Dodaj do ulubionych

(prawie) wegetariańskie jelito drażliwe

08.05.13, 12:52
Mam problem straszny albo jeszcze gorszy.

Od kilku miesięcy cierpiałam z powodu dolegliwości jelitowych. Podejrzewałam IBS (postać biegunkową), poszłam do pierwszego kontakta. Nie zalecił żadnych badań, dał receptę na No-spę Forte i Duspatalin (drogie toto :() i zalecił nie jeść: strączków, kapusty i smażonego. Różne artykuły w prasie i w sieci (pierwszy z brzegu: vitalia.pl/artykul3811_10-zasad-zycia-z-drazliwym-jelitem.html) zalecają też wykluczenie mnóstwa innych rzeczy, które lubię i które regularnie jadłam.

No i mam problem jak diabli.

Rozpiszę mój przykładowy jadłospis. Prawie nie jem mięsa stworzeń stałocieplnych. Nie lubię po prostu. Sama go nie kupuję. Okazjonalnie (2-3 razy w miesiącu) zjem na obiedzie u teściów czy rodziców. Jem trochę ryb (ze 200 gram w tygodniu), ale większość moich posiłków jest wegetariańska lub wegańska.

Śniadanie: owsianka na mleku lub wodzie z suszonymi owocami lub domowym, niskosłodzonym dżemem. Alternatywnie: kasza (jaglana, gryczana, jęczmienna) z orzechami. Czasem jem dodatkowo jakiś owoc.

II śniadanie: sałatka z czegoś zielonego (kapusta, sałata, brokuł), warzyw, jakie są pod ręką, czegoś tłustego (pestki jakieś albo oliwki) i czegoś białkowego (rośliny strączkowe i/lub jajko). Plus trochę węglowodanów: chleb (ciemny, białego za bardzo nie lubię)/ wafle ryżowe czy ryż ?(brązowy). Dość rzadko jem kanapki, zazwyczaj z pasztetem ze strączków, masłem orzechowym lub twarożkiem homogenizowanym (preferuję rzeczy, które dają się rozsmarować).

Obiad: makaron/ kasza z sosem warzywnym (wszystko duszone), czasem grzyby (pieczarki, boczniaki). Alternatywnie: zupa (gotuję wywar z włoszczyzny i wrzucam brokuł/fasolkę szparagową/ cokolwiek innego). Bardzo rzadko jem ziemniaki, nie przepadam za nimi (tylko pieczone mi podchodzą), więc zupy z kaszą. Czysta pomidorówka lub barszcz z makaronem razowym. Czasem naleśniki razowe z warzywami (jak mam wyjątkowo rozpustny nastrój, to jeszcze z żółtym serem).

Podwieczorek (nie zawsze go jem, kiedy siedzę długo na uczelni raczej jem dodatkowy posiłek przed obiadem): inna sałatka skomponowana podobnie jak powyższa. Albo nabiał (jogurt, serek wiejski) z pestkami, orzechami i płatkami kukurydzianymi. Albo po prostu jakieś warzywa, które się nawiną.

Kolacja: białkowa lub białkowo-warzywna. Jajka na twardo i warzywa. Albo twaróg/ twarożek, jeśli nie było go w poprzednich posiłkach. Strączki. Czasem ryba.

Między posiłkami zjadam jabłko albo dwa. Lubię też kiwi. Latem jem truskawki, czereśnie, agrest, arbuzy.

Piję rozsądne ilości płynów (1,5 litra, czasem dobijam do dwóch): wody niegazowanej, zielonej herbaty, "herbatek" owocowych, naparów ziołowych. Kawę piję głównie rano, z mlekiem krowim lub roślinnym (wychodzi jej z 5 kubków tygodniowo najwyżej).

Wydaje mi się, że moja codzienna dieta jest obiektywnie całkiem zdrowa i rozsądna. I zupełnie nie nadaje się dla moich rozhisteryzowanych jelit.
Problemy:

I
Rośliny strączkowe są moim głównym źródłem białka. Lubię jajka, jem ich sporo, ale ile w końcu można zjeść jajek dziennie? W nabiale jest białko, ale nie tak znowu dużo, poza tym "w pakiecie" z tym białkiem dostajemy tłuszcz, a ja wolę zjeść tłuszcz z oliwek, lnu, orzechów czy pestek. Skąd brać białko?

II
Bardzo lubię pełnoziarniste produkty zbożowe. Bez chleba nawet mogłabym się obyć, ale płatki i kasze lubię bardzo. Co mam jeść na śniadanie? Makaron wolę razowy, biały jest dla mnie zbyt pozbawiony wyrazu i paćkowaty (łatwo go rozgotować). To samo sądzę o ryżu. Ciemne mąki też mi bardziej podchodzą niż biała i używam ich do naleśników, domowej pizzy i wypieków. Poza tym, produkty pełnoziarniste mają niższy indeks glikemiczny. Obawiam się, że po zamianie ich na białe odpowiedniki, będę odczuwała skoki cukru we krwi i ochotę na słodycze.

III
Lubię surowe warzywa i owoce. Gotowanie zabiera czas, niszczy witaminy (nawet na parze), odbiera smak (wg mnie), poza tym wszystkiego sobie nie ugotuję (gotowana pomarańcza, gotowana kalarepa?). Co mam z tym fantem zrobić?

IV
Rano jestem człowiekiem-zamułą, mam ogromny problem, żeby się obudzić. Częściowo wynika to zapewne z samego zespołu jelita drażliwego, częściowo z problemów z tarczycą, z którymi staram się uporać (jestem pod opieką endokrynologa). Czasami bez kawy nie potrafię zacząć myśleć. Energetyków nie pijam, yerba działa na mnie słabiej niż kawa. Czy istnieją inne pobudzające napitki?

Nietolerancje?
Nigdy nie miałam żadnych problemów, które wskazywałaby na jakieś nietolerancje pokarmowe. Jestem alergikiem, ale jestem uczulona na kurz oraz pyłki roślin.
Zrobiłam (niecelowo, tak wyszło) domowy "test" na nietolerancję laktozy. Wypiłam na czczo duży kubek mleka. Obawiałam się, że może to spowodować straszne sensacje, a nie spowodowało niczego. Samego mleka nie darzę jakąś wielką miłością, równie dobrze mogę zabielać kawę roślinnym (sojowym/owsianym). Lubię przetwory mleczne: twarogi i twarożki, jogurty i kefiry, sery, no i lody.
Co do glutenu - nie wiem. Wydaje mi się, że gdybym źle na niego reagowała (nie wspominając o całkowitej nietolerancji), to naprawdę ujawniłoby się to wcześniej.

Mam nadzieję, że znajdą się dla mnie jakieś dobre rady. Jeśli są forumki, które stosują dietę opartą głównie na roślinach i cierpią na IBS, to będę ogromnie wdzięczna, jeśli się odezwą.

Pozdrawiam,
Zireael
Obserwuj wątek
    • roza_am Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 13:49
      Hasłowo, bo nie mam czasu:
      - wg. angielskiej wiki spory odsetek mieszkańców środkowej europy ma nietolerancję fruktozy. Niektóre owoce są ok, inne nie.
      - "Jestem alergikiem, ale jestem uczulona na kurz oraz pyłki roślin." - ostatnio jakaś kobieta w tv śniadaniowej (chyba lekarz) mówiła o alergiach krzyżowych objawiających się pokarmowo. Nie pamietam szczegółów, ale program powinien gdzieś byc online.
      - z własnych dośw. - mnie krzywdę robią takie nietypowe(?) produkty jak czekolada czy suszone śliwki.
      • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 15:37
        - wg. angielskiej wiki spory odsetek mieszkańców środkowej europy ma nietoleran
        > cję fruktozy. Niektóre owoce są ok, inne nie.

        Nie wiem, czy tędy droga. W zeszłym roku latem miałam takie dni, że jadłam głównie truskawki (bo je uwielbiam i jak już się pojawią, to dostaję małpiego rozumu ;) i czułam się okej.
        > - "Jestem alergikiem, ale jestem uczulona na kurz oraz pyłki roślin." - ostatni
        > o jakaś kobieta w tv śniadaniowej (chyba lekarz) mówiła o alergiach krzyżowych
        > objawiających się pokarmowo. Nie pamietam szczegółów, ale program powinien gdzi
        > eś byc online.

        Poszukam. Nie do końca pojmuję pojęcie alergii krzyżowej, ale postaram się zgłębić temat.
        > - z własnych dośw. - mnie krzywdę robią takie nietypowe(?) produkty jak czekola
        > da czy suszone śliwki.

        Kakao i przetwory w jednych miejscach są doradzane w innych zakazane. A suszone śliwki przyspieszają perystaltykę jelit, więc u mnie pewnie byłby armagedon.
        • pierwszalitera Fruktoza i błonnik 08.05.13, 18:32
          zireael00 napisała:

          > Nie wiem, czy tędy droga. W zeszłym roku latem miałam takie dni, że jadłam głów
          > nie truskawki (bo je uwielbiam i jak już się pojawią, to dostaję małpiego rozum
          > u ;) i czułam się okej.

          Bo w truskawkach wcale nie ma tak dużu cukru. Zrezygnuj z niskocukrowego dżemu do śniadania. Te są bardzo często dosładzane fruktozą, bo fruktoza to cukier z owoców i nie trzeba go deklarować. A nawet jak nie są dosładzane, to na taką samą ilość dżemu potrzeba o wiele więcej owoców niż w zwykłych dżemach słodzonych zwykłym cukrem, czyli sacharozą i od razu zjadasz spore ilości fruktozy. Do tego jesz jeszcze owoce w ciągu dnia. U mnie na "syndrom jelita drażliwego" wystarczy tylko większa niż zwykle ilość mleka do kawy (mam problem z większą ilością laktozy). Mogę mieć wtedy problemy cały dzień i to oczywiście codziennie, jeżeli codziennie sobie na to pozwolę.
          Zacznij więc od zmiany drobiazgów, wykluczaniu po kolei, a nie od razu od rezygnacji ze wszystkiego. A już na pewno nie ma potrzeby rezygnacji z (rozsądnej ilości) kawy. Możliwe też, że znosisz świetnie rośliny strączkowe, a problemem jest po prostu zbyt duża ilość błonnika w sumie. Zwłaszcza tego w zbożach. Jesz go naprawdę całą masę: płatki owsiane, kasza, ciemne pieczywo, ciemny makaron, brązowy ryż, do tego jeszcze rośliny strączkowe, warzywa, owoce i orzechy. I to na okrągło, bez odpoczynku dla jelita, w wielu posiłkach w ciągu dnia. Spróbuj część (na przykład połowę) pieczywa zastąpić jasnym. Przymysłowy chleb z pełnego przemiału nie jest często wystarczająco wypieczony i powoduje u wielu ludzi sensacje w jelitach. Zamiast brązowego ryżu wystarczy też basmati, czy inny o wyraźniejszym smaku. Ciemny makaron to według mnie już całkowite przegięcie. Przecież to nie smakuje, a Włosi by się za głowę złapali. ;-) Poza tym w łuskach zbóż znajdują się toksyczne substancje działające jako naturalne środki ochrony przed szkodnikami. Na ludzi one też działają. Nie ma też wcale żadnych ogólnych wytycznych dotyczących zdrowej ilości błonnika, przynajmniej takich sprawdzonych naukowo. To jest sprawa bardzo indywidualna i większość ludzi je go o wiele, wiele mniej niż ty, a przy większych ilościach buntują im się wnętrzności. U mnie w każdym razie taka ilość błonnika doprowadziłaby w krótkim czasie do ciężkich i bolesnych problemów z jelitem. Możliwe, że redukując błonnik od razu zauważysz poprawę. Ogranicz też ilość posiłków do najwyżej czterech, lepiej trzech w ciągu dnia, nie ma naprawdę potrzeby ciągłego stymulowania insuliny i drażnienia jelita. I może nie odpowiada to też twoim wyobrażeniom o zdrowym odżywianiu, ale wiele ludzi lepiej znosi też warzywa jednak gotowane, zwłaszcza wieczorem. Surowe są w porządku, ale ze wszystkim można przecież przesadzić, więc nie ograniczaj się tylko do takich.
          Weź także pod uwagę, że jelito drażliwe, to także problem psychiczny (psychosomatyczny), więc przy zżeraniu jakiś frustracji nawet najlepsza dieta nie pomoże.
          • zireael00 Re: Fruktoza i błonnik 08.05.13, 23:51
            > Bo w truskawkach wcale nie ma tak dużu cukru. Zrezygnuj z niskocukrowego dżemu
            > do śniadania. Te są bardzo często dosładzane fruktozą, bo fruktoza to cukier z
            > owoców i nie trzeba go deklarować. A nawet jak nie są dosładzane, to na taką s
            > amą ilość dżemu potrzeba o wiele więcej owoców niż w zwykłych dżemach słodzonyc
            > h zwykłym cukrem, czyli sacharozą i od razu zjadasz spore ilości fruktozy.

            Literko, ten dżem jest domowy. Słodzony bardzo mało, bo moja mama serdecznie nie cierpi cukru i nie chce tłumić smaku owoców.

            > U mnie na "syndrom jelita drażliwego" wyst
            > arczy tylko większa niż zwykle ilość mleka do kawy (mam problem z większą ilośc
            > ią laktozy). Mogę mieć wtedy problemy cały dzień i to oczywiście codziennie, je
            > żeli codziennie sobie na to pozwolę.

            Mleko raczej nie jest przyczyną problemu, skoro wypiłam cały kubek na czczo i nic mi nie było.

            > Spróbuj
            > część (na przykład połowę) pieczywa zastąpić jasnym. Przymysłowy chleb z pełneg
            > o przemiału nie jest często wystarczająco wypieczony i powoduje u wielu ludzi s
            > ensacje w jelitach. Zamiast brązowego ryżu wystarczy też basmati, czy inny o w
            > yraźniejszym smaku.

            Zastosuję się. Do chleba z oporami, bo biały naprawdę smakuje mi mniej (i dużo szybciej się starzeje). Ryżu basmati chyba nie jadłam.

            > Ogranicz też ilość posiłków do najwyżej czterech, lepiej t
            > rzech w ciągu dnia, nie ma naprawdę potrzeby ciągłego stymulowania insuliny i d
            > rażnienia jelita.

            Mam problem z biegunkami. We wszystkich artykułach na temat IBS stoi jak wół, żeby jeść często małe porcje, żeby się nie przemęczać jelit dużą ilością naraz, co też czynię (i czyniłam nawet, kiedy nie miałam takich problemów). Mój żołądek odzywa się średnio co trzy godziny. Chyba bym padła przy trzech posiłkach na dobę.

            > I może nie odpowiada to też twoim wyobrażeniom o zdrowym odż
            > ywianiu, ale wiele ludzi lepiej znosi też warzywa jednak gotowane, zwłaszcza wi
            > eczorem.

            Wezmę to pod uwagę.

            > Weź także pod uwagę, że jelito drażliwe, to także problem psychiczny (psychosom
            > atyczny), więc przy zżeraniu jakiś frustracji nawet najlepsza dieta nie pomoże.

            Zdaję sobie z tego sprawę. Jeśli leki nie pomogą lub pomogą mało, to poproszę lekarza o skierowanie do psychologa.
            • pierwszalitera Re: Fruktoza i błonnik 09.05.13, 00:37
              zireael00 napisała:

              > Literko, ten dżem jest domowy. Słodzony bardzo mało, bo moja mama serdecznie ni
              > e cierpi cukru i nie chce tłumić smaku owoców.

              Więc ta sama ilość dżemu zawiera więcej fruktozy od dżemu kupnego.


              > Mleko raczej nie jest przyczyną problemu, skoro wypiłam cały kubek na czczo i n
              > ic mi nie było.

              Mleko podałam ci tylko jako przykład, że syndrom wrażliwego jelita można mieć na własne życzenie, a moim zdaniem właśnie swoim mało fizjologicznym sposobem odżywiania tak postępujesz.


              > Mam problem z biegunkami. We wszystkich artykułach na temat IBS stoi jak wół, ż
              > eby jeść często małe porcje, żeby się nie przemęczać jelit dużą ilością naraz,
              > co też czynię (i czyniłam nawet, kiedy nie miałam takich problemów). Mój żołąde
              > k odzywa się średnio co trzy godziny. Chyba bym padła przy trzech posiłkach na
              > dobę.
              >

              Biegunki mogą być spowodowane właśnie za dużą ilością błonnika. Jako wegetarianka dużą ilość kalorii czerpiesz z węglowodanów i preferujesz właśnie te z olbrzymią ilością błonnika.
              Nikt, naprawdę nikt, oprócz małych dzieci, nie musi jeść częściej niż trzy razy dziennie. Apetyt pomiędzy spowodowany może być tym, że jesz do posiłków zbyt mało. Możliwe, że nie dostarczasz organizmowi także odpowiedniej ilości sycącego tłuszczu i/ albo pełnowartościowego białka. Badania na niemieckich nastolatkach pokazują, że te odżywiające się wegetariańsko często cierpią na zwiększone łaknienie i spożywają nawet w ten sposób więcej kalorii od nastolatków odżywiających się "normalnie". Przyczyną spadku poziomu cukru i apetytu może być także właśnie wywołana częstymi węglowodnowymi posiłkami hyperinsulinemia. A czy małe posiłki faktycznie są lepsze przy IBS jest sprawą dyskusyjną, bo IBS ma bardzo rozmemłaną definicję i terapia polega raczej na błądzeniu w mgle. Na pewno małe posiłki powodują mniejszy kłopot w toalecie, ale problemu nie likwidują, a o regulację przemiany materii przecież chodzi. Moim zdaniem ciągłym snackowaniem obciążasz niepotrzebnie układ pokarmowy. To podobnie jak z cukrzykami. Kiedyś zalecano wiele małych posiłków, dziś wiadomo, że chorzy w ten sposób sobie nawet szkodzą, bo pogłębiają insulinooporność i przyszpieszają rozwój choroby. Podobnie może być z zalecaniami przy IBS, mogą być już przestarzałe. Najlepiej samemu wypróbować i czasem odważyć się na eksperyment. Tobie w każdym razie te małe, "zdrowe" posiłki nie pomagają, jest wręcz przeciwnie. Przy biegunkach pomaga zresztą danie jelitom trochę spokoju i lekkie przegłodzenie, a ty ładujesz kolejną porcję ciężko strawnego błonnika. Możliwe, że masz przez to całkowicie rozwaloną florę bakteryjną.
        • roza_am Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 19:04
          > Nie wiem, czy tędy droga. W zeszłym roku latem miałam takie dni, że jadłam głów
          > nie truskawki (bo je uwielbiam i jak już się pojawią, to dostaję małpiego rozum
          > u ;) i czułam się okej.

          Tu masz tę stronę po angielsku. Truskawki są tam wymieniane w grupie bezpiecznej. W niebezpiecznej np. jabłka.

          > Poszukam. Nie do końca pojmuję pojęcie alergii krzyżowej, ale postaram się zgłę
          > bić temat.

          Jednak źle pamiętałam o co szlo w tym programie (tak to jest jak pisze się na chybcika ;)). To były rady pani dietetyk (a nie lekarz) jak dietą sobie pomóc przy alergiach pyłkowych (coby nie były tak straszne). Jak jesteś ciekawa, to program jest tu.
          • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 19:15
            Dziękuję za linki. :) Zapoznałam się z objawami nietolerancji fruktozy. Część się pokrywa, ale nigdy nie boli mnie żołądek. Jelita tak, ale nie żołądek.
    • pinupgirl_dg Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 15:25
      Dużo nie pomogę, ale jako wegetarianka dorzucę coś od siebie.

      Po pierwsze - ilość błonnika by mnie zabiła. Makarony są lepsze i gorsze, zawsze gotuję krótko, przelewam zimną wodą i moim zdaniem są smaczniejsze, niż razowe. Wolę pełnoziarniste pieczywo, ale z rozsądku jem też białe. Dieta wegetarian jest bardzo bogata w tej kwestii. Spróbuj z tym poeksperymentować. Mi osobiście brak tłuszczy nasyconych też nie służy.

      Po drugie - mam wrażenie, że jesz to, co uważasz, że jest zdrowe a nie to, co Ci służy. Poeksperymentuj. Jeśli np. po czymś będziesz miała cukrowe zjazdy, to odstaw.

      Po trzecie - jak długo moczysz strączki na te pasztety? Podobno im dłużej tym lepiej, niektórzy nawet dwa dni trzymają i uważają, że lekkie przefermentowanie dobrze robi. Długie moczenie i gotowanie ma podobno polepszać strawność.
      • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 16:09
        > Po pierwsze - ilość błonnika by mnie zabiła. Makarony są lepsze i gorsze, zawsz
        > e gotuję krótko, przelewam zimną wodą i moim zdaniem są smaczniejsze, niż razow
        > e. Wolę pełnoziarniste pieczywo, ale z rozsądku jem też białe. Dieta wegetarian
        > jest bardzo bogata w tej kwestii. Spróbuj z tym poeksperymentować. Mi osobiści
        > e brak tłuszczy nasyconych też nie służy.

        Też gotuję krótko, ale razowe makarony i ryże są fajnie jędrne. Ja bardzo lubię żuć. :D Uwielbiam rzeczy al dente, jędrne. Wszelkie papki i miękkie rzeczy mnie odrzucają. W jakim sensie brak tłuszczy nasyconych Ci nie służy? Po czym wnosisz? Nadwrażliwcy jelitowi w ogóle muszą uważać z tłuszczem, więc powinnam się tu pilnować.

        > Po drugie - mam wrażenie, że jesz to, co uważasz, że jest zdrowe a nie to, co C
        > i służy. Poeksperymentuj. Jeśli np. po czymś będziesz miała cukrowe zjazdy, to
        > odstaw.

        A nie jest tak, że rzeczy uważane za zdrowe służą naszemu zdrowiu? ;) Nie wiem, co mi służy, w tej chwili mam wrażenie, że nic. Dzienna dawka błonnika dla zdrowej osoby wynosi 20-30 gram (niektóre źródła podają nawet 40). Nie sądzę, żeby mój normalny jadłospis ją przekraczał. A to, że po pełnoziarnistym mi mniej skacze cukier niż po białym wypraktykowałam w ciągu kilku lat. Dlatego trochę się obawiam jedzenia tegoż białego w większych ilościach.

        > Po trzecie - jak długo moczysz strączki na te pasztety? Podobno im dłużej tym l
        > epiej, niektórzy nawet dwa dni trzymają i uważają, że lekkie przefermentowanie
        > dobrze robi. Długie moczenie i gotowanie ma podobno polepszać strawność.

        Kiedyś kupowałam gotowy pasztet sojowy. Własny zrobiłam jak na razie raz, ale duuużo i teraz wyjmuję z zamrażalnika kawałki. Z zielonej soczewicy. Nie moczyłam chyba wcale, za to gotowałam wieczność. Robiłam też domowy hummus, ciecierzycę moczyłam kilkanaście godzin (nie pamiętam, dawno to było).
        • pinupgirl_dg Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 16:22
          > Też gotuję krótko, ale razowe makarony i ryże są fajnie jędrne. Ja bardzo lubię
          > żuć. :D Uwielbiam rzeczy al dente, jędrne. Wszelkie papki i miękkie rzeczy mni
          > e odrzucają. W jakim sensie brak tłuszczy nasyconych Ci nie służy? Po czym wnos
          > isz? Nadwrażliwcy jelitowi w ogóle muszą uważać z tłuszczem, więc powinnam się
          > tu pilnować.

          W takiej, że mam mało energii i ciągoty słodyczowe. Może to efekt placebo, ale dla mnie jedzenie z masłem albo np. olejem kokosowym jest smaczniejsze i konkretniejsze. Inne oleje też jem, oczywiście.

          > A nie jest tak, że rzeczy uważane za zdrowe służą naszemu zdrowiu? ;)

          Powiem tak, im dłużej się interesuje tematem, tym bardziej dochodzę do wniosku, że nie ma diety dobrej dla każdego. Poza tym te zalecenia dotyczą osób, które jedzą wszystko, wegetarianie i weganie jednak wymagają osobnego potraktowania. Moja dieta w pewnym momencie przypominała otręby w oleju, jak się zagalopowałam.

          > Kiedyś kupowałam gotowy pasztet sojowy. Własny zrobiłam jak na razie raz, ale d
          > uuużo i teraz wyjmuję z zamrażalnika kawałki. Z zielonej soczewicy. Nie moczyła
          > m chyba wcale, za to gotowałam wieczność. Robiłam też domowy hummus, ciecierzyc
          > ę moczyłam kilkanaście godzin (nie pamiętam, dawno to było).

          Podobno długo moczone czy wręcz fermentowane produkty sojowe są lepsze dla jelit. Może coś w tym jest, bo większości gotowców sojowych nie umiem jeść, ale jak sama sobie zrobię, to jest lepiej.

          A może Ty masz jakieś inne schorzenia, nie wiem, np. celiakię?

          Co do napojów - na mnie na równi z kawą (czyli prawie wcale) działa zwykła czarna herbata.
          • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 16:37
            > W takiej, że mam mało energii i ciągoty słodyczowe. Może to efekt placebo, ale
            > dla mnie jedzenie z masłem albo np. olejem kokosowym jest smaczniejsze i konkre
            > tniejsze. Inne oleje też jem, oczywiście.

            Ale ja używam tłuszczu przecież. Na oleju koksowym smażę, czasem posmaruję nim pieczywo albo wrzucę ciut do owsianki. A mało energii mam tak czy inaczej i wynika to ze schorzeń/nia z pierwszego postu.

            > Podobno długo moczone czy wręcz fermentowane produkty sojowe są lepsze dla jeli
            > t. Może coś w tym jest, bo większości gotowców sojowych nie umiem jeść, ale jak
            > sama sobie zrobię, to jest lepiej.

            Soją soją, ale większość spożywanych przeze mnie strączków to fasola z puszki, gotowana ciecierzyca i soczewica. Oraz kiełki ze strączków. Tego sobie chyba nie sfermentuję? :D

            > A może Ty masz jakieś inne schorzenia, nie wiem, np. celiakię?

            Raczej to wykluczam. Gdybym miała celiakię to na przykład owies czy ryż, a już na pewno kukurydza nie powinny mi robić kuku. A robią. Nie mam żadnych przypadków nietolerancji glutenu w rodzinie i nie jestem w grupie wiekowej, w której choroba najczęściej się rozwija (małe dzieci i 50+).

            > Co do napojów - na mnie na równi z kawą (czyli prawie wcale) działa zwykła czar
            > na herbata.

            Na mnie, niestety, nie. Zresztą mocna herbata (a taką lubię) też jest niewskazana przy IBS. :/
            • pinupgirl_dg Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 17:43
              > Ale ja używam tłuszczu przecież. Na oleju koksowym smażę, czasem posmaruję nim
              > pieczywo albo wrzucę ciut do owsianki.

              W takim razie, moim zdaniem, nie ma co sobie odmawiać tego nabiału z powodu tłuszczu, jeśli po nim nie będziesz miała rewolucji. Przy okazji załatwisz sobie część białka.

              Nie wiem, jaki masz problem z tarczycą, ale biegunki też mogą być z nią powiązane.
              • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 23:52
                Mam niedoczynność, która zasadniczo powoduje problem zdrowotny czyli zaparcia.
                • pinupgirl_dg Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 18:29
                  > Mam niedoczynność, która zasadniczo powoduje problem zdrowotny czyli zaparcia.

                  Tylko wiesz, jeśli masz np. hashi, to mogą się zdarzać epizody nadczynności. Nie twierdzę, że to to, ale jak pojawiło się nagle i masz zaburzenia hormonalne, to kto wie.
                  • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 18:44
                    Nie mam Hashi, przeciwciała wyszły bardzo niskie. Byłam u endo w marcu.
    • teresa104 Nie pomogę, ale jestem pod wrażeniem 08.05.13, 17:23
      5 posiłków i dwa owoce między posiłkami, co moim zdaniem czyni posiłków 7. Jestem pod wrażeniem, ponieważ mnie dziennie udaje się coś zjeść dwa razy - rano i późnym popołudniem. Trzy razy jem w niedziele i święta państwowe.
      • pierwszalitera Re: Nie pomogę, ale jestem pod wrażeniem 08.05.13, 18:47
        teresa104 napisała:

        > 5 posiłków i dwa owoce między posiłkami, co moim zdaniem czyni posiłków 7. Jest
        > em pod wrażeniem, ponieważ mnie dziennie udaje się coś zjeść dwa razy - rano i
        > późnym popołudniem. Trzy razy jem w niedziele i święta państwowe.

        Nie przejmuj się. Ja jadam też tylko dwa, maksymalnie trzy posiłki podczas dnia. I według najnowszych badań jest to o wiele korzystniejsze dla zdrowia i także dla zachowania niższej wagi od pięciu posiłków dziennie. A siedem to już jakaś masakara. Po co to w ogóle komu? Przecież w ten sposób nasz układ trawienny nie ma ani minuty spokoju. Nie mówiąc już o tym, że stymulujemy ciągle insulinę i przy odrobinie genetycznego szczęścia dorobimy się hyperinsulinemii. Człowiek to nie jest przeżuwacz ładujący bez przerwy błonnik do czterokomorowego żołądka.
        • teresa104 Re: Nie pomogę, ale jestem pod wrażeniem 08.05.13, 22:12
          Owszem, bywały czasy w moim życiu, że snułam się po chacie i wciąż żułam z niedużymi przerwami, ale ma to dwie przynajmniej poważne wady; po pierwsze i tak ciągle się jest głodnym, po drugie traci się kontrolę nad ilością pożywienia, a ja nie ważę za mało. O moim "modelu żywieniowym", że się wyrażę, decyduje jednak brutalna pragmatyka: nie chce mi się, nie chcę i nie mam możliwości poświęcać w pracy czasu na jedzenie, mycie zębów. Sytuacji domowej nie rozpatruję osobno, bo w domu tak samo nie chce mi się kombinować, jedyne co, to łazienkę mam lepszą niż w pracy i nie muszę jeść nad biurkiem z papierami.
          Poza tym poczyniłam z czasem pewne obserwacje - zwyczajnie lepiej się czuję, kiedy najem się do oporu dwa razy, brzuch też jakby bardziej płaski, niż miałam na całodziennym wypasie. Nie żebym schudła, skądże, treściwe rzeczy przyjmuję.
    • sbarazzina Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 22:27
      Moje pierwsze wrażenie to, że jednak sporo zjadasz w ciągu dnia. I w zasadzie same węglowodany czy to pod postacią ryżu, kaszy czy owoców.

      Ale konkretnych rad nie mam, bo ja mam zupełnie odwrotne problemy ;)

      ---
      Mam staniki na zbyciu, różne rozmiary:
      tnij.org/staniki01
      • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 23:59
        Jem węglowodany (ze zboża, tych symbolicznych ilości z warzyw na liczę) na 2-3 posiłki. To chyba nie tak dużo? Jabłka czy insze owoce jem między posiłkami w sytuacjach raczej awaryjnych - np. siedzę na uczelni nad jakimś projektem, praca się przeciąga, do obiadu daleko, to zjem jabłko. Wydaje mi się to rozsądniejsze niż baton. Zazwyczaj owoce tylko do pierwszego, ewentualnie drugiego śniadania.
    • k_linka Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 23:33
      Nie mam IBS, ale moge podpowiedziec:

      I. Bialko jest w kaszach i pieczywie, jajka i straczki to rewelacyjne zrodlo bialka

      II. Lubisz kasze jaglana, to chyba dobry pomysl. Niestety ma dosc wysoki indeks glikemiczny

      III. zanim wykluczysz suzrowizne sprobuj ograniczyc. Gotowane owoce to porazka, ale np jablka mozesz piec, ja tam uwielbiam warzywa parowane/pieczone - kwestia moze i przyzwyczajenia?

      IV. wszystkie pobudzacze maja kofeine przeciwwskazana w IBS. A moze jakis sport/cwiczenia oddechowe?

      Co do celiakii - mam w rodzinie przyklad osoby 30 lat leczonej na IBS. Teraz w trakcie diagnostyki, ale to prawdopodobnie celiakia, poczytaj TU
      • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 00:07
        > I. Bialko jest w kaszach i pieczywie, jajka i straczki to rewelacyjne zrodlo bialka

        Strączki na razie mi szkodzą i mam bana od lekarza, a z tymi jajkami szału nie ma. Jedno jajo ma tak z 8-9 gram białka, a przydałoby się zjeść 1g na kilogram masy ciała.

        > III. zanim wykluczysz suzrowizne sprobuj ograniczyc. Gotowane owoce to porazka,
        > ale np jablka mozesz piec, ja tam uwielbiam warzywa parowane/pieczone - kwesti
        > a moze i przyzwyczajenia?

        Piec niczego nie mogę, bo nie mam piekarnika. :( Niektóre warzywa gotowane na parze są smaczne, np. fasolka szparagowa, w końcu nikt jej nie je na surowo ;), ale marchewkę np. wolę surową.

        > IV. wszystkie pobudzacze maja kofeine przeciwwskazana w IBS. A moze jakis sport
        > /cwiczenia oddechowe?

        Słabo. O ćwiczeniach oddechowych pierwsze słyszę. Sport na mnie działa mało pobudzająco. Jak chodziłam rano na basen, to wcale nie byłam bardziej żwawa po nim niż przed. Wręcz przeciwnie. ;) No i kiedy się budzę, a za godzinę mam być na uczelni czy w pracy, to nie mam specjalnie czasu na jakieś szalone treningi.
        • pinupgirl_dg Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 13:30
          > Strączki na razie mi szkodzą i mam bana od lekarza, a z tymi jajkami szału nie
          > ma. Jedno jajo ma tak z 8-9 gram białka, a przydałoby się zjeść 1g na kilogram
          > masy ciała

          Zireael - bez urazy, ale jesteś chodzącą encyklopedią tego, co w teorii powinno być zdrowe, ale zdrowa nie jesteś. Moim zdaniem powinnaś zmienić myślenie z tego, co w badaniach okazało się dobre dla 321 z 428 uczestników, a skupić się na tym, co jest dobre dla Ciebie. Permanentna biegunka _nie_ jest zdrowa. To jest teraz Twój główny problem, to, że raz zjesz 0,8 g białka na kilogram masy ciała, to sprawa drugorzędna.

          A jak po odstawieniu strączków? Lepiej? Bez zmian?
          • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 17:05
            Większość mojej rodziny cierpi na jakieś choroby dietozależne (cukrzyca, nadciśnienie i inne przyjemności), więc wolałabym nie podzielić ich losu. Trudno chyba mieć mi to za złe? Bez roślin strączkowych nie mam wzdęć, natomiast częstotliwość biegania do łazienki bez zmian.
            • pierwszalitera Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 18:08
              zireael00 napisała:

              > Większość mojej rodziny cierpi na jakieś choroby dietozależne (cukrzyca, nadciś
              > nienie i inne przyjemności), więc wolałabym nie podzielić ich losu. Trudno chyb
              > a mieć mi to za złe? Bez roślin strączkowych nie mam wzdęć, natomiast częstotli
              > wość biegania do łazienki bez zmian.

              Ale jeżeli martwisz się rodzinnym obciążeniem, to tym bardziej powinnaś dbać o zapobieganie insulinooporności, a te częste i małe węglowodanowe posiłki się do tego nie nadają, a wręcz przeciwnie, zwiększają nawet ryzyko metabolicznych problemów. Chyba najlepszą dietą zapobiegającą chorobom cywilizacyjnym jest dieta paleo, a ta nie jest wegetariańska, zawiera sporo zwierzącego białka oraz wartościowego tłuszczu i na dodatek ogranicza węglowodany, zwłaszcza te ze zboża. Weź, spróbuj przez parę dni mocno ograniczyć produkty zbożowe, jak nie mam racji, to możesz przecież wrócić do starego sposobu odżywiania, ale jako osoba profesjonalnie zajmująca się żywieniem uważam twoją dietę za nieco przesadzoną i raczej mniej zdrową. Obojętnie, co wypisują przeróżne portale żywieniowe. One mogą sobie pisać, bo i tak nikt się tych zaleceń przez dłuższy czas nie trzyma, więc trudno udowodnić im praktycznie wprowadzanie ludzi w błąd. Oprócz osób takich jak ty, które preferują nawet razowe naleśniki od zwykłych. I jak widać nie wychodzi ci to na zdrowie.
              • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 18:20
                > Chyba najlepszą dietą zapobiegającą chorobom cywilizacyjnym jest diet
                > a paleo, a ta nie jest wegetariańska, zawiera sporo zwierzącego białka oraz war
                > tościowego tłuszczu i na dodatek ogranicza węglowodany, zwłaszcza te ze zboża.
                > Weź, spróbuj przez parę dni mocno ograniczyć produkty zbożowe, jak nie mam racj
                > i, to możesz przecież wrócić do starego sposobu odżywiania, ale jako osoba prof
                > esjonalnie zajmująca się żywieniem uważam twoją dietę za nieco przesadzoną i ra
                > czej mniej zdrową.

                Czym według Ciebie jest wartościowy tłuszcz? Czy roślinny (pestki dyni, słonecznik, orzechy, kokosy, len, oliwki, awokado) jest mało wartościowy? Dieta paleo się dla mnie absolutnie nie nadaje, ale wiem na czym polega. Mogę przeprowadzić taki eksperyment, czemu nie. Ale co mam jeść, żeby nie było to zbożem ani mięsem i dało razem z 1800 kcal? Bardzo Cię proszę o radę (na śniadanie to i to, na obiad to i to, na kolację owamto). Mam wrażenie, że zaraz się nam z tego zrobi wegetariański Dukan z serkami od rana do wieczora.
                • pinupgirl_dg Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 18:27
                  > Czym według Ciebie jest wartościowy tłuszcz? Czy roślinny (pestki dyni, słonecz
                  > nik, orzechy, kokosy, len, oliwki, awokado) jest mało wartościowy?

                  A w czym są gorsze niż np. kokos (BTW bardzo przez zwolenników paleo zalecany)?

                  Powiem szczerze, że ja coraz mniej rozumiem. Od kiedy jesteś na diecie zaordynowanej przez lekarza? Jak długo byłaś na swojej własnej?
                  Nabiał ograniczasz, bo tłuszcz, z drugiej strony smażysz, z trzeciej boisz się niedoboru białka. Mało co Ci smakuje - naprawdę o smak chodzi, czy podświadomie sobie obrzydzasz rzeczy, które uważasz za niezdrowe? Gubię się już.
                  • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 18:44
                    > Powiem szczerze, że ja coraz mniej rozumiem. Od kiedy jesteś na diecie zaordyno
                    > wanej przez lekarza? Jak długo byłaś na swojej własnej?
                    > Nabiał ograniczasz, bo tłuszcz, z drugiej strony smażysz, z trzeciej boisz się
                    > niedoboru białka. Mało co Ci smakuje - naprawdę o smak chodzi, czy podświadomie
                    > sobie obrzydzasz rzeczy, które uważasz za niezdrowe? Gubię się już.

                    Zalecenia dietetyczne od lekarza są bardzo skromne. "Nie jeść kapusty, strączkowych i smażonego". Nic więcej nie powiedział. Trzymam się tego od kilkunastu dni (przed majówką u niego byłam). Jem "po swojemu" jakieś półtora roku, wcześniej mieszkałam z rodzicami, częściej jadłam chleb, mięso i ziemniaki, reszta podobnie. Smażę raczej rzadko, prawie wyłącznie naleśniki/ jakieś inne placki (w tym stylu feed-me-better.blogspot.com/2012/10/puszyste-placuszki-z-puree-z-dyni.html) albo kotlety roślinne. Z dwa razy w tygodniu jadłam coś takiego.
                    Jestem zdziwiona opinią, że nie lubię wielu rzeczy. :) Szczerą niechęcią darzę mięso (i siłą rzeczy podroby), z warzyw: selera, ziemniaki w większości postaci, szparagi, warzywa w occie. Owoce lubię niemal wszystkie, nabiał też lubię (nie jestem wielką fanką twarogu, musi być bardzo, bardzo świeży), orzechy i inne rośliny oleiste też lubię. Lubię płatki zbożowe, wszystkie kasze, które przychodzą mi do głowy (kuskus jest taki sobie), makaron (wolę ciemny, fakt); nie powiem, że lubię chleb, bo jest mi raczej obojętny. Jasny ma wg mnie mniej wyrazu i "fajności" niż ciemny. Czy o czymś zapomniałam?
                    • roza_am Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 19:07
                      nie powi
                      > em, że lubię chleb, bo jest mi raczej obojętny. Jasny ma wg mnie mniej wyrazu i
                      > "fajności" niż ciemny.

                      Dla mnie zwykły biały chleb też jest bez wyrazu. Ale z dodatkiem przypraw czy ziaren (np. kminek, sezam - bułki) robi się znacznie lepszy.
                    • pinupgirl_dg Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 19:17
                      > Jestem zdziwiona opinią, że nie lubię wielu rzeczy. :) Szczerą niechęcią darzę
                      > mięso (i siłą rzeczy podroby), z warzyw: selera, ziemniaki w większości postaci
                      > , szparagi, warzywa w occie. Owoce lubię niemal wszystkie, nabiał też lubię (ni
                      > e jestem wielką fanką twarogu, musi być bardzo, bardzo świeży), orzechy i inne
                      > rośliny oleiste też lubię. Lubię płatki zbożowe, wszystkie kasze, które przycho
                      > dzą mi do głowy (kuskus jest taki sobie), makaron (wolę ciemny, fakt); nie powi
                      > em, że lubię chleb, bo jest mi raczej obojętny. Jasny ma wg mnie mniej wyrazu i
                      > "fajności" niż ciemny. Czy o czymś zapomniałam?

                      No tak wynikało z Twojego opisu :).
                      Co do mięsa, dla mnie podroby to była zawsze męka, nie lubiłam mięsa nigdy specjalnie, ale np. udko z grilla zjadałam bez większej przykrości. Ryby wręcz lubiłam. Jeśli nie masz oporów moralnych, to poszukaj, bo jednak to świetne źródło białka.
                      Jeśli chodzi o błonnik, to może skup się na tym rozpuszczalnym, on spowalnia skoki cukru we krwi, a nie działa tak drażniąco.
                      Chleb ja też wolę ciemny (i to by było na tyle, brązowy ryż mi nie podchodzi, razowy makaron jest dla mnie jak biały z posmakiem tektury), ale za dużo to nie zdrowo. Ostatnio odkryłam, że z płatkami owsianymi też nie mogę przesadzać. Może ten pumpernikiel, o którym pisała Pierwszalitera, to jest trop?

                      Wrzucę Ci jeszcze link do bloga dziewczyny, która jest encyklopedią paleo (i nie tylko) oraz eks wegetarianką. Nie we wszystkim się z nią zgadzam, ale można podpatrzeć, np:

                      www.tlustezycie.pl/p/problemy-trawienne.html
                      www.tlustezycie.pl/2013/05/zespo-jelita-drazliwego-dlaczego-nie-ma.html
                      www.tlustezycie.pl/2012/07/jak-wazne-sa-zdrowe-jelita.html
                      Generalnie jeśli się wgłębisz w paleo, to zauważysz tam małą fobię lektynową. Moim zdaniem niesłuszną, bo u zdrowej osoby nie powinny przenikać do krwi, a nawet jeśli, lektynom przypisuje się też pewne właściwości pozytywne (chociaż jeszcze więcej negatywnego, na tej "teorii lektynowej" są oparte diety wg grupy krwi). Ale skoro są problemy, to można spróbować.
                      • pinupgirl_dg Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 19:20
                        > Ostatnio odkryłam, że z płatkami owsianymi też nie mogę przesadzać

                        (Ale uczciwość karze mi przyznać, że nie przyrządzam ich wg zaleceń, jedynie zalewam wrzątkiem... )
                • pierwszalitera Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 10.05.13, 00:39
                  > Czym według Ciebie jest wartościowy tłuszcz? Czy roślinny (pestki dyni, słonecz
                  > nik, orzechy, kokosy, len, oliwki, awokado) jest mało wartościowy? Dieta paleo
                  > się dla mnie absolutnie nie nadaje, ale wiem na czym polega. Mogę przeprowadzić
                  > taki eksperyment, czemu nie. Ale co mam jeść, żeby nie było to zbożem ani mięs
                  > em i dało razem z 1800 kcal? Bardzo Cię proszę o radę (na śniadanie to i to, na
                  > obiad to i to, na kolację owamto). Mam wrażenie, że zaraz się nam z tego zrobi
                  > wegetariański Dukan z serkami od rana do wieczora.

                  Nie Dukan, bo Dukan wyklucza prawie wszystkie węglowodany. Wyklucz tylko produkty z pełnego ziarna i ogranicz przez kilka dni w ogóle produkty zbożowe do jednej porcji dziennie. Spożywaj jasne pieczywo z tłuszczem, na przykład z masłem od krów wypasanych cay rok na pastwiskach (ja kupuję irlandzkie). Na przykład na śniadanie. Oprócz tego możesz jeść łatwo strawny polerowany ryż (obiad), warzywa w każdej postaci, owoce (ale nie w małych przekąskach, tylko raz-dwa razy dziennie na raz), rośliny strączkowe (już wiesz, że powodują tylko wzdęcia, jak u każdego zresztą, ale na biegunki nie mają wpływu, najłatwiej strawna jest soczewica), nabiał, jajka, ryby, orzechy i pestki. Tylko uważaj, być nie jadła starych zapleśniałych orzechów, te tanie często są skażone grzybami. Jeżeli chodzi o tłuszcze, to idealny jest olej rzepakowy (tłoczony na zimno), lniany i oliwa. Nie bardzo wiem, po co komu egzotyczny tłuszcz kokosowy, skoro mamy dobre oleje w naszej szerokości geograficznej. Jeżeli zauważysz poprawę, to zwiększaj wolno i stopniowo produkty zbożowe, wprowadzając na przykład jasny makaron, potem płatki owsiane, ewentualnie małe ilości razowego chleba i sprawdź, gdzie masz swoją granicę.
                  • pinupgirl_dg Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 10.05.13, 15:10
                    > Nie bardzo wiem, po co komu egzotyczny tłuszcz kokosowy, skoro mamy dobre oleje
                    > w naszej szerokości geograficznej

                    Olej kokosowy to jedno z nielicznych źródeł tłuszczy nasyconych w wegańskiej diecie. I jeszcze chyba olej palmowy (który, dla odmiany, cieszy się bardzo złą sławą). Nie bez znaczenia jest też konsystencja, ja np. pasztety robię bez żenady na margarynie, ale do wegetariańskiego smalcu się nie nada, na oleju kokosowym wychodzi super (tutaj, oczywiście, olej rafinowany). Nierafinowany jest bardzo smaczny, nawet jedzony solo jest naprawdę mniam. Natomiast nie wiem do końca, co widzą w oleju kokosowym zwolennicy paleo, w każdym razie są dość zakręceni na punkcie kokosa. Przypisuje się mu właściwości prozdrowotne, przeciwzapalne, odchudzające itd.
                    Moja przygoda z olejem kokosowym zaczęła się od nieudanego olejowania włosów, tam się nie sprawdził, więc wylądował w kuchni. Teraz mam zamiar upolować gdzieś palmowy.
              • pinupgirl_dg Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 18:24
                Ja nie jestem zwolenniczką paleo, chociażby ze względów ideologicznych, oraz z powodu traktowania diety jako stylu życia i dorabiania do niej ideologii, stąd, moim zdaniem, już krok do ortoreksji. Ale w łagodnej, gotowanej wersji może być całkiem dobra dla osób z wrażliwymi jelitami.
                Tylko uprzedzam, że mięso lepiej wprowadzać stopniowo. Ogólnie wszelkie drastyczne zmiany w diecie mogą powodować rewolucje i potem nie wiadomo, o co chodzi.
    • virgaaurea Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 08.05.13, 23:46
      Co mam jeść na śniadanie?[/b] Makaron wo
      > lę razowy, biały jest dla mnie zbyt pozbawiony wyrazu i paćkowaty (łatwo go roz
      > gotować). To samo sądzę o ryżu.
      jako wielbicielka ryzu napisze tak: nie wiem, jaki masz budzet na spozywke, ale jesli nie jest jakis "studencki megaoszczedny" to po prostu kupuj sobie porzadny jasny ryz; taki z lidla czy innego marketu za grosze rzeczywiscie nie jest smaczny, latwo go rozciapac, ale jest przeciez mase gatunkow ryzu, do roznych zastosowan; popatrz po sklepach prowadzonych przez azjatow, to juz jest spokojnie (przynajmniej w warszawie - nie wiem, gdzie mieszkasz) dostepne;
      mozesz tez robic nudle czy innego rodzaju stir&fry - dobrze zrobione na pewno nei sa ciapkowate a chrupkie, tekstura powinna ci pasowac; mozesz do tego dorzucac bialkowe dodatki przeciez - kawaleczki ryby, kalmara czy co tam lubisz;

      duzo piszesz o ciemnym pieczywie - masz na mysli to, ze jest pelnoziarniste czy ze nie jest z maki pszennej? czy to ze ma ciemny kolor? i sama je pieczesz czy jest z marketu?
      ten bardzo ciemny kolor to pewnie sama dobrze wiesz skad jest;)
      do tego - wiekszosc tego, co jest na polskim rynku w znosnej cenie i nazywa sie "razowe" ma w skladzie maki razowej tak z 10%, czasem troche wiecej; przyjrzyj sie skladom, nawet te ciezkie male bochenki wcale nie sa takie razowe; jesli kupujesz pieczywo, a nie pieczesz, przy czesciowym przeskoczeniu na jasna (oczyszczona) make roznica wcale nie musi byc taka wielka;
      inna sprawa kupne pieczywo ma mase dodatkow, ktore wielu osobom (to pisze z doswiadczenia wlasnego i bliskich mi osob) bardziej lub mniej szkodza;

      warzywa mozesz przeciez piec i uzywac przypraw (chyba ze one tez ci szkodza, no ale jesli nawet, to chyba nie wszystkie?)

      nie wierze w jedna diete idealna dla wszystkich, wiec nie wiem, czy to ma sens, ale na wszelki wypadek napisze - przypadek silnych dolegliwosci podobnych do twoich znam (ze swojego bliskiego otoczenia) jeden - skokowo pomoglo odstawienie przetworzonej zywnosci - zadnych kupnych wedlin, puszek, kupnego chleba, ciastek (niezaleznie czy cpelnoziarnistych czy nie), frytek, chinskich zupek, kupowanie jajek czy kurczaka ze znanych zrodel; wymagalo to mase czasu i zachodu, ale pomoglo; wczesniej proby odstawiania niezalecanych produktow nie dawaly jakichs szczegolnych efektow, wykluczono tez iles chorob;

      a parafrazujac pewna reklame - "strasnie czesto jes" :-)
      • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 00:24
        > jako wielbicielka ryzu napisze tak: nie wiem, jaki masz budzet na spozywke, ale
        > jesli nie jest jakis "studencki megaoszczedny" to po prostu kupuj sobie porzad
        > ny jasny ryz; taki z lidla czy innego marketu za grosze rzeczywiscie nie jest s
        > maczny, latwo go rozciapac, ale jest przeciez mase gatunkow ryzu, do roznych za
        > stosowan; popatrz po sklepach prowadzonych przez azjatow, to juz jest spokojnie
        > (przynajmniej w warszawie - nie wiem, gdzie mieszkasz) dostepne

        Mój budżet jest wybitnie studencko-ograniczony. :D W Poznaniu jest sporo sklepów ze zdrową żywnością, jakieś kuchnie świata też są, ale klasycznie azjatyckiego chyba nie ma.

        > duzo piszesz o ciemnym pieczywie - masz na mysli to, ze jest pelnoziarniste czy
        > ze nie jest z maki pszennej? czy to ze ma ciemny kolor? i sama je pieczesz czy
        > jest z marketu?
        > ten bardzo ciemny kolor to pewnie sama dobrze wiesz skad jest;)
        > do tego - wiekszosc tego, co jest na polskim rynku w znosnej cenie i nazywa sie
        > "razowe" ma w skladzie maki razowej tak z 10%, czasem troche wiecej; przyjrzyj
        > sie skladom, nawet te ciezkie male bochenki wcale nie sa takie razowe; jesli k
        > upujesz pieczywo, a nie pieczesz, przy czesciowym przeskoczeniu na jasna (oczys
        > zczona) make roznica wcale nie musi byc taka wielka;
        > inna sprawa kupne pieczywo ma mase dodatkow, ktore wielu osobom (to pisze z dos
        > wiadczenia wlasnego i bliskich mi osob) bardziej lub mniej szkodza;

        Nie jem chleba z marketu, ale też sama nie piekę. Nie jem w ogóle zbyt dużo chleba (potrafię jeść bochenek dwa tygodnie, część mrożę). Kupuję w zaufanej piekarni, sprzedawcy na życzenie podają skład każdego rodzaju chleba. Kupuję razowe z zawartością ciemnej mąki od 30 do 50%. Na zakwasie i na drożdżach, różnie. Czasem bez dodatków, a czasem z siemieniem lnianym, słonecznikiem czy innymi takimi.

        > zadnych kupnych wedlin - nie jem
        -puszek - z tym byłoby ciężko, bo nie bardzo mam czas i warunki, żeby moczyć i gotować strączki. Obrane i pokrojone pomidory to też fajne udogodnienie. Ale ja nie widzę wielkiej przetworzoności w puszkach, jestem obrońcą puszek. Warzywa z wodą i solą (słodzonych unikam), pasteryzowane (?) i umieszczone w opakowaniu zapobiegającym zepsuciu.
        - kupnego chleba - mogę zrezygnować
        - ciastek - jem rzadko
        - frytek - jem kilka razy w roku
        - chinskich zupek - tego to już w ogóle
        - jajek czy kurczaka - kurczaków nie jem, w "wiejskie" jaja szczerze nie wierzę.
        • virgaaurea Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 09:01
          W Poznaniu jest sporo sklepó
          > w ze zdrową żywnością, jakieś kuchnie świata też są, ale klasycznie azjatyckieg
          > o chyba nie ma.
          nie mialam na mysli sklepow typu "kuchnie swiata" bo tam faktycznie ceny sa mordercze, ale takie (przynajmniej w wwie takie sa) prowadzone przez wietnamczykow czy koreanczykow przy ich restauracjach (tych lepszych, nie chodzi mi o podle bary); poznan maly nie jest, wierzyc mi sie nie chce, ze sie dobrego ryzu nie da kupic;

          > Nie jem chleba z marketu, ale też sama nie piekę. Nie jem w ogóle zbyt dużo chl
          > eba (potrafię jeść bochenek dwa tygodnie, część mrożę). Kupuję w zaufanej pieka
          > rni, sprzedawcy na życzenie podają skład każdego rodzaju chleba. Kupuję razowe
          > z zawartością ciemnej mąki od 30 do 50%. Na zakwasie i na drożdżach, różnie. Cz
          > asem bez dodatków, a czasem z siemieniem lnianym, słonecznikiem czy innymi taki
          > mi.
          tez jem malo, ale moje doswiadczenia sa takie, ze jest spora roznica miedzy tzw. dobrym piekarnianym a zrobionym w domu; i juz nie chodzi mi o smak, to kwestia gustu; po prostu do domowego nie pakuje spulchniaczy, substancji przeciwzbrylajacej i paru innych skladnikow (to mialam na mysli piszac o szkodzacych dodatkach); mi osobiscie domowy nawet z najzwyklejsze bialej maki sluzy wiele bardziej niz kupny na zakwasie dosc drogi; nie mam pojecia na ile to akurat moj przypadek, ale coraz czesciej obserwuje, ze tzw. dobry ciemny chleb wcale nie jest taki dobry;

          > > zadnych kupnych wedlin - nie jem
          > -puszek - z tym byłoby ciężko, bo nie bardzo mam czas i warunki, żeby moczyć i
          > gotować strączki. Obrane i pokrojone pomidory to też fajne udogodnienie. Ale ja
          > nie widzę wielkiej przetworzoności w puszkach, jestem obrońcą puszek. Warzywa
          > z wodą i solą (słodzonych unikam), pasteryzowane (?) i umieszczone w opakowaniu
          > zapobiegającym zepsuciu.
          > - kupnego chleba - mogę zrezygnować
          > - ciastek - jem rzadko
          > - frytek - jem kilka razy w roku
          > - chinskich zupek - tego to już w ogóle
          > - jajek czy kurczaka - kurczaków nie jem, w "wiejskie" jaja szczerze nie wierzę
          nie napisalam ci tego jako listy z czego masz ewentualnie zrezygnowac; podalam podzielilam sie tylko doswiadczeniem osoby ktora dobrze znam i miala b. podobne problemy (akurat ciastka czy frytki tez jadala rzadko, o dziwo teraz wcina znacznie czesciej, tyle ze domowej produkcji; chinskie zupki to raczej przy okazji biwakow);
          tych przykladow moglabym podac wiecej - np. odstawila wszystkie serki w kubeczkach, zaczela kupowac zwykly twarog i zabierac sobie w pojemniku; lody - domowe itd.; zmiana byla dosc radykalna i akurat to pomoglo, a wczesniej kilka innych rzeczy nie dalo efektu; okazalo sie ze to najprawdopodobniej reakcja na substancje polepszajace, konserwanty + nadmiar soli w zywnosci; no ale to jednostkowe doswiadczenie - czy tak bedzie w innych przypadkach - nie mam pojecia;

          a co do jajek - nie wiem, co masz na mysli piszac o "wiejskich", ale ja bez problemu czuje roznice w smaku pomiedzy farmowym a kupionym od gospodyni, od ktorej je kupuje; i nie maja zadnego eco certyfikatu, zwykle jajka;

          co do puszek - nie wiem, moze niektorym sluza, mi (ale problemow takich jak twoje nigdy nie mialam, mialam za to inne dylematy do rozwiazania) akurat nie sluzyly wybitnie; jasne, ze moczenie straczkow (sama mocze b. dlugo) czy pakowanie w sezonie pomidorkow w sloiki jest czasochlonne, ale coz, cos za cos;
          • pierwszalitera Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 10:53
            virgaaurea napisała:

            > tez jem malo, ale moje doswiadczenia sa takie, ze jest spora roznica miedzy tzw
            > . dobrym piekarnianym a zrobionym w domu; i juz nie chodzi mi o smak, to kwesti
            > a gustu; po prostu do domowego nie pakuje spulchniaczy, substancji przeciwzbryl
            > ajacej i paru innych skladnikow (to mialam na mysli piszac o szkodzacych dodatk
            > ach); mi osobiscie domowy nawet z najzwyklejsze bialej maki sluzy wiele bardzie
            > j niz kupny na zakwasie dosc drogi; nie mam pojecia na ile to akurat moj przypa
            > dek, ale coraz czesciej obserwuje, ze tzw. dobry ciemny chleb wcale nie jest ta
            > ki dobry;

            Masz wielką rację. Abstrahując już od tego, że kupny chleb z ciemnej mąki jest często po prostu "farbowany" cukrem, by wyglądal na ciemniejszy i zdrowszy, to ten faktycznie z prawdziwej mąku razowej jest najczęściej z powodu oszczędności za krótko pieczony. Umożliwiają to właśnie substancje przyśpieszające pieczenie dodawane do ciasta. Problem w tym, że chleb smakuje jak wypieczony, ale tak naprawdę nie jest i posiada wiele właściwości surowej mąki, toksyczne właściwości pełnego ziarna nie zostały jeszcze zneutralizowane. Nie na darmo człowiek z biegiem czasu preferował coraz bielszą mąkę i nie spożywa jej na surowo, razowa, surowa mąka jest ciężko strawna. Ja nie kupuję prawie w ogóle razowego pieczywa. Mieszkam w kraju chleba, z łatwością znajdę piekarnię nawet ekologiczną, gdzie ryzyko nabrania się jest trochę mniejsze, ale jedyny chleb razowy, który w większych ilościach nie wywołuje u mnie sensacji, to mój żytni na zakwasie, pieczony w domu. Piekę od czasu do czasu, gdy chce mi się ciemnego. Doskonale znoszę też kupny pumpernickel, a to dlatego, bo jego nazwa jest u mnie chroniona i jako pumpernickel można sprzedawać tylko chleb, który pieczony jest przez wiele, wiele godzin z pełnego ziarna. A tak naprawdę najlepiej znoszę biały włoski chleb i już dawno pozbyłam się iluzji, że z pełnego przemiału oznacza zdrowie. Istnieją ludzie, którzy znoszą większą ilość razowej mąki i istnieją tacy jak ja, którzy lepiej trzymają się od niej z daleka. Każdy powinien to dla siebie sprawdzić i nie kierować się zaleceniami ze starych, często nieaktualnych już dietetycznych książek. Mieszkańcy południa Europy też prawie w ogóle nie jedzą razowego chleba i razowej mąki, i nie są przez to bardziej zagrożeni chorobami. A huśtawek cukru jasna mąka też u mnie nie powoduje, bo to trochę bardziej skomplikowane i zależy nie od ilości i jakości cukru, a od insulinowej odpowiedzi na węglowodany w organiźmie. Jeżeli ktoś cierpi na hyperinsulinemię, to huśtawki cukru i napad apetytu będzie miał nawet od jabłka jako "zdrowej" przekąski.
            • coeur_de_boeuf Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 13:44
              Przez jakis czas kupowalam codziennie kanapke z razowej bagietki i bylam naprawde zdzwiwiona kiedy lekarka mi powiedziala, ze to jest przyczyna sensacji zoladkowych. Tez podejrzewalam drazliwe jelito bo mam stresujaca prace finalnie sie okazalo, ze to te razowe pieczywe.

              Teraz wlasciwie ograniczam ilosc chleba w diecie, czasem pieke razowy na zakwasie z ziarnami i nie miewam juz zadnych problemow.
              • nomina Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 18:17
                A jesteś w stanie określić, po czym jest Ci zdecydowanie gorzej? I czy oprócz sensacji jelitowych masz też inne, typu np. pokrzywka, katar jakby alergiczny, może łaskotanie w gardle czy kaszel lub podobne dyskomforty? Miewasz migreny? Miewasz po zjedzeniu wysokoglikemicznego jedzenia (głównie białego pieczywa, słodyczy, fast foodów typu pizza, jeśli jesz, serów żółtych, rzeczy drożdżowych) uczucie oszołomienia jak po alkoholu?
                • zireael00 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 18:27
                  > A jesteś w stanie określić, po czym jest Ci zdecydowanie gorzej?

                  Ciągle obserwuję

                  > I czy oprócz sensacji jelitowych masz też inne, typu np. pokrzywka, katar jakby alergiczny, może łaskotanie w gardle czy kaszel lub podobne dyskomforty?

                  Nie mam. Katar sienny mam, bo wszystko teraz kwitnie i pyli jak szalone, ale lekami trzymam go w ryzach i w sumie znoszę ten sezon całkiem dobrze.

                  > Miewasz migreny? Miewasz po zjedzeniu wysokoglikemicznego jedzenia (głównie białego pieczywa, słodyczy, fast foodów typu pizza, jeśli jesz, serów żółtych, rzeczy drożdżowych) uczucie oszołomienia jak po alkoholu?

                  Migreny miałam w jednym momencie życia - kiedy brałam tabletki antykoncepcyjne Logest. W przerwach na krwawienie miałam. Mam wrażenie, że było to związane ze spadkiem poziomu kobiecych hormonów. Potem zmieniłam piguły, teraz biorę jednoskładnikowe i raczej migren nie mam. Co do tego oszołemienia - raczej nie, ale rzadko jem ww. produkty, więc może nie pamiętam, że coś mi dolegało.
                  • nomina Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 19:25
                    Pociągnę temat: a czy zimą po zjedzeniu jakichś produktów miałaś inne niż jelitowe objawy?

                    Miewasz objawy typu biały nalot na języku? Ochotę na słodkie po zjedzeniu wysokoglikemicznego posiłku?

                    Dopytuję, bo rewolucje jelitowe mogą też być objawem - tak, tak, mój konik :) - nietolerancji pokarmowych na tle nietolerancji histaminy lub objawem grzybicy. Tyle że badanie pierwszego trochę kosztuje (ok. 150 zł koszt poziomu DAO, testy badające ogólnie nadwrażliwość pokarmową IgE-niezależną to jeszcze większe pieniądze), drugie jest trudne do jednoznacznego stwierdzenia, jeśli nie ma się równie jednoznacznych objawów (badania kału mogą nie złapać grzyba w próbce, a badania przeciwciał p/grzybiczych raz, że mało wykonywane, dwa, że niepewne, bo ja spotkałam tylko w IgG).

                    Zanim więc wejdziesz w diagnostykę, ja bym najpierw ustaliła - jaką.
                    • pierwszalitera Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 10.05.13, 00:18
                      nomina napisał(a):

                      > Dopytuję, bo rewolucje jelitowe mogą też być objawem - tak, tak, mój konik :) -
                      > nietolerancji pokarmowych na tle nietolerancji histaminy lub objawem grzybicy.
                      > Tyle że badanie pierwszego trochę kosztuje (

                      Ja cię proszę, ty nie wmawiaj nikomu egzotycznych schorzeń i nie zalecaj kosmicznych badań, dopóki nie wypróbował znormalizowć nieco radykalnej diety.
          • filoruska Poznań 09.05.13, 22:58
            W Poznaniu praktycznie nie ma Azjatów, więc nie ma też barów i sklepów prowadzonych przez nich tak jak w Warszawie. Był kiedyś sklep prowadzony przez Chińczyków, ale padł. Można za to kupić prawdziwe jajka z podwórka na rynkach, tylko trzeba wiedzieć, kto sprzedaje swoje, a kto towar z hurtowni. Jak się dobrze ogarnąć, to od takich kobiet można też kupić świeży twaróg (przepyszny), mleko i kiełbasę spod lady. Są też w normalnych cenach polskie warzywa prosto od producenta. Osobno Eko bazar działa w każdą sobotę. Są też festyny z dobrym jedzeniem w niektórych centrach handlowych. Prawdziwy chleb można kupić w 3 weekend miesiąca w Rondzie, ale pewnie w innych dniach też się znajdzie w innych miejscach. Można też w Poznaniu kupić dobre świeże ryby i owoce morza, a serów krowich, kozich i owczych jest wybór nie do ogarnięcia. Trzeba tylko trochę poszukać i popytać.
            • zireael00 Jedzenie od chłopa, eko itd. 09.05.13, 23:15
              Trzeba mieć też duuużo pieniędzy, żeby kupić te dobrocie. ;) Dziękuję za namiary, ale wątpię, żeby miały mi się jakoś bardzo przydać. Mam na jedzenie około 250 zł miesięcznie, większość pożywienia kupuję z konieczności w marketach. A "wiejskim" jajom nie ufam. Po pierwsze, jest duże ryzyko trafienia na naciągaczy, którzy kupią jaja w markecie, zmyją pięczatki, ubrudzą trochę kurzą kupką i sprzedają za złotówkę/sztuka albo i więcej. Po drugie, pieczątka daje mi jakieś poczucie bezpieczeństwa. Że ktoś te jaja bada. I wiem od mojego faceta (studenta biotechnologii), że trójki są najpewniejsze dla konsumenta. Wiadomo, co i w jakich ilościach jedzą kury i tak dalej. Jeśli będzie mnie kiedyś stać na jedynki, to będę je raczej kupować w powodów etycznych. Bo różnicy w smaku - z ręką na sercu - nie czuję żadnej.
              • filoruska Re: Jedzenie od chłopa, eko itd. 09.05.13, 23:53
                Nie na wszystko trzeba mieć tyle kasy. 250 zł to mało, ale da się przeżyć, tylko trzeba wyszukiwać miejsc z dobrymi cenami i promocji, a na rynkach zakupy robić w tygodniu, bo w piątek i w sobotę zazwyczaj jest drożej. W Lidlach wieczorem są przeceny warzyw i owoców, ale trzeba wiedzieć, mniej więcej o której, bo taki towar szybko znika. Kilka lat temu miałam mizerną pensję. Nauczyłam się szybko, jak kupować, żeby nie być głodna i przeżyć. Teraz na jedzenie nie mam ograniczeń, ale większość przyzwyczajeń zostało.
                O jajkach pisałam, że trzeba wiedzieć, od kogo kupujesz. Na zwykłych rynkach są takie osoby. Mają też warzywa w zupełnie normalnych cenach z własnego pola i ogrodu. W sezonie tańsze niż w marketach, a zimą w cenach porównywalnych. Rozejrzyj się na którymś ze starych rynków. Najlepsze to Wildecki i Jeżycki. Wildecki podobno tańszy. Nie wiem, w jakiej dzielnicy mieszkasz, więc trudno podpowiadać. Swoje rejony mam opanowane i tu mogłabym pokazać, u kogo warto kupować.
                Ryby, które kupuję, kosztują po kilkanaście złotych za kilogram. Ale nie pisałaś, czy jesz ryby. Owoce morza rzeczywiście to już duży wydatek.
                Dobry chleb kosztuje. Ja biały ostatnio piekę sama. Smakowo jest między nim, a sklepowym, przepaść głębokości rowu Mariańskiego. Ciemny też czasami upiekę, ale na codzień to mi się nie chce. Za mało go jem.
                Mięsa też prawie nie jadam, za to sery pochłaniam w dużych ilościach. Głównie pleśniowe, ale ich nie trzeba wiele, żeby poczuć smak.
                W Rondzie podczas tych weekendów są też panowie z ziarnami, kaszami, orzechami i suszonymi owocami na wagę. Te popularniejsze w bardzo dobrych cenach, rzadziej spotykane już w mniej przystępnych.
                Jeśli chodzi o poczucie bezpieczeństwa, to dla mnie gwarancją jest krótka droga od producenta do klienta i bezpośrednia znajomość z tym producentem. Ja mam swoich sprzedawców na rynku. Latem (zimą nie bywam regularnie) mnie rozpoznają i wiedzą, że jestem stałą klientką. Czasami nawet chwilę rozmawiamy. Stałego klienta się ceni i daje mu dobry towar.
                Jak dla mnie, to Ty dużo jesz. Nie dałabym rady tyle zjeść w ciągu dnia.
                • kasica_k Re: Jedzenie od chłopa, eko itd. 10.05.13, 16:46
                  filoruska napisała:

                  > Jak dla mnie, to Ty dużo jesz. Nie dałabym rady tyle zjeść w ciągu dnia.

                  Po pierwsze, ona nigdzie nie napisała, ILE je, tylko że je często. Może nieco za często. Tak czy owak, nie namawiajcie proszę osoby nie jedzącej mięsa, żeby ograniczała jedzenie, albo jadła dwa razy dziennie, bo to jest po prostu niewykonalne. Mięso syci na bardzo długo, ja do dziś pamiętam, jak po kolacjach z mięsem nie byłam w stanie zjeść śniadania, a po obiedzie z kotletem ledwo wstawałam od stołu. Posiłek bezmięsny, żeby był sycący, zwykle też musi być większy. Nigdy w życiu nie byłabym w stanie wepchnąć w siebie tyle na raz, żeby mi się nie chciało jeść przez CAŁY dzień. To taka uwaga, żeby nie wpadać czasem ze skrajności w skrajność.
                  • filoruska Re: Jedzenie od chłopa, eko itd. 10.05.13, 16:53
                    Może się nieprecyzyjnie wyraziłam. Nie chodzi mi o wielkość porcji, bo o tym nie było mowy, ale o fakcie, że co chwilę coś je. Ja nie jest prawie mięsa (posiłek mięsny raz w tygodniu) i nie byłabym w stanie tak często jeść, bo śniadanie, kanapka + owoc w pracy i wieczorem kolacja to wszystko, co jestem w stanie w siebie wpakować.
                  • yaga7 Re: Jedzenie od chłopa, eko itd. 10.05.13, 16:57
                    Eeee, to też zależy od organizmu.

                    Ja spokojnie jestem w stanie jeść 2 posiłki dziennie, bezmięsne, bezrybne, natomiast bardzo bogatowęglowe. Fakt, są duże, ale jest to jak najbardziej wykonalne - zdarza mi się to zwykle w czasie urlopów, gdy cały dzień mam zapchany atrakcjami i jem tylko rano i wieczorem. I potrafię tak kilka dni pod rząd, pewnie nawet kilka tygodni pod rząd bym potrafiła.

                    W domu tak nie potrafię, za bardzo lubię jeść (więc jem też wtedy, gdy nie jestem głodna, niestety).
                  • pierwszalitera Re: Jedzenie od chłopa, eko itd. 10.05.13, 18:06
                    kasica_k napisała:

                    Tak czy owak, nie namawiajcie proszę osoby nie jedzącej mięsa, żeby o
                    > graniczała jedzenie, albo jadła dwa razy dziennie, bo to jest po prostu niewyko
                    > nalne.

                    Ale one nie jest weganką, tylko jada (może jadać) całkiem sporo zwierzęcych produktów, na przykład jajka, nabiał,sery, czy nawet jak napisała ryby. Poza tym, rośliny strączkowe, jako roślinne białko, też są całkiem dobrze sycące. Nie wolno zapominać też o tłuszczach, te też są nam potrzebne i ich mocne ograniczenie może wywołać problemy ze zdrowiem oraz oczywiście stałe poczucie głodu. Ja nie jestem wegetarianką, ale też nie jadam codziennie mięsa i wiele posiłków u mnie podpada pod kategorię wegetariańskie, mimo tego najadam się świetnie dwoma - trzema posiłkami dziennie. Panierowane kotlety jadam chyba tylko raz na kwartał. Podjadania pomiędzy, czy snackowania nie praktykowałam właściwie nigdy. Wyniosłam to jeszcze z domu rodzinnego, rodzice zabraniali mi bowiem jeść pomiędzy posiłkami, bo byłam jako dziecko niejadkiem i rodzce woleli bym jadła więcej podczas głównych posiłków zamiast dopychać pomiędzy słodyczami, ciastkami, słodzonymi napojami, czy raczej małowartościowym odżywczo chlebem. Za owocami nie przepadałam nigdy. Niejadkiem już nie jestem, ale przyzwyczajenie zostało. Celebruję chętnie dobrze i bogato skomponowane główne posiłki, lubię porządne uczucie sytości wystarczające na conajmniej 5-6 godzin. Nikt nie każe też nikomu tu jeść tylko dwóch posiłków, ale trzy-cztery są całkowicie wystarczające. Mnie by już to ciągłe zawracanie sobie głowy jedzeniem (i czyszczeniem zębów) strasznie stresowało. Dobrze sycące i bardzo łatwo strawne węglowodany to także banany i ziemniaki. Zamiast tej masy razowych produktów zbożowych warto by te też uwzględnić.
    • joankara Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 09.05.13, 21:57
      A może po prostu brakuje Ci flory bakteryjnej? Próbowałaś probiotyków, albo przynajmniej - wiem, może się wydawać obrazoburcze - kwaśnego mleka, kefiru, jogurtów - coś co ma żywe bakterie mlekowe? Wiem, panuje przekonanie, że po kwaśnym mleku czy kefirze, to dopiero jest biegunka, ale to nieprawda, z własnego doświadczenia i zalecenia mojej pierwszego kontaktu, mogę powiedzieć, że wprost przeciwnie. Nawet w stadium słynnej praczki działa zatrzymująco, jak mnie czasem dopada taka nerwówka przed ważnym wystąpieniem publicznym, to zwykle kefir pomaga natychmiast - ale u mnie to zwykła trema jest i byle tylko wyjść z domu, przechodzi jak ręką odjął, ale żeby wyjść z domu, to najpierw trzeba wyjść z łazienki, a to nie jest już takie łatwe;-).
    • pierwszalitera Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 10.05.13, 16:24
      cremela napisał(a):

      > ja jem bardzo dużo warzyw, moim zdaniem to lek na wszystko! tutaj spis tych, które pomagają chudnąć: rel="nofollow">fitness.wp.pl/multimedia/galerie/go:1/ art1046.html
      > póki co działa :)

      Warzywa nie zawierają ani esencjalnych aminokwasów, ani esencjalnych kwasów tłuszczowych, więc są tylko dodatkiem do naszej diety. Zdrowym wprawdzie, z niektórymi witaminami, błonnikiem i aktywnymi składnikami biologicznymi, ale nie posiadają na pewno cudownych właściwości. Nie istnieją też warzywa, które pomagają schudnąć. Kapusta jako pogromca tłuszczu. Koń by się uśmiał. Myślałam, że ta durna moda na odchudzającą zupę z kapusty i na głodówki w ogóle już minęła.
    • turzyca Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 23.08.13, 12:07
      Ja wiem, ze ten watek zostal wywindowany przez spamera, ale jakos mi umknal w momencie powstania, wiec pozwole sobie go podbic.

      Ziirael, i jak Ci? Wyjasnilo sie cos?



      poza tym wszystkiego sobie nie ugotuję (gotow
      > ana pomarańcza, gotowana kalarepa?).

      Gotowana kalarepa jest pyszna. Tez nie znalam, ale zostalam poczestowana i teraz sama gotuje w lekko osolonej wodzie i z przyprawami.
      A i pieczone pomarancze fajne sa. :)
      • slotna Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 25.08.13, 15:12
        Zupa z kalarepki, groszku cukrowego, mlodej marchewki i mlodych ziemniakow... mniam ;) Mozna dac koperku, smietany, co kto lubi (ja lubie swiezo zmielony pieprz, zeby przelamac te slodkawa lagodnosc).
    • klymenystra Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 24.08.13, 19:51
      Ja cierpie na toto od wielu lat, nie jem miesa, czasem ryby. Moje doświadczenie jest takie, że choroba ta atakuje mnie, kiedy mam dużo stresu i wtedy jem po prostu sucharki i kleiki. W pozostałych okresach jem wszystko normalnie i nic się nie dzieje.
      Kup sobie Jeliton i pij go, bardzo pomaga. A z Duspatalinem musisz sie zaprzyjaznic.
      • klymenystra Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 24.08.13, 19:58
        Aha - mam też Hashi - przy niskich przeciwciałach. Poszukaj dobrego lekarza, bo aTPO niewiele znaczy przy diagnostyce. Przeciwciała raz są, innym razem nie ma. I jak już będziesz u dobrego lekarza, to pogadaj o zrobieniu krzywej insulinowej - w parze z Hashi często idzie insulinooporność.
        • slonko771 Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 26.08.13, 00:25
          ja tez proponowałabym dokladniej tarczycy sie przyjrzec, w rodzinie- leczony na jelita, ciagany po gastroskopiach kolonoskopiach,az w koncu zdjagnozowane hasimoto i biegunki tylko po pofolgowaniu sobie mocno w diecie, a hasimoto dziedziczne ponoc wiec rodziinne dolegliwosci jak najbardziej mozliwe powodzenia
    • indigo-rose Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 28.08.13, 08:02
      Jeśli chcesz, żeby śniadanie dłużej "trzymało", może dorzuć orzechy do owsianki? Podbijesz jej wartość energetyczną i wprowadzisz białko, a to chyba istotne dla wege. W mojej pracy jedzenie to problem i czasem od śniadania do lunchu mija mi 5 godzin lub nawet więcej, a dla mnie to dużo. Owsianka z samymi rodzynkami dawała radę na 3 godziny, a z porządną garścią mieszanki orzechów jakoś wytrzymuję do przerwy na lunch.

      No i druga rzecz: spróbuj odstawić mleko. Rozumiem, że dla wege to problem, ale takie biegunki wyglądają trochę na nietolerancję laktozy. Znowu mówię po sobie, ale u mnie skończyło się mleko, skończył się problem.
      • turzyca Re: (prawie) wegetariańskie jelito drażliwe 28.08.13, 13:04
        > No i druga rzecz: spróbuj odstawić mleko. Rozumiem, że dla wege to problem, ale
        > takie biegunki wyglądają trochę na nietolerancję laktozy.

        Dwa wyjscia:
        1. Laktaza w tabletkach.
        2. Mleko bezlaktozowe.

        Z laktaza wychodzi mniej wiecej 0,5-1 PLN dodatkowo na posilek (zalezy od producenta laktazy i ilosci laktozy w posilku), mleko bezlaktozowe kosztuje ca. 5 PLN za litr (bywa w Biedronce, wtedy taniej). Jest nieco slodsze od zwyklego, bo glukoza, do ktorej obok galaktozy, jest rozszczepiana laktoza, jest slodsza od laktozy.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka