Jak zagonic faceta do roboty?

22.08.11, 23:35
Mam naprawde odporny egzemparz, dopieszczony przez mamusie, ktora na dodatej uwaza, ze dbanie o czystosc to obowiazek kobiety i chyba sama nie zauwaza, ze wszelkie ciezkie prace domowe wykonuje jej maz - ciezkie jest np. mycie schodow. Poniewaz moja gorsza polowka i ja zadnych schodow nie posiadamy, zarowki energooqszczedne siedza czwarty rok i zadna sie nie przepalila, nic nie trzeba wlasnorecznie naprawiac, remontowac czy co tam - to on wlasciwie nie ma zadnych obowiazkow. Co jakis czas robie awanture o stos brudnych talerzy w kazdym mozliwym miejscu, o plastikowe butelki, ktore sie u nas segreguje wiec wystarczy tylko wrzucic do pojemnika w przedpokoju, o butelki po piwie, ktore jedna po drugiej przez dwa tygodnie tworza cudny rzadek na biurku po czym juz naprawde nie miejsca i moj facet stoi i patrzy na ten balagan bezradnie. Jesli cos przypadkiem splesnieje, bo u niego sprzatanie wyglada tak, ze np. niedojedzona kanapke chowa do szuflady to oczywiscie smierdzi i on mnie o tym informuje, nastepnie stwierdza, ze siedze i nic nie robie.

Cholera, gorzej niz male dziecko.
    • bell9 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 22.08.11, 23:44
      niestety coraz częściej mam wrażenie ,że facetów, obojętnie czy był 'dopieszczany" przez mamusię czy nie należy trakować jak dziecko.Czyli pokazywać palcem i mówić co ma zrobić. Mój egzemplarz ( od 10 lat ślubny) spoczął na laurach jak zostałam na wychowaczym w domu, awantury słabo pomagają, ale "pokazywanie "palcem już lepiej. No cóż , pociaszam się,że jmój est ciut lepszyw sprzątnaiu od Twojego: nie złapałam go na chowaniu spleśniałej kanapki do szuflady :)
      • slotna Re: Jak zagonic faceta do roboty? 22.08.11, 23:52
        No ja jakos swojemu nie musze mowic, o awanturach nie wspominajac, moja matka wlasnemu tez nie. Moj brat za to palcem nie kiwnie, nie dlatego, ze jest niedorozwiniety i trzeba mu palcem pokazywac, tylko dlatego, ze jest zwykly leniuch i fleja, ale takie kobiety tez istnieja.

        A to, ze niektorzy faceci wykorzystuja szowinistyczne przekonanie o ich ulomnosci w kwestii porzadkow w celu wymigania sie od obowiazkow (bo on juz tak ma, tak prawdziwie po mesku, ze nie widzi gory brudnych skarpet przy lozku i obesranej deski klozetowej...), to w zasadzie wina tych, ktorzy to przekonanie kultywuja.
    • bell9 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 22.08.11, 23:45
      black_halo napisała:

      >
      > Cholera, gorzej niz male dziecko.
      Oni nigdy nie dorastają, ja mówię,że dzieci mam dwoje: 40+ i 8+
    • slotna Re: Jak zagonic faceta do roboty? 22.08.11, 23:46
      Yyyy, chowa kanapke do szuflady, serio? Nie pomoge, ja bym nie wytrzymala z kims takim po prostu. Uwazam, ze innych ludzi nie da sie zmienic, moga najwyzej chciec sie zmienic sami. Bedac przy facecie-pedancie metodycznie dusze w zarodku swoje balaganiarstwo, ale tez jest to kwestia nawykow (np. nie przeszkadzaja mi rozne czesto uzywane rzeczy stojace na wierzchu, a jemu owszem, on by wszystko chcial miec w szufladach i szafkach), a nie totalnego lenistwa i nieogarniecia. Rozumiem, ze twojemu zwyczajnie nie chce sie sprzatac, ale ta kanapka i obwinianiem ciebie mnie normalnie zabilas.
      • ariadna007 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 22.08.11, 23:53
        ja niektórych facetów osobiście podejrzewam o to, że specjalnie robią coś źle, albo coś stłuką. Najlepiej to, na czym Ci zależy.
        Wtedy wiadomo, że stracisz cierpliwość i sama to zrobisz i już NIGDY nie będziesz mu kazać tego zrobić :)
        taktyka się rewelacyjnie sprawdza ;)
      • kis-moho Re: Jak zagonic faceta do roboty? 22.08.11, 23:55
        > Uwazam, ze innych ludzi nie da sie zmienic, moga najwyzej ch
        > ciec sie zmienic sami. Bedac przy facecie-pedancie metodycznie dusze w zarodku
        > swoje balaganiarstwo, ale tez jest to kwestia nawykow (np. nie przeszkadzaja mi
        > rozne czesto uzywane rzeczy stojace na wierzchu, a jemu owszem, on by wszystko
        > chcial miec w szufladach i szafkach), a nie totalnego lenistwa i nieogarniecia

        Pelna zgoda. Ja tez niestety mam w sobie calkiem sporego lenia, czesc pewnie wrodzona, czesc wyniesiona z domu, bo wszyscy dookola pedanci, to mi sie zawsze jakos upieklo. Ale jak tylko poszlam na swoje wlasne smieci, trzeba bylo zacisnac zeby i przemoc lenia. Nienawidze sprzatac, ale nienawidze zyc w balaganie, wiec cierpie i sprzatam.
        Gdybym jednak miala kogos, kto po malej awanturze sprzatalby za mnie, to kto wie, czy to by mojego wewnetrznego lenia nie kusilo? Nie mowie, ze posunelabym sie do ekstremow typu kanapka w szufladzie, ale to juz sa osobiste granice...
        • slotna Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 02:04
          > Nienawidze sprzatac, ale nienawidze zyc w balaganie, wi
          > ec cierpie i sprzatam.

          Ja po prostu lubie ladne wnetrza, uwielbiam meblowac, komponowac, nawet ksiazki ustawiam kolorystycznie i formatami (o wlasnie, moj facet ma alfabetycznie jak w bibliotece, wymusilam drobne zmiany w obrebie autorow, bo mnie denerwowalo, ze pomaranczowy stoi obok fioletowego :P) i staram sie urzadzic swoje miejsce zawsze tak, zeby drobny balagan sie w to wkomponowal i nie draznil. Wiekszy balagan nie ma prawa bytu, bo nie cierpie brudu, kurzu, uswinionej podlogi, lazienki, no syfu po prostu, a zeby dokladnie wszystko wyglancowac, trzeba najpierw posprzatac :)

          Nie znosze tez odpadkow organicznych, brudnych talerzy z resztkami jedzenia. Mieszkalam z dziewczyna, ktora przy komputerze jadla np. jablko, po czym ogryzek wsadzala do szklanki i to tak sobie stalo. Dla mnie nieznosne, podczas gdy np. bateria kremow do rak lezaca na stosiku ksiazek obok jakichs papierow jest ok ;)

          Jako dziecko i nastolatka bylam niemozliwym syfiarzem, jakos nie umialam sie zebrac w sobie, zeby sprzatac regularnie, moze tez dlatego, ze uklad pomieszczen, pranie i takie tam nie bardzo zalezaly ode mnie. Nie umialam tez zorganizowac sprzatania jak nalezy - zaczynalam cos tam ogarniac i nagle okazywalo sie, ze siedze w stercie rzeczy, ktore trzeba przejrzec i chce mi sie plakac, bo wyglada na to, ze nie skoncze do wieczora. Odmienilo mi sie, kiedy poszlam na swoje i zaczal mnie regularnie wizytowac adorator. Szybkie ogarniecie okazalo sie byc zupelnie mozliwe bez wrzucania wszystkiego jak leci do szafy i domykania drzwi kolanem. Robienie tego regularnie zdjelo ze mnie koniecznosc czynienia wielkich porzadkow, ulatwilo zycie i juz ze mna zostalo.

          Co jakis czas robie jednak takie porzadki w domu we wspolnych pomieszczeniach, bo pozostala dwojka mieszkancow ma jakas tendencje do zagracania katow. Lezy sobie miesiacami taki kubel od czegos, w nim cos i jeszcze cos, na wierzchu cos innego i wszystko razem nie pozwala dobrze odkurzyc i samo kurzem zarasta. Niby tego za bardzo nie widac, ale irytuje.
          • ko_kartka Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 23:34
            slotna napisała:

            > > Nienawidze sprzatac, ale nienawidze zyc w balaganie, wi
            > > ec cierpie i sprzatam.
            >
            > Ja po prostu lubie ladne wnetrza, uwielbiam meblowac, komponowac, nawet ksiazki
            > ustawiam kolorystycznie i formatami

            O rany, Ty też? Niech Cię ktoś pozłoci! Uff, nie jestem nienormalna. Bolą mnie np. różne kolorystycznie okładki Pratchetta w wydaniu Prószyńskiego, żółte grzbiety robią się z czasem różnokolorowe, niech ich piekło posmyra chociaż, jeśli nie pochłonie...
      • black_halo Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 20:05
        Sytuacja z kanapka wygladala tak, ze mial ktos tam przyjsc i ta kanapka lezala na wierzu ale jeszcze nie splesniala tylko niedojedzona no i postanowil na szybkiego wsadzic ja do szuflady bo do szuflady biurka nie trzeba wstawac a do kosza na smieci tak. Oto meska logika - potem mu sie zapomnialo. Niestety butelki po piwie, puszki po napojach wszelakich, zgniecione plastkiwoe po wodzie tworza jakas surrealistyczna martwa nature na biurku. Musze zrobic potezna awanture, zeby to posprzatal a biurko mamy naprawde duze i chodzi potem i jeczy jak to sie on ciezko napracowal.
    • madzioreck Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 00:15
      Jesli cos przypadkiem sples
      > nieje, bo u niego sprzatanie wyglada tak, ze np. niedojedzona kanapke chowa do
      > szuflady to oczywiscie smierdzi i on mnie o tym informuje, nastepnie stwierdza,
      > ze siedze i nic nie robie.

      Że co, proszę?!

    • genepi Znam metodę 23.08.11, 08:05
      Jestem zwolennikiem bicia w takich przypadkach. Zamykanie w piwnicy na tyle godzin ile ma lat może nie pomóc. Tylko bicie.
      • ko_kartka Re: Znam metodę 23.08.11, 23:36
        Ale czym? Pasem skórzanym od ostrzenia brzytwy? Rurą od odkurzacza? Mokrym ręcznikiem...?

        Goła ręka (przynajmniej moja) mogłaby nie wytrzymać napięcia.
    • anna-pia Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 09:41
      Cóż, dziwię się, że nie wystawiłaś go za drzwi. Ale skoro uważasz, że lepszy byle jaki niż żaden (mam nadzieję, że chociaż dużo zarabia i w łóżku dobry), to widzę dwie opcje, pozwoliłam sobie puścić wodze wyobraźni.
      Jedna, to radosne potakiwanie: nic nie robię? No pewnie, biorę przykład z ciebie. Rząd butelek po piwie na biurku? na pewno przechodzisz tam od czasu do czasu, potrąć "niechcący", tylko tak, żeby z biurka nie spadły, a nuż resztki się rozleją. Nie wytrze? Wytrzyj, jak go nie będzie, ale tak, żeby aż się lepiło od nadmiaru środka czyszczącego, dobrze się sprawdzi żel do WC.
      Druga, to dorzucanie śmieci. Kanapka gnije w szufladzie? Dorzuć ogryzek i środek na karaluchy. Wszędzie brudne talerze? Zbierz i postaw na jego biurku.
      Może zareaguje. A może nie, miałam kiedyś taki egzemplarz do dyspozycji i pozbyłam się go, był odporny.
      Jeśli się nie uda faceta niczego nauczyć, to mam nadzieję, że nie macie dzieci i rozstanie nie będzie bolesne. Znajdziesz lepszego :)
      • black_halo Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 20:12
        Nie jest byle jaki, o umiejetnosciach lozkowych nie bede sie tu wypowiadala bo to nie ten temat no i nie kazdy jednak leci na kase. Nie martw sie, wystarcza nam - pozatym wiekszosc facetow jak mawia moja przyjaciolka, chodzila na ten sam uniwesytet unikania obowiazkow ;D

        Niestety nie mam wystarczajacego zaciecia zeby z tym wlaczyc radykalnymi metodami ale praca i dojazdy zajmuja mi duzo czasu i na milosc boska, nie mam jak spedzac wieczorow na sprzatania zwlaszcza, ze raz na tydzien dochodzi mi francuski i raz na tydzien wizyta u jego rodzicow gdzie mamusia serwuje czterodaniowy obiad dla osmiu osob co tydzien i ma idealnie wysparzatany dom tak, ze podloge mozna spokojnie wylizac.

        Nie chce zmieniac faceta, poprzednie modele byly rownie wybrakowane w sensie aplikacja pt. "sprzatanie" w wersji podstawowej zupelnie nie chcialy sie instalowac, ze nie wspomne o pelnej wersji. A trial uruchamial sie tylko po uruchomieniu programu "awantura 2000" :D i dzialal do nastepnego zawieszenia systemu.
        • anna-pia Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 21:49
          :D
          Skoro nie masz czasu, to IMO tym bardziej mogłabyś spróbować radykalnych metod. Albo poproś jego matkę o namiary na panią do sprzątania i wręcz chłopu :)
          • black_halo Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 22:13
            juz tym zagrozilam i sie pewnego razu dowiedzialam, ze jego matka mogla pracowac na pelny etat i jednoczesnie w pelni obsluzyc czworke dzieci i meza, dom byl wysprzatany na wysoki pomysl, obiad codziennie dwudaniowy i zadne z czowrki dzieci nie zmoczylo nawet jednej raczki przy zmywaniu. niestety ja zadatkow na matke terese nie mam i chyba w tej kwestii sie nie dobralismy. w innych tak i teraz sie zastanawiam czy warto kopie kruszyc i czy po prostu nie zamowic sobie pani do sprzatania, nie wyszloby mnie tak drogo.
            • anna-pia Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 22:52
              black_halo napisała:

              > juz tym zagrozilam i sie pewnego razu dowiedzialam, ze jego matka mogla pracowa
              > c na pelny etat i jednoczesnie w pelni obsluzyc czworke dzieci i meza, dom byl
              > wysprzatany na wysoki pomysl, obiad codziennie dwudaniowy i zadne z czowrki dzi
              > eci nie zmoczylo nawet jednej raczki przy zmywaniu.

              Nie wierzę. Pracuję zawodowo, mam mniej niż czworo dzieci, męża też, a dom na wysoki połysk sprząta pani sprzątaczka. Obiad dwudaniowy musiałabym chyba w restauracji zamawiać.
              No chyba że ten etat to pensum w szkole, WF lub inne niespecjalnie absorbujące intelektualnie zajęcia, wtedy może... Zakładając, że sypia się góra 6 godzin na dobę, a fryzjerka i krawcowa do domu przychodzą.

              > niestety ja zadatkow na mat
              > ke terese nie mam

              Matka Teresa była osobą świetnie zorganizowaną i miała cały zakon do pomocy :)

              > i chyba w tej kwestii sie nie dobralismy. w innych tak i tera
              > z sie zastanawiam czy warto kopie kruszyc i czy po prostu nie zamowic sobie pan
              > i do sprzatania, nie wyszloby mnie tak drogo.

              Gosposię - posprząta i ugotuje codziennie dwa dania.
            • genepi Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 14:04
              To może skoro wyniósł z domu tak świetny przykład niech przez rok pokaże Ci jak to się robi, niech zaprezentuje umiejętność prowadzenia i pucowania domu wraz z karierą zawodową. Dzieci pożyczcie od sąsiadów jeśli swoich nie macie. Skoro on całe życie widział jak to mama robi - to na pewno świetnie teraz wie!
              • maith Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 16:05
                genepi napisał:

                > To może skoro wyniósł z domu tak świetny przykład niech przez rok pokaże Ci jak
                > to się robi, niech zaprezentuje umiejętność prowadzenia i pucowania domu wraz
                > z karierą zawodową. Dzieci pożyczcie od sąsiadów jeśli swoich nie macie. Skoro
                > on całe życie widział jak to mama robi - to na pewno świetnie teraz wie!

                Genialne :) I tak tak, koniecznie wypożyczcie mu do tego dzieci. Ile to ich miało być? ;)
              • nikusz Re: Jak zagonic faceta do roboty? 25.08.11, 10:50
                genepi, jestes moja idolka!
            • zmijunia.lbn Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 18:38
              black_halo napisała:

              > juz tym zagrozilam i sie pewnego razu dowiedzialam, ze jego matka mogla pracowa
              > c na pelny etat i jednoczesnie w pelni obsluzyc czworke dzieci i meza, dom byl
              > wysprzatany na wysoki pomysl, obiad codziennie dwudaniowy i zadne z czowrki dzi
              > eci nie zmoczylo nawet jednej raczki przy zmywaniu.

              Może najwyższy czas poinformować go, że Ty nie jesteś jego matką?
    • yaga7 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 09:54
      Moje doświadczenie mówi, że takie egzemplarze raczej się nie zmienią. To znaczy jak się nie zmienił do tej pory, to raczej się nie zmieni, bo pewnie mu jest wygodnie i po co ma się zmieniać?

      Niestety żadnych rad nie mam, bo ja z takim egzemplarzem po prostu bym nie wytrzymała i sobie poszła szukać kogoś z innym, podobnym do mojego podejściem do życia.

      A jak mu powiesz, że jest bałagan i żeby posprzątał, to co? Mówi Ci, żebyś to Ty posprzątała, bo to Twój obowiązek czy sam sprząta?
      • ciociazlarada Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 10:55
        Yaga mądrze prawi i moje doświadczenie mówi mi to samo. Wystawić - nie pakując broń Boże, możesz artystycznie wyciepować flaszki przez okno jedna po drugiej, sąsiedzi się ucieszą:)
        Może gdyby był miliarderem, przymknęłabym oko i kazała wynająć pomoc domową za swoje. Dobry w łóżku w tym wypadku nie wystarczy, oczyma duszy wizualizowałabym sobie te spleśniałe kanapki podczas czynu.
    • agafka88 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 11:29
      Wydaje mi się, że bez poważnej rozmowy i bitwy o swoje prawa się nie obędzie.

      Mówisz, że takie zachowanie wyniósł z domu - ok, wierzę. Ale jak to się stało, że Ty wylądowałaś w takiej pozycji, w jakiej teraz jesteś? Jak zaczynaliście mieszkać razem, to nie ustaliliście podziału obowiązków? Teraz dla faceta może być ciężkim szokiem, że ktoś od niego w życiu może zacząć cokolwiek wymagać - skoro całe życie był obsługiwany najpierw przez mamę, a potem przez Ciebie (nie wiem jak długo jesteście razem).

      Tak więc uważam, że bez bardzo poważnej rozmowy się nie obędzie. Tylko nie zaczynaj tej rozmowy od awantury o stos brudnych garów - wtedy nie dojdziecie do niczego sensownego, no może sobie trochę ulżysz, ale efektów długofalowych nie będzie. Najlepiej zacząć w sytuacji neutralnej, na spokojnie (wiem, że nie będzie łatwo). Wytłumacz mu, że jesteś zmęczona sytuacją, która ma teraz miejsce i że nie zamierzasz jej dłużej akceptować. Możecie wypisać każde na swojej kartce obowiązki, jakie na Was ciążą. Może jak zobaczy, że na jego liście poza pracą i np. wyrzucaniem śmieci nie ma nic innego, a na twojej jest 20 pozycji (praca, dzieci, pranie, kurze, zmywanie, rachunki, zakupy, mycie podłóg, planowanie budżetu etc.), to może przejrzy na oczy i zobaczy, jak bardzo Cię w tym momencie wykorzystuje.

      Musisz wymóc na nim deklarację, jakich obowiązków się podejmie i to egzekwować bezwzględnie. Zobowiąże się do prania i tego nie zrobi? Upierz tylko swoje rzeczy, a on niech popierdziela do pracy w brudnych (bez? ;)), podejrzewam, że żaden normalny człowiek nie przechodzi tygodnia w tych samych skarpetkach i gaciach.
      Zobowiąże się do zrobienia zakupów i nie zrobi? Skocz do sklepu obok, kup rzeczy tylko na jedną porcję (najlepiej coś, czego on nie lubi) i ugotuj tylko dla siebie.
      W przypadku butelek i spleśniałych rzeczy oświadczyłabym, że jeżeli sytuacja się powtórzy, to zamówię panią sprzątającą na jego koszt i faktycznie to zrobiła.

      Bój może być ciężki, ale nie zapominaj, że chodzi o Twoją sytuację przez następne kilkadziesiąt lat, jeżeli chcesz z mężem zostać.
      • black_halo Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 20:19
        Ustalilismy tyle, ze na poczatku ja nie pracowalam (przeprowadzilam sie do innego kraju i zanim znalazlam prace minelo pare miesiecy). Zeby niez zwariowac w domu to sprzatalam i wszystoko bylo super, bo obiadek na stole. A potem jak ostatnia wredna malpa poszlam do pracy na pelny etat i sie skonczylo eldorado. Przeysiegam, ze chyba codziennie sie modlil, zeby mnie z tej roàboty wywalili bo przepracowalam tam tylko 3 miesiace, potem znow zrobilo sie eldorado na jakis czas i znow znalazlam prace na caly etat a praktycznie na dwa. Mieszkalismy wtedy w syfie ale poniewaz jezdzilam w cale mnostwo delegacji to jakos tego nawet nie zauwazalam, potem lezalam miesiac w szpiatalu i w tym czasie przyszla jego mamusia i pieknie nam domek wysprzatala a nastepnie ja wyszlam ze szpiatala, w robocie takich slabeuszy nie tolerowali to wylecialam na zbity pysk. Chwile potem zatrudnilam sie tylko na pol etatu i mialam tez czas na utrzymanie domu w czystosci ale teraz no cholibka nie mam.

        Z praniem niestety jest klopot bo on wozi ubrania pracowe do mamy bo ja uwierdzilam go w przekonaniu, ze absolutnie nie umiem prasowac koszul ani spodni na kant :D

        cale szczescie, ze jeszcze nie powiedzialam "tak" w kwestii slubu :D
        • zazulla Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 20:25
          black_halo napisała:

          > cale szczescie, ze jeszcze nie powiedzialam "tak" w kwestii slubu :D

          Pamiętaj, nawet jak się zdecydujesz to możesz w każdej chwili, nawet w dniu ślubu zrezygnować :) Serio, serio.
    • irenaearl Zmywarka podstawą szczęścia w rodzinie 23.08.11, 12:47
      Zaraz napiszę, co pomaga w naszym przypadku, ale podstawą jest zmywarka. Gdy nie było zmywarki, niezależnie od wszelkich obietnic, ustaleń, sposobów i sposobików, toczyliśmy zajadłe boje o to, kto pozmywa. Nic nie pomagało, żadne grafiki itp, naczynia nieomal same uciekały ze zlewu.

      Oboje jesteśmy fleje, ale ja jakby mniejsza. Szybciej puszczają mi nerwy i sprzątam, a mąż wtedy: już, zaraz, dlaczego teraz, za chwileczkę, przecież coś robię. Chwileczka może trwać i miesiąc, a pleśń tymczasem rozwija własną cywilizację.

      Ustaliliśmy, że jemu przeszkadza, gdy ja żądam, że mamy sprzątać teraz, że to ja o tym decyduję. Nakazuję mu, a on ma raz-dwa przerwać to, co robi i szybciutko robić to, czego ja chcę i dokładnie w tej chwili. Zdziwiłam się na takie dictum, ale faktycznie - uznaję, że czas na posprzątanie jest właśnie teraz, kiedy ja tak uważam. Bardziej demokratyczne ustalanie planu robót pomaga.

      Druga rzecz: wysługiwanie się. To teraz poodkurzaj pokój. teraz wynieś śmieci. Teraz podaj mi to z tamtej szafki. I tak co pięć minut. Ja sprzątam i oczekuję, że on będzie siedział i czekał na moje dyrektywy, bo co to w końcu dla niego. Pomaga ustalenie zakresów odpowiedzialności, kto czym się zajmie w danym "sprzątaniu" i ewentualna korekta zakresów w trakcie lub następnym razem.

      Obu powyższych cech nie znosiłam w moim domu rodzinnym i niespodzianka, przeniosłam je do własnego.

      Mam wdrukowane jeszcze: nieustanną kontrolę, nazbyt dokładne instruowanie, jak wykonać daną rzecz oraz poczucie, że to ja muszę się tym zajmować. Automatycznie wpisuje sobie te sprawy w plan dnia i ogólnie życia. A to tak słodko zdejmuje tę odpowiedzialność z innych, że zapominają nawet o kontrolowaniu stanu otoczenia, skoro ja się tym "zawsze" zajmuję. A ja ochoczo wyrywam to innym z rąk. Bo przecież jak ja nie zrobię, to będzie niezrobione. Ewentualnie gdy nie pokażę palcem. Jestem Niezastąpiona. Ludzkość mi dziękuję, bo co by beze mnie ludzkość zrobiła? A ja sobie ręce po łokcie i nóżki po kolana dla niewdzięczników.

      Dalej: standardy. Ustalenie, co to znaczy pozmywać. Dla jednej osoby pozmywać oznacza umyć naczynia i ani jednej rzeczy więcej, czyli zostawić usyfiony zlew, blaty, kuchenkę. Dla innej osoby zmywanie zawiera w sobie sprzątnięcie nie tylko blatów, zlewu i kuchenki, ale także wypucowanie drzwiczek kuchennych i glazury nad blatem.

      Czasem potrzebne jest pokazanie drugiej osobie, że robimy lwią część ciężkiej roboty. Ale w czym problem, przecież robimy tyle samo, prawda? Nieprawda! Można rozpisać domowe czynności na szczegóły i zaznaczać, kto co robił. Efekt potrafi być szokujący: że To zajmuje Tyle czasu i zabiera Tyle wysiłku.
      • kulka_kulkowa Re: Zmywarka podstawą szczęścia w rodzinie 23.08.11, 13:22
        Irenaearl, jesteś moim guru (moja gurą?)!

        Też się ostatnio złapałam na tym, że wyznaczam, kiedy ma się odbywać sprzątanie. Zupełnie jak moja mama kiedyś, nienawidziłam tego strasznie.
        W zasadzie mogłabym się podpisać pod wszystkim, co napisałaś - też oboje jesteśmy bałaganiarzami i zmywarka bardzo ułatwia nam życie.

        Ja bym tego tak dobrze nie ujęła.
        • irenaearl Re: Zmywarka podstawą szczęścia w rodzinie 24.08.11, 00:47
          :) Och, jakie ładne określenie: gura! Gurzyca! Będę nią, jak tylko uda mi się to wszystko wprowadzić w życie i nie wracać do starych schematów. A wówczas zacznę świecić na fioletowo i uniosę się wprost w niebiosa.
      • butters77 Podział obowiązków na kartce 25.08.11, 10:20
        irenaearl napisała:
        > Można rozpisać domowe czynności na szczegóły i zaznaczać, kto co robił. Efekt potrafi
        > być szokujący: że To zajmuje Tyle czasu i zabiera Tyle wysiłku.

        Ja zasadniczo uważam, że wprowadzenie w życie podziału obowiązków jest znacznie łatriwejsze, gdy się go najpierw przeprowadzi na kartce. Czyli np.: raz w tygodniu robimy duże sprzątanie, w skład którego wchodzi: odkurzanie, mycie kuchni, łazienki, pranie etc. To teraz rysujemy tabelkę: ja z tego planu robię: odkurzanie i kuchnię, Ty - pranie i łazienkę itp.

        U mnie to się sprawdza znakomicie. Raz, dokładnie, ustaliliśmy sobie, kto co robi (biorąc pod uwagę preferencje i osobistą niechęć każdego z nas do niektórych czynności ;-) i teraz sprzątanie wymaga tylko ustalenia: w jaki dzień to robimy. Umawiamy się np. że w tym tygodniu we wtorek i każdy zajmuje się swoją częścią.

        Fajne jest też wyznaczenie sobie celu - przyjemności :-) My zwykle mobilizujemy się: "Chodź, szybko posprzątamy, a wieczorem jeszcze włączymy film":-)
    • teresa104 Może zbyt obficie go karmisz? 23.08.11, 15:16
      Mój pies też chował jedzenie. Zmniejszyłam porcje i problem minął jak ręką odjął.

      Mamy tu chyba dwie rzeczy. Jedna to to, co wyniósł z domu, druga to to, co zastał w nowym. Jestem przekonana, że częściowa resocjalizacja jest możliwa, wymaga prawdopodobnie solidnej rozmowy uświadamiającej, że jest współodpowiedzialny za porządek, i potem rozmów utrwalających efekt co jakiś czas.
      Jakby nie działało, zmniejsz porcje.

      A w ogóle to uważam, że dorosły człowiek powinien mieć swój pokój, gdzie mógłby świnić ile wlezie i nikt mu tam nie powinien zaglądać. Ja w każdym razie bardzo potrzebuję takiej izby, ustawiłabym tam nie rządek, a piramidę z flaszek, potwornie mnie irytuje to ciągłe dbanie o wspólną przestrzeń, a w moich warunkach lokalowych wszystko jest wspólne, łącznie z biurkiem, pies to drapał.
      • ko_kartka Re: Może zbyt obficie go karmisz? 23.08.11, 23:49
        teresa104 napisała:

        > Mój pies też chował jedzenie. Zmniejszyłam porcje i problem minął jak ręką odją
        > ł.

        Teresa, Ty mi się kiedyś przyśnisz, słowo daję. W zacnym towarzystwie będziesz, ostatnio śnił mi się Brad Pitt z Andżeliną Dżoli. Oraz Vin Diesel.
    • ansil Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 15:44
      jesli cywilizowane metody by nie pomogly to bym sie przemogla i tego nie tknela.. czekala, az sie czyste talerze skoncza.. az zacznie smierdziec i wychodzic.. nie dokladala od siebie do bur..u, ale tez nie likwidowala tego zrobionego przez niego.. nie wkladala jego rzeczy do pralki, nie sprzatala po nim nic a nic.. od biedy (jak bym brzydzila sie lazienki) to bym sie nawet myla poza domem.. robila bym "nic", tak jak twierdzi malzonek..

      nikt dlugo w takim syfie nie wytrzyma
      • anna-pia Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 16:32
        Ansil, karaluchy ciężko wytępić... A do takiego syfu to będą ogłaszać nabór na karaluszym Facebooku.
        • bib24 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 16:37
          karaluchy jak i myszy nie rodzą się z brudu. mozna mieć maksymalnie czysto w mieszkaniu, ale jak w bloku są karaluchy to i w tym mieszkaniu będą. od samego syfu się nie pojawią.
          • ko_kartka Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:14
            Karaluchy pochodzą ze zsypu, a myszy z kanalizacji. Z obydwiema formami życia miałam do czynienia, to wiem, niestety.
      • slotna Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 18:00
        > nikt dlugo w takim syfie nie wytrzyma

        Zdziwilabys sie. Moim zdaniem przede wszystkim nie wytrzymalaby autorka watku. Takie zachowania uwazam zreszta za dziecinade.

        Swoja droga, zaciekawilo mnie czy opisany tutaj facet dba chociaz o swoja higiene osobista?
        • black_halo Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 20:24
          Zdziwlabys sie ale o higiene dba - szczegolnie o wlosy bo ma dlugie co tez doprowadza mnie do szalu bo uwielbia przeczesywac kocowki palcami a to co zostanie w reku rzuca mi na jasna podloge. Normalnie mam ochote za to zabic. I mimo wszystko ma zalety i wciaz go kocham, on mnie chyba przestanie jesli sie ciagle bede awanturowala o porzadek ale ja chociaz do pedantek nie naleze to w brudzie zyc nie chce.
          • yaga7 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 20:31
            To jest dla mnie jakaś abstrakcja :)

            Mój facet też jest długowłosy, ale z każdym wyciągniętym włosem lata grzecznie do kosza, nie wyobrażam sobie, żeby miał to rzucać na podłogę...
          • madzioreck Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 21:22
            i wciaz go kocham, on mnie chyba przestanie jesli sie ciagle bed
            > e awanturowala o porzadek

            Jest jeszcze druga opcja - Ty go przestaniesz kochać, bo zrobił sobie z Ciebie służącą :(
            • black_halo Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 22:18
              Daleko mi do sluzacej, sa kobiety, ktore sprzatna bez slowa ale sie ciaskam i czasem talerz poleci co uszczupla moja kolekcje czechoslowackiej porcelany (dobrze, ze nie chinska dynastia ming) ale ilez mozna. Metody radykalne nie dzialaja, awantury nie dzialaja bo w ogole belgowie nie sa w stanie zrozumiec slowianskiego goracego temperamentu. Grzeczne rozmowy mam wrazenie wlatuja i wylatuja i raczej nie sa rejestrowane przez mozg. No naprawde oporny egzemplarz.
              • madzioreck Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:33
                > Daleko mi do sluzacej,

                Tu chodzi nie tyle o to, czy Ci daleko, czy nie, tylko o to, jak jesteś traktowana. To Ty powinnaś to i tamto, a pan mąż w swojej wizji może leżeć klejnotami do góry.
          • slotna Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:48
            > Zdziwlabys sie ale o higiene dba - szczegolnie o wlosy bo ma dlugie co tez dopr
            > owadza mnie do szalu bo uwielbia przeczesywac kocowki palcami a to co zostanie
            > w reku rzuca mi na jasna podloge.

            Zdziwilam sie srednio, ale zaraz potem zdziwilam sie bardziej. Wymiekam po prostu. Moja rada jest taka, zebys sie wymiksowala z tego zwiazku, bo z facetem jest ewidentnie cos nie tak. Czesciowo na pewno spaczylo go to chore wychowanie, ale jesli sam tego nie widzi i nie chce sie zmienic, to znaczy, ze brak mu odpowiednich polaczen w mozgu. Oczywiscie mozesz probowac go zmienic, ja obstawiam, ze nic z tego nie bedzie.
            • pierwszalitera Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 13:14
              slotna napisała:

              > Zdziwilam sie srednio, ale zaraz potem zdziwilam sie bardziej. Wymiekam po pros
              > tu. Moja rada jest taka, zebys sie wymiksowala z tego zwiazku, bo z facetem jes
              > t ewidentnie cos nie tak. Czesciowo na pewno spaczylo go to chore wychowanie, a
              > le jesli sam tego nie widzi i nie chce sie zmienic, to znaczy, ze brak mu odpow
              > iednich polaczen w mozgu. Oczywiscie mozesz probowac go zmienic, ja obstawiam,
              > ze nic z tego nie bedzie.

              Tu chyba mniej o połączenie w mózgu chodzi, a o chęć wyjścia komuś na przeciw. Żyjąc z inną osobą zdajemy się sprawę, że nie nie mamy do czynienia z kopią nas samych, tylko z niezależnym człowiekiem z własnymi potrzebami. Niektóre z tych potrzeb możemy odbierać jako denerwujące, ale jeżeli coś jest dla naszego partnera mega ważne, to zwykle akceptujemy i jesteśmy zdolni do kompromisu. Znam wielu facetów, którzy nie mają potrzeby czystości w domu, nie zauważają po prostu bałaganu i brudu, ale wiedzą, że ich żony mają potrzebę porządku i czystości dlatego wykonują elementarne czynności, gdy się tego od nich wymaga. Mężczyzna, który nie wychodzi mi na przeciw i nie tylko nie zauważa moich ważnych potrzeb, ale nawet je ignoruje, gdy mu je wyraźnie zakomunikuję, nie pokazuje należytego zaangażowania i chęci pozostania w związku. Proste. Podobno to mężczyźni profitują bardziej z związku, dłużej przez to żyją, są zdrowsi itp. My kobiety za to tyjemy żyjąc z facetem i do tego mamy o wiele mniej wolnego czasu dla siebie, bo chętnie uszczęśliwiamy naszych misiów, więc to się musi jakoś dla nas w inny sposób zwrócić. Przynajmniej odrobiną wdzięczności i dobrej woli. A jak się nie zwraca, to ja nie widzę sensu w czymś takim.
      • kasiamat00 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 22:44
        Ad "nikt długo" - widać, że ominęła Cię przyjemność mieszkania w akademiku. Ja na serio nie znoszę sprzątać i mam bajzel w mieszkaniu (i to zwykle na mnie współlokatorki klęły o bałagan), ale zdarzyło mi się mieszkać z laską, która robiła taki syf, że mi się oczka otwierały z szoku. Na szczęście to były tylko wakacje.

        Co pomaga - zależy od typa, najbardziej szokujący przypadek o jakim słyszałam, to moi koledzy ze studiów. Pan S. przez wakacje mieszkał z panem M. Pan M. z gatunku tych, co im pleśń wymyśla koło, pan S. frakcja przeciwna. Prośby i groźby nie skutkowały. Poskutkowało... posprzątanie po M., tzn. umycie wszystkich jego talerzy i garnków i pozbycie się obcej cywilizacji (to był najbardziej drażliwy temat). M. podobno urządził awanturę jakim prawem ktoś dotyka jego rzeczy, na co usłyszał, że albo będzie sprzątał sam, albo S. będzie to za niego robił. W efekcie M. zaczął utrzymywać akceptowalny poziom czystości... Tak, wiem, przykład nietypowy, ale może właśnie coś podobnego - posprzątać, ale tak, żeby delikwent się wkurzył? Powywalać jakieś rzeczy na których mu zależy, ale które da się zakwalifikować jako śmieci, poprzestawiać wszystko na półkach, zamienić półki z kubkami i np. makaronem w kuchni (i zmieniać to regularnie) itp.?
      • moniach_1 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 31.08.11, 15:06
        > nikt dlugo w takim syfie nie wytrzyma

        Zdziwiłabyś się. Po pierwsze, może mu naprawdę nie przeszkadzać długo. Po drugie, może nie chcieć zacząć sprzątać żeby nie dawać drugiej stronie satysfakcji z wygranego szantażu.

        Wydaje mi się, że w takiej sytuacji najważniejsze jest to, żeby nie robić ogólnej awantury pod hasłem "Patrz jaki syf! Wszystko tu brudne!", tylko na spokojnie mówić o bardzo konkretnych rzeczach, właśnie żeby pozbierał butelki z biurka, wrzucił do worka i wyniósł do zsypu. Awantura ogólna o sprzątanie jest o tyle irytująca, że nawet nie wiadomo co najbardziej przeszkadza drugiej stronie, a bałaganiarz chce zrobić jak najmniej żeby uspokoić drugą stronę ;) Dlatego wydaje mi sie, że podstawa to mówienie pojedynczo o jednej konkretnej rzeczy, która czystszą osobę irytuje.
    • agus2412 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 20:03
      Mam podobnie, a nawet chyba gorzej. Mój mąż po siedmiu latach znajomości (po roku małżeństwa i czterech latach mieszkania razem) zmienił się, delikatnie mówiąc, we flejtucha. Od dwóch lat nie sprząta. Butelki na biurku, pod biurkiem to normalka. Brudne ciuchy piętrzą się na fotelu (i ta jego postawa roszczeniowa, gdy nie wrzucę do pralki tych ciuchów.. a nie wrzucę, nie ma bata! Brudne rzeczy mają miejsce w koszu w łazience). Coś się wyleje na podłogę? Phi, można w to miejsce przestawić fotel czy pufę (niedawno właśnie odkryłam pod pufą starą, zaschnięta plamę od keczupu na jasnym dywanie, grrrrr). Kiedyś postawiłam mu odkurzacz na środku pokoju - po pięciu dniach się poddałam i schowałam. Nawet go nie ruszył. Dziwne, że nie przeszkadzał.
      Ech, wymieniać można w nieskończoność.. Dla mnie jest tylko jedno wyjście. Rozwód. Nie chcę się z nim użerać do końca życia, nie chcę do końca życia chodzić wściekła.

      • anna-pia Ten wątek powinien chyba służyć za ostrzeżenie 23.08.11, 21:53
        i ciekawa jestem, czy lobbystki mające synków go czytały, celem przestrogi, co wyrośnie z kochanego maleństwa, jeśli się go od małego nie będzie gonić do sprzątania.
        • felisdomestica Re: Ten wątek powinien chyba służyć za ostrzeżeni 23.08.11, 21:59
          Ja bym jeszcze dorzuciła przestrogę przed wychowaniem synków na egoistów i egocentryków, bo cała sprawa tym mi pachnie...
        • kis-moho Wszystkiemu winne kobiety 23.08.11, 22:05
          > i ciekawa jestem, czy lobbystki mające synków go czytały, celem przestrogi, co
          > wyrośnie z kochanego maleństwa, jeśli się go od małego nie będzie gonić do sprz
          > ątania.

          No ale przeciez przecietny mezczyzna ma chyba wiecej niz jedna komorke mozgowa. Jedne kobiety winne temu, ze zle wychowaly syna, inne, ze nie przyzwyczily meza do sprzatania... Ja tez w glebi duszy jestem len i fleja, ale sprzatam i nie wymagam od TZ, zeby "sie ruszyl" i wypral moje gacie. Jakbym od niego tego wymagala, to by sie nie zastanawial nad moim wychowaniem, tylko mi powiedzial, co o tym mysli. Jasne, ze dom rodzinny na nas wplywa, ale mozg mamy jednak wlasny.
          • black_halo Re: Wszystkiemu winne kobiety 23.08.11, 22:09
            Ale faktem jest, ze od wiekszosci synkow wymaga sie mniej. Wiele moich kolezanek jeczalo, ze musza sprzatac pokoj brata bo on ma wazniejsze rzeczy np. granie z kolegami w pilke, przescie kolejnego poziomu w WoW czy granie na gitarze. Nie posiadam brata wiec problem nie byl mi znany a teraz po prostu widze, ze mamusie przyzwyczajaja swoich synkow do pelnej obslugi. Naprawde ciezki szok przezylam jak wpadlam do kumpla z roku po notatki, byla sobota rano - jego matka jezdzila odkrzaczem po domu, starsza kobieta, juz na emeryturze a on po prostu podniosl tylko nogi a i to skomentowal, ze matka mu odkrzaczem zaglusza muzyke !!
            • ko_kartka Re: Wszystkiemu winne kobiety 23.08.11, 23:56
              black_halo napisała:

              > Ale faktem jest, ze od wiekszosci synkow wymaga sie mniej. Wiele moich kolezane
              > k jeczalo, ze musza sprzatac pokoj brata bo on ma wazniejsze rzeczy np. granie
              > z kolegami w pilke,

              To fakt. Miałam przyjaciółkę (przyjaciółkę mam nadal, tylko się wyprowadziła), od której matka oczekiwała obsługi pięcioosobowej rodziny - posprzątać, ugotować obiad, odebrać młodszą siostrę ze szkoły i nakarmić (matka z ojcem pracowali do 18-tej we własnym sklepie, pracowników posiadali). Przyjaciółka moja miała wtedy 14 lat i dokąd nie wyprowadziła się na studia do sąsiedniego miasta, zasady ją obowiązywały (nie raz jej pomagałam w gotowaniu obiadu i sprzątaniu...). A miała dwa lata starszego brata, którego nie obowiązywały żadne zasady, nawet powrót do domu o określonej godzinie.
            • jehanette Re: Wszystkiemu winne kobiety 24.08.11, 08:41
              Niestety to jest prawda, że wiele zależy od wychowania. Na przykład mój egzemplarz mężczyzny został wychowany przez mamę, która moim zdaniem przesadziła nieco w wymaganiu od syna (12-13 latek po powrocie ze szkoły, a przed powrotem rodziców z pracy, miał zrobić obiad, odkurzyć, psa wyprowadzić, siostrę z przedszkola przyprowadzić i jeszcze lekcje odrobić), ale dzięki temu uważa on pracę w domu za rzecz normalną, za którą jest odpowiedzialny. Fakt, że przez jakiś czas musieliśmy się "ułożyć", a on odreagowywał i przez jakiś czas mało się angażował, ale doszliśmy do porozumienia i dzielimy się pracami.

              Z kolei mój brat, to jakiś koszmar. Uważam, że to wina mojej mamy, która nie wymagała od nas nigdy świadomego brania udziału w pracach domowych - świadomego, tzn. nie na zasadzie powtarzania "zrób to i to wreszcie", tylko ustalenia, "ty jesteś odpowiedzialny/a za to" i oczekiwania, że dana osoba będzie tego pilnować. Ja jakoś z tego wyszłam, zdaniem moim i mojego M. jest to kwestia niestety głęboko zakodowanych stereotypów, że kobieta "powinna" i "musi" dbać o dom, porządek, kuchnię etc. - mimo, że ode mnie tego nie wymagano, stereotypy wzięły się do roboty i zaczęłam sama pilnować pewnych spraw. Na nieszczęście to samo nie dzieje się z moim bratem, bo tu stereotypy są inne :/ Mam nadzieję, że przy swoich dzieciach uda nam się z M. wypracować coś pomiędzy tym co było u mnie a tym co było u niego... :/
              • kis-moho Re: Wszystkiemu winne kobiety 24.08.11, 08:54
                > Z kolei mój brat, to jakiś koszmar. Uważam, że to wina mojej mamy, która nie wy
                > magała od nas nigdy świadomego brania udziału w pracach domowych

                Nie zgadzam sie. W moim domu wszyscy strasznie dbali o porzadek, dzieki czemu mi sie zawsze jakos upieklo, bo nigdy tego nie lubilam. Naprawde nie mam wyniesionych z domu przyzwyczajen do sprzatania. Odwrotnie niz moj TZ - on bardzo wczesnie mial caly dom na glowie i jest moim zdaniem nieco pedantyczny.
                Czy jezeli bede sie lenic i uwazac, ze to on ma sprzatac, to wina moich rodzicow? Chyba raczej moja wlasna, mojego lenistwa i egocentryzmu, bo umiem dodac dwa do dwoch, i wiem, ze jezeli ktos lata wokol mnie ze scierka, a ja czytam gazete, to ja jestem swinia, a nie moi rodzice sa niekompetentni. Nie lubie, jak sie wszelkie wady charakteru (szczegolnie u panow) tlumaczy li i jedynie zla mamusia.
                • jehanette Re: Wszystkiemu winne kobiety 24.08.11, 12:13
                  Nie da się wszystkiego tłumaczyć wychowaniem, to prawda.
                  Ale czemu, oboje z tych samych rodziców i z tego samego domu, zachowujemy się zupełnie inaczej? Dlaczego ja w wieku mojego brata potrafiłam "dodawać dwa do dwóch" i narzucać sobie jaką-taką dyscyplinę, a on nie potrafi/nie chce? Wychowaniem można wzmacniać lub osłabiać różne cechy charakteru. Jeśli mój brat jest leniwy i egocentryczny "z natury", to przekaz, jaki odbiera w domu, tylko umacnia te cechy - ktoś (mama) za mnie zawsze zrobi to na co nie mam ochoty, więc po co mam się tym przejmować? Jeśli będę konsekwentnie olewać kierowane do mnie prośby, to ktoś (mama), w końcu nie będzie chciał powtarzać po raz 10ty, i zrobi sam.
                  Jakoś czas mija, a ja nie widzę, żeby to wywoływało w nim wyrzuty sumienia.
                  • kis-moho Re: Wszystkiemu winne kobiety 24.08.11, 12:22
                    > Nie da się wszystkiego tłumaczyć wychowaniem, to prawda.
                    > Ale czemu, oboje z tych samych rodziców i z tego samego domu, zachowujemy się z
                    > upełnie inaczej?

                    Bo masz lepszy charakter :o)
                    Jasne, ze nawyki z domu wiele znacza. Ja sie musze mocno kopac w tylek, zeby zmyc blaty w kuchni. Ale:

                    > Jeśli będę konsekwentnie olewać kierowane do mnie pro
                    > śby, to ktoś (mama), w końcu nie będzie chciał powtarzać po raz 10ty, i zrobi s
                    > am.

                    Jezeli ktos w zwiazku konsekwentnie olewa potrzeby partnera i uznaje go za pomoc do sprzatania, to ja mam w nosie, skad on ma te przyzwyczajenia. Jasne, rozumiem, ze trzeba sie nauczyc planowac prace domowe. Ze czasem trzeba sie bardzo kopnac w tylek, zeby umyc naczynia, a sil i ochoty brak. Ale w tym watku chyba nie w tym lezy problem, tylko w kompletnym ignorowaniu potrzeb i problemow drugiej osoby.
          • anna-pia Re: Wszystkiemu winne kobiety 23.08.11, 22:56
            kis-moho napisała:

            > Jasne, ze dom rodzinny na nas wplywa, ale mozg mamy jednak wlasny.

            Tyle, że nie każdy go używa na co dzień w domu. Sorry, ale gdyby mój chłop latał codziennie z odkurzaczem po domu, to też bym palcem nie kiwnęła, bo i po co, skoro lata i nic nie mówi, to pewnie lubi.
            • kis-moho Re: Wszystkiemu winne kobiety 23.08.11, 22:59
              > Tyle, że nie każdy go używa na co dzień w domu. Sorry, ale gdyby mój chłop lata
              > ł codziennie z odkurzaczem po domu, to też bym palcem nie kiwnęła, bo i po co,
              > skoro lata i nic nie mówi, to pewnie lubi.

              Ale bym w ramach rewanzu np. cos upichcila, a nie mowila, ze jest leniem...
              • anna-pia Re: Wszystkiemu winne kobiety 23.08.11, 23:03
                kis-moho napisała:

                > Ale bym w ramach rewanzu np. cos upichcila, a nie mowila, ze jest leniem...

                No pewnie :) Grunt, żeby równowagę zachować, żeby nikt nie był wykorzystywany ani uprzywilejowany.
      • zenobia44 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 14:21
        mnie dreszcz przechodzi jak czytam to "walające się butelki", nie-na-wi-dzę!
        a szczególnie śmierdząca resztkami alkoholu butelka od piwa, primo - śmierdzi, secundo - wabi owady (np.muszki), tertio - robi z domu smętną melinę
        Jak ktoś musi pić śmierdzące piwsko to niech butelki składa w jedno miejsce np. do torby i wynosi je do sklepu/śmietnika ino chyżo! a jak mają stać dłużej niż pół dnia to najpierw je umyć z tego smrodu, a potem do worka i na balkon albo do piwnicy, oby tylko mi z oczu zeszły

        myślę że porozkładałabym te butelki komuś kto je zostawia byle gdzie, również byle gdzie tylko np. na drodze np. do łazienki czy koło łóżka, tak żeby się na nie nadział i miał problem (pod warunkiem że tego typu rzeczy to problem)
        • felisdomestica Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 15:13
          Szczerze mówiąc, te butelki po piwie też mnie zastanowiły...ja jednak jestem inne pokolenie, które piwa nie pije ot tak, do telewizora.
        • maith Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 15:53
          zenobia44 napisała:

          > mnie dreszcz przechodzi jak czytam to "walające się butelki", nie-na-wi-dzę!
          > a szczególnie śmierdząca resztkami alkoholu butelka od piwa, primo - śmierdzi,
          > secundo - wabi owady (np.muszki), tertio - robi z domu smętną melinę

          Dokładnie, to już jest poziom meliniarni, horror.

          Na marginesie, to jego mama powinna się wstydzić. "Wychowała" dwóch chłopów niedostosowanych do życia. Tak jak jeszcze nie miałabym pretensji do wychowanków kiepskiego domu dziecka. To nie ich wina, że dzieci jeść chodzą na stołówkę, więc potem nie potrafią ani zrobić sobie kanapki, ani pozmywać. Tak tzw. normalny dom, gdzie nie ma stołówki, po prostu nie ma szans, żeby stworzył takiego "dorosłego".

          Nie wiem, czy to bardziej obrzydliwe, czy przerażające. Szczególnie że Ty pytasz "jak zagonić do roboty" a pytanie powinno brzmieć "co zrobić, żeby zaczął PO SOBIE sprzątać".
          No weź, facet, po którym trzeba zbierać butelki po piwie, porozrzucaną brudną bieliznę i jeszcze doszukiwać się zgniłych resztek jedzenia w szufladach, to już jakieś totalne dno...
          Coraz bardziej mam wrażenie, że najlepiej taki egzemplarz po prostu zwrócić niekompetentnej w swojej roli mamusi. Niech ona się z nim do końca życia szarpie, skoro nie wytłumaczyła mu różnicy między dorosłym a dzieckiem.
    • madzioreck Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 22:09
      Niestety, nie mam żadnej rady. Obawiam się, że radykalne zmiany nie są możliwe.
      Mogę tylko powiedzieć, że nie zdzierżyłabym. Nie tyle bałaganu, co faktu, że mój mężczyzna, obijając się słodko, zarzuca mi, że "nic nie robię", czyli uważa, że to ja powinnam wszystko robić, czyli, że znalazł sobie służącą.
      Zdzierżyłabym pokazywanie palcem, co jest do zrobienia (bo faktycznie, jeśli za kogoś całe życie zasuwał ktoś inny, to można mieć problem z ogarnięciem, że np. żyrandole się czasem myje...), o ile byłoby to robione bez marudzenia i pretensji, że jaśniepan musi skalać swoje cenne rączki.
    • aadrianka Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 22:35
      Nie mam rady, bo ja swojego chłopa po prostu informuję, że to i to jest do zrobienia, i pytam, co wybiera. I nie rwę się do poprawiania, bo jak się zorientuje, że wychodzi mi to lepiej, to już zawsze będzie to na mojej głowie.
      Mam natomiast znajomą, która odkurza w niedzielę, gdy jej luby gra w golfa, gdyż faceta denerwuje dźwięk odkurzacza...
      • helenka333 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 11:51
        > Mam natomiast znajomą, która odkurza w niedzielę, gdy jej luby gra w golfa, gdy
        > ż faceta denerwuje dźwięk odkurzacza...

        Aha...


        > Nie mam rady, bo ja swojego chłopa po prostu informuję, że to i to jest do zrob
        > ienia, i pytam, co wybiera.

        Właśnie to jest dobry sposób zadać pytanie: wolisz odkurzyć czy zrobić pranie?
        Dajemy wtedy alternatywę i druga osoba czuję, że nie jest do czegoś zmuszana tylko sama wybiera co woli zrobić :) Albo można też zadać pytanie: kochanie kiedy Ci bardziej pasuje żeby posprzatać (np. kuchnie) jutro czy wolisz w sobotę?
    • maith Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 22:53
      Może zacznij od upewnienia się, że facet na pewno jest wystarczająco inteligentny, żeby dotarło do niego, że kobiety i mężczyźni nie różnią się fizycznie w kwestii zdolności do sprzątania.
      Jeśli uważa, że "to obowiązek kobiety" to chyba powinien umieć to jakoś uzasadnić.
      A jedyne możliwe uzasadnienia świadczą o niezdolności do logicznego myślenia.
      Zatem otwórz szeroko oczy i dopytaj się wreszcie dlaczego. Jeśli facet umie myśleć, to w końcu po paru "no ale dlaczego?" dotrze do niego, że nie ma uzasadnienia do zwalania tego na Ciebie.

      Na marginesie (a propos obiadków) to u mnie w domu wprowadziliśmy zasadą "kto gotuje ten wybiera". Ja jako quasi wegetarianka wybieram dania wegetariańskie. On jako mięsożerca stara się zawsze tak przygotować swoje potrawy, żeby mięso z mojej części dało się jakoś usunąć. No chyba że to drób, to może zostać.

      Nigdy nie prasowałam, bo tego nie cierpię. Z tego powodu też nie kupowałam sobie ubrań wymagających prasowania. To trudno, żebym prasowała mężowskie koszule. Ale za to, jak już bardzo chciałam zrobić wyjątek i kupić sobie coś wymagającego prasowania, to mogłam to zrobić tylko za zgodą męża. Bo to on zdecyduje, czy będzie mu się chciało mi toto od czasu do czasu wyprasować, czy nie. Czyli ta sama zasada - kto coś robi, ten wybiera.

      W tym kontekście jeśli Twój facet pije piwo, Ty nie, to albo będzie po sobie sprzątał, albo jeśli chce, naprawdę, żebyś to Ty zajmowała się sprzątaniem w domu, to ok, ale wtedy to Ty masz prawo wybierać, co będziesz sprzątać. Czyli np. masz prawo wprowadzić zakaz wnoszenia piwa, zakaz jedzenia poza kuchnią i co tam jeszcze Ci przeszkadza. A gotujesz oczywiście pod siebie.

      Ale z opisu facet wygląda raczej na takiego, przy którym należałoby się zastanowić nad zwróceniem go mamusi.
      • black_halo Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 23:30
        Alez on uzasadnienie ma doskonale - mama tak robila, miala czworke dzieci i pracowala na caly etat i codziennie byl dwudaniowy obiad, wszystkie dzieci mialy przygotowane ubranie do szkoly na nastepny dzien, najstarszy brat juz pracowal i tez mial prasowane ubranie i robione kanapki. Po obiedzie zmywali rodzice, dzieci mogly rozplaszczyc dupska przezd tv. No i sie mnie pyta dlaczego jak tak nie moge - no i co mam odpowiedziec? Dzieci nie mam, obiady gotuje nie tylko jednodaniowe ale i jednogarnkowe i nie mam czasu sprzatac. jego mama wstawala o 5 rano, robila sniadanie rodzinie, wszystkich wyprawiala do szkoly i pracy, nastepnie zmywala i nastawiala pranie i sama szla na 8 godzin do pracy w fabryce na 7 rano - blisko miala i prace i szkole dzieci. Po 8 godzinach pakowania srubek szla po zakupy, rozwieszala w domu pranie, zaczynala robic obiad, przychodzila rodzina o 16-17 - jedli, potem ona z mezem zmywala, nastepnie prasowala i przygotowywala wszystkim ubranie na nastepny dzien. Dzieci w tym czasie odrabialy prace domowa. Znamienne jest, ze moj facet w wieku 23 lat jak sie wyprowadzil z rodzinnego domu to rozbrajaco stwierdzil, ze niegdy nie umyl nawet kubka ::O A ja dalej sie zastanawiam jak jego matka dawala rade przez bite 30 lat bo starszy brat pomimo podjecia zawodowej aktywnosci w wieku 19 lat mieszkal z rodzicami nastepne 11.
        • kis-moho Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 23:42
          > Alez on uzasadnienie ma doskonale - mama tak robila, miala czworke dzieci i pra
          > cowala na caly etat i codziennie byl dwudaniowy obiad, wszystkie dzieci mialy p
          > rzygotowane ubranie do szkoly na nastepny dzien, najstarszy brat juz pracowal i
          > tez mial prasowane ubranie i robione kanapki. Po obiedzie zmywali rodzice, dzi
          > eci mogly rozplaszczyc dupska przezd tv. No i sie mnie pyta dlaczego jak tak ni
          > e moge - no i co mam odpowiedziec?

          Ze masz inne priorytety w zyciu. Mowie serio.
          Przepraszam, ze pytam tak wprost i osobiscie, ale jaki jest jego wklad w zycie waszej malej wspolnoty? On sobie jakos uzasadnia to, ze ty masz sprzatac, a on nie? Bo jak rozumiem nie jest tak, ze on tyra w kopalni na chleb, a ty lezysz i pachniesz, prawda?
        • anka_z_lasu Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 23:52
          Aha, i on czegoś takiego oczekuje od Ciebie? Jeszcze nie zabiłaś go śmiechem?

          Włos mi się jeży na głowie, jak to czytam. Moja matka nie pracowała zawodowo przez ostatnich kilkanaście lat, ale każdy w domu miał swoją działkę do zrobienia i każdy sam sobie umiał zrobić śniadanko. I mówimy tu o wsi lubelskiej, a nie o zachodnioeuropejskim kraju...

          Nie umiem doradzić, bo z doświadczenia wiem, że to się nie zmieni - najwyżej na gorsze. Albo zastosujesz mu długą i niekoniecznie skuteczną za to bolesną dla Ciebie terapię pt. "od teraz nie kiwnę palcem", albo zmienisz model.
          • black_halo Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 23:57
            zabilam i to juz milion razy ale nie wiem co tu wymyslic - moje wszelkie akcje typu wystawienie ubran w workach na smieci w dniu odbierania tychze tez nie poskutkowalo na dlugo choc jakis efekt odnioslam bo stara sie wrzucac do kosza na bielizne, widocznie wizja pozostania bez skarpet i koszul jakos go przestraszyla. a ja powiedzialam, ze co na podlodze to smiec. ale musze napominac - wystarczy, ze pare dni odpuszcze i znow ubrania laduje na podlodze chociaz przysiegam, ze kosz na bielizne stoi 2.5 metra od lozka !!
            • szarsz Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:15
              A jaki jest dalszy los tych porzuconych na ziemi ciuchów?
        • agafka88 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:11
          black_halo napisała:

          > Alez on uzasadnienie ma doskonale - mama tak robila, miala czworke dzieci i pra
          > cowala na caly etat i codziennie byl dwudaniowy obiad, wszystkie dzieci mialy p
          > rzygotowane ubranie do szkoly na nastepny dzien

          No to możesz mu uzasadnić, że jak tak mu się podobało u mamusi, to może tam wrócić. Ty nie zamierzasz być jego mamusią lub pomywaczką, tylko PARTNERKA.

          Zauważ, że sama piszesz, że u niego w domu zmywali RODZICE. Czyli najwyższa pora wyskoczyć z roli dzidziusia w rolę partnera.

          Nigdy sam nie mieszkał, nie nauczył się, że samo się nie robi i że sprzątanie kosztuje czas i energię?

          Serio nie rozumiem, jak takie coś może przejść w partnerskim związku :(
        • szarsz Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:12
          black_halo napisała:
          > No i sie mnie pyta dlaczego jak tak nie moge - no i co mam odpowiedziec?

          że się ze szmatą w herbie nie urodziłaś.
          • ko_kartka Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:17
            szarsz napisała:

            > black_halo napisała:
            > > No i sie mnie pyta dlaczego jak tak nie moge - no i co mam odpowiedziec?
            >
            > że się ze szmatą w herbie nie urodziłaś.

            Oraz że nie jesteś jego mamusią. I niech wybierze - albo Twoje wymagania i Twoje towarzystwo, albo towarzystwo mamusi i jej brak wymagań. Jeśli kocha - podziała na wyobraźnię ;)
          • maith Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:47
            black_halo napisała:
            > No i sie mnie pyta dlaczego jak tak nie moge - no i co mam odpowiedziec?
            Że to jego mama - niech on ją naśladuje. Ty sobie będziesz naśladować swoją.
            I że dorośli ludzie potrafią po sobie sprzątać. Nawet starsze dzieci potrafią. To dlaczego on nie może?
            • magdalaena1977 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 08:18
              maith napisała:

              > black_halo napisała:
              > > No i sie mnie pyta dlaczego jak tak nie moge - no i co mam odpowiedziec?
              > Że to jego mama - niech on ją naśladuje.

              Świetny pomysł!
              W końcu to on ma geny tej superwoman, a nie black_halo.
              • kasica_k Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 12:39
                W ogóle co to jest za bzdurny argument, że "ona mogła, to i ty też możesz". Miles Davis świetnie grał na trąbce, czy to znaczy, że mój mąż też musi? black_halo, Ty NIE CHCESZ być taka sama, jak jego matka, więc nie bedziesz. I szlus. Każdy miał/ma swoje realia życia, swoje wybory, swoje upodobania i swoje ambicje. No chyba że jest tak, że Ty tak naprawdę podświadomie chciałabyś zastąpić mężowi mamusię i spełnić się w roli idealnej pani domowego ogniska. Jeśli tak, to musisz najpierw dogadać się z samą sobą, co jest dla Ciebie ważne.
                • butters77 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 25.08.11, 10:30
                  kasica_k napisała:
                  > W ogóle co to jest za bzdurny argument, że "ona mogła, to i ty też możesz". Mil
                  > es Davis świetnie grał na trąbce, czy to znaczy, że mój mąż też musi?

                  Świetne porównanie! :-)
              • felisdomestica Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 15:16
                Ale ma też geny tatusia :-). Kto wie, który allel odziedziczył?

                Kurcze, black_halo, uciekaj, póki możesz.
          • madzi1 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 09:57
            szarsz napisała:

            > black_halo napisała:
            > > No i sie mnie pyta dlaczego jak tak nie moge - no i co mam odpowiedziec?
            >
            > że się ze szmatą w herbie nie urodziłaś.

            Padłam ze śmiechu :DD Jednak chłop mógłby strzelić niezłego focha, że mu się matkę obraża.
            • maith Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 15:37
              madzi1 napisała:

              > Padłam ze śmiechu :DD Jednak chłop mógłby strzelić niezłego focha, że mu się ma
              > tkę obraża.

              Ojtamojtam, kobieta sama sobie takie hobby wybrała.
        • maith Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:43
          To sprawa jego mamy, jakie ma hobby.
          Bo rozumiem, że w tej sytuacji zajmowanie się domem, to jej jedyne hobby.
          Niech Ci da uzasadnienie, czemu Ty masz tak robić.
          A na Śląsku cały tłum mężczyzn latami pracuje w kopalniach. Oni mogą - on też niech się zgłosi. Albo na hutnika. Jak taki jest męski.

          Powiedz wprost, że nie zamierzasz niszczyć sobie życia, bo jego mama miała ambicję być w domu służącą. Ty nie masz. Ale to jego mama, może niech on weźmie z niej przykład, skoro uważa, że to takie ważne.
          Ale niestety coraz bardziej mi to wygląda na egzemplarz, który najlepiej zwrócić do mamusi.
    • ko_kartka Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 23:47
      Nie sprzątać i wynagradzać seksem :)

      Nie mam innych rad, bo to ja sama jestem fleją, a mój mąż pedantem. Oboje wynieśliśmy to z rodzinnego domu, każde ze swojego, oczywista. Po mnie sprzątała babcia, której się nudziło na emeryturze, a jego pedantyzmu nauczyła pracująca mamusia - perfekcjonistka. Oboje się wraz ze sobą ucywilizowaliśmy, więc i ja sprzątam bardziej, a on mniej zwraca uwagę na brudne ściany i brak wyprasowanych koszul w szafie. Poza tym mój mąż od początku zmywał naczynia, podłogę, a i pranie robił oraz gotował, więc nie musiałam go uczyć podziału obowiązków. U nas podział jest taki: nie cierpię ścierania kurzy - on to robi, on nie cierpi prasować - ja to robię i tak mniej więcej po połowie.

      Spleśniałe kanapki to nigdy nie zaistniały u nas w chałpie. Ale zepsute mięso, tudzież zgniłe warzywa - owszem. Zawsze to jest, niestety, moja działka, ale i zaopatrzenie - poza tachaniem siat - to też moja działka... Toteż szoruję, szoruję... Ale zapleśniałej kanapki bym mu nie darowała, wcisnęłabym mu gębę w to cudo, żeby się nauczył, że takich rzeczy się nie robi.

      • black_halo Re: Jak zagonic faceta do roboty? 23.08.11, 23:54
        Ja np. chetnie prasuje wiec to robie ale na szczescie wiekszosc ubran i tak nie potrzebuje prasowania wiec nie musze tej czynnosci poswiedcac wielu godzin. Zmywarke posiadam alme nie moge sie doprosic, zeby resztki z talerza ladowaly w koszu, talerz zostal lekko oplukany i wstawiony do zmywarki. No oporny egzemplarz a przeciez jedynie oczekuje, ze bedzie sprzatal po sobie zamiast budowac piramidy talerzy na kanapie, rzadki butelek na biurku itd.

        Dzisiaj w ramach prostestu zaczelam luszczyc pestki wprost na podloge. Zobacze czy podziala jak wdepnie gola stopa ;D
        • szarsz Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:08
          black_halo napisała:

          > Zmywarke posiadam alme nie moge sie doprosic, zeby resztki z talerza ladowaly w koszu,
          > talerz zostal lekko oplukany i wstawiony do zmywarki.

          W życiu nie opłukałam żadnego talerza przed wstawieniem do zmywarki, w końcu to zmywarki rolą jest myć ;) Nawet w instrukcji obsługi mojej było napisane jak byk, żeby przed wstawieniem zgarnąć tylko grubsze resztki do kosza.
          A tak bajdełejem przypomniała mi się moja koleżanka, która pakowała do zmywarki naczynia czyste, umyte normalnie gąbką z płynem... Zobaczyłam to kiedyś przez przypadek i dwa tygodnie dochodziłam do siebie.

          • ko_kartka Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:12
            szarsz napisała:

            > black_halo napisała:
            >
            > > Zmywarke posiadam alme nie moge sie doprosic, zeby resztki z talerza lad
            > owaly w koszu,
            > > talerz zostal lekko oplukany i wstawiony do zmywarki.
            >
            > W życiu nie opłukałam żadnego talerza przed wstawieniem do zmywarki, w końcu to
            > zmywarki rolą jest myć ;) Nawet w instrukcji obsługi mojej było napisane jak b
            > yk, żeby przed wstawieniem zgarnąć tylko grubsze resztki do kosza.

            I mam nadzieję, że to autorka miała na myśli :) Bo inaczej to przesadzasz, Black, naprawdę.
        • ko_kartka Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 00:10
          Z mojego doświadczenia osobistego wynika, iż chłopy lubią CHWALENIE. Żarówek nie wymieniacie, nic się wam nie psuje... pochwal go chociaż za wstawienie mniej-więcej czystego talerza do zmywarki (ja nie mam zmywarki, ale chwaliłam za wstawienie talerza do zlewozmywaka, zamiast zostawienia na blacie - wyczerpująca metoda, ale po dwóch latach nie muszę się awanturować :) ). Oraz mój chłop polubił koszenie trawnika, tą samą metodą... Działa bardzo metoda na "sierotkę Marysię", co sama nic nie umie i robi dzióbek w niezadowoleniu, ale to nie dla feministek ;)
          • turzyca Re: Jak zagonic faceta do roboty? 25.08.11, 01:28
            Ja bym to uogolnila: LUDZIE lubia chwalenie.
            Bo lubia byc nagradzani. A w ogole to chyba tak maja wszystkie stworzenia, nie? Sprobujcie sklonic taka orke do skakania przez kolko grozba czy kara. A jak w nagrode bedzie rybka, to juz zupelnie inna sprawa.
    • irenaearl Można nabawić się kompleksów. 24.08.11, 00:45
      Ojoj, tak czytam i czytam i coraz bardziej spływam rumieńcem wstydu. Wycieranie kurzu, prasowanie, mycie okien to rzeczy, których po prostu nie robię, od kiedy sprzątałam, prasowałam i myłam okna zarobkowo. No, nay, never! Nie mówiąc już o myciu ścian i żyrandoli. Przez okna jeszcze widać po półtora roku od pierwszego i ostatniego ich umycia, i tu mi kaktus wyrośnie, jeśli je kiedykolwiek jeszcze umyję. Kurz wycieram przy okazji przemeblowania raz na ruski rok. Prasuję sobie sukienkę, jeśli idę na ważne spotkanie lub czyjś ślub.

      Kiedyś robiłam to wszystko sama, a mąż nie - jemu nie przeszkadzało i nie było to potrzebne. To mi też nie i jest nam z tym fantastycznie. Prasowałam wszystko, w tym jego ubrania, ale on ani o to nie prosił, a wręcz prosił, żeby tego nie robić. Spuściłam trochę pary, przestałam nachalnie robić coś, co nie było nikomu potrzebne. Prasować swoich rzeczy odechciało mi się później, w wyniku robienia tego zarobkowo. Pranie ręczne? Dla mojego zdrowia psychicznego ubrania muszą się przyzwyczaić do prania w pralce, gdyż nie ma czynności, która wściekałaby mnie bardziej! Poważnie wolę rotawirusa od prania ręcznego.

      To co dla mnie jest porządkiem, dla wielu z Was nie jest nawet minimum. Znajdą się pewnie także osoby, których standard idealnego posprzątania odpowiada mojej definicji bałaganu. Zwłaszcza jeżeli chodzi o czystość żywności i jej przygotowania, chociaż tu też spuściłam nieco pary i już nie wyparzam wszystkich sztućców i talerzy, które dotknęły surowego jajka. Kolejny argument za ustaleniem wspólnej definicji określonych czynności.
      • ko_kartka Re: Można nabawić się kompleksów. 24.08.11, 01:03
        irenaearl napisała:

        > Ojoj, tak czytam i czytam i coraz bardziej spływam rumieńcem wstydu. Wycieranie
        > kurzu, prasowanie, mycie okien to rzeczy, których po prostu nie robię, od kied
        > y sprzątałam, prasowałam i myłam okna zarobkowo.

        Ja też kiedyś sprzątałam zarobkowo, stąd wiem, co to minimum, a co maksimum :) Ale wiesz, niektórzy, w tym mła, mieszkają w parterowym domku na skrzyżowaniu - stąd kurz należałoby ścierać codziennie, a nie raz na tydzień. Podłogi w domu należałoby codziennie chociaż zamieść, a nie tylko myć raz na dwa tygodnie. A okna nadają się do umycia po pierwszym lepszym deszczu, gdy kierowcy rozbryzgują mi wodę z kałuży po oknie salonowym, a nie dwa razy do roku :))) No i niektórzy prasują wyłącznie męskie koszule oraz własne płócienne, tudzież lniane ubrania, które niewyprasowane wyglądają menelowato... z kolei ja nie posiadam sukienek wizytowych, które należałoby prasować, wszystko elastyczne :)
        • turzyca Re: Można nabawić się kompleksów. 24.08.11, 01:48
          A o
          > kna nadają się do umycia po pierwszym lepszym deszczu, gdy kierowcy rozbryzgują
          > mi wodę z kałuży po oknie salonowym, a nie dwa razy do roku :)))

          Gdy po dluzszej nieobecnosci w domu obejrzalam okno od ulicy, to doszlam do wniosku, ze bede je myc do usmiechnietej smierci, bo najpierw bede musiala sie domyc do okna, zanim bede mogla umyc okno. W desperacji zaczelam od zamiecenia. Gumowa szczotka-zmiotka, bo akurat taka, z gumowym, a nie normalnym wlosiem mialam pod reka. Okazalo sie, ze daje to calkiem niezly efekt. Zamiatac okna moge choc i co trzy dni, robi sie to blyskawicznie. A jak sie zdecyduje na mycie, to w koncu potrzebuje normalnej ilosci czasu i plynu.
    • pitupitu10 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 10:34
      Jedyne co mogę zaproponować to lepsza organizacja. Nie planować sprzątania na "kiedyś tam, jak będzie brudno a my będziemy mieć czas". W takim wypadku "kiedyś tam" = "nigdy", bo przecież zawsze znajdzie się ciekawsze zajęcia od sprzątania. Może lepiej razem ustalić konkretny "termin sprzątania", typu "sprzątamy razem w każdą sobotę, w wyjątkowych sytuacjach (brak czasu) w niedzielę; ja odkurzam, ty zmywasz podłogę, ja sprzątam kuchnię, ty łazienkę, itd." Zaznaczyć na czerwono na kalendarzu, dodać przypomnienie w komputerze. W ten sposób sprzątanie będzie zaplanowanym zadaniem, a nie nieokreśloną przyszłością.

      To taka luźna propozycja. Tak naprawdę twoim problemem nie jest sprzątanie, tylko wasze radykalnie różne wizje tego jak ma wyglądać związek dwojga ludzi. Bardziej od porozrzucanych ciuchów martwiłabym się tym, czy facet będzie mnie szanował i traktował jak partnerkę w innych sferach życia.

      Widzę 2 rozwiązania:
      1. Mówicie sobie "do widzenia". (ale gdyby tak miało się stać to byś już dawno chłopa pogoniła)
      2. Nic się nie zmieni. Ewentualnie za ileś lat będziesz czuć się jak śmieć z którego zdaniem nikt się nie liczy i kisić się w nienawiści do chłopa i własnego życia. A może nie. W końcu jest wiele kobiet którym taka sytuacja najwidoczniej pasuje.
    • helenka333 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 11:10
      Czytam wątek czytam i nie wiem czy śmiać się czy płakać... Rady nie mam niestety, byłam całkiem niedawno w podobnej sytuacji, dopóki mój chłopak mnie odwiedzał i był moim gościem (a trwało to całkiem długo bo najpierw była przyjaźń) to wiadomo nie wymagałam żeby sprzątał, zmywał czy gotował. Gdy zamieszkaliśmy razem myślałam, że podział obowiązków będzie choć mniej więcej równy. Problem polegał na tym, że to co dla mnie było już bajzlem i syfem, a bynajmniej nie jestem pedantką, dla niego było stanem normalnym. Gdy późnym wieczorem wracałam do domu z pracy (on w domu był już ładnych kilka godzin bądź miał cały dzień wolny) i widziałam rozwalone łóżko, stertę talerzy, kubków i butelek na biurku i w okół, to mnie szlag jasny trafiał i awantura była gotowa. Chłop czasem nawet żeby uchronić się przed moim 'jęczeniem', jak to nazywał, poogarniał trochę obejście, ale wtedy to już moja frustracja brała górę i zawsze znalazłam a to jakąś ukrytą butelkę, brudną skarpetkę itp. Efekt jest taki, że nie mieszkamy razem i znów się 'kolegujemy' :) Tylko, że Wy jesteście małżeństwem...może w ramach protestu olej sprzątanie, pranie, gotowanie, jak nie będzie miał na czym zjeść, albo co czystego na tyłek włożyć to coś do niego dotrze? Albo wyjedź z dzieckiem na dłużej niech się sam sobą zajmuje?
    • ederlezi1981 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 19:41
      Jestem bałaganiarą, mieszkalam z facetem, który tez byl bałaganiarzem- i to był dramat, gość potrafil iść do kuchni, wziąć batonika, po drodze do pokoju go odpakować i rzucić papierek na podłogę. Rozstaliśmy się po jakms czasie - oczywiście, nie bezposrednio z powodu bałaganu, ale on gdzies tam był w tle (jego rodzina oczekiwała, a on milczaco akceptował, że kobieta = porzadek
      Nie wiem, czy da sie kogoś zmusic do zmiany nawyków- ja próbuje tego z samą sobą i srednio mi idzie. Irenka pisała o oknach- ja jedno okno (od strony ulicy :/) mam niemyte od zewnątrz od ponad półtora roku (=odkad tu mieszkam), bo nie moge go otworzyć bez przestawania łożka piętrowego. Jasne, mogłabym umy z drabiny z zewnatrz (parter), ale po co...
    • madzioreck Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 20:32
      No może właśnie to, że oni leża, pachną i syfią, a od tyrania mają kobietę...
      • anna-pia Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 20:41
        Jakoś "profitować z związku" nie kojarzy się z leżeniem i pachnieniem :) Swoją drogą, to jakiś wyższy poziom specjalizacji w lenistwie - typowy leń leży i pachnie, a ci jeszcze syfią dodatkowo.
        • madzioreck Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 21:13
          > Jakoś "profitować z związku" nie kojarzy się z leżeniem i pachnieniem :)

          A mnie jak najbardziej się kojarzy... nie masz leszka, co Ci wypierze skarpety - to albo se musisz wyprać sama, albo nie masz czystych skarpet, albo, ale to już pewien wysiłek - wyrzucasz brudne i idziesz kupić czyste. Jak masz leszka, to Ty leżysz, a leszek pierze.
          Jak Ci śmierdzi spleśniała kanapka w szufladzie - bez leszka będzie śmierdzieć do uśmiechniętej śmierci, albo musisz się ruszyć i wyrzucić sama. Nie wspominając, że i kanapkę trzeba własnoręcznie zrobić i wsadzić do szuflady, żeby sobie pośmierdziała.
          To nie są profity? Leżeć i być obsługiwanym, zamiast zasuwać...?
          • anna-pia Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 21:51
            madzioreck napisała:

            > To nie są profity? Leżeć i być obsługiwanym, zamiast zasuwać...?

            Profity to mam koncie, jak zostaną naliczone odsetki z lokaty ;) A na serio, zdechłabym z nudów, gdybym nie miała nic do roboty. Znałam jedną panią, która zajmowała się byciem śliczną, nie dość, że zgłupiała jeszcze bardziej, to jeszcze teraz się rozwodzą, bo z nudów zaczęła sypiać nie tylko z mężem. Tak więc taki leń jest dla mnie z definicji podejrzany, licho wie, co on robi.
            • madzioreck Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 21:56
              No dobra, to TY. Ja też bym zdechła z nudów. Ale z takim najwyraźniej przypadkiem mamy do czynienia - pan zajmuje się tylko tym, na co sam ma ochotę, a obowiązki ktoś odbębnia za niego.
            • pierwszalitera Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 22:14
              anna-pia napisała:

              Znałam jedną panią, która zaj
              > mowała się byciem śliczną, nie dość, że zgłupiała jeszcze bardziej, to jeszcze
              > teraz się rozwodzą, bo z nudów zaczęła sypiać nie tylko z mężem. Tak więc taki
              > leń jest dla mnie z definicji podejrzany, licho wie, co on robi.

              No i co z tego? Lepiej być ślicznym leniem, sypiać z facetami i rozwieść się z mężem, niż dawać się przez jaśnie pana wykorzystywać i pełnić żywot kury domowej. Z podwójnym obciążeniem, bo przypuszczam, że autorka wątka ma jeszcze jakąś pracę, albo inne obowiązki. Posiadanie męża, to nie jest wartość sama w sobie, a cierpiętnicza mróweczka to bardzo wątpliwy ideał.
              • anna-pia Re: Jak zagonic faceta do roboty? 25.08.11, 00:46
                pierwszalitera napisała:

                > No i co z tego? Lepiej być ślicznym leniem, sypiać z facetami i rozwieść się z
                > mężem, niż dawać się przez jaśnie pana wykorzystywać i pełnić żywot kury domowej.

                Są jeszcze opcje pośrednie pomiędzy kurą domową a puszczalską.
                • madzioreck Re: Jak zagonic faceta do roboty? 25.08.11, 01:01
                  Szczerze mówiąc, wolałabym być chyba puszczalską z wyboru, niż kurą domową z przymusu.
                  • pierwszalitera Re: Jak zagonic faceta do roboty? 25.08.11, 01:10
                    madzioreck napisała:

                    > Szczerze mówiąc, wolałabym być chyba puszczalską z wyboru, niż kurą domową z pr
                    > zymusu.

                    Popieram w stu procentach.
                  • anna-pia Re: Jak zagonic faceta do roboty? 25.08.11, 03:30
                    Madzioreck, co kto lubi; nie napiszę, jakie powiedzonko przyszło mi na myśl, bo jest niecenzuralne, ale czy naprawdę uważasz, że tylko albo kura - albo puszczalska?
                    • madzioreck Re: Jak zagonic faceta do roboty? 25.08.11, 22:16
                      Nie. Ale gdybym miała do wyboru te dwie skrajności, o których tu mówimy, to wolałabym być puszczalską niż służącą we własnym domu.
                      • szarsz Re: Jak zagonic faceta do roboty? 26.08.11, 11:34
                        Ja też :)
    • ederlezi1981 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 24.08.11, 22:53
      i jako taki ogólny komentarz:
      kwejk.pl/obrazek/404690
    • ananke666 Re: Jak zagonic faceta do roboty? 27.08.11, 21:09
      Proponuję:
      1. Uświadomić panu, że nie jesteś jego matką. Jeśli chce kobiety, niech mieszka z kobietą, jeśli chce mamusi, niech mieszka z mamusią, ale mamusia dupy za przeproszeniem nie daje.

      2. Uświadomić mu, że ktoś tu jest silniejszy fizycznie podobno i nie jesteś to Ty. Oboje pracujecie, więc dlaczego Ty, jako słabsza, masz sama jeszcze zasuwać? Jeśli on jest zmęczony po pracy a Ty nie, to kto tu jest silniejszy?

      3. Zastosować taktykę "pomóż mi, proszę" i jej warianty.

      4. Jak nie pomoże, odstawić od żłobu. Przewróciło się, niech leży, jeśli należy do niego. Nie jest dzieckiem, ręce mu do dupy nie przyrosły, obsługiwać to będziesz swojego potomka, jeśli Ci się zachce go mieć, a nie pełnosprawnego dorosłego byka. Byka obsługiwała jego mamusia. Ty nie jesteś jego mamusią, a on nie jest Twoim synusiem.
      • pierwszalitera Re: Jak zagonic faceta do roboty? 27.08.11, 22:05
        ananke666 napisała:

        > ręce mu do dupy nie przyrosły,


        Dostałam właśnie głupawki ze śmiechu, ale podoba mi się. :-D
    • m.arta.m Re: Jak zagonic faceta do roboty? 31.08.11, 14:26
      to chyba i ja nadaję się do tego wątku... :)

      Mój chłop, jak do mnie przychodził, powodował u mnie obawy co do wspólnego dłuższego bycia, życia i mieszkania- ja jestem raczej bałaganiarą, a on mnie namawiał do zmywania zaraz po jedzeniu, najczęściej sam to robił, to on zmusił mnie i mi pomógł posprzątać w końcu w szafie, gdzie wszystko było splątane w jeden wielki węzeł. on u siebie chyba co tydzień zamiatał i mył podłogę. Ja czasem (czyt. raz na kilka tygodni) zmusiłam się do odkurzenia u siebie. To on narzekał na wszędobylski kurz, ja już uznałam, że taki jest urok mieszkania w mieście przy drodze w małym pokoju.

      Jak zamieszkaliśmy razem, okazało się, że też jest bałaganiarzem. Po obiedzie faktycznie zmywa od razu, ale po śniadaniu czy piciu rzeczy mogą leżeć i leżeć. Ja mam opory przed ponownym użyciem noża po maśle po kilku godzinach- on i kolejnego dnia użyje tego samego.
      Ubrania na suszarce mogą wisieć i wisieć, aż ja je w końcu zdejmę.

      Niby naturę mam buntowniczą, ale przy nim nie umiem. Jak postanowiłam parę razy, że nie zrobię czegoś i w koncu on będzie musiał to zrobić, to kończyło się tak, że wstawiałam kolejne pranie i żeby je powiesić, to musiałam zdjąć poprzednie. Jak chciałam zrobić obiad, to musiałam umyć naczynia.
      Poza tym nie potrafię na dłuższą metę trzymać się takiego postanowienia i złośliwie w nim trwać. W końcu stwierdzam, że nic mi się nie stanie, jak zrobię tę jedną rzecz, a przynajmniej nie będziemy się niepotrzebnie kłócić.
      Kiedyś pomyślałam, że jak mu powiedzialam, żeby zdjął pranie, a on tego nie zrobił, to jak ja to zrobię, to będzie mu głupio. Chyba nie było.

      Przez ponad 2 miesiące gasiłam światło w toalecie, które regularnie zostawiał zapalone. W końcu odezwał się we mnie mój zawód- teraz zapraszam go, niezależnie od tego, co by robił, do łazienki i dopiero jak przyjdzie- mówię, żeby zgasił światło.

      Dochodzę do wniosku, że jak wychowywać, to wychowywać i od teraz włączam wszystkie znane mi metody wychowawcze i może coś zdziałam :)
      Zwłaszcza, że teraz przeprowadzamy się razem już bardziej na poważnie i głupio by było musieć się rozstać tylko dlatego, że nie gasi światła w łazience ;)

      Swoją drogą ciekawe właśnie są te przemiany facetów- czy oni udają zanim poczują się w związku pewnie, czy to my, będąc w stanie zakochania, rozdmuchujemy te drobne przejawy pozytywnych stron partnerów?


      P.S. Do tego wszystkiego mam jeszcze poważny zamiar nauczyć go gotować. Jakieś pomysły? ;)
      • madzioreck Re: Jak zagonic faceta do roboty? 31.08.11, 23:07
        > Ubrania na suszarce mogą wisieć i wisieć, aż ja je w końcu zdejmę.
        (...)
        Jak postanowiłam parę razy
        > , że nie zrobię czegoś i w koncu on będzie musiał to zrobić, to kończyło się ta
        > k, że wstawiałam kolejne pranie i żeby je powiesić, to musiałam zdjąć poprzedni
        > e. Jak chciałam zrobić obiad, to musiałam umyć naczynia.

        Ja sobie myślę, że między czekaniem, aż się chłopina domyśli, a robieniem samej, jest jeszcze opcja: kochanie, zdejmij to cholerne pranie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja