epistilbit
20.05.11, 22:01
A osiołek to ja.
Czy już się bezczelnie chwaliłam, że zakończyłam studia z wyróżnieniem :) nie? to się chwalę.
wybaczcie mi tą chełpliwość, ale czekałam na to całe długie lata. miałam spore kryzysy i zwątpienia, ale uff to już poza mną.
ale do sedna.
zawsze myślałam, że skończę tą pi... kochaną uczelnię i koniec z edukacją. gdzieś tam się tliła myśl, że pójdę na angielski (lubiłam i w pracy bardzo by mi się przydał) i wsio. a tu nerwy opadły, co złe to nie uczelnia i mam dylemat. Promotor ;) namawia mnie na sum ściśle związany z ukończonym kierunkiem. problem w tym, że ja raczej w zawodzie pracować nie będę (chęci są, ale bądźmy realistami..), moja była uczelnia nie prowadzi takiego sumu i musiałabym dojeżdżać jakieś 150 km do innego miasta. no ale pan dr, widzi we mnie potencjał. ja też go widziałam, ten potencjał znaczy, ale jak przejrzałam plan i jest tam np wentylacja kopalń czy schematy uzdatniania wody to opadł mi ten opadł.
Pracodawca za to wysłał by mnie na sum-a w moim mieście, (zgodził się zwalniać w piątki i soboty z pracy na rzecz zajęć i zapłacić pierwszy semestr), ale na kierunek taki ogólny. Masowy. Obecnie pracuję na bliżej nieokreślonym stanowisku biurowym i w tę stronę, chcą mnie kształcić.
Mogłabym oczywiście się wsłuchać w siebie. Tylko, że ja jestem typowym średniakiem. W niczym wybitna, wiele rzeczy interesuje, ale nic mnie nie pasjonuje tak ach i och...ale dobrze radzę, sobie ze wszystkim. Taki constans. Odpowiedni nauczyciel, czy przełożony może wydobyć ze mnie wiele. ale ja przez prawie 30 lat życia nie doszłam czego bym chciała.
Muszę jeszcze pamiętać o Syniu. On mnie też potrzebuje, a praca + szkoła wystarczająco absorbuje. Gdzieś po drodze w tygodniu jest jeszcze jego basen, logopeda, dom. Więc odpada opcja szkoła + angielski.
Pokierujcie. Czas mija, do końca czerwca powinnam się zdecydować.