Dodaj do ulubionych

Klubik biegacza - reaktywacja

10.06.11, 11:24
Pozwalam sobie założyć nowy wątek, ponieważ stary dawno się zarchiwizował, a ja, po pierwsze chciałabym oficjalnie dołączyć do grupy biegających Lobbystek, a po drugie mam niecierpiące zwłoki pytanie.

Biegam dopiero od dwóch miesięcy, 4 razy w tygodniu. Przygotowanie kondycyjne miałam bardzo dobre, więc zaczynałam od normalnego biegu, tyle że najpierw na krótkiej trasie - pi razy drzwi 3 km. W tym tygodniu po raz pierwszy zaczęłam ćwiczyć także prędkość, dodając na mojej normalnej trasie 6-8 trzydziestosekundowych szybkich interwałów, co drugi dzień. No i zaczęły się schody.
Jestem odporna na ból, ale dziś wymiękłam. Bardzo, bardzo boli mnie wewnętrzna strona łydek. Podczas biegania jest OK, nic nie czuję, jakieś 30 minut po bieganiu jestem kulawa jak Nasza Szkapa. Dziś w nocy myślałam, że szlag mnie trafi, bo obudziły mnie te łydki i nie mogłam spać do piątej nad ranem. Nie bolą mnie mięśnie z tyłu, na przód piszczeli robię ćwiczenia z "bieganie.pl", które czynią cuda, ale boków nie mam nawet jak rozciągnąć.

Na serio nie wiem co z tym zrobić, do lekarza nie pójdę, przestać biegać nie zamierzam - jak biegnę, to nie boli:) Poradźcie!
Obserwuj wątek
    • besame.mucho Re: Klubik biegacza - reaktywacja 10.06.11, 11:33
      > tyle że najpierw na krótkiej trasie - pi razy drzwi 3 km.

      Hłe hłe. Przepraszam że się wcinam, nie mam pojęcia jak ratować łydki, musiałam tylko dać wyraz memu rozbawieniu. Bo ja z tych, co jakby przebiegły trzy kilometry, to by sobie gratulowały przez najbliższe pięć lat sprawności fizycznej ;)
      Pływać trzy kilometry, chodzić, jeździć na rolkach czy na rowerze - z przyjemnością. Ale do biegania zrobiłam tak z dwa miesiące temu pierwsze po latach podejście - biegłam może z 10 minut tempem raczej powolnym, a po powrocie do domu leżałam na kanapie i mówiłam, że nigdy więcej!
      • ciociazlarada Re: Klubik biegacza - reaktywacja 10.06.11, 11:45
        Pisałam już o tym kiedyś w jakimś wątku o ćwiczeniach - robiłam wcześniej przez 33 dni coś co się nazywa "30 day shred": codziennie, również w święta państwowe i kościelne:). Jak skończyłam to zaczęło mnie tak nosić z braku ruchu, że zaczęłam biegać+ćwiczyć - nie miałam co zrobić z nadmiarem energii.
        Ja dla odmiany pływam bardzo marnie rozpaczliwą żabką, nie lubię i boję się wody:)
      • ko_kartka Re: Klubik biegacza - reaktywacja 10.06.11, 14:26
        > > tyle że najpierw na krótkiej trasie - pi razy drzwi 3 km.
        >
        > Hłe hłe. Przepraszam że się wcinam, nie mam pojęcia jak ratować łydki, musiałam
        > tylko dać wyraz memu rozbawieniu. Bo ja z tych, co jakby przebiegły trzy kilom
        > etry, to by sobie gratulowały przez najbliższe pięć lat sprawności fizycznej ;)

        Przybij piątkę! A już się chciałam aktywować w klubie biegacza, ale na tym poziomie dyskusji odmawiam...
        • ciociazlarada Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 15:24
          Bo jak na razie to masz tu jednego aktywnego kulawego, który biega, ale kiepsko chodzi...
          Chyba, że oczekujesz wymiany wrażeń z przygotowań do maratonu, tylko ja Cię nie zrozumiałam, bo mnie nogi bolą jak jasna cholera:)
            • pierwszalitera wewnętrzna strona ud 10.06.11, 15:59
              wodadobra napisała:

              > Ja bym stawiała na buty.
              > Sprawdzałaś pronację i masz buty odpowiednie do tego?

              Dokładnie. Idź do fachowego sklepu, w którym mają taką specjalną bieżnię i sprawdź jak stawiasz stopę. Doradzą ci tam odpowiednie buty, a może nawet wkładki, bo buty do intensywnego biegania muszą być dobrze dobrane, a na rynku są przeróżne i możliwe, że masz nie te dla ciebie całkiem optymalne. Dodatkowo stawiam jednak jeszcze na słabe mięśnie wewnętrzne ud, dlatego obciążenie dla łydki jest zbyt duże. To typowe dla wielu kobiet, sama mam z tym lekki problem. W ekstremalnym przypadku widać co takiego w iksowym ułożeniu kolan. Dlatego do biegania dołożyłabym ćwiczenia na wzmocnienie tej części ud, na przykład jakieś z pilatesa. Przy normalnych ćwiczeniach siłowych często się o tym miejscu zapomina.
              • ciociazlarada Re: wewnętrzna strona ud 10.06.11, 16:20
                O butach już odpisałam. Też myślałam o tych udach, bo to nie jest coś co można tak łatwo wyćwiczyć. Nogi mam proste, ale wewnętrzna strona ud mogłaby być ładniejsza. Robię dwa razy w tygodniu taki fajny zestaw siłowy, jest w nim coś na wnętrze ud, ale niewiele.

                Zastanawiam się, czy to nie jest coś z nerwami/krążeniem. Obejrzałam sobie schemat anatomiczny i jako żywo, tam gdzie mnie boli wielu mięśni nie ma, chyba że jakoś pochowane. Krążenie mam fatalne w całej żeńskiej części rodziny poczynając od praprababci, wiecznie zimne ręce, wszystkie żyły na wierzchu, te sprawy. Na tej gorszej nodze mam początki żylaków (w skali "obleśnych żylaków" od 1-10 powiedziałabym 5)
                • kis-moho Krazenie 10.06.11, 16:27
                  Hmm, jak boli z powodow krazeniowych, to jest powazna sprawa i jezeli masz objawy to trzeba do lekarza. Z tego co wiem, noga wtedy puchnie, moze sie zaczerwienic, jest ciepla - podobno nie da sie tego pomylic z niczym innnym.
                  (Nie dam za to sobie reki uciac, bo lekarzem nie jestem, ale dwa dni temu dopadl mnie koszmarny bol lydki - tak ni z tego ni z owego - i lekarz powiedzial, na jakie objawy zwracac uwage przy takich bolach.)
                    • kis-moho Re: Uff. Nie gorące, tylko jakby takie "stężałe" 10.06.11, 16:42
                      Jak mowie, nie jestem lekarzem, wiec nie za bardzo czuje sie na silach powiedziec, ze to na pewno to, albo na pewno nie to. Wiem, ze lekarz obmacal lydke, i powiedzial, ze jakby spuchla, zmienila kolor (!) albo byla bardzo ciepla, to natychmiast do lekarza, bo to znaczy, ze jest klopot z krazeniem.
                      U mnie to pewnie jakis dziwny wybryk miesnia - co mnie zdziwilo to to, ze lekarz kazal mi lezec i dal zwolnienie na tydzien. Dziwna sprawa, bo ja sie zwykle nad miesniami tak nie trzese. Lezalam sobie dwa dni, znudzilo mi sie, poza tym sie polepszylo, dzis pochodzilam po mieszkaniu i znowu mnie boli. Moze mial racje? W kazdym razie, moze warto troche odpoczac zanim ci troche ten bol nie odpusci?
            • ciociazlarada Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 16:12
              Tak, wcześniej, jakieś 3 tygodnie biegałam w starych tzw. "naturalnych" laciach - nie chciałam inwestować, jeśli mi się nie spodoba. Ćwiczę od dawna na bosaka i stopy mam mocne więc było OK, ale zaczęła mi doskwierać i puchnąć kostka.

              Obecne buty mam korekcyjne - jedną nogą, tą od kostki, pronuję bardzo, drugą prawie wcale.
              Dobierali mi buty w sklepie na bieżni, mierzyłam i biegałam w co najmniej 15 parach. Nie są idealne, ze względu na różnicę między nogami, ale najlepsze jakie były.
              Wcześniej miałam tylko problemy z kostką, ale biegałam na początku jednak wolniej niż teraz.
              • wodadobra Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 16:18
                I właśnie nadpronacje/supinacje przy tempowych biegach dają w kość najbardziej. A nie dało się dobrać wkładek indywidualnie dla każdej stopy?
                Druga opcja jest taka, że przetrenowałaś się.
                Do biegowej formy dochodzi się moim zdaniem długo/dłużej niż 2 miesiące. A szczególnie, że 4 razy w tygodniu na początek to sporo. Mało czasu na regenerację.
                Nie wiem ile czasu zajmuje ci bieganie. Ciało musi mieć czas na ustawienie się i wzmocnienie i uelastycznienie konkretnych partii mięśni, ścięgien, stawów.
                • ciociazlarada Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 16:31

                  wodadobra napisała:

                  > I właśnie nadpronacje/supinacje przy tempowych biegach dają w kość najbardziej.
                  > A nie dało się dobrać wkładek indywidualnie dla każdej stopy?
                  > Druga opcja jest taka, że przetrenowałaś się.
                  > Do biegowej formy dochodzi się moim zdaniem długo/dłużej niż 2 miesiące. A szcz
                  > ególnie, że 4 razy w tygodniu na początek to sporo. Mało czasu na regenerację.
                  > Nie wiem ile czasu zajmuje ci bieganie. Ciało musi mieć czas na ustawienie się
                  > i wzmocnienie i uelastycznienie konkretnych partii mięśni, ścięgien, stawów.

                  Próbowałam z wkładkami, ale chyba coś z nimi było nie tak, bo mnie poobcierały. Z przetrenowaniem nie wiem: biegam ok. 20 km w tygodniu w tej chwili (trasa po której biegamy ma 5 km z hakiem), prędkość ok. 6-7/km, konwersacyjna.
                  Mam sobie dać siana z tymi interwałami? Jeśli to ma być coś, co przerywa mój zdrowy sen, to ja dziękuję!
            • turzyca Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 16:18
              Pronacja??? Juz wiem dlaczego jestem sceptyczna wobec mojego planu na lipiec. Bieganie jest chyba za skomplikowane. Ale moze z Wasza pomoca uda mi sie uporac z zagadkami.

              Uporzadkujmy:
              1. Doswiadczenie biegacze minimalne, w sprintach skrecalam kostki po 10 metrach, dlugodystansowke robilam w klasie maturalnej, truchtajac jakies 30 minut bez przerwy. Ale to bylo w innym zyciu. Kostki skrecam takze w tym zyciu.
              2. Cel: moc przebiec wlasnie jakies pol godziny ciaglym biegiem i nie pasc po tym trupem.
              3. Srodki zaplanowane do osiagniecia celu: codzienny poranny polgodzinny trening interwalowy, polegajacy na przeplataniu biegu i szybkiego marszu z narastajacym udzialem biegu. Czas projektu chwilowo wyznaczony jest na caly lipiec, z opcja na przedluzenie, jesli bieganie okaze sie fajne.
              4. Teren treningow: polna droga.
              5. Kondycja ogolnie niezla, 4-5 razy w tygodniu godzinny trening aerobowy plus duzo ruchu "codziennego". Ale biegac nie umiem i umieram po paruset metrach. W sumie wiecej umiem przeplynac niz przebiec...
              6. Pronacja, jak wnioskuje z tekstow w necie, duza.

              I teraz watpliwosci: mam w moim miescie sklep specjalizujacy sie w bieganiu, z takimi wypasami jak bieznia i kamera, zeby okreslic, czy w danych butach noga lepiej pracuje. No sa super profesjonalni i naprawde umieja pomoc. Ale w sumie nie wiem, czy bieganie mi sie spodoba, po tym miesiacu biegania podejme decyzje co dalej, i nie widze sensu w wykladaniu grubej kasy na buty, ktorych moze bede uzywac jeden miesiac. A moze warto zainwestowac? A moze w stolycy sa sklepy z podobna oferta i jak po pierwszym tygodniu stwierdze, ze jednak potrzebuje lepszych butow, to trafie na kogos, kto bedzie umial mi profesjonalnie doradzic?
                • turzyca Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 16:33
                  Ale ruch 3 razy w tygodniu to dla mnie tragicznie za malo. Tym bardziej ze prawdopodobnie odpada tez dojezdzanie na rowerze. Z roznych skomplikowanych powodow nie moge sie zapisac na ten miesiac na jakies zajecia czy chodzic na basen. Wprawdzie bede nieco wiecej chodzic, ale i tak mi bedzie brakowac ruchu.
                  3 treningi biegowe, 4 marsze z kijkami? 4 biegowe, 3 z kijkami?
                  Swoja droga mysle, ze w pierwszym tygodniu to ja glownie bede maszerowac, nie wiem, czy jestem w stanie biec bez przerwy przez chocby kilka minut.
                  • ciociazlarada Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 16:59
                    Nie masz w tym planie (oprócz biegania) żadnych porządnych ćwiczeń stricte siłowych. Pływanie, rower - owszem mięśnie pracują, ale nie to nie jest "weight bearing", tak jak bieganie, stąd umieranie po kilku minutach mimo kondycji. Wymień kijki na ćwiczenia z ciężarkami i od razu zobaczysz różnicę:)
                    • turzyca Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 17:17
                      Masz na mysli moj plan "tutejszy" czy moj plan na "tam"?
                      Tu mam przeplatanke z plywania i cwiczen aerobowo-silowych - chodze na rozne zajecia, wiekszosc ma czesc czysto aerobowa, po ktorej nastepuja roznego typu cwiczenia z obciazeniami, typu opaski na nogi, hantle czy sztanga. Idealny plan tygodnia cwiczenia w dni nieparzyste i basen w parzyste. A ze idealow nie ma to wychodzi mi jakies 5 treningow, w tym dwa na basenie. I do tego jakas godzina niespiesznej jazdy na rowerze codziennie, co wynika z potrzeb komunikacyjnych.

                      No i jak gdzies na dluzej wyjezdzam, to mi tego ruchu brakuje. W Warszawie zazwyczaj udawalo mi sie chodzic na basen lub na jakies zajecia, ale teraz chcialabym dorzucic kurs jezykowy i trudno bedzie mi dojechac jeszcze gdzies. No i stad pomysl biegania, bo to sie da zalatwic na miejscu, bez dojazdow, ziemne sciezki zaczynaja sie pareset metrow od mojego domu. Ale skoro nie powinno sie biegac, to stad pomysl, zeby "tam" biegac na zmiane z marszami.
                      Ale moze w ogole branie sie za bieganie nie ma sensu?
                  • pinupgirl_dg Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 17:10
                    Ale przecież możesz mieszać bieganie z inną aktywnością fizyczną, im bardziej różnorodny trening, tym lepiej. Możesz w pozostałe dni ćwiczyć siłowo, jak radzi ciociazłarada, pójść na rower, na spracer, pograć ze znajomymi w siatkówkę - cokolwiek.
              • wodadobra Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 16:28
                Turzyca. Biegaj.
                Nie jest skomplikowane, jeśli nie chcesz żeby było. Najbardziej naturalna forma ruchu.
                Buty. Podobno fajne są te z lidla. I to stwierdzenie nie jakiegoś truchtającego leszcza jak ja, tylko gościa, który wybiega tysiące kilometrów.
                Ja mam jakieś wolffy za 100. Ale po 2 latach wymieniłam im wkładkę na sportową z lidla - zyskały niesamowicie na amortyzacji (mam problem z kolanem, a przy mojej nadwadze muszę chuchać na zimne, mniej boli dzięki temu).
                Tutaj jest kopalnia wiedzy dla początkujących.

                bieganie.pl/?cat=6
                Warto wziąć sobie do serca to co piszą.
                O błędach też. Czyli dlaczego umieram po 5minutach. Formę budować należy powoli. A cele stawiać niezbyt odległe. Dzięki temu bieganie staje się przyjemne.
                • pinupgirl_dg Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 16:37
                  > Buty. Podobno fajne są te z lidla.

                  Z lidla??

                  Ja od dawna biegam w najtańszych butach z Decathlonu i jestem zadowolona, nie mam porównania, ale na moim poziomie w zupełności wystarczają, sprawdzały się nawet wtedy, kiedy było mnie kilka kilogramów za dużo. Parę razy przeholowałam, a na to najlepsze buty nie pomogą, ale spokojnie znosiły kilkadziesiąt kilometrów biegania tygodniowo.
                  Swoją drogą, znam dziewczynę, która wygrywa zawody biegając w halówkach od chińczyka po 20 zł ;). To oczywiście z kategorii nie róbcie tego sami, dziewczyna jest bardzo wytrenowana, początkujący biegacz potrzebuje jednak porządnej amortyzacji.
                  • ciociazlarada Lidl górą:) 10.06.11, 16:49
                    Potwierdzam. Ja co prawda nie Lidl, a Aldi, i nie buty, a ciuchy. Są genialne, nie obcierają, odprowadzają pot, szybko schną. Za cenę jednej koszulki ze specjalistycznego sklepu kupiłam parę gaci i dwie koszulki. Są wypaśne i doskonałej jakości. CoolMax, czyli materiał, jest wszędzie taki sam:)
                • pierwszalitera Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 17:11
                  wodadobra napisała:

                  > Buty. Podobno fajne są te z lidla.

                  Z Lidla? Z pronacją i innymi problemami stawowymi? Uchowaj Boże. To już lepiej w ogóle nie biegać. Buty z Lidla to jest masówka, która ma pasować na każdą, czytaj standardową stopę jako tako, czyli byle jak. Do specjalistycznego sklepu można pójść i skorzystać z servicu, butów kupować od raz nie trzeba, ale mnie by tego wydatku nie było szkoda, nawet gdybym miała biegać tylko trochę. W końcu jaką cenę mają nasze mięśnie i stawy? Utrzymanie ich w dobrym stanie, to podstawa naszego zdrowia w późniejszym wieku. To już lepiej odmówić sobie jakiegoś ciucha, albo innej zbędnej przyjemności, niż kupić z źle zrozumianej oszczędności niedpasowane buty do sportu. Widzę to po moich butach do chodzenia po górach. Szarpnęłam się i kupiłam w specjalistycznym sklepie bardzo drogie, ale dopasowane do mojej stopy i znakomitej jakości, chociaż chodzę w nich maksymalnie dwa tygodnie w roku. Służą mi jednak już wiele lat, a komfort noszenia nieporównywalny. Po prostu stopami się już podczas wędrówek nie zajmuję. Do biegania moim zdaniem but musi być jeszcze lepszy. Widziałam też bardzo często testy butów do biegania w niemieckich czasopismach Fit for Fun i Shape. Z opisami dla kogo się najlepiej nadają. Tam turzyca może zaglądnąć, zamiast albo dodatkowo do wizyty w specjalistycznym sklepie.
                  • pinupgirl_dg Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 17:33
                    Sądzę, że w tej masówce można znaleźć coś dla siebie, uznane sportowe firmy też oferują masówkę, tyle, że w większym wyborze :). Nie znaczy, że każdemu buty z Lidla spasują, ale spróbować zawsze można. Jeśli się często biega, potrzeba tych butów więcej, a wtedy to już nie takie małe koszty. Ponadto nie powinno się biegać w zużytych butach, lepiej je wymieniać w miarę często, bo amortyzacja z czasem przestaje dobrze spełniać swoją funkcję. Źle dobranymi butami można sobie rzeczywiście zrobić krzywdę, ale można nie trafić kupując buty za 50 zł, jak i za 300.
                    • wodadobra Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 10.06.11, 18:32
                      Buty z lidla i tym podobnych sklepów są przeznaczone do biegania. Widziałam je. Nie wyglądają może zbyt ładnie, ale mają dobrą, solidną amortyzację niż jakiekolwiek inne sportowe nie dedykowane do biegania.
                      Na dłuższą metę być może się nie sprawdzą, ale do rozeznania się i złapania bakcyla jak najbardziej.
                  • paulinago Re: Ko_kartka, aktywuj się:) 13.06.11, 10:00
                    > Z Lidla? Z pronacją i innymi problemami stawowymi? Uchowaj Boże.

                    :) Dobrze, że Marcin Smalec o tym nie wiedział.
                    A tak poważnie - to nie do końca tak. To, czy warto zainwestować w profesjonalne buty zależy od paru czynników. Jak ktoś jest lekki, biega po miękkim rekreacyjnie i nie ma większych problemów ortopedycznych niż umiarkowana pronacja to nic się dziać nie powinno. Kwestia poczucia komfortu. Ja biegałam w dość długo w butach z Decathlona za 50 PLN i też było ok. Oczywiście mało żywotne gady :)
                    Oczywiście jak ktoś ma ochotę wydać większą kasę to oczywiście profesjonalne buty są lepsze.
                    A buty z Lidla jakiś czas temu były opisane w "Bieganiu" - całkiem nieźle te testy wyszły. Jak znajdę ten artykuł, to wrzucę.
    • pinupgirl_dg Re: Klubik biegacza - reaktywacja 10.06.11, 16:21
      Nie za bardzo rozumiem, co Cię boli - mięśnie łydki, czy jakby kości?
      Ciociuzłarado - wiem, że zarówno bieganie, jak i jego efekty, są uzależniające, ale na Twoim miejscu zrobiłabym sobie tydzień przerwy. Przez ten czas forma nie spadnie na łeb, na szyję ;), a jeśli dorobisz się poważnej kontuzji, będziesz musiała pożegnać się z bieganiem na dłużej. Ja bym zrobiła kilka dni przerwy, po czym zaczęła jeszcze raz, ale ostrożniej.
      • ciociazlarada Re: Klubik biegacza - reaktywacja 10.06.11, 16:44
        Boli mnie taki "pasek" łydki od wewnątrz, od kostki w górę, mniej więcej pośrodku ma "punkt zapalny", który promieniuje w górę. Mam wrażenie, że pomogłoby rozciągnięcie tego miejsca. Próbowałam masować, nie pomaga. Uczucie jest do wytrzymania, bardziej denerwuje niż boli.
        Jak biegam to momentalnie przechodzi.
    • urkye Re: Klubik biegacza - reaktywacja 10.06.11, 17:52
      Dopisuję się:) Regularnie biegam, uwielbiam to! :)
      Wiecie co, polecę Wam endomondo - to jest taki fajny darmowy programik na komórkę. Ściąga się go z ich strony (endomondo.com) i instaluje na komórce. Jak zaczyna się trening, to trzeba uruchomić aplikację (łączy się z netem i trzeba mieć GPS w komórce). Programik na bieżąco wyświetla mapkę, liczy kilometry, tempo, spalone kalorie, ilość oszczędzonego dwutlenku węgla itd. Na koniec wszystkie statystyki przesyłane są na stronę, gdzie ma się swój profil. Wszystkie treningi są fajnie przedstawione w formie kalendarza, są przeróżne statystyki i mnóstwo innych bajerków. Oczywiście są znajomi;) i można obserwować i komentować treningi innych. Ogólnie świetny programik, bardzo motywuje do treningów:)
      • ciociazlarada Ja mam antyczną komórkę, ale za to Garmina 10.06.11, 18:56
        Forerunner 60. Zgadzam się, ten mały gnojek uzależnia:). Bardzo się przydaje do monitorowania siebie, ja jestem control freakiem więc dużo lepiej mi się biega jak mam nad sobą większą kontrolę. Ale w bazie Garmina się nie zarejestrowałam, nie lubię się aż tak udostępniać przez internet. Wystarczy mi program na własnym komputerze.
        • pinupgirl_dg Re: Ja mam antyczną komórkę, ale za to Garmina 10.06.11, 19:15
          Ja nie polecam takich bajerów, zapisywałam swoje wyniki na takiej stronie i były one umieszczane w stopce na forum biegaczy. Czułam się zatem mocno zmotywowana, aż za mocno i przegięłam raz i drugi. W efekcie się zraziłam i nie biegałam ponad rok. Bieganie i tak jest piękne i wciągające, początkującym biegaczom odradzam dodatkowe motywatory. Postępy na początku są widoczne i bez tego. Jeśli naprawdę nie mam ochoty na bieganie, to znaczy, że coś robię nie tak, wtedy siadam, i zastanawiam się, dlaczego, do niczego się nie zmuszam.
          • urkye Re: Ja mam antyczną komórkę, ale za to Garmina 10.06.11, 21:23
            Ale nie muszą wszyscy widzieć Twoich wyników - mam profil ukryty -tzn. tylko moi "znajomi" widzą moje treningi. Ponieważ mam ich aż trzech, to nie czuję się zbyt obserwowana:P
            Dla mnie świetne jest właśnie gromadzenie treningów w jednym miejscu i oglądanie statystyk:) Wiadomo, nic na siłę, uprawiam sport dla przyjemności. Ale genialna jest możliwość sprawdzenia w trakcie biegu, ile już km mam w nogach, podsumowanie ile kcali spaliłam (wiadomo - około;))) i zżarcie batonika bez żadnych skrupułów :)
            • ciociazlarada Re: Ja mam antyczną komórkę, ale za to Garmina 10.06.11, 21:55
              Też staram się nie porównywać z innymi, zresztą nie mam z kim bo biegam albo solo, albo z chłopem. Ale przyznaje się, że "ścigam się" z własnym monitorem pracy serca, po prostu uwielbiam to urządzenie, a satysfakcja ze zbicia tętna spoczynkowego nieziemska:)

              Zgodnie z Waszą radą odpuściłam bieganie i ograniczyłam się do w miarę lekkich wygibasów przed dvd (Yoga Meltdown, polecam nieodmiennie panią Jillian Michaels), a maksymalny wysiłek inwestuję właśnie w obejrzenie Top Geara:) Z nogami wygodnie wyciągniętymi.
    • ciociazlarada Ja już dzisiaj po treningu:) 11.06.11, 19:56
      Pobiegłam w swoich starych "naturalnych" kapciach i łydki jak na razie w porządku, nic nie boli po bokach, czuję się fantastycznie:). Ta sama trasa - mój chłop bardzo ją lubi. Profilaktycznie odpuściłam dziś interwały, jeśli łydki nie wyrwą mnie z łóżka w nocy, to może delikatnie podejdę do nich jutro.
    • ciociazlarada Mam wrażenie, że winne są buty 13.06.11, 17:51
      Zgodnie z Waszymi radami zrobiłam sobie najpierw przerwę, a w sobotę poszliśmy bardzo delikatnie pobiegać - ja w moich starych Eliofeetach. Było bardzo, bardzo dobrze, nic mnie nie bolało, więc wczoraj zdecydowaliśmy się na dłuższe zwiedzanie okolicznych lasów i jezior, a że to ponad 10 km, wzięłam swoje dopasowane w sklepie buty.

      Wczoraj cały wieczór znowu chodziłam kulawa, dzisiaj to samo. Mam wrażenie, że one są po prostu zbyt twarde, choć problem z nadpronacją faktycznie eliminują - na dłuższych dystansach, gdy nogi są już zmęczone zaczynam odbijać się z pięty, to samo jak biegam po lesie i po nierównym. Wtedy się przydają, tak poza tym, to mam wrażenie, że robią mi krzywdę. Może jakaś ekspertka się wypowie, nie chcę kurczę blade kupować trzeciej pary butów!
      • fanaberia.fanaberia Re: Mam wrażenie, że winne są buty 13.06.11, 19:11
        > Może jakaś ekspertka się wypowie, nie
        > chcę kurczę blade kupować trzeciej pary butów!

        Jeśli może być ekspertka płci przeciwnej, to proszę bardzo.

        A w samym treningu może spróbowałabyś zastąpić interwały przebieżkami, które dostosujesz do swojego organizmu? Jeśli dobrze rozumiem, biegasz wyłącznie dla zdrowia i przyjemności, więc po co się katować?
        • ciociazlarada Re: Mam wrażenie, że winne są buty 13.06.11, 20:42
          Bardzo ciekawe i jestem biegającym przykładem na to, że ten artykuł to 100% racji.
          O przebieżkach i rytmach też przeczytałam i spróbuję, przebieżki wyglądają bardzo fajnie - co do rytmów to wydaje mi się to niesamowicie skomplikowane, za krótko biegam, żeby mieć wyczucie jakie dokładnie kroki stawiam.
          • fanaberia.fanaberia Re: Mam wrażenie, że winne są buty 13.06.11, 21:55
            > O przebieżkach i rytmach też przeczytałam i spróbuję, przebieżki wyglądają
            > bardzo fajnie - co do rytmów to wydaje mi się to niesamowicie skomplikowane,

            Nienienie, ja tylko przebieżki pokazywałam, nie namawiałam do rytmów (które chyba zresztą są całkowicie zbędne w bieganiu rekreacyjnym). Mnie one się wydają znacznie bardziej przyjazne niż interwały w czystej postaci, więc polecam jako zamiennik. Równie (podobno) skuteczny, a łagodniejszy dla organizmu.
    • ciociazlarada Shin splints: garść wypróbowanych porad 18.06.11, 15:39
      Dodam, że wypróbowanych na własnej nodze, bo po przerzuceniu ton informacji w necie i książkach dotarło do mnie, że jestem modelowym przypadkiem:(

      Męczę się z tym cholerstwem już ponad 10 dni, o bieganiu oczywiście nie ma mowy, a ja nie widzę jak na razie żadnego światełka w tunelu na horyzoncie. Poprawa jest, ale utykam przy chodzeniu na dłuższe dystanse.
      Postanowiłam spisać to, co znalazłam na sieci i co mi pomaga, mam nadzieję że nigdy żadna biegająca lobbystka nie będzie musiała z tego korzystać:

      -gdzie boli:
      może boleć goleń z przodu, ale może boleć, tak jak mnie, z boku. Tam gdzie przebiega duża kość piszczelowa. Może boleć na całej długości, ale może też boleć w jednym miejscu tak jak mnie;
      -co pomaga:
      nic:( a tak poza tym, to należy zawczasu przykładać lód (np. szklanka z zimnym piwem doskonale działa leczniczo;-)), a później brać środki przeciwzapalne. Ja biorę aspirynę, bo nic innego nie mam aktualnie oraz smaruję maścią z Naproxenem.
      -ćwiczenia:
      znalazłam kilka ćwiczeń, które pomagają wyrobić sobie mięśnie przedniej części łydki. Poza tym ćwiczenie tych mięśni nieco zmniejsza ból. Moje ulubione są dwa proste: (1) chodzić po domu na przemian na piętach i na palcach, (2) siedząc przy kompie rysujemy dużym palcem stopy wszystkie litery alfabetu w powietrzu.
      Do tego rozciąganie łydek oraz przodu łydek: klęknąć, usiąść na piętach i cisnąć subtelnie na nogi ciężarem swoich 4 liter. Rozciąganie kilka razy razy dziennie też pomaga zmniejszyć ból.
      -czy wolno biegać:
      nie, nie wolno też chodzić na koncerty ulubionych zespołów z dzieciństwa i przez dwie godziny skakać jak debil:)
      -za to wolno:
      jeździć na rowerze, biegać na orbitreku, biegać w wodzie (aquaaerobik), pływać, ćwiczyć z ciężarkami.

      Najważniejsze jest to, że biegać naprawdę nie wolno. Przekonałam się na własnej skórze, w środę wszystko było już cacy, pojechałam do lasu na moją ulubioną trasę z górkami wzdłuż morza i zeszłam z niej prawie na czworakach - przez pierwsze 3 km liczyłam, że przejdzie samo. Nie przejdzie.

      To tyle by było. Na cholerny orbitrek już nie mogę patrzeć, tęsknię do lasu i morza, ale naprawdę się boję. Jeśli ktoś może mi powiedzieć, czy to będzie mnie spotykać już zawsze, albo jak zapobiegać nawrotom, będę wdzięczna.
      • pinupgirl_dg Re: Shin splints: garść wypróbowanych porad 20.06.11, 15:40
        > Najważniejsze jest to, że biegać naprawdę nie wolno.

        Eh, a nie mówiłam :)


        > To tyle by było. Na cholerny orbitrek już nie mogę patrzeć, tęsknię do lasu i m
        > orza, ale naprawdę się boję. Jeśli ktoś może mi powiedzieć, czy to będzie mnie
        > spotykać już zawsze, albo jak zapobiegać nawrotom, będę wdzięczna.

        Nie zawsze, chociaż moim zdaniem niepotrzebnie biegałaś z tym bólem. Mnie to męczyło kilka tygodni, w końcu ból był tak silny, że odpuściłam, zaleczyłam zarazę i od tamtej pory moje treningi były bardzo przemyślane, więcej mnie to nie dopadło. Podobno czynnikiem ryzyka jest słaba amortyzacja, więc spróbuj z innymi butami i bieganiem ze śródstopia, najlepiej omijaj asfalt i (szczególnie) beton, odcinki o takiej nawierzchni najlepiej przejść marszem, albo biec bokiem po trawie. Z czasem nasze nogi się przyzwyczajają, ale w pierwszych miesiącach oszczędzaj je, ile możesz. I nie wracaj od razu do codziennego biegania, skok formy, który zwykle następuje po około 3-4 miesiącach biegania może nas oszukać. Nasza wydolność rośnie, ale ścięgna, stawy i kości nie muszą za nią nadążać. Ponadto trzeba pamiętać, że wzrost formy następuje w okresie regeneracji, trening jest tylko bodźcem. Jeśli nie dasz ciału odpowiednio dużo czasu na regenerację, efekt będzie przeciwny od zamierzonego. Całkiem nieźle jest to opisane tutaj:
        biegajznami.pl/pokaz.php?id=430
        jeśli kolejny trening nastąpi między punktem t2 i t3, parametr, który chcemy wytrenować zamiast rosnąć, spadnie. Jeśli będziemy tak robić przez całą serię treningów, nieuchronnie zmierzamy w stronę kontuzji. Idealnie byłoby wstrzelić się z kolejnym treningiem w punkt t4, ale nawet, jeśli się spóźnimy, to nic złego się nie stanie, a najgorszym razie nie będzie efektu. To tak w wielkim skrócie. Jeszcze trochę na temat zjawiska superkompensacji (oczywiście nie dotyczy ona tylko biegania):
        www.lider.szs.pl/slownik/download.php?plik_id=578&f=slownik_578.doc
        Jak widać jest to skomplikowana sprawa, żeby dobrze wykorzystać to zjawisko, trzeba mieć dużo wiedzy i wyczucia, chciałam tylko zaznaczyć coś, o czym biegacze (nie tylko początkujący) zapominają - że regeneracja jest równie ważna, jak trening.
        • wodadobra Re: Shin splints: garść wypróbowanych porad 20.06.11, 15:54
          Ogólnie rzecz ujmując nie ma się co rzucać na bieganie jak bezzębny na suchary. Bieganie nie ucieknie. Wiem, że można popaść w swojego rodzaju uzależnienie. Ale z tego co opisywała ciociazlarada było za szybko mocno. Wydaje mi się, że nie sposób w żaden inny sposób przygotować się do biegania jak poprzez samo bieganie i odpoczynek od niego.
          Jakkolwiek.
          Szybkiego powrotu do zdrowia życzy twoja apteka :-D
          • ciociazlarada Cudowne uzdrowienie:) 25.06.11, 13:10
            Drogie Biegaczki,

            Moja noga jest już jak nowa, regularne ćwiczenia, odpoczynek oraz maść z ibuprofenem i diclofenakiem zrobiły swoje.
            W czwartek mój chłop miał do "przeżucia" prezentacje, a ja materiały na spotkanie następnego dnia, więc pierwszy raz po przerwie poszliśmy biegać. Było super, noga działała bez zarzutu:)
            Mieliśmy być delikatni, ale w połowie drogi złapało nas oberwanie chmury, nie mieliśmy innego wyjścia jak przycisnąć w drodze do domu. Było fantastycznie - kałuże, tęcza, wielkie krople na asfalcie:) Coś niesamowitego.

            Korzystając z lata i bardzo dużych obniżek na buty zimowe/trailowe kupiłam sobie właśnie parę Inowejtów, które mam zamiar wykorzystywać w lesie i zimową porą (u nas prawie nie odśnieżają chodników). Dziś będę je testować w lesie (od rana pada, więc powinny się nadać w sam raz). Dam znać co i jak, bo stosunek jakości do ceny był rewelacyjny.
            • pinupgirl_dg Re: Cudowne uzdrowienie:) 25.06.11, 19:10
              Cieszę się, że czujesz się lepiej :).

              Wiele frajdy z biegania życzę :). Jeśli będziesz mogła, napisz jak się te nowe buty spisują, chociaż mnie to interesuje bardziej teoretycznie, raczej pozostanę wierna markom własnym Decathlonu, ewentualnie przetestuję Lidla :). Czeka mnie kupno butów, bo swoje (obie pary) załatwiłam biegając po piasku - nie mam pojęcia, jak je teraz doczyścić. Przez tę siateczkę u góry wsypał się do nich brud i nijak nie da się go stamtąd usunąć. Jakieś pomysły? Chyba muszę kupić nowe, tamte zresztą i tak były już nadgryzione zębem czasu.
              • ciociazlarada Re: Cudowne uzdrowienie:) 25.06.11, 20:21
                Kurcze, trudna sprawa - nie mam pojęcia jak to usunąć, jedyne co mi przychodzi do głowy, to odwrócić do góry nogami i próbować walczyć starą szczoteczką do zębów. Drugie, co wpadło mi do głowy, to również odwrócić i obkleić taśmą klejącą (taką srebrną, duct tape - wyskoczyło mi to zdjęcie po wpisaniu do googla), mocno przyciskając. Może taśma choć trochę piasku wyciągnie.
                Chłop mi jeszcze podpowiada odkurzacz:)

                Jeśli to tylko defekt urody, to bym olała, gorzej jeśli chrzęści.

                Buty kupiłam TUTAJ. Mają bardzo dobre ceny, buty "terenowe" już od 15 funtów. Wysyłka na kontynent kosztuje 13 funtów, jest rejestrowana. W Danii nie ma w ogóle Decathlonu, w Holandii są dwa na cały kraj, oba daleko ode mnie.
    • ciociazlarada Butki Inov8 X-Talon 240 26.06.11, 22:32
      Zgodnie z obietnicą mam zamiar rozpływać się w zachwytach nad butami. Tytuł postu inspirowany bezpośrednio offtopem o zdrobnieniach:-P

      Najpierw o nazwie. W butach Inowejta pierwszy człon to nazwa podeszwy, drugi to zawsze waga w gramach. Tych pierwszych jest kilka typów, począwszy od najbardziej kolczastych Mudclawów, poprzez nieco mniej kolczaste X-Talony i buty bardziej drogowe-terenowe.

      Ogólnie jestem naprawdę zachwycona. Jeśli szukacie butów na zimę/do lasu/w góry/na bezdroża, z całego serca polecam moje X-Talony. Po pierwsze są bardzo, bardzo lekkie, moje (brytyjski rozmiar 4.5, nie jest to dokładny odpowiednik 37.5, bo Inov8 ma własną rozmiarówkę) ważą 195 gramów. Są również bardzo miękkie, mimo wysokiej cholewki można je zwinąć w idealną kuleczkę. Na nodze dają wrażenie wygodnych kapci, wyglądają również dość kapciowo. Biega się jak na bosaka, z podobnych butów mam jedynie porównanie z Eliofeetami z Decathlonu, które są dużo twardsze i bardziej toporne.

      Wysoka cholewka fajnie stabilizuje kostki, do buta nie wlatują śmieci, a zimą będzie pewnie fajnie ogrzewać achillesy. W ogóle buty są wbrew pozorom dość ciepłe, na zewnątrz siateczka, ale od wewnątrz są wyłożone czymś mięciutkim, więc są raczej mało przewiewne.
      Podeszwa jest niesamowita, biegałam w nich dzisiaj po różnych hebziach, kałużach i błocie, trzymają jak przymurowane, można zamknąć oczy i biec do przodu. W porównaniu z wszystkimi innymi butami trailowymi, które oglądałam w sklepach Inowejty są najlżejsze i najbardziej giętkie.
      Są również bardzo łatwe do wyczyszczenia, wszelki maras sam z nich odpada, a resztę można domyć w kilka sekund.

      Z minusów - nie nadają się w ogóle do biegania po twardym - asfalcie/chodnikach. Podeszwa jest ze specjalnej gumy, która przykleja się np. do zwykłej, terakotowej podłogi, chodzić można, ale z charakterystycznym "mlaskaniem". Jeśli ktoś oczekuje niesamowitej amortyzacji to również się zawiedzie, bo podeszwa jest raczej cienka.

      Mój model jest z zeszłego sezonu i kupiłam go na wyprzedaży teraz z myślą o zimie i jesieni. Tutaj zdjęcie. Jeśli ktoś szuka lekkich butów terenowych, naprawdę warto. Rozmiarówka jest specyficzna, trzeba mierzyć nogę i patrzeć w tabelę Inowejta. Wszystkie są raczej wąskie, z wąskimi piętami. Normalnie noszę 36, do biegania mam 36.5, a te X-Talony wzięłam 4.5, mam około 1.5-2 cm z przodu w cienkich skarpetach.
    • kis-moho Reaktywacja 2 27.02.12, 12:15
      Drogie biegaczki :o) Wiosna idzie, więc reaktywuję wątek, na pewno nie tylko ja chcę wrócić do biegania. I w związku z tym powrotem mam do Was parę pytań.
      Biegałam kiedyś całkiem sporo (jak na mnie...), mam na koncie półmaraton w sztafecie (czyli chyba 10 czy 12 km), parę biegów na 5-7 km. Dwa lata temu biegałam regularnie +/- 3-4 razy w tygodniu. Niestety, potem przyszła zima, potem dużo pracy, a potem wielki leń, i od tej pory za wiele poza pilatesem i jogą nie robiłam, nawet po górach za wiele nie chodziłam, rower też we wrześniu poszedł w chwilową odstawkę. I nie wiem za bardzo, od czego zacząć... Zdaję sobie sprawę, że kondycji nie mam żadnej, nie chcę się przeforsować i zniechęcić. Z drugiej strony perspektywa marszobiegów mnie trochę zniechęca. Teorię i stronę bieganie.pl znam, pytam o Wasze doświadczenia. Warto się pomęczyć z marszobiegami i ryzykować, że się znudzę?
      • mszn Re: Reaktywacja 2 27.02.12, 13:50
        A wyszłaś już z raz na próbę? Ja się nigdy nie bawiłam w marszobiegi, zresztą jak zaczynałam biegać, to nawet nie wiedziałam, że są takie metody ;) Krzywda mi się nie stała. Poza tym jesteś młoda i bez nadwagi, więc w ogóle spoko.
        Może na początek spróbuj wyjść na krótko, jak masz zielone blisko, to szybkim marszem do zielonego (tyle chyba nie znudzi? - a rozgrzać się warto i tak), potem truchtać tyle, ile dasz radę (nie do zgonu oczywiście), a na koniec siłę - może kilka przebieżek (20-30 sekundowe sprinty, szybkie, ale jeszcze na tyle wolne, żeby technika była top top), przysiady, brzuszki, coś na pośladki i wewnętrzne udo, coś na łydki. Całość pewnie zajmie z 45 minut.
        Chodzi mi o to, żeby na początku biegania było może mniej, ale za to więcej ćwiczeń na wzmocnienie mięśni biegających, a potem te proporcje stopniowo odwracać.
        • kis-moho Re: Reaktywacja 2 27.02.12, 13:57
          > A wyszłaś już z raz na próbę?

          Nie, na razie robię Plan Biegacza (czyli się motywuję).

          > przysiady, brzuszki, coś na pośladki i wewnętrzne udo, coś na łydki.

          Tak publicznie? :o) Masz jakieś linki z fajnymi ćwiczeniami? Ja jak biegałam to zupełnie amatorsko, rozgrzewka, bieganie, ewentualnie zgon, rozciąganie, prysznic, nic więcej. Chyba muszę się dokształcić zanim zacznę...
          • mszn Re: Reaktywacja 2 27.02.12, 14:46
            W tym roku siłę robię w domu po przyjściu z biegania i na siłce, więc powiedzmy, że nie publicznie, ale dwa sezony miałam takie, że wszystko robiłam w parku.

            Nogi da się na stojąco/przy drzewie, robię mniej więcej te ćwiczenia (3 i 4 w parku nie bardzo). Jak trawa jest jeszcze taka, że nie da się siadać, dobrze jest mieć jakąś niską ławkę bez oparcia albo kawałek murka - można wtedy robić trochę brzucha (takie ćwiczenia, że nie leżysz na plecach, tylko siedzisz i składasz/rozkładasz się jak scyzoryk, albo skręty tułowia) i, opierając się o tę ławkę, nawet próbować pompek. Nie wiem, jak ćwiczyć grzbiet i dolne mięśnie brzucha bez leżenia i bez maszyn :)

            W ogóle w Holandii miałam fajny park pod domem, z taką jakby ścieżką zdrowia: w różnych miejscach były poustawiane różne drewniane drabinki, poprzeczki, można było na nich się pobujać, popodciągać. Teraz mam do tego parku 6 km przez centrum miasta, więc mi się nie chce tam biec ;)

            W ogóle ćwiczenie mięśni ma chyba dwa cele. Raz, że ciało robi się fajniejsze, chociaż to oczywiście kwestia tego, czego od siebie chcemy. Dwa, że ponoć silniejsze mięśnie = mniejsze ryzyko kontuzji przy bieganiu (ma to chyba sens) - coś musi te stawy stabilizować. A silniejszy core (jak to powiedzieć po polsku?) - czyli głębokie mięśnie brzucha, plecy - to ładniejsza postawa prz bieganiu i lepsza technika. Oraz, być może, mniej garbienia.
              • mszn Re: OT słowny 27.02.12, 17:08
                Eeee? Mi chodziło o core muscles, czyli chyba to, co czasem po polsku bywa określane może jako gorset mięśniowy? Chodzi o mięśnie głębokie tułowia, mięśnie pleców, które zapewniają stabilność tułowia.
          • fanaberia.fanaberia Re: Reaktywacja 2 28.02.12, 18:01
            kis-moho napisała:

            > Tak publicznie? :o)

            Pewnie, że publicznie. Każdy powód jest dobry, żeby pobyć na powietrzu parę minut dłużej.
            No ale ja biegam w lesie, to i potencjalną publiczność mam minimalną.

            A co do sedna - nie rób nic na siłę. Jeśli od marszobiegów Cię odpycha, to je sobie odpuść i tylko biegaj. Po prostu zacznij od krótszego dystansu i rekreacyjnego tempa. Jak poczujesz, że Ci sił przybywa, to dodasz sobie jakieś trudności - odległość, górki, interwały czy na co będziesz mieć ochotę. Trening ma być przyjemny :)
      • urkye Re: Reaktywacja 2 27.02.12, 18:19
        zawsze po dłuższym zastoju idę po prostu biegać i biegnę póki mogę, a potem sobie kawałek idę i znowu biegnę... Czyli coś w stylu marszobiegu, byle pokonać dystans:) Aczkolwiek nie trzymam się sztywno podziału 400m bieg, 200m marsz itp.

        Ale wiesz, nigdy nie podchodziłam do biegania zgodnie z "radami" :P Tzn. teorię niby znam, ale i tak biegam po swojemu, ma być fajnie, a nie podręcznikowo:)
      • ananke666 Re: Reaktywacja 2 11.04.12, 15:32
        Twardo postanowiłam tupać. Zaczynam z Planem Zdechlaka o Kondycji Ujemnej, czyli 6-tygodniowy Puma. Lubię chodzić. Nienawidzę biegać. Ale nienawidzę dlatego, że się męczę, więc zakładam, że jak męczyć się AŻ TAK przestanę, to i nienawiść zdechnie. Póki co byłam 2 razy i nie umarłam ze wstrętu, więc zamierzam tupać dalej.
        Zaczęłabym wcześniej, ale... nie mam sportowych ciuchów, płaszcz zimowy nie wchodził w grę ;) a w innych za zimno... a szkoda mi było pieniędzy na coś, co może potem mi się nie przydać, bo ogólnie sportowych ubrań nie lubię. Mam tylko buty, drugie w kolejności najtańsze z Decathlonu, Ekiden 50 za niecałe 6 dych. Na razie mi wygodnie.
        Zobaczę za miesiąc, jak się wciągnę, to może nabędę jakieś łachy. Na razie przymierzam się do jakichś spodni, bo szkoda mi kurzyć jeansy. Gdzie znajdę najtańsze długie portki do tuptania? :)
        • fanaberia.fanaberia Re: Reaktywacja 2 11.04.12, 16:53
          ananke666 napisała:

          > Gdzie znajdę najtańsze długie portki do tuptania? :)

          Gdzie najtańsze, to nie wiem. Ale tanie przyzwoitej jakości trafiają się w Lidlu. Mam stamtąd zarówno typowe "lajkry" (tych trzeba szukać w ciuchach do biegania), jak i oddychające portki luźniejsze (szukać w fitnessach).
          Sugerowałabym jednak na lato spodnie do kolan. W długich powyżej 15 stopni mam wrażenie ołowianych nóg. Ale pewnie nie wszyscy muszą mieć jak ja ;)

          Z innych rzeczy, których od początku lepiej nie przeoczyć - dobre, "techniczne" skarpety. Czyli takie, które odprowadzają wilgoć i dają stopom względny komfort.

          Życzę powodzenia i wytrwałości w treningach :)
          • mszn Re: Reaktywacja 2 11.04.12, 21:41
            W ogóle Decathlonowe ciuchy chyba są przyzwoite. Ja zawsze kupuję Domyosy. Dwie pary takich bawełnianych spodni za kolano mam już czwarty albo piąty rok, używane kilka razy w tygodniu. Te, co były trochę przyciasne, przetarły się tej zimy po wewnętrznej stronie uda, drugie, w dobrym rozmiarze, trwają nienaruszone. Jakiś polar, tiszerty - mniej eksploatowane, nie widać po nich nic.
              • ananke666 Re: Reaktywacja 2 13.04.12, 21:26
                Spodnie chwilowo muszą poczekać. Idę szukać jutro jakiejś kurtki, która mnie jako tako osłoni przed wiatrem. Nad rzeką ostatnio wiało, jakby się ktoś obwiesił. Ziemia mnie gryzie w podeszwy, buty gapią się z wyrzutem, a ja nie wychodzę, bo cholera marznę, biust miałam zimny jak u wczorajszych zwłok. A co gorsza, muszę kupić jakieś tanie goovno, bo musiałam nabyć sukienkę i dysponuję nader skromną kwotą.
                • fanaberia.fanaberia Re: Reaktywacja 2 13.04.12, 22:50
                  ananke666 napisała:

                  > Spodnie chwilowo muszą poczekać. Idę szukać jutro jakiejś kurtki, która mnie
                  > jako tako osłoni przed wiatrem.

                  To ja konsekwentnie polecę Ci Lidla. Ostatnio były fazy na różne sporty, więc warto zajrzeć - może coś znajdziesz. Ceny są naprawdę przystępne, a jakość i trwałość całkiem przyzwoita.
                    • onion68 Re: Reaktywacja 2 14.04.12, 06:45
                      A ja konsekwentnie polecam Decathlon, to jednak sklep sportowy, coś kupisz na pewno. Np. niedrogo cienką bluzę polarową - jeśli tylko o izolację termiczną chodzi.
                      • urkye Re: Reaktywacja 2 14.04.12, 08:03
                        Potwierdzam, ciuchy sportowe z decathlonu są bardzo fajne i mają przyjazne ceny:P w szczególności te ich "niebieskie" marki, czy jak to tam się zwie - koszulki oddychające za 25 zł... na serio warto;)
                        polaru do biegania nie polecam - ugotujesz się. Lepsze są takie koszulki z długim rękawem, znajdziesz je w sekcji dla biegaczy. Są zrobione z grubszego materiału, od spodu trochę przypomina polar. Dobrze oddychają, jest w nich ciepło i kosztują coś ok. 50zł;)
                        • ananke666 Re: Reaktywacja 2 14.04.12, 10:47
                          Później to może się i ugotuję, ale teraz jest dumne 11 stopni, robię marszobiegi z przewagą marszu i naprawdę marznę. Przy 16 st tuż nad rzeką i przy średnim (zimnym!) wietrze było mi po prostu trochę za chłodno, głównie przez ten wiatr. Ciało niby rozgrzane, a za przeproszeniem cycki i szyja jak u nieboszczyka. A poszłam w koszulce, cienkim polarze i rozpinanym swetrze. Muszę mieć coś, co trochę osłoni mnie od wiatru i ewentualnie mżawki czy mgły.
                        • onion68 Re: Reaktywacja 2 14.04.12, 12:04

                          -> polaru do biegania nie polecam - ugotujesz się.

                          Ha, no właśnie ja lubię dać trochę w kość swemu organizmu, jak już biegam - a nie żeby czuł się jak na fotelu przed telewizorem ;) Fakt, jestem cała mokra po bieganiu. Te spodnie już kupiłam, jakie trzeba, jak zdarłam zwykłe dresowe, ale skoro narciarski polar daje radę? :)
                          -
                          Mogłabym robić nie wiadomo co, ale nic nie robię. Jak to przyjemnie robić to, na co ma się ochotę.
                          • fanaberia.fanaberia Re: Reaktywacja 2 14.04.12, 20:56
                            onion68 napisała:

                            > Ha, no właśnie ja lubię dać trochę w kość swemu organizmu, jak już biegam - a n
                            > ie żeby czuł się jak na fotelu przed telewizorem ;) Fakt, jestem cała mokra po
                            > bieganiu. Te spodnie już kupiłam, jakie trzeba, jak zdarłam zwykłe dresowe, ale
                            > skoro narciarski polar daje radę? :)

                            A to świadczy o tym, że mamy zupełnie inne potrzeby :) Ja dzisiaj biegałam w koszulce z krótkimi rękawami. Miałam tych koszulek na sobie dwie, bo jednak trochę wiało, ale jedna też by dała radę. Jak wychodziłam na trening, termometr pokazywał 12 stopni, jak wróciłam - 12,5. Tyle że w cieniu. Na nasłonecznionych i osłoniętych od wiatru ścieżkach było na pewno powyżej 20.
                      • fanaberia.fanaberia Re: Reaktywacja 2 14.04.12, 10:02
                        onion68 napisała:

                        > A ja konsekwentnie polecam Decathlon, to jednak sklep sportowy, coś kupisz na pewno.

                        Ja akurat mam nie najlepsze doświadczenia z jakością rzeczy tam kupionych. Jedyne, co darzę uczuciem wielkim, to jedwabne rękawiczki. Gdyby nie to, że nie nadają się do prowadzenia samochodu, mogłabym już nigdy w życiu nie mieć innych.

                        > Np. niedrogo cienką bluzę polarową - jeśli tylko o izolację termiczną chodzi.

                        Miałam wrażenie, że chodzi o ochronę przed wiatrem. Tego polar bez membrany nie zrobi. A taki z membraną nie nadaje się do biegania przez 3/4 roku. No i wypada z kategorii "przystępna cena".
                        • fanaberia.fanaberia Decathlon 14.04.12, 10:28
                          No dobra, za 3 dychy przełamałabym uprzedzenia ;) i obniuchała to: www.decathlon.com.pl/PL/bluza-isolate-1000-87015578/

                          I Urkye zdecydowanie ma rację mówiąc, że przed niesprzyjającą pogodą lepiej ochroni przylegająca (a oddychająca) koszulka-bluza, niż polar.
                            • fanaberia.fanaberia Re: Decathlon 14.04.12, 11:08
                              ananke666 napisała:

                              > Za trzy dychy też bym przełamała, ale tego we Wrocku nie ma. Sprawdziłam na
                              > stronie :/

                              A nie sprowadzą Ci z innego sklepu? Większość sieci chyba nie robi z tym problemu, więc może warto zapytać.
                                • urkye Re: Decathlon 14.04.12, 11:32
                                  Mam coś w tym stylu www.decathlon.com.pl/PL/bluza-isolate-essential-190686136/# tylko czarno-niebieskie;) Bardzo fajnie się sprawdza:)
                                • ananke666 Re: Decathlon 15.04.12, 00:28
                                  No i kuppa. W Lidlu nic nie znalazłam, ceny w sportowych są nad wyraz zabawne, na placu boju zostaje lump i decathlon, bo po bazarach nie mam czasu latać. Do lumpa zresztą też pewnie nie pójdę, z tego samego powodu. W decathlonie trzeba zostawić najmarniej siedem-osiem dych, a ja się spłukałam na kieckę. I znowu nigdzie nie poszłam. Fuck. Zajrzę jeszcze do reala, mam najbliżej, może jakaś użyteczna ścierka gdzieś wisi.
                          • onion68 Re: Decathlon 14.04.12, 12:15
                            www.decathlon.com.pl/PL/polar-isolate-3000-83295970/
                            A jednak są i polary przewidziane :) Widzę, że cena może trochę wysoka, ale odpowiedni będzie IMO na większą część roku. W tym moim narciarskim (wygląda bardzo podobnie, niezbyt gruba, przylegająca bluza) biegałam w mrozy kilkanaście stopni (na bluzce bawełnianej z długim rękawem).
                            • fanaberia.fanaberia Re: Decathlon 14.04.12, 20:41
                              onion68 napisała:

                              >
                              rel="nofollow">www.decathlon.com.pl/PL/polar-isolate-3000-83295970/
                              > A jednak są i polary przewidziane :) Widzę, że cena może trochę wysoka,

                              Ależ ja doskonale wiem, że są polary chroniące przed wiatrem, sama z radością korzystam. Tyle tylko, że zadanie polegało na znalezieniu ciucha o niewygórowanej cenie i takiego, który będzie przydatny dłużej niż do końca kwietnia.

                              > ale odpowiedni będzie IMO na większą część roku. W tym moim narciarskim (wygląda
                              > bardzo podobnie, niezbyt gruba, przylegająca bluza) biegałam w mrozy kilkanaście
                              > stopni (na bluzce bawełnianej z długim rękawem).

                              No ale właśnie przez większą część roku mamy temperatury dodatnie. Zgadzam się, że przy ujemnych wiatroszczelny polar jest doskonały, jednak dla mnie staje się mało komfortowy powyżej 0 stopni, a powyżej 5 przestaję go używać.
                              • wodadobra Re: Decathlon 14.04.12, 21:38
                                Musisz wykombinować coś żeby ubierać się na cebulę. Polar jest ciepły ale daję ochrony przed wiatrem. Jeżeli odczuwasz zimno to koszulka termoaktywna, na to bluza techniczna w stylu zalinkowanej przez urkye i tzw wiatrówka. A jak dalej zimno to rękawiczki, i czapka/buff na głowę. I moim zdaniem nie ma się co bać ciuchów z lidla/decathlonu/tchibo - wszystko i tak się zużyje i potem można się doposażać po kolei.
                                Aaaaaaa!!
                                I doczytałam. Nigdy, przenigdy nie zakładaj bawełnianych ubrań.
                                Bawełna bardzo wychładza.
                                www.nordre.pl/cms.php?id_cms=8
                                Tak na szybko znalazłam o co chodzi. Struktura włókien powoduje, że bawełna się nie nadaje i dlatego do produkcji odzieży sportowej stosuje się włókna wełniane lub sztuczne.
                                • urkye Re: Decathlon 15.04.12, 11:08
                                  >A jak dalej zimno to rękawiczki, i czapka/buff na głowę.

                                  U mnie jest trochę inaczej - tzn. bardzo długo biegam w szaliku i buffie na głowie. Bardzo łatwo tracę ciepło przez głowę i mnie przewiewa - właśnie w okolicach szyi i skroni.
                                  Mogę mieć krótki rękawek, ale jak wieje, to buffa wezmę i tak;) Wyglądam dziwnie, ale co tam;)
                                  • onion68 Strój, badania terenowe 15.04.12, 12:46
                                    Gdy dzisiaj zaczynałam, było + 7, lekki wiatr. Nie założyłam już polaru, tylko t-shirt z długim rękawem H&M (chyba bawełna plus elastan), na to podkoszulek na ramiączka też bawełniany, portki jeszcze zimowe. Po 10 minutach biegu zaczęło być naprawdę ciepło. Po zakończeniu - twarz gorąca, szyja zimna, tyłek i plecy mokre (tak, nawet w miejscach pokrytych przez te specjalne spodnie).

                                    Termoaktywność wydaje mi się sprawą drugorzędną, jak kiedyś ludzie biegali? Stanik i buty to podstawa, a sens biegania jest dla mnie m. in. w tym, że czasem się spocę, czasem trochę zmarznę, a czasem zmoknę. Taki kontakt z naturą :)
                                        • ananke666 Re: Strój, badania terenowe 15.04.12, 18:43
                                          Raz już schrzaniłam próby biegania, teraz trzymam się planu, a raczej zacznę, jak się ubiorę. Całość zajmuje mi ok. 50 minut, w tym dotarcie na ścieżkę, które traktuję jak rozgrzewkę, więc niezbyt długo.
                                          • onion68 Re: Strój, badania terenowe 15.04.12, 20:12
                                            Jakiego planu? :)
                                            A zaraz zrobi się ciepło, więc może się obędzie - przez lato nabierzesz takiej wprawy, że części biegowe będą dłuższe niż marszowe.
                                            Gdy zaczynałam, nie miałam żadnego planu - biegłam, póki mogłam, potem szłam, póki nie uspokoiłam w miarę oddechu, i tak na zmianę. Starałam się tylko, aby część marszowa była nie częstsza i nie dłuższa niż biegowa. Pierwsze seanse trwały ok. 30 minut, teraz biegam ok. 70-80 ciągłego biegu minimum. Zaczynam biec od razu, biegam dość wolno.
                                            Uważam, że ciuchy to najmniej ważna rzecz na początku, ale mogę się mylić :)
                                            • ananke666 Re: Strój, badania terenowe 16.04.12, 00:46
                                              onion68 napisała:

                                              > Jakiego planu? :)

                                              A o, wspominałam już gdzieś o planie dla zdechlaków:
                                              bieganie.pl/?show=1&cat=19&id=547
                                              Podobno działa.

                                              > Uważam, że ciuchy to najmniej ważna rzecz na początku, ale mogę się mylić :)

                                              Nie mylisz się, pod warunkiem, że się ma cokolwiek. A ja nie mam. Mam dwa zimowe płaszcze, kurteczkę na podszewce z dekoltem po mostek, kurteczkę bez podszewki ze szczuplejszych czasów, w której nie mieści mi się biust i lepiej nie machać za bardzo rękami, oraz skórę, cienką, ale raczej sztywną, która w stanie zapiętym już mnie przypłaszcza i krępuje ruchy. Koniec. No nie da rady, jakąś szmatkę muszę nabyć, urodę rzeczy mam gdzieś, byle mi tak nie wiało.
                                              • fanaberia.fanaberia Re: Strój, badania terenowe 16.04.12, 11:10
                                                ananke666 napisała:

                                                > Nie mylisz się, pod warunkiem, że się ma cokolwiek. A ja nie mam.
                                                (...)
                                                > No nie da rady, jakąś szmatkę
                                                > muszę nabyć, urodę rzeczy mam gdzieś, byle mi tak nie wiało.

                                                To ja mam jeszcze jeden pomysł. Rozpocząć gromadzenie wyposażenia od koszulki tego typu. Bo ona przyda się także latem, a teraz miałabyś ją przy samym ciele. Na nią możesz założyć dowolną bluzkę lub bluzki, choćby i bieliźniano-piżamowo-bawełniane, i zakończyć polarem albo obszerniejszym swetrem. Jeśli marznie Ci szyja i dekolt, to owiń się chustą czy szalem. Taka ekstremalna cebulka powinna ochronić przed wiatrem, przy skórze będziesz mieć przyjazny materiał sportowy, a jak się ociepli, oddychająca koszulka będzie jak znalazł.
                                                Aha, w dziale "warstwa 2" jest to samo, tylko długorękawne, o dychę droższe.
                                                • onion68 Re: Strój, badania terenowe 16.04.12, 16:41
                                                  To ja mam jeszcze jeden pomysł. Rozpocząć gromadzenie wyposażenia od koszulki [

                                                  No właśnie, albo od tych 2warstwy z długim rękawem. A może zajrzyj do działu narciarskiego, tam powinny być obniżki? A w końcu co za różnica, ciuch spełnia tą samą rolę zasadniczo.
                                                  • ananke666 Re: Strój, badania terenowe 19.04.12, 21:05
                                                    Po obejrzeniu cen w kilku miejscach, w tym takich, gdzie powinno być tanio (real) zapadłam w stupor. Ale okazało się, że niepotrzebną kurtką dysponuje kuzynek. Dobre dziecko przekaże w ręce cioci za pomocą poczty polskiej.
                                                    Reszta to już pikuś, kiedyś tam nabędę faktycznie kosiulkę i jakieś gacie. Grunt, że buty są. I w ogóle cieplej ma być, do cholery!
                                                    Polazłam dzisiaj, bo się wystarczająco ociepliło i uprzejmie nie lało. Widzę po drodze tylu wytrenowanych biegaczy, że mnie zazdrość zżera :p
                                                  • fanaberia.fanaberia Re: Strój, badania terenowe 19.04.12, 21:29
                                                    ananke666 napisała:

                                                    > Po obejrzeniu cen w kilku miejscach, w tym takich, gdzie powinno być tanio
                                                    > (real) zapadłam w stupor.

                                                    Bo biegowe i rowerowe trzeba kupować w zimie, a teraz to narciarskie ;)

                                                    > Ale okazało się, że niepotrzebną kurtką dysponuje kuzynek.
                                                    > Dobre dziecko przekaże w ręce cioci za pomocą poczty polskiej.

                                                    O, i to jest dobra wiadomość :)

                                                    > Polazłam dzisiaj, bo się wystarczająco ociepliło i uprzejmie nie lało. Widzę po
                                                    > drodze tylu wytrenowanych biegaczy, że mnie zazdrość zżera :p

                                                    No to lataj, lataj ;)
                                                  • ananke666 Re: Strój, badania terenowe 20.04.12, 15:56
                                                    Latam. Znaczy, człapię. Wlazłam stopień wyżej w Planie dla Zdechlaków, co powinnam zrobić dawno temu, ale mi było zimno. Rzeka całkiem ładna, a nudno nie było, bo kłapałam przez telefon, uprzedzając uprzejmie, że będę sapać.
                                                  • onion68 Re: Strój, badania terenowe 14.06.12, 13:44
                                                    > Po obejrzeniu cen w kilku miejscach, w tym takich, gdzie powinno być tanio (rea
                                                    > l) zapadłam w stupor. Ale okazało się, że niepotrzebną kurtką dysponuje kuzynek
                                                    > . Dobre dziecko przekaże w ręce cioci za pomocą poczty polskiej.
                                                    > Reszta to już pikuś, kiedyś tam nabędę faktycznie kosiulkę i jakieś gacie.

                                                    Dostałam dzisiaj emaila od ubraniadobiegania.pl (nie pracuję tam), że mają przecenę na damskie ciuchy. Nie na wszystkie, niestety, ale skorzystałam z okazji i zamówiłam m.in. wiatrówkę za niespełna 100 zł, co wydaje mi się rozsądną ceną (moja z second-handu nie przepuszcza za bardzo powietrza). Bluzy też są przecenione.
                                                    I jak idzie w ogóle? :)
                                      • fanaberia.fanaberia Re: Strój, badania terenowe 15.04.12, 22:44
                                        ananke666 napisała:

                                        > No, ale na to trzeba już te 10 min biec :p a ja dopiero zaczynam. Idę znacznie
                                        > dłużej, niż biegnę.

                                        A spróbuj może rozbierania? :)
                                        Mądra zasada, którą wyczytałam kiedyś na bieganie.pl (chyba, ale nawet jeśli nie tam, to i tak mają zasługi z tytułu mnóstwa innych mądrych zasad), mówi, że jeśli wychodzisz na trening i odczuwasz temperaturę jako "wsamraz", to się ubrałaś za ciepło. Trzymam się jej z bardzo dobrymi rezultatami.
                                        Może zatem mogłabyś iść na trening w zwykłej kurtce, którą do biegu będziesz zdejmować, a do marszu zakładać z powrotem? Wilk będzie syty i owca najedzona ;) A przy okazji nieco się zahartujesz.
                                        • ananke666 Re: Strój, badania terenowe 16.04.12, 00:18
                                          Nie mam takiej kurtki :p facet ma, ale jest o głowę za wysoki. W tym sęk, że okryć wierzchnich mam mało i żadne się nie nadaje. Polarek mam bardzo, bardzo cieniutki, bardziej bluzka niż bluza. Sweter nie chroni przed wiatrem. Gdyby nie zakup parszywej sukienki, nie byłoby problemu, coś kupiłabym i tyle.
                                          Rozbierania i hartowania chwilowo próbować nie będę, tak jak mówię, w tym cieniutkim czymś i w swetrze wiatr mi hulał wszędzie, wiał po szyi i szarpał za włosy, na ewentualne przeziębienia nie mogę sobie teraz pozwolić. Poszukam jeszcze jakiejś szmaty w markecie albo będę mieć nadzieję, że temperatura wzrośnie względnie wiatr się uspokoi.
                                  • fanaberia.fanaberia Klub buffiastych 15.04.12, 22:19
                                    urkye napisała:

                                    > U mnie jest trochę inaczej - tzn. bardzo długo biegam w szaliku i buffie na głowie.

                                    U mnie buff to wyposażenie całoroczne i najulubieńszy element ekwipunku biegowego. Zimą grzeje, latem robi za opaskę i potowchłaniacz ;)
                          • olgaw6 Re: Decathlon 24.08.14, 15:14
                            Witam :)

                            wielka prośba o wypełnienie krótkiej, anonimowej ankiety. Dotyczy marek, jakie można znaleźć w sklepach Decathlon. Wyniki posłużą mi do napisania pracy magisterskiej.

                            link do ankiety --> moje-ankiety.pl/respond-61385.html

                            Z góry Wam dziękuję za pomoc :)
    • 100krotna Kamienne łydki ;) 12.04.12, 14:02
      Czyli reaktywowałam się.
      Biegam niedaleko domu, dróżką w polach, przy lesie :) Dróżka objechana na rowerze z licznikiem, bo mnie kręcą cyferki, odległości, kilometry ;)
      Stąd też wiem, że przy pierwszej rozgrzewce mogę przetruchtać (takim średnio-szybkim marszotruchtem) dokładnie 2 km. Po przekroczeniu tej magicznej granicy moje łydki zamieniają się w kamienie, kurczą się bardzo i muszę przejść albo do pełnego biegu (ponieważ to rozgrzewka, a mój organizm powoli przechodzi do pełnej aktywności rzadko korzystam) albo do marszu. Mimo ponad 4 tygodni regularnego (3-5 razy tygodniowo) biegania moje nogi zawsze reagują w tym samym miejscu, ostatnie 100-150 metrów do przystanku przy mostku (z barierkami do rozciągania) muszę przemaszerować.

      Mój standardowy trening wygląda tak:
      2km truchtu + 100m marszu ;)
      Porządne rozciąganie (nogi + całe ciało) przy barierkach, skłony, rozciąganie w siadzie itp.
      skipy-marsze-podskoki
      czasami rytmy/starty z opadu, kilka przebieżek
      interwały trucht-bieg albo odcinki szybki bieg (150-180 m) naprzemiennie z marszem, czasami 8x50 m na maksymalnej szybkości (jeśli mam ciężki dzień)
      kończę "świńskim" truchtem, w zależności od pogody i samopoczucia 600m-2km
      lekkie rozciąganie
      Całość zajmuje mi 1,5 do 2 godzin.

      Robię na razie trening sprinterski, bo taki umiem, moje ciało jest do takiego przyzwyczajone przez kilka lat w klubie sportowym.
      Po zimie mam zbyt mało kondycji na trening długodystansowy, do biegania kilkunastu kilometrów, ale chciałabym do niego powoli przechodzić.
      Problemem są te bolące, kamienne łydki, przez które równo po 2 km muszę się zatrzymać - skurcz jest bolesny. Obydwie nogi reagują tak samo, po rozgrzewce i rozciąganiu mija, po ok 2 km przychodzi znowu. Magiczna odległość, ostatnio dla mnie nie do przeskoczenia.

      Dawniej biegałam dłuższe dystanse (jeszcze jesienią około 10km, kilka lat temu 15-18km) i nie miałam takich problemów. Niestety, cały październik, listopad i zimę przesiedziałam na tyłku, rzadko wybierając się na basen - no to teraz mam.
      Nie wiem, czy teraz przeczekać, aż przejdzie dalej robiąc to, co robię? Coś zmienić?
      Odpoczynek kilka dni pod rząd nie zmienia sytuacji. Basen zamiast jednego trenigu (dla rozluźnienia) też nie, podobnie rozciąganie przed biegiem. Czasami bieganie zamieniam na rower/rolki, ale tu też nie obserwuję żadnej zmiany.
      Help me!
      • urkye Re: Kamienne łydki ;) 12.04.12, 18:15
        U mnie magnez, wit. B i potas to podstawa śniadania:P Problemów w mięśniami nie mam od czasu, jak zaczęłam łykać to ustrojstwo;) Może u Ciebie tez sie sprawdzi?
        • 100krotna Re: Kamienne łydki ;) 12.04.12, 18:52
          @fanaberia
          nawet nie wiedziałam, że można sobie zbadać krew pod kątem mikre;)elementów.
          A tak ogólnie problemów ze skurczami nie mam, tutaj to też nie jest mocny, ostry skurcz, raczej takie narastające ściśnięcie. Fakt, łydki wtedy robią się twarde jak kamień i bolesne - biec dalej się nie da, ale nie jest to takie przeszywające kłucie. Myślicie, że można z prośbą o zestaw badań (sportowych) przejść się do internisty? Czy może prywatnie, do laboratorium?

          @urkye
          Czy potas może być wchłaniany z pomidorów? Jeśli tak, to niedoborów raczej nie mam, spożywam często w różnych postaciach ;) Ale wit. B i magnez to pewnie trzeba uzupełnić. Szczerze mówiąc suplementy nie przyszły mi do głowy, raczej jakieś rady czysto techniczne. Spróbuję przezwyciężyć niechęć do łykania tabletek, dam znać za parę tygodni, czy podziałało :)
          • fanaberia.fanaberia Re: Kamienne łydki ;) 12.04.12, 23:00
            100krotna napisała:

            > nawet nie wiedziałam, że można sobie zbadać krew pod kątem mikre;)elementów.

            Można, można. I zdecydowanie lepiej zbadać, niż suplementować po omacku.
            Nie wiem natomiast, czy lekarz POZ może dać skierowanie na takie badanie. Ale za sam sód i potas w prywatnym laboratorium zapłacisz grosze i będziesz mieć wynik tego samego dnia.
            I chyba miałoby sens zbadać się po treningu, przed regeneracją.
      • pierwszalitera Re: Kamienne łydki ;) 12.04.12, 19:26
        100krotna napisała:

        > Nie wiem, czy teraz przeczekać, aż przejdzie dalej robiąc to, co robię? Coś zmi
        > enić?

        Spróbuj z całkiem banalną solą. Sport wzmaga pocenie i wydalanie soli, a większość ludzie pija wodę z małą ilością sodu. Skurcze są tego konsekwencją. To jest zwykle najprostsze wytłumaczenie i żadne tam magenzy albo potasy. ;-) Szczypta soli do butelki do picia i powinno być lepiej.
        • 100krotna Re: Kamienne łydki ;) 12.04.12, 20:21
          Piję Cisowiankę: (bo tania)

          KATIONY w mg/l
          wapniowy Ca2+ 131,26
          magnezowy Mg2+ 22,48
          sodowy Na+ 10,71
          potasowy K+ 0,78
          ANIONY w mg/l
          wodorowęglanowy HCO3- 542,60
          chlorkowy Cl- 3,20
          Siarczany SO42- 2,58
          Fluorkowy F- <1,00
          Składnik niedysocjowany w mg/l:
          Krzemionka SiO2 18,38

          Kroplę Beskidu: (bo smaczna)
          KATIONY (mg/l)
          Wapniowy (Ca2+) - 48,1
          Magnezowy (Mg2+) - 20,7
          Sodowy (Na+) - 18,7
          Potasowy (K+) - 1,2

          ANIONY (mg/l)
          Wodorowęglanowy (HCO3-) - 241,1
          Siarczanowy (SO42-) - 36,6
          Chlorkowy (Cl-) - 5,3

          I wodę z kranu, jeśli zapomnę kupić mineralnej (u nas czerpana ze studni głębinowych, średnio smaczna)
          Parametry nieznane ;)
          • pierwszalitera Re: Kamienne łydki ;) 12.04.12, 22:08
            Zauważ, że ta smaczniejsza woda ma więcej sodu. Ale to i tak malutko. Dla ludzi uprawiających sport, lub dużo się pocących lepiej jest gdy woda ma Na+ co najmniej 100 mg/l. Ale to żaden problem, odrobinka soli do butelki i z głowy. Woda nie staje się przez to słona, tylko smaczniejsza.
              • pierwszalitera Re: Kamienne łydki ;) 12.04.12, 22:35
                100krotna napisała:

                > Spróbuję ;) Chociaż mam wizję wyrzucania treści żołądkowej po słonej wodzie ;)
                > Ale zacznę od minimalnych ilości.

                Ja woda będzie słona, to już za dużo. Tylko kilka ziarenek, tak między palce i potrzeć. Na rynku (niemieckim) jest woda mineralna z ponad 300mg/l i ta nie smakuje nawet jeszcze słono.
              • fanaberia.fanaberia Re: Kamienne łydki ;) 12.04.12, 23:08
                100krotna napisała:

                > Spróbuję ;) Chociaż mam wizję wyrzucania treści żołądkowej po słonej wodzie ;)

                E tam ;) Zobacz skład tej:
                wodakrystynka.pl/krystynka/Sklad-Mineralny,1.html
                A jest - owszem - wyraźnie słona, ale też i całkiem smaczna. Tyle że w wersji gazowanej - to chyba jedyna gazowana woda, jaką piję. Niegazowana jest dla mnie nie do przełknięcia.

                Nawiasem mówiąc - przy regularnych treningach spontanicznie zaczynam więcej solić. Jeżeli Twój organizm sam nie domaga się większej ilości soli, to może faktycznie nie uzupełniasz wypoconych pierwiastków, szczególnie sodu (potas, jak mówisz, masz z pomidorów).
      • fanaberia.fanaberia Re: Klubik biegacza - reaktywacja 14.04.12, 21:05
        onion68 napisała:

        > Teraz ode mnie pytanie: czy pierzecie swoje buty w pralce?

        Nie pierzecie. Ale macie świadomość, że co najmniej 3/4 świata tak robi.

        > Czasami wpadnie się w jakieś błocko i chciałoby się przywrócić wygląd, zwykłe
        > czyszczenie pod kranem nie daje zadowalającego rezultatu.

        Nie spotkałam jeszcze takiego błota, które po wyschnięciu nie dałoby się wykruszyć ;)
        A serio to zupełnie nie mam stresu z tego powodu, że buty, w których biegam, nie są idealnie czyste. Jako że biegam całkowicie offroadowo, zwariowałabym, gdybym się miała przejmować kurzem. Buty i tak wymagają wymiany po paru miesiącach ze względu na zużycie amortyzacji, więc pal czort błoto. Grubsze igliwie wytrząsnąć i wio :)
    • fanaberia.fanaberia Stopy biegacza 14.04.12, 22:04
      Czyli miejsce na triki i patenty pielęgnacyjno-prewencyjne.

      Mój zestaw to:
      1. wygodne buty z niewielkim zapasem miejsca z przodu
      2. paznokcie _zawsze_ ostrzyżone jak tylko najkrócej się da (lenistwo w tym względzie jest u mnie zawsze surowo karane co najmniej sinym paznokciem)
      3. skarpety "techniczne" tudzież "funkcyjne"
      4. spray przeciwgrzybiczy z talkiem na stopy przed bieganiem
      5. to samo, bez talku, do butów po bieganiu
      6. maść z witaminą A na otarcia, odparzenia i profilaktycznie

      Ciekawa jestem natomiast, czy ktoś używał tego kremu. Ja się tak zafiksowałam na biednym jeleniu, że mimo że wiem, że pewnie są go tam ilości homeopatyczne, nie potrafię się przemóc. A parafinę-wazelinę mam w maści z wit. A za trzy zeta z apteki za rogiem ;) No ale może ubity jeleń bądź pszczeli wosk robią dużą różnicę?
      • urkye Re: Stopy biegacza 15.04.12, 11:14
        > 1. wygodne buty z niewielkim zapasem miejsca z przodu

        Hmm... pytanie, co rozumiemy przez pojęcie niewielki. U mnie buty z niewielkim zapasem zakończyły się dość fioletowo;) Paznokcie schodziły, że hej. Buty z większym zapasem niż niewielki robiły odciski po dłuższym biegu. Teraz mam buty sporo większe (tak 1,5cm na długość na stopie przed biegiem i trochę szersze niż stopa) i wreszcie nie mam odcisków i fioletowych paznokci:) Buty muszą być na tyle za duże, żeby spuchnięta stopa po kilku km biegu nadal się mieściła bez problemu. Zarówno na długość jak i szerokość. O właśnie - ważne jest też jak się wiąże buty. Nie można ich związać zbyt ścisło, bo potem boli śródstopie. I to jest baaardzo nieprzyjemne.

        Potwierdzam "lepszość" skarpet biegowych - faktycznie mają wpływ na ilość odcisków i odparzeń.

        U mnie paznokcie nie mogą być za krótkie, bo się boleśnie wbijają w palce w trakcie biegu. Takie 2mm odrostu jest najlepsze;)
        • onion68 Re: Stopy biegacza 15.04.12, 12:38
          O rany, musicie naprawdę dużo biegać.

          Nie robię nic szczególnego ze stopami, nawet krem wcieram, jak mi się przypomni. Buty mam w zwykłym rozmiarze, pół cm luzu z przodu (lub coś koło tego). Żadnych obtarć, schodzenia paznokci, nic. Moja obecna trasa to 10-12 km, w zależności od kondycji danego dnia. Ale ja to traktuję wyłącznie rekreacyjnie, biegam w każdą niedzielę, święto kościelne i państwowe, na urlopie co drugi dzień. Natomiast normalne bardzo rzadko udaje mi się pobiec dwa razy w tygodniu.
        • fanaberia.fanaberia Re: Stopy biegacza 15.04.12, 23:14
          urkye napisała:

          > > 1. wygodne buty z niewielkim zapasem miejsca z przodu
          >
          > Hmm... pytanie, co rozumiemy przez pojęcie niewielki. U mnie buty z niewielkim
          > zapasem zakończyły się dość fioletowo;) Paznokcie schodziły, że hej.

          No to Ty masz książkowo, a ja całkiem odwrotnie. Dobre dla mnie jest 0,5 cm luzu. Teraz używam na zmianę dwóch par butów (model ten sam) - jedne są większe o 0,5, drugie o cały centymetr. Mniejsze są wygodniejsze. Dłuższe trasy biegam jednak w większych, rozsądek bierze górę ;)

          > O właśnie - ważne jest też jak się w
          > iąże buty. Nie można ich związać zbyt ścisło, bo potem boli śródstopie. I to je
          > st baaardzo nieprzyjemne.

          Racja. Pewnie dlatego powstają całe teorie naukowe o sznurowaniu butów :)
          www.bieganie.pl/?cat=13&id=164&show=1
          To "równoległe" sznurowanie sprawdzało mi się w poprzednich butach, obecne są OK również wiązane na krzyż.

          > U mnie paznokcie nie mogą być za krótkie, bo się boleśnie wbijają w palce w
          > trakcie biegu. Takie 2mm odrostu jest najlepsze;)

          Tu znowu mam inaczej. Muszę mieć pazury spiłowane "do mięska", każdy odrost powoduje ból, siniaki, a ekstremalnie - rozstanie z paznokciem. A lato, kurde, idzie, w sandałach by się chciało pomykać.
      • ciociazlarada Re: Stopy biegacza 15.04.12, 12:40
        Ja też muszę mieć sporo zapasu w butach. Biegam już tylko w butach jednej firmy, która ma swoją rozmiarówkę i u nich najwygodniej mi w 4.5 (brytyjskim). Normalnie pasują mi 3 (czyli pi razy drzwi 36).
    • ananke666 Słoniocy - bolą mnie plecy! 29.04.12, 13:14
      Człapię na dość krótkiej trasie - ok. 5 km, co drugi dzień. Biegnę jeszcze mało, 1-1,5 minuty, potem idę ze trzy minuty, potem znowu biegnę i tak w kółko. Nie mam zakwasów, nie przeszkadza mi niemal ciągłe uczucie znużenia, jakieś tam niewielkie bóle w nogach, raz tu, raz tam. To się wyćwiczy i przejdzie. Ale jedno mnie wkurza, bolą mnie plecy na odcinku lędźwiowym! Jakieś pomysły, co z tym zrobić i jak długo to potrwa? Zwłaszcza wieczorami mi to przeszkadza, trudno mi znaleźć pozycję do zasypiania...
      • pierwszalitera Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 29.04.12, 14:08
        ananke666 napisała:

        Ale jedno
        > mnie wkurza, bolą mnie plecy na odcinku lędźwiowym! Jakieś pomysły, co z tym z
        > robić i jak długo to potrwa? Zwłaszcza wieczorami mi to przeszkadza, trudno mi
        > znaleźć pozycję do zasypiania...

        Masz najprawdopodobnie wadę postawy, która przy chodzeniu nie powoduje jeszcze problemów, ale odzywa się przy większym obciążeniu. To może być wszystko, stopy, kolana, miednica, czy faktycznie coś w plecach. Zobacz jak biegasz, znaczy, może ktoś mógłby cię sfilmować i wtedy sama zobaczysz, jak tragiczną masz technikę i co robisz źle przy bieganiu. Technika biegania jest bardzo ważna, by nie pogłębiać właśnie istniejących błędów i nie doprowadzać do uszkodzeń stawów. Może też masz niewłaściwe buty i biegasz na zbyt twardym podłożu (asfalcie). Dobrze byłoby zadbać też o brzuch i plecy, bo to one muszą utrzymywać prostą postawę podczas biegania. Czyli po bieganiu , jak jesteś rozgrzana, kilka ćwiczeń pilatesa na górą część sylwetki. Początkujący mają skłoność do biegania jak worek piasku, bo mają problemy z oddychaniem. ;-) Spróbuj utrzymywać w dolnym brzuchu stale lekkie napięcie stabilzujące miednicę i odcinek lędźwiowy pleców, czyli nie pozwalaj byś załamywała się jak scyzoryk.
        • ananke666 Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 29.04.12, 15:55
          Nie mam wady postawy jeśli chodzi o plecy, zresztą uprawiałam kiedyś latami sport mocno obciążający kręgosłup i nie miałam problemów. Niżej to już trudno mi powiedzieć. "Tragicznej" techniki też nie mam. Super to ona na pewno nie jest z racji niewytrenowania, ale tragiczna też nie. Nie biegam po asfalcie z wyjątkiem krótkiego odcinka, buty mam w porządku. Nie załamuję się w scyzoryk i unikam garba. Co do pilates - jakieś konkrety?
          • onion68 Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 29.04.12, 18:42
            Nigdy nie miałam takich problemów, ale także podejrzewam słabość mięśni brzucha/pleców. Myślę, że ogólne ćwiczenia tych partii zawsze po bieganiu powinny z czasem pomóc.
            Albo może seans jogi zamiast jednego biegania w tygodniu.
            I w ogóle chyba potrzeba trochę czasu, żeby ciało ułożyło się do biegania.
            • ananke666 Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 29.04.12, 21:10
              To prawie na pewno słaby gorsecik, na to sama wpadłam. Miałam nadzieję, że znacie jakieś wypróbowane ćwiczenia na te partie i sypniecie prognozę, kiedy to ustąpi :p Może faktycznie joga to niezły pomysł.
              Problem nie jest aż tak rzadki, googlowa wróżka na zapytanie wypluwa innych obolałych, ale sporo wypowiedzi typu "bolało, poszedłem na basen/siłownię/whatever i przestało. Nie pójdę, bo nie mam ani czasu, ani kasy...
              • pierwszalitera Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 29.04.12, 21:36
                ananke666 napisała:

                > Problem nie jest aż tak rzadki, googlowa wróżka na zapytanie wypluwa innych obo
                > lałych, ale sporo wypowiedzi typu "bolało, poszedłem na basen/siłownię/whatever
                > i przestało. Nie pójdę, bo nie mam ani czasu, ani kasy...

                Ale może kasa na dobrą DVD z pilatesem wystarczy? Ja masz sportowe doświaczenie, to samodzielne ćwiczenia nie będą takie trudne, a i parę minut na dywanie zawsze znajdziesz.
              • brykanty Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 30.04.12, 01:04
                Jeżeli boli w lędźwiowym, to
                1. www.youtube.com/watch?v=PcjUEsZgpyI
                2. www.youtube.com/watch?v=l-sUnownQpA&feature=player_embedded
                W tym drugim przypadku można kogoś poprosić, żeby usiadł ci z tyłu tak mniej więcej jak już zaczynają się pośladki i dociążył, ale powinien siłę kierować w stronę twoich stóp. To bardzo pomaga.
                • ananke666 Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 30.04.12, 11:37
                  Dzięki Brykanty! To faktycznie działa, ulga przyszła natychmiast. Tzn, nie całkowite zniesienie bólu, ale bardzo znaczny spadek owszem. Teraz to ledwie dyskomfort. Myślę, że na razie rzeczywiście spróbuję jogi, pilates w dalszej kolejności. Obie formy mi się podobają, ale jakoś instynktownie czuję, że długie, powolne ćwiczenia jogi dadzą mi w tej chwili szybszy efekt.

                  LWW, dziękuję za wszystkie rady :) gdyby ktoś wiedział coś jeszcze użytecznego, konkretne ćwiczenia czy coś, to jestem chętna...
                  • brykanty Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 30.04.12, 16:56
                    A sama na sobie to testowałam i pamiętam, jak się zdziwiłam, że takie to skuteczne. W szkole jogi można też zrobić psa z głową do dołu na linach (adho mukha śwanasana), bo wtedy porządnie się wyciąga kręgosłup, a asanę robisz w odciążeniu. Jak się nie można podwiesić na linie, to nawet zwykły pies pomoże, pod warunkiem, że porządnie skręcisz uda do wewnątrz - wtedy rozsuwają się jakoś stawy krzyżowe czy inna tam część, w której z powodu nacisku czy zbytniego wygięcia pojawia się ból.
                    Tu Wiktor pokazuje, jak to zrobić. Warto słuchać i wszystkie zrobić te wszystkie subtelne ruchy, bo to czasem drobiazgi decydują o tym, jak bardzo skuteczna jest dana asana (oj dana, dana, dobra asana)
                    www.youtube.com/watch?v=VZ_NXu_X_MU
                    • styxia Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 01.05.12, 16:03
                      świetne ;]
                      Chętnie sprawdzę. ja przez dwa lata ćwiczyłam ale jakoś niewiele zapamiętałam, głównie bez filozofii tylko pozycje. Bardzo się interesuję medytacją. Czy ten Twój kolega prowadzi jakąś szkołę jogi?
                      • brykanty Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 01.05.12, 18:11
                        Nie, to nie mój kolega, ale pozwoliłam sobie wkleić linki, bo bardzo dokładnie tłumaczy, jak to wykonywać.
                        Razem z Justyną Wojciechowską prowadzi szkołę jogi w Warszawie w dwóch punktach - na Żoliborzu i niedaleko Politechniki. On rano prowadzi zajęcia na Politechnice, popołudniami na Żoliborzu. Mają też oczywiście kilka innych osób do prowadzenia zajęć, jest też oddzielna joga dla kręgosłupa. Robią wyjazdy wakacyjne, na ferie i długie weekendy.
                        Tu praktyka zwrócona jest raczej na budzenie świadomości własnego ciała, tej "filozofii jogicznej" prawie nie ma. Ale pamiętam, że Wiktor uczestniczył w kilkudniowych wyjazdach medytacyjnych i zainteresowanym dawał namiary na te wyjazdy.
          • urkye Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 29.04.12, 20:05
            W kwestii postawy nic nie pomogę, o technice tez nic sensownego nie napisze, bo się na tym nie znam;) Faktem jest, że plecy nie powinny boleć podczas biegania. Wiesz co, chyba bym się przeszła do lekarza/ortopedy, żeby rzucił okiem na kręgosłup, w sensie ew. skrzywień/chorób etc, które by mogły w efekcie powodować ból pleców.
            Btw ja mam złą postawę, często się garbię, mam skoliozę i jedną nogę dłuższą;) Ale plecy mnie nigdy nie bolały od biegania. Więc to wcale nie musi być kwestia postawy. Może gdzieś Ci jakiś krąg naciska na nerw?
        • styxia Re: Słoniocy - bolą mnie plecy! 30.04.12, 09:46
          Przede wszystkim musisz wzbogacić dietę o kolagen inaczej bardzo obciążasz stawy i zaczną Ci się chrząstki ścierać. Polecam preparat Flexagen-posiada 2 rodzaje kolagenu, witaminy i minerały a wszystko łatwiej przyswajalne. Poprawia też wygląd skóry-no znasz te reklamy ;] wzmacnia paznokcie i włosy. Przy dużym obciążeniu już możesz mieć starte chrząstki międzystawowe. Jedz dużo galaretek. Jeśli nie przejdą bóle, powinnaś iść do lekarza-to może być jakiś uraz lub reumatyzm. Możesz spróbować poćwiczyć pod okiem osoby kompetentnej typu rehabilitant, lekarz. Polecam zabiegi krio sprawiają ulgę-sama jeździłam na wypoczynek i ćwiczenia do kliniki rehabilitacji nowy dwór-w dodatku jest na co popatrzeć.