Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej

21.07.11, 15:21
Wątek został zdjęty - przepraszam, chyba rzeczywiście za bardzo rozbiegany i nietrzymający się jednego tematu, nie było wiadomo, o czym pisać. Ponawiam temat - przyszłość małżeństwa i tradycyjnej rodziny. Moim zdaniem, jeżeli ktoś przedkłada wolność i indywidualizm powinien poważnie rozważyć życie w pojedynkę. A jeśli chodzi o samo małżeństwo - w dalekiej przyszłości może przestać istnieć instytucjonalnie ze względu na zmiany, które cały czas postępują.
    • black_halo Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 15:35
      Ktos to znaczy kto? Bo jesli chodzi o mezczyzn to wiekszosc stawia wolnosc i indywidualizm na pierwszym miejscu nawet w malzenstwie czy w zwiazku. Jesli chodzi o kobiety to niestety dopiero od niedawna kobiety moga byc w pelni niezalezne i wolne. Stpsunkowo krotko kobieta moze wybrac zycie w pojedynke bez zadnych konsekwencji, moze tez samotnie wychowywac dziecko zamiast trwac przy mezu alkoholiku np.

      Co to znaczy tradycyjna rodzina? Kobieta, mezczyzna i dzieci? Mysle, ze w tym sensie rodzina nigdy nie zniknie bo natura tak nas zaprogramowala, ze potrzebujemy drugiej plci a nadrzednym celem kazdego gatunku jest przedluzenie jego trwania czyli pospolite rozmnazania sie. Instytucja malzenstwa w ogole od wiekow byla po prostu umowa miedzy rodzinami mlodych lub mlodymi, z miloscia mialo to i nadal ma niewiele wspolnego. Dzisiaj zamiast slubu bierze sie kredyt na 30 lat albo bierze sie slub, zeby dostac kredyt czyli defacto malzenstwo jako takie jest po prostu jakims rodzajem umowy finansowej.
      • arletta999 Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 15:41
        No właśnie, więc jeżeli sytuacja ma tak wyglądać, tzn. któreś z partnerów czuje się źle, przedkłada inne wartości - to nie należy niczego robić pod wpływem np. presji społecznej, tylko odważyć się na poszukiwanie innej drogi życiowej i zrealizować się w inny sposób.
        • akj77 Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 17:33
          arletta999 napisała:

          > No właśnie, więc jeżeli sytuacja ma tak wyglądać, tzn. któreś z partnerów czuje
          > się źle, przedkłada inne wartości - to nie należy niczego robić pod wpływem np
          > . presji społecznej, tylko odważyć się na poszukiwanie innej drogi życiowej i z
          > realizować się w inny sposób.

          A każe ci ktoś? Jakie jest właściwie pytanie, które zadajesz? I czemu tutaj? Mam wrażenie, że na forach, o których wspominałaś, wszystkim się już dawno znudziło.

          Niby tu są Offtopy do gadania o wszystkim, ale ja węszę trolla.
      • slotna Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 18:12
        > Co to znaczy tradycyjna rodzina? Kobieta, mezczyzna i dzieci? Mysle, ze w tym s
        > ensie rodzina nigdy nie zniknie bo natura tak nas zaprogramowala, ze potrzebuje
        > my drugiej plci a nadrzednym celem kazdego gatunku jest przedluzenie jego trwan
        > ia czyli pospolite rozmnazania sie.

        Po pierwsze, oprocz tolerancji spolecznej rozwija sie tez technika. Juz teraz nie musze nie tylko zakladac rodziny, zeby miec dziecko, ale nie musze nawet uprawiac seksu, wystarczy bank spermy. Homoseksualisci tez juz dzis miewaja jak najbardziej swoje dzieci, nie zakladajac rodziny z przedstawicielem drugiej plci. Mezczyzni oczywiscie maja trudniej, bo musza znalezc surogatke i jej zaplacic, ale jesli rozmawiamy o fantastycznej przyszlosci, pokusze sie o wizje plodow rosnacych w specjalnych mechanicznych inkubatorach...

        Po drugie, gatunek to jednostka systematyczna i nie ma zadnego celu. Ba, gdyby mial taki, o jakim mowisz ("przedluzenie sie"), ewolucja bylaby niemozliwa.
      • kk345 Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 19:00
        > Ktos to znaczy kto? Bo jesli chodzi o mezczyzn to wiekszosc stawia wolnosc i in
        > dywidualizm na pierwszym miejscu nawet w malzenstwie czy w zwiazku.

        Pojechałaś mocno oklepanym stereotypem...Dodaj jeszcze, ze większość kobiet chce wyjść za maż i poświęca się mężowi, tracąc ten indywidualizm, będzie komplet:)
        • black_halo Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 23.07.11, 11:22
          To wcale nie jest stereotyp. Niewielu jest mezczyzn, ktorzy chcieliby byc zalezni od swoich zon. Niewielu jest mezczyzn, ktorzy zgodza zajac sie domem i dziecmi jesli zarabiaja malo a zona duzo, nawet jesli zdrowo rozsadek mowi, ze praca przynoszaca dochod mniejszy niz zlobek czy niania dla dziecka jest nieoplacalna. I co z tego, skoro niewielu mezczyzn da sie zaprzasc w taki uklad.
          Ale nie idzmy juz nawet tak daleko - co chwila na roznych forach pojawiaja sie tematy "czy z nim wyjechac?" bo facet dostal prace w emiratach, dobrze platna ale zona sie juz tam nie zalapie i bedzie siedziala w domu a tu w Polsce moze ma prace srednia platna ale ma. I takiej kobiecie przewaznie radzi sie, ze powinna sie poswiecic (czyli defacto poswiecic swoja wolnosc). Natomiast w ogole takich topikow nie zakladaja mezczyni. Widzialam jeden, zona dostala doskonaly kontrakt w jednym z zachodnich krajow, pensja spokojnie wystarczalaby na utrzymanie calej rodziny na wysokim poziomie ale facet mial posadke nauczyciela i WSZYSCY mu radzili, zeby sie lepiej rozwiodl z tym babochlopem niz sie choc odrobinke poswiecil.
          • pinupgirl_dg Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 25.07.11, 12:07
            Moim zdaniem to wynika z tego, że ludzie generalnie nie szanują pracy w domu i nie traktują jej jako pracy. W obiegowej opinii kobieta/mężczyzna niepracujący zawodowo przecież nic nie robią. Zajmowanie się domem, gotowanie i opieka nad dziećmi jest traktowane jako rodzaj lenistwa i braku ambicji.
            • ko_kartka Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.08.11, 03:18
              pinupgirl_dg napisała:

              > Moim zdaniem to wynika z tego, że ludzie generalnie nie szanują pracy w domu i
              > nie traktują jej jako pracy. W obiegowej opinii kobieta/mężczyzna niepracujący
              > zawodowo przecież nic nie robią. Zajmowanie się domem, gotowanie i opieka nad d
              > ziećmi jest traktowane jako rodzaj lenistwa i braku ambicji.

              I to nie jest stereotyp. Bo żona, jako ta, która "jeździ" za mężem, bo on "robi karierę", jest gorsza od tej, która nie pozwala rozwijać się w ramach jednej firmy mężowi, bo to wiąże się
              z wyrzeczeniami terytorialnymi (li i tylko, dzieci niet). I zaprawdę kij z tym, że żonie to wsio rawno, czy pracuje w Gdyni, czy w Zakopanem, taki ma zawód, kontrakt czy wręcz taką działalność - kobieta ZAWSZE jest poszkodowana oraz z feministycznego punktu widzenia uznawana za najmarniej upośledzoną... No cóż. Cisi posiądą ziemię, jak głosi jedynie słuszna księga, nieprawdaż.


              pinupgirl_dg napisała:

              > Moim zdaniem to wynika z tego, że ludzie generalnie nie szanują pracy w domu i
              > nie traktują jej jako pracy. W obiegowej opinii kobieta/mężczyzna niepracujący
              > zawodowo przecież nic nie robią. Zajmowanie się domem, gotowanie i opieka nad d
              > ziećmi jest traktowane jako rodzaj lenistwa i braku ambicji.
    • kk345 Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 18:57
      Jak zwykle u Ciebie arletto: mdłe ogólniki, banalne stwierdzenia i zaproszenie do dyskusji nad pytaniami, które nie zostały zadane- szykujesz kolejny wątek na kilkadziesiąt wpisów?
      Zadaj może konkretne pytania lub wysnuj twarde tezy, będzie przynajmniej o czym podyskutować, bo na razie to poziom "Claudii" czy innej "Pani domu".
      • arletta999 Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 20:59
        Dlaczego Claudii czy Pani Domu - od wieków ludzkość snuje wizje na temat przyszłosci - robił to Huxley, Orwell w odniesieniu do tematu inżynierii społecznej - dlaczego nie można pozastanawiać się nad ewolucją i przyszłością instytucji małżeństwa/rodziny?
        Im bardziej ogólny temat tym więcej i szerzej można napisac. Książka "Druga płec" jednej z najsławniejszych feministek też zawiera śmiałe i uogólniające tezy, dzisiaj może mało odkrywcze (wtedy rewolucyjne), ale wciąż aktualne i nikt nie powie, że stylowo czy treściowo jest zbliżona do jakiegokolwiek czasopisma.
        • kk345 Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 21:14
          Arletto, Simone Beauvoir, Orwell czy Huxley stawiali w swoich książkach własne śmiałe tezy, czy poruszali ryzykowne, kontrowersyjne tematy, dlatego nadal je czytamy, mimo, że trącą czasem myszką. Nie oceniam tematu ewolucji i przyszłości małżeństwa jako nudnego, niegodnego dyskusji, natomiast mam nieustannie uczulenie na truizmy, jakie serwujesz w swoich wypowiedziach. No proszę Cię: "jeśli chodzi o samo małżeństwo - w dalekiej przyszłości może przestać istnieć instytucjonalnie ze względu na zmiany, które cały czas postępują"- przecież to brzmi jak początek szkolnego wypracowania z WOS-u... Napisz coś od siebie, ujawnij swoje własne poglądy, a nie banalne formułki, dyskusja od razu nabierze rumieńców.
    • diuszesa Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 21:53
      arletta999 napisała:

      > Wątek został zdjęty - przepraszam, chyba rzeczywiście za bardzo rozbiegany i ni
      > etrzymający się jednego tematu, nie było wiadomo, o czym pisać. Ponawiam temat
      > - przyszłość małżeństwa i tradycyjnej rodziny. Moim zdaniem, jeżeli ktoś przed
      > kłada wolność i indywidualizm powinien poważnie rozważyć życie w pojedynkę. A j
      > eśli chodzi o samo małżeństwo - w dalekiej przyszłości może przestać istnieć in
      > stytucjonalnie ze względu na zmiany, które cały czas postępują.

      No i co w związku z tym?

      Po raz kolejny nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zbierasz materiały do czegoś. Ale do czego? Artykulik w kobiecej gazecie lub na portalu niskich lotów? Poprawka z polskiego?
      Dziwnie jest - za mało tu Ciebie.
      • azymut17 Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 22:11
        diuszesa napisała:
        > Po raz kolejny nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zbierasz materiały do czegoś. A
        > le do czego? Artykulik w kobiecej gazecie lub na portalu niskich lotów? Poprawk
        > a z polskiego?
        Warto by przeglądać regularnie różne pisma kobiece (z tych po złotówkę) za każdym razem, kiedy pojawi się taki wątek ;-) Ostatnio na Onecie widuję takie artykuliki złożone z samych niemal wynurzeń internautów posklejanych w jedną całość. Nie można też wykluczyć (co pisałam w jednym z pierwszych wątków Arletty, który zdaje się poszedł pod nóż), że jesteśmy tu przedmiotem eksperymentu psychologicznego lub socjologicznego pt. "Jak się ludzie zachowają, jeśli..." :-P
        • kk345 Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 22:18
          Obstawiam raczej nieudolne próby zwiększenia ruchu na forach gazety...ale ja się nie znam:)
          • arletta999 Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 22:32
            Zrozumcie, ja po prostu mam takie teoretyczne zainteresowania społeczno-kuturowe i taki styl prowadzenia rozmowy, lubię sobie podczytywać różne fora, żeby wiedziec, co ludzie o róznych sprawach sadzą. A trolowanie to wszyscy teraz wszedzie węszą. Nie musze od razu przecież nawiązywać np. do swojego życia czy jakiejś konkretnej sprawy. Dziennikarzem też nigdy nie byłam.
            • ko_kartka Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.08.11, 03:22
              > Dziennikarzem też nigdy nie byłam.

              I daj Boże, bo nawet na zleceniach w Fakcie byś dziewczyno nie wyżyła. Czy to ja jestem naiwna...?
        • diuszesa Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 22:34
          azymut17 napisała:


          > Nie można też wykluczyć (co pisałam w jednym z pierwszych wątków Arletty, któr
          > y zdaje się poszedł pod nóż), że jesteśmy tu przedmiotem eksperymentu psycholog
          > icznego lub socjologicznego pt. "Jak się ludzie zachowają, jeśli..." :-P

          Tzn. jeśli co? Jak się ludzie zachowają, jak napotkają na trolla? Albo jak się zachowają, gdy w zagajeniu bądź rozmowie nie mają konkretów? Jak się zachowają, gdy nie wiedzą, po której stronie stoi rozmówca? Hmmm.... Możliwe. Kurde, zaczynam się czuć jak w matriksie. Albo w jakim innym kjubie. :-)
          • arletta999 Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 22:43
            Ja raczej nie mam śmiałości uzewnetrzniac się na forach (nie mam też takiego doświadczenia), raczej czytam niż piszę. Dlatego piszę raczej ogolnie, chcąc poznać różne opinie różnych osób. Przeciez nikt nie musi kontynuowac wątku, jeżeli ten mu nie odpowiada. Ja nie jestem groźna (a wręcz przeciwnie), tylko dlatego, że niektóre tematy moga się komuś wydać kontrowersyjne czy prowokacyjne.
            • arletta999 Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 21.07.11, 22:48
              A nawiązując do tematu przyszłości, można pokusić się nawet o spekulacje z pogranicza science-fiction, temat jest przecież otwarty. Ostatnio niespodziewanie dla siebie samej zaczęłam właśnie czytać science fiction i o dziwo mnie wciągnęło:)
            • pinupgirl_dg Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 22.07.11, 00:21
              > Ja nie jestem groźna (a wręcz przeciwnie), tylko dlatego, że niektóre tematy moga się
              > komuś wydać kontrowersyjne czy prowokacyjne.

              Ja tu chciałam o kulkach gejszy zagadać, ale się wstydam ;).

              Nie wiem, czy dokładnie o to Ci chodzi, ale był tutaj kiedyś podobny temat:

              forum.gazeta.pl/forum/w,86228,120803189,,Dlaczego_ludzie_nie_biora_slubu_.html?s=0
              Długaśny, z licznymi offtopami, ale może Ci się spodoba.

              Co do mojego zdania - jakieś formy małżeństwa istnieją od początku ludzkości, chyba we wszystkich kulturach, więc raczej tak szybko ta instytucja nie zaniknie.
              A jeśli ktoś przedkłada wolność i indywidualizm, mało się będzie sugerował tym, co "powinien" robić:).
              • pierwszalitera Re: Patriarchat, feminizm a wybor drogi życiowej 22.07.11, 00:37
                pinupgirl_dg napisała:

                > Ja tu chciałam o kulkach gejszy zagadać, ale się wstydam ;).

                No i przynajmniej wesoło, ale też praktycznie, z pożytkiem jakimś by było. I przede wszystkim autentycznie. Czego o wątkach arletty999 powiedzieć raczej się nie da.
            • maheda To tak nie działa 22.07.11, 08:38
              arletta999 napisała:

              > Ja raczej nie mam śmiałości uzewnetrzniac się na forach (nie mam też takiego do
              > świadczenia), raczej czytam niż piszę. Dlatego piszę raczej ogolnie, chcąc pozn
              > ać różne opinie różnych osób.

              "Po pierwsze primo" - czy ja dobrze rozumiem, że zadajesz nam temat, na który mamy się wypowiadać? Takie odpytywanie?

              "Po drugie primo" - temat nie jest kontrowersyjny ani prowokacyjny. Nie bardzo w sumie wiadomo, co na ten temat myślisz, a żeby mogła się wywiązać dyskusja - trzeba mieć czyjąś opinię. Na przykład "dochodzę do wniosku, że instytucja małżeństwa jest absolutnie bez przyszłości", albo "kurcze, dlaczego ludzie nie biorą ślubu, przecież wiąże się to z takimi a takimi korzyściami!".
              Można też jeszcze zapytać wprost "Co sądzicie o małżeństwie? Czy za parędziesiąt lat wciąż jeszcze będziemy brać śluby, czy całkiem ten zwyczaj zniknie?".
              Takie postawienie sprawy jest jasne.

              A Ty rzucasz hasłem "patriarchat, feminizm a małżeństwo" i ja nie wiem - mamy wypracowania napisać na zadany temat, żebyś miała co sprawdzać... eeee przepraszam - czytać?...
    • madzioreck Ale osso choziiii...? 22.07.11, 01:25
      Chętnie podyskutuję, tylko niech mi ktoś powie o czym...
      • arletta999 Re: Ale osso choziiii...? 22.07.11, 09:41
        Może temat nie został odpowiednio doprecyzowany - perspektywa przyszłości małżeństwa/tradycyjnej rodziny. Nie znamy przyszłości, więc tutaj wizje moga być rożne. Mnie się wydaje, że trzeba zacząć od perspektywy historycznej - Kiedyś było to przecież nic innego jak umowa społeczno-prawna, zawierana w bardzo dużej mierze pod wpływem względów ekonomicznych, często w wbrew woli młodych. Małżeństwo/rodzina jako jednostka liczyła się tez bardzo pod katem pracy i jej wydajności. Bardzo wazne były też względy religijne. Kobieta poza małżeństwem była zdana na łaskę najbliższych krewnych. Zestawiając to wszystko z obecnym kierunkiem rozwoju naszej cywilizacji - mnie się wydaje, że instytucja małżenstwa jak najbardziej może zaniknąć i może to być kwestia czasu. Koś inny uważa, że nie - że byc może będzie coraz bardziej przekształcać się w umowę cywilno-prawną regulująca szczególowo coraz to nowe kwestie. Ja lubię takie dyskusje, choć oczywiście każdy może preferować inne tematy/styl.
        • kk345 Re: Ale osso choziiii...? 22.07.11, 09:51
          arletto, czy mogę zadać Ci proste, testowe ćwiczenie stylistyczne? Napisz proszę to, co powyżej, własnym językiem, bez belferskich sformułowań i sztywnej nowomowy z nudnych artykułów prasowych? Zaręczam Ci, że wtedy dyskusja ma szansę rozwinąć się z pożądanym przez Ciebie kierunku.

          Mam nieodparte wrażenie, że jesteś dość spiętą nauczycielką...
          • diuszesa Re: Ale osso choziiii...? 22.07.11, 12:29
            kk345 napisała:

            > arletto, czy mogę zadać Ci proste, testowe ćwiczenie stylistyczne? Napisz prosz
            > ę to, co powyżej, własnym językiem, bez belferskich sformułowań i sztywnej nowo
            > mowy z nudnych artykułów prasowych? Zaręczam Ci, że wtedy dyskusja ma szansę ro
            > zwinąć się z pożądanym przez Ciebie kierunku.
            >
            > Popieram!

            Nie no, zadziwia mnie ta jednostka :-)

            Arletto, jeśli interesujesz się teorią kultury, to może znajdź sobie takie miejsca w Internecie, w których będziesz mogła teoretyzować na akademickim poziomie. Skoro się interesujesz tą dziedziną, to jaki dla Ciebie problem takie miejsca w Internecie wynaleźć?
            Nie wiem, może to, że usiłujesz tu prowadzić dyskusję przy pomocy nieadekwatnych środków, wynika z Twojego małego doświadczenia na forach internetowych. Dziwne, że osoba o takich zainteresowaniach nie jest w stanie inteligentnie się zorientować, w jakim stylu prowadzi się rozmowy na tym forum (i w ogóle na tego typu forach - niespecjalistycznych, gdzie użytkownikami są osoby - najogólniej mówiąc - różne, niezwiązane z danym kierunkiem w nauce/specjalizacją/branżą itp.).
            Nie żebym Cię stąd wyganiała, ale wiesz - jeśli nie jesteś w stanie znaleźć wspólnego języka i nie jesteś w stanie dostosować swoich komunikatów do odbiorcy (czyli nas), to komunikacja się nie uda. My chcemy Cię zrozumieć, ale na razie komunikacja idzie jakimś nieodpowiednim, dziwnym, pokręconym kanałem. Być może w innych miejscach Internetu dyskusje prowadzi się w sposób, jaki jest Twoim udziałem, i tam może nie natrafiłabyś na taki komunikacyjny "problem".
          • pierwszalitera Kim jest arletta? ;-) 22.07.11, 14:06
            kk345 napisała:

            > Mam nieodparte wrażenie, że jesteś dość spiętą nauczycielką...

            Bardzo rzadko wdaję się teorie spiskowe i doszukuję u ludzi złych zamiarów, ale w tym przypadku mam swoją teorię. ;-) Może i nieprawdziwą, ale co tam. Załóżmy, że ktoś podjął się napisania pracy dyplomowej, czy jakiejś innej naukowej pod tytułem Patriarchat, feminizm a wybór drogi życiowej. Czemu nie? Chociaż temat może być zupełnie inny, a ten to tylko przynęta. Problem tylko, że własna kreatywność trochę zawodzi, w kobiecych czasopismach tylko banały i ogólniki, a z innych pubikacji zerżnąć się nie da, bo istnieje spore niebezpieczeństwo odkrycia plagiatu. No ale przecież w sieci istnieje cała masa kobiet, które mają na pewno coś interesującego do powiedzenia. Tylko dyskusję trzeba prowadzić na poziomie akademickim, by nie męczyć się ze zmianą stylu wypowiedzi, chodzi nam przecież o gotowce. Szuka się więc na forach feministycznych, tam pewnie uzyskuje się ultra wyemancypowane spojrzenie na świat. Argumentów równoważących szuka się na Forum Biuściastych. Kobiety interesujące się stanikami i cyckami są pewnie (no muszą być) bardziej konserwatywne, ale na wszelki wypadek podpuszcza się je w jeszcze bardziej konserwatywnym kierunku, krygując się na skromność i mocno zakurzone pojęcie elegancji. A nuż widelec znajdzie się ktoś z podobnym spojrzeniem i dostarczy materiału, którego jeszcze brakuje? No bo kto normalny, szukający autentycznej rozmowy, ignorowałby wszelkie pytania dyskutantek i drążyłby jak ślepy wół w jednym kierunku, od początku ustalonym, ale na tyle dowolnym, by pozwalał na indywidualne interpretacje? Im więcej różnych wypowiedzi, tym przecież lepiej, prawda?

            • arletta999 Re: Kim jest arletta? ;-) 22.07.11, 14:57
              pierwszalitera, nie wiem, jak Ci to udowodnić, że nie piszę żadnej pracy czy że nie jestem wielbłądem. Dlaczego jak ktoś lubi teoretyczne tematy i dywagacje to od razu musi mu to być potrzebne w jakimś konkretnym celu? Może rację ma diuszesa, że powinnam po prostu pomyśleć o bardziej specjalistycznym forum. Temat założyłam ot tak, po prostu coś co przeczytałam zainspirowało mnie do tego i naprawdę nie spodziewałam się, że na tej podstawie zostaną wysnute jakieś spiskowe teorie. A jeżeli ktoś ma takie poważne obiekcje, że jego wypowiedź zostanie do czegoś wykorzystana to nie musi przecież odpowiadać na dany topic.
              • arletta999 Re: Kim jest arletta? ;-) 22.07.11, 15:06
                "No bo kto normalny, drążyłby jak ślepy wół w jednym kierunku, od początku ustalonym, ale na tyle dowolnym, by pozwalał na indywidualne interpretacje? Im więcej różnych wypowiedzi, tym przecież lepiej, prawda?"
                No to ja widocznie nie jestem normalna, bo cenię sobie różnorodność opinii na dany temat, możliwość porównania ich - tak jak pisałam wcześniej, każdy preferuje inny styl dyskusji/rozmowy na forum, inną tematykę itd., Dla mnie to jest naturalne, poza tym też nikogo nie obrażam w dyskusji.
                • pierwszalitera Re: Kim jest arletta? ;-) 22.07.11, 15:23
                  arletta999 napisała:

                  > No to ja widocznie nie jestem normalna, bo cenię sobie różnorodność opinii na d
                  > any temat, możliwość porównania ich - tak jak pisałam wcześniej, każdy preferuj
                  > e inny styl dyskusji/rozmowy na forum, inną tematykę itd., Dla mnie to jest nat
                  > uralne, poza tym też nikogo nie obrażam w dyskusji.

                  Tutaj dyskutuje się na wszelkie tematy, niejednokrotnie poruszałyśmy sprawę patriarchatu i feminizmu w przeróżnych kontekstach. Więc to nie twój temat nas irytuje. Także style dyskusji mamy przeróżne, w końcu to heterogenna grupa z różnymi osobistymi doświadczeniami. Nie powinnaś więc czuć się obrażona, tylko wysunąć dla siebie wnioski. Coś jest widocznie w twoich wypowiedziach, co mocno utrudnia komunikację. Próbujemy dać ci wskazówki, ale je ignorujesz i nawet nie masz zamiaru się nad nimi zastanawiać. Więcej nie możemy niestety zrobić.
                  • kk345 Re: Kim jest arletta? ;-) 22.07.11, 18:46
                    > Coś jest widocznie w twoich wypowiedziach, co mocno utru
                    > dnia komunikację.
                    Celne podsumowanie...

                    Arletto, a co z moją prośbą o ćwiczenie stylistyczne, w ramach którego postarasz się użyć swobodnego języka do wyrażenia swojego zdania?
                    Poza tym napisałaś, ze do dyskusji skłoniło Cię cos, co przeczytałaś- co to było takiego, wypowiedz się konkretnie pierwszy raz w historii tego forum, bardzo Cię proszę.
                • ko_kartka Re: Kim jest arletta? ;-) 21.08.11, 03:26
                  arletta999 napisała:

                  > "No bo kto normalny, drążyłby jak ślepy wół w jednym kierunku, od początku usta
                  > lonym, ale na tyle dowolnym, by pozwalał na indywidualne interpretacje? Im więc
                  > ej różnych wypowiedzi, tym przecież lepiej, prawda?"
                  > No to ja widocznie nie jestem normalna,

                  To na pewno. Intelektualna Dragqueen? E tam, tak pięknie być nie może, to ja szóstka w kumulacji - na pewno więc redaktor Faktu. Tudzież Faktuff i Meetoof.
              • zenobia44 Re: Kim jest arletta? ;-) 27.07.11, 00:25
                "Dlaczego jak ktoś lubi teoretyczne tematy i dywagacje to od razu musi mu to być potrzebne w jakimś konkretnym celu? Może rację ma diuszesa, że powinnam po prostu pomyśleć o bardziej specjalistycznym forum."
                Sorry Winnetou, ale na bardziej specjalistycznym (akademickim? maniaków teorii kultury?) forum te licealne banały mogą ci sprowadzić na łeb jeszcze gorszą reakcję uczestników. Brak konkretów i pływanie po powierzchni to nie jest teoria ani myślenie abstrakcyjne. Każda dyskusja na temat teorii kultury musi mieć w sobie jakieś mięso, a nie stek dyrdymał z podręcznika wos-u dla klasy pierwszej (do tego specyficznie przetrawiony przez młody umysł).
                Mój typ - studentka (może nawet zaoczne studia, uczelnia prywatna) która musi na gwałt napisać pracę zaliczeniową z przedmiotu, na który nie chodziła - Socjologia rodziny czy coś w tym guście. Uprzedzam cię, że wykładowcy oprócz sprawdzania "plagiatem" często przeszukują internet podczas sprawdzania prac:D
                Ewentualnie nadęta licealistka, przechodząca typowe dla wieku dojrzewania "zjadłam wszystkie rozumy, bo zajarzyłam coś więcej niż koledzy z klasy".
                Przepraszam, ale te wypowiedzi fascynatki teorii kultury oraz udawane zdziwienie reakcją forumek mnie rozłożyło na łopatki.
        • myff tradycyjna rodzina? 31.08.11, 11:52
          Co to jest tradycyjna rodzina? Tato z mamą i jakiś bobasek albo lepiej dwa? Gdybym nie żyła z mężczyzną i dzieckiem, ale z kobietą i psem albo i bez kobiety, a z psem czy kotem- wolę koty- też bym twierdziła, że jesteśmy rodziną. Papier mi do tego niepotrzebny, nawet pokrewieństwo- chyba, że dusz, bo trudno się go dopatrzyć w kocie:) Co innego jest rodzina, co innego małżeństwo, które zdaje się mieć bardzo dobrze. Zważywszy, że nawet osoby homoseksualne chcą je zawierać i walczą o to. Heteroseksualni też się żenią/ wychodzą za mąż masowo, ot choćby dla tego kredytu mieszkaniowego. Ludzie żyjący w wolnych czy też nieformalnych związkach też je chcą na poły formalizować. Więc gdzie ten kryzys małżeństwa, kryzys rodziny? A że okazuje się, że kobiecie niepotrzebny mężczyzna, żeby spokojnie żyć, rozwijać i zaspokajać swoje nie tylko elementarne potrzeby? Swoje i dziecka (i wice wersa) to musiało kiedyś wyjść. Po co w to mieszać feminizm, patriarchat? Wiele kobiet używa takiej formułki " nie jestem feministką, ale.." uważają, że coś jest dobre właściwe bo tak im podpowiada zdrowy rozsądek. Czasy się zmieniają, ludzka mentalność też się zmienia. I dobrze, bo kobieta nadal byłaby jakaś gorsza, głupsza i bardzo ograniczona, a Murzyn byłby podczłowiekiem, chłop był do odwalania pańszczyzny...etc.
          Mówicie, przynajmniej niektóre z Was, że rozmnażanie jest nadrzędną potrzebą jakimś popędem człowieka. Więc jak mi wytłumaczycie, że są ludzie, którzy świadomie decydują się nie mieć dzieci? Kij z tym jakie są ich motywy, ale są i co. To jakiś nowy gatunek?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja