eponak
16.05.11, 02:24
Wybaczcie, wyszło mi długo. W skrócie niestety nie potrafię o wszystkim napisać, bo mną emocje jeszcze szarpią i nie potrafię jeszcze podejść do sprawy z chłodnym umysłem.
Jestem na etapie zakupu mieszkania od jakiegoś czasu. W Warszawie. Wy pewnie też to przechodziłyście, więc niech mnie ktoś oświeci czy takie praktyki są normalne i jak się przed tym bronić.
Otóż zaczęłam od sprzedaży bezpośredniej (powiedzmy mieszkanie do 50 m2, bo takie mnie interesują). Negocjacja ceny to jakiś koszmar, nikt nie zejdzie z ceny więcej niż 5k, bo ludzie mają pobrane kredyty pod mieszkania, a ponieważ mieszkania kupione w okresie boomu, to kredyt np. 300 tysięcy na mieszkanie 25 metrów. Bezsęsu, odpadłam po kilku takich ogłoszeniach z szukania w kręgu "tylko sprzedaż bezpośrednia".
Inne - małe, facet uparcie powtarzał że ma kilku kupców, ja się nie zdecydowałam, bo w zimie dojście przez osiedla do komunikacji oznacza brodzenie w śniegu, a poza tym - jakiś idiota projektował układ, bo mieszkanie faktycznie miało może 15 m2 przestrzeni użytkowej na wszystko. Cena też z kosmosu (9k za metr, mieszkanie do poważnego remontu). A jeszcze śmieszniej, bo na portalach to mieszkanie było wrzucone przez różne agencje w ilości kilkunastu ogłoszeń dziennie, a w każdym ogłoszeniu inna cena. Rzekomo kupcy byli na to mieszkanie na pewno, panu się śpieszyło, ale widzę że dalej wisi oferta.
Fajne mieszkanie znalazłam w końcu, cena mi odpowiada, wszystko jest już dogadane. I zaczął się horror. Załatwiam to przez agencję, więc nie mam kontaktu z właścicielami. Dzień podpisania umowy (ja wszystko załatwione: papiery, pieniądze na koncie), a tu właściciele się wycofują, bo coś tam nie zdążyli załatwić ze swojej strony. I kontakt z nimi się urwał. Się z lekka wnerwiłam, bo załatwiania miałam sporo, w tym kontaktowałam się z prawnikiem i wystawione miałam dokumenty potrzebne (koszty!). Właściciele postawili absurdalne warunki dot. zmiany umowy (w skrócie: oni mogą zerwać umowę w każdym momencie bez zwrotu kosztów), ale ponieważ kontakt się urwał, to nie było nawet szans na nie odpowiedzieć.
Śmiesznie się teraz zrobiło, bo mieszkanie znalazłam wystawione w innej agencji (drożej niż mieliśmy dogadane). I z tego co wiem, to nie ma na niego chętnych w tej cenie (czyżby boom się skończył i popytu nie było?). Ale teraz to szczerze mówiąc nie wiem, czy odezwą się i nagle "magicznie" wszystko będzie w porządku, a oni podpiszą cholerną umowę sprzedaży. A może odezwą się i zaproponują wyższą cenę, bo coś tam...
Mam cholernie mało czasu na szukanie mieszkania, załatwiłam wszystko bardzo szybko, a tu ktoś próbuje mnie wykołować. Odechciewa mi się szukać mieszkania, ale potrzebuję się wyprowadzić w ciągu 3-4 miesięcy. Najchętniej zleciłabym jakiemuś agentowi poszukanie mi ofert, negocjowanie, a dopiero potem mogłabym zobaczyć to mieszkanie i ocenić czy mi odpowiada oraz czy chcę umowę podpisać. Ale agencje mają to gdzieś, jak się kontaktuję, to spisują moje wymagania (realne, nie mówię, że chcę np. 100 metrów za 100k w centrum, ale mówię jaki mam górny pułap i że ma być blisko dobrej komunikacji - takie oferty się pojawiają, bo je widzę na portalach, ale nie mam kiedy oglądać i negocjować warunki). A potem agencje się nie odzywają do mnie, więc jak rozumiem mają gdzieś pieniądze, które im mogę zapłacić. Chyba, że któraś z Was zna takiego agenta, który potraktuje sprawę bardzo poważnie, wynegocjuje, zauważy wszystkie błędy i dopilnuje papierów - jeżeli ktoś bierze za udaną transakcję co najmniej kilka tysięcy, to byłoby miło, gdyby coś takiego dla mnie zrobił. Chętnie dam zarobić agencji, bo mi nerwy powoli puszczają.
I co mnie bardzo wkurza, to ta cholerna niepewność. Właściciel zawsze może odwołać transakcję, znaleźć za moimi plecami kogoś innego i podbić cenę, a mi nawet nie dać znać. Właściwie, to chyba jedynie umowa notarialna z zadatkiem mnie przed tym broni. A nie ma niestety szans, żeby dogadać warunki i od razu umowę przed notariuszem podpisać. Byłoby miło, gdyby ludzie, z którymi się dogadałam odzywali się mówiąc, że np "sorry, ale cena nas nie zadowala, poszukamy jeszcze, więc proszę nie czekać na kontakt od nas, ale szukać mieszkania".
Ponarzekałam sporo, sorry, ale przez ostatni tydzień nie mogłam spać z nerwów, bo załatwiłam pieniądze, papiery, a tu lipa, nie wiadomo co dalej. Teraz też nie wiem co robić, bo jeżeli znowu znajdę mieszkanie odpowiadające mi, a potem znowu właściciele wywiną jakiś numer, wycofają się w ostatniej chwili, to ech... Jeżeli to jest jakaś powszechna praktyka, to chyba dam sobie spokój z szukaniem mieszkania i następne dziesiąt lat spędzę w kilka osób na 40 metrach2. Bo mam za słabe nerwy na takie "szarpaniny", zwłaszcza że uczciwie podchodzę do sprawy, załatwiam wszystko terminowo i wkurza mnie, że nie jestem traktowana w ten sam sposób przez żadnego sprzedającego.
Naprawdę nie wiem jak ludzie kupuję mieszkania, mnie przerosło to wszystko, a dodatkowo jestem sama i wsparcie mam zerowe (poza rodzicami, ale oni mieszkają daleko, więc nie pomogą mi na miejscu). Nawet mój TŻ się wypiął, obraził trochę, że szukam mieszkania, które będzie moje, a nie nasze. I mimo, że on ma więcej czasu i mógłby oferty przejrzeć i pojeździć, to nie chce. A negocjacje uważa za nie fair wobec sprzedających - był ze mną obejrzeć dwa mieszkania, a kiedy później jeździłam po raz kolejny po tych mieszkaniach i negocjowałam ceny to powiedział, że on nie będzie (raz chciałam negocjować na zasadzie: pan ma nóż na gardle, więc może zejdzie z absurdalnej ceny wynikającej z przywiązania do mieszkania i dojdziemy do ceny realnej - o to był największy foch i awantura z TŻ, że chciałam w ogóle rozważyć taką opcję podłą i okropną).
Poproszę o dobre rady, bo się zaplątałam w tym wszystkim i naprawdę nie wiem co dalej robić. Nastawiłam się już na to, że urządzę sama mieszkanie, będę rządzić po swojemu i się strasznie mocno rozczarowałam. Może to dziecinne, ale naprawdę wymiękłam, bo włożyłam w coś sporo energii i właściwie nie uzyskałam nic.