Dodaj do ulubionych

Czy można się tu wyżalić?

23.08.12, 11:14
Rzadko się odzywam, głównie z problemami. Ale jest mi bardzo źle, związek mi się sypie i nie wiem już, co zrobić. Muszę szybko zdecydować się na wakacje (wybrana, wymuskana oferta chyba już przepadła), a ochota mi już przeszła. Jechać z nim, jechać sama? Jak pojadę sama, nie w wyniku uzgodnienia, że spędzamy wakacje osobno, ale focha i tupnięcia nogą, to będzie ejszcze co zbierać jak wrócę? I jak mam spędzić z nim 2 tygodnie do wyjazdu w tym jego urodziny?
Dawno nie płakałam, wczoraj nie wytrzymałam. Wszystkie błędy popełniam, staram się, ciastka piekę, podłogę szoruję, spędzam dnie całe na wybieraniu optymalnej oferty i idiotka liczę na wzajemność. Nie umiem zmądrzeć.
Obserwuj wątek
      • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 11:59
        Bo pewnie chaotycznie napisałam. Mieszkamy razem od kwietnia. Na początku związku zabiegał, starał się, kupował kwiaty, ale to był etap zdobywania, więc chyba w świecie mężyczyz uznaje się go za niebyły. Potem odkryłam, że nie ma inicjatywy, wiele było kłótni o to, że wsyztsko wymyślam, organizuję ja. Odkąd razem mieszkamy stałam się pomocą domową i sprzętem kuchennym. Prace domowe w 90% robię ja - nawet nie mam pretensji o ilość, ale o brak zaangażowania. Jak powiem, może zrobi, jak nie powiem, to nie widzi. Jak wracam z pracy, ogarniam mieszkanie. Jak on wraca albo później wychodzi - nic nie robi. Nie zaproponował ani jednego wyjścia, wychodzimy rzadko, jak ja coś wymyślę. Planujemy wakacje - szukam, szukam, bo chcę, żeby były fajne. W końcu się wkurzyłam i zagroziłam, że jak do końca weekendu czegoś nie znajdzie, jadę sama. Usiadł w niedzielę wieczorem, wysłał mi 2 oferty, takie sobie. Koleżanka zaproponowała mi zaprzyjaxnione biuro, znowu się abwiłam w szukanie, on się nie zainteresował. Wyjazd przepadł. Wściekłam się, zaczęłam wydzwaniać do biura, próbować się dogadać, coś zorganizowac. Wracam do domu, on gra. Nawet nie zapytał, powiedział, że on nie szuka.
        Złości się, że nie pozwalam mu robić "swoich" rzeczy. Jego rzeczy to praca, gra, dwa razy w tygodniu jakiś trening, dwa razy w tygodniu siłownia, raz w tygodniu wyjście na pół nocy z kolegami na jakieś gry RPG. Moje rzeczy to sprzątanie, pranie i prasowanie. Ja i spędzniae czasu ze mną nie należy do "jego" spraw. Muszę się prosić, żeby ze mną porozmawiał, posiedział, on mnie odgania jak muchę. Nie kładzie się ze mną spać, bo woli posiedzieć godzinę przy komputerze... Jak nie ma nic w lodówce, to zrobi zakupy dla siebie i zje.
        To pewnie tylko moja interpretacja, ale czuję się olewana. Niedoceniana. Mogłabym robić to wszytko, gdyby chociaż mnie przytulił jak wracam z pracy i pogadał pół godziny. A nie nie ruszył tyłka z krzesła, jak otwieram drzwi niemal zębami, a wszystko mi się wysypuje z 10-kilowych siatek. Gdybym raz wróciła do domu, w którym jest posprzątane. Gdyby raz do mnie zadzwonił w czasie pracy, gdyby powiedział, że może wyjdziemy do restauracji czy na spacer...
        Krzyczę na niego - ma focha, ale robi to, o co była awantura. Chwalę - zbywa jakimś "oj tam". Przytulam się - odpycha. Zauroczyłam się kimś. Nawet się nie kryłam, mówiłam o nim, chciałam wzbudzić zazdrość. Nic, śmiał się. Przeszło mi już.
          • tfu.tfu dokładnie 23.08.12, 12:23
            imho nic z tego nie będzie. ja ostatnie pół roku spędziłam z kimś takim, nie warto życia marnować na pajaca, który potrzebuje opieki i obsługi, a jak prosi się o coś, to ma generalnie głęboko nigdzie. odpuściłam, pocieszył się szybko z panną, która lubi być obsługą ;-) może się wzajemnie uszczęśliwią, choć szczerze wątpię, że człowiek, który potrzebuje mamusi na pełen etat jest w stanie uszczęśliwić kogokolwiek. tacy nigdy nie dają emocjonalnego wsparcia.
          • kaga9 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:29
            Zgadzam się z Brykanty. Przepraszam, ale nie wiem, czy zauważyłby, gdyby zamiast Ciebie do domu przyszła inna kobieta, byleby nikt mu nie przeszkadzał. TY mu przeszkadzasz, brzęczysz mu jak mucha nad uchem o swoich potrzebach, to się ogania jak od muchy.

            Wiem, że łatwo jest powiedzieć "rzuć", to boli, ale po prostu tracisz na niego czas.
          • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:40
            Jesteśmy razem ponad 3 lata, mieszkamy razem 5 miesięcy. Między rytuałem godowym a obsługą był jeszcze inny okres. On nie wymaga ode mnie prania, sprzatania. Po prostu tego nie robi, zrobi w swoim czasie. Tak samo robił jak mieszkał sam. Wypiłem colę, stawiam butelkę w pokoju na podłodze, jak się zbierze 10, może sprzątnę. Miał bajzel w mieszkaniu. Ja w poprzednim też miałam, a to jest takie śliczne i tak je lubię, że chciałabym, żeby było posprzątane. Naprawdę do porzędnickiej mi daleko, w domu uchodziłam za bałaganiarę. Mogę czekać aż on coś zrobi, ale ja mam inny temperament, jestem szybsza i sto razy mnie wkurzy, że coś nie jest zrobione i zrobię zanim nadejdzie jego "zaraz".
            Chodzi mi o to, że ja, moje sprawy, wyjścia ze mną, moje potrzeby, wakacje razem nie są w puli "jego" spraw, o których warto pamiętać, warto się zangażować.
            Pewnie odkryłam Amerykę, ale jak to jest, że facet, który ma wyższy iloraz inteligencji, większą siłę fizyczną "nie umie" odkurzać, "nie wie", co trzeba posprzatać. Kobieta ma jakiś inny mózg, że ogarnia takie sprawy.
            Kurczę, czekaliśmy z kupieniem tej wycieczki, bo on się nie określił, a ja jestem strasznie niezdecydowana, szukałam lepszej. Nagle patrzę na stronę i nie ma. Najpierw byłam wściekła, ale jakieś pół godziny żalu i narzekania, aż się wzięłam i załatwiłam inną opcję, przekonałam pana z biura podróży, że można wycieczkę zmodyfikować, lecieć z jednego lotniska, wracać na drugie. I jest. Jestem z siebie dumna, że potrafię się zebrać i nawet jak poryczę ze wściekłości, jak coś się wali, to to pozbieram. Ale wolałabym mieć chłopa, który powie "ja to załatwię" i załatwi. Żeby ktoś coś zrobił za mnie.
            • satia2004 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:05
              mela1 napisała:
              > Pewnie odkryłam Amerykę, ale jak to jest, że facet, który ma wyższy iloraz inte
              > ligencji, większą siłę fizyczną "nie umie" odkurzać, "nie wie", co trzeba pospr
              > zatać. Kobieta ma jakiś inny mózg, że ogarnia takie sprawy.

              Kobiety mają wyższe standardy jeżeli chodzi o sprzątanie. Jest to ponoć związane z syndromem 'wicia gniazda' itd. Aczkolwiek...

              > Mogę czekać aż on coś zrobi,
              > ale ja mam inny temperament, jestem szybsza i sto razy mnie wkurzy, że coś
              > nie jest zrobione i zrobię zanim nadejdzie jego "zaraz".

              Niestety tak to już jest, ze inni te wyższe standardy porządkowe potrafią świetnie wykorzystywać. Bo skoro Tobie bardziej zależy to zrobisz i dla niego 'problem' z głowy :/

              > Chodzi mi o to, że ja, moje sprawy, wyjścia ze mną, moje potrzeby, wakacje raze
              > m nie są w puli "jego" spraw, o których warto pamiętać, warto się zangażować.

              I to jest gwóźdź do trumny, szczególnie zważając na:

              > kę zmodyfikować, lecieć z jednego lotniska, wracać na drugie. I jest. Jestem z
              > siebie dumna, że potrafię się zebrać i nawet jak poryczę ze wściekłości, jak co
              > ś się wali, to to pozbieram. Ale wolałabym mieć chłopa, który powie "ja to zała
              > twię" i załatwi. Żeby ktoś coś zrobił za mnie.

              Jesteś zaradna to pomyśl ile możesz zdziałać z chłopem, który 'coś zrobi' ;)
                  • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:34
                    O zawalczenie, urlop jako przejaw. Jak słyszę: jedź sama, zasłużyłaś na odpoczynek, to tylko ryczeć mi się chce. 3 lata razem, jeden urlop w roku, innych wyjazdów nawet na weekend właściwie brak i już mam jechać sama.
                    Jak powiedziałam, że nie mam kasy na jedynkę (tysiąc drożej) to odpisał: ja mam, zapłacę.
                    • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:37
                      > O zawalczenie, urlop jako przejaw. Jak słyszę: jedź sama, zasłużyłaś na odpoczy
                      > nek, to tylko ryczeć mi się chce. 3 lata razem, jeden urlop w roku, innych wyja
                      > zdów nawet na weekend właściwie brak i już mam jechać sama.
                      > Jak powiedziałam, że nie mam kasy na jedynkę (tysiąc drożej) to odpisał: ja mam
                      > , zapłacę.

                      A dlaczego nie napisałaś mu, jak jest naprawdę? A do niego masz pretensje, że nie pisze Ci o problemach w pracy, a sama obchodzisz dookoła tematy, które dotyczą Was :). Ja bym powiedziała wprost, co mnie boli, to bardzo ułatwia sprawę.
                    • aankaa Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:44
                      Jak powiedziałam, że nie mam kasy na jedynkę (tysiąc drożej) to odpisał: ja mam, zapłacę.
                      ===
                      jak nie masz tego tysiąca "na zbyciu" bierz i ciesz się wyjazdem
                      pod warunkiem, że cały czas nie będziesz zadręczać się myślami "a mogło być tak cudownie razem"

                      wakacje "na singla" mogą być o wiele bardziej udane niż we dwoje z pretensjami

                      a jak się odkujesz to mu ten tysiąc oddasz
                • zooba Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:31
                  Pamiętam kiedyś wyczytaną poradę nt. związków nazwijmy to 'twojego typu', że związek to jak płynięcie łódką z dwiema parami wioseł. Jeśli chcesz sprawdzić jakość waszych relacji, przestań wiosłować. A z tego co widzę ty machasz wiosłami jak szalona a pan daje się nieść (pamiętam przez mgłę twój wątek o kupowaniu dla niego prezentu, naprawdę się starałaś).

                  Ja skorzystałam z tamtej porady, łódka stanęła od razu. Wysiadłam i nigdy tamtej decyzji nie żałowałam.
            • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:18
              > Pewnie odkryłam Amerykę, ale jak to jest, że facet, który ma wyższy iloraz inte
              > ligencji, większą siłę fizyczną "nie umie" odkurzać, "nie wie", co trzeba pospr
              > zatać. Kobieta ma jakiś inny mózg, że ogarnia takie sprawy.

              A ja jestem w stanie w to uwierzyć, jako patentowa bałaganiara też nie wiem. Mieszkanie może wyglądać, jak akademik po imprezie, a ja nie wiem, co by tu posprzątać i nawet nie za bardzo widzę ku temu potrzebę ;). Jeśli mi ktoś powie "odkurz", to odkurzę, chociaż niekoniecznie od razu. Ale "posprzątaj" brzmi podejrzanie, nie wiem, od czego zacząć. Powoli, powoli staram się zmienić moje nawyki.
              Teraz będę trochę zgadywać, ale możliwe, że w okresie zalotów go trochę rozpieściłaś, sprzątałaś w stroju pokojówki, piekłaś ciasteczka w samej bieliźnie (przejaskrawiam, ale wiesz, o co chodzi) i teraz on jest bardzo zdziwiony, bo przecież było tak dobrze a Tobie coś nagle nie gra.
              • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:29
                Nie sprzątałam w stroju pokojówki, w ogóle nie bardzo sprzatałam bo mieszkaliśmy osobno. Teraz sprzątam, piekę (aseksualnie:)
                Okazuje się, ze ma problemy w pracy. O których nie wiem, po co wtajemniczać sprzataczkę czy współlokatorkę, czyż nie? Poryczałam się w pracy, wstyd. Tak czekałam na ten wyjazd.
                • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:33
                  > Okazuje się, ze ma problemy w pracy. O których nie wiem, po co wtajemniczać spr
                  > zataczkę czy współlokatorkę, czyż nie? Poryczałam się w pracy, wstyd. Tak czeka
                  > łam na ten wyjazd.

                  Czyli jednak chciałaś z nim jechać? Wygląda mi na to, że macie oboje spooooro do pogadania :).
                  • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 13:39
                    Ojejku, chciałam. Pisałam, że nie chciałam. Chciałabym fajnych, wspólnych wakacji, razem, a nie jak współlokatorzy. Opcja osobno wydaje mi się rozpaczliwym gestem, czymś z czego ja nie będę zadowolona, będę myśleć, że jestem sama.
        • kk345 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:28
          Jesli tak dzieje się po czterech miesiącach zabawy w dom, to z czasem może być tylko gorzej... Zwizualizuj sobie sytuację, że dochodzą Ci kiedyś do kompletu małe dzieci w domu i zastanów się, czy masz na to siłę.
        • helenka333 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:30
          O ja, a ja narzekam na swojego... Nie wiem co Ci poradzić i czy coś zaradzić się da. Jeżeli Ci zależy to pewnie będziesz próbowała. Możesz spróbować po 1 nic dla niego nie robić i jechać na te wakacje sama albo z kimś znajomym, tylko czy to nie będzie walka z wiatrakami? Bo z opisu to ja nie wiem czy on w ogóle zauważy, że Cie nie ma, ewentualnie będzie się cieszył, że ma święty spokój i może robić co chce. Zapytaj go po powrocie czy on w ogóle chce z Tobą być, wszak mieszkać to sobie możesz z kimś komu nie będziesz musiała prać i gotować.
          • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:54
            Też się obawiam czy zauważy. Albo czy będzie miał focha, bo on głównie się foszy, że ja krzyczę.
            Przyszedł do mnie do pracy i przyniósł mi komórkę, bo zapomniałam. Powiedziałam, że jest opcja wyjazdu i czy chce jechać - jak chcesz. Powiedziałam, że chce, ale nie wiem czy z nim. To on mnie może odebrać z lotniska z innego miasta. Aha, i nie chce się ze mną więcej kłócic. Tyle. Nie wiem czy coś dotarło, to że nie lubi kłótni to wiem, ale już naprawdę nie wiem jak mam pokazać, czego potrzebuję. Nie zależy mu w ogóle.

            Problem z mieskzaniem jest banalny. Dopiero się wyprowadziłam z domu, nie chcę tam wracać. To mieszkanie też wybrałam i znalazłam ja, uwielbiam je, ale samej mnie na nie nie stać żadną miarą. W ogóle słabo mnie stać na mieszkanie samej na wynajmowanie. Tak bardzo mi się tu podoba i naprawdę będę nieszczęśliwa wyprowadzając się.
        • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:49
          Wiesz, jesteś rozżalona i może nie jest tak źle, jak piszesz. Trudno nam ocenić. Ale jedna rzecz mi się rzuciła w oczy - spróbuj mówić wprost. Ja też liczyłam długo, że facet powinien się domyślić i czekałam, czekałam, płakałam po kątach a on nic. Potem nie wytrzymywałam i wybuchałam, wylewałam żale "bo Ty zawsze", "bo Ty nigdy" z czego on też nic nie rozumiał, jeszcze uznał, że przecież było dobrze i nagle mi odbiło. Teraz mówię wprost "proszę, wynieś to", "czy mógłbyś iść ze mną tam", "chodź do łóżka, chce się poprzytulać". Wiadomo, że nie zawsze może spełnić moje życzenie, ale naprawdę się stara. Teraz nawet mówić nie muszę, bo on zwykle wie, czego chcę. My też mamy okres zalotów, kiedy to jesteśmy idealnymi paniami domu, świetnymi kochankami bla bla bla, nie będziemy faceta na trzeciej randce wyciągać na 5-cio godzinne zakupy torebki i szminki. Powiedz mu wprost, czego chcesz, bo sam się raczej nie domyśli, że byłoby miło, gdyby posprzątał.
    • veev Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 12:45
      Mnie się wydaje, że sama już sobie odpowiedziałaś na to nie do końca zadane pytanie...

      Pan wygląda na takiego, który potrzebuje połączenia mamy i gosposi, a nie partnerki, która wymaga czegoś więcej, niż żeby łaskawie BYŁ. Myślisz, że to ma realne szanse się kiedykolwiek zmienić? (to wbrew pozorom nie jest pytanie z tezą, Ty go znasz, ja nie; ale ludzie rzadko się zmieniają, a mężczyźni często dorastają z trudem).
    • ciociazlarada Ja tu widzę inne problemy 23.08.12, 14:28
      Melu, bo że facet jest nietegesowy to zgadzam się z dziewczynami. Ale do rzeczy - nie da się na dłuższą metę żyć dla kogoś tylko, mieć jako główne hobby misiaczka, rozkwitać przy misiaczku, gasnąć jak misiaczek gaśnie, żyć problemami misiaczka i problemami z misiaczkiem. Dla zdrowia psychicznego warto mieć swoje poletko i swoją marchewkę na nim pielęgnować. Miejsce bez misiaczków, swój własny świat. Mi się tak widzi z Twoich opisów, że 95% Twojego życia to ten związek i po prostu nie starcza Ci pary, żeby dmuchać we własny, prywatny gwizdek i pielęgnować najważniejszą osobę na świecie, czyli SIEBIE.

      Popatrz na to z boku: chłop na siłownie, ty do garów - czyn zaiste chwalebny, ale jeżeli nie gotujesz dlatego, bo lubisz się w kuchni wyszaleć (albo jesteś głodna). Jeżeli powodem jest zdobycie uwagi misiaczka, przymus (bo ktoś musi), czy inne takie na dłuższą metę jak widzisz nikt orderu Ci nie da.

      Druga sprawa: osoby tzw. "szybsze" i o wyższych standardach czystościowych zawsze mają przekichane, jeżeli nie potrafią brać tej drugiej strony z dobrodziejstwem inwentarza. Najłatwiej zwolnić i odpuścić dla siebie, nie dla kogoś. Motywacja: "przestanę sprzątać i gotować to zobaczysz, beze mnie zginiesz" jest przykra i męczy strasznie. Dużo lepsza jest motywacja "wewnętrzna": "idę z Krysią omawiać balsamy do ciała/kulturę inkaską, więc dziwnym nie jest, że nie gotuję, doba ma tylko 24h". Jeśli sama nie szanujesz swojego cennego czasu to inni niestety też będą mieli to gdzieś...

      Trzecia sprawa: fochy nie działają na nikogo. Gdybyś była w związku ze mną i tak kręciła z tymi wakacjami, nie potraktowałabym tego poważnie i puszczała mimo uszu, spokojnie siedząc przy kompie i żując gumę. Liczenie na to, że ktoś się domyśli niestety oznacza zazwyczaj, że mamy manko i poczucie bycia niezrozumianą. Czasami ciężko się obnażyć, ale na dłuższą metę bardzo dobrze działa mówienie czego się chce i co się czuje prosto z mostu. Z normalnymi osobami jest to w zasadzie najlepsza recepta na szczęście i dobre porozumienie, imo. Z nienormalnymi, tj. gdy widać że ktoś manipuluje naszą otwartością i potrzebami, najlepiej wystawić szczoteczkę do zębów delikwenta za drzwi, od razu po wyrzuceniu wszystkich innych rzeczy osobistych przez okno.

      Ale tak poza tym, to ten pan faktycznie nie rokuje. Jedź na te wakacje z kimś znajomym jeśli masz potrzebę pojechania na wakacje. Wyszalej się i gościa odstaw od piersi.
      • mela1 Re: Ja tu widzę inne problemy 23.08.12, 15:11
        Staram się nie rozkwitać przy misiaczku. Pracuję, jak muszę to też w domu. Na początku sprzatanie sprawiało mi dużą przyjemność, bo nareszcie miałam swój dom. Rozumiem, że on ma inne potrzeby co do ilości czasu spędzanego ze mną. Ale wydawało mi się, że jakiś czas się razem spędza mieszkając razem. Niekoniecznie cały dzień, ale koniecznie w całości razem, a nie siedząc jak na szpilkach i przebierając nóżkami, kiedy się to skończy. Zrobiłam sobie ministudia podyplomowe, zapisałam się na fitness. Nie ejstem osobą, która wytrzymuje z kimś kontakt 24/7. Wydawało mi się, że potrzbuję dużo samotności. Ale widać mniej. Różnica polega na tym, że ja lubię i potrzebuję być całkiem sama (w mieszkaniu, a nie pokoju), a jak ktoś jest w mieszkaniu, to nawiązuję kontakt. Dzień kiedy nie idę do pracy, a on idzie ejst dla mnie super. Wtedy całe porządki mnie bawią.
        Nie gotuję, bo ktoś musi, robię to rzadko, jak mam wenę. Ale jak dzwonie i pytam, czy wróci i o której, bo chciałabym zrobić dobry obiad, on mówi, że skoro tak to będzie o godz. X, a przychodzi o x+1,5, bo zapomniał. Dla mnie to lekceważenie.
        Jego wykrzyczany punkt widzenia opisałam w poprzednim poście.Byłam w tym nowym domu szczęśliwa, czułam, że tu mi dobrze, a mam wymagania co do miejsca. Nie chcę tego zostawiać, nie mam dokąd wracać, nie umiem mieszkać z kimś obcym. Raptem się zepsuło (no, nie raptem) i teraz okazało się, że wina moja. Wcześniej ja się wściekałam, on milczał.
        • ciociazlarada Re: Ja tu widzę inne problemy 23.08.12, 15:23
          No to wychodzi z tego co odpisałaś mi i Teresie, że to brzydki manipulant. Tak jak napisałam, nie rokuje ten pan.
          Kurcze, problem zostawić mieszkanie, które się pieczołowicie urządzało, ale jeszcze większy problem mieszkać z takim kimś. Często tak jest (przerobiłam to na własnej skórze, na szczęście w porę się zorientowałam i dałam tyły), że człowiek sobie myli taki "związek po włosku", z kłótniami, obrażaniem się, manipulowaniem i darciem, z normalną, zdrową miłością bo w tym pierwszym jest tyle napięcia i adrenaliny, że nie ma czasu zatrzymać się, odetchnąć i sprawdzić czy wszystko jest OK.

          Teksty o zmarnowaniu tego i owego kwalifikują się w moich do wystawienia szczoteczki za drzwi (po uprzednim wyrzuceniu...) zwłaszcza jeśli są recydywą i gość ma taki specyficzny styl komunikacji. Nie znoszę takich fochmanów.
          • mela1 Re: Ja tu widzę inne problemy 23.08.12, 15:36
            Ej, widzicie, macie mój punkt widzenia, jak widzę zbyt cenzurowany. Ja zaczęłam pierwsze i powiedziałam, że dziekuję za zmarnowane wakacje. Ja mam taki styl komunikacji, on się komunikuje na milcząco. Tzn. ja mówię o co mi chodzi w kłótniach, płaczu, trzaskaniu drzwiami (choć wypracowałam moim zdaniem wielką poprawę), on milczy, aż nagle w kłótni wygarnia i mnie zatyka, bo nie wiedziałam.
            Nie zakładam, że on w ogóle nie ma racji, może jestem zbyt upierdliwa i siedzę mu na głowie. Ale jak on wraca 2x w tygodniu o 20.30, raz po północy, resztę dni też późno, to kiedy mamy być razem? Ja wracam o 16, do 20 mam czas dla siebie, jak on wraca, chciałabym czas dla nas. A on nie chce. Nie wiem czy coś jeszcze jest między nami.
            • ciociazlarada Re: Ja tu widzę inne problemy 23.08.12, 15:58
              No ale to wracamy do punktu 3. Choćby się paliło i waliło, dorosłe osoby tak spraw nie załatwiają - to znaczy owszem, załatwiają, ale nie te co im się wydaje, że załatwiają, a rezultaty bywają opłakane.

              Komunikat "dziękuję za zmarnowane wakacje" znaczy dokładnie co? Mi byłoby się cieżko połapać, dlatego pytam. "Dziękuję za zmarnowanie powrotów do domu" również może znaczyć 1000 rzeczy i ciężko wykminić jakich. Na serio, tak sobie nie porozmawiacie.

              Też takiego znałam barana, co to mówił: "powinniśmy się rozstać bo to nie ma sensu", a jak spakowałam graty, koty i wyjechałam się pocieszyć, to był w szoku i obrażony, bo "myślał, że się zejdziemy". Naprawdę trzeba być supermagikiem, żeby usłyszeć "wróć do mnie" gdy ktoś mówi "spierdalaj".
    • teresa104 Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 14:30
      Nie umiem udzielać porad sercowych, bo mnie do głowy przychodzi wyłącznie pytanie z trzema wykrzyknikami "co ty w nim widzisz". Myślę zresztą, że to, co przedstawiasz, to tylko rąbek i nic nie można Ci poradzić.

      Dlatego zajmę się tylko jednym z aspektów Twojej opowieści.

      Wielu mężczyzn, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że większość mężczyzn w naszej kulturze chowanych jest na domowe łamagi i sobków. Najczęściej nie umieją nie tylko prostych rzeczy typu gotowanie strawy, dbanie o ubrania, ale ogólnie nie ogarniają ogromu rzeczy, które trzeba zgrać, żeby dom funkcjonował, był czysty, bezpieczny, przytulny i syty. Wielokrotnie obserwowałam to u znanych mi mężczyzn (choć nie widziałam tego na przykład u swojego ojca wychowanego w skrajnie, wręcz patologicznie patriarchalnym domu, co pozwala przypuścić, że bystrość obserwacji, wyczucie, inteligencja, miłość do rodziny oraz służba zasadnicza w Wojsku Polskim zabezpieczają mężczyznę przed tym modelem).

      Jedni są w stanie pojąć, na czym polega partnerstwo, inni pozostają przy swoim, znajdują kobiety dobrze czujące się w roli obsługującej Piotrusia Pana. Bo i kobiety mają tu swoje za uszami, najpierw jako matki biorące na siebie całość kształtowania przyszłego mężczyzny i hodujące trutnia o dwóch lewych rękach, potem jako dziewczyny udowadniające, że "chłopcze, lepiej wiem, które śliwki odchodzą od pestki, posiedź sobie, ja skoczę", jako żony biorące wszystko na siebie o czekujące, że świat się domyśli, że im jest za ciężko, a jednocześnie bechtające swoją dumę, że są lepsze, lepiej zorganizowane, uniosą więcej zakupów, skoczą w więcej miejsc, dokładniej skrobią fugi z brudu i kibel z... kamienia, ładniej prasują, lepiej negocjują z agentem biura, a ten burak, maminsynek tylko siedzi i pierdzi.
      Powszechność zjawiska domowej egoistycznej niedorajdy może być uznana za okoliczność łagodzącą dla Twojego chłopaka;)

      To, co napisałaś, zalatuje mi okolicznością, w której nigdy nie chciałabym się znaleźć, dlatego ja postawiona hipotetycznie w Twojej sytuacji po pierwsze pojechałabym sama na urlop, następnie wróciłabym i w domu robiłabym tylko tyle, żeby samej się najeść i nie chodzić brudną, a w konsekwencji po szeregu jałowych i durnych kłótni rozstałabym się z tym człowiekiem.
      • mela1 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 14:57
        Dziękuję. Okazuje się, że to moja wina i urlop to tylko duperela. Ja mu nie pozwalam robić tego, co on chce, musi wstawać o 5.30, żeby obejrzeć film, musi zostawać w pracy, żeby obejrzeć wykład, który chce. Podziękował mi za zmarnowanie powrotów do domu, bo wku..wia się całą drogę i nie chce tam wracać. Podziękował mi za pozbawienie go domu...
        Moja wina zatem, tylko się kłócę i trzaskam drzwiami jak on gra.
        To bzdura, że mi przeszkadza bałagan - on wie, że mi nie przeszkadza. Nie muszę zatem mu nic robić. On biedak ma tylko godzinę wolną dziennie na swoje rzeczy, a ja mu zabraniam. I nic mu już nie sprawia przyjemności. Podziękował mi za zmarnowane ostatnie tygodnie samych awantur.
        I co, pojechać spać do ojca? Wracać do domu i go omijać. Urlop nieaktualny, nie wiem czy jeszcze mam chłopaka i gdzie mam mieszkac.
        • tfu.tfu Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 15:32
          matko, też to przerabiałam. jeśli możesz, to się nie wyprowadzaj, wyprowadź pana.
          ściskam Cię mocno, głowa do góry. tego kwiatu to pół światu, jak mawiała jedna bardzo mądra Pani Basia, a życia nie warto marnować na toksycznych samolubów. lepiej być solo, niż z solą w oku w postaci "misiaczka" ;-)
              • mela1 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 19:02
                On chciał wspólnego mieszkanie po kilku miesiącach. Ja nie byłam gotowa. Też dlatego, że mówiłam, że tak będzie - ja wstaję, on śpi, ja śpię on siedzi, ja w domu, on w pracy. Nie ustaliliśmy zasd, nie dogadaliśmy się. Wyszłam z głupiego założenia, że facet, który był w 6-letnim związku ze wspólnym mieszkaniem, a potem 4 lata mieszkał sam umie coś zrobić. Zamieszkałam z nim, kiedy poczułam, że ani miesiąca dłużej z ojcem (nie z powodu jakiegoś otwartego konfliktu, tylko zmęczenia sytuacją, że jestem dzieckiem w domu rodzinnym) i że jeśli nasz związek nie ruszy, to będziemy na te randki chodzić do śmierci. Chciałam spróbować, ale z myślą, że się uda.
            • teresa104 To nie są porażki 23.08.12, 16:35
              To są po prostu przeżycia, wydarzenia w życiu, to Twoje doświadczenia, z których zrobisz w przyszłości użytek. Gdybyś szła ulicą i koślawo stanęła na krawężniku, co skutkowaloby skręceniem kostki, to nazwałabyś to porażką nauki chodu?

              Jeśli stać Cię, żeby samej mieszkać w tym mieszkaniu, to w toku rozmów rozstaniowych, jeśli zdecydujesz się na rozstanie, steruj, żeby to on się wyprowadził, a nie Ty. Jeśli zaś Cię nie stać, wróć do domu z założeniem, że to tymczasowe i od razu szukaj innego, tańszego mieszkania. Rodzice są między innymi po to, żeby takie sytuacje jakoś buforować na początku dorosłości swoich dzieci, to naprawdę nie dyshonor zwrócić się o pomoc do ojca.
              • mela1 Re: To nie są porażki 23.08.12, 19:47
                Żaden problem, żeby się wyprowadził. Kiedyś powiedział nawet, że wie, że mnie nie stać i opłaci mi mieszkanie na rok z góry, żebym mogła sobie ułożyć życie. On ma pieniądze (a teraz to już nie wiem, nie zarabia od 3 miesięcy, ma jakies problemy, dowiedziałam się przypadkiem), więc zawsze kupował drogie prezenty. chcesz, to masz. Chciałam pomieszkać miesiąc sama, żeby choć chwilę mieć przerwę między ojcem a nim, zapłacił. Drogi pierścionek czy kolczyki - miałam pokazać palcem. Ja tyle kasy nie mam, choć też kupowałam drogie prezenty, wkładałam więc zaangażownaie. On nie docenia zaangażowania bez efektu, ja nie doceniam wydania kasy bez zaangażowania. Nie chcę sponsora, chociaż on i tak płaci więcej za mieszknaie. Chciał zapłacić za cały wyjazd na wakacje, teraz chce zapłacic za mój samotny wyjazd. A ja bym chciała bycia razem, związku, domu.
                  • slotna Re: To nie są porażki 23.08.12, 22:01
                    > nie wiem czy jeszcze mam chłopaka i gdzie mam mieszkac.
                    > ===
                    > a może to jest Twój problem ?
                    > potraktuj pana jako współlokatora i przestań myśleć o nim "mój chłopak"

                    Histeryzuje, przeciez pisze rownoczesnie, ze facet proponowal oplacenie jej mieszkania z gory na rok :P
                • kasica_k Re: To nie są porażki 23.08.12, 23:29
                  mela1 napisała:
                  > On ma pieniądze (a teraz to już nie wiem, nie zarabia od 3 miesięcy, ma jakies p
                  > roblemy, dowiedziałam się przypadkiem
                  ), więc zawsze kupował drogie prezenty.
                  [...]
                  > On nie docenia zaangażowania bez efektu
                  [...]

                  To może być jedna z (nie twierdzę, ze jedyna) przyczyna obecnych problemów. Jeżeli on przywiązuje dużą wagę do pieniędzy i jeżeli grają one dużą rolę w jego systemie wartości, w szczególności w poczuciu wartości własnej, to jego ego aktualnie dostaje w tyłek. W tej sytuacji ja bym się szczególnie nie dziwiła, że w wolnym czasie zamiast okazywać uczucia, zamyka się i odreagowuje graniem czy treningami. I że nie nęci go wizja urlopu, bo mając na głowie walący się biznes (zwłaszcza jeśli to jego własny biznes) trudno byłoby mu się wyluzować na drogich wakacjach u boku kobiety (a dla niego kobieta to istota, której należy kupować drogie prezenty i imponować kasą).
                  • veev Re: To nie są porażki 24.08.12, 11:30
                    kasica_k napisała:

                    > > On ma pieniądze (a teraz to już nie wiem, nie zarabia od 3 miesięcy, ma jakies p
                    > > roblemy, dowiedziałam się przypadkiem
                    ), więc zawsze kupował drogie prezenty.
                    [...]

                    > To może być jedna z (nie twierdzę, ze jedyna) przyczyna obecnych problemów.

                    I Kasica ma tu bardzo bardzo dużo racji. Facet ma problemy, które nie bardzo umie/może rozwiązać, więc się próbuje wycofać i przeczekać (bo faceci tak zwykle robią). Nie chce tym obciążać swojej kobiety, zwłaszcza że stosował raczej finansowy model macho, więc przyznanie się, że z kasą słabo, byłoby dla niego strasznie trudne. Wizja urlopu go stresuje dodatkowo, a wszystkie pytania i wymagania odbiera jako atak, więc się sytuacja zaostrza.
                    A jeśli jeszcze się czuje winny, że nawala generalnie "jako facet" (bo nie zarabia, bo jego dziewczyna jest ciągle niezadowolona), to się robi coraz gorzej i faktycznie kubek zostawiony na stole może się stać pretekstem do megawantury z piorunami.

                    Już pisałam wcześniej, ja bym w takiej sytuacji postarała się pojechać na wakacje/wyjechać gdziekolwiek sama albo z kimś neutralnym. I nie brałabym od niego dodatkowej kasy, bo w sytuacji problemów z pracą wydałoby mi się to trochę nie fair (ale to ja - wiem, że ludzie przeróżnie sobie relacje finansowe w związkach układają).
                    • pierwszalitera Re: To nie są porażki 24.08.12, 12:05
                      veev napisała:

                      > I Kasica ma tu bardzo bardzo dużo racji. Facet ma problemy, które nie bardzo um
                      > ie/może rozwiązać, więc się próbuje wycofać i przeczekać (bo faceci tak zwykle
                      > robią). Nie chce tym obciążać swojej kobiety, zwłaszcza że stosował raczej fina
                      > nsowy model macho, więc przyznanie się, że z kasą słabo, byłoby dla niego stras
                      > znie trudne. Wizja urlopu go stresuje dodatkowo, a wszystkie pytania i wymagani
                      > a odbiera jako atak, więc się sytuacja zaostrza.

                      No i kto posuwa się do kategorystycznych stwierdzeń? Jeszcze gorzej, podsuwasz tu jakieś stereotypy, gotowce na temat facetów, które mogą w ogóle nie mieć miejsca w tym przypadku. Skąd wiesz, że facet ma jakieś problemy rozwalające mu życie emocjonalne? O ile mi wiadomo, facet był taki od samego początku, patrz wątek o kupowaniu prezentów urodzinowych.
                      • kasica_k Re: To nie są porażki 24.08.12, 15:02
                        Znaczy to do mnie o tych kategorystycznych? :) Bo veev powtórzyła tu mniej więcej to, co ja napisałam. A ja napisałam, że fakt, iż facet przyzwyczajony do dobrych zarobków i przywiązujący sporą wagę do kasy, w tym kupowania kobiecie drogich prezentów i zapewniania jej bezpieczeństwa finansowego, od kilku miesięcy przestał tę kasę zarabiać, mógł przyczynić się walnie do obecnego kryzysu, zwłaszcza tego związanego z urlopem. Nie, że jest to przyczyna wszelkich kłopotów w ich związku, tylko przyczyna zaostrzenia się tych zjawisk, które Meli nie odpowiadają (wycofanie się, mrukliwość, brak zaangażowania we wspólne sprawy = urlop) i ogólnego spadku nastroju.
                        • mela1 Re: To nie są porażki 24.08.12, 15:08
                          Dziękuję za to, co napisałaś. To jestem w stanie zrozumieć. Też na mnie problemy w pracy wpływają. Problem w tym, że ja nie wiedziałam. Nie gwarantuję, że gdybym wiedziala, byłabym super wyrozumiała, ale ja odbierałam tylko symptomy, które sobie z braku informacji zinterpretowałam zgodnie z własna wiedzą i doświadczeniem.
                          Swoją drogą, co się robi w takiej sytuacji? Ja okazuję wsparcie zwykle okazywaniem zainteresowania, przytulaniem, chęcią rozmowy. Nie mam innego repertuaru. Uważam, że wyjazd na wakacje mógłby pomóc, ale widać jemu nie. Jak mnie wywalili z roboty, co kroiło się przez kilka miesięcy i zrobiło ze mnie kłębek nerwów, to pojechałam z nim na wycieczkę, którą od dawna odkładałam. Ale to ja.
            • helenka333 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 16:59
              Porażką to jest jego zachowanie. Wydaję mi się, że reagujesz podobnie do mnie na tego typu sytuacje. Tzn. planujesz, cieszysz się na coś, nie możesz się doczekać a tu nagle bach, problemy, komplikacje, jego brak zaangażowania, w Tobie rośnie żal i wybuchasz trochę nieracjonalnie mówiąc "dziękuje za zmarnowanie mi wakacji". A jak się kłócisz to tak na prawdę chcesz dobrze, chcesz jemu tylko swoje bolączki przedstawić, żeby zrozumiał dlaczego jest Tobie źle, a on gra, nie słucha, idzie na trening, i myślisz, że ma Cie w d..., bo rzeczywiście tak to wygląda. Ale ciekawi mnie też dlaczego on się tak zachowuje, skoro wcześniej potrafił inaczej. Teraz mam wrażenie w ogóle ze sobą nie rozmawiacie, a wcześniej? Jak te 3 lata wyglądały? Jeżeli było ok, to co się zmieniło? Mogło mu przestać na Tobie zależeć, a może rzeczywiście jest przeciążony pracą, stresem. Wiem to nie wytłumaczenie, ale niektóre jednostki tak niestety mają. A macie jakieś wspólne zainteresowania, przy których on mógłby się jednocześnie zrelaksować i spędzić z Tobą czas?
        • veev Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 17:23
          mela1 napisała:

          > I co, pojechać spać do ojca? Wracać do domu i go omijać. Urlop nieaktualny, nie
          > wiem czy jeszcze mam chłopaka i gdzie mam mieszkac.

          Ja bym wróciła do domu, spakowała się i pojechała gdzieś w neutralne miejsce na tydzień czy dwa (do przyjaciółki gdzieś? w góry, wynająć pokój w pensjonacie? do rodziców nie), żeby ochłonąć i to sobie jakoś poukładać. Tyle że ja tak mogę w każdej chwili, bo uroki wolnego zawodu - ale może Tobie też by się udało, i tak planowałaś urlop niedługo. Ale tak bez fochów i demonstracji "jak Ty jesteś taki, to JA CIĘ OPUSZCZAM", tylko spokojnie, że jesteś zmęczona i wyjazd dobrze Ci zrobi, poza tym długo czekałaś na wakacje. Jak Ci trudno z nim rozmawiać, to mu to napisz.

          On też będzie miał trochę czasu, żeby sobie to na chłodno przemyśleć, i po powrocie spróbujecie pogadać jak dorośli, bo tu sporo rzeczy wymaga wyjaśnienia, ale w miarę możliwości bez pretensji i obwiniania się (albo nie spróbujecie, bo dojdziecie do wniosku, że nie ma co zbierać). Wiem, że to trudne, ale z działania w negatywnych emocjach rzadko coś dobrego wynika.

          Nie można wykluczyć, że on przez problemy w robocie staje się nie do wytrzymania w każdej innej sferze życia (mój ojciec taki był, mój M. też taki bywa, a i mnie się zdarza) - ale nie można też wykluczyć, że po prostu nie dorósł do związku/ma dość/nie nadaje się dla Ciebie/wszystko inne razem. Ale tego jeszcze nie wiesz i chyba warto się nad tym zastanowić na zimno.

          Trzymam kciuki.
      • maggianna Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 16:58
        Zgodze sie z Teresa. Jezeli facet jest inteligentny i bystry to nauczy sie i sobie poradzi i bedzie sie obydwojgu zylo milo i przyjemnie.
        Jak bylam mloda to tez usilowalam wszystko robic lepiej, potem przejrzalam na oczy, odpuscilam i mi przeszlo. Nie prasuje - nie umiem, boje sie goracego i nagle okazuje sie ze chlopina woli sam nauczyc sie prasowac niz chodzic w pomietych ubraniach a skoro mu juz tak dobrze to idzie to przeciez moze uprasowac i moje i obydwoje jestesmy zadowoleni i chodzimy w wyprasowanych ubraniach :-)
        Sprzatac nie lubie, wiec zakladam domowy kompromis - czyli zaplate komus kto przyjdzie i zrobi to za nas. Gotowac umiem i lubie ale tylko wtedy kiedy nie musze, wiec na pytanie co jest na obiad/kolacje najlepsza odpowiedzia jest "co tylko masz ochote sobie przygotowac kochanie bo ja juz jadlam" i wychodzi na jaw ze chlopina gotuje jednak lepiej ode mnie :-)

        Zakladam tez ze skoro mezczyzna ktory mi sie podoba ma skonczone studia, ma dobra prace, pokonczone kursy zawodowe, zna jezyki i zrobil prawo jazdy czyli glupi nie jest, to obsluga pralki/zmywarki/kuchenki czy odkurzacza powinna przyjsc mu bezproblemowo bo w koncu czytac umie i instrukcje obslugi zrozumie. Jedyne z czym mialam problem (a mieszkalam juz z paroma facetami) to wytlumaczenie ze bialego nie pierze sie z dzinsami, rozowymi recznikami i ze jest roznica czy welniany sweter wypierze sie w 60st czy w zimnej wodzie.

        I jeszcze jedna uwaga - awantury i trzaskanie drzwiami to nie jest dobry sposob porozumiewania sie, tez bym nie chciala po calym dniu w pracy wracac do domu gdzie ktos bedzie mial pretensje i krzyczal, mysle ze zamykalabym sie w sobie i wracala do domu tylko spac. Moze zastanow sie nie tylko nad tym czego Ty oczekujesz od zwiazku ale pomysl czego oczekuje od wspolnego mieszkania druga strona - jak wczesniej spedzaliscie czas, jak on spedzal czas po powrocie z pracy, czy przez poprzednie lata zwiazku dzwonil do Ciebie regularnie w ciagu dnia etc - jezeli wczesniej on niczego nie organizowal, nie wyjezdzaliscie na wspolne weeknedy a on po pracy siedzial i gral to nie oczekuj ze mieszkajac razem cokolwiek sie zmieni. Poza tym sama pisalas ze wracasz do domu wczesniej, posiedzisz sama, odpoczniesz i z utesknieniem czekasz na jego powrot - a on wraca do domu i czy ma czas zeby pobyc samemu i odpoczac po pracy? Wiec jedynym momentem kiedy on moze posiedziec w ciszy i spokoju to wtedy kiedy Ty pojdziesz spac i moze dlatego chodzi spac pozniej niz Ty?
        Zawsze staram sie tez wziac poprawke na to ze partner zyciowy to obcy czlowiek, wychowany inaczej w innej rodzinie, z innymi tradycjami, przyzwyczajeniami i spojrzeniem na swiat - i na poczatku wspolnego mieszkania liczy sie glownie kompromis i proba ustalenia wspolnych zasad i oczekiwan - bez tego wspolne mieszkanie moze byc ciezkie.

        A podsumowujac - wlasnie dlatego jestem absolutna zwolenniczka wspolnego mieszkania przed slubem! :-)
        • kasica_k Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 19:02
          Słusznie prawisz maggianno. Ja tu widzę monumentalny przykład różnicy potrzeb i oczekiwań plus problemy z komunikowaniem tychże potrzeb i oczekiwań.

          Mela1 marzyła o wyprowadzce do nowego ślicznego mieszkanka, teraz je kocha i o nie dba i jest to dla niej wielkie źródło życiowej satysfakcji. Teraz jest rozżalona, bo okazało się, że jej M. jest z grubsza wszystko jedno, gdzie i w jakim bajzlu mieszka i nie rozumie, czemu ktoś nagle oczekuje od niego nie wiadomo czego. Można wymagać współuczestnictwa w podstawowym sprzątaniu i ogarnianiu, zwłaszcza sprzątania po sobie, można wymagać dzielenia trudów zakupów i gotowania. Ale bez sensu jest wymaganie od drugiej strony takiego samego emocjonalnego zaangażowania w wicie gniazdka. On naprawdę nie ma obowiązku tego lubić.

          Mela1 marzyła też o urlopie, kombinowała, szukała - jej M najwyraźniej jest ten cały urlop teraz potrzebny jak dziura w moście, bo pochłaniają go problemy w firmie. Ponieważ jej zależało, więc zgodził się, że pojedzie sama, obiecał jej nawet dołożyć kasy. A ona mu wygarnia zmarnowane wakacje... Czy jego wizja wakacji w ogóle pokrywa się z jej wizją? Czy on w ogóle lubi wakacje? Znam ludzi, którzy na urlopach się nudzą, a w pracy są "niezestąpieni". Wiele razy też jeździłam na urlop bez partnera i wszyscy byli zadowoleni.

          Największym problemem moim zdaniem jest tu kwestia wspólnego spędzania czasu. Jeśli pan późno wraca z pracy, to faktycznie trudno od niego oczekiwać, żeby się od razu rzucał w interakcje z ukochaną. On też potrzebuje odetchnąć. Jeżeli pan późno wraca, bo był na siłce albo grał z kumplami, i dzieje się to praktycznie codziennie, to co innego. Tu pojawia się pytanie: czy jest cokolwiek, co Mela1 i jej M lubią robić razem? Jeśli nie ma niczego takiego, to faktycznie zastanowiłabym się mocno, czy ich związek ma sens, jeżeli ona potrzebuje mieć dużo "quality time" z facetem, a on w przebywaniu z nią zbyt wiele "quality" nie widzi (i tu pojawia się niestety podstawowe pytanie: to co oni właściwie w sobie nawzajem widzą i po co pan wprowadził się do jednego mieszkania z panią?). Tu też możliwe są kompromisy, ale z obu stron, jak sama nazwa wskazuje.
          • mela1 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 19:42
            Tak, Mela sobie wije gniazdko, ale fajnie byłoby w nim nie znajdować tylko nowego bajzlu. Nie wiję dla potomstwa, tego się bac nie musi, bo oboje nie chcemy.
            Tak, jaram się urlopem, zalezy mi na tym. Nigdy się nie dowiedziałam, co on by chciał. Poza górami, które odrzuciłam, bo nie lubie. Ale jakby powiedział teraz: chcę w góry, to bym pojechała.
            Co lubimy razem? Już nie wiem. Wydawało mi się, że lubimy część podobnych filmów, muzykę, koncerty, dobre jedzenie. Lubiliśmy spędzać ze sobą czas. Ale okazuje się, że jak mieszkamy razem, to przestało to być fajne. Sam chciał. Zawsze chciał, żebym w weekend zostawała na noc, ja nie bardzo. On do tego wszystkiego bardziej dążył.
            Ja naprawdę byłam odrzucana przez facetów jako zbyt niezależna, samodzielna, niepotrzebująca gniazdka, zbytniej bliskości. Lubię być sama. Jak usłyszałam, ze wyjeżdża na weekend służbowo to się cieszyłam jak dziecko. Sama go namawiam, żeby się spotkał z kumplem. Pytam, kiedy się widzieli i czy nie czas na spotkanie. Koleżanki mi się dziwią, że on co tydzień wraca w środku nocy, nie mówi, o której i ja nic na to. Bo one to by awantury robiły. Na forum widzę jeszcze bardziej wyluzowane standardy:)
              • amoureuse Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 23.08.12, 22:33
                A tylko niepełnoletni mogą mieć przykre wypadki? Ja zawsze mówię mojej mężczyźnie, że idę z koleżankami A, B i C do klubu X i będę około godziny Y. Nie żeby się tłumaczyć, ale żeby wiedział, gdzie w razie wypadku mnie szukać. Jak w górach: idziesz na wycieczkę, to zostaw w schronisku informację gdzie i z kim się wybierasz.
                • kis-moho Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 08:55
                  > A tylko niepełnoletni mogą mieć przykre wypadki? Ja zawsze mówię mojej mężczyźn
                  > ie, że idę z koleżankami A, B i C do klubu X i będę około godziny Y. Nie żeby s
                  > ię tłumaczyć, ale żeby wiedział, gdzie w razie wypadku mnie szukać. Jak w górac
                  > h: idziesz na wycieczkę, to zostaw w schronisku informację gdzie i z kim się wy
                  > bierasz.

                  Ojej, jasne, że można się o kogos martwić, jak wraca później niż mu się wydawało. Zwykle w związku, gdzie ludzie ze sobą rozmawiają, partner wie, że druga połowa poszła w miejsce X z osobą Y, bo to po prostu zwykłe codzienne rozmowy. Ale nie wyobrażam sobie, że partner robi mi aferę, że wróciłam o 3, a mówiłam, że o 1. Przecież mogło być fajniej niż myślałam, i mogłam zostać dłużej, mogłam się tak dobrze bawić, że nie zauważyłam, że jest późno i nie wysłałam uspokajającego smsa. Albo założyłam, że śpi i nie ma co go budzić. Wyobrażam sobie za to, że facet do mnie dzwoni, czy wszystko jest w porządku, to zupełnie naturalne. A odniosłam się do fragmentu:
                  "Koleżanki mi się dziwią, że on co tydzień wraca w środku nocy, nie mówi, o której i ja nic na to. Bo one to by awantury robiły."
                  • mela1 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 09:11
                    U mnie w domu próbowano wprowadzić zwyczaj mówienia, o której sie wróci, co mnie wkurzało. Bo dla mnie wolność, to nie mówienie, nie spieszenie się. Mam na myśli mówienie, o której wracam ze szkoły na przykład. Mój ojciec robił mi awantury, że wróciłam późno z imprezy i nie zadzwoniłam. Ale sam nie zadzwonił nigdy. Ja nie wiedziałam, po co mam dzwonić, bo wyszłam, bawiłam się dobrze i nie myślałam o czasie. On się martwi, niech on dzwoni. Mam nadzieję, że w tej kwestii nie zamienię się w ojca:) Czasem pytam: o której wrócisz? i już czuję się, jakbym ingerowała w jego życie. Ale pytam w sytuacji, kiedy chcę coś robic po pracy, ugotować obiad czy coś i potrzebna mi do tego informacja, kiedy będzie.

                    A koleżanki naprawdę robią awantury o późniejsze powroty. Może dlatego, że np. mąż jednej robi to nagminnie, mają małe dziecko, ona wychodzi rano do pracy, a on czasem nie wraca, kiedy ona musi wyjść i nie ma z kim dzieciaka zostawić. Myślę, że jak facet bardzo imprezowy, a dziewczyna siedzi z dzieckiem, to się wkurza, że on ciągle wychodzi, ciągle wraca rano. Mój totalnie nieimprezowy, więc sama go namawiam, żeby się z kimś spotkał.
                    • kis-moho Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 09:21
                      > U mnie w domu próbowano wprowadzić zwyczaj mówienia, o której sie wróci, co mni
                      > e wkurzało. Bo dla mnie wolność, to nie mówienie, nie spieszenie się. Mam na my
                      > śli mówienie, o której wracam ze szkoły na przykład. Mój ojciec robił mi awantu
                      > ry, że wróciłam późno z imprezy i nie zadzwoniłam. Ale sam nie zadzwonił nigdy.
                      > Ja nie wiedziałam, po co mam dzwonić, bo wyszłam, bawiłam się dobrze i nie myś
                      > lałam o czasie. On się martwi, niech on dzwoni. Mam nadzieję, że w tej kwestii
                      > nie zamienię się w ojca:) Czasem pytam: o której wrócisz? i już czuję się, jakb
                      > ym ingerowała w jego życie. Ale pytam w sytuacji, kiedy chcę coś robic po pracy
                      > , ugotować obiad czy coś i potrzebna mi do tego informacja, kiedy będzie.

                      Nie wiem, każdy ma inne standardy. My zwykle wiemy, kiedy będziemy w domu, z tej prostej przyczyny, że wtedy łatwiej jest zaplanować dzień, kiedy oboje mamy sporo obowiązków, a chcemy z tego wycisnąć nieco wspólnego czasu. Plus nie zawsze gadamy o filozofii, czasem i tym, że mam nudne spotkanie i będę w pracy do piątej ;o) Natomiast jeśli chodzi o powroty nocne, dla mnie jednak jest ważne, żeby Luby się nie martwił. Ja też się martwiłam, kiedy wyskoczył wczesnym wieczorem z kolegami na piwo, a ja się obudziłam koło 3, i jego nie było w domu. Dlatego oboje się staramy w miarę możliwości się informować, żeby partner nie musiał sie martwić. Co oczywiście nie oznacza, że jak powiem, że wrócę koło 11, a jest 11:15 a mnie nie ma w domu, to Luby rwie włosy z głowy.

                      > A koleżanki naprawdę robią awantury o późniejsze powroty.

                      No i to jest dla mnie niezrozumiałe, awanturować się, bo partner śmiał iść na piwo?

                      Może dlatego, że np.
                      > mąż jednej robi to nagminnie, mają małe dziecko, ona wychodzi rano do pracy, a
                      > on czasem nie wraca, kiedy ona musi wyjść i nie ma z kim dzieciaka zostawić.

                      Yyy, ale to już nie jest normalne. Z takim panem nie zdecydowałabym się na wspólne mieszkanie, a już na pewno nie na dziecko.
                      • slotna Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 09:55
                        > > A koleżanki naprawdę robią awantury o późniejsze powroty.
                        >
                        > No i to jest dla mnie niezrozumiałe, awanturować się, bo partner śmiał iść na p
                        > iwo?

                        Jesli tu chodzi o "pozniejsze niz ustalone" to sie nie dziwie, ze sie awanturuja. Ja sobie zycze byc poinformowana, jesli moj facet chce gdzies zostac dluzej niz wczesniej zasugerowane widelki. Tak samo ja informuje, informowalam w ten sposob wspollokatorow, informowalam rodzicow - dla wlasnego bezpieczenstwa i dla ich spokoju . Nie wyobrazam sobie inaczej.
                        • kis-moho Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 10:05
                          > Jesli tu chodzi o "pozniejsze niz ustalone" to sie nie dziwie, ze sie awanturuj
                          > a.

                          Ja to zrozumiałam tak, że się denerwują, że pan się szlaja po nocy. Być może źle zinterpretowałam.
                          A jeśli chodzi o same awantury - wydawało mi się, że w związku dba się o siebie nawzajem. Czyli też dba i o to, żeby partner się nie martwił, to chyba dość naturalne. Więc jak już się komuś zdarzyło zapomnieć w ferworze dobrej zabawy, to ja bym tylko wysłała sms/zadzwoniła, że się martwię i czy nie leży na dnie Wisły z nożem w brzuchu (tak, ja też mam bujną wyobraźnię). Nie przyszłoby mi do głowy robić za to awantury, przecież to nie była celowa zła wola.
                    • magdalaena1977 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 09:56
                      mela1 napisała:

                      > U mnie w domu próbowano wprowadzić zwyczaj mówienia, o której sie wróci, co mni
                      > e wkurzało. (...) Mój ojciec robił mi awantury, że wróciłam późno z imprezy i
                      > nie zadzwoniłam. Ale sam nie zadzwonił nigdy.

                      No to moi rodzice mówili, kiedy wrócą, meldowali się jak dojechali np. na szkolenie. I ja przyjęłam to zachowanie jako normalne.
                • yaga7 Re: Niełagodząca okoliczność łagodząca 24.08.12, 09:17
                  Dla mnie takie podejście jest normalne i raczej na pewno byłabym niezadowolona, gdyby Luby miał się w nocy spóźnić o 3 godziny i nie dać mi wcześniej znać. Byłabym zła nie na to, że wraca później, ale na to, że nie dał mi znać.
                  No ale może ja mam paranoidalne podejście i za dużo czytam gazet, w których ktoś dostaje nożem albo go wyławiają z Wisły.
    • anne_stesia Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 17:29
      A ja powiem, że trochę mnie zachowanie faceta nie dziwi. Aniołkiem nie jest, ale nie wiem, czy nie pękłabym w końcu tak jak on.
      Ty po powrocie do domu masz 4h wolnego czasu tylko dla siebie i zgodnie z własnymi uczuciami łakniesz kontaktu. On wraca o 20.30 (czyli pracuje więcej?) i zostaje zasypany Tobą. A przecież jemu też należy się chwila odpoczynku dla siebie. Mogę mówić tylko za siebie, ale ja wracając do domu z reguł siadam, coś jem i chcę chwili spokoju, żeby na spokojnie przejrzeć co tam słychać w Internecie, wyciszyć się i dopiero wtedy mam chęć na przebywanie z kimś innym. W tym czasie na zawracanie mi głowy, nawet jeśli to najukochańsza osoba, reaguję warczeniem. Tak samo jak rzadko mam chęć na takie migdalenie się i przytulanie, bo dla mnie dostatecznie dużą bliskością jest z reguły to, że obok kogoś śpię albo siedzę w jednym pokoju i czasem przechodząc dam buziaka. Ja po prostu nie jestem przytulaśna i uczuciowa, i nadmiar zgłoszeń o potrzebie kontaktu mnie trochę drażni, ale na szczęście znalazłam kogoś, kto potrafi ze mną żyć i mimo, że bywały spięcia o to moje podejście to zmienić się nie zamierzam i do decyzji drugiej strony pozostawiam, czy chce to akceptować, czy nie.

      Druga sprawa to to, że dla mnie krzyki i fochy to forma kontaktu, jakiej sobie nie wyobrażam. Dziwię się facetowi, że to znosił, ale widać, że w końcu wybuchł.

      A wybuchł, i to trzecia sprawa, wtedy, gdy rzuciłaś hasło, na jakie ja pozwoliłabym sobie, gdybym chciała kogoś bardzo zranić. Tekst o zmarnowaniu wakacji jest tekstem absolutnie idealnym do wprowadzenia do rozstania. Nie niesie ze sobą żadnej treści, a ma olbrzymi ładunek emocjonalny i oskarżycielski ton.

      Co do obowiązków domowych - uważam, że powinniście wypracować kompromis. Skoro on nie porzebuje ładu, ale ma pieniądze to nie widzę problemu, żeby płacić komuś za ogarnięcie Wam mieszkania. Ty będziesz cieszyła się czystym lokum, a nie będziesz zmęczona.

      Nie wiem tylko co do wakacji i "wyjść", bo nigdy nie przeszkadzało mi, że większość inicjuję ja - nie widzę problemu, gdy chcę gdzieś iść, by o tym zakomunikować. Może być to za każdym razem - przynajmniej chodzimy wtedy w miejsca, które lubię. Wakacje też wolałabym zorganizować sama, żeby mieć dokładnie to co chcę, a facetowi podetknęła tylko karteczkę ile i komu ma zapłacić, a potem kiedy stawić się w miejscu odjazdu ;) No ale ja jestem Zosia-samosia i wiem, że nikt nie wybierze za mnie lepiej niż ja sama.

      Facet wygląda trochę na mruka, który cierpliwy był niezmiernie, ale w końcu nie wytrzymał. Na pewno sam ma sporo winy w tym wszystkim, ale szczerze mówiąc - i tak podziwiam go za wytrzymywanie wrzasków i oskarżeń, które jak widać - niezbyt wnosiły do dyskusji konstruktywne uwagi. Wy po prostu nie rozmawiacie ze sobą i tyle.
      • satia2004 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 18:41
        anne_stesia napisała:
        > On wraca o 20.30 (czyli pracuje więcej?) i zostaje zasypany Tobą.
        > A przecież jemu też należy się chwila odpoczynku dla siebie

        Mela gdzieś na początku napisała:
        'Złości się, że nie pozwalam mu robić "swoich" rzeczy. Jego rzeczy to praca, gra, dwa razy w tygodniu jakiś trening, dwa razy w tygodniu siłownia, raz w tygodniu wyjście na pół nocy z kolegami na jakieś gry RPG.'

        Czyli w sumie wraca tak późno robiąc 'swoje' rzeczy a na partnerkę nie starcza już czasu.
      • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 19:27
        Bardzo Ci dziękuję, bo liczyłam na spojrzenie na sprawę z jego strony. On nie mówi. Rozmowa według niego jest wtedy, kiedy ja mówię. Czy spokojnie, czy w kłótni, ja gadam, on milczy. Nie mówi czego oczekuje, chce, jest bierny. Fajnie usłyszeć od kogoś podobnego do niego kilka słów.

        Wiesz, śmieszy mnie to, bo ja (po mieszkaniu całe życie, a ostatnie taka tylko z ojcem), nienawidząc jego zachowań, zmieniam się w niego. To mnie przeraża. Ojciec miał do mnie ciągłe pretensje o zostawiony kubek (przecież w końcu sprzątnę), który zawsze zbierał i zawsze robił wymówki. Ja nienawidziłam, kiedy babcia krzyczała co jest na obiad zanim zdjęłam kurtkę i odsapnęłam choćby po wejściu na 4. piętro. I wchodzę i oczekuję powitania. Mogę zacisnąć zęby i odczekać z potrzebą kontaktu aż on zachce. Tylko nie wiem czy zachce.

        On był przytulaśny i jeszcze bywa. w ogóle na początku związku był swoim przeciwieństwem. Totalnym. Nikt za mną tak nie biegał. Potem się zmeiniło, nie teraz nagle.

        > Tekst o zmarnowaniu wakacji jest tekstem absolutnie idealnym do wprowadzenia do >rozstania. Nie niesie ze sobą żadnej treści, a ma olbrzymi ładunek emocjonalny i >oskarżycielski ton.

        Nie jestem z siebie dumna. To też mam rodzinne - w kłótni mówiło się najgorsze rzeczy, raniące bardziej niż to i po 5 minutach uważało, że nic się nie stało. Ciężko się walczy z czyms, co się obserwowało i czego sie doświadczało 30 lat, szczególnie jak coś dotyczy momentu, kiedy jestem wzburzona, wściekła i brakuje mi słów. Cztam te poradniki i inne rzeczy, żeby nie oskarżać tylko mówić o swoich uczuciach, a jak co do czego przychodzi, to robię wszystkie błędy. Te kłótnie mają już 3 lata, rozumiem, że ma dość. Ale u niego nie zachodzi refleksja, że jak setny raz narzekam na to samo, to może to ma związek z czymś, co on robi.

        > Skoro on nie porzebuje ładu, ale ma pieniądze to nie widzę problemu, żeby płacić komu
        > ś za ogarnięcie Wam mieszkania.

        Zanim zamieszkaliśmy razem mówiłam, że mam takie marzenie, żeby ktoś za mnie sprzatał. Powiedział, że jak zamieszkamy razem. Ale teraz powiedział, że nie chce, a sam się nie rusza. Tzn. może czasem rusza, pewnie ejstem niesprawiedliwa, ale ja jestem szybsza, i w ruszeniu się do czegoś i zrobieniu, więc zanim on odkurzy, to ja już pół mieskznaia posprzątam.

        Ja też jestem zosia-samosia i pewnie on częściowo nic nie robi dlatego, że nawet jak coś zaproponuje, to ja mam zawsze lepszy (dla mnie pomysł). Chodzimy tam, gdzie ja lubię, ale nie wiem czy on lubi, bo nie jest w stanie powiedziec, co lubi. Wnoszę z zachowania, że niekoniecznie to, co ja. A to, co on lubi na pewno to nie dla mnie. Nie proponował miejsc, które on by chciał, a ja bym mogła polubić. Nie dla mnie czyt. jego sporty walki, siłownia, gry, filmy japońskie. Zresztą to nie są rzeczy do robienia razem i on ich ze mną robić nie chce. Niech ma swoje, tylko swoje. Ale co ze wspólnymi? Można nie wiedzieć, gdzie chce sie jechać na wakacje? Chociaż ogólnie? Można pozwolić komuś planować, cieszyć się, że po ciężkim roku nadchodzi tydzień plaży, żebym sobie wychuchała, wybrała idealne miejsce, które ma blisko do piaszczystej plaży (ja), miasta, żeby można było się przejść, jest gorąco (ja), ale nie za gorąco (on), ma wifi (on) i nie wspomnieć, że się nie chce tudziez nie może jechać?

        Skoro rozumiesz osobnika, to może wyjaśnisz mi, jak mam rozumieć przekaz: nie chce jechać, jedz sama, ale dobrze, jak chcesz to z tobą pojadę? To ma pokazac, że znowu robi wszystko dla mnie? Zawsze to, co ja chcę? Nie chcę, żeby robił, to co ja chcę, tylko żeby chcał to robić. Jak mu się coś nie podoba, to nie umie udawać radości i nie robi tego. A prawdziwej radości dawno nie widziałam.

        Któraś wspomniała o kupowaniu prezentu. Nie pamiętam czy opisałam finał tej historii. Teraz znowu urodziny i ta, która nie pozwala mu grać rozważa czy kupić jakąś super kartę za ciężkie pieniądze czy może mu dokupić coś w jego Diablo (znowu się będę uczyć, o co chodzi i co mozna kupić, żeby mu się fajniej grało).

        > Facet wygląda trochę na mruka,

        Mruk. Nie mówi właściwie. I samotnik. Dobrze mu jak jest sam. Tylko po co mu ja? Kolega z pracy wymyślił, że mnie zdradza. Nie przepadam za takim wywnętrzeniam się, ale seks umarł, czasem się zdarzy, ale słabo. Zobaczyłam na jego komputerze strony porno, nie chciał nawet w żartach powiedzieć jakie i co fajnego ogląda. Poprosiłam, żeby przyszedł do mnie jak ma ochotę, ale to podobno ja nie chcę i go odpycham...

        >Wy po prostu nie rozmawiacie ze sobą i tyle.
        Ale on nie mówi! Nie umie powiedziec, czego chce, co lubi.
        • slotna Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 19:58
          > Któraś wspomniała o kupowaniu prezentu. Nie pamiętam czy opisałam finał tej his
          > torii. Teraz znowu urodziny i ta, która nie pozwala mu grać rozważa czy kupić j
          > akąś super kartę za ciężkie pieniądze czy może mu dokupić coś w jego Diablo (zn
          > owu się będę uczyć, o co chodzi i co mozna kupić, żeby mu się fajniej grało).

          A moge wiedziec po jaka cholere chcesz mu kupic gre, skoro nie lubisz jak gra? Jezu. Nie ogarniam tej historii. Wszystko bys robila, gdyby cie przytulil, ale chociaz cie nie przytula, to i tak robisz, ale wtedy krzyczysz na niego, wiec on sie nie odzywa i nie chcesz jechac w gory, co mu powiedzialas, ale gdyby powiedzial, ze chce jechac, to bys pojechala. Rany.
          • mela1 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:08
            Nie lubię jak gra, kiedy cały dzien czy noc, kiedy nie chce ze mna zamienić slowa, bo gra. Nie chodzi o sama grę - nie musze lubić wszystkiego, co on lubi. chcę mu pokazać, że akceptuję grę.Liczę naiwnie na to, że on zrozumie, że nie o granie chodzi, a o granie cały czas.
            • slotna Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:51
              Wiesz, gdyby ktos mi kupil gre, a potem mial pretensje, ze ta gra mnie wciagnela, to bym sie nieco zirytowala, bo to zupelnie sprzeczne sygnaly sa. Poza tym przeciez nie rabie na pececie caly czas - duzo pracuje, chodzi na silownie, treningi, sesje RPG :P
          • madzioreck Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:09
            > Jezu. Nie ogarniam tej historii. Wszystko bys robila, gdyby cie przytulil, ale
            > chociaz cie nie przytula, to i tak robisz, ale wtedy krzyczysz na niego, wiec o
            > n sie nie odzywa i nie chcesz jechac w gory, co mu powiedzialas, ale gdyby powi
            > edzial, ze chce jechac, to bys pojechala. Rany.

            Mam dokładnie takie samo odczucie... każdy post zmienia mi obraz całej historii, po prostu nie wiem, o co tu kaman...
          • satia2004 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:30
            slotna napisała:
            > A moge wiedziec po jaka cholere chcesz mu kupic gre, skoro nie lubisz jak gra?
            > Jezu. Nie ogarniam tej historii. Wszystko bys robila, gdyby cie przytulil, ale
            > chociaz cie nie przytula, to i tak robisz, ale wtedy krzyczysz na niego, wiec o
            > n sie nie odzywa i nie chcesz jechac w gory, co mu powiedzialas, ale gdyby powi
            > edzial, ze chce jechac, to bys pojechala. Rany.

            A czego tu nie ogarniać - czasem człowiek chce zrobić bliskiej osobie przyjemność, robiąc coś co dla niego samego przyjemnością nie jest. Takie to dziwne?
            • kasiamat00 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:51
              Dla mnie - tak. Naturalne byłoby dla mnie kupowanie gry, gdyby granie przez faceta było dla Meli obojętne, a jej faceta strasznie kręciło. W obecnej sytuacji jest to zachowanie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Jeśli jakieś zachowanie drugiej osoby mi nie odpowiada, to go w żaden sposób nie popieram i nie wzmacniam. Jak u licha można poważnie traktować zastrzeżenia "uważam, że za dużo czasu spędzasz grając" usłyszane od osoby, która później sama nam gry kupuje?
            • slotna Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 21:54
              > A czego tu nie ogarniać - czasem człowiek chce zrobić bliskiej osobie przyjemno
              > ść, robiąc coś co dla niego samego przyjemnością nie jest. Takie to dziwne?

              Tu akurat czlowiek chce ulatwic drugiej osobie zrobienie czegos, co dla niego jest przykroscia i na 99% czlowiek bedzie sie potem awanturowal o to, ze ta druga osoba to robi. Dla mniej to gorzej niz dziwne.
              • satia2004 Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 22:28
                slotna napisała:
                > Tu akurat czlowiek chce ulatwic drugiej osobie zrobienie czegos, co dla niego j
                > est przykroscia i na 99% czlowiek bedzie sie potem awanturowal o to, ze ta drug
                > a osoba to robi. Dla mniej to gorzej niz dziwne.

                Dla mnie niekoniecznie. Może to być przysłowiowe wyciągnięcie ręki, pokazanie, że sama gra nie stanowi problemu a Mela rozumie, że dla niego jest to ważne. Bo zdaje się, że nie w samej grze tkwi problem tylko w jej ilości.
              • pinupgirl_dg Re: Czy można się tu wyżalić? 23.08.12, 23:15
                Dla mnie to akurat nic dziwnego. Bo nie o sam fakt grania chodzi, tylko o ilość czasu spędzonego przy kompie. Chyba, że facet jest tak ciężko uzależniony, że nie może się powstrzymać.
                Ja też pichcę z moim facetem nalewki, ale to nie znaczy, że będzie mi się podobało, jeśli zaleje się nimi w trupa. Ja też dostaję od niego fikuśną bieliznę, ale jak przegnę z przesiadywaniem na forum, zaniedbując życie rodzinne dla rozważań na temat szeroko- i wąskofoszbinowości, to mogę się spodziewać że nie będzie zachwycony.
                • mela1 Gra 24.08.12, 08:56
                  Tłumaczę. W zeszłym roku kupiłam różne karty i pierdółki do jego gier niekomputerowych (to nie jest RPG, chyba nie znam ogólnej nazwy). Cieszył się jak dziecko. Umie się cieszyć, tylko coś musi mu się anprawdę podobać. Kupiłam, pomimo, że tych gier nie rozumiem, ale ni mnie ziebi ni grzeje, że raz w tygodniu gra do rana. Chciałam pokazać, że mogę się zainteresować tym, co on, dowiedzieć się czegoś i kupić mu coś fajnego do tych gier.
                  W tym roku nową zabawką jest Diablo. Więc rozważałam czy znowu kupić zabawki karciane czy może coś do tego Diablo. Nie ejstem przeciwniczką gier. On uważa, że mu zabraniam, ale nie o to chodzi. Tylko jak okazuje się, że mamy problem z wakacjami, bo szlag trafił ofertę, którą wybraliśmy (a zakładałam, że on też chce jechać, bo nie było sygnału, że nie chce), skoro ja wdrażam jakieś rozwiązania problemu, wchodzę do mieszkania, a on gra, łba znad monitora nie podnosi i mówi, że on żadnej wycieczki nie szuka, to sie wkurzam. Jak proszę, żeby mi pomógł w sprzątaniu, a on mówi "zaraz" i godzinę gra albo wracam zmeczona do domu, widzę porozwalane smieci, nawet niesprzątnięty talerz ze stołu, a on gra to sie wkurzam.
                  Dla mnie to jest różnica. Dla niego nie, on widzi komunikat, że ja mu zabraniam grania. Ok, może czasem rpzychodzę, zawracam głowę, kiedy gra, bo chciałabym pogadać, przytulić się i mam focha, kiedy nie zwraca na mnie uwagi. Nie ejst miłe bycie odpychaną w taki sposób.
                  • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 09:11
                    Tylko jak okazuje się, że mamy problem z wa
                    > kacjami, bo szlag trafił ofertę, którą wybraliśmy (a zakładałam, że on też chce
                    > jechać, bo nie było sygnału, że nie chce), skoro ja wdrażam jakieś rozwiązania
                    > problemu, wchodzę do mieszkania, a on gra, łba znad monitora nie podnosi i mów
                    > i, że on żadnej wycieczki nie szuka, to sie wkurzam. Jak proszę, żeby mi pomógł
                    > w sprzątaniu, a on mówi "zaraz" i godzinę gra albo wracam zmeczona do domu, wi
                    > dzę porozwalane smieci, nawet niesprzątnięty talerz ze stołu, a on gra to sie w
                    > kurzam.

                    Czyli on musiałby się stać zupełnie innym człowiekiem, żebyś mogła się z nim dobrze czuć, prawda? Dorosły mężczyzna to nie niemowlę, które można wychować, jak się na nie pokrzyczy. Nie lubię dawać rad w prywatnych sprawach osób, których nie znam, ale ja na Twoim miejscu zastanowiłabym się, jak to wspólne mieszkanie rozplątać i stanąć na własnych nogach (dasz radę wynająć własne? albo pokój?).
                  • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 10:26
                    Teraz na to wszystko spojrzałam trochę inaczej. Jeśli on uważa, że mu zabraniasz gier, a Ty dasz sobie rękę uciąć, że tak nie jest, to chyba jest to jakaś manipulacja "patrz, wszystkiego mi zabraniasz, nie mam już swojego życia, patrz, jaki jestem nieszczęśliwy". Pan chce wymusić, żeby wszystko było dokładnie tak, jak on chce (komputer, góry, koledzy), wbrew pozorom dobrze wie, czego chce. Możliwe też, że Ty w ogóle nie słuchasz tego, czego on chce i on musi się uciekać do takich metod, żeby coś osiągnąć.
                    Za okoliczność łagodzącą uważam problemy w pracy, trudno mi uwierzyć, że przez trzy lata udawał zaangażowanego, zainteresowanego seksem, umiejącego wygospodarować chociaż parę godzin w tygodniu na randki i teraz, kiedy dopiął celu, już nie musi.
                    • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 11:19
                      pinupgirl_dg napisała:

                      Pan chce wymusić, żeby wszystko było dokładnie tak,
                      > jak on chce (komputer, góry, koledzy), wbrew pozorom dobrze wie, czego chce. Mo
                      > żliwe też, że Ty w ogóle nie słuchasz tego, czego on chce i on musi się uciekać
                      > do takich metod, żeby coś osiągnąć.

                      Jakim pozorom? Przecież ten pan nie stwarza żadnych pozorów, tylko wyraźnie cały czas komunikuje czego chce. Tylko mela uparła się nie przyjmować tego do wiadomości. Bo mela chce inaczej. I robi tragedię męcząc sama siebie. Mela ma zupełnie inne wyobrażenie o tym, jak wygląda zaangażowanie i wyrażanie uczuć. Możliwie, że wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy i dopiero z czasem zaczęło jej czegoś brakować, ale to nie facet jest świnia, tylko mela jak ta cierpiętnica tkwiąc w tym krzywdzi samą siebie. Facet jest zdolny do małych kompromisów, dlatego do czasu do czasu wychodzi jej odrobinkę na przeciw, tak było na przykład w początkowej fazie, kiedy był bardzo zakochany i robił dla niej w amoku głupoty, takie jak kwiaty i podobno bzdety. Tylko mela to znowu źle rozumiała i nadal źle rozumie, jako początek jakiejś poprawy, zmiany, czy dobrego rokowania na przyszłość, a to BYŁO już maksymum tego, na co pana było stać w ekstremalnej dla niego sytuacji emocjonalnej i to się już nie wróci. Teraz jest normalność i jak meli normalność jest za mało, to powinna odjeść, tu żadne rozmowy z panem nie pomogą, to emocjonalny autysta i w ogóle nie będzie rozumiał o co chodzi. On potrzebuje kobiety, która swoje romantyczne i emocjonalne potrzeby zredukowała do minimum, albo realizuje inaczej. Mela po swoich niezybt wesołych doświadczeniach życiowych jest spragniona miłości, potrzebuje więcej ciepła, czułości, a nawet pewnej opieki, tego, by ktoś się nią zajął, a on jej tego nie da. Ludzie, jak można było być tak ślepą i wiązać się z takimi potrzebami z akurat tym facetem? Chyba tylko w sytuacji, gdy jest nam już tak źle i jesteśmy tak wygłodzone miłości, że jesteśmy wdzięczne za każde, nawet minimalne zainteresowanie i każdy miły gest odbieramy jako wyraz zaangażowania.
                      • veev Re: Gra 24.08.12, 11:34

                        Może to tylko moje wrażenie, ale chyba się rozpędziłaś trochę za bardzo z tym kategorycznymi sądami... Znamy fragment sytuacji z emocjonalnej relacji jednej strony, od tego droga do diagnozowania "głodu miłości" i "ślepoty" jednak trochę daleka.
                        • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 11:59
                          veev napisała:

                          >
                          > Może to tylko moje wrażenie, ale chyba się rozpędziłaś trochę za bardzo z tym k
                          > ategorycznymi sądami...

                          Akurat w tym przypadku trochę kategorystycznych stwierdzeń nie zaszkodzi. Może zmuszą trochę melę do myślenia, bo melę znamy bowiem już od dłuższego czasu i to nie pierwsze jej problemy z facetem i miotanie się w sprzecznościach. Widać jak na dłoni, że mela potrzebuje czegoś innego i niekoniecznie ma pasującego do swoich potrzeb partnera. Nie mam zamiaru też wyważać tu moich słów, bo to jest plotkarskie forum, nie psychoterapia. Ja na miejscu meli przeczytałabym wszystkie opinie, bo spojrzenie z innej strony, nawet nieco ekstremalne, może być bardzo odświeżajce i pokazać coś, czego do tej pory nie widzieliśmy, a na końcu podjęłabym moją własną decyzję. Jeżeli w ogóle chce podejmować jakąkolwiek decyzję. Bo nawet do tego nikt jej nie zmusi.
                          • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 12:08
                            > Akurat w tym przypadku trochę kategorystycznych stwierdzeń nie zaszkodzi. Może
                            > zmuszą trochę melę do myślenia, bo melę znamy bowiem już od dłuższego czasu i t
                            > o nie pierwsze jej problemy z facetem i miotanie się w sprzecznościach.

                            Nie wiem, czy dobrze kojarzę nicka, ale odbieram Melę jako osobę, która musi mieć wszystko idealnie, naj i tip top, wygląd, kolana, włosy, mieszkanie, wakacje, związek.
                        • mela1 Re: Gra 24.08.12, 12:14
                          Owszem, pakowałam się w związki z głodu miłości, ale ten akurat wyglądał inaczej. On chciał, zabiegał, ja byłam w innej relacji (dalekiej od związku). Łasił się, zabiegał o kontakt, wykonywał rozmantyczne gesty. Do tego spełniał sporo moich oczekiwań, które nie były spełnione we wcześniejszych znajomościach. chciałam np. faceta po niewielkiej liczbie długotrwałych związków, ale wyleczonego z ex, bo już się napocieszałam wzdychających do poprzedniej, samodzielnego, zaradnego. Mieszkał sam, w nawet przyzwoitym mieszkaniu, a nie norze, sam sobie organizował obsługę, wyglądał na osobe zorganizowaną i aktywną. Był zdecydowany na związek, chciał razem zamieszkać, traktował mnie od początku powaznie, przedstawił rodzicom. Porządny, zaangażowany facet. Na początku jakoś jest więcej tematów do obgadania, choć małomówny był zawsze. Sympatyczny, zabawny. Nie rzuciłam się więc na pierwszego lepszego, tylko na kogoś, kto mi odpowiadał i wykazywał o wiele większe i szybsze zaangażowanie niż ja.
                          • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 12:30
                            mela1 napisała:

                            On chciał, zabiegał, ja byłam w innej relacji (dalekiej od związku). Łasił s
                            > ię, zabiegał o kontakt, wykonywał rozmantyczne gesty.

                            Chciał cię i cię ma. Dlaczego miałby więc dalej zabiegać?

                            Mieszkał sam, w nawet przyzwoitym mieszkaniu, a nie norze, sam sobie orga
                            > nizował obsługę, wyglądał na osobe zorganizowaną i aktywną. Był zdecydowany na
                            > związek, chciał razem zamieszkać, traktował mnie od początku powaznie, przedsta
                            > wił rodzicom. Porządny, zaangażowany facet.

                            No i ciągle jest dobrze zorganizowany i aktywny. Ma przecież wiele zajęć i hobby, z których nie ma zamiaru rezgynować. Jest poważny, nie widzę, by chciał z ciebie rezygnować. Sam przecież powiedział, że nie chce się kłócić. No i zorganizował sobie też przecież całkiem fajną obsługę, w postaci twojej osoby.


                            Na początku jakoś jest więcej temat
                            > ów do obgadania, choć małomówny był zawsze. Sympatyczny, zabawny. Nie rzuciłam
                            > się więc na pierwszego lepszego, tylko na kogoś, kto mi odpowiadał i wykazywał
                            > o wiele większe i szybsze zaangażowanie niż ja.

                            Przy wyborze partnera nie zwraca się uwagi na to, czy jest on bardziej zaangażowany od nas i wystarczająco o nas walczy, tylko, czy my go naprawdę chcemy. Zawsze dziwię się kobietom, które dają się zdobywać, w ten sposób bardzo łatwo można "sprzedać się" na najwięcej "płacącemu", a niekonieczenie temu, z którego same będziemy później zadowolone.
                            • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 12:36
                              pierwszalitera napisała:
                              > mela1 napisała:
                              > On chciał, zabiegał, ja byłam w innej relacji (dalekiej od związku). Łasił s
                              > > ię, zabiegał o kontakt, wykonywał rozmantyczne gesty.
                              >
                              > Chciał cię i cię ma. Dlaczego miałby więc dalej zabiegać?

                              Czyli Twoim zdaniem można popełniać najzwyklejsze w świecie oszustwo? Pokazywać jakim się nie jest, żeby kogoś zdobyć a potem pokazać prawdziwą twarz i to jest ok?
                              • kotwtrampkach Re: Gra 24.08.12, 13:08
                                oszustwo?
                                chcę jechać na wakacje, muszę na czymś innym oszczędzić, starać się, zabiegać, szukać, dowiadywać się. Kupuję wycieczkę, jadę, płacę. I mialabym jej dalej poswięcać czas? Po co?
                                albo
                                chcę zdobyć faceta/związek - staram sie, angażuję, walczę, wychodzę z siebie --
                                • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 13:14
                                  kotwtrampkach napisała:
                                  > oszustwo?
                                  > chcę jechać na wakacje, muszę na czymś innym oszczędzić, starać się, zabiegać,
                                  > szukać, dowiadywać się. Kupuję wycieczkę, jadę, płacę. I mialabym jej dalej pos
                                  > więcać czas? Po co?
                                  > albo
                                  > chcę zdobyć faceta/związek - staram sie, angażuję, walczę, wychodzę z siebie --
                                  >
                                  • kotwtrampkach Re: Gra 24.08.12, 14:41
                                    satia2004 napisała:

                                    > Przeczytałam ten post 3 razy i za Chiny Ludowe nie rozumiem o co Ci chodzi. Sen
                                    > su też nie łapię.

                                    a tak się starałam. :) pewno za duzo moich skrótów. Ale nie będe tłumaczyć, bo pewno jeszcze się bardziej zaplątam. Sens ten sam,co litera poniżej (w pierwszym zdaniu:) ). po prostu zaskoczyło mnie nazwanie "starania się" "oszustwem"
                                    • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:54
                                      kotwtrampkach napisała:
                                      > po prostu zaskoczyło mnie nazwanie "starania się" "oszustwem"

                                      Jeżeli 'staranie się' obejmuje podawanie nieprawdziwych informacji to tak - jest oszustwem.

                                      To tak trochę jak ze sprzedawcą - jasne, że 'starając się' sprzedać zachwala zalety, minimalizuje wady produktu. Ale jak z premedytacją wciska Ci coś kompletnie innego no to już jest zwykłe oszustwo.
                                      • roza_am Re: Gra 24.08.12, 15:31
                                        > To tak trochę jak ze sprzedawcą - jasne, że 'starając się' sprzedać zachwala za
                                        > lety, minimalizuje wady produktu. Ale jak z premedytacją wciska Ci coś kompletn
                                        > ie innego no to już jest zwykłe oszustwo.

                                        Tylko czy w przypadku zalotów można mówić o (naszej, a nie biologicznej) premedytacji? To jest etap, w którym z definicji zachowujemy się inaczej niż zwykle. Tak to wymyśliła matka natura (taniec godowy), tak na nas działają zakochaniowe hormony.
                              • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 13:50
                                satia2004 napisała:

                                > Czyli Twoim zdaniem można popełniać najzwyklejsze w świecie oszustwo? Pokazywać
                                > jakim się nie jest, żeby kogoś zdobyć a potem pokazać prawdziwą twarz i to jes
                                > t ok?

                                O jakim oszustwie ty piszesz? Przecież takie zachowanie należy do zwykłego repertuaru zabiegania o kobietę. Albo myślisz, że faceci z własnej potrzeby kupują kwiaty, czekoladki, wymyślają romantyczne wyjazdy, kolacje przy świecach i podobne duperele? Jak się na coś takiego wpada, to jest się samą winną. Znam związek, w którym facet profiluje się kosztem swojej partnerki, a jej wkład uważa za oczywistość, bo jest zdania, że do kobiecego charakteru należą poświęcenia w imię miłości i on jako stuprocentowy samiec ma prawo nawet coś takiego wymagać. To potwierdza jego męskość i jest wyrazem jego zaradności życiowej. Ona nie zaprzecza, tylko od czasu do czasu strzela focha, każąc go awanturą, milczeniem i wstrzymaniem usług emocjonalno-miłosnych. Żaden problem dla niego, on gna wtedy do kwiaciarni, albo sklepu z biżuterią i ona znowu promieniuje, bo on przecież pokazuje jej znowu przywiązanie i uczucie. To żadne oszustwo, jemu się wydaje, że ona tego właśnie oczekuje, to zawsze funkcjonowało, myśli więc, że wszystko jest w porządku i nie próbuje niczego zmieniać. I tak trwają już od 15 lat, a ona swoją gromadzącą się niewiadomo skąd frustrację wywala na innych. Na rodzinę, sąsiadów i znajomych. Ale związek mają idealny. ;-)
                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 14:04
                                    magdalaena1977 napisała:

                                    > profiluje?

                                    No profiluje. Wyrabia sobie profil idealnego, zaradnego faceta z życiowym sukcesem. A ona zbiera mu przeszkadzające kamienie na tej drodze utrwalając go w przekonaniu, jaki to on jest wspaniały i silny. W pewnym sensie jest, bo udało mu się złapać kobietę, która dobrowolnie odgrywa rolę super pomocnika nie domagającego się praw do zdobytego sukcesu.
                                    • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 14:09
                                      > > profiluje?
                                      >
                                      > No profiluje.

                                      Ja Cię rozumiem, ale to wyrażenie w polskim nie jest używane. Aczkolwiek nie jestem w stanie na szybko znaleźć sensownego odpowiednika.
                                      • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 14:18
                                        > Ja Cię rozumiem, ale to wyrażenie w polskim nie jest używane. Aczkolwiek nie je
                                        > stem w stanie na szybko znaleźć sensownego odpowiednika.

                                        Wyrobić sobie imię/pozycję? Nic bardziej zwięzłego nie przychodzi mi do głowy.
                                    • felisdomestica Re: Gra 24.08.12, 14:12
                                      Profilowanie w polskim języku nie istnieje :-). Podobnie jak kategorystyczność, w przeciwieństwie do kategoryczności :-). Musiałam to napisać, gryzło mnie...
                                    • zooba OT profilowanie 24.08.12, 14:13
                                      Profilowanie to tworzenie profilu psychologicznego np. seryjnego mordercy przez organa ścigania. W innym znaczeniu w języku polskim się nie spotkałam.
                                      • magdalaena1977 Re: OT profilowanie 24.08.12, 14:18

                                        zooba napisała:

                                        > Profilowanie to tworzenie profilu psychologicznego np. seryjnego mordercy przez
                                        > organa ścigania. W innym znaczeniu w języku polskim się nie spotkałam.

                                        No właśnie ja też. I mi nie pasowało do związku.
                                • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:00
                                  pierwszalitera napisała:
                                  > O jakim oszustwie ty piszesz? Przecież takie zachowanie należy do zwykłego repe
                                  > rtuaru zabiegania o kobietę. Albo myślisz, że faceci z własnej potrzeby kupują
                                  > kwiaty, czekoladki, wymyślają romantyczne wyjazdy, kolacje przy świecach i podo
                                  > bne duperele? Jak się na coś takiego wpada, to jest się samą winną.

                                  No patrzcie państwo! Jestem w związku ładnych parę lat a i czekoladki i kwiatki dostaję. Na randki też chodzimy - w przyszły weekend romantyczny wypad nad jezioro. I tak - należy to do stałego repertuaru w związku bo o związek należy zabiegać cały czas a nie 'raz zdobyta to jej się nic nie należy'.

                                  I nie widzę potrzeby grania fochem w związku. Potrzeby się normalnie drugiemu człowiekowi artykułuje w języku, który rozumie.

                                  W kontekście tego co piszesz to nic dziwnego, że ludzie mają romanse skoro obcemu człowiekowi się chce a stałemu partnerowi nie :D
                                  • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 14:06
                                    > No patrzcie państwo! Jestem w związku ładnych parę lat a i czekoladki i kwiatki
                                    > dostaję. Na randki też chodzimy - w przyszły weekend romantyczny wypad nad jez
                                    > ioro. I tak - należy to do stałego repertuaru w związku bo o związek należy
                                    > zabiegać cały czas
                                    a nie 'raz zdobyta to jej się nic nie należy'.

                                    Chyba nie ma co generalizować, bo zaraz wyjdzie, że każdy związek bez kwiatków, czekoladek i romantycznych wypadów jest do bani. Niektórzy mają romantyczne dusze i patrzą sobie w oczy nad jeziorem po 40 latach związku, inni wolą od początku pójść razem pograć w paintball ;o) Ważne, żeby obu stronom pasowało. Bo gdyby Luby przyszedł do domu z wiechciem i bombonierką, ja bym pewnie zapytała, która ciocia nas zaprosiła na podwieczorek. Więc nie pisałabym, że jest to stały repertuar dobrego związku.
                                    • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:11
                                      kis-moho napisała:
                                      > Więc nie pisałabym, że jest to stały repertuar dobrego związku.

                                      Nie o to mi chodziło. To nie kwiatki czy czekoladki są synonimem dobrego związku ale zabieganie o drugą osobę przez cały czas a nie tylko w okresie zalotów. U nas nie ma kwiatków co tydzień - jest są 3 razy w roku ale to tyle, ile było na początku. Nie ma tak, że jak kobieta 'zdobyta' to już nic jej się nie należy.
                                      • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 14:30
                                        satia2004 napisała:

                                        Nie ma tak, że jak kobieta 'zdobyta' to już nic jej się nie należy.
                                        >

                                        Ale to nie o to chodzi, że nic się jej nie należy, tylko jak określił zaprzyjaźniony ze mną mało wylewny emocjonalnie facet: Jak raz coś powiedziałem i wyraziłem, to jest to ważne do odwołania, nie ma potrzeby powtarzania się. I to ma zastosowanie w jego układach damsko- męskich. Raz pokazał zaangażowanie w sposób, który jego zdaniem kobiety jako zaangażowanie rozumieją i to wystarczy. To nie znaczy, że on nie jest zaangażowany, tylko nie ma potrzeby tego ciągle wyrażać. Przed każdym przymusem tego rodzaju zachowania, typu urodziny, rocznica, czy coś, czuje się przyciśnięty do ściany i najchętniej wyjechał by na bezludną wyspę. To go paraliżuje i czasem zachowuje się wtedy jeszcze gorzej niż by chciał. Jego parterka jest więc za każdym razem rozczarowana, on ucieka przed tym rozczarowaniem, jeszcze bardziej zamyka się w sobie, błędne koło.
                                        • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:34
                                          pierwszalitera napisała:
                                          > stosowanie w jego układach damsko- męskich. Raz pokazał zaangażowanie w sposób,
                                          > który jego zdaniem kobiety jako zaangażowanie rozumieją i to wystarczy. To nie
                                          > znaczy, że on nie jest zaangażowany, tylko nie ma potrzeby tego ciągle wyrażać

                                          Ale przecież zaangażowanie właśnie się wyraża czynami a nie mówi! Jak Ty to sobie wyobrażasz - raz pokazał coś a potem przez 50 lat ma ją dokładnie w 4 literach i niby mu 'zależy'??? Nie pojmuję jakby to niby miało działać??

                                          O związek zabiega się cały czas - nie ma nic raz na zawsze!
                                        • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 14:38
                                          Raz pokazał zaangażowanie w sposób,
                                          > który jego zdaniem kobiety jako zaangażowanie rozumieją i to wystarczy. To nie
                                          > znaczy, że on nie jest zaangażowany, tylko nie ma potrzeby tego ciągle wyrażać

                                          Jest taki węgierski dowcip o Seklerach (słynących z małomówności): prawdziwie kochający Sekler mówi kobiecie że ją kocha tylko jeden jedyny raz - bo do końca życia nie zmienia zdania.
                                          :o)
                                        • mela1 Re: Gra 24.08.12, 14:46
                                          Ok. Czyli ja mam brać pod uwagę, że on jak ma problemy to musi być sam, nie krzyczeć, bo nie lubi, a on nie musi brać pod uwagę tego, że ja potrzebuję wyrażania zaangażowania słowem czy kwaitkiem, cholera wie czym. Zrobieniem mi przyjemności. Nie widzę w tym sztucznego romantyzmu. Zamiast kwiatka może być: o jest koncert twojego ulubionego zespolu, kupilem nam bilety. Nie wiem co jest sztucznego i zarezerwowanego dla zalotów w takim geście. Ja to robię. On wie, że ja to lubię. Więc dlaczego nie może zrobić czegoś, co ja lubię?Nawet jeśli to nie jest w repertuarze jego zachowań, ale człowiek się uczy i potrafi zrobić coś, bo wie, że partner tego oczekuje. Jeśli partner sto razy mówi wprost, jakie ma potrzeby i że zrobiłoby mu przyjemność gdyby..., a ta czynność nie wymaga od drugiej strony czasu, pieniędzy, zaangażowania ponad jego możliwości, to dlaczego kogoś nie uszczęśliwić?
                                          Koledzy z pracy potrafią robić dla siebie takie rzeczy. Kolega mówi, że lubi takie ciasto, ja upiekłam i przyniosłam do pracy. Ja szukam prezentu dla faceta, kolega się zna, szuka mi pomysłów. Koleżanka idzie do sklepu i czasem kupuje coś, co ja lubię, w prezencie. Zwykły, miły gest. Ma zły dizeń, zrobię coś za nią, kiedyś ona za mnie. Jakoś na innych polach czy związek takie robienie komuś czegoś miłego, bo tak, działa. Bo zabiegam? Nie, bo lubię (a przecież nie kocham) tę osobę i jak widzę w sklepie soczek, który lubi, to wezmę, niech ma, miło jej będzie.
                                          Jak jestem w sklepie i widzę ładną koszulę, kiełbasę, którą jada wyłącznie mój facet, to mu kupię. Nie oczekuję wdzięczności. Ale kiedy czujesz, że takie gesty są tylko z jednej strony, to robi się przykro.
                                          Tak mówisz o tym braku romantyzmu, a wspomniałaś o seksie. To też jakiegoś okazania zainteresowania wymaga.
                                            • mela1 Re: Gra 24.08.12, 15:02
                                              Takie tam pierdoły, że go kocham i że jak jest dobrze, to jest fajnie. Nie układało mi się z facetami, nie liczę na to, że znajdzie się idealny książę z bajki. Zależało mi na związku z facetem, który nie kłamie, nie zdradza, traktuje mnie poważnie. Wiele rzeczy, które chciałam on zaspokaja lub zaspokajał. Ma do mnie sporo cierpliwości. Nie chcę być sama, bo samej było mi jeszcze gorzej. Nie chcę za jakiś czas dojść do wniosku, że się czepiałam i lepszego nie znajdę. To pierwszy facet, z którym zdecydowałam się na taki krok jak zamieszkanie razem, a dla mnie to była powazna rewolucja. Wiele się we mnie zmeiniło odkąd jestem z nim. Czuję się rpzy nim bezpiecznie i swobodnie. I czuję wiele rzeczy, których nie cuzłam przy innych facetach. Takich zwykłych, że nap. mogę chodzić bez makijaży i szlafroku i jest ok. Wiem, że dla niektórych to są duperele, żadne wyznaczniki, ale dla mnie to są rzeczy, których wcześniej nie doświadczałam.
                                              Kwestię mieszkania już opisałam.
                                              • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 15:11
                                                > Takie tam pierdoły, że go kocham i że jak jest dobrze, to jest fajnie. (...) Wiele rzeczy, które chciałam on zaspokaja lub zaspokajał. Ma do mni
                                                > e sporo cierpliwości. (...) Czuję się rpzy nim bezpiecznie i swobodnie.

                                                To ten sam facet z pierwszego postu? To ja już nic nie rozumiem.
                                                • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 15:18
                                                  kis-moho napisała:

                                                  > > Takie tam pierdoły, że go kocham i że jak jest dobrze, to jest fajnie. (.
                                                  > ..) Wiele rzeczy, które chciałam on zaspokaja lub zaspokajał. Ma do mni
                                                  > > e sporo cierpliwości. (...) Czuję się rpzy nim bezpiecznie i swobodnie.
                                                  >

                                                  > To ten sam facet z pierwszego postu? To ja już nic nie rozumiem.

                                                  Podłączam się. To albo jakiś inny facet, albo mela ma większy problem, niż myślimy. Tylko nie z facetem.
                                                  • mela1 Re: Gra 24.08.12, 15:40
                                                    A to takie dziwne, że widzi się w człowieku wady i zalety? Że ktos bywa fajny i wkurzający? Podałam przykłady potrzeb, które on zaspokaja. Swobodę rozwinęłam, bezpieczeństwo rozumiem m.in. jako to, że jak będę miała problem, to się nie odwróci ode mnie. Nie jestem łatwym człowiekiem i żaden tyle nie wytrzymał. A z drugiej strony wkurza mnie wieloma rzeczami. Jak widac po interpretacjach dla niektórych oznaczających brak związku czy konieczność rozstania.
                                                    Jeśli np. potrzebuję faceta, który nie pije, nie zdradza, ma zainteresowania, jest inteligentny, zarabia, myśli o przyszłości, jest zawodowo odpowiedzialny, dobry w swojej pracy, lubi podobną muzykę, podobne jedzenie, filmy ALE TAKŻE ma inicjatywę, okazuje uczucia, woli spędzac czas ze mną niż grając, sprząta w domu, to oznacza, że mam ze sobą problem?
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 15:48
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Jeśli np. potrzebuję faceta, który nie pije, nie zdradza, ma zainteresowania, j
                                                    > est inteligentny, zarabia, myśli o przyszłości, jest zawodowo odpowiedzialny, d
                                                    > obry w swojej pracy, lubi podobną muzykę, podobne jedzenie, filmy ALE TAKŻE ma
                                                    > inicjatywę, okazuje uczucia, woli spędzac czas ze mną niż grając, sprząta w dom
                                                    > u, to oznacza, że mam ze sobą problem?

                                                    Nie mela, nie masz problemu, tylko NIEODPOWIEDNIEGO do tego faceta. Dalej nie kapujesz?
                                          • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:59
                                            mela1 napisała:
                                            > Ok. Czyli ja mam brać pod uwagę, że on jak ma problemy to musi być sam, nie krz
                                            > yczeć, bo nie lubi, a on nie musi brać pod uwagę tego, że ja potrzebuję wyrażan
                                            > ia zaangażowania słowem czy kwaitkiem, cholera wie czym. Zrobieniem mi przyjemn
                                            > ości.

                                            Ja szczerze powiedziawszy też nie rozumiem. Może forumowiczki po prostu w związku obniżają standardy, bo wmówiły samym sobie, że im się nie należy? Że kobieta to tylko mężczyznę ma 'rozumieć' i 'wspierać' i to wszystko? A oni jej raz przy zalotach okazał, że mu 'zależy' i więcej nie musi? Cholera wie...
                                    • jul-kaa Re: Gra 24.08.12, 14:21
                                      Ja kwiaty czasem dostaję, ale mojemu związkowi do romantycznego baaardzo daleko. Kiedy byłam jeszcze młoda i głupia, sądziłam, że romantyzm to coś bardzo fajnego i pożądanego w każdym związku. I męczyłam siebie i faceta, bo ten romantyzm dla nas obojga był nudny i śmieszny wręcz.
                                      • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:37
                                        jul-kaa napisała:
                                        > Ja kwiaty czasem dostaję, ale mojemu związkowi do romantycznego baaardzo daleko
                                        > . Kiedy byłam jeszcze młoda i głupia, sądziłam, że romantyzm to coś bardzo fajn
                                        > ego i pożądanego w każdym związku. I męczyłam siebie i faceta, bo ten ro
                                        > mantyzm dla nas obojga był nudny i śmieszny wręcz.

                                        Zafiksowałyście się na tym romantyzmie a przecież te kwiatki czy czekoladki to przykład był :)

                                        Chodzi bardziej o to, czy zachowanie, kiedy w czasie zalotów coś się robi a jak kobieta jest zaklepana to już 'nie trzeba' jest ok czy nie? Podstawcie sobie w miejsce 'coś się robi' cokolwiek - wspólne spacery, chodzenie do kina, wypady w góry, dyskusyjny klub filmowy itp. itd.
                                        • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 14:41
                                          > Chodzi bardziej o to, czy zachowanie, kiedy w czasie zalotów coś się robi a jak
                                          > kobieta jest zaklepana to już 'nie trzeba' jest ok czy nie? Podstawcie sobie w
                                          > miejsce 'coś się robi' cokolwiek - wspólne spacery, chodzenie do kina, wypady
                                          > w góry, dyskusyjny klub filmowy itp. itd.

                                          Jeżeli pod "coś się robi" mogę podstawić "liczenie na siebie w każdej sytuacji" to OK. Chyba zresztą to w sumie masz na myśli, prawda? Bo cała reszta podpada pod hobby, to się moim zdaniem może zmieniać zupełnie dowolnie.
                                          • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 14:52
                                            kis-moho napisała:
                                            > Bo cała reszta podpada pod hobby,
                                            > to się moim zdaniem może zmieniać zupełnie dowolnie.

                                            Czyli w okresie zalotów można np. mówić 'uwielbiam nasze wspólne wędrówki po górach' a jak kobieta zaklepana to 'zmieniłem hobby jeździj sobie sama'?

                                            Kurcze - dla mnie takie numery to jakiś totalny kanał! Oszustwo wykluczające jakiekolwiek 'liczenie na siebie w każdej sytuacji'. Chyba w pierwszej kolejności w związku liczy się na to, że druga osoba nie kłamie ani nie udaje :/
                                            • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 15:07
                                              > Czyli w okresie zalotów można np. mówić 'uwielbiam nasze wspólne wędrówki po gó
                                              > rach' a jak kobieta zaklepana to 'zmieniłem hobby jeździj sobie sama'?

                                              Musi być tak dramatycznie?
                                              My z Lubym kiedyś (może podpadać pod okres "godowy") grywaliśmy pasjami w gry planszowe. Z czasem entuzjazm mi nieco opadł, jemu nie. Grywamy czasem, bo wiem, że on lubi, ale frajdy z tego już takiej nie mam, i nie ukrywam, że czasem mi się nie chce. Czy to oszustwo?
                                              • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 15:17
                                                kis-moho napisała:
                                                > Musi być tak dramatycznie?
                                                > My z Lubym kiedyś (może podpadać pod okres "godowy") grywaliśmy pasjami w gry p
                                                > lanszowe. Z czasem entuzjazm mi nieco opadł, jemu nie. Grywamy czasem, bo wiem,
                                                > że on lubi, ale frajdy z tego już takiej nie mam, i nie ukrywam, że czasem mi
                                                > się nie chce. Czy to oszustwo?

                                                Dramatycznie? No kurcze staram się jakieś jasne przykłady podawać.

                                                Ludzie się zmieniają - to oczywiste. Chodzi raczej o sytuację, kiedy jedna strona uważa, że NIE MUSI czegoś robić poza okresem 'godowym'. Gdybyś miała postawę - 'facet lubi planszówki to z nim gram a jak się wprowadził to wyrzucam do kosza bo przecież już nie muszę'.

                                                Swoją drogą opisałaś ważną rzecz - robisz coś, bo PARTNER TO LUBI - mimo, że Tobie nie sprawa to przyjemności. Czy to nie jest właśnie to 'nagięcie się'? Kompromis?
                                                • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 15:23
                                                  > Ludzie się zmieniają - to oczywiste. Chodzi raczej o sytuację, kiedy jedna stro
                                                  > na uważa, że NIE MUSI czegoś robić poza okresem 'godowym'. Gdybyś miała postawę
                                                  > - 'facet lubi planszówki to z nim gram a jak się wprowadził to wyrzucam do kos
                                                  > za bo przecież już nie muszę'.

                                                  Jasne, jasne. Ale jeżeli ktoś uważa, że nie musi robić XY jak już się z partnerką sprowadzi, to obstawiam, że ich związek ma nieco poważniejsze problemy niż brak planszówek czy górskich wycieczek. Takie problemy jak brak dbania o siebie najwzajem czy gotowości do pewnych kompromisów. Dlatego nie przywiązuję specjalnej wagi do tych wspólnych aktywności. Albo jest i tak fajnie, więc nie ma co płakać za wycieczkami, tylko organizować sobie grupę chodzących po górach, a z lubym robić inne rzeczy. Albo jest marnie, a wtedy wycieczki dużo nie poprawią.

                                                  > Swoją drogą opisałaś ważną rzecz - robisz coś, bo PARTNER TO LUBI - mimo, że To
                                                  > bie nie sprawa to przyjemności. Czy to nie jest właśnie to 'nagięcie się'? Komp
                                                  > romis?

                                                  Nie, no jasne, bez kompromisów daleko się w związku nie zajedzie.
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 15:33
                                                    kis-moho napisała:
                                                    > Jasne, jasne. Ale jeżeli ktoś uważa, że nie musi robić XY jak już się z partner
                                                    > ką sprowadzi, to obstawiam, że ich związek ma nieco poważniejsze problemy niż b
                                                    > rak planszówek czy górskich wycieczek. Takie problemy jak brak dbania o siebie
                                                    > najwzajem czy gotowości do pewnych kompromisów. Dlatego nie przywiązuję specjal
                                                    > nej wagi do tych wspólnych aktywności.

                                                    O to to to!! Pewne cechy lub ich kombinacja decydują o tym, że chcemy tego a nie innego osobnika. Nie aktywności ale choćby - sposób dbania. Mój chłop na przykład nie jest specjalnie wylewny ale się stara bo wie, że pewne rzeczy sprawiają mi przyjemność. I vice versa. Cała ta długaśna odnoga dyskusji zaczeła się od wymiany zdań:

                                                    Mela:
                                                    > On chciał, zabiegał, ja byłam w innej relacji (dalekiej od związku). Łasił
                                                    > się, zabiegał o kontakt, wykonywał rozmantyczne gesty.

                                                    Pierwszaliera:
                                                    Chciał cię i cię ma. Dlaczego miałby więc dalej zabiegać?

                                                    Dlaczego dalej zabiegać? No bo do jasnej ciasnej jest się w ZWIĄZKU a niepodtrzymywany płomień po prostu GAŚNIE. Bo dbać o siebie nawzajem trzeba cały czas a dbanie o drugą osobę to robienie czegoś, czego TA DRUGA osoba potrzebuje. Nawet jak nam samym nie zawsze sprawia to przyjemność.

                                                    Jeżeli ktoś uważa, że zabiegać to tylko w okresie godowym, wtedy się okazuje zaangażowanie a później to już nie trzeba to dla mnie podchodzi pod oszustwo. Ja bym się czuła oszukana bo na innego człowieka bym się decydowała a innym by się okazał.
                                                  • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 15:37
                                                    Cała ta długaśna odnoga dyskusji zaczeła się od
                                                    > wymiany zdań:
                                                    >
                                                    > Mela:
                                                    > > On chciał, zabiegał, ja byłam w innej relacji (dalekiej od związku). Łasi
                                                    > ł
                                                    > > się, zabiegał o kontakt, wykonywał rozmantyczne gesty.
                                                    >
                                                    > Pierwszaliera:
                                                    > Chciał cię i cię ma. Dlaczego miałby więc dalej zabiegać?
                                                    >
                                                    > Jeżeli ktoś uważa, że zabiegać to tylko w okresie godowym, wtedy się okazuje za
                                                    > angażowanie a później to już nie trzeba to dla mnie podchodzi pod oszustwo. Ja
                                                    > bym się czuła oszukana bo na innego człowieka bym się decydowała a innym by się
                                                    > okazał.

                                                    Ja odebrałam to "zabieganie" jako romantyczne gesty i zabieganie o kontakt, a nie ogólne dbanie o związek. Kwiatki, duperelki, kolacje przy świecach. Może stąd to nieporozumienie? Bo chyba ogólnie piszemy o tym samym :o)
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 15:52
                                                    kis-moho napisała:
                                                    > Ja odebrałam to "zabieganie" jako romantyczne gesty i zabieganie o kontakt, a n
                                                    > ie ogólne dbanie o związek. Kwiatki, duperelki, kolacje przy świecach. Może stą
                                                    > d to nieporozumienie? Bo chyba ogólnie piszemy o tym samym :o)

                                                    Dla mnie np. zabieganie o kontakt, gest (niekoniecznie nawet 'romantyczny') jest sposobem okazania, że na kimś zależy. Tak jak napisała po drodze Mela - choćby kupno biletów na koncert ze stwierdzeniem 'fajnie będzie spędzić czas RAZEM'. Kupno jakiegoś drobiazgu, który lubi druga osoba.

                                                    W zasadzie cały ten wywód można zredukować do implikacji:
                                                    Zależy mi => robię to, na czym drugiej stronie zależy, czego potrzebuje.
                                                    Zależy mi => dbam o drugą osobę, dbam o związek.

                                                    Także 'zależenie' = czyny.

                                                    Jeżeli mamy sytuację, że ktoś robi coś, na czym drugiej stronie zależy po czym po 'zdobyciu' jej przestaje to mnie się takie zachowanie wydaje nie fair.
                                                  • mela1 Re: Gra 24.08.12, 15:57
                                                    Sytuacja sprzed dłuższego czasu. Oglądam w sklepie buty, podobają mi się, ale są niepraktyczne, waham się, piękne, ale kupuję rpaktyczne. Następnego dnia on mi daje te piekne buty. Sytuacja powtórzona z drogimi okularami czy duperelnym breloczkiem, który wydał mi się słodki, ale co ja, stara dupa, będę sobie taki breloczek kupować. Więc nie chodzi tylko o to, że on ma więcej pieniędzy, ale o to, że wykonał ten gest, poszedł drugi raz do sklepu, w przypadku okularów nakłamał coś, wyciagnął moją receptę, na którą robiłąm inna parę i kupił coś, co dla mnie było zbytkiem.
                                                  • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 16:01
                                                    mela1 napisała:

                                                    > Sytuacja sprzed dłuższego czasu. Oglądam w sklepie buty, podobają mi się, ale s
                                                    > ą niepraktyczne, waham się, piękne, ale kupuję rpaktyczne. Następnego dnia on m
                                                    > i daje te piekne buty. Sytuacja powtórzona z drogimi okularami czy duperelnym b
                                                    > reloczkiem, który wydał mi się słodki, ale co ja, stara dupa, będę sobie taki b
                                                    > reloczek kupować. Więc nie chodzi tylko o to, że on ma więcej pieniędzy, ale o
                                                    > to, że wykonał ten gest, poszedł drugi raz do sklepu, w przypadku okularów nakł
                                                    > amał coś, wyciagnął moją receptę, na którą robiłąm inna parę i kupił coś, co dl
                                                    > a mnie było zbytkiem.

                                                    Mela, ale te wszystkie Twoje pozytywne historie są związane z tym, że on Ci coś kupił, przynajmniej ja to tak widzę.
                                                    A zrobił Ci masaż stóp, jak byłaś zmęczona, albo herbatę i posłuchał narzekań na szefa/sąsiada/głupią babę w autobusie? Bo Tobie by się chyba przydały bardziej codzienne gesty, przynajmniej tak mi się wydaje.
                                                  • mela1 Re: Gra 24.08.12, 16:01
                                                    BTW skoro facet, który z pierwszych rozmów, takich o wszystkim i niczym potrafił wyciągnąć informację, jakie lubie prefumy, zapamiętać i kupić mi na imieniny, jak jeszcze nie byliśmy razem, to znaczy, że potrafi. A teraz prezent urodzinowy mam sobie wskazać palcem, bo on nie wie. A zna mnie jakby lepiej. Skoncentrowałam się na prezentach, bo jemu chyba najłatwiej przychodziło kupienie. Ale jednak czasem to kupienie wymagało zachodu, poszukania.
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 17:24
                                                    mela1 napisała:

                                                    > BTW skoro facet, który z pierwszych rozmów, takich o wszystkim i niczym potrafi
                                                    > ł wyciągnąć informację, jakie lubie prefumy, zapamiętać i kupić mi na imieniny,
                                                    > jak jeszcze nie byliśmy razem, to znaczy, że potrafi. A teraz prezent urodzino
                                                    > wy mam sobie wskazać palcem, bo on nie wie. A zna mnie jakby lepiej.

                                                    Mela wybacz, ale zachowujesz się jak dziecko. Ja jestem z moim facetem już ponad 20 lat, znamy się na wylot, a jednak wybieram sobie moje prezenty urodzinowe sama. Bo cholera jasna, ale od kiedy to jest dowód miłości, gdy facet wie w jakim kolorze ma być wymarzona przez mnie torebka? Tym bardzej, że gust zmienia mi się co sezon. Mam taką znajomą, kiedyś nieopatrznie powiedziałam, że lubię czekoladki pewnej marki i ona teraz od fefnastu lat przynosi mi te czekoladki, zawsze z przekonaniem, że robi mi coś wyjątkowo dobrego. Nie mam serca wyprowadzać jej z błędu, ale ja tych czekoladek już dawno nie lubię. Nie znoszę więc takich dowodów sympatii, wolałabym by mnie zapytała co chcę dostać. Więc na litość boską, przemyśl sobie te wyśrubowane wymagania wymagające telapatii i zacznij dostrzegać codzienne gesty, bo coraz bardziej zaczynam podjerzewać, że ten twój facet sporo dla ciebie robi, tylko ty jego dowody miłości odrzucasz jako mniej warte. Nie dziwota, że się wycofuje. Ja też bym się wkurzyła na kogoś, kto nie raczy wyściubić nosa z własnego egoistycznego pojęcia szczęśliwości. Trochę zaczynasz przypominać mi Barbarę Niechcicową z Nocy i Dni. ;-) Możliwe, że to ON czuje się odrzucony, bo ty realizujesz tylko swoje plany, nie dostrzegając w ogóle JEGO prawdziwych potrzeb. A potem tupiesz nóżką, że jesteś bardzo pokrzywdzona, bo ty się starasz, a on nie robi tego czego chcesz.
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 18:13
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Mela wybacz, ale zachowujesz się jak dziecko. Ja jestem z moim facetem już pona
                                                    > d 20 lat, znamy się na wylot, a jednak wybieram sobie moje prezenty urodzinowe
                                                    > sama. Bo cholera jasna, ale od kiedy to jest dowód miłości, gdy facet wie w jak
                                                    > im kolorze ma być wymarzona przez mnie torebka?

                                                    To nie Mela jest dzieckiem tylko Ty nie potrafisz zrozumieć, że nie tylko tak jak TY masz jest prawidłowo. To, że Twój mąż nie wie co się Tobie podoba nie znaczy, że to jest standard. Dla mnie to akurat może być nawet dowód lekceważenia.

                                                    A prezentem nie koniecznie musi być 'torebka' - mogą być bilety na koncert albo płyta ulubionego zespołu. Nie trzeba być chyba 'telepatą' żeby wiedzieć co się podoba osobie, której ponoć na nas zależy?
                                                  • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 18:19
                                                    Eeee, to jak jest prawidłowo? Bo w moim związku też już od dawna nie robimy podchodów i najbardziej zainteresowany sam wybiera sobie prezent. Druga strona może go w imię okazania zaangażowania ładnie opakować. Zbyt różne mamy zainteresowania, żeby ryzykować. Chociaż bywa, że kupujemy sobie prezent na spółę, bo urodziny mamy w podobnym terminie. Nie mogę wymagać od mojego faceta żeby wiedział, jaką pielęgnację włosów będę wyznawała w grudniu czy w marcu, bo sama tego nie wiem.
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 18:27
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > To nie Mela jest dzieckiem tylko Ty nie potrafisz zrozumieć, że nie tylko tak j
                                                    > ak TY masz jest prawidłowo. To, że Twój mąż nie wie co się Tobie podoba nie zna
                                                    > czy, że to jest standard. Dla mnie to akurat może być nawet dowód lekceważenia.
                                                    >

                                                    Ale ja nie napisałam, że tak jak ja mam jest prawidłowo, tylko że tak też może być i nie oznacza to leckeważenia i braku zaangażowania. I wybacz, ale prezenty na urodziny to są PIERDOŁY, bez których można żyć, jeżeli jednak mój partner nie dostrzega, że od trzech miesięcy mam problem w pracy, która najwyraźniej dużo dla mnie znaczy i robi mi fochy, że zepsułam mu plany urlopowe, to ja smolę takiego partnera.
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 18:34
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Ale ja nie napisałam, że tak jak ja mam jest prawidłowo, tylko że tak też może
                                                    > być i nie oznacza to leckeważenia i braku zaangażowania. I wybacz, ale prezenty
                                                    > na urodziny to są PIERDOŁY, bez których można żyć, jeżeli jednak mój partner n
                                                    > ie dostrzega, że od trzech miesięcy mam problem w pracy, która najwyraźniej duż
                                                    > o dla mnie znaczy i robi mi fochy, że zepsułam mu plany urlopowe, to ja smolę t
                                                    > akiego partnera.

                                                    Prezent może i jest pierdołą ale jeżeli NIE POTRAFISZ powiedzieć co się by partnerowi spodobało - to już pierdołą nie jest.

                                                    A tak w ogóle to IMO po prostu identyfikujesz się z partnerem Meli i starasz się wszystko tak obrócić, żeby ona wyszła na melodramatyczną a on na tego rozsądnego. Z jednej strony piszesz o tym, że nie można wymagać, żeby się facet telepatycznie czegoś domyślił a z drugiej ona ma się telepatycznie domyślać, że zamknięty w sobie, niemówiący o sobie facet ma problem. Podwójne standardy jak malowane.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 19:18
                                                    > A tak w ogóle to IMO po prostu identyfikujesz się z partnerem Meli i starasz si
                                                    > ę wszystko tak obrócić, żeby ona wyszła na melodramatyczną a on na tego rozsądn
                                                    > ego. Z jednej strony piszesz o tym, że nie można wymagać, żeby się facet telepa
                                                    > tycznie czegoś domyślił a z drugiej ona ma się telepatycznie domyślać, że zamkn
                                                    > ięty w sobie, niemówiący o sobie facet ma problem.

                                                    Ale skąd wiesz. że nic nie mówił? Tak jak z wakacjami - jak można nie wiedzieć, gdzie się chce pojechać na wakacje, a potem wychodzi na to, że on najbardziej chciał góry i się z tym specjalnie nie krył. Reszta mu obojętna. Co nie znaczy, że na tych wspólnych wakacjach by na pewno cierpiał, ale tego się już nie dowiemy. Po prostu najbardziej odpowiadały mu góry. Meli nie pasowały, ale to chyba nie jest tak, że on nie daje żadnych sygnałów, jak nam to Mela na początku przedstawiła.
                                                  • mela1 Re: Gra 24.08.12, 19:54
                                                    Nie mówił. Góry to nie kwestia tych wakacji. Kiedyś powiedział, że chce jechać w góry. Ja nie lubię, nie chodze po górach. Powiedział, że pojedzie sam. Jakoś sobie nie zorganizował, raz pojechał na pracową integrację.
                                                    Przed tymi wakacjami pytałam, gdzie chce, mówiłam, co ja chcę. Nie skomentował. Nie znamy sie od dziś, kiedyś rozmawialiśmy o wakacjach, zgodził się, że morze fajne. Teraz jak oglądałam oferty mówiłam, że coś jest przy kamienstej plazy, powiedział, że to nie. Odrzuciłam. Pytałam, jaki kraj chce. Nie miał pomysłu. Powiedział, że mu się podobała Hiszpania, nawet poszukałam, ale uznał, że hotel ma za słabe opinie. Wybrałam kilka opcji, przedstawiłam mu do konsultacji. Chciałam, żebyśmy usiedli razem i wybrali, to nie nastąpiło do momentu wyboru z kilku ofert. Powiedział, że są ok. Konsultowałam cenę. Odrzuciłam jego wizję, że płaci za nas oboje. To nie jest dziecko, tylko współwłaściciel sporej firmy, musi się jakoś z ludźmi komunikować. Mógł na każdym etapie powiedzieć, czego chce. Ale on specjalnie nie mówi, bo niby jemu wszystko jedno i on robi wszystko dla mnie, żebym ja była zadowolona. Tylko efekt jest taki, że dupa z urlopu. Albo wie czego chce i nie mówi, bo to niby spowoduje kłótnię albo jest mu dokładnie wszytsko jedno, bo urlop nie jest na liście JEGO spraw, tylko moich.
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 20:16
                                                    mela1 napisała:

                                                    Tylko efekt jest taki, że dupa z urlopu. Albo
                                                    > wie czego chce i nie mówi, bo to niby spowoduje kłótnię albo jest mu dokładnie
                                                    > wszytsko jedno, bo urlop nie jest na liście JEGO spraw, tylko moich.

                                                    No przecież wszystko jest jasne. On ma ten urlop w dupie i nie należy do ludzi, którzy robią coś takiego dla partnera. Ale ty naciskasz, drąższysz, marudzisz, więc robi ci niby jakieś nadzieje, tylko po to chyba, byś się zniechęciła, zrezygnowała, albo pojechała sama. Pytałaś się go w ogóle, czy on chce wyjeżdżać, czy zadecydowałaś, że twoja urlopowa potrzeba ma priorytet i on ma ustąpić? On wie, że chodzi ci o bycie razem, a nie o urlop? Bo dla niego może urlop, to coś takiego jak wyjazd w góry, po prostu odpoczynek od pracy, a nie pielęgnacja związku. A ty widziałaś w tym wyjeździe więcej i robiłaś sobie nadzieję na romantyczność i zbliżenie się znowu do siebie. Swoją drogą, to jeden z głównych powodów dlaczego sporo rozwodowych par decyduje na ten krok właśnie po wspólnym urlopie, bo ten czas nie spełnił wyobrażeń o kitowaniu miłości.
                                                  • pinupgirl_dg Re: Gra 24.08.12, 20:39
                                                    > Nie mówił. Góry to nie kwestia tych wakacji. Kiedyś powiedział, że chce jechać
                                                    > w góry. Ja nie lubię, nie chodze po górach. Powiedział, że pojedzie sam. Jakoś
                                                    > sobie nie zorganizował, raz pojechał na pracową integrację.
                                                    > Przed tymi wakacjami pytałam, gdzie chce, mówiłam, co ja chcę. Nie skomentował.
                                                    > Nie znamy sie od dziś, kiedyś rozmawialiśmy o wakacjach, zgodził się, że morze
                                                    > fajne. Teraz jak oglądałam oferty mówiłam, że coś jest przy kamienstej plazy,
                                                    > powiedział, że to nie. Odrzuciłam. Pytałam, jaki kraj chce. Nie miał pomysłu. P
                                                    > owiedział, że mu się podobała Hiszpania, nawet poszukałam, ale uznał, że hotel
                                                    > ma za słabe opinie. Wybrałam kilka opcji, przedstawiłam mu do konsultacji. Chci
                                                    > ałam, żebyśmy usiedli razem i wybrali, to nie nastąpiło do momentu wyboru z kil
                                                    > ku ofert. Powiedział, że są ok. Konsultowałam cenę. Odrzuciłam jego wizję, że p
                                                    > łaci za nas oboje. To nie jest dziecko, tylko współwłaściciel sporej firmy, mus
                                                    > i się jakoś z ludźmi komunikować. Mógł na każdym etapie powiedzieć, czego chce.
                                                    > Ale on specjalnie nie mówi, bo niby jemu wszystko jedno i on robi wszystko dla
                                                    > mnie, żebym ja była zadowolona. Tylko efekt jest taki, że dupa z urlopu. Albo
                                                    > wie czego chce i nie mówi, bo to niby spowoduje kłótnię albo jest mu dokładnie
                                                    > wszytsko jedno, bo urlop nie jest na liście JEGO spraw, tylko moich.

                                                    Ale czego Ty więcej od niego oczekiwałaś? Że on zorganizuje te wakacje od A do Z? Nie znacie się od wczoraj i wiesz, że on takich rzeczy nie ma w zwyczaju. A może daj mu trochę odetchnąć i pozwól wyjść z inicjatywą? To, że raz przegapił koncert nie znaczy, że nic by nie wymyślił, gdybyś go nie ubiegała za każdym razem.
                                                    Kamienista plaża - nie, morze ok, ten hotel odpada, a te wycieczki mogą być. Współpracował, jak umiał, zwłaszcza w tej sytuacji. A Ty jesteś zła, że nie wykazał tyle entuzjazmu, ile oczekiwałaś.
                                                    Nie twierdzę, że Twój facet jest ideałem, bo na pewno nie jest, ma swoje za uszami, pewnie mógłby się postarać bardziej. Ale widziały gały, co brały. On nie rozumie, dlaczego nagle zaczęło Ci to przeszkadzać. Widziałaś, jak wcześniej prowadził dom i że nie lata wszędzie ze szczoteczką z piór, wiesz, że do załatwienia czegoś ma dwie lewe ręce. Możliwe, że ma tyle do załatwienia w pracy, że w domu chce po prostu odpocząć.
                                                  • 100krotna Re: Gra 24.08.12, 20:55
                                                    Tylko efekt jest taki, że dupa z urlopu. Albo
                                                    > wie czego chce i nie mówi, bo to niby spowoduje kłótnię albo jest mu dokładnie
                                                    > wszytsko jedno, bo urlop nie jest na liście JEGO spraw, tylko moich.


                                                    A to nie jest tak, że jeśli on już coś zaproponuje, to jest źle? Albo, że zdarzyły się takie sytuacje, gdzie coś wymyślił i dla Ciebie okazało się to niewypałem? Albo, że odrzuciłaś jakieś jego propozycje kiedyś? (choćby te góry)
                                                    Bo ja kiedyś byłam z facetem, który fakt, często coś organizował, zapraszał, ale jak ja coś wymyśliłam, to było źle, niedobrze, on by zrobił lepiej...
                                                    Po trzech czy czterech razach zrezygnowałam z wymyślania/proponowania/ingerowania w cokolwiek, żeby znowu nie było źle (a zadowolić go było trudno).
                                                    Wycofałam się całkowicie i reagowałam dokładnie tak jak twój facet. Ale fakt, mieliśmy (bo to był były, i dawno) duże problemy z komunikacją, mimo, że potrafię być całkiem ogarnięta w tej kwestii ;)
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 20:15
                                                    pinupgirl_dg napisała:
                                                    > Ale skąd wiesz. że nic nie mówił?

                                                    Zakładam, że Mela nie kłamie :) Mela nie jawi się też jako osoba ślepa emocjonalnie.
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 20:22
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > Zakładam, że Mela nie kłamie :) Mela nie jawi się też jako osoba ślepa emocjona
                                                    > lnie.

                                                    Co do pierwszego się zgadzam. Co do drugiego już nie. Można mieć własne bogate życie emocjonalne i być całkowicie ślepym na potrzeby innych.
                                                  • pierwszalitera Re: Gra 24.08.12, 15:46
                                                    satia2004 napisała:

                                                    > Dlaczego dalej zabiegać? No bo do jasnej ciasnej jest się w ZWIĄZKU a niepodtrz
                                                    > ymywany płomień po prostu GAŚNIE. Bo dbać o siebie nawzajem trzeba cały czas a
                                                    > dbanie o drugą osobę to robienie czegoś, czego TA DRUGA osoba potrzebuje. Nawet
                                                    > jak nam samym nie zawsze sprawia to przyjemność.
                                                    >
                                                    > Jeżeli ktoś uważa, że zabiegać to tylko w okresie godowym, wtedy się okazuje za
                                                    > angażowanie a później to już nie trzeba to dla mnie podchodzi pod oszustwo. Ja
                                                    > bym się czuła oszukana bo na innego człowieka bym się decydowała a innym by się
                                                    > okazał.

                                                    Ty ciągle tego nie rozumiesz. W okresie godowym robi się tysiące różnych rzeczy, także takie, które nazwałabyś oszustwem. Właśnie po to, by partnerowi zaimponować, swoją osobą zainteresować, by pokazać się z jak najlepszej strony. Ale oczekiwanie, że tak będzie już zawsze, to chyba naiwność, nie uważasz? Często w tej pierwszej fazie nie wiemy nawet, czego partner tak naprawdę oczekuje, bo nie znamy go przecież na tyle, więc posługujemy się sprawdzonymi repertuarami zalotów, stąd biorą się te idiotyczne kwiaty, czekoladki i zmiany normalnego planu dnia. I owszem, jak się kogoś kocha, to chce się robić mu przyjemność, ale nie za wszelką cenę. I tak prawdę mówiąc, nie rozumiem dlaczego to facet meli miałby pójść tu na kompromis? Mela niby pokazuje większe zaanagażowanie? No niby tak, ale w sposób, w który to ona chciałaby być traktowana. Przecież te wszystkie czułości, niespodzianki i staranne wybieranie prezentów nie mają dla niego żadnego znaczenia, dlaczego wydaje jej się więc, że to ona pokazuje mu więcej miłości?
                                                  • satia2004 Re: Gra 24.08.12, 15:55
                                                    pierwszalitera napisała:
                                                    > Ty ciągle tego nie rozumiesz. W okresie godowym robi się tysiące różnych rzeczy
                                                    > , także takie, które nazwałabyś oszustwem. Właśnie po to, by partnerowi zaimpon
                                                    > ować, swoją osobą zainteresować, by pokazać się z jak najlepszej strony. Ale oc
                                                    > zekiwanie, że tak będzie już zawsze, to chyba naiwność, nie uważasz?

                                                    Nie wiem - ja nie udaję. Nie widzę sensu pokazywania się innym niż jest się naprawdę. Chłop widocznie też nie bo jakoś się od czasów 'zalotów' nie zmienił w księcia w żabę :)
                                          • mela1 Re: Gra 24.08.12, 14:53
                                            Licznei na siebie w każdej sytuacji jest dla mnie trochę rozmytym pojęciem. Czy on może liczyć na mnie? Jak miałabym mu pomóc np. w obecnych kłopotach? A jak miałabym pomóc w jakichkolwiek, skoro on o nich nie mówi? On mi w moich też nie pomoże, a słuchać i głaskać po głowie mu się nie chce, bo przecież typ niewylewny. No dobra, jak nie jesteśmy pokłóceni to słucha. W życiu stosunkowo rzako dzieją się rzeczy, które mogą sprawdzić czy można na kogoś liczyć.
                                            • kis-moho Re: Gra 24.08.12, 15:13
                                              W życiu stosunkowo rzako d
                                              > zieją się rzeczy, które mogą sprawdzić czy można na kogoś liczyć.

                                              Zazdroszczę życia w takim razie.
                                              Serio, moim zdaniem takie rzeczy wychodzą na każdym kroku. Możesz liczyć na partnera, kiedy masz zły nastrój, kiedy trzeba zadbać, żeby przez tydzień było co zjeść, a nikt nie ma czasu i checi gotować, kiedy jesteś chora, kiedy masz stłuczkę, tracisz pracę, szef cię męczy. Shit happens, przynajmniej w moim życiu :o)