zawsze_zielona
08.02.11, 14:23
Chodzi mi o prace. Gdy zaczynalam studia, wybralam takie, ktore sa najbardziej "otwarte", by decyzje o konkretnej pracy przesunac na pozniej (studiowalam biotechnologie). Na studiach bardzo sposobala mi sie praca naukowa a konkretniej praca laboratoryjna, wiec decyzja o doktoracie byla bardzo naturalna. Po zrobieniu doktoratu mialam juz powazne watpliwosci, czy aby na pewno praca naukowa to cos dla mnie. Ale spotkalam ciekawego czlowieka, ktory namowil mnie na napisanie grantu i wspolny projekt. No i dostalam ten grant (na dwa lata) a facet w miedzyczasie dostal robote w Starsburgu i sie ulotnil.
No i klops, bo wyglada na to, ze samotna praca naukowo mnie zupelnie nie kreci. Nie lubie pracowac sama, nie umiem sie sama zmotywowac, nudzi mnie zaczynanie projektu. Lubie za to kontynuowac juz rozgrzebany projekt, bo widze swiatelko w tunelu. Lubie deadliney, lubie pracowac w stresie. Praca naukowa mnie usypia, bo nie mam tego "drive", ze jakis problem zaprzata moj umysl na tyle, by poswiecic mu cale zycie. Mnie jest w stanie zainteresowac wszystko (ale to zupelnie inny topik). Do tego widze, ze w tej dziedzinie sa duzo lepsi ode mnie, co jeszcze bardziej odbiera mi motywacje, bo wiem, ze nie bede najlepsza.
No i teraz nie wiem, jakiej pracy powinnam szukac. Wydawalo, ze nauka to wlasnie to, co da mi zadowolenie i satysfakcje, ze nigdy nie myslalam o planie B.
Jak odkryc, co lubie?