Dodaj do ulubionych

Kulinarny koncert życzeń

23.10.11, 17:49
W związku z dyskusją, która się rozwinęła w poprzednim wątku, pozwalam sobie założyć nowy wątek - który mam nadzieję będzie z jednej strony źródłem inspiracji dla tych bardziej biegłych w kuchni, a z drugiej strony miejscem, gdzie ci mniej biegli (jak ja) mogą zadawać pytania o konkretne dania, albo o bardziej ogólne zasady pieczenia/duszenia/wyrabiania ciasta i innych tajemnic kuchennych.
Skoro już zaczynam wątek, to od razu zadam moje trzy pytania:
- jest już głęboka jesień, i chodzi za mną dynia. Po nieudanej próbie z zupą dyniową z curry (fuj!) postanowiłam zapytać bardziej doświadczonych lobbystek. Najchętniej przyjmę zupę albo inne danie bez piekarnika (chyba będziemy robić remont kuchni, więc jeszcze trochę bez tego piekarnika muszę żyć).
- marynowanie mięsa. Teoretycznie wiem z grubsza co i jak, ale podejrzewam, że to dopiero czubek góry lodowej. W czym, z jakimi przyprawami, jak długo, jakie mięso w jakich kombinacjach?
- oleje (to już pewnie niekoniecznie temat na notkę w blogu). Używam od zawsze słonecznikowego, rzepakowego, z oliwek i z pestek dyni - ale widzę w sklepie dużo więcej odmian. Nie wiem, z czym je jeść (na których smażyć, które do sałatek), i z obawy, że butelki będą się kurzyć na półce nie kupuję nic nowego. To samo zresztą dotyczy octów, których jest sto tysięcy różnych...
Obserwuj wątek
    • mszn Re: Kulinarny koncert życzeń 23.10.11, 18:30
      Oooo, dynia :) Kiedyś jej bardzo nie lubiłam, przekonałam się po zrobieniu pieczonej z książki Jamiego, ale że to do piekarnika, to i tak nieważne, że przepis leży w Amsterdamie. Ostatnio wpadłam na coś takiego i jem ze cztery razy w tygodniu: omlet z dynią.

      Podgrzewam na patelni trochę oliwy i wrzucam pokrojoną w grubszą kostkę dynię. Pieprz, tymianek, szałwia. Podlewam jakimiś 60-70 ml wody i pod lekkim przykryciem duszę, aż dynia będzie miękka, a wody nie będzie. Na to wylewam rozbełtane jajka, a na wierzch idzie ser - pokruszona gorgonzola jest super, ale gouda też dała radę. Smaży się jak każdy omlet, aż góra będzie ścięta (zawsze przykrywam). I gotowe.

      Acha, dynia jest też dobra duszona w tanim czerwonym winie, wrzucam jej czasem kurczaka do towarzystwa, całość ma fajny kolor.

      Z olejów ostatnio kupiłam w Lidlu sezamowy i orzeszkowo ziemny i też staram się coś kombinować :) Na razie wpadłam na smarowanie pieczonej (sorry!) cukini tym orzeszkowym, no i przypomniało mi się, że marchewka+sezam to dosyć znane połączenie. W wersji bez piekarnika widzę to jako marchewkę podsmażoną na oleju sezamowym, do tego trochę imbiru, i poddusić może z wodą albo jakimś bulionem.
      • mniickhiateal Re: Kulinarny koncert życzeń 23.10.11, 20:07
        mszn napisała:

        > Oooo, dynia :) Kiedyś jej bardzo nie lubiłam, przekonałam się po zrobieniu piec
        > zonej z książki Jamiego, ale że to do piekarnika, to i tak nieważne, że przepis
        > leży w Amsterdamie.

        Ta?
        www.jamieoliver.com/recipes/vegetarian-recipes/the-best-baked-pumpkin
        Jamie większość przepisów z książek prędzej czy później wrzuca na stronę.
        • mszn Re: Kulinarny koncert życzeń 23.10.11, 20:50
          Nie ta, to jest typowy Jamiowy przerost wszystkiego. Ten mój ulubiony przepis to dynia+chilli pieczone pod mokrym pergaminem, a na ostatnie 20 min zalewa się to słodką śmietaną z białym winem, tymiankem i gałką.
    • jul-kaa Re: Kulinarny koncert życzeń 23.10.11, 19:53
      Do dyni moim zdaniem najlepiej pasuje imbir. Zupę dyniową robię tak: w garnku z bulionem (warzywnym, mięsnym - jakim bądź, ilość niewielka, dynia może wystawać ponad) gotuję dynię do miękkości. Do smaku można dodać też marchewkę (gotować razem z dynią). Zupę zmiksować blenderem, dodać sporo imbiru (startego na małych oczkach i posiekanego), ew. dosolić - wedle własnego smaku.
      Moja (i syna) ukochana dynia to niestety dynia pieczona - pokrojona w duże kawałki, nakrojona na krzyż, wysmarowana marynatą składającą się z oliwy, cytryny i mnóstwa imbiru.

      Olej sezamowy jest bardzo intensywny, jeśli dobrze pamiętam, należy go dodać na sam koniec gotowania/smażenia, żeby go już nie podgrzewać. Ja używam jeszcze oleju imbirowego, podobnie jak sezamowego - do różnych potraw z orientalną nutą.

      W marynowaniu nie jestem ekspertem, mięsa robię od niedawna, więc niech się wypowiedzą światlejsze lobbystki :)
      • kryklu Re: Zupa krem z dyni 23.10.11, 20:22
        Robię ją podobnie jak Jul-kaa, z tym, że duszę dynię na maśle (bez marchewki), potem dodaję bulion, doprawiam solą, pieprzem, gałką muszkatołową i czosnkiem, miksuję i zaprawiam śmietaną. Wszyscy się nią zachwycają i domagają się przepisu.
      • besame.mucho Re: Kulinarny koncert życzeń 23.10.11, 20:24
        > Olej sezamowy jest bardzo intensywny, jeśli dobrze pamiętam, należy go dodać na
        > sam koniec gotowania/smażenia, żeby go już nie podgrzewać. Ja używam jeszcze o
        > leju imbirowego, podobnie jak sezamowego - do różnych potraw z orientalną nutą

        Olej sezamowy raczej do marynat, albo pod koniec robienia dania dla smaku. Nie smaży się na nim, bo ma niską temperaturę spalania (większość potraw np. chińskich smaży się szybko w bardzo wysokiej temperaturze - za wysokiej dla oleju sezamowego albo oliwy z oliwek, lepiej używać np. najzwyklejszego oleju rzepakowego).

        Marynować w sumie można we wszystkim na co przyjdzie ochota. Ja na pewno będę wrzucała przepisy z marynatami na wiosnę, kiedy zaczyna się sezon jedzenia np. sałatek z grillowanym kurczakiem. Teraz trochę za zimno na sałatki ;)
        • marciasek Re: Kulinarny koncert życzeń 24.10.11, 17:05
          warto dodać, że olej sezamowy występuje w dwóch postaciach: chiński, ciemny, bardzo intensywny, stosowany jako przyprawa do potraw w bardzo niewielkich ilościach oraz znacznie delikatniejszy grecki (uogólniam), jasny, pachnący chałwą - ten można lać do sałatek zamiast oliwy (oczywiście jeśli ktoś lub i jeśli akurat pasuje).
    • azymut17 oleje 23.10.11, 20:00
      Najzdrowszym i najbardziej uniwersalnym jest jak mi wiadomo olej rzepakowy, wszystkie inne są w którymś miejscu od niego gorsze. A to nie można smażyć w wysokiej temperaturze, a to mają silny smak itd.
      • amoureuse Re: oleje 24.10.11, 12:26
        Najzdrowszy jest olej lniany, niesamowicie drogi i bardzo szybo jełczejący (sprzedaje się go w małych butelkach). Z naszego punktu widzenia najlepszy jest rzeczywiście rzepakowy (z pierwszego tłoczenia!), bo oliwa z oliwek nie jest nam "genetycznie" bliska :) ale jest jak najbardziej zdrowa i polecana. Na słonecznikowym lepiej nie smażyć, nie piec itp, w wysokich temperaturach wytwarza toksyny. Można smażyć na maśle, ale nie dopuścić do spalenia. Margarynę najlepiej wyrzucić, ma rakotwórcze tłuszcze trans.
        Tyle przynajmniej wiem z wykładów o tłuszczach :D
        • agafka88 Re: oleje 24.10.11, 13:41
          Do fajnego wykładu o olejach dodam tylko, że oliwa z oliwek też jest najzdrowsza na zimno, podczas smażenia traci swoje właściwośći.
          • marciasek Re: oleje 24.10.11, 16:58
            domyślam się, że chodzi o południowe pochodzenie oliwy vs nasze - północne.

            Najlepsze proporcje kwasów omega 3 i 6 mają olej lniany, rzepakowy i oliwa, przy czym dwa pierwsze są pod tym względem najbliższe ideału, z tych dwóch zaś rzepakowy jest najtańszy. Rafinowany do smażenia, tłoczony na zimno do sałatek.

            Przy okazji wspomnę o pewnym nadużyciu popełnianym przez znanego producenta oleju rzepakowego na K, który reklamuje swój olej jako olej "z pierwszego tłoczenia": każdy olej rzepakowy jest z pierwszego tłoczenia, nie każdy zaś, na pewno nie ten na K, z pierwszego tłoczenia na zimno. A prawdziwy olej rzepakowy tłoczony na zimno bywa dostępny w cenie niewiele wyższej od oleju K., bo już od 11 zł. z groszami za litr.
            • amoureuse Re: oleje 24.10.11, 17:43
              Dokładnie Marciasek :) w naszym klimacie oliwki zwyczajnie nie rosną. Oliwa jest dobra, wiele osób zapomina jednak, że olej rzepakowy jest jej północnym odpowiednikiem i jest równie zdrowy.
              O oleju na K także słyszałam niezbyt pochlebne opinie ;) warto zwrócić uwagę, że firma wypuściła niedawno nowy produkt-"ekologiczny" olej na K w ciemnej, szklanej butelce, jak oliwa. Olejowi z pierwszego tłoczenia na zimno przezroczysty plastik by nie posłużył.
              • marciasek Re: oleje 24.10.11, 19:32
                O ile olej rzepakowy wytrzymuje światło dość dobrze (choć ja i tak przechowuję go w lodówce), znacznie trudniejszy w przechowaniu jest olej lniany i ten najlepiej kupować w... aptece :) Prosto z lodówki, świeży, w styropianowym "termosiku". Wbrew pozorom wcale nie droższy niż z supermarketu.
              • pierwszalitera Re: oleje 24.10.11, 22:05
                amoureuse napisała:

                > Dokładnie Marciasek :) w naszym klimacie oliwki zwyczajnie nie rosną. Oliwa jes
                > t dobra, wiele osób zapomina jednak, że olej rzepakowy jest jej północnym odpow
                > iednikiem i jest równie zdrowy.

                Nie równie zdrowy, tylko ze względu na stosunek kwasów tłuszczowych nawet zdrowszy. Oliwa ma tylko trochę lepszy PR, bo stosuje się ją w tzw. diecie śródziemnomorskiej składającej się także z wielu warzyw, ryb i owoców. Na ile pozytywny wpływ tej diety na zdrowie jest faktycznie zasługą oliwy nie jest jeszcze do końca udowodnione. Olej rzepakowy można za to ogrzewać do dużych temperatur. Również masło można wykorzystywać do smażenia, jeżeli się go wcześniej wyklaruje, czyli pozbawi białka. Na wyklarowanym maśle można doskonale smażyć mięso, nabiera wtedy nawet szczególnie wykwintnego smaku. Sławne panierowane wiedeńskie sznycle smaży się tylko w głębokim wyklarowanym maśle.
                • joankara Re: klarowane masło 16.11.11, 01:25
                  Nie wspomniałaś o rybach - do smażenia ryb też klarowane masło najlepsze. I generalnie do smażenia - zamiast zwykłego masła. Nie przypala się, nie pryska, a daje potrawie wspaniały smak. Za to do smarowania się nie nadaje, paskudne jest. Można masło sklarować samemu, albo kupić gotowca, ale nie we wszystkich sklepach jest.
        • ciociazlarada Oliwa z oliwek, a maslo ze smietany... 25.10.11, 10:29
          Drogie Panie, mala uwaga techniczna - od tej "oliwy z oliwek" kartofle mi sie w piwnicy traca! Ja Was prosze, jak mi ktoras pokaze oliwe nie z oliwek, to odszczekam pod stolem. Poki co, macham glosno i wyraznie sztandarem ochrony jezyka polskiego. Z gory dziekuje.
          • agafka88 Re: Oliwa z oliwek, a maslo ze smietany... 25.10.11, 11:54
            ciociazlarada napisała:

            > Drogie Panie, mala uwaga techniczna - od tej "oliwy z oliwek" kartofle mi sie w
            > piwnicy traca! Ja Was prosze, jak mi ktoras pokaze oliwe nie z oliwek, to odsz
            > czekam pod stolem.
            sprawdź tu:
            www.sjp.pl/Oliwa
            sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2495120
            2. «olej mineralny służący do oliwienia maszyn, silników itp.»

            Hau?

            dlatego też ze zwykłą oliwą miewam niezbyt miłe skojarzenia i wolę dodawać drugi człon.

            yrażenie oliwa z oliwek jest używane powszechnie, nawet przez producentów i importerów, więc raczej tego nie zmienisz, była szansa jakieś kilkanaście lat temu, kiedy oliwa z oliwek nie była jeszcze u nas popularna.

            Wyrazu "oliwa" używa się również w stosunku do różnego rodzaju olejów, dlatego ja wolę precyzować. Szczególnie starsi ludzie mówią oliwa na zwyczajny olej. Tak więc swoich przyzwyczajeń raczej zmieniać nie zamierzam, chyba że znajdę jakiś powalający na kolana argument.
              • agafka88 Re: Oliwa z oliwek, a maslo ze smietany... 25.10.11, 12:57
                pierwszalitera napisała:

                > agafka88 napisała:
                >
                > > Wyrazu "oliwa" używa się również w stosunku do różnego rodzaju olejów, dl
                > atego
                > > ja wolę precyzować. Szczególnie starsi ludzie mówią oliwa na zwyczajny ol
                > ej.
                >
                > Stoi na stacji lokomotywa, Ciężka, ogromna i pot z niej spływa -Tłusta oliwa. :
                > -)

                O patrz, chyba odkryłaś, czemu mam nieprzyjemne skojarzenia z oliwą :) jednak lobbystki wiedzą wszystko! ;)
            • ciociazlarada Re: Oliwa z oliwek, a maslo ze smietany... 25.10.11, 13:17
              > Hau?
              >

              Hau, Agafko:)

              >
              > Wyrazu "oliwa" używa się również w stosunku do różnego rodzaju olejów, dlatego
              > ja wolę precyzować. Szczególnie starsi ludzie mówią oliwa na zwyczajny olej. Ta
              > k więc swoich przyzwyczajeń raczej zmieniać nie zamierzam, chyba że znajdę jaki
              > ś powalający na kolana argument.

              Ale rozumiem, ze zakladasz iz Twoi rozmowcy beda uzywac oliwy do maszyn w celach kulinarnych, dlatego musisz koniecznie sprecyzowac? Bo jakos trudno mi w to uwierzyc;-)

              Wielu ludzi, takze starszych, "cofa sie do tylu", "ubiera buty" (albo spodnie) i inne takie. W telewizji, reklamach, na opakowaniach nagminnie uzywane sa rowniez rzeczowniki w bierniku tam gdzie powinny byc w dopelniaczu.

              >
              > yrażenie oliwa z oliwek jest używane powszechnie, nawet przez producentów i imp
              > orterów, więc raczej tego nie zmienisz, była szansa jakieś kilkanaście lat temu
              > , kiedy oliwa z oliwek nie była jeszcze u nas popularna.

              Mam to wszystko rozumiem zaakceptowac bez jeczenia, bo jak jest napisane na opakowaniu, to klamka zapadla? Oczywscie, ze tego nie zmienie. Ale BYNAJMNIEJ probuje;-P Ladnie? Nie? A przeciez to takie popularne, ze niedlugo trafi na opakowania...
              • agafka88 Re: Oliwa z oliwek, a maslo ze smietany... 25.10.11, 14:08
                ciociazlarada napisała:
                > Ale rozumiem, ze zakladasz iz Twoi rozmowcy beda uzywac oliwy do maszyn w celac
                > h kulinarnych, dlatego musisz koniecznie sprecyzowac? Bo jakos trudno mi w to u
                > wierzyc;-)

                Nie, słownik podaje też, że oliwa jest stosowana zamiennie do zwykłego oleju, np. słonecznikowego. I ja się z takim stosowaniem nie raz spotkałam, nie wiem, może regionalizm jakiś?

                > Mam to wszystko rozumiem zaakceptowac bez jeczenia, bo jak jest napisane na opa
                > kowaniu, to klamka zapadla? Oczywscie, ze tego nie zmienie. Ale BYNAJMNIEJ prob
                > uje;-P Ladnie? Nie? A przeciez to takie popularne, ze niedlugo trafi na opakowa
                > nia...

                W sumie to mogłabym pójść na kompromis i mówić olej z oliwek ;)

                Jak mówię, ja osobiście nie widzę w oliwie z oliwek nic drażniącego, ja bym Ciociu na Twoim miejscu wytaczała krucjatę przeciwko "lokowaniu produktu", bo głupszej kalki dawno nie słyszałam ;) Nawet mogę się dołączyć do krucjaty :P
        • joankara olej lniany 16.11.11, 01:21
          Tylko na zimno! Do smażenia się absolutnie nie nadaje, całkowicie traci własności, w NNKT izomery cis przechodzą w trans i szlag trafia całą wartość zdrowotną, i jeszcze zaszkodzić może. A trzymać go należy w miejscu ciemnym i chłodnym, znaczy w lodówce, bo pod wpływem ciepła i światła te omegi też się psują. Do sałatek może być, do twarożku, albo do ziemniaków, ale zawsze na zimno. Ale zaiste, na zimno i świeży (najlepiej kupić w internecie, taki z dostawą w chłodni i w termicznym opakowaniu, z gwarancją, że jego temperatura od wytłoczenia nie przekroczyła 10 stopni - te ze sklepowej półki już tracą własności) jest najzdrowszy, ma najwięcej NNKT omega 3.
    • szarsz Re: Kulinarny koncert życzeń 23.10.11, 20:21
      Oleje - orzechowy jest ciężki, ma orzechowy aromat, super się nadaje do podrasowania sałatek np. z orzeszkami pinii czy orzechami włoskimi właśnie. Sezamowy - ciepły, przypalony (uwielbiam, mam jakąś japońską ostrą przyprawę na bazie oleju sezamowego, czasem sobie podjadam po kropli), dodajemy na sam koniec do sałatek, bo aromat ma piękny, ale bardzo też ulotny. Moim zdaniem fantastycznie się komponuje z tartą marchewką na pikanto (z imbirem).
      Olej z pestek winogron, ryżowy - do smażenia. Ryżowy jest trochę słodszy, bardziej orzechowy (?), do dań azjatyckich, orientalnych. Ten z pestek winogron to chyba najbardziej neutralny olej, jaki znam.
      Oliwy z oliwek, pół na pół z masłem używam do duszenia i szybkiego przesmażania warzyw.

      Więcej nie używam, bo i tak mi się z szafki wysypują :D
    • pierwszalitera Zupa krem z dyni 23.10.11, 20:51
      Zupa z dyni jest prosta. Smak jest jednak trochę zależny od gatunku dyni. Najlepiej i nie bardzo słodko, doskonała na zupę, smakuje mała pomrańczowa dynia hokkaido. Waży zwykle gdzieś 1-2 kg, jedna wystarcza na zupę dla 4 osób. Ma jadalną skórkę, której nie trzeba obierać. Inne gatunki dyni ogrodowej, mogą być bardziej słodkie (na przykład butternut).
      By wegetariańska zupa dobrze smakowała, należy najpierw w łyżce gorącego oleju zeszklić pokrojoną drobno dużą szalotkę, albo małą cebulkę z ząbkiem czosnku i drobinutko pokrojonym kawałkiem świeżego imbiru (1cm). Bez podsmażonej cebulki zupa będzie mdła. Czosnek i imbir opcjonalnie, ale ja nigdy nie robią bez. Do cebulki dorzucić pokrojoną w kostkę dynię (słomę ze środka należy najpierw usunąć i wyskrobać trochę łyżką), zalać taką ilością wody, by dynia była pokryta. Można dolać jeszcze odrobinę mleka, posolić, dodać małą łyżczkę cukru (nie musi być) i gotować całość do miękkości. Zwykle nie trwa to dłużej niż 15-20 minut. Całość zmiskować na zupę krem i jeszcze raz zagotować, ewentualnie doprawić solą. Jak ktoś lubi i imbir mu nie wystarcza, dodać szczyptę chilli. Na sam koniec dodać około 50-100ml słodkiej śmietany i już nie gotować. Śmietnę można leciutko ubić, zupa będzie bardziej puszysta i można zrobić nią na talerzu na pomarańczowej zupie dekoracyjne jasne smugi.
      Zamiast wodą można też zalać dynię warzywnym bulionem. Zupę można podawać z zieloną pietruszką, z kawałkami przyrumienionego na chrupiąco boczku, albo z prażonymi krótko na patelni bez tłuszczu pestkami z dyni. Albo z kleksem oleju z pestek z dyni, ma intensywny zielony kolor. Ja dodawałam już też krewetki. Ale to trochę odważna kompozycja. ;-)
      Ta okrągła pomarańczowa na zdjęciu to hokkaido, ta podłużna, beżo-brązowa to butternut. Obie dają pięknie pomarańczową zupę.
      https://blog.afra-schmidt.com/wp-content/uploads/2009/10/DSC002331-150x150.jpg
      • kryklu Re: Zupa krem z dyni 23.10.11, 21:01
        Ja swoją zupę gotuję właśnie z hokkaido. Jednak do głowy by mi nie przyszło, że ta twarda skóra może być jadalna. Obieranie tej skóry to dla mnie najgorszy etap tego dosyć prostego gotowania. Może używam zbyt starej dyni?
        • wodadobra Re: Zupa krem z dyni 23.10.11, 22:18
          kryklu napisała:


          > Obieranie tej skóry to dla mnie najgorszy etap tego dosyć prostego gotowania.

          To spróbuj następnym razem wypiec dynię w piekarniku ok. 30minut/200stopni. Miąższ odchodzi jak masełko od papierka. A do tego skraca to czas gotowania zupy. Sprawdziłam.
          Do zupy dodaję jeszcze siekaną kolendrę i groszki ptysiowe. Moje dzieci je uwielbiają zatem zupy-krem u nas bez nich się nie podaje.
        • pierwszalitera Re: Zupa krem z dyni 23.10.11, 22:21
          kryklu napisała:

          > Ja swoją zupę gotuję właśnie z hokkaido. Jednak do głowy by mi nie przyszło, że
          > ta twarda skóra może być jadalna. Obieranie tej skóry to dla mnie najgorszy et
          > ap tego dosyć prostego gotowania. Może używam zbyt starej dyni?

          Mnie też nie. Ale tak podają wszystkie książki kucharskie. Ja osobiście też tą skórę obieram, bo ona nie zawsze jest taka gładka i diabli wiedzą, gdzie ona tam w sklepie leżała. ;-) Od kiedy przywiozłam sobie ze Szwajcarii ostry nożyk do warzyw marki Victorinox obieranie tej skóry nie robi mi problemu. Najpierw obcinam dół i górę dyni na płasko, by dynia siedziała dobrze na stole, a potem golę nożem z góry na dół miejsce po miejscu, tak nisko jak się da. Potem obracam dynię i powtarzam całą procedurę, aż pozbędę się resztek skóry. Dopiero gdy dynia jest bez skóry, to przecinam ją na pół, patroszę środek i opłukuję wodą.
      • ciociazlarada Re: Zupa krem z dyni 23.10.11, 21:10
        Nie chcę Pierwszejliterze wchodzić między "wódę a zakąskę":) ale robię akurat wersję "indyjską" tej zupy - aby taka z curry nie była mdła, również prażę, ale nie szalotki, a odrobinę (łyżkę) czarnej gorczycy (na oleju ryżowym, taki akurat mam jako najbardziej neutralny). Trzeba prażyć aż gorczyca popęka i razem z olejem dodać do zupy, ma charakterystyczny "indyjski", orzechowy zapach i smak. Cebulę i czosnek również dodaję, to pierwsze parzone, to drugie surowe oba razem z gotowaną dynią do blendera. Pozostałe elementy tak jak u Pierwszejlitery, tyle że bez śmietany.

        Czarna gorczyca jest do dostania w sklepach orientalnych typu Toko (wiem, że Kis-moho w Polsce nie mieszka), opakowanie na pół roku kosztuje około 50 centów:). Dodaje tego brakującego "czegoś" wielu potrawom indyjskim.
        • pierwszalitera Re: Zupa krem z dyni 23.10.11, 22:09
          ciociazlarada napisała:

          > Nie chcę Pierwszejliterze wchodzić między "wódę a zakąskę":) ale robię akurat w
          > ersję "indyjską" tej zupy - aby taka z curry nie była mdła, również prażę, ale
          > nie szalotki, a odrobinę (łyżkę) czarnej gorczycy

          E, nie wchodzisz. ;-) Czarna gorczyca pasuje na pewno do curry. Ja do curry lubię dodawać też trochę dodatkowej, prażonej kolendry, smakuje jeszcze bardziej aromatycznie. Właśnie jakby orzechowo. Trzeba tylko uważać, by nie namieszać zbyt dużo przypraw, imbir, curry, kolendra, gorczyca to jak dla mnie za duża mieszanka, ja lubię, gdy przyprawy dają się jeszcze smakowo w potrawie wyczuć. :-) Acha, przyprawy typu kolendra, kminek i inne nasiona z zawrtością olejku aromatycznego dają się prażyć na sucho, na gorącej patelni bez oleju.
    • diuszesa Re: Kulinarny koncert życzeń 24.10.11, 14:38
      Jeśli chodzi o oleje, to ja już nie wiem, komu wierzyć :-/ Jest tyle teorii nt. smażenia, że prawie w ogóle przestałam smażyć :-)
      Czytałam ostatnio ten artykuł:
      wyborcza.pl/1,76842,7717475,My_chcemy_masla_a_nie_margaryny.html?as=1&startsz=x
      Jest dla mnie przekonujący, te same informacje o szkodliwości smażenia na oleju znalazłam również w innych źródłach, tylko nie pamiętam, gdzie :-( Żeby nie zwariować, wybrałam sobie jedną teorię (z powyższego artykułu ;-), i jak już muszę, to smażę na oliwie (wiem, że traci swoje właściwości, ale przynajmniej nie zamienia się w toksyczną). Oprócz oliwy do smażenia wg tej teorii ponoć najlepszy jest olej kokosowy i smalec. Na innym oleju boję się smażyć, a już szczególnie na słonecznikowym (na którym kiedyś smażyłam wszystko :-( )
      Olej lniany podobno bardzo zdrowy, spożywany tylko i wyłącznie na zimno; podobno pycha, pycha jest olej z pestek dyni, też spozywany tylko na zimno, ale jeszcze go nie wypróbowałam.
      • satia2004 Re: Kulinarny koncert życzeń 24.10.11, 14:51
        diuszesa napisała:
        > Jeśli chodzi o oleje, to ja już nie wiem, komu wierzyć :-/ Jest tyle teorii nt
        > . smażenia, że prawie w ogóle przestałam smażyć :-)
        > Czytałam ostatnio ten artykuł:
        > rel="nofollow">wyborcza.pl/1,76842,7717475,My_chcemy_masla_a_nie_margaryny.html?as=1&startsz=x
        > Jest dla mnie przekonujący, te same informacje o szkodliwości smażenia na oleju
        > znalazłam również w innych źródłach, tylko nie pamiętam, gdzie :-(


        Artykuł bardzo ciekawy ale przypisywanie całości zwiększonej zachorowalności na raka jedzeniu margaryny i smażeniu na oleju słonecznikowym wydaje mi się jednak ogromną przesadą.
    • amoureuse Bezy! 26.10.11, 13:31
      Moja pięta achillesowa :/ jeszcze nigdy nie wyszły mi dobre, zawsze są gumiaste albo za suche. Kiedyś się zawzięłam, wypróbowałam 3 różne przepisy: Dorotus, Liski i DailyDelicious, z każdym było coś nie tak. Dlatego chętnie przyjmę bezy i bezowe rady :)
      • pierwszalitera Re: Bezy! 26.10.11, 14:16
        Gumiaste wyjdą ci jak dasz za mało cukru, a suche, jak za gorąco pieczesz. W pierwszym przepisie masz 4 białka i tylko 250 gram cukru. Daj więcej. Możesz dać spokojnie 300, a nawet więcej, tyle ile da się ubić do masy, ma być bardzo, bardzo kremowa i ciągnąć się w nitki. I długo ubijać mikserem, co najmniej 8-10 minut, by wprowadzić dużo powietrza i całkowicie rozpuścić cukier. Piec wolno, około 20 minut, ale piekarnik nie może być cieplejszy niż 175 stopni, 150 jest nawet lepszy. Bezy mają raczej wysychać, niż się piec, wtedy nie będą zbyt suche. Niektórzy wkładają bezy do piekarnika nagrzanego na 150 stopni, skręcają natychmiast na 90 stopni i suszą bezy około 60 minut. Takie są chyba najlepsze.
        • amoureuse Re: Bezy! 26.10.11, 15:42
          To jest dla mnie tajemnica bezików :D pierwsze (od Dorotus) wyszły w miarę suche, za to najbardziej gumiaste wyszły Liskowe (3 białka, 150g cukru-też mało według Twojej instrukcji). Najlepsze były od DailyDelicious, suszone, ale w środku miały pustą przestrzeń, a pozostałe się ciągnęły. Cóż coraz bardziej dorastam do decyzji o kupowaniu bez w cukierniach ;)
      • besame.mucho Re: Bezy! 26.10.11, 15:39
        Bezy to jedna z tych szczęśliwych rzeczy, które wychodzą mi zawsze, więc będę pamiętała, żeby wrzucić przepis na bloga :)

        Chodzi Ci o takie małe chrupiące bezki, tak? Nie o dużą bezę z jakimś kremem?
    • black_halo Re: Kulinarny koncert życzeń 26.10.11, 22:05
      Frytki z dyni - robi sie we frytkownicy. Bardzo dobre.

      Zupa dyniowa - dolewam mleka kokosowego i dorzucam ostra papryczke.

      Puure z dyni i ziemniakow - bardzo doskonale do kotletow mielonych i w ogole wszystkie. Na dwie osoby potrzebuje 2 wieksze ziemniaki i tyle samo dyni. Wszystko kroich na kawalki, gotujesz az zmieknie, odcedzasz, traktujesz tluczkiem, dodajesz nieco masla, mleka, pieprzu i soli, nie zaszkodzi nieco tabasco.
      • black_halo Re: Kulinarny koncert życzeń 26.10.11, 22:55
        Najlepiej zamarynowane mieso wyszlo mi zupelnie przypadkowo. Sypnelam i wlalam tam wszystko co mialam: olej chilli, ziola prowansalskie, majeranek, pieprz trojkolorowy swiezo mielony, przyprawe herbamare, kurkume, raz-el-hanout (przyprawa maroskanska). Na koniec wlalam troche nalewki wisniowej i zapakowalam do zamrazaki bo mieso mialo ze mna jechac na festiwal zeby tam spozytkowac je na grillu. Wyszlo tak, ze ludzie na grilem nie mogli sie odczekac az sie upiecze. zapach roztaczal sie taki, ze chyba surowe mozna by zjesc.

        Potem gdzies wyczytalam, ze mieso lubi skruszec wiec warto zamrozic na 24 godziny w marynacie. No i prosze, calkiem nieswiadomie mi wyszlo. Alkohol tez daje dobry efekt ;D
    • pierwszalitera Tajemniczy Żurek ;-) 28.10.11, 12:45
      Czy ktoś mógłby mi podpowiedzieć, jak zrobić, by żurek smakował jak w.... restauracji? ;-) Żurek to coś, czego nigdy nie gotowało się u mnie w domu rodzinnym. Jadłam go więc zawsze albo u kogoś (taki sobie), albo właśnie w restauracji (dlaczego zwykle lepszy?) i jakoś nie potrafię zrobić go tak, by mi naprawdę dobrze smakował. Założmy, że mam dobry zakwas i co dalej? Tylko nie takie przepisy typu zamieszać z wywarem mięsno-warzywnym i zagotować, bo ja wiem jak robi się zupy, tylko macie jakiś taki tajemny sposób, który robi z waszego żurku niezapomniane wrażenie smakowe? Rodzaj mięsa, wędliny, przyprawy, kolejność gotowania? Z góry dziękuję. :-)
      • szarsz Re: Tajemniczy Żurek ;-) 09.11.11, 10:50
        U mnie też się nie gotowało żurku i doście, dlaczego mój nie smakuje dobrze, zajęło mi kilkanaście garnków :)
        Doszłam do tego, że żurek to bardzo delikatna wbrew pozorom zupa i nie służy jej wywar mięsno - warzywny. Bulion powinno się gotować ewentualnie na jednej marchewce i kawałku pietruszki, za to koniecznie na cebuli i kiełbasie, krótko. Przy czym cebula dobrze, żeby była jedna w wywarze, taka po prostu obrana ze skóry, a druga posiekana w kostkę i przesmażona delikatnie z boczkiem, bez dodatkowego tłuszczu. Do tego sporo zakwasu - jego jakość jest kluczowa, ziemniaki w kostkę ugotowane osobno, sól, czarny pieprz, czosnek.
        Najbardziej żurkowi szkodzi chyba nadmiar smaków, w końcu to biedazupa.
        • pierwszalitera Re: Tajemniczy Żurek ;-) 10.11.11, 00:17
          szarsz napisała:

          > Najbardziej żurkowi szkodzi chyba nadmiar smaków, w końcu to biedazupa.

          Masz rację, chyba robię zawsze za skomplikowanie i za dużo przyprawiam. :-) Muszę spróbować też z innym zakwasem. Ja kupuję taki marki Krzętle, bo taki jest akurat dostępny w najbliższym sklepie z polską żywnością, możliwe, że też trochę za luksusowy. ;-)
          • ederlezi1981 Re: Tajemniczy Żurek ;-) 10.11.11, 01:19
            1. Wywar z wędzonki lub woda po golonce, pływajaca kiełbasa tez nie zaszkodzi.
            2. Nie wolno żałować czosnku ani cebuli, suszony grzybek tez nie zaszkodzi.
            3. Ziemniaki w kostkę krojone, gotowane w zupie (jak sie rozgotują przez nieuwagę, bedzie gęstszy).
        • pierwszalitera Re: Tajemniczy Żurek ;-) 10.11.11, 00:22
          aksanti napisała:

          > Nie wiem, jak smakuje żurek w restauracji, ale moja mama zawsze robi wywar z wę
          > dzonych żeberek.

          Wędzone żeberka to dobry pomysł, tylko skąd ja je wezmę? Niemiecki boczek i kiełbasa nie są w ogóle tak mocno wędzone jak polskie produkty (oprócz szynki szwarcwaldskiej), muszę się rozejrzeć za dobrymi wędzonkami do żurku.
      • anna-pia Re: Tajemniczy Żurek ;-) 09.11.11, 15:52
        Zrobiłam ostatnio, więc opiszę.
        Żurek robi się długo - wlewasz zakwas, wodę, to zagotowuje się powoli, dorzucasz ziemniaki i się pichci: na małym ogniu albo na niskim stopniu grzania (na płycie zostawiam na 3 z 9). Dorzucam wędzony bekon pokrojony w kawałki i koniec. Bekon, nie boczek - jest mniej tłusty, a smak z wędzenia przechodzi powoli do zupy.
        Wstawiony ok. 8 rano ok. 14 jest gęsty i pachnący :)
        Można dodać trochę (łyżeczkę) majeranku lub oregano, oregano trochę mniej, wtedy jest wytrawniejszy. Dodaje się najpóźniej w połowie czasu przewidzianego na gotowanie :) Jeśli wyjdzie za gęsty, można rozrzedzić wodą. Fajnie wygląda ze śmietaną (kleks na talerzu), ja dodaję co najwyżej jogurt (gęsty typu "grecki/bałkański" lub ew. śmietankowy, czyli ok. 5 - 9 % tłuszczu).
      • pitupitu10 Re: Tajemniczy Żurek ;-) 10.11.11, 10:07
        pierwszalitera napisała:

        > Czy ktoś mógłby mi podpowiedzieć, jak zrobić, by żurek smakował jak w.... resta
        > uracji? ;-) Żurek to coś, czego nigdy nie gotowało się u mnie w domu rodzinnym.
        > Jadłam go więc zawsze albo u kogoś (taki sobie), albo właśnie w restauracji (d
        > laczego zwykle lepszy?)

        Dlatego, że w większości przypadków pochodzi z kartonu lub torebki. Mówię serio.
      • ciociazlarada Re: Tajemniczy Żurek ;-) 11.11.11, 13:24
        U mnie w rodzinie gotowało się zawsze żuru sporo, jestem z Górnego Śląska.
        Po pierwsze, często zakwas kupny jest zbyt rzadki. Ja swój nastawiam na żur osobno, to znaczy używam tego samego, Przemka, który normalnie robi chleby, ale kilka dni przed gotowaniem żuru podkarmiam go mąką żytnią (drobnorazową, zazwyczaj mieszam razową z białą, bo nie mam innej możliwości, ale do żuru najlepsza jest taka typu 1200) i kilkoma dużymi ząbkami czosnku.

        Wywar gotuję na żeberkach (najlepiej), jak nie ma to na wędzonym boczku. Oraz na pokrojonych w kostkę ziemniakach, żadnych bulionów i innych cudów, to jest skromna zupa na ciężkie czasy:) Przyprawy - liść laurowy i ziele angielskie (za gramanicą nazywa się piment). Następnie wlewam zakwas, razem ze sfermentowaną mąką i czosnkiem - tyle ile trzeba by osiągnąć odpowiedni smak. Solę i na sam koniec dodaję majeranku, dodany za wcześnie robi się gorzki.
        Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby nie wyszedł. Nawet gorole jedzą bardzo chętnie;)
        • pierwszalitera Re: Tajemniczy Żurek ;-) 11.11.11, 13:42
          ciociazlarada napisała:

          > U mnie w rodzinie gotowało się zawsze żuru sporo, jestem z Górnego Śląska.

          No popatrz, ja też, ale u mnie pierońcy nie chcieli żuru gotować. ;-)
          Ja mam w lodówce jeszcze trochę kupnego zakwasu w butelce, w składzie ma wodę, mąkę żytnią, cebulę, czosnek i ocet spirytusowy. Czy mogę go dokarmić żytnią razową mąką i zreaktywowć, czy ten ocet przeszkadza? Tak się zastanawiam, po co tam ten ocet?
          • ciociazlarada Re: Tajemniczy Żurek ;-) 11.11.11, 15:05
            Ten ocet mi wygląda na lewiznę, zakwas jest przecież kwaśny sam z siebie. Możesz go próbować dokarmić, ale ciężko stwierdzić, czy jest żywy (przez ten ocet stawiam, że nie). Postawienie zakwasu od zera na żur nie jest trudne (gorzej na chleb, bo musi być na tyle "dojrzały", żeby stawiał chleby) - woda, mąka żytnia, czosnek i cierpliwość:) Można trochę go podpędzić przy pomocy małej ilości jogurtu naturalnego (bakterie), lub udać się do sklepu z piwami i kupić piwo typu Oude Geuze (np. takie: www.boon.be/?c=/bieren/oudegeuzeboon/&l=nl) i dodać odrobinę (bakterie kwasu mlekowego plus dzikie drożdże, to piwo to praktycznie "zakwas w butelce:), tyle, że z dodatkiem chmileu i innych). Zwykłe piwo się nie nadaje, tylko takie ze spontanicznej fermentacji (geuze, lambiek).
            Jak raz zrobisz taki zakwas, możesz trochę wysuszyć i zeskrobać do koperty, każdy następny pójdzie łatwiej.
            • pierwszalitera Re: Tajemniczy Żurek ;-) 11.11.11, 15:22
              ciociazlarada napisała:

              > Ten ocet mi wygląda na lewiznę, zakwas jest przecież kwaśny sam z siebie. Możesz go próbować dokarmić, ale ciężko stwierdzić,
              czy jest żywy (przez ten ocet stawiam, że nie).

              Tak mi się właśnie wydawało.

              > Postawienie zakwasu od zera na żur nie jest trudne.
              > Jak raz zrobisz taki zakwas, możesz trochę wysuszyć i zeskrobać do koperty, każ
              > dy następny pójdzie łatwiej.

              U nas można dostać zakwas sproszkowany w sklepach ze zdrową żywnością. Kosztuje kilka centów. Użyję go jako startera.
          • szarsz Re: Tajemniczy Żurek ;-) 13.11.11, 17:59
            pierwszalitera napisała:

            > Ja mam w lodówce jeszcze trochę kupnego zakwasu w butelce, w składzie ma wodę,
            > mąkę żytnią, cebulę, czosnek i ocet spirytusowy.

            Albo przerywa fermentację cebuli i czosnku, one lubią zbuzować. Ja nie daję cebuli ani czosnku do zakwasu właśnie przez to. Ale ocet, jeśli go za dużo, mógł pozabijać wszystkie dzikie drożdże. Rozumiem, że nie da się u Ciebie kupić mąki żytniej, razowej?
            • pierwszalitera Re: Tajemniczy Żurek ;-) 14.11.11, 00:10
              szarsz napisała:

              Ale ocet, jeśli go za dużo, mógł p
              > ozabijać wszystkie dzikie drożdże. Rozumiem, że nie da się u Ciebie kupić mąki
              > żytniej, razowej?

              Da się, w sklepach ze zdrową żywnością. Jak już napisałam, można kupić też suszony zakwas, taki jak ciociazlarada przesyła pocztą. ;-) Ja myślę, że ten ocet w zakwasie w butelce, to w celach konserwacji, bo to produkt importowany, niechłodzony, sprzedawany na zwykłych półkach sklepowych, z dosyć długą przydatnością do spożycia. Ale teraz spróbuję kisić sama i jutro będę przechodzić koło takiego ekologicznego sklepu. Kupię razową mąkę i sproszkowany zakwas jako starter, by rozwinięły się gwarantowanie odpowiednie mikroby. Już kilka lat temu próbowałam kisić, ale nie miałam cierpliwości i ugotowałam żurek na takim jeszcze nie całkiem gotowym zakwasie, z marnym smakowym efektem oczywiście. ;-)
              • jul-kaa Re: Tajemniczy Żurek ;-) 14.11.11, 09:13
                Obawiam się ze ten suszony zakwas ze sklepu to jest jednak coś trochę innego niz samodzielnie ususzony. Mam taki sklepowy i to jest trochę pic na wodę, nic chlebowi nie robi, nawet ma napisane, że nie powoduje wyrastania ciasta i trzeba użyć drożdży.

                Robiłam też zakwas samodzielnie, od zera (czyli z mąki i wody, bez żadnego przyspieszacza) i już z pierwszego wyszedł mi piękny, smaczny chleb. Może warto poczekać.
                • pierwszalitera Re: Tajemniczy Żurek ;-) 14.11.11, 11:00
                  jul-kaa napisała:

                  > Obawiam się ze ten suszony zakwas ze sklepu to jest jednak coś trochę innego ni
                  > z samodzielnie ususzony. Mam taki sklepowy i to jest trochę pic na wodę, nic ch
                  > lebowi nie robi, nawet ma napisane, że nie powoduje wyrastania ciasta i trzeba
                  > użyć drożdży.

                  Ja nie będę tego zakwasu ze sklepu używała do pieczenia chleba, tylko jako startera, szczepionki do mojego własnego, by utworzyły się odpowiednie kultury. Tak jak używa się skórki razowego chleba. Udany domowy zakwas zakładany po raz pierwszy to nieraz sprawa szczęścia, zależy bardzo od ilości zawartych w mące kwaśnych bakterii i od kierunku, w którym potoczy się proces. Jak masz dobrą mąkę, to fajnie, ale z nie każdej zrobi się automatycznie zakwas. U mnie w piekarni można dostać wprawdzie chleb pod nazwą Urbrot, chleb pierwotny, piekarz reklamuje go jako taki zupełnie bez dodatku drożdży, tylko na zakwasie i chociaż smakuje naprawdę jak na zakwasie i tak się zachowuje w przechowywaniu, to jednak nie mogę być pewna, czy użyto naprawdę tylko naturalnego zakwasu i czy skórkę tego chleba mogę użyć jako startera. Wolę więc trochę tego z torebki. Ten jest ekologicznej jakości i oprócz mąki żytniej i wysuszonych bakterii nie ma w nim niczego innego. A że kosztuje tylko jakieś euro zaoszczędzi mi to niepewności i rozczarowania. Ja mieszkam w innym, bardziej wilgotnym klimacie, takim, w którym pleśń ma się bardzo dobrze, więc i może mi zakwas zdominować, zanim stanie się wystarczająco kwaśny.
                  • kis-moho Re: Tajemniczy Żurek ;-) 14.11.11, 11:23
                    Ten jest ekolo
                    > gicznej jakości i oprócz mąki żytniej i wysuszonych bakterii nie ma w nim nicze
                    > go innego. A że kosztuje tylko jakieś euro zaoszczędzi mi to niepewności i rozc
                    > zarowania. Ja mieszkam w innym, bardziej wilgotnym klimacie, takim, w którym pl
                    > eśń ma się bardzo dobrze, więc i może mi zakwas zdominować, zanim stanie się wy
                    > starczająco kwaśny.

                    Nie wiem, o jakim zakwasie mówisz, ale sprawdź, czy on się na pewno nadaje jako starter. Ja miałam dokładnie taki zamiar jak ty (zakwas był chyba Seitenbachera), dopóki nie przeczytałam, że do pieczenia mam jeszcze dodać drożdży. To w żadnym razie nie jest prawdziwy zakwas, i wydaje mi się, że lepiej nastawić własny. Google wypluje ci x stron na ten temat, szybki rzut oka potwierdził moją opinię o zakwasie Seitenbachera i Alnatury. Jako starter się nie nadają.
                    A jak się o zakwas nie dba, to faktycznie może spleśnieć, niezależnie od klimatu. Ale jak go będziesz trzymać zgodnie z zasadami, nic się nie stanie. Klimat możesz mieć wilgotny, ale mieszkanie przecież porządnie wietrzysz.
                    • ciociazlarada Re: Tajemniczy Żurek ;-) 14.11.11, 12:07
                      Czesto pierwsze proby z zakwasem koncza sie plesnieniem, bo jak jest mlody i jeszcze niestabilny, to moze sie na niego rzucic plesn. Wyzej podalam metode z piwem ze spontanicznej fermentacji (geuze) jako starterem zakwasu, poniewaz powstaje ono bez dodatku drozdzy - zawiera jedynie dzikie drozdze z powietrza i bakterie kwasu mlekowego, dokladnie tak jak prawdziwy zakwas.

                      Zakwas na zur (z istnejacego juz zakwasu, ktorego nie musze zaczynac od zera) stawiam zazwyczaj 3 dni przed gotowaniem, w buncloku. Ze jest dobry rozpoznaje po pieknym zapachu kiszenia - prawie jak ogorki (rowniez ze wzgledu na czosnek).
                      • kis-moho Re: Tajemniczy Żurek ;-) 14.11.11, 13:16
                        > Czesto pierwsze proby z zakwasem koncza sie plesnieniem, bo jak jest mlody i je
                        > szcze niestabilny, to moze sie na niego rzucic plesn.

                        Pewnie tak, czytałam o tym, mi się to akurat nie zdarzyło (zalęgły mi się za to muszki owocówki...). Ale to ryzyko chyba można zminimalizować, podejrzewam, że temperatura jest tu ważna, w zbyt chłodnym mieszkaniu może łatwiej spleśnieć (tak mi się przynajmniej wydaje). Natomiast wilgotny klimat nie ma tu chyba wiele do rzeczy, bo w mieszkaniu kluczowa jest jednak dobra wentylacja.
                    • pierwszalitera Re: Tajemniczy Żurek ;-) 14.11.11, 20:22
                      kis-moho napisała:

                      > Nie wiem, o jakim zakwasie mówisz, ale sprawdź, czy on się na pewno nadaje jako
                      > starter. Ja miałam dokładnie taki zamiar jak ty (zakwas był chyba Seitenbacher
                      > a), dopóki nie przeczytałam, że do pieczenia mam jeszcze dodać drożdży.

                      Kupiłam Alnaturę. Skład: mąka żytnia pełnoziarniasta plus Starterkulturen. To co twoim zdaniem są te Starterkulturen, jak nie kultury startowe? Do czego nie nadaje się to jako starter i dlaczego? Owszem, na opakowaniu jest przepis na chleb i należy dodać jeszcze drożdży, ale ja nie będę używać tego proszku do pieczenia chleba, tylko dodam trochę do całkiem normalnej mieszaniny mąki razowej i wody, i będę kisić, dokaramiać aż utworzy się mój, lepszy zakwas. Na żurek. A młody domowy zakwas jest też często za słaby, by podniósł chleb bez drożdży.

                      Klimat m
                      > ożesz mieć wilgotny, ale mieszkanie przecież porządnie wietrzysz.

                      Pleśń znajduje się w wilgotnym klimacie w powietrzu. :-) I może być także w regionalnej mące. Nie tyle by było to chorobliwe, ale tyle by doprowadziło po dodaniu wody i zostawieniu w ciepłym miejscu do kwitnięcia. A gdybym nie miała suszarki do bielizny, to w zimnej porze roku miałabym zatęchłe ręczniki i pościel, bo u mnie takie rzeczy wtedy nie schną. :-)
                      • kis-moho Re: Tajemniczy Żurek ;-) 14.11.11, 21:45
                        Szczerze, nie do końca wiem, o co chodzi z tym zakwasem. Z jednej strony masz tam niby jakieś Starterkulturen, ale co one mają dawać podczas pieczenia chleba wg. przepisu na opakowaniu, z drożdżami? Ale rozumiem, że chcesz tego proszku użyć inaczej. Na forach o chlebie (zapaleńcy są wszędzie :o)) zdania są podzielone (np. tu czy tu). Sama jestem ciekawa, jak Ci ten zakwas wyjdzie. Chociaż prawdziwy eksperymentator zrobiłby dwa podejścia, z i bez zakwasu, bo w końcu z samej mąki zakwas też możesz zrobić :o)

                        > Pleśń znajduje się w wilgotnym klimacie w powietrzu. :-) I może być także w re
                        > gionalnej mące. Nie tyle by było to chorobliwe, ale tyle by doprowadziło po dod
                        > aniu wody i zostawieniu w ciepłym miejscu do kwitnięcia. A gdybym nie miała sus
                        > zarki do bielizny, to w zimnej porze roku miałabym zatęchłe ręczniki i pościel,
                        > bo u mnie takie rzeczy wtedy nie schną. :-)

                        Jasne, że pleśń bierze się z powietrza (czasem mnie zadziwia, co jest w stanie spleśnieć...). Ale Ty nie masz przypadkiem problemów z wentylacją? W prawie wszystkich mieszkaniach w Niemczech miałam spore problemy z wietrzeniem mieszkania, ekstremalne były nowe domy budowane na wynajem (tu wentylacja to był tylko jeden z problemów), ale i w innych mieszkaniach, a przerobiłam ich sporo, w zimie po nocy miałam lekko wilgotne szyby, a pranie suszyłam w suszarce. Od czasu, od kiedy mieszkam w starym budownictwie, problemy zniknęły.
                        • pierwszalitera Pleśniejący żurek a wpływ klimatu ;-) 14.11.11, 23:54
                          kis-moho napisała:

                          Sama jestem ciekawa, jak Ci ten zakw
                          > as wyjdzie. Chociaż prawdziwy eksperymentator zrobiłby dwa podejścia, z i bez z
                          > akwasu, bo w końcu z samej mąki zakwas też możesz zrobić :o)

                          To jest doskonałe wyjście. Dokładnie tak zrobię. :-)


                          > Ale Ty nie masz przypadkiem problemów z wentylacją?

                          Powiedzmy tak, nowe budownictowo w Niemczech jest szczelne. Zapobiega to stratom ciepła i energii, a przez to naturalnie wyrzucaniu pieniędzy w błoto, bo za ogrzewanie się słono płaci. Domy i okna się więc specjalnie izoluje. Nie oznacza to jeszcze złej wentylacji i ja takowej w domu też nie posiadam, bo do wietrzenia otwieram okna. Mam dosyć duże mieszkanie, okno w sypialni nawet zamknięte, na pewno dobrze wentyluje, bo wyraźnie nieszczelne, to zachodnia narażona na silne wiatry strona i co kilka lat do wymiany. :-/ Mam też łazienkę z oknem i ogrzewaniem. Nie mam pleśni na ścianach, muszę jednak uważać na zastawione mebelami, albo dużymi roślinami kąty, a wilgotne rzeczy, żywność itp. pozostawione same sobie dosyć szybko zaczynają pleśnieć. Ja nie wiem, gdzie ty mieszkałaś w Niemczech, ale ja mieszkam jakieś 50 km do holenderskiej granicy i my jesteśmy wyraźnie pod wpływem atlantyckiego Golfstromu. To oznacza przez większość czasu wiatry z południowego zachodu i stałą, wysoką wilgotność powietrza. Mamy więc łagodne, raczej deszczowe niż śniegowe zimy (w ostatnich 20 latach były już takie, że śnieg leżał dosłownie w całości tylko pół dnia) ze średnią temperaturą w styczniu około plus 2 stopni. Dla porównania w Warszawie wynosi ona minus 3, w Amsterdamie plus 3. 10 stopni zimą nie jest jednak wcale rzadkością. I niezbyt gorące lata. Zresztą temperatury powyżej 25 stopni oznaczają nieprzyjemną saunę i nikt tu sobie takowych nie życzy. ;-) . Wcześnie też przychodzi wiosna, magnolie kwitną często już w drugiej połowie lutego. Latem tęskni się jednak czasem do słońca, bo niebo bywa nieraz uparcie zachmurzone. Średnia opadów rocznie u mnie to 829 mm. Amsterdam ma 780mm, Hamburg 772mm, Paryż 650mm, Berlin 570mm, Warszawa tylko 520mm. Niby taki wilgotny Londyn ma też tylko 610mm. Kurcze, dopiero teraz przy tych liczbach zdają sobie sprawę gdzie mieszkam! Nawet Dublin ma tylko 733mm! ;-) Następnym razem dobiorę sobie nicka Don Pedro z Krainy Deszczowców. ;-) W każdym razie ja nie kupuję zbyt dużo pieczywa na raz, bo u mnie chleb pozostawiony w papierowej torebce na noc nie schnie, tylko wilgotnieje, a ja lubię chrupiącą skórkę. ;-) To nie wina wentylacji, a klimatu. :-) Natura odpłaci mi w dobrze nawilżonej cerze. ;-)
                    • szarsz Re: Tajemniczy Żurek ;-) 14.11.11, 21:50
                      Ja myślę, że ten zakwas z torebki jest po pierwsze dość drogi (gdyby chcieć go użyć jako jedynego czynnika wyrastającego ciasto), a po drugie i tak należałoby go spreparować jak porządny zakwas. Stąd potrzeba dodania drożdży. Też bym zaryzykowała zastosowanie go jako startera.
      • joankara Re: Żurek jak w restauracji? 16.11.11, 02:03
        Jedyny naprawdę dobry żurek restauracyjny - archetyp żurku, powiedziałabym, jest w starej Złotej Gęsi w Siewierzu - odkąd sięgam pamięcią (wczesne lata 70-te) smakuje tak samo - lokal jest cały czas w rękach jednej rodziny, pewnie przepis przechodzi z pokolenia na pokolenie, tylko wystrój się zmienia, pamiętam z czasów słusznie minionych ceratę w niebieską kratkę na stołach. Robią go na gęsinie i jest kwaśny, zawiesisty i nic w nim nie pływa - podają w kubkach do picia. W nowej Złotej Gęsi - filia, ale nie to samo, żurek jest zupełnie inny, niby bardziej wypasiony, podawany w chlebie, droższy, ale nie taki dobry.
        Mnie się żurku siewierskiego nigdy nie udało podrobić (nie mam gęsiny), ale na wszystkie wyjazdowe imprezy muszę przywozić żurek - chyba to jest główny powód, dla którego jestem zapraszana.
        Robię go tak:
        1. Wywar na żeberkach wędzonych i białej kiełbasie, do tego trochę pietruszki, seler, jedna marchewka, cebula. Dobrze dodać grzybka suszonego, a jak nie ma można wrzucić kostkę grzybową. Z przypraw na tym etapie liść laurowy i ziele angielskie.
        2. Jak się to ugotuje, wyjmuję wszystko, jarzyny weg, niestety takie, to już nawet na sałatkę się nie nadają, chyba, że ktoś lubi. Oddzielam mięso od kości, kroję mięso i kiełbasę (żeby się dało jak za króla Sasa - łyżką kiełbasa) i wrzucam ponownie do wywaru. Teraz dolewam zakwas. Zakwas kupuję od baby na placu. Babę mam sprawdzoną, oprócz zakwasu genialnie kisi kapustę. I dodaję czosnek, parę ząbków dość grubo pociosanych. Jak już przestanie się pienić, dodaję majeranku. Dużo. I pieprzu. Soli zwykle nie trzeba, żeberka mają jej wystarczająco.
        3. Można jeszcze wykończyć wysmażonym boczkiem i cebulką. Boczek w drobną kostkę na patelnię, jak się trochę wytopi, cebulkę w kostkę aż się zacznie rumienić. To wrzucić na koniec do żurku. Koniec.

        U mnie w domu rodzinnym oprócz żurku jadło się też zalewajkę - podobne, bo na bazie żurkowego zakwasu, taki jakby cieńszy żurek, i nie na wędzonce, z ziemniakami. Niestety, nie opanowałam technologii, jak ktoś zna, to proszę o przepis. Nie potrafię odtworzyć, a to jeden ze smaków dzieciństwa.
        • besame.mucho Re: Żurek jak w restauracji? 16.11.11, 15:10
          O, u mnie też się jadło zalewajkę :). Była na święta zamiast żurku. Z zalewajką na Wielkanoc była u mnie w domu taka sama historia jak z karpiem na Wigilię. Co roku ktoś się nad tym karpiem i żurem pocił, aż w końcu na którąś Wigilię ciotka miała zrobić karpia, ale nie zdążyła i zrobiła pstrąga czy innego dorsza (nie pamiętam, bo ja ryb nie jadam, więc tylko obserwowałam z boku). Ktoś się pierwszy przełamał i powiedział "w sumie fajnie, że w tym roku pstrąg zamiast karpia, bo szczerze mówiąc to ja za tym karpiem nie przepadam". No i wtedy reszta odetchnęła z ulgą i się okazało, że karpia u nas nikt nie lubi. Żuru, takiego prawdziwego, tlustego, też prawie nikt. No więc stanęło na innych rybach i zalewajce :). Mogę poszperać w starym segregatorze mamy czy gdzieś nie będzie przepisu na tę zalewajkę, ale obawiam się, że raczej robiła ją z głowy.
          W każdym razie przejrzę domowe przepisy przy najbliższej okazji.
        • kis-moho Re: Żurek jak w restauracji? 17.11.11, 13:06
          > U mnie w domu rodzinnym oprócz żurku jadło się też zalewajkę - podobne, bo na b
          > azie żurkowego zakwasu, taki jakby cieńszy żurek, i nie na wędzonce, z ziemniak
          > ami. Niestety, nie opanowałam technologii, jak ktoś zna, to proszę o przepis. N
          > ie potrafię odtworzyć, a to jeden ze smaków dzieciństwa.

          Czy zalewajka to nie jest po prostu zakwas z rosołem? U mnie w domu się coś takiego robiło, do czystego rosołu dodawało zakwas (z butelki) w proporcjach "na oko", w zależności od tego, jak kwaśny był zakwas. Do tego ziemniaki pokrojone w drobną kostkę (ugotowane już w żurku) i dużo majeranku. U nas to się nazywało żurkiem, a taką prawdziwą zupę na żeberkach, z kiełbasą i z jajkiem - białym żurem.
        • slotna Re: Żurek jak w restauracji? 21.12.11, 01:56
          W mojej rodzinie zurek albo raczej barszcz bialy jest glownie podawany na Wielkanoc. Gotuje sie go na bialej kielbasie, z dodatkiem pokrojonej wedzonki i wedlin, a je sie go ze smietana, chrzanem i gotowanymi jajkami (kazdy sobie doklada ile czego chce).

          Zalewajka natomiast jest codzienna, chudsza, ma w sobie zakwas, ziemniaki i cokolwiek ;) Najbardziej lubie taka, ktora robi moja babcia, jest bardzo kwasna, klarowna i podawana najczeciej z parowka oraz chlebem z maslem. Ma tez w sobie suszonego grzybka albo i kilka. Jest obledna na kaca, jak przyjezdzam w rodzinne strony, to zawsze jakas impreza sie zdarzy i wtedy nastepnego dnia sie wpraszam do babci na zupke.

          Facet mojej mamy z kolei robi wszystko naraz, tzn. niby zalewajke, bo ziemniaki, ale do tego kielbasa i skrawki, smietana i jajka. Za duzo tego jak dla mnie, za geste i nie lubie tak. Rodzinne rozroznienie mi sie podoba.
      • joankara Re: zakwas - klucz do żurku 16.02.12, 11:06
        Zdecydowanie zakwas jest najważniejszy i robi cały smak i efekt. Zrobiłam właśnie żurek na zakwasie ze Złotek Gęsi i smakuje prawie (prawie, bo nie mam gęsiny, robiłam wywar na białej kiełbasie i boczku, z dodatkiem rosołu wołowego) tak samo. W każdym razie ma tą żurkową kwaśność, konsystencję i wszystko co trzeba. Różni się niuansami, tzn. mój ma cień wędzonki w zapachu, no i jest jednak mniej tłusty niż ten z Gęsi. To już teraz wiem - przejeżdżając przez Siewierz należy wstąpić do Złotej Gęsi (starej!) i kupić zakwas. Przy okazji można zjeść (a raczej wypić) ich oryginalny żurek.
    • zmijunia.lbn Tagliatelle z polędwicą i grzybami 08.11.11, 22:03
      Dziewczyny, ozłocę! Powiedzcie mi tylko jak to zrobić żeby było tak samo dobre jak oryginał. Gugiel wyrzuca tylko rzeczy podobne, nic identycznego.
      Jadłam dzisiaj na uczelni coś o takiej nazwie i było nie-sa-mo-wi-te. Makaron wstążki, jakieś mięso (sądząc po nazwie polędwica, zapewne wieprzowa ;P) i grzyby (prawdziwe grzyby, nie jakieś pieczarki, nie wyglądały nawet na suszone - skąd wziąć?), wszystko w takim gęstym burym sosie, jakby śmietanowym. Nie było raczej jakoś specjalnie przyprawione, ale ja też takich rzeczy nie czuję. W każdym razie było przepyszne i już od samego zapachu było mi dobrze.
      • brykanty Re: Tagliatelle z polędwicą i grzybami 08.11.11, 22:36
        Grzyby zdarzają się mrożone. W mrożonce z Horteksu z zupą grzybową były prawdziwe, nie pieczarki. Po rozmrożeniu wyglądały dość świeżo, w każdym razie zupa smakowała całkiem dobrze.
        Chyba kiedyś widziałam w sklepie mrożonkę z samych grzybów, bez zupy.
      • besame.mucho Re: Tagliatelle z polędwicą i grzybami 09.11.11, 14:45
        Ja robię dokładnie tak jak to:
        forum.gazeta.pl/forum/w,86228,129955342,129979354,Re_Koncert_zyczen_.html
        tylko polędwica zamiast kuraka i normalne grzyby zamiast pieczarek.

        Aha, polędwica i normalne grzyby mają bardziej intensywny smak, więc nie zaszkodzi jak poza czosnkiem dasz trochę cebuli (na początku - najpierw 30 sek - minutę sam czosnek, później dorzucasz cebulę i czekasz aż zmięknie).

        Jeśli będziesz robiła z suszonych, to nie wylewaj wody, w której je namoczysz, tylko razem ze śmietanką dolej całą (jeśli masz dużo czasu na czekanie aż odparuje) albo chociaż trochę.

        Dobre też z rukolą - nie do gara, tylko już po nałożeniu na talerz sypiesz kilka farfocli rukoli i mieszasz.

        Aha, takie sosy można też robić na większym ogniu i jest trzy razy szybciej, ale nie są tak smaczne. O wiele lepsze są jak sobie z 40 minut - godzinę pyrkają na małym ogniu i powolutku odparowują.

        Wrzucę chyba niedługo na bloga jakiś makaron ze śmietanowym sosem, bo jak widać to częste pytanie :)
        • zmijunia.lbn Re: Tagliatelle z polędwicą i grzybami 09.11.11, 22:02
          Dzięki wielkie. :)
          Póki co przypadkiem zmolestowałam rodziców o te grzybole w sobotę, to pewnie będzie radosna twórczość mamy. Jak wyjdzie nie to o co chodziło, to spróbuję Twojej wersji (to znaczy pewnie i tak spróbuję, ale wtedy będę miała większe parcie ;D).

          > Aha, takie sosy można też robić na większym ogniu i jest trzy razy szybciej, al
          > e nie są tak smaczne. O wiele lepsze są jak sobie z 40 minut - godzinę pyrkają
          > na małym ogniu i powolutku odparowują.

          No ja akurat mam manię zmniejszania ognia, lubię jak żarcie się długo i powoli pyrkoli. :)
          >
          > Wrzucę chyba niedługo na bloga jakiś makaron ze śmietanowym sosem, bo jak widać
          > to częste pytanie :)

          Wrzuć wrzuć, bardzo to przydatne. Zamień A na B, a X na Y i masz inną, równie pyszną wariację. :)
          Tylko jak będziesz ten przepis wrzucać, to ja osobiście będę wdzięczna za informację, ile mniej więcej ten śmietanki potrzeba (wlewanie to nie problem, ale nie wiadomo ile kupić). ;)
          • besame.mucho Re: Tagliatelle z polędwicą i grzybami 09.11.11, 22:31
            Ok, narobiłaś mi ochoty na taki makaron, więc pewnie niedługo wrzucę, chyba że się tak objem dzisiejszym ciastem, że będę przez tydzień chorowała - a jestem na dobrej drodze do tego ;).

            Ilość śmietanki to o tyle trudna sprawa, że zależy od średnicy patelni, bo ważne, żeby mięso i grzyby były przykryte. Ale napiszę ile cm ma moja patelnia i ile wlewam śmietanki :)
    • kis-moho Seler i mrożone wiśnie 11.11.11, 12:18
      Co robicie z resztą selera, która nie idzie do zupy? Przepisy zawsze mówią o "kawałku", selery są jednak spore, a zupy nie gotuję na tyle często, żeby resztą zużyć przy następnym gotowaniu. Znam sałatkę z selera z jabłkiem, ale nie przepadam. Macie inne pomysły?
      I drugi (bardzo istotny :o)) problem - mam pół zamrażalnika wiśni. Krewni mają działkę i obdarowują całą rodzinę - w lecie zdesperowani wrzuciliśmy wiśnie do zamrażalnika. Wiem, trzeba było myśleć wtedy :o) ale macie jakieś ciekawe pomysły na wykorzystanie tych wiśni? Dodam, że ilość idzie w kilogramy...
      • agafka88 Re: Seler i mrożone wiśnie 11.11.11, 12:34
        Ja polecam prostą sałatkę:

        sporego ziemniaka ugotować w mundurku, poroić w kostkę, selera zetrzeć na tarce, pół papryki pokroić w kostkę, do tego łyżka majonezu, łyżeczka musztardy, sól, pieprz i zajadamy :)
      • brykanty Re: Seler i mrożone wiśnie 11.11.11, 12:58
        Clafoutis
        www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53667,4328380.html
        albo przetwór pomysłu mojej mamy. Wydrylowane wiśnie należy przesypać cukrem, zostawić na parę godzin, następnie odsączyć znakomity sok i odstawić go na bok.
        Do tego trzeba wziąć jabłka, obrać, utrzeć na wiórki, przesypać cukrem, odlać sok, odstawić na bok.
        Później jabłka wymieszać z wiśniami w wybranej proporcji i zapasteryzować.
        Wśród wszystkich genialnych pomysłów dżemowo-przetworowych mojej mamy (a jest ich sporo, dżem śliwkowo-jabłkowo-wiśniowy, z wiśni, czarnego bzu i jabłek albo moreli i truskawek itd.) ten jest absolutnym hitem. Znakomity jako dżem na kanapki, do szarlotki, na naleśniki. Znika ze słoika z prędkością światła.
      • pierwszalitera Re: Seler i mrożone wiśnie 11.11.11, 13:08
        kis-moho napisała:

        > Co robicie z resztą selera, która nie idzie do zupy? Przepisy zawsze mówią o "k
        > awałku", selery są jednak spore, a zupy nie gotuję na tyle często, żeby resztą
        > zużyć przy następnym gotowaniu. Znam sałatkę z selera z jabłkiem, ale nie przep
        > adam. Macie inne pomysły?

        Trochę mnie zaskoczyłaś, że ci się seler marnuje, ale ja ze Śląska jestem, więc dodaję selera praktycznie do wszystkiego. ;-) Ale nie w kawałku, bo tego potem nikt nie je, tylko trę go na drobno i przysmażam z cebulką i czosnkiem przed zrobieniem jakiegolwiek pomidorowo-warzywnego sosu. To działa jak vegeta, tylko bez glutaminianu ;-)
        Pokrojnego w kosteczkę dodaję też do każdej pieczeni i duszonego mięsa. Zamiast marchewki, za którą nie przepadam. Zmiksowany z resztą płynu daje potem gęsty sos. Zresztą długo duszony sam się rozpada i nie trzeba zagęszczać sosu mąką.
        Seler potarty z jabłkiem, przyprawiony gęstą śmietną z cukrem i octem, albo cytryną, oraz posypany orzechami włoskimi a la Waldorf też lubię. Zamiast śmietany można wziąć też majonez i dodać jeszcze winogrona.
        Ugotowany i pokrojony w plasterki seler można też zalać wodą octem i przyprawami, mój niemiecki mąż tak lubi, bo to tutaj popularne.
        Duże plastry selera, podgotowane krótko w osolonej wodzie można panierować i smażyć jak wegeriańskie schabowe.
        Zmiksowanego ugotowanego selera można dodać w proporcji pół na pół do tłuczonych ziemniaków, ma się wtedy nieco wykwintniejsze purée.
        Z selera, jabłka, białego wina, śmietany i warzywnego bulionu można zrobić też wspaniałą zupę.
        Ugotowanego selera można połączyć z ugotowanymi ziemniakami, wędzoną szynką i podawać z vinaigrette jako odmianę sałatki ziemniaczanej.
        I chyba jesteś też niemieckojęzyczna? Ja sama się zdziwiłam, co jeszcze można robić z selerem: www.daskochrezept.de/s/Sellerie/ ;-)
        A resztę selera można przechowywać w dole lodówki.
      • besame.mucho Re: Seler i mrożone wiśnie 11.11.11, 13:25
        O selerze i przetworach z wiśni już dziewczyny napisały, a ja dodam - wiśniówka! A trochę mrożonych sobie zostaw, przydadzą się w zimie jak najdzie Cię nagle ochota na jakieś letnie owoce, a nie te, co w zimowych sklepach. Można po prostu rozmrozić i zjeść (same, z musem czekoladowym, z bitą śmietaną), można zrobić koktajl, wrzucić do ciasta, itd.
      • madzioreck Re: Seler i mrożone wiśnie 11.11.11, 15:18
        Ja robię tak, że kroję na części na jedną zupę i te, których nie wykorzystam, zamrażam, ale to tylko wtedy, kiedy seler jest naprawdę duży, najczęściej gotuję cały i jak zmięknie wcieram na grubej tarce do zupy :)

        A wiśnie... chyba bym rozmroziła i po prostu wszamała, same lub z jogurtem, albo usmażyła jakiś dżem :)
      • amoureuse Re: Seler i mrożone wiśnie 12.11.11, 18:53
        Moja ulubiona surówka selerowa (wrzucę wkrótce na bloxa, ale mogę przepis podać teraz): seler drobno zetrzeć, dodać majonezu i jogurtu i posypać solonymi orzeszkami ziemnymi: mogę to jeść bez końca...
      • joankara Re: mrożone wiśnie 16.11.11, 02:09
        Do drinków daję zamiast kostek lodu. Bardzo efektownie to wygląda. Ale kilogramów w ten sposób nie zutylizujesz. Jest też parę przepisów na mięsa duszone z wiśniami i wiśniówką, z domieszką estragonu. Pysznie się komponuje.
    • sbarazzina Zakwas 14.11.11, 10:28
      Niech jakaś dobra dusza poda procedurę wykonania domowego zakwasu. Takiego na chleb, a jak będzie się z niego dało później zrobić żurek to tym lepiej :)
    • joankara dynia najprościej 16.11.11, 01:10
      Zwyczajnie ugotować w lekko osolonej wodzie, ale nie za bardzo, lepiej, żeby trochę twarda była niż się rozpadała. A potem na talerzu polać tartą bułeczką z masełkiem - jak każdą jarzynkę.
    • kis-moho Pomidorowa 17.11.11, 13:00
      Mało wykwintne życzenie, ale zimno jest, i chodzi za mną prawdziwa pomidorowa z ryżem. Umiem zrobić taką z kostki rosołowej + soku pomidorowego (wcale nie jest taka zła), ale to jednak nie to samo, co prawdziwa domowa pomidorówka. Teraz pewnie lepiej nie ze zwykłych pomidorów, tylko raczej z puszki, prawda?
      • amoureuse Re: Pomidorowa 17.11.11, 14:58
        Prawdziwa, znaczy: na rosole? Bo ja zawsze gotuję na kostce i nie mam wyrzutów sumienia. Daję 2 puszki pomidorów, słoiczek przecieru, wodę do smaku (zależy, czy lubisz gęstą, mocną, czy raczej wodnistą zupę) i kostkę. Możesz zrobić prowizoryczny rosół: 2-3 skrzydełka kurczaka, marchewka, pietruszka, por, zagotować, gotować ok 20 minut, aż marchewka i pietruszka zmiękną, wyjąć mięso i wrzucić pomidory+przecier :)
        • kis-moho Re: Pomidorowa 17.11.11, 16:07
          > Prawdziwa, znaczy: na rosole? Bo ja zawsze gotuję na kostce i nie mam wyrzutów
          > sumienia.

          Nie, nie mam żadnych uprzedzeń co do kostki, chodziło mi tylko o coś bardziej wyszukanego/domowego niż sok pomidorowy + kostka bulionowa. To, co opisałaś zdecydowanie idzie w dobrym kierunku :o)
      • besame.mucho Re: Pomidorowa 17.11.11, 16:10
        Jako że to jedna z bardzo nielicznych zup, jakie lubię, to mogę niedługo wrzucić na bloga, wieki całe nie jadłam zupy, przyda mi się na tę paskudną pogodę :)

        No i tak - o tej porze IMO pomidory puszkowe, zwykłe nie mają smaku.
      • joankara Re: Pomidorowa 17.11.11, 20:46
        Ja robię niezwykłą z puszki. Potrzebny wywar - klasyczny albo w wersji uproszczonej z kostki, najchętniej drobiowy. Do tego wrzucam puszkę pomidorów krojonych bez skórki. Jak za rzadkie, to dodaję jeszcze koncentratu. Przyprawiam czosnkiem i bazylią - bardzo dobry efekt daje mieszanka suszone pomidory+czosnek+bazylia, wtedy już nie sypię suszonej bazylii, ale na koniec wyciskam do zupy ząbek czosnku i - uwaga, tu cały knif - wlewam łyżkę oliwy. Extra virgin. Można zmiksować, jak ktoś lubi, ale ja wolę pływające kawałki pomidorów. Efekt jest zdecydowanie śródziemnomorski, zupa powinna być mocno pomidorowa, pachnąca bazylią i czosnkiem, oliwa dodatkowo uwydatnia smak pomidorów. Nie trzeba do niej już nic dodawać, ale ryż jej nie popsuje. Można przegryzać włoskimi paluszkami. Szczególnie dobra na zimne dni.
        • besame.mucho Re: Pomidorowa 17.11.11, 21:26
          Ja też robię z bazylią i oliwą, ale dodaję jeszcze trochę parmezanu.

          I robię taką, żeby była gęsta, prawie jak zupa krem. Z ryżem wolę normalną pomidorówkę (bez bazylii, oliwy i parmezanu), za to do tej lubię robić lane kluski.
      • ederlezi1981 Re: Pomidorowa 17.11.11, 21:29
        Ja lubię na resztkach z pieczonego kurczaka. Plus koniecznie marchew, seler, pietruszka i cebula tez nie zaszkodzą. Duzo pieprzu, pod koniec natka z pietruszki, ryz gotowany w zupie. Opcjonalnie kwaśna smietana.
        Wszelkie wariacje na temat - oliwa, zioła itd.- fajne, ale to już nie pomidorowa.
      • madzioreck Re: Pomidorowa 17.11.11, 21:52
        Ja rzadko gotuję na "prawdziwym" rosole, bo rzadko mam rosół. Ale robię taki szybszy: biorę ze 2-3 ćwiartki z kurczaka, i albo włoszczyznę mrożoną, albo marchew, pietruszkę, por i kawałek selera. Woda, sól. Jak mięso się dogotuje do miękkości, dorzucam koncentrat pomidorowy. Nie przepadam za pomidorową ze świeżych pomidorów (a raczej nie lubię tych pływających kawałków, bo same pomidory kocham, ale przecierać też mi się nie chce...). I w wersji "zwykła, domowa" pomidorowa, to wszystko.
        Jeśli mam ochotę przybajerzyć, to daję duuużo więcej koncentratu, przyprawę kuchni meksykańskiej (ostatnio nie do znalezienia) lub zestaw bazylia/oregano, czosnek, papryka słodka i ostra.
        Ja jem bez dodatków, w pomidorowej tylko mi przeszkadzają, ale jak już mam ochotę, żeby coś w niej pływało, to rozgotowany makaron - wrzucam ugotowany do zupy i podgrzewam razem, a najbardziej lubię, jak to tak sobie dłużej postoi i kluski naciągną zupą :)
      • besame.mucho Re: Woda różana 17.11.11, 21:58
        Użyłam kiedyś do kruchych rogalików z nadzieniem z konfitury różanej, bo zobaczyłam tę wodę kiedyś na półce w Bomi, kupiłam i później zastanawiałam się do czego użyć ;)
        Zeszła mi tak z połowa, drugą połowę wykorzystałam kosmetycznie - mieszałam z różnymi papkami i robiłam maseczki.
    • kis-moho Jak poznać dobrą oliwę (z oliwek ;o)) 19.11.11, 18:07
      Ten wątek i tak obnaża mój kompletny brak wiedzy kulinarnej, więc nie mam już oporów :o) Okazało się, że nie mogę nigdzie znaleźć mojej ulubionej oliwy. No i jestem w kropce. W sklepie cała półka różnych oliw, rozpiętość cenowa ogromna, a ja nie wiem, co kupić. Na co zwracać uwagę przy wyborze oliwy?
      • izas55 Re: Jak poznać dobrą oliwę (z oliwek ;o)) 19.11.11, 21:48
        Ja w sklepie kieruję się zwykle ceną (kupuję w Lidlu) i informacją czy jest z pierwszego tłoczenia, jeżeli chodzi o taką zwykłą kuchenną. Taka do smażenia i gotowania lepsza jest chyba jak ma dość neutralny smak, więc większość zwykłych supermarketowych oliw spełnia swoje zadanie. Co innego jeśli chodzi o oliwę do sałaty, albo grzanek, taką której się nie używa do gotowania.
        Ponieważ oliwa różni się smakiem w zależności od miejsca pochodzenia i czasu zbiorów od cierpkiej, gorzkiej i drapiące w gardło, po łagodną niemalże orzechową, często kupuję oliwę w sklepie VomFass. Sklep jest Niemiecki, kiedyś było ich kilka w Warszawie, teraz ostał się jeden. Sprzedają tam oliwę do butelek, i można jej sobie spróbować w sklepie. Z resztą można tam kupić inne oleje "z beczki", jest to jedno z nielicznych miejsc w Warszawie gdzie da się kupić styryjski olej z pestek dyni. I genialne octy, łącznie z super wypasionym balsamicznym o konsystencji gęstego syropu. Och, lody z truskawkami i tym octem to niezwykłe przeżycie ;-). Może jest ten sklep gdzieś w twojej okolicy, tylko zaznaczam, bardzo tanio to tam nie jest
        • besame.mucho OT - Warszawa 20.11.11, 10:54
          Iza, to jest ten sklep w Blue City na dole? Bo tam jest jakiś taki, kilka razy tam kupowałam bardzo smaczne oliwy, oleje i octy właśnie przelewane z dużych bek do małych buteleczek. Drogi niestety nieprzyzwoicie, ale rzeczy pyszne.

          Ja w Warszawie polecam sieć sklepów Piccola Italia - głównie włoskie (ale też francuskie i chyba hiszpańskie) produkty, dużo bardzo dobrych, a za znacznie niższą cenę niż w Almach, Kuchniach świata, itd.
          • izas55 Re: OT - Warszawa 20.11.11, 17:12
            Tak, to właśnie ten sklep. Jak mnie najdzie to puszczam tam kupę kasy na ocet ;-).
            W Blue City już ich nie ma, tak samo jak ich nie ma już w Manufakturze w Łodzi. Teraz przenieśli się do małego sklepiku na Saskiej Kępie.
      • besame.mucho Re: Jak poznać dobrą oliwę (z oliwek ;o)) 20.11.11, 10:51
        W pigułce o oliwie :).

        Podstawowe rodzaje: extra vergine, sansa, pure.
        Extra vergine - najwyższa klasa, najzdrowsza, wyrabiana mechanicznie. Extra vergine nie jest synonimem "z pierwszego tłoczenia", bo inne oliwy też są z pierwszego tłoczenia, dlatego nie daj się złapać na napisy na butelkach zachwalające, że oliwa jest z pierwszego tłoczenia (nie wiem jak jest na Węgrzech, w Polsce "extra vergine" przyjęło się tak tłumaczyć, co było aktualne może kiedyś, ale już nie jest, bo iw innych metodach produkowania oliwy też występuje tylko jedno tłoczenie).
        Sansa - można na niej smażyć, ale do polewania chleba czy sałatek znacznie lepsza jest extra vergine. Sansa nie jest już wyrabiana tylko mechanicznie, używa się też rozpuszczalników i rafinuje.
        Pure - można coś usmażyć, na zimno lepsza extra vergine. Pure robi się ze zbyt kwaśnych oliwek, więc żeby nadawała się do użycia jest rafinowana.

        Dalej, oliwy, tak jak wino, mają swoje oznaczenia :). Te najlepszej jakości mają znaki DOP i IGP.

        Jeśli nie zużywasz dużo oliwy, to kupuj takie w niewielkich i ciemnych butelkach. Oliwa nie lubi światła. Jeśli schodzi Ci szybko, możesz się tym nie przejmować (ale warto obejrzeć taką dokładnie w sklepie, bo może stała w nim długo - jeśli ma żółtawo-pomarańczowe refleksy, to nie kupuj). Nie przechowuj w bardzo ciepłych i nasłonecznionych miejscach.
    • madzioreck Rozpoczęcie od smażenia czosnku... 20.11.11, 01:49
      Powiedzcie mi, dziewczyny, taką rzecz... wiele przepisów na różne rzeczy zaczyna się od: rozgnieciony/pokrojony czosnek rzucić na rozgrzaną oliwę/olej... i potem następuje cała reszta. I mnie, jako absolutną fankę czosnku, zastanawia - czy z tego czosnku cokolwiek zostaje, kiedy potrawa jest gotowa? Smak, aromat...? Bo ja zawsze, ale to zawsze daję czosnek pod koniec gotowania, często już po wyłączeniu ognia pod garem...
      • agafka88 Re: Rozpoczęcie od smażenia czosnku... 20.11.11, 01:59
        madzioreck napisała:

        > Powiedzcie mi, dziewczyny, taką rzecz... wiele przepisów na różne rzeczy zaczyn
        > a się od: rozgnieciony/pokrojony czosnek rzucić na rozgrzaną oliwę/olej... i po
        > tem następuje cała reszta. I mnie, jako absolutną fankę czosnku, zastanawia - c
        > zy z tego czosnku cokolwiek zostaje, kiedy potrawa jest gotowa? Smak, aromat...
        > ? Bo ja zawsze, ale to zawsze daję czosnek pod koniec gotowania, często już po
        > wyłączeniu ognia pod garem...

        Zależy, jaki jest czas smażenia. Jak zbyt długi, to taki rzucony na początku czosnek zwyczajnie się spali. Jeżeli mamy zamiar coś długo smażyć i chcemy uzyskać delikatny czosnkowy smak, należy na oliwę rzucić czosnek _w łupinie_. Wtedy smak spokojnie przeniknie do potrawy, ale unikniemy spalenia czy zgorzknienia czosnku, można też czosnek w takiej postaci dorzucać do ziemniaków do piekarnika.

    • sbarazzina Ser góralski - inspiracje 26.11.11, 14:18
      Dostałam od mojej rumuńskiej przyjaciółki ser. Ser jest domowej roboty, przypomina w smaku i strukturze nasz oscypek. Lekko czuć wędzonką, jest dość kruchy, ale można go kroić na plasterki. Dostałam go tak z pół kilo w formie takiego długiego walca o średnicy ok 4cm.

      Ktoś ma jakiś pomysł do czego go wykorzystać? Nie zjem tego sama tak na surowo, więc chciałabym go przetworzyć, zużyć do jakiegoś ciepłego dania. Ma ktoś jakieś pomysły?
    • turzyca Masa do tortu 29.11.11, 00:52
      Masy do tortu mi brakuje. W kwestii ciasta pewnie pojde na latwizne i upieke biszkopt, zwykly lub czekoladowy, nasacze tym, co mi akurat podpasuje, mozliwe ze wrzuce maliny (bo mi ostatnio w duszy graja maliny. Ale jak bede miala wiecej czasu to zrobie brownie z malinami i wtedy biszkopt bedzie bezmalinowy.)
      Masa moze byc wiec dowolna w smaku, dostosuje reszte do niej, ale powinna byc dosc lekkostrawna (moja ulubiona maslano-budyniowa zaprawiana solidna porcja alkoholu nie przejdzie) i lekka (w sensie puszysta). I wytrzymala - bita smietana odpada. I bez alkoholu. I latwa, bo nie bardzo mam ochote na eksperymenty, czasu na powtorki miec nie bede. I jakos brakuje mi weny. Ktos ma jakis pasujacy pomysl?
      Jakby nie byla czekoladowa to w ogole byloby cudo, ale nie wymagam cudow, potrzebna mi tylko masa do tortu. ;)
      • besame.mucho Re: Masa do tortu 29.11.11, 05:21
        Ja zamiast maślanych mas, których zazwyczaj nie lubię, robię często różne masy na bazie mascarpone, są lżejsze, a też ładnie się trzymają. Może być po prostu ubity serek mascarpone z jakimś smakowym dodatkiem, ja często mieszam z żółtkami (tiramisu), ubitą śmietaną (tort bezowy - mimo tej śmietany w lodówce masa trzyma się długo), itd.
      • szarsz Re: Masa do tortu 29.11.11, 10:42
        Jeśli ma być lekkie w sensie puszyste, to chyba (?) nic lżejszego nie znajdziesz od bitej śmietany i białek.
        Bitą śmietanę można usztywnić żelatyną, jak w cukierniach robią, jeśli nie da się tej żelatyny zbyt dużo, to może nie wyjść złe. Albo, ooo, już wiem, czasem usztywnia się musy bardzo delikatnym karmelem, nie jest trudny, pod warunkiem, że się ma termometr cukierniczy, taki powyzej 100 stopni.

        Albo mus na białkach, schłodzony robi się wystarczająco sztywny, żeby unieść biszkopt - chociaż na przykład mus czekoladowy jest raczej "suchy" i nie bardzo widzi mi się używać go do przełożenia ciasta.
        Albo gdyby zamiast czekolady użyć owoców, truskawek na przykład? Trzeba by ich dać więcej niż czekolady, zmiksować i zredukować z odrobiną cukru.
        No tak, nie chciałaś eksperymentów :D
        • szarsz Re: Masa do tortu 29.11.11, 10:46
          Widziałam kiedyś, jak Nigella robiła mus z białej czekolady (miętę można pominąć). Tu jest:
          nigella-ekspresowo.blogspot.com/2008/09/odcinek5-zabawa-na-caego-mitowy-mus-z.html
          Tylko ja mam zanotowane nieco inne ilości składników, 1 białko i 250ml śmietany.
        • szarsz Re: Masa do tortu 29.11.11, 11:16
          Znalazłam w swoich notatkach taki prościutki mus malinowy (ale dawno go nie robiłam i nic już z niego nie pamiętam):

          6 g żelatyny
          50 g cukru pudru
          300 g tłustej śmietanki (36%)
          200 g malin, zmiksować na puree (fajnie byłoby przetrzeć przez sito, żeby pozbyć się pestek)
          Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie (wody tyle co żelatyny)
          Śmietanę ubić z cukrem.
          Żelatynę ogrzać prawie do wrzenia (NIE GOTOWAĆ), ochłodzić, dodać do malinowego puree i dobrze wymieszać.
          Śmietanę po łyżce dodawać do malin, deliktanie mieszając.
          Schłodzić w lodówce co najmniej przez dwie godziny.
        • besame.mucho Re: Masa do tortu 29.11.11, 11:31
          O, ja też robiłam mus z białej czekolady i nieskromnie uważam, że był naprawdę przepyszny, tylko ostrzegam, że konkretnie słodki.
          Robiłam tak jak z mlecznej w tym przepisie:
          lobbygotuje.blox.pl/2011/11/Ciasto-z-musem-czekoladowym.html
          z tą różnicą, że obie czekolady zastąpiłam białą, whisky na pewno nie używałam, bo nie lubię z białą czekoladą, ale co zamiast tego, to nie pamiętam - znając moje upodobania, to pewnie była grappa albo po prostu czysta, no i na pewno było mniej cukru, bo inaczej to to by było już zupełnie nie do zjedzenia.

          Musy na bazie tego przepisu nigdy mi nie wychodziły suche, są mokre, piankowate i bardzo smaczne, ale też patrząc na składniki, na pewno są znacznie mniej lekkostrawne niż mus zalinkowany przez Szarsz.
      • pierwszalitera Masa do tortu brzoskwiniowa 29.11.11, 14:17
        Moja ulubiona brzoskwiniowa, z niemieckiego czasopisma Brigitte, sprawdzona setki razy, robi wrażenie na gościach. Bardzo łatwa, bez żelatyny.

        250 gram brzoskwiń (z puszki, ale ważone bez soku, jak świeże to około 300gram, bo pozbywamy się pestek i skórki)
        1 paczka budyniu o smaku śmietankowym (taka na pół litra mleka)
        1 kopiasta łyżka stołowa skrobi spożywczej (15gram, jak nie mamy skrobi, to bierzmy dodatkową łyżkę budyniu)
        1/4 litra szampana, białego wina musującego, albo zwykłego (w wersji bezalkoholowej można wziąć rozrzedzony puszkowy sok z brzoskwiń, ale alkohol z wina i tak się wygotuje, zostanie tylko jego smak)
        2-3 łyżki cukru
        250gram słodkiej kremowej śmietany do ubijania

        Brzoskwinie zmiksować na gładkie purée. Wymieszać w kubeczku proszek budyniowy, skrobię i sześć łyżek wina (albo rozrzedzonego soku z puszki). Do brzoskwiniowego purée dodać resztę wina, cukier i zagotować. Na gotujący się płyn brzoskwiniowy wlać proszek budyniowy i mieszając zagotować, wyjdzie nam coś jak gęsty budyń, tylko owocowy, bez mleka. Ostudzić. Po ostudzeniu przetrzeć przez metalowe sito, by masa była pulchna i by oddzielić ewentualne resztki pestek brzoskwiniowych, na puszkowych brzoskwiniach czasem są. Śmietanę ubić i zmieszać z brzoskwiniowo-budyniową masą. Gotowe. Tą masą można przekładać torty, smakuje też jako krem podawany na deser, bo smakuje raczej lekko, na przykład z biszkoptami i owocami.
          • pierwszalitera Re: Masa do tortu brzoskwiniowa 29.11.11, 21:07
            szarsz napisała:

            > Brzmi świetnie, daj go na blog, jak będziesz robiła następnym razem :)

            Jak będę robiła, to zrobię zdjęcia. Ta masą pochodzi z przepisu na ciasto o nazwie Bellini i w oryginale piecze się jasny biszkopt w kwadratowej formie 28cm X20 cm, na to wykłada masę, następnie układa cząstki brzoskwiń i zalewa dodatkowo galaretkową polewą zrobioną z włoskiego musującego wina prosecco (450ml), campari (50ml), 4-5 łyżek cukru i 2 paczuszek proszku na jasną polewę tortową (niem. Tortenguss). Robię go właściwie tylko w sezonie na brzoskwinie, bo ze świeżych wychodzi lepszy.
        • amoureuse Re: Masa do tortu brzoskwiniowa 29.11.11, 17:59
          Robiłam kiedyś podobną. Rzeczywiście pyszna i nie warto zastępować wina sokiem, daje fajny posmak :) Z tego co pamiętam nie przecierałam jej przez sito i dodałam trochę żelatyny, ale to już takie drobiazgi ;)
    • ederlezi1981 pstrąg norweski 29.11.11, 21:53
      Kupiłam, bo szalona promocja w Tesco (moja dieta ostanio jest dietą promocji ryb w Tesco). Niby pstrąg, ale dużo wiekszy (upieczenie w całości odpada) i wg mojej siostry smakuje łososiem. Pokroiłam w dzwonka jak łososia, ktorego przypomina - fakturą?- tylko jest dużo bledszy. W sumei, i lososia, i pstrąga lubię, chodzi mi po glowie pomysł upieczenia go i zjedzenia z soesem salsa do ryby. Na razie elzy posolony i popieprzony.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka