Dodaj do ulubionych

jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie?

09.04.11, 14:46
Do tego pytania zainspirowała mnie jedna wypowiedź w wątku o wartości pracy. Jestem studentką i mam mało pieniędzy, staram się więc oszczędnie nimi gospodarować. Sama sobie gotuję, ale jak dotąd nie udało mi się wydać mniej niż 300 zł w ciągu miesiąca. Są jednak osoby, które potrafią odżywiać się zdrowo i wydawać mniej. Moją prośbą jest, aby dziewczyny, które opanowały tą trudną sztukę, podzieliły się różnymi przepisami i rozwiązaniami w stylu odżywiania, który pozwalają na oszczędność pieniędzy.
Obserwuj wątek
    • koza-1985 Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 09.04.11, 15:15
      Jako przykład że się da może posłużyć mój najserdeczniejszy przyjaciel ze studiów, obecnie doktorant, na 1 roku doktoranckich wydawał kilkadziesiąt zł na jedzenie miesięcznie.
      Specjalizuje się w kiszonkarstwie czyli dziale żywienia zwierząt i opracował sobie w miarę zbilansowane dawki żywnieniowe :)
      żywił się kaszą, makaronem, grochem, olejem oraz przyprawami. gotował z tych składników paćkę, którą napychał tosty, jadł z makaronem jako sos itp. wytrzymał tak rok, aż nie dostał stypendium.
      Co jakiś czas laboratorium katedralne robiło komercyjne analizy np zupek, chleba itp dla bezglutenowców wtedy także to trafiało do jego jadłospisu.
      Pamiętam też że używał kwasku cytrynowego cz.d.a ( czysty do analiz, również z laboratorium;)
      Co tydzień, dwa wpadał do mnie na nieco wykwintniejszy posiłek.
          • kis-moho Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 09.04.11, 18:55
            Funkcjonowac mozna jak najbardziej, bo nie chodzi o energie, kalorie moga byc z makaronu czy kaszy. Natomiast dlugofalowe skutki sa kiepskie, nie jedzac swiezych warzyw i owocow zwiekszasz np. ryzyko zachorowania na choroby ukladu krazenia w przyszlosci. Polecam strony swiatowej organizacji zdrowia, tam jest wiele informacji na ten temat.
              • kis-moho Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 09.04.11, 19:29
                Ok, myslalam, ze ogolnie pisze o swiezym. Nie wiem, czym skutkuje rezygnacja z samych owocow - one sa zwykle opisywane razem z warzywami, a dietetykiem nie jestem. Nie wiem, czy nie jest sensowniej pisac o konkretnych warzywach, czy konkretnych owocach - np. winogrona zawieraja faktycznie bardzo duzo cukru.
                Nie dalabym jednak glowy, ze mozna wszystkie witaminy wystepujace w owocach spokojnie zastapic jedzac warzywa w normalnych ilosciach, ale jak mowie, dietetykiem nie jestem, wiec moze nie mam tu racji.
                • pierwszalitera Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 09.04.11, 23:26
                  kis-moho napisała:

                  > Nie dalabym jednak glowy, ze mozna wszystkie witaminy wystepujace w owocach spo
                  > kojnie zastapic jedzac warzywa w normalnych ilosciach, ale jak mowie, dietetyki
                  > em nie jestem, wiec moze nie mam tu racji.

                  Można. Owoce nie są w ogóle do niczego potrzebne. Dzisiejsze odmiany owoców w przeciwieństwie do form owoców pierwotnych, czyli takich, jakimi uraczał się człowiek przed tysiącami lat, to słodycze. I nie ma w nich nic specjalnego, opórcz witaminy C, którą masz też w warzywach.
    • teresa104 Świąteczna zapiekanka z mąki i wody:) 09.04.11, 16:31
      O kaszy, marchwi, selerze, kapuście kiszonej, dyni i kartoflu wiesz, nie mam co się wysmętniać. Zakupy w dużych opakowaniach, duże butle oleju, duże paki gryki, soczewicy, grochu.
      Dobrze też kupować na targu. Och, ile gratek jest na targu. Na przykład cebula, która puściła szczypior jest dla rolnika towarem do wyrzucenia. Kupujesz 2 kilo jabłek, pytasz mimochodem o tę cebulkę odstawioną na bok, rolnik mówi: a weź se to pani. Pani bierze, część wsadza na szczypior, część zjada.
      Pamiętam z czasów swojej nędzy, że dużo pomagało też zbieractwo. Jabłka, mirabelki, grzyby. Ale na zbieractwo trzeba mieć czas. No i trzeba wiedzieć, gdzie zbierać, żeby nie kraść;) Kompot z mirabelek jest królewski (trzeba go zakwasić). Z jabłek można robić masę do naleśników, dodatek do surówek z kapusty kiszonej, z marchwi, selera, można zrobić oładki. Trochę mąki, jajo, olej i masz kolację za zyla. W pobliskim sklepie kupowałam za ułamki groszy "wczorajsze" mleko (wtedy jeszcze mleko się zsiadało) i robiłam twaróg z ziołami, które sama uprawiałam w skrzynce. Twarogiem można faszerować białe polskie papryki (w sezonie taniocha), ugotować na wolnym ogniu, sos zaciągnąć żółtkiem.
      Piekłam też drożdżowce, które najczęściej kupowała ode mnie moja sąsiadka (i udawała przed gośćmi, że sama upiekła), a jak nie kupiła, to ja je zjadałam na śniadanie z kefirem. Składniki na drożdżowe są śmiesznie tanie.
      Wcale nie byłam wtedy chudsza niż teraz, zabiedzona też nie. Ludzie przychodzili do mnie na jedzenie:) Przynosili wino, które w budżecie się nie mieściło.
      Nie zdołasz oszczędzić na mięsie, jeśli musisz je jeść, czasem ma się ochotę na coś i też dobrze tę ochotę zaspokoić. Masło, orzechy, kawa, herbata - na tym oszczędzić się nie da. Pewno można sobie odmówić, ale przy rozsądnej gospodarce nie trzeba.
      Nie wiem, czy zejdziesz poniżej 300, nie umiem już tak liczyć.
    • agafka88 Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 09.04.11, 16:50
      Jak już pisałam w poprzednim wątku, zdarzyło mi się kilka miesięcy z kwotą na żywienie w okolicach 250 zł. W każdym razie nie robiłam tego z chęci oszczędzania, tylko tak wyszło ;) Szczególnie łatwo wokół takiej kwoty się obracać, kiedy pojawiają się świeże warzywa. U mnie kwota za zakupy drastycznie wzrasta, kiedy idę na zakupy do dużego hipermarketu - uwielbiam próbować nowe produkty spożywcze, więc nie potrafię sobie odmówić nowego serka koziego czy suszonych pomidorów faszerowanych serem, mniam :) W miesiącach, kiedy nie mam czasu jeździć po marketach i robię zakupy po drodze, wychodzi mi mniejsza kwota na żywienie. JLubię kulinarne wrażenia i nowe doznania, więc to 250 zł jest raczej wyjątkiem, niż regułą, ale da się.

      Co pozwala mi zaoszczędzić pieniądze? Chyba przede wszystkim to, że zmienił mi się smak + to, że muszę z pewnych rzeczy zrezygnować przez leki. Alkoholu pić nie mogę, więc sporo kasy zaoszczędzam. Nie przepadam ogólnie za słodyczami, bo większość z dostępnych na rynku jest dla mnie zwyczajnie za słodka - ze słodyczy lubię gorzką czekoladę ;) Jest parę wyjątków, ale jak zjem raz na jakiś czas, to potem dość długo mam dość. Tak samo nie kupuję napojów gazowanych/niegazowanych, soków - też są dla mnie za słodkie. Moim jedynym grzechem przekąskowym są chipsy, ale ostatnio też już rzadko, no i frytki, ale to częściej w domu, bo robię sobie lepsze niż na mieście ;). Z większością jogurtów smakowych jest tak samo, one zresztą prawie nie mają wartości odżywczych, dlatego sobie domieszuję do naturalnego to, co lubię.
      Taniej wychodzi unikanie w miarę rozsądku gotowców - gotowy sos ze słoika wychodzi drożej niż taki domowy, a do tego jako gratis dostajemy glutaminian sodu i różne polepszacze. Na przygotowanie domowego sosu starczy nam spokojnie czas potrzebny do ugotowania wody na makaron. Tak samo "pomysły na". To jest głównie mąka wymieszana z przyprawami, za którą płacimy dobre parę złotych. Moim osobistym faworytem jest pomysł na carbonarę, gdzie trzeba dodać własną śmietankę i boczek 0_o

      Poza tym to, że lubię gotować oszczędza mi kasę - keksówka pasztetu z soczewicy kosztuje mnie jakieś 4-5zł, a to jest cena za jeden malutki pojemniczek dobrego pasztetu ze sklepu. Taki pasztet robię hurtem, potem dzielę na kawałki i mrożę, wyjmuję w razie potrzeby. Sosy, zupy też robię w dużych ilościach, porcjuję i mrożę, żeby nie sterczeć niepotrzebnie nad garami.

      Tańsze jest jedzenie sezonowe - dla mnie kupowanie szparagów, pomidorów w lutym mija się z celem - to smakuje jak woda i rzadko kiedy nadaje się do jedzenia.

      Poza tym wg. mnie czasami mniej znaczy więcej - zdrowsza będzie kilkuskładnikowa tania zupa marchewkowa, czy cebulowa, ciecierzycowa, niż ociekająca tłustym mięsem i skwarkami grochówka.

      Są produkty, które mam zawsze, jak np. masło, ryż do risotto, pomidory w puszce, makaron bucatini - wiem, gdzie to kupić taniej, a jak zdarzy się większa promocja to biorę kilka opakowań, bo wiem że i tak zużyję w szybkim tempie, no i nie będę musiała 5 razy do sklepu latać :) Na moim ulubionym makaronie ulubionej firmy różnica w cenie między sąsiednimi sklepami to 2 zł. Warzywa, fasolę, soczewice itp. kupuję po drodze z pracy na bazarku. Mają tam taniej i świeższe rzeczy niż w marketach, no i spełniają moje zachcianki, czyli dostarczają warzywa lub owoce, które trudno gdzie indziej znaleźć. Myślę też, że taniej wychodzi dieta, gdzie więcej jest warzyw niż mięsa. Dobra wędlina kosztuje od ok. 30zł/kg, a większość warzyw conajmniej o połowę taniej.

      Inspiracji kuchennych dostarczają mi galeria potraw, www.cincin.cc i blogi kulinarne, które subskrybuję.
      Tanie przepisy znajdziesz również na pesto.art.pl w zakładce przepisy.
      • genepi prywata 09.04.11, 20:19
        poproszę przepis na paszteta z soczewicy, albo link jeśli to z netu - zależy mi na sprawdzonym.
        Moim zdaniem jeśli chce się trzymać dyscyplinę żywieniowo-finansową trzeba w miarę skrupulatnie planować, przynajmniej na 2 dni naprzód. Nie iść na żywioł.
      • turzyca pesto.art.pl :) 09.04.11, 21:58
        Ja mam do tej strony straszny sentyment, odkad odkrylam ja w zamierzchlych czasach, gdy w aktyviscie byla "kuchnia partyzancka" a w niej przepisy na dania tanie jak barszcz, proste jak konstrukcja cepa i oryginalne smakowo. Aktyvista nie zawsze udawalo mi sie upolowac, odkrycie, ze autor zbiera przepisy na stronie rozjasnilo moje zycie. Wada strony w stosunku do czasopisma jest taka, ze przepisy w czasopismie byly dostosowane do pory roku, a na stronie sa w ukladzie alfabetycznym, wiec wymieszane chronologicznie. No ale to jest wada, ktora srednio sprytna malpa, majaca swiadomosc, ze nie ma krajowych szparagow w listopadzie, truskawek w lutym i papryki w kwietniu, jest w stanie ominac.
    • szarsz Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 09.04.11, 18:00
      Uwielbiam wynajdywać i wymyślać królewskie dodatki do obiadu za grosze. Hobby takie :)

      np. kardamonowe puree z marchwi:

      1 marchewka, 30g masła, 1 ziarno kardamonu.
      Zagotować w malutkim garnku wodę z rozgniecionym ziarnem kardamonu, marchewkę pokroić w dość cienkie plasterki, rzucić na wrzącą wodę, gotować 3-4 minuty. Osączyć (kardamon ma zostać w środku). Zmiksować blenderem na gładkie puree. Można odrobinę osolić.

      Albo

      Kremowe pory

      1 por, 30g masła, 3 łyżeczki tłustej (co najmniej 36%) śmietany
      pora pokroić w dość cienkie plastry, wrzucić na wrzącą wodę, gotować 4 minut. Dobrze osączyć z wody, dodać masło, śmietanę, dodać sól, pieprz (ja lubię ziołowy).

      Albo:

      sałatka z marchwi
      1 marchewka, 1 łyżka świeżej siekanej kolendry, 2 łyżeczki oliwy z oliwek, 1 łyżeczka soku z cytryny, szczypta mielonego kuminu, sok z cytryny

      marchew pokroić w cieniutkie plasterki, wrzucić na wrzątek, gotować 3 minuty. Dobrze osączyć, można przepłukać zimną wodą, żeby zahamować mięknięcie. Doprawić oliwą, sokiem z cytyny, rozgniecionym ząbkiem czosnku, kolendrą, kuminem, solą i pieprzem.

      I to są ulubione dodatki mnie, która gotowanej marchwi nienawidziła od dzieciństwa :)
      Generalnie przy tanim gotowaniu chodzi o pomysł, można wyczarować takie cuda, że niech się wszystkie kawiory i trufle chowają. Chociaż kawiorem nie pogardzę ;)
      • elftherinii Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 09.04.11, 18:46
        dziudziulek napisała:

        > Chyba niewykonalne.

        Jak niewykonalne jak żyję tak od dobrych 8 miesiecy?:P

        Z moich patentów: warzywa mrożone! Długo kupowałam gotowe mieszanki mrożone z jakiejś polskiej firmy (okolo 4 zł 500g), teraz odkryłam, że w Biedronce są równie smaczne (a nawet lepsze bo z ziemniakami) za tą samą cenę ale 750g. Do tego ryż, indyk/jajko i syty obiad na dwa dni gotowy (tj warzywa na dłużej starczają)

        Makaron z sosem: również bardzo tanie, ale ja sos biorę z domu (jako jedyną rzecz) - ale są w nich pomidory z puszki, cebula, czosnek, kurczak i ziola, więc jakaś straszna różnica to nie jest (oprócz kury). Do tego dużo żółtego sera i sycący posiłek jest.
        Jak mam więcej czasu to robię szpinak do makaronu/ryżu. Szpinak w hipermarkecie kosztuje około 4 zł (jak się go znajdzie wśród tych za dychę:P), do tego serek pleśniowy (opcjonalnie, bo drogi), ser żółty, słonecznik i przyprawy.

        Często jadam w studenckich barach - obiad za grosze. Miska zupy z mnóstwem ziemniaków - 1,10zł. Krokiet z barszczem (danie mięsne) 5,40 zł. Naleśniki, pierogi itp w cenach około 5 zł.
        Jeśli masz czas - tanio wychodzi zrobić pół zamrażarki pierogów - ja robię z czerwoną fasolą i feta, czerwoną fasolą i indykiem (można dodać kukurydzę), szpinakiem, twarogiem... taniocha:)

        Oprócz tego odkrywam na nowo omlety - bo jakoś trzeba wykorzystać zapasy dżemu:).
        Na zapchanie się - serki homogenizowane z biedronki (od 0.99gr do 1.19), tosty (na ciepło, szybko i sycące. i kaloryczne). Jak nie mam czasu to jem kaszę z sosem - jako, że sama go zrobić nie umiem to czasami podkradam z zamrażarki mamy (za zgodą;) i potem rozcieńczam i dodaję takiego pieczeniowego z proszku. Jeśli sosu brak a mam ochotę to robię tylko z proszku, nie jest zły.

        W zasadzie żywienie wychodziłoby mi bardzo tanio gdybym umiała zrezygnować z pączków i kawy na uczelni (5.50 plus 1.50). Ale zaczęłam robić tabelkę wydatków - może jak zobaczę ile kasy tracę na dodatkową kawę, gdy termos i nescafe są w mieszkaniu to w końcu zmądrzeję! Bo z samej latte by spokojnie 100 zł wyszło...

        Ale powiem brutalnie - większość rzeczy kupuję w biedronce. Bo jak porównałam ceny to zwątpiłam w hipermarkety. Zwłaszcza, że oprócz jedzenia zawsze trzeba kupić coś jeszcze;)
        No i niestety - nie jadam owoców, bo są zwyczajnie za drogie. Czasami kupię jabłka, banany albo pomelo jak jest promocja. Warzywa też tylko mrożone, chyba że muszę nakarmić robale i potem mi zostaje prawie cały ogórek/pomidor. :P
        • dziudziulek Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 09.04.11, 19:23
          Bo widzisz ja napisałam z perspektywy matki 3,5 rocznego dziecka. W lutym zbierałam wszystkie zakupowe paragony. Chciałam ocenić ile zbędnych rzeczy kupuję. I o matko jakie było moje zdziwienie pod koniec miesiąca. Zbędnych rzeczy było niewiele. Zmarnowanego jedzenia niewiele. A suma i tak była kosmiczna.
        • turzyca To ja poprosze te nadzienia do pierogow 09.04.11, 21:53
          szczegolnie ten z czerwona fasola brzmi bardzo apetycznie.
          No albo chocby przepis, jesli nadzienia nie da sie przepchac przez lacza internetu.


          Aha i poprosze o instrukcje mrozenia pierogow jak dla kretynki (ciasto robie z przepisu z wrzatkiem, jesli to jakos wazne), do tej pory wszystkie rodzinne proby mrozenia pierogow konczyly sie uzyskaniem zupy pierogowej podczas odgrzewania.
          • elftherinii Re: To ja poprosze te nadzienia do pierogow 09.04.11, 22:15
            Nie wiem jakie ciasto - Mój je robił:). Co do mrożenia - moja mama je mrozi wrzucając jak leci do zamrażarki i zamrożone przekłada do pojemników/siatek. Ja inteligentnie postanowiłam je poprzekładać papierem - informuję, że kartki same odklejają się w czasie podgotowywania przed spożyciem:P. Może je za długo gotujesz po rozmrożeniu? My wrzucamy na wrzątek zamrożone i wyciągamy jak się rozmrożą. A właśnie - mrozi się już ugotowane pierogi, tj my tak mrozimy:) Ewentualnie zamrożone pierogi można wrzucić na gorący olej i obsmażyć (ale to najlepiej ruskie lub z ziemniakami, słodkie nie bardzo).

            Czerwona fasola z fetą:
            Podsmażyłam cebulkę na niewielkiej ilości oleju, fetę pokroiłam w kostki, odsączyłam puszkę czerwonej fasolki. Generalnie całość wymieszać i zmiksować w blenderze (kolejność obojętna:)). Jeśli ciężko idzie można calość wrzucić na patelnię i podduszone rozdziabać najpierw widelcem. Doprawić do smaku - ja papryką i pieprzem. Proporcję robiłam do smaku (wyjściowo była puszka fasolki).

            czerwona fasola z indykiem:
            Indyk pokroić w kawałki około 2x2 cm, przyprawić na pikantnie, usmażyć. Odsączyć z tłuszczu, wystudzić. W międzyczasie robimy z cebulą i puszką fasolki dokładnie to samo co wyżej, tylko z pominięciem fety. Wystudzonego indyka kroimy w malutkie kosteczki, mieszamy z fasolką (najłatwiej na patelni z dodatkiem odrobiny wody, którą potem odparujemy), opcjonalnie dodajemy kukurydzę i doprawiamy.

            Szpinak:
            Szpinak w postaci papki (ten najtańszy) wrzucamy na gorący olej, zalewamy mlekiem (niewielka ilość, żeby się cośtam ścięło), dusimy pod przykrywką. Dodajemy drobno posiekany czosnek (ja lubię dużo - około główki na pół opakowania szpinaku:)) Potem dodajemy garść lub dwie słonecznika oraz pokrojony w kostkę serek Lazur (powinien wejść cały lub 3/4 ale to też na smak:)) i dusimy do miękkości i roztopienia serka. Przyprawiamy do smaku (ja smażę na pikantnej oliwie) i posypujemy zółtym serem. To jest wersja dla leniwych.
            Dla ambitnych jest taka, że słonecznik, czosnek oraz serek pleśniowy i przyprawy mielimy w blenderze na pesto i takie pesto dodajemy do szpinaku pod koniec duszenia. A na to żółty ser. Dodajemy do pierogów po wystudzenia, do makaronu na ciepło:)

            twarożek do pierogów wymieszalam z mlekiem, dwoma łyżkami kakao, miodem spadziowym (chociaż ten nie był najlepszym pomysłem, za mocno go czuć w pierogach i daje kwaśnawy posmak). Teraz dodałabym do tego jeszcze wanilię i cynamon:).

            Z tanich rzeczy to jeszcze chyba leczo jest. I zupa meksykańska - robiona na pomidorach z puszki, fasolka, kukurydza, papryka, mielone mięso, przyprawy. Po podgrzaniu posypuje się żółtym serem (on chyba jest we wszystkich moich daniach :D) i podaje z pieczywem. Czasami na gar zupy dodajemy około pół słoika sosu ze słoika.
            • szarsz Re: To ja poprosze te nadzienia do pierogow 09.04.11, 23:19
              elftherinii napisała:
              > sz po rozmrożeniu? My wrzucamy na wrzątek zamrożone i wyciągamy jak się rozmroż
              > ą. A właśnie - mrozi się już ugotowane pierogi, tj my tak mrozimy:)

              Ja mrożę surowe. Rozkładam na płasko (mam taką szufladkę, 3cm wysoką w zamrażalniku), jak zamarzną, to zsypuję razem.
                • turzyca Re: To ja poprosze te nadzienia do pierogow 10.04.11, 00:13
                  Turzyca tez nie ma pojecia, ale podejrzewa, ze mogly zostac juz w stanie zamrozonym potraktowane nie dosc delikatnie podczas kolejnego przemeblowania zamrazarki. Ale nie wie tego na pewno. Ostatnia proba mrozenia ugotowanych w pudelku po lodach chyba zdala egzamin, ale tylko chyba, a ja wolalabym nie ryzykowac zniszczenia wiekszosci owocow pracy, wiec sie dopytuje.

                  Wiem, ze sa trzy metody metody mrozenia:
                  - na surowo,
                  - obgotowane,
                  - ugotowane.

                  Nie wiem, czy wszystkie mozna stosowac do wszystkich rodzajow ciasta pierogowego, czy w zaleznosci od rodzaju ciasta cos sie zmienia. Wolalabym dostosowac metode mrozenia do mojego ciasta niz zmieniac rodzaj ciasta. Przy tym z wrzatkiem i jajkiem zapieram sie wszystkimi lapami, bo dzieki temu ciasto jest bardzo elastyczne i jak sie umie, to mozna je wywalkowac cieniutenko, a nadzienia nabic na full. A takie pierogi w turzycowie lubi sie najbardziej. :)
                  • jul-kaa Re: To ja poprosze te nadzienia do pierogow 10.04.11, 00:35
                    Ja robię ciasto z wrzątkiem, ale bez jaja. Mrożę tak: na tacce rozkładam surowe pierogi oddalone od siebie o kawałeczek. Jak już zamarzną, to przekładam je do woreczków. Wrzuca się potem na wrzątek, nie miesza zbyt intensywnie (stawiam, że to mógł być turzycowy grzech pierogowy!), tylko delikatnie potoka łyżką. Nie gotuje się zbyt długo. Mnie się zupa nie robi.
                    • turzyca Re: To ja poprosze te nadzienia do pierogow 10.04.11, 01:35
                      (stawiam, że to mógł być turzycowy grzech pierogowy!)
                      pfr, predzej by mi reka uschla niz bym intensywnie zamieszala pierogi. Pierogom sie robi ostroznymi ruchami lyzki po wierzchu wody taki wir, zeby woda byla w ruchu i nie mogly sie przykleic do dna, ale zeby ich nie podziubac. Czego sie Turzyczke nauczy, to Turzycy zostanie. ;P
          • amoureuse Re: To ja poprosze te nadzienia do pierogow 09.04.11, 23:01
            Metoda rodzinnego domu: gorące pierogi układa się na talerzu, jak ostygną przekłada się na drugą stronę koniecznie na czysty talerz. Rozwiązanie pracochłonne i nieprzyjemne, ale dzięki temu pierogi nie są zawilgocone i sklejone po wyjęciu z zamrażarki, tylko każdy jest ładniutki i stanowi osobny pierogowy byt :) Ciasto robimy na wrzątku, bez jajka.
            Metoda Przyszłej Teściowej: wrzucić do worka jak leci ;) pierogi są posklejane, ale nie papkowate. Ciasto robi z jajkiem, co jest wadą tego rozwiązania, bo ciasto jest grubsze i twardsze.
    • agafka88 Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 09.04.11, 18:36
      Jeszcze przypomniał mi się taki jeden wątek, który może być kopalnią pomysłów, kiedy chce się zaoszczędzić:
      forum.gazeta.pl/forum/w,77,76598285,76598285.html?v=2&f=77&w=76598285&a=76598285&wv.x=0
      Co prawda jest tam trochę propozycji mało wartościowych, typu ziemniaki ze skwarkami, ale jest też masa pożywnych, zdrowych i tanich rzeczy, warto przejrzeć, jest tam np. przepis na domowe mleko sojowe, które wychodzi zdecydowanie taniej niż to sklepowe.
    • ederlezi1981 Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 09.04.11, 20:24
      Spokojnie się da, to ponadkilogramowy kurczak dziennie wychodzi.
      A poważnie- dziewczyny napisały masę mądrych rzeczy, ja do tego dodałabym elastyczność. Idę do sklepu i jest łopatka wieprzowa w promocji- kupuję więcej, mrożę. Mam ochotę na chińszczyznę? Kupuję całego kurczaka, wykrawam z niego piersi, zużywam, mam jeszcze nogi do upieczenia i korpus na zupę (a z korpusowego miesa moge potem zrobić pastę do chleba), dodaję mrozonke na wagę (Tesco, Simply Market- jeszcze taniej, niż Biedronka) i np zachomikowane grzybki mun. Ryżu gotuje wiecej, częśc mogę zamrozić.
      Ważne jest, by miec w domu jakiś żelanzy zapas- kasze, ryż, makarony i koniecznie sporo przypraw.
      Poza promocjami- kończace się daty ważności i przeceny (warzywa). Choć tu trzeba ostrożnie- ja bardzo uważam z mięsem. Raz zdarzyło mi się kupić spore opakowanie matjasów za 50 groszy czy chleb miodowy za 1/3 ceny.
    • kok.12 przepisy 09.04.11, 20:46
      Dziękuję za rady, do większości z nich się od dawna stosuję. Moim problemem jest chyba mała różnorodność przepisów. Wychowałam się w domu, gdzie królowało mięso. Czy możecie to podać swoje przepisy na różne warzywne, lub inne, pasztety, sosy, to o czym wspominałyście? Najbardziej mnie interesuje, jak robicie sosy (inne niż pomidorowe) do kaszy, makaronu lub ryżu i jakie dania znacie ze strączkowych?
      • wariamiktoria Re: przepisy 09.04.11, 21:50
        Warzywnych przepisów szukam głównie na puszka.pl często też korzystam z wyszukiwarki przepisów foodle.pl tam wpisuję składniki jakie mam i sprawdzam jaki przepis mi pasuje. Można wyszukać też po nazwie potrawy, najbardziej mi się podoba, że przeszukuje blogi kulinarne.
        Wiem, że da się jeść za mniej niż 600zł miesięcznie na dwie osoby. Trzeba jednak zmienić nawyki i się pilnować. U mnie w jadłodajni akademickiej zupa jest za 2,8 a surówka za 1,9. Jak jestem cały dzień na uczelni i nie zabiorę jedzenia ze sobą to taka zupa ratuje żołądek.
      • ederlezi1981 Re: przepisy 09.04.11, 22:32
        pasta z kurczaka z curry: resztki z gotowania zupy (mięso ze skrzydeł i korpusu) + troche jarzyn z gotowania tegoż+ majonez/jogurt/śmietana + curry + sól/pieprz/chilli+ szczypta cukru, troche cytryny...
        Pasta jest fantastyczna, można poszaleć i dodac np ananasa. Nie warto robić jej z piersi, bo traci "lepność" (i kaloryczność...).
      • pitupitu10 Re: przepisy 10.04.11, 10:38
        kok.12 napisała:

        > Dziękuję za rady, do większości z nich się od dawna stosuję.

        Wiesz co, ja na twoim miejscu przyjrzałabym się dokładniej swoim wydatkom. Próbowałaś spisywać każdą złotówkę wydaną na jedzenie (albo jeszcze lepiej: na wszystko co kupujesz) tak przynajmniej przez dwa tygodnie? Dla mnie to trochę dziwne, że od dawna stosujesz się do podanych rad i ciągle masz problem ze zmieszczeniem się w 300 zł. Może tak naprawdę kasa ci gdzieś przecieka? A może dużo wydajesz na coś innego a "winą" obarczasz spożywkę?
        • kok.12 Re: przepisy 10.04.11, 15:42
          Stosuję się głównie do zasad, aby gotować w domu i nie jeść na mieście, wykorzystywać wszystko co jest w lodówce, kupować w ekonomicznych opakowaniach i w tanich sklepach. Zapisuję sobie wszystkie wydatki, ale kategoriami,np. produkty spożywcze, kosmetyki. Nie próbowałam jeszcze zbierania wszystkich paragonów i ich analizy pod kątem tego, czy kupuję jakieś zbędne rzeczy.
          Czasem wydaje mi się, że jestem wybredna, bo niektórych rzeczy nie jadam i to mi ogranicza tanie możliwości kulinarne.
      • kasiamat00 Re: przepisy 10.04.11, 17:36
        Najprostszy sos do makaronu to alio e olio, ew. e pepperoccino (ciekawe ile literek pomyliłam...). Czyli oliwa z czosnkiem i ew. ostrą papryczką, posypane duuuużą ilością pietruszki. Wartości odżywcze przeciętne lub poniżej, ale za to jakie dobre.

        Trochę bardziej skomplikowane - carbonara w wersji "jedynej słusznej", czyli bez mleka czy śmietany. Smażymy czosnek i cebulę, dodajemy cienko pokrojony, chudy surowy wędzony boczek, gasimy winem wymieszanym z bulionem, pozwalamy odparować. Gotujemy makaron. Do miski wbijamy jajka (1 na osobę), dodajemy trochę startego sera i dużo pietruszki. Wrzucamy do tego gorący, ugotowany makaron, mieszamy, jajka powinny się ściąć. Dodajemy zawartość patelni. Mieszamy, posypujemy serem i kolejną ogromną porcją pietruszki.
        Ponieważ "timing" tutaj jest ważny, więc polecam zacząć smażyć wszystko jak woda na makaron zacznie się gotować. Oczywiście to bomba kaloryczna, ale też pyszne.

        Z droższych - curry, czyli sos z mleka kokosowego i pasty curry. Do dzisiaj wydawało mi się, że oba te składniki są niejadalne, ale po podsmażeniu razem na patelni wychodzi cudo. Do tego należy wrzucić paseczki mięsa, warzyw i owoców, smażyć przez chwilę, podawać z ryżem lub "noodle'ami" (takie długie makarony, ale nie spaghetti).

        Z rzeczy niezbyt drogich i bardzo prostych rewelacyjny jest też ten kurczak: fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,79712796,79712796.html zgodnie z sugestią któregoś z komentatorów polecam dorzucić ziemniaki.

        W sezonie bardzo polecam warzywa faszerowane ryżem z dodatkami - w dodatkach może być mięcho, ale też wszelkie strączkowe, pomidory, jajka (jedno z dwóch, coś co "sklei" nadzienie), cebula, czosnek, w sumie cokolwiek na co masz ochotę i co masz w lodówce.
    • caroline.1 Można, spokojnie. 09.04.11, 21:00
      Niejedzenie kolacji, ale zastąpienie ich np. kromką chleba chrupkiego albo jabłkiem, pozwala nawet na kontrolowane szaleństwo obiadowe. Żadnych szaleństw typu cola, chipsy, ciastka, czekolada, McDonald's. Na śniadanie dwie kromki chleba z: twarożkiem/wędliną/żółtym serem plus np. pomidor (jeden starcza na dwa śniadania) lub kiełki (paczka starcza na 5 śniadań). Na obiad coś z przygotowanych uprzednio porcji. Jako studentka miałam różne zupy, leczo, paszteciki jedzone z barszczem z kartonika (większy wydatek jednorazowy na przygotowanie mrożonek), raz w tygodniu kawałek ryby ugotowanej na parze plus np. uparowany brokuł albo inne warzywa. Do pogryzania w ciągu dnia marchewka, inne przekąski: jogurt naturalny, jabłko, ziarna słonecznika. W piątek da się nawet piwko wypić :P
      • kok.12 Re: Można, spokojnie. 09.04.11, 22:05
        Nie miałam na myśli odmawiania sobie jedzenia. Nie wytrzymałabym na dwóch kanapkach rano do obiadu, a wieczorem nie zasnęłabym z głodu po kromce chleba lub jabłku na kolację.
        • caroline.1 Re: Można, spokojnie. 10.04.11, 20:18
          No niestety, ale bez odmawiania sobie będzie trudno :> A tak serio, to nie miałam na myśli głodzenia się, raczej spożywanie tego, co dla życia (i zdrowia) konieczne. Ja akurat nie chodziłam głodna, w ciągu dnia spożywałam ogółem około 1800 kalorii, zgodnie z zaleceniami dietetyka, którymi uraczono mnie w szpitalu. I chociaż o nie nie prosiłam, okazały się sensowne.
    • niebieska.maupa Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 09.04.11, 22:40
      Można spokojnie. Ja tyle wydaję na jedzenie co miesiąc, mam zróżnicowaną dietę, i bynajmniej nie głoduję. Trzymam się kilku zasad: po pierwsze planować dokładnie zakupy na kilka dni do przodu, to pomaga uniknąć kupowania zbyt dużej ilości produktów, które i tak wyrzucimy, bo nie damy rady przerobić, albo wykorzystać to, co może się zepsuć. Po drugie mrożę wszystko, czego nie jestem w stanie zjeść, a co do mrożenia się nadaje, jeśli np. zostanie mi makaron, który gotowałam do zapiekanki, mrożę, i potem mam jak znalazł jedną porcję gotową jako dodatek do zupy, jeśli mi zostanie porcja sosu, to nie czekam 3 dni, zastanawiając się, czy będę miała na nią ochotę, czy nie, aż się w końcu zepsuje, tylko od razu do zamrażalnika. (to pozwala również nie wyrzucać jedzenia, a tego nie znoszę). Po trzecie, nie kupować na mieście - lunch zabieram ze sobą do pracy w pojemniku np. ryż, kasza, warzywa, kawałek kurczaka na przykład. Rzadko kupuję słodyczę, piekę sama ciasto czy muffinki, bo jednak nieco słodkości w życiu mi się należy.;-) No i polegam na warzywach sezonowych.
        • nientepaura Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 10.04.11, 14:32
          podstawa to racjonalne planowanie i spokojnie się da;)
          zajrzyj na forum oszczędzanie - tam jest sporo rad i przepisów;)
          polecam zupy - smaczne, zdrowe i tanie;)
          np. taka ogórkowa;) ćwiartka z kurczaka, kupić tarte ogórki, mrożonka włoszczyzna, mrożonka krojone ziemniaczki (lenistwo, ale ja jem b. mało ziemniaków, więc wolę kupić już pokrojone, i trzymać w zamrażarce), pojemnik śmietany - wszystko nie kosztowało więcej niż 10zł, a zupy na 6 talerzy;)
      • agafka88 Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 10.04.11, 18:39
        slotna napisała:

        > Zastanawia mnie ile gazu i pradu ciagnie to gotowanie i mrozenie. To tez trzeba
        > przeciez uwzglednic w bilansie. No chyba, ze mieszkanie studenckie z oplatami
        > w czynszu.

        Ja tak samo jak Szarsz słyszałam, że mrożenie powietrza kosztuje więcej. Co do gotowania - gaz do gotowania kosztuje niewiele, nic porównywalnego z ogrzewaniem wody czy mieszkania. Jak płaciłam za gaz to miałam rachunki kilkadziesiat zł za pół roku, w kilku mieszkaniach miałam gaz wliczony w czynsz, ale taki normalny, płacony do spóldzielni mieszkaniowej, a nie w akademiku.

        Co do oszczędzania gazu - na sąsiednim forum kuchnia włoszki podały bardziej ekologiczny sposób na gotowanie makaronu. Wystarczy do wrzącej wody wrzucić makaron, doprowadzić wodę do wrzenia, gaz wyłączyć. Makaron ugotuje się w normalnym tempie, przy okazji trudniej go rozgotować. Wynika to z faktu, że makaron podobno potrzebuje ok. 70 stopni, aby się ugotować. Z powodzeniem stosuję tę metodę od dłuższego czasu, ale to raczej w ramach ekologii niż oszczędzania, bo jak już pisałam gaz do gotowania mam wliczony w czynsz.

      • slotna Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 10.04.11, 23:10
        Zapytalam, poniewaz znaczaco wzrastaja mi rachunki za prad w okresie swiatecznym (mam kuchenke elektryczna), a mojemu chlopakowi za gaz, kiedy do niego przyjezdzam i duzo gotuje - zauwazyl to juz po pierwszym razem spedzonym tygodniu.

        Nie rozumiem o co chodzi z mrozeniem powietrza. Dla mnie logiczne jest, ze jak wrzucam do zamrazarki cos o temperaturze pokojowej, to ona musi zuzyc wiecej pradu, zeby to cos zamrozic, a wiec regularne mrozenie kosztuje. Byc moze sie myle, dlatego prosze o wyjasnienie - zupelnie sie na tym nie znam.
        • izas55 mrożenie powietrza 11.04.11, 06:29
          Kiedy otwierasz drzwiczki pustej zamrażarki to natychmiast wypływa z niej zimne powietrze i napływa ciepłe w dużej objętości którą trzeba schłodzić. Jeżeli zamrażalnik jest pełen, to główną objętość stanowią zimne, zamrożone przedmioty. Jeżeli nawet otworzysz wtedy zamrażalnik to objętość wymienianego powietrza które trzeba ogrzać jest mniejsza, a poza tym chłodzi się dodatkowo od zamrożonego jedzenia. Czyli trzymanie pełnego zamrażalnika i rzadkie jego otwieranie sprawia, że agregat nie włącza się tak często, co w efekcie obniża koszty.
          • slotna Re: mrożenie powietrza 11.04.11, 11:27
            > Kiedy otwierasz drzwiczki pustej zamrażarki to natychmiast wypływa z niej zimne
            > powietrze i napływa ciepłe w dużej objętości którą trzeba schłodzić. Jeżeli za
            > mrażalnik jest pełen, to główną objętość stanowią zimne, zamrożone przedmioty.
            > Jeżeli nawet otworzysz wtedy zamrażalnik to objętość wymienianego powietrza któ
            > re trzeba ogrzać jest mniejsza, a poza tym chłodzi się dodatkowo od zamrożonego
            > jedzenia. Czyli trzymanie pełnego zamrażalnika i rzadkie jego otwieranie spraw
            > ia, że agregat nie włącza się tak często, co w efekcie obniża koszty.

            Ale mrozenie domowe nie polega na tym, ze wypelnia sie zamrazalnik zimnymi produktami, tylko na tym, ze wklada sie do niego rzeczy o temperaturze pokojowej. Regularnie, jak zrozumialam. I rownie regularnie sie je wyjmuje, wiec agregat chodzi caly czas. Interesuje mnie praktyka, czyli czy "mrozenie powietrza" trwa dluzej i jest bardziej pradozerne niz mrozenie plynow, warzyw etc., a nie hipotetyczna sytuacja, gdzie mamy zamrazalnik pelen juz zamrozonych rzeczy i otwieramy go tylko, zeby na nie popatrzec.

            No i jesli ktos nie mrozi i ma pusty zamrazalnik, to raczej go nie otwiera, bo i po co? Czy wtedy utrzymywanie tego zimnego powietrza w srodku jest drozsze, niz utrzymywanie mrozonych produktow? Bo jesli tak, to moze w takiej sytuacji warto namrozic jednorazowo zwyklego lodu...
        • szarsz Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 11.04.11, 12:46
          slotna napisała:
          > Nie rozumiem o co chodzi z mrozeniem powietrza. Dla mnie logiczne jest, ze jak
          > wrzucam do zamrazarki cos o temperaturze pokojowej, to ona musi zuzyc wiecej pr
          > adu, zeby to cos zamrozic, a wiec regularne mrozenie kosztuje. Byc moze sie myl
          > e, dlatego prosze o wyjasnienie - zupelnie sie na tym nie znam.

          chodzi o to, że powietrze jest doskonałym izolatorem ciepła a np. woda doskonałym przewodnikiem. Dlatego, gdybyś stanęła nago na powietrzu o temp. 15 stopni, poczułabyś niewielki dyskomfort w wodzie o tej samej temperaturze - przenikliwe zimno. Po prostu trudno jest ciepło od powietrza odebrać i trudno mu oddać. Natomiast woda zabiera nam ciepło momentalnie.
          dlatego idąc w góry zimą lepiej założyć kilka warstw cienkich ciuchów (izoluje powietrze między nimi) niż jedną grubą. Dlategp okna składa się z dwóch warstw szyby i zamyka między nimi gaz.

          Powietrze ma po prostu malusieńką pojemność cieplną (10 tysięcy razy mniejszą niż woda) dlatego nie jest w stanie przenieść energii od środka zamrażalnika do ścianek. "Zimno" przepływające przez ściankę zamrażalnika nie zostaje wykorzystane i zwyczajnie się marnuje.

          Więc tak, zamrażalnik wypełniony lodem powienien zjeść dużo mniej energii niż pusty. Czy ktoś to kiedyś sprawdził? :)
    • akj77 A na diecie niskowęglowodanowej? 10.04.11, 16:09

      A macie jakieś pomysły, jak trochę przyoszczędzić, będąc na diecie niskowęglowodanowej? I nie kupować przy tym byle czego, niewiadomej jakości tańszego mięsa, takich różnych? Niektóre pomysły z tego wątku spokojnie się dają zastosować, wiele jednak opiera się na wykorzystaniu ziemniaków, makaronu czy kaszy jako podstawy diety.
      Argumentu, żeby jeść mniej, to dieta nie będzie potrzebna, proszę nie wyciągać, bo nie o to mi chodzi.
    • sbarazzina Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 10.04.11, 21:27
      Szczerze mówiąc jestem w szoku ;) Mieszkam w Wiedniu, nie jest to najtańsze miasto w Europie, na zakupach spożywczych specjalnie nie oszczędzam - kupuję w tanich sklepach, średnich, drogich, na targach, w małych lokalnych sklepach (np grecki), w zależności czego szukam.

      Na zakupy spożywcze wydaję miesięcznie 70-80 Euro, wiem bo od ok 1.5 roku prowadzę dość dokładny budżet. Kupuję i gotuję dla 2 osób, mniej lub bardziej według Pape, więc sporo białka (mięso, ryby, owoce morza), warzyw i owoców. Wychodzi na to, że życie (odżywianie) w Polsce na podobnym poziomie byłoby duuużo droższe.

      Z rad praktycznych. Gotuję na raz ogromny gar rosołu, część mrożę w plastikowych pojemnikach. Później mam wywar do risotto, do zup różnych (np wystarczy dodać pomidory z puszki, bazylię, mozzarellę i jest prosta i sycąca kolacja - przygotowanie 10 min). Mięso z rosołu dodaję do makaronu, do zapiekanek z ziemniakami etc.

      Podobnie jak Agafka gotuję duże porcje np gulaszu, chilli con carne i mrożę. Oszczędzam przede wszystkim czas, ale i składniki.

      I jak jest promocja na mój ulubiony makaron, to potrafię kupić od razu 10 kg w różnych kształtach i rodzajach :)

      Moim zdaniem oszczędzam głownie dzięki temu, że gotuję sama, nie korzystam z gotowców, poza tym jestem niezmiernie kreatywna w kuchni :)
      • slotna Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 11.04.11, 00:03
        Ups. My w malym miescie w Irlandii wydajemy w trzy osoby na pewno znacznie wiecej, podejrzewam, ze lacznie bedzie ok. 400 euro albo i lepiej, ale dokladnie nie wiem. Duzo swiezych warzyw i owocow, ale bez jedzenia na miescie i kupowania gotowcow, najwyzej polprodukty. Niemal zadnych slodyczy, ciast, paluszkow, czasem lody, ale rzadko (raz na miesiac, dwa). Robimy tez podstawowe zakupy raz w tygodniu w dyskontach (Lidl lub Aldi), a wiekszosc inych rzeczy kupujemy w Tesco, najtanszym z okolicznych marketow. Inaczej spokojnie moglibysmy wydac dwa razy tyle, obawiam sie.
    • pinupgirl_dg Re: jak jeść za mniej niż 300 zł miesięcznie? 11.04.11, 11:33
      Moim zdaniem najzdrowiej jest omijać półprodukty, ale najtaniej, przynajmniej dla mnie, jest jednak rozsądnie z nich korzystać .
      Np. ciasto - same składniki kosztują niewiele, ale jeśli do tego dodać energię elektryczną i mój czas, w którym mogłabym wziąć kolejnego klienta i zarabiać - już nie wyjdzie tak tanio. Dlatego ciasta robię głównie w zimowe wieczory, gdy i tak ogrzewam dom piecem i nie mam zbyt dużo innych zajęć. Gdy się robi coś masowo, kupując hurtowe ilości, koszty muszą być niższe, niż gdy ja to robię sama w domu.
      Kupowanie dużych ilości jedzenia też u mnie się nie sprawdza - zawsze a to się zalęgnie robactwo, a to pleśń.
      Bardzo chętnie odwiedzam mleczne bary i targowiska, tam rzeczywiście można dużo zaoszczędzić. Owoców w większości i tak nie lubię. Mięsa nie jemy, jeśli na stole ma się znaleźć tradycyjny obiad, rolę kotleta odgrywa jajko sadzone.
      W moim domu wydaje się średnio 500zł na głowę, mimo, że króluje dolna półka biedronki, to naszym głównym problemem jest ciągłe robienie zapasów, które gubią się w tym bałaganie i w większości i tak się psują. Dlatego jeśli ja robię zakupy, staram się nie kupować zapasów na dłużej niż dwa dni, niestety, przyzwyczajenia mojej rodziny są inne.
    • agafka88 Dla forumek z UK i nie tylko 12.05.11, 22:33
      Brytyjski supermarket Saisbury promuje teraz akcję: 3 posiłki dziennie dla 4 osób za 50 funtów (na tydzień). Na złotówki będzie to jakieś 230zł, czyli tygodniowo na osobę niecałe 60zł. Podają jadłospis tygodniowy i twierdzą, że podane zestawy zapewniają reklamowane wszędzie 5 porcji warzyw i owoców dziennie. Wiadomo, że te 3 posiłki trzeba jeszcze czymś uzupełnić, ale uważam, że akcja ciekawa i warto ją śledzić. Na blogu znalazłam informację, że trwają prace nad tym, żeby jadłospis zawierał mniej kanapek i żeby lunche były bardziej syte.
      www.sainsburys-feed-your-family.co.uk/
      Niedługo mają się pojawić kolejne jadłospisy. Plusem jest to, że rzeczy z listy zakupów mogą też dowieźć dzięki kilku klikom do domu.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka