi sie z roznica miedzy "slubuje ze cie nie opuszcze az do smierci" a "przyrzekam, ze uczynie wszystko aby nasze malzeństwo było zgodne, szczesliwe i trwale".
      • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 05.01.11, 21:32
        > Byc moze ide w zlym kierunku, bo statystyk w koncu nie prowadzilam, ale dyskusj
        > a skojarzyla mi sie z roznica miedzy "slubuje ze cie nie opuszcze az do smierci
        > " a "przyrzekam, ze uczynie wszystko aby nasze malzeństwo było zgodne, szczesli
        > we i trwale".

        Hmmm... ja miałam obie wersje przysięgi:) Wychodzi na to, że jedną nogę będę depilować w tajemnicy, a drugą na środku salonu;)
        • dziudziulek Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 18:35
          :D
    • diuszesa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 05.01.11, 23:11
      O, wchodzę sobie po dluższej nieobecności, a tu nieźle, nieźle... ;-)

      No cóż, tak sobie czytam, i czytam, i czytam...

      I w dyskusjach widzę tylko: czarne-białe, czarne-białe... (wiem, nie jestem odkrywcza, ktoś już zauważył to przede mną). Z jednej strony - wywalanie wszystkiego przed partnerem w imię zaufania, szczerości, miłości.... Z drugiej - tajemniczość, femme fatale itp. w imię dbania o temperaturę związku.
      A życie przecież nie jest czarno-białe. Ma wiele szarych odcieni. I myślę, że w każdym dłuższym, normalnym związku jest trochę i czarnego i białego - i trochę niedyskrecji (bo przecież nie da się zupełnie odizolować partnera od wszelkich zabiegów, z róznych przyczyn - choroba, małe mieszkanie, przypadek, pośpiech itp.), i trochę tajemniczości - kiedy przychodzi pożądanie.
      Ale - żeby ono przyszło, to partner musi być czymś odrobine postymulowany. Póki jesteśmy młodzi, piękni, o szczytowym poziomie libido, w sile wieku - to jest ok. Niewiele potrzeba. A jak krew nie woda - to i grzebanie w pazurach nie przeszkadza, ani stary szlafrok, ani widok ukochanej woskującej nogi. Ale co będzie powiedzmy po kilkunastu latach, kiedy widok partnera szorującego pięty pumeksem nam się opatrzy? Jasne, że nie stanie się tragedia i nie wyrzucimy od razu dziada z domu, i życie nam się gwałtownie nie załamie. Żyć będziemy dalej - tylko jak? Bez wzajemnego erotycznego zainteresowania? Patrząc na partnera jak na mężczyznę w piżamie, który mieszka z nami pod jednym dachem, ale nie jest dla nas partnerem w sypialni? Z którym łączą nas dzieci, wspólnie stworzony dom, miłość, czułość, troska o zdrowie drugiej osoby (wszystko oczywiście ważne), ale nie dobry seks, bądź przynajmniej seksualna czułość (może dziwny termin, ale wyobrażam sobie, że po kilkudziesięciu latach małżenstwa i w pewnym wieku tego seksu może juz nie być). Ja wiem, że nie każdy potrzebuje erotyki - da się przeżyc i bez tego. Tylko dlaczego, skoro to takie miłe? ;-) I zgadzam się z pierwsząliterą - ja po prostu chciałabym utzrymywać związek w tej dobrej jakości.

      W kwestii totalnej bliskości, totalnej szczerości.
      Myślę, że postawa miłości i bliskości, zostawiającej bardzo mało miejsca dla prywatności każdego z partnerów jest przereklamowana i przesłodzona. Tak samo jak pogląd, że posiadanie przez małżenstwa dziecka to taka fajna, miła rzecz, scalające dwójkę ludzi, dająca szczęście i radość. Mimo wielu plusów obie te sytuacje wcale nie są takie różowe, jak sie wydaje. Mogą doprowadzić do tego, że stracimy higienę psychiczną - byc może zaczniemy się dusić lub miotać wśród emocji, i nie będziemy wiedzieć, czy one sa jeszcze nasze? czy mamy prawo do emocji WŁASNYCH, czy też musimy się wszystkim dzielić z partnerem? i czy nie popełniamy przestępstwa, zachowując jakąś emocję, jakąś myśl tylko dla siebie? Gdzie tu jest miejsce na niezależność, na jakies wytchnienie? Wszystko robimy razem, wszystko sobie mówimy, wszędzie razem chodzimy, bardzo się kochamy.... To jest tak słodkie, że aż śmierdzi.
      • sylwiastka :) 06.01.11, 00:40

      • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 02:55
        "czy mamy prawo do emocji WŁASNYCH, czy też musimy się wszystkim dzielić z partnerem? i czy nie popełniamy przestępstwa, zachowując jakąś emocję, jakąś myśl tylko dla siebie?"

        no ja się czasem tak czuję :/ ale spoko, ja mam terapię więc nie musicie mi prawić kazań :PPP
      • jezymka Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 09:40
        > czy mamy prawo do emocji WŁ
        > ASNYCH, czy też musimy się wszystkim dzielić z partnerem? i czy nie popełniamy
        > przestępstwa, zachowując jakąś emocję, jakąś myśl tylko dla siebie?

        No jasne, że mamy! Ale czy my mamy też prawo do życia po swojemu i wyznaczania w związku takich granic, jakie się nam podobają? Czy dwie kochające się osoby popełniają przestępstwo, żyjąc dokładnie tak, jak chcą? Czy też nasze życie musi być podporządkowane poradom dobrych ciotuń i zasad rodem z babskich magazynów? Przez całą tę dyskusję w wątku próbuję zaprezentować inny punkt widzenia, ale on jest tylko i wyłącznie nasz, nikogo do niego nie namawiam ani nie usiłuję wszystkich przekonać, że tak jest lepiej. Tymczasem w zamian dostaję sygnały, że jestem naiwna i uzależniona, że mąż mnie okłamuje i prędzej czy później zdradzi, bo tak już jest. Nie wiem, dlaczego kogoś tak bardzo razi, że ktoś inny w swoim prywatnym związku robi to, co uważa za słuszne?
        • diuszesa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 12:58
          jezymka napisała:

          > > czy mamy prawo do emocji WŁ
          > > ASNYCH, czy też musimy się wszystkim dzielić z partnerem? i czy nie popeł
          > niamy
          > > przestępstwa, zachowując jakąś emocję, jakąś myśl tylko dla siebie?
          >
          > No jasne, że mamy! Ale czy my mamy też prawo do życia po swojemu i wyznaczania
          > w związku takich granic, jakie się nam podobają? Czy dwie kochające się osoby p
          > opełniają przestępstwo, żyjąc dokładnie tak, jak chcą?


          Macie prawo, i jeśli wam z tym dobrze, to ok. Ale niech nam będzie też wolno powiedzieć, czym to się może skończyć. Może, ale nie musi. Jednak jak poobserwuje się trochę życie różnych par, to można powiedzieć, że istnieje prawdopodobieństwo, że prędzej czy póżniej sytuacja "wszystkorazemrobienia" stanie sie męcząca. I jeszcze dobrze będzie, jeśli partnerzy w mądry sposób sobie z tym poradzą - znajdą sobie jakieś hobby, zdobędą się na odrobinę flirtu itp. Tylko, że po wielu latach trwania związku bardzo zamkniętego to może nie być takie proste. Bo myślenie: "nie bedę wychodzić bez niego, bo mu będzie przykro/bo nie będzie miał co ze sobą zrobić/bo przecież my zawsze razem/bo to wobec niego nie w porządku, że go zostawię..." będzie zakorzenione, i wcale może nie być łatwo się z niego wyzwolić. Myślisz, ze skąd biorą się sfrustrowani ludzie, którzy nie chca siedzieć w domu ze skapcanialym partnerem, z drugiej strony - nie mają żadnych swoich własnych hobby, więc przychodzą do sklepu tylko po to, żeby pomarudzić lub się pokłócić z konsultantem?


          Tymczasem w zamian dostaję sygnały, że
          > jestem naiwna i uzależniona, że mąż mnie okłamuje i prędzej czy później zdradzi
          > , bo tak już jest.

          Sorry, będę szczera: myślę, że Twoje podejście "jesteśmy zawsze razem, wszystko sobie mówimy i zawsze bardzo bedziemy sie kochać, i zawsze będzie nam z tym dobrze" jest wg mnie naiwne.
          Z Twoich wypowiedzi wnioskuję, że nie bierzesz pod uwagę tego, że w życiu są różne sytuacje, które moga wplynać na wasz związek negatywnie. I nie mówię tego ot tak sobie. Wiem, bo to wszystko przerabiałam. Miałam identyczne podejście do rzeczy jak Ty - ale trwało to u nas max 5 lat. Wiem, że zycie naprawdę nie jest takie różowe i nie wszystko jest tak jednoznaczne - bo po drodze są różne stresogenne sprawy, wpływające na wzajemne relacje - dzieci, smierć bliskich, zmiana pracy, przeprowadzki, brak czasu, choroba itp. I nawet możesz się nie spodziewać, jak któraś z nich może negatywnie wpłynąć na do tej pory kryształowy związek. My z mężem ostatnio przerabialiśmy kłopoty w relacjach. Nie uniknęliśmy ich, mimo, że zawsze bylismy wobec siebie otwarci, szczerzy i zgodnie twierdzilismy, że będziemy zawsze o nasze małżeństwo dbać. Ale po drodze jest tyle spraw, że coś może się "rozjechać" i nawet się nie wie, kiedy to nastąpiło. Moja wypowiedź ma na celu pokazać taka ewentualność, której Ty jak na razie nie dopuszczasz.
          Nie twierdzę, że jesteś uzaleźniona (pewnie nie ;-) ) i że na pewno przed Wami kłopoty. Ale zważ, że po drodze mogą sie w życiu przydarzyc rózne sprawy, dlatego też warto zadbać o własną psychiczną higienę, bo jak jej zabraknie (a może zabraknąć w związku bardzo zamkniętym), to potem radzenie sobie z ewentualnymi problemami jest trudniejsze.


          Nie wiem, dlaczego kogoś tak bardzo razi, że ktoś inny w swo
          > im prywatnym związku robi to, co uważa za słuszne?

          Mnie to nie razi. Ja tylko przedstawiam swoj punkt widzenia.
          • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 15:38
            no ale po co jezymkę "uświadamiać"? U niej wcale nie musi tak być, a nawet jeśli może albo będzie, to po co komuś truć? Ja też mogłabym się pobawić w czarnowidztwo "bo myślałam że będzie 100% super, a nagle okazało się że nie jest", ale PO CO.
            Nawet po własnych przeżyciach nadal nie jestem wdzięczna osobom, które "krakały" i być może teraz by triumfowały, że "wyszło na ich". To moja sprawa i mojego faceta, a nie innych ludzi.
            Jeśli ktoś ma się sparzyć w swoim życiu uczuciowym to jest jego prywatna sprawa, niezależnie od tego czy opisywał swoje słodkie pożycie na forach publicznych.
            Nie podoba mi się to i już - to ściąganie ludzi na ziemię dla ich własnego "dobra" :/
            • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 15:48
              ach, oczywiście zaraz ktoś się na mnie rzuci za tamtego posta... Ale można się było tego spodziewać, jak i większości wypowiedzi w tym temacie ;)
              Dla mnie po prostu to się posuwa za daleko, dlatego nie mam ochoty uzewnętrzniać się w takich dyskusjach, bo wiadomo jakie "rady" i "wnioski" by się pojawiły. Cieszę się, że jezymka jest odporna i mam nadzieję, że jej facet równo szydzi z całej dyskusji ;))
              • jezymka Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 16:26
                > Cieszę się, że jezymka jest odporna i mam nadzieję, że jej facet równo szydzi
                > z całej dyskusji ;))

                No szydzi, szydzi, taki już jest ;) Od wczoraj chodzi za mną i teatralnym tonem mnie strofuje: "jak możesz się przy mnie przebierać, tracę całe zainteresowanie tobą" (w chwilę potem udowadniając, że jednak nie ;)), "oj, zobaczyłem cię w kapciach, moje życie już nigdy nie będzie takie samo" itp. Odgryzłam mu się, jak miał atak kichania ;P

                Mogłabym dalej ciągnąć tę dyskusję, argumentować, ale chyba już na tym poprzestanę. Na razie jest nam dobrze. Kiedy będę potrzebowała porady, widzę, że wiem, gdzie się zgłosić :P
                • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 17:11
                  "Odgryzłam mu się, jak miał atak kichania ;P"

                  jak mógł!!! powinien wyjść do toalety :/
                  XDDD
              • madzioreck Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 16:37
                edhelwen napisała:

                > ach, oczywiście zaraz ktoś się na mnie rzuci za tamtego posta... Ale można się
                > było tego spodziewać, jak i większości wypowiedzi w tym temacie ;)

                Edhelwen, ja Cię bardzo proszę, jak chcesz zobaczyc "rzucanie się" to proponuję foerum "emama" albo jeszcze lepiej "Kobieta". Nie myl ostrzejszej dyskusji, zamiast nieustannego głaskania się po główkach, z rzucaniem się, bo nikt się tu na nikogo nie rzuca, każdy odkrywa tyle, ile chce odkryć i do udziału w dyskusji nie zmusza.
                • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 17:14
                  really? ;) wiesz, dyskusja dyskusją. Na skomentowanie moich postów jestem przygotowana, nie spodziewam się niczego innego.
                  Ale zdania nie zmienię jeśli chodzi o komentowanie cudzych związków, naśmiewanie się (!!!), rady udzielane zapewne z dobroci serca (hahaha).
                  • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 17:39
                    edhelwen napisała:

                    > really? ;) wiesz, dyskusja dyskusją. Na skomentowanie moich postów jestem przyg
                    > otowana, nie spodziewam się niczego innego.
                    > Ale zdania nie zmienię jeśli chodzi o komentowanie cudzych związków, naśmiewani
                    > e się (!!!), rady udzielane zapewne z dobroci serca (hahaha).

                    Swomi teksami sama prowokujesz, że ktoś po tobie dziobie. Twoja submisyjno- agresywna postawa zachęca do tego. Jeżeli piszesz z nastawieniem, że ktoś chyha tylko na to, by ci dowalić i jeszcze się z tym głośno obnosisz, to działasz w myśl zasady samospełniającej się przepowiedni. I wcale mi ciebie z tego powodu nie jest żal. Założę się dla wielu innych coś takiego też jest drażniące.
                    • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 18:22
                      a czemu miałoby być komukolwiek żal? :PP Pierwszalitero - twoje posty z tego wątku wręcz poprawiają mi humor :))
        • wodadobra Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 13:10
          Jezymka
          Przeczytaj co napisała diuszesa poniżej. Ostatnio opisywała też jakie kłopoty w relacji z mężem miała. I wiem, że pewne sprawy rozjeżdżają się po prostu bez wyraźnego tąpnięcia. Wcale nie twierdzę, że dostaniesz obuchem w łeb tylko chodzi o naturalne rozluźnienie relacji. Myślę, że po prostu nie da się być cały czas ciuciumuciu i wtedy warto mieć coś swojego.
          I jeszcze jedno - czy spotkało was w związku z czym musieliście się zmierzyć jako para a co mogło was albo rozdzielić albo połączyć?
          • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 13:19
            Ja też chciałam się odnieść do postów diuszesy, ale w sumie nie mam możliwości bez wykorzystania tego, co pisała na zamkniętym forum, czego - jak sądzę - nie powinnam robić. Więc milczę, choć powiedzieć bym chciała sporo...
            • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 14:00
              jul-kaa napisała:

              > Ja też chciałam się odnieść do postów diuszesy, ale w sumie nie mam możliwości
              > bez wykorzystania tego, co pisała na zamkniętym forum, czego - jak sądzę - nie
              > powinnam robić. Więc milczę, choć powiedzieć bym chciała sporo...

              Robisz tu teraz tak tajemniczo, jakbyś chciała sugerować, że znajomość tych problemów wpłynęłaby na inną interpretację wypowiedzi diuszesy. A tak nie jest i jej osobiste niepowodzenia nie mają tu nic do rzeczy. Całość ma ważność niezależnie od tego, jakie konkretne problemy para napotka w swoim życiu, bo że relacje podlegają zmianom jest pewnikiem. Gdybym ja coś takiego napisała, to zaraz podniósłby się krzyk, że chcę kogoś osobiście zaatakować i że mam się wstrzymać z dawaniem rad z mojej zawężonej, czytaj sperwertowanej perspektywy. Tutaj już tego napisać nie możesz, więc insynuujesz może teraz w zamian, że diuszesa sama sobie była winna i innym, tym o wyższym albo lepszym poziomie intymności w związku, coś takiego by się nie zdarzyło? No bo sprawdzić nie mogą, skoro dyskusja przebiegała na zamkniętym forum. Posunięcie poniżej pasa.
              • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 14:10
                Znów jedziesz w stronę zupełnie nieoczekiwaną i nieprawdopodobną. Chciałam zwrócić uwagę, że diuszesa nie pisała o swoich problemach z mężem na tym forum (otwartym!), więc nie należy się - jak sądzę - do nich tu odnosić.
                A Twoje supozycje na temat tego, co ja sugeruję bądź nie, są już naprawdę absurdalne i wyssane z palca.
                • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 14:29
                  jul-kaa napisała:

                  > Znów jedziesz w stronę zupełnie nieoczekiwaną i nieprawdopodobną. Chciałam zwró
                  > cić uwagę, że diuszesa nie pisała o swoich problemach z mężem na tym forum (otw
                  > artym!), więc nie należy się - jak sądzę - do nich tu odnosić.
                  > A Twoje supozycje na temat tego, co ja sugeruję bądź nie, są już naprawdę absur
                  > dalne i wyssane z palca.

                  Jeżeli do problemów diuszesy nie trzeba się odnosić, nie było potrzeby o nich wspominać i ustawiać się na pozycji uprzywilejowanej plotkary, która coś wie, ale nie powie. Twoja wzmianka była zupełnie nie na miejscu.
                  • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 15:57
                    pierwszalitera napisała:
                    > Jeżeli do problemów diuszesy nie trzeba się odnosić, nie było potrzeby o nich w
                    > spominać i ustawiać się na pozycji uprzywilejowanej plotkary, która coś wie, a
                    > le nie powie. Twoja wzmianka była zupełnie nie na miejscu.

                    nie udawaj, że nie rozumiesz o co chodzi - odniosłam sie do postu wodydobrej, która pierwsza wspomniała o diuszesie...
                    A Ty zachowujesz się dokładnie tak, jak można się było spodziewać - zżera Cię zwykła prostacka ciekawość...
                    • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:54
                      jul-kaa, jakie zamknięte forum? Dostępne jest dla zalogowanych forumek... chyba, że zostałam dopisana do uprzywilejowanych bez swojej wiedzy.
                      • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:59
                        kk345 napisała:

                        > jul-kaa, jakie zamknięte forum? Dostępne jest dla zalogowanych forumek...

                        Mowa o matkujących, nie wszyscy mają dostęp.
                        • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 23:02
                          wiem, o jakim forum piszesz, tyle, ze nie jest bynajmniej zamknięte...
                          • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 23:09
                            Bynajmniej ;) jest. Widocznie przez pomyłkę masz dostęp.
                            • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 23:12
                              To lepiej szybko mi go zabierzcie, bo jeszcze narozrabiam...
                      • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 23:02
                        jeśli dobrze pamiętam, to forum miało być zamknięte po jakimś czasie
                        • kk345 Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 23:08
                          W tej chwili nie jest.
                          • madzioreck Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 23:10
                            Jest nie tylko zamknięte, ale i ukryte, przynajmniej tak było do wczoraj, chyba, że wariamiktoria coś zmieniła albo coś się technicznie zepsuło...
                          • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 23:10
                            Jest. Z innego konta nie mam dostępu.
                            • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 23:17
                              ja też się mogę zalogować ;)
                              • wariamiktoria Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 07.01.11, 00:23
                                Osoby, które w swoim czasie zgłosiły się w wątku i/lub zaglądały na matkujące a związane z LB miały dostęp. Oprócz tego można dodatkowo się zgłosić. Po tym incydencie wywaliłam wszystkie osoby, które tylko zaglądały i nie pisały. I nie wystarczy tylko wysłać zgłoszenia - trzeba je uzasadnić i mieć związki pisemne z Lobby.
                                A tak w ogóle musicie się kłócić gdy mnie boli głowa?
                                Matkujące są zamknięte i ukryte bo piszemy tam o rzeczach, których nie chcemy wywlekać dlatego Wodadobra spada z listy uczestników. Moim zdaniem powinna także przeprosić Diuszeszę za rozpoczęcie całej akcji. Jul-kaa niefortunne stwierdzenia ale trzeba było przypomnieć o tym, że matkujące są zamknięte. Diuszesa w swoim wątku nie opisywała niczego zdrożnego czy złego ale napisała na forum zamkniętym i należy uszanować to, żeby tam treści zostały. Ile napisała na Offtopach wystarcza do dyskusji.
                                • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 07.01.11, 16:38
                                  cóż, przynajmniej zdążyłam przeczytać wątek Diuszesy ;PPP
                • wodadobra Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 14:38
                  Oczywiście, że nie pisała i ja też nie pisałam.
                  Poza tym sama diuszesa napisała wyraźnie, że priorytetem dla niej jest utrzymywanie związku nie byle jakiego tylko związku dobrego jakościowo. A to jest praca.
                  W odniesieniu do jezymki, która zdaje się ma dość krótki staż i jest na fali zwracam uwagę, że związki składają się z różnych etapów, czego wiele z was zdaje się nie zauważać w tej dyskusji.
                  Chodzi o to, że warto czasem spojrzeć dalej niż czubek własnego nosa i czerpać z doświadczeń innych ludzi - nawet tych, z którymi światopoglądowo nic nas nie łączy.
                  • bordowa_kropka Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 17:10
                    Czytam, czytam i oczom nie wierzę. Od razu było wiadomo, że w takim temacie będą wypowiadać sie osoby o zupełnie innych poglądach, przekonaniach, stażu zwiazku, potrzebach i wrażliwości. Dajcie każdemu możliwość uczenia się na własnych błędach, próbowania własnego sposobu na życie. Może któraś kiedyś powie, że zbytnie spoufalenie się z partnerem i pokazanie mu niewydepilowanych nóg przyczyniło się do zaziębienia relacji:p. Przyznam się, że nie mam zbytniego doświadczenia w różnych związkach, ale ja tam nie wyobrażam sobie, że miałabym ukrywać zabiegi pielęgnacyjne. Chociaż znowu nie robię ich tak sporo. Chodzę przy nim w zgniłozielonej maseczce i dobrze mi z tym. Ludzie, gadacie ciągle o tym samym i gwarantuje wam, że nie dojdziecie do porozumienia w takim temacie i tyle.
                    • diuszesa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 17:33
                      bordowa_kropka napisała:

                      > Czytam, czytam i oczom nie wierzę. Od razu było wiadomo, że w takim temacie będ
                      > ą wypowiadać sie osoby o zupełnie innych poglądach, przekonaniach, stażu zwiazk
                      > u, potrzebach i wrażliwości.


                      No i dobrze. Przecież o to chyba chodzi, żeby sobie podyskutować, nie? Nie sądzę, żeby ktoś tu oczekiwał wzajemnej adoracji. Każda z rozmówczyń jest chyba przygotowana na to, że ktoś może podważyć jej punkt widzenia. To, że wiadomo, że będziemy się ścierać, nie oznacza od razu, że mamy nie zakładać tematów, nie dyskutować, a zamiast tego wyłączyć komputer (albo przynajmniej Offtopy ;-) z myślą: eeee, będą teraz dyskutować.... I tak do niczego nie dojdziemy... Ja na przykład nie oczekuję, że nagle wszystkie sobie przyklaśniemy i znajdziemy rozwiązanie idealne. Ja chcę sobie tylko podyskutować... Po to jest forum. Tak trudno w to uwierzyć? ;-)


                      Dajcie każdemu możliwość uczenia się na własnych b
                      > łędach, próbowania własnego sposobu na życie.

                      W odniesieniu do tego zdania oraz do posta edehlwen, która pisała o dawaniu dobrych rad przez ciocie:
                      To nie jest tak, że ja komuś gadam: zobaczysz, sparzysz się, kiedyś nie będziesz juz taka mądra i pewna siebie, wspomnisz moje słowa. Mnie to tak naprawdę rybka, co ktoś ma w swoim związku. Ale jak się już coś przeżyło, to chyba można powiedzieć: MOIM zdaniem MOŻE stać się tak i tak? Chyba mogę to powiedzieć RAZ, wyrażając tym samym swój pogląd na sposób kształtowania relacji w związku? Od takiego wyrażenia swojego poglądu do nakłaniania i dobrze radzenia, to jest jeszcze kawałek.
                      • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 18:27
                        "Ale jak się już coś przeżyło, to chyba można powiedzieć: MOIM zdaniem MOŻE stać się tak i tak? "

                        Można, ale właściwie po co? I akurat przypadkowo? kierując swoje posty do osoby, która uważa że w jej związku jest/będzie całkowicie inaczej? Rozumiem, że pisząc swoje przemyślenia tak ogólnie w wątku, nie kierując do żadnych osób wyrażamy swoje poglądy, ale pisząc do kogoś w pierwszej osobie to jest moim zdaniem przekroczenie pewnej granicy w tak delikatnej materii jaką jest związek. Być może przyjmuję to zbyt emocjonalnie, ale ja właśnie sama podjęłam decyzję, żeby nie pisać o pewnych swoich przeżyciach i widzę jaki odzew budzą posty innych osób i myślę, że dobrze zrobiłam...
                        • pierwszalitera Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 18:38
                          edhelwen napisała:

                          Rozumiem, że pis
                          > ząc swoje przemyślenia tak ogólnie w wątku, nie kierując do żadnych osób wyraża
                          > my swoje poglądy, ale pisząc do kogoś w pierwszej osobie to jest moim zdaniem p
                          > rzekroczenie pewnej granicy w tak delikatnej materii jaką jest związek. Być moż
                          > e przyjmuję to zbyt emocjonalnie, ale ja właśnie sama podjęłam decyzję, żeby ni
                          > e pisać o pewnych swoich przeżyciach i widzę jaki odzew budzą posty innych osób
                          > i myślę, że dobrze zrobiłam...

                          Jeżeli ktoś chce, by nie przekraczano granicy w tym delikatnym temacie, to nie robi ze swego związku publicznego tematu na forum. Prawda? Wtedy pisze się do pamiętnika o swoim szczęściu i można to nawet kiedyś opublikować jako książkę. Ale nawet wtedy należy liczyć się z recenzją. Więc nie bardzo kapuję, o co ci właściwe chodzi? Nikt cię też nie zmusza do pisania o swoim związku, więc skoro tego nie robisz, to nie jest to też chyba żadna cnotą, którą trzebaby było się chwalić? ;-)
                          • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 18:47
                            pewnie, że nie jest. nie jestem już na tyle naiwna, żeby o tym pisać. Ale czuję niesmak mimo że wypowiedzi nie dotyczą mnie. Oczywiście TY nie widzisz nic niestosownego w swoich postach, czy postach niektórych osób, wszak zawsze masz rację :)
                        • diuszesa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 21:14
                          edhelwen napisała:

                          > "Ale jak się już coś przeżyło, to chyba można powiedzieć: MOIM zdaniem MOŻE sta
                          > ć się tak i tak? "
                          >
                          > Można, ale właściwie po co?


                          A po co w ogóle pisać o czymkolwiek? Po co w ogóle pisać na forum? Jeszcze się ktoś obrazi... Jeszcze mi coś zarzuci... No bez przesady - myśląc w ten sposób dojdziemy do skrajnie nihilistycznego punktu widzenia.


                          I akurat przypadkowo?


                          A czemu przypadkowo? Nie przypadkiem dałam opcję: odpowiedz cytując, odpowiadajac na post jezymki.


                          ale pisząc do kogoś w pierwszej osobie to jest moim zdaniem p
                          > rzekroczenie pewnej granicy w tak delikatnej materii jaką jest związek.

                          Na miłość boską - przecież ja nikomu nie wchodzę z butami w relacje. To już nawet w internecie na forum nie mozna sie odezwać? Jeszcze żebym napyskowała komuś. Ale nie - ja kulturalnie wyrażam swoje zdanie, piszę: MOŻE sie stać (a nie NA PEWNO sie stanie), piszę: MOIM zdaniem; piszę: wg mnie. A że przytaczam swoje doświadczenia - to i co z tego? Mam prawo. Nie mówię: Mi sie tak stało, Tobie na pewno też!
                          Chyba na pewne sprawy - ważne wg mnie - mogę zwracać (w sposób nienachalny) uwagę innych uzytkowników forum? I to ich sprawa, co z tym zrobią - jeden przeczyta i zapomni; drugi stwierdzi, że go nie dotyczy; trzeci pomyśli: może i prawda? A że czwarty stwierdzi, że pisanie o czymś takim jest zbyt niedelikatne, to cóż - jego prawo. Taki ktoś nie będzie ani chciał ani musiał uczestniczyć w dyskusji. I już.
                          • madzioreck Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:12
                            Też mam wrażenie, że niedługo w ogóle struktura drzewka i cytowanie staną się zbędne, nie będzie można nikomu odpowiedzieć, a jedynie ustosunkować się do posta założycielskiego.
                            Każda opinia będzie wartościowaniem, zarzucaniem, "rzucaniem się na", kpieniem, naśmiewaniem i co tam jeszcze.
                            Ludzie, Edhelwen, litości. Ludzie rozmawiają. Ludzie bywają lekko złośliwi. Ludzi ponoszą emocje.
                            Jak zaczniemy się obrażać, nie tylko wtedy, jak ktoś zapomni dobitnie podkreślić MOIM ZDANIEM, ale nawet jeśli to doda, to niedługo zostanie nam tiutianie sobie, głaskanie po główkach, i zostanie nam słodkopierdzące TWA.


                            • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:16
                              a tu przypadkiem nie ma już twa? :P
                              • madzioreck Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 23:05
                                edhelwen napisała:

                                > a tu przypadkiem nie ma już twa? :P

                                Przeczytaj jeszcze raz, co napisałam:
                                "to niedługo zostanie nam tiutianie sobie, głaskanie po główkach, i zostanie nam słodkopierdzące TWA. "

                                czy mamy TWA, bo niedawno pisałaś o naśmiewaniu, rzucaniu się i tak dalej.

                                • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 23:21
                                  ale przecież TWA nie musi obejmować całości grupy, ale np kilka osób z tego samego "frontu" :P chyba że masz na myśli ogólne TWA to faktycznie go nie ma ;)
                                  • madzioreck Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 23:30
                                    > ale przecież TWA nie musi obejmować całości grupy, ale np kilka osób z tego sam
                                    > ego "frontu" :P chyba że masz na myśli ogólne TWA to faktycznie go nie ma ;)

                                    I mam nadzieję, ze nie będzie, bo inaczej się zanudzimy... przepraszam, nie wiem, jak inne babki, ale JA na pewno się zanudzę :)
                            • prostokvashino 'Moim zdaniem' i takie tam 06.01.11, 23:17
                              > Jak zaczniemy się obrażać, nie tylko wtedy, jak ktoś zapomni dobitnie podkreśli
                              > ć MOIM ZDANIEM, ale nawet jeśli to doda, to niedługo zostanie nam tiutianie sob
                              > ie, głaskanie po główkach, i zostanie nam słodkopierdzące TWA.

                              Czytam dyskusję i kilka wnisków się nasuwa:
                              * Wychodzimy z założenia, że każda osoba jest samodzielnie myślącą istotą, więc się wypowiada w swoim imieniu. Wypowiada coś, co jest JEJ zdaniem (nawet w tak pokręconym przypadku, gdy osoba ma na tyle słabą wole/whatever, że czyjeś opinie czy stereotypy bardzo łatwo przyjmuje za swoje własne przekonania/przemyślenia, ale nadal jest to JEJ zdanie). Więc popadanie w przesadę, że jak ktoś nie napisze 'MOIM zdaniem' jest naprawdę głupie (i tak, to robię teraz jest ocenianiem) i niedojrzałe lub nieprzemyślane.
                              KAŻDA wypowiedź jest wypowiedzeniem zdania/opinii/poglądu danej osoby, poza wyjątkami, gdy jest się czyimś rzecznikiem prasowym lub posiada się dokument notarialny do wypowiadania się w czyimś imieniu.
                              Więc skończmy ten głupi wątek, który pojawia się przy każdej ostrzejszej dyskusji, że ktoś nie napisał wyraźnie, że to jest 'JEGO ZDANIE'.

                              * Dyskusje są po to, żeby pokazać swoje podejście do tematu i zobaczyć inne. Dyskusje rozszerzają światopogląd. Nawet w przypadku, gdy podejście/model innej osoby dla nas się nie sprawdzi.

                              * No i najważniejsze: większość osób ma problem z czytaniem ze zrozumieniem wypowiedzi w języku polskim. Gdyby tak nie było, to nie było by co chwilę takich postów chyba kilku osób, które potrafią przeczytać ze zrozumieniem to, co zostało napisane jak ten
                              "> To, że Ty nie masz pomysłu, jak można dbać o mężczyznę inaczej niż tylko poprze
                              > z dbanie o własną atrakcyjność
                              Halooo, nie TYLKO, a RÓWNIEŻ, no litości..."
                              Na dodatek, przydaje się również skupienie się na precyzyjnym pisaniu, tak aby czytający przeczytał, to co chciałeś przekazać. Jestem przekonana, że wiele z tych przypadków, gdzie pierwszalitera wytyka kręcenie i zmienianie zdania (lub niepewność swego zdania) jest tak naprawdę brakiem umiejętności przelania na papier/klawiaturę dokładnie tego, co chcemy powiedzieć. Ale dokładne czytanie ze zrozumieniem tego co napisane (i tylko tego i nie czytanie między wierszami) a wyrażanie się klarownie są ze sobą powiązane. Więc albo obie rzeczy są ok albo obie kuleją.

                              A w temacie głównym:
                              Są różni ludzie, są różne potrzeby, w różnych miejscach są granice prywatności i intymności. Ja, jesli już mamy zidentyfikować się z jakąś frakcją, jestem po stronie tych, które również poprzez 'nie-wywalanie bebechów' dbają i chcą dbać o temperaturę intymną w związku. Intymność i seksualność jest dla mnie ważna. Ale, tak jak pisała pierwszalitera i kilka innych osób, to że wolę w samotności nałożyć maseczkę czy depilować się, nie oznacza że facet nigdy tego w moim wykonaniu nie widział, czy nie zobaczy, bo się chowam. Nie, ja WOLĘ aby on tego nie widział, ale nie uciekam i nie panikuję, jak przypadkiem zobaczy. I to uważam, że akceptowanie naszej wzajemnej fizjologii.
                              Z drugiej strony są osoby, które uważają, że ich związkowi takie bombardowanie fizjologią (jak to litera określiła) nie przeszkadza, wręcz jest potrzebne. Ok, wiem, że taki model istnieje, jest możliwy, podobno w niektórych przypadkach już udowodniono, że jest zdolny do funkcjonowania długo (vide 45 i 60letni związek przytoczony jako przykład w dyskusji). I po to są dyskusje, że jak nie wiedziałam wcześniej (bo nie rodzimy się z mądrością i wiedzą pełną o wszystkich możliwościach), to widzę większe spektrum możliwości i mogę albo przekonać się do czego innego (bo o tym nie miałam pojęcia wcześniej, że istnieje), albo stwierdzić jednak, że jestem mądrzejsza, wiem teraz więcej, widzę więcej możliwości, ale nadal pozostaje przy swoim poprzednim wyborze. Teraz tylko ten wybór staje się jeszcze bardziej świadomy, bo miałam więcej opcji do wyboru (znałam je), a wybrałam ŚWIADOMIE tą (a dokładniej - świadomie poprzestałam na poprzedni wyborze). Niestety życie jest takie, że wiele wyborów wielu ludzi jest wyborami nieświadomymi, bo wybierają jedyną opcję, którą znają. I ona de facto jest wybrana nie dlatego, że wiem i jestem przekonany, że jest dla mnie najlepsza, tylko dlatego, że nie miałem pojęcia, że da się inaczej.
                              A w końcu wrócę do dziewczyn z poglądami zbliżonymi/pokrewnymi do poglądów jezymki, do tego, że ich faceci twierdzą, że im taka pokazywana na co dzień fizjologia nie przeszkadza. Znam przypadek z tzw pierwszych rąk (facet sam mi to powiedział, bo omawialiśmy temat, zainspirowany początkiem tego wątku kilka dni temu) - facet był w związku z podobnym podejściem, gdzie owłosione nogi nie przeszkadzają, maseczka na twarzy też nie (tak ogólnie mówiąc) i on to mówił swojej kobiecie i SAM BYŁ O TYM ŚWIĘCIE PRZEKONANY. Tylko, że po iluś latach związku (gdzieś w okolicach 8 to umieszcza), to zaczęło przeszkadzać, zaczął się właśnie w tym dusić. Teraz, jak twierdzi, jest mądrzejszy w tej kwestii.
                              I dla tych, które będą chciały z tym polemizować na zasadzie 'dlaczego próbujesz mi wmówić, że u mnie tak się stanie' - NIE nie mówię, że u kogoś tak się stanie. Mówię, że to, że facet teraz twierdzi, że mu to _naprawdę_ nie przeszkadza, nie daje stuprocentowej gwarancji, że zawsze tak będzie. Może nastąpić nasycenie i warto się zastanowić, co w takiej sytuacji zrobimy. Jest wiele możliwości:
                              -albo stwierdzić, że nie chcę ryzykować tego i trochę tzw. tajemniczości i zadbania o siebie (omawianych w tym wątku) jest niewielkim kosztem dla mnie, aby nie ryzykować stracenia kiedyś faceta z tego powodu. Zdając sobie sprawę, że może ten koszt w tym akurat przypadku pójdzie na marne.
                              - albo stwierdzić, że jeśli mu się odmieni, to nie będzie już facetem dla mnie. Bo sobie najbardziej cenię "intymność" w takim rozumieniu i bez tego facet jest dla mnie nieakceptowalny i będę musiała poszukać innego.
                              • edhelwen Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 06.01.11, 23:28
                                "facet był w związku z podobnym podejściem, gdzie owłosione nogi nie przeszkadzają, maseczka na twarzy też nie (tak ogólnie mówiąc) i on to mówił swojej kobiecie i SAM BYŁ O TYM ŚWIĘCIE PRZEKONANY. Tylko, że po iluś latach związku (gdzieś w okolicach 8 to umieszcza), to zaczęło przeszkadzać, zaczął się właśnie w tym dusić. Teraz, jak twierdzi, jest mądrzejszy w tej kwestii."

                                ciekawa jestem jak postąpiła jego dziewczyna ;) Czy zaczęła golić nogi, bo mu się przestały podobać owłosione, czy też została porzucona dla innej zadbanej, a może sama nie chciała takiego faceta, któremu nagle zaczęło coś przeszkadzać ;) Mam też nadzieję, że nie chodziło właśnie o te włosy na nogach, bo w końcu to jest coś naturalnego i nie powiedziałabym, że świadczy o zaniedbaniu O_o
                              • madzioreck Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 06.01.11, 23:29
                                > Czytam dyskusję i kilka wnisków się nasuwa:
                                > * Wychodzimy z założenia, że każda osoba jest samodzielnie myślącą istotą, więc
                                > się wypowiada w swoim imieniu. Wypowiada coś, co jest JEJ zdaniem

                                Ja również tak uważam, ale wiele osób tutaj kładzie nacisk na to, aby w wypowiedzi jednak znalazło się to "moim zdaniem, JA uważam", bo jak nie to jest krzyk o narzucanie własnego zdania. BYć może znów się nieprecyzyjnie wyraziłam albo źle zrozumiałam Ciebie teraz, ale na wszelki wypadek doprecyzowuję :)
                                • prostokvashino Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 06.01.11, 23:55
                                  madzioreck napisała:

                                  > > Czytam dyskusję i kilka wnisków się nasuwa:
                                  > > * Wychodzimy z założenia, że każda osoba jest samodzielnie myślącą istotą
                                  > , więc
                                  > > się wypowiada w swoim imieniu. Wypowiada coś, co jest JEJ zdaniem
                                  >
                                  > Ja również tak uważam, ale wiele osób tutaj kładzie nacisk na to, aby w wypowie
                                  > dzi jednak znalazło się to "moim zdaniem, JA uważam", bo jak nie to jest krzyk
                                  > o narzucanie własnego zdania. BYć może znów się nieprecyzyjnie wyraziłam albo ź
                                  > le zrozumiałam Ciebie teraz, ale na wszelki wypadek doprecyzowuję :)

                                  Madzioreck,
                                  Twój post akurat posłużył za inspirację do tego, co napisałam. Zrozumiałam, że tak uważasz. Chciałam powiedzieć, że właśnie ten krzyk o 'narzucanie własnego zdania' jest bez sensu i bezmyślny.
                                  Widocznie nie udało mi się do końca precyzyjnie to przekazać, zapewne cytowanie ciebie (bez podania, że to była inspiracja, a nie odpowiedź tobie), wszak nie jesteśmy idealni. Akurat ty wyrażasz się bardzo klarownie, więc :).. a na dodatek bezczelna:DDD potrafisz rozróżnić 'być może' od 'na pewno' i o tym napisać. Stąd też drugi cytat, gdzie właśnie tłumaczysz komuś, że napisane było 'być może' a nie 'na pewno'.
                              • diuszesa Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 06.01.11, 23:55
                                prostokvashino napisała:


                                > Więc skończmy ten głupi wątek, który pojawia się przy każdej ostrzejszej dyskus
                                > ji, że ktoś nie napisał wyraźnie, że to jest 'JEGO ZDANIE'.


                                Popieram, popieram!
                                • pierwszalitera Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 01:02
                                  diuszesa napisała:

                                  > prostokvashino napisała:
                                  >
                                  >
                                  > > Więc skończmy ten głupi wątek, który pojawia się przy każdej ostrzejszej
                                  > dyskus
                                  > > ji, że ktoś nie napisał wyraźnie, że to jest 'JEGO ZDANIE'.
                                  >
                                  >
                                  > Popieram, popieram!


                                  Miód na moje serce. ;-) Dokładnie to samo miałam na myśli pisząc o tej odwiecznej i nużącej metaanalizie dyskusji.
                              • jul-kaa Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 01:29
                                prostokvashino napisała:
                                > Tylko, że po iluś latach związku (gd
                                > zieś w okolicach 8 to umieszcza), to zaczęło przeszkadzać, zaczął się właśnie w
                                > tym dusić. Teraz, jak twierdzi, jest mądrzejszy w tej kwestii.

                                Jeśli mojemu mężowi zacznie coś przeszkadzać, jeśli się zmieni, to prawdopodobnie mi o tym powie i razem się zastanowimy, co z tym zrobić. Naprawdę nie jest to jakieś ogromne wyzwanie.
                                Podobnie może być w związku, w którym partnerzy zachowują większą odrębność - któreś z nich może zapragnąć odmiany. Taką parę też znam - przez 6-8 lat żyli w dużo mniej "intymnym" (to skrót myślowy) związku, ostatnio coraz bliżej są takiego modelu, jaki uprawiamy my z mężem.
                                • pierwszalitera Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 01:59
                                  jul-kaa napisała:

                                  > Jeśli mojemu mężowi zacznie coś przeszkadzać, jeśli się zmieni, to prawdopodobn
                                  > ie mi o tym powie i razem się zastanowimy, co z tym zrobić. Naprawdę nie jest t
                                  > o jakieś ogromne wyzwanie.
                                  > Podobnie może być w związku, w którym partnerzy zachowują większą odrębność - k
                                  > tóreś z nich może zapragnąć odmiany. Taką parę też znam - przez 6-8 lat żyli w
                                  > dużo mniej "intymnym" (to skrót myślowy) związku, ostatnio coraz bliżej są taki
                                  > ego modelu, jaki uprawiamy my z mężem.


                                  Nie bardzo wiem jak coś takiego ma działać praktycznie. Żyjesz z kimś kupę lat i jesteś przekonana, że ta osoba cię akceptuje we wszystkich życiowych sytuacjach, a tu nagle ta osoba życzy sobie więcej dystansu, to nie zareagujesz konsternacją i niepewnością, czy wszystko między wami jeszcze jest w porządku? A nawet jak ty oczekujesz otwartości w tej sprawie, to skąd masz pewność, że twój mąż zdobędzie się w ogóle na taką odwagę? Przecież w jakiś sposób burzy to, co wypracowaliście sobie przez wiele lat. Z dystansu może rozwinąć się większa bliskość i zażyłość, to jest nawet prawidłowy kierunek, ale odwrotnie, to będzie zawsze rozumiane jako strata i oddalenie się od partnera. To o czym piszesz jest większym wyzwaniem niż myślisz, sprawą prawie niewykonalną bez szkód w emocjonlanej konstrukcji w małżeństwie. Dlatego zapewne nigdy się o tych nowych życzeniach męża nie dowiesz.
                                  • madzioreck Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 02:09
                                    > Nie bardzo wiem jak coś takiego ma działać praktycznie. Żyjesz z kimś kupę lat
                                    > i jesteś przekonana, że ta osoba cię akceptuje we wszystkich życiowych sytuacja
                                    > ch, a tu nagle ta osoba życzy sobie więcej dystansu, to nie zareagujesz konste
                                    > rnacją i niepewnością, czy wszystko między wami jeszcze jest w porządku? A nawe
                                    > t jak ty oczekujesz otwartości w tej sprawie, to skąd masz pewność, że twój mąż
                                    > zdobędzie się w ogóle na taką odwagę? Przecież w jakiś sposób burzy to, co wyp
                                    > racowaliście sobie przez wiele lat. Z dystansu może rozwinąć się większa blisko
                                    > ść i zażyłość, to jest nawet prawidłowy kierunek, ale odwrotnie, to będzie zaw
                                    > sze rozumiane jako strata i oddalenie się od partnera. To o czym piszesz jest w
                                    > iększym wyzwaniem niż myślisz, sprawą prawie niewykonalną bez szkód w emocjonla
                                    > nej konstrukcji w małżeństwie. Dlatego zapewne nigdy się o tych nowych życzenia
                                    > ch męża nie dowiesz.

                                    Szczerze mówiąc, zgadzam się... nie bardzo sobie wyobrażam bezproblemowo przyjąć takie życzenie męża, raczej odczytałabym to negatywnie, że coś się znudziło/popsuło :( Dotąd było dobrze, a teraz nie jest?
                                  • jul-kaa Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 02:09
                                    Mylisz się. Mój mąż ostatnio znalazł pewne pole, które jest wyraźnie różne od naszego dotychczasowego podejścia. Przyszedł i powiedział: "mam ochotę na...". Zastanowiliśmy się, jak to zorganizować i działa. Pozwól, ze szczegóły zachowam dla siebie, grunt, że się to sprawdza.

                                    > Przecież w jakiś sposób burzy to, co wyp
                                    > racowaliście sobie przez wiele lat. Z dystansu może rozwinąć się większa blisko
                                    > ść i zażyłość, to jest nawet prawidłowy kierunek, ale odwrotnie, to będzie zaw
                                    > sze rozumiane jako strata i oddalenie się od partnera.

                                    Ależ skąd. Sama wiesz, że wiele par na początku w ogóle najchętniej się nie rozstaje, z czasem przychodzą nowe wyzwania, zainteresowania, związek krzepnie, partnerzy poszukują nowych wyzwań, funkcjonują nadal blisko, ale nie aż tak jak wcześniej. Fajnie, jeśli oboje są na tym samym etapie, co pewnie nie zawsze się udaje.
                                    • pierwszalitera Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 02:46
                                      jul-kaa napisała:

                                      > Ależ skąd. Sama wiesz, że wiele par na początku w ogóle najchętniej się nie roz
                                      > staje, z czasem przychodzą nowe wyzwania, zainteresowania, związek krzepnie, pa
                                      > rtnerzy poszukują nowych wyzwań, funkcjonują nadal blisko, ale nie aż tak jak w
                                      > cześniej. Fajnie, jeśli oboje są na tym samym etapie, co pewnie nie zawsze się
                                      > udaje.

                                      No tak, ale tu nie chodzi o czas spędzony ze sobą, tylko o pewną strategię intymności. Zaczęło się tu od takich rzeczy, jak zamykanie drzwi od łazienki i utrzymywaniu pewnej dyskrecji, i to można podać jako przykład. Na początku, w świeżo zakochanej fazie, ten dystans jest nawet większy, bo raczej nie chcemy zobaczyć naszego wspaniałego kochanka przy robieniu kupy i same wolimy nie być złapane na pudrowaniu pryszcza. Dopiero z czasem pewne rzeczy robią się (jeżeli do tego dopuścimy) bardziej naturalne i luźne. Tylko jak taką sytuację odwrócić? Jeżeli do tej pory wszystko było otwarte, to co pomyślimy, gdy partner nie zechce wpuszczać nas do łazienki, gdy on bierze prysznic? To co ty opisujesz, to jest całkiem normalny rozwój, robi się po prostu jakieś nowe rzeczy, których do tej pory wspólnie się nie robiło, ale co to ma wspólnego z ogólnym, umownym wzorcem intymności? A gdyby zmianą u partnera było to, że on chciałaby mieć parę tajemnic i nie chce zawsze wszystkiego z tobą uzgadniać?
                                      • jul-kaa Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 02:52
                                        pierwszalitera napisała:
                                        > A gdyby zmianą u partnera było to, że on chciałaby mieć parę tajem
                                        > nic i nie chce zawsze wszystkiego z tobą uzgadniać?

                                        Jeśli będę miała szczęście, to będę na podobnym etapie, oboje oddalimy się w nasze tajemnicze miejsca ;P
                                        Jeśli nie będę miała szczęścia (i będę na innym etapie) - być może popłaczę cicho w kąciku ;), ale pewnie dam sobie z tym radę.
                                      • jul-kaa Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 03:03
                                        pierwszalitera napisała:
                                        > Jeż
                                        > eli do tej pory wszystko było otwarte, to co pomyślimy, gdy partner nie zechce
                                        > wpuszczać nas do łazienki, gdy on bierze prysznic?

                                        W pełni otwarte nie jest pewnie nigdy. Łazienka ma klamkę i zamek. Drzwi niezamknięte na klamkę mówią "wejdź jeśli masz ochotę, nie robię nic, czego nie możesz zobaczyć". Drzwi zamknięte na klamkę mówią "jeśli coś chcesz, zapukaj", drzwi zamknięte na zamek mówią "spadówa".
                                        Nikt nie wnika w to, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami, dlatego jeśli nawet z czasem będą one zamknięte częściej, to świat się z całą pewnością nie zawali.
                                        • pierwszalitera Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 13:45
                                          jul-kaa napisała:

                                          > W pełni otwarte nie jest pewnie nigdy. Łazienka ma klamkę i zamek. Drzwi niezam
                                          > knięte na klamkę mówią "wejdź jeśli masz ochotę, nie robię nic, czego nie możes
                                          > z zobaczyć". Drzwi zamknięte na klamkę mówią "jeśli coś chcesz, zapukaj", drzwi
                                          > zamknięte na zamek mówią "spadówa".

                                          No to naprawdę nie wiem, o co ty się ze mną spierałaś, bo dla mnie to jest właśnie opis mojej sytuacji życiowej, w której dyskrecja gra ważna rolę. Ponieważ jednak jestem dobrze wychowana, wchodząc do łazienki zawsze zamykam za sobą drzwi. Jeżeli jednak mojego męża nie złapie nagła biegunka spowodowana straszną chorobą (co jeszcze nigdy się na szczęście nie stało), to raczej też nie będzie się do tych drzwi dobijał. ;-)
                                          • jul-kaa Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 14:00
                                            pierwszalitera napisała:
                                            > No to naprawdę nie wiem, o co ty się ze mną spierałaś, bo dla mnie to jest właś
                                            > nie opis mojej sytuacji życiowej, w której dyskrecja gra ważna rolę.

                                            Pewnie o to, ze gdy biorę prysznic, golę nogi pod tym prysznicem (mamy nieprzezierną zasłonkę, ale z przezierną byłoby podobnie), to zdarzy mi się nie zamknąć drzwi (są przymknięte, ale niezklamkowane) kiedy chcę zachować ciągłość komunikacji. Tobie się to pewnie nie zdarza, ale u mnie naprawdę nie wynika to z niewychowania, tylko z odrobinę innej sytuacji (tu: potomek mocno nieletni oraz irytacja związana z wentylatorem, który zagłusza dźwięk z mieszkania). A mój mąż rzeczywiście ma taką zabawną cechę, że lubi podzielić się jakąś odkrywczą myślą akurat dokładnie wtedy, kiedy ja za tą zasłonką dokonuję ablucji. Jednocześnie jednak zdarza mi się chwila, w której chcę np. poleżeć w wannie sama i wtedy mogę spokojnie warknąć "odpindol się ode mnie, nie właź i spadówa, chcę być tu sama", co z pewnością zawsze zostanie uszanowane. Chyba, że jestem wściekła, to wtedy mąż mnie rozbraja podnosząc dziecko do szyby w drzwiach. Dziecko wali w nią łapami, a mąż piskliwie wykrzykuje "mamo, mamo, tata mnie szczypie, ratuuunku!". Tak się bawimy ;)
                                            • jezymka Względy bezpieczeństwa 07.01.11, 14:10
                                              A tak całkiem abstrahując od kwestii okołozwiązkowych: szczelne zamykanie się w łazience przy piecyku gazowym pracującym pełną parą jest zwyczajnie niebezpieczne. Parę razy krew mi w żyłach zamarła, kiedy czytałam o ludziach, którzy zaczadzili się we własnych domach, mimo rodziny za drzwiami. Dlatego we własnym mieszkaniu pierwsze, co zainstaluję, to czujnik :) A do tego czasu nie mam zamiaru się zamykać.
                                              • pierwszalitera Re: Względy bezpieczeństwa 07.01.11, 15:35
                                                jezymka napisała:

                                                > A tak całkiem abstrahując od kwestii okołozwiązkowych: szczelne zamykanie się w
                                                > łazience przy piecyku gazowym pracującym pełną parą jest zwyczajnie niebezpiec
                                                > zne.

                                                Szczelnie znaczy jak? Bo nie przypominam sobie, bym podkładała koc pod szpary w drzwiach i przybijała dyktę do wietrzników. ;-) Zresztą, ja nie mam w domu gazu. ;-)
                                                • jezymka Re: Względy bezpieczeństwa 07.01.11, 15:41
                                                  No, jakoś, jak widać, wywietrzniki nie zawsze wystarczają, skoro ludzie umierają w ten sposób. A dom bez gazu to oczywiście idealna sprawa :)
                                                • edhelwen Re: Względy bezpieczeństwa 07.01.11, 16:14
                                                  ale też mogą być inne powody, nie tylko zaczadzenie (u nas też nie ma gazu w łazience). Moi rodzice zdecydowali się nie zakładać zamków w drzwiach łazienki i toalety na wypadek "jakby ktoś stracił przytomność w łazience, albo się pośliznął". Faktycznie kiedy jeszcze babcia żyła zdarzało jej się zasłabnąć, ale nie korzystała też z łazienki na górze.
                                                  Mnie bardzo brak zamka jako gwarancji, że na pewno nikt nie wejdzie. Na szczęście w swoim pokoju mam klucz i mogę się zamknąć . Przez kilka lat rodzice nie mogli się przyzwyczaić, że należy pukać (nawyki po mieszkaniu na bardzo małym metrażu) :/
                                              • ciociazlarada Bez przesadyzmu, znowu mam iść po chipsy... 07.01.11, 16:02
                                                Piecyk gazowy w łazience oznacza również wywietrznik na ścianie oraz kratkę na dole w drzwiach i, w cywilizowanych krajach (np. Polska), inspekcję kominiarską raz do roku, która całkiem sensownie truje... głowę i nachodzi, jeśli któreś z tych trzech urządzeń nie działa jak trzeba.
                                                Jeśli junkers jest zepsuty i ulatnia się z niego tlenek węgla, to najszerzej otwarte drzwi do łazienki nie pomogą, więc możesz zacząć się spokojnie zamykać:)
                                                • edhelwen Re: Bez przesadyzmu, znowu mam iść po chipsy... 07.01.11, 16:29
                                                  ;))) a jak ma się junkersa w zupełnie innym pomieszczeniu niż łazienka, który akurat trochę się psuje? ;) i okna w domu są nieszczelne? xD w bloku w ogóle nie miałam piecyka gazowego w domu więc nie wiem jak w takich warunkach mogło wyglądać zaczadzenie ;)
                                                  • ciociazlarada Re: Bez przesadyzmu, znowu mam iść po chipsy... 07.01.11, 16:37
                                                    U moich rodziców inspekcja przychodzi regularnie rok w rok do piecyka(piecyków). Sprawdza cug (okna nieszczelne zalecane) i poziom tlenku węgla wokół działającego junkersa. Jeśli się ulatnia CO to wygłaszają pogadankę uświadamiającą i dają prikaz, żeby naprawić jak najszybciej. Sprawdzają również rury i licznik gazowy. Jeśli coś nie gra przychodzą po jakimś czasie drugi raz.
                                                    Wydawało mi się, że tak jest wszędzie, to zwykłe starsze osiedle, nigdy nie było go w prasie ani rtv z powodu wybuchu gazu/ofiar czadu:)
                                                  • edhelwen Re: Bez przesadyzmu, znowu mam iść po chipsy... 07.01.11, 16:40
                                                    może w takich podpadających pod spółdzielnie mieszkaniowe?
                                                • jezymka Re: Bez przesadyzmu, znowu mam iść po chipsy... 07.01.11, 16:38
                                                  A to już prywatnej, nieszkodliwej fobii mieć nie wolno? ;) Ja to jeszcze pikuś. Mąż to dopiero wydziwia, przed snem robi obchód, sprawdza, czy wszystko podomykane, pozakręcane, ustawia włączniki światła, jak wieczorem wychodzimy z domu, najchętniej to by drzwi zabarykadował meblościanką ;) Nie, żeby mi się to nie podobało, fajnie, że o tym wszystkim myśli.
                                            • pierwszalitera Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 15:49
                                              jul-kaa napisała:


                                              Dziecko wali w ni
                                              > ą łapami, a mąż piskliwie wykrzykuje "mamo, mamo, tata mnie szczypie, ratuuunku
                                              > !". Tak się bawimy ;)

                                              O zabawach do tej pory jeszcze nie rozmawiałyśmy. ;-) Ja też nie mam nic przeciwko, jak małżonek wejdzie mi od czasu do czasu pod prysznic. ;-)
                                          • prostokvashino Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 15:48
                                            pierwszalitera napisała:

                                            > jul-kaa napisała:
                                            > [...]
                                            > No to naprawdę nie wiem, o co ty się ze mną spierałaś, bo dla mnie to jest właś
                                            > nie opis mojej sytuacji życiowej, w której dyskrecja gra ważna rolę.

                                            I to właśnie jest dobrą ilustracją tego, że głównie są to braki w umiejętnościach klarownego komunikowania a nie diametralne różnice poglądowe. Ale dobra wiadomość jest taka, że da się nauczyć, jeśli uświadomi się problem i zechce się go rozwiązać.
                                            • jul-kaa Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 15:59

                                              prostokvashino napisała:
                                              > I to właśnie jest dobrą ilustracją tego, że głównie są to braki w umiejętnościa
                                              > ch klarownego komunikowania a nie diametralne różnice poglądowe. Ale dobra wiad
                                              > omość jest taka, że da się nauczyć, jeśli uświadomi się problem i zechce się go
                                              > rozwiązać.

                                              Myślisz, że jest jeszcze jakaś szansa dla pierwszejlitery...? ;)
                                              • prostokvashino Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 16:15
                                                jul-kaa napisała:

                                                >
                                                > prostokvashino napisała:
                                                > > I to właśnie jest dobrą ilustracją tego, że głównie są to braki w umiejęt
                                                > nościa
                                                > > ch klarownego komunikowania a nie diametralne różnice poglądowe. Ale dobr
                                                > a wiad
                                                > > omość jest taka, że da się nauczyć, jeśli uświadomi się problem i zechce
                                                > się go
                                                > > rozwiązać.
                                                >
                                                > Myślisz, że jest jeszcze jakaś szansa dla pierwszejlitery...? ;)

                                                Akurat z tych 2 osób, to ciebie miałam na myśli.
                                                A z całego wątku - z 80% wypowiadających się:(
                                                Pierwszalitera bardzo dobrze wyłapuje niespójności w wypowiedziach (które najczęściej z tego wynikają), inna sprawa, że często przejaskrawia coś lub dodaje złośliwe czy przewrotne komentarze, aby ..
                                                no właśnie nie wiem 'aby co', ale może aby podkręcić atmosferę? No to jak to jest z tobą, Litero? :)
                                                • jul-kaa Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 16:27
                                                  prostokvashino napisała:
                                                  > Akurat z tych 2 osób, to ciebie miałam na myśli.

                                                  W takim razie poproszę o wskazanie mi, w których z moich postów wystąpiły braki w umiejętnościach klarownego komunikowania.
                                                  Może mam jeszcze szansę czegoś się nauczyć.
                                                  • prostokvashino Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 16:43
                                                    jul-kaa napisała:

                                                    > prostokvashino napisała:
                                                    > > Akurat z tych 2 osób, to ciebie miałam na myśli.
                                                    >
                                                    > W takim razie poproszę o wskazanie mi, w których z moich postów wystąpiły braki
                                                    > w umiejętnościach klarownego komunikowania.
                                                    > Może mam jeszcze szansę czegoś się nauczyć.

                                                    Jak będę miała chwilkę, to usiądę na spokojnie wyszukam i ci podeślę, myślę, że lepiej na priv :)
                                                • pierwszalitera Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 21:18
                                                  prostokvashino napisała:

                                                  > Pierwszalitera bardzo dobrze wyłapuje niespójności w wypowiedziach (które najcz
                                                  > ęściej z tego wynikają), inna sprawa, że często przejaskrawia coś lub dodaje zł
                                                  > ośliwe czy przewrotne komentarze, aby ..
                                                  > no właśnie nie wiem 'aby co', ale może aby podkręcić atmosferę? No to jak to j
                                                  > est z tobą, Litero? :)

                                                  No cóż, life is brutal and full of zasadzkas i jakaś nauczka musi być. ;-) Ale ja już to kiedyś wyjaśniałam i tłumaczyłam przy tej okazji, że do myślenia można zmusić kogoś tylko wtedy, gdy pokaże mu się, że nie jest spójny we własnych tezach. Więc może nie chodzi o podręcanie, ale jakąś irytację chcę na pewno wywołać. Wiele bowiem z tego co ludzie z siebie wydają, to wygładzone gotowce, frazesy i niejednokrotnie jestem pewna, że nigdy się nad tym tak naprawdę nie zastanawiali. A potwierdzenie od serdecznej duszy na pewno ich do samodzielnego myślenia nie zmusi. ;-)
                                                  • prostokvashino Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 22:25
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    że do myślenia moż
                                                    > na zmusić kogoś tylko wtedy, gdy pokaże mu się, że nie jest spójny we własnych
                                                    > tezach.
                                                    Tu się zgadzam absolutnie. I bardzo merytorycznie wiele (nie wszystkie) twoich wypowiedzi mi się 'podoba' chociażby dlatego, że podejrzewałam właśnie taki cel większości z nich.
                                                    Też jestem zdania, że wiele osób przyjęło wiele poglądów i stereotypów bez zastanowienia się, tylko 'bo tak wszyscy robią'. Sama nawet przez długi czas miałam tak. I wcale nie twierdzę, że stereotypowe czy 'wszyscy tak robią' zachowania są be, dla niektórych one będą idealne. Tylko chodzi o to, żeby ten ktoś z pełną świadomością i przemyśleniem tematu podjął decyzję, że zrobi stereotypowo, bo w jego konkretnym przypadku jest to najlepsze rozwiązanie.
                                                    Ale widzę nagminnie też problem z klarowną komunikacją i odczytywaniem ze zrozumieniem napisanego tekstu (bez tak nagminnie uczonego w szkole dokładania 'co autor miał na myśli'). Z odczytywaniem tego co zostało napisane: ni mniej ni więcej.
                                                    > Więc może nie chodzi o podręcanie, ale jakąś irytację chcę na pewno wyw
                                                    > ołać.
                                                    Jednak uważam, że można pokazać problem czy niespójność w komunikatach na różne sposoby, i odnoszę takie wrażenie, że wylewasz pierwszalitero dziecko z kąpielą. Doprowadziłaś do tego, że na tyle wszyscy się skupili na twoim przejaskrawianiu i złośliwych docinkach, że nie widzą za tym już tej wartości, którą chcesz i możesz wnieść. I irytacja jest formą a nie treścią :(

                                                  • pierwszalitera Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 23:05
                                                    prostokvashino napisała:

                                                    > Jednak uważam, że można pokazać problem czy niespójność w komunikatach na różne
                                                    > sposoby, i odnoszę takie wrażenie, że wylewasz pierwszalitero dziecko z kąpiel
                                                    > ą. Doprowadziłaś do tego, że na tyle wszyscy się skupili na twoim przejaskrawia
                                                    > niu i złośliwych docinkach, że nie widzą za tym już tej wartości, którą chcesz
                                                    > i możesz wnieść. I irytacja jest formą a nie treścią :(

                                                    Być może jest tak jak piszesz, ale ja wcale nie mam aspiracji do ratowania świata, chociaż niektórym pewnie się tak wydaje. ;-) Nie irytuję też dla zasady, gdyby ktoś prześledził moje posty, to wychodzi z nich raczej jasna linia mojego "światopoglądu", więc konsekwentnie tylko go przedstawiam. Co niektórzy rozumieją może jako narzucanie swego zdania, ale moim zdaniem od kompromisów to jest realne życie, a tutaj nikt tego robić nie musi i kontrowersja ma rację bytu. Myślę też, że ludzie piszą na forum przede wszystkim dla zabawy i przyjemności, ja nie jestem tu wyjątkiem.
                                                  • sylwiastka Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 08.01.11, 04:36
                                                    prostokvashino napisała:

                                                    I irytacja jest formą a nie treścią :(
                                                    >
                                                    Bardzo słuszne stwierdzenie! Lubię czytać przemyślane wypowiedzi, jednak nieraz odczuwam znużenie widząc kolejną zastawioną "prowokacyjkę", na którą prawdopodobnie złapie się któraś forumka.
                                              • pierwszalitera Re: 'Moim zdaniem' i takie tam 07.01.11, 21:02
                                                jul-kaa napisała:

                                                > Myślisz, że jest jeszcze jakaś szansa dla pierwszejlitery...? ;)

                                                To nie ja miałam problemy z klarownym komunikowaniem...
                • madzioreck Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:16
                  Chciałam zwró
                  > cić uwagę, że diuszesa nie pisała o swoich problemach z mężem na tym forum (otw
                  > artym!), więc nie należy się - jak sądzę - do nich tu odnosić.

                  Po co więc w ogóle to wyciągnęłaś...?
                  • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:19
                    madzioreck napisała:
                    > Po co więc w ogóle to wyciągnęłaś...?

                    Wodadobra wyciągnęła, aaaaaa, nie czytasz!
                    • madzioreck Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:30
                      Racja, nie doczytałam, umknęło, przepraszam i zwracam honor. W takim razie Wodziedobrej zadaję to samo pytanie. Nie po to się pisze na forach zamkniętych, żeby ktoś coś wywlekał, nawet jeśli bez szczegółów.
                  • edhelwen Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:19
                    a to nie odnosiło się do fragmentu posta wodobrej? "Jezymka
                    Przeczytaj co napisała diuszesa poniżej. Ostatnio opisywała też jakie kłopoty w relacji z mężem miała."
            • diuszesa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 17:07
              jul-kaa napisała:

              > Ja też chciałam się odnieść do postów diuszesy, ale w sumie nie mam możliwości
              > bez wykorzystania tego, co pisała na zamkniętym forum, czego - jak sądzę - nie
              > powinnam robić. Więc milczę, choć powiedzieć bym chciała sporo...


              Wiesz, Julka, ja Cie bardzo lubię, ale w tym momencie czuję się, jakbyś mi wytrącała broń z ręki... Bo teraz, jesli chciałabym kontynuowac dyskusję, to musiałabym najpierw spytać: ale o co Ci chodzi? Chodzi Ci o to, że my z mężem.....? i tu zaczyna się już wjeżdżanie na temat z zamknietego forum. I teraz ja nie wiem, czy chciałabyś mi powiedzieć, że ja coś w swoim zwiazku schrzaniłam, wobec tego nie mam racji w tym, co napisałam jezymce? Czy o co chodzi? Czy szczegóły mojej relacji z mężem (które akurat znasz) faktycznie wnoszą do całej dyskusji coś ważnego?
              Ja wiem, że Ty się chcialas odnieśc do postu wodydobrej, która też wspomniała, że ja o swoich problemach pisałam na zamknietym forum. Tylko, że wodadobra nie powiedziała: mogłabym powiedzieć, ale nie powiem...
              Nie wiem, Julko, po co tak w ogóle pisać... Dyskusja zwraca się w złą stronę... Pierwszalitera napisała o tym w sobie właściwy sposób, ale nie sposób przyznać jej racji...
              I co ja mam z Tobą zrobić? ;-)
              Może uznajmy, że tego Twojego wpisu nie było? ;-) A jeśli masz chęć odnieść się do postu,, który skierowałam do jezymki, to może spróbuj jakoś "bezprywatowo"?
              Natomiast jeżeli masz chęć wypowiedziec się jeszcze w kwestii mojego związku, zapraszam do mojego wątku na matkujących :-)
              • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:26
                diuszesa napisała:
                > Ja wiem, że Ty się chcialas odnieśc do postu wodydobrej, która też wspomniała,
                > że ja o swoich problemach pisałam na zamknietym forum. Tylko, że wodadobra nie
                > powiedziała: mogłabym powiedzieć, ale nie powiem...

                Ależ my się tu nie rozumiemy... JA uważam, że wodadobra w ogóle nie powinna była pisać "Ostatnio opisywała też jakie kłopoty w relacji z mężem miała", bo nie tu o tym pisałaś i gdyby ktoś chciał poszukać, to by nie znalazł, a jednocześnie Ty mogłabyś jej słusznie zarzucić, że nie powinna była _w ogóle_ pisać o tym na Stoff. Chciałam się nie zgodzić z wodą odnośnie do interpretacji twojego postu i zaleceń, które kierowała do jezymki, ale... nie mogę tego zrobić, bo musiałabym wejść w Twoje prywatne sprawy, czego robić (wg mnie) nie powinnam. I tylko o to chodziło - o zwrócenie uwagi, że nawiązywanie do czyichś postów pojawiających się na innym forum - jest nie za fajne. Ale widzę, że zrobiłam to w formie pozwalającej Tobie na niezrozumienie, a pierwszejliterze na swobodną nadinterpretację.

                > Natomiast jeżeli masz chęć wypowiedziec się jeszcze w kwestii mojego związku, z
                > apraszam do mojego wątku na matkujących :-)

                Tak uczynię.
                • diuszesa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:32
                  jul-kaa napisała:

                  Ale widzę, że zrobiłam to w formi
                  > e pozwalającej Tobie na niezrozumienie, a pierwszejliterze na swobodną nadinter
                  > pretację.

                  No, najwyraźniej :-) Twoich intencji nie było widać, nie zrozumiałyśmy się.
                  Do zobaczenia na matkujących :-)
            • madzioreck Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:15
              > Ja też chciałam się odnieść do postów diuszesy, ale w sumie nie mam możliwości
              > bez wykorzystania tego, co pisała na zamkniętym forum, czego - jak sądzę - nie
              > powinnam robić. Więc milczę, choć powiedzieć bym chciała sporo...

              Ja sie, Julka, od pewnego czasu zastanawiam, co się z Tobą dzieje... nie musisz odpowiadać.
              • jul-kaa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:20
                madzioreck napisała:
                > Ja sie, Julka, od pewnego czasu zastanawiam, co się z Tobą dzieje... nie musisz
                > odpowiadać.

                A to ciekawe, bo ja się dokładnie tak samo zastanawiałam, ale odnosząc to do... Ciebie :) Nawet chciałam do Ciebie napisać, ale jakoś się nie zebrałam :)
                • madzioreck Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 06.01.11, 22:32
                  > A to ciekawe, bo ja się dokładnie tak samo zastanawiałam, ale odnosząc to do...
                  > Ciebie :) Nawet chciałam do Ciebie napisać, ale jakoś się nie zebrałam :)

                  Dawaj pw :) Ja sie zastanawiam, ale akurat przez niedoczytanie odniosłam to do złego posta, więc nie ma związku z tematem wątku i możemy się przenieść na pw :)
              • morela888 Moje zdanie 07.01.11, 21:32
                Chyba już po dyskusji, ale dorzucę mimo tego swoje trzy groszę na temat. Zapisuję się do ugrupowania, które nie wykonuje zabiegów kosmetycznych przy partnerze, mimo tego, że ogólnie rzecz biorąc jestem z natury bardziej fleją niż dbającą o siebie kobietą. Najbardziej z tego powodu, że jestem czy raczej byłam nieskromnie przekonana, że dobrze wyglądam przy minimalnym wysiłku z mojej strony. Byłam kiedyś w związku z facetem, który często mi powtarzał, że nie muszę wykonywać żadnych zabiegów upiększających, czyli niejako utwierdzał mnie w raz powziętym "postanowieniu". Przy nim dbałam zatem o siebie jeszcze mniej i w sumie wtedy się u mnie zaczęło poczucie, że nie jestem specjalnie atrakcyjna, które jakoś się utrzmuje do dziś. Rozumiecie pewnie, takie błędne koło: nie dbam o siebie, bo rzekomo nie muszę i facet mi na to pozwala, ale nie dbając o siebie nie czuję się atrakcyjna, bo widzę jak inni, zbając o siebie potrafią "się odstawić". Gdy patrzę na to aktualnie nie wykluczam możliwości, że ówczesny partner celowo podsycał we mnie niechęć do dbania o siebie żeby w naszym związku on wydawał się bardziej atrakcyjny niż obiektywnie był (na zasadzie: ja mająca "dobrą pozycję wyjściową" w naszym związku pod względem atrakcyjności zapuszczając się przybliżam się do jego poziomu atrakcyjności, możliwe że jadę teraz totalnym samochwalstwem ;-)) .W każdym razie nie skończyło się tak, jak było to gdzieś tam "przepowiadane" w tym wątku, czyli tym, że facet uciekł ode mnie do atrakcyjniejszej. Wręcz odwrotnie. Ja poznałam kogoś, kto więcej i "fizycznie" i "intelektualnie" ode mnie wymagał, czy nawet otworzył się przede mną cały "świat" osób i bardzo atrakcyjnych i piekielnie inteligentnych, czyli jakby wyższy poziom. I na ten poziom wskoczyłam. Zostawiłam swojego faceta, bo najzwyczajniej w świecie przestał mi wystarczać, czy "być moim światem". Myślę, że to wszystko dobrze mi zrobiło, bo teraz np. do innych ludzi się porównuję i inaczej sama w tym się odnajduję. Dziś np. "nie mogę" wyjść z domu jako fleja, bo w grupie i atrakcyjnych i inteligentnych osób czułabym się jak brzydkie kaczątko, bo to co wtedy "zawsze i wszędzie" wystarczało teraz jest tym, co ma tu każdy z kręgu osób, pośród których się tu poruszam. I to jest moim zdaniem fajne,bo muszę od siebie wymagać i przezwyciężać wrodzone lenistwo. Nie mogę zdawać się na samo przekonanie, że wiem ile w życiu książek przeczytałam i jak nieźle wyglądam nie wykonując żadnych zabiegów kosmetyczncyh, bo inni tu nie ustępują mi tu pod tym względem. Nie mam już tych darmowych punktów na starcie i dobrze mi z tym. To chyba moje zdanie nt. przewijającej się tu opinii o swoistym "lenistwie" w wyborze patrnera. Stoję na stanowisku, że owe lenistwo należy zwalczać i przez to warto ryzykować aktualne nasze związki na rzecz alternatywnych, bo "nie wiemy co tracimy" i na co nas stać. Mogłam przecież żyć pod pierzynką bezwarunkowej miłości tamtego partnera i popadać w dalsze samouwielbienie od czasu do czasu zakłócane lucida intervalla, które potrafiłam skutecznie zagłuszać wmawianiem sobie, że "zawsze trzeba patrzeć na jasną stronę życia". Teraz mam czy zbliżam się do owej jasnej strony życia. Wtedy musiałam sobie wmawiać, że jest blisko.

                Jeszcze inna kwestia: kiedyś byłam autentycznie przekonana, że "facet nie musi być przystojny". Przystojniaków praktycznie na starcie skreslałam, zapewne często bezpodstawnie podświadomie w duchu oskarzając ich o próżność. Teraz absolutnie tak nie uważam. Chcę mieć bardzo atrakcyjnego partnera, bo niby czemu sama mam sobie odmawiać przyjemności np. patrzenia na ładną twarz czy posiadania partnera ze świetnie zbudowaną klatką piersiową? Skoro mogę to mieć to czemu mam tego sobie odmawiać? Uprzedzam ewentualne komentarze: nie chodzi mi o to, że teraz liczy się dla mnie tylko wygląd. Nie. Tak nie jest. Ale jest ważny. Po prostu teraz wymagam i od siebie i od mężczyzn więcej i lepiej mi z tym, bo czuję, że zbliżam się do "czegoś". Nie wiem czego, ale jest to bliższe mojemu podświadomemu wyobrażeniu tego, czego oczekuję od życia niż moje poprzednie życie.
                • pierwszalitera Re: Moje zdanie 07.01.11, 21:43
                  morela888 napisała:

                  Ja poznałam kogoś, kto więcej i "fizycznie" i "intelekt
                  > ualnie" ode mnie wymagał, czy nawet otworzył się przede mną cały "świat" osób i
                  > bardzo atrakcyjnych i piekielnie inteligentnych, czyli jakby wyższy poziom. I
                  > na ten poziom wskoczyłam.

                  To mniej więcej to samo, co ja chciałam wyrazić pisząc, że inaczej byłoby poniżej mojego potencjału. :-)
                • edhelwen Re: Moje zdanie 08.01.11, 00:18
                  no ale chyba to był twój wybór czy o siebie dbasz czy nie, prawda? Facet może sobie mówić, że nie muszę niczego robić, aby być piękna, bo podobno bez mejkapu jestem piękna, a jego zdaniem niewiele kobiet może się tym poszczycić ;) Ale kiedy się odstawię, to wiem, że mu się podobam. Z jednej strony nie czuję przymusu, żeby nakładać tapetę i golić nogi kiedy siedzimy w domu przed kompem, z drugiej strony jak gdzieś wychodzimy, to się staram przynajmniej minimalnie odstawić ;) Mój facet akurat minimalnie "dba" o siebie, tzn. zachowuje "typowo męskie" minimum, tzn. podstawowa higiena, coś więcej to dla niego fanaberia. Raczej nie podejrzewam go o sprowadzanie mnie na "niższy" poziom.
                  Nie wiem czy słusznie oceniłaś swojego faceta czy nie, ale moim zdaniem nie ma co zrzucać swojego postępowania na partnera. Gdybym miała zachowywać się na poziomie tego czego on od mnie NIE wymaga, to chodziłabym przy nim w powyciąganych łachach, nie myłabym włosów, bo po co, a w zasadzie to wystarczył by mi worek po ziemniakach z wytartymi dziurami i mogłabym o to winić tylko siebie ;)
                  A to nie było tak, że TY też nie wymagałaś od swojego faceta i nie zakomunikowałaś mu tego ZANIM pojawił się ten drugi?
                  Uff całe szczęście nie mam co pretendować do grona super atrakcyjnych i mega inteligentnych osób, więc w zasadzie mi nie szkoda ;)
                  "Nie mogę zdawać się na samo przekonanie, że wiem ile w życiu książek przeczytałam" - a to źle? trzeba się silić na coś więcej? mnie to przeszło jak miałam jakieś hm 22-23 lata :P
                  • morela888 Re: Moje zdanie 08.01.11, 03:26
                    Tak mi się też wydawało, że pierwszejliterze o coś podobnego chodziło ;-).

                    @edhelwen: zdaję sobie sprawę, że moje słowa mogły zabrzmieć jak zarzut pod adresem mego byłego, ale nie o to mi chodziło. To nie był sens, który chciałam przekazać. Ja sobie świetnie zdaję sprawę, że za to jak między nami było i za to, jak to się skończyło jestem tak samo, jesli nie bardziej odpowiedzialna niż on. Tutaj nie ma dwóch zdań. Bardzo trafnie piszesz, że mimo jego zapewnień mogłam i powinnam wtedy o siebie dbać. To nawet przecież nie chodziło o wygląd. Przecież nie rozstałabym się z kimś z takiego powodu, że nie wymagał żebym się malowała. Chodzi mi jednak o coś innego, głębszego. Nie kończy się to na samym dbaniu o siebie, ale na zmianie wielu spraw a dbanie o wygląd było tylko przykładem, no bo taki to wątek ;-)
                    Pytasz czy nie było tak, że ja od swego faceta za mało wymagałam i czy nie było tak, że nie komunikowałam mu tego zanim napotkałam innego. Tak nie było. Mogę powiedzieć, że on był „maksymlanie wyeksploatowany” ;-) Czyli np. będąc ze mną (skoro to taki wątek to piszę o tym) bardzo dbał o siebie. Nie chciałabym by dbał jeszcze bardziej. To nie o to chodziło. Tak na prawdę to było tak, że między nami nie mogło się udać i to się tak musiało skończyć . Po prostu inne mamy priorytety, więc o ile na początku nam sytuacja odpowiadała, o tyle potem zaczęły się schody i na coraz więcej spraw mieliśmy różne zapatrywania (w tym na na prawdę ważne typu: gdzie będziemy mieszkać). Piszę dlatego o tym teraz, bo parę osób pisało, że nie miało przed swoim związkiem etapu randkowania. My tak samo. Znaliśmy się wcześniej parę lat, ale jako znajomi czy koledzy, więc na inne tematy dyskutowlaiśmy niż pary, więc tak na prawdę my tych spraw priorytetowych nie przedyskutowaliśmy wcześniej a potem nagle związek, klamka zapadła (w znaczeniu: zadeklarowaliśmy już chęć bycia razem) i nagle się okazuje, że na te podstawowe sprawy mamy kompletnie inne zapatrywania. Ale czy z tego powodu należy się rozejść? My zaczęsliśmy od kompromisów, ale jako że oboje mamy silne charaktery to łatwo nie było. Wyszło w sumie tak, że nasze kompromisy okazywały się coraz bardziej zgniłe. Nie wiem czy ktoś czytał książkę Roberta Cialdiniego „Wywieranie wpływu na ludzi”, tam jest opisana technika manipulacyjnej sprzedazy, w której sprzedający przedstawia ofertę a następnie nieco ją modyfikuje na korzyść klienta. Taka oferta po modyfikacjach jest przez klientów lepiej odbierana niż gdyby od razu otrzymali tak korzystną ofertę, bo sądzą, że sprzedawca, który idzie na ustęptwa względem klienta nie może być zły. Trochę tak było między nami. Trochę za bardzo się wpędziliśmy w takie kompromisy, no bo ile można dyskutować nad daną sprawą i upierać się przy swoim gdy druga strona godzi się na jakieś ustępstwa? Czy wtedy nie wyjdzie się na osobę małoduszną, kłotliwą i po prostu małą? Zatem za wiele spraw, które przynajmniej dla mnie miały pierwszorzędne znaczenie (np. roczne stypendium zagraniczne) gdzieś tam mi umykały, bo nie było konsensusu. Po prostu źle się dobraliśmy. Powinniśmy mieć bardziej zbliżone cele w życiu i wizję życia w ogóle. Piszę tu o tym własnie w kontekście owego randkowania. Kiedyś postrzegałam je jako wytwór amerykańskiej, pustej zapewne kultury i stratę czasu na jakieś gierki, ale nie. Dziś widzę, że to ma sens, że to dobra okazja by zadać pytania, ktorych znajomi sobie nie zadają nawet gdy znają się kopę lat. To też okazja by spojrzeć na 2 osobę jak na ewentualnego patrnera i zastanowić się czy chcemy tę osobę widzieć w tej roli. My jakby to pominęliśmy i od razu przeszliśmy do etapu bycia razem i to się potem na nas źle odbiło. Wiem m.in. z tego wątku, że tak być nie musi, że i bez randkowania można stworzyć udaną parę, ale sądzę, że ono dobrze wykorzystane może być pomocne.

                    Nie chodzi mi o to, że ja pretenduje do grona superatrakcyjnych czy superinteligentnych osób w znaczeniu: czy ja taka jestem czy nie. Chodzi mi o to, że przebywanie w towarzystwie takich osób dobrze na mnie wpływa. Stymulująco. Rozwija mnie, bo muszę się wysilić by za nimi nadążać, podczas gdy pośród poprzednich znajomych ja zwykle byłam najbardziej "oczytana" i mogłam z każdym z nich nie tylko rozmawiać na poziomie, ale i dość łatwo „sprawdzić” gdzie jest kres ich wiedzy i np. na jakie tematy oni nie mają nic do powiedzenia. A to przede wszytkim przynosi smutek, bo w pewnej chwili człowiek zdaje sobie sprawę, że jest wiele tematów, na jakie chciałby porozmawiać, ale nie ma z kim. I czuje się strasznie samotnie na świecie. Nowi znajomi są bardziej moimi pokrewnymi duszami. Mam wreszcie z kim rozmawiać i wreszcie jest ktoś kto mi imponuje, kto wie więcej niż ja.
                    Jeśli chodzi o moje słowa które zacytowałaś, to dla mnie to ważne. Ważne żeby mi się chciało silić na coś więcej niż mam czy na bycie kimś więcej niż jestem, bo wiem kim się staje gdy osiadam na laurach: smutną i nieszczęśliwą wersją samej siebie. A jako że mam dość silny charakter to będąc nieszczęśliwa unieszczęśliwiam moich bliskich. To pewnie strasznie głupio i samolubnie zabrzmi, ale robienie tego, co mnie m.in. uszczęśliwia uważam teraz, że jest nie tylko moim prawem, ale i zadaniem. Bez tego jestem małym, zagubionym człowieczkiem, z którym trudno żyć i którego chyba sama bym nie polubiła gdybym się miała z nim zaprzyjaźnić
                    • edhelwen Re: Moje zdanie 08.01.11, 03:57
                      dzięki za takiego długiego posta :) Jestem już dość senna i nie mam siły jakoś szczególnie się odnosić do tego, ale na tyle jestem jeszcze "trzeźwa" że wszystko załapałam :P
                      Ja bym od siebie jeszcze dodała, że są jeszcze takie przypadki, kiedy ludzie się wiążą w młodym wieku (np. 18-20 lat), kiedy nie bardzo jeszcze się myśli i ma pojęcie o tym co będzie po studiach, z pracą, z mieszkaniem, dochodzą do tego często kwestie, problemy rodzinne, o których wcześniej się nie myślało (kto mając ok. 19 lat myśli "poważnie" o przyszłości). Ja parę lat temu miałam naprawdę mętne wyobrażenie o tym, co będzie po kilku latach - myślałam, że na pewno skończę studia i będę pracować, że to logiczne że będę mieszkać ze swoim facetem, może narzeczeństwo, ślub, dziecko. A tu w praktyce zupełnie inaczej to wygląda.
                • felisdomestica Re: Moje zdanie 08.01.11, 13:18
                  Wiesz morelo, po przeczytaniu twojego posta mam mieszane uczucia. Może się mylę, ale z boku wygląda to tak, jakbyś czuła się gorsza od swojego partnera i od grupy towarzyskiej do której cię wprowadził. Jakbyś ciągle musiała się starać żeby zasłużyć na ich akceptację. Ciekawa jestem jak to się skończy, bo wydaje mi się, że nie sposób całe zycie tak się napinać.
                  • jul-kaa Re: Moje zdanie 08.01.11, 13:50
                    felisdomestica napisała:
                    > Wiesz morelo, po przeczytaniu twojego posta mam mieszane uczucia. Może się mylę
                    > , ale z boku wygląda to tak, jakbyś czuła się gorsza od swojego partnera i od g
                    > rupy towarzyskiej do której cię wprowadził. Jakbyś ciągle musiała się starać że
                    > by zasłużyć na ich akceptację.

                    Miałam podobne odczucie czytając ten post, pomyślałam nawet, że to jakieś hm... prowincjonalne kompleksy wyłażą, takie aspiracje do "wielkiego świata".
                    Ostatnio czytałam artykuł o tym, jacy ludzie robią zakupy w jakich sklepach (Gorzki smak piwa VIP). I czytając ten post myślałam o jego bohaterze - Tomku...
                    • pierwszalitera Re: Moje zdanie 08.01.11, 14:53
                      jul-kaa napisała:

                      > Miałam podobne odczucie czytając ten post, pomyślałam nawet, że to jakieś hm...
                      > prowincjonalne kompleksy wyłażą, takie aspiracje do "wielkiego świata".

                      To źle morelę zrozumiałyście. A twój tekst to jest już nawet złośliwy i mieszasz rzeczy, które w ogóle nie pasują do tematu. Morela pisała, że przebywanie w gronie takich ludzi jest dla niej stymulujące. Stymulację, inspirację i motywację z zewnątrz wiele osób odczuwa jako konieczne do dalszego rozwoju. I na pewno nie chodzi o to, by pokazać całemu światu jacy jesteśmy wspaniali. Zawsze znajdą się bowiem osoby, które są od nas lepsze, ładniejsze, inteligentniejsze, atrakcyjniejsze, ale nie u każdego stwierdzenie tego faktu wywołuje strach, stres i poczucie mniejszej wartości. Podobno studiowałaś psychologię, to powinno obić ci się gdzieś w podręczniku o oczy, że ludzie przy ocenie własnej osoby, zawsze się z kimś porównują. Niektórzy robią to w "dół", czyli porównują się z gorszymi od siebie. Robią to, by lepiej się poczuć i utwierdzić, że zrobili wszystko dobrze. To raczej w tej grupie znajdziesz postawę elitarności, o której piszesz. Własne kompleksy uspokaja się błędnym przekonaniem, że inni są mniej atrakcyjni, na mniej mogą sobie pozwolić, albo są idiotami. Inni natomiast porównują się chętniej w "górę", czyli szukają pozytywnych wzorów, by się poinformować, co można zrobić jeszcze lepiej, by wykorzystać własny potencjał. I nie ma to nic wspólnego z kompleksami i zazdrością, uczymy się zawsze od lepszych, a nie od gorszych, a niektórzy chcą się całe życie czegoś uczyć i nie uważają, że muszą kiedyś tam być kompletnie gotowi. Takim ludziom nie chodzi też o ocenę przez innych, tylko chcą sprostać swoim własnym, wysokim wymaganiom.
                      • jul-kaa Re: Moje zdanie 08.01.11, 14:59
                        Pytanie tylko, co ma to (że morela o siebie nie dbała, bo jej facet tego nie wymagał) z tematem wątku, czyli tym, czy dbając o siebie pozwalamy sobie na wykonywanie zabiegów upiększających przy własnym facecie.
                        • madzioreck Re: Moje zdanie 08.01.11, 15:11
                          > Pytanie tylko, co ma to (że morela o siebie nie dbała, bo jej facet tego nie wy
                          > magał) z tematem wątku, czyli tym, czy dbając o siebie pozwalamy sobie na wykon
                          > ywanie zabiegów upiększających przy własnym facecie.

                          A musi mieć...? To sa offtpy, i nie widzę potrzeby pilnowania, aby nie zbaczać z tematu, skoro ktoś ma potrzebę zahaczyć o inne zagadnienia :)
                        • pierwszalitera Re: Moje zdanie 08.01.11, 15:26
                          jul-kaa napisała:

                          > Pytanie tylko, co ma to (że morela o siebie nie dbała, bo jej facet tego nie wy
                          > magał) z tematem wątku, czyli tym, czy dbając o siebie pozwalamy sobie na wykon
                          > ywanie zabiegów upiększających przy własnym facecie.

                          Julka, czy ty masz faktycznie takie problemy z koncentracją, że nie potrafisz pozbierać faktów i abstrahować? Pytam całkiem poważnie, bo mam wrażenie, że mam do czynienia z zupełnie inną osobą, niż jeszcze kilka miesięcy temu. Czy może nie śledziłaś tylko całej dyskusji? Morela pokazała, że motywacja przyzwolenia na luz nie musi wynikać z uczucia i akceptacji, tylko może być egoistyczną strategią ukrycia własnej słabości. Mnie się nie chce dbać o siebie, to robię tak, jakby luz był jakąś wyższą, pozytywną wartością, która stanowi o jakości naszego związku i utwierdzam w tym partnera. To była linia faceta moreli. Do tego morela dodała jeszcze jeden argument przeciwko pełnej akceptacji w związku, może doprowadzać ona bowiem do mentalnego lenistwa na wszystkich płaszczyznach i zamiast dawania bezpieczeństwa i ciepełka, wprowadzać w stagnację i depresję. Zresztą coś takiego sama w którejś tam wypowiedzi pisałam.
                          • jul-kaa Re: Moje zdanie 08.01.11, 16:02
                            pierwszalitera napisała:
                            > Julka, czy ty masz faktycznie takie problemy z koncentracją, że nie potrafisz p
                            > ozbierać faktów i abstrahować? Pytam całkiem poważnie, bo mam wrażenie, że mam
                            > do czynienia z zupełnie inną osobą, niż jeszcze kilka miesięcy temu.

                            No naprawdę, jako psycholog nie masz świadomości, że z każdym kolejnym dzieckiem mózg kobiety zanika w coraz większym stopniu? Ja mam na razie tylko jedno, a proces się jak widać zaczął :(

                            > Mnie się nie chce dbać o siebie, to robię tak,
                            > jakby luz był jakąś wyższą, pozytywną wartością, która stanowi o jakości nasze
                            > go związku i utwierdzam w tym partnera.

                            Ależ ja doskonale zrozumiałam wypowiedź moreli, zastanawiam się tylko, czy aby nie jest ona skutkiem tego, co nie tylko ja dostrzegłam, a mianowicie, że dbanie o siebie nie w ukryciu jest rozumiane jako zaniedbanie.

                            > To była linia faceta moreli. Do tego m
                            > orela dodała jeszcze jeden argument przeciwko pełnej akceptacji w związku,

                            To my tu rozmawiamy o pełnej akceptacji w związku..? Nie zauważyłam.
                    • palacsinta Re: Moje zdanie 08.01.11, 15:18
                      >Ostatnio czytałam artykuł o tym, jacy ludzie robią zakupy w jakich sklepach (Gorzki smak piwa VIP). I czytając ten post myślałam o jego bohaterze - Tomku...

                      Ponieważ dbanie o dobry wygląd i staranie się być na bieżąco w sprawach kulturalnych sprawia, że stajemy się równi ćwokowi, który stara się robić wrażenie na znajomych, kupując droższy papier toaletowy. Chyba jednak nie.
                    • slotna Re: Moje zdanie 08.01.11, 15:23
                      > Miałam podobne odczucie czytając ten post, pomyślałam nawet, że to jakieś hm...
                      > prowincjonalne kompleksy wyłażą, takie aspiracje do "wielkiego świata".

                      A co jest zlego w aspiracjach? Ja morele akurat doskonale zrozumialam, bo tez mialam etapy w zyciu, kiedy nie moglam rownac w gore, bo wyzej po prostu nic nie bylo. Teraz wlasnie znow mam troche taki etap, niestety, i szlag by mnie trafil, gdyby nie moj chlopak i towarzystwo skupione w tym momencie przy nim, ktorzy sa od tego odskocznia.
                      • edhelwen Re: Moje zdanie 08.01.11, 15:44
                        to też kwestia różnorodności znajomych ;) ja mam kilka kręgów znajomych - z jednymi rozmawiam na takie a nie inne tematy, z tymi bliżej mogę sobie pozwolić na "poważne dysputy". Czasem się zdarza że osoba z któregoś kręgu nagle zaskoczy - czyta takie rzeczy, o której bym jej nie podejrzewała, mówi na takie tematy, których bym się nie spodziewała ;)
                        Mam wrażenie, że wiele osób "snobuje" się na to jakich książek czyta czy jakiej muzyki słucha (tak, poznałam trochę takich osób, towarzystw) i to powoduje u niektórych odejście od tego modelu, tzn. rozmawianie na tematy neutralne, zachowywanie dla siebie przeczytanych lektur czy odkrytej muzyki.
                        Teraz zastanawiam się, czy powinnam czuć się gorzej, że nie sięgam po "ambitne" lektury, tylko wolę poczytać Pratchetta ;) że słucham rocka zamiast jazzu i nowoczesnych brzmień ;)
                        Aha - i rozumiem, że jak się wchodzi w NOWE towarzystwo to faktycznie może być problem, bo jakbym poznała grupę ludzi, która słucha wysublimowanej muzyki i czyta no nie wiem, to czego mnie się nie chce, czyli tzw. "poważną" literaturę, do tego panny są odpicowane na wysoki połysk, a faceci takoż, dodatkowo wszyscy z fakultetami i dobrze płatną pracą to faktycznie czułabym się nieswojo, bo o czym miałabym z nimi rozmawiać ;) (tzn. na pewno się znalazłoby parę rzeczy, ale ja naprawdę nie muszę cały czas gadać o polityce i ekologii, mimo że się może orientuję w temacie, na imprezie wolę lżejsze tematy)
                        • moniach_1 Re: Moje zdanie 08.01.11, 20:57
                          Ja znam dwa typy ludzi:
                          1. Ludzie bardzo inteligentni, którzy mają bardzo trafne, cierpkie poczucie humoru, z którymi utrzymanie ciągu żartów-tekścików jest samo w sobie stymulującym treningiem refleksu i inteligencji. Oprócz tego można z nimi pogadać o książkach/muzyce/filmach, głównie tych ambitnych (czemu w cudzysłowie? wierz mi, ludziom naprawdę się one podobają, nie robimy tego po to, żeby się snobować. Trochę tak jak z wytrawnym winem - dla ciebie będzie cierpkie i wolisz coś słodkiego, a dla innych ten smak jest ciekawszy niż słodki). Zresztą o rzeczach mniej ambitnych też można pogadać - nawet ciekawiej, bo rozmowa nie kończy się na "widziałam film i był fajny". Sama siebie zaliczam do tej grupy i myślę, że moi znajomi by się z tym zgodzili.

                          2. Ludzie albo bardzo inteligentni, albo niekoniecznie, którzy w czasie rozmowy żartobliwej lub mniej ambitnej będą wyniośle milczeć, włączają się dopiero przy ambitnych tematach. Tego też nie lubię. Często to jest właśnie snobowanie bez pokrycia.
                          • edhelwen Re: Moje zdanie 08.01.11, 21:29
                            "ambitny" - chodziło o takie podziały, że jeśli coś nie jest ambitne, to jest od razu małowartościowe, głupie itd.
                            Ja potrafię wtykać czipsy oglądając głupawe komedie czy gore, ale sięgam też po hm ambitniejsze ;) filmy. Inna sprawa, że w depresji wolę sięgać po łatwe i przyjemne pozycje ;)
                            Taki przykład - byłam mocno przeziębiona, okropnie się czułam (grypa?), czytałam wtedy "Potworny regiment" Pratchetta i miałam po nim naprawdę ciężkie sny :/ A niby Pratchett jest lekki i przecież nie do końca poważny. Koszmary miałam też po książce "Diabeł ubiera się u Prady" - film był stanowczo lżejszy, z "Niani w Nowym Jorku" zrobiono komedię (nie oglądałam), a książka to dla mnie był dramat obyczajowy...
                            Typu "2" nie trawię ;) I dziwnie się czuję spotykając ze "ścianą" kiedy się dobrze bawię przy Lonely Island ;)
                            • moniach_1 Re: Moje zdanie 08.01.11, 21:55
                              Aha, czyli z tymi cudzysłowami chodziło o sposób widzenia świata osoby typu 2 :)

                              To ja pociągnę ten temat zahaczając o "Battlestar Galactica":
                              Z ludźmi typu 1. mogę pogadać, że jest fajny, bo pokazuje ludzi w ekstremalnej sytuacji, mechanizmy sprawowania władzy, polityków podejmujących decyzje między złą a jeszcze gorszą i reakcje społeczeństwa na tą decyzję. Z drugiej strony, mogę skrytykować że parę wątków jest przekombinowanych i kilka charakterów postaci niewiarygodnych.

                              Z moją ekipą bez większego parcia na ambitne rzeczy, ale pozytywnymi ludźmi, pogadam, że fajnie wciąga, duże napięcie i nie można się oderwać, ale grafika i efekty są rozpaczliwe, a przecież animowanie 3D maszyn i laserów jest w miarę łatwe i tanie (w porównaniu z animowaniem ludzi czy zwierząt)

                              Na szczęście nie zadaję się z ludźmi, z którymi mogłaby tylko pogadać, że "fajne, bo fajnie strzelają" ;)

                              Ludzie typu 2 na hasło "oglądałam fajny serial" prychną i odejdą ;) Mam jednego takiego znajomego i za nim nie przepadam.
                    • moniach_1 Re: Moje zdanie 08.01.11, 20:38
                      Ale jakiego wielkiego świata? Ja uważam środowisko, w którym poziom intelektualny, przeczytane książki itd. uważa się za ważne, za wspaniały stymulator rozwoju. Ktoś coś przeczytał, mówi, że ciekawe - mam pomysł, co wypożyczyć. Ja coś przeczytałam - polecam innym. Na święta dostaje się dobre książki i filmy, a na facebooku pojawiają się linki do naprawdę ciekawych miejsc w sieci, a nie bzdury w stylu "jem pyszne płatki".

                      Jak byłam w liceum, ten snobizm intelektualny był jeszcze bardziej widoczny i męczący, tzn. jak czegoś nie wiem, to się nie przyznam tylko sprawdzę, jak czegoś nie czytałam, to głupio się przyznać, będę udawać. Teraz wszyscy (w dużej mierze trzymam się z tymi samymi ludźmi) już mamy świadomość, że nikt nie wie wszystkiego i sytuacja jest zdrowsza, zresztą każdy specjalizuje się w trochę innej dziedzinie. Tu nie chodzi o to, że ktoś czuje się gorszy w takim środowisku, tylko o to, że każdy dużo od siebie wymaga i chętnie komunikuje to innym. Pewnie, że nie każdy by czuł się w takiej atmosferze dobrze. Ale wśród nas każdy jest zafascynowany dziedziną swoich studiów lub czymś pokrewnym i po prostu widać ten entuzjazm. Tu nie ma miejsca na jakiś ból czy straszną napinkę, to jest grupa osób, wśród których rozmawiam na wysokim poziomie. Mam też inną grupę znajomych, która też jest fajna, śmiejemy się i żartujemy, miło spędza się czas. Ale więcej mi dają spotkania z grupą pierwszą.

                      Nie wiem, czy coś takiego miała na myśli morela, ale podobnie jak ona sama opisałabym moich znajomych, dlatego tego bronię.
                      • jul-kaa Re: Moje zdanie 08.01.11, 20:55
                        moniach_1 napisała:
                        > na f
                        > acebooku pojawiają się linki do naprawdę ciekawych miejsc w sieci, a nie bzdury
                        > w stylu "jem pyszne płatki".

                        Nic nie przebije pierogów z jagodami. Założyłam sobie konto na FB całkiem niedawno i poraziła mnie ilość informacji o cudzych obiadach, śniadaniach itp. :)

                        > Jak byłam w liceum, ten snobizm intelektualny był jeszcze bardziej widoczny i m
                        > ęczący, tzn. jak czegoś nie wiem, to się nie przyznam tylko sprawdzę, jak czego
                        > ś nie czytałam, to głupio się przyznać, będę udawać.

                        U mnie było podobnie, ale bardziej przyjaźnie. "Modnie" było coś wiedzieć, przeczytać, zabłysnąć, ale nie było takiej napinki, jak ta o której piszesz. Z przyjemnością równało się w górę. Co ciekawe, nadal mam bardzo dobry kontakt z wieloma znajomymi ze szkoły średniej, chyba z większą ilością, niż z obu kierunków studiów razem wziętych.

                        > Nie wiem, czy coś takiego miała na myśli morela, ale podobnie jak ona sama opis
                        > ałabym moich znajomych, dlatego tego bronię.

                        Ja trochę inaczej odczytałam jej wpis - miałam kiedyś taki krótki etap w życiu, kiedy "bywałam" - a to jedna ambasada, a to druga, a to premiera dobrej sztuki. Tam stykałam się z osobami, które mogłabym odbierać tak, jak odbierała swoich nowych znajomych morela: atrakcyjni, zadbani, snobujący się na wyjątkowych intelektualiści... Taki właśnie "wielki świat".
                        Moi właśni "zadbani intelektualiści" są trochę inni, nigdy nie imponowali mi tak, jak imponowali w moim odczuciu nowi znajomi moreli. Ale może miałam inne zaplecze po prostu.
                        (jestem po całym dniu intelektualnej męczarni, plączą mi się myśli, mogę nie pisać zbyt jasno, przepraszam)
                        • moniach_1 Re: Moje zdanie 08.01.11, 21:10
                          > U mnie było podobnie, ale bardziej przyjaźnie. "Modnie" było coś wiedzieć, prze
                          > czytać, zabłysnąć, ale nie było takiej napinki, jak ta o której piszesz. Z przy
                          > jemnością równało się w górę. Co ciekawe, nadal mam bardzo dobry kontakt z wiel
                          > oma znajomymi ze szkoły średniej, chyba z większą ilością, niż z obu kierunków
                          > studiów razem wziętych.

                          To u mnie właśnie tak jest teraz. Chyba właśnie ja się pierwsza "odważyłam" wspomnieć (już po skończeniu liceum) o tym snobowaniu i nagle okazało się, że wszyscy, z tymi najbardziej oczytanymi włącznie, przyznali się do podobnych stresów pod hasłem "o mój boże, ona to czytała a ja nie, ale obciach". Teraz jest właśnie tak na luzie, ale cały czas z poczuciem, że warto wiedzieć coraz więcej.

                          > Ja trochę inaczej odczytałam jej wpis - miałam kiedyś taki krótki etap w życiu,
                          > kiedy "bywałam" - a to jedna ambasada, a to druga, a to premiera dobrej sztuki
                          > . Tam stykałam się z osobami, które mogłabym odbierać tak, jak odbierała swoich
                          > nowych znajomych morela: atrakcyjni, zadbani, snobujący się na wyjątkowych int
                          > elektualiści... Taki właśnie "wielki świat".
                          To ja chyba nigdy jeszcze nie trafiłam w takie środowisko, więc nie mam złych doświadczeń z takimi ludźmi. Wydaje mi się, że to snobowanie na intelektualizm jest często iluzją osoby, która wchodzi w towarzystwo i _wydaje_jej_się_ że jest gorsza/głupsza. I wtedy tworzy się mechanizm uspokajający "oni nie są tacy mądrzy, tylko tak się lansują". A oni spokojnie mogą być tacy mądrzy, co więcej, _ja_ mogę być równie mądra, tylko boję się odezwać, żeby nie wyjść na idiotkę. I robi się błędne koło - oni są dla mnie za mądrzy, więc się nie odzywam, a skoro się nie odzywam, to oni uważają mnie za osobę, która nie ma nic do powiedzenia, a więc głupszą/nudną. I ja zaczynam ich nie lubić, bo oni mnie uważają za głupią i nudną. Ale chyba odpływam w tym momencie w stronę kolejnego ciekawego offtopa :)
                          • jul-kaa Re: Moje zdanie 08.01.11, 21:42
                            moniach_1 napisała:
                            > Wydaje mi się, że to snobowanie na intelektualizm j
                            > est często iluzją osoby, która wchodzi w towarzystwo i _wydaje_jej_się_ że jest
                            > gorsza/głupsza. I wtedy tworzy się mechanizm uspokajający "oni nie są tacy mąd
                            > rzy, tylko tak się lansują".

                            Faktycznie, tak czasem jest, choc w moim odczuciu cześciej zdarza się, że są to po prostu osoby z Twojej grupy numer 2, których snobizm nie ma pokrycia.
                      • edhelwen Re: Moje zdanie 08.01.11, 21:32
                        "Na święta dostaje się dobre książki i filmy, a na facebooku pojawiają się linki do naprawdę ciekawych miejsc w sieci, a nie bzdury w stylu "jem pyszne płatki". "
                        :DDD
                  • morela888 Re: Moje zdanie 08.01.11, 18:10
                    Felisdomestico:to wygląda tak, że ja nie jestem już od dawna z tamtym partnerem, z którym byłam po tym szerzej przeze mnie opisanym partnerze. Czyli zarzut, że czuję się być może od niego gorsza nie widzę w jakim sensie mógłby mieć rację bytu, no i już od dawna "wiadomo jak to się skończyło".
                    • felisdomestica Re: Moje zdanie 08.01.11, 20:04
                      Co do "jak to się skończy" to nawet nic złego nie miałam na myśli, bo mogło się to skończyć równie dobrze na ślubnym kobiercu.
                      Widocznie potrzebujesz czegoś pośredniego :-).

                      • morela888 Re: Moje zdanie 09.01.11, 12:37
                        Rozumiem, że przez "na ślubnym kobiercu" miałaś na myśli "wzajemnym szczęściem"? W tej chwili akurat się czepiam, bo jestem "antyślubna" i bardzo trudno by mi było powiedzieć sobie: "w pełni świadoma decyduję się wyrazić swoją wolę bycia z kimś przez długie lata". Ale równie dobrze prawdziwe może być stare porzekadło, że jeszcze nie trafiłam na swoje alter ego ;-)
                        • felisdomestica Re: Moje zdanie 09.01.11, 18:02
                          No oczywiście, że to miałam na myśli :-). Nie dopuszczam innej możliwości, byłaby zbyt straszna...
      • kotwtrampkach Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 09.01.11, 00:08
        diuszesa napisała:

        > O, wchodzę sobie po dluższej nieobecności, a tu nieźle, nieźle... ;-)
        >
        > No cóż, tak sobie czytam, i czytam, i czytam...

        ja też tak czytam i czytam.. Dotarłam do końca i jakoś tak .. (na końcu jest ciekawie :-)) Mam otwartych kilka okienek, gdzie chciałam się wtrącić, ale to chyba bez sensu.. Ktoś napisał, ze w porównaniu do innych miejsc w sieci TO jest merytoryczna dyskusja (albo przyjazna?). Nie była merytoryczna - było przerzucanie się cytatami z tekstu, fragmentami wypowiedzi, łapaniem za słówka.. i totalnym brakiem zrozumienia.

        A temat ciekawy - tylko interesujące opinie trzeba wyłuskiwać.. moze by tak jeszcze raz zacząć? :-)
        • diuszesa Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 09.01.11, 14:57
          kotwtrampkach napisała:

          >
          > A temat ciekawy - tylko interesujące opinie trzeba wyłuskiwać.. moze by tak jes
          > zcze raz zacząć? :-)

          Oj, nie wiem, czy będzie mi się chciało przez to drugi raz przechodzić ;-)

          Ale wiesz - to jest tak: jeśli ktoś napisze coś interesującego, a już na pewno kontrowersyjnego - to jeszcze może ożywić na nowo dyskusję, wzbudzić ponownie ten wulkan ;-)
          • kotwtrampkach Re: Golenie nóg i inne takie - na oczach faceta? 09.01.11, 18:40
            diuszesa napisała:
            > Ale wiesz - to jest tak: jeśli ktoś napisze coś interesującego, a już na pewno
            > kontrowersyjnego - to jeszcze może ożywić na nowo dyskusję, wzbudzić ponownie t
            > en wulkan ;-)

            szukamy chętnego? :->
            nie, zupełnie nie to miałam na myśli ;-) pomyślałam o takim zbiorze informacji i zasad, kt się kierujemy pt. jak dbać o związek. Nie w formie poradnika (potem jakas gwaizda mogłaby sobie ten zestaw wykorzystać w swojej książce, a tami) - ale własnie rozmowy. Bez nadinterpretacji i czytania między wierszami, ale z oceną pomysłów jak najbardziej :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja