aankaa
09.12.11, 23:18
Zainstpirowana postem b_h tak się zastanawiam
Panie, matki dzieci –nasto, i starszych dzieci – czy miałyście momenty, że to własne, ukochane, i oczywiście „jedyne takie na świecie”, nazwałyście bachorem, gnojem itp. (obecnie zupełnie nieuznawalnym) określeniem, złoiłyście tyłek „na wszelki wypadek, bo pewnie zasłużył albo za chwilę nabroi” ?
Przecież kochamy, „wypruwamy flaki”, „urabiamy ręce po łokcie” a tu taki typ pokazuje rogi / zachowuje się niezgodnie z przyjętymi (wg nas) standardami.
Zdarzają się osobniki (jak ja np.), które nie lubią dzieci „jako takich” ale swoje ... „no trudno, tsza kochać i coś z tym fantem zrobić żeby był jak najmniej uciążliwy”. I tu pojawia się problem akceptacji środowiska/otoczenia. Na ile jesteśmy w stanie „poświęcić się” właśnie dla tych stojących z boku (łóżeczko w najdalszym kącie mieszkania, wyciszenie ścian/drzwi, snucie się z ryczącym obywatelem przewieszonym przez ramię całe godziny) a czego oczekujemy od otoczenia ?